Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Sesje inne
  3. Rozgrywka
  4. Serce tajgi [Zew Cthulhu]
Serce tajgi
GordianG
Gordian jako
Gordian
Mistrz Gry
KaworuK
Kaworu jako
Eleonora Croft
AgnesA
Agnes jako
Violet Shane
ElvisE
Elvis jako
Ren Watanabe
CyganC
Cygan jako
Walter Murdock (William Evans)
KetharianK
Ketharian jako
John Carter (Mike Dundee)

Panel sesji wdrożony.Proszę zapoznać się z tym tematem.

Serce tajgi [Zew Cthulhu]

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
sercetajgi
55 Posty 6 Uczestników 787 Wyświetlenia 2 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • KetharianK Online
    KetharianK Online
    Ketharian jako John Carter (Mike Dundee)
    Obsługa Moderator
    napisał(a) ostatnio edytowany przez
    #28

    Artisian’s Nook, 12 marca 1932

    Carter spodziewał się po rozmówczyni przejawów niepokoju, jakiegoś zalęknienia wywołanego złowieszczą aparycją przybyszów; ale gotów był przysiąc, że w głosie Violet brzmiała raczej ciekawość niż strach. I jakaś zadziwiająca dziewczęca ekscytacja.

    - Panienka się nie martwi - powiedział traper obracając w palcach pustą filiżankę - Nie sądzę, aby w tak zacnym przybytku komukolwiek przyszło do głowy warcholić, ale jeśli się mylę, i tak nic panience nie grozi. Gdyby się coś złego działo, proszę tylko szybko wyjść.

    @agnes

    Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    0
    • CyganC Niedostępny
      CyganC Niedostępny
      Cygan jako Walter Murdock (William Evans)
      napisał(a) ostatnio edytowany przez Cygan
      #29

      -Witam Walter Murdock, miło mi - ostatnie dwa słowa zostały wypowiedzianego przez niego bez przekonania, gdyż obserwował ją praktycznie od początku przyjścia i domyślał się, że kobieta zapewne nie podeszła do ich stolika z powodu chęci zapoznania się, a bardziej z chęci uniknięcia potencjalnego zagrożenia ze strony czterech typów, którzy przed chwilą weszli do środka.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      1
      • GordianG Niedostępny
        GordianG Niedostępny
        Gordian jako Gordian
        napisał(a) ostatnio edytowany przez Gordian
        #30

        WSZYSCY

        Czarnoskóry muzyk kończy śpiewać i schodzi ze sceny. Kilka minut potem wreszcie pojawia się na niej wyczekiwana przez was postać - profesor Broephyle E. Chance. Żadne z was nigdy go nie widziało, w gazecie przy ogłoszeniu nie pojawiło się też jego zdjęcie, więc założenie, że to właśnie on, jest dosyć arbitralne. Jest w tym człowieku jednak coś, co sprawia, że nie macie co do jego personaliów żadnych wątpliwości.
        Mężczyzna jest olbrzymi, spokojnie mierzy około dwóch metrów wzrostu i jest bardzo "postawny" (żeby nie powiedzieć "otyły"). Ma pięćdziesiąt, góra sześćdziesiąt lat, ale ciało zdaje się nosić jak ktoś, kto już dawno się z niego wyprowadził i przestało ono należeć do niego. Ma gęste, czarne, zmierzwione włosy, które kręcą się na końcach, podobnie jak jego pokaźna broda. Przekrzywione, okrągłe okulary, tak grube, że jego oczy wyglądają jak dno kieliszka, ledwo trzymają się na jego nosie. Mają tylko jeden zausznik - drugi zapewne się wyłamał. Ma na sobie szary, pognieciony garnitur z krawatem robiącym za jadłospis z ostatniego tygodnia. Jednak pomimo dość nietypowego wyglądu, kiedy tylko się pojawia wraz ze swoją brązową, skórzaną torbą na scenie, cały klub cichnie.
        "Drodzy poszukiwacze prawdy", zaczyna grubym, tubalnym głosem pełnym emfazy, nadmiernie pobudzonym, niczym jakiś bardzo zafiksowany na punkcie czegoś wykładowca. "Ziemia, jak wiemy, nie wydała jeszcze wszystkich swoich sekretów. My, ludzie czwartej dekady dwudziestego wieku, patrzymy na niego z wyżyn, na które wyniosły nas maszyny i elektryczność. I, można powiedzieć, to dobrze - wszak patrząc z wysoka mamy o wiele lepszy widok. Jednak bez odpowiednich szkieł powiększających, których się wyzbyliśmy i uważamy, że nie potrzebujemy, nie jesteśmy w stanie dostrzec pewnych istotnych szczegółów..."
        Profesor sięga do swojej torby, z której wyjmuje małe zawiniątko. Odwija je i unosi do góry, pokazując wszystkim.
        "To jest, proszę państwa, kieł. Został znaleziony przez odbytą niecałe trzydzieści lat temu ekspedycję na Syberii." Faktycznie, przedmiot uniesiony w górę przez Chance'a to bladoróżowy kieł, nieco wilgotny, z lekkim połyskiem. Schodzi ze sceny i podchodzi do każdego z osobna aby pokazać mu ząb z bliska, dając wszystkim poznać przy okazji również swój własny, niezbyt przyjemny, zapach. "Włókna kolagenowe, znakomicie zachowana struktura tkanki... Proszę tylko spojrzeć. Wilgoć nie tylko zachowana, ale i aktywna biologicznie. Nie jest ani zamarznięta, ani zmumifikowana, jest ewidentnie świeża. Zamrożony pod torfem, bez dostępu powietrza, z minimalnym tylko skażeniem bakteryjnym. Warunki idealne do przetrwania, ale co najwyżej przez kilka dekad, na pewno nie przez tysiąclecia. Próbka wykazuje ślady aktywnej kreatyny. Czyli..." - zawiesza głos, unosząc palec i zwalniając tempo, aby zabrzmieć nieco bardziej dramatycznie. "...czyli zdechł co najwyżej kilkadziesiąt lat temu. I nie należy do żadnego zwierzęcia znanego nauce. Nie znaleziono w nim żadnego potwierdzenia tego, że jest to kieł jakiegokolwiek ze zwierząt żyjących na Syberii. A to tylko potwierdza moją tezę. Tezę, która mówi o tym, że dryophitecus giganteus, popularnie zwany 'yeti', 'człowiekiem śniegu' lub 'wielką stopą', w zależności od kultury, naprawdę istnieje! A to, że przez tyle lat nauka nic nie była w stanie na ten temat powiedzieć, wynika tylko i wyłącznie z tego, że naukowcy źle szukali. Nie w tych miejscach, gdzie trzeba. Wbrew temu, co sądziliśmy, dryophitecus giganteus zdaje się żyć nie w Himalajach, ale w syberyjskiej tajdze!"
        Po sali przebiegł lekki szmer, głównie ze stolika "amatorów wody brzozowej". W końcu jeden z nich się odezwał: "I co, może jeszcze ten yeti nosił zafajdane krawaty?". Pozostali członkowie ekipy wybuchli śmiechem. "Bo patrząc na pańskie wymiary, to równie dobrze pan możesz być tym całym giganteusem...". Tym razem zaczęli już niemal krztusić się ze śmiechu. Chance jednak, niezrażony, kontynuował.
        "Mam dowody na to, by sądzić, że jednak mam rację". Wyciągnął z torby jakieś kolejne materiały, które położył na rzutniku. Na ekranie tuż za nim pojawiło się czarno-białe, niewyraźne zdjęcie, wyglądające jak zrobione w pośpiechu. Widać na nim coś przypominającego gigantyczny, eliptyczny kształt. Jakby coś ciężkiego i ciepłego zapadło się w wilgotnym gruncie. "Te odciski są symetryczne. Przemieszczają się w parach. Analiza nacisku wskazuje na masę sięgającą od trzech do pięciu ton". Klik, nowe zdjęcie - kłębek szarej sierści z wbitymi drobinkami torfu. "Sierść. Mikroskop ujawnia nienaruszoną strukturę łodygi włosa, zachowane resztki tłuszczu, brak krystalizacji komórkowej, włókno świeże, reagujące na światło. A to oznacza jedno - to żadna skamielina ani zmumifikowana tkanka!"
        Panowie od "wody brzozowej" kręcą głowami i wzdychają znacząco, komuniści coś notują i szepczą między sobą, a "kolorowi" wyraźnie się nudzą i mają coraz większą ochotę coś rozwalić. Chance jednak zdaje się nie zwracać uwagi na audytorium, lecz mówi sam do siebie, co zwłaszcza Eleonorze i Renowi bardzo przypomina wykłady na ich studiach. "Proszę zresztą przyjrzeć się bliżej kłowi. Wciąż elastyczny na powierzchni, analiza kreatyny wykazała aktywne białka. Nie ma tego w materiale starszym, niż mniej więcej czterdzieści lat. Zresztą, proszę dotknąć! Pan wygląda na takiego, co się na tym zna!" - Chance wyciąga kieł w kierunku Johna (@ketharian). Amatorzy "wody brzozowej" nie dają jednak za wygraną.
        "Czyli co, według pana yeti żyją sobie na Syberii? A może jeszcze prowadzą swoje rady robotnicze, zgodnie z wolą rządzącej tam partii komunistycznej? Jak miał ten na imię? Towarzysz Yeticzenko?" - znów zanoszą się śmiechem, tworząc coraz bardziej wymyślne, rosyjskobrzmiące imiona dla giganteusa. "Szanowny panie Chance, yeti nie istnieje! To naukowy fakt, o którym wszyscy wiedzą. A to, co nam pan tu próbuje udowodnić, to zwykła bajka!"
        Profesor stoi jednak niewzruszony. Po chwili, z uśmiechem i powoli, odpowiada: "Faktem, drogi panie, jest to, co powszechnie za fakt uznajemy. Ale historia zna rzeczy, które za fakty uznawano przez całe wieki, a potem znalazł się ktoś, kto je podważył i wykazał, że wcale faktami nie są! Wspomnę tu tylko Kopernika, Galileusza i innych". Po chwili znów wraca na scenę, pozostawiając kieł w rękach Johna. "Nie mam jeszcze pełni dowodów. Dlatego właśnie muszę tam pojechać! Ale nie sam. Potrzebuję ludzi silnych, otwartych i gotowych! Nie obiecuję wam sławy, ale obiecam wam, że jeśli odnajdziemy to, co myślę, że tam jest... zmienimy bieg historii!"
        Gdy tylko Chance milknie, amatorzy "wody brzozowej" zakładają płaszcze i opuszczają klub. Słyszycie jeszcze szczątki ich rozmowy: "Powinien wysłać to do 'Weird Tales'. Może znajdą dla niego miejsce między smokami a Atlantydą...". Chance siedzi na zapadającym się pod nim, brudnym fotelu i w końcu mówi:
        "No dobrze, skoro szumowiny już poszły, to teraz... czy są jeszcze jakieś pytania? Kto jest zainteresowany dołączeniem do ekspedycji i zaryzykowaniem życia dla przygody i miejsca w historii?"

        74a087e4-7e4a-4a39-9294-cf0936548299-ChatGPT Image 25 mar 2026, 20_16_10.png

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        2
        • KaworuK Niedostępny
          KaworuK Niedostępny
          Kaworu jako Eleonora Croft
          napisał(a) ostatnio edytowany przez Kaworu
          #31

          Wcześniej

          - Miło mi – Eleonora uścisnęła dłoń wyciągniętą w jej stronę – nazywam się Eleonora. Przyszłam tutaj na wykład o yeti. A pana imię… czy jest japońskie? – spytała.

          Obecnie

          Eleonora słuchała wykładu z zaangażowaniem. Musiała przyznać, że dowody pana doktora były całkiem przekonujące… ale była też pewna, że są alternatywne hipotezy i wyjaśnienia i je również należało wziąć pod uwagę. W końcu extraordinary claims demand extraordinary evidence.

          - Przepraszam – spytała, unosząc grzecznie rękę – Ale o ile mi wiadomo ludy Syberii nie mają własnych mitów o yeti, w przeciwieństwie do ludów Tybetu. Czy gdyby yeti był zjawiskiem syberyjskim, nie powinniśmy słyszeć o nim historii wśród lokalnych plemion?

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          0
          • CyganC Niedostępny
            CyganC Niedostępny
            Cygan jako Walter Murdock (William Evans)
            napisał(a) ostatnio edytowany przez Cygan
            #32

            Walter słuchał wykładu z ogromnym zaciekawieniem a na jego twarzy widniał uśmiech jak u dziecka które miało spróbować czegoś pierwszy raz. Można było po nim poznać że słowa doktora obudziły w nim wewnętrzne dziecko ekscytujące się na każde nowe doświadczenie.

            Podróż na Syberię, poszukiwanie yeti a także możliwość zapisania się na kartach historii jako odkrywca nowego gatunku, kto by pomyślał że w tym wieku będę podróżował w poszukiwaniu mitycznego stwora. Zapewne nie jest to yeti bo to zwykła niedorzeczność ale zawsze jest szansa że jakaś prehistoryczna bestia roztopiła się z lodu, nie zmienia to faktu że będzie to dużo lepsze przeżycie niż łażenie po domach za parę dolarów.

            Waltera z wizji podróżowania po zamarzniętych krainach wyrwało pytanie Eleonory o lokalne legendy, które go tylko utwierdziło w jego hipotezie o rozpuszczonym nowym gatunku.

            -Nie wiem jakie zdanie na temat lokalnych legend ma pan Chance, ale nie mogę się powstrzymać podzielenia się swoją opinią więc jeśli pan pozwoli chciałbym ją przedstawić zanim poznamy pańską opinie na ten temat. - Walter wstał od stolika i zaczął opowiadać z ekscytacją i młodzieńczym zapałem w głosie

            -Moim zdaniem jeśli kieł ma nie więcej niż czterdzieści lat pozwala nam to założyć, że jakiś prehistoryczny zwierzak wydostał się z lodu i żyje teraz na terenie Syberii. Legendy nie powstały bo tajemnicza istota zapewne trzyma się z dala od ludzi a nawet jeśli już ktoś ją spotka większość ludzi wyśmiewa ludzi mówiących o spotkaniu nieznanego dotąd gatunku. Jest to powszechne i dzieje się nie ważne jak zawansowana jest cywilizacja Walter zakończył zdanie wskazując na drzwi przez które wyszły tak zwane "szumowiny"

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            0
            • ElvisE Niedostępny
              ElvisE Niedostępny
              Elvis jako Ren Watanabe
              napisał(a) ostatnio edytowany przez
              #33

              -O proszę, czyli nie tylko mnie zaintrygował ten artykuł na tyle, żeby się tu zjawić. A propos imienia, to tak, tak, pochodzę z Japonii, w której mieszkałem przez większość życia, a do Ameryki wyemigrowałem niedawno. -Ren liczył na dłuższą pogawędkę z Eleonorą, lecz jednocześnie na scenę wyszedł wyczekiwany profesor, co zatrzymało rozmowę między tą dwójką. Och, to chyba nasza gwiazda dzisiejszego wieczoru, Pan Chance, zatem posłuchajmy co ma do powiedzenia.

              Ren w pełni skoncentrowany wsłuchiwał się każde słowo potencjalnego pracodawcy, ale w jego głowie pojawiały się wątpliwości dotyczące wiarygodności i profesjonalności Chance'a. Yeti? W Japonii słyszałem o wielu stworzeniach i też mówiono o dowodach na ich istnienie, a zawsze kończyło się to w ten sam sposób. I jaki szanujący się organizator takiej wyprawy robi spotkanie w takiej spelunie?

              Mimo rozterek jakie przeżywał Watanabe, jednocześnie zdawał sobie sprawę, że to jest potencjalnie jedyna szansa żeby przywrócić swoje dawne życie i komfort z nim związany. Zaimponowało mu również to, że mimo przytyków od niektórych obecnych na spotkaniu Chance nie poddawał się i cały czas opowiadał o śnieżnej istocie z pełnym zaangażowaniem. Profesor mówił o tym stworzeniu z taką zawziętością, że w pewnym momencie Ren miał obawy dotyczące paranoi przemawiąjącego mężczyzny na temat bestii.

              -Japończyk wysłuchał co mają do powiedzenia jego towarzysze ze stolika na temat wystąpienia organizatora wyprawy. Uważał ich uwagi za trafne, lecz siedział cicho aż do pewnego momentu. Kiedy zdał sobie sprawę, że nic nie ma do stracenia, wstał, i zwrócił się do profesora: Panie Chance, zgłaszam chęć dołączenia do ekspedycji. Chciałbym tylko dogadać jeszcze parę kluczowych kwestii, a więc, jeśli udałoby nam się odnaleźć mityczne stworzenie, jaką nagrodę pieniężną otrzymamy oraz jak mamy zamiar dostać się na Syberię? -Po tych słowach Ren spokojnie usiadł, i czekał na odpowiedź, czując w środku co raz większą ekscytację.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              1
              • AgnesA Niedostępny
                AgnesA Niedostępny
                Agnes jako Violet Shane
                napisał(a) ostatnio edytowany przez Agnes
                #34

                Violet nie miała najmniejszej ochoty opuszczać lokalu, gdyby sytuacja zaczęła robić się ciekawa. Spokój w głosie Johna rozwiał jej szczątkowe obawy. Oparła się z powrotem na krześle, ignorując obecność nowoprzybyłych i wróciła do przerwanej rozmowy.

                Chwilę później jej uwagę przykuło przycichnięcie muzyki. Gdy spojrzała w stronę sceny, dostrzegła ekscentrycznego mężczyznę, za pewne profesora. Cóż, najwyraźniej ludzie nauki nie troszczyli się zbytnio o tak prozaiczne kwestie, jak wygląd. Jak choćby ten naukowiec, który w zeszłej dekadzie dostał Nobla. Jego zdjęcie zapadło jej w pamięć - wyglądał, jakby wcale nie bywał u fryzjera.

                Gdy Chance zaczął mówić, dziewczyna poczuła się jak kiedyś, gdy sklep odwiedził jakiś Europejczyk. Mówił do niej nieprzerwanie przez dobre parę minut, energicznie gestykulując rękami, zanim zorientował się, że sprzedawczyni nie rozumie ani słowa. Kolejne 10 minut zajęło im porozumienie się na migi, zanim zrozumiała, że nieznajomy pyta o drogę do dworca, z którego zdążył już odjechać jego pociąg. Chance niby mówił po angielsku, ale w jego ustach brzmiał on jak zupełnie inny język pełen nieznanych, skomplikowanych słów, których Violet nie umiałaby nawet powtórzyć. Na szczęście potokowi słów towarzyszyły ilustracje, które pomagały jej nadążyć za tematem.

                Violet wstrzymała oddech, gdy profesor podszedł z kłem do Johna. Sama ledwo powstrzymała się przed dotknięciem przedmiotu. Zamiast tego utkwiła jednak czujne spojrzenie w traperze, próbując wyczytać z jego twarzy, czy faktycznie nigdy nie spotkał stworzenia posiadającego takie uzębienie.

                Violet nie do końca rozumiała uwagi ludzi, których ton wskazywał na to, że drwili z profesora. Wiadomo, że smokami tylko straszy niegrzeczne dzieci, ale Atlantydę sama chętnie by odwiedziła. Ostatecznie z przydługiego wywodu podekscytowanego Chance'a zapadło jej w pamięć słowo "przygoda". To była prawdziwa szansa, żeby wyrwać się z życia zaplanowanego przez jej rodziców i poznać prawdziwy świat.

                -Gdzie właściwie jest Syberia? - Violet spytała szeptem, by nikt poza Johnem jej nie usłyszał - Czy to daleko od pańskiej Alaski? Gdzieś na biegunie południowym?
                @ketharian

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                1
                • GordianG Niedostępny
                  GordianG Niedostępny
                  Gordian jako Gordian
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                  #35

                  Chance wysłuchał uważnie uwag i pytań padających od potencjalnie zainteresowanych wyruszeniem wraz z nim na ekspedycję, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Mierzwił swoją gęstą brodę, a jak usłyszał coś konkretnego, tylko kiwał raptownie głową, strącając z niej masę łupieżu, i uśmiechał się niczym małe dziecko, które właśnie dostało od kogoś propozycję zabawy w coś, co uwielbia.

                  "Ma pani całkowitą rację!", odpowiedział Eleonorze (@kaworu) z wielkim entuzjazmem, jakby zachęcając ich do kontynuowania. "Tak się składa, że nie jestem jedynym, który stawia tak śmiałe tezy o znalezieniu tam nowego gatunku. Otóż natrafiłem na pewne ślady tego, że istnieje inny dowód, związany z innym człowiekiem, który całkiem niedawno widział yeti właśnie na Syberii. I pierwszym etapem naszej ekspedycji będzie próba dotarcia do tego człowieka. Mam pewne poszlaki wskazujące na to, że nadal żyje i może nam pomóc."

                  Słysząc teorię Waltera (@cygan) uśmiechnął się pod nosem i, gestykulując znacząco, natychmiast ją zripostował, nie pozwalając myśliwemu nawet na dokończenie zdania.

                  "No właśnie widzi pan... nie. Otóż nie. Podania o człowieku śniegu znajdują się nie tylko w kulturach himalajskich, lecz także u rdzennych mieszkańców Syberii. Wiem, że istnieją tam wioski tubylców... albo raczej 'tambylców', którzy wciąż oddają cześć giganteusowi, uważając że broni ich przed złymi duchami. Tyle wiem, zaś dokładniejsze informacje zdobędziemy, jak mniemam, od naszego kontaktu."

                  Pytania Rena (@elvis) sprawiły, że Chance lekko się zachwiał i nie odpowiedział od razu. możesz wykonać rzut na psychologię

                  "Emm... tak, tak... jeśli chodzi o podróż, to dostaniemy się tam drogą morską, przez Ocean Spokojny. Statek odpływa w przyszły poniedziałek rano. Co do zapłaty, to moi sponsorzy są w stanie zaoferować pokrycie wszelkich kosztów podróży. Te planowane już im przedstawiłem. Niestety, w chwili obecnej nie mogę zaoferować konkretnej sumy pieniędzy za sam udział w wyprawie. Co najwyżej zaproponować, że wszystko to, co zdobędziecie w jej trakcie, będzie należało do was. Ja jestem zainteresowany jedynie znalezieniem dowodów na istnienie dryophitecusa giganteusa. Gwarantuję panu jednak, że jeśli ta wyprawa się powiedzie - a gwarantuję, że się powiedzie - nie odpędzi się pan od dziennikarzy i innych pismaków, którzy zasypią pana gradem pytań. Proszę tylko pomyśleć o tym, w ilu egzemplarzach sprzedałaby się książka, którą mógłby pan napisać po powrocie! Ludzie może i są biedni, ale tak tęsknią za czymś 'normalnym', że są w stanie wydać ostatniego pensa na takie opowieści..."

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  2
                  • KetharianK Online
                    KetharianK Online
                    Ketharian jako John Carter (Mike Dundee)
                    Obsługa Moderator
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                    #36

                    Artisian’s Nook, 12 marca 1932


                    John Carter nie był człowiekiem łatwowiernym, ale życie spędzone w śniegach Alaski przyniosło mu dość niezwykłych doświadczeń, by nie śmiał skwitować opowieści profesora jedynie sardonicznym śmiechem. Pamiętał doskonale opowieści Atabasków o mieszańcach krwi, o dzikich ludziach potrafiących zmieniać swoje kształty podczas pełni księżyca z człowieczych na wilcze. Pamiętał historię o duchach nawiedzających stare porzucone kopalnie, widział mrożące krew w żyłach tropy diabła odciśnięte w poczerniałym nienaturalnie śniegu, wyrzeźbione w lodzie siłą wiatru zadziwiające rzeźby o niepokojących kształtach i drzewa, które wedle Indian nie były wcale drzewami. Nie wątpił, że gdyby opowiedział goszczącym w klubie mieszczanom choćby część tych historii, zapięliby go bez wahania w kaftan bezpieczeństwa i zamknęli w jednym z ośrodków dla obłąkanych psychicznie.

                    Profesor Chance nie wyglądał na akademika i w innych okolicznościach Carter mógłby go wziąć za szarlatana, ale historia o syberyjskim człowieku śniegu uderzyła znienacka we wrażliwą nutę w sercu Alaskańczyka. W jego myślach zaczynał kiełkować szaleńczy pomysł, zbyt jeszcze niedopowiedziany, by John z czystym sumieniem mógł go wymówić na głos, ale z każdym uderzeniem serca silniejszy.

                    Nic nie trzymało go w San Francisco - w mieście, do którego trafił przez przypadek; pełnego ludzi, których zupełnie nie rozumiał i którzy w ogóle nie rozumieli jego samego. Nie miał pracy, mieszkał w norze próbującej uchodzić za portowy hotel, kończyły mu się oszczędności. I nie miał żadnych konkretnych perspektyw ani planów.

                    Wizja udziału w karkołomnej i najpewniej skazanej na kompletne fiasko ekspedycji coraz bardziej zjednywała sobie aprobatę Johna.

                    Uświadomiwszy sobie, że niegrzecznie zignorował jakieś pytanie młodziutkiej rozmówczyni skinął jej przepraszająco głową, bacznie śledząc bieg konwersacji pomiędzy rzekomym profesorem i jego słuchaczami.

                    Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    1
                    • KaworuK Niedostępny
                      KaworuK Niedostępny
                      Kaworu jako Eleonora Croft
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez Kaworu
                      #37

                      Eleonora dalej słuchała wypowiedzi profesora z uwagą. Nie była w 100% pewna, czy miał on rację, ale... istniała na to jakaś szansa niezerowa. Pousunięciu innych zmiennych i hipotez, znaczy się.

                      - Chciałabym zgłosić swój udział w wyprawie - powiedziała głośno i wyraźnie - Znam się na archeologii, historii i antropologii, a także biegle mówię po japońsku. Pozwoli pan, że CV i list motywacyjny dostarczę na pańskie dłonie jutro.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      1
                      • AgnesA Niedostępny
                        AgnesA Niedostępny
                        Agnes jako Violet Shane
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                        #38

                        John był najwyraźniej tak pochłonięty rozmową, że zignorował pytanie dziewczyny. Wnikliwie przyglądał się rozmówcom i uważnie wsłuchiwał w ich słowa. Tak właśnie wyobrażała sobie myśliwego przyczajonego na zwierzynę. Zabawne, jak takie nawyki są głęboko zakorzenione w ludziach.

                        Violet również sprobowała nadążyć za rozmową. Zdawało się, że każdy z zainteresowanych skupiał się na czym innym. Profesor podążał za ideą, nauką, kto inny dopytywał o pieniądze, reszta chyba jeszcze nie do końca była przekonana, co do wiarygodności naukowca. Dziewczyna przyjrzała im się tak, jak czasami oceniała klientów i zwątpiła... Każdy z nich miał w wyprawie jakiś wyższy interes. A ona? Chciała po prostu uciec, wyrwać się z murów sklepiku na przedmieściach i spod czujnego oka rodziców... ku przygodzie.

                        Przełknęła ślinę i uniosła lekko rękę przytłoczona pewnością siebie kobiety, która odezwała się przed nią.

                        -Przepraszam... Czy CV i list motywacyjny są konieczne? Nie mam takiej wiedzy i doświadczenia jak moi przedmówcy. Znam się trochę na ludziach, ciut na pieniądzach, jestem spostrzegawcza i żądna przygód. Jeśli to wystarczy... jestem chętna.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        1
                        • CyganC Niedostępny
                          CyganC Niedostępny
                          Cygan jako Walter Murdock (William Evans)
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez Cygan
                          #39

                          -Z przyjemnością na własne oczy zobaczę który z nas ma rację Panie Chance, tym samym chciałbym dołączyć do ekspedycji. - odpowiedział Walter, po czym podszedł do osoby której profesor wręczył kieł.

                          -Przepraszam czy mógłbym się przyjrzeć kłowi - Inżynier odbierając przedmiot z rąk mężczyzny zauważył, że ten zdaje się być dość mocno zamyślony

                          Pewnie zastanawia się do jakiego zwierzęcia może należeć ta zguba, nie zaszkodzi dowiedzieć się paru nowych rzeczy. Walter z tym nastawieniem znów obrócił się w stronę mężczyzny (@ketharian)

                          -Proszę wybaczyć Jestem Walter Murdock - Walter wyciągnął rękę i wykonał mocny uścisk dłoni. -Mam do pana pytanie, Co pan sądzi o tym kle czy naprawdę należy do jakiegoś nowego gatunku? zapytał zaciekawiony Walter uznając, że skorzysta z okazji pozyskania nowej opinii o rzekomym yetim, gdyż mężczyzna faktycznie wyglądał na takiego który mógłby się znać na tym.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          1
                          • KetharianK Online
                            KetharianK Online
                            Ketharian jako John Carter (Mike Dundee)
                            Obsługa Moderator
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez
                            #40

                            Artisan’s Nook, 1932


                            Przywitany przez nieznajomego mężczyznę, John podniósł się odruchowo z krzesła i uścisnął podaną mu rękę.

                            - John Carter, z Hopper Bay - przedstawił się przenosząc spojrzenie na siedzącą obok młodą kobietę - A to panna Violet. Jeśli o tym zębie mowa, nie jestem pewien, co to właściwie takiego. Nie wygląda na spreparowany rekwizyt, ale kto wie, co takiego potrafią teraz robić w miastach? Panienka mi przed chwilą opowiadała, że są już pierwsze filmy, w których słuchać, co mówią aktorzy jakby byli żywi! Jak coś takiego można zrobić, to może i fałszywy kieł to nie problem?

                            Myśliwy wzruszył niepewnie ramionami, wyraźnie strapiony zadanym mu pytaniem.

                            - Lecz gdyby był prawdziwy, do jakiego zwierzęcia mógłby przynależeć? - zapytała z dziewczęcą ekscytacją panna Violet.

                            - Niezaprzeczalnie do drapieżnika - oznajmił Carter - To nie jest ząb roślinożercy. Ale ten rozmiar… to nie wilk ani nawet niedźwiedź, to coś znacznie większego. Ludzie nie mający zbyt wielkiego doświadczenia z naturą wierzą w różne dziwne historie opowiadane przez szachrajów, szarlatanów. Łatwo im uwierzyć w yeti, ale takie istoty nie istnieją. To tylko bajdurzenia miastowych. Ale gdyby ktoś spytał mnie, mam swoje własne przypuszczenia.

                            John usiadł ponownie na krześle, pochylił się nad stolikiem zniżając głos do konspiracyjnego poziomu.

                            - Profesor sprawia wrażenie pewnego, że to yeti, ale ja sądzę, że się myli. To Sasquatch.

                            @cygan , @agnes

                            Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            0
                            • CyganC Niedostępny
                              CyganC Niedostępny
                              Cygan jako Walter Murdock (William Evans)
                              napisał(a) ostatnio edytowany przez Cygan
                              #41

                              Walter szybko podłapał klimat konspiracji jaką rozpoczął Carter, dosiadł się do stolika i zniżając swój głos zaczął mówić skupiając się całkowicie na Johnie.

                              -Jak pan zapewne słyszał także nie wierzę w istnienie yeti, może nie wyglądam ale natura nie jest mi zupełnie obca bowiem znam się trochę na polowaniach, ale to nie istotne proszę opowiedzieć mi więcej o pana teorii - Po inżynierze można było poznać że dawno nie miał okazji porozmawiać z kimś tak intersującym jak John.
                              Wreszcie osoba która wie że nie wszystko należy mówić głośno.

                              zanim John zdążył odpowiedzieć Walter dodał jeszcze
                              -Z przyjemnością wytłumaczę panu jak działają wszystkie innowację w kinach jeśli zdecyduje się pan wziąć udział w ekspedycji miło byłoby mieć kogoś takiego jak pan na tej wyprawie.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              1
                              • AgnesA Niedostępny
                                AgnesA Niedostępny
                                Agnes jako Violet Shane
                                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                #42

                                Violet zmierzyła wzrokiem nowoprzybyłego. Czemu ktoś znający się na tak zaawansowanych technologiach chciał wyruszyć w niepewną wyprawę na poszukiwanie mitycznego stwora? Cóż, w tych czasach odpowiedź była jedna - kryzys. Niemniej pewnie jego obecność mogła okazać się przydatna. Za pewne znał się na tylko na filmach, a nawet jeśli... Violet pochyliła się w stronę mężczyzn i konspiracyjnie spróbowała ściszyć głos do szeptu, na ile pozwalała jej ekscytacja:

                                -Skoro pan się zna na kinie, Panie Murdock, to mógłby pan hipotecznie, jeśli oczywiście misja by się powiodła, uwiecznić tego yeti czy tam saskasza? - Violet spojrzała pytająco na Johna, próbując powtórzyć nazwę, a następnie utkwiła swoje bystre spojrzenie w Walterze.

                                @cygan @ketharian

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                2
                                • KetharianK Online
                                  KetharianK Online
                                  Ketharian jako John Carter (Mike Dundee)
                                  Obsługa Moderator
                                  napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
                                  #43

                                  San Francisco, 12 marca 1932


                                  Uciążliwy pod wieloma względami pobyt w San Francisco nie przysporzył Johnowi zbyt licznych okazji do bycia w centrum zainteresowania, dlatego myśliwy zmieszał się jeszcze bardziej widząc ciekawość błyszczącą w oczach swoich rozmówców.

                                  - W przeciwieństwie do yeti Wielka Stopa to nie mit - zaczął tłumaczyć wciąż ściszonym głosem, postukując jednocześnie palcami prawej dłoni w pustą filiżankę po kawie - Atabaskowie… Indianie z Alaski wielokrotnie ją widywali, chociaż na południu twierdzi się, że żyje tylko wokół Wielkich Jezior. Czy miałaby to robić, skoro ma dla siebie tyle dziczy w Kanadzie?

                                  - Jest pan z Alaski? - zapytał Walter, który miał prawo nie skojarzyć zabitej dechami Hooper Bay na krańcu północnego stanu - Widział pan Sasquatcha na własne oczy?

                                  Myśliwy pokręcił w odpowiedzi głową w geście zaprzeczenia.

                                  - Widywałem tylko tropy, podobne do ludzkich, ale nie ludzkie - wyjawił spoglądając to na Waltera, to na Violet - Oraz… inne ślady.

                                  - Jakie ślady? - odezwała się młoda kobieta budząc tym pytaniem niezrozumiałe dla niej zakłopotanie Cartera. Alaskańczyk mruknął coś niezrozumiale, po czym świdrowany nieustępliwym spojrzeniem westchnął znacząco.

                                  - Kupy, panienko. Znaczy się łajno. Wielkie tak, że ani człowiek ani nawet niedźwiedź by się tak nie sfajdali, za przeproszeniem panienki. A jeśli Wielkie Stopy są na Alasce to mogą żyć i po drugiej stronie cieśniny. Albo i jeszcze dalej, znaczy się, na Syberii właśnie.

                                  John uciął na chwilę swoją opowieść, zwieńczył ją wymownym milczeniem pozwalając, aby Kalifornijczycy poukładali sobie jego słowa w głowie. A potem zerknął na wiszący na ścianie klubu zegar i podniósł się pośpiesznie.

                                  - Panienko, panie Walterze, wybaczcie - powiedział zakładając na głowę kapelusz - Wielce mi było miło poznać. Nie będę czynił tajemnicy z decyzji, że dołączę do tej wyprawy, ale teraz czas mnie nagli, przytrafiła mi się robota w porcie, a w dzisiejszych czasach pracę trzeba sobie szanować. Muszę jeszcze zamienić słówko z profesorem. Miłego dnia życzę.

                                  Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  1
                                  • CyganC Niedostępny
                                    CyganC Niedostępny
                                    Cygan jako Walter Murdock (William Evans)
                                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                    #44

                                    -Przyznam że nawet nie pomyślałem o tym panienko, ale skoro już o tym wspomniałaś to muszę przyznać, że jest to fantastyczny pomysł, który oczywiście postaram się zrealizować. odpowiedział zaskoczony błyskotliwością dziewczyny Walter po tym jak John już odszedł.

                                    -Ja także muszę się już zbierać, przydałoby się kupić parę rzeczy na drogę, tobie też to radzę w szczególności jakieś ciepłe ubranie jeśli nie chcesz zamarznąć. - Walter pożegnał się z Violet i odszedł z uśmiechem, można z łatwością było po nim poznać, że ta dwójka znacznie bardziej przypadła mu do gustu niż towarzysze, których wcześniej spotkał.

                                    Wychodząc z klubu Waltera jeszcze szybko pożegnał Rena i Eleonorę bez większych emocji i ruszył na zakupy. Jako cel swojej podróży obrał dom towarowy w którym zakupił plecak, termos, zapalniczkę, cieplejsze ubranie a także dwa aparaty marki kodak i 48 klatek do nich.
                                    Mam nadzieję, że Violet spodoba się ten mały upominek.
                                    Po zakupie potrzebnych rzeczy Walter udał się jeszcze do księgarni po książkę o inżynierii co by się nie nudzić podczas podróży.

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    1
                                    • GordianG Niedostępny
                                      GordianG Niedostępny
                                      Gordian jako Gordian
                                      napisał(a) ostatnio edytowany przez Gordian
                                      #45

                                      Ranek 14 marca 1932 r., port

                                      Chłodna mgła nad zatoką leniwie wślizguje się w ulice San Francisco, jakby uciekała przed porannym słońcem, nie chcąc jeszcze zbyt szybko ustąpić miejsca dniowi. Na nabrzeżu przy Union Station jest jeszcze cicho. Może nie całkiem, bo tu nigdy nie jest całkiem cicho, ale to ta szczególna cisza portu o świcie, w której każdy dźwięk brzmi wyraźniej niż zwykle: zgrzyt kół wózka transportowego, metaliczny stuk łańcucha, krzyk mewy, nawet przeciągłe ziewnięcie jakiegoś portowego robotnika jest o wiele bardziej słyszalne. W powietrzu zaś unosi się zapach zapach soli i ropy.

                                      Zbieracie się w umówionym miejscu w dokach. Kiedy pojawiacie się tu rankiem, niektórzy już tu są. W oczach wszystkich widać brak snu poprzedniej nocy. Na twarzach wymalowaną macie świadomość stania na granicy czegoś, czego jeszcze nie do końca potraficie nazwać. Wierzycie jednak, że jesteście o krok od przekroczenia granicy szaleństwa. Co jest za tą zaciągniętą przez mgłę zasłoną nad oceanem? Już niedługo poznacie odpowiedź. O ile, oczywiście, przez nią zajrzycie. Doskonale o tym wiecie, że dopóki wasze stopy trzymają się na stałym lądzie, jeszcze możecie się wycofać. Jak tylko wejdziecie na statek, a ten z hukiem silnika odbije od brzegu, nie będzie już odwrotu.

                                      Statek już na was czeka. Wygląda jak egzemplarz, który już dawno powinien przejść na emeryturę. Farba łuszczy się z burt szerokimi płatami, odsłaniając warstwy wcześniejszych kolorów. Nadbudówka nosi na sobie ślady setek podróży: przetarcia, wgięcia, smugi brudu, który wżarł się w metal już na dobre. Z wnętrza dobiega wasze nozdrza zapach ropy i przypalonej kawy. Silnik warczy równo, trap skrzyni stoi przy każdym kroku, a cumy są napięte niczym wasze nerwy przed podróżą w nieznane.

                                      Nie jesteście tu sami. Nieco z boku, pośród stosu skrzyń, Eleonora (@kaworu) zauważa znajomą już sobie trójkę. Samuel, ten w okularach, który na spotkaniu wszystko notował i wyraził przed nią swoje obawy, choć ma na sobie dokładnie ten sam cienki płaszcz, co wtedy, dziś wygląda nieco bardziej... zdecydowanie. Nie ma już przy w dłoni ołówka i notesu, ale wpatruje się w ocean z wyraźnie zadowoloną miną. Nate, ten najmłodszy entuzjasta, krąży wokół niego, wyraźnie pobudzony. Co chwilę poprawia beret, coś mówi do reszty żywo gestykulując. Rosa stoi nieco dalej, popalając papierosa.

                                      Jeszcze dalej, nieco bliżej trapu, stoi równie wam znajoma czwórka. Rozstawieni luźno, jakby przypadkiem, ale zbyt dobrze ustawieni względem siebie, żeby po prostu uznać to za przypadek. Łysy w zielonkawej kurtce stoi najbliżej wejścia na pokład, a jego głowa porusza się dokładnie tym samym dziwnym ruchem co wcześniej. Stary z wąsami pali papierosa, obserwując otoczenie przez swoje ciemne szkła. Tak, nawet we mgle nie wyzbył się swoich ciemnych okularów. Gruby mówi coś półgłosem do starego, ubranego dziś, dla odmiany, we flagę Stanów Skonfederowanych pod cienką kurtką z napisem z tyłu głoszącym White Power. Pałki nadal mają przy sobie, nawet nie próbując ich ukryć.

                                      Chance'a jeszcze nie ma. Ale wraz z jego przybiciem minie wasza ostatnia, nomen omen, szansa na ewentualne wycofanie się. Czy jesteście gotowi? Za moment nie będzie już czasu na dalsze przygotowania i zastanawianie się, czy przejść przez tę granicę, czy jednak zostać tu. Bo tu jest może ciężko i przaśno, ale przynajmniej znajomo. Tam jest zupełnie inny świat.

                                      79732d5a-daf4-4112-a0f6-45599c4dce18-image.png

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      1
                                      • AgnesA Niedostępny
                                        AgnesA Niedostępny
                                        Agnes jako Violet Shane
                                        napisał(a) ostatnio edytowany przez Agnes
                                        #46

                                        12 marca, obrzeża San Francisco

                                        Po powrocie do domu Violet wysypała zawartość słoika z oszczędnościami. Nie było tego wiele, ale z pewnością starczy chociaż na drobne zakupy na drogę. Przypomniała sobie radę Waltera, że należy zabrać ciepłe odzienie. A poza tym... nie była pewna, co należy wziąć w taką wyprawę. Ale to nie może być przecież takie trudne... Postanowiła rozejrzeć się po sklepach i nabyć parę wyglądających na przydatne rzeczy. A jeśli już mowa o sklepach... w jej głowie zakiełkowała nowa myśl.


                                        13 marca, obrzeża San Francisco

                                        Na dzień przed umówionym spotkaniem w porcie, jak co dzień, przypadał jej dyżur w rodzinnym sklepie. Tym razem postanowiła spędzić czas pożytecznej niż na bezowocnym oczekiwaniu na niepojawiających się klientów. Pozornie bez celu przechadzała się po lokalu, uważnie rozglądając się po półkach. Przedstawiała produkty - tym razem nie po to, by lepiej się prezentowały. Co jakiś czas niepostrzeżenie zanosiła wybrane przedmioty do zakątka na zapleczu w pobliżu tylnych drzwi, gdzie ukryła również niewielką torbę podróżną z rzeczami osobistymi. W napięciu odliczała godziny do zamknięcia sklepu. Ojciec zwykł czynić to osobiście, a mimo swoich planów, nie chciała zostawiać jedynego źródła utrzymania rodziców bez opieki na dłużej niż to konieczne. Być może właśnie dziś ostatni raz przestąpię próg tego sklepu i będę stąpać po bruku San Francisco. Kto wie, czy jeszcze tu wrócę. I czy jeszcze kiedykolwiek ujrzę rodzinę. Z zaskoczeniem odkryła, że po jej policzku spływa samotna łza. Z zamyślenia wyrwały ją znajome kroki dochodzące ze schodów prowadzących z mieszkania do sklepu. Wcześniej niż zazwyczaj. Może ojciec świadomy trudnej sytuacji finansowej nie liczył już na zjawienie się kolejnych klientów. Nie było czasu na rozważania. Violet chwyciła torbę z rzeczami osobistymi i drugą zawierającą przygotowane wcześniej produkty, które zamierzała pożyczyć ze sklepowych półek. Niestety zbyt obciążona tkanina rozerwała się z trzaskiem i w rękach Violet zostało tylko dziwne narzędzie, którego nazwy nawet nie znała. Bez namysłu chwyciła je pod pachę i wybiegła, zostawiając za plecami dom, całe dotychczasowe życie i oczekiwania rodziców. Poczuła się wreszcie wolna.

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        2
                                        • ElvisE Niedostępny
                                          ElvisE Niedostępny
                                          Elvis jako Ren Watanabe
                                          napisał(a) ostatnio edytowany przez Elvis
                                          #47

                                          12 marca 1932r., Artisian's Nook
                                          Ren nie był usatysfakcjonowany odpowiedzią Chance'a o braku gwarantowanej zapłaty, lecz wizja potencjalnej chwały i sławy rozwiała jego wszelkie wątpliwości. Siedział jeszcze chwilę słuchając innych, aż do momentu gdy miejsce spotkania postanowił opuścić Walter, po którym Watanabe widział, że pożegnał jego jak i Eleonorę wyłącznie z grzeczności -Jeszcze go do siebie przekonam, jest ciekawym człowiekiem, ale jednocześnie bardzo zamkniętym. -pomyślał. Moment po Murdock'u lokal opuściła jakaś kobieta siedzące wcześniej z inżynierem i jeszcze jakimś mężczyzną. Zaraz po niej również Ren uznał, że to pora na niego. Wstał, pożegnał się z dziewczyną z nim siedzącą i ruszył w stronę wyjścia. Będąc już jedną nogą za drzwiami wykrzyknął: -Żegnam serdecznie! - skierowane do wszystkich pozostałych na sali.

                                          13 marca 1932r., San Francisco
                                          Następnego dnia, z samego ranka, Japończyk ruszył w głąb San Francisco szukając odpowiedniego asortymentu na podróż. Początkowo trafił do domu handlowego i kupił w nim takie rzeczy jak plecak, aspirynę, ciepłe ubrania, jak i wygodną bluzę, która wpadła mu w oko. Wychodząc z pierwszej lokalizacji dokonał jeszcze spontanicznego zakupu zapałek szturmowych. Jego kolejnym nabytkiem został sztylet i dodatkowe 25 naboi do jego broni. W międzyczasie udało mu się znaleźć także latarkę z 12 bateriami, termos, lunetę i lusterko, którę zakupił z myślał o ciągłym zachowaniu odpowiedniej prezencji osobistej. Niezależnie od warunków, wypadałoby prezentować się z klasą! Na koniec dnia, szukał jeszcze jakiś przedmiotów do zabicia czasu na statku. W tym celu sprawił sobie książkę o technikach manipulacji, jaki i ołówek automatyczny wraz z szkicownikiem. Ren zawsze lubił szkicować i rysować, był w tym dość dobry, lecz nigdy nie miał wystarczająco czasu aby praktykować tą umiejętność by wejść na jeszcze wyższy poziom. Po tym zakupie, wreszcie zakończył przygotowania i nie pozostało mu nic, jak czekać niecierpliwię do ranka i początku tej, jakże ciekawej, ekspedycji.

                                          14 marca 1932r., port
                                          Tylko gdy na niebie pojawiło się słońce, a nad ziemią jeszcze unosiła się cienista mgła, Watanabe ruszył z ekscytacją w stronę portu. Po dotarciu na miejsce zbiórki, zauważył inne osoby, które widział na sobotnim spotkaniu, lecz wśród nich nie było ani Waltera, ani Eleonory. Postanowił stanąć sam z boku nie podchodząc do żadnej z obecnych już grup, czując, że to nie są ludzie, z którymi będzie w stanie znaleźć wspólny język, a więc nie pozostało mu nic, jak tylko czekać.

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          1
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy