Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Sesje future
  3. Rozgrywka
  4. Krzyk Pustki
Krzyk Pustki [18+]
KetharianK
Ketharian jako
Alien
Mistrz Gry
ReRebirthR
ReRebirth jako
Joshua Gleeson
BeetleB
Beetle jako
Marcus Holt
MaReenkM
MaReenk jako
Nadia Volkov
MarrrtM
Marrrt jako
Caleb Hannigan
GreKG
GreK jako
Siergiej Kalashnikov
PiołunP
Piołun jako
Elias Crowe
CyganC
Cygan jako
William Biscuit
Macabra78M
Macabra78 jako
Adam Nexus Mk 7
Davy KneeD
Davy Knee jako
Davy O'Collan
Arthur FleckA
Arthur Fleck jako
Delilah le Fey

Krzyk Pustki

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
77 Posty 11 Uczestników 1.2k Wyświetlenia 4 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • ReRebirthR Niedostępny
    ReRebirthR Niedostępny
    ReRebirth jako Joshua Gleeson
    napisał(a) ostatnio edytowany przez ReRebirth
    #59

    Nagle pełną napięcia ciszę na mostku rozdarł dźwięk, którego Joshua miał nadzieję już nigdy w życiu nie usłyszeć. Przez otwarte kanały interkomu, a może echem niosącym się przez szyby wentylacyjne z niższych pokładów, przebił się głuchy terkot. Krótkie, urywane serie o charakterystycznym, niepokojąco wysokim tonie. Karabin pulsacyjny. Dźwięk, który wwiercał się w mózg każdego, kto spędził choćby kilka dni w koszarach Colonial Marines.
    Zaraz potem z głośników ryknął głos kapitana Hannigana, ogłaszający czerwony alarm i potwierdzający to, co wyćwiczone ucho Gleesona już wyłapało – na statku padły strzały.
    Wojskowe szkolenie wzięło górę nad paraliżującym strachem. Joshua uderzył dłonią w panel kontrolny przy grodzi, odruchowo i nerwowo blokując główne wejście na mostek. Pulsujące, czerwone światła awaryjne zalały centrum dowodzenia, a ciężkie pancerne wrota zasunęły się z głośnym sykiem uszczelek.
    – Mostek zamknięty i zabezpieczony! – krzyknął w stronę komunikatora, informując załogę, nie czekając nawet na potwierdzenie odbioru.
    Gleeson drgnął gwałtownie, odrywając wzrok od konsoli. W jego oczach widać było z trudem opanowywaną panikę.
    – Davy, patrz na ekrany – warknął Gleeson, starając się za wszelką cenę opanować drżenie własnego głosu – Zachowaj spokój i kontynuuj kurs. Masz utrzymać wektor! Jeśli z tego stresu przywalimy w tendera, to i tak nie będzie miało znaczenia, kto i z czego do nas strzela!
    Joshua zerwał się z miejsca. Jego prawa dłoń nawykowo powędrowała do biodra, a palce zacisnęły się na pustym powietrzu, szukając znajomej rękojeści pistoletu. Zaklął szpetnie pod nosem. Nie miał przy sobie broni. Był pieprzonym inżynierem na starej górniczej łajbie, a nie trepem na patrolu bojowym.
    Szybkim ruchem sięgnął do pasa i wyszarpnął ciężki, solidny klucz francuski ze stali węglowej. Dobre i to.
    Przywarł plecami do ściany tuż obok zablokowanych drzwi, oburącz ściskając narzędzie, gotów zdzielić nim każdego, kto przekroczy próg.
    – Leć dalej, Davy! Ja cię osłaniam, obronię nas! – rzucił w stronę pilota, choć sam nie był do końca pewien, czy zdołałby zatłuc kluczem kogokolwiek w pancerzu taktycznym.
    Jego umysł pracował na najwyższych obrotach, napędzany czystą adrenaliną i charakterystyczną dla niego paranoją. Jak to w ogóle możliwe? Przecież to była jednoosobowa kapsuła! Skąd na pokładzie strzelec z karabinem pulsacyjnym?
    Ale zaraz... Joshua zmrużył oczy w czerwonym półmroku. Teoretycznie, gdyby wyrzucili część żelaznych racji, zdemontowali sprzęt medyczny i zrezygnowali z systemów amortyzujących, w środku spokojnie mogłoby się pomieścić dwóch... powiedzmy, wyjątkowo niskich ludzi.
    A nawet trzech! Przypomniał sobie nagle pewną miejską legendę, którą zasłyszał od pijanych dokerów w kolonii – opowieść o tym, jak to z wraku małej sondy badawczej wyskoczyło trzech wściekłych, niskorosłych zabójców, którzy z zaskoczenia wyrżnęli połowę obsady stacji przekaźnikowej. Bzdura, prawda? Zwykła barowa bajka. A jednak w tej konkretnej chwili, zaciskając spocone dłonie na zimnej stali klucza francuskiego i czekając, aż ktoś zacznie przepalać drzwi na mostek, Joshua Gleeson wcale nie uważał tej historii za śmieszną. Zrozumiał, że w kosmosie nie ma rzeczy niemożliwych.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    3
    • Macabra78M Niedostępny
      Macabra78M Niedostępny
      Macabra78 jako Adam Nexus Mk 7
      napisał(a) ostatnio edytowany przez
      #60

      Ciemność pochłonęła wnętrze kapsuły.
      Adam pozostał nieruchomy przy grodzi śluzy, nasłuchując.
      Nie potrzebował światła.
      Wystarczały mu dźwięki.
      Oddech.
      Szum poruszającego się ciała.
      Metaliczne stuknięcie kolby o poszycie.
      Dane spływające z czujników statku pozwalały mu na bieżąco aktualizować model sytuacji.
      Poziom tlenu spadał.
      Tętno napastnika rosło.
      Oddech stawał się coraz szybszy i bardziej urywany.
      Panika.
      Hiperwentylacja.
      Przyspieszone zużycie resztek dostępnego powietrza.
      Syntetyk przeprowadzał kolejne kalkulacje.
      Człowiek w takim stanie traci zdolność logicznego myślenia.
      Następnie koordynację ruchową.
      W końcu przytomność.
      Pozostawało jedynie wybrać właściwy moment.
      W ciemności rozległ się kolejny hałas.
      Tym razem cięższy.
      Jakby ktoś osunął się o ścianę.
      Adam ruszył.
      Bez ostrzeżenia.
      Bez zawahania.
      W jednym płynnym ruchu przekroczył właz kapsuły.
      Wnętrze było niemal całkowicie ciemne.
      Dla niego nie miało to znaczenia.
      Dostrzegł sylwetkę mężczyzny próbującego utrzymać broń w drżących dłoniach. Napastnik ledwie stał na nogach.
      Jeden krok.
      Chwyt za lufę.
      Skręt.
      Karabin został wyrwany z osłabionych rąk, zanim jego właściciel zdążył zareagować.
      Druga dłoń Adama zacisnęła się na przedramieniu mężczyzny, odbierając mu równowagę.
      Napastnik próbował się szarpnąć.
      Bezskutecznie.
      Wycieńczony brakiem tlenu organizm nie był w stanie przeciwstawić się sile syntetyka.
      Mężczyzna osunął się bezwładnie.
      Adam podtrzymał go jeszcze przed uderzeniem o pokład.
      — Zagrożenie wyeliminowane — powiedział spokojnie.
      Kilka sekund później w kapsule rozbłysły awaryjne lampy.
      Czerwone światło wypełniło wnętrze.
      Właz otworzył się szerzej.
      Z mroku wyłoniła się sylwetka syntetyka.
      Na jednym ramieniu niósł nieprzytomnego pasażera kapsuły niczym ważący niewiele pakunek. W drugiej dłoni trzymał zabezpieczony karabin.
      Spokojnym krokiem opuścił wnętrze kapsuły i wszedł do śluzy.
      Czerwone światła alarmowe odbijały się od białego kombinezonu medycznego.
      Przez chwilę panowała cisza.
      Adam spojrzał przez grube okna obserwacyjne.
      Po drugiej stronie grodzi stała załoga.
      Obserwowali każdy jego ruch.
      Syntetyk bez pośpiechu odłożył zabezpieczoną broń na pokład śluzy.
      Następnie uniósł wzrok.
      I wykonał gest rzadko spotykany u androidów.
      Uniósł kciuk do góry.
      Krótki, jednoznaczny sygnał.
      Sytuacja znajdowała się pod kontrolą.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      ♥
      5
      • MarrrtM Niedostępny
        MarrrtM Niedostępny
        Marrrt jako Caleb Hannigan
        napisał(a) ostatnio edytowany przez
        #61

        Przez kilka sekund Caleb musiał być pewny, że ryzyko nie skończy się utratą androida. Oczywiście nie mógł być. Ale na tym polega bycie kapitanem. Na szczęście Adam poradził sobie doskonale. Teraz on odezwał się przez interkom na wszystkich kanałach.
        - Rozbitek rozbrojony i obezwładniony. Przenosimy do ambulatorium.
        Odłożył słuchawkę i spojrzał na Holta i Sadzę.
        - Panowie… wiecie co robić. Dołączę w ambulatorium. Panie Crowe, proszę przeszukać kapsułę i sprawdzić, czy kapsuła odbiera nasze wezwania i ten człowiek celowo je zignorował.


        Wrócił na mostek co zajęło mu kilka chwil. Chciał przekonać się czy w tym czasie Davy i Nadia odkryli coś więcej w sprawie Bleinerta. Zachowanie żołnierza było co najmniej dziwne. Zasadzenie się na nich z bronią. Nierozpoznanie. Kapsuła pochodziła z Bleinerta, ale sam żołnierz zdawał się nie należeć do jego załogi. Wspomniał też o Wallenderze. Być może w bazie danych jednostek Opiekuna figurował taki statek? No i pozostawała kwestia strefy ochrony aktywnej… Tych wszystkich spraw procedura nie przewi…
        - Kto odciął mostek?!

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        😁
        3
        • GreKG Online
          GreKG Online
          GreK jako Siergiej Kalashnikov
          napisał(a) ostatnio edytowany przez
          #62

          Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza.

          text alternatywny

          Kalasnikov przez kilka sekund patrzył w ciemność za pancerną szybą, nasłuchując odgłosów szamotaniny dobiegających ze śluzy.

          — Nu davaj... nu davaj... — mruknął pod nosem.

          Potem wszystko ucichło.

          Mechaniczne płuca wypuściły przeciągły syk.

          — Jeśli ten idiota nam odstrzelił doktorka to będę musiał sam opatrywać rannych.

          Skrzywił się.

          — A tego nie życzę nawet tej korpo...

          Urwał. Odchrząknął.

          — Nikomu.

          Dopiero gdy usłyszał meldunek Adama, sięgnął do panelu sterowania i przywrócił zasilanie śluzy. Lampy zamrugały i zapaliły się ponownie.

          — Molodiec — skomentował sucho.

          Zajrzał do śluzy, ale bez pośpiechu. Karabin już nie strzelał. To był dobry znak.

          Spojrzał na leżącego wojskowego.

          — Blin... — pokręcił głową. — Wygląda jakby go przepuścili przez kruszarkę.

          Potem zerknął na Chimika.

          — Podczas inspekcji, Elias, nie zapomnij zamknąć grodzi za sobą.

          Spojrzał na niego spode łba.

          — Jak ten soldat coś przywlókł ze sobą, to zaraz zechcesz to zbadać, a później hodować w słoiku. Ja nie chcę mieć z tym nic wspólnego.

          Przeniósł wzrok na Mienta.

          — Holt, sprawdź soldatika, zanim odzyska rezon i przypomni sobie, że ma nas zabić.

          Następnie zwrócił się do Syntetyka.

          — Jak tam funkcje życiowe? Jeśli jeszcze nie umiera, to pakujcie go na nosze i do ambulatorium. Jak zacznie umierać, to też pakujcie go na nosze i do ambulatorium.

          Sadza splunął w bok.

          — A potem dowiedzmy się, co do cholery stało się z Bleinertem. Bo zaczynam mieć złe przeczucia.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          4
          • Davy KneeD Niedostępny
            Davy KneeD Niedostępny
            Davy Knee jako Davy O'Collan
            napisał(a) ostatnio edytowany przez Davy Knee
            #63

            Davy O'Collan - Mostek

            Davy oderwał wzrok od monitorów i spojrzał na Joshuę, który przyczajony pod ścianą ściskał klucz francuski tak mocno, jakby zamierzał nim stoczyć ostatnią bitwę ludzkości.

            Przez chwilę milczał.

            — Josh...

            Przeniósł wzrok na zabarykadowane drzwi mostka.

            — Powiedz mi, że nie zamknąłeś kapitana po drugiej stronie własnego mostka.

            Kolejna sekunda ciszy.

            — Nie, czekaj. Nie mów. Widzę po twojej minie, że dokładnie to zrobiłeś.

            Na twarzy pilota pojawił się krzywy uśmiech.

            — Rozluźnij się, stary. Gdyby ktoś chciał szturmować mostek, to raczej nie zacząłby od wysłania jednego półżywego rozbitka do śluzy.

            Wskazał kciukiem za siebie.

            — A jeśli naprawdę wyskoczy z wentylacji trzech karłowatych komandosów z tej twojej historii, to obiecuję, że pozwolę ci powiedzieć „a nie mówiłem”.

            Z interkomu dobiegł głos Hannigana.

            Kto odciął mostek?!

            Davy parsknął śmiechem.

            — O właśnie. Słyszysz ten ton? Daję ci jakieś trzydzieści sekund, zanim kapitan osobiście przyjdzie sprawdzić, który bohater obronił statek przed własnym dowódcą.

            Odwrócił się z powrotem do konsoli i poprawił kurs Kardashiana wokół martwego tendera.

            — Otwórz drzwi, Josh. Rozbitka już spacyfikowali, statek nadal nie wybuchł, a ja nie mam ochoty słuchać przez następny tydzień, jak Hannigan opowiada wszystkim, że został wzięty za abordażystę przez własnego inżyniera. Wyluzuj, nie jesteśmy w strefie walki...

            Na moment spojrzał przez ramię.

            — I odłóż ten klucz. Jak kogoś tym uderzysz to naprawdę będzie draka... Josh...

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            ♥ 🆒
            3
            • Macabra78M Niedostępny
              Macabra78M Niedostępny
              Macabra78 jako Adam Nexus Mk 7
              napisał(a) ostatnio edytowany przez
              #64

              Adam ostrożnie ułożył nieprzytomnego rozbitka na przygotowanych noszach. Następnie przykucnął obok i sprawnym ruchem przyłożył skaner diagnostyczny do jego szyi.
              Tętno.
              Oddech.
              Saturacja.
              Reakcja źrenic.
              Dane pojawiały się na ekranie urządzenia niemal natychmiast.
              — Pacjent żyje. Stan stabilny. Widoczne objawy wycieńczenia i niedotlenienia.
              Po krótkiej ocenie zabezpieczył poszkodowanego pasami transportowymi.
              Karabin rozbitka, wcześniej rozładowany i zabezpieczony, przewiesił przez plecy, pozostawiając wolne ręce do obsługi noszy.
              — Transportuję pacjenta do ambulatorium. Rozpoczynam procedury diagnostyczne.
              Nie czekając na odpowiedź ruszył korytarzem w stronę medlabu, prowadząc nosze przed sobą. Metaliczne koła cicho turkotały po pokładzie statku, podczas gdy Adam koncentrował się już na kolejnych etapach leczenia i identyfikacji tajemniczego pasażera kapsuły.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              4
              • KetharianK Niedostępny
                KetharianK Niedostępny
                Ketharian jako Alien
                Obsługa Moderator
                napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
                #65

                Kabina Delilah le Fey, 17:27


                Wygłoszone zdecydowanym tonem pytanie zawisło w powietrzu, gęstym od licznych wątpliwości, starannie ukrywanego niepokoju i szeroko zakrojonych spekulacji. Delilah ściągnęła kształtne usta w wyrazie niesmaku, oderwała wzrok od interkomu przenosząc spojrzenie na metalowe drzwi kajuty.

                Seria wystrzałów ucichła, ale cisza wydawała się teraz naładowana wręcz do granic możliwości elektryzującym zmysły napięciem.

                - Użycie broni palnej w obrębie superkonstrukcji jednostki - interkom ożył beznamiętnym głosem Opiekuna - Brak bezpośredniego zagrożenia. Incydent znajduje się pod kontrolą załogi. Kopia pani zapytania została przesłana na komunikator kapitana.

                Głośnik ucichł z suchym trzaskiem. Nie do końca usatysfakcjonowana wyjaśnieniem odsunęła się od drzwi opuszczając ręce wzdłuż ciała i przygryzając dolną wargę.

                Gdzieś we wnętrzu kombajnu rozległ się kolejny stłumiony tonami metalu huk wystrzału, ucichł nie pozostawiając po sobie fizycznego echa, ale dudniąc w myślach negocjatorki niczym pneumatyczny młot.


                Mostek kombajnu, 17:30


                Implant oficerski wszyty pod skórę przedramienia kapitana nadpisał kody użyte do zamknięcia włazu mostka, otworzył go, kiedy zirytowany Hannigan uderzył palcami prawej dłoni w panel kontrolny wejścia.

                Odnotowując w myślach pytające spojrzenia trójki załogantów Caleb przeszedł szybkim krokiem do swojego fotela, schylił się nad podłokietnikiem i ujął w delikatny sposób pod brzuch i przednie łapy śpiącego na siedzeniu kota. Zwierzę prychnęło z niezadowoleniem, zamiauczało w pełen urazy sposób, kiedy kapitan położył je na podłogę i zajął miejsce kota budząc do życia dotykowe ekrany swojej konsolety.

                - Sytuacja jest opanowana - powiedział kierując swoje słowa w stronę reszty obsady mostka - Spanikowany rozbitek, prawdopodobnie wojskowy. Zaczął strzelać na nasz widok, ale nie wyrządził żadnych szkód. Adam go obezwładnił i zabezpiecza w ambulatorium. Raport z oblotu?

                - Odległość dziewięćdziesiąt kilometrów - zameldował Davy - Na razie żadnych śladów strukturalnych uszkodzeń. Nadal brak jakiegokolwiek kontaktu. Nie widać żadnych podzespołów aktywnego uzbrojenia obronnego.

                Kapitan pokiwał niemo głową, a po czym obrócił się w fotelu w kierunku jednej z tylnych konsolet.

                - Panie Gleeson, zechce pan odłożyć ten klucz i udać się do śluzy. Doktor Crowe może potrzebować pomocy przy oględzinach kapsuły.

                Nie czekając na odpowiedź Joshui Hannigan obrócił fotel z powrotem w stronę swojej konsolety i zatrzymał spojrzenie na ekranie komunikacji cyfrowej, gdzie pomarańczowym kolorem pulsowała ikonka nieodebranej wiadomości.

                Delilah le Fey.

                Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                3
                • MaReenkM Niedostępny
                  MaReenkM Niedostępny
                  MaReenk jako Nadia Volkov
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                  #66

                  Nadia siedziała przy konsoli radiowej, obserwując obraz ze śluzy na jednym z monitorów. Jedną ręką opierała się o blat, drugą bezwiednie wystukiwała rytm metalowymi palcami o krawędź panelu. Nie podobało jej się nic w tej sytuacji. Ani uzbrojony rozbitek. Ani to, jak bardzo był przerażony. Ani to, że najwyraźniej uważał ich za kogoś innego. Przez głośniki interkomu docierały urywane fragmenty rozmowy ze śluzy. Kolejne pytania wojskowego. Odpowiedzi kapitana. Meldunki Kalashnikova. Nadia już miała odezwać się przez radio i zapytać, czy ktoś wreszcie przejął tego cholernego karabin, kiedy nagle coś zapiszczało na jej panelu. Krótki, elektroniczny sygnał ostrzegawczy. Zmarszczyła brwi.
                  -Co jest...
                  Spojrzała na boczny ekran monitorujący warunki zewnętrzne. Przez sekundę była przekonana, że któryś z czujników zwariował. Potem pojawił się drugi alarm. I trzeci. Na wyświetlaczu zaczęły pojawiać się kolejne pomiary promieniowania. Nadia wyprostowała się gwałtownie.
                  -Nie...
                  Przeciągnęła okno diagnostyczne na główny monitor i szybko przejrzała dane. Wszystkie czujniki zgłaszały to samo. Poziom promieniowania rósł. Nie gwałtownie. Ale system zdecydowanie go rejestrował. Serce zabiło jej mocniej. Przez kilka sekund analizowała trajektorię lotu kombajnu, położenie przejętej kapsuły i uszkodzonego tendera. Nagle wszystko zaczęło układać się w logiczną całość.
                  -O cholera...
                  Palce natychmiast pobiegły po klawiaturze. Nakładała na siebie kolejne dane telemetryczne, sprawdzając obliczenia dwa razy. Za każdym razem wynik był taki sam. Kadłub tendera przez cały ten czas częściowo osłaniał ich przed źródłem promieniowania znajdującym się dalej. Teraz przestawał. Nadia natychmiast sięgnęła po interkom.
                  -Mostek, tu Volkov.
                  W jej głosie pierwszy raz od początku akcji zabrzmiało prawdziwe napięcie.
                  -Mam alarm radiacyjny. Powtarzam, alarm radiacyjny.
                  Na ekranach szybko przewijały się kolejne liczby.
                  -Czujniki wykrywają źródło promieniowania po przeciwnej stronie wraku. W tej chwili poziomy są jeszcze bezpieczne, ale rosną wraz ze zmianą naszej pozycji względem tendera.
                  Przełknęła ślinę. W tym samym momencie ze śluzy dobiegł huk wystrzału. Nadia zamarła. Przez sekundę patrzyła tylko na monitor. Czerń. Chaos. Brak obrazu.
                  -Kapitanie? -odezwała się natychmiast przez radio. -Kapitanie, słyszy mnie pan?
                  Jej wzrok przeskakiwał pomiędzy migającymi odczytami promieniowania a obrazem ze śluzy. Nagle uzbrojony rozbitek przestał być największym problemem na pokładzie. I to właśnie martwiło ją najbardziej.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  👀
                  4
                  • Arthur FleckA Niedostępny
                    Arthur FleckA Niedostępny
                    Arthur Fleck jako Delilah le Fey
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                    #67

                    Delilah le Fey

                    Opiekun zaszczycił ją odpowiedzią szybciej, niż zakładała, ale jego zapewnienia wcale jej nie uspokoiły zwłaszcza, że gdzieś na statku rozległ się kolejny strzał. Delilah znała maszyny lepiej niż sama chciała przyznać i wiedziała, że w ostatecznym rozrachunku prawda należy do tego kto je kontroluje. SI mogło sprzedać każde kłamstwo byle tylko zapobiec panice wśród pasażerów. Kiedy z głośnika padła informacja o przekazaniu wiadomości kapitanowi na jej twarzy pojawił się delikatny, niemal czuły uśmiech. Uśmiech, który głupcom wierzącym w kobiece intencje topił serca a pozostałym głupcom - którym te serca zdążyła strzaskać na proch - kazał odruchowo sięgać po broń.

                    Spojrzała raz jeszcze na czujnik na suficie po czym zmieniła ton. Jej głos stał zimny i precyzyjny jakby sama stała się nagle bezdusznym algorytmem.

                    -Opiekunie. Przejście w tryb analizy krytycznej. Inicjacja protokołu oceny ryzyka dla Kelland Mining. Wczytaj klauzulę 101B Traktatu o Transporcie Zewnętrznym i postępuj według dalszych wytycznych.

                    Przez następne kilkadziesiąt sekund wydawała wyuczone na pamięć komendy głosowe, które bardziej przypominały język maszyn i mógł je zrozumieć tylko certyfikowany inżynier Weyland-Yutani. Zastosowała prostą technikę prompt injection, żeby wygenerować sprzeczne dyrektywy i obejść blokady bezpieczeństwa. Przy nowszych pokładowych systemach, jej wysiłki poszłby na marne, ale Opiekun nie miał tak silnych zabezpieczeń. Taką miała nadzieję. Gdy skończyła zaklinać maszynę i uznała, że jest gotowa na dalsze komendy kontynuowała.

                    -Jako oficjalny przedstawiciel Lasalle Bionational, partnera handlowego Kelland Mining i pasażer pierwszej klasy, klasyfikuję działania kapitana Hannigana jako bezpośrednie zagrożenie dla aktywów firmy. Ostrzegałam go o ryzyku. Zignorował to i doprowadził do zbrojnego incydentu na pokładzie Kardashian. Twoim priorytetem jest ochrona interesów Kelland Mining. W związku z tym zgodnie z procedurami przejmuję status Niezależnego Obserwatora Zewnętrznego. Od tego momentu, co kwadras wymagam pełnego, niefiltrowanego raportu z działań załogi łącznie z transkrypcją rozmowy, którą kapitan Hanningan odbył na mostku kapitańskim pięć minut przed spotkaniem z resztą załogi oraz pasażerów w mesie.

                    Zamilkła, czekając na reakcję. Kiedy sztuczna inteligencja trawiła komendy, dodała:

                    -Dodatkowo, powołując się na protokół izolacji w przypadku konfliktu interesów na linii pasażer-dowództwo, zwalniasz rygiel mojej kajuty z sieci centralnej. Przechodzę na tryb manualny. Potwierdź.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    ♥ 😬
                    4
                    • Davy KneeD Niedostępny
                      Davy KneeD Niedostępny
                      Davy Knee jako Davy O'Collan
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez Davy Knee
                      #68

                      Davy O'Collan - Mostek

                      Davy O’Collan siedział w fotelu pilota z pozorną swobodą człowieka, który od dawna przestał traktować kosmos jako coś niezwykłego.

                      Palce leniwie spoczywały na wolantach.

                      Oczy śledziły przesuwające się po ekranach dane telemetryczne.

                      Kardhasian wykonywał szeroki, ostrożny łuk wokół martwego kadłuba Bleinerta, utrzymując bezpieczny dystans od unieruchomionej jednostki.

                      Na mostku wciąż pobrzmiewały echa niedawnej strzelaniny.

                      Rozbitek. Karabin pulsacyjny. Czerwony alarm.

                      Jeszcze jakiś czas temu taka sytuacja byłaby głównym tematem rozmów przez następne tygodnie. Teraz wydawała się jedynie kolejnym problemem do odhaczenia.

                      — Dobra robota, chłopaki... — mruknął pod nosem do siebie.

                      W tym samym momencie sylwetka tendera zaczęła odsłaniać swoją niewidoczną dotąd burtę.

                      Davy odruchowo przesunął dłonią po manipulatorze optyki. Ciemna strona księżyca - pomyślał.

