Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Sesje inne
  3. Rozgrywka
  4. Serce tajgi [Zew Cthulhu]
Serce tajgi
GordianG
Gordian jako
Wielki Cthulhu
Mistrz Gry
KaworuK
Kaworu jako
Eleonora Croft (Anna White)
AgnesA
Agnes jako
Violet Shane
ElvisE
Elvis jako
Ren Watanabe
CyganC
Cygan jako
Walter Murdock (William Evans)
KetharianK
Ketharian jako
John Carter (Mike Dundee)

Serce tajgi [Zew Cthulhu]

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
sercetajgi
89 Posty 6 Uczestników 1.6k Wyświetlenia 2 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • KetharianK Niedostępny
    KetharianK Niedostępny
    Ketharian jako John Carter (Mike Dundee)
    Obsługa Moderator
    napisał(a) ostatnio edytowany przez
    #78

    Dzielnica portowa w Jokohamie


    John Carter odetchnął z ogromną ulgą, kiedy oficer i towarzyszący mu młodzi mężczyźni zniknęli w tłumie noszących dziwaczne ubrania przechodniów. Myśliwy nie znał tutejszych obyczajów ani miejscowego prawa, ale podejrzewał, że wejście w jakikolwiek zatarg z przedstawicielami władzy mogło się dla członków ekspedycji bardzo źle skończyć. Tak, to mogło się naprawdę bardzo źle skończyć.

    Dźwięk głosu profesora odwrócił uwagę Cartera od posępnych dywagacji i uwolnił zarazem narastającą w mężczyźnie od dłuższego czasu złość. Uczony na początku znajomości sprawiał wrażenie niefrasobliwego i dziecięco naiwnego, ale opinia ta ulegała w myślach Aladkańczyka szybkim przemianom.

    Chance był niekompetentnym głupcem bez krztyny instynktu samozachowawczego, niebezpiecznym dla siebie samego, ale i swoich towarzyszy.

    - Myślę, że w tych okolicznościach powinien pan wrócić na pokład, profesorze - powiedział zimnym tonem myśliwy kładąc dłoń na ramieniu uczonego - Nie wiadomo, czy ten żołdak naprawdę stracił zainteresowanie pańską osobą czy też tylko wycofał się w obliczu tak dużej grupy jak nasza i zaraz wróci z całym oddziałem. Ja rozumiem, że brak szacunku dla osoby z takim autorytetem naukowym może być niepojęty, ale ten kraj rządzi się prawami, które nijak się mają do amerykańskich wartości, panie profesorze. Jeśli pan zostanie aresztowany, ekspedycja okaże się porażką. Proszę wrócić na pokład i czekać tam, aż ktoś z nas nie przyniesie panu nowych wiadomości.

    Nie zdejmując ręki z ramienia uczonego Carter przeniósł znaczące spojrzenie na kwartet pałkarzy.

    - Biggy i jego chłopaki zapewnią panu bezpieczeństwo, tutejsi potrzebowaliby więcej niż tuzina żołdaków, żeby się przez nich przebić, prawda, panie Biggy?

    Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    2
    • CyganC Niedostępny
      CyganC Niedostępny
      Cygan jako Walter Murdock (William Evans)
      napisał(a) ostatnio edytowany przez
      #79

      Walter po zobaczeniu, jak tylko kilka słów Rena wystarczyło, żeby rozwiązać konflikt, musiał przyznać, że adwokat to doprawdy złotousty diabeł.

      -Ren nie uważasz, że obecność tak dużej grupy tylko utrudnia ci poruszanie się? - Walter zapytał Japończyka zanim ten zdążył podejść znów do grupy. -Na pierwszy rzut oka widać, że w słowach nie masz sobie równych. Jestem pewny, że bez problemu namówisz całą ekspedycję na pozostanie w bibliotece. My będziemy spokojnie siedzieć i planować nasze następne kroki. Podczas gdy, ty będziesz mógł na spokojnie wypytać o Nakamurę w urzędzie. Wydaje mi się to rozsądniejsze niż zostawianie profesora i tej czwórki debili samych sobie - po tych słowach Walter podszedł do profesora.

      -Jeśli naprawdę grozi panu niebezpieczeństwo to faktycznie należałoby udać się gdzieś w bezpieczniejsze miejsce. Proponuje wymienić walutę w kantorze, a potem Ren nas gdzieś zaprowadzi Prawda? - powiedział Walter po czym skierował wzrok na Rena.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      1
      • KaworuK Niedostępny
        KaworuK Niedostępny
        Kaworu jako Eleonora Croft (Anna White)
        napisał(a) ostatnio edytowany przez
        #80

        Teraz, kiedy zagrożenie w postaci oficera w pełni przeminęło, Eleonora miała szansę, by poczuć w pełni lęk i absurdalność całej tej sytuacji.

