Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Sesje inne
  3. Rozgrywka
  4. Serce tajgi [Zew Cthulhu]
Serce tajgi
GordianG
Gordian jako
Gordian
Mistrz Gry
KaworuK
Kaworu jako
Eleonora Croft
AgnesA
Agnes jako
Violet Shane
ElvisE
Elvis jako
Ren Watanabe
CyganC
Cygan jako
Walter Murdock (William Evans)
KetharianK
Ketharian jako
John Carter (Mike Dundee)

Panel sesji wdrożony.Proszę zapoznać się z tym tematem.

Serce tajgi [Zew Cthulhu]

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
sercetajgi
55 Posty 6 Uczestników 787 Wyświetlenia 2 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • GordianG Niedostępny
    GordianG Niedostępny
    Gordian jako Gordian
    napisał ostatnio edytowany przez Gordian
    #1

    PROLOG

    99f99898-cfe9-4493-98f1-4cae1bdb6fb1-image.png

    Przeznaczenie... Jakąż to ono rolę odgrywa w życiu człowieka? Czy w ogóle istnieje? Czy nasz los jest czymś odgórnie ustalonym, a wolna wola jest jedynie pozorem? Złudzeniem? Cienką zasłoną, za którą kryje się jakiś boski plan? A może jest odwrotnie i to my sami decydujemy o wszystkim, a ,,przeznaczenie" to tylko wygodne słowo na nazwanie czegoś, co nie potrafimy zrozumieć?

    Zatem czy to przeznaczenie, czy też zwykły przypadek sprawił, że pięcioro nieznajomych ludzi, pozornie niemających ze sobą nic wspólnego, rozrzuconych po różnych częściach miasta, ludzi o odmiennych historiach, sekretach i marzeniach, przeczytało ten sam artykuł w gazecie i postanowiło na niego odpowiedzieć? Kto wie... Może to zbieg okoliczności, a może - pierwsze ogniwo w łańcuchu zdarzeń, który właśnie zaczynał być wykuwany?

    San Francisco początku roku 1932 nie należało do najprzyjemniejszych miejsc na Ziemi. Miasto, którego krwiobieg jeszcze kilka lat wcześniej stanowiły handel, żądza przygody i złudna obietnica dobrobytu, teraz zdawało się zupełnie martwe. Wielki Kryzys uderzył tu z całą bezwzględnością: banki upadały, sklepy zamykały się jeden po drugim, a na ulicach, pod drzwiami dworców i kościołów pojawiało się coraz więcej ludzi wraz z tabliczkami z błagającymi o choćby drobny datek. Ludzi, którzy jeszcze kilka lat temu wiedli całkiem normalne życie.

    Chłodna mgła znad zatoki wciskała się w miasto niemal każdego poranka, spowijając wzgórza i drewniane domy wilgotnym, mlecznym półmrokiem. W porcie skrzypiały maszty statków, a ciężkie dźwigi powoli przesuwały skrzynie z towarami z odległych krajów: herbatą z Chin, gumą z Indonezji, ryżem z Filipin. Zapach soli mieszał się z zapachem smoły, ropy i ryb. Bo port, mimo wszystko, wciąż pracował. Był największym międzynarodowym portem na całym zachodnim wybrzeżu i dla wielu ludzi stanowił ostatnią nadzieję. Przypływali tu marynarze z Azji, robotnicy z południa, awanturnicy, przemytnicy, ludzie uciekający przed przeszłością i tacy, którzy desperacko szukali przyszłości.

    Na nabrzeżach można było spotkać ich wszystkich: bezrobotnych śpiących na ławkach przykrytych gazetami, byłych farmerów, których ziemię zabrały banki, marynarzy z tatuażami wyblakłymi od słońca i morskiej wody, chińskich kupców z Chinatown czy hazardzistów liczących na to, że szczęście się do nich uśmiechnie i odmieni ich los.

    Gazety sprzedawane były wszędzie, niemal na każdym rogu. Chłopcy w znoszonych czapkach wykrzykiwali najnowsze nagłówki, wymachując plikami świeżo wydrukowanych arkuszy:
    Sensacyjny wykład! Naukowiec twierdzi, że yeti istnieje! Ekspedycja do Związku Radzieckiego! Kupujcie Chronicles, tylko 10 centów!
    Dla większości był to tylko kolejny dziwaczny artykuł. Ot kolejny taki, który miał przyciągnąć uwagę i sprzedać te kilka egzemplarzy więcej. Ale nie dla tej piątki... Oni przeczytali go bardzo uważnie i równie poważnie go potraktowali:

    51de3fa7-d214-4694-aea7-78c7043fd4ed-image.png

    Czym to ogłoszenie było dla nich? Obietnicą? Szansą? Ostatnią deską ratunku? Być może nawet tego nie wiedzieli. Jedno zaś nie ulegało żadnej wątpliwości - to początek historii, która odmieni ich życie.

    @agnes @cygan @ketharian @elvis @kaworu

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    3
    • KetharianK Online
      KetharianK Online
      Ketharian jako John Carter (Mike Dundee)
      Obsługa Moderator
      napisał ostatnio edytowany przez Ketharian
      #2

      text alternatywny

      San Francisco, 1932

      John Carter złożył w kostkę przeczytaną z wielkim wysiłkiem gazetę, z namaszczeniem i starannością człowieka skoncentrowanego na jednej czynności w danej chwili. Płynne składanie liter sprawiało mu sporo kłopotu, chociaż poczytywał sobie za powód do dumy, że był człowiekiem piśmiennym. Młodość spędzona w szkółce biblijnej w Anchorage nie wypełniała znamion normalnej edukacji, ale musiała traperowi wystarczyć - i w zupełności wystarczała w zaśnieżonych iglastych lasach Alaski.

      Gwarne, brudne i ziejące na każdym kroku nędzą San Francisco okazało się dla obutego z majestatyczną ciszą dziczy trapera istnym piekłem na ziemi. Otaczali go ludzie, którzy dzielili z Carterem wspólną mowę, ale pod każdym innym względem mogli uchodzić za istoty należące do zupełnie odrębnego gatunku. Rozmawiali głośno i w pośpiechu, o rzeczach błahych, na które John nie zwykł strzępić języka. Tematami ich rozmów były rzeczy, o których Carter nie miał pojęcia: o polityce, o gospodarce, o religii i sztuce.

      Otoczony bezlikiem rozumnych istot, John Carter jeszcze nigdy nie czuł się równie samotny jak na ulicach San Francisco.

      Żałował każdych dziesięciu centów wydawanych na codzienną gazetę, ale potrzebował dostępu do ogłoszeń o pracę, a nikt nie chciał mu oddać własnej gazety. Papier miał mnóstwo zastosowań w mieście, w którym tak wieki nieszczęśników ledwie wiązało koniec z końcem.

      Jak każdego poprzedniego dnia, nie znalazł żadnej oferty, której mógłby sprostać jego brak cywilizowanych kwalifikacji. W San Francisco nikt nie potrzebował trapera biegłego w tropieniu karibu i ostrzale wilków.

      John Carter przeklinał dzień, w którym dał się przekonać do zaciągu na rybacki kuter płynący na południe Zatoki Alaski. Sztorm, który zatopił łódź, ratunek ze strony załogi przepływającego frachtowca i nieoczekiwany rejs do San Francisco zupełnie odmieniły życie alaskańskiego myśliwego.

      Coraz bardziej zrezygnowany i zagubiony, Carter usiadł na drewnianej ławce i spojrzał raz jeszcze na tytułowy artykuł gazety.

      Opowieści o śnieżnym człowieku? Cóż za osobliwa historia!

      Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      1
      • CyganC Online
        CyganC Online
        Cygan jako Walter Murdock (William Evans)
        napisał ostatnio edytowany przez
        #3

        San Jose, 1932
        Walter Murdock zmęczony całodniowym chodzeniem po domach z wymuszonym uśmiechem i pytaniu czy gospodarzom nie przydałaby się pomoc z sprzętem elektrycznym lub z naprawą samochodu za drobną opłatę. Postanowił wydać 10 centów na przyjemność w postaci gazety z nadzieją na ogłoszenie oferujące jakąś większa płace lub chociaż prace która nie ubliża jego wykształceniu.

        Pośród małoistotnych miejscowych wydarzeń, jego oczom ukazał się artykuł jakiegoś trzepniętego naukowca który chce wyruszyć na poszukiwania yeti oferując przy tym sowitą nagrodę za pomoc w ekspedycji.
        Dla Waltera była to jedna z niewielu szans na odbicie się od dna po utracie firmy której nie miał zamiaru zmarnować. Może los w końcu się do mnie uśmiechnął pomyślał Walter wsiadając do pociągu którego celem podróży było San Francisco

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        1
        • ElvisE Niedostępny
          ElvisE Niedostępny
          Elvis jako Ren Watanabe
          napisał ostatnio edytowany przez Elvis
          #4

          San Francisco, 1932

          Ren Watanabe, wracając jak codzień z dorywczej pracy, zgodnie z jego codzienną rutyną postanowił wydać 10 centów na nowe wydanie gazety. Kierując się w stronę pobliskiej ławki Ren wspominał czasy jego dawnego życia w centrum Kyoto, z którego pochodzi.

          Od czasu imigracji do Stanów Renowi doskwierała samotność. Jego ekstrawertyzm i potrzeba kontaktu z ludźmi nie pomagała mu w aklimatyzacji w nowym miejscu, gdzie prawie wszyscy byli pogrążeni w smutku w skutek wielkiego kryzysu. Świadomość również tego, że jest z wykształcenia prawnikiem i wywodzi się z zamożnej rodziny także sprawiała że Watanabe czuł przygnębieine oraz, że jego ambicje są znaczenie większe niż tułanie się po dorywczych pracach aby związać koniec z końcem.

          Gdy w końcu zagłębił się w treść gazety na jednej z ławek w parku i dotarł do fragmentu dotyczącego yeti, olśniło go. Jego w głowie pojawiały się myśli, że to pora wziąć życie za rogi i odbić się od dna. Miał poczucie, że szczęście jest wreszcie po jego stronie.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          2
          • AgnesA Niedostępny
            AgnesA Niedostępny
            Agnes jako Violet Shane
            napisał ostatnio edytowany przez
            #5

            San Francisco, 1932

            Violet Shane już chyba poraz setny przesuwała produkty na półkach tak, by wywołać iluzoryczne wrażenie, że jest ich choć trochę więcej. W ciągu ostatnich dwóch tygodni upadły już dwa sklepy w najbliższej okolicy, a ten sklep dzieliło naprawdę niewiele od podzielenia ich losu. Rodzice rwali sobie włosy z głów, próbując uratować interes, a Violet została skazana na dwunastogodzinne zmiany za ladą, bo pozostałych pracowników zmuszeni byli zwolnić. Przez długie godziny Violet odprowadzała wzrokiem przygarbionych pod ciężarem problemów sąsiadów mijających ich sklep. Z rzadka ktoś zaglądał do środka, ale gdy tylko zobaczył ceny, wychodził pospiesznie.

            Violet zrezygnowana usiadła, zarzucając nogi na ladę i bezmyślnie chwyciła jedną ze sprzedawanych gazet. Otworzyła ją na chybił trafił na stronie o jakimś wykładzie dotyczącym... yeti. Jako dziecko interesowała się nieco zwierzętami z odległych krajów takimi jak żyrafy, pingwiny czy jednorożce. Cóż... wszystko będzie lepsze niż bezsensowne tkwienie w tym dogorywającym sklepiku. Znajdzie jakąś wymówkę, żeby wyrwać się w sobotę i posłuchać historii o świecie, którego pewnie nigdy nie będzie jej dane zobaczyć.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            2
            • KaworuK Online
              KaworuK Online
              Kaworu jako Eleonora Croft
              napisał ostatnio edytowany przez
              #6

              Eleonora Croft przeczytała gazetę z pewnym zainteresowaniem.

              Nie, jako osoba wykształcona, nie wierzyła w żadne „yeti” ani tym bardziej „rosyjskie yeti” (że co, proszę?). Ale… ciekawiło ją, jak takie tall tale zostało uzasadnione przed samym sobą i innymi ludźmi w wykonaniu… [spojrzała jeszcze raz w gazetę]… w wykonaniu pana Chance’a.

              Jako, że i tak była bezrobotna – co bolało podwójnie z jej dwoma dyplomami magisterskimi… - postanowiła udać się na owo spotkanie. Głównie dlatego, że była znudzona i miała aż nadmiar wolnego czasu. Miała nadzieję na darmową radochę i uciechę, a także na to, że choć na chwilę zapomni o swojej godnej ubolewania sytuacji życiowej (tyle CV wysłała i zero odzewu… czy w Japonii byłoby jej łatwiej? Ale nie miała nawet za co podróży sfinansować…).

              Westchnęła boleśnie, gdy jej myśli podążyły ku mroczniejszym tematom.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              1
              • GordianG Niedostępny
                GordianG Niedostępny
                Gordian jako Gordian
                napisał ostatnio edytowany przez Gordian
                #7

                Artisian's Nook,
                sobota, 12 marca 1932 r.
                późne popołudnie

                846eb160-5a74-4f4e-ab8b-7b6210805ad7-image.png

                Artisian's Nook na pierwszy rzut oka wygląda jak jakiś zwykły, budżetowy klub: prowizorycznie poustawiane stoliki, na nich świeczki wsadzone w butelki po tanim winie, a obok nich papierośnice z dymiącymi wciąż petami; dookoła ich porozstawiane krzesła i ławki, które czasy świetności miały już dawno za sobą; ściany zaś wyłożone były brudnym i podniszczonym bordowym aksamitem, a podłoga skrzypi pod krokami. Gdzieś przy barze rozstawiona jest mała scena, na której aktualnie śpiewa i gra na trąbce jakiś czarnoskóry śpiewak.

                Ludzi jest kilku. Trzech brodatych jegomościów ubranych tak, jak ubiera się człowiek, kiedy chce wyglądać poważnie, siedzi przy jednym ze stolików i zdradza oznaki wyśmienitego humoru, zupełnie jakby przyjechali tu na występ znanego komika. Jakaś pulchna kelnerka o filipińskich rysach twarzy przyniosła do ich stolika trzy szklanki i "wodę brzozową". Wszyscy znaliście już te sztuczki na wylot - była to zakamuflowana whiskey, nazwana inaczej na wypadek, gdyby znalazł się jakiś agent prohibicji. Oczywiście mógłby zawsze spróbować i prawda wyszłaby na jaw, ale właściciele takich lokali zawsze mieli kilka dolców odłożonych na łapówki dla takich - był to zbyt dochodowy biznes, żeby w tak ciężkich czasach z tego zrezygnować.

                Zwraca uwagę również inna grupa - kilka młodych osób w szarych, prostych ubraniach i beretach na głowach. Sami raczej niczym się nie wyróżniają, jednak razem ze sobą przynieśli transparenty. Demonstracji ulicznych w San Francisco było mnóstwo, ale ostatnio powtarzały się na nich tylko dwa hasła: "WE WANT JOBS" i "WE WANT BEER". Te jednak były inne: "UNIONS ARE NO CRIME", "WORKER KNOWS NO BOUNDARIES", "WORKERS OF THE WORLD, UNITE!". Szeptali coś między sobą, jednocześnie patrząc podejrzliwie na każdego w zasięgu wzroku.

                Tak, na pewno się nie pomyliliście. Wykład naukowca-odklejeńca mógłby odbyć się tylko tutaj...

                zerknijcie, proszę, do komentarzy - ważny post tam

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                1
                • CyganC Online
                  CyganC Online
                  Cygan jako Walter Murdock (William Evans)
                  napisał ostatnio edytowany przez
                  #8

                  Walter wchodzi do klubu w swoim najlepszym ubraniu czyli ciemno szarym garniturze z scyzorykiem i portfelem w kieszeni, resztę swoich rzeczy zostawił w najtańszym motelu jaki udało mu się znaleźć. zamawia
                  coca-cole przy barze i siada przy pustym stoliku niedaleko trzech mężczyzn w wyśmienitym humorze spowodowanym "wodą brzozową"
                  podczas oczekiwania na wystąpienie pana Chance Murdock postanowił porozmyślać nad bezsensownością ludzkich zachowań.
                  jak można tak ryzykować dla lekkiej poprawy samopoczucia Walter nigdy nie rozumiał dlaczego ludzi tak ciągnie do odurzania siebie alkoholem szczególnie odkąd zaczęła się prohibicja.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  1
                  • KaworuK Online
                    KaworuK Online
                    Kaworu jako Eleonora Croft
                    napisał ostatnio edytowany przez Kaworu
                    #9

                    Eleonora pojawiła się na miejscu ubrania tanio, acz schludnie. Nosiła okulary, miała kręcone, brązowe włosy i wysokie kości policzkowe. Jej błękitne oczy zdradzały inteligencję poprzez błysk jasności, była też dosyć wysoka i szczupła jak na kobietę.

                    Gdy znalazła się w środku, postanowiła podejść do protestujących - sama miała poglądy lewicowe i miała nadzieję na przyjemną rozmowę z osobami o zbliżonych poglądach. Na pewno nie chciała też zadawać się z pijusami, którym rzuciła chłodne spojrzenie, a potem udała, że w ogóþle ich nie dostrzegła.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    2
                    • KetharianK Online
                      KetharianK Online
                      Ketharian jako John Carter (Mike Dundee)
                      Obsługa Moderator
                      napisał ostatnio edytowany przez Ketharian
                      #10

                      Artisian’s Nook, 12 marca 1932

                      John nie bywał wcześniej w lokalach podobnych do tego klubu. Bary w Anchorage w niczym nie przypominały przybytków z San Francisco, jawiły mu się zupełnie innym i niezrozumiałym światem. Egzekwowana z całą surowością prawa prohibicja, oferujące nietypowe gatunki muzyki szafy grające, poruszane w chmurach tytoniowego dymu dziwaczne tematy - wszystko to razem wzięte sprawiało, że Carter czuł się w Kalifornii jakby przez każdą minutę swojego życia stąpał po kruchej tafli wiosennego lodu na jeziorze, które dopiero co ujrzał na oczy.

                      Zdjął kapelusz i usiadł przy jednym z pustych stolików. Przez chwilę zastanawiał się czy aby przez grzeczność nie powinien nawiązać z kimś rozmowy, rychło jednak zarzucił ten pomysł. Otaczali go ludzie wielkiego miasta, którzy nawet nieświadomie bardzo szybko uświadomili Johnowi jak ogromnie od nich odstaje.

                      Odmowa złożenia zamówienia byłaby srogim nietaktem wobec personelu, toteż rozpaczając nad każdą wydaną ćwierćdolarówką Carter zamówił filiżankę czarnej kawy, dla oszczędności odmawiając sobie cukru.

                      Czas do prelekcji na temat śnieżnych małp płynął upiornie powoli, jakby na przekór rosnącej niecierpliwości Alaskańczyka.

                      Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      2
                      • AgnesA Niedostępny
                        AgnesA Niedostępny
                        Agnes jako Violet Shane
                        napisał ostatnio edytowany przez Agnes
                        #11

                        Violet wpadła do pomieszczenia, trzaskając drzwiami. Już myślała, że się spóźni, ale wykład jeszcze się nie zaczął. Jakiś muzyk grał w najlepsze na scenie.

                        Poczuła na sobie spojrzenia kilku osób przyciągnięte przez hałas, który wywołała. Nerwowo rozprostowała sukienkę, próbując zakryć plamę, którą zrobiła przy porządkach w magazynie. Uczesana była równie niedbale. Z jej wysoko upiętego koka wymykały się niesworne kosmyki rudawych włosów, sprawiając, że nie wyglądała nawet na jej 20 lat.

                        Zawstydzona ruszyła ze wzrokiem wbitym w podłogę w stronę jednego ze stolików, przy którym siedział już mężczyzna.

                        • Czy można? - spytała i usiadła obok, nie czekając na odpowiedź. - Pan wygląda na takiego doświadczonego, znaczy... nie że starego, tylko jakby pan dużo przeszedł i zwiedził. Nie jak ktoś stąd. Pan też na ten wykład o egzotycznych zwierzętach? Gdzie moje maniery... Violet się nazywam - powiedziała, wyciągając rękę w stronę Johna. @ketharian
                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        3
                        • GordianG Niedostępny
                          GordianG Niedostępny
                          Gordian jako Gordian
                          napisał ostatnio edytowany przez Gordian
                          #12

                          @kaworu

                          Gdy Eleonora podchodzi do stolika, i tak wcześniej przyciszone rozmowy w jednym momencie niemal gwałtownie cichnie. Trójka młodych ludzi szybko, trochę za szybko, natychmiast zwraca ku niej parę swoich oczu. Kobieta o śniadej cerze, czarnych, spiętych z tyłu w niewielki kucyk włosach, ciemnych oczach i nieco pulchnej twarzy z widocznymi siniakami i strupami, rzuca jej twarde, badawcze spojrzenie. Obok niej siedzi szczupły, około trzydziestoletni mężczyzna, z krótką brodą i okrągłymi okularami w drucianych oprawkach na nosie. Zwraca uwagę zwłaszcza jego płaszcz - zdecydowanie zbyt cienki jak na tę porę roku - oraz zwisający, nieudolnie zapięty krawat będący jadłospisem z ostatniego tygodnia. Wcześniej zdawał się coś notować w niewielkim kajecie, który teraz stara się dyskretnie (a przynajmniej tak mu się pewnie wydaje) schować pod stół. Trzeci z nich, wyglądający na najmłodszego, chłopak o wąskiej twarzy, z poczochranymi włosami i małym wąsikiem pod nosem, szybko wypala:
                          "Jeśli przyszłaś pytać o demonstrację, to jest jutro, na Market Street!"
                          Na jego twarzy zagościł lekki uśmiech, który jednak natychmiast zbladł, kiedy dostrzegł na sobie oskarżycielskie spojrzenia pozostałej dwójki. Szybko zwiesił głowę, zrobił kwaśną minę i utkwił wzrok w podłodze. Przez kilka sekund panuje cisza, po której drugi mężczyzna w końcu się odzywa:
                          Proszę wybaczyć... - mówi spokojnym, starannie dobieranym tonem. - Czy możemy się dowiedzieć kim szanowna panienka jest? Nie chcemy być nieuprzejmi, po prostu... chcemy się dowiedzieć, z kim mamy przyjemność.

                          Rzuć na spostrzegawczość lub psychologię, w przypadku sukcesu - na priv dostaniesz wskazówkę.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          2
                          • ElvisE Niedostępny
                            ElvisE Niedostępny
                            Elvis jako Ren Watanabe
                            napisał ostatnio edytowany przez Elvis
                            #13

                            Ren po wpadnięciu do Artisian’s Nook przeżył lekki szok i podważył wiarygodność ogłoszenia Chance'a, uważając że żaden szanujący się profesor nie organizował by spotkania w tak obskurnym miejscu, lecz po chwili uświadomił sobie jak wygląda sytuacja w stanach, do których przyleciał zaledwie kilka tygodni temu w skutek ucieczki od zagrożenia jakie groziło mu w Japonii.

                            Watanabe ubrany był wyjściowo w koszulę oraz miał zarzuconą marynarkę na ramieniu. Wyróżniał się spośród innych obecnych w klubie. Mimo trudnej sytuacji zawsze starał prezentować się schludnie i z klasą. Od większości swoich rodaków różnił się wzrostem, bo był stosunkowo wysoki jak na Japończyka. Po poprawieniu swoich gęstych czarnych włosów postanowił ruszyć w stronę lady i zamówić koktajl.

                            Po otrzymaniu swojego zamówienia szybko przeskanował innych gości w celu znalezienia kogoś, do kogo mógłby się dosiąść, ponieważ jego ekstrawertyzm nie pozwolił by mu usiąść samemu. Jego uwagę przykuł samotnie siedzący oraz popijający tylko cole mężczyzna ubrany w ciemnoszary garnitur. Uznał, że to właśnie do niego usiądzie i ruszył w jego stronę pewnym krokiem z uśmiechem na twarzy.

                            -Witam Pana, jestem Ren, a pan jak się nazywa? - nie mając zamiaru czekać na odpowiedź Ren kontynuuował: -Jest Pan w barze, nie pije alkoholu i siedzi sam? Jest tu Pan po coś, mam rację? Czy Pan również przyszedł z ogłoszenia doktora Chance'a? @cygan

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            1
                            • CyganC Online
                              CyganC Online
                              Cygan jako Walter Murdock (William Evans)
                              napisał ostatnio edytowany przez Cygan
                              #14

                              Walter lekko zaskoczony inicjatywą młodo wyglądającego mężczyzny i zmieszany jego nierozsądnymi słowami postanowił od razu go naprostować

                              -Nazywam się Walter i jestem zaskoczony Pana pytaniem może Pan nie wiedzieć ale panuje prohibicja czyli zakaz sprzedawania alkoholu, ale pomimo niej nigdy nie ciągnęło mnie do upijania się, a tym bardziej w samotności.
                              Z chęcią bym z Panem porozmawiał dłużej, ale proszę spojrzeć chyba nastąpił lekki konflikt - skrycie wskazuje w stronę Eleonory.@elvis

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              1
                              • ElvisE Niedostępny
                                ElvisE Niedostępny
                                Elvis jako Ren Watanabe
                                napisał ostatnio edytowany przez
                                #15

                                Ren zrozumiawszy swój błąd postanowił to naprostować i pociągnąć dalej rozmowę

                                -Miło mi cię poznać i ach, tak, przepraszam bardzo, jestem w stanach dopiero od niedawna i wciąż zapominam o panującej aktualnie prohibicji. -po zwróceniu głowy w stronę rozmawiającej kobiety i trzech mężczyzn, powiedział: -Faktycznie, jest chyba między nimi lekkie spięcie. Na razie może poobserwujmy jak rozwinie się akcja. - po chwili ciszy Ren dodał: -To skoro już się poznaliśmy, to może przejdźmy na ,,ty", Walter, co ty na to? @cygan

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                0
                                • CyganC Online
                                  CyganC Online
                                  Cygan jako Walter Murdock (William Evans)
                                  napisał ostatnio edytowany przez Cygan
                                  #16

                                  Walter zrozumiawszy że skośnooki nie przestanie gadać uznaje że może zamienić z nim parę zdań
                                  -Dobrze nie ma co sobie "panować" Ren. Skoro już rozmawiamy w luźniejszej atmosferze zajmuję się inżynierią a ty? wyglądasz jak ktoś z klasą wiec pewnie masz jakiś porządny zawód - Walter pociągnął konwersacje przyglądając się sytuacji na którą wcześniej zwrócił uwagę

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  0
                                  • KetharianK Online
                                    KetharianK Online
                                    Ketharian jako John Carter (Mike Dundee)
                                    Obsługa Moderator
                                    napisał ostatnio edytowany przez Ketharian
                                    #17

                                    Artisian’s Nook, 12 marca 1932

                                    Melodyjny potok słów młodej kobiety skonsternował na chwilę milkliwego trapera. Alaskańczyk skinął jej na powitanie głową, łapiąc jednocześnie swoją filiżankę kawy i przysuwając ją bliżej swojej krawędzi stolika. Młode i pełne życia dziewczę sprawiało wrażenie równie uroczego, co roztrzepanego, aczkolwiek Carter zdążył się już przekonać jak łudzące bywało pierwsze wrażenie na dalekim południu kraju.

                                    - Panienka wybaczy, jestem Carter, John Carter z Hopper Bay - zmieszany nieoczekiwanym towarzystwem uniósł ku skroni dwa złączone razem palce, w połowie tego ruchu uświadamiając sobie, że przecież zdjął chwilę wcześniej kapelusz - I prawdą jest, że bawię tutaj przejazdem.

                                    Uścisnął lekko podaną mu kobiecą dłoń, zadziwiony uroczą na swój sposób bezpośredniością rozmówczyni.

                                    - Przypłynąłem statkiem dwa tygodnie temu i szukam jakiegoś zajęcia, ale znalezienie pracy w San Francisco nie jest łatwe, sama panienka pewnie o tym wie. Ale mniejsza z pracą, proszę wybaczyć niestosowne żale. Tak, jestem ciekaw tej opowieści o stworzeniach śniegu i lodu. Prawie pięćdziesiąt lat spędziłem na Alasce i różne rzeczy dane mi było zobaczyć, ale yeti ani razu. Pewnikiem to tylko puste bajdurzenie dla łatwowiernych miastowych… oczywiście nie miałem na myśli panienki!

                                    Pojąwszy w jednej chwili swoją gafę myśliwy zmieszał się i napił w rozmyślnie powolny sposób kawy, w myślach prosząc opatrzność o to, aby wykład rozpoczął się czym prędzej.

                                    @agnes

                                    Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    0
                                    • AgnesA Niedostępny
                                      AgnesA Niedostępny
                                      Agnes jako Violet Shane
                                      napisał ostatnio edytowany przez
                                      #18

                                      Violet puściła mimo uszu ostatnią uwagę Johna. Zbyt była zafascynowana jego osobą. Był jak człowiek z innego świata dostępnego dla niej tylko w marzeniach, gdy przed snem wyobrażała sobie piękne zaśnieżone lasy i ich mieszkańców. Cisnęło jej się do ust tyle pytań, które chciałaby zadać temu tajemniczemu podróżnikowi.

                                      • Oh - rozdziawiła usta zaskoczona odpowiedzią mężczyzny. Szybko jednak je zamknęła, przypominając sobie napomnienia matki, że w życiu nie znajdzie męża, jeśli będzie się tak zachowywać. Chociaż... w tej sytuacji nie miało to chyba znaczenia. Nie ma co się przejmować, co pomyśli o niej nieznajomy w podeszłym wieku, którego już pewnie nigdy więcej nie spotka.

                                      • Czyli pan jest z daleka! - zmierzyła Johna od stóp do głów zaciekawionym wzrokiem. - To fascynujące! Oh, jak ja bym chciała wybrać się w taką podróż, zamiast siedzieć całymi dniami za sklepową ladą... Oczywiście jestem wdzięczna za wszystko, czego nauczyli mnie rodzice i że mogę pracować u nich, i tylko trochę niecierpliwią się, że nie mam jeszcze... Nieważne - zreflektowała się, że nie wypada mówić aż tyle nowopoznanemu mężczyźnie. - A może... skoro i tak czekamy... opowie pan coś o Alasce - zmieniła temat. - Jak tam jest? Jaka niesamowita przygoda pana tam spotkała?

                                      @ketharian

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      0
                                      • KaworuK Online
                                        KaworuK Online
                                        Kaworu jako Eleonora Croft
                                        napisał ostatnio edytowany przez Kaworu
                                        #19

                                        Eleonora było nieco zaskoczona takim obrotem sprawy - z drugiej strony licho jedno wie, jak policja traktowała tych ludzi wcześniej? Może mieli jakieś autentyczne nieprzyjemności i to dlatego?

                                        - Em... dzień dobry. Nazywam się Eleonora, Eleonora Croft. Ja, em... chciałam tylko porozmawiać, bo... państwo tutaj wyglądają na w miarę normalnych, nie ja ci... - wskazała kciukiem na fanów 'wody brzozowej" - Ale jeśli w czymś przeszkadzam, to może lepiej będzie, jak sobie pójdę - skinęła ludziom głową, po czym odwróciła się i zostawiła ich samych - najwyraźniej nie była mile widziana w tym gronie.

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        0
                                        • KetharianK Online
                                          KetharianK Online
                                          Ketharian jako John Carter (Mike Dundee)
                                          Obsługa Moderator
                                          napisał ostatnio edytowany przez
                                          #20

                                          Artisian’s Nook, 12 marca 1932

                                          Nieoczekiwana wymiana słów z dziewczęciem najwyraźniej nie miała się skończyć na etapie powitalnym. John chrząknął niejednoznacznie w odpowiedzi na pytanie Violet, próbując zebrać myśli i ułożyć je w formie dość składnej, aby należąca do elokwentnych mieszczuchów kobieta nie uznała go za prostaka.

                                          - Alaska to dzika kraina, panienko - rzekł upiwszy wpierw kolejny łyk kawy - Niewiele się tam dzieje rzeczy, które mogłyby ekscytować ludzi z wielkiego miasta. Śnieżyce, niedźwiedzie i wilki, Indianie. Nie ma tam tylu samochodów, co u was, a przede wszystkim nie ma tak wielu Chińczyków. Jeszcze nigdy nie widziałem tylu Chińczyków w jednym miejscu, nawet nie wiedziałem, że coś takiego jest możliwe! Ale byłem raz w kinie w Anchorage, to naprawdę coś niezwykłego. Widziała panienka „Światła Miasta”? Charliego Chaplina? Nie potrafię pojąć jak można coś takiego zachować na filmowej taśmie, znaczy się, zapisać.

                                          @agnes

                                          Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          0
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy