Thalamer
Jeśli wyczyszczenie tabliczki było celowym zabiegiem zwracającym uwagę, to efekt był pełnym sukcesem. Od jakiegoś czasu czyszczono ją regularnie, a sądząc po braku smug, używano pewnie magii czyszczącej. Zarówno ona, jak i zamek nie emanowały żadnymi pozostałościami aur magicznych, co w przypadku tego drugiego było akurat znaczące. Alestair z pewnością miał solidne magiczne zabezpieczenia przed ewentualnym włamem do biura – prywatność była dla niego znacznie ważniejsza niż ładna tabliczka koło drzwi. Wyglądało więc na to, że ktokolwiek się tu włamał, rozbroił je z dużą wprawą, a następnie z podobną wprawą poradził sobie z samym zamkiem, na którym nie było widać żadnego śladu po brutalnych próbach wyłamania.
Dodatkowe poszukiwania przyniosły efekty – w opróżnionej szufladzie biurka wciąż znajdowało się ozdobne puzderko, które zapamiętał z ostatniej wizyty u detektywa, kiedy świętowali zakończenie zlecenia. Otwierając je, poczuł wspaniały zapach aiundańskiego tytoniu z delikatną domieszką liści lodret. Większość cygaretek zniknęła, ale ocalało ich przynajmniej kilkanaście.
Borin
Pierwsza teoria o tym, czego tu szukano, szybko upadła przy dłuższej analizie. Intruzi, a sądząc po śladach, kierunku przesuwania mebli i trajektorii przedmiotów zrzucanych z biurka musiało być ich trzech, przyszli tu w konkretnym celu, a nie tylko by zrobić bałagan. Ewidentnie czegoś szukali, chociaż prawdopodobnie nie mieli stuprocentowej pewności, gdzie to coś się znajduje. Poturbowania makabrycznego trofeum dokonano na sam koniec, przed opuszczeniem biura – była to jedyna bezsprzecznie bezcelowa rzecz, jaką zrobili włamywacze.
Wsłuchanie się w głosy miasta potwierdziło te nowe przypuszczenia. Niecałą godzinę po tym, jak Alestair opuścił biuro (zapewne udając się na kolację), do środka wparowały trzy zamaskowane osoby – dwoje o ludzkich wymiarach, jedna znacznie niższa.
Sama tabliczka? Alestair zaczął dbać o jej czystość jakieś 3-4 miesiące temu.
Bekhesh
Możliwość przeczytania stron tekstu w mgnieniu oka była niezastąpiona – jednak zdobycie informacji nie było tożsame z jej skatalogowaniem i przyswojeniem wiedzy. W biurze rozrzucono setki kartek pochodzących z akt kilkudziesięciu spraw, które z początku zdawały się być kompletnym chaosem, od którego pękała głowa. Na szczęście Alestair znakował strony według jakiegoś pokręconego systemu, którego zrozumienie było i tak dla Bekhesha znacznie łatwiejsze niż zgadywanie, co jest kontynuacją czego – zadanie tym trudniejsze, że włamywacze zabrali ze sobą sporą część dokumentów i wszystkie pozostałe akta były niekompletne.
Dobrych kilkanaście minut później hobgoblin miał przed sobą kilka równiutkich stert posegregowanych akt, a jego głowa aż huczała od informacji. Udało mu się podzielić je na kilka grup: sprawy cywilne, zlecenia od Domów, sprawy kryminalne, zarówno oficjalne i nieoficjalne, a także akta ważnych zdaniem śledczego osób. Ta ostatnia, zawierająca oczywiście notatki na temat wszystkich obecnych teraz w biurze, została najbardziej ogołocona. Niemal tak samo, jak jeszcze jedna sterta, wydzielona przez Bekhesha na samym początku: akta spraw związanych z uciekinierami z feralnego transportu. Z tych zostało naprawdę niewiele:
Spoiler
Scrimshaw – Zapiski na temat używanego sprzętu: wytwarzane i umagiczniane na zamówienie strzały z czarnodrzewu (na marginesie dopisek „Mendyrian?”) oraz zjadliwe mieszanki trucizn (wielu dostawców w Trybach). Ustalenia odnośnie potencjalnych kryjówek, wskazujące na przynajmniej tuzin różnych lokacji rozsianych po Sharn. Notatka sugerująca skontaktowanie się z kalashtar Quelltrai w celu skorzystania z jej pomocy przy prowokacji.
Taklinn Soldorak – Lista towarów, które szmuglowali do Sharn. Niespójne, szalone wręcz relacje ofiar Taklinn, którym udało się przeżyć eksperymenty, a które obecnie przebywają w Domu Leczenie Kurali w Clifftop. Relacja wskazuje lokalizację pełnego potworności laboratorium we Wrotach Khybera. Na marginesie dopisane „powinno się to wypalić, ale nie chcę tam wracać”.
Gersi ir’Cannith – Miejsca, w których pracowała: Eston, Cannith Wschód, Whitehearth, Stalownia Przemysłowa w Popiołach. Fragment stenogramu z przesłuchania, podczas którego przekonuje, że musiała zrobić co zrobiła, by powstrzymać kolejny Dzień Żałoby, a zbrojnokuci po „operacji” są na pewno szczęśliwsi, bez trosk.