        Jej serce biło intensywnie w jej piersi, co było średnio przyjemnym uczuciem, dodatkowo kobieta cała się dygotała i trzęsła. W końcu uklęknęła, by trochę odzyskać kontakt z rzeczywistością.

        - Omae… - zachichotała cichym głosem. Ten chichot nie wyglądał na szczególnie zdrowy psychicznie – Nazwał mnie omae… - po jej policzkach popłynęły zły, sama nie wiedziała czemu. Ze stresu? Strachu? Ulgi? Wszystko po trochu?

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        0
        • AgnesA Niedostępny
          AgnesA Niedostępny
          Agnes jako Violet Shane
          napisał(a) ostatnio edytowany przez Agnes
          #81

          Violet przez chwilę przyglądała się sytuacji, jakby oglądała jeden z filmów gangsterskich, zanim dotarło do niej, że to wszystko dzieje się naprawdę. Ze względu na nieznany język nie do końca rozumiała, co się stało, jednak po spokoju i pewności Rena domyśliła się, że ten wyjaśnił pomyślnie sytuacje. John natomiast tracił cierpliwość do zachowania profesora i usilnie próbował przekonać go do pozostania na statku. Violet postanowiła włączyć się do dyskusji:

          -Jo... Mike ma rację, profesorze. Powinien pan poczekać na statku w towarzystwie... obstawy, a my ze wszystkim sobie poradzimy. W końcu za to nam pan przecież płaci.

          Następnie podeszła do skulonej Eleonory i objęła ją delikatnie ramieniem.

          -Już dobrze, Noo... Anno, już dobrze. Już po strachu - szeptała kojąco, łagodnie gładząc kobietę po ramieniu. - A co to słowo właściwie znaczy?

          @kaworu @ketharian

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          1
          • ElvisE Niedostępny
            ElvisE Niedostępny
            Elvis jako Ren Watanabe
            napisał(a) ostatnio edytowany przez
            #82

            Gdy oficer oddalił się, Ren natychmiastowo poczuł wielką ulgę. Wiedział, że cała ta sytuacja mogła się skończyć naprawdę niedobrze dla jego towarzyszy, a szczególnie dla Eleonory. Chwilę po całym zamieszaniu zmierzył ją wzrokiem, w którym wyryta była wyraźnie irytacja, chciał już powiedzieć jej klika ostrych słów, lecz zauważył, że Panna Croft jest cała roztrzęsiona, więc postanowił jej wytłumaczyć jej błędy z opanowniem. -Eleonoro... spokojnie..Musisz wiedzieć, że amerykanie delikatnie rzecz ujmując nie są tu jakoś specjalnie mile widziani. Pamiętaj o tym, aby... trochę subtelniej podchodzić do interakcji z innymi tutaj.

            Kończąc rozmowę z damą zaczepił mecenasa Walter, który zasugerował mu odesłanie profesora i część drużyny do jakiegoś bezpiecznego miejsca i samodzielne odnalezienie Nakamury. Watanabe nic na to nie odpowiedział, tylko dogłębnie to przemyślał. Jednocześnie skierował swój wzrok w stronę Chance' którego bezskutecznie John próbował podejść strachem, jak i Violet wraz z Murdockiem, którzy również próbowałi przekonać Broephyle'a. Ren także postanowił do nich dołaczyć, lecz z innym, dyplomatycznym podejściem. Podszedł do profesora, i zaproponował spokojnym głosem. -Panie Chance, myślę, że pomysł moich towarzyszy nie należy do najgorszych. Tak jak powiedział John, nie możemy ryzykować aby coś się Panu stało, a więc sugeruję abyśmy najpierw udali się do kantoru, a potem odstawie was w jakieś bezpieczne miejsce - chociażby na ów pokład, a następnie wyruszę z dajmy na to Carterem do urzędu żeby ustalić aktualne położenie Kazuo. Co Pan na to?

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            1
            • KaworuK Niedostępny
              KaworuK Niedostępny
              Kaworu jako Eleonora Croft (Anna White)
              napisał(a) ostatnio edytowany przez
              #83

              Eleonora pozwoliła sobie na przytulenie Violet - była taka roztrzęsiona, musiała coś zrobić z dłońmi.

