Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Rozgrywka
  3. [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]

[CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
cyberpunkcyberpunk2077
134 Posty 7 Uczestników 941 Wyświetlenia 2 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • KetharianK Niedostępny
    KetharianK Niedostępny
    Ketharian
    Obsługa Moderator
    napisał ostatnio edytowany przez
    #63

    text alternatywny


    Stacja NCART na Ferguson Street, wczesny wieczór 14.07.77

    Chociaż w Northside o tej porze uliczny ruch nieco słabł, Houston i tak musiał odczekać w kolejce do trzeciego składu maglevu, zanim zdołał się wepchnąć do środka. Kolejka ruszyła nabierając z impetem prędkości w cieniu megabloku H11, zakołysała wagonikami zakręcając po łuku szyny w kierunku stacji MedCenter. Spoglądając przez okno na dachy zakładów, stacji transformatorowych i przepompowni, Dingo odtwarzał jednocześnie w pamięci przebieg rozmowy z Connorem i jego towarzyszem. Brzemię zrzucone na plecy nomady uwierało go ciężarem odpowiedzialności tym mocniej, im bardziej uświadamiał on sobie skalę podjętego wyzwania. Według oficjalnych źródeł, sprawdzonych naprędce w smarthingu, w Night City mieszkało ponad sześć milionów ludzi, ale mowa była tu o tych z zalegalizowanym pobytem. Pomimo wszechobecnego monitoringu władz ci, którzy nie chcieli zostać zauważeni mieli ku temu mnóstwo sposobności, z większym lub mniejszym wsparciem półświatka NC.

    Największe nadzieje Dingo wiązały się z próbkami DNA Liz i jej przyjaciółki. Służby medyczne w Night City pobierały materiał genetyczny swoich pacjentów w ramach rutynowych procedur i jeśli w czasie swojego pobytu w metropolii dziewczyny musiały skorzystać z legalnej pomocy lekarskiej, istniała spora szansa na to, że ich wzorce DNA leżały na serwerach Trauma Team, REO albo FlatLine, być może powiązane z innymi nazwiskami niż prawdziwe, ale wskazujące wprost na właściwe osoby.

    Skład nie zatrzymał się na napowietrznych peronach MedCenter, bo komputer sterujący kolejki określił ilość znajdujących się w wagonach pasażerów jako maksymalną. Pora dnia wybitnie nie sprzyjała korzystaniu z komunikacji publicznej, bo popołudniowa zmiana fabryczna z Northside wracała w tym czasie do południowego Watson i zderzała się po drodze z tłumem członków szeregowego personelu MedCenter - ale świadomość tego faktu w niczym nie łagodziła frustracji wyrysowanej na twarzach techników niskiego szczebla, laborantów, pielęgniarek i pracowników biurowych molocha Trauma Team czekających na stacji MedCenter w nadziei na złapanie najbliższego wolnego miejsca.

    Skład NCARTu przyśpieszył wychodząc na prostą ponad dachami budynków sąsiadujących z MedCenter, pomknął w kierunku coraz wyższych budynków Little China górując ponad pełnymi sunących żółwim tempem samochodów ulicami. Para krzykliwie ubranych pasażerów krążyła po wagonie z elektroniczną petycją domagającą się przyłączenia Night City do NUSA, obiecując reszcie podróżnych niewielkie kwoty za złożenie cyfrowych podpisów pod propagowanym przez nich wnioskiem. Niespecjalnie zainteresowany ich agitacją, Houston podniósł się z siedzenia i przecisnął do drzwi czytając po drodze raz jeszcze treść wiadomości kumpli na NoiseFeed.

    Kolejka zaczęła obniżać wysokość zbliżając się do stacji na Ferguson Street, teraz przemieszczając się dosłownie na wyciągnięcie ręki od lśniących szkłem i chromem ścian wielkomiejskich wieżowców. Więcej osób zaczęło się przesuwać w kierunku drzwi, naciskając na siebie wzajemnie ciałami roztaczającymi zapach potu, smaru i oleju, chemikaliów i tanich dezodorantów.

    Sól ziemi Night City, kasta robotnicza wciąż utrzymująca przy życiu Northside, wracała do domów po znoju dwunastogodzinnej zmiany w zakładach pracy na północy Watson.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    0
    • GreKG Niedostępny
      GreKG Niedostępny
      GreK
      napisał ostatnio edytowany przez
      #64

      Raymond Street w Japantown, przed siedzibą Endron International, wczesny wieczór, 14 lipca 2077

      Raymond Street w Japantown tonęła w neonowym półmroku, a czarny Emperor zdążył już zniknąć we wnętrzu siedziby Endron International - ciemnej, monolitycznej bryły pozbawionej jakichkolwiek świateł czy logo, jakby reszta korporacyjnego świata nawet jej nie interesowała. Budynek stał, cichy i lodowaty, obserwując okolicę setką niewidzialnych oczu.

      Wystukał szybko wiadomość na NoiseFeed:


      NoiseFeed:

      Switch:
      @Hi-Fi wysłać ci jeszcze jej dane biometryczne i numer bio-SIG? Jak tam będziesz sterczeć jak chuj w żeńskiej łaźni to się ktoś do was przypierdoli. 500e$ samo się nie zarobi.


      - Mam nadzieję, że nie weźmiesz tych pięciu stów - słowa sieciarza zawisły w powietrzu po zamkniętym połączeniu.

      Switch prychnął.

      - Kurwa, jak nie weźmiesz? Oczywiście, że weźmiesz…

      Poczuł się jak bachor, któremu pokazano tort i kazano patrzeć, jak jedzą go inni. W głowie zakipiała mu znajoma, gorzka tyrada:

      Ćwierć tony sadła i kabli… skóra jak mapa wrzodów… a do tego smród sknerstwa. SlimWire w pigułce.

      - Mówiłeś coś, kolo? - pod drzwiami korpo przystanął jakiś typ w zbyt dużym garniturze, próbując złapać z nim kontakt wzrokowy.

      - Spierdalaj - odburknął Switch.

      Gość nie dyskutował. Zniknął w środku.

      Switch wiedział, że sam powinien zrobić to samo - zawijać się, zanim ochrona zacznie interesować się "podejrzanym typem stojącym bez celu”. Ale zanim odszedł, przeskanował okolicę, zapisując mentalną mapę detali.

      Zepsuty automat z tanimi plastikowymi darumami. Ekran migał na czerwono błędem, a z głośnika co jakiś czas dobywa się przesterowane dźwięki. Ktoś wrzucił do środka pety, papierki i puste kubki po matcha-latte.

      Porzucony ramen-truck ze sflaczałymi oponami stojący wzdłuż ulicy. W jego wnętrznościach jeszcze pewnie były resztki zasilania. Idealne miejsce na improwizowaną bazę obserwacyjną - gdyby tylko Switch był gotów poświęcić Snitcha. A nie był.

      Porozrzucane na chodniku hulajnogi z naklejkami pół-legalnych wypożyczalni tarasowały przejście i zmuszały do wyjścia na ulicę. Chaos w czystej postaci.

      W pamięci przejrzał sieć kontaktów, które pracowały w okolicy i mogły mu się przydać.

      Proxy Sue - pośredniczka HR z korpo w Shin-Osaka Financial, która nienawidziła swojej roboty. Raz załatwił jej fałszywe CV dla siostrzeńca, żeby ten dostał się do Arasaki.

      Kenji “StreetSweeper” Hattori - sprzątacz nocnej zmiany, jako podwykonawca sprzątający teren całej Raymond Street. Niewidzialny z definicji. Wózek, mop, stara kamizelka odblaskowa. Ale jego oczy rejestrują każdy ruch w okolicy. Switch kiedyś obronił go przed dresami z Maelstromu, którzy chcieli kraść jego sprzęt. Od tej pory Kenji widział wszystko i czasem o tym mówił.

      Smarthing zawibrował. Zerknął na niego i odpisał:


      NoiseFeed:

      Switch:
      Jasne @Dingo.
      Zależy co trzeba.
      Nawijaj. Zobaczę co da się ukręcić.


      Splunął na brudny chodnik. Zawijał się stąd. Chociaż korciło go, żeby zrobić coś więcej. Dostał sygnały ostrzegawcze od SlimeWire i Patcha. I zdawał sobie sprawę jak kończy się ignorowanie takich informacji. Źle. Bardzo źle. W drodze do najbliższej stacji NCART wysłał na NoiseFeed plik ze zdjęciem Shivy, który otrzymał od sieciarza.

      Po chwili dopisał:


      NoiseFeed:

      Switch: @Hi-Fi 500e$ to chyba nie jest stawka za drobną przysługę?
      Odpuśćcie mieszkanie.
      Stawiam, że jest w magazynie.


      i po zastanowieniu:


      NoiseFeed:

      Switch: @Brazil możesz sprawdzić
      nie zostawiając śladów powiązania
      Magadon Incorporated,
      Pentex United,
      Endron International ?


      Zawiesił palca nad ekranem smarthinga. Spojrzał w górę, gdzie strzeliste biurowce Japantown przebijały się przez ponure chmury ciemniejącego nieba. Dopiero wtedy stuknął: wyślij

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      0
      • MarrrtM Online
        MarrrtM Online
        Marrrt
        napisał ostatnio edytowany przez
        #65

        Nastoletni bracia spojrzeli na siebie porozumiewawczo, zrobili chytre miny godne mistrzów czarnorynkowego półświatka.

        - Interesy zawsze można zrobić, stary - powiedział Tyrone - Znaczy się, my nie handlujemy lewym towarem, bo by nas matka zajebała, ale Dong ma dojścia. Strzelby, pistolety maszynowe, konwertery do full auto, granaty. Zulu Chakkasy mają dojścia, mówię ci…

        - Tyr, ty się tak kurwa nie nakręcaj - w roziskrzone chwilę temu spojrzenie drugiego chłopaka wkradła się znienacka podejrzliwość - To jest przecież gołodupiec, od tego drugiego dwie dychy sępił za okulary w zastaw. Gościu, Dong nie lubi jak mu się dupę zawraca bez kasiory. Chcesz handlować, wyłóż tysiaka na stół, a wtedy cię umówimy z Chakkasami, a jak nie to wypierdalaj. Oni mają dużo gnatów do opylenia, ale nie za okularki na wymianę, kumasz?

        Smarthing HiFi zagrał krótkim dżinglem wieszcząc nadejście kolejnej wiadomości. Rozczarowany przebiegiem biznesowych negocjacji technik wyświetlił na ekranie urządzenia zdjęcie młodej krótkowłosej kobiety w wysokiej rozdzielczości, spoglądającej w obiektyw aparatu zza wygiętego w łuk monitora.

        - Spójrzcie na tę laskę - oznajmił HiFi dobierając starannie słowa - Popatrzcie jej w oczy. Ma przejebane. Łazi za nią Valentino, którego nie cierpi. Wasza matka zeżarła jej kolację. A teraz urabia się po łokcie w jakimś garażu na Fergusona? To prawda z tym garażem, nie robicie mnie w chuja?

        - Shiva to równa dziunia - odpowiedział Tyrone uśmiechając się do widocznej na ekranie smartfona netrunnerki - Parę razy podzieliła się ziołem jak starej nie było w domu i to za darmo. Nic do niej nie mamy i kasę dałeś to masz namiar na jej dziuplę, ale jak się okaże, że nas okłamałeś i odpierdolisz jakiś numer, to cię Chakkasy dojadą, ziomuś, rozumiesz?

        - Tee, bez takich. - Shawn zakładając swoje chwilowo nowe oksy, pogroził gnojkom palcem - Żadnego dojeżdżania nie będzie zanim mi ten wesołek nie odda 20 eurosów. A jak nie odda to sam go wam pod drzwi przytacham. Słyszysz cfaniaku? A teraz się pożegnaj z panami i Hakuna Matata. Dość tego cyrku.

        Co rzekłszy znacząco pchnął Hajfiego w kierunku wyjścia do wind. Technik nie protestował, ale Tyrone i owszem. Młody Murzyn jakby do końca niemogąc się zdecydować, zawołał jeszcze za odchodzącymi.

        - Zaraz! Ale jakby coś z tego dealu miało być to jak cię ziomuś znaleźć???

        Przesuwany przez solosa Hifi, odwrócił się tylko bez przystawania.

        - Mój ID na Killbooku. Superstar_Superhit!




        - Zawracanie kijem Colorado z tymi Murzynami - powiedział gdy stali w windzie do stukającego w smartfinga technika - Co to by miała być za tajna miejscówka skoro zna ją dwóch szczekających na lewo i prawo bambusów. Pierwszemu lepszemu meksowi sprzedali ją za 50tkę. Nam kurwa za 20tkę.

        - I żarcie - dodał HiFi niezrażony marudzeniem Żabki. Smartfing się ożywił i pingał co chwila - O! Brazil jest! Switch mówi, żeby olać mieszkania i tam iść. Chyba naprawdę możemy 5 stów zarobić.

        - Popierdoliło was obu - Shawn pokręcił głową - Switcha nie znasz? Nie pamiętasz jak spłacił Maca w drażetkach z vicodinem? Też dostaniesz te 500 w śrubkach. Zrobilibyśmy włam i byłoby z głowy. Chodziło tylko, żeby sprawdzić, czy jest w mieszkaniu.

        - Oooo!!! I Dingo przyjdzie! - ucieszył się technik bardziej chyba przebywając duchem na kanale i w swoich planach i kombinacjach niż w tej pieprzonej windzie. Zaraz jednak skrzywił się - To się podział zmniejszy…
        W końcu wyłączył smartfinga i uraczył solosa spojrzeniem.

        - Luzuj lamparta Żabka. 10 minut i będziemy wszystko wiedzieć. A na włam trzeba by było czekać na noc.

        Winda dojechała na dół.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        0
        • KetharianK Niedostępny
          KetharianK Niedostępny
          Ketharian
          Obsługa Moderator
          napisał ostatnio edytowany przez
          #66

          Zaułek na Kennedy Avenue, wczesny wieczór 14.07.77

          Kurator i jego towarzysz milczeli przez dłuższą chwilę. Murphy przestał się szyderczo uśmiechać, zwęził oczy w wąskie szparki. Nosiciel szczurzej klątwy postukał palcami lewej ręki po masce samochodu, koniec końców zaś wzruszył ramionami.

          - Bardzo jasno wyłożyliśmy ci konsekwencje odmowy - powiedział bezimienny gość - Wybór należy do ciebie, ale powinieneś jak najszybciej zrozumieć, że nie masz żadnego wyboru. Damy ci dwadzieścia cztery godziny na zrozumienie popełnionego błędu, a później wdrożymy w życie Plan B. Jeśli chcesz z tego wybrnąć pozostając na plusie, masz tutaj na nas czekać jutro o tej samej porze. Fred, zwijamy się.

          Kurator mruknął coś pod nosem, otworzył drzwi Villeforta od strony pasażera, wsiadł do środka wozu nie przestając się gapić na Macka.

          - Jutro w tym miejscu o tej samej porze - powtórzył drugi z prześladowców weterynarza wsiadając za kierownicę samochodu - To twoja jedyna szansa.

          Silnik Villeforta ożył z niskim pomrukiem, opony zaszeleściły na żwirze podjazdu, kiedy pojazd zaczął się cofać na wstecznym biegu ku ulicy. Kierowca wrzucił migacz, a potem błysnął wbudowanymi w maskę i tylny zderzak niebieskimi lampami wymuszając na innych użytkownikach Kennedy Avenue pierwszeństwo przejazdu.

          Wpuszczony do ruchu, Villefort przeskoczył na lewy pas kierując się w stronę Kabuki. Jadący w tyle ciężarowy Kaukaz, eksportowany na cały świat koń pociągowy moskiewskiego koncernu Witkoff & Kushner Motors, wyrósł nad tylnym zderzakiem Villeforta w jednej sekundzie. Odprowadzający szantażystów wzrokiem Hartley skamieniał nie rozumiejąc w pierwszej sekundzie, na co właściwie spogląda.

          Kierowca pomalowanego w barwy Petrochemu Kaukaza musiał przeoczyć manewr wbijającej się na jego pas osobówki, bo nawet nie podjął próby hamowania. Jadąc z prędkością wyższą od dopuszczalnej w tym miejscu, najechał na Villeforta i zmiażdżył go kratownicą dostosowaną do rozbijania barykad nomadów na podmiejskich obwodnicach. Potworny huk gniecionego metalu i pękającego szkła zlał się w jedno z dźwiękiem płomieni wydobywających się z zapalonego iskrami baku z paliwem.

          Kaukaz zaczął hamować z piskiem wytartych szczęk, przepchał płonący wrak Villeforta jeszcze kilkanaście metrów, zanim się w końcu zatrzymał.

          Żaden z podróżujących osobówką mężczyzn nie zdążył z niej wysiąść; żaden najpewniej nawet nie wiedział, że jego los właśnie został przesądzony.

          Na Kennedy Avenue rozpętało się szaleństwo. Nawykli do praktycznie codziennych przypadków road rage’u, inni kierowcy natychmiast przyśpieszyli chcąc jak najszybciej odjechać z miejsca wypadku, doprowadzając do kilku pomniejszych kolizji, niszcząc barierki chodników i potrącając kilku z wielu uciekających w panice pieszych. Wozy nadjeżdżające z przeciwnej strony tylko pogłębiły ów chaos zawracając w miejscu i blokując co rusz drogę ucieczki pojazdów jadących wcześniej przed Villefortem.

          Niecałą minutę później na odcinku dwustu metrów alei pozostawał już tylko wbity we wrak osobówki Kaukaz i leżące na chodnikach ciała przejechanych pieszych. Pierwsi odważni świadkowie, ośmieleni brakiem odgłosów strzelaniny, zaczynali ostrożnie powracać filmując wrak Villeforta smarthingami w nadziei na monetaryzację swoich nagrań na KillBooku.

          Najcenniejsze były oczywiście ujęcia trawionych płomieniami ludzkich zwłok, ale każdy odpowiednio zmontowany materiał i tak miał szansę na znalezienie się w pierwszej dziesiątce codziennej ramówki Loterii Ciał.

          Uświadamiając sobie, że mimowolnie wstrzymał oddech, Hartley wciągnął w płuca haust cuchnącego metalicznie powietrza.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          0
          • WilczyW Niedostępny
            WilczyW Niedostępny
            Wilczy
            napisał ostatnio edytowany przez
            #67

            Dingo zapatrzył się przed siebie, widząc lecz nie całkiem rejestrując tłum ludzi przewijający się przez Night City. Pracowite pszczoły, zmierzające ze swojego ula (opisanego dużym neonem "MedCenter") do domów. Houston pomyślał o ich frustracji nie bez pewnej satysfakcji.

            Westchnął wyciągając smarthinga z kieszeni. Sześć milionów dusz. Sześć milionów osób, a pewnie jeszcze kolejne dwa na czarno, zamieszkiwało to miasto. A on chciał znaleźć jedną... no, właściwie dwie, bo jeśli najpierw znajdzie Cassy Elliot, to ona doprowadzi go do Liz, czy tego będzie chciała czy nie.

            Dingo spojrzał na ekran urządzenia. Switch mu odpisał.


