Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
  1. Start
  2. Sesje inne
  3. Rozgrywka
  4. 21 dni Kwarantanny
21 Dni
GaranilG
Garanil jako
Mistrz Gry
Mistrz Gry
MilobM
Milob jako
Maksymilian Kruk
Dawny użytkownik?
Dawny użytkownik jako
Karol Wysocki
Arthur FleckA
Arthur Fleck jako
Michał Owczarek
NamiN
Nami jako
Wiktoria Wrońska

21 dni Kwarantanny

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
58 Posty 5 Uczestników 1.3k Wyświetlenia 1 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • Arthur FleckA Niedostępny
    Arthur FleckA Niedostępny
    Arthur Fleck jako Michał Owczarek
    napisał(a) ostatnio edytowany przez
    #48

    text alternatywny

    Michał Owczarek

    Michał wybudzał się powoli, chłonąc widok jej pieprzyków na nagiej skórze. Znał na pamięć, każdy jeden. Spała odwrócona do niego plecami a on leżał bez ruchu pozwalając, by resztki koszmaru ulotniły się jak poranna mgła. Koszmar był wyjątkowo paskudny i duszny. Pamiętał wieżowiec na Domaniewskiej, pamiętał ludzi uwięzionych w środku i pamiętał schowek.

    Schowek a w nim...

    Michał wzdrygnął się i zamknął oczy. To tylko sen. Pojebany sen, ale tylko sen. Nie ma żadnego wieżowca, nie ma schowka, nie ma ludzi w kombinezonach. Ola leży obok i nic z tego co zobaczył nigdy się nie wydarzyło. Przez parę godzin koszmaru przeżył życie pijaka, który stracił zawód, dobre imię, miłość życia a na końcu został zamknięty w szklanej pułapce w centrum miasta. Ale w końcu wrócił z tego piekła. Leżał w swojej sypialni, w miękkiej pościeli a nie na rozkładanej leżance w gabinecie na pietnastym piętrze. Za godzinę zadzwoni budzik, weźmie prysznic, zrobi śniadanie i pojedzie na Lindleya, gdzie do wieczora będzie pakował dzieciaki w gips, zszywał menelów i użerał z roszczeniowymi pacjentami. A gdy wieczorem wróci, ona już będzie czekać na niego z kolacją i uśmiechem, w którym zakochał się dwie dekady temu. Razem obejrzą coś na Netflixie a potem Michał zmyje z siebie trudy dnia i będą się kochać w ich sypialni. I gdy się obudzi następnego dnia, znów policzy wszystkie pieprzyki na jej plecach.

    Ola obróciła się miękko na materacu. Spojrzała na niego, mrużąc oczy i uśmiechnęła się w ten słodki, leniwy sposób, który pamiętał z najszczęśliwszych lat ich życia. Uniosła się lekko na łokciu, zbliżając usta do jego warg, gotowa dać mu pierwszy poranny pocałunek na powitanie dnia.

    Nagle znieruchomiała, jakby uderzył w nią prąd. Jej twarz w ułamku sekundy wykrzywił grymas strachu i wydała z siebie piskliwy wrzask, który wypełnił cały pokój.

    — Co się stało? — chciał zapytać ale zamiast słów z jego krtani wydobyło się warknięcie. Michał zamarł. Skierował wzrok na swoje dłonie. Skóra była ziemista, ołowianoszara a pod jej powierzchnią wiły się czarne żyły. Na przedramieniu widniała głęboka, poszarpana rana po ludzkich zębach, z którego powoli sączyła się ropa.

    Rana, która nie miała prawa się zagoić.

    Michał zerwał się łapiąc powietrze jak po długim nurkowaniu, pot lał mu się z twarzy. Przerażony spojrzał na swoje ręce. Skóra była czysta, jasna, bez śladu czarnych żył czy ropiejącej rany.

    Ale ulga trwała ledwie chwilę.

    Rozejrzał się dookoła. Chociaż w środku panował półmrok od razu rozpoznał pomieszczenie. To nie była ich sypialnia lecz jeden z gabinetów na piętnastym piętrze. Wieżowiec na Domaniewskiej. Darpol. Kwarantanna. Wybudził się z jednego koszmaru tylko po to by znaleźć w kolejnym, z którego nie ma ucieczki.

    Siedział bez ruchu na leżance, a obrazy z poprzedniej nocy wróciły nieproszone. Widział siną, szarą twarz Zbigniewa, widział ludzi Wójcik i skórzany kaganiec dociągany na jego kłapiącą szczękę, widział kajdanki wrzynające się w przeguby i obrzydliwy, gnijący ślad po zębach na przedramieniu.

    To nie był sen. To działo się kilka korytarzy dalej.
    Wziął do ręki telefon, sprawdził powiadomienia. Rodzice nie oddzwonili, Ola też. Wczoraj w nocy próbował wiele razy, ale albo linie były przeciążone, albo…z jakichś powodów nie mogli odebrać. Do Oli wysłał kilka smsów. Na żaden nie odpisała.

    ***

    Darpol chorował na złośliwy nowotwór w czwartym stadium.

    Tak pomyślał Michał, kiedy zobaczył co się dzieje w lobby. Dla pacjenta w stadium terminalnym nie ma już ratunku. Zaczyna się od diagnozy, a potem jest beznadziejna próba leczenia. Ale przerzuty idą po całym organizmie, każdego dnia dochodzą nowe, coraz gorsze objawy. Na końcu tej drogi chorego zawsze czeka to samo.

    Śmierć.

    Ratownik widząc uzbrojone grupki nie miał wątpliwości. Muszą stąd uciekać. I to natychmiast. I nie chodziło wcale o Zbigniewa ani Józefa, ani ludzi, których pogryźli a ci pogryzą i zarażą następnych bo tak przecież rozprzestrzenia się to gówno. Chodziło o zdrowych mężczyzn i kobiety z zielonymi plakietkami, którym puszczą w końcu hamulce. Dzisiaj stoją z kijami od mopów, jutro zaczną się zabijać o ostatnią puszkę konserwy. Tak działa nowotwór w czwartym stadium. Każdego dnia jest tylko gorzej a na końcu czeka już tylko śmierć.

    Słyszał, że Wójcik próbuje jeszcze ratować sytuację i wykłóca z policjantem. Możliwe, że pomylił się w jej ocenie, ale nie miało to już żadnego znaczenia. Nawet najlepszy lekarz nie jest w stanie wyleczyć nieuleczalnej choroby.
    Poprawił swoją wysłużoną torbę ratownika i zwrócił do Wiktorii i Maksa. Faceta z papierosem widział pierwszy raz na oczy i nie wiedział czy można mu ufać, ale miał to w dupie.

    — Przebywanie w tym kurwidołku to wyrok, ale to już chyba wiecie sami. Nie chodzi tylko o Darpol. O całe miasto. Jak wirus się rozprzetrzeni na dobre, zablokują drogi i mosty, do tego na ulicach pełno będzie zarażonych. Nawet jeśli nas stąd sami wypuszczą za parę dni to i tak będzie za późno. Rząd w końcu zrobi to samo co Niemcy w czterdziestym czwartym bo to jedyny sposób by odciąć strefę zarażenia od reszty kraju. Musimy się stąd jak najszybciej wyrwać i to jeszcze dziś. Jakieś pomysły?

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    2
    • NamiN Niedostępny
      NamiN Niedostępny
      Nami jako Wiktoria Wrońska
      Mecenas
      napisał(a) ostatnio edytowany przez Nami
      #49

      text alternatywny

      Wiktoria Wrońska

      ꧁ 🎶 ꧂

      Waiting for the end to come, Wishing I had strength to stand
      This is not what I had planned
      It's out of my control

      Gdy Wiktoria wróciła do gabinetu razem z Michałem, nie odezwała się ani słowem. Nie tylko nie wiedziała, co mogłaby powiedzieć, ale zwyczajnie w świecie czuła się niepewnie. Widok skrępowanego, pół martwego człowieka, na wpół już gnijącego, który reagował agresją na wszystkich wokół, zapadł jej mocno w pamięć. Nie umiała nawet nazwać emocji, które w niej pozostawił. Były zbyt chaotyczne, by dało się je uporządkować.

      W oczach Wrońskiej Zbigniew był chory. Zastanawiała się czy jego przypadłość była uleczalna. Jeśli dobrze rozumiała, ten wirus był czymś nowym i nieznanym, sama pierwszy raz o nim słyszała, tak samo jak kilka lat temu o COVIDzie. Być może laboratoria na całym świecie już pracowały nad szczepionką. Może jeszcze zdążą.

      text alternatywny

      Migające czerwono-niebieskie światła padały nierówno na jej twarz, gdy szykowała swoje miejsce do spania. Podłączyła telefon do ładowania i położyła się, zakrywając do połowy kocem. Odwróciła się tyłem do Michała i zaczęła wchodzić w aplikacje, którymi często kontaktowała się z innym. Na messengerze znalazła wiele nieprzeczytanych wiadomości od rodziców. Cholera… przeklęła w myślach. Znowu nie dostałam powiadomień. Przeczytała wszystko, najwięcej było wiadomości typu “Halo, czemu nie odpowiadasz?”, “Wiktoria jesteś w pracy? Ponoć pozamykali ludzi w biurowcach”, “Córeczko, wszystko w porządku?”. Na początku chciała im odpisać. Oschle. Krótko. Długo trzymała palce na klawiaturze ekranowej, ale żaden nie garnął się do pisania. Co miała im w sumie powiedzieć? Odpowiedzieć omijająco “U mnie OK” albo “Niedługo nas wypuszczą, jest bezpiecznie?”. Takie kłamstwo niełatwo przechodziło jej przez gardło, ale równie ciężko było je napisać.

      Drżącą ręką nacisnęła słuchawkę, aby zadzwonić. Ledwo przyłożyła telefon do ucha, odpowiedź była niemal ekspresowa, zupełnie jakby rodzice siedzieli przy telefonie i tylko na to czekali.

      — Jezu, Wiktoria, czemu nie odpowiadasz? — zmartwiony głos matki rozbrzmiał boleśnie. Blondynka poczuła, jak ledwo zasklepiona rana znowu się otwiera. To jej głos, jak i swojego ojca, słyszała po utracie Mai. Po wypadku ciężko jej się rozmawiało z rodzicami.
      — Powiadomień nie dostałam — odparła lakonicznie. Musiała odchrząknąć, bo łamał jej się głos.
      — W porządku u ciebie? W domu jesteś?
      — Nie, w biurze.
      — W biurze? — w tle usłyszała głos ojca. Jak zwykle rozmawiali z nią na głośnomówiącym, aby oboje mogli ją słyszeć — Spytaj dlaczego.
      — Tata pyta dlaczego jesteś w biurze tak późno? Zamknęli cię tam?
      — Tak, wszystkich. Ale…
      — Ja pierdole, partacy jebani!
      — Jacek, zamknij się, bo nie wiem co mówi!! Co mówiłaś?
      — … że nie jest tak źle. Dają nam jedzenie.
      — Ja po zapasy pojechałem jak tylko alarm był! — krzyknął ojciec, bo przecież jak jest jakaś odległość od telefonu, to trzeba krzyczeć żeby było słychać.
      — No, Basia do nas przyszła i mówi, że srajty się wyprzedają jak w COVIdzie, masła nie ma i żeby lecieć póki czas! To ojciec wziął wsiadł w Dacie i poleciał do Kauflanda, ja na róg w razie gdyby co i apteki, bo na recepcie jeszcze leki zostały to mówię do ojca, że trzeba wykupić bo nie będzie. No i tak siedzimy…
      — …No, telewizję oglądamy — wtrącił się ojciec — W tych wiadomościach to ciągle trąbią, że to z Niemiec zaraza. Te Niemcy to nas w każdym stuleciu próbują wytłuc.
      — Chyba to trochę bardziej skomplikowane. — odparła Wrońska.
      — No w TVNie tak mówią.

      Wiktoria westchnęła. W telewizji zawsze leciały półprawdy, pewnie zaraz będą się politycy kłócić, kogo wina i kto co źle zrobił a mógł lepiej.

      — Ja będę kończyć, bo nie jestem sama.
      — A z kim jesteś?
      — Z jednym z zamkniętych, ratownikiem medycznym.
      — Jezu, czyli coś ci jest?
      — Nie, nic mi nie jest. Po prostu musimy gdzieś spać, nie wiem kiedy nas wypuszczą. Może jutro, może pojutrze.
      — Ja pierdole, daj znać do wsiądę w Białą Damę i podjadę

      Ojciec miał w zwyczaju nazywać tak swoją Dacie Sandero. Wiktoria uśmiechnęła się pod nosem. Poczuła jak do jej oczu napływają łzy. Początkowo kiwnęła głową, ale wiedziała, że oni tego nie widzą.

      — Dzięki, tato.
      — No, to trzymaj się tam, my sobie Disneya włączymy, weź tam tylko koda potwierdź z meila, bo znowu blokada.
      — To mi jutro opowiecie, co tam oglądaliście.
      — No, trzeba klimat zmienić, trzymaj się córka.

      Jeszcze kilka godzin temu wydawało jej się to zabawne. Teraz miała wrażenie, że rodzice kurczowo trzymają się resztek normalności, choć żadne z nich nie miało pojęcia, jak bardzo świat właśnie się zmienia.

      — No pa.

      Wiktoria rozłączyła się. Ostatnie słowa wypowiedziała już ciszej niż poprzednie. Zacisnęła na chwilę powieki, a potem weszła na maila, aby wysłać na messengera kod do streamingu. Rodzice jeszcze życzyli jej spokojnej nocy i na tym zakończyli kontakt. Blondynka wstała gwałtownie i boso podeszła do swojej torebki, z której wygrzebała blister i wzięła jedną tabletkę. Wciąż nie spojrzała na Michała.

      — Zaraz wrócę.

      Rzuciła krótko i przekręciła klucz drzwi gabinetu, z którego pospiesznie wyszła. Szybkim krokiem udała się do łazienki, w której puściły jej emocje. Cicho płacząc osunęła się po ścianie. Głos rodziców zawsze ją rozstrajał, myślała wtedy o Mai, o wypadku, o śmierci. W aktualnej sytuacji śmierć wydała jej się aż nadto realna. Nie wiedziała czy da radę ponownie to przeżyć. Przysunęła do drżących ust nadgarstek, który otulała gumka jej zmarłej córki. Bolało ją samo myślenie o jej braku, a gdy teraz doszła myśl “dobrze, że nie musisz tego przeżywać”, ból stał się większy. Wiktoria chciała, aby Maja żyła, aby była tutaj z nią, teraz, zawsze. Jednocześnie pragnęła, żeby była bezpieczna. Po tym, co zobaczyła tego dnia, nie była już pewna, czy potrafiłaby jej to bezpieczeństwo zapewnić.

      Gdy wróciła do biura położyła się na swoim prowizorycznym posłaniu. Zerknęła jeszcze na telefon, ale nie widziała żadnych nowych powiadomień. Było kilka od znajomych, ale po prostu odpisała, że jest okej. Nie miała nawet ochoty na rozmowy czy kontakt. Była zmęczona. Musiała odzyskać kontrolę.

      text alternatywny

      Rankiem doprowadziła się do porządku najlepiej, jak potrafiła. By dostać się na parter, musiała zejść schodami z piętnastego piętra. Nie byłoby to dla niej aż tak dużym problemem, gdyby nie fakt, że jedyne buty, jakie posiadała, miały ośmiocentymetrowy obcas. Pozostało jej tylko zdjąć szpilki i ruszyć boso. Zastanawiała się po drodze, dlaczego właściwie windy zostały wyłączone, ale nie doszła do żadnego sensownego wniosku. Przychodziło jej do głowy kilka możliwości, ale żadna nie wydawała się przekonująca. Wciąż w głowie miała postać, którą skrywał schowek wczorajszego wieczoru. Otrząsnęła się i spojrzała na telefon, weszła w messengera i znalazła znowu wiadomości, do których nie dostała powiadomień.

      Free Guy, fajna komedia, przeczytała. Wysłała uśmiechniętą buźkę i schowała telefon.

      W holu czekał na nią widok zupełnie inny niż poprzedniego dnia. Miała wrażenie, że przez noc nikt nie spał. Ludzie przestali tworzyć jedną grupę. Zamiast tego zbili się w małe kręgi – instynktownie lgnęli do tych, których znali. . Strach zaczął dzielić ludzi na mniejsze społeczności. Wiktoria wiedziała, że to zły znak. Kiedy wspólny problem przestaje jednoczyć, a zaczyna izolować, współpraca rozpada się jako jedna z pierwszych.

      Usiadła na chwilę na krześle, aby założyć buty. Słuchała otoczenia, chaosu, krzyków i niepewności, zastanawiając się, czy ma zasoby, aby wciąż działać. Po chwili jeden z głosów wybił się ponad pozostałe. Był bliżej. Spojrzała w górę i ujrzała Michała stojącego przy niej, obok niego był też Maks, którego kojarzyła z pracy. Jedyne co ją dziś rozbawiło, to właśnie wspomnienie jego zza szyby swojego biura, gdy czyścił szyby. Pierwszy raz tak bardzo się wystraszyła, a on jej wtedy pomachał, jakby wpadł na kawę. Obraz tego wspomnienia jednak szybko ustąpił rzeczywistości, w której się znalazła.

      Wiktoria przez chwilę milczała, analizując pomysł i słowa Owczarka.. Nie zaprzeczyła ani jednemu jego słowu.
      Przez chwilę patrzyła na Michała. Jeszcze wczoraj uznałaby ten pomysł za przejaw paniki. Dzisiaj nie potrafiła już go tak nazwać.

      — Ucieczka może być konieczna — odezwała się w końcu spokojnie. — Ale zanim zaczniemy planować, jak wydostać się z budynku, musimy odpowiedzieć sobie na jedno pytanie.

      Spojrzała kolejno na Michała i Maksa.

      — Czy na zewnątrz naprawdę jest bezpieczniej niż tutaj?

      Zawiesiła głos.

      — Do tej pory ten budynek, paradoksalnie, był jednym z najbezpieczniejszych miejsc, jakie znamy. Mamy dach nad głową, wodę, racje żywnościowe i ludzi, którzy przynajmniej próbują utrzymać porządek. Jeżeli wyjdziemy... musimy wiedzieć dokąd i po co.

      Zrobiła krótką pauzę i wstała z krzesła.

      — A co jeśli wojsko nie pilnuje, żebyśmy nie uciekli... tylko żeby nikt z zewnątrz nie dostał się do środka?

      Wiktoria odruchowo odgarnęła niesforne pasmo włosów. Dopiero teraz zauważyła, że nie układały się już tak idealnie jak poprzedniego dnia. Przez krótką chwilę próbowała je poprawić, ale szybko zrezygnowała. Myśli skupiła na sytuacji, w której się znaleźli.

      Blondynka przez chwilę przyglądała się mężczyźnie, który opowiadał im, co się działo na dwudziestym piętrze i skąd wyniknął aktualny chaos i zamieszanie. Dopiero teraz dotarło do niej, że rozmawiają ze sobą jakby się znali od lat, a ona nawet nie kojarzy jego imienia.

      — Wiktoria Wrońska. HR i wellbeing pracowników.

      Wyciągnęła dłoń, a po chwili jej wzrok zatrzymał się na metalowym pręcie, który też podał Maksowi.

      — Wygląda na to, że spodziewał się pan czegoś więcej niż pozostali.

      🥀If I had a flower for every time I thought of you, we could walk in our garden forever.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      2
      • MilobM Niedostępny
        MilobM Niedostępny
        Milob jako Maksymilian Kruk
        napisał(a) ostatnio edytowany przez Milob
        #50

        Maksymilian „Maks” Kruk

        token_1.png

        Maksymilian rzucił okiem na metalową rurę, którą z niewzruszonym spokojem wcisnął mu Sebastian. Zważył ją w dłoni, przesuwał palcami po zimnej, chropowatej powierzchni ułamanego gwintu, wzdrygnął się na samą myśl tego po co mu ja wręczył Sebastian. Ale nie zmieniało to faktu, że obraz w biurowcu zmieniał się drastycznie. Ludzie, jeszcze wczoraj połączeni wspólnym wrogiem w postaci rządowych ochroniarzy, teraz podzielili się na małe, podejrzliwie spoglądające na siebie plemiona uzbrojone w nogi od krzeseł.

        Czuł, jak po kręgosłupie spływa mu lodowaty, drażniący pot. Nie znosił tego uczucia. Jak szczur złapany w pułapkę.

        text alternatywny

        — Bezpieczeństwo? — Maksymilian parsknął krótko, bez krzty rozbawienia. Przekręcił rurę w dłoni, sprawdzając jej wyważenie.

        — Pani Wiktorio, to złudzenie bezpieczeństwa opiera się na tym, że panowie z bronią wciąż łaskawie dowożą nam racje żywnościowe i utrzymują ciśnienie w rurach z wodą. Ale skoro ten pacjent z IT zaczął nad ranem wyrywać ludziom kawałki mięsa, a Warszawa za oknami krwawi...

        Urwał na moment, zbliżając się do nich. Zniżył głos, by nie budzić uwagi podzielonego stada dookoła.

        — Jeśli sanitariusze z wczoraj mówili prawdę, to znaczy, że system już padł albo padnie za chwilę. Kiedy gówno uderzy w wentylator, nikt nie przyjedzie z nową paletą konserw. Nie będzie wody, bo staną przepompownie. Zostaniemy zamknięci w klatce z tłumem głodnych, spanikowanych ludzi i czymś, co nie zdycha, dopóki nie odstrzeli mu się głowy. A wtedy wojsko po prostu zamknie drzwi, zaspawa zamki, i wyrzuci klucz do rzeki. O ile w ogóle będzie jeszcze komu ten klucz wyrzucić.

        Następnie wyciągnął dwa palce w stronę Sebastiana, milczącym gestem prosząc o papierosa. Odpalił go od podanej zapalniczki i zaciągnął się głęboko, gryzącym dymem próbując stłumić nerwy

        — Kiedy byłem w wojsku, na szkoleniach z przetrwania tłukli nam do głów dwie podstawowe zasady. Pierwsza: ruch to życie. Druga: rutyna zabija. A my właśnie łamiemy je obie

        Zaciągnął się jeszcze raz i wskazał żarzącym się niedopałkiem w stronę sufitu.

        — Poza tym, pomyślcie logicznie. Skąd mamy pewność, że na zabarykadowanych górnych piętrach nie roi się już od chmary takich panów Menglów, którzy tylko czekają, aż ktoś otworzy drzwi? Wczoraj sanitariusze sami przyznali, że zarząd odciął się od reszty i zerwał z nimi jakikolwiek kontakt. A wystarczy tylko 1 osoba, która te drzwi otworzy i zamiast azylu mamy szklana pułapkę .

        Spojrzał wymownie na Michała

        — Nie wiem, co jest na zewnątrz, ale wiem, co nas czeka tutaj, jeśli zostaniemy. Dlatego odpowiadając na twoje pytanie, Michał, tak. Trzeba stąd spierdalać. I to natychmiast. Kto jest ze mną?

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        2
        • GaranilG Niedostępny
          GaranilG Niedostępny
          Garanil jako Mistrz Gry
          napisał(a) ostatnio edytowany przez
          #51

          5e3b67ad-2c38-41b0-9d08-3cb37389e1f4-image.jpeg
          Sebastian

          -Nadal wisisz mi paczkę szlugów po wygranym zakładzie. Idę z wami. Nie ma co tu siedzieć, lepiej próbować stąd nawiać, choćby i na pałę. Tylko pytanie brzmi: jak? Moglibyśmy zapytać Zielińskiego z IT. Tego paranoika. Zna ten budynek i jego systemy ochrony jak własną kieszeń. Jak zaproponujemy mu wyjście z budynku, zapewne będzie skory do współpracy. Na 99% wolałby być zabarykadowany u siebie na chacie, zamiast w serwerowni biurowca. - Stwierdził Sebastian.

          Cóż. Wyglądało na to, że palacz jest świetnie poinformowany, a jeżeli nie ma informacji lub umiejętności akurat mu potrzebnych - to wie, kto te informacje i umiejętności posiada.

          -PIERDOL SIĘ. TY, TWÓJ KOMENDAT, MINISTER ZDROWIA I MINISTER OBRONY NARODOWEJ! - Uroczy głosik Doktor Alicji Wójcik był w tej chwili prawdopodobnie słyszalny nawet na drugim piętrze budynku. Epidemiolog wreszcie nie wytrzymała i to w sposób wyjątkowo głośny i dobitny.

          -To jest obraza funkcjonariusza na służbie...- Zaczął mundurowy, ale nie zdążył nic więcej powiedzieć, bo powietrze przeciął głośny plask, kiedy Wójcik, o głowę od niego niższa, strzeliła mu zamaszystego liścia.
          -I pierdolony atak na funkcjonariusza na służbie. I co mi zrobisz? Aresztujesz mnie? I może przewieziesz mnie do aresztu? A pomyślałeś, idioto, że właśnie oto mi chodzi, żeby stąd wyjść? Może mnie zastrzelisz? Zwolnisz z pracy? Może po prostu każdy z nas powinien strzelić policjantowi po mordzie?!-

          Policjant, z czerwonym śladem na gębie, zdębiał, a Wójcik po prostu odwróciła się i zaczęła odchodzić.
          -Wójcik! Jest Pani areszto...-
          -Mam to w dupie! - Doktor po prostu pokazała mu do tyłu środkowy palec, nie zwalniając kroku.
          Policjant nie zdecydował się jednak ani na wyciągnięcie broni, ani na próbę aresztowania. Po chwili wyszedł z budynku. Alicja, wściekła jak osa, wkrótce podeszła do grupy konspiratorów, planujących ucieczkę.

          token_1 (5).png
          Alicja Wójcik

          Była ubrana w kombinezon, ale zdjęła rękawice, zatknęła je za pasem, wyciągnęła papierosa i zapaliła.
          -Zaimponowałaś mi.- Stwierdził Sebastian.
          -Wkurwiłam się. Ci idioci nas stąd nie wypuszczą. Niezależnie od dostarczonych raportów, próbek, pierdolników, niezależnie od tego czy dam im magiczną pigułkę, albo szczepionkę na srebrnej tacy. Dziwne, że mnie nie aresztował, ale w sumie, co zrobi? wywiezie mnie do aresztu?- Wójcik zaśmiała się i był to podszyty goryczą i kpiną nerwowy śmiech, typowy dla ludzi, którzy mają pewność, że nie ma już nic do stracenia.

          -Musimy albo tu zostać, albo stąd uciec. Moi ludzie jakoś sobie poradzą, ale po strzeleniu temu kretynowi plaskacza na którego zasługiwał, jestem spalona. Dopóki dowożą racje żywnościowe, pat będzie trwał, ale nie wiadomo ile ludziom starczy cierpliwości i czy łańcuch dostaw się nie załamie. Co gorsza, wśród pracowników chodzą plotki o tym, że zarząd, ze swoimi wyższymi managerami i sekretarkami oraz grupką zasłuchanych włazityłków, zabarykadował się na paru górnych piętrach i po prostu czekają, mając ze sobą sporo zapasów i popijając pieprzony Tignanello i poprawiając Veuve Clicquotem... Pieprzyć lojalkę i klauzule tajności. Panowie, Pani Wrońska, jesteśmy w dupie. Chorobę powoduje wirus, który namnaża się w śliniankach i krwi gospodarza i penetruje jego komórki. Potem go zabija, a następnie reanimuje i dąży do przeniesienia się na kolejną żywą istotę. Na razie nie ma na to lekarstwa. Możnaby spróbować immunostymulatorów, wysokiej klasy leków przeciwwirusowych, i tak dalej, ale nie mam tutaj do tego ani celu, ani środków, ani kogoś, kto został ugryziony, więc może wybrać tylko eksperymentalną terapię lub zgon. Wracając do wyjścia z budynku. Teoretycznie możnaby próbować wyjść siłą, ale z tym musielibyśmy się udać do szefa waszej ochrony, Tomasza Kaczmarka. A potem... Rozsądek nakazywałby opuścić miasto, gdyż duże skupiska ludzi, to potencjalnie duże skupiska zarażonych. Ale to pułapka. Wszyscy pomyślą dokładnie to samo i drogi wyjazdowe będą zablokowane. Trzeba znaleźć jakieś bezpieczne miejsce, zgromadzić nieco zapasów i przeczekać, aż sprawa się uspokoi. Dwa tygodnie, trzy, miesiąc. Idioci wymrą, zostaną tylko chodzące zwłoki i ludzie używający mózgów. -

          Auć. Doktor Wójcik była absolutnie niedelikatna w wizji pryszłości, zupełnie jakby była pewna, że los...cóż, przynajmniej tego miasta, jest już przesądzony.

          Pozostało pytanie - co dalej?
          Maksymilian teoretycznie miał zabezpieczoną drogę ucieczki. Ale czy Alicji i Sebastianowi można zaufać?

          Aby wyrosły nam skrzydła, każdego dnia musimy rzucać się w przepaść.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          3
          • MilobM Niedostępny
            MilobM Niedostępny
            Milob jako Maksymilian Kruk
            napisał(a) ostatnio edytowany przez
            #52

            Maksymilian „Maks” Kruk

            token_1.png

            Maksymilian wysłuchał wywodu lekarki, powoli wypuszczając z płuc resztkę dymu. Pani Alicja spaliła za sobą wszystkie mosty. Była teraz po ich stronie.

            Sebastian, Pani doktor, Wiktoria i Michał. Grupa uciekinierów rozrastała się w niepokojącym tempie, co zwiastowało kłopoty logistyczne. Maks nie ufał tłumom. Z drugiej strony, w tym konkretnym kółku mieli teraz głównego epidemiologa, lekarza, HR i człowieka, który wiedział, jak dotrzeć do głównego speca od IT. Każda z tych osób była warta ryzyka.

            — Wyjście siłowe przez lobby z pomocą Kaczmarka to samobójstwo. Front jest obstawiony, a jeśli zbrojni poczują się zagrożeni, kwarantanna w pięć sekund zmieni się w rzeźnię — odezwał się spokojnie Maks, miażdżąc niedopałek czubkiem buta. — Z frontowymi drzwiami dajmy sobie spokój. Ale ja od wczoraj przygotowywałem się na ewentualność, że ten okręt pójdzie na dno.

            Przysunął się nieco bliżej, zniżając głos tak, by słyszeli go tylko oni, odcinając się od gwaru spanikowanego lobby.

            — Nie zamierzałem się tym chwalić, ale skoro gramy w otwarte karty... Mam wariant awaryjny. Od razu uprzedzam: nie będzie to łatwe, i na pewno nie będzie przyjemne dla kogoś, kto spędził życie za biurkiem, ale to w tej chwili nasza jedyna szansa na ciche ominięcie kordonu.

            Kącik ust Maksa uniósł się w nieznacznym, niemal drapieżnym uśmiechu. Trudno było oprzeć się wrażeniu, że perspektywa pionowej ewakuacji po fasadzie wieżowca budzi w nim autentyczną ekscytację, zupełnie jakby ten cały apokaliptyczny chaos stanowił zaledwie doskonałą wymówkę, by zrzucić korporacyjny gorset i wrócić do swojego naturalnego żywiołu.

            — Mój tak zwany wariant "W". W ukrytym schowku na górnym piętrze mam zamelinowaną linę, uprzęże i przyrządy zjazdowe. Wyniesienie sprzętu z magazynu załatwiłem wczoraj, gdy na dole trwała zadyma. Musimy dostać się na dach lub galerię techniczną. Potem zjedziemy po ślepej ścianie biurowca. Ale tuaj dochodzimy do pewnego mankamenu, dla osób bez szkolenia to ogromny stres, więc będę musiał opuszczać was z góry lub zrobimy to w tandemach, co wydłuży całą operację.

            Maksymilian spojrzał prosto na Sebastiana, wskazując na niego palcem.

            — Ten twój Zieliński z IT to w tym momencie nasz najważniejszy atut. Idź do niego. Jeśli chce z nami wyjść, jego biletem wstępu jest wyłączenie lub zapętlenie kamer na dachu i na rampie rozładunkowej dokładnie na czas naszej operacji.

            Następnie przeniósł wzrok na lekarkę.

            — Pani doktor, potrzebuję, by ustaliła pani, kiedy dokładnie zbrojni z HAZMAT-u mają przerwy lub zmiany wart na tyłach budynku. Musimy wstrzelić się w ich ślepe okno.

            Maks oparł dłonie na biodrach, rzucając okiem na całą piątkę.

            — Wszystko musi być dograne co do sekundy, a musimy ruszyć zaraz po zmroku. Zatem, wchodzicie w to, czy wolicie czekać, aż domek z kart runie. Chyba, że są jakieś inne pomysły, to słucham

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            2
            • Arthur FleckA Niedostępny
              Arthur FleckA Niedostępny
              Arthur Fleck jako Michał Owczarek
              napisał(a) ostatnio edytowany przez
              #53

              text alternatywny

              Michał Owczarek

              Michał niemal się uśmiechnął, gdy epidemiolożka rzuciła gliniarzowi wiązankę a potem sprzedała mu soczystego plaskacza. Musiał przyznać, babka ma charakter. Wyglądało na to, że teraz wszyscy jadą na tym samym wózku, skończył się podział na służby, pacjentów, cywili. W normalnych okolicznościach lekarka nie mogłaby sobie pozwolić na taką wylewność, ale teraz gdy straciła całą władzę stała się jedną z nich. Szczurem zamkniętym w szklanej klatce. Ratownik miał jednak wątpliwości czy rzeczywiście spaliła wszystkie mosty jak twierdziła. Nie spoliczkowała generała ani urzędasa z ministerstwa, lecz bagietę w mundurze, który pewnie nawet nie dorobił się stopnia aspiranta i miał gówno do gadania.

              — Jak wygląda dokładnie sytuacja na zewnątrz? Ilu ludzi pilnuje budynku? Są tam żołnierze czy tylko policja? Bo jeśli gliniarze, to nasz najmniejszy problem. To nie są czasy WRON-u i Jaruzelskiego, nie zaczną strzelać do niewinnych cywili, nie mają jaj. Większość z nich to przypadkowi ludzie z ulicy, którzy szukali ciepłej posadki a stołeczna policja ma braki w kadrach i bierze kogo popadnie.

              Michał wiedział co mówi. Nie raz na SOR do awanturujących się pijaków była wzywana policja i widział funkcjonariuszy, którzy szarpali się z agresorami. Nie wyglądało to jak w amerykańskich filmach, bardziej przypominało slapstickową komedię z podkładem z “Benny Hilla”, zwłaszcza gdy w duecie pojawiała się kobieta. Na palcach ręki mógł policzyć starych wyjadaczy, którzy szybko i skutecznie pacyfikowali pobudzonych mężczyzn. Jeśli sanitariusze mówili prawdę i w całej Warszawie obstawiono kilkadziesiąt budynków, Michał wątpił by do Darpolu wysłano najlepszych z najlepszych. Chociaż znając jego pecha mogło tak być i na zewnątrz stoi teraz elitarnie wyszkolona jednostka morderców w mundurach.

              Plan Maksa miał za to ręce i nogi. O ile ktoś nie miał lęku wysokości. Michał zastanawiał się czy dałby radę zsunąć się po linie tyle pięter w dół. Nie cierpiał na akrofobię, problemem był tylko brak umiejętności wspinaczkowych. Nie wiedział jak wyglądają zabezpieczenia, jakie jest ryzyko upadku. Zastanawiał się też czy zbyt duża grupa uciekinierów spuszczających się po linach nie przyciągnie uwagi tych na dole. Łatwiej strzelać do ludzi, którzy wyglądają jak małe kukły zawieszone na linie kilkadziesiąt metrów w górze niż do człowieka, który stoi przed tobą i patrzy ci w twarz.

              — Mógłbym spróbować — powiedział w końcu ratownik — Ale rozważmy najpierw wszystkie inne możliwe opcje. Do wieczora zostało jeszcze kilkanaście godzin. Jeśli do tego czasu nie znajdziemy bezpieczniejszej drogi ucieczki, spróbujmy sposobem Maksa.

              Popatrzył na Wojcik. Jeszcze wczoraj chciał ją rozszarpać, dziś złość mu przeszła. Zbyt bardzo chciał wyjść z tego piekła by teraz tracić siły na żale i pretensje.

              — Wydaję się, że trochę jednak dramatyzujesz i wciąż masz coś do gadania. Nie kupuję tego, że jakiś krawężnik w mundurze i jego naruszalność osobista jest ważniejsza od lekarki, która dowodzi w środku HAZMAT-em. Sama mówiłaś, że masz kontakt z ważniakami z ministerstwa, więc zanim zaczniemy wypróbujmy najprostszy sposób w jaki sposób można stąd wyjść. Twój autorytet lekarza i epidemiologa. Zadzwoń tam gdzie trzeba, narób zamieszania, powiedz, że podczas badań odkryłaś, że krwinki kilku osób reagują w nietypowy sposób i wirus PAZ ich nie atakuje. Tymi osobami będziemy oczywiście my. — wskazał skinieniem na Wiktorię, Maksa i Sebastiana — Powiesz, że dla dobra nauki musimy stąd zostać natychmiast ewakuowani zanim będzie za późno.

              Nie czekając na odpowiedź Wójcik zwrócił się do pozostałych.

              — Na razie tak jak sugerowali Sebastian i Maks proponuję poszukać tego paranoika i sprawdzić co wie.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              1
              • NamiN Niedostępny
                NamiN Niedostępny
                Nami jako Wiktoria Wrońska
                Mecenas
                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                #54

                text alternatywny

                Wiktoria Wrońska

                Wiktoria przez chwilę milczała. Słowa sanitariusza wciąż odbijały się echem w jej głowie, ale jeszcze mocniej utkwiło jej jedno zdanie.
                Zarząd zabunkrował się na górnych piętrach.
                Przez moment patrzyła gdzieś przed siebie, jakby próbowała poukładać wszystkie informacje w jedną całość. Potem powoli odwróciła się w stronę Sebastiana.

                — Przed chwilą wspomniał pan o Zielińskim. Znam go. Pracuje w IT. Rozmawiał ze mną dosłownie chwilę przed rozpoczęciem kwarantanny.

                Przypomniała sobie tamto spotkanie. Wtedy wydawało jej się, że to kolejna rozmowa z pracownikiem, którego lęki znów wzięły górę. Siedział naprzeciw niej, mówił o epidemii, wiadomościach i o tym, że sytuacja wygląda znacznie poważniej, niż wszyscy sądzą. Wysłuchała go, uspokoiła najlepiej jak potrafiła i uznała, że wracają jego stare schematy.
                Dzisiaj pierwszy raz pomyślała, że mogła się mylić. Jeżeli człowiek, którego od miesięcy próbowała uspokajać, miał rację... ilu innych zignorowała wcześniej tylko dlatego, że ich obawy wydawały się nierealne?

                — Jest bardzo inteligentny. I... bardzo ostrożny. Większość ludzi powiedziałaby, że wręcz paranoiczny.

                Uśmiechnęła się blado.

                — Zwykle moją pracą jest odróżnienie realnego zagrożenia od katastroficznych wyobrażeń pracowników. Wczoraj powiedziałabym, że znowu wyobraża sobie najgorszy scenariusz. Dzisiaj... nie jestem już tego taka pewna.

                Na chwilę zamilkła, układając coś w głowie. Jeśli jego obawy wróciły, istnieje spora szansa, że przygotował się na taki scenariusz. Miał tendencję do takich zachowań już w czasach poprzedniej pandemii, teraz był bogatszy o tamte doświadczenia. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że właśnie jego sposób myślenia może okazać się ich największym atutem. Zwykle traktowała paranoiczne przekonania jako coś, co należało łagodzić i pomagać pacjentowi odróżniać od rzeczywistości. Teraz sytuacja wyglądała zupełnie inaczej.

                — Jeżeli od początku zakładał, że sytuacja może wymknąć się spod kontroli, istnieje spora szansa, że przygotował się na to lepiej niż ktokolwiek z nas. Tacy ludzie mają plany awaryjne. A przede wszystkim zakładają, że inni nie uwierzą im, dopóki nie będzie za późno. Wiedzą, gdzie są zapasy, mają kopie danych, znają budynek lepiej niż większość pracowników.

                Na pomysł Maksymiliana zmarszczyła brwi. Wizja zjazdu z takiej wysokości była dla niej absurdalna. Oczywiście w przypadku pana Kruka, pomysł był naprawdę dobry, ale dla reszty osób, bez doświadczenia? Kompletnie tego nie widziała. I nie zamierzała się na to pisać. Odmówiła krótkim gestem dłoni.

                — Rozumiem punkt widzenia, jednak nie widzę tego. Dla pana to codzienność. Dla większości z nas brzmi to jak ekstremalna atrakcja w parku linowym. Bardziej widziałabym wyjście podziemnymi przejściami, parkingiem, przejściami technicznymi, być może jest nawet jakiś korytarz łączący nasz biurowiec z innym. Być może istnieje też wyjście ewakuacyjne, które nie jest obstawione? Nie wykluczam, że dla części z nas będzie to rozsądniejsze rozwiązanie.

                Wiktoria westchnęła. Myśl o rozdzieleniu się napawała ją lekkim lękiem. Nie podobał jej się pomysł ucieczki w ogóle. I też nie wiedziała, czemu Wójcik uważa, że ma takie problemy i nie jest już decyzyjna, przecież Michał przedstawił jej bardzo sensowny i realny pomysł.

                Blondynka znowu zwróciła się do Maksa.

                — A właściwie... dlaczego akurat z dachu? Nie dałoby się z któregoś niższego piętra? Byłoby... zdecydowanie bliżej ziemi.

                Na szczęście punktem pierwszym planu było znalezienie Zielińskiego. Dopiero potem pomyślą o planie ewakuacji… I lepszej opcji ucieczki, niż sporty ekstremalne dla wybranych.

                🥀If I had a flower for every time I thought of you, we could walk in our garden forever.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                1
                • GaranilG Niedostępny
                  GaranilG Niedostępny
                  Garanil jako Mistrz Gry
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                  #55

                  token_1 (5).png token_1 (2).png
                  Alicja, Sebastian

                  Wójcik przez chwilę milczała, jakby zastanawiała się, jak bardzo wszyscy mają przesrane. Sebastian wykorzystał ten moment, żeby wyciągnąć do niej otwartą paczkę fajek, w której znajdowały się zaledwie dwa papierosy.
                  Wzięła jednego. Następnie Sebastian na ich oczach, wyciągnął pełną paczkę, przełożył do tej pustej kolejnego fajka i schował obie.
                  -Stary trick palaczy, podbijający wartość papierosa. Człowieka też.- mruknął.

                  Alicja zapaliła, a następnie pokazowo się skaszlała.
                  -15 lat bez fajek, tylko po to, żeby się wkurwić i zapalić szluga w objętym kwarantanną biurowcu. Gościu któremu przyłożyłam, to Starszy Aspirant, więc technicznie to napaść na młodszego oficera, zdaje się. Darpol jest obstawiony przez około 30 ludzi, z czego uzbrojeni rządowcy to dziesiątka. W większości stoją przed głównymi drzwiami. Ochrona budynku jest traktowana zgodnie z polską praktyką kręcenia filmów, czyli pomysł dobry, średnie wykonanie i beznadziejne zakończenie. Objeżdżają budynek dookoła radiowozem raz na godzinę w dzień, w nocy zdaje się co dwie godziny. Dzisiaj rano ogłosili godzinę policyjną. Zadzwonię, zapytam, spróbuję im wcisnąć ten kit, ale nie wiem jak wyjdzie.- Oznajmiła.

                  Sebastian uśmiechnął się na wzmianki Wiktorii o paranoi Zielińskiego.
                  -Jestem prawie pewien, że zadekował się w jednej mniejszej serwerowni. Jako że moją pracą w tym budynku jest szeroko pojęte unikanie roboty oraz self-wellness, był moment kiedy zgłosiłem się na ochotnika do pomocy, jak chłopaki potrzebowali kogoś kto przyniesie, poda, pozamiata i tak dalej. Widziałem wtedy poluzowane śrubki w szybie wentylacyjnym, to był pokój 375, na trzydziestym siódmym piętrze. Tam jest jeden z mniejszych serwerów obsługujących... w sumie chuj wie jaki istotny element infrastruktury cyfrowej Darpolu. Nie zmienia to jednak faktu, że był on na tyle "mało" istotny, że 40% tej serwerowni służy chłopakom z IT do grania w Dooma, Factorio i Dotę 2 w godzinach pracy pod nosem zarządu. To chodźmy, samo się nie zrobi. -


                  Tak więc rozdzielili się. Wójcik wróciła do szpitala polowego, żeby podjąć próbę sprzedania historyjki Michała komuś wyżej, natomiast Sebastian, Michał, Maksymilian I Wiktoria, ruszyli na 37 piętro do serwerowni. Wspinaczka po schodach ciągnęła się w nieskończoność, a monotonia klatki schodowej i wejścia na piętra, różniące się li tylko numerem, bo przecież nie wyglądem, w zunifikowanym korpo-piekle, czyniła nieodwracalne szkody psychiczne z każdym kolejnym piętrem. Co jakiś czas mijali papierowe kubki, puszki po napojach czy wręcz słoiki, które, wypełnione wodą - służyły jako prowizoryczne popielniczki. Zanik pracy w budynku spowodował też częściowo zanik obyczaju palenia w wyznaczonych do tego miejscach. Michał i Wiktoria mieli pecha przewrócić to jednej takiej kiepownicy. A po 24 godzinach marynowania, właściwie każda wypełniona już była cudownym rosołkiem z popiołu, niedopałków i filtrów.

                  Wreszcie dotarli na 37 piętro i Sebastian zaprowadził ich do właściwych drzwi. Wiktoria natychmiast zauważyła, że coś jest nie tak - drzwi zostały pomalowane na modłę standardowych szaych drzwi gabinetowych, jakich wiele wtym budynku, ale nie były one wykonane z paździerzu, a z metalu. Co więcej, miały charakterystyczne wgłębienie na wysokości oczu, co świadczyło o zamontowaniu wziernika, zwanego też "okienkiem poglądowym". Nie był to niewielki, dyskretny Judasz,ale staromodna dziura w drzwiach, z zasuwą, pozwalająca w kontrolowany sposób zobaczyć co jest za drzwiami, bez ich otwierania. Oczywiście otwór był zbyt mały, żeby wsunąć weń dłoń, ale kartka papieru, cienka teczka lub pendrive, już by przeszły.

                  Sebastian bez ceregieli przywalił w drzwi kilkukrotnie.
                  -Zielu?! Seba! Otwieraj! Sprawa jest!

                  Judasz lekko się uchylił, aby po chwili otworzyć się całkowicie, ukazując oczy, sprawiające wrażenie zmęczonych życiem.

                  token_1 (7).png
                  Michał Zieliński

                  -Czego? Jestem ciut zajęty, gramy na multi w Factorio, dopóki nam prądu nie odłączą i wszystko nie jebnie. Gadaj co masz powiedzieć i spadaj, jestem zajęty. Fabryka musi rosnąć.-
                  Otwarcie wziernika pozwoliło im usłyszeć dobiegającą ze środka muzykę, co świadczyło, że drzwi były również dźwiękoszczelne. Był to jakiś trudny do określenia rodzaj bluesu, z angielskim tekstem, prawdopodobnie nawiązującym do tego w co Zieliński grał.

                  Aby wyrosły nam skrzydła, każdego dnia musimy rzucać się w przepaść.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  1
                  • Arthur FleckA Niedostępny
                    Arthur FleckA Niedostępny
                    Arthur Fleck jako Michał Owczarek
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                    #56

                    text alternatywny

                    Michał Owczarek

                    Mógł zostać na dole. Mógł zostać na dole, wywalić kopniakiem wejściowe drzwi i wybiec prosto pod lufy gliniarzy. Wszystko było lepsze niż wchodzenie po schodach na trzydzieste siódme piętro. Choć drzwi i tak nie wywaliłby kopniakiem bo były obrotowe. Kurwa. Teraz stał oparty o ścianę, próbując złapać oddech. Z płuc została papka, mięśnie ud paliły żywym ogniem i wcale by się nie obraził gdyby ktoś mu teraz amputował nogi. Jeśli jutro się obudzi bez zakwasów to będzie większy cud niż krwawiąca hostia w Sokółce.

                    Skupiony na sobie dopiero po chwili zarejestrował, że stoją pod jakimiś drzwiami. Po drodze nasłuchał się opowieści o tym całym Zielińskim i miał już wyrobione zdanie. Dorosły mężczyzna, który gra w gry komputerowe był w jego hierarchii tylko trochę wyżej niż typów, którzy nie potrafią wymienić koła w aucie i siedzą w Starbucksie z laptopem, chuj wie po co. Wyglądało na to, że ich przyszły lub niedoszły wybawca zamknął się z kolegami w serwerowni żeby grać w gry. W Factorio, cokolwiek to znaczy.

                    Ja pierdolę - pomyślał - Trzydzieści siedem pięter. Oby było warto.

                    Nie zamierzał przeszkadzać w negocjacjach z paranoikiem. Wiedział już, że czasem dla własnego dobra lepiej zamknąć gębę. Niech inni się produkują. On poczeka.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    2
                    • NamiN Niedostępny
                      NamiN Niedostępny
                      Nami jako Wiktoria Wrońska
                      Mecenas
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                      #57

                      text alternatywny

                      Wiktoria Wrońska

                      ꧁ 🎶 ꧂

                      "If you're going through hell..."
                      at least wear comfortable shoes.

                      Blondynka wiedziała, że to będzie jedno z gorszych doświadczeń dzisiejszego dnia, gdy tylko usłyszała “trzydzieste siódme piętro”. Od tej chwili liczba trzydzieści siedem miała już zawsze kojarzyć jej się z bólem nóg i przeklinaniem architektów biurowców.
                      Załamała ręce, bo dopiero co założyła buty, a już musiała je zdjąć. Co to za katorga. Obuwie kobiece, piękne, z klasą. Po ich założeniu ludzie patrzyli na ciebie inaczej. Pewniej. Profesjonalniej. Jakby kilka dodatkowych centymetrów automatycznie oznaczało kompetencje. Teraz były tylko źródłem bólu. Bezużyteczne i niewygodne, doprowadzające co najwyżej do odcisków i otarć. Niemniej jednak, innych nie miała.

                      Samą podróż nazwałaby drogą do piekła. Co chwilę spoglądała na pozostałych, szukając potwierdzenia, że nie tylko ona ma ochotę rzucić się z powrotem na parter. Siedem pięter poszło dość łatwo, ale to nawet nie była połowa. Potem zaczęły boleć uda, oddech stawał się cięższy, twarz zalała fala gorąca. Wiedziała, że jest czerwona jak burak, tym bardziej, że główny palacz sam wyglądał, jakby miał wyzionąć ducha. Miała nadzieję, że żadne z nich nie padnie z niedotlenienia, zmęczenia lub innej przyczyny. Mimo iż mieli przy sobie ratownika medycznego, ten też nie wyglądał świeżo i żywo. Wiktoria co jakiś czas robiła sobie krótkie przerwy, na oddech, aby usiąść, a na jednym piętrze nawet poszła przemyć twarz chłodną wodą i napić się wody. Zastanawiała się czy na pewno warto tak się wdrapywać, a potem co, mieliby schodzić? To już może naprawdę lepiej wejść na dach i zjechać liną, będzie bliżej. Poza tym była tak wymęczona, że chyba by nawet nie poczuła emocji tej ekstremalnej próby ucieczki.

                      Kobieta łapała oddech szybko i głośno. Nie umiała nawet tego powstrzymać, ale widziała, że inny mieli podobnie. Wszyscy czerwoni, spoceni i pozbawieni oddechu, dotarli na “piętro paranoika”. Zanim Sebastian zapukał, Wiktoria zatrzymała na moment wzrok na drzwiach. Wyglądały jak każde inne w budynku, ale tylko z daleka. Metal zamiast płyty, cięższa konstrukcja i charakterystyczny wizjer zdradzały, że pomieszczenie projektowano z myślą o bezpieczeństwie. Takie drzwi bardziej pasowały do bankowego skarbca niż niewielkiej serwerowni.

                      Kiedy Sebastian zapukał, Wiktoria zaczęła mieć wątpliwości. Co jeśli cała ta wspinaczka pójdzie na nic? Być może Zieliński zamknął się i ma zamiar spędzić tam resztę swojego życia, a nie dzielić się z innymi przygotowanym planem? Z drugiej strony, może uda jej się go przekonać, aby chociaż pochwalił się swoim pomysłem na przetrwanie, planem B, który miał na taką okazję.
                      Kobieta przez chwilę przyglądała się jedynie jego oczom widocznym we wzierniku. Nie wyglądał na spanikowanego. Wręcz przeciwnie. Sprawiał wrażenie człowieka, który od dawna spodziewał się takiego rozwoju wydarzeń i zdążył już pogodzić się z nową rzeczywistością.

                      Jeszcze kilka dni temu uznałaby to za kolejny epizod jego katastroficznego myślenia. Dzisiaj pierwszy raz miała ochotę go za to przeprosić.
                      — Dzień dobry, panie Zieliński. Mam wrażenie, że jest pan jedyną osobą w tym budynku, której ten dzień nie zaskoczył.

                      Jej głos był spokojny. Spojrzała na oczy kryjące się za wizjerem.

                      — I chyba jestem panu winna przeprosiny. Przyszłam tutaj przekonywać pana, że świat jeszcze się nie kończy. Wygląda na to, że tym razem trafniej ocenił pan sytuację niż większość z nas.

                      Odczekała chwilę, aby zobaczyć reakcję. Musiała wiedzieć, czy to, co mówi, do niego trafia. Nie chciała go krytykować, nie miała zamiaru teraz tłumaczyć, że na co dzień jego zachowania są przesadne, ale “poszczęściło mu się”, bo jednak jest ta oczekiwana epidemia.

                      — Potrzebujemy pańskiej wiedzy. Nie chcę pana wyciągać stamtąd na siłę. Chcę tylko zrozumieć, co pan przygotował. Sebastian powiedział nam, że od dawna interesował się pan planami awaryjnymi budynku. Jeżeli naprawdę myślał pan o takim scenariuszu… to prawdopodobnie wie pan o tym miejscu więcej niż ktokolwiek z nas. Chcielibyśmy się stąd wydostać. W tej chwili chyba nikt z nas nie zna tego budynku lepiej od pana. Nie chcemy zgadywać, skoro możemy zapytać człowieka, który od dawna zakładał taki scenariusz. Gdyby uznał pan, że opuszczenie Darpolu jest najlepszym rozwiązaniem... jakie możliwości brałby pan pod uwagę?

                      Zamilkła. Dała mu szansę i czas na odpowiedź. Miała nadzieję, że ją otrzymają.

                      🥀If I had a flower for every time I thought of you, we could walk in our garden forever.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      🆒
                      2
                      • MilobM Niedostępny
                        MilobM Niedostępny
                        Milob jako Maksymilian Kruk
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                        #58

                        Maksymilian „Maks” Kruk

                        token_1.png

                        Wspinaczka betonową klatką schodową była monotonną torturą. Maksymilian, przyzwyczajony do wielogodzinnego wiszenia w uprzęży i ciężkiej pracy na wysokościach, miał żelazną kondycję, ale pokonanie blisko ośmiuset stopni w dusznym, odciętym od wentylacji szybie potrafiło zmielić mięśnie. Powietrze gęstniało z każdym piętrem, śmierdząc kurzem, zaschniętym potem i tymi ohydnymi, rozmokłymi w wodzie niedopałkami, które zalegały w kątach. Maks szedł równym, wyuczonym tempem, oszczędzając siły, podczas gdy reszta grupy dosłownie rozpadała się na jego oczach – rzężący z braku tlenu medyk, wypluwający płuca palacz i HR-ówa, która w akcie desperacji pokonywała betonowe stopnie boso.

                        Teraz, gdy wreszcie dotarli pod właściwe drzwi, Maks wykorzystał moment, w którym Wiktoria włączyła swój wyuczony, dyplomatyczny ton, by zrzucić z siebie zmęczenie i ostatecznie wyrównać oddech. Zignorował gładkie słowa płynące z jej ust i skupił się na tym, co umiał najlepiej – na chłodnej ocenie fizycznej przeszkody.

                        Omiatał wzrokiem futrynę, analizując strukturę drzwi. Szukał słabych punktów, odsłoniętych zawiasów czy luzów w zamku, ale szybko ocenił, że sforsowanie tej puszki jego stalowym łomem bez zrobienia potwornego hałasu graniczyło z cudem. Drzwi były pancerne i osadzone wzorowo, istny bunkier w środku biurowca. Skoro wejście siłowe odpadało, musiał kontrolować jedyny słaby punkt tej konstrukcji.

                        Bezszelestnie przysunął się do ściany, stając tuż z boku, na granicy pola widzenia Judasza. Płynnym, wyuczonym ruchem odpiął pałkę od pasa. Zważył ją w dłoni, gotowy w ułamku sekundy wsunąć płaską końcówkę w szczelinę i zablokować metalową zasuwkę, gdyby paranoiczny informatyk nagle postanowił uciąć negocjacje i zatrzasnąć im to okno na świat. Przez chwilę kalkulował nawet, pod jakim kątem musiałby wsunąć dłoń, by w razie odmowy chwycić faceta za ubranie i unieruchomić go przy wizjerze, ale otwór był na to zdecydowanie za mały. Chociaż może....

                        Maks nie odezwał się ani słowem. Zacisnął palce na rękojeści narzędzia, wtopił się w półmrok korytarza i z napiętymi mięśniami czekał na reakcję Zielińskiego. Pozwolił Wiktorii grać jej kartami, samemu pozostając w gotowości. W końcu to on tutaj będzię musiał odgrywać tego złego policjanta

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        2

                        Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

                        Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

                        Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

                        Zarejestruj się Zaloguj się
                        Odpowiedz
                        • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                        Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                        • Najpierw najstarsze
                        • Najpierw najnowsze
                        • Najwięcej głosów


                        • Zaloguj się

                        • Nie masz konta? Zarejestruj się

                        • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                        Powered by NodeBB Contributors
                        • Pierwszy post
                          Ostatni post
                        0
                        • Kategorie
                        • Ostatnie
                        • Tagi
                        • Popularne
                        • Świat
                        • Użytkownicy
                        • Grupy
                        • Strona startowa