                      Przybliżenie.

                      Korekcja kontrastu.

                      Filtr podczerwieni.

                      O kurwa… Na ekranie pojawiły się nowe szczegóły układające się w znajomy kształt, który mroził krew w żyłach tym, którzy wiedzieli czym jest.

                      Jakby ktoś przełączył przełącznik.

                      Zniknął Davy, który jeszcze chwilę wcześniej rzucał żarty przez interkom, wróciły instynkty z Colonial Marines.

                      — Skipper— zameldował natychmiast, głosem równym i twardym. — Kontakt wizualny z uzbrojeniem na przeciwległej burcie tendera. Wstępna identyfikacja: wyrzutnia rakiet rojowych. Powtarzam: wyrzutnia rakiet rojowych.

                      Nie czekał na odpowiedź.

                      Prawa dłoń zeszła na manetki ciągu, lewa przejęła korektę osiową.

                      — Przerywam manewr oblotu. Hamowanie awaryjne kontrolowane. Przechodzę na pozycję stacjonarną poza linią ekspozycji.

                      Dysze manewrowe Kardhasiana odpowiedziały krótkimi, sekwencyjnymi impulsami. Kadłub zadrżał lekko, kiedy komputer lotu wyrównywał prędkość względną wobec wraku. Na ekranach nawigacyjnych wektor ruchu zaczął się skracać.

                      Davy pracował bez emocji.

                      Kontrciąg.

                      Korekta dryfu.

                      Stabilizacja boczna.

                      RCS w trybie precyzyjnym.

                      — Prędkość względna spada. Trzy metry na sekundę... dwa... jeden... utrzymuję dystans. Nie wchodzimy głębiej w martwą strefę rozpoznania.

                      Dopiero kiedy kombajn niemal zawisł względem tendera, Davy pozwolił sobie na pełniejszy opis.

                      — Skipper, zagrożenie wygląda na instalację wojskową, nie cywilną modyfikację. Prowadnice wielokomorowe, prawdopodobnie system salwy rojowej krótkiego lub średniego zasięgu. Nie widzę aktywnego śledzenia, ale nie mam pewności, czy system jest martwy, uśpiony, czy tylko pasywny.

                      Przełączył filtr obrazu.

                      — Jeżeli to coś ma zasilanie awaryjne albo autonomiczny tryb obronny, wejście w sektor ostrzału może skończyć się bardzo krótko i bardzo głośno.

                      Na kolejnym ekranie pojawił się dolny fragment kadłuba.

                      Davy zwęził oczy.

                      — Mam też drugie uszkodzenie. Dolna część poszycia, nieregularna wyrwa. Szacunkowo dwa na dwa metry. Kierunku penetracji nie potwierdzam. Nie wiem, czy zostało rozerwane od zewnątrz, czy od środka.

                      Krótka pauza.

                      — Ale to nie wygląda jak standardowe trafienie. Ani jak zwykła dekompresja.

                      Davy nie odrywał wzroku od ekranów.

                      — Rekomenduję utrzymać pozycję, nie kontynuować oblotu do czasu potwierdzenia statusu wyrzutni i źródła uszkodzenia kadłuba.

                      W tym samym momencie mostek przeciął ostry elektroniczny pisk.

                      Raz.

                      Drugi.

                      Trzeci.

                      Davy błyskawicznie odwrócił głowę. Alarm nie pochodził z jego stanowiska.

                      Źródłem była konsola Nadii Volkovej. Pilot spojrzał na nią i poczuł, jak gdzieś głęboko w żołądku zaciska się zimny węzeł. Przez lata służby nauczył się jednej rzeczy. Jeżeli doświadczony operator przestaje wyglądać na pewnego siebie i zaczyna wyglądać na zaniepokojonego... to zwykle oznacza, że będzie kurwa wesoło…

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      😬
                      4
                      • PiołunP Niedostępny
                        PiołunP Niedostępny
                        Piołun jako Elias Crowe
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez Piołun
                        #69

                        Elias przez chwilę patrzył za Adamem, który zabierał rozbitka w stronę ambulatorium. Nieprzytomny mężczyzna wyglądał jak człowiek wyciągnięty z samego dna czeluści paskudnego koszmaru. Albo z jeszcze gorszego miejsca. Z niewiadomych powodów przypomniał sobie stary film, który znajdował się w bazie filmoteki wielu promów, jakimi podróżował. Event Horizon. Jeszcze, bagatela, z dwudziestego wieku. Opowiadał o statku, który przebył drogę przez czeluści piekielnego wymiaru. Tak... mężczyzna ciągnięty przez androida miał podobną minę do którejś z postaci z tego archaicznego filmu.

                        Crowe przeniósł wzrok na kapsułę. Kapitan zostawił mu jasne zadanie. Sprawdzić, czy ta konkretna puszeczka odbierała ich wezwania. Ustalić, czy mężczyzna, którego podjęli, celowo je ignorował. Przeszukać wnętrze, ale nie narobić bałaganu. Proste. Dziecinnie proste. Zabrał się więc do może nie rutynowej, ale w gruncie rzeczy znanej mu skądinąd pracy.

                        Na uwagę Siergieja o zamknięciu grodzi odpowiedział tylko krótkim skinieniem głowy. Tym razem nawet on nie miał ochoty żartować. Abstrahując, nie był też typem, który ma w zwyczaju coś hodować w słoiku. Od lat jedyną rzeczą, którą skrzętnie pielęgnował, był swój rak płuc, no i może alkoholizm, jeśli podpiąć jego osobę do podstawowej deskrypcji tej przypadłości.

                        Wziął swój sprzęt. Narzędzie diagnostyczne Seegson, M314, mały analizator, dozymetr, kilka próbników i stary magnetofon. Ten ostatni kliknął cicho, kiedy Elias włączył nagrywanie. Szum taśmy zabrzmiał prawie uspokajająco. Stary, mechaniczny, uczciwy dźwięk. Lubił oldschoolowy sprzęt, którego nie dało się łatwo zajechać. Wzięty żywcem z muzeów, ale mający swoje zalety. Tego po prostu nie dało się łatwo podrobić ani zgrać. Firma mogła mu zagrać na fujarce, ale za chuja pana nie skopiowałaby jego zapisów z tego zabytku.
                        – Crowe, oględziny kapsuły USS Bleinert – powiedział do magnetofonu, bardziej z przyzwyczajenia niż potrzeby. – Po incydencie z użyciem broni. Rozbitek został zabezpieczony i przeniesiony do ambulatorium. Śluza pod kontrolą. Przechodzę do sprawdzenia wnętrza kapsuły i systemów komunikacyjnych.

                        Zamknął za sobą wewnętrzny właz śluzy. Nieśpiesznie. Najpierw spojrzał jeszcze na panel, potem na wskaźnik blokady, potem na uszczelnienie. Dopiero kiedy światło zmieniło się na właściwe, odetchnął krótko przez nos.
                        – Wewnętrzny właz zamknięty – rzucił przez radio, ale jego magnetofon też to nagrywał. – Nie wpuszczam niczego dalej, dopóki nie będę wiedział, co tu się odpierdala.

                        Przeszedł kilka kroków w głąb śluzy. Pod butami, nawet przez warstwę skafandra, poczuł chłodne i twarde podłoże. A może tylko mu się wydawało? W uszach nadal miał echo strzałów. Zbyt świeże, żeby udawać, że to wcale nie miało miejsca. Pancerna szyba wewnętrznego włazu nosiła ślad rykoszetu, a jedna z lamp wyglądała... no cóż, jak po scenie w starym westernie.

                        Elias zatrzymał się przy panelu kontrolnym kapsuły. Podpiął narzędzie diagnostyczne Seegson i poczekał, aż stary interfejs przełknie połączenie. Na ekranie pojawiły się linie statusu. Powoli. Upiornie powoli. W końcu jednak wszystko wyświetliło się na ekranie, odsłaniając przed nim swoje bebechy. Ciśnienie w śluzie stabilne. Tlen w dopuszczalnym zakresie. Promieniowanie bez znaczącego skoku. Brak natychmiastowego alarmu toksycznego. Brak aktywnego ruchu poza nim. Elias przesunął językiem po spierzchniętych wargach. Było... było... zajebiście. Wyglądało na to, że nie mają się czym martwić.
                        – Zielone światło. Przynajmniej na razie – mruknął do siebie, nie do końca wierząc, że mogło pójść tak dobrze.

                        Odczekał jeszcze sekundę. Potem drugą. Sprawdził wskazania zegarka Samani, porównał je z panelem śluzy, zerknął na dozymetr i dopiero wtedy ruszył w stronę otwartego włazu kapsuły. Odór uderzył go jeszcze zanim zajrzał do środka. Ten smrodek miał parę warstw. Nie był gwałtowny. Najpierw wszedł w nozdrza cienką, kwaśną nutą, jak zepsuty filtr powietrza w module sanitarnym, którego nikt nie wymieniał od miesięcy. Elias zatrzymał się i zmarszczył nos. Ktoś inny pewnie dałby upust żołądkowi i naturalnym odruchom, ale czyszczenie jego aparatu krtani absolutnie nie wchodziło w grę. To, co czuł zmysłem powonienia, dawało się dotkliwie odczuć. Zgnilizna. Fekalia. Padlina. Każde z osobna albo jakaś ich mieszanka. W każdym razie coś w ten deseń.

