Młot Wieków. Rekonesans Karak Varn
-

Rhunki Galeb Galvynssun z klanu Bezekgorogi Pojawienie się Tfardego było… zaskoczeniem.
Galeb zmarszczył czoło miał podejrzenia że snot mógł ich robić w konia acz z drugiej był na tyle prostolinijny że mógł zrobić coś co Hagrid rzucił mimochodem. Na przykład „trzeba się schronić przed deszczem” albo „zrobimy zwiad”.
Gdyby nie okoliczności to Galeb nawet uznałby za zabawne łamigłowienie się nad tym jak instruować snotlinga by zrobił to co się od niego oczekuje. Na tą chwilę Othin zadał najzasadniejsze pytanie i czekając na odpowiedź Galeb wrócił do wypatrywania bo czuł że Tfardy skupił na sobie całą uwagę thana i pogranicznika.- Tfardy. Było tam coś ciekawego tam gdzie poszedłeś? - rzucił mimochodem.
-
22. Durgzet, 7035, po północy.
Wejście do kopalń Khazid Aldum.
Na zewnątrz: ciemno, zimno, burza, wiatr, pioruny.
Wewnątrz: też ciemno, też zimno, też wieje, ale nieco bardziej sucho.
MechanikaPomysł stworzenia własnej pochodni zawiódł. Cokolwiek było używane przez ich pobratymców do konserwacji musiało dawno temu bądź wyparować, bądź wyschnąć i się wykruszyć.
Hagrid miał co prawda paliwo do balonu, ale na razie uznał, że jednak oliwy mają więcej niż tego paliwa, więc nie będą go zużywać. Chyba.
Powrócili więc do głównego korytarza. Tam poszukiwał pochodni czy też uchwytów na nie, ale ich nie znalazł. Nie było w tym jednak i nic dziwnego. Krasnoludy budując swe tunele unikały stosowania takich rozwiązań. Tworzyły one dużo dymu, którego odprowadzenie wymagało sporej ilości tuneli wentylacyjnych. Gdyby kopalnie nadal były czynne, zapewne źródeł ognia i światła w tunelach byłoby na tyle, że krasnoludom przywykłym do mroku starczyłoby do bezproblemowego przemieszcza się.
Idąc korytarzem prowadzącym w dół odnajdywali pod nogami fragmenty połamanych strzał. Co ciekawe, nie wyglądały na stare, ale były słabo wykonane. Produkcji umgi, a może nawet grobi.
Po jakiś 60 jardach tunel przestał opadać, a przed żelazołamaczami w blasku latarni pojawiła się rozwarta brama, za którą leżała większa komnata. Tory i tunel prowadziły wprost do niej. Idący środkiem Fenni dał sygnał by się zatrzymać. Zaczęli nasłuchiwać. Z góry dochodziły basowe głosy ich kompanów, przed nimi było cicho. Rhyn i Brond wysunęli się naprzód, aby mieć światło latarni ciut za sobą i by mieć miejsce na wzięcie zamachu, w razie potrzeby.
Wojownicy ostrożnie zaczęli się zbliżać do gardzieli korytarza. Dostrzegli kilka ustawionych wagoników górniczych. Tory przestały biec jednym torem prosto przed siebie, lecz zaczynały tworzyć sieć rozgałęzień. Z lewej strony majaczyło coś, co wyglądało jak fragment murów strzelniczych. Po prawej w oddali rysowały się kołowroty. Dostrzegali na granicy widzenia koniec komnaty i dalsze odchodzące od niej tunele, rozłożone niesymetrycznie.
Najbardziej niepokojące były jednak rysujące się boczne korytarze niedaleko wejścia, przy którym się znaleźli. Ten z lewej zamknięty był kratą. W tym z prawej można było dostrzec w słabym świetle latarni beczkę, a za nią stół. Nie dało się jednak wejrzeć do nich głębiej bez wejścia do samej komnaty. A zatem bez wystawiania się na potencjalny atak.
W tym momencie Brond z chrzęstem nadepnął na pęknięty miecz.Mapka sytuacyjna


– Czego siem dowiedziałem? - powtórzył po Zilfinim Tfardy i zaczął się zastanawiać. Nim jednak wymyślił odpowiedź, Othin zadał mu kolejne. Morda zielonoskórego rozciągnęła się w uśmiechu, bo na to pytanie potrafił odpowiedzieć.
– Tamten krasnolud zabronił mi srać obok niego - wskazał w stronę, gdzie zniknęli żelazołamacze. - A mnie siem zechciało... to poszedłem sobie tam, na bok, żeby krasnolud siem nie denerwował i...
Jego wypowiedź przerwał Galeb. Tajemnicze „zniknięcie” wydawało się wyjaśnione. A jeżeli chodzi o wyjaśnianie... to chyba będą musieli jeszcze to i owo snotlingowi wyjaśnić. Jednak dla zachowania pozorów, że sytuacja wcale nie wprowadziła ich w stan poddenerwowania, zapytał o to, czy Tfardy znalazł tam coś ciekawego. Snotling poskrobał się o czaszce.
– Cienszko... - zaczął mówić.
– ...powiedzieć - dokończył za niego poirytowany than. -
Hagrid „Rhyn” Grumsson 22 Durgzet, 7035, po północy
W kopalni Khazid Aldum.
Ciemno, brak pochodni na ścianach, jedynie latarnia w ręce towarzysza.- Te strzały mam nadzieję stare jak cała ta kopalnia, ale jakby kto tam stał poza zasięgiem pochodni to jesteśmy jak kaczki do wystrzelania - zwrócił uwagę kompanom Rhyn, ignorując hałas jaki Brond zrobił nadeptując na pęknięty miecz.
Mało który żelazołamacz był odpowiednio wyszkolony w skradaniu się, co prawda były takie osoby w oddziałach, z specjalnie przerobionymi zbrojami, ale były to pojedyncze osoby. Oddział co miał bronić swojej pozycji, patrolować dany odcinek tunelu i zwalczać wrogów, nie musiał się skradać, byli u siebie, musiał jedynie dostrzec tych co próbowali go ominąć.
- Chodźmy w prawo - zaproponował Hagrid - sprawdziłbym kawałek tej odnogi, potem ten przed nami, a na koniec zamienił tę beczkę i stół w ognisko. Rygle od drzwi możemy schować w tych wagonach - to rzekłszy poprawił tarczę, wziął do ręki młot i wyjrzał zza rogu, szykując się do wyjścia na swoją prawą stronę. -
- Dobry plan! - zgodził się Fenni - W drodze powrotnej weżmy też kilka bełtów i te żelastwo, na które natknął się Brond, aby pokazać go thanowi... wygląda na to, że umgi znają to miejsce i, że wiedzą jak dotrzeć do niego od strony kopalni.
-
22. Durgzet, 7035, po północy.
Kopalnie Khazid Aldum.
Ciemno, chłodno, ale sucho.Wysunęli się szykiem na drugą stronę bramy. W świetle latarni było widać, że znaleźli się na skrzyżowaniu trzech większych jaskiń. Tory prowadziły tylko prosto i nie trzeba było być krasnoludzkim mędrcem by wiedzieć, którędy w głąb kopalni. Dość nietypowe było skrzyżowanie szyn pod kątem prostym, ale na razie, za radą Hagrida, skierowali się w prawo. Długie i wąskie pomieszczenie zapełnione było głównie stołami i ławami, z których niektóre już nie wytrzymywały upływu czasu. Kilka beczek dopełniało wyglądu jaskini. Jej koniec przegrodzony był ścianą z drzwiami.
Rzut oka na drugą stronę pozwolił dostrzec za kratą kilka kowadeł i beczek.
Wszystkie pomieszczenia były puste i ciche, pozbawione śladów bytności. Wszystko wskazywało na to, że od dłuższego czasu nikt tu nie przebywał. Przynajmniej nie w celach mieszkalnych. Do tego było... pusto... brakowało porzuconych przedmiotów, starych śmieci...
-
Othin zrezygnował z dalszej głębokiej dyskusji z Tfardym.
- Jak idziesz srać to mów że idziesz srać.
Zilfini mógłby owinąć wypowiedzianą sentencję w jedwab, lecz ani Zielony by go nie zrozumiał ani Żelaznobrody jedwabiu nie miał.- Pada
Powiedział cicho Othin, w duchu licząc na to że przestanie i będzie można ostatni raz nacieszyć się powierzchnią. Łażenie wokół wejścia i robienie śladów nie byłoby najlepszym pomysłem, ale może tak tylko trochę wyjrzeć po kamieniach? -
Hagrid „Rhyn” Grumsson 22 Durgzet, 7035, po północy
W kopalni Khazid Aldum.
Ciemno, brak pochodni na ścianach, jedynie latarnia w ręce towarzysza.
- Chcesz złom Thane'owi pokazywać? Po co? - zdziwił się Hagrid na propozycję Fenn'a
- Kto wie czy to strzały umgi czy grobi, czy skąd one i ile lat mają, wiele pokoleń minęło odkąd tu byliśmy.
Idąc w prawo zobaczyli coś na kształt jadalni, szereg stołów, ław i beczek na których można było usiąść.
Rhyn sprawdził czy beczki były puste.
- Mhm, nie ma sensu iść dalej samemu, teren wygląda na opuszczony i bezpieczny.