            NoiseFeed:

            Switch:
            Nawijaj. Zobaczę co da się ukręcić.
            Dingo:
            muszę znaleźć dawną przyjaciółkę
            jest od kilku miesięcy w NC
            może nie chcieć, żeby ją znaleźć
            mam drzazgę z danymi medycznymi
            pewnie była u jakiegoś rippera
            został jakiś ślad


            Przez chwilę wpatrywał się z ekran, zanim dopisał:


            NoiseFeed:

            Dingo:
            mam trochę kasy, jak trzeba będzie gdzieś posmarować
            czy coś


            Przeczytał uważniej resztę konwersacji na ich grupie na NoiseFeed i dał szybko znać Hajfiemu, że do nich dołączy. W kupie raźniej, a z tego co zrozumiał chłopaki mieli jakieś żarcie...?

            Schował smarthinga do kieszeni, a chwilę później kolejka podmiejska zatrzymała się pod Dziesiątką. Houston przepchnął się do wyjścia, choć ledwie zdążył nim drzwiczki wagonika zamknęły się za nim, a kolej pomknęła dalej, jak krew w żyłach miasta.

            Wychodząc ze stacji spojrzał w dół ulicy, którą mieli nadejść Frog i HiFi. Minął budkę spożywczą... przy której zwolnił kroku, zwabiony zapachem. Czy od rana jadł coś więcej niż proteinowe batony z automatu koło warsztatu? Mimowolne burknięcie w brzuchu Dingo sugerowało, że chyba nie. Miał chwilę, więc czekając na chłopaków skusił się na nudle instant w plastikowym kubku.

            Usiadł na najniższym stopniu schodów prowadzących na stację i pospiesznie wsuwał parzące w język danie.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            0
            • JohnyTRSJ Niedostępny
              JohnyTRSJ Niedostępny
              JohnyTRS
              napisał ostatnio edytowany przez JohnyTRS
              #68

              Hartley Mack Mackinaw4.jpg
              Hartley "Mack" Mackinaw

              Kennedy Avenue, wczesny wieczór

              Mack sam nie wierzył w to, co się stało. "Policja" odpuściła (choć tylko na chwilę, dając mu czas do kolejnej rundy), a potem zamienili się w kulę ognia, wjeżdżając prosto pod ciężarówkę, która ich zmiotła. Mieli pecha, a Mack nie potrafił się zmusić do tego, żeby im współczuć.

              Musiał działać. Wcześniej, jeszcze zanim tamci zostali spopieleni, Mack chciał sęgnąć po nitrylowe rękawiczki i do pudełka po narzędziach schować dozownik wyrzucony przez policjanta. To był cholerny biohazard, ale z odciskami palców i DNA tamtego. Schowałby to, potem przetransportował do lodówki i trzymał na dowód, że do takiego spotkania doszło, gdyby tamci naprawdę wykręcili mu wredny numer. Nie mogliby wtedy zaprzeczyć, że do tego spotkania doszło.

              Ale teraz straciło to na znaczeniu, Mack musiał w podskokach zwiewać. Założył smartgogle, przełączył na odpowiedni filtr, żeby widzieć Lśnienie radiowozów i innych służb, zasłonić nos i usta nanoporową maskę filtrującą i ostrożnie wyszedł na ulicę, prowadząc rower. Gapie już wyciągali smartfony i nagrywali całe zdarzenie. Nie namyślając się długo, Mack zrobił to samo, wyjął smartfona w pancernej obudowie GodzillaGlassTM i też zaczął nagrywać. Stał tak i nagrywał z minutę, kiedy nadjechał pierwszy radiowóz, a przybyli policjanci zaczęli przeganiać świadków. Mack skończył nagrywanie i ulotnił się, podobnie jak reszta gapiów. W końcu był kolejnym głupim pieszym, który gdy tylko wydarzyła się tragedia, zaczął to nagrywać z myślą wstawienia to na Night-Toka, Booka i inne serwisy. Mack zginął w tłumie, wsiadł na rower i ruszył do Dziesiątki.


              Nortside, Megablok 10, wieczór

              Jechał jak na autopilocie, nie myśląc zbyt wiele. Zignorował nawet wiadomości Switcha i dyskusję na grupie, które wyświetlały mu okulary. Żadnego zmożonego ruchu policji, żadnej zwiększonej aktywności gangów, nawet reklama Mr. Studa na przedostatnim większym skrzyżowaniu przed blokiem (ciężko opancerzony, kuloodporny telebim) nadal pokazywała to samo od tygodnia (JUST DO IT!). Minął dostawczaka, zarzucił rower na ramię (zaleta lekkiego roweru - bez problemu uniesie go nawet dzieciak) i już był w bloku. Korytarz, korytarz, winda ekspresowa, schodami na pięter wyżej i do wspólnego mieszkania.

              - Cześć Brazil - rzucił netrunnerce rozciągniętej w salonie, nie kontynuował rozmowy, tylko wprowadził rower do pokoju dzielonego z Hifim. Zrzucił resztę sprzętu. Zauważył, że w mieszkaniu nie ma nikogo innego. Nie przejął się tym. Wyszedł, scodami na piętro niżej, na jeden z pasaży handlowych w Megabloku, do sklepu, kupił żarcie (nuggetsy mączniako-sojowe o smaku wołowiny i frytki ze skrobi modyfikowanej) i czteropak piwa z lodówki.

              Wrócił, potem prysznic żeby zmyć siebie całodniowy pot i brud miasta (ktoś musiał wyczyścić odpływ kiedy był w pracy), przebrał się. Oba prepaki podgrzał w mikrofali i gotowym żarciem zamknął się w pokoju. Brazil skupiona na swoim decku nie zwracała na niego uwagi, a Mack nie maił ochoty na niczyje towarzystwo, bo pierwszą odpowiedzią na pytanie "Co słychać" byłaby barwna wiązanka.

              Prepak i jedno piwo później doszedł w miarę do siebie. Pstryknęła druga otwierana puszka. Mack, rozciągnięty na materacu leżącym prosto na podłodze przeszukiwał Night-Toka. Szukał nagrań z jego przygód. Postem jeszcze wiadomości i spaleniu wozu.

              Przejrzał posty na ich grupie. Widocznie Switch musiał im skołować im fuchę na boku. Mack nie odpisywał, nie miał dzisiaj żadnej ochoty na szlajanie się po mieście. Był wykończony. I w najgorszym razie miał przesrane i u policji, i u Brzytew. I jakby tego było mało, czeka go wizyta u władz, bo nowy kurator będzie chciał go zobaczyć na własne oczy.

              Ciężkie pióro, ograniczona fantazja, blokada twórcza, niemoc tfurcza, masa nierozwiniętych pomysłów. Długie posty praktycznie niemożliwe.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              0
              • KetharianK Niedostępny
                KetharianK Niedostępny
                Ketharian
                Obsługa Moderator
                napisał ostatnio edytowany przez Ketharian
                #69

                text alternatywny


                Ferguson Street, wczesny wieczór 14.07.77

                Houston czekał na swoich kompanów na ławce opodal skrzyżowania Fergusona i Farriera, obserwując zza betonowej drogowej zapory strefę zieleni wzniesioną pod przeszkloną ścianą filii wydziału naukowego Biotechniki w Watson. Genetycznie zmodyfikowana trawa i utrzymywane w doskonałej kondycji palmy tworzyły miniaturową wysepkę naturalnej zieleni w środku tętniącego zgiełkiem i harmidrem miasta, uwielbianą przez bezdomnych regularnie rozbijających niewielkie turystyczne namioty w cieniu rzucanym przez palmowe liście.

                Tego wieczoru wysepka sprawiała wrażenie opustoszałej, a jedynym śladem wcześniejszej bytności jej rezydentów był porzucony namiot oraz porozrzucane w trawie śmieci. Dingo nie był tym faktem zaskoczony widząc stojących obok strefy zieleni motocyklistów i ich maszyny. Kiedy Tygersi sprzątali swoje terytorium, wszyscy nieboracy mogący uchodzić w ich oczach za uprzykrzenie dla interesów sami ulatniali się z niebezpiecznego rejonu.

                Houston nie potrafił oderwać wzroku od motocykli. Dwa Arche Nazarre i jedna Yaiba Kusanagi, przepiękne potwory z górnej półki warte dziesiątki tysięcy euro, pomalowane lakierem zmieniającym barwę pod wpływem oświetlenia i poddane zaawansowanemu tuningowi. Trzej Tygersi stali obok motocykli prowadząc luźną rozmowę, ale ich oczy nieustannie przeczesywały okolicę od stacji NCARTu po skrzyżowanie ulic. Jeden nosił płytę twarzoczaszki stylizowaną na czerwone oblicze demona z japońskich mitów, o wściekle rubinowych cyberoczach; dwaj pozostali stwarzali pozory bardziej ludzkich, ale Houston dałby głowę, że wszyscy byli ekstremalnie nafaszerowani cybernetyką.

                Tyger Claws należeli do najwyższej półki metropolitalnych organizacji kryminalnych w Night City. Wykształceni ze struktur japońskiej yakuzy w burzliwych pierwszych dekadach dwudziestego pierwszego wieku, wzbogacili się dzięki czerpaniu korzyści z rynku płatnego seksu, pornografii, hazardu, ściągania haraczy, porwań dla okupu, zabójstw na zlecenie oraz handlu bronią, narkotykami i żywym towarem. Przywódcy Tygersów, wpływowi i bezwzględni ludzie biznesu skrywający swoje barwne tatuaże pod niebotycznie drogimi garniturami, wynajmowali apartamenty na szczytach najwyższych drapaczy chmur NC, inwestując równie niebotyczne zyski z kryminalnych źródeł w handel nieruchomościami, nowe technologie i giełdy kryptowalut. Kiedy po zakończeniu Wojny Unifikacyjnej Arasaka powróciła do Night City odzyskując swoją utraconą wcześniej pozycję, Tygersi natychmiast zawarli z rodziną Saburo Arasaki przymierze stając się armią megakorporacji w kryminalnym półświatku NC.

                Nie dziwiło zatem nikogo, że sutenerzy Tygersów jeździli po ulicach Night City w najnowszych modelach Mizutani pomalowanych otwarcie w barwy gangu albo dosiadali równie pięknych i drogich motocykli, a funkcjonariusze NCPD gawędzili z nimi przez opuszczone szyby pojazdów stojących na czerwonym świetle, podejmując niechętne interwencje wobec gangsterów jedynie wtedy, kiedy sytuacja nie pozostawiała im żadnego wyboru.

                Ci trzej przy filii wydziału Biotechniki wyglądali na kurierów albo grupę szybkiego reagowania wzywaną przez rekieterów czy dilerów błyszczyku, kiedy w okolicy pojawiały się jakieś kłopoty. Dingo westchnął z zazdrością uświadamiając sobie, ile lat musiałby oszczędzać z kiepskiej wypłaty na podobną Yaibę CT-3X Kusanagi.

                Aroganckie skurwysyny.

                Ruch drogowy na Farriera zatrzymał się przy wtórze dżingla zielonego światła dla pieszych i gromady przechodniów wtargnęły na jezdnię z obu stron depcząc po emitujących szmaragdową poświatę płytach przejścia.

                Shawn i HiFi torowali sobie drogę w ciżbie ludzkich ciał naprowadzani na Houstona pinezką jego smarthinga.

                - Więc co to jest za laska? - zapytał nomada wymieniając uściski dłoni ze swoimi współlokatorami - Nowa dziewczyna Switcha? Pyka sobie w trójkącik?

                - To jest jakaś znajoma jego znajomego - wzruszył ramionami Camara obrzucając uważnym spojrzeniem motocyklistów Tygersów - Mamy tylko sprawdzić, czy u niej wszystko w porządku, Raze obiecał za to pięć stów.

                - To netrunnerka - wtrącił HiFi wypowiadając słowa tonem dźwięczącym pewna ekscytacją - Mieszka u nas w dziesiątce, ale w innym pionie, a swoje sieciowe akcje kręci z garażu na Fergusona, na tyłach Yin Yang i Caliente. Byliśmy w jej mieszkaniu, sąsiadka mało nam nie wpierdoliła, musieliśmy jej wcisnąć żarcie Froga, żeby się uspokoiła. Mówię ci, szkoda, że z nami nie byłeś, ale jej synalkowie dali nam namiar na miejscówkę tej laski Switcha i jeszcze mogą robić za kontakt do Zulu Chakkasów, bo może być tak, że będzie pewna sprawa…

                - Możemy gadać po drodze - zaproponował Frog odwracając głowę w kierunku południowego odcinka Ferguson Street - Załatwimy to szybko, to się załapiemy na wieczorny mecz Bloodbowla.


                text alternatywny


                Wartko płynący, hałaśliwy i niesforny strumień przechodniów zyskiwał nieco na dyscyplinie na wysokości skrzyżowania z Brookland i wjazdu na nadmorską estakadę, gdzie ciężko opancerzony radiowóz NCPD pulsował niebieskim blaskiem ostrzegawczych napisów wyświetlanych na burtach pojazdu. Villefort Cortez V6000 Overlord, prawdziwa bestia wśród modeli tej marki, solidnie opancerzona, ale nadal zwrotna i szybka dzięki innowacyjnemu silnikowi.

                Dwaj policjanci w czarnych uniformach i kuloodpornych kamizelkach stali po obu stronach wozu, z przewieszonymi przez ramiona M251s Ajaksami, z oczami rozjaśnionymi blaskiem aktywowanego na pełnej mocy Lśnienia. Ich wspomagane specjalistycznymi koprocesorami mózgi analizowały emitowane przez Nadświat informacje nakładające się w szaleńczym chaosie na widziany ich cyberoczami rzeczywisty świat.

                - Na jednym skrzyżowaniu Tygersi, na drugim gliniarze - burknął pod nosem Houston - Jedni i drudzy stworzeni po to, żeby kroić frajerów do ostatniego centa. Są takie dni, kiedy chce mi się rzygać na myśl o tym mieście. Jeszcze dwieście metrów, to za tym mrówkowcem.

                Wielopiętrowe budynki wznosiły się po obu stronach ulicy, w wielu miejscach wręcz zrastając się ze soba kilkadziesiąt metrów wyżej. Na chodnikach ciągnęły się rzędy budek z fast-foodem, samochodowe klaksony uderzały w uszy niekończącą się falą ostrych dźwięków uzupełniane odgłosami reklam płynących z ogromnych elektronicznych billboardów.

                Dwupoziomowa restauracja szybkiej obsługi sieci „Caliente” pełna była gości, przy ustawionych na zewnątrz stolikach HiFi nie dostrzegł ani jednego wolnego miejsca. Stojący wcześniej mrówkowiec oraz budynek mieszczący restaurację nie stykały się ścianami, rozgradzał je wąski zaułek wcinający się w beton ciasnej wielopoziomowej architektury będącej domem dla dziesiątków tysięcy ludzi. Przejście rozszerzało się kilkadziesiąt kroków dalej przechodząc w wewnątrzny plac na tyłach sąsiadujących ze sobą budynków.

                Niestrzeżone parkingi, punkty dostępu do sterowni grzewczych i wentylacyjnych, kontenerowe śmietniki i garaże - wszystko to pełne śmieci, ściśnięte w cieniu rzucanym przez biegnącą w górze estakadę. Kilkadziesiąt kroków wcześniej ulica tętniła żywym hałasem, a gwar ludzkich głosów przed „Caliente” wydawał się nieznośnie intensywny. Tutaj, niemalże w trzewiach betonowych olbrzymów, można było odnieść wrażenie nienaturalnego osamotnienia, które jawiło się całkowitym zaprzeczeniem wszystkiego, co Night City mogło zaoferować.

                - To tutaj - powiedział HiFi odrywając spojrzenie od ekranu smarthinga i wodząc oczami po wnęce w ścianie budynku tworzącej pomniejszy placyk, chroniony wysokim metalowym ogrodzeniem z siatki i tablicami ostrzegającymi przed wtargnięciem na prywatną posesję. Przestrzeń placyku zagracały palety z pozbawionymi oznakowań skrzyniami, elementy rozebranych rusztowań i budowlane parawany, ale nawet w sztucznym półmroku metropolii HiFi dostrzegł w głębi kształty podnoszonych bram strzegących przystępu do kilku wbudowanych w parter mrówkowca garaży.

                - Żywego człowieka - mruknął Frog skanując swoim Kiroshi rzędy wychodzących na placyk okien - Nawet jednego włóczęgi nie widać. To chyba dobry znak.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                0
                • NanatarN Niedostępny
                  NanatarN Niedostępny
                  Nanatar
                  napisał ostatnio edytowany przez
                  #70

                  Mieszkadło w H10, wczesny wieczór 14.07.77

                  W słuchawkach z postrzępionymi nausznikami brzęczał miło chromatyczny rock, a rekonesans Brazil szedł nader sprawnie, wreszcie się wyciszyła, stonowała, trudno uznać jej było bardziej pracą czy muzyką. Serfowała na kodach, dopisywała fragmenty, których potrzebowała. Zaaferowana wzdychnęła na prośbę Raze, stukającą w tle.

                  - Zaraz, zaraz mistrzu szeptów. - zwerbalizowała mimo braku audytorium.

                  Jeszcze kilka sektorów i gotowa była zrobić sobie przerwę, kiedy trzasnęły drzwi. Mack zniknął w pokoju nim zdążyła zdjąć słuchawki.
                  - Cześć Mack! - zawołała za nim.

                  Śledziła go wzrokiem kiedy przemierzył salon po raz drugi i po kwadransie trzeci raz. Zainteresowała się bardziej słysząc uruchomioną sanitarkę. Zdjęła słuchawki. Wyszedł cały i żywy, nim pomyślała, żeby sprawdzić jak mu idzie. Wysłuchała kolejnego utworu, ale kiedy Mack podgrzał swój prepak, mięso upomniało się o swoje, proteza w głowie nie protestowała, wręcz przeciwnie alarmowała o deficycie żywieniowym.

                  Pośpiesznie zapisała dotychczasowe osiągnięcia i splątana naturą wstała z kanapy, wygasiła ekrany, zajrzała do sanitarki, nie wyglądało, by rozpylono tam śmiercionośne chemikalia, zajrzała do Hartleya, zmierzyli się wzrokiem, bez słów. Kobieta zamierzała zapytać, co słychać, ale z jakiegoś powodu zbastowała. Wygięła tylko prawą część ust w nerwowym uśmiechu. Nie wiedziała, co gryzie Macka, ale wiedziała, że przeżył prysznic.

                  Choć okrutnie głodna, miała potrzebę zadbania o siebie nim wyjdzie z mieszkadła do ludzi. Wzięła prysznic. Susząc włosy zauważyła, że kolor blednie, rozważała, czy wygolić boki, czy zmienić kolor. Przypomniała sobie wreszcie o prośbie Switcha. Kręcąc lekkie loki posadziła deck na zamkniętym kibelku i zaprzęgła swoje skrzaty do pracy, ciekawa w co nowego pakował się jej facet. Miała już wstępny raport, ale usta i oczy wymagały specjalnej uwagi, a wyjść bez makijażu, to gorzej niż nago, nawet jeśli tylko do Żabki. Miała ochotę na głęboką czerwień. Z radością powitała taką siebie, jeszcze tylko odpowiednia garderoba. Wybrała z szafy obcisłe spodnie w kolorze indygo z klonowanej skóry, koronkowy stanik mając nadzieję, że może, ktoś będzie chciał ją kochać, rudą bluzkę ze stójką i złotymi guzikami, w tym tonie sztyblety. Zadowolona z efektu zrobiła fotę i posłała na profil.

                  Niby paradoksalnie przed wyjściem po żarcie narzuciła na starannie przygotowaną kreację duży pikowany płaszcz. Na głowę kaptur, na oczy okulary. Nie zawsze chciała Lśnić. W przeciwieństwie do kolegów rzadko oznaczała swoją pozycję nawet w grupie, wiedząc, że sama robiła jej zabezpieczenia i sama mogła je złamać, więc wielu hakerów również. Starannie oddzielała wszystkie sfery życia. Publiczną, digitalną i prywatną, wiedziała jak łatwo się w tym zgubić, jak łatwo zostać wypadkową trendów, zatracając swoje własne cele, ambicje własne.

                  Artemida stawiała swoją poprzeczkę wysoko, miała ku temu powody po tym jak wyrwała się z sekty i zdołała utrzymać się w Night City.

                  Już przed samym wyjściem o czymś sobie przypomniała, wróciła przed ekran i kredką narysowała na lewym policzku azteckie zaklęcie ukrycia. Wyszła. Tym razem nie przyczepił się żaden rusek, czy inny ćpun. Wykorzystała kupony. Powróciła ze swoim burrito, jak szczur z apetycznym kąskiem. Tu burrito, tu kontroler, paluszki brudne tłuściły interface, sos plamił rudą bluzeczkę Heresy, miała to gdzieś, nie jej ubrania, zaraz i tak miała wymieniać szafę na nowy sezon.

                  Jednym okiem wybierała następne ciuchy do promocji, pozycjonując się na lekkie pancerze. Były w opcji pancerne dresy, albo dużo ładniejsza kurteczka fenokevlarowa. Drugim okiem sprawdzała bazy danych na wyniki: Magadon Incorporated, Pentex United, Endron International. Skoro nawet Switch podkreślił, żeby nie zostawiać śladów, postanowiła nie zostawiać. Wyszukując informacje o podmiotach robiła to z kilku punktów dostępu, tak by podmioty nie zostały powiązane, a szczególnie jej deck.

                  Trzecim okiem śledziła gdzie są koledzy, a czwartym jeszcze planowała spozycjonować się na liście bezrobotnych na kurs prawa jazdy. Zawisła tymczasem na drugim, zostawiła szafę i auta zostawiła. Zapchała się połową burrito i informacjami o podmiotach. Nie wytrzymała. Wiedziała, że faceci nie wszystko jej mówią, jak by była innym gatunkiem, wparowała do Macka.

                  - Ty się dziś widziałeś z Morem? Wiesz co oni robią? - oczywiście głupia mogła spytać na grupie, ale te tajemnice, paranoje, a może przewrotnie nieodparta potrzeba otworzenia do kogoś ust.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  0
                  • JohnyTRSJ Niedostępny
                    JohnyTRSJ Niedostępny
                    JohnyTRS
                    napisał ostatnio edytowany przez JohnyTRS
                    #71

                    Hartley Mack Mackinaw4.jpg
                    Hartley "Mack" Mackinaw

                    Mack gwałtownie odwrócił głowę, gdy Brazil bez pukania wpakowała się do pokoju.

                    - Puka się! - lekko podniósł głos, ale tylko trochę, bo nie widział sensu żeby na nią krzyczeć.

                    Na ekranie tabletu widać było wrak wypalonego wozu pod ciężarówką, klip pokazywali w lokalnych wiadomościach.

                    -Nie widziałem, nie wiem o co im chodzi. Miałem swoje na głowie.

                    Tylko się nie pytaj, "co słychać".

                    Ciężkie pióro, ograniczona fantazja, blokada twórcza, niemoc tfurcza, masa nierozwiniętych pomysłów. Długie posty praktycznie niemożliwe.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    0
                    • NanatarN Niedostępny
                      NanatarN Niedostępny
                      Nanatar
                      napisał ostatnio edytowany przez
                      #72

                      Aha... - widać miał swoje Hartley na głowie i wyglądało, że nie zlazło. Kobieta rzuciła wzrokiem na ekran jakby kradła obraz. - No jasne - wydęła dziubek. Niestety wbrew oczekiwaniom gospodarza zamiast się wynieść kucnęła pod ścianą koło drzwi i zwiesiła głowę w swojego smarta.

                      - A może ty mi pomożesz? - wymruczała spod kudłów - Potrzebuję wiedzieć jak... - spojrzała wreszcie na Macka - ...dobra, dobra. Widzę, że przynajmniej rower cały. Jak byś się zdecydował na iskanie stadne to mnie znajdziesz.

                      Wstała podpierając się ściany i naśladując przy tym zgrzyty starego robota.

                      - A jak nie, to rano wybieram się na siłkę. - przewróciła oczami i wyszła.

                      Przed ekranem raz jeszcze sprawdziła korespondencję grupową, wyłowiła, że Frog, Heifi i Dingo szukają Shivy, tę kojarzyła, ale ta była tylko jedną z kilku poszukiwanych przez kolegów kobiet. Dziwne te nagłe poszukiwania tej i tamtej, może sama też powinna się mieć na baczności. Przypomniał się jej napastliwy rusek wypytujący o Abiego. Miała przerwę od żmudnego mapowania podsektoru magistratu, zainteresowała się.

                      Tym razem wybrała wygodny materac we własnej celi. Deck ułożyła obok i weszła za zasłonę świata. Z czerni wyłoniły się linie wpierw blade i równe, po nieczasie zaś już wygięte w kształty, wzory, napisy. Hakerka nabrała wyglądu azteckiej kapłanki. Brazil znalazła najbliższy leżu Shivy BBS o wdzięcznej nazwie Obskórniak. Pośród wygiętych linii światła wyłowiła nachodzące na siebie pasy grubej foli, przeszła przez wejście, przez korytarz dawno wyburzonej w tym miejscu rzeźni. Do nieuszu dobiegała iluzja snipgrungowej muzyki. Minęła chłodnie, gdzie swój sen zaklęły konstrukty RAM, czekając na nowe ciala. Zatrzymała się w polu walki. Shiva lubiła tu testować swoje nowe programy zmagające się z innymi półproduktami netrunnerów w groteskowej formie oskórowanych wieprzy. Przywołała Murzyna i wysłała w tłum, żeby wypytał o hakerkę. Sama zaś skierowała się do Salomona. Miejscowego bukmachera. Na pewno nie człowieka, może kiedyś.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      0
                      • KetharianK Niedostępny
                        KetharianK Niedostępny
                        Ketharian
                        Obsługa Moderator
                        napisał ostatnio edytowany przez
                        #73

                        SWITCH


                        Łącznik pomiędzy Capitolą i Salinas Street, wczesny wieczór 14.07.77

                        Raz jeszcze obrzucając spojrzeniem biurowiec, w którym zniknął Emperor, Switch zawrócił w stronę skrzyżowania z Raymond Street. W głowie miał mętlik myśli, a każda jedna z nich walczyła o status priorytetowy. Greg Kalkston opłakał Keirę Chairo cztery lata temu, pogrzebał ją w pamięci rozpoczynając nowy rozdział swojego życia z dala od San Francisco.

                        Gdyby ktoś powiedział mu wczoraj, że powróci do koszmaru przeszłości, na dodatek w tak nieoczekiwany sposób, wyśmiałby go do łez.

                        Sprawa Dingo. Po trosze wdzięczny losowi za to, że może choć na chwilę oderwać się od obrazu siedzącej w Emperorze Keiry, skupił swoje myśli na enigmatycznej prośbie Houstona. Rozważając w myślach dostępne opcje przebiegł pomiędzy wlekącymi się w korku samochodami na północny chodnik Capitoli, a potem wyciągnął z kieszeni smarthinga i wybrał ze swojej pamięci jeden z bardziej skrzętnie strzeżonych numerów.

                        Wsłuchany w sygnał wywołania, wspiął się po niskich schodkach do wejścia handlowego pasażu przecinającego na wylot niskoczynszowy apartamentowiec usytuowany pomiędzy Capitolą i Salinas Street.

                        Sygnał wywołania urwał się w jednej chwili zastąpiony dźwiękiem, który zmroził Switchowi krew w żyłach. Był to odgłos jakiegoś urządzenia; pilarki, szlifierki czy może wiertarki, pracującej na wysokich obrotach z jękliwą nutą maltretowanego metalu. Wizg ten mieszał się w jeden dźwięk z przeraźliwym wyciem, tak odczłowieczonym i rozdygotanym od niewyobrażalnego wręcz cierpienia, że Raze nawet nie potrafił określić, czy skowyt ten płynął z ust kobiety czy mężczyzny.

                        Wiertarka umilkła, a ludzki krzyk przeszedł w spazmatyczny szloch, znacznie cichszy, ale wcale nie mniej przerażający.

                        - Cześć Switch, co tam? - powiedział Doc Krait głosem pełnym nieudawanej sympatii i radości życia - Z jakiegoż to powodu przypomniałeś sobie o mojej skromnej osobie?

                        Switch zamarł na schodkach nie mogąc się oprzeć wrażeniu, że jego ciało przybrało na masie, a nogi przeistoczyły się w dwie kłody. Dźwięk, który jeszcze przed chwilą wiercił mu się w uchu, rozlał się po kręgosłupie drżącym zimnem. Metal, krew, sprzęt medyczny używany niezgodnie z przeznaczeniem. Rzeczywistość, której nie chciał ruszać nawet końcówką buta.

                        Kurwamać, Krait… serio? Teraz?

                        Na moment musiał wziąć oddech. Nie dlatego, że się bał. Strach był starym znajomym. Ale żeby nie puścić odruchowej wiązanki, która zakończyłaby rozmowę zanim zdążyłby wydusić prośbę Dingo. Przysunął smarthinga bliżej ust i zaczął cedzić słowa niskim, szorstkim tonem.

                        - Cześć, Doktorze Jebana Pilarko… - ugryzł się w język - …Krait. Widzę, że masz wesołe popołudnie. Kogo tam znowu rekonstruujesz?

                        Z zakamarków pasażu dochodził zapach stęchlizny i wilgotnego muru. Switch przełknął ślinę starając się stłumić obraz Keiry siedzącej w Emperorze. Zbyt żywy. Zbyt świeży. Zbyt niedorzeczny.

                        - Mam sprawę. Powiedziałbym, że delikatną, ale biorąc pod uwagę to, co właśnie usłyszałem, pewnie cię to tylko zachęci - dodał gorzko - Potrzebuję szybkiego potwierdzenia, kilku szczegółów… i twojej dyskrecji.

                        Nienormalnej nawet jak na ciebie.

                        Zniżył głos jeszcze bardziej, tym razem mówiąc niemal szeptem.

                        - Możesz odstawić rzeźnię na dwie minuty i skupić się na mnie? Bo jak nie, to oddzwonię jak skończysz… obcinać ludziom przyszłość.

                        Krait roześmiał się głośno i słysząc ten śmiech Raze bez trudu wyobraził sobie obraz jowialnego ripperdoka ocierającego z kącików oczu łzy szczerego rozbawienia.

                        - Switch, Switch, gdybym cię nie znał tak dobrze to bym pomyślał, że przemawiają przez ciebie jakieś ludzkie uczucia, taka na przykład empatia. Znasz takie słowo: empatia? Dobra, tak sobie tylko żartuję. Słuchaj, mam trochę na głowie w tym momencie, to skomplikowany przypadek. Masz sprawę, wpadnij do „Lotusa”, jeszcze trochę tu posiedzę. Opowiesz mi, co i jak, może przytrzymasz nogę albo rękę jak się pacjent za bardzo będzie rzucał, poćwiczysz przy okazji tę tam empatię. Tylko piwo weź ze sobą. Do rychłego.

                        Smarthing pisnął sygnalizując koniec połączenia, nim to się jednak stało, Switch usłyszał jeszcze przeraźliwy wizg pilarki i równie przeraźliwy ludzki wrzask.

                        Julius Krait prowadził swoją klinikę na tyłach jednej z licznych siłowni w Kabuki. Raze skrzywił usta w brzydkim grymasie uświadamiając sobie, że czeka go długi spacer na północny brzeg Kanału Parsonsa.

                        Na Salinas Street znajdowała się wypożyczalnia elektrycznych hulajnóg, chociaż zazwyczaj w jej budce można było znaleźć jedynie ograbione z akumulatorów i kabli wraki.

                        Pasaż, wyłączony z komercyjnego użytku na nieokreślony czas z powodu renowacji, świecił pustkami. Odgłosy neonowego miasta cichły w jego ścianach stłumione grubymi murami i dziesiątkami pnących się w górę pięter. Automaty z żarciem All Foods błyskały światłami swoich reklam, trajkotały dźwiękami nagrań natarczywie zachęcających do kupna winogronowego Orgiastyka czy sojowego Burrito XXL.

                        Fikser uświadomił sobie, że robi się głodny. Przyśpieszył kroku skręcając za róg pasażu, a potem raptownie przystanął wyjmując ręce z kieszeni kurtki.

                        Było ich siedmioro, może ośmioro. Kilka młodych kobiet w bardzo skąpych strojach, odsłaniających skórę i chrom ciał modelowanych w miejskich klinikach, naznaczonych tu i ówdzie dyskretnymi chemotatuażami emitującymi symbole przynależności do gangu Tyger Claws. Wszystkie kuliły się w wąskiej przestrzeni pomiędzy automatami z Burrito XXL przytulone do siebie i osłaniające twarze rękami w gestach dziecięcego wręcz zatrwożenia.

                        W pasażu byli też dwaj Tygersi i mający pamięć do twarzy Switch od razu ich obu rozpoznał. Rekieterzy, którzy minęli go wcześniej na Salinas w sportowym Mizutani. Opiekunowie dziewczyn w skąpych strojach, sprzedających ciała turystom szukającym uciech w Japantown.

                        I koniec końców byli tam jeszcze trzej mężczyźni w białych strojach i oni właśnie z miejsca skupili na sobie całkowitą uwagę fiksera. Wszyscy mieli na sobie takie same stroje z białej tkaniny, wszyscy mieli długie włosy w tym samym kolorze, a kiedy zaalarmowani jego obecnością odwrócili głowy w stronę Switcha, ten poczuł wrażenie przemożnego dyskomfortu, uczucie absurdalne wręcz w swej intensywności.

                        Wszyscy trzej byli albinosami i kolor ich skóry w połączeniu z doborem strojów tworzył wokół przeraźliwie chudych i wysokich mężczyzn aurę niemal namacalnej obcości.

                        - Przywiodła cię tutaj grzeszna żądza tego, aby uczynić te kobiety instrumentami zaspokajania zwierzęcego popędu? - zapytał nienaturalnie wręcz opanowanym głosem jeden z mężczyzn robiąc krok w stronę Switcha i rozkładając na boki ramiona.

                        Jeden z Tygersów zacharczał agonalnie, podniesiony w powietrze ręką pozornie zbyt wątłą, aby zdołała udźwignąć sama z siebie nabitego syntetycznymi mięśniami rekietera. Białe jak śnieg palce jego prześladowcy zaciskały się na gardle gangstera niczym tytanowe imadło. Drugi z rekieterów leżał u nóg przerażonych kobiet, a krew rozlewała się po betonowej podłodze wokół jego zmiażdżonej czaszki.

                        - Red, czas na nas - odezwał się nieludzko opanowanym głosem trzeci z albinosów - Klepsydra się kończy.

                        - Zadałem mu pytanie - odrzekł pierwszy z mężczyzn nie odrywając oczu od Switcha - Milczenie może być powodowane ściskającym za gardło wstydem, ale niechaj przynajmniej spróbuje odpowiedzieć.

                        Suchy trzask pękającego kręgosłupa obwieścił wszem i wobec kres żywota drugiego z rekieterów. Jedna z kobiet krzyknęła przerażona, inna zaniosła się płaczem. Drugi z albinosów rzucił zwiotczałe ciało Tygersa na trupa jego towarzysza i zaczął przemawiać do dziewczyn kojącym głosem.

                        Żaden z przerażających na kilka różnych sposobów mężczyzn nie sprawiał wrażenia uzbrojonego, a nadto wszyscy wyglądali na wątłych i rachitycznych, ale Switch wiedział już, że były to jedynie zgubne pozory.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        0
                        • GreKG Niedostępny
                          GreKG Niedostępny
                          GreK
                          napisał ostatnio edytowany przez
                          #74

                          Łącznik pomiędzy Capitolą i Salinas Street, wczesny wieczór 14.07.77

                          To nie była bezmyślna agresja. Switch zauważał w tym jakąś ideę, zamysł, którego nie do końca rozumiał. Być może spotkali się w tym zaułku przypadkiem. Być może nieszczęsni sutenerzy powiedzieli jedno słowo za dużo. Słowo, które trzem białym zjebom się nie spodobało. Lub właśnie nie wypowiedzieli słowa klucza. Jednocześnie był prawie pewien, że stanęli w obronie dziwek, co wcale nie robiło im forów u Tigersów, po tym jak z zimną krwią zamordowali dwóch z nich.

                          Switch uniósł dłonie powoli, szeroko, jakby chciał pokazać ulicy, że nie ma w nich nic oprócz strachu i złych przeczuć.

                          - Nie znam ich. Nie znam was - powiedział tonem tak spokojnym, jak tylko potrafił. Jednocześnie krótkim mrugnięciem odpalił Kiroshi, rejestrując scenę. - Przechodziłem. Już sobie idę.

                          Zawahał się ułamek sekundy i dodał, żeby nie zostawić pytania bez odpowiedzi:

                          - A moje grzeszne żądze zostają między mną a moją babą. Nigdy za nie nie płacilem.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          0
                          • KetharianK Niedostępny
                            KetharianK Niedostępny
                            Ketharian
                            Obsługa Moderator
                            napisał ostatnio edytowany przez
                            #75

                            BRAZIL

                            Wspólne mieszkanie w H10, wczesny wieczór 14.07.77

                            Programy Artemidy pracowały z maksymalną wydajnością, realizując całą serię poleceń według ustalonego wcześniej klucza. Zatopiona w niezwykłym świecie Sieci kontrolowała ich postępy za pośrednictwem koprocesora, sama podążając poprzez internetową infrastrukturę aglomeracji w poszukiwaniu śladów Shivy Lacroix. Miała rację, że coś słyszała o tej dziewczynie. Shiva przewinęła się przez należący do Yoko Tsuro klub „Edge-Net” w Kabuki, chociaż nigdy nie miały ze sobą bezpośredniej styczności. Uchodziła za utalentowaną, ale skrytą, skupioną na pisaniu softu służącego do dyskretnego pozyskiwania informacji. Jej oprogramowanie ofensywne regularnie zbierało w Obskórniaku status świniobicia, w przeciwieństwie do zauważalnie skutecznych w działaniu wormów Shivy.

                            W cyfrowym odbiciu rzeczywistego Night City była jednym z dziesiątków tysięcy płomyków ludzkiego intelektu, anonimowych i niezauważanych na co dzień.

                            Być może to dlatego Switch tak się nią interesował. Raze był człowiekiem wszechstronnie zaangażowanym w fikserski fach, ale najwięcej uwagi poświęcał dyskretnemu obrotowi cennymi informacjami i Brazil nie byłaby zdziwiona, gdyby z tego powodu chciał wejść w jakiś deal z Shivą.

                            W wirtualnym konstrukcie BBS-u manifestowały się tuziny sieciarskich awatarów i ich botów, przybierające najprzeróżniejsze formy graficzne, ukrytych pod rozpoznawalnymi nickami albo generycznymi jednorazowymi nazwami mającymi im zapewnić jakiś stopień anonimowości, wchodzących w otwarte lub niejawne interakcje pomiędzy sobą lub z interfejsem BBS-u.

                            Obskórniak nie mógł się poszczycić etykietką ekskluzywnej miejscówki i rzadko w nim bywali netrunnerzy z wyższej ligi, ale Brazil lubiła czasami zagłębić się w ten przaśny klimat niskobudżetowego BBS-a pełnego ludzi, którzy najczęściej nie mieli jeszcze wypracowanej reputacji, ale już byli głęboko przekonani o swojej wyjątkowości w Sieci.

                            Murzyn zreplikował się w ułamku sekundy, jego lekko różniące się między sobą graficznie klony zaczęły wyłapywać upublicznione konwersatory innych userów zadając im uprzejme pytania o Shivę Lacroix. Odpowiedzi tych użytkowników, którzy byli łaskawi odpowiedzieć spływały do umysłu Artemidy w czasie rzeczywistym - Yacatetutli splatał je w doskonale czytelny ciąg informacji absorbowanych bezpośrednio przez mózg netrunnerki. Nie, nikt nie miał z nią kontaktu od trzech dni; nie umawiała się z nikim na wspólną akcję: takie zniknięcia to u niej normalka; a kogo to obchodzi, to jakieś jej sprawy; nie, nic nie wspominała wcześniej o jakichś problemach.

                            Pracujący w tle Pierzasty Wąż skompilował finalny raport na temat zlecenia Switcha. Magadon Incorporated, koncern badawczy z branży bioinżynieryjnej z siedzibą w San Francisco, skoncentrowany na projektach modyfikacji genetycznych ludzkich organizmów dla potrzeb eksploracji kosmosu. Bilanse, skład rady nadzorczej, akcjonariusze. Brazil przewinęła dane finansowe, materiały prasowe i oficjalne wykazy akcjonariuszy, przeskoczyła do Endrona. Jeden z liderów na rynku paliw kopalnych, pod względem wyników plasujący się zaraz za Petrochemem, operujący z Teksasu, ale posiadający swoje filie na całym świecie, dopiero rozpoczynający ekspansję na liberalnym prawnie i fiskalnie rynku aglomeracji Night City.

                            Artemida mogła pójść w zakład, że nagłówki mediów już niedługo zdominować miały informacje o próbach wrogiego przejęcia interesów Petrochemu przez nowego ambitnego rywala.

                            Pentex United znajdował się na końcu zbioru danych. Międzynarodowa korporacja inwestycyjna, obracająca ogromnymi zasobami finansowymi, lokująca kapitał na wszystkich kontynentach, inwestująca między innymi w industrializację Amazonii czy rozbudowę miast na Antarktydzie. Programy Brazil potrzebowały nieco czasu na przeanalizowanie rynkowych powiązań, punktów wspólnych w składach rad nadzorczych i powiązanych projektach, ale w finalnej wersji cyfrowego raportu wszystkie służebne SI zawierały tę samą konkluzję.

                            Pentex United z dużą dozą prawdopodobieństwa mógł być firmą-matką Magadonu i Endronu albo przynajmniej korporacyjnym pomostem łączącym te dwie firmy.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            0
                            • GladinG Niedostępny
                              GladinG Niedostępny
                              Gladin
                              napisał ostatnio edytowany przez Gladin
                              #76
                              Awatar HiFi W końcu Żabce udało się wytargać Hajfiego poza potencjalny zasięg operowania Mamy Jumbo.

                              Ten z kolei uwolniony odsunął się tanecznym krokiem, wykręcił piruet, po czym odpalił muzę ze smarthinga. Dźwięki ulubionej piosenki zespołu Wendy and the band - Shawn przed spotkaniem technika nie wiedział, że coś takiego istnieje - popłynęły w przestrzeń.

                              HiFi pozwolił, by jeszcze przez jakiś czas muza była słyszalna z retro słuchawek zsuniętych na szyję, zanim wyciszył głośność na tyle, by tylko jego czuły słuch ją wychwytywał.

                              Złącze, które umożliwiało podpięcie starego sprzętu do smarthinga było własnej roboty technika. Teoretycznie każdy mógł spiąć jedno z drugim, ale potrzebowałby minimum czterech przejściówek, z których najstarsze miały już swoją wartość zabytkową, albo były w takim stanie, że sygnał składałby się z trzasków, a nie z muzyki. HiFi jakoś ogarnął to jedną wtyczką.


                              Sesja Karak Varn

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              1
                              • MarrrtM Online
                                MarrrtM Online
                                Marrrt
                                napisał ostatnio edytowany przez
                                #77

                                Drut żyletkowy dość wymownie odstręczał od prób forsowania płotu, którym go ozdobiono. Shawn znał sprawę z obdukcji. Na jednym z freakfightów bez zasad był gościu który sobie tym badziejstwem rękawice owijał. Chuj pierdolony... To był bodaj jeden jedyny raz gdy Frog bez cienia skrupułów, czy plamy na honorze nakurwiał złamasa butem po żebrach już po sygnale, że walka dobiegła końca. Nagrody nie odebrał. Ale wrócił na kwadrat równie zadowolony co pokrojony.

                                - Bez nożyc do stali się nie obejdzie - mruknął - Ja pierdolę...

                                Jakby na potwierdzenie HiFi wskazał jeszcze jedną rzecz, której nie zauważył wcześniej Shawn. Pośród rozłożonych stelaży konstrukcyjnych stała krzywo wbita tabliczka dająca jasno do zrozumienia, że właściciele nie życzą sobie intruzów.

                                text alternatywny

                                Ale to Dingo odpalił prawdziwą bombę. Coś co z początku wyglądało jak wyrzucony bucior było zdaje się przynajmniej czyjąś nogą. Można było mieć tylko naiwne życzenie, że za resztą zasłaniających widok śmieci znajduje się zwyczajnie ululany menel. Tylko który kurwa menel nosi białe skarpety i sportsy?

                                Tak więc ostrzeżenie Houstona słusznie zmroziło wszystkim krew w żyłach, skłoniło pamięć mięśniową Shawna do bezwiednego rozpięcia polarowej bluzy i położenia dłoni na tkwiącym w kadyksowej kaburze pistolecie.

                                Kiroshi Froga zatrzymało się na wystającym zza postrzępionego brudnego parawanu bucie, wykonało maksymalne zbliżenie niepokojącego obiektu wyłapując niedostrzegalne z takiej odległości dla ludzkiego oka szczegóły: męski krój i rozmiar buta, logo Heresy Sports, fragment białej skarpetki opinającej łydkę.

                                - Nie rusza się, nie widzę żadnych oznak życia - powiedział ściszonym głosem Shawn - Może trup, może ktoś nieprzytomny. Co robimy?

                                Skrzywił się na myśl o konfrontacji z drutem.

                                - Doobra HiFi... próbuj z zamkiem. Dingo... pomóż mi przyciągnąć ten kontener na śmieci. Jak się techusiowi nie uda, ustawimy przy płocie i wciągnięmy tamtą paletę. Oprzemy pionowo. Przytrzymasz całość, żeby się nie gibło... Ale tak, żeby się kurwa na stówę nie gibło. To wejdę i przeskoczę na drugą stronę.

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                0
                                • GladinG Niedostępny
                                  GladinG Niedostępny
                                  Gladin
                                  napisał ostatnio edytowany przez Gladin
                                  #78
                                  Awatar HiFi - Siema Dingo - przywitał się z HiFi z kumplem.

                                  Gdy tak maszerowali w stronę celu, minęli krawężników na posterunku.

                                  - O, to mi przypomina. Obczajcie to - podgłośnił muzę zsuwając słuchawki. - Zespół nazywa się „The Police”. Czaicie? A teraz posłuchajcie tekstu...

                                  - „Every breath you take, I'll be watching you” - zanucił. - Aktualne tak samo wtedy, jak i teraz. Gdzie się nie ruszysz, będą cię obserwować. Każdy oddech twój!

                                  Zaraz potem Tygersi naprowadzili HiFi na inny kawałek.

                                  - Tygersi, ha! Ten kawałek się nada. Zespół „Survivor”. Pasuje, nie?

                                  „It's the eye of the tiger, it's the thrill of the fight. Risin' up to the challenge of our rival” - niezbyt melodyjnie wtórował do muzyki.


                                  text alternatywny


                                  - W co nas Switch wjebał? - technik pokręcił głową, wpatrując się w miejsce, gdzie Houston wskazał trefnego buta. - Ja bym obstawiał, że to nasz zagubiony Latino Valentino. A to oznacza dla nas wiadomości dobre i złe zarazem.

                                  - Niedobre są takie, że leży tam zimny od wczoraj i nie nadaje się już nawet na organy. Ale jeszcze bardziej niedobre jest to, że te tabliczki - wskazał na napis przy garażu grożący śmiercią za wejście na teren prywatny - nie kłamią.

                                  - Dobre wieści są takie, że wiemy, że tabliczki nie blefują. Że raczej nikt się tym miejscem nie interesuje, ani co się tutaj dzieje, skoro ciało od doby leży. No chyba, że jednak ktoś je zdążył je już wykroić, ale wtedy jakim cudem uniknął letalnych incydentów, hm?

                                  - A do tego jest spora szansa, że z ułożenia ciała możemy starać się wywnioskować, skąd można spodziewać się zagrożenia.

                                  Cała ta gadanina nie przeszkadzała HiFi wyciągnąć z kieszeni drobiazgów, które w końcu zmontował i spiął razem. Kartę deszyfratora wsunął w zamek i wyłączył muzykę. Wpatrywał się w ekraniki swego urządzenia.

                                  - Wiecie, sto lat temu, do otwierania zamków potrzebny był bardzo dobry słuch. A już najbardziej do otwierania sejfów. Często używano do tego specjalnych mikrofonów ze słuchawkami - mówił, wpatrując się w elektroniczny raport, od czasu do czasu wydając polecenia. Opierał się bardziej na elektronice niż na sofcie. Odczyty delikatnych sygnałów elektronicznych, ich fluktuacje, prądy indukcyjne, to wszystko był język, który do niego przemawiał, który podpowiadał mu, czy zbliżał się do celu. Soft zostawiał za dużo śladów. Odczyty elektroniki były bardziej schludne.

                                  - Trzeba było usłyszeć, gdy zapadki robiły „klik”. Voila! - odpiął aparaturę i uchylił furtę.

                                  - HiFi Lupin, do usług - skłonił się. - A ty się Shawn nie rwij górą, bo cię będzie musiał Mack łatać.

                                  - Właśnie, Dingo, nie chciałbyś wypuścić drona przodem, aby obczaił teren, zanim wejdziemy głębiej?


                                  Sesja Karak Varn

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  0
                                  • WilczyW Niedostępny
                                    WilczyW Niedostępny
                                    Wilczy
                                    napisał ostatnio edytowany przez
                                    #79

                                    Dingo zjeżył się momentalnie, jak tylko zauważył but należący do być-może-trupa... choć jeśli ktoś o tej porze leżał na bruku w Night City, to semantyka nie miała tu znaczenia - był już martwy, nawet jeśli oddychał.

                                    Choć chętnie zobaczyłby jak Frog skacze jak, nomen omen, żabka, cieszył się w duchu, że Hifi oszczędził im tego. Wciąż, wchodzenie do ciemnego zaułka, to proszenie się o kłopoty, czego Dawn nie omieszkał zauważyć, w odpowiedzi na uwagę Hajfiego.

                                    - Ta okolica pachnie jak kłopoty - powiedział, wciągając w nozdrza kwaśne powietrze miasta. Wzmocniony przez cybernetyczny wszczep węch przekazał do jego mózgu sygnał o tym, że normy spalin w powietrzu były przekroczone dziś wieczorem zaledwie dziesięciokrotnie. Poza tym, śmierdziało tu trupem. Zwrócił się do Shawna.

                                    - Frog, Hifi ma rację, zostawmy to pudło. Zamiast tego, bądź przez chwilę moimi oczami, co? A ja będę twoimi.

                                    Zsunął z czoła na oczy smartgogle, jednocześnie wyciągając miniaturowego drona. Używając smarthinga, szybko sparował go z wyświetlaczem na goglach. Kiedy dron łapał połączenie, Dingo przelotnie pomyślał, że lekki mechanizm z kilkoma wirnikami jest obecnie jego najbliższym substytutem zwierzęcia domowego. Poczuł, że to jednocześnie przyjemne i smutne, słodko-gorzka świadomość.

                                    Połączenie zostało utworzone, a Dingo mrugnął, kiedy na szkła smartgogli nałożył się obraz z kamery drona, chwilowo konfudując nomadę zmianą perspektywy.

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    1
                                    • KetharianK Niedostępny
                                      KetharianK Niedostępny
                                      Ketharian
                                      Obsługa Moderator
                                      napisał ostatnio edytowany przez
                                      #80

                                      FROG, HIFI I DINGO


                                      Garaż Shivy w Little China, wczesny wieczór 14.07.77

                                      Cichy dźwięk obracających się z zawrotną szybkością rotorów bezzałogowca przypominał brzęczenie jakiegoś latającego insekta. Szary dron wystartował z dłoni Houstona, poderwał się zwinnie w górę prowadzony opartymi o ekran smarthinga palcami operatora. Ukryte za szkłami smartgogli oczy Dingo śledziły świat mrocznego zaułka z perspektywy kamerki przelatującego ponad ogrodzeniem drona, jaźnią oderwaną od organicznego ciała stojącego przed bramką nomady.

                                      HiFi schował smarthinga do kieszeni spodni, a potem nacisnął panel zamka otwierając wejście. Gdyby nie znalezione chwilę wcześniej ludzkie ciało, technik najpewniej wkroczyłby z tryumfalną miną za ogrodzenie, teraz jednak z podejrzliwą ostrożnością śledził tor lotu bezzałogowca Houstona gotów ukryć się za najbliższą przeszkodą na widok wciąż grasującego w okolicy zabójcy.

                                      Dron dotarł nad parawan, zza którego wystawała ludzka noga, zawisł nad nim ogniskując obiektyw kamerki na nieruchomym ciele.

                                      - Trup jak nic - oznajmił głuchym tonem Dingo widząc na szkle smartgogli obraz przestrzeni za parawanem - Jakiś chłopak w sportowych ciuchach. Dostał prosto w czapę, ma dziurę po kuli w czole. Nie ma gnata, chyba że chowa w kieszeniach. Tatuaże i biżuteria, złoty łańcuch, wygląda na kolesia od Valentinosów. Pasuje do tego, co mówił Switch…

                                      W odgłos bzyczenia drona wdarł się bez ostrzeżenia inny hałas; dźwięk hydraulicznych siłowników i trących o siebie metalowych elementów jakiejś maszyny.

                                      - O żesz kurwa! - sapnął Houston okręcając drona w powietrzu w poszukiwaniu źródła tych odgłosów - Nad wejściem garażu!

                                      Posłany w dół dron zniknął za pryzmą drewnianych skrzynek, a sam Dingo podniósł w górę gogle patrząc na to, co zdążyli już dostrzec jego towarzysze.

                                      Ukryta w metalowym cylindrze wieżyczka wbudowana była w beton fasady budynku, w sufit podjazdu do garażu. Aktywowana czujnikiem ruchu, wysunęła się z wnętrza tuby do pozycji roboczej podążając w ślad za dronem wiązką czerwonego światła i lufą karabinu.

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      2
                                      • GladinG Niedostępny
                                        GladinG Niedostępny
                                        Gladin
                                        napisał ostatnio edytowany przez Gladin
                                        #81
                                        Awatar HiFi HiFi na widok wieżyczki cofnął się odruchowo. Co prawda był przekonany, że nie zaatakuje ona osoby poza ogrodzeniem...

                                        ...w końcu Valentinos leżał dość daleko... ale jednak kaliber budził respekt

                                        Odchrząknął.

                                        - Halo? Jest tam ktoś? - zwrócił się w stronę wieżyczki.

                                        - Nie mogliśmy znaleźć dzwonka, a kolega się martwił... tego... Shiva? Shiva Lacroix?

                                        - No koledzy - zwrócił się do towarzyszy. - Switch pisał, żeby ograniczać ryzyko. Nie wiem jak wy, ale dla mnie to oznacza, że zostawiamy ten trop w tym miejscu i dalej nie brniemy.

                                        NoiseFeed
                                        HiFi @Switch, jesteśmy przy magazynie. Ma aktywne systemy obronne niezłego kalibru. Załatwiły tego Valentino. Jak chcesz, to możemy wysłać ci fotkę.
                                        HiFI @Switch @Brazil macie jak załatwić dane na temat budynku? Wysyłam pinezkę . Poszukamy w razie czego innego wejścia, ale może dacie radę nas jakoś wesprzeć? Plany? Rzuty? Drogi ewakuacyjne?

                                        - Dobra. To co robimy? Idziemy pogadać z sąsiadami? Szukamy wejścia od góry? Piwnicy? Rozpieprzamy ścianę i wchodzimy od dupy strony? Nie wiem, co ten Switch kurwa chce, byśmy z tym zrobili. Ha?


                                        Sesja Karak Varn

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        2
                                        • MarrrtM Online
                                          MarrrtM Online
                                          Marrrt
                                          napisał ostatnio edytowany przez Marrrt
                                          #82

                                          Shawn "Frog" Camara

                                          - To automat HajFi... Nie gada. - odpowiedział cicho Frog celując z pistoletu do wieżyczki. Jego oczko migotało krótkimi seriami gdy solo skanował nim przy użyciu lśnienia wszelkie dostępne informacje - Samoróbka. Obok części fabrycznych to nawet gdy byłem mały, nie stało. Na moje oko to robota naszej niuni... Brazil by się z takiego ucieszyła... Dingo weź no nie odlatuj tym dronem całkiem... to może... uda mi się...

                                          Zdecydował się strzelać w widoczny moduł sterowania. Był też mechanizm obrotowy, sensor ruchu, którego nie widział. I podrdzewiały spaw, na którym wisiał cylinder. Moduł, uznał jednak, dawał największe nadzieje. W okolicy wystrzał niczym dziwnym nie był. A ta wieżyczka przecież valentina nie kropnęła w kapciach, tylko musiał dostać serię i gdzie dostał tam leżał. Nie powinno to im na głów uwagi ciekawskich sprowadzić, ani tym bardziej psiarni. Prędzej Tigersów. A nawet jeśli, to chuj. Miał dość łażenia na dziś. Jeśli lala tu jest to chciał się dowiedzieć, bez dalszego zakradania do jakichś piwnic, czy dealowania obiadków za info z gangusami.

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          2
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy