Panel sesji wdrożony.Proszę zapoznać się z tym tematem.
[CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
-

Raze Switch More
Mieszkanie SlimWire, noc 14.07.2077
SlimWire przełknął z trudem ślinę, spróbował się przekręcić na trzeszczącej niemiłosiernie sofie krzyżując spojrzenie z fikserem.
— Tych ludzi nie da się tak spławić, Switch — wychrypiał próbując nie spoglądać na przyłożony do okablowania respiratora nóż Raze’a. — Oni nie odejdą, już prędzej wypierdolą drzwi z zawiasami. To Tren de Agua. Zabijesz mnie, to cię wytropią jak psa. Przyszli sprawdzić jak się mam, bo jestem dla nich ważny. Stań grzecznie z boku i merdaj ogonkiem to może ci się upiecze.
— Dobra, Slim — westchnął.
Switch złożył monoknife’a i puścił kable.
— Zróbmy tak. Za chwilę ktoś wejdzie i zobaczy dwóch starych kumpli, którzy piją piwo i gadają o interesach.
Rozerwał zgrzewkę i wyciągnął puszkę. Metal kliknął cicho w dusznym pokoju.
Rzucił ją Slimowi na brzuch.
— Więc będziesz się uśmiechał. Będziesz uprzejmy. I będziesz wyglądał na człowieka, który bardzo się cieszy z mojej wizyty.
Sam otworzył swoją puszkę. Syknęło.
Łyk.
— A jeśli nie… — zrobił krótką pauzę — …to zobaczymy, czy twoi koledzy zaufają twojej wersji wydarzeń bardziej niż temu, co usłyszą ode mnie.
Jeszcze jeden łyk piwa. Uśmiechnął się.
— Więc pomóż mi sprzedać tę scenę, Slim. Jeszcze będziemy najlepszymi kumplami.
-

Hartley "Mack" MackinawPodał grabę Leifowi. Atmosfera w mieszkadle wracała do normalności. Czyli do chaosu. I to funkcjonowało. Poczuj falę (nawet taką od wielorybów) i płyń. Zawsze jak widział Leifa to skądś do głowy napływał mu prehistoryczny kawałek (lajf is lajf, nanana nana).
Poczestował się piwem
*-W lodówce jest jeszcze kilka.*
Przysłuchiwał się rozmowom (Brazil zabarykadowała się w swoim pokoju), gdy omal nie zakrztusił się Monkeyem.
- Brzytwiarze?! Kręcisz z tymi wariatami?! Dobrze ci radzę, trzymaj się od nich z daleka. - Hajfi coraz bardziej go zaskakiwał, niestety na gorsze. Raz, nalot czakasów i dwa, interesy z brzytwiarzami.Czy to się nigdy nie skończy? To z pewnością nie był jego dzień. Jakoś piwo traciło smak.
- Żaba, czekaj, popykam z tobą. - kilka rundek odmóżdzającego Night Strike'a nie zaszkodzi. -
Mieszkanie w H10, noc 14.07.2077
Nieco sobie poskładała Torquemada wypadki dnia mijającego, siłą rzeczy brakowało jej kilku puzzli do układanki, te na pewno załatałyby impy, gdyby nie były zajęte syntezą pozyskanych informacji. Mogliby to zrobić również koledzy, a widać nie mieli ochoty, albo inne powody. Drążyć bardziej wydawało się jej niesmaczne i na swój sposób wulgarne, no i co innego zaprzątało jej głowę.
Odwróciła się znów do lustra, raz jeszcze sprawdzając urodę, pomachała nogami w rozkrok i kolanka do siebie, czy w razie awantury wygodnie będzie się jej wyginać. Wszystko grało tip-top, nawet będące skazą na image sneakersy okazały się niemożliwie wygodne, aż wstała i podskoczyła i wtem usadziło ją pytanie Shawna.
Brazil sama nie wiedziała gdzie się wybiera. Chciała po prostu ładnie wyglądać. Trochę nadzieję miała wbrew rozsądkowi, że dostanie zwrotkę od Reza, a jak już wyjdzie to na pewno zje coś odżywczego. Jak by przy tym wszystkim trafił się klub i taniec to lepiej. Wszystko to prysło kiedy Frog zadał pytanie, które uświadomiło jej, że klepie fantazje. Fantazja prysła, ale atencja jej osobą kompletnie wybiła ją z równowagi. Onieśmieliła nawet.
Jeszcze chwilę temu w entuzjazmie, a już przysiadła z powrotem na hokerze i skrzywiła usta wzrok wbijając w botki, tym bardziej zniesmaczona, że brzydkie. Uniosła ramionka chowając w nich szyję. W sercu ciepło, ale ciało sparaliżowało.
-Nie wiem, może w strika rundkę zrobię. ...ale jak by chciał ktoś się przewietrzyć, to może na hulajkę. - zagryzła wargę, ostrożna, by nic nikomu nie narzucać. - No właśnie chyba miałam się przejechać. Wrócę zanim skończycie strike-set.
Ale się nie ruszała. - Nie wyrzucajcie tej elektroniki, jak już przyjechała... - próbowała przełamać uczucia racjonalizmem - ...tylko to trzeba lepiej zabezpieczyć. Zajmę się tym jak będę miała czas. - przystawiła pazurek do nosa - W poniedziałek. Za miskę ryżu z warzywami.

-Wiecie gdzie jest Raze? - wypuściła ostentacyjnie powietrze - Robić mi tu miejsce na sofce grubasy, przydałaby się siłka nie piwska, zaraz wracam i poszukamy dziada.
-
HiFi 
Leif włożył mechaniczne oko do kartonu, wyciągnął z niego następny woreczek przesuwając palcami po ściankach neuralnego procesora i myśląc nad czymś intensywnie.
– Ashita, trzecia generacja, oryginalny - powiedział marszcząc czoło - Dobry sprzęt. HiFi, sam nie wiem. Zdarza mi się handlować chromem wyciąganym ze zwłok po wydaniu aktu zgonu, a przed kremacją. Czysta robota, bez ryzyka. To coś innego, to da się podciągnąć pod paragraf. Zacząłeś dorabiać u Kosiarzy?
W głosie medyka zabrzmiała żartobliwa nuta, ale jego wzrok pozostawał poważny.
– Czy ja cię kiedyś okłamałem, stary? - HiFi usiadł na łóżku Macka przekładając na bok leżące na nim kolorowe magazyny. - Trup od jakiegoś dnia, już zaczynał puchnąć. Tragiczny wypadek, miał pecha, bo wszedł prosto na strażniczą wieżyczkę. To nie ma nic wspólnego z tymi skurwysynami od Kosiarzy, no weź przestań tak pytać. Już się wokół ciała bezdomni kręcili, na ostatnią chwilę zdążyłem.
– Ale że tak sam to wszystko wyciąłeś? - Leif odłożył procesor i przesunął wzrokiem po reszcie wszczepów - Bez widocznych uszkodzeń, wszystko kompletne. To mnie zaskoczyłeś, stary. Gdzie chcesz to sprzedać?
– O tym chciałem pogadać - HiFi odebrał karton od medyka, położył go na własnych kolanach - Nie mam dobrych dojść, nie to, co ty. Myślałem o jakimś lombardzie albo salonie jakiegoś rippera w Kabuki. Tam i w Northside najłatwiej zbyć taki towar.
– W Northside nie dostaniesz dobrej ceny, większość ripperów pracuje tam z Maelstromem, a oni mają dojścia do czarnorynkowego chromu z Burkina Faso, który sami przerabiają i zalewają nim rynek. Już prędzej w Kabuki, ale to hermetyczna grupa, pilnują się przed policyjnymi prowokacjami. NCPD ciągnie z nich haracze za byle co. Najlepiej będzie to puścić przez Sieć, przez parę BBS-ów z towarem z drugiej ręki.
– Ile to będzie warte? W przybliżeniu?
– Wartość zależy od nakładu pracy, jaką w to włożysz - Gundarsson wyciągnął z kieszeni smarthinga, zaczął otwierać w nim kolejne karty przeglądarki - Jeśli chcesz mieć czyste ręce, najlepiej będzie sformatować banki pamięci wszczepów, usunąć ich historię. Mam do tego odpowiedni software. Dostaniesz lepszą cenę, jeśli zrobisz z tego chromu no name. Ale zacząłeś wyliczenia od złej strony. Jaki chcesz mi zaproponować procent?
– Hmm... miałem nadzieję, że będziesz w stanie załatwić na nie papiery na jakiegoś zmarłego... wiesz, wciągasz w system, że miał cyberoko mimo, że go nie miał... - HiFi zerknął pytająco.
– Takie manewry to grubsza sprawa, to jest fałszowanie danych medycznych, sam nie dam rady tego ogarnąć… wybacz stary, ale nie chcę się w to pakować zbyt głęboko. Mogę ci pomóc na tyle, na ile to dla mnie bezpieczne. Mogę pokasować blokady pamięci i je sformatować i dać ci dobre namiary na sieciówki, gdzie to pójdzie jak woda. Ale nic więcej, wybacz, stary.
– Szkoda... Ale... powiedz mi... ile czasu byś potrzebował na upłynnienie towaru?
– Wycenię to tak, że pójdzie w kilka godzin.
– Dobra. Zróbmy tak, że zgadamy się jutro rano, jak już wypoczniesz po imprezie. I wtedy dokończymy. Dla mnie to nowość i ja sam nie wiem, co mam ci zaproponować, żeby cię stary, nie obrazić.
Po skończonej rozmowie, wrócili obaj do wspólnego pomieszczenia i reszty domowników. -

Mieszkanie SlimWire, noc 14.07.2077
Weszli do środka, zanim netrunner zdążył Switchowi odpowiedzieć, szybkimi zdecydowanymi krokami ludzi, którzy nie bawili w tym miejscu po raz pierwszy. Dwaj mężczyźni o ponurych twarzach i niebezpiecznym wyglądzie, przeczesujący pełnymi niesmaku spojrzeniami brudny apartament. I jasnowłosa kobieta o twardych oczach, które na widok Switcha straciły swój naturalny wygląd i rozjarzyły się niebieską poświatą.
Byli uzbrojeni i wyglądali na ludzi, którzy gotowi byli z tej broni skorzystać przy byle pretekście. I wyglądało na to, że spodziewali się zastać gospodarza samego w domu.
- Zapomniałeś, że byłeś umówiony? - warknął niskim tonem młody facet z cyberręką - Czy chcesz nam kogoś przedstawić, Slim, tak bez uprzedzenia?
- Manuel, to tylko znajomy, wpadł na chwilę i właśnie miał wychodzić - złośliwa pewność siebie netrunnera wyparowała w jednej chwili z opasłego cielska zastąpiona nieudawanym zdenerwowaniem. Switch poczuł zimny dreszcz czując bijący od SlimWire lęk - To w niczym nam nie przeszkodzi.
- Jeszcze nie załapałeś? - odezwała się kobieta krzyżując ręce na piersiach. Nie odrywała wzroku od fiksera, a jej niebieskie cyberoczy zdawały się przeszywać Switcha na wylot - Wypierdalaj!
- Jasne, już mnie nie nie ma - fikser położył niedopite piwo na parapecie okna, przekroczył ponad pękiem przewodów nie odrywając wzroku od zamaskowanego mężczyzny trzymającego w rękach Ms251 - Ale jak się później okaże…
- Dokąd kurwa leziesz? - młody gość z pistoletem podniósł wyżej cybernetyczną rękę, zacisnął ją w pięść z jękiem hydraulicznych siłowników - Zapierdalaj na sofę, najpierw sobie pogadamy jak kumple wspólnego kumpla. A ty morda w kubeł, Slim.
- Ma Kiroshi, jedną gałę - ostrzegła emitująca niebieską poświatę oczu dziewczyna - Pistolet pod kurtką. I chyba nóż, nie jestem pewna pod tym kątem.
- Szczurek-agresorek? - młody ganger uderzył rękojeścią pistoletu w udo złowrogim gestem - Pistolet i nóż, pomału i grzecznie na stolik! A potem oko, zanim Rosita ci je wydłubie, ruchy!
Właściciel cyberręki wciąż postukiwał pistoletem w udo, ale gość z Ajaxem obrócił karabin w stronę Switcha celując prosto w środek jego klatki piersiowej.
- Przestałeś kurwa rozumieć po angielsku? - warknęła blondyna, zanim Raze zdążył wykonać jakikolwiek ruch, głosem wypełnionym ewidentną nadzieją na eskalację.
-
Żaba

Solo obrzucił Artemidę spojrzeniem zadedykowanym tym, którzy twierdzą, że mieli zapłacić za fajki, ale zapomnieli. Celowo chwilę dłużej niż by trzeba było. Brazil zawsze była od niego rozsądniejsza. Ale jak już świrowała to po całości. Wziął Smarthinga i sprawdził w aplikancji lokalkę fiksera.
- Ooo… Zdaje się, że jest w tym samym miejscu, w którym był gdy zlecał nam znalezienie Shivy. Trochę dziwne, bo jak jechaliśmy z Dingo na warsztat to był gdzie indziej. Kręci się jak smród po gaciach. Ale w sumie taką ma robotę.
Wzruszył ramionami, ale zobaczywszy tę smętną wtuloną między ramiona główkę, po chwili zastanowienia wybrał numer do Raze’a. I tak go wyciulali z seta i pokazywał mu się obserwowany Hartley.
- Jedziesz gnoja Mack!!! Masz boosterek na piętrze!
-

Mieszkanie SlimWire, noc 14.07.2077
Atmosfera w apartamencie zgęstniała tak mocno, że Switch gotów był pójść w zakład, że potnie ją nożem. Na jego twarzy wciąż gościł wyraz wystudiowanej obojętności, ale fikser był pewien kilku kwestii, które mroziły mu krew w żyłach.
SlimWire tylko jakimś cudem jeszcze nie zemdlał z przerażenia, paniczny strach wręcz bił od jego galaretowatego cielska, dźwięczał w jego spazmatycznym oddechu. Przed wejściem ludzi z Tren de Agua próbował grać rolę ważniaka, ale szybko stracił tę pozorowaną maskę.
Był śmiertelnie przerażony.
Mężczyzna z Ms251 tkwił w idealnym bezruchu, niczym marmurowy posąg. Potrzebował jednego delikatnego ruchu palca, aby serią pocisków wypchnąć dogorywającego Switcha za roztrzaskane ciężarem jego ciała okno.
Gość potrzebował jeszcze tylko słowa faceta z cyberręką, bo Switch już nie wątpił, że to ten facet właśnie decydował o losie każdego innego człowieka w apartamencie SlimWire.
I chyba już wiedział, kim ten facet był. Netrunner rzucił mu chwilę wcześniej podpowiedź, ale Raze potrzebował kilku sekund, aby poskładać elementy układanki. Manuel Fuentes, świeżo upieczony przywódca Tren de Agua, już wcześniej cieszący się ponurą reputacją bandyty nie liczącego się z ludzkim życiem, ale trzymany do pewnego czasu w ryzach przez swojego ojca.
Do pewnego dnia na początku tego miesiąca, kiedy Nicolas Fuentes stracił połowę czaszki od śrutowego pocisku wystrzelonego przez ochroniarza Militechu podczas napadu Tren de Agua na korporacyjny konwój na Badlandach.
Umarł król, niech żyje król.
Manuel Fuentes podniósł mechaniczną rękę otwierając usta, by coś powiedzieć, ale nie zdążył. Przerwał mu elektroniczny dzwonek płynący z kieszeni kurtki fiksera.
- Telefon na stolik, bez odbierania. I ten tablet czy co to tam kurwa jest! - sarknęła blondyna - Slim, jak rozjebiemy tego fiuta na twojej podłodze, będziesz miał kogoś do posprzątania?
-
Mieszkanie w H10, noc 14.07.2077
W gruncie rzeczy Brazil miała odpowiedź na swoje pytanie na wyciągnięcie neuronu, ale zwierzątko w niej potrzebowało potwierdzenia, stadnej reakcji. Z drugiej strony doszukiwała się w reakcjach kolegów drugiego dna, gestu, skurczu twarzomięśni, które mogłyby coś jej podpowiedzieć.
Wróciła wbijając się na małą sofkę między grających kolegów. Zapachniało deszczem i mineralnym pyłem. Przez chwilę patrzyła na zmagania mięśniaków z maszyną liczącą, wyraźnie widziała, kiedy program daje im fory, żeby jeszcze bardziej wciągnąć w rozgrywkę, a kiedy prawdziwie rywalizuje ucząc się ludzkich zachowań. Puchł serwer na orbicie od kodu, a uran rozczepiał się.-No prawda, że go nosi. Wcześniej był Japantown. Mamy nawet nagranie, ale nie na tę chwilę. ..uważaj na snajpera na siódmej, czeka aż się obrócisz. - pominęła miejsce lokalizacji Swicha, kiedy werbował do szukania dziewczyny - Czyli chujek dostał zlecenie na tę Shivę, a wy od niego. Teraz ona jest wypłaszczona, kolega przestał się odzywać, a wy pijecie sobie pivko.. Zajebiście. Zapłacił wam? Czy robi wam za to lody, a ja go później całuje. Powinnam wiedzieć.

Się otworzyły drzwi spiskowców i przez chwilę Brazil przyglądała się nastrojom Hajfiego i konowała. Chwilę tylko, bo wszystkie programy, które winny być gotowe stawiły się do musztry. Artemida dzieliła nastrój między obawę, co może odkryć, że się jej facet zabawia z kim innym, a chęcią zrobienia dziecięcego psikusa. Ponad nastrojami było jeszcze coś, determinowało to całe jej działanie. Potrzeba bliskości. Torquemada dawno zrozumiała, że jej facet miał ten próg znacznie niżej, ale nie zamierzała odpuszczać. Uczyła go empatii jak kiedyś ludzie uczyli maszyny myśleć.
Pracowała w verite, nieco sobie pomagając przy wydawaniu komend, które same pojawiały się w holograficznym skrypcie. Dwukruk udał się na poszukiwania w określonym sektorze zaczepów terminali sieciowych i fortec danych, których hakerka mogłaby użyć, sama zaś w pierwszej kolejności sprawdziła informacje o adresie, wykorzystując miejskie bazy danych i biblioteki, jak i bardziej i mniej oficjalne kanały komunikacji. Orientując się w ogromie pracy wezwała Skrybę do syntezy społecznościówek, sama zaś zajęła się wyszukaniem dostępnych kamer we wskazanym rejonie.
Dla obserwujących jej działania z zewnątrz wyglądało to jak holograficzne flesze: obrazów, map, linijek kodu, mające swoje źródło w niezgrabnym decku netrunnerki.Brazil wstydziła się swojego decka. Plastik, choć twardy i ciężki, był już pęknięty w dwóch miejscach i zaklejony gafrem. Desing był żaden. Wnętrze też nie powalało rozmachem i przepustowością. Ale kochała go za to, że był. Model popularny w wielu korporacjach, który po końcu okresu leasingu kupowało się za grosze.
-

Mieszkanie SlimWire, noc 14.07.2077
Położony na blacie klejącego się od brudu stolika smarthing w końcu umilkł pozostawiając na wyświetlaczu informację o niezrealizowanym połączeniu. Rosita pochyliła się nad urządzeniem, przeczytała treść wiadomości, a potem zrobiła coś, co z niezrozumiałego powodu wywołało u Switcha gęsią skórkę.
Wyciągnęła z kieszeni spodni parę lateksowych rękawiczek i naciągnęła je sprawnie na wąskie długie palce, hipnotyzującymi ruchami swoich dłoni przywodząc fikserowi na myśl ripperdoca szykującego chirurgiczne instrumenty przed przeprowadzeniem zabiegu. Albo zabójcy nakręcającego na gwint lufy cylinder tłumika.
- Kim jest Frog? - zapytała przenosząc spojrzenie rozjarzonych niebieską poświatą oczu na twarz Switcha, który w tym czasie bardzo ostrożnie wyciągał spod kurtki trzymanego za lufę Streetmastera.
- Kumpel - fikser wzruszył ramionami kładąc broń na stoliku i sięgając równie ostrożnie po nóż - Pracuje w Żabce, stąd ksywa.
Telefon, Streetmaster, monokrystaliczny nóż, zabrany z Mizutani Tygersów tablet, na koniec zaś wypatrzony skanerami wzrokowymi Rosity miniaturowy dron. Cały przenośny dobytek Switcha wylądował na stoliku, pilnie kontrolowany wzrokiem przez całą trójkę Trenosów.
Raze podniósł prawą rękę do twarzy, ale zawahał się w połowie tego ruchu.
- Szkoda, że nie będę mógł rejestrować twojej gracji, bejbe - rzucił w stronę Rosity siląc się na udawaną wesołość.
- Nie pierdol, tylko wyciągaj - sarknęła rozdrażnionym tonem blondyna - Pan Fuentes szybko traci cierpliwość.
Switch położył kciuk prawej dłoni na gałce Kiroshi i zaczął je wciskać w głąb oczodołu, dopóki nie usłyszał charakterystycznego kliknięcia. Uwolnione z zatrzasków gniazda cybernetyczne oko wysunęło się z oczodołu i spoczęło na dłoni fiksera.
Raze nie wyciągał implantu na co dzień, robił to tylko w trakcie rzadkich wizyt kontrolnych u któregoś z zaufanych specjalistów. Każdorazowe odłączenie oka od nerwu wzrokowego wywoływało w nim silne zawroty głowy, mdłości, poczucie pogłębionej ślepoty związane z brakiem dostępu do Nadświata. Pozbawiony sprzęgu z okiem procesor ponawiał raz za razem próby ustanowienia połączenia z Kiroshi, seriami neuralnych impulsów dezorientując umysł fiksera i pogłębiając jego dyskomfort.
- Jak się nazywasz i co cię łączy ze Slimem? - zapytał Manuel Fuentes patrząc jak Rosita zabiera Kiroshi Switcha z jego dłoni i wkłada je do jednej ze swoich kieszeni.
- Raze More - odpowiedział Switch patrząc na Manuela swym jednym okiem. - Robię dla Slima w realu, to co on dla mnie w sieci.
- Broker informacyjny, handlarz danymi? Jak kurwa miło.
Blondyna rozejrzała się z grymasem wstrętu po mieszkaniu sieciarza, zabrała z szafki pusty karton po pizzy, wytrząsnęła z niego na podłogę resztki jedzenia, a potem włożyła do środka pudełka trzymany poprzez rękawiczkę pistolet Switcha.
- Bardzo chciałbym cię poznać bliżej, Raze - Manuel Fuentes posłał fikserowi do szczętu fałszywy i niepokojąco drapieżny uśmiech - Ale na początek najważniejsze pytanie. Czy lubisz dzieci? Ja bardzo lubię, a ty?
Switch łypnął podejrzliwie spod oka na gangstera, porażony coraz silniejszym wrażeniem bardzo złego przeczucia.
- Dziwnie zaczynasz znajomości — stwierdził niejednoznacznym tonem — W jakim sensie, Manuel, lubisz dzieci?
- A w jaki kurwa sposób miałbym je lubić? No normalnie. Dzieciaki są super, pełne życia, pełne radości, a jednocześnie takie ufne i rozbrajająco naiwne. Codziennie do Night City przyjeżdżają rodziny z dzieciakami albo szkolne wycieczki, całymi autokarami albo pociągami. Miasto Snów, każdy chce się w nim zanurzyć, dzieci też. Liczyłem na to, że ty też je lubisz, bo to by nam ułatwiło współpracę.
Facet w chuście na twarzy zachichotał w dziwny sposób, ale lufa Ajaxa nie drgnęła w tym czasie nawet na milimetr.
- Tak więc do rzeczy - Fuentes przeniósł spojrzenie na swoją cybernetyczną dłoń, pozornie skupiony na wyginaniu w obie strony wielostawowych palców - Rosita ma twojego gnata, z twoimi odciskami palców, a może i twoją historią użytkowania. Jeśli nasza współpraca nie będzie szła po mojej myśli, w Japantown albo Little China wydarzy się coś strasznego. Aż mam ciary jak o tym pomyślę. Jakiś cyberpsychol wyciągnie w biały dzień gnata i rozwali z niego parę słodkich bachorów, prosto na oczach rodziców. Gliny dostaną wścieklizny, ale szybko znajdą pistolet tego świra, ten z pudełka po pizzy. Tak się wkurwiłem na myśl o takiej zbrodni, że chyba dołożymy od siebie jakieś nagranie z CCTV zrobione przez AI, na którym będzie widać, co to był za bydlak. Rosita się na tym zna, nagrywa cię cały czas, to jej wystarczy do zrobienia zajebiście realistycznego deep fejka. No i oczywiście będzie kwestią godzin, zanim sprawca zostanie namierzony przez Max-Tac albo Tygersów. Kurwa, aż mi żal tego fiuta jak sobie o tym pomyślę, żywcem nikt go nie będzie próbował wziąć.
Kobieta podniosła ze stolika nóż fiksera, wrzuciła go do przepełnionego kosza na śmieci, potem zabrała Switchowi miniaturowego drona i włożyła go do kieszonki swojej bluzy.
- Nie wiem, ile załapałeś z tej opowieści, choomba - Manuel oderwał spojrzenie od mechanicznych palców, przeniósł je z powrotem na twarz fiksera - Kumasz przekaz?
-

Raze Switch More
Mieszkanie SlimWire, noc 14.07.2077
Switcha zemdliło w jednej chwili.
Może to brak Kiroshi i chaotyczne impulsy nerwowe, które jego mózg uparcie wysyłał w pustkę. A może coś znacznie prostszego — świadomość, że siedzi naprzeciwko człowieka, dla którego kilka trupów dzieciaków to tylko wygodny element negocjacji.
Właściwie to nawet nie była negocjacja. Ten skurwiel nawet nie próbował udawać, że ma w sobie choć odrobinę hamulców. Nie groził — on planował. Spokojnie, rzeczowo, jakby omawiał logistykę dostawy.
Switch poczuł kwaśny smak w ustach.
— Co miałbym nie zrozumieć.
Wbił wzrok w podłogę. Przez chwilę oddychał płytko, próbując uspokoić żołądek i nie ochlapać świeżo wypolerowanych butów Fuentesa.
Kiedy w końcu podniósł głowę, jego głos był suchy. Pozbawiony energii.
— Oczywiście, że rozumiem.
Krótka pauza.
— Na tak przedstawioną propozycję współpracy mogę powiedzieć tylko jedno.
Kolejna pauza na krótki oddech.
— Pierdol się.
Kącik ust drgnął mu krótkim, nerwowym tikiem.
— I swoją matkę też.
-

Mieszkanie SlimWire, noc 14.07.2077
Harde słowa fiksera zawisły w powietrzu wyrywając swoją bezceremonialną szczerością bezwiedny wizg przerażenia z ust SlimWire.
- Manuel, on może…
Przywódca Tren de Agua nie powiedział ani słowa, nie musiał. Blondyna rozmyła się Switchowi w organicznym oku, kiedy jej Sandevistan poraził ciało dziewczyny impulsem zrodzonym z mieszanki syntetycznych hormonów. Zamaskowany gość pochylił się do przodu w tej samej sekundzie, a jego zwężone w szparki oczy jednoznacznie zdradziły fikserowi podjęta przez gangstera decyzję.
Ajax rzygnął jaskrawym płomieniem wylotowym.
I zatopiony w neonowym blasku świat Raze’a More zgasł bezpowrotnie.
-

Wbrew temu co pomyślał sobie HiFi, a o czym solos oczywiście nie mógł wiedzieć, Żaba nie wybrał numeru Switcha dlatego, że się o niego obawiał. Raze nie był w ciemię bity i radził sobie w półświatku Night City. Wiedział komu można nadskakiwać, a kiedy lepiej podkulić ogon. I Żaba doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Nie wybrał też numeru Switcha bynajmniej z powodu jakichś nagłych złych przeczuć zaczerpanych bezprawnie z poziomów świadomości przynależnych prędzej netrunnerom niż zwykłemu ochroniarzowi. Owszem, coś mu się nie podobało w tym dzisiejszym wieczerze. Ale nie miało to związku z fikserem, a bardziej z faktem… że coś za łatwo im dziś wszystko przyszło. Gdyby jednak HiFi zapytał Żabę po kiego wała nęka w takim razie kumpla w piątkowy wieczór pingami, dowiedziałby się, że Shawn najzwyczajniej w świecie po prostu lubił Artemidę. I widział, że siksę coś nosi, kręci się w te i we wte, co chwila wraca niby mimochodem do tematu Raze’a, ale sama, no jakżeby, przecież się nie będzie się wprost dopraszać, żeby oni się tematem DLA NIEJ zainteresowali. Nie mówiąc już o zadzwonieniu samodzielnie na co hakerka była oczywiście zbyt uparta. Więc jechała lodami po męskich dumach.
- Ależ ty potrafisz być upierdliwa - odparł wywracając oczami - Nie odebrał. Widocznie zajęty. Oddzwoni. Albo napisze na wspólnym. A jak nie, to przyjdzie. Zawsze w końcu przychodzi, nie?
Jeszcze się przecież nie zdarzyło, żeby Raze’a trzeba było ratować. Raz Żabę musieli przywieźć z ostrego, bo dostał takie manto, że 3 dni oka nie otwierał, a nieubezpieczonego już mieli łapiduchy do kanału wrzucić. Innym razem Artemida gdzieś się tak zaszyła w tym swoim matriksie, że nie mogła wrócić. Pamiętał też jak Switch ich ściągnął pod warsztat Dingo gdzie nomadę prawie starzy kumple dorwali. A i Mack jak się okazało, że miał za coś grubo na pieńku z prawem, to właśnie Raze ogarnął temat. A o HiFi’m to już nawet nie wspominając. Technik był tym śliskim, lepkim czymś, co często sklejało ich watahę, ale i do czego lepiły się kłopoty co chwila, choć strach było mu konkretną sytuację wypomnieć, bo zaraz punktował, że to wcale nie tak i wcale nie było dramatu.Co rzekłszy spojrzał na rzeczonego HiFi’ego i rzucił mu browara.
- Już zostaw dziś te interesy i się napij stary! I nie rób takiej miny jakbyś się do E-Dry nie wybierał. Piąteczek mamy, a Wy jakby Wam ktoś chomika zajebał.
Sam zaś wziął Smarthinga by napisać na wspólnym, do Raze’a, żeby dał znać czy czekać na niego z wyjściem do E-Dry.I.
Switch nie otrzymał wiadomości. Ani od razu ani po chwili. Ani w ogóle.
- Co jest? Pod ziemię się zapadł, czy SmartThing mu zdechł? -
♫♪ HiFi ♫♪ 
– Łatwo Ci mówić - odpowiedział technik solosowi. – Rano nie miałem nawet dwudziestaka. Za cały dzień udało mi się wyszarpać tyle, co za sprzedane graty. No... nie licząc kwoty do podziału za robotę...
– Właśnie, słuchajcie, te cztery monitory tylko miejsce zajmują. To może ogarnę i je sprzedam w czasie, gdy wy sobie tutaj pogrywacie, co? - zerknął przy tym również na Dingo.
– Hm, ciekawe... - HiFi sprawdził swojego smarthinga sprawdzając pinezkę Raze'a. - Może ten Slim ma wygłuszacze... wiecie, zawinął sobie pokój w sreberka tak jak Brazil przyniesiony sprzęcior? -
Houston "Dingo" Dawn
Nomada od dłuższej chwili wodził wzrokiem między przyjaciółmi. Zatopił się w znajomym szumie ich głosów, słysząc, ale tak naprawdę słuchając tylko jednym uchem. Chłonął atmosferę. Był wieczór, po robocie, a do tego jeszcze wpadła dodatkowa kasa za przysługę dla Switcha.
Ale powoli na pancerzu beztroski zaczęły pojawiać się pierwsze rysy. Spochmurniał na słowa Brazil. Może miała trochę racji. Z jednej strony Raze, tak samo jak każde z nich, był dorosły, miał swój świat i swoje kredki. Ale z drugiej... byli jednak swego rodzaju rodziną. Posklejaną i pozszywaną z nizin społecznych NC, ale jednak czymś na wzór watahy. Dingo czuł nawet pewną satysfakcję, słysząc, że Shawn chyba podchwycił część tej stadnej mentalności.
a - Nie no, Frog, Brazil ma trochę racji. My tu gadu gadu, a Switch załatwia dla nas interesy. Sam prosiłem go dziś o przysługę. Zjebaliśmy. Ale w sumie pisał, że "dobra robota", czyli, że sprawa załatwiona i fajrant... Cholera, sam nie wiem. Nigdy nie wyłączał się z sieci. Musiałby mieć dobry powód...Zaskoczył z kanapy, kręcąc się między oparciem, a drzwiami do drugiego pokoju.
a- Może coś jeszcze go zatrzymało? - spojrzał na Brazil, która wspominała wcześniej o nagraniu z Japantown. Potem zwrócił się do HiFi - Co mówiłeś? A, monitory. Pewnie, pozbądźmy się ich. Mam przypilnować, żeby nikt cię nie oszwabił?Uśmiechnął się półgębkiem do technika, ale niepokój już zdążył się zalęgnąć gdzieś z tyłu głowy. Automatycznym ruchem wyjął smarthinga, spojrzał na otwartą zakładkę z ostatnią lokalizacją Switch'a, i schował telefon do kieszeni. Nie był pewien czy miał dziś jeszcze ochotę na wycieczkę do E-Dry.
-
Mieszkanie w H10, 22.01; 14.07.2077

Próbowała podsłuchiwać hakerka kolegów w salonce, ale co raz łapała się, że nie kontaktuje wątku, a jednocześnie opóźnia pracę na decku. Jakby spotykała się z dwoma facetami i żadnego nie potrafiła wybrać. Drażniło ją to, bo chciała i to, i to. Brzydko buzię wykrzywiła, zagryzła usteczko dolne do krwi, brwi zbliżyła ku sobie. Nerwowo założyła słuchawki.
Ktoś ją kiedyś spytał jak chciałaby odejść.
Poszło w rytmie muzyki. Brazil lubiła tą blond witch.
Złapała bodaj jedyną kamerę w zasięgu kamienicy przy Calle Santa Rosa de Lima 17, a przynajmniej jedyną dostępną, dla jej kontrolera. Procesowany przez komendy netrunnerki program gładko asymilował się do środowiska kodu kamery i zasobów zapisu. W kilka sekund stał się nowym zmysłem Brazil zaklętym w czasie. Bez trudu odnalazła swojego gapę. Podobnie jak jedyne osoby, które weszły do budynku później niż Raze, a wcześniej niż znikł kontakt. Nic dziwnego niby, ale później widziała ich na ulicy jak przecinają chodnik.
Holograficzna architektura zgasła. Torquemada wylogowała się zostawiając tylko skrybę, żeby robił swoje. Program sortował społecznościówki pod kodem Calle Santa Rosa de Lima 17. Murzyn musiał sam sobie poradzić z danymi z sektora magistratu.
Potrzebowała chwili by ochłonąć, mimo, że sprzęg nie był neuralny, za to adrenalina strzeliła jej tak, że zapomniała o ryżu do rana. Raz, dwa, trzy - oddech. - Um dois três.
Z radością przyjęła puszkę z jakich by rąk nie nadeszła. Nie wtrącała się od razu, posłuchała chwilę. Na tyle, by uspokoić myśli, czy za bardzo nie panikuje. Spróbowała w żart obrócić:
-Mam Switcha - wstała i wyświetliła zdjęcie swojego faceta ze zgrzewką piva w drzwiach kamienicy przerywając kolegom grę. Zaczęli buczeć. - Mam dla was nową grę lepszą. Szukamy gapy. Potrzebuję waszych zasobów wyobraźni. Raze wchodzi do kamienicy przy Calle Santa Rosa de Lima 17 w Vista del Rey o 21:07. Nikt inny nie interesuje się kamienicą aż do 21.12, kiedy to parkuje tam ciemny van Chevrolet Maja 1007, wysiada trzy osoby, jedna ma karabin maszynowy z którym się obnosi - Brazil wyświetliła kolejne zdjęcie. - gangsterzy wchodzą do budynku. O 21.45. sygnał Raze zanika. W budynku może być zameldowanych około stu osób. Przeliczam to na 15- 25 mieszkań, (latynoskie rodziny lubią żyć na kupie), zaadoptowany strych jest zapewne penthousem, nie wiem do którego mieszkania poszedł Switch, pracuję nad tym. Nie wiem też czy gangsterzy są tu kluczowi, ale mam ich jeszcze raz na nagraniu o 21.55 kiedy przecinają ulicę, chociaż nie wychodzili główną bramą. - zaprezentowała kolejne zdjęcie.
-Nie wiem, czy ma to związek z tym czym się zajmowaliście dla niego dzisiaj i czy z tym co mi wysłał Japantoun- wyświetliła przesłany film z akolitami gołębicy. - To jeszcze nie wszystko, Raze zlecił mi dzisiaj analizę kilku firm molochów, mam to skompilowane, ale to chyba za dużo na tę chwilę. Ten zjeb potrafił odbierać nawet podczas seksu.
Popatrzyła się na siebie i zrobiło się jej smutno, bo tak ładnie dla niego wyglądała, a on gdzieś się szlajał. Szlajał bez niej i nie wiadomo z kim. Łzy napłynęły jej do oczu, próbowała tego nie okazywać.
-To tyle. Kto ma pomysł?
W gruncie rzeczy wiedziała co zrobi. Chciała tylko rozegrać to jak bardziej na miękko i nie angażować nikogo kto by nie chciał.
-

Hartley "Mack" Mackinaw
Megablok H10, późny wieczór, rundka Night Strike'a
Mack na chwilę odwrócił się do Artemidy, potem szybko wrócił do swojego zajęcia, bo pojawił się przeciwnik. Kucnięcie za przeszkodą. Za mało. Sprint i bunny hopping. Żyje. Zmiana pozycji.
- Shit, odłożyli bombę! - Mack rzucił do współgraczy, choć przecież im to też się wyświetliło. - No i zginąłem, drugi snajper na dachu z lądowiskiem helikoptera.Wrócił do tematu Brazil i Switcha.
- Albo jest to przyczyna i skutek albo zwykła koincydencja. Skąd wiesz że gangsterzy? Znaki na wozie? Charakterystyczne ciuchy? Ta kamera ma wystarczającą rozdzielczość żeby zobaczyć tatuaże? Albo weszli do innego lokalu. Wiesz co Switch tam robił?- Ewentualnie zwykli pozerzy, noszą wielkie spluwy, ale wystarczy postraszyć i już wracają do mamusi, która zapłaciła im za broń.
- Spokojnie Brazil, nie ignoruję tego. Jeżeli to tylko budynek mieszkalny, to nie ma powodu że smarthing tracił zasięg. Bo wyładowana bateria to zbyt banalne wytłumaczenie jak dla mnie i kompletnie nie pasuje do Switcha.
-

Solos nie był tuzem dedukcji. Spojrzał wpierw na Maca, potem na Artemidę. W końcu na Dingo i Hajfiego. Jak najbardziej docierał do niego argument, że fikser z telefonem to się nawet pierdoli i nigdy nie wyłącza. Ale technik przecież wskazał na najbardziej oczywistą oczywistość.
- Mógł wpaść do kogoś kto ma taki cały pokój… jakby w folii… To się jakoś nazywa. Klatka Farenheita? Chuj… nie ważne. Się nie dowiemy stąd przecież…Spojrzał jeszcze raz na ujęcie z nagrania wydostane przez Brazil.
- Nie kojarzę tych frędzli. Ale napewno tam nie mieszkają. Nawet największy złamas wie, że się nie sra gdzie się śpi. Ktoś ich tam sprowadził, albo wysłał… Dooobra… Chuj. Ja na tę E-Drę mam ochotę. Ale jak tak będziemy grać w te gry wyobraźni to nic z tego nie będzie. Weź mi który taksę zamów. Obrócę w 3 kwadranse, a Ty Brazil w tym czasie jakoś sprawdź skąd te ciule wyszły i napisz na NF, bo nie będę wszystkich latynosów tam obdzwaniał. Ktoś ze mną??? Mack? Możesz się przydać, bo przestawię Raze’owi nos. -
Mieszkanie w H10, 22.01; 14.07.2077
Grubo się Brazil nakręciła, a uwagi kolegów pchały ją głębiej w paranoiczne podejrzenia. Sprawdziła puls, przejrzała się w lustrze, źrenice jak spodki. Wyczulone zmysły łowiły każde słowo i grymas kompanów.

Tymczasem skryba dobijał się z pakietem danych, przyjęła i roześmiała z samej siebie, choć nie perlistym śmiechem euforii, a raczej parsknięciem frustracji.
-Vine Street - odwróciła się znów od lustra i zamachała ręką jakby to lepiej tłumaczyło jej pomyłkę - Teraz ulica nosi nazwę Vine Street, ale miejscowi lubią pamiętać o Róży z Limy.
Pamiętała ulice i skwer Róży z Limy jeszcze z poprzedniego życia. Homer kilka razy zabrał ją tam kiedy załatwiał interesy poza zgromadzeniem. Wtedy wydawała się jej nowym światem, obiecanym edenem z jedzeniem na każdym kroku i wygodami cywilizacji, teraz była ściekiem miasta. Trójkątem zniknięć i gwałtów. Zmieniła się, wraz ze zmianą nazwy wygnano ducha opiekunki, a sprowadzono demony konsumpcji. Być może Róża jeszcze tam była, uwięziona w podświecie, za bramą kodów. Może był tam też Raze, miała nadzieję Torquemada.
Adrenalina sprowadziła ją z powrotem do salonki.
-Izolowany pokój. Słuszna uwaga. - wysunęła jeden paluszek - Uważam, że to gangusy bo się obnoszą z bronią, mają za drogi wóz na pozerów i spacerują jak u siebie i nie zjawili się gospodarze, fakt, że to nic nadzwyczajnego, ale adres nie wygląda na slams. - wysunęła drugi paluszek - No i jadę tam bez dwóch zdań, bo sama to nakręciłam, a na miejscu zdziałam więcej niż tu. Nie jestem księżniczką na wieży, muszę się czasem przewietrzyć. Jak byś był tak miły Shawn i mnie wyspacerzył. - wysunęła trzeci paluszek i ruszyła do pokoju - daj mi minutę.
Znów największy problem miała z outfitem, czy ubrać pancerne dresy, czy zaufać urodzie. Zdecydowała się na drugie, nie zmieniła nic w ubiorze. Wzięła tylko dużą torbę na ramię z imitacji skóry aligatora i wymieniła programy na decku. Pod sukienkę wsunęła wygodne pomięte szarawary w kolorze głębokiego indygo. Jeszcze mała pigułka i łyk wody.
Wróciła - gotowa.
-
HiFi 
– Bo ja wiem...- technik podrapał się po odrastającym powoli zaroście. – Tego Slimwire nie kojarzysz? Nie masz na niego namiaru? - zapytał Artemidy. - To ktoś z twojej branży, może da się do niego jakoś dostać nie ruszając stąd?
– A do tego... jeżeli ty się stąd ruszysz - wskazał ich lokum - to skąd będziemy wiedzieli, czy Raze nie wyszedł? Będziemy mieli stały podgląd na tę kamerkę? Jeżeli padł mu sprzęt?
– Rozumiem, że zrobiłaś szybki skan tych facjat z nagrania? Sieć nic nie zwróciła? Tablice samochodu masz? Switch po tablicach by się dużo dowiedział, miał jakieś dojścia... - dodał już w stronę pleców Brazil maszerującej by się przebrać w pokoju.
– Dobrze mówię, nie? - zwrócił się do chłopaków. -

Hartley "Mack" Mackinaw
Mack popatrzył na Froga, potem na Artemidę, na Hajfiego. Znów na Froga. Na Artemidę. W jej oczach widział desperację.
- Trudno, najwyżej urżną mi łeb. Jadę z wami. - wstał, przyszedł mu do głowy jeszcze jeden pomysł: - Skoro nie wiemy, co jest ze Switchem oraz czy na pewno jego telefon jest tylko wyłączony i czy na pewno ma go przy sobie, to proponuję na razie nie korzystać z NoiseFeeda. No żeby ktoś tego nie przeczytał.