              - Oh, przepraszam, przepraszam... - wyszeptała - jestem kłębkiem nerwów. Oh...

              -A co do słowa, to... znaczy ono coś w rodzaju "ty", ale jest bardzo, bardzo mało przyjemne i nieeleganckie. Coś jak... użyć "du" zamiast "Sie" w niemieckim? Tylko nieco bardziej, uważam... - wyjaśniła.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              1
              • AgnesA Niedostępny
                AgnesA Niedostępny
                Agnes jako Violet Shane
                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                #84

                Z racji zerowej znajomości niemieckiego Violet nie miała pojęcia, o czym mówi Eleonora, pokiwała jednak głową, nie chcąc drążyć trudnego tematu. Zważywszy na mocno emocjonalną reakcję kobiety postanowiła nigdy nie używać "du", zwracając się do Niemców.

                W pierwszej chwili poczuła się niezręcznie, objęta przez ledwie poznaną kobietę, ale szybko rozluźniła się, żeby uspokoić rozmówczynię. Pomyślała, że odwrócenie jej myśli od sytuacji może pomóc, więc zwróciła się do kobiety:

                • Profesor wspominał coś o kolacji u antropolożki i strojach wieczorowych... Zdaje się, że nie mam nic odpowiedniego i zupełnie nie znam się na tutejszej modzie. Czy mogłabym prosić Panią o pomoc w zakupie czegoś odpowiedniego, gdy już wymienimy pieniądze?
                  @kaworu
                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                1
                • KaworuK Niedostępny
                  KaworuK Niedostępny
                  Kaworu jako Eleonora Croft (Anna White)
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                  #85

                  - Tak kochana, z chęcią Ci w tym pomogę - powiedziała Eleonora, uśmiechająć się delikatnie do swojej nowej przyjaciółki (?).

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  1
                  • GordianG Niedostępny
                    GordianG Niedostępny
                    Gordian jako Wielki Cthulhu
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                    #86

                    Profesor patrzył na próbujących go przekonać do tymczasowego odcięcia się od ekspedycji wraz z "ochroną" z pewnym zakłopotaniem, jednak z biegiem czasu jego wyraz twarzy łagodniał. Pod koniec wyglądał, jakby się nad czymś poważnie zastanawiał.
                    Hmm... - mruczał pod nosem, gładząc się po brodzie, stojąc na środku ulicy i nie zwracając uwagi na dość nieprzychylne spojrzenia rzucane mu przez Japończyków. - Być może i macie rację. Weźmiemy wszystkie bagaże i zaniesiemy je do hotelu. Spotkamy się wieczorem, na przyjęciu u madame. No, panowie! Bierzemy bagaże i jedziemy do hotelu! - kiwnął na "pałkarzy", którzy mieli takie miny, jakby odejście było ostatnią rzeczą, na jaką mieli ochotę, ale ostatecznie wypełnili polecenie tego, który im płacił. - Panie Watanabe, może nam pan zatrzymać rikszę i poprosić o przetransportowanie do hotelu? Zapłacę temu panu na miejscu.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    🆒 ♥
                    2
                    • KaworuK Niedostępny
                      KaworuK Niedostępny
                      Kaworu jako Eleonora Croft (Anna White)
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                      #87

                      Eleonora wstała i spojrzała przyjaźnie na Violet.

                      - Kochana – powiedziała ciepłym tonem głosu – Skoro idziemy na tę imprezę u pani antropolog, to może kupimy jakieś odświętne stroje? W Japonii zazwyczaj nosi się tak zwane kimona, mogą one służyć jako pidżamy, ale są także ładnymi strojami na szczególne okazje. Myślę, że mogłoby się Tobie takie kimono spodobać, w przeciwieństwie do świata zachodniego, jest to dosyć luźny strój. Jaki chcesz kolor? Czerwień by Ci pasowała do włosów, ale błękit by z nimi kontrastował, hm… W każdym razie możemy udać się do sklepów i porozglądać za odpowiednim odzieniem, co o tym myślisz?

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      0
                      • AgnesA Niedostępny
                        AgnesA Niedostępny
                        Agnes jako Violet Shane
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                        #88

                        Violet z ulgą zauważyła, że Eleonora nieco się uspokoiła. Entuzjastycznie zareagowała na propozycję kobiety. Ruszyła za nią, chłonąc miasto całą sobą. Jego zapach, dźwięki, bawrwy. Zwracała uwagę, jak odmiennie zachowują się tu ludzie - z jaką kulturą i chłodną uprzejmością zwracają się do siebie, często nie okazując żadnych emocji.

                        Gdy dotarły do celu i oczom Violet ukazała się sklepowa wystawa pełna barwnych kimon, ta zaniemówiła z zachwytu. Czuła się speszona, wchodząc do wewnątrz. Zazwyczaj nosiła ubrania po starszych kuzynkach czy dzieciach sąsiadów, bądź też uszyte przez babkę gryzące wełniane spódnice. Dodatkowo onieśmielała ją obecność sprzedawczyni, która najwyraźniej chciała pomóc, wypowiadając zapewne pytania w komplernie niezrozumiałym języku. Gdyby nie obecność Eleonory, Violet wycofałaby się w popłochu. Tymczasem wspólne zakupy i przymiarki okazały się przyjemnie i nawet nieco... zabawne. Ostatecznie Violet zdecydowała się na błękitny strój z delikatnym wzorem. @kaworu

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        ♥
                        1
                        • GordianG Niedostępny
                          GordianG Niedostępny
                          Gordian jako Wielki Cthulhu
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                          #89

                          JOHN I WALTER

                          Riksze wiozące całą grupę do hotelu ruszają pośpiesznie ulicami Yokohamy. Żadne z was nie doświadczyło nigdy czegoś podobnego. Pojazd ciągnięty przez człowieka wydaje się być czymś pomiędzy taksówką a... wyjątkowo ponurym żartem. Siedząc na niewielkim siedzeniu, podczas gdy przed wami drobnym truchtem biegł ciągnący was mężczyzna, trudno było pozbyć się uczucia niezręczności. Sam i Rosa wyglądali tak, jakby właśnie zobaczyli kogoś, kto rozdeptał małemu dziecku zamek z piasku na plaży. Mruknęli coś o "nieludzkim kapitalizmie" i zdecydowali się iść na pieszo, rzucając gniewne spojrzenia na całą resztę. "Pałkarze" zdawali się jednak nie mieć podobnych rozterek...
                          No ja pierdolę, że te żółtki samochodu na oczy nie widziały, to się domyślałem, ale że ludzi zamiast koni używają... - zarechotał Biggy, rozsiadając się tak, że jego rikszarz aż obejrzał się na niego z niepokojem. U nas z czarnuchami tak powinni zrobić. Przynajmniej do czegoś się przydadzą...
                          Tylko jak cię wywali, to będzie twoja wina - mruknął Franny z pewnym niepokojem.
                          Zamknij japę, Franny, i podziwiaj widoki! - odpowiedział mu beztrosko Biggy. A widoki rzeczywiście były warte uwagi.
                          Im dalej od portu, Yokohama zaczęła coraz bardziej przypominać miejsce, które mogliście sobie wyobrażać, myśląc o Japonii. Nie dało się tego porównać z żadnym amerykańskim miastem. Ulice były wąskie, budynki dość niskie. Właściwie nie było tu budynków wielopiętrowych, o wieżowcach już nie wspominając. Ren opowiadał wam, że tutejsze budownictwo tak wygląda, ponieważ Japonia bardzo często doświadcza trzęsień ziemi. Nad waszymi głowami wisiały pionowe szyldy pokryte znakami, które wydawały się dla was być niczym skomplikowane wzory, jakieś dzieła sztuki. Co kilka przecznic pojawiały się niewielkie kapliczki, bramy torii albo kamienne posążki, zapewne jakichś bóstw, stojące zwyczajnie pomiędzy sklepami i warsztatami.
                          Miasto pachniało inaczej. Nie był to smród benzyny i dymu z fabryk, do którego przywykliście w Kalifornii. Tutaj w powietrzu mieszały się zapachy ryb, gotowanego ryżu, węgla drzewnego, herbaty i czegoś słodkiego, czego żadne z was nie potrafiło nazwać. Co chwilę mijaliście uliczne stragany, na których sprzedawcy przygotowywali jedzenie na oczach klientów, nakładając je z wysokich garnków, z których buchała gęsta para. Gdzieś obok starsza kobieta sprzedawała wachlarze, a kilka metrów dalej mały chłopiec siedział na małym dywaniku na ziemi i naprawiał sandały ludziom, którzy podeszli.
                          Wielu przechodniów odwracało głowy w waszym kierunku. Patrzyli zwłaszcza na Biggy'ego. Trudno było się dziwić - nawet w Ameryce był człowiekiem zwracającym uwagę, ale tutaj... musiał wyglądać zupełnie jak przybysz z innej planety. Zwróciliście uwagę też na to, że było tu niepokojąco dużo ludzi w mundurach. Pojawiali się właściwie wszędzie, niemal na każdej ulicy, idąc w kilkuosobowych grupach. Co prawda nie zachowywali się w żaden sposób agresywnie, ale ich obecność była stała i oczywista. Ludzie reagowali na nich dość odruchowo, bez słowa ustępując im z drogi i kłaniając się nisko.
                          Minęliście również szkołę, do której właśnie szła prowadzona przez starszą kobietę grupka dzieci. Recytowali jakiś wierszyk, a kiedy obok nich pojawiła się grupka żołnierzy, wszyscy natychmiast zesztywnieli. Dla większości z was wyglądało to niewinnie, ale Walter, który był na froncie Wielkiej Wojny i widział już podobne obrazki, przeżył niespodziewane deja vu.
                          W końcu zabudowa zaczęła się zmieniać. Coraz gęściej pojawiały się budynki w stylu zachodnim, z szerokimi oknami, ceglanymi elewacjami i szyldami w języku angielskim, niemieckim i francuskim.
                          No, kurwa, wreszcie cywilizacja! - oznajmił Biggy z ulgą.
                          Powiedział człowiek, który parę chwil temu próbował gwizdnąć ośmiornicę od ulicznego handlarza... - odpowiedział mu Franny.
                          Bo wyglądała zajebiście! - zaśmiał się Biggy.
                          Riksze zwolniły, a przed wami piętrzył się hotel. Dość wysoki jak na tutejsze standardy budynek z jasnej cegły i kamienia wyróżniał się z okolicznej zabudowy. Nad wejściem wisiał elegancki szyld z napisem zarówno po angielsku, jak i po japońsku (dzięki czemu każdy z obecnych zdobywa +k10 japońskiego). Przed drzwiami stał portier w eleganckim i idealnie skrojonym mundurze, który powitał was na wejściu po angielsku.
                          Dzień dobry, mieli państwo rezerwację? - spytał, kłaniając się.
                          Tak, tak... - odpowiedział profesor, grzebiąc w kieszeniach, aż w końcu wyjął z niej małą karteczkę i podał portierowi. Ten spojrzał na nią, kiwnął głową i uśmiechnął się. - Zapraszam - otworzył drzwi.
                          Ja pierdolę... - wydyszał jakby z lekkim niedowierzaniem Biggy, stojąc nadal na środku ulicy.
                          Co? - spytał Franny.
                          Chyba pierwszy raz w życiu będę spał gdzieś, gdzie nie ma szczurów...
                          Jeszcze nie widziałeś pokoju, więc nie ciesz się za szybko - odrzekł Red.
                          Właśnie dlatego powiedziałem "chyba"...
                          Franny prychnął pod nosem.
                          Podobno w takich miejscach dają darmowe ręczniki. Jeśli będą też tutaj, to zabieram dwa...
                          Tylko dwa? - spytał Biggy, z wyczuwalną pewną kpiną w głosie.
                          Nie jestem zachłanny - odpowiedział spokojnie Franny.
                          Przekroczyliście próg hotelu i niemal natychmiast poczuliście się nieswojo: wysoki sufit, polerowana drewniana podłoga, miękki dywan, mosiężne lampki, wiszące lustra, zapach palonej kawy i drogich cygar... Wszystko to wydawało się dla was, prostych ludzi z Kalifornii lub Alaski, czymś jeszcze bardziej egzotycznym, niż sama Japonia. Nawet Sam i Rosa, kiedy was dogonili, wydawali się być mniej pewni siebie, niż zwykle.
                          I oto kolejny przejaw kultury kapitalizmu, lub raczej jej braku. Bogacze opływają w luksusy, popalając cygara, a biedni muszą ciągnąć riksze... - Rosa nie mogła się powstrzymać od komentarza. Razem z Samem i trochę zagubionym Natem stanęli na progu i stwierdzili, że nie spędzą nocy w takim miejscu.
                          Ale to wszystko jest już opłacone! - zdenerwował się Chance.
                          Trudno - odpowiedział stanowczo Sam. - To twój problem, jeśli wolisz wydawać pieniądze na wyzyskiwaczy klasy robotniczej. Ale my nie weźmiemy w tym udziału. Będziemy spać na ulicy lub w noclegowni, gdziekolwiek gdzie nie będziemy przez to wspierać wyzysku.
                          I wyszli. Chance stał przez chwilę w miejscu, wpatrzony w drzwi, którymi trzasnął Sam, ale w końcu wzruszył ramionami. On jeden zresztą zdawał się nie być nijak speszony tym miejscem. Podszedł do recepcji i w kilka minut załatwił formalności.
                          No dobrze, moi drodzy - powiedział wyraźnie ucieszony. - Pokoje są gotowe - odrzekł i przystąpił do rozdawania kluczy. - Wszystkie dwuosobowe. Panienki oczywiście razem, dam im klucze później. Panie Carter, proszę klucz, będzie pan z panem Watanabe, kiedy ten wróci. Pan Murdock... z panem... Frannym? A pan Red z panem Biggym.
                          O nie, kurwa! - wysyczał Biggy.
                          Co "nie"? - zdenerwował się Red.
                          Bo będziesz chrapał!
                          Ja nie chrapię!
                          Jak to, kurwa, nie? Chrapiesz jak silnik tamtego statku! - wyglądali, jakby zaraz mieli się pobić.
                          No dobrze, dobrze, to niech będzie pan Ticky z panem Biggym, a pan Red ze mną. Może być? - starał się uspokoić sytuację Chance. Ci tylko spojrzeli po sobie i wzruszyli ramionami. - Doskonale! No, to rozgośćcie się, odpocznijcie, umyjcie się i nie zapomnijcie o tym, że wieczorem idziemy na przyjęcie! No, a ponieważ udało mi się wynegocjować zwrot za tamtą trójkę - oznajmił z dumą - proponuję, żebyśmy spotkali się za godzinę lub dwie na lunchu. Tu, w hotelowej restauracji. Posiedzimy sobie, zagramy w karty, a wieczorem przyjęcie. A jutro... wrócimy do poszukiwania Nakamury - uśmiechnął się szeroko i odszedł w kierunku pokoju, najwidoczniej przekonany, że właśnie rozwiązał wszystkie problemy.

                          REN

                          Podczas gdy reszta grupy udała się do hotelu lub na zakupy, Ren postanowił na chwilę odłączyć się od pozostałych. W przeciwieństwie do większości towarzyszy nie czuł się tutaj zagubiony, wręcz przeciwnie - po raz pierwszy od lat czuł się jak w domu. Niemniej, Jokohama była nieco inna, niż ją zapamiętał. Z jednej strony pełna dźwięków i zapachów z dzieciństwa, z drugiej - bardziej zatłoczona i nerwowa. Na wielu budynkach wisiały flagi, na ulicach widział mnóstwo żołnierzy. Miasto żyło swoim rytmem, ale oprócz tego było w nim coś jeszcze. Coś nieco bardziej obcego.
                          Najpierw jednak należało się zająć sprawami praktycznymi. Amerykańskie dolary były tutaj użyteczne tylko w określonych miejscach i określonych kręgach. A jeśli grupa miała spędzić w Japonii więcej niż kilka godzin, potrzebowała jenów. A skoro i tak musiał znaleźć kantor, być może przy okazji uda się dowiedzieć czegoś więcej.
                          Profesor Chance najwyraźniej zamierzał szukać Kazuo Nakamury, pokazując jego fotografię przypadkowym przechodniom. Ren podejrzewał, że istnieją skuteczniejsze metody. Poprawił kołnierz płaszcza i ruszył w głąb miasta, pozostawiając za sobą hotel, grupę i ich coraz bardziej chaotyczną ekspedycję. Przed nim rozciągała się Jokohama — ogromna, głośna i pełna ludzi. A gdzieś pośród nich być może znajdował się pierwszy ślad prowadzący do człowieka, którego szukali.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          1

                          Hello! It looks like you're interested in this conversation, but you don't have an account yet.

                          Getting fed up of having to scroll through the same posts each visit? When you register for an account, you'll always come back to exactly where you were before, and choose to be notified of new replies (either via email, or push notification). You'll also be able to save bookmarks and upvote posts to show your appreciation to other community members.

                          With your input, this post could be even better 💗

                          Zarejestruj się Zaloguj się
                          Odpowiedz
                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                          • Najpierw najstarsze
                          • Najpierw najnowsze
                          • Najwięcej głosów


                          • Zaloguj się

                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                          Powered by NodeBB Contributors
                          • Pierwszy post
                            Ostatni post
                          0
                          • Kategorie
                          • Ostatnie
                          • Tagi
                          • Popularne
                          • Świat
                          • Użytkownicy
                          • Grupy
                          • Strona startowa