Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
  1. Start
  2. Sesje Warhammer
  3. Rozgrywka
  4. Popiół i Śnieg
Popiół i Śnieg
PiołunP
Piołun jako
Mistrz Gry
Mistrz Gry
ZellZ
Zell jako
Moriz Richter
MortarelM
Mortarel jako
Pieter Falk
WiredW
Wired jako
Tomasimo Ashfield
DhratlachD
Dhratlach jako
Heinrich "Heinz" Kraus

Popiół i Śnieg

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
62 Posty 5 Uczestników 1.8k Wyświetlenia 5 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • WiredW Niedostępny
    WiredW Niedostępny
    Wired jako Tomasimo Ashfield
    napisał(a) ostatnio edytowany przez Wired
    #61

    Tomasimo miał mieszane uczucia po rozmowie z towarzyszami. Rudy jak zwykle wykazywał brak zrozumienia powagi sytuacji, ale i Moriz zmarkotniał. Dopiero teraz doszło do niego jak bardzo różnią się żołnierze od reszty Imperium. Szczególnie teraz, po Inwazji Chaosu. Dla reszty to była wojna jak każda inna i Ci co mieli szczęście, szczególnie siedzący bardziej na południu, mogli wręcz nie dostrzec ogromu tragedii jaka spotkała ich ojczyznę. Wielu widziało jedynie uchodźców i biedę. Skutki każdej wojny, nie widząc w tej co właśnie się zakończyła niczego szczególnego. Dla żołnierzy jednak było to doświadczenie wyjątkowe, metafizyczne wręcz, otwierające im oczy na okropności których świadkami do tej pory byli jedynie łowcy czarownic.

    Nie wiedząc co zrobić, a będąc daleki od chęci wydawania samosądu. poszedł zdać raport ich pracodawcy. CO innego miał czynić?

    text alternatywny

    Tomasimo w domu rzeźnika

    Mimo wybrania domu rzeźnika jako pierwsze miejsce do odwiedzin, Tomasimo z niesmakiem zauważył, że ktoś go uprzedził, o czym zamierzał zawiadomić Sniedera. Ktoś ewidentnie mógł zacierać slądy powiązań między mutantem a innym członkiem tego samego kultu.
    Fakt, możliwe było, że Bruno był jedynie mutantem, nie związanym z żadnym kultem, a przyznał się jedynie licząc na łagodniejszą śmierć. Spalenie żywcem to ból jakiego Tomasimo sobie nie wyobrażał i wyobrażać nie chciał. Oby Morr był dla niego łaskawy, o ile mutnaci w ogóle mają szansę trafić do Jego Ogrodów.

    Tomasimo w kaplicy i domu kapłana

    Kaplica Ulryka napawała go trwogą. Po pierwsze nigdy nie cenił Pana Zimy, zima nie była nikomu miła, a z wilkami to on miał do czynienia tyle co wtedy gdy musiał je zabić, tak jak ostatniej nocy przed przybyciem do wioski. Po drugie i co może najważniejsze Ulryk był w oczach żołnierzy bogiem barbarzyńców, osób oddających się szałowi bitwy zapominając o dyscyplinie i rozkazach. Nie bez powodu głównymi religiami w wojsku był Sigmar jako bóg Imperium i Myrmidia, jako bogini dyscypliny, honoru, taktyki i kunsztu wojskowego. Możliwe że było to celowe działanie generalicji, biorąc pod uwagę rywalizację między Middenheim i Altdorfem, niemniej miało to sens zdaniem niziołka. Jego regiment strzelców pod patronatem Ulryka by nigdy nie zaistniał, bóg ten bowiem gardzi bronią palną i innymi zdobyczami nauki.

    Było też jeszcze coś, nieodparte i wrogie uczucie, że ta kaplica wcale nie była oddana Ulrykowi. Niziołek na to dowodów nie miał, poza faktem, że nigdy nie widział tylu szczątków wilków i kłów co w tej wiosce, ani nie słyszał by kapłan odważył się spółkować z dziewką w świętym miejscu, szczególnie mając obok zaraz dom. Czy możliwe było, że kaplica ta została celowo zbezczeszczona? Ku chwale Mrocznych Potęg?

    Cóż, nic na to nie wskazywało, nie po wnętrzu kaplicy.
    Niziołek zdecydował się zabrać co cenniejsze, srebrny amulet i przypinkę do szat. Medalion odda w napotkanej świątyni Ulryka, której będzie pewien, niech służy prawowitemu kapłanowi, a przypinkę sprzeda.

    Znalazł też Moriza, miło wiedzieć, że nadal nie uciekł z osady.

    Dom Berengara był kolejnym przystankiem na drodze Tomasimo, jeśli kapłan przewodniczył lub zatajał istnienie kultu chaosu, zapewne coś schował u siebie przed oczami reszty wioski.

    Jedno z bocznych okien zabezpieczono jednak znacznie gorzej. Przy odrobinie cierpliwości Tomasimo mógł dostać się do środka bez robienia hałasu. Wnętrze było skromne i uporządkowane. Jedna większa izba służyła Berengarowi za miejsce do pracy i codziennego życia. Stał tam ciężki stół, dwa krzesła, łóżko, skrzynia, niewielka szafa oraz półki pełne ksiąg i pergaminów. Ściany nie były ozdobione niczym poza wilczą skórą, prostym symbolem Ulryka i starą mapą Drakwaldu.

    Mapę niziołek starannie złożył i zabrał. Pieter się ucieszy, mapy to cenna rzecz, a szkoda by spłonęła wraz z chatą. Tak samo księgi, Tomasimo zabrał je wszystkie, nic mu po nich, ale może kupi sobie za nie przychylność napotkanej świątyni Vereny, albo sprzeda komu trzeba za większy szlam.

    Jedynie miał wątpliwości co do tej ostatniej, pełnej rysunków zwierzoludzi i innych bestii. Niewiele mógł z niej wyczytać, bo czytać nie umiał, ale same obrazki i zaznaczone miejsca na prowizorycznych mapach dawała mu do zrozumienia, że kapłan dokumentował istoty występujące w okolicy. Cenna informacja dla każdego łowcy i podróżnika. Pozbierał wszelkie notatki jakie znalazł, przyjdzie czas jakiś kapłan Vereny mu powie co tam jest.
    Zabrał także pergamin, kałamarz i zapas piór - jak miał marzyć o karierze oficerskiej musiał w końcu zacząć trenować tę trudną sztukę kaligrafii.
    Nie omieszkał ukraść również zestawu leków, bandaży, maści na odmrożenia i igły oraz nici. Oraz topór. piękny topór. Kto wie ile warty Może Pieter zrobi z niego użytek, ale na razie lepiej schować go głęboko w rzeczach i nie pokazywać nikomu, tak samo jak amuletu z kaplicy. Szaty kapłańskie po namyśle też wziął, choć czuł, że będą z tego problemy, ale były dobrej jakości i pewnie niemało warte. Może sprzedadzą je gdzieś na uboczu, jak nie to ofiarują jakiejś świątyni.

    text alternatywny

    Kiedy Tomasimo wrócił do gospody, Dunkelwald zdążył już wyraźnie przycichnąć. Wiele okien, które jeszcze godzinę wcześniej świeciły słabym, żółtawym blaskiem świec i lamp, tonęło teraz w ciemności.

    Nastał czas pracy, nieprzyjemnej acz koniecznej pracy.
    Tomasimo dał znać, że zastał Moriza w kaplicznej wieży, co by go nie spopielili ani nie odcięli od ucieczki rozpalając ogień w około. przypomniał także obecnym przy stole o stajni i ich wierzchowcach. trzeba je wyprowadzić z wioski i przywiązać poza w miejscu do którego się zbiorą po skończeniu podpalania.

    Na zamknięcie Heinza w pokoju jedynie skinął z aprobatą głową.

    text alternatywny

    Odstawili konie i kuca po cichu poza obręb wioski, z tej strony z której mieli kończyć podpalenia. Tomasimo zabrał z juk linę, nada się do wiązania klamek jak jakie znajdzie na podwójnych drzwiach. Miał 20m liny, a pod pyskiem psa dodatkową oliwę, gdyby była potrzebna. Tyci dzielnie i w milczeniu, zgodnie z rozkazem pana, nie odstępował go o krok. Bardziej karny niż niejeden żołnierz.
    Niziołek zaś przed wyjściem z karczmy, zdjął z siebie kolczy pancerz, chowając go do worka przywiązanego do siodła, nie chciał hałasować zbroją podczas nocnej akcji.

    - Ku chwale Imperium - rzekł do towarzysz czystki i siebie samego, przypominając wszystkim po co to robią.

    text alternatywny

    Tomasimo ugryzł się w język i nie komentował uwag rudego, jako kapral dobrze wiedział, że nie czas na rozdmuchiwanie awantury, a należało skupić się na zadaniu, z tym co mieli, zarówno pod względem przedmiotów jak i dostępnych ludzi. Dodatkowa para rąk wydawała się bezcenna. Nawet jeśli należała do podejrzanego typa co w gęstym lesie rozpoznaje talizmany guślarzy, a w nocy śni obłędne sny. Poza tym lepiej było trzymać go blisko siebie, niż pozwolić chodzić bez celu, jeszcze się gdzie potknie i narobi hałasu.

    - Eh, Herr Heinrich - westchnął niziołek.
    - Tylko żagwi? Pomożecie oblewać oliwą domy, wkładać drewno pod drzwi by je blokować, wiązać gałki na drzwiach sznurem konopnym, zamykać zewnętrzne okiennice o ile ktoś je zostawił otwarte w ten mróz i robić wszystko inne co przybliży nas do realizacji tego obowiązku jaki spadł na nasze barki? Faktycznie zamiast stać obok pomożecie nam chronić Imperium? - zapytał cicho patrząc mu śmiertelnie poważnie w oczy.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    0
    • PiołunP Niedostępny
      PiołunP Niedostępny
      Piołun jako Mistrz Gry
      Mecenas
      napisał(a) ostatnio edytowany przez
      #62

      Łowca nie zamierzał więcej strzępić języka na przekomarzania między Tomasimo a Heinrichem. Jeśli to, że obaj nie pałali do siebie sympatią, kiedykolwiek budziło jakieś wątpliwości, to te rozwiały się w ciągu ostatnich paru godzin.
      – Dosyć tego – przerwał dyskusję, która mogła zaraz rozgorzeć. – Herr Heinrich pomoże nam z saniami. To wystarczy.
      Oznajmił to i wskazał na sanie, na które wyłożyli słoje z oliwą, liny i drewniane lagi. Łowca najwyraźniej uznał, że ciągnięcie sań najmniej obciąży sumienie chłopaka, a i tak ktoś musiał to robić.
      – Jesteśmy już prawie na finiszu. Skupcie się – zarządził i odszedł do wspomnianych sań, wyciągając z nich kolejną porcję oliwy.

      Nie zdążyli jednak odejść daleko, kiedy pomiędzy domami pojawiła się samotna sylwetka. Z początku dało się dostrzec jedynie człowieka idącego od strony południowego skraju wsi, cięższym niż zwykle krokiem i nieco przechylonego pod ciężarem niesionego pakunku. Dopiero gdy wszedł w słaby blask lampy osłoniętej dłonią Pietera, można było rozpoznać Moriza. Krew zaschła mu na ubraniu ciemnymi smugami, znaczyła rękawice i twarz, choć po sposobie, w jaki szedł, trudno było dopatrzyć się ran. Na ramieniu niósł owinięty materiałem ciężar, który przy każdym kroku kołysał się nieprzyjemnie, zostawiając za nim pojedyncze czerwone krople na śniegu.

      Sneider przerwał pracę przy baniaku i patrzył, jak Richter zbliża się bez słowa. Nie zapytał od razu, co się wydarzyło. Wzrok Łowcy przesunął się po dodatkowej broni, zabrudzonej krwią odzieży, prowizorycznej sakwie i wreszcie zatrzymał na zawiniątku. Dopiero kiedy materiał został odsłonięty i martwa twarz sołtysa spojrzała szklistymi, nadal przekrwionymi oczami, Sneider przykucnął przy głowie. Przez dłuższą chwilę oglądał ją w milczeniu, jakby próbował pogodzić ten widok z człowiekiem, którego jeszcze niedawno przesłuchiwał przy stole. Na jego twarzy nie odmalowała się jednak satysfakcja, jak można byłoby się spodziewać. Raczej irytacja kogoś, kto właśnie odkrył, że przeciwnik przez cały czas stał tuż obok i zdołał go przechytrzyć.
      – Drań.

      Wysłuchał relacji Moriza bez przerywania. Reszta też bez trudu mogła to sobie wyobrazić. Spowita cieniem polana, stosy czaszek, rytuał, fiolka z krwią, nienaturalne ożywienie sołtysa podczas walki. Każdy kolejny szczegół sprawiał, że twarz Sneidera stawała się coraz bardziej napięta. Fiolkę kazał pozostawić zamkniętą, a ciemny klucz obejrzał tylko przez materiał, nie dotykając go bez potrzeby. Przez moment obracał go w dłoni przez tkaninę, jakby już zastanawiał się, do czego może pasować, po czym skinął Morizowi, by schował go z powrotem.
      – Radzę go wyrzucić. Cokolwiek sołtys tej przeklętej wsi chciał ukryć w swoich kufrach, nie warto po to sięgać.

      Dopiero wtedy Łowca ponownie spojrzał na głowę Otto. Jego szczęka zacisnęła się lekko, a wzrok zatrzymał na martwej twarzy dłużej, niż było to konieczne. Najwyraźniej wracał pamięcią do wcześniejszego przesłuchania, do odpowiedzi udzielanych bez zawahania i do wszystkich drobnych gestów, na które zwykle zwracał uwagę.
      – Był dobry. Autentyczny w każdym calu. Będę musiał bardziej się postarać następnym razem – odezwał się, a w jego słowach pobrzmiewał cień wstydu.
      Kiedy podniósł wzrok na Moriza, w jego spojrzeniu coś się zmieniło. Był w nim szacunek. Pochwała, która następnie wyszła z jego ust, wybrzmiała krótko, acz szczerze.
      – Dobra robota, Herr Richter. Byliście bardziej przenikliwi ode mnie. Gdybyście za nim nie poszli, ten skurwysyn dalej szerzyłby Chaos na ziemiach Imperium.

      Sneider wyprostował się i omiótł spojrzeniem ciemne domostwa Dunkelwaldu. Kilka chwil wcześniej wieś była dla niego miejscem podejrzanym, skażonym i zbyt niebezpiecznym, by pozostawić ją nietkniętą. Teraz otrzymał następny dowód. Sołtys, człowiek stojący na samym szczycie lokalnej społeczności, potrafił przez cały czas ukrywać swoje oddanie kultowi Khorne’a. Jeśli udało się to jemu, nie sposób było powiedzieć, ilu innych mieszkańców równie dobrze skryło swoją naturę.
      – To kończy wszelkie wątpliwości. Nie wiemy, kto jeszcze o tym wiedział. Nie wiemy, kto pomagał. Nie wiemy nawet, ilu z nich już zostało skażonych. Jeśli ukrywają się równie sprawnie, nie możemy puścić nikogo żywego.
      Na chwilę zatrzymał spojrzenie na Heinrichu. Nie było w nim złośliwości, raczej suche przypomnienie, że wcześniejsza rozmowa o wątpliwościach właśnie dostała nowe tło. Potem Sneider odwrócił się z powrotem ku wsi, gdzie za ciemnymi oknami ludzie nadal spali albo próbowali spać po wydarzeniach minionego dnia.
      – Dunkelwald musi spłonąć. Trzeba wypalić go do gołej ziemi.

      Nie było już czego omawiać. Długo jeszcze oblewali domy oliwą, wiązali drzwi i blokowali wyjścia. Tam, gdzie istniała obawa, że ktoś mógłby ich usłyszeć, czyli głównie najbliżej okien i na skrzypiących gankach domów, posyłali Pietera, który całkiem sprawnie się skradał, a przynajmniej miał w tym najlepszy dryg z całej drużyny. Gdy skończyli, Sneider wyznaczył ścieżkę, którą mieli biec między domami, by zatoczyć pełen krąg ognia i wrócić do punktu wyjścia. Moriz oraz Heinrich nie mieli brać udziału, ale już wykonali swoją część. Palenie mieli rozpocząć od strony drewutni, gdzie pod ścianą przez całą zimę składowano suche szczapy. Oliwa sączyła się ciemnymi pasmami po drewnie, wsiąkała pomiędzy belki i znikała pod warstwą starej słomy. Wszystko odbywało się jeszcze w ciszy tak głębokiej, że słyszeli skrzypienie własnych butów na śniegu. Wewnątrz chaty ktoś kaszlnął przez sen. Gdzieś dalej zaszczekał pies, ale po chwili ucichł. Sneider odsunął się od ściany, upewnił się, że wszyscy znajdują się w bezpiecznej odległości, i przyłożył pierwszą z przygotowanych pochodni.

      Przez kilka sekund płomień był mały, niemal niepozorny. Pełznął po nasączonych oliwą szczapach, jakby dopiero szukał miejsca, którego mógłby się uchwycić. Potem znalazł szczelinę pod belką. Ogień skoczył wyżej, rozlał się wzdłuż ściany i w ciągu kilku uderzeń serca dotarł do strzechy. Suche drewno odpowiedziało trzaskiem, a pierwszy jęzor płomienia wzbił się ponad dach. Pobiegli w trójkę, częstując pochodniami nasączone oliwą ściany. Kolejne domy przyjmowały ogień łatwiej. Pomarańczowy blask odbijał się od śniegu i ścian, przez co noc zaczęła tracić swoją ciemność. Cienie ludzi rosły na fasadach i wyginały się wraz z każdym ruchem płomieni. Nad dachami unosiły się pierwsze iskry, powietrze pachniało dymem, oliwą i rozgrzaną żywicą, a z każdą chwilą robiło się cieplej, choć jeszcze kilka kroków dalej mróz nadal szczypał odsłoniętą skórę.

      Pierwszy krzyk rozległ się z domu stojącego przy głównej drodze. Najpierw był krótki i urwany, bardziej zaskoczony niż przerażony, a chwilę później któryś z nieszczęsnych mieszkańców zaczął walić w drzwi od środka. Drewno zadrżało w zawiasach. Usłyszeli głos kobiety, później mężczyzny i następne uderzenia, coraz gwałtowniejsze, kiedy dym musiał już dostać się do izby. W sąsiednim domu rozbito okno. Szkło wysypało się na śnieg, a z wnętrza wydostała się chmura czarnego dymu, lecz jego domownikowi zabrakło sił, by szarpać się z drewnianą ramą. Dunkelwald budził się w piekle, a wraz z każdą kolejną chwilą chaos rozlewał się coraz szerzej. Ludzie nawoływali krewnych, dzieci płakały, zwierzęta szarpały się w zagrodach, a gdzieniegdzie słychać było ciężkie uderzenia narzędzi o drzwi i ściany. Płomienie przechodziły z budynku na budynek szybciej, niż mogła temu przeciwdziałać jakakolwiek wiejska straż. Suche strzechy łapały od iskier, składy drewna zamieniały się w ogniska, a nad osadą wyrosła szeroka łuna widoczna zapewne z wielu mil.

      Wtedy zaczął padać śnieg. Najpierw pojedyncze płatki pojawiły się w świetle pożaru, drobne i niemal niewidoczne. Im bliżej znajdowały się płomieni, tym szybciej znikały, topniejąc jeszcze w powietrzu. Dalej od domów osiadały spokojnie na ziemi oraz na płaszczach i ramionach drużyny wpatrującej się pośród krzyków w swoje dzieło zniszczenia. Nad wsią śnieg mieszał się z popiołem i czarnymi strzępami spalonej strzechy, przez chwilę dla oczu obserwujących zlewając się w jedno. Strasznie i makabrycznie wyglądał ten taniec ognia i śniegu, gdy wiedzieli, że za parę godzin z wsi pozostanie jedynie Popiół i Śnieg.

      W chaosie łatwo było przeoczyć ruch na zachodnim skraju osady. Sześć sylwetek przebiegło pomiędzy dwoma płonącymi zabudowaniami, wykorzystując miejsce, w którym ogień nie zamknął jeszcze drogi. Pięciu dorosłych mężczyzn i stara kobieta. Miejscowi drwale. Bracia, podobni do siebie w sposobie poruszania się i szerokich barkach, choć dzieliło ich dobre dwadzieścia lat. Najmłodszy ledwie przekroczył dwudziestkę, najstarszemu siwizna zdążyła już wejść w brodę. Dwóch niosło ciężkie siekiery do rąbania drewna. Trzeci miał nóż. Pozostali podpierali osłabioną matkę, której nogi grzęzły w śniegu i która ledwie nadążała za synami.

      text alternatywny

      Nie mieli zapasów, a na grzbiety zdążyli narzucić jedynie zimowe opończe. Staruszka była owinięta kocem narzuconym najwyraźniej prosto na nocną koszulę. Jeden z braci miał tylko worek przewieszony przez ramię. Uciekali z tym, co zdołali porwać w kilka chwil od chwili, kiedy obudził ich dym. Dopiero gdy wydostali się spomiędzy zabudowań, dostrzegli stojących na ich drodze uzbrojonych ludzi. Najstarszy zatrzymał się pierwszy, niemal wpadając na prowadzącego pod ramię matkę brata. Reszta stanęła zaraz za nim, ciężko dysząc i oglądając się nerwowo na pożar, który odcinał drogę powrotną. Najmłodszy uniósł siekierę. Trzymał ją przed sobą obiema rękami i próbował udawać pewnego siebie, choć drżały mu dłonie.
      – Zejdźcie nam z drogi.

      Sneider przez moment nie odpowiedział. Spojrzał po twarzach mężczyzn, zatrzymując się na każdym z nich na krótką chwilę, jakby próbował odnaleźć choć jeden znak, który ułatwiłby mu decyzję. Potem jego wzrok przesunął się na staruszkę. Kobieta drżała nie tylko z zimna, ale też ze strachu, przyciskając koc do szyi i usiłując nadążyć wzrokiem za tym, co działo się wokół. Na twarzy Łowcy odmalował się przykry grymas. Biła od niego aura zmęczenia i jakaś ponura świadomość, że końcówkę akcji trzeba będzie rozwiązać stalą. Ostrze miecza wysunęło się z pochwy z cichym metalicznym szelestem.
      – Nie powinniście byli wychodzić.

      Jeden z braci splunął w śnieg. Gniew przez moment zwyciężył w nim strach. Zacisnął dłonie na stylisku siekiery i zrobił pół kroku naprzód, ale pozostali natychmiast go przytrzymali. Za jego plecami płonął dom, który jeszcze kilka godzin temu mógł należeć do kogoś z ich rodziny.
      – A więc nic nie warte jest słowo Łowcy Czarownic. Jebał cię pies, zdradziecka kanalio – wyrzucił z jadem jeden z synów starowinki.
      Sneider nie próbował zaprzeczać ani zasłaniać się wyższą potrzebą. Ostatecznie zdanie trupa nie miało wielkiej wartości, a to, że mężczyzna zginie, nie ulegało wątpliwości.
      – Tak będzie najlepiej, synu. Jeszcze dzisiaj ułożysz się miękko w Ogrodach Morra. Stań mężnie do ostatniej walki.

      Najstarszy drwal wysunął się przed pozostałych i stanął pomiędzy Sneiderem a matką. Nie wyglądał na kogoś, kto wierzy w szansę wygranej, ale chyba uznał, że skoro nie ma już dokąd uciekać, to przynajmniej sam zdecyduje, gdzie umrze. Kiedy odezwał się ponownie, w jego głosie było więcej desperacji niż gniewu.
      – My nic nie zrobiliśmy.
      Sneider zawahał się na tyle krótko, że niemal można było to przeoczyć. Spojrzał na pięciu braci, potem na staruszkę, a wreszcie na płonące za nimi zabudowania. Właśnie w tym tkwił problem. Nie wiedział, czy ci ludzie zrobili cokolwiek. Nie miał dowodu, że służyli Chaosowi, ale jeszcze godzinę wcześniej nie miał go również wobec sołtysa. Otto także był człowiekiem, który niczym się nie zdradził.
      – Być może. Ale i tak zginiecie. Jeśli bym was puścił, a choć jeden z was poniesie w sobie to samo plugastwo, które znaleźliśmy tutaj, to wszystko, co zrobiliśmy tej nocy, nie będzie nic warte. Cała ta krew i śmierć pójdą na nic.
      Sneider wyłuszczył tę prawdę spokojnie, choć z wyraźnym ciężarem w głosie.

      Za nimi z hukiem zapadł się dach jednego z domów. Słup iskier wzbił się ku niebu i na kilka chwil oświetlił całą ulicę niemal jak dzień. Drwale odruchowo obejrzeli się za siebie, a wtedy coś innego przyciągnęło uwagę stojących na skraju wsi. Na północy, wysoko ponad linią lasu, pojawił się pojedynczy punkt światła. Przez chwilę można było wziąć go za odległe ognisko albo osamotnioną jasną gwiazdę wyłaniającą się spomiędzy chmur. Potem pojawiło się drugie źródło światła. Potem trzecie. Następne zapalały się jedno po drugim, aż nagle zrozumieli, na co patrzą. Pochodnie poruszały się. Dziesiątki świateł sunęły w dół zbocza, czasem znikając za drzewami, by po chwili pojawić się niżej. Za nimi wychodziły kolejne, rozsiane szerokim pasem po górskim stoku. Nie tworzyły wojskowego szyku, ale wszystkie zmierzały w jednym kierunku. Powoli, nierówno, a jednak z nieubłaganą jednostajnością wielkiej masy schodziły ku dolinie. Ku Dunkelwaldowi.

      Sneider patrzył na góry dłuższą chwilę, a jego twarz wyraźnie stężała. Śnieg osiadał na rondzie kapelusza i ramionach płaszcza, podczas gdy pomarańczowy blask płonącej osady oświetlał jedną stronę jego twarzy. To, co jeszcze kilka minut wcześniej było tylko częścią snu opowiedzianego przez Heinricha, właśnie otrzymało niepokojąco rzeczywiste potwierdzenie. Łowca zerknął na Krausa krótko, uważnie.
      – Wygląda na to, Herr Kraus, że po tym wszystkim musi pan odwiedzić kruczego kapłana. Morr wyraźnie panu sprzyja. Ciekawe.
      Choć nie znał prawdziwej profesji chłopaka, miał swoje podejrzenia, a w tym kontekście wizja nabierała istotnie interesującego znaczenia. Jego spojrzenie powędrowało z powrotem ku górom, gdzie liczba świateł nadal rosła. Dopiero po chwili zmrużył oczy, oceniając odległość i tempo marszu. Nie trzeba było być doświadczonym zwiadowcą, by zrozumieć, co ściągnęło uwagę istot znajdujących się na zboczu. Łuna nad wioską była widoczna z daleka. Mieli jednak jeszcze trochę czasu.

      Drwale również patrzyli już ku górom. Najstarszy odwrócił głowę i na kilka chwil zupełnie zapomniał o Sneiderze. Gniew zszedł z jego twarzy, ustępując miejsca czemuś znacznie pierwotniejszemu. Jeden z młodszych powiedział coś cicho do matki, której usta zaczęły poruszać się w bezgłośnej modlitwie. Płatki śniegu osiadały jej na włosach. Za plecami rodziny kolejne zabudowania zajmowały się ogniem. Sneider przestał wpatrywać się w zbocze i jego surowe spojrzenie wróciło do drwali. Sytuacja zmieniła się nieco, ale jego decyzja nie. Jeśli cokolwiek, widok schodzących z gór świateł tylko odebrał im czas, który wcześniej mieli na dokończenie pracy. Zacisnął dłoń mocniej na rękojeści miecza, ustawił się nieco bokiem i zrobił krok naprzód. Tym razem nie zwrócił się do mieszkańców. Jego głos był skierowany do ludzi, których przez ostatnie dni prowadził.
      – Panowie, do broni. Trzeba nam załatwić tę sprawę szybko i ruszyć w górę rzeki.
      Nie obejrzał się, by sprawdzić, kto z nich ruszy. Spojrzenie Sneidera pozostało wbite w pięciu drwali stojących przed matką, a miecz uniósł się powoli do pozycji gotowej do walki.
      – Kończymy robotę – rzucił jeszcze, zanim porwał go wir walki.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      🔥
      1

      Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

      Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

      Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

      Zarejestruj się Zaloguj się
      Odpowiedz
      • Odpowiedz, zakładając nowy temat
      Zaloguj się, aby odpowiedzieć
      • Najpierw najstarsze
      • Najpierw najnowsze
      • Najwięcej głosów


      • Zaloguj się

      • Nie masz konta? Zarejestruj się

      • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
      Powered by NodeBB Contributors
      • Pierwszy post
        Ostatni post
      0
      • Kategorie
      • Ostatnie
      • Tagi
      • Popularne
      • Świat
      • Użytkownicy
      • Grupy
      • Strona startowa