Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
  1. Start
  2. Sesje inne
  3. Rozgrywka
  4. Serce tajgi [Zew Cthulhu]
Serce tajgi
GordianG
Gordian jako
Wielki Cthulhu
Mistrz Gry
KaworuK
Kaworu jako
Eleonora Croft (Anna White)
AgnesA
Agnes jako
Violet Shane
ElvisE
Elvis jako
Ren Watanabe
CyganC
Cygan jako
Walter Murdock (William Evans)
KetharianK
Ketharian jako
John Carter (Mike Dundee)

Serce tajgi [Zew Cthulhu]

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
sercetajgi
116 Posty 7 Uczestników 2.6k Wyświetlenia 3 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • CyganC Niedostępny
    CyganC Niedostępny
    Cygan jako Walter Murdock (William Evans)
    napisał(a) ostatnio edytowany przez
    #103

    Wystrój piętra można było określić jako tajemniczy z dużą dozą ekscentryczności. Korytarz prowadzący do drzwi przypominał wejście do grobowca lub jakieś starej świątyni. Sam dobór oświetlenia sprawiał, że Walter trochę się niepokoił, a do tego te wszystkie maski. Komentarz Madame wzbudził kolejny dreszcz na skórze inżyniera. Nawet odrobinę drgnął, ale szybko się wyprostował i spojrzał z nadzieją, że kobieta tego nie zauważyła. Kolejną dziwną rzeczą jaką zauważył była ogromna gracja, jaką wykazała się antropolożka przy drugiej próbie otwarcia drzwi. Przypadek. Wszedł do środka i zobaczył dość przytulne pomieszczenie. Gdyby Walter kiedyś dorobił się Wili to pewnie jego pracowania wyglądała tak samo. Biurko do pracy, rysunków i prowadzenia notatek. Mała stylowa biblioteczka i kominek dla klimatu, a także łóżko do odpoczynku. To pomieszczenie zrobiło na inżynierze takie wrażenie, że nawet nie spostrzegł się kiedy w jego ręce znalazł się kieliszek. Madame wypiła swój jednym ruchem, natomiast Walter odpuścił sobie.

    Chwilę ciszy przerwała niespodziewana opowieść Beaumont o podróżach. Z początku brzmiało to trochę jak raport, ale z każdym zdaniem opowieść stawała się bardziej potoczna i mniej profesjonalna. Madame zaczęła dodawać więcej swoich odczuć i zmniejszać ilość suchych faktów. Przez te parę minut Walter dostrzegł w tej kobiecie samotność. Chciał coś powiedzieć, lecz kobieta skierowała jego uwagę na maskę tak niezwykłą, wydawałoby się, że wręcz żywą. Na chwilę jego oczy zamarły na przedmiocie, ale szybko madame przywróciła mu świadomość.
    -Oczywiście. Zostanę z panią ale, Będę szczery to dzieję się za szybko. Powiedział po czym spojrzał na Madame z nadzieję, że to zrozumie.
    -Chciałbym najpierw panią lepiej poznać, jest pani w końcu dość tajemniczą osobą. Zaczął mówić po chwili niezręcznej ciszy.
    -Mam pytanie które nurtuję mnie od początku przyjęcia. Co panią tak pociąga w maskach? Muszę przyznać, że pani kolekcja jest dość pokaźna, a także bardzo jakościowa. Walter po tych słowach zrobił ruch w stronę tajemniczej maski. -Czy mogę dotknąć? zapytał stojąc przed oczami ośmiornicy.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    0
    • LubeszL Niedostępny
      LubeszL Niedostępny
      Lubesz
      napisał(a) ostatnio edytowany przez
      #104

      Ren Watanabe

      Odłączyłem się od grupy jakiś czas temu. Szedłem ulicami miasta rozglądając się, a do mojej głowy wracały wspomnienia. Choć w Yatohamie byłem mało razy, to jednak widarzenia które tutaj przeżyłem były nie do zapomnienia. Kroki moje odbijały się o betonowy bruk wtapiając się w tłum przechodniów. Wiedziałem gdzie idę, do urzędu, ciało automatycznie prowadziło mnie w tamtą stronę, choć mój umysł zalewały stare obrazy wydarzeń. Spotkanie z przyjaciółmi, wspólne wypady, głebokie rozmowy i przemyślenia, plany. Miało być tak pięknie, a jednak los rzucił nam inne plany. Mój wzrok utkwiony gdzieś w dal pogrążony w zamyśle, w rosterce i zadumie. Lekki smutek mnie naszedł, próbując sobie ułożyć jak do tego doszło.

      Z moich zamyślań wyrwał mnie hałas przejeźdzającego samochodu, przed którym nagle się zatrzymałem. Choć umysł był gdzieś indziej, ciało pamiętało i czuwało, jak to miało w zwyczaju. Rozejrzałem się upewniając że nic nie jedzie i ruszyłem dalej. Ten momen spowodał powrót mnie do rzeczywistości. Przypominając mi dlaczego znów tu jestem i co mam zrobić. Znaleźć świadka Doktora. Teraz gdy się rozejrzałem zdałem sobie sprawę że poszedłem na około, być może podświadomie chciałem iść tedy aby sobie powspominać. Zaklnąłem pod nosem na siebie, po czym wybrałem jak najkrótrzą trasę do urzędu, wiedzęc że czas który mi dano minął.

      Otworzyłem drzwi urzędu, skanując pomieszczenie. Odnalazłem wolne okienko, przy którym nikogo nie było, a jak widziałem nie było żadnej kolejki. Podszedłem do urzędnika.
      -Witam Pana. Chciałbym się dowiedziedzieć jednej rzeczy. Poszukuję [Nie mogę znaleźć w natłoku wiadomości Imienia i nazwiska]

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      0
      • GordianG Niedostępny
        GordianG Niedostępny
        Gordian jako Wielki Cthulhu
        napisał(a) ostatnio edytowany przez
        #105

        REN

        Ren wszedł do chłodnego wnętrza urzędu, odcinając się od dźwięku ulicy ciężkimi, drewnianymi drzwiami. W środku panował charakterystyczny dla administracji porządek: długie rzędy drewnianych ławek, wysokie lady oddzielające petentów od urzędników i ściany niemal całkowicie pokryte tablicami zapisanymi pionowymi rzędami znaków. Powietrze pachniało tuszem, papierem i wilgotnym drewnem. Gdzieś z głębi pomieszczenia dochodził jednostajny stukot pieczątek oraz ciche szuranie pędzelka po papierze. Urzędnik siedzący przy okienku podniósł znad niego wzrok dopiero wtedy, kiedy Ren się odezwał.
        Oczywiście - odpowiedział automatycznie urzędnik, kiwając głową. Nie wyglądał na szczególnie zaskoczonego. Sięgnął po niewielką kartkę, zamoczył pędzelek w atramencie i starannym pismem zanotował nazwisko. Następnie odwrócił się do stojących za nim wysokich szaf wypełnionych setkami szuflad. Przez kilka minut w pomieszczeniu słychać było jedynie szelest kartotek. Ren obserwował, jak urzędnik przesuwa kolejne przegródki, wyciąga jedną kartkę, po czym ją odkłada i sięga po następną.
        W końcu zatrzymał się. Wyciągnął jedną z kart i zaczął ją czytać. I wówczas jego twarz zastygła w bezruchu. Trwało to może ułamek sekundy, było jednak wyraźnie zauważalne. Jego oczy przesunęły się jeszcze raz powoli po dokumencie, a potem spojrzały na Rena.
        Proszę wybaczyć... - powiedział cicho urzędnik, a strużka potu spłynęła wolno po jego czole - ...ale muszę to skonsultować z przełożonym.
        Skłonił się lekko i zniknął za drzwiami prowadzącymi na zaplecze, zabierając ze sobą kartkę. Ren został sam. Minęła minuta, potem druga, a potem następne dziesięć. W poczekalni nadal panował taki sam spokój, który jednak teraz stał się złowrogą ciszą. Starsza kobieta cierpliwie czekała przy sąsiednim okienku, gdzie indziej jakiś mężczyzna podpisywał dokumenty. Wszystko wyglądało normalnie. Tylko dlaczego wszystko jest tak zwyczajne i rutynowe, kiedy Renowi serce zaczęło bić coraz mocniej? Minuty wlokły się niczym godziny. Zegar na ścianie tykał, a jego cosekundowy szelest był niemal równy z co trzecim uderzeniem serca Rena.
        Po jakimś czasie drzwi wejściowe otworzyły się. Do środka weszło dwóch umundurowanych funkcjonariuszy. Niemal w tym samym momencie w drzwiach, w których wcześniej zniknął urzędnik, pojawił się starszy mężczyzna w garniturze, trzymając w ręku kartę meldunkową.
        Panie Watanabe - zaczął, poprzedzając to ukłonem w kierunku Rena. - Czy byłby pan uprzejmy poświęcić nam jeszcze kilka minut? Myślę, że możemy pomóc sobie nawzajem... - powiedział spokojnie, a dwóch funkcjonariuszy po chwili stało już po obu stronach Rena.
        Odprowadzili go do niewielkiego gabinetu znajdującego się na zapleczu urzędu. Było ono skromne, ale urządzone z pedantyczną wręcz dokładnością: drewniane biurko stało idealnie równolegle do ściany, na nim leżał jedynie kałamarz, pędzel, kilka teczek i niewielka flaga Cesarstwa Japonii, a za biurkiem na ścianie wisiały portrety cesarza Hirohito i generała Hideki Tojo. Za oknem widać było fragment ulicy i przechodzących ludzi, jednak szyby były matowe, przez co wszystko wyglądało jak za mgłą.
        Proszę sobie usiąść, panie Watanabe - urzędnik wskazał Renowi fotel naprzeciwko biurka, a sam zajął miejsce przy nim. Po obu stronach Rena stanęli policjanci. Mężczyzna zaczął przeglądać kartę meldunkową, przez dłuższą chwilę nie odzywając się ani słowem, przedłużając tym samym złowrogą ciszę.
        Nazywam się Hiroshi Saito. Kieruję tym wydziałem - skłonił lekko głowę, po czym wziął do ręki pędzelek i zaczął wypytywać Rena o jego dane osobowe. Słuchał, wszystko skrupulatnie notując. W końcu zaczął zadawać niemal maszynowo kolejne pytania i notując odpowiedzi Rena:
        Dlaczego poszukuje pan pana Kazuo Nakamury?
        Czy ma pan z nim umówione spotkanie?
        Korespondował pan z nim?
        Czy pan Nakamura wie, że go pan poszukuje?

        W końcu, po sporządzeniu chyba czegoś w rodzaju protokołu z przesłuchania, spojrzał Renowi w oczy, odrywając wzrok od kartki, i powiedział z lekką nutką ironii w głosie:
        To bardzo ciekawe, wie pan? Bo według naszych rejestrów pan Kazuo Nakamura od ponad roku nie mieszka pod żadnym z adresów, pod którymi był zameldowany. Oficjalnie wyprowadził się bez podawania nowego miejsca pobytu. Czy może mi pan powiedzieć skąd zna pan to nazwisko? - to ostatnie pytanie padło nieco ostrzej, niż poprzednie. Saito siedział przez chwilę nieruchomo, po czym nieznacznie się uśmiechnął. Wstał, podszedł do okna i spojrzał w nie, a po chwili zaczął mówić do Rena patrząc na niego podczas przechadzania się po całym gabinecie.
        Panie Watanabe, proszę pozwolić udzielić sobie pewnej rady. Jest pan Japończykiem, prawda? Na to wskazuje pańskie nazwisko i akcent. Zna pan realia naszego kraju znacznie lepiej, niż pana amerykańscy towarzysze - na te słowa Renowi aż mocniej zabiło serce. Skąd ten człowiek wie skąd i z kim Ren przybył? Skąd wie, że są oni Amerykanami, choć Chance załatwił im fałszywe australijskie paszporty, do których Ren jako prawnik nie znalazł żadnych zastrzeżeń? - Dlatego proszę wyjaśnić im, że nazwisko pana Nakamury nigdy więcej nie powinno już padać publicznie. To nazwisko... sprowadza na pewnych ludzi niepotrzebne zainteresowanie. Oczywiście nie mogę zabronić państwu prowadzenia jakichkolwiek badań, Japonia jest państwem prawa. Mam jednak nadzieję, że nie będzie pan zmuszał mnie do ponownego spotkania z panem - Saito uśmiechnął się i dał znak funkcjonariuszom, by ci wyprowadzili Rena na zewnątrz.
        Zegar wiszący na ścianie wskazywał na to, że cały pobyt Rena w urzędzie trwał nieco tylko ponad pół godziny. Jednak dla Rena była to niemal cała wieczność.
        Kiedy policjanci wyprowadzili go na zewnątrz, jeden z nich jakby mimochodem wepchnął Renowi coś w rękę. Kiedy prawnik spojrzał na niego, funkcjonariusz mrugnął do niego okiem. W ręku Rena znajdowała się jakaś wizytówka mówiąca Klub Kurohane wraz z adresem w dzielnicy portowej Jokohamy.

        ELEONORA I VIOLET

        Dwaj starsi dżentelmeni przerwali rozmowę i spojrzeli na Eleonorę z pewnym zaskoczeniem.
        Madame Beaumont? - powtórzył jeden z nich z brytyjskim akcentem. - Obawiam się, że przed chwilą opuściła salę.
        Z jednym z pańskich towarzyszy!
        - rzucił z lekkim uśmiechem drugi. - Z tym... lekko gburowatym, z przystrzyżonym wąsem - obaj wymienili krótkie spojrzenia i roześmiali się cicho.
        W tej samej chwili przez salę przeszła Violet. Rozejrzała się uważnie po sali, aż w końcu złapała wzrokiem Eleonorę.

        WALTER

        Ręka madame już kierowała się do jej dekoltu, który najwyraźniej zamierzała rozszerzyć jeszcze bardziej. Wydawała się nieco zawiedziona brakiem okazania jej uwagi przez Waltera. Pociągnęła jednak kolejny łyk armagnaku ze swojego kieliszka, usiadłszy na łóżku, po czym odpowiedziała:
        Maski... - wyszeptała cicho, poprawiając swoją sukienkę. - Dlaczego je zbieram? Bo każda z nich jest opowieścią o tym, kim człowiek chciałby zostać. Służyły one ludziom właściwie od zawsze, i służą do dzisiaj. Kapłan chce być bardziej mistyczny, wojownik bardziej przerażający, i to wszystko ma swoje odzwierciedlenie w maskach - wstała, odstawiła pusty kieliszek i wskazała dłonią gablotę stojącą parę kroków od łóżka. - A tamta... tamta jest moją ulubioną - powiedziała z uśmiechem, pokazując na maskę, na którą Walter zwrócił uwagę. - Pochodzi z Mandżurii. Zdobyłam ją zaledwie kilka dni temu od jakiegoś weterana. Twierdził, że jest przeklęta... - zaśmiała się cicho. - Handlarze zawsze dodają do swoich trofeów takie historie, wtedy mogą sprzedać je drożej. Ale od weteranów zawsze można kupić coś ciekawego. Często sprzedają bezcenne artefakty, które zdobyli na wojnie, za bezcen. Nie zdają sobie sprawy z ich wartości, a często są inwalidami bez środków do życia i chcą się tego jak najszybciej pozbyć - znów się zaśmiała. Szła przez pokój lekko się chwiejąc, przysiadając na biurku, na którym leżała zniszczona paczka po masce z mnóstwem kartek zapisanych pionowo azjatyckimi znakami. - Ale jeśli to tak pana interesuje, to proszę podejść i obejrzeć. Może pańskie inżynierskie oko wychwyci tu coś ciekawego...
        możesz rzucić na spostrzegawczość i/lub okultyzm

        JOHN

        Młody Japończyk wysłuchał Johna uważnie, od czasu do czasu tylko przytakując.
        Rozumiem. Jeśli pan Watanabe rzeczywiście wybrał się do urzędu meldunkowego, wiem o którym miejscu pan mówi. O tej porze urząd jest już, oczywiście, zamknięty, ale możemy zacząć właśnie tam. Być może ktoś chociaż coś widział. Chyba, że ma pan inny pomysł, w końcu pan tu dowodzi - powiedział dość poważnym tonem. - A jeśli chodzi o angielski, to urodziłem się w Londynie. Mój ojciec pracował tam przez jakiś czas. Był jednym z oficerów wysłanych na szkolenie do Wielkiej Brytanii. Zawsze mi powtarzał, że Japonia musi nauczyć się rozmawiać z zachodem.
        Drużyna Johna opuściła posesję madame Beaumont, zostawiając za plecami ciepłe światło lampionów i gwar eleganckiego przyjęcia. Już po kilkudziesięciu metrach wszystko wydawało się zupełnie inne. Szerokie aleje dzielnicy cudzoziemskiej ustąpiły miejsca węższym uliczkom, gdzie drewniane domy stały niemal ściana w ścianę, a światło papierowych lamp odbijało się w mokrym bruku. Wieczorne powietrze było ciężkie od zapachu morza, ryb, gotowanego ryżu i dymu z węgla drzewnego.
        Ku zaskoczeniu Johna, "pałkarze" przez pierwsze kilka minut zachowywali się zadziwiająco spokojnie. Aż za spokojnie. Biggy oglądał wystawy sklepików, jakby zastanawiał się ile mógłby zarobić na przemycie tych leżących na nich przedmiotów. Franny rozglądał się znacznie uważniej.
        Ci policjanci jakby... bardziej prosto od naszych chodzili - mruknął, kiedy minęli patrol dwóch żandarmów.
        Bo to Japonia, geniuszu - parsknął Red. - Tu nawet złodzieje mają swój kodeks honorowy. Nie to co u nas. Własną rodzinę by ojebali, kutasy złamane, nie mówiąc już o sąsiadach i kolegach...
        Ticky zachichotał, choć najwidoczniej nie do końca zrozumiał żart. Młody Japończyk w końcu odezwał się do nich:
        Prosiłbym szanownych panów o bycie nieco ciszej - na te słowa "pałkarze" spojrzeli się na niego z pewnym wyrazem zaskoczenia na twarzy. Może dlatego, że nie przywykli do tego, żeby jakiś gołowąs wydawał im polecenia, a może dlatego, że nie wiedzieli, że można się do nich zwracać tak uprzejmie.
        No przecież kurwa jestem cicho! - Biggy rozłożył ręce.
        To zapewne właśnie dlatego słyszałem pana z trzydziestu metrów... - odpowiedział spokojnie Japończyk.
        Mówiłem ci... - parsknął Red, kiedy skończył rechotać.
        Minęli grupkę małych dzieci, idących równymi dwoma rzędami, ubranych w miniaturowe mundury wojskowe i trzymających lampiony. Prowadziła ich jakaś kobieta, bez munduru, ale z miną wskazującą na wychowanie w wojskowym drylu. Dzieci recytowały jakiś wierszyk, którego nikt nie rozumiał. Młody Japończyk nie przetłumaczył im go, chyba aż tak dobrze po angielsku nie mówił, żeby tłumaczyć lirykę, powiedział jednak:
        Jeszcze kilka lat temu czegoś takiego nie było... - westchnął. - Ale czasy się zmieniają. Teraz coraz częściej uczy się dzieci podobnych rzeczy...
        A o czym to było?
        - zapytał Red. Przewodnik znowu westchnął.
        O cesarzu, o armii, o tym że dzieci muszą jak najszybciej dorosnąć, żeby służyć swojemu krajowi i budować japońskie imperium... - zasmucił się nieco. - Jeszcze niedawno słychać było wierszyki i piosenki o porach roku, o kwiatach kwitnącej wiśni albo o bohaterach dawnych legend. Teraz... coraz częściej wyglądają one właśnie tak - spojrzał na odchodzące w oddali dzieci. - W Japonii teraz wielu ludzi uważa, że "nadchodzą wielkie czasy". A wielkie czasy wymagają odpowiedniego wychowania... - nie powiedział już nic więcej. Przez dłuższą chwilę szli w milczeniu, bo nawet "pałkarze" chyba nie byli w stanie znaleźć odpowiednio głupiego żartu.
        W końcu dotarli do szerokiego placu przed budynkiem urzędu meldunkowego. O tej porze był już zamknięty. W większości okien panowała ciemność, jedynie gdzieś na piętrze paliła się pojedyncza lampa, jakby ktoś kończył jeszcze pracę.
        Jesteśmy na miejscu - powiedział przewodnik. - Zatem jakie plany teraz?
        możesz rzucić na spostrzegawczość, jeśli chcesz szukać jakichś śladów, lub na cokolwiek co przyjdzie ci do głowy i będzie zgodne z twoim pomysłem na działanie

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        ♥
        2
        • AgnesA Niedostępny
          AgnesA Niedostępny
          Agnes jako Violet Shane
          napisał(a) ostatnio edytowany przez Agnes
          #106

          Violet skierowała się do sali, żeby wyjaśnić Eleonorze ewidentne nieporozumienie, do którego doszło pomiędzy nią a pułkownikiem. W pierwszej chwili, gdy weszła do sali, nie mogła odnaleźć wzrokiem nikogo z ich ekspedycji. Wreszcie udało jej się pochwycić wzrok Eleonory rozmawiającej z dwoma roześmianymi mężczyznami. Przeprosiła ich grzecznie i odciągnęła towarzyszkę na bok.

          -Czemu tak nagle odeszłaś i zostawiłaś mnie z nim samą? - szepnęła z lekką pretensją w głosie. - Wydaje mi się, że źle zrozumiałaś intencje pułkownika. Prosił tylko, żebyśmy dowiedziały się czegoś o tej nowej masce. Wystarczy znaleźć madame i z nią porozmawiać. Nie ma w tym nic złego. A pułkownik jest gotowy nam pomóc niezależnie od efektu, ale pewnie informacje o masce zmotywują go jeszcze bardziej. Pomożesz? Czy mam to zrobić sama? - spytała z determinacją. - Gdzie właściwie podziała się madame? I Walter? I John? - spytała już spokojniej, rozglądając się po sali.

          @kaworu

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          1
          • KaworuK Niedostępny
            KaworuK Niedostępny
            Kaworu jako Eleonora Croft (Anna White)
            napisał(a) ostatnio edytowany przez Kaworu
            #107

            Eleonora nie wiedziała, czy lubi dwójkę dżentelmenów i ich chichot, nie wiedziała też do końca, co myśleć o rewelacjach Violet.

            - Kochana – zaczęła – Możliwe, że doszło do nieporozumienia, może tak, może nie. Wybacz, myślałam, że opuścisz tego pana razem ze mną. Ja… - zastanowiła się, co chce powiedzieć – możemy porozmawiać z Madame i możemy zapytać o tą maskę, jeśli tylko informacje są tym, na czym zależy pułkownikowi. Nie rozumiem jednak, czemu wysługuje się dwiema obcymi damami, jeśli jego intencja są naprawdę czyste… - zmarszczyła brwi – Wybacz, może naprawdę zareagowałam zbyt emocjonalnie i może naprawdę nie ma tutaj żadnego niewłaściwego zachowania. Rozmowa nie jest czymś, czego powinniśmy się wstydzić lub bać. A co do Madame… udała się z naszym Walterem w… prywatne miejsce – nie wiedziała, jak ładnie wyjaśnić Violet zachowanie dwójki mężczyzn – moglibyśmy się do nich udać, o ile nie będziemy im… przeszkadzać? – starała się uśmiechnąć, ale wyszedł jej tylko jakiś krzywy grymas.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            2
            • AgnesA Niedostępny
              AgnesA Niedostępny
              Agnes jako Violet Shane
              napisał(a) ostatnio edytowany przez
              #108

              -Oh, poszli oglądać prywatną kolekcję Madame? To doskonała okazja. Wystarczy, że do nich dołączymy i zadamy parę pytań. To którędy? - spytała, rozglądając się za wyjściem. @kaworu

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              3
              • LubeszL Niedostępny
                LubeszL Niedostępny
                Lubesz
                napisał(a) ostatnio edytowany przez Lubesz
                #109

                Ren Watanabe

                Gdy urzędnikodszedł w stronę wysokich szaf, w których były dane meldunkowe, nerwowo, nawet bardziej przez niecierpliwość stukałem palcem o palec. Nie nawidziłem czekać, a konkretnie w takich okienkach. Dość mocno mi się kojarzył z okienkami w więzieniach do odwiedzin. Byłem raz w takim miejscu w czasie nauki. Wspomnienia nie należały do najlepszych. Osadzeni w pomarańczowych ubraniach, z nienawistnymi spojrzeniami, i wulgaryzmami na ustach. Szuranie szuflad wspomagało pogłebienia się w przeszłości, i oczami widziałem przez chwilę archiwum właśnie więzienia czy też akt do sądu. To wtedy przygotowywaliśmy się do obrony. Sprawa właściciela jednego z hoteli była skąplikowana, i makabryczna.

                Z mojego umysłu wytrącił mnie nagły bezruch urzędnika, przez co lekko się nachyliłem jakbym oczekiwał że od razu powie. Jednak tamten się zawachał, co mi od razu się nie spodobało. Moje czoło zmarszczyło się z lekkiego niezadowolenia.
                -Ale...- Powiedziałem ale mężczyzna znikł za drzwiami zabierając kurtkę.

                Zabrał kurtkę.... To dziwne, chyba że przełożony o tej porze już jest w domu i musi zadzwonić. To był miało lekki sens, raczej mało prawdopodobne by było gdyby dzwonił do kogoś innego.
                Zacząłem krązyć tu i tam czekając na rozwój sytuacji, nie wiedząc co robić. Spoglądałem na innych, próbując dostrzec coś co mogę zrobić, czy do kogo podejść kolejnego. Jednak nie musiałem nic zrobić, lecz to co było później było jeszcze bardziej niepokojące.

                Mundurowi weszli i otoczyli mnie, a ja stałem jak wyryty, nie robiłem szybkich ruchów. Obróciłem się co nowo przybytego, który miał kartę meldunkową tą którą urzędnik wcześniej wyjął.
                -Tak...oczywiście- Odparłem, a w głosię widać było już nauczoną urzędową mowę.

                Podążyłem za nimi do gabinetu, który niczym się nie wyróżniał od innych tego typu pokojach. Za poleceniem usiadłem na krześlę, przyglądając się poczynaniom Hiroshiego. Podałem mu swoje prawdziwe dane, gdyż tutaj nie było co ukrywać nic.

                Odpowiedziałem na konkretne pytania:

                • Nie nie byłem umuwiony
                • Nie pisałem z nim
                • Nie, nie wie że go poszukuję
                • Poszukuję gdyż ma cenne informację które mogą mi być potrzebne

                Gdzy mężczyzna wyznał że nasz poszukiwany ukrywa się dość mocno, aż zaniemówiłem, lecz nic nie dałem po sobie poznać. Słuchałem go z ciekawością, co mógł zauważyć. Gdy zadał mi kolejne pytanie odpowiedziałem iż mam z nim związaną sprawę, i szczegółów nie mogę wyjawić. Miało to na celu lekko nakierowanie iż jestem wysłany przez rząd zza granicy,a jednocześnie nie powiedziałem że nie. Pośrednia prawda która była niedopowiedzeniem. Mój wzrok podążął za nim gdy zaczął chodzić.
                Jego rada nie mniej jednak brzmiała jak groźba i ostrzeżenie, ale czy przed nim czy może przed kimś jeszcze. Choć po ostatnim zdaniu mam wrażenie że to on może sprawić kłopoty.

                Funkcjonariusze odprowadzili mnie do wyjścia, a moje oko zachaczyło zegar pobliski. Pół godziny.... cóż dobrze że nie areszt za szukanie osoby podejrzanej.
                Gdy wiatr zakuł mi w twarz, poczułem dotyk w ręcę. Spojrzałem na mężczyznę w mundurzę który był jednak całkiem całkiem. Nie wiedziałe przez chwilę dlaczego dotknał mojej ręki, lecz gdy poczułem w dłoni wizytówkę, to aż serce zabiło mi mocniej. Spojrzałem jeszcze raz na przystojniaka który póścił oczko, a jak uśmiechnąłem się delikatnie i lekko ukłoniłem prawie niezauważalnie.

                Stukając wizytówką, zastanawiałem się co robić, czy iść tam, czy wrócić do towarzyszy. Klub Raczej prosperuje w nocy, ale może akutat teraz nasz cel tam był, gdy nie jest tłoczno. Szybkim krokiem powędrowałem w stronę dzielnicy portowej. Nie słyszałem o tym klubie, więc musiałem go sam poszukać. Nie spodziewałem się aby było go ciężko znaleźć.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                💚
                1
                • CyganC Niedostępny
                  CyganC Niedostępny
                  Cygan jako Walter Murdock (William Evans)
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                  #110

                  Walter delikatnie otworzył gablotę i wyjął z niej idealnie wypolerowaną maskę ośmiornicy. Oglądanie zaczął od oczu. Patrzenia na nie a bardziej w nie, można było porównać tylko do jednego - oceanu nocą. Nim dłużej go obserwujesz, tym bardziej wydaje ci się, że to on obserwuje ciebie. Dokładnie takie samo wrażenie wywoływały oczy maski. - Panie Walterze. Czy wszystko w porządku? - zapytała Madame zaskoczona tak długą przerwą w poruszaniu się inżyniera. - Tak, tylko oczy tej maski wydają się jakby żywe. - odpowiedział ewidentnie skołowany tym jak dobrze wykonana może być maska.

                  Po tym lekkim zaskoczeniu kontynuował oglądanie. Macki, zęby i przyssawki wykonane równie dobrze jak oczy. Jak można coś takiego stworzyć? Ta myśl przechodziła mu przez głowę podczas obracanie maski na drugą stronę. Z tyłu spodziewał się gładkiego miejsca na twarz i bez zaskoczenia to też ujrzał. Chwilę się przyglądał powierzchni jakby od niechcenia, gdy nagle zauważył małe symbole zapisane czymś czerwonym. Madame. - zwrócił uwagę kobiety i podszedł powoli do biurka. Proszę spojrzeć. Na odwrocie maski są jakieś azjatyckie symbole. - powiedział przekazując maskę do rąk Madame.

                  Kiedy kobieta była zajęta symbolami, oczy Waltera powędrowały na biurko, na którym znajdowały się kartki z bardzo podobnymi symbolami, a może nawet i identycznymi. W gromadzie obcych znaków ujrzał mniejszą kartkę z treścią zapisaną w angielskim - "Decyzje najlepiej podejmować szybko. Masz czas do wieczora. Cena jest wysoka, ale przecież warto! T." Dość tajemnicza wiadomość. Pomyślał zaciekawiony inżynier, aczkolwiek nie zapytał o tą notatkę. Gdyby Madame chciała pomocy lub rady sama by o to poprosiła. Walter nie był chamem, żeby narzucać swoją pomoc.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  1
                  • KetharianK Online
                    KetharianK Online
                    Ketharian jako John Carter (Mike Dundee)
                    Obsługa Moderator Mecenas
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                    #111

                    Urząd meldunkowy w Yokohamie


                    John Carter przyjrzał się uważnie jedynemu oknu budynku, w którym pełzała poświata słabego oświetlenia, po czym przeniósł spojrzenie na młodego Akitę Yashinoto.

                    - Szczęście wydaje się nam sprzyjać - powiedział kiwając nieznacznie głową - Ktoś jeszcze nie wyszedł do domu. Z oczywistych powodów muszę zdać się na pana pomoc, panie Yashinoto. Czy zechce pan zwrócić na siebie uwagę tego zacnego urzędnika, który okazał się tak pracowitym człowiekiem?

                    Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    0
                    • GordianG Niedostępny
                      GordianG Niedostępny
                      Gordian jako Wielki Cthulhu
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez Gordian
                      #112

                      WALTER, VIOLET I ELEONORA

                      Madame Beaumont ostrożnie wzięła maskę z rąk Waltera i przyjrzała się czerwonym znakom znajdującym się na jej wewnętrznej stronie.
                      Hmm... - zmarszczyła lekko brwi. - Nie przypominam sobie, żeby handlarz wspominał o czymś takim...
                      Nie zdążyła jednak wyjaśnić, czego handlarz jej nie wyjaśnił, bo w tej chwili zahaczyła udem o krawędź biurka, a jej ręka z kieliszkiem pełnym armagnaku przechyliła się. Bursztynowy płyn rozlał się szeroką smugą prosto na spodnie inżyniera.
                      Mon Dieu! - wykrzyknęła Beaumont. - Panie Walterze, strasznie pana przepraszam... - choć jej twarz na to nieszczególnie wskazywała, bo zaniosła się chichotem. - Proszę się nie ruszać, coś na to zaradzę...
                      Nie czekając na odpowiedź, odłożyła pusty kieliszek i niemal odruchowo uklękła przed nim. Wzięła niewielką, haftowaną chusteczkę, którą trzymała w małej kieszeni jej sukienki, i zaczęła energicznie osuszać nią plamę na nogawce spodni, mrucząc pod nosem kolejne melodyjne francuskie zwroty, zabarwione dodatkowo mrukliwym głosem osoby pod wpływem alkoholu.
                      I w tej właśnie chwili rozległo się ciche pukanie do drzwi. Madame najwidoczniej go nie usłyszała, bo nie zareagowała. Podobnie Walter, stojący tyłem do drzwi. Wobec braku odpowiedzi, Violet i Eleonora uchyliły je lekko i weszły do pomieszczenia.
                      Zastały w nim Waltera, stojącego tyłem do nich, oraz klęczącą przed nim madame, która wykonywała energiczne ruchy ręką w okolicy krocza inżyniera, do tego mamroczącą pod nosem coś po francusku. Madame dopiero po chwili zdała sobie sprawę z nowych gości. Trudno było powiedzieć, czy zdaje sobie sprawę z tego jak ta scena musi wyglądać z perspektywy osób, które dopiero weszły do pomieszczenia...
                      Czy panienki czegoś potrzebują? - spytała, zerkając na nie swoim figlarnym wzrokiem, nie przerywając pracy nad spodniami Waltera, który dopiero w tej chwili zorientował się, że ktoś wszedł do pokoju.

                      REN

                      Opuszczając urząd, Ren spojrzał jeszcze raz na kawałek kartki spoczywający w jego dłoni. Klub Kurohane. Nazwy tej nie kojarzył. Nie było też żadnych innych informacji, poza adresem tego miejsca. Musiał wrócić do dzielnicy portowej.
                      Im bardziej Ren się do niej zbliżał, tym bardziej zmieniało się otoczenie. Szerokie ulice ustępowały miejsca gęstszej zabudowie magazynów, składów i warsztatów. W powietrzu unosił się zapach smoły, soli, ryb oraz mokrych lin okrętowych. Co chwilę mijał marynarzy schodzących ze statków pod obcymi banderami, robotników pchających ciężkie wózki z towarem i riksze przeciskające się pomiędzy pieszymi. Nieco dalej port przechodził jednak w zupełnie inną dzielnicę.
                      Zamiast magazynów pojawiły się niewielkie restauracje, herbaciarnie i lokale z kolorowymi szyldami. Nad ulicami wisiały lampiony, mimo że słońce wciąż znajdowało się wysoko. Z wnętrza jednego z budynków dobiegały dźwięki saksofonu i fortepianu. Kilka kobiet w zachodnich sukniach śmiało się przy wejściu, podczas gdy elegancko ubrani mężczyźni prowadzili ożywione rozmowy po japońsku, angielsku i chińsku. Adres się zgadzał. Na ciemnym, lakierowanym szyldzie Ren spostrzegł napis Klub Kurohane.
                      Budynek wyglądał na dość elegancki lokal. Przy wejściu portier w skrojonym garniturze kłaniał się lekko każdemu, kto wchodził do środka. Tam zaś panował półmrok. Powietrze było ciężkie od zapachu tytoniu, perfum i świeżo mielonej kawy. Gdzieś z głębi sali cicho sączył się jazz, choć w tym momencie scena była pusta, a muzyka dobiegała z gramofonu. Większość stolików była zajęta, choć lokal nie sprawiał wrażenia zatłoczonego. Kilku marynarzy grało w karty, dwóch europejskich kupców prowadziło cichą rozmowę nad filiżankami kawy, a w głębi sali trzech starszych Japończyków rozgrywało partię go z takim skupieniem, jakby od wyniku zależało ich życie.
                      Po lewej stronie znajdował się długi bar z rzędami zachodnich alkoholi ustawionych na półkach. Za nim pracował barman o kamiennej twarzy. Po prawej stronie kilka szerokich schodów prowadziło na antresolę z balkonem. Tam ustawiono ciężkie drewniane drzwi z matowymi szybami. Co jakiś czas znikał za nimi któryś z gości, aby po chwili wrócić. Ren zauważył również jeszcze jedne drzwi. Niepozorne, niemal ukryte za ozdobnym parawanem przedstawiającym stado kruków unoszących się nad górskim krajobrazem. Od czasu do czasu któryś z kelnerów przechodził przez nie z tacą, lecz żaden z gości nawet nie próbował się tam kierować.
                      Nikt zdawał się nie zwracać na Rena najmniejszej uwagi. Tak się przynajmniej wydawało...

                      JOHN

                      Oczywiście! - Japończyk skinął głową i podszedł do ciężkich drzwi urzędu. Kilkakrotnie zastukał drewnianą kołatką zawieszoną obok wejścia. Przez dłuższą chwilę nie działo się nic. Dopiero po kilkudziesięciu sekundach za mlecznym szkłem zamajaczyła sylwetka człowieka z lampą oliwną i rozległ się zgrzyt rozszerzających się drzwi.
                      W szczelinie pojawiła się twarz starszego mężczyzny w okrągłych okularach. Spojrzał na młodzieńca, potem na resztę. Rozmawiali chwilę po japońsku, czego John i "pałkarze" nie byli w stanie do końca zrozumieć. Ton pozostawał spokojny, choć po kilku zdaniach starzec wyraźnie spoważniał. Rozmowa trwała może ze dwie minuty. W końcu urzędnik westchnął, kiwnął głową z krótkim sayonara i zamknął drzwi. Przewodnik odwrócił się do Johna.
                      Powiedział, że wspomniany człowiek był tu dzisiaj w południe. Rozmawiał z kierownikiem wydziału i wyszedł w towarzystwie dwóch policjantów... - powiedział spokojnie Japończyk. - Chce pan iść na policję, panie Carter? Czy ma pan inny plan?

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      1
                      • AgnesA Niedostępny
                        AgnesA Niedostępny
                        Agnes jako Violet Shane
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez Agnes
                        #113

                        Violet na ten widok stanęła jak wryta, a jej twarz osiągnęła kolor zbliżony do włosów. Dopiero dotarło do niej, co miała na myśli Eleonora.
                        -Oh! - wykrzyknęła. - Chyba przeszkadzamy. Może przyjdziemy póź...
                        Spróbowała odwrócić wstydliwie wzrok od Waltera i jej wzrok padł na odłożoną na biurko maskę. Zawahała się, czy powinna się wycofać, czy raczej wykorzystać okazję. Gdy rzuciła okiem na parę, napotkała wzrok Waltera. Dostrzegła w nim zaskoczenie i zażenowanie zwyczajne dla takiej sytuacji, jednak coś w tym spojrzeniu ją zdziwiło. Było w nim coś... błagalnego. Wbrew temu, czego spodziewała się Violet w oparciu o swoją ograniczoną wiedzę z tej dziedziny, Walter zdawał się nie czerpać przyjemności z natarczywych zabiegów Madame.
                        -Właściwie... to jednak tak. Potrzebujemy czegoś - podjęła, odzyskując pewność siebie, Violet. - A raczej chciałybyśmy porozmawiać o pani przewspaniałej kolekcji. Bo tak się składa, że żywo zainteresowały mnie pani maski. Pan Walter zresztą... - dziewczyna usilnie starała się patrzeć w punkt na lewo od mężczyzny - wie, jak jestem ciekawa świata. A pani cudowne maski mogą być wspaniałą drogą do jego poznania - Violet nie była pewna, czy jej potok słów zachowuje jakikolwiek sens, chociaż nie miało to wielkiego znaczenia zważywszy na stan jej rozmówczyni.
                        -Choćby ta - wskazała na maskę spoczywającą na biurku obok pustego kieliszka. - Wygląda bardzo interesująco. Chętnie bym o niej posłuchała.
                        Dopiero, gdy wyrzuciła z siebie jednym tchem te słowa, zauważyła, że kurczowo ściska ramię Eleonory, jakby podświadomie obawiała się, że ta znów się wycofa, zostawiając ją w niezręcznym położeniu.
                        @kaworu @cygan

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        😨
                        2
                        • KaworuK Niedostępny
                          KaworuK Niedostępny
                          Kaworu jako Eleonora Croft (Anna White)
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                          #114

                          Eleonora również się zarumieniła. Spuściła oczy, patrząc na swoje stopy (które poruszały się niezręcznie w zdenerowaniu). Nie zamierzała jednak opuścić Violet… choć miała wielką ochotę na opuszczenie tego pomieszczenia.

                          - My, em… - zaczęła, czując się strasznie zawstydzona – Chciałyśmy porozmawiać z Panią o maskach, jak mówi Violet, ale, em… może będzie lepiej, jak już sobie pójdziemy? – spytała błagalnym tonem, mając nadzieje, że zostaną poproszone o wyjście z pomieszczenia.

                          Kyrie, jak ona spojrzy potem Walterowi w oczy? Chryste, co za wstyd, miała ochotę się zapaść pod ziemię.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          1
                          • CyganC Niedostępny
                            CyganC Niedostępny
                            Cygan jako Walter Murdock (William Evans)
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez
                            #115

                            Za chwilę Madame zdradzi więcej sekretów o masce, tym samym obdarzając Waltera jeszcze większym zaufaniem a przynajmniej tak powinno się wydarzyć. Madame miała już zaczynać opowieść o handlarzu, gdy nagle cały kieliszek armagnaku wylądował na spodniach Waltera.
                            - Nic się nie stało, proszę tylko dać mi chusteczkę a pani... - Madame niezbyt obchodziły prośby. Jej osoba niemal natychmiastowo pojawiła się przed nim i zaczęła osuszać jego spodnie. Walter jeszcze kilka razy próbował przekonać kobietę, że sam sobie z tym poradzi, ale bezskutecznie.
                            Ale to musi głupio wyglądać dla osoby wchodzącej do pokoju. Na szczęście Madame zakluczyła drzwi. Chyba. Uspokojony tym faktem Walter nie protestował już. Czekał aż Madame uzna, że skończyła i zacznie swoją opowieść. Spokój został przerwany przez antropolożkę, gdy przywitała gości. Gości!? Walter natychmiast odwrócił się w stronę drzwi z których dobiegł krzyk Violet. Spojrzał na towarzyszki, potem na Madame, znów na towarzyszki. Przez chwile patrzył tępym spojrzeniem na towarzyszki nie wiedząc co powiedzieć. Ten stan utrzymał się do momentu, aż Violet nie wskazała na maskę ośmiornicy. W tej chwili Walter poczuł w sobie obowiązek chronienia prywatności Madame. Pomógł jej wstać z kolan i delikatnie posadził ją przy biurku w taki sposób, żeby zakrywała swoim ciałem maskę. Przeciągnął dłonią po swojej twarzy jakby chciał zmyć z siebie wstyd. -Armagnak. Zwyczajnie rozlał się Madame na moje spodnie i chciała mi pomóc nic więcej. Na prawdę. Walter mówił z zawiedzeniem. Powodem tego było nie sprawdzenie drzwi. Zaufać z dopilnowaniem czegokolwiek komuś pijanemu. westchnął i kontynuował -Violet wiem, że jesteś ciekawska. W twoim wieku też pewnie bym wparował do pomieszczenia bez zaproszenia gdybym chciał się czegoś dowiedzieć. Więc nie żywię urazy. - po tych słowach lekki uśmiech i pogodna mimika skierowana w stronę Violet zmieniła się w czyste zawiedzenie, którym przez chwilę obdarzył Eleonorę. Chciał coś powiedzieć, ale zdawał sobie sprawę, że to też jego winna. Jedno pociągnięcie klamki i sytuacja by nie istniała. Z jednej strony dobrze, że jesteście. Z chęcią bym was zaprosił, ale nie zapominajmy, że to własność Madame i jeśli nie będzie chciała wam pokazać kolekcji to musicie to zaakceptować. Możecie na chwilę wyjść? Ja i Madame musimy coś obgadać. Kiedy jego towarzyszki opuściły pokój Walter znów podszedł do Madame. -Oczywiście zrozumiem jak nie będzie pani chciała pokazać im tej maski. Jest to pani własność i wspominała pani, że zazwyczaj nie pokazuje ich gościom więc nie mam zamiaru nalegać. Jednak Eleonora. Ta wyższa jest specjalistką w Japonistyce a także Antropologii więc na pewno bardzo by nam pomogła z tym znaleziskiem - Walter wskazał na znaki zapisane czerwonym. Co do Violet może i jej wiedza niezbyt nam się przyda, ale mogę ręczyć za jej błyskotliwość i spostrzegawczość. Może ona zauważy coś jeszcze na tej masce czego my nie widzimy? Decyzja należy jednak do pani. Ja ją uszanuje i moje towarzyszki z pewnością też.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            2
                            • LubeszL Niedostępny
                              LubeszL Niedostępny
                              Lubesz
                              napisał(a) ostatnio edytowany przez
                              #116

                              Gdy ruszyłem w stronę portu, mijałem domy, które coraz bardziej się przesedzały na rzecz magazynó i składów. Opuszczałem więc teren mieszkalny i wchodziłem w produkcyjny. Zazwyczaj to w takich dzielnicach się słyszy o dziwnych rzeczach, mordach, czy też przemytach. Choć wiedziałem że takie rzeczy się dzieją wszęzdzie, to tutaj miałem jakieś mieszane uczucie niepewności. Zapach smoły, soli i owoców morza nie zbyt pomagał mi uspokoić umysł. Moje spojrzenia były ukradkowe na wszystko, próbując zlustrować każdy detal otoczenia wyszukując się niebezpieczeńśtwa. Choć był dzień, i widno, to jednak nie czułem się tak rozluźniony jakby mogło się wydawać. Ten efekt pozostał przez spotkanie w urzędzie.

                              W środku tej dzielnicy, a raczej obok niej dalej, ukryła się inna całkowicie odmienna uliczka. Lampiony, dzwięki dobiegające z kawiarń, restauracji i herbaciarń uderzył w twarz a wciąż nie mogłem w to uwierzyć. Stanąłem przez chwilę podziwiająć widok, po czym ruszyłem dalej. Szukając mojego klubu.
                              Lokal ten wydawał się być z wyższych sfer, spojrzałem na swój ubiór, i stwierdziłem że nie jest aż tak bogacko elegancki, lecz jest on na tyle elegancki że nie powinno być problemu. Wszedłem do środka.

                              Zapachy tutaj były inne niż na dworze, gęstrze od aromatu kawy, perfum oraz tytoniu. Powolnie się rozejrzałem, nie chcąc pokazywać że się rozglądam, i ruszyłem pomiędzy stoliki, a większość z nich była zajęta. Zauważyłem drzwi które były nie ruszane, i miało się odczucie że tam jest jakiś... szef, lub ktoś ważny. Czy nasz jegomość jest na tyle ważny aby mieć własny pokój? Czy może to siedziba jakiegoś gangu. Ta druga opcja była najbardziej prawdopodobna.
                              Dosiadłem się do baru, i analizowałem otoczenie, próbując odnaleźć człowieka który mógłby być naszym informatorem.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              1

                              Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

                              Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

                              Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

                              Zarejestruj się Zaloguj się
                              Odpowiedz
                              • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                              Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                              • Najpierw najstarsze
                              • Najpierw najnowsze
                              • Najwięcej głosów


                              • Zaloguj się

                              • Nie masz konta? Zarejestruj się

                              • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                              Powered by NodeBB Contributors
                              • Pierwszy post
                                Ostatni post
                              0
                              • Kategorie
                              • Ostatnie
                              • Tagi
                              • Popularne
                              • Świat
                              • Użytkownicy
                              • Grupy
                              • Strona startowa