Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Sesje future
  3. Rozgrywka
  4. Krzyk Pustki
Krzyk Pustki [18+]
KetharianK
Ketharian jako
Alien
Mistrz Gry
ReRebirthR
ReRebirth jako
Joshua Gleeson
BeetleB
Beetle jako
Marcus Holt
MaReenkM
MaReenk jako
Nadia Volkov
MarrrtM
Marrrt jako
Caleb Hannigan
GreKG
GreK jako
Siergiej Kalashnikov
PiołunP
Piołun jako
Elias Crowe
CyganC
Cygan jako
William Biscuit
Macabra78M
Macabra78 jako
Adam Nexus Mk 7
Davy KneeD
Davy Knee jako
Davy O'Collan
Arthur FleckA
Arthur Fleck jako
Delilah le Fey

Krzyk Pustki

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
77 Posty 11 Uczestników 1.2k Wyświetlenia 4 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • Macabra78M Niedostępny
    Macabra78M Niedostępny
    Macabra78 jako Adam Nexus Mk 7
    napisał(a) ostatnio edytowany przez
    #34

    Adam odłączył się od grupy bez słowa. W chwili, gdy decyzja o przechwyceniu kapsuły ratunkowej zapadła na mostku, jego priorytety zostały automatycznie zaktualizowane.
    Ratownictwo.
    Diagnostyka.
    Izolacja zagrożeń.
    Metalowe korytarze statku mijały go w jednostajnym rytmie, gdy kierował się do ambulatorium. Nie spieszył się, lecz mimo to dotarł na miejsce szybciej, niż większość członków załogi zdołałaby pokonać ten sam dystans.
    Po wejściu aktywował kolejne procedury przygotowawcze.
    Na mobilny wózek medyczny trafiły zestawy pierwszej pomocy urazowej, automatyczne iniektory, środki przeciwbólowe, preparaty stabilizujące funkcje życiowe oraz przenośny skaner diagnostyczny. Obok nich umieścił pakiety transfuzyjne, respiratory awaryjne i zestawy chirurgiczne przeznaczone do działań w warunkach polowych.
    Następnie przeszedł do wyposażenia dekontaminacyjnego.
    Hermetyczne maski.
    Przenośny analizator skażeń.
    Zestawy dekontaminacyjne.
    Jednorazowe osłony biologiczne.
    Przenośne dawkomierze i środki przeciwradiacyjne.
    Każdy element został sprawdzony dwukrotnie pod kątem sprawności oraz poziomu zapasów.
    Kapsuła nadająca sygnał SOS mogła zawierać rannych.
    Mogła zawierać osoby napromieniowane.
    Mogła zawierać coś znacznie gorszego.
    Procedury wymagały przygotowania na każdą możliwość.
    Gdy zakończył kompletowanie wyposażenia, przesłał krótki komunikat do mostka.
    — Zestawy medyczne, ratownicze i dekontaminacyjne przygotowane. Jestem gotów do przyjęcia rozbitków.
    Po chwili opuścił ambulatorium, ciągnąc za sobą mobilny wózek wyposażony we wszystko, czego mogła wymagać sytuacja kryzysowa.
    W pobliżu śluzy zatrzymał się i zajął pozycję przy stanowisku medycznym. Wózek ustawił tak, aby zapewnić natychmiastowy dostęp do sprzętu po otwarciu włazu.
    Potem po prostu czekał.
    Nieruchomy.
    Spokojny.
    Gotowy na spotkanie z tym, co przybywało do nich z ciemności między gwiazdami.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    🌠
    4
    • PiołunP Niedostępny
      PiołunP Niedostępny
      Piołun jako Elias Crowe
      napisał(a) ostatnio edytowany przez Piołun
      #35

      Elias siedział przy stole z kubkiem kawy w dłoniach, o ile dało się to nazwać kawą. Miał zniesmaczoną minę, jakby ta „przemysłowa ciecz” ledwo przechodziła mu przez gardło. Automat pokładowy Kardashiana wyprodukował coś czarnego, gorzkiego i rozwodnionego. Kofeinową abominację. No cóż, abominacja czy nie, będzie musiała wystarczyć. Po takim czasie w lodówce taka lura i tak była lepsza od tego świństwa, którym zalewali ich w hypersnie. Ostrożnie uniósł kubek do ust, powąchał, skrzywił się i dolał do środka odrobinę z piersiówki, zasłaniając naczynie ręką dla niepoznaki, mając nadzieję, że nikt nie zwrócił na to uwagi. Jakaś jego cząstka wiedziała jednak, że wszyscy wiedzą, tylko po prostu mają to w dupie albo postanowili mu odpuścić z racji wieku i jego wszczepów.
      – Teraz przynajmniej ma jakieś właściwości odkażające – mruknął bardziej do siebie niż do Nadii czy Joshuy.

      Wciąż czuł pod skórą resztki hypersnu. Mięśnie były miękkie, gardło drapało, a syntezator w krtani czasem łapał drobne zakłócenie, zostawiając w jego głosie metaliczny pogłos. Oddychał już równiej, ale nie ufał temu. Własnym płucom ufał mniej więcej tak samo jak raportom kwartalnym korporacji. Z konieczności. Nigdy z przekonania.

      Kiedy Hannigan wszedł do mesy razem z O’Collanem i Kalashnikovem, Crowe podniósł wzrok znad kubka. Nie trzeba było być geniuszem, żeby wiedzieć, jak się sprawy mają. Kapitan wyglądał jak dyplomata szykujący się do przekazania kurewsko kiepskich wieści. Davy standardowo emanował energią, której Elias nie rozumiał, a Siergiej wyglądał jak Siergiej. Rosjanie byli przyzwyczajeni do faktu, że zawsze coś może się spierdolić i niespecjalnie wpływało to na ich osobę.

      Elias nie odezwał się. Pił kawę małymi łykami i słuchał, wyławiając najważniejsze fakty. Sygnał SOS był autentyczny. Chodziło o kapsułę ratunkową. Jednostką był USS Bleinert, którego nazwa nic mu nie mówiła. Brak odpowiedzi. A to oznaczało, że za około cztery godziny będą po ręce w gównie. Świetnie. Westchnął przez nos. A więc jednak. Nie awaria wewnętrzna, nie fałszywe przebudzenie. Ktoś tam, w pustce kosmosu, miał problem i był to ten najgorszy rodzaj problemu, bo prawo, procedury oraz resztki ludzkiej przyzwoitości, które chcąc nie chcąc jeszcze posiadał, natychmiast robiły z niego problem wspólny. Jego problem.

      Na wzmiankę o napromieniowanej chmurze gruzu, pyłu i gazu za zaopatrzeniowcem Crowe uniósł głowę odrobinę wyżej. W jego twarzy nie pojawił się entuzjazm. Raczej coś gorszego. Zainteresowanie specjalisty. Kiedy kapitan zwrócił się do niego bezpośrednio, odstawił kubek.
      – Przyjąłem, kapitanie – powiedział zachrypniętym, nierównym głosem. – Moduł górniczy, spektroskopy wydobywcze. Skład gazów, pyłów, izotopy, rozrzut, temperatura resztkowa – wymienił na głos, by lepiej to sobie utrwalić. Taką miał metodę. Było nie było, był staruszkiem i trzeba było używać sztuczek mnemonicznych, żeby nie wypaść blado przy reszcie ekipy.
      – Sprawdzę, czy to wygląda na zderzenie, eksplozję, awarię reaktora, czy chodzi o jakieś inne gówno.

      Przez chwilę bębnił palcami po kubku. Potem zerknął w stronę Delilah, kiedy ta zaczęła mówić o polisie, promieniowaniu i odpowiedzialności. Nie był fanem jej stylu wysławiania się. Ogólnie nie lubił ludzi z korporacji, ale coś w tej całej gadce o promieniowaniu miało sens. W końcu siołom radiacyjnym nie robiło różnicy, kto jest kim. Równo rozdawały chorobę popromienną między korporacyjną księżniczkę, kapitana, pilota i starego, zdezelowanego toksykologa z piersiówką w kieszeni.
      – Pani le Fey ma rację co do jednego – odezwał się po chwili, nie podnosząc głosu. – Nie chciałbym dodawać do listy moich drinków koktajli antyradiacyjnych. Są trochę zbyt mdłe jak na mój gust i źle mieszają się z alkoholem. – pozwolił sobie na żart.
      – W raporcie końcowym ocenię skalę ryzyka.

      Spojrzał jeszcze krótko na Holta, kiedy ochroniarz zaczął mówić o broni i niepewnych elementach. Elias nie miał w tej kwestii nic do skomentowania. Każdy miał na tym statku jakąś rolę, a pewność siebie, tak ważna, kiedy leci się przez pustkę w wielkiej metalowej skrzyni, wymagała wiary w coś istotnego, najczęściej związanego właśnie z tą rolą. On sam wierzył w swoją zdrową paranoję i sprawdzanie odczytów, toteż zazwyczaj milczał, gdy inni prawili o tym, co jest najważniejsze.

      Wzdrygnął się, kiedy Chaplin wskoczył na stół. Kot miał minę, jakby był właścicielem statku, który tylko chwilowo toleruje obecność personelu. Elias spojrzał na niego nieprzychylnie, kiedy ten przeszedł obok jego kubka i prawie strącił ogonem jego lurę. Może to była tylko kawowa abominacja, ale to była jego kawowa abominacja, no i wlał do niej trochę swojego specyfiku, który nie mógł się przecież zmarnować.
      – Sio, futrzasty demonie – mruknął. – Idź drażnić innych poważnych naukowców.
      Kot oczywiście nie odpowiedział, co w innych warunkach czyniłoby go jednym z bardziej pożądanych rozmówców w mesie.

      Po odprawie Crowe podniósł się powoli. Coś strzyknęło mu w kolanie, coś zapiekło w płucach. Jego ciało od dawna było jak źle poskładana maszyneria, w której zapalała się jedna czerwona kontrolka po drugiej. Ile jeszcze da radę tak latać? Chyba czas pomyśleć o jakiejś emeryturze. Zignorował ból i pociągnął łyk kawy z prądem. Miał swoje lekarstwo, a teraz naprawdę nie było czasu na negocjacje z własnym ciałem. Kiedy dotrą do celu, zadba o zdrowie. Zabrał kubek, wsunął do kieszeni mały analizator, poprawił kołnierz kitla i ruszył w stronę wyjścia.

      ***

      Korytarze Kardashiana były już żywsze niż zaraz po wybudzeniu. Wentylatory pracowały równiej, światła przeszły w standardowy tryb, a z głębi kadłuba dochodził niski pomruk dobrze działających systemów. Elias szedł wolno, ale bez wahania. W jednej dłoni trzymał kubek z kawą, drugą przesuwał czasem po ścianie, jakby czytał statek przez drgania poszycia. Ludzie na starej Ziemi chodzili tak czasem wśród żywopłotów, gładząc liście. Może był to jakiś odruch zakodowany w pamięci komórek?

      Kabina modułu górniczego przywitała go chłodem i zapachem starego smaru. Rzędy paneli diagnostycznych, stanowiska analizy próbek, konsole spektroskopów i górniczych skanerów składu zajmowały większość pomieszczenia. Normalnie ten sprzęt służył do odróżniania rudy od bezwartościowej kosmicznej skały. Dzisiaj miał być lupą detektywa i pomóc im zrozumieć, co się stało. Crowe usiadł przy głównej konsoli, przetarł rękawem ekran i stuknął palcem w panel aktywacyjny.
      – Opiekunie – powiedział. – Przekieruj na stanowisko górnicze pełny pakiet sensorów dotyczący napromieniowanej chmury za USS Bleinert. Najpierw surowe dane. Jak będę chciał, żebyś coś podsumował, powiem ci.
      To była ważna dyrektywa, którą zazwyczaj kończył każde zdanie, gdy współpracował z komputerem. W przeciwnym wypadku ten podawał mu wszystko na srebrnej tacy, robiąc z niego idiotę.

      text alternatywny

      Konsola zamrugała.
      – Chcę widmo gazów, pyłu, metali, izotopów, promieniowanie, wektory rozrzutu, temperaturę resztkową i wszystko, co da się wyciągnąć z Fermi, Chandry oraz spektroskopów wydobywczych. Osobno stabilne pierwiastki, osobno produkty rozpadu, osobno związki organiczne, jeśli cokolwiek takiego jeszcze tam pływa.
      Przez moment obracał w palcach dymogryza. Nie zapalił. Jeszcze nie. Wsunął go tylko między zęby i w skupieniu mielił wargami końcówkę.
      – Drugi zakres to kapsuła ratunkowa. Pełny skan powierzchni, gęstości, śladów chemicznych i termicznych, kiedy tylko wejdzie w sensowną rozdzielczość. Interesują mnie materiały wybuchowe, paliwa, utleniacze, aerozole, nieszczelności, skażenia, anomalie masy i wszystko, co nie pasuje do standardowego modelu puszeczki, która nam tam lata.

      Kiedy skończył wydawać szereg komend, oparł łokcie o blat i nachylił się nad konsolą. Pierwsze linie danych zaczęły pełznąć po ekranie. Odpalił fajkę i patrzył na ciągi znaków mrugające zielonkawym światłem. Wypuścił małą mgiełkę dymu, która zaraz została wessana przez systemy wentylacyjne. Pociągnął łyk kawy, skrzywił się i odstawił kubek obok panelu.
      – No dobra – mruknął. – Pokaż, co tam masz, kotku.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      ♥ 🌠 ☢
      5
      • ReRebirthR Niedostępny
        ReRebirthR Niedostępny
        ReRebirth jako Joshua Gleeson
        napisał(a) ostatnio edytowany przez ReRebirth
        #36

        Joshua Gleeson, Hangar - 15.08.2183

        W mesie rozeszły się echa kapitańskiej odprawy. Załoga sprawnie zaczęła rozchodzić się na swoje stanowiska. Kiedy z ust Hannigana padło „Panie Gleeson”, Joshua odetchnął z cichą ulgą. Miał zadanie. Nie był tym zbędnym pasażerem, na którego kapitan rzucił obojętnym wzrokiem (swoją drogą, wciąż zastanawiało go, dlaczego kapitan patrzył w stronę tamtego chłopaka z taką niechęcią). Dostał przydział w hangarze, co oznaczało, że mógł zaszyć się w plątaninie sprzętu i uniknąć konieczności prowadzenia niezręcznych rozmów czy integrowania się z resztą załogi.

        ​W drodze do sekcji śluz sięgnął do kieszeni kombinezonu po swojego wysłużonego walkmana. Wcisnął słuchawki głęboko do uszu, z cichym trzaskiem wciskając przycisk „Play”. Charakterystyczny rytm perkusji i ostry, narastający riff gitary z "Money for Nothing" Dire Straits uderzyły w jego bębenki. Z tym dudniącym w skroniach, surowym brzmieniem ruszył do pracy.

        Walkman

        ​W hangarze metodycznie zabrał się za stację kombinezonów. Przeliczył skafandry, sprawdził przepustowość filtrów i przetestował mierniki promieniowania. Wybrał ten najpewniej działający licznik i szybkim krokiem zaniósł go na mostek. Wręczył go Kalashnikovowi niemal bez słowa, byle tylko jak najszybciej uciec z centrum dowodzenia i wrócić do swojej samotni. Na miejscu przygotował ramiona chwytne i zsynchronizował mechanizmy dokujące na wypadek awaryjnego przechwycenia kapsuły. Wszystko poszło mu zbyt szybko. Mając kłopoty z socjalizacją i nie chcąc bezczynnie siedzieć w strefie mieszkalnej, postanowił samowolnie przedłużyć sobie robotę. Podpiął terminal serwisowy pod panele komunikacyjne bocznych śluz.
        ​Grzebał w kablach dobrych kilkadziesiąt minut, izolując się od stresującej rzeczywistości. Gdy w końcu uznał, że przeciągnął sprawę do granic przyzwoitości, ściszył muzykę i włączył swój przenośny interkom.

        ​— Volkov, tu Joshua — zaczął, wpatrując się w ciągi danych na małym wyświetlaczu. — Przepiąłem się przez zapasowe moduły przy śluzach. Powiem ci, że sprzęt tutaj pamięta chyba pierwszą wojnę korporacyjną. Stary jak świat, ale o dziwo jest w pełni sprawny. Transmisja przekaźników czysta.
        ​Zaraz potem, zawahawszy się na ułamek sekundy, zmienił częstotliwość na otwarty kanał mostka, odchrząkując, by brzmieć jak profesjonalista.

        — Kapitanie Hannigan. Zgłasza się inżynier pokładowy Gleeson, prosto z hangaru. Sprzęt ratunkowy policzony i gotowy do użycia, miernik przekazałem panu Kalashnikovowi zgodnie z rozkazem. Hangar przygotowany na ewentualne awaryjne przechwycenie. Przy okazji... sprawdziłem wrota. Ogólnie działają, ale jedna ze śluz bocznych, numer cztery, ma lekkie opóźnienie na serwomotorach zewnętrznych. Jakieś dwie sekundy laga przy otwieraniu. Daję znać, gdyby miało to znaczenie przy manewrach dokowania.

        ​Wyłączył urządzenie. Zrobił, co do niego należało. Nie miał już absolutnie żadnej wymówki, musiał wracać. Po drodze natknął się na Adama. Joshua ściągnął słuchawki, z których wciąż cicho dobiegał głos Marka Knopflera. Stres, który usilnie próbował zdusić pracą fizyczną, znowu wypłynął na powierzchnię. Zawsze uważał syntetyki za wdzięcznych słuchaczy, którzy nie oceniali i nie wyciągali pochopnych wniosków.

        ​— Adam? Zaczekaj... — zagaił niepewnie, nerwowo obracając w dłoniach kasetę magnetofonową. — Słuchaj... To jest u was normalna procedura? W sensie, rozumiem prawo kosmiczne, ale... przecież to okręt floty Zjednoczonych Ameryk. Wojskowy zaopatrzeniowiec, który milczy, z chmurą napromieniowanego gruzu na ogonie. A co jeśli tam doszło do bitwy?

        ​Przełknął ślinę, czując, jak znowu zasycha mu w gardle.

        ​— Co, jeśli ktoś, kto ich tak załatwił, wciąż tam gdzieś krąży, a my po prostu wystawiamy się na tacy? Jesteśmy pieprzonym, powolnym kombajnem górniczym, a nie okrętem wojennym. Serio musimy ryzykować i ratować każdą zbłąkaną puszkę? — Pokręcił głową ze skrajnym niezadowoleniem, wpatrując się w parujący bulion. — Wpuszczanie na pokład ocalałego żołnierza z rozbitego statku to proszenie się o kłopoty. Nie po to... — Gleeson zawahał się na moment - Nie po to zaciągnąłem się na tę łajbę, żeby pakować się w... No wiesz - dodał półszeptem - Wojskowe gówno.

        Kantyna - 15.08.2183

        ​Gdy w końcu dotarł do kantyny, pomieszczenie tętniło powolnym życiemi, co przyjął z lekkim lękiem. Ale przynajmniej nigdzie nie było widać tego upiornego kocura Hannigana. Usiadł w najciemniejszym kącie, podciągnął kolana niemal pod brodę, by zająć jak najmniej przestrzeni, i wklepał w panel zamówień lekki, syntetyczny bulion drobiowo-podobny z odżywek klasy C. Jego żołądek wciąż boleśnie przypominał o brutalnym wybudzeniu. Zamierzał to na tą chwilę przeczekać.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        6
        • MarrrtM Niedostępny
          MarrrtM Niedostępny
          Marrrt jako Caleb Hannigan
          napisał(a) ostatnio edytowany przez
          #37

          Wysłuchał wszystkich uwag i odpowiedzi bez słowa czekając aż każdy się wypowie. Wyraz jego twarzy niemal nie drgnął poza momentem na początku gdy odezwała się korpoagentka. I w taki sposób jakby łyknął omyłkowo zamiast kawy, popłuczyny, które stary kantynowy ekspres co jakiś czas zwykł z siebie wypluwać. Skinął jednak głową Delili, która postarała się by nie mógł jej ignorować. W końcu gdy już nikt nie miał niczego do dodania ponownie się odezwał.

