Serce tajgi [Zew Cthulhu]
-
Violet przez chwilę przyglądała się sytuacji, jakby oglądała jeden z filmów gangsterskich, zanim dotarło do niej, że to wszystko dzieje się naprawdę. Ze względu na nieznany język nie do końca rozumiała, co się stało, jednak po spokoju i pewności Rena domyśliła się, że ten wyjaśnił pomyślnie sytuacje. John natomiast tracił cierpliwość do zachowania profesora i usilnie próbował przekonać go do pozostania na statku. Violet postanowiła włączyć się do dyskusji:
-Jo... Mike ma rację, profesorze. Powinien pan poczekać na statku w towarzystwie... obstawy, a my ze wszystkim sobie poradzimy. W końcu za to nam pan przecież płaci.
Następnie podeszła do skulonej Eleonory i objęła ją delikatnie ramieniem.
-Już dobrze, Noo... Anno, już dobrze. Już po strachu - szeptała kojąco, łagodnie gładząc kobietę po ramieniu. - A co to słowo właściwie znaczy?
-
Gdy oficer oddalił się, Ren natychmiastowo poczuł wielką ulgę. Wiedział, że cała ta sytuacja mogła się skończyć naprawdę niedobrze dla jego towarzyszy, a szczególnie dla Eleonory. Chwilę po całym zamieszaniu zmierzył ją wzrokiem, w którym wyryta była wyraźnie irytacja, chciał już powiedzieć jej klika ostrych słów, lecz zauważył, że Panna Croft jest cała roztrzęsiona, więc postanowił jej wytłumaczyć jej błędy z opanowniem. -Eleonoro... spokojnie..Musisz wiedzieć, że amerykanie delikatnie rzecz ujmując nie są tu jakoś specjalnie mile widziani. Pamiętaj o tym, aby... trochę subtelniej podchodzić do interakcji z innymi tutaj.
Kończąc rozmowę z damą zaczepił mecenasa Walter, który zasugerował mu odesłanie profesora i część drużyny do jakiegoś bezpiecznego miejsca i samodzielne odnalezienie Nakamury. Watanabe nic na to nie odpowiedział, tylko dogłębnie to przemyślał. Jednocześnie skierował swój wzrok w stronę Chance' którego bezskutecznie John próbował podejść strachem, jak i Violet wraz z Murdockiem, którzy również próbowałi przekonać Broephyle'a. Ren także postanowił do nich dołaczyć, lecz z innym, dyplomatycznym podejściem. Podszedł do profesora, i zaproponował spokojnym głosem. -Panie Chance, myślę, że pomysł moich towarzyszy nie należy do najgorszych. Tak jak powiedział John, nie możemy ryzykować aby coś się Panu stało, a więc sugeruję abyśmy najpierw udali się do kantoru, a potem odstawie was w jakieś bezpieczne miejsce - chociażby na ów pokład, a następnie wyruszę z dajmy na to Carterem do urzędu żeby ustalić aktualne położenie Kazuo. Co Pan na to?
-
Eleonora pozwoliła sobie na przytulenie Violet - była taka roztrzęsiona, musiała coś zrobić z dłońmi.
- Oh, przepraszam, przepraszam... - wyszeptała - jestem kłębkiem nerwów. Oh...
-A co do słowa, to... znaczy ono coś w rodzaju "ty", ale jest bardzo, bardzo mało przyjemne i nieeleganckie. Coś jak... użyć "du" zamiast "Sie" w niemieckim? Tylko nieco bardziej, uważam... - wyjaśniła.
-
Z racji zerowej znajomości niemieckiego Violet nie miała pojęcia, o czym mówi Eleonora, pokiwała jednak głową, nie chcąc drążyć trudnego tematu. Zważywszy na mocno emocjonalną reakcję kobiety postanowiła nigdy nie używać "du", zwracając się do Niemców.
W pierwszej chwili poczuła się niezręcznie, objęta przez ledwie poznaną kobietę, ale szybko rozluźniła się, żeby uspokoić rozmówczynię. Pomyślała, że odwrócenie jej myśli od sytuacji może pomóc, więc zwróciła się do kobiety:
- Profesor wspominał coś o kolacji u antropolożki i strojach wieczorowych... Zdaje się, że nie mam nic odpowiedniego i zupełnie nie znam się na tutejszej modzie. Czy mogłabym prosić Panią o pomoc w zakupie czegoś odpowiedniego, gdy już wymienimy pieniądze?
@kaworu
- Profesor wspominał coś o kolacji u antropolożki i strojach wieczorowych... Zdaje się, że nie mam nic odpowiedniego i zupełnie nie znam się na tutejszej modzie. Czy mogłabym prosić Panią o pomoc w zakupie czegoś odpowiedniego, gdy już wymienimy pieniądze?
-
- Tak kochana, z chęcią Ci w tym pomogę - powiedziała Eleonora, uśmiechająć się delikatnie do swojej nowej przyjaciółki (?).
-
Profesor patrzył na próbujących go przekonać do tymczasowego odcięcia się od ekspedycji wraz z "ochroną" z pewnym zakłopotaniem, jednak z biegiem czasu jego wyraz twarzy łagodniał. Pod koniec wyglądał, jakby się nad czymś poważnie zastanawiał.
Hmm... - mruczał pod nosem, gładząc się po brodzie, stojąc na środku ulicy i nie zwracając uwagi na dość nieprzychylne spojrzenia rzucane mu przez Japończyków. - Być może i macie rację. Weźmiemy wszystkie bagaże i zaniesiemy je do hotelu. Spotkamy się wieczorem, na przyjęciu u madame. No, panowie! Bierzemy bagaże i jedziemy do hotelu! - kiwnął na "pałkarzy", którzy mieli takie miny, jakby odejście było ostatnią rzeczą, na jaką mieli ochotę, ale ostatecznie wypełnili polecenie tego, który im płacił. - Panie Watanabe, może nam pan zatrzymać rikszę i poprosić o przetransportowanie do hotelu? Zapłacę temu panu na miejscu.
Hello! It looks like you're interested in this conversation, but you don't have an account yet.
Getting fed up of having to scroll through the same posts each visit? When you register for an account, you'll always come back to exactly where you were before, and choose to be notified of new replies (either via email, or push notification). You'll also be able to save bookmarks and upvote posts to show your appreciation to other community members.
With your input, this post could be even better 💗
Zarejestruj się Zaloguj się