Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
  1. Start
  2. Sesje future
  3. Rozgrywka
  4. Krzyk Pustki
Krzyk Pustki [18+]
KetharianK
Ketharian jako
Alien
Mistrz Gry
ReRebirthR
ReRebirth jako
Joshua Gleeson
BeetleB
Beetle jako
Marcus Holt
Dawny użytkownik?
Dawny użytkownik jako
Nadia Volkov
MarrrtM
Marrrt jako
Caleb Hannigan
GreKG
GreK jako
Siergiej Kalashnikov
PiołunP
Piołun jako
Elias Crowe
CyganC
Cygan jako
William Biscuit
Macabra78M
Macabra78 jako
Adam Nexus Mk 7
Davy KneeD
Davy Knee jako
Davy O'Collan
Arthur FleckA
Arthur Fleck jako
Delilah le Fey

Krzyk Pustki

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
122 Posty 11 Uczestników 2.2k Wyświetlenia 5 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • KetharianK Niedostępny
    KetharianK Niedostępny
    Ketharian jako Alien
    Obsługa Moderator Mecenas
    napisał ostatnio edytowany przez Ketharian
    #81

    text alternatywny


    Pokładowe ambulatorium


    Sadza i Marcus stali po obu stronach zabiegowego łóżka, w skupieniu obserwując opanowane poczynania Adama. Smród bijący od zaniedbanego ponad wszelkie wyobrażenia mężczyzny wydawał się wręcz nie do zniesienia, ale android pozostawał w oczywisty sposób nieczuły na jego odór, w przeciwieństwie do wystawionych na prawdziwą próbę ludzi.

    Podpięty do kroplówki i prześwietlony na kilka różnych sposobów, specjalista drugiej klasy Jeremiah Purcell w jednej chwili powrócił do świadomości dzięki szorstkiej pomocy Siergieja.

    W pierwszej sekundzie jego spojrzenie miało mętny rozkojarzony wyraz człowieka wyrwanego brutalnie z głębokiego snu, ale szybko odzyskało ostrość i wyraz skupienia, niemo przesuwając się po twarzach otaczających go postaci.

    Zaaplikowana przez Adama kroplówka doskonale się sprawdziła.

    Żołnierz zatrzymał wzrok na Marcusie, przyjrzał się uważniej przewieszonemu przez jego ramię karabinowi, oblizał pełnym białego nalotu językiem popękane wargi.

    - Chce mi się pić - wychrypiał ledwie słyszalnie.

    Drzwi ambulatorium syknęły cicho stając otworem przed O’Collanem i trzymającym się kilka kroków za nim Billem Biscuitem.

    Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    4
    • GreKG Niedostępny
      GreKG Niedostępny
      GreK jako Siergiej Kalashnikov
      Mecenas
      napisał ostatnio edytowany przez
      #82

      Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza.

      text alternatywny
      Widząc Starego za otwierającą się grodzią, Sadza wyprostował się i zrobił pół kroku w tył.

      — Wybudziliśmy go kapitanie.

      My, Siergiej Nikolajewicz Kalashnikov, go wybudziliśmy.

      Po czym wyszczerzył zęby w uśmiechu.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      😂
      4
      • Macabra78M Niedostępny
        Macabra78M Niedostępny
        Macabra78 jako Adam Nexus Mk 7
        napisał ostatnio edytowany przez
        #83

        Monotonne piknięcia monitorów wypełniały ambulatorium, gdy Purcell odzyskiwał siły pod czujnym okiem załogi. Parametry życiowe ustabilizowały się na tyle, że bezpośrednie zagrożenie minęło.
        Wtedy przez pokładowy interkom rozległ się głos kapitana Hannigana.
        — Adam, przygotuj nosze i worek ochronny. Na ciało.
        Syntetyk nie zadał ani jednego pytania.
        — Przyjąłem.
        Odwrócił się do szaf medycznych i sprawnymi, precyzyjnymi ruchami wyjął składane nosze transportowe oraz hermetyczny worek przeznaczony do transportu zwłok. Sprawdził zamki, uchwyty i szczelność materiału, po czym złożył oba elementy w gotowy do użycia zestaw.
        Dopiero wtedy spojrzał na zgromadzonych w ambulatorium.
        Jego wzrok na chwilę zatrzymał się na Purcellu.
        — Pacjent znajduje się w stanie stabilnym. Funkcje życiowe pozostają prawidłowe.
        Krótka pauza.
        — Powierzam opiekę nad panem Purcellem obecnym członkom załogi. W razie pogorszenia stanu zdrowia proszę natychmiast skontaktować się ze mną przez interkom.
        Przewiesił przez ramię nosze, a worek ochronny ujął w drugą dłoń.
        — Kapitan oczekuje mnie na mostku.
        Bez zbędnych słów opuścił ambulatorium i skierował się szybkim, pewnym krokiem w stronę centrum dowodzenia, niosąc wyposażenie, którego przeznaczenie nie pozostawiało złudzeń, że na pokładzie wydarzyło się coś znacznie gorszego niż przechwycenie kapsuły ratunkowej.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        4
        • BeetleB Niedostępny
          BeetleB Niedostępny
          Beetle jako Marcus Holt
          napisał(a) ostatnio edytowany przez Beetle
          #84

          Marcus Holt

          Holt obserwował jak Adam wychodzi z ambulatorium z zestawem który nie pozostawiał złudzeń co do sytuacji na zewnątrz.
          Worek na ciało. Ktoś nie przeżył tego co przeżył Purcell.

          Odczekał aż drzwi za androidem syknęły i zamknęły się z powrotem. Potem spojrzał na żołnierza leżącego na łóżku. Purcell patrzył na niego tym samym wzrokiem co wcześniej - skupionym, oceniającym, wzrokiem kogoś kto nawet w tym stanie kalkuluje ile może powiedzieć i ile powinien zatrzymać dla siebie.

          Holt znał ten wzrok. Widział go w lustrze.

          Wziął kubek wody ze stolika przy łóżku i podał go mężczyźnie bez słowa - nie pochylając się, nie robiąc z tego gestu czegoś więcej niż był. Kubek. Woda. Tyle.

          Zdjął karabin Purcella z ramienia i odłożył go na wózku przy ścianie - nie za daleko od siebie, nie za blisko od żołnierza. W miejscu które mówiło wszystko bez mówienia czegokolwiek.

          Oparł się plecami o ścianę naprzeciwko łóżka, skrzyżował ramiona i patrzył na Purcella spokojnie. Nie spieszył się, nie zadawał pytań. Człowiek który właśnie wrócił z granicy potrzebuje chwili zanim zacznie mówić rzeczy warte słuchania. Poganianie go przyspiesza tylko te rzeczy których nie warto słuchać.

          Czekał.

          a015c462-e46d-4ef8-bf92-45e4bdb66b55.png

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          5
          • ReRebirthR Niedostępny
            ReRebirthR Niedostępny
            ReRebirth jako Joshua Gleeson
            napisał(a) ostatnio edytowany przez
            #85

            Kapitan Hannigan pojawił się w sekcji hangaru szybciej, niż Joshua zakładał. Minął go bez słowa, wkraczając zdecydowanym krokiem w strefę oświetloną zimnym światłem latarek, prosto przed otwarty właz kapsuły.A ta okazała się niczym innym, jak tylko hermetycznie zamkniętą trumną, w której przy okazji zabrał się ktoś jeszcze. Josh pamiętał jak ojciec wyzywał kiedyś swego kierownika od "zwłokojebców" i to wystarczyło, by wyobraźnia puściła sygnał do żołądka o własnej procedurze ewakuacji. Soczysty paw w ostatniej chwili odwołał lot na mundur kapitański. Inżynier cofnął się o kolejny, gwałtowny krok, zatykając nos i usta dłonią w grubej rękawicy. Fetor był niewyobrażalny — gęsty, lepko-słodkawy, a jednocześnie żrący. W przeciwieństwie do analitycznie nastawionego Crowe'a, Gleeson nie miał najmniejszej ochoty przyglądać się detalom. Z każdym wdechem z wielkim trudem powstrzymywał odruch wymiotny. Zrobiło mu się gorąco, a po plecach spłynęła strużka zimnego potu
            ​— Kapitanie... — wykrztusił stłumionym głosem zza dłoni, marząc tylko o tym, by stąd zniknąć — Skoro to sprawa... czysto biologiczna, to ja się odmeldowuję. Pójdę... upewnić się, że recyrkulatory powietrza na pokładach pracują na pełnej mocy, żeby ten smród nie wszedł nam w wentylację.
            Nie czekał na zgodę. Był pewien, że jego twarz zdążyła już zmieniać kolor. Odwrócił się na pięcie i niemal biegiem ruszył wzdłuż stalowych kratownic korytarza, prosto w stronę mesy.
            Gdy tylko wpadł do kantyny, opadł ciężko na najbliższe krzesło. Oparł czoło o chłodny, metalowy blat stołu i zaczął brać głębokie, drżące wdechy, walcząc o to, by resztki jego żołądka pozostały na swoim miejscu. Powietrze pachniało tu stęchłą kawą, spalinami i środkami czyszczącymi – wszystkim tym, co nie przypominało zapachu śmierci. I było jeszcze coś... Coś czego nie dało się zmyć detergentem i zakryć neutralizatorem zapachu. To tkwiło głębiej w nim, niczym odłamek, który wrósł pod skórę i stał się jego częścią, niczym natychmiastowy przypominacz o tamtym fetalnym dniu. I choć miał słodko-gorzką nadzieję uciec od niego, tak dziś ten dzień wydawał się go znów doganiać Do dupy to wszystko! Jego kontemplacjq nie trwała jednak długo. Joshua zamarł. Żołądek znowu boleśnie podjechał mu do gardła. Dostał polecenie iż po powrocie Adama z ambulatorium będzie musiał, do kurwy nędzy, jednak zmierzyć się z trupem i pomóc w jego mumifikacji w ciekłym azocie. Wizja chwytania za nabrzmiałe, gnijące kończyny wojskowego trupa i ciągnięcia go przez korytarze Kardashiana wydawała się gorsza niż najczarniejsze scenariusze, jakie układał sobie w głowie po przebudzeniu. Otarł zimny pot z czoła, przeklinając w duchu dzień, w którym jego noga stanęła na tym cholernym statku. Kilka minut. Tylko tyle dzieliło go od powrotu do tego potwornego smrodu.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            🤢
            4
            • KetharianK Niedostępny
              KetharianK Niedostępny
              Ketharian jako Alien
              Obsługa Moderator Mecenas
              napisał(a) ostatnio edytowany przez
              #86

              Ambulatorium Kardashiana


              Mężczyzna w zniszczonym wojskowym uniformie wodził wzrokiem po górujących ponad nim ludziach, oczami pełnymi narastającej z każdym uderzeniem serca podejrzliwości i rezerwy. Caleb podejrzewał, że spory udział w źródle tej rezerwy miał mocny rosyjski akcent Siergieja, chociaż poza nim nic nie dawało rozbitkowi powodu do podejrzeń, że trafił na statek Unii.

              - Dobrze, synu, zacznijmy prosto - pierwsze słowa Davyego zabrzmiałyby zabawnie w innych okolicznościach, bo wojskowy wyglądał na starszego od O’Collana - Nazwisko, funkcja, statek i pracodawca. Potem powiedz nam, czemu strzelałeś do ludzi, którzy wyciągnęli cię z trumny ratunkowej.

              - Uzupełnij te informacje o stopień i nazwę jednostki - dodał Markus Holt krzyżując ramiona na piersiach.

              Rozbitek milczał jeszcze chwilę, ale usłyszane pytania wyraźnie zaabsorbowały jego uwagę, bo zmrużonymi oczami wodził teraz po pilocie i oficerze ochrony kombajnu.

              - Jeremiah Purcell, specjalista drugiej klasy, operator systemów elektronicznych, USS Bleinert, 88. Flotylla Logistyczna marynarki kosmicznej Zjednoczonych Ameryk - przerwał w końcu niechętne milczenie - Numer służbowy 17633-311-2B. To informacje, których wolno mi udzielić w trybie regulaminowym. Kim jesteście?

              - Jesteśmy ludźmi, którzy w ostatniej chwili uratowali ci życie - powiedział lodowatym tonem Holt - Odpowiedzieliśmy na sygnał ratunkowy. Przejęliśmy kapsułę. Omal nie zabiłeś jednego z nas, a mimo to leżysz w bezpiecznym miejscu, podłączony do aparatury medycznej i pijący naszą wodę. Nie sądzisz, że należy nam się minimum wyjaśnień? Co się stało z Bleinertem? Ilu było na nim ludzi? Co wieźliście? Co to jest Wallander? Chronologicznie, od początku, bez pomijania rzeczy, które wydają ci się nieistotne.

              - Nie zapomnij dodać, kogo się spodziewałeś po drugiej stronie śluzy - odezwał się ponownie Davy - Co rozwaliło wasz statek: awaria, atak, bunt, sabotaż czy skażenie? I kto gnił obok ciebie w kapsule i dlaczego?

              - To był jeden z nich - odpowiedział Purcell wymawiając słowa z ogromną niechęcią, ewidentnie reagując na presję budowaną przez przesłuchujących go mężczyzn - Jeden z drani z Wallandera. Myślałem, że to oni mnie wciągnęli na pokład. Żeby dokończyć robotę.

              - Wallander - powtórzył Marcus Holt - Co to za statek? Kto nim leciał? Weszli na wasz pokład? Zaatakowali? Uporządkowane informacje, krok po kroku, bez chaosu.

              - Co z Bleinertem? - w głosie Purcella pojawiła się nuta paniki, dźwięk świadczący o narastającym złym przeczuciu - Macie kontakt z mostkiem? Oni też wzywali pomocy?

              - O Bleinercie pogadamy za chwilę - Holt położył rękę na ramieniu rozbitka i ścisnął palcami jego ciało w sposób pozbawiony jakiegokolwiek śladu empatii - Co przewoziliście, co się stało i jak się ma do tego Wallander?

              - Nie jesteście upoważnieni do uzyskania takich informacji - odpowiedział Purcell - Tajemnica służbowa. Nie wolno wam nawet mnie przesłuchiwać. Musicie mnie odstawić z powrotem na pokład Bleinerta… albo na pokład innej jednostki marynarki Zjednoczonych Ameryk, jeśli mój okręt nie jest dostępny. Co z nim, znacie status Bleinerta? Nawiązaliście z nim łączność?

              - Jesteśmy w trakcie odpowiednich procedur - oznajmił kapitan Hannigan - Twój okręt wygląda na stosunkowo nienaruszony, ale nie odpowiada na wezwania radiowe. Nie znamy statusu reszty załogi. Jako dowódca amerykańskiej jednostki cywilnej jestem zobowiązany do przeprowadzenia operacji ratunkowej na pokładzie Bleinerta. Udzielenie wyczerpujących informacji na temat tego, czego możemy się tam spodziewać leży w twoim najlepszym interesie, żołnierzu. Postępowanie wyjaśniające w przyszłości będzie się opierało w znaczącej mierze na naszych zeznaniach. I to od nas zależy jak ocenimy w nich twój stopień kooperacji. Tak więc zacznij odpowiadać na pytania moich ludzi.

              - A jeśli powiem coś za dużo, mogę stanąć przed sądem - żachnął się Purcell, ale Holt wyczuł w jego głosie wahanie - Ile czasu byłem w tej kapsule?

              - Prawie miesiąc - odpowiedział Siergiej przywołując grymas grozy na twarz rozbitka.

              - Słuchajcie, tak naprawdę to ja prawie nic nie wiem. Wykonywaliśmy zwyczajną misję logistyczną, przeładunki zaopatrzenia dla okrętów patrolowym w ustalonych wcześniej miejscach, standardowa robota. Potem nagle dostaliśmy info z mostku, że będziemy mieli spotkanie z jednostką cywilną i przeładunek cargo o wysokim stopniu tajności. Większość załogi została wysłana na ten czas do kantyny albo do siłowni. Ja byłem na stanowisku w pomocniczym centrum namierzania z podglądem na sensory. Tamten statek miał wyłączony transponder, ale poprzez kamery optyczne zauważyłem nazwę Wallander na burcie. Tamci weszli na nasz pokład śluzą towarową, przez dwadzieścia minut nic się nie działo, ale nie wiem, co robili. Nasi oficerowie musieli być razem z nimi w ładowni.

              - Tożsamość, przynależność? - zapytał Holt marszcząc w sceptycznym grymasie nos - Oznakowania na kadłubie tamtego statku?

              - Tylko nazwa, nic więcej nie zauważyłem - pokręcił głową Purcell - Stanęli z nami burta w burtę, połączyli się kominem tranzytowym śluza w śluzę. Na tak bliskim dystansie nie da się prawie nic zobaczyć przez kamery.

              - Co stało się po tych dwudziestu minutach? - zapytał z wyczuwalną niecierpliwością O’Collan.

              - Coś gdzieś wybuchło - Purcell wzruszył nieporadnie ramionami - Zaczął wyć alarm przeciwpożarowy, a zaraz potem usłyszałem strzały, dużo strzałów. I komunikat do ewakuacji. Miałem jedną kapsułę zaraz obok centralki, złapałem tylko gnata z zaczepu na wszelki wypadek i wykonałem rozkaz.

              - Drugi człowiek z kapsuły, na pewno należał do ekipy z drugiego statku? - spytał Davy.

              - Przecież widać od razu - sarknął z wysiłkiem rozbitek - Wskoczył mi na plecy w progu, zaczęliśmy się bić. Wyrwał mi karabin, próbował zastrzelić, rozwalił kulami połowę aparatury, sterowniki hypersenne, komunikator. Nie wiem jak mi się udało go załatwić, nic z tego nie pamiętam wyraźnie, wszystko jak przez mgłę.

              - Chciał uciec z pokładu tą samą kapsułą? - upewnił się Hannigan - Był sam, nie zauważyłeś nikogo więcej?

              - To działo się za szybko - odpowiedział niepewnie wojskowy - Kapsuła się zamknęła automatycznie jak tylko przelecieliśmy przez próg. Nawet jeśli na korytarzu byli inni, nie zdążyli się załapać. Nie mam dla was precyzyjnych informacji, skurwysyn mnie zamroczył pierwszym ciosem.


              Mostek Kardashiana


              Nadia Volkova nie podniosła się z siedzenia po wyjściu O’Collana. Rozkazy kapitana były jasne, ale nie sądziła, aby jej absencja w ambulatorium miała pociągnąć za sobą jakieś konsekwencje z jego wykonaniu. W zaistniałych okolicznościach doświadczenie i instynkt podpowiadały jej, że mostku nie należy pozostawiać pod wyłączną kontrolą Opiekuna.

              Zwłaszcza po odkryciu modułu obrony rakietowej na przeciwnej burcie zaopatrzeniowca.

              Nadia nie miała za sobą wojskowej służby, całe życie spędziła na pokładach statków cywilnych; ale nie potrzebowała specjalistycznych szkoleń, aby wyobrazić sobie jak drugi statek - będący w tej chwili jedynie gasnącą chmurą napromieniowanych gazów - próbuje oddalić się od Bleinerta i pada ofiarą roju samonaprowadzających rakietowych pocisków. Nie mogła rzecz jasna wykluczyć innych scenariuszy, ten jednak sprawiał najbardziej realne wrażenie.

              Na ekranie jej konsolety widniały zdjęcia zrobione przez zewnętrzne kamery Kardashiana w trakcie przerwanego oblotu tendera. Nadia zaczęła je w skupieniu przeglądać zaczynając od wyrzutni rakiet. Dwadzieścia tub zgrupowanych po pięć w czterech rzędach, niczym nieśmiertelne radzieckie katiusze sprzed prawie trzystu lat. Ich pokrywy pozostawały zamknięte sugerując pracę systemu w trybie uśpienia, ale Nadia nie wątpiła, że ten stan rzeczy mógł ulec zmianie za jednym naciśnięciem guzika na którejś z konsolet Bleinerta.

              Jej spojrzenie przesunęło się na fotografię dziury w zewnętrznym kadłubie zaopatrzeniowca. Nadia uznała ją wstępnie za efekt celnego strzału z pokładu drugiego statku, kiedy jednak powiększyła obraz chcąc oszacować rozmiary wyrwy, zmarszczyła bezwiednie czoło.

              Ponownie powiększyła obraz studiując obrys dziury i skubiąc w głębokim zamyśleniu zębami dolną wargę.

              Analityczny umysł podsunął natychmiast odpowiedź na zadane w myślach pytanie, ale zdrowy rozsądek odrzucił ją jako zbyt nieprawdopodobną.


              Prawa śluza Kardashiana


              Elias Crowe uważał się za człowieka ponadprzeciętnie spostrzegawczego, ale z zakłopotaniem musiał przyjąć do wiadomości, że nie ma pojęcia, kiedy właściwie Joshua Gleeson zniknął ze śluzy. Najmłodszy stażem załogant Kardashiana już wcześniej dał się poznać jako człowiek niezwykle utalentowany w skrytych rejteradach z miejsc, w których czekała go jakaś praca, tym razem jednak przeszedł samego siebie korzystając z dosłownie kilku sekund, w których uwaga doktora skupiła się na trupie drugiego rozbitka.

              Stary mężczyzna westchnął z niesmakiem, obszedł wokół łóżko do hypersnu odnotowując w myślach kilka przestrzelin na jego obudowie. Nie miał już wątpliwości, że wewnątrz kapsuły doszło do wcześniejszej strzelaniny i że ofiarą latających wszędzie pocisków padła nie tylko pojedyncza hyperspalnia, ale i permanentnie uszkodzony radiokomunikator.

              Wojak miał szczęście, że broń była załadowana pociskami o obniżonej penetracji dostosowanymi do użycia wewnątrz kadłubów kosmicznych jednostek.

              Smród bynajmniej nie lżał, a chirurgiczna maseczka wcale nie pomagała w redukcji jego natężenia. Crowe oderwał z głośnym mlaśnięciem przyklejoną do podłogi podeszwę buta, pokrytą gnilnymi płynami wyciekającymi z ciała drugiego rozbitka. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz dane mu było pracować w równie odrażających warunkach, ale poczuł znienacka wielką wdzięczność do całego świata za istnienie absolutnego cudu pod postacią medycznych androidów.

              Coś zakłuło go znienacka w klatce piersiowej, zdjęło spazmem bólu, od którego zaczęły mu łzawić oczy. Przyłożył rękę do splotu słonecznego jakby ten gest mógł mu w czymkolwiek ulżyć i odczekał, aż ból zelżeje. Szczęście w nieszczęściu, że nie dostał na dodatek w głowę tą obluzowaną kratką wentylacyjną w hotelu na stacji Gliese.

              Coraz poważniej zaczynał obstawiać bakteryjne zakażenie płuc, chociaż powaga obecnej sytuacji sprawiała, że ponownie odsunął na bok pomysł zrobienia poszerzonych badań. Najpierw sprawa kapsuły i rozbitka, potem własne problemy.

              Coś zwróciło jego uwagę, kiedy zgiął się w pół porażony paroksyzmem bólu. Przetarł nadgarstkiem załzawione oczy uważając przy tym, aby nie zanieczyścić ich biologicznym materiałem pokrywającym palce rękawiczki. Nacisnął na wciśnięte pod obudowę hyperłóżka znalezisko czubkiem buta, wyciągnął je w swoim kierunku i podniósł ostrożnym ruchem.

              Potrzebował krótkiej chwili, aby uświadomić sobie, co właściwie znalazł.

              Po plecach przebiegł mu lodowaty dreszcz złego przeczucia, który sprawił, że Elias Crowe natychmiast zapomniał o narastającym w nieregularnym rytmie bólu w klatce piersiowej.

              Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              👽
              5
              • MarrrtM Niedostępny
                MarrrtM Niedostępny
                Marrrt jako Caleb Hannigan
                Mecenas
                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                #87

                Nie ufał temu człowieki. Kimkolwiek był Jeremiah Purcell, kapitan znajdywał w sobie coraz mniej współczucia dla tego rozbitka. Niczego nie widział. Niczego nie wie. Byłoby to niestety do przyjęcia gdyby nie to, że ostrzelał załogę i statek Hannigana. I gdyby nie trup w kapsule. Trup, który nie mógł podać własnej wersji wydarzeń. I kapsuła, którą trup był zniszczył.

                - Nie mam do pana więcej pytań. Zostanie panu udzielona pełna pomoc. A potem zostanie pan zamknięty na Kardashianie. Ostrzelał pan mój statek i moją załogę. Zajmie się panem posterunek na Borodino. To wszystko dla pana.

                Następnie kompletnie straciwszy zainteresowanie Purcellem zwrócił się do załogi pomijając fakt, że rozbitek wszystko słyszy.
                - Zeznanie pana Purcella nie przesądza o losie załogi tendera. Zatem zgodnie z procedurą kontynuujemy akcję ratunkową. Ze wstępnych oględzin wynika iż Bleinert ma wyrwę w poszyciu i jest wystawiony na silne źródło promieniowania jonizującego od strony starburty, której… - przerwał nieoczekiwanie jakby się nad czymś zastanawiając - której nie widzimy. Dlatego grupa ratunkowa wejdzie w skafandrach. Pójdę ją, Adam, pan Holt i potrzebuję jeszcze dwóch ochotników. Za kwadrans zaczynamy manewr dokowania. Panie O’Collan? - spojrzał znacząco na pilota po czym skinął Sadzy na znak, że zostawia go tu przy komendzie i ruszył na mostek. Rozdrażniło go, że Volkov, Gleeson, Crowe i Adam byli nieobecni i poważnie rozważał wybór “ochotników” spośród tej trójki, bo android musiał coś opacznie zrozumieć. By to potwierdzić postanowił przejść obok śluzy i zobaczyć, czy chociaż ciało zostało już przeniesione.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                4
                • PiołunP Niedostępny
                  PiołunP Niedostępny
                  Piołun jako Elias Crowe
                  Mecenas
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                  #88

                  Elias odnotował nieobecność Joshuy bez większego zdziwienia. Po tym, jak jego żołądek zareagował na ich znalezisko, trudno było mieć mu to za złe. Do niektórych rzeczy trzeba w życiu przywyknąć. Zarówno w próżni kosmicznej, jak i w planetarnych kopalniach zdarzały się wypadki. Raz widział, jak jednego z górników wciągnęło do przemysłowej zgniatarki kołowej. Kręcił się i kręcił, a z każdym obrotem było go coraz mniej... i mniej. Straszny widok. Dalece gorszy od tego wzdęciaka, którego znaleźli. Zapach był oczywiście bardziej paskudny, bez dwóch zdań, i to pewnie on tak zadziałał na Gleesona. Eliasowi było łatwiej, bo zmysł powonienia przytępił mu się po tych jego nalewkach. Z dwojga złego lepiej węch niż wzrok.

                  Ostrożnie obszedł hyperłóżko, uważając na łuski, rozlane płyny i śliskie fragmenty podłogi. Wewnątrz kapsuły wszystko coraz bardziej układało się w tę samą, brzydką całość. Odbyła się tu jeszcze jedna strzelanina, a może nawet parę, pomijając tę, którą urządził Purcell przy otwarciu włazu. Wyrwy w poszyciu, uszkodzony radiokomunikator i ślady po pociskach dużo mu powiedziały. Oczami wyobraźni nakreślił sobie parę scenariuszy, jak to mogło wyglądać, ale wszystko to były tylko domysły. Fakty były takie, że...
                  – Potwierdzam wcześniejsze użycie broni w kapsule – powiedział do magnetofonu, siląc się na rzeczowy ton. – Wskutek tego uszkodzono radiokomunikator, przez co pewnie ani nas nie słyszał, ani nie miał jak odpowiedzieć. Wielce prawdopodobne, że system wysyłał ostatnią wiadomość, która krążyła w logach. Ślady trafień widnieją również na obudowie hyperłóżka i elementach wyposażenia. Najpewniej użyto pocisków o obniżonej penetracji, dostosowanych do użycia wewnątrz kadłuba, co uratowało go przed śmiercią wskutek dekompresji – powiedział rzeczowym tonem, zapisując notatki audio na magnetofonie.

                  Oderwał podeszwę od podłogi z mokrym mlaśnięciem i skrzywił się pod maseczką. Nie pomagała prawie wcale, co wiele mówiło o firmowym sprzęcie. We wspomnianej pracy przy zgniatarkach przemysłowych mieli maseczki z filtrami, które całkiem nieźle tłumiły fetor zgniatanych odpadków. Ten szmelc nawet tego nie potrafił. Crowe miał tylko nadzieję, że działają w nim filtry bakteryjne i wirusowe. Co prawda wytłumaczył już Gleesonowi, że jeśli coś by tu było, już mieliby przesrane, ale mimo wszystko czułby się pewniej z taką ochroną. No cóż, wychodziło na to, że był pieprzonym hipokrytą.

                  Zrobił jeszcze krok i zachwiał się od nagłego bólu w klatce piersiowej. Bolało, jakby ktoś wraził w niego klin, wbił go prosto pod mostek i powoli obracał, wywołując nowe fale bólu. Elias zgiął się odruchowo, łapiąc powietrze przez maseczkę. Oddech świszczał mu w ustach.
                  – Kurwa... – wychrypiał.
                  Przyłożył dłoń do splotu słonecznego, chociaż wiedział, że ten gest nie naprawi absolutnie niczego. Oczy zaszły mu łzami. Przez kilka sekund kapsuła, trup, smród i cały pieprzony świat skurczyły się do jednego punktu bólu pod żebrami.
                  Odczekał. Jeden oddech. Drugi. Trzeci. Ból nie zniknął, ale zelżał na tyle, że wróciła mu jasność umysłu. Oparł się ostrożnie o obudowę hyperłóżka. Jak nic złapał jakieś świństwo na ostatniej planecie. Może bakteryjne zakażenie płuc? Chuj wie. Mógł nie odkładać tej wizyty w ambulatorium. Będzie trzeba dać się zbadać Adamowi. Ciarki przebiegły go na samą myśl, że android będzie go badał. Nie miał wątpliwości, że jeśli coś będzie nie tak, wsadzą go do puszki na spanie. Nie do końca miał na to ochotę, póki nie dowie się, co tu jest grane.

                  Pochylony, z oczami jeszcze mokrymi od bólu, zauważył coś wciśniętego pod dolną obudowę hyperłóżka. Ciemny, płaski przedmiot. Przesunął znalezisko czubkiem buta, wyciągając je spod metalowej krawędzi. Potem schylił się powoli, sycząc przez zęby, i podniósł przedmiot w dwóch palcach rękawiczki. Karta kodowa. Logo wytłoczone na oprawie było małe i dyskretne, ale od razu wiedział, co to. Weyland-Yutani. Przez kilka sekund prawie się nie poruszał, patrząc tępo w kartę.
                  – No proszę – powiedział cicho. – A ja przez chwilę myślałem, że przynajmniej w tej sprawie nie maczali swojego korporacyjnego kutasa.

                  text alternatywny

                  Rozejrzał się, ale gdy stwierdził, że nie jest akurat pod niczyją obserwacją, uspokoił się. W jego umyśle szybko zapadła decyzja, że na razie zostawi ten fakt dla siebie. Nie zamierzał powiadamiać o znalezisku na otwartym kanale. Nie ufał Opiekunowi i musiał działać ostrożnie na statku, na którym siedziała Delilah le Fey. Do tej pory miał ją za niegroźną, bo ich lot nie miał wiele wspólnego ze sprawami firmy, a przynajmniej nie było w tej wyprawie żadnego punktu odniesienia, który mógłby ją zainteresować, a ich wplątać w kabałę. Ale ta misja ratunkowa, trup i karta... Nie, to zaczynało śmierdzieć. Z całej załogi najbardziej ufał kapitanowi i stwierdził, że o tym konkretnym znalezisku poinformuje go dyskretnie, na osobności. Wsunął kartę do osobnego woreczka na próbki i szczelnie go zamknął. Miał zamiar odnotować znalezisko w komentarzu audio, ale się powstrzymał. Może miał paranoję, ale nie wiedział, do czego Opiekun miał dostęp. Przez chwilę patrzył na woreczek.
                  – Tyle w kwestii zwykłej misji ratunkowej.

                  Dopiero potem przesunął się do modułu komunikacyjnego. Skoro radiokomunikator był uszkodzony, a pod hyperłóżkiem leżała karta Weyland-Yutani, logi nagle stały się dużo cenniejsze niż wcześniej. Jeszcze raz podpiął narzędzie diagnostyczne do panelu. Stary sprzęt kliknął posłusznie, a ekran zamrugał zielenią. Trochę bardziej interesował go stan radiokomunikatora przed uszkodzeniem i log zamknięcia kapsuły, ale tak naprawdę chciał sprawdzić, czy znajdzie tam jakieś odniesienia do Weyland-Yutani i cargo specjalnego. Jeśli trafi na zakodowane pliki, zamierzał je zgrać. Karta, którą przekaże kapitanowi, mogła mieć szerokie zastosowanie. Kto wie? Może zaoszczędzi im to kłopotów?

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  ♥ 🆒
                  5
                  • Davy KneeD Niedostępny
                    Davy KneeD Niedostępny
                    Davy Knee jako Davy O'Collan
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez Davy Knee
                    #89

                    Davy O'Collan - Ambulatorium Kardashiana

                    Davy nie odezwał się od razu.

                    Stał z boku, z ramionami skrzyżowanymi na piersi, i słuchał, jak kapitan mówi do Purcella. Też jakoś nie ufał rozbitkowi i gdyby to od niego zależało, facet siedziałby przypięty do koi - tak na wszelki wypadek.

                    Kiedy kapitan zadał pytanie i spojrzał na niego znacząco, O’Collan tylko lekko przekrzywił głowę.

                    — Panie kapitanie — powiedział spokojnie. — No jak trzeba, to się dołącze do naszej wesołej gromadki. Jednak zastanawiam się, jak tam dolecimy? Moja propozycja jest następująca...

                    — Nie mamy pełnego obrazu starburty, nie wiemy, czy ta wyrzutnia jest martwa, śpiąca, czy tylko czeka, aż ktoś większy podejdzie jej pod nos. Kardashian jest za duży, za cenny i ma za dużo ludzi na pokładzie, żeby robić nim za tarczę testową.

                    Davy przesunął palcem po krawędzi konsoli, jakby kreślił w powietrzu niewidzialną trajektorię.

                    — Ale mamy przecież naszą D-klasę - EEVałkę, którą możemy użyć.

                    Przywołał w pamięci dane modułu ratunkowego.

                    — Małe, zwrotne, z własnym ciągiem. Zrobione do odrywania się od jednostek FTL i przeżywania rzeczy o których nie śniło się filozofom. Na papierze wejdzie tam nawet dwudziestu ludzi, a realnie pięć, sześć osób w skafandrach, jeśli wszyscy wciągną brzuchy.

                    — Proponuję więc: nie podchodzimy Kardashianem do Bleinerta. Trzymamy statek na bezpiecznym dystansie, poza potencjalnym kątem pracy wyrzutni i poza najgorszym pasmem promieniowania. Ja pilotuję D-klasę i podejdziemy po łuku od strony, którą już częściowo widzieliśmy, potem zejdę niżej i zrobię wolny oblot kadłuba. Bez bohaterstwa i gwałtownych korekt. Tempo spacerowe.

                    Wskazał palcem w stronę niewidocznego tendera.

                    — Najpierw sprawdzamy starburtę z bliska: wyrwa, źródło promieniowania, ewentualne ruchome elementy, aktywne systemy obrony. Jeśli moduł zacznie łapać za dużo radów albo ta zabawka na burcie choćby kichnie, odchodzę na bocznych i wracamy. Jeśli będzie czysto, siadam przy najbezpieczniejszym włazie albo robię miękki kontakt przy śluzie. Bez twardego dokowania, dopóki nie będę miał pewności, że Bleinert nie rozpadnie nam się pod uszczelką.

                    Przez moment zawiesił spojrzenie na kapitanie.

                    — Ja pilotuję. Adam i Holt idą z panem, jeśli taka decyzja. Do tego ktoś z technicznym okiem albo medycznym zestawem. Ja poczekam w gotowości w module lub będę stanowić pomoc w razie W.

                    Davy westchnął cicho i dopiero wtedy pozwolił sobie na cień dawnego, krzywego uśmiechu.

                    Oparł dłonie na biodrach.

                    — To jest moja rekomendacja, kapitanie. Kardashian zostaje z tyłu. D-klasa robi za igłę. Wkłuwamy się ostrożnie, wyciągamy kogo się da, nie przynosimy na pokład niczego, co próbuje gryźć, strzelać albo udawać martwe.

                    — Dajcie mi ze dwadzieścia minut na sprawdzenie modułu i mogę być gotów do startu...

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    🚀 💉
                    5
                    • MarrrtM Niedostępny
                      MarrrtM Niedostępny
                      Marrrt jako Caleb Hannigan
                      Mecenas
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                      #90

                      - Nie - uciął krótko kapitan.

                      Było to może o tyle dziwne, że w kilku sprawach pilot miał niewątpliwą rację. Dysponowali kapsułą ewakuacyjną, której użycie niosło za sobą poczucie bezpieczeństwa. Przynajmniej dla tych, którzy pozostaną na kombajnie. Co prawda wbrew temu co twierdził, była to kosmiczna krowa, której silniki manewrowe i układ sterowania były raczej symboliczne i zostawiały wiele do życzenia, ale jeśli ktokolwiek był w stanie dokonać nią dokowania to istotnie właśnie Davy. Niemniej z jakiegoś powodu Hannigan, nawet mając świadomość zdolności swojego pilota, zdecydował, że zamiast igły użyją świdru. Czyli całego kombajnu.

                      - Nie będziemy się zbliżać do starburty i wyrzutni. Poziom promieniowania i ryzyko ataku to wyklucza. Zadokujemy Kardashianem, i pana w tym głowa panie O'Collan, burtami od bakburty Bleinerta i połączymy jednostki korzystając z ekranowania tendera. Następnie użyje pan ciągu głównego by przesunąć obie jednostki z dala od źródła promieniowania. I wtedy właśnie wejdziemy do środka.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      👮
                      4
                      • Macabra78M Niedostępny
                        Macabra78M Niedostępny
                        Macabra78 jako Adam Nexus Mk 7
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                        #91

                        Adam powrócił do otwartej kapsuły ratunkowej z noszami i hermetycznym workiem transportowym. W jej wnętrzu panował chłód, a ciężki zapach rozkładu mieszał się z metaliczną wonią zamkniętej przestrzeni.
                        Nie był jednak sam.
                        Pochylony nad zwłokami pracował już Elias Crowe. Diagnostyczna nakładka na oku analizowała kolejne szczegóły, podczas gdy toksykolog metodycznie oglądał wnętrze kapsuły i ciało zmarłego, poszukując śladów skażeń oraz wszystkiego, co mogło mieć znaczenie dla bezpieczeństwa załogi.
                        Adam nie przerywał jego pracy.
                        Stanął z boku, cierpliwie czekając na zakończenie oględzin. Dopiero gdy Crowe zakończył zabezpieczanie materiału i odsunął się od ciała, syntetyk wykonał kolejny etap procedury.
                        Rozłożył hermetyczny worek transportowy obok zwłok.
                        Ciało znajdowało się w zaawansowanym stadium rozkładu. Na wysuszonej skórze można było dostrzec jedynie słabo widoczne rany postrzałowe, częściowo zatarte przez procesy pośmiertne.
                        Adam ostrożnie przeniósł zwłoki do worka, unikając gwałtownych ruchów. Po zamknięciu szczelnego zamka sprawdził uszczelnienie, a następnie ułożył ciało na noszach.
                        — Zwłoki zabezpieczone do transportu — oznajmił spokojnie.
                        Chwycił nosze i opuścił śluzę, kierując się do hangaru.
                        Po dotarciu na miejsce ostrożnie zsunął worek z noszy i pozostawił go na stalowej podłodze, zgodnie z decyzją kapitana. Nie wykonywał dalszych czynności. Procedura przewidywała pozostawienie ciała w hangarze do czasu rozhermetyzowania pomieszczenia i wykorzystania próżni oraz niskiej temperatury przestrzeni kosmicznej do jego naturalnego zamrożenia.
                        Adam wyprostował się i przez chwilę spoglądał na nieruchomy worek.
                        Następnie aktywował komunikator.
                        — Zwłoki zostały przetransportowane do hangaru i zabezpieczone zgodnie z pańskimi rozkazami, kapitanie. Hangar jest gotowy do dalszej procedury.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        ♥
                        6
                        • Davy KneeD Niedostępny
                          Davy KneeD Niedostępny
                          Davy Knee jako Davy O'Collan
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                          #92

                          Davy O'Collan - Ambulatorium Kardashiana i droga na mostek

                          Davy patrzył na kapitana przez dłuższą chwilę.

                          Nie tak długo, żeby nazwać to niesubordynacją. Wystarczająco długo, żeby każdy na tyle przytomny, by znać O’Collana, zrozumiał, że pilot właśnie przełyka komentarz, który nie do końca mu się podoba.

                          W końcu westchnął.

                          — Czyli jednak świder — mruknął.

                          Przesunął dłonią po karku, po czym spojrzał w stronę, gdzie za pancerzem Kardashiana czekał Bleinert. Martwy, milczący i coraz mniej zachęcający z każdą kolejną minutą.

                          — Bakburta do bakburty, ekranowanie tendera, bez wchodzenia w starburtę, bez wystawiania się wyrzutni i bez całowania źródła promieniowania. Potem sprzężenie jednostek i przesunięcie całego układu ciągiem bocznym Kardashiana. Tak?

                          Nie czekał właściwie na odpowiedź.

                          — Da się. Nie będzie to eleganckie. Tender może mieć poszycie nadgryzione bardziej, niż widzimy. Jeżeli dam za dużo ciągu, możemy pogłębić uszkodzenia albo zerwać połączenie. Jeśli dam za mało, będziemy wisieć przy nim jak pijany przy barze, tylko mniej stabilnie. A jeśli Bleinert ma aktywne systemy, których jeszcze nie pokazał, to będziemy dużym, grzecznym celem przyklejonym do jego burty.

                          Zrobił pauzę i skrzywił się lekko.

                          — Poza tym naprawdę nienawidzę przesuwać dwóch jednostek naraz, kiedy jedna z nich jest martwa, napromieniowana i prawdopodobnie pełna niespodzianek.

                          Davy spojrzał jeszcze raz na kapitana. Przez moment wyglądał, jakby chciał dodać coś więcej. Coś o tym, że mała kapsuła była lepszym pomysłem. Coś o tym, że pilotowanie kombajnem przy uszkodzonym tenderze to mniej manewr, a bardziej próba przekonania góry, żeby zatańczyła walca.

                          Ale nie powiedział tego.

                          Rozkaz był rozkazem. A Hannigan, w swoim nieznośnie kapitańskim stylu, podjął decyzję.

                          O’Collan kiwnął głową.

                          — Przyjąłem, kapitanie. Zadokuję Kardashianem od bakburty Bleinerta. Bez ekspozycji na starburtę. Potem przesunę obie jednostki poza strefę najgorszego promieniowania. Powoli, na krótkich impulsach, z pełnym monitoringiem naprężeń na połączeniu.

                          — Najpierw złapię Bleinerta cumami magnetycznymi z dziobu i rufy, potem posadzę ramiona górnicze na jego punktach konstrukcyjnych. Kołnierz dokujący pójdzie osobno — tylko dla ludzi i atmosfery. Krótkie impulsy powinny dać radę ruszyć tą górę złomu z miejsca...

                          — Proszę tylko uprzedzić wszystkich, żeby w czasie manewru nie bawili się w bohaterów przy śluzach, grodziach i luźnych elementach. Jeśli coś puści, nie chcę, żeby ktoś mi potem mówił, że „tylko na chwilę odpiął zabezpieczenie”.

                          Dopiero wtedy na jego twarz wrócił cień krzywego uśmiechu.

                          — I dla jasności: jeśli to się uda, będę mówił, że to był mój pomysł i poproszę o wpis do logu statku, że lata pan z zajebistym pilotem oraz podwyżkę. Jeśli się nie uda, od początku byłem przeciwny i to wina kapitana.

                          Ruszył w stronę mostka szybkim, zdecydowanym krokiem. Marudzenie zostało za nim w korytarzu, ale w głowie miał już tylko procedury.

                          Masa Kardashiana. Masa Bleinerta. Punkt dokowania. Kąt podejścia. Martwe pole wyrzutni. Promieniowanie. Ekranowanie. Ciąg główny. Margines błędu.

                          Coraz mniejszy margines błędu.

                          — No dobra, maleńka — rzucił z czułością do ścian korytarza, którym szedł. — Kapitan chce, żebyśmy zatańczyli z trupem. To pokażmy mu, że jeszcze pamiętamy kroki kosmicznego cha-cha-cha.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          ♥ 🆒 😆
                          6
                          • Arthur FleckA Niedostępny
                            Arthur FleckA Niedostępny
                            Arthur Fleck jako Delilah le Fey
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez Arthur Fleck
                            #93

                            Delilah le Fey

                            Ten głupiec chce nas wszystkich pozabijać.

                            To była pierwsza myśl Delilah le Fey, gdy Opiekun skończył zdawać raport. Miała ochotę się uszczypnąć a obracany w dłoni żeton wypadł z palców i z brzękiem uderzył o dno kajuty. Wiedziała już, że rozbitek nazywa się Purcell i podczas przesłuchania wspomniał o tajemniczym ładunku na jednostce Wallander. Wiedziała też, że zewnętrzne kamery Kardashian potwierdziły istnienie baterii rakiet i źródła silnego promieniowania na sterburcie tendera. Nie miało to jednak żadnego znaczenia, wobec tego co usłyszała chwilę później. Wiedziała już, że Hannigan to niekompetentny łajdak, ale nawet ją zaskoczyła jego decyzja.

                            — Powtórz to jeszcze raz maszyno — zażądała — Kapitan chce spenetrować wrak i wysłać tam misję ratunkową?

                            — Potwierdzam. Procedura ratunkowa na pokładzie USS Bleinert została oficjalnie autoryzowana przez dowódcę.

                            — I O'Collan zaproponował bezpieczny lot zwiadowczy małym modułem a on go zignorował i chce przykleić statek do napromieniowanego trupa?

                            — Tak agentko le Fey. Parametry manewru potwierdzone.

                            Z gardła Delilah wyrwał się dziwny dźwięk, który zabrzmiał jak nerwowy, histeryczny śmiech. Przycisnęła dłoń do ust zaskoczona swoją reakcją. Po chwili na twarz powrócił lodowaty spokój. Odgarnęła zbłąkany kosmyk z czoła. Musiała się skupić i zakończyć to szaleństwo raz na zawsze. Czas na uprzejmości się skończył, Borodino nie będzie wiecznie czekać.

                            — Opiekunie, podaj pełną listę zagrożeń. Skup się na fizycznym ryzyku dla statku. Wygeneruj wszystkie możliwe symulacje wraz z rachunkiem prawdopodobieństwa.

                            Podniosła zimny pieniążek z podłogi, który już tyle razy pozwolił jej się skupić i wyłączyć niepotrzebne myśli. Zacisnęła go w dłoni.

                            — A kiedy skończysz przedstaw mi łańcuch dowodzenia na Kardashian. — poleciła — ...i wylicz wszystkie prawne przesłanki, które umożliwią odsunięcie kapitana od dowodzenia statkiem.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            😬 👍 👙
                            5
                            • ReRebirthR Niedostępny
                              ReRebirthR Niedostępny
                              ReRebirth jako Joshua Gleeson
                              napisał(a) ostatnio edytowany przez ReRebirth
                              #94

                              W mesie minuty dłużyły się niemiłosiernie, a z każdą kolejną sekundą wizja powrotu do hangaru i chwytania za gnijące zwłoki napawała Joshuę coraz większym przerażeniem. Nie potrafił się do tego zmusić. Ostatecznie, pchany dziwną mieszanką tchórzostwa i niezdrowej ciekawości, opuścił kantynę, wybierając zupełnie inną drogę niż ta, którą zwykle wchodziło się na mostek. Oj, wolał się nie zetknąć z kapitanem. Zresztą, zatrudnił się jako inżynier, a nie jakiś podrzędny truponosz. Lekka złość pomogła zwalczyć strach. Ruszył bocznymi korytarzami technicznymi bezpośrednio w stronę sekcji medycznej. Zastanawiał się przy tym, kogo właściwie wyciągnęli żywego z tego wraku. Wojskowy świat był przerażająco mały. Czy mógł to być ktoś, kogo kojarzył z dawnych lat? Ktoś z jego krótkiego, urwanego epizodu w koszarach?
                              Kiedy dotarł na miejsce, zatrzymał się w pół kroku. Gdyby był robotem, to licznik odwagi znów świecił u Joshuy na czerwono. I nie starczyło mu jej by wejść do środka, stanąć twarzą w twarz z nieznajomym i zmierzyć się z ewentualnymi pytaniami. Zamiast tego ostrożnie zbliżył twarz do wzmocnionej szyby w drzwiach ambulatorium. W sterylnym, jasnym wnętrzu dostrzegł sylwetkę rozbitka oraz czuwającego przy nim Holta, który wyglądał jak uosobienie ochrony i czujności. Speszony tym widokiem, Gleeson odsunął się powoli i wycofał w półmrok korytarza. Nie było mowy, żeby tam wszedł i wdał się w interakcję z kimkolwiek... Z kimkolwiek, oprócz...
                              Wtedy wpadł na znacznie bezpieczniejszy pomysł. Adam. Androidy nie oceniały, nie irytowały się zbędnymi pytaniami i z zasady po prostu dzieliły się raportami. Z pewnością syntetyk mógł mu obiektywnie powiedzieć wszystko, co do tej pory ustalono na temat ocalałego. Problem polegał jednak na tym, że Adama nie było w ambulatorium.

                              No jasne Przecież kapitan kazał mu zanieść worki izolacyjne do hangaru

                              Gleeson odwrócił się na pięcie i ruszył z powrotem w stronę śluz. W głowie szybko układał sobie wiarygodną wymówkę, na wypadek gdyby musiał się tłumaczyć ze swojej nieobecności. W końcu na statku obowiązywały procedury.

                              Sprawdzałem przepustowość filtrów antypatogenowych i uszczelki w korytarzach do sekcji medycznej, żeby ten smród i potencjalne wirusy nie rozniosły się po statku

                              To brzmiało na tyle mądrze i pół-profesjonalnie, że powinno wystarczyć na otarcie łez każdemu, kto musiał za niego dźwigać trupa.
                              Pokonawszy ostatni odcinek technicznej kratownicy, Joshua wcisnął panel przy grodzi prowadzącej do hangaru. Ciężkie drzwi rozsunęły się z sykiem, a on przekroczył próg pomieszczenia. Jego wzrok od razu padł na zapięty po same brzegi, gruby, czarny worek izolacyjny spoczywający na pokładzie, oraz stojących nad nim Adama i Eliasa Crowe'a. Patrząc na zaciętą i wyraźnie niezadowoloną minę technika, Gleeson od razu zrozumiał, że cała brudna robota została już wykonana bez niego, a jego naprędce wymyślona, medyczno-techniczna wymówka może nie wystarczyć, by załagodzić sytuację.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              5
                              • BeetleB Niedostępny
                                BeetleB Niedostępny
                                Beetle jako Marcus Holt
                                napisał(a) ostatnio edytowany przez Beetle
                                #95

                                Marcus Holt

                                Holt wysłuchał decyzji kapitana nie komentując jej.

                                Świdrem zamiast igłą. Większe ryzyko dla Kardashiana, mniejsze dla ludzi w module. Hannigan wziął to na siebie świadomie.

                                Odnotował fakt i zamknął temat w głowie. Decyzja należała do kapitana, kapitana nie było po co przekonywać do alternatyw których już nie rozważał.

                                Zwrócił się do Hannigana spokojnie, rzeczowo, bez wstępu.

                                -Kapitanie. Kilka rzeczy przed wejściem.

                                -Pierwszy - Purcell mówił o strzałach i buncie na pokładzie. Traktujemy Bleinerta jako wrogie środowisko dopóki nie udowodnimy sobie że jest inaczej. Każdy kto wchodzi ma broń i wie jak jej używać w zamkniętej przestrzeni. Jeśli ktoś z grupy nie strzelał nigdy w korytarzu to lepiej żeby został przy śluzie jako zabezpieczenie niż żeby wszedł i stworzył problem.

                                -Drugi - przyda nam się podgląd. Kamery w skafandrach jeśli mamy. Chcę żeby Opiekun albo Volkov widzieli na żywo co widzimy my. Drugie oczy na mostku mogą wychwycić coś czego nie zobaczymy pod presją w środku.

                                -Trzeci - niech Opiekun sprawdzi czy ma w bazie plany techniczne USS klasy Monroe przed dokowaniem. Układ korytarzy, rozmieszczenie śluz, mostku, ładowni, zbrojowni. Chcę to mieć w skafandrze zanim przekroczę próg. Wchodzenie na nieznany statek bez mapy to niepotrzebna strata czasu i margines na błąd.

                                -Czwarty - decyzyjność operacyjna jest pańska kapitanie, bez dyskusji. Ale w środku szyk i kierunek ruchu to moje. Nie dlatego że nie ufam ocenie pozostałych - dlatego że jeden głos w środku robi mniej zamieszania niż pięć. Jeśli mówię stop to wszyscy stoją. Jeśli mówię wracamy to wracamy bez negocjacji, nawet jeśli cel jest trzy metry dalej.

                                Zrobił krótką pauzę i spojrzał na ambulatorium.

                                -I ostatnia rzecz.

                                Wrócił po chwili z karabinem Purcella. Sprawdził go przy wszystkich - magazynek, komora, mechanizm. Wojskowy M41A był w innej klasie niż to co miał przy sobie. Zabrał własny karabin na ramię, Purcella wziął w ręce.

                                -Lepszy sprzęt - powiedział krótko w odpowiedzi na spojrzenia. - Purcell nie będzie go potrzebował w kajdankach.

                                Odwrócił się i ruszył korytarzem w stronę kajuty.


                                Zamknął za sobą drzwi.

                                Schowek przy koi otworzył jednym ruchem. Zaczął od dołu - metodycznie, bez pośpiechu, tak jak robi się rzeczy które robi się od lat i które muszą być zrobione dobrze za pierwszym razem bo drugiej szansy może nie być.

                                Nóż przy łydce najpierw. Stary nawyk - broń którą zawsze masz pod ręką nawet gdy reszta zawiedzie. Sprawdził ostrze kciukiem, schował z powrotem w pochwę i zapiął uchwyt.

                                Potem magazynki. Dwa do własnego karabinu, dwa do M41A Purcella - wojskowa amunicja była inna, sprawdził czy pasuje, pasowała. Wszystkie cztery schował przy pasku w kolejności w jakiej będzie po nie sięgał - prawa strona własne, lewa Purcella, żeby w ciemności i pod presją ręka trafiała tam gdzie powinna bez myślenia.

                                Apteczka polowa - mała, kompaktowa, tylko to co niezbędne. Opatrunki uciskowe, dwie strzykawki z morfiną, nożyczki do przecinania materiału. Nic czego nie umiałby użyć jedną ręką w skafandrze.

                                Skafander sprawdził przy łączeniach złącze po złączu - ramiona, biodra, kołnierz, uszczelnienie hełmu. Każde osobno, bez skracania procedury. Uszczelka przy lewym nadgarstku była lekko zużyta - zanotował, uznał za dopuszczalne, nie ryzykowałby tym przy dłuższym wyjściu ale na Bleinercie wystarczy.

                                Wziął M41A i jeszcze raz przeszedł przez procedurę - komora, mechanizm, optyka, bezpiecznik. Lufa zanieczyszczona ale nie krytycznie. Przy okazji sprawdził własny karabin tym samym rytmem - ręce robiły to bez udziału głowy.

                                Zarzucił własny karabin na plecy. M41A wziął w ręce.

                                Spojrzał na kajutę. Pusta, schludna, nic osobistego. Tak jak zawsze.

                                Wyszedł i ruszył w stronę foteli zabezpieczających koło śluzy. Zgodnie ze słowami pilota, nie chciał latać w lewo i prawo gdy dojdzie do procesu dokowania, dlatego lepiej być po prostu przypiętym.

                                07707f2e-4f49-4f91-a4cc-4b998aea64df.png

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                ♥ 🆒 💯
                                5
                                • GreKG Niedostępny
                                  GreKG Niedostępny
                                  GreK jako Siergiej Kalashnikov
                                  Mecenas
                                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                  #96

                                  Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza.

                                  text alternatywny

                                  Przyjął klucze do kajdanek bez słów. Spojrzał na soldatika. Widział jak chował je w kieszeni kombinezonu. Poczekał aż wyszli. Aż zostali tylko oni dwaj.

                                  Usiadł wtedy ciężko na krześle. Naprzeciw pryczy. Czekał. Z nadzieją, że mu się język rozwiąże. Że sam zacznie.

                                  Miesiąc samemu w kapsule. Mając za towarzysza tylko gnijącego trupa. To może namieszać w głowie. Po takim czasie człowiek sam gada do ścian. A potem do pierwszego, który zacznie słuchać.

                                  Nie naciskał. Siedział. Po prostu był.

                                  Soldatik jednak się nie odzywał a po pewnym czasie po prostu zasnął.

                                  Sadza wstał dopiero gdy oddech soldatika się wyrównał. Spojrzał raz jeszcze na skutego, po czym opuścił ambulatorium, upewniając się, że zamknął za sobą drzwi, dając do nich dostęp tylko załodze Kardashiana.

                                  Powolnym krokiem udał się z powrotem do miejsca, w którym przyjęli rozbitka. Starannie zamknął za sobą śluzę.

                                  Przed wejściem przeciągnął dłonią po burcie kapsuły. Zimna.

                                  W środku ciągle unosił się fetor rozkładu. Rdzawy, lepki zaciek na podłodze przypominał gdzie leżało rozkładające się ciało. Usiadł w fotelu pilota.

                                  Miesiąc w tej puszce. Sam z trupem.

                                  Blin.

                                  Człowiek po tygodniu zacząłby gadać z nieboszczykiem.

                                  Rozejrzał się wokół.

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  4
                                  • MarrrtM Niedostępny
                                    MarrrtM Niedostępny
                                    Marrrt jako Caleb Hannigan
                                    Mecenas
                                    napisał(a) ostatnio edytowany przez Marrrt
                                    #97

                                    Wysłuchawszy konwojenta, kapitan zastanawiał się przez chwilę patrząc w jakiś niematerialny punkt między nim, a łóżkiem z przywiązanym rozbitkiem. Potem skinął głową na zgodą.
                                    - Dobrze panie Holt. Pan Gleeson, jeśli raczy się gdzieś łaskawie objawić, poszuka w bazie danych Opiekuna schematów i to co znajdzie, udostępni. Nie wiem na ile można to sprzęgnąć ze skafandrami, ale sama łączność wideo z mostkiem działa. Po wyjściu ze strefy promieniowania, nie powinno być też zakłóceń. Na pokładzie Bleinerta - pokiwał głową w kierunku zgromadzonych pieczętując modyfikację w systemie dowodzenia - Ster i komendę nad grupą ratunkową zdaję na pana. Za wyłączeniem decyzji o przerwaniu akcji. Ta pozostanie w mojej gestii.

                                    Po powrocie na mostek Hannigan usiadł ciężko w fotelu dowodzenia i od razu otrzymał wygenerowany automatycznie zrzut z działalności Delili le Fey. Dziwnie szczątkowy i jakby poszatkowany. Widać było, że agentka była świadoma swoich i kapitańskich uprawnień, ale nie zmieniało to jej działania. Posiadała jak widać niezbędne do tego umiejętności, a Opiekun nie był bardzo wymagającym przeciwnikiem. Był bardziej algorytmem niż sztuczną inteligencją.

                                    Proszę bardzo. Pomyślał i nie wprowadził Opiekunowi żadnych asekuracyjnych przeciwdziałań. Cokolwiek agentka le Fey osiągnie i tak nic jej to nie da na Kardashianie. Kompletnie niczego. I aż humor poprawił wyraz jej twarzy gdy kobieta zda sobie z tego sprawę. W Borodino mogła go zapewne zgnieść. Ale tu…
                                    Stara zasada jeszcze z czasów ziemskich żeglug. Pierwszy po Bogu.

                                    Uruchomił kapitański log, by podsumować dotychczasową działalność załogi podczas nieplanowanej akcji ratunkowej. Co chwila zerkał na zegarek i skrupulatnie odnotowywał kolejne kroki. A odnotował wszystkie. Prawie wszystkie. Nie udostępnił w raporcie nazwy drugiej jednostki. Wallander. Jej jedynym źródłem był specjalista Purcell, który bez przeprowadzenia dochodzenia miał status podejrzanego o morderstwo, co zresztą Hannigan podkreślił w sprawozdaniu. W związku z czym Caleb jego zeznania miał prawo traktować jako niewiarygodne. Przez krótką chwilę się wahał jeszcze nad wrzuceniem do sprawozdania wzmianki o Weyland-Yutani. Odruch dopełnienia procedury był silny. Nie zrobił tego jednak. Natomiast dopisał w adnotacjach, że młodszy technik Joshua Gleeson unika wykonywania obowiązków podczas wstępnego procedowania akcji ratunkowej. Co uczyniwszy wywołał młodszego technika przez interkom.
                                    - Panie Gleeson, proszę potwierdzić przekaz wideo ze skafandrów na mostek. Proszę też sprawdzić bazę danych Opiekuna na okoliczność schematu okrętu klasy Monroe.
                                    Skończył.

                                    Akurat by móc podziwiać jak Davy wykonuje projekcje wektora podejścia do burty Bleinerta. Pilot doskonale radził sobie w swoich wyliczeniach, które śmigały przed fotelem pilota, nawet z faktem, że środek ciężkości kombajnu po podłączeniu jednostek wywaliło poza obrys jego bryły. A tego żadne oprogramowanie symulacyjne nie przewidywało. Projekt wektora podejścia i holowania były więc całkowicie autorskie O’Collana i Caleb uśmiechnął się do siebie zadowolony ze skuteczności pilota. Nawet jeśli ten nie postarał się specjalnie by ukryć swoje wątpliwości co do sensu łączenia jednostek. Ale póki co jedynym potwierdzonym zagrożeniem była radioaktywna chmura. I to z jej powodu, kapitan zdecydował się na taki manewr. Dzięki temu zabezpieczy teren przed radiacją. I jednocześnie przetestuje holowanie.

                                    Bleinert zaś jak był martwy, tak martwym pozostawał. Nie włączyły się żadne systemy obronne, ani alarmowe. Komunikaty Nadii informujące na głucho Bleinerta o zamiarach Kardashiana nadal pozostawały bez odpowiedzi. Tender był grobowcem. Choć rozmowa z Crowe’m przypomniała Calebowi o jednej ważnej rzeczy, która mogła mieć się na Bleinercie doskonale, ale być niebezpieczna dla ekipy ratunkowej. Sięgnął po interkom i wywołał na otwartym kanale:
                                    - Pan Kalashnikov i Pan Holt, na mostek.


                                    - Hipotetyczne pytanie, panowie. Natykamy się na wciąż działającego i potencjalnie agresywnego androida. Tak, agresywnego. Dlatego pytanie hipotetyczne - Każdy wiedział, że android nie może zaatakować ani narazić człowieka. Ale każdy wiedział, że wojsko i korporacje już dawno obeszły 3 prawa Asimova wspaniale brzmiącymi klauzalami - Środki zapobiegawcze i ochronne. Czy możemy wykorzystać coś ze stanu Kardashiana? Paralizator?

                                    Na razie postanowił nie wtajemniczać obu mężczyzn, że podłożem pytania jest fakt, że prawdopodobny armator drugiej jednostki to Weyland-Yutani często wykorzystujący androidy. W końcu wojsko też je miało. Przed wyjściem na Bleinerta przekaże Sadzy.

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    ♥ 💯 🛫
                                    4
                                    • BeetleB Niedostępny
                                      BeetleB Niedostępny
                                      Beetle jako Marcus Holt
                                      napisał(a) ostatnio edytowany przez Beetle
                                      #98

                                      Marcus Holt

                                      Holt stanął przy fotelu dowodzenia i przez chwilę patrzył na kapitana z tym szczególnym rodzajem uwagi który nie był wrogością ale był czymś blisko niej.

                                      -Hipotetyczne - powtórzył spokojnie, bez ironii w głosie. - Dobrze.

                                      Oparł M41A o ścianę i skrzyżował ramiona.

                                      -Traktat Novaya z 2147 roku. Trzy prawa Asimova jako międzynarodowy konwenans obowiązujący sygnatariuszy. Wojsko Zjednoczonych Ameryk podpisało z zastrzeżeniem paragrafu siódmego dotyczącego jednostek operacyjnych w strefach konfliktu. Ale ważniejsi mają własną interpretację prawną którą ich dział prawny bronił skutecznie w czterech procesach przez ostatnią dekadę. UPP w ogóle nie ratyfikowała tych zastrzeżeń. Mieli inne problemy z problemami głodowymi ich sektorów. Tak w skrócie odnośnie lekcji historii.

                                      Prychał krótko.

                                      -Prawo Asimova to konwenans dyplomatyczny, nie wgrany hardware. Odpowiednio zaprogramowany android zrobi to co mu każą ludzie którzy go zaprogramowali. Zawsze tak było.

                                      Urwał na sekundę, po czym przeszedł do rzeczy.

                                      -Ale konkrety. Jeśli chodzi o neutralizację. Android nowej generacji ma trzy punkty krytyczne. Pierwszy - procesor centralny w podstawie czaszki, tuż ponad kręgosłupem szyjnym. Celny strzał tam wyłącza jednostkę natychmiast. Drugi - węzeł zasilający w klatce piersiowej, po lewej stronie mostka, odpowiednik ludzkiego serca. Uszkodzenie go powoduje stopniową utratę funkcji motorycznych - android nie wyłącza się od razu ale przestaje stanowić zagrożenie w ciągu kilkunastu sekund. Trzeci - system hydrauliczny ramion, nadgarstki i łokcie. Nie neutralizuje ale unieruchamia kończyny co przy androidzie który używa siły fizycznej jest wystarczające do opanowania sytuacji.

                                      Spojrzał na Kalashnikova, potem z powrotem na Hannigana.

                                      -Co do paralizatora - prąd wysokiego napięcia może wyłączyć starsze modele. Nowe generacje mają izolację przeciwprzepięciową jako standard od 2175 roku. Zależy co konkretnie mielibyśmy na Bleinercie.

                                      Zrobił pauzę. Krótką, ale wystarczająco długą żeby kapitan wiedział że następne zdanie jest inne w charakterze od poprzednich.

                                      -A teraz omińmy konwenanse. Nie mamy na nie czasu. Kapitanie. To nie jest hipotetyczne pytanie.

                                      Nie pytał. Stwierdzał.

                                      -Pytanie o agresywnego androida przed wejściem na statek który właśnie przeżył bunt i strzelaninę, zadane przez kapitana który przez ostatnią godzinę był bardzo ostrożny w tym co ujawnia załodze - to nie jest ćwiczenie intelektualne. Wie pan coś o Bleinercie albo o drugiej jednostce czego nam nie powiedział.

                                      Patrzył na Hannigana spokojnie, bez oskarżenia w głosie, z tą samą chłodną uwagą z jaką patrzył na krzywą promieniowania na ekranie Volkov.

                                      -Wchodzimy na ten statek za chwilę. Jeśli jest tam coś czego powinienem się spodziewać to jest to dokładnie właściwy moment żeby mi o tym powiedzieć. Informacja której nie mam przed wejściem może kosztować życie ludzi w tej grupie. I pańskie też, bo pan idzie z nami. Daje Panu konkrety. Oczekuje tego wzamian.

                                      Nie dodał nic więcej. Czekał.

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      ♥ 😱 🐺
                                      3
                                      • Davy KneeD Niedostępny
                                        Davy KneeD Niedostępny
                                        Davy Knee jako Davy O'Collan
                                        napisał(a) ostatnio edytowany przez Davy Knee
                                        #99

                                        Davy O’Collan — Mostek Kardashiana

                                        Davy siedział w fotelu pilota tak, jak inni ludzie siedzieli w barze przy ostatniej szklance przed końcem świata.

                                        Wygodnie i swobodnie. Z irytującą pewnością, że wie, co robi.

                                        Przed nim, w półprzezroczystej projekcji nawigacyjnej, wisiały dwie bryły: ciężki, górniczy Kardashian i martwy Bleinert, czarny, cichy i nieprzyjemnie spokojny. Pomiędzy nimi pulsowały linie podejścia, kąty martwe, zakres promieniowania, masa względna, kompensacja obrotu, planowane punkty zaczepu cum magnetycznych i trajektoria późniejszego odsunięcia obu jednostek.

                                        Opiekun wyliczył trasę jako pierwszy.

                                        Davy spojrzał na nią przez pół sekundy.

                                        — Nie — powiedział.

                                        Kasował ją krótkim ruchem dłoni.

                                        — Proponowany wektor podejścia mieści się w bezpiecznym marginesie operacyjnym — odezwał się spokojny głos statkowej SI.

                                        — Mieści się też w kategorii „babcia parkuje cysternę pod kościołem” — mruknął Davy. — Za grzecznie i za nudno.

                                        — Korekta: obecność niestabilnego kadłuba, aktywnego źródła promieniowania i niezweryfikowanego uzbrojenia wymaga zwiększonego marginesu bezpieczeństwa.

                                        — Właśnie dlatego nie będziemy robić tego tak, jak ty chcesz.

                                        Nadia Volkov, stojąca przy stanowisku inżynieryjnym, uniosła wzrok znad danych.

                                        — Davy...

                                        — Spokojnie, Volkov. Jak będę próbował nas zabić, dam ci znać trzy sekundy wcześniej.

                                        — To nie jest uspokajające.

                                        — Dla mnie jest. Trzy sekundy to luksus.

                                        Kapitan Hannigan siedział w fotelu dowodzenia, milczący i obserwujący poczynania Davyego. Ten czuł jego spojrzenie na karku, ale nie odwracał się. Teraz nie było miejsca na dyskusję. Teraz była matematyka. Ta właściwa, lekko szalona lecz ścisła.

                                        Nie ta od Opiekuna, który liczył, jakby wszechświat był czystą tabelą ryzyka, a statki poruszały się po niej grzecznie jak pionki w korporacyjnej symulacji. Davy liczył inaczej. Ręcznie. Po staremu. Z poprawką na masę Kardashiana, na dryf Bleinerta, na asymetrię kadłuba, na tę przeklętą wyrwę, której nie widzieli, na ramiona górnicze, które nie były stworzone do tańca, ale mogły udawać partnera, jeśli poprosić je odpowiednio brutalnie.

                                        Palce pilota przesuwały się po panelach.

                                        Jedna linia znikała.

                                        Druga pojawiała się niżej.

                                        Kąt podejścia ciaśniejszy.

                                        Rotacja skompensowana krótkim impulsem z dysz manewrowych.

                                        Cumy magnetyczne: przednia lewa, tylna lewa, potem para stabilizująca górna...

                                        Ramiona górnicze: nie na poszycie a na wzmocnienia konstrukcyjne przy pierścieniu ładunkowym i ramie śluzy. No, powinno się udać - mrukną do siebie...

                                        — Opiekunie, symulacja — rzucił.

                                        — Prawdopodobieństwo powodzenia manewru według aktualnych parametrów: trzydzieści jeden procent.

                                        Davy cmoknął.

                                        — Czyli nie zrozumiałeś. Chłopie...

                                        — Parametry przekraczają zalecenia producenta dla bezpiecznego dokowania jednostki klasy przemysłowej.

                                        — Producent nie znał mnie osobiście.

                                        Nadia spojrzała na kapitana z miną człowieka, który właśnie odkrył, że pracuje w cyrku, ale niestety to ona odpowiada za stan lin zabezpieczających.

                                        Davy sięgnął do kieszeni kombinezonu, wyciągnął gumę i wsunął ją do ust. Potem założył słuchawki. Stare i poobijane, z pęknięciem na lewym pałąku i naklejką męskiego przyrodzenia, która dawno straciła kolor.

                                        W mostku przez chwilę było słychać tylko ciche buczenie aparatury, a potem z jego stanowiska popłynęły cicho pierwsze takty starego amerykańskiego kawałka. Coś z czasów, kiedy ludzie jeszcze wierzyli, że wystarczy gitara, bębny i trochę bezczelności, żeby wygrać z całym światem.

                                        Davy uśmiechnął się pod nosem. Johnny Cash – “Ghost Riders in the Sky”. Zaczął nucić, ale opanował się, przypominając sobie, że nie jest tu sam...

                                        — No dobra, maleńka — powiedział zamiast tego do Kardashiana. — Pokażmy martwemu chłopcu, jak tańczy kombajn.

                                        — Panie O’Collan — odezwał się kapitan.

                                        — Tak jest, kapitanie - lecimy. Czekam tylko na "Engage", jak w Star Treku...

                                        — Panie O’Collan — odezwał się mocniejszym tonem kapitan.

                                        — No dobra, wio..

                                        Kardashian ruszył. Niezbyt gwałtownie i z cicha muzyką w tle.

                                        Davy nie walczył z masą statku.

                                        On ją namawiał do współdziałania.

                                        Krótkim impulsem ustawił dziób minimalnie niżej, potem zdjął rotację boczną ledwie zauważalnym kopnięciem dysz korekcyjnych. Ogromny kombajn przesunął się względem Bleinerta jak śpiące zwierzę, które nie chciało jeszcze wstać, ale już zaczynało rozumieć, że nie ma wyboru.

                                        Na projekcji linia podejścia zwężała się.

                                        Sto metrów.

                                        Osiemdziesiąt.

                                        Sześćdziesiąt.

                                        — Odchylenie od bezpiecznego wektora: cztery koma dwa stopnia — poinformował Opiekun.

                                        — Wiem.

                                        — Zalecam korektę.

                                        — Ja też. Tylko inną.

                                        Davy pchnął manetkę boczną o milimetr.

                                        Kardashian zareagował z opóźnieniem. Jak zawsze. Wielki, stary, górniczy drań najpierw udawał, że nie słyszy, potem robił dokładnie to, czego chciał Davy, a na końcu jeszcze miał pretensje w hydraulice.

                                        Yippie-yi-o, Yippie-yi-yay, Ghost riders in the sky

                                        Bleintert zbliżył się do nich burtą. Martwy kadłub wypełnił podgląd z kamer. Blacha, kratownice, wypalone panele, ciemne ślady po mikrouderzeniach. Żadnych świateł czy ruchu.

                                        — Dystans trzydzieści metrów — powiedziała Nadia.

                                        — Widzę.

                                        — Prędkość względna nadal za wysoka.

                                        — Wiem.

                                        — Davy.

                                        — Nadia.

                                        — Nie podoba mi się to.

                                        — Mnie też nie. Dlatego robię to szybko, zanim ktoś zakuma.

                                        Opiekun odezwał się niemal natychmiast:

                                        — Aktualny wariant manewru może doprowadzić do kontaktu kadłubów poza osią dokowania.

                                        — To się nazywa „plan”.

                                        — Kontakt poza osią dokowania jest błędem proceduralnym.

                                        — Nie, kochanie. Błąd proceduralny jest wtedy, kiedy udajesz, że dokowanie do zniszczonego statku wojskowego, w środku nicości, w strefie zabójczego promieniowania jest standardową procedurą pomocy rozbitkowi.

                                        Davy odłączył jedną z automatycznych blokad korekcyjnych.

                                        Na panelu Nadii zapalił się czerwony znacznik.

                                        — Davy! — warknęła.

                                        — To była tylko ta głupia.

                                        — Ona jest opisana jako stabilizacja awaryjna!

                                        — Właśnie mówię. Głupia i niepotrzebna.

                                        Kardashian zszedł po łuku ciaśniej, niż powinien. Przez jedną długą sekundę wyglądało, jakby cały górniczy kolos miał po prostu przyłożyć bokiem w tender i rozsmarować własny kołnierz dokujący o jego pancerz. Nadia złapała krawędź konsoli tak mocno, że pobielały jej knykcie.

                                        Kapitan nie powiedział nic. Davy przyznał w myślach z uznaniem, że było to bardzo kapitańskie.

                                        — O’Collan — odezwał się Hannigan dopiero po chwili.

                                        — Jeszcze nie.

                                        — Panie O’Collan.

                                        — Jeszcze nie.

                                        Davy liczył w głowie ostatnie metry.

                                        Nie patrzył już na wszystkie ekrany. Tylko na trzy: odległość, rotację, naprężenia ramion przygotowanych do uchwytu.

                                        Cztery metry.

                                        Trzy.

                                        Dwa i pół.

                                        — Kontakt za dwa koma jeden metra — podał Opiekun. — Zalecam natychmiastowe hamowanie.

                                        — Nie.

                                        — Manewr niemożliwy do zatwierdzenia.

                                        — To dobrze, że nie prosiłem o podpis.

                                        Davy przegryzł gumę, wypluł powietrze nosem i wykonał sekwencję tak szybko, że dla obserwatora wyglądało to jak przypadkowe dotknięcie panelu.

                                        Krótkie szarpnięcie boczne.

                                        Minimalna kontra na ogonie.

                                        Zamknięcie prędkości względnej.

                                        Otworzenie magnetycznych cum.

                                        — Cuma pierwsza poszła i siedzi! — rzuciła Nadia.

                                        Na ekranie błysnął znacznik.

                                        Potem drugi.

                                        — Cuma druga... złapała. Trzecia... Davy, trzecia idzie za wysoko!

                                        — Ma iść za wysoko.

                                        — Ona nie ma punktu zaczepu!

                                        — Jeszcze nie ma.

                                        Davy przesunął Kardashianem o pół metra w dół.

                                        Pół metra.

                                        Przy dwóch kadłubach tej masy było to mniej więcej tak rozsądne, jak poprawianie kieliszka na stole młotem pneumatycznym.

                                        Trzecia cuma złapała z trzaskiem magnetycznego zamka.

                                        Czwarta weszła zaraz po niej.

                                        Kardashian i Bleinert drgnęły względem siebie.

                                        Nadia wydała z siebie krótki dźwięk, którego z całą pewnością by się wyparła, gdyby ktoś pytał.

                                        — Naprężenie na tylnej parze! — powiedziała ostro. — Za duże, za duże, za duże...

                                        — Widziałem większe.

                                        — Na czym?!

                                        — Na moim pierwszym małżeństwie.

                                        — Davy!

                                        Ramiona górnicze Kardashiana wysunęły się z wolna, ciężkie i brudne, zbudowane do chwytania skał, kontenerów i wszystkiego, co korporacja kazała rozciąć, skruszyć albo przeciągnąć przez próżnię. Teraz miały złapać martwy tender tak delikatnie, jak chirurg łapie tętnicę.

                                        Czyli absolutnie niezgodnie z projektem.

                                        — Ramię pierwsze, punkt konstrukcyjny A — powiedział Davy.

                                        — Potwierdzam obraz — rzuciła Nadia. — Masz przesunięcie o dwadzieścia centymetrów.

                                        — Piętnaście.

                                        — Dwadzieścia.

                                        — Piętnaście, bo jestem optymistą.

                                        Zacisk wszedł.

                                        Metal przeniósł drganie przez oba kadłuby. Gdzieś w głębi Kardashiana coś jęknęło, jakby statek uznał, że jednak chciałby złożyć skargę.

                                        — Ramię pierwsze trzyma — powiedziała Nadia.

                                        — Ramię drugie.

                                        — Punkt B ma uszkodzoną kratownicę.

                                        — Nie biorę B. B jest dla lamerów.

                                        — To co bierzesz?

                                        — C.

                                        — C jest poza zakresem.

                                        — Według Opiekuna.

                                        — Według geometrii!

                                        Davy uśmiechnął się szerzej.

                                        — Geometria to tylko Opiekun z lepszym PR-em.

                                        Drugie ramię przesunęło się pod kadłubem Bleinerta. Przez moment kamera pokazała tylko ciemność, potem poszarpany fragment konstrukcji i cień wyrwy daleko po niebezpiecznej stronie. Wskaźnik promieniowania skoczył.

                                        — Mamy pik! — krzyknęła Nadia.

                                        — Krótki kontakt.

                                        — Za krótki na komfort, za długi na mój puls!

                                        — Puls jest przereklamowany.

                                        — Opiekun, potwierdź dawkę!

                                        — Ekspozycja chwilowa mieści się w granicach akceptowalnych. Manewr nadal niezalecany.

                                        — Słyszałaś. Nawet nasz elektroniczny księgowy mówi, że żyjemy.

                                        Drugie ramię zacisnęło się na wzmocnieniu.

                                        Tym razem Bleinert odpowiedział. Kadłubem. Cała martwa jednostka zadrżała, a projekcja środka masy skoczyła nagle w bok.

                                        Na ekranach pojawiła się czerwona kaskada ostrzeżeń.

                                        — Przesunięcie masy! — rzuciła Nadia.

                                        — Mam.

                                        — Nie masz, ono idzie poza zakres!

                                        — Już nie.

                                        Davy wcisnął sekwencję ręczną, odciął automatyczną próbę kompensacji i dał Kardashianowi krótki impuls przeciwny.

                                        Mostek przechylił się minimalnie, ale wystarczająco, żeby komuś za plecami pilota wyrwało się przekleństwo.

                                        Opiekun, bez emocji i bez najmniejszego wyczucia dramatyzmu, oznajmił:

                                        — Uwaga. Bieżący manewr nie występuje w zarejestrowanych procedurach dokowania.

                                        — Bo jeszcze go nie nazwałem.

                                        — Zalecam przerwanie.

                                        — Odrzucam.

                                        — Zalecam ponowne rozważenie.

                                        — Też odrzucam.

                                        — Prawdopodobieństwo uszkodzenia kołnierza dokującego wzrosło do—

                                        Davy ściszył Opiekuna jednym ruchem.

                                        Nie wyłączył. Tego kapitan mógłby się czepić.

                                        Po prostu sprawił, że statek zaczął marudzić ciszej.

                                        — O’Collan — powiedział Hannigan.

                                        Tym razem głos kapitana był spokojny, ale twardszy. Dużo twardszy.

                                        Davy nie odwrócił głowy.

                                        — Już kończę, kapitanie.

                                        Przez chwilę wszystko sprowadziło się do oddechu, muzyki w słuchawkach i trzech migających wartości.

                                        Dystans.

                                        Rotacja.

                                        Naprężenie.

                                        'Cause they've got to ride forever
                                        On that range up in the sky
                                        On horses snorting fire
                                        As they ride on, hear their cry

                                        Kardashian przesuwał się ostatnie centymetry. Cumy magnetyczne trzymały jak cztery uparte diabły. Ramiona górnicze kompensowały martwy ciężar Bleinerta. Kołnierz dokujący wysunął się z sykiem hydrauliki, szukając pierścienia śluzy tendera.

                                        — Kołnierz aktywny — powiedziała Nadia, już ciszej.

                                        — Wiem.

                                        — Nie widzisz go z tej kamery.

                                        — Czuję.

                                        — Nie wolno ci czuć kołnierza dokującego.

                                        — A jednak jesteśmy sobie bliscy.

                                        Na ekranie pojawił się żółty znacznik kontaktu.

                                        Potem drugi.

                                        Potem zielony.

                                        Pierścień uszczelniający dopasował się do śluzy Bleinerta. Automatyczne zatrzaski zaryglowały się jeden po drugim.

                                        Klak.

                                        Klak.

                                        Klak.

                                        Klak.

                                        Na mostku zapadła cisza. W słuchawkach Davyego też - utwór właśnie się skończył...

                                        Opiekun odezwał się po chwili, wyraźnie ciszej niż zwykle:

                                        — Kontakt dokujący ustanowiony. Czworopunktowa stabilizacja magnetyczna aktywna. Ramiona górnicze w pozycji nośnej. Kołnierz śluzy szczelny. Połączenie jednostek potwierdzone.

                                        Davy zdjął jedną słuchawkę z ucha.

                                        — Możesz powtórzyć tę ostatnią część? Tę, w której brzmisz, jakbyś mnie przepraszał.

                                        — Połączenie jednostek potwierdzone — powtórzył Opiekun.

                                        Davy obrócił się lekko w fotelu i spojrzał na kapitana.

                                        Twarz miał spokojną a uśmiech niewielki. Bezczelny dokładnie w takim stopniu, żeby irytować, ale jeszcze nie zapracować na formalną naganę.

                                        — Kardashian zadokowany z Bleinertem, kapitanie. Cumy magnetyczne trzymają, ramiona górnicze stabilizują, kołnierz śluzy uszczelniony. Przejście jest dostępne.

                                        Przeżuł gumę i dodał:

                                        — A ten manewr nazwiemy „Świder Hannigana” - na pana cześć, panie kapitanie...

                                        — Palant - rzuciła do niego Nadia z lekkim uśmiechem i otarła czoło, na którym widniały delikatne krople potu...

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        💙 🦅
                                        4
                                        • GreKG Niedostępny
                                          GreKG Niedostępny
                                          GreK jako Siergiej Kalashnikov
                                          Mecenas
                                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                          #100

                                          Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza.

                                          text alternatywny

                                          Wezwany na mostek przez Starego, wyszedł z kapsuły z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony zadowolony, że mógł opuścić to miejsce cuchnące śmiercią. Z drugiej rozczarowany, że ani nic nie dowiedział się od soldatika, ani nic nie odkrył w tej latającej trumnie.

                                          Na mostku Sadza siedział oparty o ścianę z kubkiem wystygłej kawy w dłoni, słuchając jak Mient i Stary przerzucają się paragrafami, traktatami i mądrościami o syntetykach.

                                          Trzy prawa... konwenans... paragraf siódmy...

                                          Brzmiało to wszystko mądrze. Nawet bardzo.

                                          Ale dla Siergieja Nikołajewicza były to głównie słowa ludzi, którzy nigdy nie musieli wybierać między wejściem do zalanej chodni a powrotem na powierzchnię z pustymi rękami.

                                          Milczał, dopóki Holt nie skończył.

                                          Podrapał się po zaroście.

                                          — Czysto teoretycznie, panie kapitanie...

                                          Spojrzał na Hannigana.

                                          — Załóżmy, że ten cały Bleinert świeci tak, że jeszcze chwila i sami zaczniemy świecić po ciemku... i dalsza akcja ratunkowa oznacza pewną śmierć załogi...

                                          Zawahał się na moment.

                                          — Więc zawracamy. Odchodzimy i nikt nie ma prawa się przypierdolić.

                                          Wzruszył ramionami.

                                          — Bo sygnał odebraliśmy. Sprawdziliśmy. Oceniliśmy zagrożenie. Jak statek jest nie do podejścia, to przecież nie ma sensu dokładać do jednego wraku drugiego.

                                          Przez chwilę obracał kubek w dłoniach.

                                          — Pytam, bo nie znam się na tych wszystkich traktatach. Ale wiem jedno. Trup jeszcze nigdy nikogo nie uratował.

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          2

                                          Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

                                          Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

                                          Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

                                          Zarejestruj się Zaloguj się
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy
                                          • Strona startowa