Sharn - Mrocznymi Scieżkami
-
Varok nie odezwał się ni słowem. Masywna sylwetka konstruktu zastygła na podobieństwo posągu i tylko tlący się żar w jego środku, niby śpiący wulkan, informowała, że tam, we wnętrzu stali tliło się życie. Thalamer, co innego: sięgnął dłonią po akta i z nieukrywaną lubością spoglądał na akta, cmokając za każdym razem, kiedy przeczytał co bardziej interesujący kawałek.
– Wiesz, Al, w innych okolicznościach to nawet by się okazało, że miałbym do nich dojście – rzekł Thal. – Niektórzy z nich wyglądają jak swojacy, szczególnie ten lykan. Albo ten drugi… Mmm…
Mag uniósł nieco podobiznę brodatego jegomościa z solidnymi kłami, potem zaś rzucił okiem na Taklinna.
– Cóż, tak czy inaczej, zapewne zanim skończy się tydzień, wszyscy wrócą do swojego ostatecznego miejsca przeznaczenia. Rzeknij no: mamy ich łapać, czyli nie zabijać? I, hm, rzecz druga przychodzi mi do głowy. Wchodzimy w to, ha-ha, na surowo? Albo masz już jakąś poszlakę?
Thalamer zabębnił palcami o szkło swej szklanki i pociągnął łyk.- Mogę mieć już jakiś trop. - stwierdził Bekhesh, odrywając wzrok od akt - Słyszałem o tym gargulcu, znam kogoś kto go wynajmował, a ten ktoś z pewnością będzie wiedział jak się z nim skontaktować, a dalej do niego dostać. Zakładam naturalnie że będziesz potem aktywnie uczestniczył w repatriacji mojego centrum zainteresowania? - spytał Alestaira, wypuszczając przy tym kłęby dymu.
- Optymista jak zawsze - khoravar uśmiechnął się niewesoło na słowa Thalamera - Od momentu wypadku udało mi się jedynie zidentyfikować uciekinierów. O tej sprawie dowiedziałem się z lekkim opóźnieniem, byłem pochłonięty czymś innym - spojrzał znacząco na hobgoblina - z sukcesem, warto zaznaczyć. Mam już pewne ustalenia - dodał, klepiąc się znacząco w kieszeń na piersi, w której zwykł nosić notes. Co Bekhesh skwitował pierwszym pokazem emocji tego wieczoru. Pożądanie? Głód? Uniesienie? Trwało to tylko ułamek sekundy.
Pozostali już pytali detektywa o szczegóły postępowania gdy Gundrik jeszcze przyglądał się papierom i wizerunkom. Napięcie wyraźnie z niego zeszło. To TYLKO fucha TEGO typu. Al nie był dupkiem i nie żądał… no właśnie… czego? Młodszy z krasnoludów zadręczał się gdybaniem ale teraz mógł gdybać już o konkretach na które mógł już coś poradzić.
- Może i ja coś mam na… symbiotytę. W Holdfast kręci się jeden typ który skusił się na pieniądze za bycie obiektem w eksperymentach. Masz w nas fortunne znajomości, Alistarze. - rzekł - I nawet możliwe że tak jest jak mówisz że to bogolska ruletka. Acz… nie myślisz czy przypadkiem oni - tu postukał w papiery - nie polują teraz na ciebie?Taer nie sięgnął po akta, nie jako pierwszy. Uważnie słuchał jak kolejni zebrani wykładali swoje karty na stół, i jednocześnie próbował sobie przypomnieć tamten numer “Inquisitive” w którym była wzmianka o karambolu. Skrobał też coś piórem na niedużym skrawku papieru.
Już od pierwszych sugestii, zebrani przy stole przestali się wydawać grupą przypadkowych ludzi. Elf delikatnie potakiwał co trafniejszym pytaniom, jak choćby temu o naturalnej trudności łapania żywcem zatwardziałych morderców.
Niby sięgając po akta, położył swój skrawek papieru na stole i uśmiechnął się do Gundrika, który właśnie głośno poruszył ten sam temat. Ciemnozielone pismo było pospieszne, ale czytelne.
“ Mamy dwie grupy obserwatorów w karczmie. Czy ktoś z was jest tu z eskortą? Hobgobliny Gnolle, gobliny i człowiek”Hobgoblin leniwie wyciągnął z kieszeni swojego płaszcza zużyty przez czas futerał z logo domu Cannith, wyjął z wnętrza parę okularów przeciwsłonecznych, przetarł szkła i uniósł je przed siebie, jakby sprawdzał czy są czyste. W rzeczywistości wykorzystywał je jako małe lusterka, starając się uchwycić w refleksach wskazanych przez elfa nieznajomych.
- Ciekawe, nic na ten temat nie wiem.- Wątpliwe, choć niewykluczone - odpowiadając na pytanie Gundrika, Alestair zerknął na notkę i ledwie zauważalnym ruchem wzruszył ramionami, po czym odkaszlnął w dłoń. Brzmiało to trochę jak “dask” - Zresztą, musieliby ustawić się w kolejce - dodał z uśmiechem - W każdym razie, wątpię by tak szybko przeszli do polowania po ucieczce, o ile to właśnie nie było celem całej tej akcji. Podejrzewam, że przez jakiś czas będą woleli się zaszyć, Taklin i Gersi na pewno, ci potrzebują sprzętu do wznowienia operacji. Z drugiej strony, jeśli jestem celem, znalezienie ich będzie o wiele łatwiejsze, bez tyrania - zaakcentował ostatnie słowo, zerkając raz jeszcze na notatkę.
– Zatem… Ów gargulec jest pierwszym celem? – zapytał Thalamer, spoglądając na Bekhesha. – Mógłbym rozpytać paru przyjaciół o tego i owego, ale skoro już mamy jakiś konkret, to dlaczego nie zaczniemy od niego właśnie?
Thalamer z rozmysłem wstrzymał się z kolejnymi propozycjami, pozwalając, by sprawa gargulca z Droaam sama z się nabrała rozpędu. W istocie, jego wzrok zatrzymał się dłużej na kobiecie i już miał coś rzec, jednak pomimo siebie podjął sprawę Scrimshawa.
– Skoro Scrimshaw jest zabójcą na zlecenie, trudno będzie wytropić jego norę – zauważył. – Potrzeba by czegoś więcej, by wywabić go z dziury. Dlaczego nie… Hu-hu, czemu nie zlecić mu jakiegoś zabójstwa? Zabójstwa Varoka na przykład. Co ty na to, Varok? Wszak dla nas to nie pierwszyzna. Dla seryjnego zabójcy nie ma nic lepszego, niż wieść o tym, że praca już na niego czeka.
Na słowa maga Varok wydał z siebie dźwięk; coś na kształt zniecierpliwienia lub też pogardy, niepodobna było stwierdzić.Żelo powoli analizowało każdą teczkę. W rzeczywistości zależało my na dobrym nagraniu wszystkich dokumentów. Nic przy tym nie mówił i Borin także dotąd się nie odzywał.
Krasnolud krzywił się w niechęci, patrząc na teczki i słuchając.
- Jeśli dołączę do tego polowania to mam sposoby na dodatkową warstwę bezpieczeństwa dla Varoga. W międzyczasie poszukam czegoś o lykanie. Ma on moje osobiste zainteresowanie.Wzmianka krasnoluda o „dodatkowej warstwie bezpieczeństwa” zaowocowała obrotem głowy Żelo. Jednak to co powiedział nie miało z tym związku:
- Spotakłum ją osobiście - okuta metalem dłoń wskazała na teczkę osobową Gersi In’Cannith.
- Myślę, że będzie chciała uderzyć w Dom Cannith. Ich kuźnie. Ich warsztaty. Myślę też, że nie jest tak niebezpieczna jak pozostali. Co zaś do Kościeja: złapano go przy pomocy prowokacji. Moja rasa uczy się na błędach. Nauczyłum się, że nie należy patrzeć na innych jak na głupszych od siebie, bo to może się zemścić - niski głos zdawał się wprawiać zbroją w wibracje.Elf w końcu zabrał się do teczek, odbierając te które Żelo skończył oglądać. Nie próbował forsować swojego “faworyta” na pierwszy cel - choć go miał - a jedynie zapytał
- Ruszamy całą grupą, czy dzielimy się na mniejsze zespoły? -- Proponuję podzielić się na część detektywistyczną i spotykać by wymieniać zdobyte informacje. Połączyć się możemy na części “wysokiego ryzyka”. Potrzebuję też kilku godzin by poinformować mojego współpracownika że może być potrzebny. Bez urazy, ale nie planuję brudzić sobie rąk krwią. - zasugerował hobgoblin wyjmując przy tym kilka wizytówek. Na każdej z nich coś dopisał - To adres mojego studium nieco bliżej słońca i magazynu który zajmuję w Trybach. Mogą nam posłużyć jako punkty zborne.
– Ja, przeciwnie, cenię sobie możliwość uwalania rąk krwią, wszak niektóre jej rodzaje są zaiste wspaniałym narzędziem czynienia sztuki – Thalamer zgarnął wizytówkę. – Nie omieszkam zawitać.
- Pamiętajcie, moi drodzy, że to nie są jakieś przydrożne obszczymurki - Nie chciałbym nazbytnie Alestairowi miodu na serce polewać, ale skoro to dla niego były ‘trudniejsze’ sprawy… to trzeba zachować szczątkową pokorę. Ja tu widzę grupę pięciu do ośmiu śmiałków, zależnie jak liczyć. Dwa zespoły. To brzmi rozsądnie. Nieco nawet elegancko. Ale podzielić się cieniej skończy się jak ze zbytnio rozwałkowanym ciastem… wszystko się rozpadnie. No dobrze… co my, właściwie, wiemy o ich aktualnej sytuacji? Cokolwiek ponad te dossier czy ruszamy dopiero szukać haków?
- Thalamerze, nie przypominam sobie, żebym widział cię kiedyś z rękami ubrudzonymi czymkolwiek - odparował śledczy - I Borinie, doceniam komplement, musiał wiele kosztować. Żelo ma rację w kwestii Scrimshawa, nie jest głupi i może ostrożniej podchodzić do nowych zleceń, o ile gdzieś się nie zaszyje. I taki scenariusz jest możliwy w przypadku każdego z tej piątki, z ewentualnym wyjątkiem w postaci Wampira: w jego przypadku należy oczekiwać nieoczekiwanego i nie zdziwi mnie, jeśli już jutro uslyszymy o kolejnym trupie.
W jego westchnięciu dało się doslyszeć zmęczenie.
- Dotąd zdołałem tylko wyłuskać ich z gromady płotek, które zwiały podczas wypadku. Dokumentacja przewozu była niekompletna, a świadkowie zdezorientowani. Szersze akta na ich temat są u mnie w biurze, bezpieczne i dostępne dla was.- Chcę się z nimi zapoznać - powiedziało Żelo. - Chciałobym dowiedzieć się jak doszło do wypadku, oraz tego skąd i dokąd mieli być przewiezieni więźniowie.
– Ostrożniej, być może – Thal pociągnął kolejny łyk, pijąc do Alestaira. – Ale przecież ludzie jego pokroju, można by rzec, profesjonaliści, są zależni od logistyki, a logistyka, uważasz, jest uzależniona od konkretnych osób. To właśnie w ich stronę powinniśmy pójść i dowiedzieć się, z czego korzystali. Wtedy i dopiero wtedy… Zastawimy pułapkę. Im szybciej zaczniemy myśleć nad tym, w jaki sposób złapiemy delikwenta, tym mniej będzie trupów. Oczywiście, nam płacą za złapanie, a nie ograniczanie trupów. Taki bonus, Al. Nie dzieliłbym się na grupy, ale wiesz, pierwszy krok, sprawdzenie plotek i rozmowy, wszak nic nie kosztuje. I nie jest niebezpieczny.-
– Jeżeli miałbym zgadywać gdzie uderzy “wampir”, to będzie jeden z przybytków domu Phiarlan. Atakował już dwukrotnie, a i jego legenda o rzekomym Znaku Śmierci pasuje do tej animozji - Taer podzielił się w końcu swoim kawałkiem wiedzy - A że jego modus operandi zakłada kilka dni pastwienia się nad ofiarą przed morderstwem, to skoro uciekł pierwszego, dziś jest trzeci… być może już jest w trakcie. Wyślę zapytanie, a potem ruszę do biura Alistaira - skinął głową w stronę Żelo, który także chciał przejrzeć resztę już zebranych informacji
Słuchając pozostałych Gundrik raczył się trunkiem z wyrazem zafrasowania na twarzy. Dlaczego zbiegowie mieliby w ogóle pozostać w Sharn zamiast zbiec daleko stąd?
Bo tu jest dobry teren do ukrycia się, odpowiedział sobie sam, przecież wiesz jakie są Tryby… ale Tryby to tak banalna kryjówka… gdzieś indziej byłoby dużo trudniej cię znaleźć…
Popatrzył jak notka wędruje po stole. Odczytał w przelocie świstek i wypił kolejny łyk. Czemu się tu dziwić jeżeli to rzeczywiście ktoś chciał robić na złość detektywowi?
Zapatrzył się w blat stołu.
Przez głowę zaczęły mu przepływać nieprzyjemne obrazy tego co może się wydarzyć… wizje e̴̥̿s̸̺̽k̵̦͠ḁ̵̓l̴͉̇a̷̖͐c̵͔̈j̵̳͠i̴̲̽ ̸̭̆p̸͖̑r̷̺̈́z̴̯̈́ë̶͎́m̷̧̛o̵̥̊c̷̺̎y̴̫̏ zatrzymały się wraz z pieczeniem w gardle wywołanym przez kolejny łyczek brandy.
- Wygląda na to że każdemu z nas bliżej do innego zwyrodnialca z tej hałastry. Ale musimy się na któryś zdecydować na początek. - stwierdził Gundrik.- Wampir wygląda na pewnik - przemówiło zbrojnokute Żelo - jest niestabilny. Lubi zostawiać swoją pracę na widoku. Gargulec z drugiej strony lubi siać strach już w czasie wykonywania zleconego zabójstwa - zbrojnokute skierowało swoje świecące oczy w stronę detektywa - Czy jest brana pod uwagę możliwość, że ktoś dopomógł im w ucieczce więźniom, żeby zebrać grupę o szerokim wachlarzu możliwości? Dość łatwo nasuwa się skojarzenie, że uzupełniają swoje mocne i słabe strony. Cechują się szeroką dywersyfikacją możliwości. Dlatego ponownie zaznaczę; chciałobym zweryfikować dokumenty transportu. Proszę o korektę jeśli źle zrozumiałum, ale część więźniów udało się pochwycić. Może warto porozmawiać z nimi oraz z eskortą transportu.
- Powiedziałbym raczej, że nie widzę innej możliwości niż zorganizowana akcja, to byłoby zbyt nieprawdopodobne połączenie pecha i biurokratycznej niekompetencji - stwierdził Alestair - Słuszna uwaga Taerze, o ile nie łączyłbym Wampira bezpośrednio z twoim Domem, to jego modus operandi ma tu znaczenie. Zgadzam się z rozdzieleniem podczas śledztwa, ale nawet nie myślcie o samodzielnych próbach ich pochwycenia. Spróbuję zdobyć pozwolenie na rozmowę ze złapanymi więźniami, dokumenty więzienne też powinno się udać załatwić.
-
Kilka chwil ciszy zakłócane było knajpowym szumem. Zgromadzenie chwile milczało, pogrążone we własnych rozważaniach, planach i werbalizujących się taktykach.
- Dziś nie znajdę w sobie ochoty na cięższy kaliber - wskazał Borin butelkę na stole, wstając z krzesła - Ale zimne piwko… to insza rozmowa. Ktoś jeszcze reflektuje?Taer łagodnie zaprzeczył ruchem głowy, ale Gundrik pokiwał i mruknął aprobującą, tak samo jak Alestair, zaś Bekhesh krótko odmówił.
Borin skierował się do baru, wykorzystując czas aby dojrzeć grupy które wcześniej wskazał Taer. Jeśli spodziewano się konspiracji – a spodziewano się – to mogli być z tym powiązani…
– Dzięki wielkie, wszak skoro już nakreśliliśmy, jak będziemy działać, to czy nie czas czym prędzej wziąć się do roboty? – Thalamer zabębnił palcami o stół. – Tak czy inaczej moje kontakty zdradziłyby mi nieco więcej o rzeczach, które się wydarzyły ostatnimi czasy. Tak… – mag poskubał swoją siwą brodę, wybiegając myślami znacznie w przyszłość. – Acz trzeba by pomyśleć nad sensownym centrum dowodzenia. No chyba, że planujemy planować w Królu Ognia.
- Bekhesh zaoferował swoje studium; dlaczego by nie skorzystać? - elf bez specjalnego nacisku przypomniał propozycję hobgoblina - Tryby są nieco zbyt głęboko żeby wygodnie operować, ale ponoć akurat ono jest nieco wyżej -
- W dobrych porach roku mam tam odrobinę słońca, a położone jest blisko wind jadących zarówno w górę jak i dół Sharn. - podjął wywołany - Możemy też spotykać się u Alestaira, ale zakładam że nasze cele mogą być żywotnie zainteresowane śledzeniem jego ruchów. Nie ułatwiajmy im pilnowania nas poprzez regularne zbiórki u niego.
- Ech… zbiegowie i zorganizowana przestępczość. Zaraza. - mruknął tylko Gundrik.
- Nasz przyjaciel z pewnością by nas nie prosił o pomoc gdyby miało być prosto. I jest to okazja żeby zrobić coś “dobrego” dla Ja’Shaarat. Brak protestów traktuję jako zgodę, każę moim kontraktorom nieco zmodyfikować wystrój pod nasze potrzeby.
- Nie chciałbym, żebyś się zanudzał, Gundriku - śledczy kiwnął głową na propozycję hobgoblina - Zmiana lokalizacji to dobry pomysł, dostarczę tam też kopię moich akt. Mimo wszystko nie wydaje mi się, żeby zbiegowie mnie śledzili, ale zapewne ci, którzy zorganizowali wypadek, już to robią.
- Po prostu wcześniej się zamartwiałem w czym będzie trzeba ci pomóc, a teraz… a teraz… - krasnolud potarł dłonie patrząc na Alestara - Pomogę ci… a teraz widzę że to będzie dużo mniej lub bardziej skrytych i popieprzonych cieni… które przydałoby się nauczyć czym jest strach. Jeśli rozumiesz o co mi chodzi… - widać było że krasnolud chce coś powiedzieć ale ma problem w ubranie tego w okrągłe słowa - Nie znoszę bogolskich salonów i gierek. Są istoty do rozpieprzenia i trzeba je rozpieprzyć. I tych co staną na drodze do tego. A wiem że tymi drugimi będą typy których ruszysz… i zacznie się wszystko sypać w sposób kaskadowy.
W tym czasie
Borin rozmówił się kilka chwil z małżeństwem niziołków, z uśmiechem wymieniając się kilkoma bezsensownościami, które budowały przyjemne relacje. Poprosił o kilka piw i gdy były przygotowywane udał się do toalety, spuścić balast. Jeszcze wchodząc czuł na sobie spojrzenie i gnolli, i goblinów.Rozpoznał ich. Mniej więcej. Generalnie. Tyle ile do jakich grup należeli. Daask, których znał dobrze i Pakt Znir. Z tymi nie miał za bardzo do czynienia.
Zamknął za sobą drzwi. Zgodnie z planem opróżnił pęcherz, ale to nie było wszystko. Osłoniony od wzroku przymknął oczy i skupił się. Pozwolił magii płynąć, gdy wsłuchiwał się w głosy miasta, by z nich wyszukać czegoś o interesujących… i również drobne zaklęcie ochronne, na wypadek gdyby dalej poszło gorzej niż oczekiwał.
Kilka chwil później wracał do stolika, niosąc w rękach nie dwa, a sześć piw, chwytem który wyglądał na solidniejszy niż by wcześniejsze przypuszczenia mogły sugerować. Postawił jedno przed Gundrikiem, drugie przed Alestairem ale reszty nie puścił.
- Pójdę wybadać coś u naszych przyjaciół. Widzę, że co poniektórym nogi już same chodzą, więc poproszę tylko ciebie, Alestairze… nie znikaj mi sprzed oczu, bo nim zdecyduję się głębiej umoczyć ręce w tę sprawę, mamy jeszcze parę rzeczy do omówienia. A gdybyś ty, Gundriku, podarował mi tych kilka, może kilkanaście minut… byłbym szczerze zobowiązany.
- Nie ma problemu, staruszku. Będę mieć na ciebie oko, gdybyś chciał się pakować w kłopoty. - Gundrik wzniósł piwo z wdzięcznością.- Mam wrażenie że nigdy nie padły Wasze imiona - elf zwrócił się do Thalamera i dwóch zbrojnokutych
- Taer - przedstawił się sam jako pierwszy, uprzedzając oczywistą, acz uzasadnioną ripostę - Chciałbym pozyskać Waszą ekspertyzę…jeżeli miałbym tropić linie zaopatrzeniowe naszej dwójki zależnych od zaopatrzenia zbiegów, jakie rzeczy odróżnią zakupy dla nich od codziennego przemiału w warsztatach?
– Thalamer, zaś mój przyjaciel to Varok – Thal skłonił się, wzrok konstruktu zaś pozostawał tak samo niewzruszony, jak zawsze. – Ach, rzekłbym, że to dłuższa sprawa, wszakże jeśli są ostrożni, to mogą kupować po trosze u wielu kupców lub też zaopatrzać się drogami, które nie są takie oczywiste – zaproponował mag. – Rzekłbym jednak, że takie deliberacje wymagają swej własnej rozmowy, Scrimshaw zdaje mi się być tym, który mógłby zaopatrzać się w pewne trucizny, wedle jego, hmm, fachu. Sądzę, że znam parę osób… Które znają ów rynek lepiej, niż ja sam.Zamyślił się przez parę dłuższych chwil.
– Taerze, tak się składa, że sam nieco jestem, hmm, pasjonatem tematu środków afektujących umysł i ciało – wychylił ostatni łyk swej szklanicy. – Reflektujesz dołączyć do mnie? Twe rozmyślania rozbudziły we mnie prawdziwą inspirację do odświeżenia w pamięci paru miejsc. I znajomych! Interesująca teoria, zaiste, którą ongiś zasłyszałem o Smoczych Znamionach. Otóż, wystaw sobie, owe znamiona zawsze idą ramię w ramię z asocjacją z pokaźnymi zdolnościami magii, jednakowoż - o! - somatyczna część, jaka przejawia się podczas manifestacji znamienia to fizjologiczne oparzenie. Jeśli, jak rzecze ona teoria, mógłbyś rozwinąć dekokt, który rezonuje z energią danego Znamiona, ów nieszczęśnik nawet nie musiałby wchłonąć specyfiku, który rozprowadziłby toksynę wzdłuż linii energetycznych ciała. Wyborne, rzekłbym. Chciałbym to kiedyś zobaczyć. Może… Przy okazji naszych poszukiwań pana Scrimshawa będziemy mieli więcej czasu na eksperymenta tego rodzaju? Bez wątpliwości odpoczynek od wiecznych rozważań taktycznych i podatności na ból ludzkich ciał, które wiodę z Varokiem.
Na wspomnienie o Smoczym Znamieniu Gundrik zesztywniał i łypnął na Thalamera nieprzyjaźnie. By trochę się uspokoić upił więcej niż zwykle, ale nic nie powiedział.- Teoria niezwykle ciekawa. A może dałoby się tak rozprowadzić nieco bardziej dobroczynne substancje, wyostrzające muzyczny słuch czy wyczucie instrumentu? - elf nie przejawił żadnego znak dezaprobaty, a wręcz subtelnie ostrzegł że trucizny specjalnie dla członków Domu to być może nie najlepszy temat do karczmy.
- Żaden z naszych uciekinierów nie wydaje się nosić Znaku - o ile nie wierzymy że Wampir faktycznie nosi Znamię Śmierci. Chyba że sugerujesz że któryś z nich próbuje uwarzyć taki specyfik?
– Zaledwie doceniam to, jak bogate w materiał poznawczy będzie nasze polowanie – odparł Thalamer. – Cóż. Uznaję zatem, że jesteś zainteresowany? Wypuśćmy zatem nasze wici i porównajmy to, co odnajdziemy.
Thalamer powstał ze swego miejsca i zatarł ręce.
– Wprost nie mogę się doczekać. Alestair? – skinął na niego. – Będziemy w kontakcie. Zdaje mi się, że nasze cele zostały określone jasno. Będziesz zaiste zadowolony.
-
W tym czasie
- Pozdrowienia dla Paktu Znir! - zawołał, stawiając piwa przed gnollami i samemu rozsiadając się na wolnym krześle. Gobliny zignorował. - Wybaczcie, że tak bezceremonialnie wbijam się w wasze przednie towarzystwo, ale wierciliście nas wzrokiem niczym karczmarz beczkę dojrzałego już piwa, więc trudno mi uwierzyć, by był to czysty przypadek. Pomyślałem tedy, że nim zrobi się nieprzyjemnie, lepiej sytuację rozbroić… a nuż jeszcze wyjdą z tego nowi przyjaciele.
Dwóch gnolli niemal zerwało się z krzeseł z wściekłym warkotem, ale potężne łapy ich towarzyszki momentalnie i krótkie szczeknięcie w ich języku osadziły obu na miejscu. Czwórka goblinów praktycznie się nie ruszała, spozierając na krasnoluda złowrogo i mamrocząc coś niewyraźnie. Jeden z nich wolnym, metodycznym ruchem tasował karty.
- Jak nie chcesz, żeby się zrobiło nieprzyjemnie, to zostaw piwo, spierdalaj i się w nasze sprawy nie wtrącaj - warknęła gnollka.
Borin skończył upijać pierwszy łyk swojego piwa nim groźba zdążyła przebrzmieć. W jego czasie przymrużył nieco oczy, z przyjemnością, ale ani na moment nie spuścił z nich wzroku.
- Jakże niecywilizowanie... Takie przeciągłe spojrzenia mi posyłaliście, że prawiem się zarumienił jak ta siksa, na swoim pierwszym balu. Zostawić wam piwo? A zostawię! Są dla was. Dupę w troki wziąć? A wezmę! Za chwilę. Bo widzicie… Wierzę we wzajemne zapewnienie… uciążliwości. Mieszacie się w moje sprawy, to bądźcie pewni, że wmieszam się w wasze. Tylko waszego czasu mi szkoda… z Daaskami mam złą krew i niech im się Boromarowie do skóry dobiorą za naruszanie ich rewiru, ale Pakt \Znir mi nigdy nie zawadził niczym. Nie musimy być wrogami, Reilru.
Gnollka ni to prychnęła, ni to warknęła.
- Długie ucho się znalazło, co? Jak znasz moje imię, to już się wmieszałeś. Dużo gadasz, ale o Pakcie gówno wiesz. I to ty nam czas marnujesz, rozróby szukając - na te słowa jej towarzysze uśmiechnęli się wrednie - Spieprzaj i daj nam partię dokończyć - odwróciła się ostentacyjnie i sięgnęła po rozdawane karty.
Borin upił powoli piwa, wciąż nie spuszczając ich z oczu. Obserwował. Analizował. Oceniał.
- Wasze zdrowie - uśmiechnął się, wstając od stolika - Oby nasze następne spotkanie nie zrobiło z nas wrogów.Wracając do swojego stolika szedł powoli. Wciąż rozważając i analizując, a jeszcze siadając przy towarzyszach jego spojrzenie błądziło do gnolli.
- Uhhh… widzę, że to zacne spotkanie chyli się już ku końcowi… Alestairze, jest jeszcze jedna sprawa, którą rozsądniej będzie omówić z dala od niededykowanych uszu. Na szczęście wolnych stolików tu nie brakuje. Pozwolisz?
- Hm, oczywiście - detektyw odparł, podnosząc się - Panowie, powinniśmy szybko do was wrócić. Thal, już uciekasz? Chciałeś chyba zamówić jeszcze coś mocniejszego? Zamów nam po szklaneczce Kuryevy, przyda się na rozjaśnienie myśli.
– Mam swe zadanie, czyż nie tak? – odparł Thal. – Czasu na popitek będzie aż zanadto, kiedy zapoznam się z panem Scrimshaw. Z takimi jak on chętnie by się wypiło jednego, dwa, a, ewentualnie dziewięć. Spotkamy się niedługo raz jeszcze.Skłonił się z niemalże teatralną pozą i skinął na Varoka. Mag i jego konstrukt, tudzież, konstrukt i jego mag poczęli przeciskać się w stronę wyjścia.
Usiedli przy osobnym stoliku, kilka metrów dalej. Borin pociągnął jeszcze dłuższy, sączący łyk swojego piwa. Tym razem już pozwolił pzyjemności zamknąć swoje oczy.
- W porządku więc… zacznij mówić. I nie omieszkaj wytłuścić dlaczego dopiero teraz…
Jego ton był chłodny i kalkulujący… choć i tak dawał nieprzyjemne wrażenie w kontraście do tego sprzed chwili. Alestair zmierzył go wzrokiem i rozejrzał się lekko.
- Odezwałbym się przeciągu tygodnia, gdyby nie ta sytuacja. Dlaczego zwlekałem? Bo ta sprawa to zbyt grząskie bagno, pełne wysoko postawionych pijawek. Gdyby sprawcy nie zostali odpowiednio szybko skazani, ktoś by ich zniknął. Dlaczego nie mówiłem o tym tobie? Przypomnij sobie swoje reakcje i emocje, utrzymałbyś odpowiednią maskę? - westchnął - Teraz minęło dość czasu, by zainteresowani zapomnieli o chłopcach, którzy oficjalnie gniją w pierdlu. A ja jestem bliski odkrycia, kim naprawdę są ci zainteresowani i co zamierzają. Po ich unieszkodliwieniu reszta będzie formalnością.Borin długo mierzył Alestaira spojrzeniem, stukając rytmicznie palcami w blat. Twarz miał skupioną i oceniającą. W końcu złamał kamienną maskę i wysyczał przekleństwo w bok.
- Wierzę ci. Szlag by to. Jesteś jełop, bo bym – do stu kaczek niedogotowanych – dał radę, a jeszcze bym ci pomógł i szybciej by wyszli… Ehhh…
- O to mi właśnie chodziło - odparował od razu detektyw - Sprawa musiała ostygnąć, wyglądać na kompletnie zamkniętą, żeby zainteresowanie przycichło. A gdybyś mi jeszcze pomagał, ściągnąłbyś dodatkowe zainteresowanie na siebie i Brzeg. W końcu dotychczas w podobnych sprawach niespecjalnie pomagałeś śledczym…
Znów rytmiczny stukot palców o blat. Borin westchnął i gdy otworzył usta ton znów miał ciepły i przyjazny jak wcześniej, choć znacznie bardziej zmęczony.
- Pojmuję tok twojego rozumowania. Jednak czuję pewien kwaśny żal, bo wtedy też bym zrozumiał. Aczkolwiek nie wiem czy ten smak bezczynność byłby mi bardziej czy mniej gorzki. Tsk… tak czy inaczej to temat na raczej długi wieczór – którego nie mamy – i na prywatną scenerię – której także braknie. Ale oczekuję, że znajdziemy sprzyjające okoliczności w najbliższej przyszłości i wprowadzisz mnie wtedy we wszystko co wiesz na ten temat… i mówiąc “wszystko” faktycznie mam na myśli WSZYSTKO. A może okaże się, że i moje śledztwo, które wtedy prowadziłem, da jakiś mały promyk świeżej wiedzy. Brzmi rozsądnie?
- Taki był mój zamiar od początku - Alestair przytaknął - W biurze mam notatki z dotychczasowymi wynikami, będziesz mógł je przejrzeć, kiedy się tam wybierzemy. To nie jest tylko sprawa dotycząca chłopców i ciebie, Bekhesh i Thal też mogą chcieć się w nią zaangażować.
Borin kiwnął głową kilkukrotnie.
- W porządku. Wracajmy więc do reszty. Mamy kilku gnojków do złapania zanim więcej dzieci do mnie trafi… -
Thalamer
Posiadanie demonicznie wyglądającego konstruktu za ochroniarza było sporym ułatwieniem, gdy przychodziło do przedzierania się przez tłumy. Nie inaczej było i teraz, gdy mag postanowił wcześniej opuścić spotkanie - goście Króla Ognia woleli raczej unikać zderzenia z Varokiem, a ci zbyt pijani by to zrobić, byli bezceremonialnie odpychani. Dzięki temu Thalamer miał przed sobą wygodny korytarz prowadzący aż do głównego wyjścia z przybytku.
Wyjście z ciepłego i jasnego wnętrza na ciemne, wciąż deszczowe tarasy Sharn nie należało do przyjemnych doświadczeń. Korrla, ogrzyca pracująca w Królu Ognia jako odźwierna i wykidajło, skinęła magowi na pożegnanie.
- Pogoda nie zachęca do spacerów - rzuciła uprzejmie - Ja bym najchętniej nosa nie wyściubiała.
O tej porze kładka prowadząca do lokalu była niemal zupełnie opustoszała, a przechodnie starali się czym prędzej umykać z otwartej przestrzeni. Dlatego też grupa, z którą Thalamer minął się zaledwie parę metrów od wyjścia, tak się wyróżniała. Cała trójka w długich płaszczach z kapturami (a środkowa postać z mieczem przerzuconym przez plecy), szła spokojnym, miarowym krokiem (którego brzęk sugerował sporą zawartość metalu pod okryciami), za nic mając sobie deszcz. Zerkając przez ramię, mag mógł dojrzeć, jak stają przed Korrlu, a ta z mieczem na plecach zdejmuje kaptur, odkrywając rogi wystające z pęku czarnych warkoczy. Rozmowa między nimi była cicha i krótka, zakończona przestraszonym wyrazem twarzy ogrzycy, i to zapewne nie tylko z powodu dwóch mieczy wycelowanych prosto w jej twarz ze strony pozostałych zakapturzonych. Wykidajło odsunęła się łagodnie, a jej rozmówca jednym potężnym kopniakiem otworzył drzwi do Króla Ognia i wparował do środka.
- Będzie się działo - głos Varoka zadudnił blisko Thalowego ucha.
Alestair wraz z Borinem wrócili po krótkiej chwili - detektyw wyglądał na zadowolonego, przynajmniej jak na obecną sytuację. Sięgnął po akta i schował do kieszeni w płaszczu. Na jego twarzy odmalowało się zmęczenie.
- Skoro Thal już nas opuścił, to moż…
Przerwał w pół słowa, gdy od strony wejścia rozległ się głośny huk wyważanych drzwi. Z ich balkonu wszystko było widać jak na dłoni: do Króla Ognia wparowała właśnie trójka nowych gości, dbając się, by w moment wszyscy zwrócili na nich swoją uwagę. Mając już wzrok niemal wszystkich obecnych na sobie, ściągnęli ociekające wodą płaszcze.
Dwójka przybyszy wyglądała bardzo podobnie: zbrojnokuci o ciężkim stalowym opancerzeniu cyrańskiego wzoru, z wypolerowaną gładko płytą w zwyczajowym miejscu tablicy znamionowej, uzbrojeni w miecze zastępujące im lewe dłonie. Aktywne siatki wzmacniające na barkach i kryształy energetyczne na przedramionach jasno sugerowały, że są przygotowani jak na bitwę, lub przynajmniej ochronę swojej mocodawczyni.
Ona jednak nie wyglądała, jakby potrzebowała jakichkolwiek ochroniarzy. Między zbrojnokutymi stała bowiem potężnie zbudowana, przewyższająca ich wzrostem kobieta o niebieskawej skórze, kruczoczarnych włosach i wystających z nich kilkunastocentymetrowych rogach. Noszona przez nią czarna skórzana kamizelka odsłaniała umięśnione ramiona, które opowiadały historię dziesiątek starć: samymi bliznami można by obdarować kilku weteranów wojennych. Osadzone w drapieżnej, wręcz dzikiej twarzy czarne niczym węgiel oczy lustrowały pomieszczenie, zaś usta wykrzywione były w okrutnym uśmiechu - kobieta wyraźnie czerpała przyjemność z tego, jakie wrażenie wzbudziła.
W dłoni trzymała dwuręczny miecz o ostrzu połyskującym mieszaniną czerni i srebra. Jakby dla dodatkowego przykucia uwagi, zamachnęła się od niechcenia i jednym ciosem zmiażdżyła stojący najbliżej stolik.
- Jestem Syrrix i przychodzę tu w imieniu Cavallah, by uregulować należności! - jej głos był mocny, donośny i wydawał się fizycznie dominować przestrzeń - Niestety, ale pan Horasca postanowił zignorować wezwanie do opłacenia ochrony, zasłaniając się klanem Boromar - rzuciła kpiącym tonem - Czy klan jest tu z nami teraz? Najwyraźniej nie, więc ten przybytek jest już pod protekcją Daask! Wróćmy zatem do kwestii zapłaty. Ze względu na arogancję pana Horasca jej wysokość wzrosła, a by utrwalić ogólną wiedzę o konsekwencjach stawiania się nam, wszyscy tu obecni także się do niej dorzucą.Po tych słowach gwizdnęła głośno i przenikliwie. Na tą komendę do balkonów z wielką prędkością wzniosły się dwa towarowe niebostatki, które dotychczas musiały cumować poniżej, z pokładami przykrytymi plandeką. Teraz jeden z nich wisiał w powietrzu tuż przy balkonie wynajętym przez Alestaira, a pod wpływem nagłego ruchu leżący na nim materiał uniósł się i zsunął za burtę, odsłaniając kryjące się tam wcześniej trio uzbrojonych goblinów o zamaskowanych twarzach oraz smukłego, muskularnego mężczyznę o ostrych rysach, który był albo lykanem, albo wyjątkowo dziko wyglądającym czlowiekiem.
Najodważniejsza z goblińskiej trójki zwinnym susem wskoczyła na stół, w jednej dłoni trzymając zakrzywione ostrze, a w drugiej załadowaną ręczną kuszę. Pozostali jej pobratymcy trzymali pozycję na barce, przesuwając celownikami swoich kusz od jednego gościa do drugiego.
- Słyszeliście panią, opróżniać kieszenie, sakiewki i co tam macie - zielonoskóra skinęła na lykana, który właśnie przesadzał balustradę ze sporym workiem w ręku - Hurkes, zbierz fanty od panów - lykan pokazał jej uniwersalny gest przyjaźni.To, co działo się w głównej sali, ewidentnie wyglądało na wcześniej zaplanowaną akcję. Z bocznych salek i stolików wyszło kilku typów, podchodząc do pozostałych gości i metodycznie pozbawiając ich dobytku. Póki co było spokojnie, ale atmosferę dało się kroić nożem i wystarczylaby ledwie iskra, by rozpętać tu istne piekło. Syrrix napawała się tym, krocząc w stronę baru z mieczem na ramieniu i triumfalnym uśmiechem na ustach. Gdy jeden z bardziej hardych bywalców (a może ktoś od Boromarów?) zastąpił jej drogę, błyskawicznym ruchem uderzyła go głowicą miecza, od razu posyłając na podłogę. Nic sobie z tego dalej nie zrobiwszy, rozsiadła się wygodnie na stołku przy szynkwasie i gestem pokazała rozstrzęsionemu barmanowi, by nalał jej czegoś mocniejszego.
Zaś przy stoliku, do którego wcześniej podchodził Borin, wybuchła krótka dyskusja, po której cała ta grupa podniosła się i z ociąganiem ruszyła w stronę balkonu, na którym przebywali bohaterowie. Po drodze jeden z goblinów wyciągnął zza pazuchy worek, z którego następnie gnolle wyciągnęły paskudnie zakrzywione miecze, a w przypadku Reilu także drzewcową runkę.Alestair obserwował całą tą scenę z niepokojem, ciężko stwierdzić, czy prawdziwym.
- Oczywiście - odparł z niechęcią - Wstanę teraz, żeby sięgnąć do płaszcza po portfel - mówił uspokajający tonem, a jego ruchy byly obserwowane przez strzelców - Trochę kasy nie jest warte życia.
- No, w końcu ktoś z głową na karku! - zaśmiała się goblinka, wyraźnie się rozluźniając - Kolega ma rację, lepiej będzie po dobroci.
Grzebiąc w płaszczu niby to w poszukiwaniu pieniędzy, detektyw spojrzał pytająco na towarzyszy. -
Jeden już się zawinął, reszta pozostała dogadując się jeszcze z Alestarem. Gundrika jedne obawy przeradzały się w następne. Towarzystwo wydawało mieć łby na karkach. No i był jeszcze zbrojnokuty. Jego obecność niepokoiła krasnoluda (nawet bardziej niż elfa z Domu Cieni) ale miał obok Borina którego obecność uspokajała. Ale co z tego przyjdzie, komu nadepną na odcisk, kto na nich będzie dybać, na kogo oni będą dybać…? Czy ktoś z nich będzie zagrażać jego przyjaciołom?
Trzask otwieranych kopem drzwi jest bardzo charakterystyczny. Gundrik znał go aż za dobrze. Błysk ostrzy zbrojnokutych znał aż za dobrze. Oddech krasnoluda zrobił się głębszy, miarowy a wzrok jakby pusty.
Z kieszeni kurtki wyjął monokl i założył go na lewe oko. Fikuśny to był przedmiot - szkiełko na pewno było smoczym okruchem, ale oprawa, zbyt toporna, była ze stali okraszonej odpryskami kamieni loun. Zdążył jeszcze wyjąć małą saszetkę z proszkiem wyglądającym jak jakiś specyfik i wsypać jej zawartość do niepełnej szklanki z brandy, nim goblinka wskoczyła na stół. Krasnolud chwycił drinka jakby ratował go przed rozlaniem i zaczął nim kręcić w dłoni.
Odwzajemnił spojrzenie detektywa.
Było puste i nic nie wyrażało.
Zupełnie jak jego twarz.Brandy w szklance stała się mętna.
-
Głośny huk, choć bynajmniej nie ze spodziewanej strony grających w karty gnolli i hobgoblinów, przekierował uwagę Taera z procesu analizy tego co usłyszał od wychodzącego Thalamera na bardziej bieżące sprawy.
Wiedział co nieco o Syrrix, i miał przyjemność jej nie spotkać osobiście. Uważnie przyjrzał się jej, szukajac oznak magicznego wzmocnienia i innych nieprzyjemnych niespodzianek.Ni Daask ni klan Boromar nie byli mu swatami, ale z dwojga złego to Ilsę Boromar miał zamiar pytać o Mange'a. No i chwilowo to nie oni próbowali go obrabować. Próbował sobie przypomnieć, co było pod Królem ognia - gdyby miał wyskoczyć przez balkon - ale być może było na to jeszcze za wcześnie?
Z tą samą łagodną płynnością z którą toczył konwersację, sięgnął po karafkę z winem, nalał sobie do kubka...i nie usiadł z powrotem. Zamiast tego zrobił trzy kroki, zgarniając ze stołu kartoteki i obserwując reakcje nowych towarzyszy. Obserwował i nasłuchiwał zdarzeń w głównej sali.
-
- Będzie się działo - głos Varoka zadudnił blisko Thalowego ucha.
Thal spojrzał żywo na Varoka.
– Zostawiam ich dosłownie, uważasz, dosłownie na jedną minutę. Dwie. I popatrz, jakimś cudem od razu się pakują w kłopoty.
Thalamer zrobił szybką kalkulację w swojej głowie: do Króla Ognia Wchodzi zgraja uzbrojonych drabów, w środku jest jego chlebodawca, który, tak się składa, także ma dostęp do wyjątkowo słodkich, konkretnych informacji. Informant jest zagrożony. Zaiste, jedynym logicznym krokiem było osłonienie Alestaira. No i, wiadomo, chyba nawet bonus będzie można ugrać po tym wszystkim? Pieniądze brzmiały dobrze w głowie Thala.
– To jeszcze jedna ofiara dla Panów Wojny – wielki konstrukt wyciągnął topór, który uniósł przed siebie, jakby w geście błogosławieństwa.
– I dla panów mamony, oby – mruknął Thal.Thalamer sięgnął za pazuchę i, ubabrawszy swe palce w jakimś szarawym proszku, począł mamrotać słowa zaklęcia. Oczy maga rozbłysnęły pomarańczową energią, a znaki, które kreślił w przestrzeni pozostały przez parę chwil. Varok, tknięty zaklęciem, rósł i rósł: już wcześniej był wysoki, teraz jednak jego żelazne pięści przypominały sagany, zaś stylisko topora poczęło przypominać drzwiec pocisku balisty. W tym samym czasie, zaklęcie sprawiło, że metalowy pancerz nabrał jeszcze grubości.
Thal wykrzyknął dodatkowe zaklęcie, a inna z energii uderzyła w konstrukt: jego ruchy stały się szybsze i bardziej gibkie.
– Już, już, bez zgrywania bohatera – przyganił Thalamer, choć jakoś bez przekonania. – Dajemy naszym przyjaciołom szansę na zrobienie czegoś. Nie zapominaj o tym.
Piekielny konstrukt jednak wydawał się być całkiem zajęty nadchodzącą walką.
– Zabić… – głuche echo wydobyło się z pancerza.
-
Gdy drzwi wyleciały z hukiem Żelo niewiele myśląc aktywowało tarczę, która z dźwiękiem metalu szorującego o metal wysunęła się z lewego przedramienia.
Zbrojnokute były optymalizowane pod walkę. Niektóre miały ostrza zamiast rąk. Żelo miało tarczę, która dla krasnoluda, czy niziołka byłaby pawężą. Teraz Żelo wyglądało równie groźnie jak przybysze.
„Rozpocznij nagrywanie.
Nagrywanie rozpoczęte.Będzie nam potrzebne przy późniejszej analizie błędów. Wokół było sporo osób. Dużo potencjalnych ofiar. Walka nie była optymalnym rozwiązaniem.”
Zrobiło krok w stronę goblinki, która nawet teraz - stojąc na stole musiała patrzeć w górę, żeby patrzeć w czerwone punkty udające oczy.
- Trochę kasy nie jest warte życia - powiedziało spokojnie zbrojnokute, a jego słowa sprawiały, że pancerz wibrował. Tym razem stwierdzenie miało wydźwięk zupełnie inny niż w ustach Alestaira.
- Jest was więcej. Z pewnością sobie z nami poradzą wasi przyjaciele. Albo ich przyjaciele. Ale to nie ma dla was znaczenia. Was zdążę rozerwać zanim tamci przedrą się przez tłum. Chyba, że teraz nas grzecznie ominiecie i rozstaniemy się udając, że nigdy się nie spotkaliśmy. Trochę kasy nie jest warte życia.Czy Alestair był gotów na zastraszanie rzezimieszków? A może wykorzysta to jako sprytne odciągniecie uwagi?
Żelo miało nadzieje, że nie wywiąże się otwarta bitwa. Mogło w niej ucierpieć wielu cywili.
-
Nagłe wyważenie drzwi wstrząsnęło znaczną częścią bywalców karczmy. Bekhesh również był zaskoczony jednak trwało to nienaturalnie krótko. W ułamek sekundy przenalizował postawę nowo przybyłych i wiedział już czym to się skończy. Krwią, albo złotem. Tak czy inaczej nie miał zamiaru oddawać ani jednego, ani drugiego. Zbyt ciężko pracował by stać się tym kim jest by dać się pomiatać jakimś rzezimieszkom. W dłoniach miał już flakon, pełen gęstego, brunatnego płynu i był w trakcie rozsmarowywania go po swojej twarzy, dłoniach i ubraniach. A chwilę potem… go nie było. W nadnaturalny sposób usuwał się z percepcji pobliskich gości Alestaira, ci wiedzieli kim był Bekhesh, które miejsce zajmował, jak wyglądał, ale w jakiś sposób ich umysły przestały go rejestrować. Jakby był odrobiną kurzu w starym, nieotwieranym od tygodni pomieszczeniu. Niczym wartym skupienia.
Wykorzystał ten czas gdy obca członkini gangu był zajęta próbą zastraszania na krytyczne przygotowania. Zdjął swoją nienaganną tunikę, złożył ją w idealną kostkę i wsunął do wewnętrznej kieszni swojego płaszcza. Następnie wspomniany płaszcz podwinął i dzięki wyjątkowo przemyślnemu systemowi sprzączek zwinął, tak że na jego plecach przypominał mały tobołek, w zasadzie plecak, podobnych do tych używanych przez kurierów domu Orien. Całość zajęła jedynie kilka sekund.
Gdyby nie Alestair pewnie porzuciłby zgromadzone towarzystwo. Miał ku temu możliwości, byłoby to nawet banalnie proste. Jego obecność wymusiła jednak na hobgoblinie czekanie na rozwój wypadków. Miał tylko nadzieję że nie ubrudzi swoich nowych spodni.
-
Zaklęcie ochronne otoczyło Borina nim błękitnoskóra zdążyła przestąpić trzeci krok. Był zawiedziony, że znów dojdzie do przemocy. I nie był przygotowany, lecz nim kolejne zaklęcie zdołało rzucone niebostatek nadleciał z ich boku i jakiś goblin zaczął wymachiwać przed nimi kuszą. Bezczelni.
Nie odzywał się na razie. Żelo już przedstawiał rabusiom jak wygląda sytuacja… i, że nie skończy się ona jak sobie wyobrazili. A to jeszcze przed odpowiedzią Boromarów.
-
Goblinka zmierzyła zbrojnokutego spojrzeniem, które miało być harde, ale szybko odwróciła wzrok od wpatrującej się w nią nieruchomej twarzy. Sposób w jaki Żelo wypowiedział tą groźbę sprawił, że nawet stojący obok lykan lekko zadrżał.
- A chuj z wami - skrzeknęła pod nosem bandytka - Szefowa się z wami rozmówi, to zmienicie zdanie.
Dała znak Hurkesowi i już miała zeskoczyć ze stołu, gdy do wnętrza karczmy wpadł ledwo mieszczący się w dwuskrzydłowych wrotach Varok. Wiele rzeczy wydarzyło się jednocześnie: Syrrix rzuciła swoim drinkiem w podłogę, dobywając miecza, goblinka wydała z siebie już wcześniej tłumiony okrzyk przestrachu, a gnollka Reilru, wykazując się najlepszym refleksem, wzskazała na alkowę Alestaira i szczeknęła donośnie:
- On był z nimi!
Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.
Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.
Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗
Zarejestruj się Zaloguj się