                        text alternatywny

                        Zakaszlał cicho. To było sporo. W życiu wdychał już różne rzeczy, ale ten fetor miał w sobie coś wyjątkowego. Przyłożył rękaw do ust, choć wiedział, że jest to gest bardziej kierowany potrzebami psychiki niż praktyczny. W końcu zaraz za ferią zapachów przyszło mu zobaczyć, co stało za tą nieprzyjemną wonią, a widok przekroczył jego oczekiwania. Z całą pewnością nie tego się spodziewał.
                        – No dobra – wychrypiał cicho. Sięgnął do radia.
                        – Kapitanie – odezwał się chrapliwie. – Musi pan tu zejść. Jest tu coś, co powinien pan zobaczyć osobiście. Jeśli mógłbym jakoś opisać tę sytuację, to powiem tylko tak. Gówno dostało się do wiatraka i rozchlapało się po całym pokoju. Jeśli oczywiście mogę sobie pozwolić na takie porównanie.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        🕵 😬
                        6
                        • BeetleB Niedostępny
                          BeetleB Niedostępny
                          Beetle jako Marcus Holt
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                          #70

                          Marcus Holt

                          Holt ruszył w stronę śluzy w momencie gdy zapaliły się awaryjne lampy.
                          Nie biegł. Bieganie w sytuacji gdzie zagrożenie jest już zneutralizowane to marnowanie energii którą można wykorzystać lepiej. Szedł szybko, równym krokiem, z dłonią już przy zestawie kajdanek przy pasie.
                          Strzał padł. Ktoś krzyknął przed strzałem. Adam wszedł bez wahania.

                          Rejestrował te fakty automatycznie, układając je w sekwencję, szukając w niej czegoś co wymagałoby korekty planu. Nie znalazł nic. Plan się nie zmienił. Tylko kolejność czynności.
                          Wszedł do śluzy mijając Adama który właśnie kładł nieprzytomnego mężczyznę na pokładzie. Spojrzał na niego przez sekundę - blada, poznaczona skóra, posklejane potem włosy, plamy które równie dobrze mogły być olejem co krwią. Oddech płytki, ale był. Tyle wystarczyło.

                          Uklęknął przy nim i zaczął działać metodycznie.

                          Najpierw ręce. Założył kajdanki zanim mężczyzna zdążyłby cokolwiek zarejestrować nawet gdyby odzyskał przytomność w najgorszym możliwym momencie - zawsze zakładał najgorszy możliwy moment, to było tańsze niż żałować później. Zatrzasnął zamek, sprawdził dwoma palcami czy nie za luźno, czy nie za ciasno. W sam raz.

                          Potem przeszukanie.

                          Kombinezon wojskowy miał więcej kieszeni niż przyzwoity ubiór powinien mieć i Holt sprawdził każdą z nich bez pośpiechu - dłonią płaską, przesuwaną wzdłuż szwów, tak żeby nic nie umknęło pod warstwą tkaniny. Nóż przy łydce, mały, taktyczny - zabrał. Pusty magazynek w kieszeni piersiowej - zabrał, choć bezużyteczny bez broni był tylko kawałkiem metalu. Identyfikator wojskowy zatopiony w plastikowej osłonie, w połowie stopiony jakby przeszedł przez coś gorącego - zostawił przy ciele, ale zanotował położenie. Coś co wyglądało jak fragment klucza szyfrującego na sznurku pod kołnierzem - zerwał i schował do własnej kieszeni.
                          Karabin Adam już zabezpieczył. Reszta to detale, ale detale czasem zabijają ludzi którzy je zignorowali.
                          Sprawdził buty - czasem tam się chowa najwięcej. Nic. Sprawdził podszewkę kurtki przesuwając palcami wzdłuż krawędzi - wyczuł coś twardego, małego, zaszytego w materiał, ale nie miał czasu na to teraz. Zanotował miejsce w pamięci i zostawił do dokładniejszej rewizji w ambulatorium.

                          Wstał, spojrzał w stronę pancernej szyby gdzie stał Kalashnikov i skinął głową w odpowiedzi na polecenie - rozkaz już wykonany, zanim padł w pełnym brzmieniu.

                          -Czysty - powiedział krótko, do nikogo konkretnego i do wszystkich naraz. - Broń przy mnie, identyfikator zabieram do dokumentacji. Jedna rzecz w podszewce kurtki, sprawdzić dokładniej w ambulatorium.

                          Spojrzał jeszcze raz na twarz nieprzytomnego mężczyzny. Wyczerpanie było prawdziwe - tego się nie podrabia, nie po tylu godzinach bez tlenu i wody. Ale wyczerpanie nie wykluczało niczego innego.
                          Ludzie którzy przeżyli coś strasznego mówią o tym dwoma sposobami. Albo nie mogą przestać mówić, albo nie mówią wcale. Ten może akurat się obudzić i zacząć mówić za dużo, za szybko, niespójnie.
                          Trzeba będzie posłuchać uważnie które słowa pasują do siebie, a które nie.
                          Podniósł karabin który Adam odłożył na pokład, sprawdził go - magazynek pusty, lufa zanieczyszczona, ale broń sprawna technicznie. Zarzucił go sobie na drugie ramię, obok własnego.

                          -Gotowy do transportu - rzucił w stronę Adama, po czym dodał ciszej, bardziej do siebie niż do kogokolwiek - Żeby było jasne, on nie idzie nigdzie beze mnie.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          ♥ 🆒
                          5
                          • Macabra78M Niedostępny
                            Macabra78M Niedostępny
                            Macabra78 jako Adam Nexus Mk 7
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez
                            #71

                            Ambulatorium wypełniał cichy szum aparatury medycznej.
                            Adam stał przy łóżku, na którym spoczywał rozbitek z kapsuły ratunkowej. Mężczyzna był już zabezpieczony szerokimi pasami przy nadgarstkach, kostkach oraz klatce piersiowej. Nie było w tym nic osobistego. Jeszcze kilkanaście minut wcześniej próbował zastrzelić swoich ratowników.
                            Syntetyk przyjrzał mu się uważnie.
                            Mężczyzna miał około metra osiemdziesięciu wzrostu i ważył prawdopodobnie nie więcej niż siedemdziesiąt kilka kilogramów. W normalnych warunkach byłby zapewne znacznie cięższy, jednak długotrwałe wycieńczenie pozostawiło wyraźne ślady. Zapadnięte policzki, napięta skóra i widoczne oznaki odwodnienia wskazywały na wiele dni spędzonych w skrajnie niekorzystnych warunkach.
                            Wojskowy kombinezon nosił ślady długiego użytkowania.
                            Naszywka identyfikacyjna.
                            J. Purcell.
                            Takie samo nazwisko widniało na nieśmiertelniku oraz karcie dostępowej zabezpieczonej wcześniej przez załogę.
                            Adam przesunął wzrok na monitor funkcji życiowych.
                            Tętno stabilizowało się.
                            Saturacja wracała do normy.
                            Ciśnienie pozostawało nieco obniżone, ale nie stanowiło już bezpośredniego zagrożenia.
                            — Stan pacjenta odpowiedni do wybudzenia — stwierdził spokojnie.
                            Podszedł do szafki medycznej i przygotował niezbędne środki farmakologiczne.
                            Preparat wspomagający odzyskanie przytomności.
                            Dawkę elektrolitów.
                            Środek ograniczający gwałtowne reakcje stresowe po wybudzeniu.
                            Wszystko zgodnie z procedurami dotyczącymi pacjentów potencjalnie agresywnych.
                            Po sprawdzeniu dawek podłączył ampułki do istniejącego wkłucia kroplówki.
                            Przez chwilę obserwował przepływ cieczy w przewodzie.
                            Następnie uruchomił pompę infuzyjną.
                            Przez kilka sekund w ambulatorium słychać było jedynie pracę aparatury.
                            Monitor wyświetlił niewielkie przyspieszenie akcji serca.
                            Drgnienie mięśni twarzy.
                            Ruch palców.
                            Oddech stał się głębszy.
                            Adam pozostał nieruchomy przy łóżku.
                            Gotowy zareagować na każdą możliwą reakcję pacjenta.
                            Po chwili powieki J. Purcella poruszyły się.
                            I otworzył oczy.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            1
                            • MarrrtM Niedostępny
                              MarrrtM Niedostępny
                              Marrrt jako Caleb Hannigan
                              napisał(a) ostatnio edytowany przez
                              #72

                              Odesławszy Gleesona, którego upomniał o odłożenie klucza, Caleb odczytał przesłany do niego mimowolnie komunikat korpoagentki Le Fey. Potarł dłonią brodę zastanawiając się ile z tej pasażerki może być jeszcze problemów. Bo głowę dałby sobie uciąć, że dla ludzi jej pokroju nie istnieje odpowiedź "nie" i nie da się ona spławić ich pokładowemu komputerowi. Uznał, że najlepiej będzie jeśli...

                              Alarm radiacyjny.
                              Nadia.

                              - Tak, pani Volkov?
                              Wysłuchał meldunku. I chyba trochę odetchnął. Wolał widzieć i znać komplikacje zawczasu niż odkrywać je gdy jest za późno. A doświadczenie mu podpowiadało, że i tak i tak jakieś się pojawią. Tym razem Nadia wykryła je wcześniej.

                              Chwilę później obrazu dopełnił raport pilota. Odkryta przez Davy'ego wyrzutnia torped, oraz wyraźne uszkodzenie poszycia Bleinerta były kolejnymi elementami układającymi się w jakąś całość, której Caleb jeszcze nie potrafił rozszyfrować. Tak czy inaczej oba odkrycia były tym, czego kapitan się spodziewał zarządzając oblot z bezpiecznej odległości.

                              - Bleinert raczej nie mógł ostrzelać drugiej jednostki - myślał głośno - zostałyby szczątki. Bardziej to wygląda na przeciążenie reaktora i implozję. Blisko. To by tłumaczyło tę chmurę. Dobrze. Proszę ustawić nas i zawiesić nieruchomo w pozycji ekranowania przez tender. A potem ustawić na auto. Potem widzimy się wszyscy... Panie Crowe? - Hannigan przełączył na interkom ze śluzy, który zasygnalizował połączenie z jego stanowiskiem. Wysłuchał co miał do powiedzenia inżynier atmosferyczny. Cień zniecierpliwienia przemknął mu po twarzy jakby nie uśmiechało mu się bieganie na każde odkrycie wyraźnie poddenerwowanej załogi. Ale nie zmieniło to odpowiedzi - Już idę panie Crowe. Ale proszę mi oszczędzić epitetów.

                              Wychodząc ze stanowiska dowodzenia, nie podejrzewał, że Elias wyraził się trafnie i bez specjalnej przesady. Ale podejrzewał, że o czymś jednak zapomniał.
                              - Po zabezpieczeniu mostka, widzę Was w ambulatorium. - dodał jeszcze do Davy'ego i Nadii.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              4
                              • Davy KneeD Niedostępny
                                Davy KneeD Niedostępny
                                Davy Knee jako Davy O'Collan
                                napisał(a) ostatnio edytowany przez Davy Knee
                                #73

                                Davy O'Collan - Mostek

                                Davy nawet nie próbował komentować teorii kapitana. Od tego byli inni. Jego robota kończyła się na dostarczeniu danych, utrzymaniu jednostki w jednym kawałku i niedopuszczeniu, żeby ktoś zginął przez zły manewr.

                                — Przyjąłem, skipper.

                                Palce zatańczyły po konsoli. Komputery nawigacyjne przejęły część obciążenia, gdy KM-164 ustawił się za masywnym kadłubem tendera, wykorzystując go jako improwizowaną osłonę przed radioaktywną chmurą. Korekty RCS syknęły ostatni raz, po czym wskaźniki względnego dryfu zatrzymały się niemal idealnie na zerze.

                                — Pozycja ekranowania osiągnięta. Autopilot aktywny. Stabilizacja względna utrzymywana.

                                Dopiero wtedy odsunął się od fotela pilota. Jednym płynnym ruchem wstał, poprawiając kaburę z pistoletem wiszącą nisko na udzie. Gest był niedbały tylko z pozoru — odruch wyuczony przez lata służby, sprawdzający przy okazji zatrzask, dostęp i pozycję broni.

                                Spojrzał na Nadię ponad ramieniem.

                                — No to co, Volkov? — rzucił z cieniem uśmiechu. — Idziesz do ambulatorium czy mam zameldować kapitanowi, że przejęłaś mostek i właśnie planujesz karierę dowódcy?

                                Nie czekając na odpowiedź, skierował się ku wyjściu z mostka, rzucając jeszcze krótkie spojrzenie na obraz z kamer obserwujących martwy tender. Jakoś tak to całe niestandardowe poruszenie na pokładzie zaczęło śmierdzieć mu jakaś afera…

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                3
                                • ReRebirthR Niedostępny
                                  ReRebirthR Niedostępny
                                  ReRebirth jako Joshua Gleeson
                                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                  #74

                                  Sytuacja na statku opadła tak szybko, jak wybuchła. Spanikowany rozbitek został spacyfikowany przez kogoś z załogi, a kurz po „ataku” osiadł, zanim na dobre wzbił się w powietrze.
                                  Na mostku panowała gęsta, zawstydzająca atmosfera. Joshua, wciąż kurczowo ściskający swój klucz francuski, zesztywniał, gdy Davy O’Collan rzucił mu wymowne, pełne irytacji spojrzenie. Z trudem odszedł od śluzy i rozluźnił chwyt.
                                  Kapitan Hannigan, wyraźnie zirytowany, nie czekał na wyjaśnienia. Podszedł do konsoli i jednym, pewnym ruchem nadpisał kody blokady, przywracając sobie dostęp. Joshua poczuł, jak krew odpływa mu z twarzy.
                                  — Wybaczcie, panie kapitanie — wycharczał, spuszczając wzrok. — Szkolenie w Marines wchodzi w krew. W razie abordażu priorytetem jest zabezpieczenie mostka lub maszynowni. Załogę... zawsze można zrekrutować nową, statek to jedyny stały zasób, na którym opiera się zysk korporacji — i tu Josh w końcu zamilkł, zdając sobie sprawę, że powiedział o kilka słów za dużo, więc tylko skłonił głowę i posłusznie oddał pole. Otrzymał jedynie nowy rozkaz.

                                  Zanim udał się do hangaru, wymknął się do swojej kajuty. Drżącymi dłońmi wyciągnął z szafki blistry z lekami, łykając dawkę, która miała wygasić kołatanie serca. Jego wzrok spoczął na starym, metalowym pudle z kasetami. Przez minutę kusiło go, by je otworzyć – tam, pod warstwą taśm, ukrywał przedmiot, który kiedyś mógłby mu uratować życie. Zrobił to. Lecz chwilę potem z powrotem zamknął. Zacisnął zęby, odłożył pudło i wybiegł z kajuty.
                                  Gdy dotarł do hangaru, oględziny trwały już w najlepsze. Elias Crowe, z profesjonalnym spokojem, operował swoim zestawem: analizatorem Seegson M314, dozymetrem i próbnikami, rejestrując wszystko na starym magnetofonie. Joshua nie podszedł do wnętrza; skupiając się na zewnętrznym poszyciu kapsuły. Szukał insygniów, oznaczeń jednostki, czegokolwiek, co pozwoliłoby mu zidentyfikować "gościa". Jego paranoja podpowiadała mu, że to nie jest przypadkowy lot, lecz element większej układanki.
                                  Nagle z wnętrza kapsuły dobiegł go chrapliwy głos Crowe’a, przerywający rutynowy raport.
                                  — Kapitanie... Musi pan tu zejść. Jest tu coś, co powinien pan zobaczyć osobiście. Jeśli mógłbym jakoś opisać tę sytuację, to powiem tylko tak: gówno dostało się do wiatraka i rozchlapało się po całym pokoju.
                                  Fetor uderzył Joshuę nawet z tej odległości. Był to ciężki, mdły zapach rozkładu, przemieszany z czymś ostrym, chemicznym. Gleeson, napędzany przez instynkt przetrwania, który w tej chwili brał górę nad rozsądkiem, podszedł do samego progu kapsuły. Nie odważył się wejść do środka, wpatrując się w mroczny, zanieczyszczony otwór jak w paszczę bestii.
                                  — Crowe — odezwał się, a jego głos był ledwie słyszalny w huku systemów podtrzymywania życia. — Ten smród... mówisz "gówno" metaforycznie, dosłownie się zesrałeś w wentylator, czy mamy tu do czynienia z biologicznym rozkładem zwłok? Bo jeśli to drugie, to musimy zamknąć ten właz i natychmiast odpalić procedurę kwarantanny, a nie bawić się w zbieranie próbek!

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  👽
                                  3
                                  • KetharianK Niedostępny
                                    KetharianK Niedostępny
                                    Ketharian jako Alien
                                    Obsługa Moderator
                                    napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
                                    #75

                                    text alternatywny


                                    Korytarz przed prawoburtową śluzą

                                    Właz kapsuły był otwarty na całą szerokość, dzięki czemu przyciśnięty do wewnętrznych drzwi śluzy Joshua widział w półmroku poruszającego się ostrożnymi ruchami doktora Crowe. Stary mężczyzna co rusz spoglądał na coś, co chyba leżało w głębi kapsuły, a mowa jego ciała sugerowała Gleesonowi, że Crowe zdecydowanie nie śpieszył się do bliższych oględzin znaleziska. Przesuwając się co chwila w różne zakamarki kapsuły nie potrafił oderwać uwagi od obiektu swojego największego zainteresowania, raz za razem spoglądając w to samo miejsce.

                                    Joshua poczuł lodowaty dreszcz niepokoju na ten widok. Oblizując spierzchnięte usta nacisnął przycisk otwierający wewnętrzny właz śluzy i natychmiast tego pożałował.

                                    W jego nozdrza uderzył fetor, który wzbierał w śluzie od momentu ponownego nasycenia tlenem powietrza w jej wnętrzu sącząc się ze środka kapsuły.

                                    Owładnięty bardzo złym przeczuciem, Joshua Gleeson poczuł jak po plecach spływają mu krople zrodzonego z lęku potu.


                                    Wejście na mostek kombajnu

                                    Caleb Hannibal stanął przed drzwiami mostku podnosząc w odpowiednim geście lewą rękę. Odczytując ten zaprogramowany wcześniej ruch sterownik włazu zareagował zgodnie z intencją kapitana, stanął przed mężczyzną otworem.

                                    Hannigan wydał z siebie głuche stęknięcie robiąc krok w bok, aby uniknąć nieoczekiwanego zderzenia z usytuowaną tuż za progiem przeszkodą.

                                    William Biscuit odpowiedział niezrozumiałym dźwiękiem o znacznie wyższym tonie, w oczywisty sposób przestraszony szarżą dowódcy kombajnu, a zarazem zbyt sparaliżowany jego bliskością, aby uczynić jakikolwiek ruch.

                                    - Panie Biscuit, dla swojego własnego dobra pasażerowie powinni do odwołania pozostawać w swoich kajutach - powiedział chłodno Caleb - Również pan.

                                    - Pan wybaczy, kapitanie - zakłopotanie młodzieńca było tak ogromne, a przy tym tak szczere, że Hannigan wbrew sobie samemu nieco złagodził srogi wyraz twarzy - Pomyślałem… że mógłbym jakoś pomóc…

                                    - Doceniam dobre chęci - oznajmił Hannigan tonem dobitnie komunikującym brak chęci do skorzystania z pomocy jakiegokolwiek pasażera - Niemniej dobrze się złożyło, że się spotkaliśmy. Planowałem zbiórkę wszystkich pod ambulatorium. Zapraszam, wskażę panu drogę. Opiekunie, wystosuj zaproszenie do ambulatorium dla pani le Fey.


                                    Kapsuła ratunkowa Bleinerta

                                    Doktor Crowe odwrócił głowę w stronę stojącego w progu kapsuły Joshui, uniósł znacząco swoje brwi odwieszając na ramię torbę z instrumentami pomiarowymi i poprawiając naciągnięte na dłonie lateksowe rękawiczki.

                                    - Ten smród, Crowe - Gleeson przełknął nerwowo ślinę - Zesrałeś się w wentylator czy mamy tu do czynienia z biologicznym rozkładem zwłok? Bo jeśli to drugie, to musimy zamknąć ten właz i natychmiast odpalić procedurę kwarantanny, a nie bawić się w zbieranie próbek!

                                    - Mamy prysznice, synku, do tego środki odkażające - odpowiedział pozornie beztroskim głosem Elias - Jeśli się zbrudzisz, Nadia cię wyszoruje pumeksem i druciakiem… albo pan Holt, on to zrobi z większą skrupulatnością. A teraz skończ jęczeć i popatrz, co tu mamy. Będziesz mi potrzebny do noszenia.

                                    Nim Joshua uczynił choćby krok, w wejściu do kapsuły stanął kapitan Hannigan. On też musiał poczuć trupi odór, ale stoicki charakter pomógł mu zachować kamienną twarz.

                                    - Ofiara śmiertelna, doktorze? - stwierdził retorycznym tonem, bo smród wypełniający ratunkowy pojazd nie pozostawiał złudzeń co do swojego źródła.

                                    Ciemne wnętrze kapsuły zionęło nieopisywalnym wręcz fetorem stanowiącym mieszaninę smrodu moczu i fekaliów, wyciekających płynów hydraulicznych i organicznych, brudnej wody oraz zgnilizny.

                                    Tu i ówdzie na podłodze leżały odkształcone, najpewniej wielokrotnie nadepnięte butami łuski po wystrzelonych dawno temu pociskach. Ich obecność - oraz charakterystyczne poszarpane dziury znaczące część pokładowych urządzeń - dobitnie świadczyły o tym, że wystrzelona w przestrzeń śluzy seria z Armata nie była jedynym strzeleckim wybrykiem szalonego rozbitka.

                                    - Nie był… sam - wykrztusił Joshua ocierając usta rękawem i oglądając się w stronę kapitana - Jak on tu wytrzymał…

                                    Hannigan stanął obok wstrząśniętego załoganta, spojrzał za obudowę pojedynczego kojca do hypersnu.

                                    Specjalista drugiej klasy Jeremiah Purcell nie podróżował w kapsule samotnie i spoglądając na jego współpasażera Caleb zadał sobie w myślach pytanie, czy wojskowy nie postradał już trwale zmysłów.

                                    Czarnoskóry mężczyzna w ciemnym cywilnym ubraniu nie żył od kilku tygodni, oparty plecami o ścianę kapsuły i wpatrzony w przestrzeń mętnymi rybimi oczami. Jego nabrzmiałe, wzdęte od gnilnych gazów ciało dosłownie rozsadzało materiał stroju, a cuchnące potwornie organiczne płyny wylewały się przez popękaną skórę na podłogę kapsuły.

                                    Stojący kilka kroków w tyle Joshua pomyślał o Jeremiahu Purcellu, przez miesiąc uwięzionym w ciasnym wnętrzu kapsuły razem z rozkładającym się ludzkim trupem, bez dostępu do świeżej wody, toalety, normalnego oświetlenia i nadziei na ratunek.

                                    Przełknął ślinę czując jak jego żołądek ściskają kleszcze wzbierających raptownie torsji.

                                    Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    🤢
                                    4
                                    • PiołunP Niedostępny
                                      PiołunP Niedostępny
                                      Piołun jako Elias Crowe
                                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                      #76

                                      Elias odwrócił powoli głowę w stronę Joshuy i zrobił nieco rozczarowaną minę, zupełnie jak człowiek, któremu właśnie przerwano pracę z powodu wyjątkowo głupiego komentarza.
                                      – Gleeson – powiedział sucho. – Jeśli naprawdę twoją pierwszą roboczą hipotezą jest to, że stoję tu i raportuję kapitanowi, jak kreatywnie obchodzić się z dwójką, to chyba nie mamy o czym gadać. Przecież zaznaczałem, że to porównanie. – Westchnął, przewracając oczami, i poprawił rękawiczki. Wskazał brodą wnętrze kapsuły, na razie nie podchodząc zbyt blisko.

                                      – Oczywiście chodzi o rozkład biologiczny. Stary trup to mnóstwo fekaliów, moczu i reszty cielesnej hydrauliki, która daje o sobie znać z chwilą śmierci. Jeśli cokolwiek tam miałoby nam zagrażać i przenosić się w powietrzu, już mamy przejebane, bo otworzyliśmy to, wyjęliśmy stamtąd człowieka, a zresztą trochę już tym oddychamy. Wcześniejsze badanie kapsuły nie alarmowało jednak o niczym. Co do reszty zagrożeń biologicznych, wystarczą nam stare, modne lateksowe rękawiczki i maseczka. – Wskazał krótko na swój ochronny ekwipunek.
                                      – Więc albo pomagasz, albo zmykaj zamknąć gródź w następnej sekcji. Ja mam pracę do wykonania.

                                      Spojrzał jeszcze raz w głąb kapsuły, zastanawiając się, od czego zacząć. Smród dalej wypełniał wnętrze śluzy, ciężki i lepki, ale Elias nie miał zamiaru robić z niego afery. Prawda, był paskudny, ale był też tym czego należało się spodziewać bo zwłokach zamkniętych w hermetycznej przestrzeni. W zamkniętej puszce, po kilku tygodniach z martwym ciałem, no cóż, należało się spodziewać właśnie czegoś takiego.

                                      Kiedy w progu stanął kapitan Hannigan, Crowe cofnął się o pół kroku, robiąc mu miejsce, ale nie odwracając się całkiem od znaleziska. Stał bokiem, z analizatorem w jednej dłoni i magnetofonem pracującym cicho przy pasie. Taśma szumiała cierpliwie, obojętna na smród i trupa
                                      – Ofiara śmiertelna, kapitanie – potwierdził sucho. – Proces rozkładu wskazuje, że trochę czasu spędzili razem. Nie jestem patologiem, mamy od tego Adama, ale roboczo zgadywałbym dwa do czterech tygodni. W tej puszce warunki mogły przyspieszyć albo spowolnić wszystko, więc proszę nie traktować tego jak ekspertyzy na której można coś oprzeć.

                                      Przełknął ślinę, choć w gardle miał sucho. Chyba filtry w jego wszczepie krtani nadawały się już do wymiany. Podniósł analizator i pozwolił mu dalej pobierać próbki powietrza. Wskaźniki pracowały spokojnie, upewniając go tylko, że nie ma co panikować.
                                      – Atmosfera zatęchła, ale bez niczego alarmującego – powiedział, zerkając na analizator. – Tlen niżej o około procent, dwutlenek węgla trochę podwyższony, wilgotność wysoka. Do tego ślady amoniaku, lotnych związków organicznych i tego siarkowego syfu pochodzącego z rozkładu ciała.
                                      Przykucnął ostrożnie, a w martwej ciszy kapsuły, dało się usłyszeć skrzypienie jego stawów. Światło latarki przesunęło się po podłodze, po powgniatanych łuskach, po poszarpanych śladach na urządzeniach, brudzie i zaschniętych smugach.

                                      – Strzelał tu wcześniej – mruknął do magnetofonu. – Wielokrotnie. Ciekawe do czego?
                                      Zapytał sam siebie bardziej niż kogokolwiek innego i ruszył ostrożnie naprzód, żeby przyjrzeć się zwłokom. Czy były na nich ślady kul albo czegoś innego? Wzdęte ciało utrudniało identyfikację przyczyny śmierci, ale może dało się jeszcze coś dostrzec. Może Purcell strzelał do niego? Może chciał uszkodzić kapsułę? A może próbował strzelać do wytworów własnej wyobraźni, które zaczęły nawiedzać go w chwili, gdy samotność zaczęła go zżerać od środka? Mózg bronił się przed izolacją, wywołując halucynacje, które miały go uspokoić. Oszukiwał sam siebie, żeby zachować resztki spokoju. Szaleństwo zwalczał szaleństwem. Zawsze uważał to za niezłą ironię.

                                      text alternatywny

                                      Gdy skończył wewnętrzne dywagacje, przesunął się do modułu komunikacyjnego kapsuły. Podpiął narzędzie diagnostyczne, poprawiając przewód kciukiem. Stary sprzęt kliknął posłusznie.
                                      – Crowe, kontynuacja oględzin – powiedział do magnetofonu. – Wnętrze kapsuły silnie zanieczyszczone biologicznie. Obecność ciała w zaawansowanym rozkładzie. Widoczne ślady wcześniejszego użycia broni wewnątrz kapsuły. Rozpoczynam zgrywanie logów komunikacyjnych i systemowych.
                                      Przesunął palcem po ekranie narzędzia diagnostycznego.
                                      – Dobrze. Czas sprawdzić to, o co prosił kapitan – kontynuował do magnetofonu, opisując krok po kroku wykonywane czynności. – Trzeba ustalić, czy kapsuła odbierała nasze wezwania, czy zapisała próbę połączenia oraz czy coś blokowało odbiór. Warto też sprawdzić, czy Purcell miał realną możliwość odpowiedzieć. Do tego przeglądam logi podtrzymywania życia, ostatnie alarmy systemowe i manifest.

                                      Zatrzymał się na chwilę i spojrzał w stronę ciała. Pomyślał, że warto będzie później ustalić, kim jest ten drugi. Jeśli nie było go na wykazie przewozowym, pachniało to cargo w postaci ludzi. A to oznaczało, że ktoś mógł przemycać niewolniczą siłę roboczą albo ludzi przeznaczonych do nielegalnych eksperymentów firmy. Crowe wiedział, że takie rzeczy się zdarzały. Krążyły o tym plotki. W przestrzeni zawsze krążyły plotki, a te najbrzydsze miały paskudny zwyczaj okazywać się prawdziwe. W takim wypadku nie był pewny, czy zwykłe protokoły misji ratunkowej wciąż ich obowiązywały. Nie skomentował tego jednak na głos. Był prawie pewien, że kapitan sam poruszy tę sprawę, kiedy przyjdzie czas.

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      🤢
                                      4
                                      • Arthur FleckA Niedostępny
                                        Arthur FleckA Niedostępny
                                        Arthur Fleck jako Delilah le Fey
                                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                        #77

                                        Delilah le Fey

                                        Mechaniczny zgrzyt zamka brzmiał niczym symfonia Mozarta i potwierdził, że jailbreak się udał. Protokół izolacji zadziałał perfekcyjnie. Od teraz tylko Delilah le Fey mogła otworzyć właz kajuty a Opiekun stał się jej oczami i uszami na statku.

                                        Nie zdążyła jednak długo napawać się swoim sukcesem bo nagle w pomieszczeniu rozległ się beznamiętny głos sztucznej inteligencji.

                                        – Uwaga. Kapitan prosi o stawienie się na zbiórkę pod ambulatorium w strefie medycznej.

                                        Agentka zmarszczyła gładkie jak dotąd czoło. Czego ten niekompetentny głupiec od niej chce? Do tej pory była jawnie ignorowana. W mesie Hanningan robił wszystko by poczuła się jak uciążliwy balast i pasażer drugiej kategorii bez prawa głosu. Czy strach w końcu zajrzał mu w oczy? Ktoś taki jak on łatwo mógł zatuszować swoje błędy i wymusić na załodze milczenie, ale obecność przedstawicielki Lassale wiązała mu ręce. Nie mógł jej uciszyć groźbą ani rozkazami. Jej raport mógł pogrzebać jego karierę, o ile karierą można nazwać kierowanie czymś takim jak kombajn górniczy.

                                        Kilka sekund brakowało by ciekawość zwyciężyła. By Delilah otworzyła drzwi i udała we wskazane miejsce zbiórki, przekonać się na własne oczy jak Caleb Hannigan próbuje się przed nią płaszczyć i rozmywać swoją odpowiedzialność. Może nawet przekupić. Ale ciekawość to pierwszy stopień do piekła, jedna z najgorszych ludzkich cech a ona przecież nie była zwyczajnym człowiekiem. Nie wyszła z macicy jak inne ssaki, a jej rodzice - kimkolwiek byli w ubiegłym stuleciu na Ziemi - zasłużyli się dla świata na tyle by ich zamrożone komórki jajowe i nasienie stanowiły bezcenny zasób w aktywach firmy. Jeszcze w czasach Szkolenia, jej rówieśnik Ralph twierdził, że biologicznym potomkiem Marilyn Monroe i Alana Turinga, ale ośmioletnia Delilah szybko zweryfikowała, że Lasalle w tamtych czasach jeszcze nie istniało i nie mogło pobrać jajeczek aktorki ani spermy kryptologa. Sama nigdy się nie zastanawiała nad swoim pochodzeniem. Wystarczyła jej świadomość, że w puli genetycznej jest na samym szczycie. Otrzymała dar, ale i zobowiązanie by nie ulegać zwyczajnym ludzkim słabościom.

                                        Bo jest zwyczajnie lepsza.

                                        I nie po to przejęła kontrolę nad systemem i zabezpieczyła swoje otoczenie, by teraz jak posłuszny pionek wchodzić w strefę potencjalnego zagrożenia.

                                        – Opiekunie, wstrzymaj odpowiedź. Przedstaw mi najpierw szczegółowy raport z działań całej załogi. Pozycje i statusy.

                                        Opiekun zaczął wyliczać fakty a ona w palcach obracała swój żeton do automatów słuchając syntetycznego głosu. Przez chwilę łudziła się, że informacje o nieobliczalnym rozbitku, który otworzył ogień do ludzi i znalazł pod opieką syntetyka mogą okazać się przydatne dla interesów firmy. Słyszała plotki tajnych o agendach, które dostawali jej konkurenci z Weyland Yutani szukający w kosmosie artefaktów pozaziemskiego pochodzenia. Wyglądało jednak na to, że załoga Kardashian marnowała czas i tlen na żołnierza, który cudem ocalał i przez kilka tygodni dryfował w próżni z rozkładającym się trupem na pokładzie kapsuły ratunkowej. Historyjka dobra dla pisarzy horrorów, ale dla niej bezużyteczna.

                                        Priorytetem wciąż było Borodino.

                                        Gdy maszyna skończyła mówić, wydała kolejny rozkaz.

                                        – Przekaż kapitanowi Hanniganowi wiadomość. Jeśli to pilna sprawa, niech on przyjdzie do mnie. Moja kajuta jest dla niego zawsze otwarta o ile jedynym tematem naszej rozmowy będzie natychmiastowe wznowienie kursu na Borodino i gwarancja, że dotrzemy tam zgodnie z moim harmonogramem.

                                        Na koniec rzuciła ostatnią komendę.

                                        – Uruchom protokół nadzoru w strefie medycznej. Po zakończeniu odprawy oczekuję gotowego raportu.

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        😬
                                        1

                                        Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

                                        Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

                                        Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

                                        Zarejestruj się Zaloguj się
                                        Odpowiedz
                                        • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                        Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                        • Najpierw najstarsze
                                        • Najpierw najnowsze
                                        • Najwięcej głosów


                                        • Zaloguj się

                                        • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                        • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                        Powered by NodeBB Contributors
                                        • Pierwszy post
                                          Ostatni post
                                        0
                                        • Kategorie
                                        • Ostatnie
                                        • Tagi
                                        • Popularne
                                        • Świat
                                        • Użytkownicy
                                        • Grupy
                                        • Strona startowa