          - Pani Volkov słusznie zauważyła, że mówię nieśpiesznie i może trochę zbyt wyraźnie - powiedział pozwalając sobie na nieznaczny uśmiech zrozumienia żartu jednym tylko kącikiem ust - Ma to na celu abyśmy wszyscy zrozumieli powagę sytuacji. Za nieuzasadnione nieudzielenie pomocy, lub odmowę wykonania rozkazów z udzieleniem pomocy związanych, kodeks prawa kosmicznego przewiduje do trzech lat pozbawienia wolności - powiedział pozornie do korpoagentki Le Fey, bo patrząc jej w oczy, ale w sposób dedykowany przede wszystkim do pasażerów i załogi, którym jej celowe jątrzenie mogło w sposób druzgocący namieszać w głowach - Ponadto i co istotniejsze skazanym odebrane zostaną wszystkie licencje i certyfikaty do pracy w sektorze kosmicznym. Każdy kto będzie się chciał odwołać, będzie musiał stanąć samemu przeciw prawnikom marynarki. Bo Kelland nie odpowiada karnie za nasze działania. Jest ubezpieczona. - po czym dodał już niby grzecznie, ale w tonie wyraźnie pouczającym - Psze pani.

          I tak jak Delilah sprytnie sporo gróźb zostawiła w niedomówieniu, tak i on nie musiał dodawać co czeka załogantów bez papierów do wykonywania jedynej roboty na jakiej się znali. Praca górnika w koloniach korporacyjnych. Bo chyba nikt się nie łudził, że prawnicza machina Kellanda stanie w ich obronie. A górnikom nie przysługuje medyczny android pokroju Adama, a czasem nawet środki antyradiacyjne.

          Spojrzał następnie na konwojenta, który w jego mniemaniu zareagował zbyt ostro. Kapitan uznał jednak, że taka wojskowa przeciwwaga do wykonywania procedury, przyda się załodze i bardziej przemówi do obowiązkowości niż mglista wizja konsekwencji za niedopełnienie obowiązków. Poza tym Holt był zatrudniony przez Kelland. A to było bardzo wygodne na statku gdzie Caleb był kapitanem.

          - Dziękuję za sugestię Panie Holt. Jest cenna. Panie Crowe proszę się pochylić nad tym co mogą nam powiedzieć sensory o kapsule. Co do samej kapsuły. To jednoosobowy model. Nie ma mowy o grupie spanikowanych ludzi. A z jednym sobie poradzimy. - myślał przez chwilę bębniąc palcami po stole kantyny po czym dokończył - Przyjmujemy kapsułę śluzą boczną. Ostatecznie. Hangar to plan awaryjny. A teraz, koniec odprawy. Proszę przejąć swoją baby Panie O’Collan. Za chwilę dołączę na mostku… czy on śpi?

          Na koniec kapitańskie spojrzenie utkwiło z niedowierzaniem na skulonym w kącie młodym naukowcu, który w poniekąd zrozumiały sposób po wybudzeniu z kriosnu zdawał się drzemać. Caleb pokręcił głową i rzucił w przestrzeń nad stołem - Niech go ktoś obudzi.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          ♥
          5
          • Arthur FleckA Niedostępny
            Arthur FleckA Niedostępny
            Arthur Fleck jako Delilah le Fey
            napisał(a) ostatnio edytowany przez Arthur Fleck
            #38

            Delilah le Fey

            Delilah prychnęła pod nosem. Komu jak komu ale jej nie trzeba recytować kodeksów. Zachowała jednak tę uwagę dla siebie. Wiedziała, że cokolwiek powie decyzja została już podjęta. Spotkanie się jeszcze nie skończyło a załoga już się rwała by aportować blaszaną trumnę niczym stado posłusznych kundli. A czy Hannigan rzeczywiście zamierzał kurczowo trzymać się przepisów czy jednak zwietrzył interes nie miało większego znaczenia. Im dłużej marnowali czas na retoryczne przepychanki, tym bardziej oddalał się jej kontrakt na Borodino.

            -W takim razie proszę wpisać do dziennika pokładowego mój kategoryczny protest -oznajmiła z lodowatym uśmiechem. - Jeżeli to pospolite ruszenie skończy się stratami w ludziach lub uszkodzeniem statku, pańscy przełożeni dostaną ode mnie wyczerpujący raport.

            Uniosła brodę i odwróciła się na pięcie, nie czekając na jego reakcję.

            -Zaczekam w swojej kajucie. Proszę mnie zawiadomić, gdy będzie już po wszystkim. - dodała po czym ruszyła w kierunku wyjścia.

            Kiedy kot spróbował otrzeć się o jej kostkę, z obrzydzeniem odepchnęła zwierzę czubkiem buta. Drzwi mesy zasunęły się za nią z sykiem.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            😱 🐲
            3
            • Davy KneeD Niedostępny
              Davy KneeD Niedostępny
              Davy Knee jako Davy O'Collan
              napisał(a) ostatnio edytowany przez Davy Knee
              #39

              Davy O'Collan

              Davy odprowadził Le Fey wzrokiem aż do zamykających się drzwi mesy. Przez sekundę milczał, potem spojrzał na kota, który z obrażoną godnością otrząsnął łapę po kontakcie z czubkiem korporacyjnego buta i prychnął ze złością w stronę oddalającej się postaci.

              Upił łyk kawy.

              — No proszę — mruknął spokojnie. — Dobry kotek. Zna się na VIPach...

              Przeniósł wzrok na Hannigana i uniósł kubek w półgeście toastu. Zrozumiano kapitanie - łapiemy boczkiem...

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              4
              • KetharianK Niedostępny
                KetharianK Niedostępny
                Ketharian jako Alien
                Obsługa Moderator
                napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
                #40

                Mostek Kardashiana dwie godziny później


                Atmosfera w pomieszczeniu przesycona była napięciem, chociaż nikt otwarcie tego nie okazywał. Akcje ratunkowe w głębokiej przestrzeni nie należały w przypadku armady górniczej do zwyczajnej codzienności i chociaż Caleb Hannigan słyszał o kilku takich przypadkach w ostatnich latach, ani razu nie dotyczyły one wojskowych okrętów. A przynajmniej nie słyszał o górnikach Kelland Mining ratujących wojskowe okręty. Do uszu kapitana dobiegały ciche dźwięki uderzających w klawiatury i dotykowe ekrany palców, sporadyczne słowa, skrzypienie foteli - odgłosy pracujących w skupieniu ludzi wtopione w równomierny szum klimatyzatorów.

                Do rozpoczęcia operacji przejęcia kapsuły pozostawały dwie godziny. Mając pod dostatkiem czasu Hannigan zrzucił planowanie strony technicznej na swoich podwładnych, w myślach analizując prawne aspekty misji. Tender nie sprawiał wrażenia wraku, co zdecydowanie podnosiło jego wartość w kalkulacjach wysokości nagrody za udane pryzowanie, chociaż Hannigan nie wątpił, że prawnicy Kellanda mieliby i tak przed sobą prawdziwą wojnę z marynarką UA.

                Pocierając palcami lewej dłoni skroń kapitan przesunął wzrokiem po pracującej na mostku załodze. Davy O’Collan tkwił w uprzęży pilota, z nogami spoczywającymi na wolantach i z ramionami skrzyżowanymi na piersiach, w głębokim zamyśleniu śledząc alternatywne trajektorie lotu wykreślane na ekranach swojej konsolety.

                Siergiej Kalashnikov i Elias Crowe pochylali się nad komputerem konsolety przemysłowej, geolog siedzący w jej fotelu, pierwszy oficer stojący nad jego oparciem. Obaj rozmawiali o czymś półgłosem sprawdzając ostatnią serię pomiarów wykonanych z dystansu trzydziestu tysięcy kilometrów przez spektrometry wydobywcze Altmeyera.

                Nadia Volkova zajmowała miejsce w narożniku mostka, ze słuchawkami modułu łączności na uszach, wsłuchana w zapętlone nagranie swojego radiowego komunikatu, które wysyłała w eter wyczekując jednocześnie jakiejkolwiek reakcji.

                Marcus Holt tkwił w półmroku wnęki tuż przy drzwiach mostku, nieruchomy i milczący w stopniu tak dalekim, że chwilami mógł się komuś pomylić z androidem. Trzymając karabin w zgięciu łokcia, konwojent wsłuchiwał się w dźwięki pomieszczenia, do którego wstępu strzegł.

                - Więcej z tego rzęcha nie wyciągniemy - ciszę przerwał doktor Crowe podnosząc wzrok znad komputera - Sfera gazów jest ewidentnie źródłem promieniowania jonizującego. Neutronowe prawie już zanikło, ale gamma wciąż jest wysokie, chociaż na bliskim dystansie może nas ekranować kadłub tendera.

                - Awaria reaktora czy detonacja głowicy atomowej? - zapytał Hannigan wbijając oczy w naukowca - Jest pan to w stanie jednoznacznie określić?

                - Jebnął reaktor, wot i wsio - wtrącił Siergiej - Niech będzie, że na dziewięćdziesiąt procent. Na mój rozum i Eliasa były dwie jednostki i jednej już nie ma, to ten obłok gazów. Tender dostał falą elektromagnetyczną i całkiem możliwe, że im od tego siadła komunikacja.

                - Ale przecież ich transponder nadaje - odezwał się stojący w tyle Joshua Gleeson, który chwilę wcześniej przyniósł na mostek tacę z kubkami świeżej kawy - Nie powinien przestać?

                - Moduł transpondera jest silnie ekranowany i odłączony od elektryki reszty okrętu, to podzespół autonomiczny - wyjaśniła Nadia - Gdybym miała wybrać system elektroniczny najbardziej odporny na promieniowanie to bym celowała w transponder.

                - A tak bliski wybuch nie powinien zrobić większych szkód na zaopatrzeniowcu? - dywagował Joshua wpatrując się szeroko otwartymi oczami w trójwymiarową mapę miejsca katastrofy - Nie powinni byli wyparować jak tamci?

                - Konstrukcje wojskowe mają specjalnie wzmacniane kadłuby, pancerze wielowarstwowe z wkładkami z ołowiu, wolframu przekładanymi grafitem i borowanym polietylenem - tym razem odpowiedział Davy, wyginając się w tył w fotelu i spoglądając na Gleesona z odchyloną do granic ludzkich możliwości głową - Co nie wyklucza takiej opcji, że przeciwna strona tendera jest rozwalona, ale my tego nie widzimy z aktualnej pozycji.

                - Dobrze, a zatem najpewniej były dwie jednostki i jedna z nich uległa całkowitemu zniszczeniu - Hannigan postukał palcami w jeden ze swoich podłokietników - Druga, okręt zaopatrzeniowy marynarki, została najprawdopodobniej uszkodzona, być może napromieniowana. Nie odpowiada na wezwania radiowe, nie przejawia żadnej aktywności, chociaż jej sygnatura energetyczna sugeruje normalnie działające systemy zasilania. Co to może nam mówić, panie Crowe?

                - Obym się mylił, ale faktycznie mogli przyjąć dawkę promieniowania, która zabiła załogę - Elias Crowe rozparł się w fotelu z wyrazem powątpiewania na twarzy - Bo jeśli przyjmiemy, że padła im komunikacja, ale działa napęd, powinno być zdolni do manewrowania, choćby w reakcji na naszą obecność. Tak, jest wysokie prawdopodobieństwo tego, że tender to teraz napromieniowany sarkofag.

                - I pozostaje kapsuła - dodał kapitan - Tylko jedna, chociaż powinno ich być więcej. Panie O’Collan, ma pan stosowną wiedzę. Ile osób może liczyć załoga takiego zaopatrzeniowca?

                - Tuzin to absolutne minimum, sir - odpowiedział natychmiast pilot - Obstawiałbym trzydziestu do czterdziestu jako skład optymalny, to nie tylko kosmiczny magazyn, jest na nim ekipa naprawcza, technicy różnych specjalizacji.

                - Wiele wskazuje na scenariusz ze śmiercionośnym napromieniowaniem okrętu - podsumował Hannigan - Bardzo silna dawka, która uniemożliwiła ucieczkę wszystkim z wyjątkiem jednego szczęściarza… o ile ktoś w ogóle się wydostał z pokładu. Co ze skanami kapsuły?

                - Nie mam całkowitej pewności, ale sprawia wrażenie szczelnej i sprawnej i część odczytów sugeruje, że może tam być żywy człowiek - odpowiedział Crowe - Tylko, że nasza aparatura pomiarowa nie nadaje się do skanowania takich obiektów. Jeśli przeskanujemy tę kapsułę spektrometrem przemysłowym, możemy zabić człowieka, który może w niej jest. To nie asteroida. Osobiście odradzam.

                Caleb Hannigan pokiwał głową w zamyśleniu, wbił spojrzenie w dane wyświetlane na ekranie komputera.

                Dwadzieścia osiem tysięcy kilometrów do celu.

                Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                👾
                5
                • Davy KneeD Niedostępny
                  Davy KneeD Niedostępny
                  Davy Knee jako Davy O'Collan
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez Davy Knee
                  #41

                  O'Collan - Mostek - podejście burtą

                  Davy siedział w uprzęży pilota tak spokojnie, jakby nie prowadził górniczego kombajnu w stronę wojskowej kapsuły ratunkowej dryfującej obok martwego tendera marynarki, tylko podprowadzał frachtowiec do rutynowego dokowania na spokojnej orbicie.

                  Tylko palce go zdradzały.

                  Pracowały po panelach krótkimi, pewnymi ruchami. Bez nerwowości i zbędnych korekt. Kardhasian odpowiadał ciężko, z charakterystycznym opóźnieniem wielkiej maszyny, ale Davy nie walczył z jej masą. Czytał ją. Dawał impuls, czekał na odpowiedź kadłuba, korygował wektor i znowu pozwalał jej płynąć.

                  Na głównym ekranie kapsuła ratunkowa rosła powoli, zamknięta w ramkach systemu celowania manewrowego. Obok niej przesuwały się kolumny danych: dystans, prędkość względna, dryf boczny, odchylenie osi śluzy, tolerancja ramienia przechwytującego.

                  — Skipper, rozpoczynam końcową fazę podejścia — zameldował spokojnie. — Przechodzę na profil boczny. Ciąg główny w czuwaniu, korekty tylko na RCS. Prędkość względna schodzi zgodnie z planem.

                  — Opiekunie, wyłącz aktywną korektę podejścia na moim torze. Zostaw tylko ostrzeżenia kolizyjne, limity przeciążeń i telemetryczny podgląd śluzy.

                  — Przyjęto. Sterowanie manewrowe przekazane pilotowi.

                  Davy przesunął dłonią po konsoli i przeniósł ciąg główny w tryb czuwania. Dalej pracował już niemal wyłącznie na mikrosilnikach manewrowych. Najpierw zbił prędkość względną do wartości, przy której kapsuła przestała być celem, a stała się punktem odniesienia. Potem ustawił kadłub pod lekkim kątem, pozwalając masie kombajnu wygasić ostatni boczny dryf bez gwałtownego szarpnięcia konstrukcją.

                  — Skipper, można szykować wysięgnik i stabilizatory...

                  Kardhasian obrócił się powoli wokół własnej osi. Nie był to szybki manewr. Nie mógł być. Statek tej wielkości nie wybaczał popisów, jeżeli ktoś mylił odwagę z brakiem szacunku do bezwładności. Davy prowadził obrót w trzech krótkich sekwencjach: najpierw korekta dziobu, potem wyrównanie płaszczyzny bocznej, na końcu minimalny przechył, który sprowadził śluzę dokładnie na linię przechwycenia.

                  — Skipper, obrót kontrolowany. Oś śluzy schodzi na kapsułę. Dryf boczny w tolerancji. Nie widzę potrzeby korekty automatem.

                  — No dawaj, dziecinko — mruknął pod nosem. — Pokażemy im, że duże dziewczyny też potrafią być delikatne...

                  Na ekranie dwie linie dokowania zaczęły się zbiegać. Jedna należała do kapsuły. Druga do śluzy Kardashiana. Przez chwilę drżały obok siebie, rozdzielone ułamkiem stopnia i kilkoma metrami przesunięcia.

                  Davy podał krótki impuls z lewego zespołu RCS.

                  Potem drugi, słabszy.

                  Potem trzeci, prawie symboliczny.

                  Odległość malała. Prędkość względna spadała do poziomu, przy którym człowiek mógłby szybciej przejść korytarzem niż kapsuła zbliżała się do burty statku.

                  — Dystans dwieście metrów — oznajmił Opiekun.

                  — Widzę.

                  — Dryf boczny w granicach tolerancji.

                  — Wiem.

                  — Sugerowana automatyczna korekta osi przechwycenia.

                  Davy uśmiechnął się krzywo.

                  — Odmowa. Nie psuj mi rytmu.

                  Przesunął statek jeszcze o kilka metrów, wykorzystując bezwładność kadłuba zamiast ciągu. Kardhasian wszedł bokiem w pozycję podejścia tak czysto, że znaczniki śluzy i kapsuły niemal nałożyły się na siebie na głównym ekranie.

                  — Skipper, potwierdzam: kapsuła w sektorze przechwycenia. Prędkość względna minimalna. Kadłub stabilny. Za moment zamykam manewr i oddaję ją śluzie.

                  Wtedy, tuż przed ostatnim zamknięciem dystansu, rozległ się głos Opiekuna.

                  — Pasywna analiza zagrożeń zakończona. Brak aktywnych zapalników. Brak anomalii masy wskazujących na ładunki wybuchowe. Brak emisji inicjujących. Brak bezpośredniego zagrożenia dla kadłuba przy kontakcie z kapsułą.

                  Davy nawet nie odwrócił głowy.

                  — Słyszeliście. Kapsuła nie próbuje nas zabić. Przynajmniej nie z zewnątrz.

                  Ostatnią korektę wykonał niemal od niechcenia, muskając panel dwoma palcami. Mikrosilniki podały jeden krótki impuls. Kardhasian przesunął się o ułamki metra i zamarł bokiem do kapsuły, z boczną śluzą oraz ramieniem przechwytującym ustawionymi idealnie w osi.

                  Na ekranie zapalił się stabilny komunikat gotowości.

                  Davy oparł się wygodniej w fotelu.

                  — Skipper, manewr zakończony. Pozycja utrzymana, boczna śluza w osi, przechwycenie gotowe. Kapsuła podana na talerzu. Ster w gotowości. Przechodzę na automat...

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  ♥ 🚀
                  5
                  • KetharianK Niedostępny
                    KetharianK Niedostępny
                    Ketharian jako Alien
                    Obsługa Moderator
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
                    #42

                    Mostek kombajnu


                    Widziana od dłuższego czasu w obiektywach zewnętrznych kamer kombajnu, kapsuła zbliżała się coraz bardziej do masywnego magnetycznego wysięgnika umieszczonego w górnej części kadłuba Altmayera. Siedzący w swoich fotelach Davy i Siergiej skupiali całą uwagę na strumieniu danych płynących z sensorów pomiaru odległości, bacznie obserwowani przez bezskutecznie próbującą wywołać tender Nadię. Aparatura mostku popiskiwała dźwiękami o różnych tonacjach, wielobarwne diody zapalały się bądź gasły w ściśle uporządkowanych sekwencjach.

                    Atmosfera nadal gęstniała.

                    - Skipper, manewr zakończony. Pozycja utrzymana, boczna śluza w osi, przechwycenie gotowe. Kapsuła podana na talerzu. Ster w gotowości. Przechodzę na automat - oznajmił w końcu O’Collan.

                    Pierwszy oficer skinął w odpowiedzi głową, skoncentrowany przez cały czas na wyprofilowanej rączce trzymanego w dłoni kontrolera wysięgnika. Zaprogramowane wcześniej urządzenie pracowało w trybie automatu, ale Siergiej gotów był w każdej chwili przejąć nad nim kontrolę manualną. Poddawane ustawicznym wibracjom delikatne sensory czasami przestawały działać w krytycznym momencie i chociaż wszystkie podzespoły kombajnu zostały poddane na Gliese starannej kalibracji, technik wolał dmuchać na zimne.

                    Obydwa obiekty - lecący z minimalną prędkością kombajn oraz dryfująca kapsuła ratunkowa - znalazły się w końcu obok siebie. Wprawiony w ruch wieloczłonowy wysięgnik obrócił kolejno kilka segmentów swojej teleskopowej konstrukcji, przyłożył magnetyczne chwytaki do kadłuba kapsuły i pochwyciwszy ją z mechaniczną gracją obrócił się ponownie.

                    Przez wnętrze kombajnu przebiegł ledwie słyszalny dźwięk wywołany zderzeniem chwytaka z kapsułą, który przywołał cień zadowolonego uśmiechu na Kalashnikova. Oprogramowanie wysięgnika poradziło sobie z przechwyceniem obiektu bez najmniejszego problemu, na żadnym etapie operacji nie wymagając ingerencji ludzkiego operatora.

                    Dziesięć sekund później gdzieś w tyle rozległ się drugi dźwięk, znacznie głośniejszy i zlokalizowany znacznie bliżej trójki obsługujących mostek ludzi. Załoganci Altmayera wiedzieli doskonale, co ów dźwięk oznaczał.

                    - Przechwycenie kapsuły zakończone, kapitanie - powiedział stojący w tyle mostka Joshua podnosząc do ust mikrofon radiowęzła - Wysięgnik docisnął ją do fartucha śluzy i zablokował w uchwytach stabilizacyjnych. Jest gotowa do otwarcia.

                    Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    1
                    • GreKG Online
                      GreKG Online
                      GreK jako Siergiej Kalashnikov
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                      #43

                      Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza.

                      text alternatywny

                      Siergiej pochylił się nad konsolą, mrużąc oczy na kolejne kolumny danych. Nie ufał komputerom bardziej niż było to konieczne. Zwłaszcza gdy próbowały zgadywać, co wydarzyło się dwadzieścia osiem tysięcy kilometrów dalej.

                      Mechaniczne płuca zaszeleściły cicho.

                      — Jeśli ktoś chciał zastawić pułapkę, to miał do dyspozycji prostsze sposoby niż dryfowanie przez pół układu w kapsule ratunkowej.

                      Spojrzał na Hannigana.

                      — Plan bez zmian z mojej strony, kapitanie. Oblatywacz łapie kapsułę. Ja, Adam i Holt czekamy przy śluzie. Właz otwieramy dopiero po pańskim przybyciu.

                      Odwrócił się lekko w stronę Nadii.

                      — Nadal nic?

                      Pytanie było retoryczne. Gdyby przyszła odpowiedź, cały mostek już by o niej wiedział.

                      Westchnął ciężko.

                      — Nu vot... W takim razie spróbuję jeszcze światłem.

                      Podszedł do stanowiska odpowiedzialnego za zewnętrzne reflektory manewrowe i przez chwilę sprawdzał ustawienia.

                      — Jak ktoś tam jeszcze żyje, może nie mieć radia. Może nie mieć połowy statku. Ale jeśli ma oczy, to zobaczy.

                      Uruchomił procedurę ręcznego nadawania.

                      Najpierw do kapsuły.

                      Potem do tendera.

                      Powoli. Metodycznie. Tak, żeby nawet człowiek na wpół martwy z odwodnienia mógł zrozumieć przekaz.

                      TU USCS KARDASHIAN. ODEBRALIŚMY SOS. PROWADZIMY AKCJĘ RATUNKOWĄ. ODPOWIEDZ JEŚLI ODBIERASZ.

                      I jeszcze raz.

                      I jeszcze raz.

                      Cisza.

                      Siergiej obserwował przez chwilę obraz z kamer, gdy magnetyczny wysięgnik zamknął chwytaki na kapsule.

                      — Nu vot.

                      Tyle.

                      Żadnych fajerwerków. Żadnych eksplozji. Żadnych min. Przynajmniej na razie.

                      Kiedy rozległ się charakterystyczny huk dociskanej do śluzy kapsuły, odstawił kubek i podniósł się z miejsca.

                      — Ładnie ją podszedł ten nasz oblatywacz.

                      Rzucił jeszcze okiem na dane wyświetlane na ekranie.

                      Amerykańskie oznaczenia. Wojskowa kapsuła. Nadal żadnej odpowiedzi radiowej. Nadal żadnej odpowiedzi na sygnały świetlne.

                      To podobało mu się najmniej.

                      Żywi ludzie zwykle próbowali się odezwać.

                      Martwi nie mieli tego zwyczaju.

                      — Jeśli ktoś tam jest, to albo nie może odpowiedzieć, albo nie chce.

                      Mechaniczne płuca wypuściły cichy syk.

                      — I żadna z tych opcji mi się nie podoba.

                      Odwrócił się od konsoli.

                      — Idę do śluzy.

                      W drodze zgarnął podręczny tablet diagnostyczny i służbowy detektor ruchu. Skoro kapsuła już siedziała w fartuchu dokującym, nie widział powodu, żeby otwierać ją w ciemno.

                      Kilka minut później stanął obok Holta i Adama przy wewnętrznym włazie.

                      Skinął głową Mientowi.

                      — Holt.

                      Potem spojrzał na Syntetyka.

                      — Adam.

                      Przesunął wzrokiem po zamkniętej śluzie.

                      — Zanim ktokolwiek zacznie kręcić zaworami, podłączę się do panelu kapsuły. Chcę wiedzieć, czy podtrzymanie życia jeszcze działa i ilu ludzi jest wpisanych w manifest. Potem puścimy detektor ruchu.

                      Spojrzał na czerwone światło blokady śluzy.

                      — Jeśli coś tam się rusza, wolę dowiedzieć się o tym przed otwarciem włazu.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      3
                      • MarrrtM Niedostępny
                        MarrrtM Niedostępny
                        Marrrt jako Caleb Hannigan
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez Marrrt
                        #44

                        Podręcznikowo. Caleb Hannigan sam umiał pilotować. Robił to nawet gdy manewry wymagały drugiego pilota. Ale musiał przyznać, że nie zrobiłby podejścia lepiej niż ten pistolet. I to mimo wałęsającego się obok fotela pilota Chalplina.
                        - Dobrze panie O’Collan. Bardzo dobrze. Wszyscy bardzo dobrze. Niech pan utrzymuje naszą pozycję stacjonarną z dala od Bleinerta póki nie postanowimy co dalej. Gdy kapsuła zostanie zadokowana, proszę go zacząć okrążać od starburty w bezpiecznej odległości z dala od aktywnej strefy obrony, żebyśmy mogli ocenić wizualnie zniszczenia z drugiej strony.

                        Patrzył przez chwilę na daremne wysiłki Sadzy świetlnego wywołania reakcji ze strony kapsuły, lub tendera. Nic. Napromieniowany sarkofag jak to ujął Elias. Fatalnie dla biednych marynarzy na Bleinercie. Ale to by rozwiązywało sporo problemów, bo tak jak słusznie zauważyła korpoagentka, wysokie odczyty promieniowania (jeśli się potwierdzą dla samego Bleinerta) dają solidny argument, by nie sprawdzać, czy ktoś przeżył i nie ryzykować własnego życia. Wtedy nie pozostanie do zrobienie nic więcej jak zacumować na sztywno i połączyć jednostki bez otwierania. I powoli kontynuować podróż na Borodino. Najwyżej nie dowiozą agentki Le Fey na czas. Ale wtedy stać ich na to będzie.
                        Pozwolił sobie na krótką myśl ile problemów by mu w życiu rozwiązał taki obrót spraw. Od równi pochyłej… być może z powrotem? Zaraz jednak przegnał tę myśl. Nie żeby się przed sobą samym wstydził wykorzystania okazji. Nie. Po prostu pod tym względem w pełni zgadzał się z Sadzą. Jeśli cokolwiek mogło pójść nie tak, to pójdzie napewno. Zwłaszcza, że zgodnie z kalendarzem mieli piątek. Co prawda 15, a nie 13, ale kosmos w żaden dzień tygodnia nie lubił ludzi. I pomyślawszy to kapitan zaraz się skrzywił wizualizując sobie pierwszą, dość poważną przeszkodę.

                        - Pani Volkov, jeszcze jedno - zwrócił się w stronę stanowiska radiostacji - Proszę sprawdzić, czy kapsuła nie wysyła jeszcze jakiegoś innego automatycznego sygnału.
                        Przez chwilę wyglądał jakby zastanawiał się, czy rozwinąć tę prośbę, lub doprecyzować i ostatecznie dodał - coś dzięki czemu Bleinert odróżnił ją od wrogiej jednostki.

                        Potem zwrócił się do ich pokładowego naukowca.
                        - W porządku Panie Crowe, może pan dołączyć. Ale nie chcę widzieć przy śluzie nikogo więcej. Tłok nam tam nie pomoże. A śluza boczna to nie mesa. Miejsca nie ma zbyt dużo. W razie czego zostaniecie wezwani.


                        Idąc korytarzami Kardashian w stronę śluzy bocznej słuchał dźwięków jakie wytwarzał kombajn. Poszycie wydawało z siebie charakterystyczne głuche odgłosy gdy Sadza przy manipulatorach sterował przechwyconym obiektem. Zawsze ile razy już Caleb nie leciał, miały w sobie coś paskudnego. Coś w rodzaju przypomnienia, że od miliardów mil śmiertelnej próżni oddziela ich raptem 2 cale stali, która fabryczne kucie widziała dziesiątki lat temu, a ostatni serwis miał za zadanie wyłącznie dopełnienie zgodności w papierach. Kelland nie miał powodu by władowywać w sprzęt więcej pieniędzy niż było to konieczne. Efekt był taki jak wszędzie i zawsze. Wszędzie niedoróbstwo i zaniedbania. Wszędzie ludzkie skurwysyństwo. I na dodatek wszędzie taka Le Fey, która tylko czekała, która niczym pies gończy korporacyjnych systemów pilnowała, by człowiek w tej machinie czuł się elementem obcym i wrażym.
                        Zatrzymał się nagle i skrzywił. Nie wziął pigułek od Adama. Nie było czasu. Procedura. Kurrrwa… Natłok myśli. Zawsze taki sam. Nic z niego nie rozumiał. Kompletne bagno. Jakby jego mózg musiał się wypróżnić.
                        Podtrzymując się ściany, przech parę chwil dochodził do siebie. W końcu ruszył dalej.


                        Przynajmniej jedna z wątpliwości, które miał Caleb została rozwiana gdy kapsuła okręciła się do nich widocznym oznakowaniem USS Bleinert. Nie był to uciekinier z jednostki, która eksplodowała, tylko, tak jak inni myśleli, z tendera.

                        - Pomysł, żeby odciąć śluzę jest dobry - przytaknął Sadzy i Crowe’owi, którzy sceptycznie patrzyli na wejście, za którym był krótki korytarz wiodący do kapsuły - Ale nie chcę się zdawać na same odczyty. Chcę mieć oczy w środku. Adam. Zakładamy, że w środku jest rozbitek. Najpewniej nieprzytomny. A jedyne czego się obawiamy to skażenie radioaktywne. Ty na nie jesteś odporny. Będziesz w śluzie z miernikiem Geigera gdy otworzymy kapsułę i dokonasz wstępnej oceny. Otwieramy.

                        - Kapsuła przechwycona - poinformował załogę na mostku przez interkom.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        ♥ 🆒
                        4
                        • KetharianK Niedostępny
                          KetharianK Niedostępny
                          Ketharian jako Alien
                          Obsługa Moderator
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
                          #45

                          Śluza kombajnu, 15.08.2183, 17.24

                          Siergiej i Elias rozstawili swoje instrumenty przy wewnętrznym włazie, zdjęli osłonę panelu kontrolnego na ścianie korytarza odsłaniając gniazdo portu diagnostycznego połączonego z złączem kontrolnym na zewnętrznej stronie śluzy. Zakleszczona w kołnierzu wejścia kapsuła została podłączona do systemu diagnostycznego w momencie dokowania i zielone diody panelu sygnalizowały poprawny status sprzęgu elektroniki.

                          - Skaner podpięty - rzucił ponad ramieniem Crowe przesuwając głowę w stronę okienka we włazie i spoglądając do środka pustej jeszcze śluzy. Po jej przeciwnej stronie dostrzegł lodowaty kadłub wojskowej kapsuły, pokryty matową farbą i równymi rzędami cyfr stanowiących jakieś oznakowanie marynarki.

                          Skaner diagnostyczny podłączył się z cichym klikiem do gniazda czytnika, na jego wyświetlaczu pojawił się ciąg danych numerycznych przesuwających się zbyt szybko w dół ekranu, aby Siergiej zdążył je przeczytać. Sadza zdawał sobie sprawę z tego, że kapsuła pochodzenia wojskowego mogła posiadać specjalne zabezpieczenia blokujące dostęp do jej wnętrza nieupoważnionemu personelowi, ale w głębi ducha liczył na to, że wojsko nie zdecydowało się na tak drastyczne i zmniejszające szanse ocalenia rozwiązania w przypadku ekwipunku ratunkowego.

                          Prezentowane na ekranie skanera dane zmieniły raptownie swoją formę, przyjęły postać tablic i wykresów zwiastując ukończenie transferu danych do pamięci urządzenia.

                          - Podłączyłem się do modułu kontrolnego - powiedział Elias - Stężenie dwutlenku węgla mocno przekroczone, ale jeszcze nie śmiertelne. System podtrzymywania życia na wyczerpaniu. Funkcja hypersnu niedostępna… jedna chwila.

                          Doktor włączył licznik Geigera, skontrolował jego wskazania.

                          - Promieniowanie gamma poniżej pięciu misiwertów na godzinę, źródłem jest najpewniej zewnętrzne poszycie kapsuły - powiedział uspokajającym głosem - Dla świętego spokoju po zabezpieczeniu tego, kogo znajdziemy w środku proponowałbym jej prewencyjne odstrzelenie, ale nie stanowi znaczącego zagrożenia.

                          Kalashnikov stuknął palcem w ekran skanera otwierając interesujące go okienko.

                          - Panie kapitanie, kapsuła została wystrzelona z Bleinerta prawie miesiąc temu - cmoknął znacząco - Duże stężenie dwutlenku węgla to pewnie ludzka obecność. Przechodzę na detektor ruchu. Elias, jak chcesz zakaszleć to zrób teraz, tylko bystro.

                          Pozostawiając tkwiący wciąż w gnieździe interfejsu skaner, Siergiej złapał przewieszony przez ramię detektor ruchu i przyłożył głowicę urządzenia do lodowatej pokrywy włazu.

                          Głos Sadzy zauważalnie zmienił tonację, kiedy kilka sekund później mężczyzna odezwał się ponownie.

                          - Blyat! Słaby odczyt ruchu, ale jest! Ktoś tam żyje, kapitanie! Toster, pora na ciebie, właź do środka.

                          Podając Adamowi drugi licznik Geigera Siergiej klepnął androida w ramię i położył drugą dłoń na dźwigni otwierającej zewnętrzny właz śluzy.

                          Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          👷
                          3
                          • Macabra78M Niedostępny
                            Macabra78M Niedostępny
                            Macabra78 jako Adam Nexus Mk 7
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez
                            #46

                            Adam przyjął od Siergieja miernik promieniowania bez zbędnych słów. Urządzenie natychmiast znalazło się w jego dłoni, gdy spojrzał na dane przesyłane przez systemy statku.
                            Promieniowanie: 5 mSv.
                            Atmosfera wewnętrzna: podwyższone stężenie dwutlenku węgla.
                            Temperatura kadłuba: znacznie poniżej norm operacyjnych.
                            Nie były to wartości alarmowe.
                            Ale nie były również normalne.
                            Kapsuła USS Bleinert pozostawała przyczepiona do zewnętrznego włazu śluzy. Gruba warstwa pancerza statku oddzielała ją od próżni, a Adam miał dostęp jedynie do tej części kadłuba, która znajdowała się bezpośrednio za grodzią śluzy.
                            Na moment zatrzymał się przed wewnętrznym panelem sterowania.
                            — Opiekunie, uruchom system nagłośnienia.
                            Krótka pauza.
                            — Głośność optymalna. Nie zakłócać pracy załogi.
                            Po chwili dodał:
                            — Włącz muzykę. Richard Wagner. Wejście Bogów do Walhalli.
                            W śluzie rozległy się pierwsze dźwięki orkiestry.
                            Adam wszedł do środka.
                            Ogromne wrota zamknęły się za nim z ciężkim, metalicznym hukiem. Pomieszczenie było przestronne, lecz niemal puste. Przed nim znajdował się jedynie fragment lodowatego kadłuba kapsuły, przycumowanej do zewnętrznego pierścienia dokującego.
                            Warstwa szronu pokrywała metal niczym cienka skorupa lodu.
                            Syntetyk powoli zbliżył się do włazu ratunkowego.
                            Miernik Geigera przesuwał wzdłuż dostępnego fragmentu poszycia, kontrolując poziom promieniowania przy zamkach, uszczelkach i mechanizmach dokujących. Trzaski urządzenia pozostawały jednostajne. Nie wskazywały na obecność niebezpiecznego źródła promieniowania.
                            Następnie położył dłoń na lodowatym kadłubie.
                            Metal był zimny niemal jak powierzchnia kriokomory.
                            Przez chwilę analizował dane spływające z czujników.
                            Brak uszkodzeń widocznych z tej strony.
                            Brak śladów przebicia.
                            Brak oznak gwałtownej dekompresji.
                            A jednak wewnątrz panowało wysokie stężenie dwutlenku węgla.
                            To oznaczało, że odpowiedzi należało szukać dalej.
                            Wagnerowska orkiestra narastała za jego plecami, gdy Adam stanął przed jedynym włazem kapsuły.
                            Spojrzał na mechanizm zamykający.
                            Potem na wyświetlacz miernika.
                            I wreszcie położył dłoń na masywnej dźwigni.
                            — Otwieram właz.
                            Jego głos rozbrzmiał spokojnie w przestrzeni śluzy.
                            Palce zacisnęły się na zimnym metalu.
                            Procedura otwarcia została rozpoczęta.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            ♥
                            4
                            • MaReenkM Niedostępny
                              MaReenkM Niedostępny
                              MaReenk jako Nadia Volkov
                              napisał(a) ostatnio edytowany przez
                              #47

                              Kiedy kapsuła została ostatecznie przechwycona i przyciągnięta do statku, większość załogi ruszyła do śluzy. Nadia nie. Przynajmniej nie od razu. Została przy stanowisku radiowym, zgodnie z procedurami. Ktoś musiał utrzymywać łączność wewnętrzną, monitorować kanały alarmowe i obserwować sytuację z perspektywy systemów pokładowych. Uruchomiła obraz z kamer śluzy na jednym z monitorów i obserwowała przygotowania załogi. Jednocześnie prowadziła nasłuch wszystkich aktywnych częstotliwości. Jeżeli kapsuła rzeczywiście należała do USS Bleinert, mogła nadal nadawać automatyczne komunikaty. Jeżeli nie należała...to równie dobrze mogła być początkiem problemów. Metalowe palce lewej dłoni wystukiwały cichy rytm o krawędź konsoli. Raz. Dwa. Trzy. Nadia nie lubiła sytuacji, w których wszystko wydawało się działać dokładnie tak, jak powinno. Po latach pracy w kosmosie nauczyła się, że właśnie wtedy najczęściej coś było nie tak.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              ♥
                              4
                              • ReRebirthR Niedostępny
                                ReRebirthR Niedostępny
                                ReRebirth jako Joshua Gleeson
                                napisał(a) ostatnio edytowany przez ReRebirth
                                #48

                                Potężne zaciski magnetyczne USCS Kardashian zamknęły się z głuchym, rezonującym przez pokłady zgrzytem. Kapsuła była na pokładzie. Odczyty z głównego komputera, które Joshua zdołał wyłapać, brzmiały dla niego jak wyrok odroczony w czasie. Obiekt dryfował w przestrzeni od niemal miesiąca, tkwiąc na zaprogramowanej pozycji parkingowej równo tysiąc kilometrów od swojego macierzystego statku. To była jednoosobowa, zaawansowana technologicznie jednostka ratunkowa floty Zjednoczonych Ameryk. Sprzęt rezerwowany dla oficerów i ważnych szych.
                                ​Zamiast kręcić się przy śluzie, gdzie Sergei z Adamem (oraz resztą gapiów) szykowali się do otwarcia tej wojskowej puszki Pandory, Joshua wolał zająć się czymś, co utrzymałoby jego drżące ręce i myśli z dala od kłopotów. Skierował się prosto na mostek.
                                Z kapsułą bezpiecznie zamkniętą w ładowni, przyszedł czas na zbliżenie się do samego źródła problemu – wojskowego zaopatrzeniowca USS Bleinert. Kombajn górniczy, o aerodynamice i zwrotności latającej cegły, miał teraz dokonać oblotu wokół opustoszałego tendera, by ocenić jego stan z bliska.
                                ​Joshua usiadł na stanowisku nawigacyjnym obok Davy'ego O’Collana i szybko podpiął swój terminal do pomocniczej konsoli.
                                – Daję ci odczyty z dolnych dalmierzy, Davy – rzucił szybko, starając się, by jego głos brzmiał jak najbardziej fachowo, mimo że w środku trząsł się jak galareta. – Będę korygował wektory podejścia na prawą burtę. Uważaj, nasze sensory mają spore opóźnienie w mapowaniu tej chmury gruzu wokół niego.
                                ​Gdy O’Collan w milczeniu i pełnym skupieniu manewrował masywnym kolosem, palce Joshuy tańczyły po klawiaturze. Na zewnątrz wydawał się skupionym, w pełni pochłoniętym pracą inżynierem. W środku jednak paranoja drapała jego czaszkę od wewnątrz z intensywnością kwasu.
                                ​Przez pancerne wizjery i na ekranach powoli wyłaniała się ciemna, milcząca sylwetka zaopatrzeniowcafnertfff. W głowie Joshuy kłębiły się setki najgorszych scenariuszy. Kapsuła czekała miesiąc, tysiąc kilometrów stąd. Dlaczego akurat na takiej pozycji? Uciekali przed wyciekiem promieniowania z reaktorów? A może przed czymś gorszym?
                                ​Jego schorowane serce znowu zaczęło gubić rytm. A jeśli to nie była tylko awaria silników? Joshua wpatrywał się w mroczny, podziurawiony wrak wojskowego okrętu, wokół którego właśnie krążyli. Jeśli Bleinert padł ofiarą ataku – obojętnie czy piratów, czy czegoś zupełnie innego – napastnik wciąż mógł czaić się w mroku wśród gazowego pyłu.
                                ​Przełknął z trudem ślinę, czując w ustach gorzki smak żółci.
                                Prędkość zbliżania w normie... – wykrztusił, wbijając wzrok w ciągi zielonych danych na monitorze, byle tylko nie patrzeć na złowieszczą bryłę zaopatrzeniowca – Trzymaj kurs, Davy.
                                ​Wolał liczyć wektory podejścia, modlić się o to, by nie uderzyć w żaden kosmiczny gruz i dłubać w przestarzałych systemach Kardashiana, niż myśleć o tym, jak wielki błąd popełnili, wpuszczając wojskowego na własny statek.
                                – Mam złe przeczucia...

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                ♥
                                4
                                • CyganC Niedostępny
                                  CyganC Niedostępny
                                  Cygan jako William Biscuit
                                  napisał(a) ostatnio edytowany przez Cygan
                                  #49

                                  Praktycznie całą odprawę Wiliam spędził w stanie pół świadomości. Co nieco go zaskoczyło. Mógłby przysiądź, że jakąś chwilę temu był w pełni sił. Najwyraźniej kolejne symptomy wybudzenia, o których jeszcze nie wiedział.

                                  Z słów kapitana wydedukował, że jego status to zbędny balast, który ma nie robić problemów. Najwyraźniej z dwójki pasażerów to ja jestem tym lepszym. Miło. Szkoda tylko, że konkuruje z istnym wrzutem na dupie. I tak rozmyślając o swoim niezbyt imponującym sukcesie. Młody chłopak nie zorientował się nawet kiedy zasnął. Zazwyczaj sen był przyjemnym doświadczeniem, lecz nie tym razem. W śnie Wiliama kapsuła, którą przechwycili miała w sobie ogromne kraby. Nie wiem, czy można doświadczyć gorszego spotkania niż to. Wielkie monstra powoli zbliżały się naukowca podczas gdy ten rzucał w nie rozpaczliwie wszystkim co ma pod ręką. Niestety bez żadnego skutku. Pancerze tych wynaturzeń były zwyczajnie zbyt twarde. Koniec drogi teraz jedyne co mógł zrobić Wiliam to czekać aż wielkie szczypce zgniecie mu szyję. Kiedy już żegnał się ze światem do jego uszu dotarła wiadomość głosowa "Nie zakłócać pracy załogi".

                                  Otworzył oczy cały spocony i przerażony rozglądając się po pomieszczeniu. To tylko sen powiedział w myślach i zgarnął z automatu coś co miało przypominać czekoladę. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby stał się jawą. - ta myśl przeszła bez większych emocji jak większość, ale nagle. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby stał się jawą. Teraz przez całe ciało Wiliama przeszła fala gorąca, niemal natychmiast po niej jego szyja cała się napięła. Znał to uczucie ten moment, w którym był przekonany, że już po nim. Niecałe dwa lata temu wpadłby w histerię. Chciałby się ukryć, uciec, a najlepiej zniknąć. Jednak teraz miał przy sobie coś co pozwala mu zachować zimną krew. Jego tatuaż symbolu yin yang na nadgarstku. Wpatrywał się w niego pustym wzrokiem jakby jego oczy patrzyły gdzieś daleko za nadgarstek. Muszę coś zrobić. Długo nie myśląc przeanalizował plan ewakuacyjny i ruszył po to co go interesowało.

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  4
                                  • Davy KneeD Niedostępny
                                    Davy KneeD Niedostępny
                                    Davy Knee jako Davy O'Collan
                                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                    #50

                                    Davy O’Collan — Mostek

                                    Davy tylko zerknął kątem oka na Joshuę, gdy ten podpiął terminal do pomocniczej konsoli. Nie skomentował drżących dłoni. Nie było potrzeby. W kosmosie każdy miał swój sposób na strach. Jedni modlili się do Boga, inni do procedur, a jeszcze inni do tego, żeby pilot przy sterach wiedział, co robi.

                                    — Dolne dalmierze przyjęte — rzucił spokojnie. — Widzisz? Już brzmisz jak ktoś, kto nie planuje dzisiaj umrzeć. Dobry początek.

                                    Palce O’Collana przesunęły się po panelach. Kardhasian drgnął subtelnie, bardziej z westchnienia starych siłowników niż z ruchu, po czym zaczął powoli odchodzić od pozycji przechwycenia. Nie było w tym pośpiechu. Davy ustawił kurs tak ostrożny, że na wykresie wyglądał niemal obraźliwie wolno.

                                    — Skipper, kapsuła zabezpieczona. Rozpoczynam oblot od starburty. Tempo spacerowe, dystans bezpieczny, nie wchodzę w aktywną strefę obrony Bleinerta.

                                    Na ekranach sylwetka tendera rosła powoli, ciemna i nieruchoma.

                                    Joshua przełknął ślinę i wykrztusił coś o złych przeczuciach.

                                    Davy uśmiechnął się krzywo, nie odrywając wzroku od wektora.

                                    — Gleeson, w próżni złe przeczucia są jak oddech. Jak ich nie masz, to znaczy, że coś z tobą nie tak.

                                    Podał minimalną korektę RCS i ogromny kombajn obrócił się niemal z godnością.

                                    — Ty patrz na gruz i dolne sensory. Ja dopilnuję, żeby moja dziecinka nie zrobiła Bleinertowi nieproszonego masażu burtą.

                                    Kolejna korekta. Krótka. Precyzyjna.

                                    — Spokojnie. Lecimy tak wolno, że jak coś nas będzie chciało zabić, najpierw zdąży się zirytować.

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    ♥ 🚀
                                    3
                                    • KetharianK Niedostępny
                                      KetharianK Niedostępny
                                      Ketharian jako Alien
                                      Obsługa Moderator
                                      napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
                                      #51

                                      Mostek kombajnu, 15.08.2183, 17:24


                                      Dysze silników manewrowych Altmeyera zapłonęły niebieskawą poświatą, kiedy O’Collan pchnął dźwignie wolantów. Kombajn zbliżał się coraz bardziej do uparcie milczącego zaopatrzeniowca, ignorującego ponawiane w nieskończoność radiowe wezwania Nadii.

                                      Davy wpatrywał się w skupieniu w odczyty sensorów, podświadomie spodziewając się tego, że jakiś aktywny system obrony okrętu oświetli go znienacka promieniem lidaru - lecz tender tkwił w pustce kosmosu niczym martwa bryła metalu, niczym wymarła skorupa będąca grobowcem jej ludzkich rezydentów.

                                      Z głośników radiowęzła - przekazujących na mostek odgłosy rozmów prowadzonych pod śluzą - popłynął znienacka dźwięk, który wypełnił swoim ostrym trzaskiem przestrzeń kabiny, szokująco dla pokładu cywilnej jednostki obcy, ale jednocześnie natychmiast rozpoznawalny dla obecnych na mostku ludzi.

                                      Opiekun odezwał się sekundę później, swoim komunikatem utwierdzając w pewności tych załogantów, którzy niedowierzali w to, co właśnie usłyszeli.

                                      Alarm czerwony, alarm czerwony. Strzały w prawoburtowej śluzie pasażerskiej.


                                      Śluza kombajnu, 15.08.2183, 17.24


                                      Poprzez śluzę przetoczył się głuchy metaliczny szczęk hydraulicznych przekładni, dołączył do niego syk kompresorów odpowiedzialnych za wyrównanie ciśnienia w obu przylegających do siebie przestrzeniach.

                                      Pokrywa włazu kapsuły drgnęła, zaczęła się obracać na ruchomych prowadnicach odsłaniając ciemne wnętrze obiektu rozjaśniane jedynie poświatą lamp oświetlających śluzę. Zaglądający do środka przedziału ludzie widzieli kark i plecy stojącego w neutralnej pozie Adama, czekającego z nadludzkim opanowaniem na otwarcie włazu do końca.

                                      Huk wystrzałów uderzył w ich uszy niczym udarowy młot, serią ogłuszających uderzeń metalu o metal. Kilka wystrzelonych krótką serią pocisków rozpaliło półmrok kapsuły ognikami płomieni wylotowych, rozpoczęło szaleńczy taniec rykoszetów odbijając się od ścian śluzy. Jeden z nich rozbił pokrywę którejś z lamp, inny uderzył w pancerną szybę wewnętrznego włazu śluzy pokrywając górny plaster wielowarstwowego szkła delikatną pajęczynką pęknięć.

                                      Adam Nexus Mk 7 umknął przed pociskami z nadludzkim refleksem i szybkością syntetycznych mięśni, w ułamku chwili rozpoznając naturę majaczących przed nim kształtów. Uciekając w bok android przywarł plecami do ściany śluzy poza polem widzenia strzelca, ratując się unikiem przed serią, która najpewniej zabiłaby na miejscu wolniejszego od syntetyka człowieka.

                                      - Długo trzeba było na was czekać, skurwysyny! - z mroku kapsuły padły dźwięczące potwornym wycieńczeniem słowa wypowiadane w wyraźnie akcentowanym angielskim - To dawajcie, który następny?!

                                      Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      4
                                      • Macabra78M Niedostępny
                                        Macabra78M Niedostępny
                                        Macabra78 jako Adam Nexus Mk 7
                                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                        #52

                                        Adam zareagował, zanim ostatni huk wystrzału zdążył wybrzmieć w metalowym wnętrzu śluzy.
                                        Syntetyczne mięśnie wyrzuciły go poza linię ognia z prędkością niedostępną dla ludzkiego organizmu. Plecami przywarł do ściany obok włazu, wykorzystując masywną konstrukcję śluzy jako osłonę. Przez ułamek sekundy przeanalizował sytuację.
                                        Uzbrojony.
                                        Skrajnie wycieńczony.
                                        Pobudzony stresem.
                                        Prawdopodobnie odwodniony.
                                        Prawdopodobnie zdezorientowany.
                                        Nieprzewidywalny.
                                        Słowa nieznajomego odbiły się echem od metalowych ścian.
                                        Adam nie odpowiedział od razu.
                                        Pozwolił, by cisza trwała kilka sekund.
                                        Gdy się odezwał, jego głos był spokojny i pozbawiony emocji.
                                        — Proszę zachować spokój.
                                        Mówił wyraźnie, nie podnosząc tonu.
                                        — Znajduje się pan na pokładzie cywilnej jednostki ratunkowej. Nie jesteśmy personelem wojskowym i nie stanowimy dla pana zagrożenia.
                                        W tym samym czasie jedna z jego dłoni powędrowała do podręcznej apteczki przypiętej do pasa. Bez odrywania uwagi od wejścia kapsuły odnalazł ampułkę środka uspokajającego oraz automatyczny iniektor.
                                        Ruch był płynny i niemal niezauważalny.
                                        — Strzelanie wewnątrz statku kosmicznego bywa niekorzystne dla wszystkich obecnych. Zalecam odłożenie broni i podjęcie rozmowy.
                                        Klik.
                                        Iniektor został przygotowany do użycia.
                                        Adam schował go częściowo za osłoną własnego ciała.
                                        — Pańska kapsuła ratunkowa została podjęta przez jednostkę cywilną. Otrzymaliśmy sygnał SOS i odpowiedzieliśmy na wezwanie.
                                        Przez chwilę wsłuchiwał się w oddech dobiegający z wnętrza kapsuły, próbując ocenić stan nieznajomego.
                                        — Jeżeli jest pan ranny, mogę udzielić pomocy medycznej. Jeżeli jest pan głodny lub odwodniony, również możemy rozwiązać ten problem.
                                        Syntetyk nie poruszył się ani o centymetr.
                                        Nie próbował zaglądać do środka.
                                        Nie prowokował.
                                        Jedynie czekał.
                                        Przygotowany zarówno na rozmowę, jak i na moment, w którym wycieńczony strzelec popełni pierwszy błąd. Wtedy jeden szybki ruch wystarczyłby, by podać środek uspokajający i zakończyć sytuację bez dalszego rozlewu krwi.

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        ♥
                                        6
                                        • GreKG Online
                                          GreKG Online
                                          GreK jako Siergiej Kalashnikov
                                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                          #53

                                          Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza.

                                          text alternatywny

                                          Huk wystrzałów uderzył w uszy Siergieja siłą młota pneumatycznego.

                                          Odskoczył od wizjera odruchowo, gdy po pancernej szybie rozpełzła się pajęczyna pęknięć.

                                          — Job twoju mat'!

                                          Przez sekundę miał przed oczami pożar na Norylsku. Ten sam błysk. Ten sam hałas. Ten sam moment, kiedy człowiek nie wie jeszcze, ilu ludzi właśnie zginęło.

                                          Potem usłyszał głos dobiegający z wnętrza kapsuły.

                                          Żywy.

                                          Uzbrojony.

                                          I sądząc po tonie głosu, spanikowany. Nawet nie chciał sobie wyobrażać jak musiał się czuć tam, zamknięty w blaszanej puszce, otoczony bezmiarem kosmosu, czekający przez cały miesiąc na śmierć.

                                          — Holt, nie otwieraj niczego.

                                          Rzucił to bardziej dla porządku niż z potrzeby. Mient nie wyglądał na człowieka, któremu trzeba przypominać podobne rzeczy.

                                          Sam już dopadał panelu sterowania śluzą.

                                          Palce przebiegły po ekranie.

                                          — Adam, meldunek.

                                          Nie czekając na odpowiedź wywołał procedury środowiskowe.

                                          Pełne rozszczelnienie odpadało.

                                          Jeżeli ten człowiek był jedynym ocalałym z tendera, mógł wiedzieć, co stało się z Bleinertem. A jeśli był szaleńcem, piratem albo zwyczajnie spanikowanym idiotą, to nadal lepiej było mieć go żywego niż martwego.

                                          — Ograniczam ciśnienie w śluzie.

                                          Mechaniczne płuca syknęły cicho.

                                          — Tylko czut' - czut'.

                                          Na ekranie zaczęły przesuwać się parametry atmosfery.

                                          — Niech mu się odechce biegania i strzelania.

                                          Włączył interkom.

                                          — Załoga, tu Kalashnikov.

                                          Spojrzał przez wizjer na częściowo otwartą kapsułę.

                                          — Mamy jednego żywego. Uzbrojony. Otworzył ogień natychmiast po uchyleniu włazu. Adam cały. Ograniczam ciśnienie w śluzie i utrzymuję blokadę wewnętrznego przejścia.

                                          Przerwał na moment.

                                          — Wygląda na człowieka. I wygląda na takiego, który przeszedł właśnie przez piekło. Albo któremu pomieszało się w głowie po miesiącu izolacji. Lub jedno i drugie.

                                          Odchylił się od panelu i podniósł głos, żeby rozbitek mógł go usłyszeć.

                                          — Spokojnie, żołnierzu! Nikt tu nie chce cię zabić!

                                          Krótka pauza.

                                          — Rzuć broń i pogadamy. Dalej będziesz machał spluwą, to jedyne, co osiągniesz, to brak powietrza do oddychania.

                                          Siergiej nie odrywał wzroku od wizjera.

                                          Ludzie robili głupie rzeczy, kiedy byli przekonani, że umrą.

                                          A ten człowiek najwyraźniej był o tym przekonany od bardzo, baaardzo dawna.

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          ♥ 🎖
                                          5

                                          Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

                                          Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

                                          Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

                                          Zarejestruj się Zaloguj się
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy
                                          • Strona startowa