- Jak rozpalimy ogień na rozstaju to długobrodzi zrozumieją że jest bezpiecznie, ławy się nadadzą, jeden z nas z wagonem wróci po resztę i zabierze te metalowe sztaby-rygle. Tak byłoby najsensowniej moim zdaniem, bo wchodzenie w odnogi gdy reszta czeka przy wejściu sprawi że się nadto rozdzielimy, a nie ma potrzeby tak ryzykować, nigdzie też nam się nie spieszy.
- Jedno co dobre, to że nie ma śladów wody, drewno stare i suche, znaczy kopalnia nie była całkowicie zalana po trzęsieniu ziemi, no chyba, że faktycznie umgi tu rządziły i posprzątały zanim grobi przejęli teren, ciekawostka dla Rhunki, bo księgi nic o tym nie mówią - dodał na koniec Rhyn. -
Chętnie z całej sytuacji Galeb by zażartował. Cała awantura, nerwy i rozdygotanie przez... sranie. Othin Jak najbardziej miał rację że snotling powinien się odmeldować. Ale co oczywistością jest dla krasnoluda to dla zielonego z barbarzyńskiej bandy...
W końcu jednak nie znalazł żadnych słów, bo ani nie chciał wnerwiać bardziej Logrima, ani powtarzać się po Othinie. Rhunki jednak postanowił bardziej baczać na ich jeńca czy też małego "towarzysza", podejrzewając że jak dziecko może się czymś zaciekawić i bez pytania pójść za tym. Z resztą... teraz będą pod ziemią i Żelazołamacze z pewnością nie pozwolą długobrodym ani kusznikowi iść na przedzie. Raczej żaden dumy nie schowa do kieszeni.
-Zajrzę co u młodzieży. - odezwał się w końcu.
Zajrzał przez uchylone wrota i spojrzał w mrok rozświetlony rozproszonym światłem latarni.
-
- A nie wydaje ci się podejrzane, że ten złom - Fenni podrapał się po głowie odpowiadając na pytanie Hagrida - nie wygląda na jakby miał wiele lat?
- Umgi posprzątały kopalnię, która zamierzali opuścić... aż tak dokładnie? - Na koniec rozważań towarzysza Fenni zapytał z niedowierzaniem - Nawet krasnoludy tak nie robią!
-
22. Durgzet, 7035, po północy.
Wejście do kopalni Khazid Aldum.
Ciemno, zimno, burza, wiatr, pioruny.– Jak idem srać, to mam mówić, że idem srać. Dobrze - pokiwał Tfardy ze zrozumieniem.
Krasnoludy popatrzyły po sobie nie wiedząc, co zrobić dalej.
– Zajrzę co u młodzieży - odezwał się w końcu Galeb, by przełamać ciszę.
– Nie słychać odgłosów walki, więc chyba wszystko w porządku - odrzekł na to Othin.
– Za to szurają tak głośno, że wiemy, że nic im nie jest - zażartował starając się nieco rozładować atmosferę. - Zresztą wejdę kawałek do środka.
Co też uczynił. Ale zatrzymał się przy bramie, bo już wcześniej chciał obejrzeć zawiasy. A że były one od wewnątrz, dopiero teraz miał okazję.
– Ciekawe... - rzekł po chwili. - Brama ma wbudowane od wewnętrznej strony solidne rygle, które można zamknąć mechanizmem. Niektóre wysuwają się częściowo poza odrzwia, w skałę, inne przesuwają na środek, mostkując oba skrzydła. Dzięki temu niesposób jest wyważyć bramę.
Nic więcej ciekawego nie znalazł. Z głębi korytarza dobiegły ich jakieś trzaski. Nastawili uszy uważniej, ale się nie powtórzyły.
– Co oni tam robią? - zastanawiał się than.
– Może wpadli na coś? - dopowiedział Zilfini.
– Dadzą sobie radę. W końcu to żelazołamacze - uspakajał ich Galvynssun.
Niedługo później dobiegły ich jakieś stuki i puki, metal uderzający o metal.
– Zbyt miarowe, jak na walkę - orzekł Logirm. - Niech mnie Grungni, jeżeli wiem, co oni tam robią.
Ustało.
Coś zaczęło szurać i stukać, a dźwięk zaczął narastać. Angaztromm wycelował kuszę w stronę tunelu.
– To ja! Brond! - dobiegł ich okrzyk, a po chwili w ich stronę wtoczył się kopalniany wózek, pchany przez Khadinbata.
– Na dole pusto i wygląda na bezpiecznie. Nie brnęliśmy dalej, bo za dużo odgałęzień po drodze. Ale mam transport, dla tych sztab. Możemy je załadować i zabrać na dół.
W kopalni Khazid Aldum, nieco wcześniej.
Sucho, pojedyncza latarnia rozświetla ciemne wnętrze.– Nie wygląda na stary – zgodził się Brond, przypatrując mieczowi, który wcześniej potrącił.

– Co nam szkodzi go pokazać? - poparł brata Khadinbat.
Rhyn rozejrzał się po jaskiniach. Ławy, stoły... Część z nich zaczęła się rozpadać, ale większość była cała. Leżał na nich kurz, jednak nie było go zbyt wiele. Całość nie sprawiała wrażenia na żelazołamaczu, jak gdyby trwała tu od stuleci nieużytkowana. Owszem, drewno mogło być nawet i tak stare. Ale regularnie konserwowane i naprawiane mogło trwać długo. Dopiero gdy przestano tych zabiegów... Ten czy tamten stół mógł się rozpaść kilka, kilkanaście albo kilkadziesiąt lat po opuszczeniu kopalni.
Ale widziane bełty czy strzały na pewno nie były takie stare.
Wyciągnął połamane drewno na środek komnaty. Kilkoma uderzeniami młota rozbił jedną z nóg na mniejsze, a potem nożem nastrugał drzazg i szczap, aby łatwiej było ogień rozniecić. Będąc z tym gotowy, jął krzesać iskry.
– To chodźmy tymczasem wagoniki obejrzeć - Brond zwrócił się do Fenniego.
Ruszyli rozglądając się na boki. Minęli poprzeczne tory. Z jednej i z drugiej ich strony stały nietypowe wagoniki. Zabudowane drewnianą konstrukcją wzmocnioną metalem, tworzyły coś w rodzaju ruchomego muru obronnego. Płytkie korytarze w bokach jaskini umożliwiały wtoczenie tam niewielkich składów. Natomiast w razie potrzeby wagony te dawało się wyciągnąć i przegrodzić nimi całą szerokość pomieszczenia. Zapewne dało się je też te z lewej sprzęgnąć z tymi po prawej. Zabudowa wagoników oferowała dla potencjalnych obrońców liczne otwory czy to strzeleckie, czy to do dźgania bronią drzewcową.
Żadnych włóczni w pobliżu jednak nie znaleźli, za to obok leżały trzy kilofy.
Proste narzędzie przeznaczone do pracy w kopalniach. Stare, sądząc po istniejących wżerach. Chociaż czemu tu się dziwić wżerom, skoro kilof na ogół ciężko pracuje? Łatwo więc i o zniszczenia i o kontakt z solą czy innymi szkodzącymi mu składnikami.
Ale krasnoludzkie, sądząc po wykonaniu.
Wracając do wagoników, tym razem tych normalnych, do przewozu urobku, które stały na bocznicy. Te ewidentnie nie były ostatnio ruszane. Rdza zespoliła koła razem z torami i dwaj żelazołamacze musieli się trochę natrudzić, by jeden z nich cofnąć w końcu po torach i naprowadzić na główną linię.
Zbliżyli się przy tym do dwóch dalszych korytarzy i mogli zerknąć w głąb. Ten, którym w były tory, biegł w miarę prosto obniżając się, a zarówno mrok jak i coraz to niższy sufit uniemożliwiały spojrzenie dalej. Natomiast korytarz na wprost nich zakręcał stopniowo w prawo i też nie było widać, co znajduje się dalej.
Przy bocznicy znajdowały się kołowroty z nawiniętą niewielką ilością grubej liny. Dopiero teraz, z mniejszej odległości dostrzegli, że od kołowrotów lina ta szła systemem bloczków wzdłuż torów, przy podłodze. Podobne bloczki, ale bez liny, dostrzegli teraz wzdłuż głównej trasy.
Gdy Khadinbatom udało się przygotować wagon do wyjechania nim na górę, również i Hagridowi udało się skrzesać ogień.
– No, gotowe - Brond popukał swoją gromrilową rękawicą w wózek.
Rhyn, który właśnie oderwał się od swego zajęcia, by spojrzeć na efekty pracy braci, kątem oka dostrzegł jakiś ruch w korytarzu za ich plecami, po lewej - tam, gdzie biegły dalej tory. Było to niewiele, tyle co ciemny kształt na ciemnym tle, ale... w mrok tunelu odleciał nietoperz.
– Pojadę na górę załadować sztaby. A wy tu pilnujcie - oznajmił Brond, nieświadom obecności zwierzęcia za sobą. Odłożył zbędne bagaże, zaparł się nogami i zaczął toczyć pojazd pod górę. Fenni odprowadzał go wzrokiem dopóki krzywizna tunelu nie skryła go przed ich oczyma.
Zarówno Fenni jak i Grumsson zajęli się interesującymi ich sprawami, w oczekiwaniu na dotarcie pozostałych. Zanim to jednak nastąpiło, nagle w jaskiniach rozległ się donośny dźwięk gongu. Odgłos wibrował i zdawał się docierać do wszystkich zakątków kopalń.
Mapka poglądowa, umiejscowienie postaci na mapie w czasie środka bieżącej kolejki.