Mange – Cała strona niedokończonych rozważań na temat tego, czy jest jedynie lykanem, czy pełnoprawnym wilkołakiem. Kalendarium faz księżyców zestawione z relacjami świadków – wyniki niekonkluzywne. Lista kilkunastu nazwisk jego kapitanów z dopiskami o statusie – siedmiu siedzi, pięciu nie żyje, czterech zniknęło podczas obławy.
Wampir z Northedge – Szkice przedstawiające wzory skaryfikacji. Notatka z rozmowy z Lanem Hazalem – mężem jednej z ofiar, który jest pewien, że nie ma tu żadnych wątków religijnych, a jedynie jakiś kompletny szaleniec (w kontrze do głośnych powiązań z Krwią Vol). Adres opuszczonej willi w Northedge, której używał jako kryjówki.
Taer
Badanie aur okazało się mało owocne. Poza wiecznolampą brakowało tu żadnych aur magicznych – co samo w sobie było nietypowe, gdyż Alestair zwykle miał pod ręką przynajmniej kilka magicznych gadżetów. Przynajmniej miał pewność, że nie zostawiono tu żadnych pułapek, czujek czy pluskiew. Pozostałe auromantyczne badania również nie przyniosły efektów, więc trzeba było przerzucić się na zwyczajne metody.
Gabinet był całkowicie zdewastowany, ale Taer miał silne przeczucie, że poza ewidentnym poszukiwaniem czegoś, chaos był tu celem samym w sobie. Jego uwagę zwróciła tablica: ktoś bardzo przyłożył się do zniszczenia jej, wykonując kilkanaście szybkich cięć prostym ostrzem, wzmocnionym najpewniej magią ognia. Zwyczajny lub alchemiczny ogień nie wchodził w grę - płomienie nie rozprzestrzeniały się zbyt daleko od linii cięcia, więc nie było mowy o celowym opalaniu lub rozbryzgach płonącego płynu.
Gundrik i Żelo
Znając Alestaira nieco bliżej niż pozostali, dwaj weterani wiedzieli, jak szukać czegoś, co naprawdę chciałby ukryć. Jak można było spodziewać się po paranoiku, którego plany mają własne plany, biuro miało przynajmniej kilka skrytek. Trzy pierwsze, w biurku i podeście pod golemiczną ręką były proste do znalezienia, co udało się włamywaczom – ale o to właśnie chodziło, wewnątrz z pewnością było zaledwie kilka pierdół, trochę monet, może jakieś nieważne (lub fałszywe) dokumenty. Ich zadaniem było zadowolić przeszukującego, ale jednocześnie wzbudzić podejrzliwość tych bystrzejszych: w końcu poszło aż za łatwo, więc musi tu być coś więcej.
Tak też było: w ścianie nad framugą znajdowała się kolejna skrytka, wydrążona w kamieniu. Ta również została opróżniona, co z pewnością nasyciło ciekawość i chciwość włamywaczy. Takie było właśnie jej przeznaczenie: zniechęcić do dalszego przeszukiwania. Przecież w biurze nie byłoby kolejnej ukrytej przestrzeni, prawda?
Ostatecznie, tak też było – piąta skrytka była tuż za oknem, pod zdejmowanym fragmentem parapetu. Wewnątrz znajdowała się jedynie niewielka karteczka zapełniona symbolami, literami i cyframi, ani chybi klucz do jakiegoś szyfru.
Pół godziny później
Bekhesh właśnie kończył katalogować sterty papieru, gdy z korytarza zaczęły dobiegać nowe hałasy. Głośny stukot metalu o kamień, następnie kilka głośnych okrzyków, poprzedzających cichszą wymianę zdań między Varokiem a kimś o bardzo władczym głosie. Kolejnym odgłosem były ciężkie kroki konstrukta i jego pełne irytacji słowa, gdy pojawił się w zasięgu wzroku:
- Tutejsi stróże, niezbyt zadowoleni
Gdy przekazał wiadomość, oparł się o ścianie, a w jego postawie widać było niezadowolenie.
Minęła go trójka strażników miejskich, odzianych w przepisowe kolczugi i hełmy, z gizarmami zarzuconymi na ramię. Prowadził ich siwiejący, acz wciąż ciemnowłosy mężczyzna o bladej karnacji z dystynkcjami sierżanta widocznymi na poniszczonym prochowcu, zarzuconym niedbale na pancerz. Przez chwilę wodził przemęczonymi, podkrążonymi oczami po biurze Alestaira, zanim nie odezwał się nieco ochrypłym głosem:
- Czy ktoś może mi łaskawie wyjaśnić, co właśnie odpierdala się na miejscu zbrodni? – zapytał, bardziej zniechęcony niż zdenerwowany.
Borin, Taer i Żelo szybko połączyli niechlujną aparycję i radosne usposobienie z konkretnym nazwiskiem. Sierżant Baelen Cord, za plecami nazywany Prochem, był jednym z bardziej charakterystycznych przedstawicieli prawa z Menthis. Przeszedł szkolenie w specjalizującej się w arkanokryminalistyce Poczerniałej Księdze, ale powody, dla których wrócił z tej elitarnej jednostki do szlifowania krawężników, były obiektem plotek i niestworzonych historii. Miał reputację nieprzekupnego, upartego i swarliwego, ale skutecznego – z pewnością miał lepszą opinię wśród szeregowych strażników niż przełożonych, którzy często oddelegowywali go do paskudniejszych i ryzykownych spraw.