Daggerheart: Serce Wieczności
-
- A czyż nie jesteśmy wszyscy niewolnikami unsere Hertzen? - zapytał baron w mig prztyczka elficy w żart obracając.
Pogładziwszy się po brzuchu, odstawił kielich śliwowicy, która jakoś dziwnie niosła w sobie posmak domowych pieleszy i oszukaństwa.
- Aber jest w Twej propozycji hra-a-a-abio zbytek łaski zaiste - podkręcił wąsa spojrzawszy na tak łacno za nieznajomych wydawaną dziewoję. O ile była to ona w istocie, bo konkrety nie padły, a druga córka, o której hrabia wspominał mogła spokojnie chrapać na barłogu z kości w najgłębszej piwnicy i marzyć o kolejnym posiłku, którym baron nie pragnął się stać - Rudolfa z Dorfendorfu i jego konszabelanten jego cesarska imperatorskość jeno pustym złotem obiecał obsypać za Serce Wieczności. A ty nam kwiat swego domu oferujesz. A i pewnie śliwowicy nie pożałujesz... No, no... Mówże jednak mehr. Czymże ono Serce Wieczności jest? I czemuż swych wojów nie poślesz po nie? -
Hrabia uśmiechnął się szeroko, Następnie kazał przywieźć kolejną butelkę w śliwowicy i powiedział.
- Mówią, że u był kiedyś sercem jednego z dawnych władców bestii, straszliwych potworów, które władały niegdyś dziczą ale zostały pokonane przez boskich wybrańców, z których jeden był naszym praprzodkiem… Źli druidzi ukradli serce ponieważ byli druidami i do tego złymi, a serce i tak ceny że pewnie też będą chcieli je ukraść gdy je odzyskacie Dlatego jak najszybciej musicie niedawno dostarczyć i zawrzeć ślub z moją córką! I tak, to jak córka ma być nagrodą za waszą misję, nie godzi się inaczej. Oczywiście osoba, za którą wyjdzie będzie musiała złożyć tradycyjną przysięgę, ale w końcu każda szlachetna osoba nie powinna mieć obaw, Przed złożeniem przysięgi, musicie tylko obiecać, że ją złożycie gdy dostarczycie serce… Muszę powiedzieć że moja córka Kunegunda posiada wiele talentów, na przykład doskonale sporządza lekarstwa, Potrafi śpiewać Rozbrajające piosenki, a jej talenty do szydełkowania chwalą stajenni i praczki…-
Kunegunda zakrzepowa rzęsami, a potem podbiegła do Eris i nadała jej z osobnej butelki całą szklankę śliwowicy którą podała elfce nie spuszczając z niej oka.
I wtedy wtrąciła się niziołka
- Oczywiście, żebyśmy sobie poradzili w poszukiwaniu tego serca, prawda ser Sergiuszu… - Wskazała Starego na rycerza, który zasnął w trakcie całej rozmowy.
I wtedy hrabia popatrzył na Rekotka.
*- Jeden z moich przodków spotkał Podobno kiedyś cały premię istot podobnych jak ty w naszych podziemiach!- -
A baron zaśmiał się rubasznie nad zachwalanym przez stajennych talentem hrabianki do szydełkowania. Nic tu po ich drużynie.
-
Aurelianna natomiast poprawiła płatki tworzące jej fryzurę i z majestatem godnym królowej przyglądała się pozostałym, popijając własną herbatkę z malusiej filiżanki, którą sobie wyczarowała.
-
Eris nie była zadowolona z tego, że podano jej całą szklankę śliwowicy, jak i z tego, że była tak uważnie obserwowana przez kunegungę.
"Czy się domyśli, że nie piję w ogóle?" zapytała samą siebie w myślach, po czym uznała, że jej to w sumie w ogóle nie obchodzi.
- Bardzo dobry ten napiwek... - powiedziała, mało się przejmując czymkolwiek.
-
Koniec w końcu gospodarz uznał, że nasza drużyna zgodziła się wykonanie misji przez niego zleconej a potem Jego córka wręczyła baronowi i wróżce niewielkie, przynajmniej wedle swojego u mniemania, bo Aureliana mogła być nieco innego zdania, korale. Czy przyjmą jednak ten podarek?
Khari z kolei była tak zachwycona poczęstunkiem, że nie wylewała za kołnierz i w końcu przywaliła głową w futrynę, przez to straciła przytomność i jej towarzysze zostawili ją aby odpoczęła…Srebrny Dysk.
Gdy drużyna dotarła do Srebrnego Dysku, to zobaczyła w środku naprawdę bardzo przytulny wystrój. Były tutaj prawdziwe fotele i okrągłe stoły, na półkach książki, a także pianino i harfa samodzielnie grające proste melodie. Gospodarz rzeczywiście był automatonem, o monstrualnie wielkich srebrnych uszach, wyraźnie nie pasujących do jego metalowego oblicza ukształtowanego na podobieństwo uczonego Mędrca.
- Witajcie o szlachetni podróżnicy, dobrze was tutaj widzieć! Słyszałam że obiecaliście urządzić koncert u tego elfiego łachudry, Ja obiecuję wam zapłacić dwa razy więcej niż on za urządzenie koncertu u mnie. Poza tym mogę wam pozwoli Co obejrzeć kilka map przedstawiających Żarłoczne Pieczary, problem polega na tym, że to miejsce Nigdy Nie wygląda tak samo jak się do niego drugi raz wchodzi… -Pod Nawiedzonym Młynem
Tawerna Pod Nawiedzonym Młynem znajdowała się nieopodal rzeczonego Młyna…
Było ciemno ponieważ budynek nie posiadał żadnych okien, Podłoga była brudna i czerwona, prawdopodobnie nie tylko od wina, Kilka tresowanych Szczurów zajmowało się odpadkami jedzenia jakie wyrzucono na podłogę. Właścicielem owego przybytku był ogromny Smokowiec, posiadający metalową rękę, z trzema długimi jak ostrza sztyletów pazurami, który na ich widok obnażył wszystkie zęby i zawołał.
- Czego! Jeśli chcecie podjąć wyzwanie przenocowania w nawiedzonym młynie to musicie ujścić kaucję w wysokości pięćdziesięciu szczebników na wasz pogrzeb… Do wygrania jest wspaniały Torba przechowywania, której można pomieścić dziesięciokrotnie więcej niż wygląda, nieskończony dziennik zapisujący To co podyktujesz, lupa pozwalająca rozpoznać prawdziwość monet i buty Samotańczenia!! -
Baron jednak zaniósł zaraz się w toku zobaczył że obok znajduje się dosyć duży budynek wyglądający na magazyn, nad którego drzwiami widział napis.
“Maksym Róg i wspólnicy - przedsiębiorstwo import-export” -
Szlachetnie urodzona wróżka przyjęła podarek z należytą wdzięcznością. Przynajmniej na zewnątrz.
W rzeczywistości korale były nie tylko stanowczo zbyt duże, ale również zatrważająco pospolite. Aurelianna widywała bardziej wyrafinowaną biżuterię splataną przez ślepe gąsienice pośród ostowych zarośli. Mimo to etykieta pozostawała etykietą.- Piękny podarek. Iście królewski - oznajmiła z pełnym przekonaniem godnym wytrawnej dyplomatki, unosząc ogromne korale obiema dłońmi. Na jej twarzy pojawił się uprzejmy uśmiech, który jedynie wyjątkowo spostrzegawcza osoba mogłaby uznać za odrobinę wymuszony.
Zamyśliła się na moment.
- Pozostawię go pod opieką mojej nadwornej obrończyni. Byłoby prawdziwą tragedią, gdyby tak cenny dar zagubił się podczas naszej bohaterskiej wyprawy.
Po czym bez chwili zwłoki podfrunęła do nieprzytomnej Khari i z godną podziwu sprawnością wepchnęła korale za pazuchę olbrzymki.
Sprawa prezentu została tym samym rozwiązana w sposób całkowicie satysfakcjonujący.🧚🧚🧚
Wkrótce potem, wraz ze swymi nowo pozyskanymi dworzanami, Aurelianna przybyła do Srebrnego Dysku.
Na widok gospodarza o wielkich srebrnych uszach jej oczy rozbłysły zainteresowaniem. Przysiadła na ramieniu barona i przechyliła głowę, przyglądając się osobliwej istocie z wyraźną fascynacją.- Jestem Jej Jaśnie Migotliwa Wysokość Aurelianna Belladonna Różopłatka Nimfa-Księżycowa Lilianna Srebrzysta Rosa z Domu Ostu i Porannej Mgły - przedstawiła się z należytą powagą. - A oto moi towarzysze podróży oraz członkowie przyszłego dworu.
Wskazała kolejno drobną dłonią:
- Baron van Trykk, nadworny doradca i dyplomata. Eris Moonbeam, nadworna czarodziejka i uzdrowicielka. Oraz Rechotek… - Tutaj zawahała się na moment. - Udomowiony ropuch o wyjątkowo silnych instynktach.
Po czym uśmiechnęła się promiennie, jakby właśnie powiedziała coś niezwykle pochlebnego.
- Chętnie obejrzymy mapy Żarłocznych Pieczar. Skoro bowiem miejsce zmienia się dopiero przy kolejnym wejściu, to podczas pierwszej wyprawy powinno zachowywać się całkiem rozsądnie.
Według Aurelianny była to logika nie do podważenia.
🧚🧚🧚
Kiedy zaś znaleźli się Pod Nawiedzonym Młynem, wróżkowa księżniczka raz jeszcze dopełniła obowiązku oficjalnego przedstawienia swojej osoby, nie przejmując się specjalnie szorstkimi manierami smokowca. W końcu nie każdy miał szczęście zostać wychowanym na królewskim dworze.
Po zakończeniu ceremonii usadowiła się ponownie na ramieniu barona, wygodnie poprawiając płatki swojej sukni.
Skoro przy stole znajdował się zawodowy dyplomata, prowadzenie rozmów z karczmarzami mogła wielkodusznie pozostawić jemu. Jak przystało na mądrą przyszłą monarchinię, Aurelianna doskonale wiedziała, kiedy należy przemawiać... a kiedy pozwolić przemawiać swoim poddanym.
-
Srebrny dysk
- Dzień dobry - Eris przywitała się przyjemnie z automatonem - Z chęcią rzucilibyśmy okiem na mapy, gdyby zostało nam to zezwolone. Nie wiem pan jak wielkie są zmiany między jedną inkarnacją pieczar a drugą? W procentach? - spytała.
Pod Nawiedzonym Młynem
Eris zastanawiała się, czy smokowiec rzeczywiście jest taki niebezpieczny, czy to może tylko i wyłącznie kwesta jego image'u?
- Hm... jak zarobimy więcej pieniędzy, możemy tutaj wrócić po magiczne przedmioty - powiedziała ostrożnie - Czy poza tym ma pan nam coś do zaoferowania?
-
Posiadłość możnowładcy
Uporządkowany świat Rechotka, trzymany w ryzach mitrylową siłą jego woli oraz kodeksem moralnym zbudowanym na szacunku do pożądliwych chuci ribbeta, runął w tym samym mgnieniu oka, co tracąca równowagę olbrzymka. Khari Nix, wybranka serca płaziego barda, bohaterka jego ballad i strażniczka bezpiecznego snu barona, podstępnie upojona laną jej do kubka śliwowicą, uderzyła swoim majestatycznie wysklepionym czołem w futrynę drzwi sali bawialnej i padła niczym bez ducha na posadzkę.
Rozhisteryzowany ribbet potrzebował dłuższej chwili, by odzyskać trzeźwość umysłu, sowicie obdarzony przywołującymi do porządku plaskaczami barona. Szepcząc do ucha omdlałej olbrzymki słowa otuchy i pokrzepienia bard pozwolił, aby służba lokalnego możnowładcy ułożyła Khari w gościnnym łożu, a potem udał się wraz z baronem w obchód dwóch pozostałych przybytków w Elmore.
Świeże powietrze, przesiąknięte charakterystycznym odorem fekaliów tradycyjnie wylewanych przez mieszkańców na bruk pod oknami kamienic, pozwoliło przewietrzyć umysł Rechotka i przywrócić mu odrobinę dobrego samopoczucia - na tyle dużą, aby w konfrontacji z propozycją właściciela „Srebrnego Dysku” zdobyć się na swoją zwyczajową chytrość.
- Zacny panie, raz zapowiedzianego koncertu nie wolno odwołać z błahego powodu, byłby to nietakt niegodny prawdziwego artysty - oznajmił ribbet cmokając przy tym z teatralną dezaprobatą - Lecz zechciej rozważyć inną propozycję. Zagram koncert jako się rzekło, tu zaś zagram następnego dnia drugi, który zapowiemy jako większy i wspanialszy od pierwszego, aby dać tutejszym kmiotkom jeszcze więcej wysokiej kultury. Raz rozochoceni pod „Jesionem”, będą szturmowali twoje progi, by doświadczyć tego ponownie. Zarobisz krocie, bo przyjdą również ci, którzy po pierwszym występie usłyszą o nim i też zechcą to usłyszeć.
Bard ukłonił się na dworską modłę przed właścicielem „Dysku”, zachęcająco strzelił lepkim jęzorem zapominając na chwilę o niepokoju na myśl o niedyspozycji Khari Nix.
-
Pod srebrnym dyskiem
Automaton wyciągnął niewielki kluczyk, dzięki któremu mógł pokręcić nosem, a potem powiedział.
- Osobiście najchętniej ośmieszyłbym po prostu tego nożycuchego prostaka, ale jeśli mogę tylko na to liczyć co pan promuje panie Rekotku (Wymawiał jako R’kotek) to muszę zgodzić się na twoją propozycję… Jaką zapłatę mogę dodać jeszcze opowieść o pradawnym artefakcie jakim było Serce Wieczności, przedwieczny przedmiot stworzony przez mój lud, który dawno temu Został nam ukradziony! -Pod nawiedzonym młynem
Podczas gdy baron Zastanawiał się nad odpowiedzią, to Smokowiec zapytał Elfkę wskazując na żaboczłeka.
- Nie czy bard jest twoją własnością? Tam skąd pochodzę, elfy często otaczają się różnymi śmiesznymi stworkami… Odsprzedałabyś go mi za dobrą cenę? -Koncert
Bohaterowie musieli przyznać, że jak na takie dosyć wielkie miasteczko, zebrały się tutaj prawdziwe tłumy… Dzieci skupiły się w gromadkę, wskazując na bohaterów a zwłaszcza na barda i barona, I te dzieci które ich tutaj “oprowadziły” wydawały się promienieć dumą. Goblinka i Niziołka były podekscytowane i ubrały zdecydowanie mniej robocze stroje i słowo mniej było tutaj kluczowe… Wiał przyjemny wietrzyk a na niebie pojawiły się już pierwsze gwiazdy. -
Srebrny Dysk
- Z chęcią dowiemy się nowych rzeczy o Sercu Wieczności - przyznała Eris, ciekawa, czy nowe wiadomości pokryją się ze starymi, a jeśli tak, to w jakim stopniu.
Nawiedzony Młyn
- Oh! - Eris się żachnęła - On nie jest moją własnością, to mój przyjaciel! Co pan mówi?! - oburzyła się wielce.
Koncert
Eris siedziała gdzieś z boku, z kubkiem ciepłej herbaty z owocami leśnymi, i słuchała występu barda. Miło było mieć chwilę relaksu dla siebie, musiała przyznać. Życia poszukiwacza przygód to nie tylko walki i problemy, ale także chwile prawdziwej, cichej szcześliwości.
-

Kilka dni później później w Elmore
Obydwa koncerty okazały się wydarzeniami artystycznymi tak doniosłymi, że zapisały się na całe stulecia w historii siermiężnego kulturalnie Elmore. Złoto z sakiewek zachwyconych widzów płynęło szeroką strugą w kieski barona i barda, a komplementowana przez tłumy królowa wróżek rozpływała się w morzu atencji niczym plaster wystawionego na słońce miodu - i jedynie będąca dotąd duszą towarzystwa Eris zdawała się tego ogromu przychylności losu nie dostrzegać, dzieląc swoją uwagę pomiędzy kolejne donoszone jej desery oraz szorowanie skóry mydłem z soku ze stóp miejscowego włodarza.
Ukontentowani ponad wszelką miarę właściciele karczm, gospód i zajazdów dotrzymali danego drużynie słowa, w zamian za zyski uzyskane przy okazji występów Rechotka udostępniając baronowi wszelakie dokumenty i mapy związane z pieczarami, w których ukryto Serce Wieczności. Naprędce je w następnych dniach kopiując, szlachetnie urodzony faun i jego żabi towarzysz zaczęli te pergaminy sprzedawać kolejnym grupom docierającym do Elmore poszukiwaczy przygód i zbijając z tego tytułu jeszcze większą fortunę.
Ogromnym cieniem na radości Rechotka i jego pryncypała kładł się w międzyczasie pożałowania godny stan czcigodnej Khari Nix. Pogrążona w przepastnej śpiączce olbrzymka nie przejawiała żadnej ochoty na powrót do rzeczywistego świata, na przekór staraniom wszystkich miejscowych medyków, znachorów i szamanów. Dostrzegając w tym ewidentną rękę bogów, włodarze miasta postanowili wybudować dla niej wieżę z białego kamienia i umieścić Khari na jej szczycie w kryształowym sarkofagu, by czekała tam na przybycie i pocałunek swojego rycerza-wybawcy, który w miejscowych legendach znany był pod mianem Miraaza, co tłumaczyło się w języku ribbetów na słowo „Miraż”.
Tydzień po ostatnim koncercie baron von Trykk, królowa wróżek oraz dźwigający na plecach wielki bęben bard stanęli ponownie za bramami miasteczka, wiodąc za sobą na postronkach stado osłów dźwigających wory ze złotem, srebrem, miedzią, suszonymi liśćmi herbaty i larwami owadów. Wciąż zajęta pałaszowaniem deserów, Eris Promień Księżyca nie usłyszała ani demonstracyjnego walenia w bęben ani dęcia w trąbę oraz skrzeku Rechotka ani nawet kuksańców, toteż drużyna z bólem serca pozostawiła ją w solowej misji kulinarnej ruszając z powrotem ku cywilizowanym krainom.
Krążą opowieści o tym jak krótko później hordy żaboidów z Pieczar najechały Elmore, zarżnęły mieszkańców, zgwałciły trzodę, puściły wszystko z dymem, a złożoną w kryształowej trumnie olbrzymkę zabrały w trzewia gór ogłaszając ją swoją nową boginią, ale to już materiał na zupełnie inną historię.

-
System przeniósł ten temat z Rozgrywka
Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.
Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.
Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗
Zarejestruj się Zaloguj się