Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
  1. Start
  2. Sesje inne
  3. Rozgrywka
  4. XIII - Martwa godzina
XIII - Martwa godzina
MorphM
Morph jako
Storyteller
Mistrz Gry
NabuchodonozorN
Nabuchodonozor jako
Eugene Mullis
PiołunP
Piołun jako
Daniel Mercer
CavallinoC
Cavallino jako
Vivienne Ashcroft
JaremaJ
Jarema jako
Tomas Jonson
BardielB
Bardiel jako
Simon Tanner
KetharianK
Ketharian jako
Alejandro Garcia Hernández

XIII - Martwa godzina

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
53 Posty 7 Uczestników 964 Wyświetlenia 4 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • KetharianK Online
    KetharianK Online
    Ketharian jako Alejandro Garcia Hernández
    Obsługa Moderator Mecenas
    napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
    #41

    text alternatywny


    Harold Washington Library Center


    Intruzi wiedzieli doskonale, z kim mają do czynienia i wszelkie próby ukrywania tożsamości pozbawione były sensu. Przez umysł Alejandro przemknęło pytanie, czy poprzedniego wieczoru rozmawiał przez telefon jeszcze z prawdziwym Lionelem Grantem czy już z jednym z agentów Biura, ale odpowiedź na nie nie miała większego znaczenia - tak czy owak, Dominic Cole znał prawdziwe imię i nazwisko Hernándeza, chociaż ten przedstawił się Grantowi w rozmowie wymyśloną naprędce fałszywką.

    - Proszę siadać - Teksańczyk wskazał dłonią na stojące przy sąsiednim stoliku wolne krzesła, po czym posłał Vivienne uspokajające spojrzenie - Byliśmy umówieni z Lionelem, o czym oczywiście doskonale wiecie. Jeszcze do nas dołączy czy przyszliście w jego zastępstwie?

    Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    0
    • CavallinoC Niedostępny
      CavallinoC Niedostępny
      Cavallino jako Vivienne Ashcroft
      napisał(a) ostatnio edytowany przez
      #42

      Stała pośrodku wąskiego tunelu. Otaczała ją tak gęsta ciemność, że aby nie stracić orientacji, musiała przytrzymywać się ceglanych ścian. Wilgoć osiadała jej na palcach, a nierówne spoiny raniły skórę. Nie widziała niemal niczego. Zaledwie zarys własnej dłoni majaczył jej bladą plamą, gdy wyciągnęła ją przed siebie, próbując namacać drogę.

      Gdzieś tam w nieprzeniknionej ciemności znajdowało się wyjście. Czuła na twarzy ożywczy powiew świeżego powietrza.

      Ruszyła powoli, przesuwając dłonią po murze. Po kilku krokach dotarła do rozwidlenia. W lewo, w prawo, prosto? – zastanawiała się przełykając z trudem ślinę. Nie wiedziała gdzie jest ani skąd przyszła. Nie potrafiła też sobie przypomnieć, jak się tu w ogóle znalazła. Wszystkie przejścia mogły prowadzić do wyjścia. Wąskie, ceglane korytarze ciągnęły się w nieskończoność w ciemności, która niczym łapczywy zwierz pożerała nawet odgłos jej kroków.

      Nagle coś trzasnęło jakby ktoś z hukiem zamknął ciężkie drewniane drzwi. Odgłos dobiegł gdzieś hen z oddali – dźwięk przypominający pękającą pod stopami gałąź. Zamarła, nasłuchując i wstrzymując oddech.

      Przez kilka długich chwil panowała cisza, zakłócana jedynie przez jej łomoczące w szalonym tempie serce. Zrobiła ostrożnie kilka kroków i wtedy za jej plecami rozległ się osobliwy szum: niski, trudny do zinterpretowania. Zrobiła krok w tył i szum ucichł.

      Nagle ogarnęło ją przerażenie, a bolesny skurcz żołądka sprawił, że jęknęła. Po karku spłynęło kilka kropel zimnego potu i już wiedziała, że musi się spieszyć. Musi natychmiast iść naprzód. Uciec stąd, jak najszybciej.

      Wybrała korytarz po lewej i przyspieszyła kroku. Echo jej marszu odbijało się raz po raz od ścian i wracało do niej ze zdwojoną siłą. Tunel wił się niczym wąż: to w lewo, to znów w prawo. Gdy dotarła do kolejnego rozwidlenia, przystanęła aby złapać tchu. Ledwo wzięła dwa głębokie wdechy, gdy za jej plecami znowu rozległ się trzask. Tym razem bliżej… dużo bliżej. Niemal mogła go poczuć pod palcami.

      Puściła się biegiem na oślep. Serce tłukło jej się w piersi, oddech rwał się w krótkich, bolesnych haustach. Nie zważała na bolesne otarcia i drobne rany. Nie oglądała się za siebie. Nie potrafiła. Wiedziała bowiem, że jeśli zatrzyma się choć na sekundę, to to coś natychmiast znalazłoby się tuż za nią.

      Korytarz skręcał, rozwidlał się, opadał łagodnie w dół. Raz po raz wyciągała ręce przed siebie, szukając przeszkody, drzwi, jakiegokolwiek znaku, że to miejsce ma jakieś granice, jakiś koniec, ale nie znajdowała niczego. Każde rozwidlenie prowadziło do kolejnego skrzyżowania. Jeden wąski tunel przechodził w kolejny. Gdy już miała nadzieję, że za rogiem czeka na nią upragnione wyjście, zwodniczy wiatr zmieniał kierunek i łudził z oddali kolejnym mirażem.

      A odgłosy nie ustawały: szumy i trzaski. Ciche, urywane dźwięki, których nie potrafiła rozpoznać. Czasami słyszała je przed sobą, czasami za plecami. Nie mogła już odróżnić, co dobiegało z oddali, a co zdawało się rozbrzmiewać tuż przy jej uchu.

      Musi być stąd jakieś wyjście. Musi – szeptała sama do siebie.

      Próbowała sobie przypomnieć którędy przyszła – bezskutecznie. Starała się wybrać drogę, która wydawała się znajoma. Wszystkie jednak zdawały się jednocześnie znajome i obce.

      Zatrzymała się na kolejnym skrzyżowaniu, opierając obie dłonie o ścianę. Cegły były lodowate. Przez krótką chwilę słyszała tylko własny oddech. A potem, gdzieś w ciemności, coś głośno zaszurało. Nie dalej niż kilka kroków od niej.

      Vivienne znowu ruszyła przed siebie, nie wiedząc już, czy nadal szuka wyjścia, czy już tylko próbuje oddalić się od źródła dźwięku. Ciemność zacisnęła wokół jej szyi żelazną obręcz strachu, który dusił i dławił.

      Korytarze nie miały końca. Nie było drzwi, schodów ani choćby jednej słabej smugi światła. Wszędzie była tylko ciemność i pewność, coraz bardziej rozpaczliwa i nieodparta, że nie ma czasu. Że coś nadchodzi.


      Vivienne obudziła się z bijącym sercem i snem wciąż drgającym ciemności sypialni. Zerknęła na zegarek i uznała, że nie ma sensu już zasypiać. Jeszcze chwilę leżała w ciepłej pościeli, próbując strząsnąć z siebie resztki snu i przygotować się na rozpoczynający się dzień.

      Po długim, gorącym prysznicu, który bezskutecznie miał pomóc jej odzyskać równowagę po dziwnym koszmarze sennym, wyciągnęła z szuflady pęczek białej szałwii. Zapaliła ją i okadziła mieszkanie, ze szczególnym uwzględnieniem sypialni. Kiedy skończyła, rozpaliła również palo santo i powtórzyła zabieg. Następnie usiadła przy stoliku, z kubkiem gorącej kawy i wciąż tlącą się szałwią i palo santo i kilkukrotnie oczyściła talię tarota za pomocą dymu. Po oczyszczeniu talii rozłożyła karty trzy razy, za każdym razem zadając inne pytanie. Pierwsze dotyczyło zaginięcia O’Hary, drugie powiązań między zaginionymi, a trzecie tego, czego sama nie dostrzegała. Karty przynosiły więcej pytań niż odpowiedzi. O’Hara mógł wiedzieć więcej, niż jej zdradził, ale brakowało informacji, by zrozumieć, co naprawdę się z nim stało. Poszczególne zaginięcia mogły łączyć powtarzające się okoliczności, choć równie dobrze to ona mogła próbować dopasować do siebie niepowiązane fakty. Musiała wrócić do dokumentów, porównać szczegóły i spojrzeć na sprawę z innej perspektywy.

      Najbardziej niepokojąca okazała się jednak Kapłanka. Pojawiła się w każdym z trzech rozkładów – niezależnie od tego, o co pytała. Vivienne długo przyglądała się jej wizerunkowi, próbując powstrzymać się od wyciągania pochopnych wniosków. Może to tylko przypadek. Może sama nadawała tej karcie zbyt duże znaczenie? Nie potrafiła jednak pozbyć się wrażenia, że coś jej umyka. Być może powinna przestać pytać, gdzie jest O’Hara, i zamiast tego spróbować zrozumieć, czego tak naprawdę szukał.

      Vivienne zebrała karty. Nie miała ochoty po raz kolejny tasować talii i zadawać tych kolejnych pytań, licząc, że tym razem otrzyma odpowiedź, która rozwieje jej wątpliwości. Zamiast tego sięgnęła po notes i zapisała kilka słów, które przyszły jej do głowy podczas interpretowania rozkładów. Przez chwilę obracała pióro w palcach, próbując przypomnieć sobie szczegóły snu. Ceglane ściany, rozwidlenia, korytarze, które wyglądały identycznie, choć miała wrażenie, że już nimi szła. Nie potrafiła znaleźć w tym żadnego sensu. Może to tylko koszmar, efekt zmęczenia i napięcia ostatnich dni. Mimo to obraz tunelu nie chciał zniknąć z jej pamięci.


      Vivienne przewracała kolejne strony książki w gabinecie O'Hary, próbując zrozumieć, co przyciągnęło jego uwagę. Na jednej z fotografii zatrzymała się dłużej. Przedstawiała fragment zabudowy, który nie wyróżniał się niczym szczególnym. Pod zdjęciem znajdował się krótki opis dotyczący zmian w tej części dzielnicy.

      Czy tylko ja widzę te różnice? Ten sam adres, ale czy to samo miejsce?

      Vivienne ponownie rzuciła okiem na zdjęcia.

      – Spójrz – powiedziała do Alejandro, przesuwając fotografię w jego stronę – liczba okien się zmienia.

      Kiedy mężczyzna przyglądał się fotografii Viv rzuciła ponownie okiem na wyłożone na blacie tomy.

      – Zabieramy je ze sobą, prawda?


      Gdy dwaj mężczyźni weszli do atrium, Vivienne odruchowo uniosła wzrok. Było w nich coś chłodnego i zdyscyplinowanego. Poruszali się z pewnością ludzi przyzwyczajonych do tego, że inni robią im miejsce. Nie dostrzegła w ich zachowaniu otwartej wrogości, ale też nic, co mogłoby ją uspokoić. Dyskretnie skinęła głową w ich stronę, dzięki czemu towarzyszący jej agent XIII również ich dostrzegł.

      Mężczyźni podeszli bezpośrednio do ich stolika i przedstawili się jako agenci FBI, a Alejandro zaprosił ich by usiedli. Viv kątem oka dostrzegła spojrzenie posłane jej przez teksańczyka, ale jej uwaga była skupiona na dwóch agentach. Taksowała ich twarze z dziwną intensywnością, jakby próbowała samą siłą woli przeczytać ich myśli i zajrzeć w najdalsze zakamarki duszy.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      👍
      1
      • MorphM Niedostępny
        MorphM Niedostępny
        Morph jako Storyteller
        napisał(a) ostatnio edytowany przez Morph
        #43

        Let's talk

        Vivienne, Alejandro

        garden.jpg

        Agenci zajęli miejsca przy stoliku. Obaj obdarzyli parę kolejnym wymuszonymi i sztucznie przymilnymi uśmiechami. W ich aparycji i zachowaniu było coś zimnego, apatycznego i budzącego naturalną chęć ucieczki. Trudno powiedzieć, czy tak działał sam autorytet odznaki agenta federalnego, czy stało za tym coś innego.
        -Prowadzimy śledztwo w sprawie zaginięcie pana Dereka O’Hary - zaczął wyjaśniać Dominic Cole - Na początek chciałem zapytać w jaki sposób poznaliście pana Granta i w jakim celu się z nim umówiliście?

        Mężczyzna zrobił długą pauzę. Cisza, jaka zapanowała przy stoliku napawała oboje agentów XIII-tki, dziwnym niepokojem. Oboje mieli wrażenie, że za Cole’em stoi tajemnica, która mrozi krew w żyłach. Być może uczucie to było przesadzone, lekko paranoiczne i wynikające z nagłego pojawienia się FBI na miejscu spotkania, ale krótka wymiana spojrzeń pozwoliła im utwierdzić się w przekonaniu, że oboje czują to samo.

        -Proszę się nie obawiać - wtrącił drugi agent, Tomas Bender - Przepraszam za ton głosu mojego partnera. Dominic może i jest szorstki w obyciu, ale musicie państwo wiedzieć, że nikomu tak nie zależy na odnalezieniu Dereka, jak jemu. Mam świadomość, że osobiste zaangażowanie w sprawę często przeszkadza w jasnej ocenie sytuacji, ale dlatego jestem tu z nim, aby pomóc mu trzymać emocje na wodzy.

        Cole lekko zmrużył powieki i posłał pełne złości spojrzenie swojemu partnerowi. Gra służb stara, jak świat. Dobry i zły glina w wersji - “jestem wredny, bo Derek to mój kumpel. Lepiej mówcie prawdę, bo nie ręczę za siebie”.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        😨 😵
        1
        • CavallinoC Niedostępny
          CavallinoC Niedostępny
          Cavallino jako Vivienne Ashcroft
          napisał(a) ostatnio edytowany przez
          #44

          – Derek przyszedł do mnie kilka miesięcy temu, bo interesowały go rozkłady tarota – odezwała się, zanim Alejandro zdążył odpowiedzieć. Jej spojrzenie zatrzymało się na Cole’u. – Początkowo były to zwykłe konsultacje. Rozmawialiśmy o kartach, ich znaczeniu. Zaczął przychodzić częściej.

          Na moment zawiesiła głos, nadal nie odrywając swojego przenikliwego spojrzenia od agenta.

          – Mieliśmy się jeszcze zobaczyć, miał opłacone sesje. Derek nie pojawił się na umówionym spotkaniu i przestał się odzywać. Zaczęłam się martwić, więc poprosiłam o pomoc kolegę – dodała, wykonując delikatny ruch głowy w stronę Alejandro, nadal jednak świdrując spojrzeniem agenta od którego biła nieprzyjazna aura. – A teraz zastanawiam się w jakie kłopoty się wpakował skoro szuka go FBI?

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          1
          • MorphM Niedostępny
            MorphM Niedostępny
            Morph jako Storyteller
            napisał(a) ostatnio edytowany przez Morph
            #45

            Let's talk

            Vivienne, Alejandro

            Po słowach Vivienne, mężczyźni wymienili szybkie spojrzenia. Jej odpowiedź wyraźnie ich zaskoczyła. Szybko jednak obaj na powrót przybrali pokerowe miny. Nie odpowiedzieli od razu. Przez chwilę przyglądali się Vivienne, jakby próbowali rozstrzygnąć, czy rzeczywiście nie rozumie ona powagi sytuacji, czy też świadomie omija część pytania.

            -Szanowna pani - odezwał się w końcu Cole - Nie pytałem o to, w jaki sposób poznała pani Dereka O’Harę. Interesuje nas w tej chwili Lionel Grant.
            Bender lekko przysunął się z krzesłem do stolika, tym samym skracając dystans do kobiety. Przelotnie zerknął na Hernandeza, jakby to głównie jego reakcja interesowała go w tym momencie najbardziej.
            -Rozumiemy, że zniknięcie O’Hary jest dla pani niepokojące. Nam także przede wszystkim zależy na odnalezieniu Dereka. Jesteśmy jednak tutaj, ponieważ chcemy ustalić, co łączyło państwa z Grantem i czego miało dotyczyć to spotkanie?

            Cole odchylił się na oparcie. Wykonał ten gest, jakby tym samym chciał potwierdzić, że wiodącą rolę w przesłuchaniu przekazuje swojemu partnerowi.
            W tym momencie Hernandez kątem oka zauważył ruch na balkonie, który przykuł jego uwagę. Kiedy obrócił głowę w tamtą stronę, dostrzegł mężczyznę chowającego się za kolumną. Teksańczyk wyraźnie widział w jego dłoniach aparat fotograficzny.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            1
            • KetharianK Online
              KetharianK Online
              Ketharian jako Alejandro Garcia Hernández
              Obsługa Moderator Mecenas
              napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
              #46

              text alternatywny


              H. Washington Library Center


              Alejandro udał, że nie zauważa dyskretnego fotografa, zmienił pozycję na krześle opierając obie ręce łokciami o krawędź stolika i splatając dłonie palcami.

              - Szukamy kogoś, kto miał jako ostatni kontakt z Derekiem O’Harą i kto mógłby rzucić więcej światła na jego zniknięcie. Jestem prywatnym detektywem z licencją i pewnymi kontaktami w tym mieście. Nie było trudnym do ustalenia, że Lionel Grant jest jednym z ostatnich osób, do których dzwonił O’Hara. On sam w niczym nas nie interesuje, tylko jego związek ze znajomym mojej klientki. Sprawdzamy źródła informacji, Grant wydaje nam się najbardziej obiecującym.

              Hernández przesunął wzrokiem po twarzach obu agentów, potem spojrzał uspokajająco na Vivienne.

              - Oczywiście w tych okolicznościach na usta ciśnie się pytanie czy Grant jest dla nas wciąż osiągalny i dlaczego zamiast niego spotykamy się z agentami Biura? Podsłuchujecie jego telefon? Jest objęty federalnym dochodzeniem?

              Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              0
              • MorphM Niedostępny
                MorphM Niedostępny
                Morph jako Storyteller
                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                #47

                That’s all

                Przez kilka chwil trwała niema wymiana spojrzeń ponad kawowym stolikiem. Hernandez starał się dodać otuchy Vivienne. Ta podejrzliwie zerkała na agentów, próbując jak najwięcej wyczytać z ich twarzy, mowy ciała i bijącej od nich energii. Cole i Bender patrzyli natomiast na siebie, jakby prowadzili poważny dialog bez użycia słów.

                Ktoś stojący z boku mógłby odnieść wrażenie, że oto rozgrywa się partia psychologicznych szachów. I po prawdzie tak właśnie było.

                Dominic Cole wymownie uniósł brwi, dając partnerowi znak, by to on zabrał głos.
                -W innych okolicznościach zapewne docenilibyśmy pana przenikliwość i dociekliwość, panie Alvarez. Niestety sytuacja jest zbyt poważna, żebyśmy mogli pozwolić sobie na podobną swobodę. Dlatego jesteśmy zmuszeni poprosić państwa, abyście powstrzymali się od dalszych poszukiwań Dereka O’Hary i nie podejmowali prób kontaktu z Lionelem Grantem.

                Bender zrobił krótką pauzę, po czym spojrzał na Vivienne.
                -Odnalezieniem Dereka zajmiemy się my. Proszę mi wierzyć, traktujemy tę sprawę priorytetowo i dokładamy wszelkich starań, żeby jak najszybciej ustalić, co się z nim stało. Natomiast Grant… cóż, choć ma pan rację, panie Alvarez, że był jednym z ostatnich ludzi, którzy widzieli O’Harę, to nie jest to człowiek, z którym powinniście mieć do czynienia na własną rękę. Jest niebezpieczny i nieobliczalny. Lepiej, żebyście…
                -Nie ma co owijać w bawełnę - przerwał mu Cole, wyraźnie zniecierpliwiony przydługą tyradą. -To zwykły ćpun, który za działkę cracku sprzedałby własną matkę. Ćpun i wariat. I zanim zaczniecie się zastanawiać, czy nie przesadzam, ma na to papiery. Nie mówię tego, żeby go obrażać.

                Cole wstał i szybkim ruchem sięgnął do kieszeni płaszcza. Wyjął wizytówkę i położył ją na stoliku.
                -Gdybyście przypadkiem czegoś się dowiedzieli, proszę zadzwonić.
                Rzucił porozumiewawcze spojrzenie partnerowi. Bender również podniósł się z krzesła.
                -Z naszej strony to wszystko na ten moment - powiedział. - Liczę na państwa rozsądek i rozwagę.
                Skinął głową na pożegnanie.
                -Do widzenia - rzucił Cole i ruszył za partnerem.

                text alternatywny

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                🔥 🆒
                1
                • CavallinoC Niedostępny
                  CavallinoC Niedostępny
                  Cavallino jako Vivienne Ashcroft
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez Cavallino
                  #48

                  Przez chwilę w ciszy spoglądali za oddalającymi się sylwetkami dwóch agentów. Dopiero gdy oddalili się na tyle, by znaleźć się poza zasięgiem słuchu, Viv spojrzała na wizytówkę leżącą na stole i sapnęła, targając z frustracją rude loki:

                  – Ugh, nie podoba mi się aura tego człowieka – mruknęła, patrząc na spoczywającą na stoliku wizytówkę tak wrogo, jakby ta osobiście ją uraziła.

                  – Uwierzyłeś w tę historię z Lionelem Grantem? – mówiąc to, rozejrzała się niespokojnie po atrium, marszcząc brwi. W końcu ponownie zwróciła się do Alejandro:

                  – Możemy stąd iść? Nie wiem dlaczego, ale czuję się nieswojo.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  1
                  • JaremaJ Niedostępny
                    JaremaJ Niedostępny
                    Jarema jako Tomas Jonson
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                    #49

                    Tomas jeszcze raz spojrzał na mapę, po czym odchylił się na krześle i potarł zmęczone oczy. Im dłużej analizował zebrane dane, tym trudniej było mu uwierzyć, że wszystkie te zaginięcia nie miały ze sobą nic wspólnego. Poszczególne tropy nadal pozostawały niepewne, ale coraz więcej z nich zdawało się prowadzić w okolice tego samego punktu. Nie miał jeszcze podstaw, by wyciągać ostateczne wnioski. Potrzebował kogoś, kto pomoże mu zweryfikować przynajmniej część informacji.

                    Sięgnął po telefon i odszukał numer Debbie.

                    — Słuchaj, mam jeszcze jedną prośbę — zaczął, gdy policjantka odebrała. — Mówiłaś, że O’Hara pożyczał pieniądze. Wiesz może, gdzie ostatnio bywał? Mam na myśli jakieś bary, lokale, miejsca, w których mógł spotykać się ze znajomymi.

                    Wysłuchał odpowiedzi, od czasu do czasu przytakując.

                    — Dobra, dzięki. A gdybyś mogła jeszcze ustalić, czy Barry Gaetz znał go prywatnie, czy raczej łączyły ich interesy, byłbym wdzięczny. Nie chcę wyciągać pochopnych wniosków na podstawie samych plotek.

                    Po zakończeniu rozmowy Tomas przez chwilę obracał telefon w dłoni. Nie zamierzał od razu konfrontować Barry’ego z podejrzeniami ani tym bardziej wspominać o swoich analizach. Jeśli mężczyzna rzeczywiście miał coś wspólnego z O’Harą, bezpośrednie pytania mogły jedynie sprawić, że zamknie się w sobie.

                    Lepszym rozwiązaniem wydawało się spotkanie w neutralnym miejscu. Zwykły bar, swobodna rozmowa i odpowiednio dobrana historia mogły dać mu szansę na poznanie człowieka, zanim zacznie zadawać właściwe pytania. Mógł przedstawić się jako ktoś, kto znał O’Harę z dawnych czasów i próbował odnowić z nim kontakt, być może jako dawny współpracownik. Nie musiał od razu odsłaniać wszystkich kart.

                    Oczywiście, pozostawała kwestia tego, czy Barry w ogóle zechce się z nim spotkać.

                    Tomas wrócił do komputera i otworzył dokument z notatkami. Na górze strony dopisał nazwisko Gaetza, a pod nim krótką listę pytań, które chciał zadać podczas rozmowy. Przede wszystkim interesowało go, kiedy Barry ostatnio widział O’Harę, w jakich okolicznościach pożyczył mu pieniądze i czy przed zaginięciem wydarzyło się coś nietypowego.

                    Reszta mogła poczekać.

                    Najpierw musiał doprowadzić do spotkania.Tomas spojrzał na ekran telefonu, na którym wciąż miał zapisane namiary na Barry’ego Gaetza. Przez chwilę obracał urządzenie w dłoni, zastanawiając się, jak poprowadzić rozmowę, żeby nie zabrzmieć zbyt oficjalnie ani nie wzbudzić niepotrzebnych podejrzeń. Nie miał pojęcia, jakim człowiekiem okaże się Barry. Wiedział jedynie, że pożyczył O’Harze sporą sumę pieniędzy, a to czyniło go jednym z niewielu ludzi, którzy mogli wiedzieć coś o ostatnich dniach zaginionego.

                    W końcu odnalazł numer i nacisnął zieloną słuchawkę.

                    Po kilku sygnałach usłyszał męski głos.

                    — Barry Gaetz?

                    — Przy telefonie. Kto mówi?

                    — Tomas Jefferson. Dzwonię w sprawie O’Hary.

                    Przez moment zamilkł, dając rozmówcy czas na skojarzenie nazwiska.

                    — Z tego, co słyszałem, znacie się całkiem dobrze. Pracuję dla niego i od kilku dni nie mogę się z nim skontaktować. Na początku pomyślałem, że może po prostu gdzieś wyjechał albo ma coś pilnego na głowie, ale zaczyna mnie to niepokoić. Nie należy do ludzi, którzy znikają bez słowa.

                    Tomas zerknął na dokumenty rozłożone na biurkuTomas spojrzał na ekran telefonu, na którym wciąż miał zapisane namiary na Barry’ego Gaetza. Przez chwilę obracał urządzenie w dłoni, zastanawiając się, jak poprowadzić rozmowę, żeby nie zabrzmieć zbyt oficjalnie ani nie wzbudzić niepotrzebnych podejrzeń. Nie miał pojęcia, jakim człowiekiem okaże się Barry. Wiedział jedynie, że pożyczył O’Harze sporą sumę pieniędzy, a to czyniło go jednym z niewielu ludzi, którzy mogli wiedzieć coś o ostatnich dniach zaginionego.

                    W końcu odnalazł numer i nacisnął zieloną słuchawkę.

                    Po kilku sygnałach usłyszał męski głos.

                    — Barry Gaetz?

                    — Przy telefonie. Kto mówi?

                    — Tomas Jefferson. Dzwonię w sprawie O’Hary.

                    Przez moment zamilkł, dając rozmówcy czas na skojarzenie nazwiska.

                    — Z tego, co słyszałem, znacie się całkiem dobrze. Pracuję dla niego i od kilku dni nie mogę się z nim skontaktować. Na początku pomyślałem, że może po prostu gdzieś wyjechał albo ma coś pilnego na głowie, ale zaczyna mnie to niepokoić. Nie należy do ludzi, którzy znikają bez słowa.

                    Tomas zerknął na dokumenty rozłożone na biurkuJeśli Barry miał jakieś informacje, łatwiej byłoby je uzyskać podczas zwyczajnej rozmowy niż przez telefon, kiedy każde pytanie mogło zabrzmieć podejrzanie.

                    — Pomyślałem, że moglibyśmy spotkać się gdzieś na mieście. Jest taki bar, The Rusty Nail, niedaleko centrum. Można spokojnie usiąść, zamówić coś do picia i pogadać bez pośpiechu. Może przypomni sobie pan coś, co pomoże mi go znaleźć. Co pan na to? Dzisiaj wieczorem miałby pan chwilę? Kolejka oczywiście na mój koszt.

                    Tomas umilkł i przyłożył telefon mocniej do ucha, czekając na odpowiedź. Nie zamierzał naciskać, jeśli Barry odmówi. Na razie zależało mu przede wszystkim na tym, by doprowadzić do spotkania i dowiedzieć się, co mężczyzna miał do powiedzenia o zniknięciu O’Hary.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    👍
                    2
                    • PiołunP Online
                      PiołunP Online
                      Piołun jako Daniel Mercer
                      Mecenas
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                      #50

                      Daniel przez dłuższą chwilę patrzył na zapisane przez nich informacje, a potem ponownie na czarną skrzynkę ukrytą we wnęce. Im więcej odkrywali, tym dziwniej wyglądała cała sprawa. Komputer O’Hary nie był po prostu samotnym stanowiskiem schowanym na strychu. Regularnie łączył się z czymś poza mieszkaniem, a wszystko wskazywało na to, że Derek miał dostęp do części sieci XIII, do której raczej nie powinien móc dostać się sam. Ktoś musiał mu w tym pomóc albo przynajmniej dokładnie go poinstruować.
                      – Chyba jestem za drugą opcją – odezwał się w końcu, zerkając na Simona. – Może spróbujmy najpierw ustalić, co jest po drugiej stronie tego połączenia.

                      Nie widział większego sensu w dalszym grzebaniu w zabezpieczeniach tylko dlatego, że być może byli w stanie je obejść. Im bardziej skomplikowany okazywał się cały system, tym mniej podobał mu się pomysł sprawdzania metodą prób i błędów, co O’Hara przygotował na wypadek nieproszonego gościa. Wiedzieli już, że jego komputer regularnie komunikował się z czymś poza mieszkaniem. Teraz ważniejsze wydawało się ustalenie, gdzie prowadziło to połączenie i kto znajdował się po jego drugiej stronie.
                      – Jestem cholernie ciekawy, kto mu to zbudował i dał dostęp do sieci XIII. Masz jakieś pomysły? – zapytał, zabierając się do pracy. Odsunął się nieco od stanowiska i jeszcze raz spojrzał na poprowadzone wokół niego przewody. Na pierwszy rzut oka wyglądały jak kolejny element technicznego bałaganu, ale po bliższych oględzinach było dokładnie odwrotnie.

                      Daniel już otwierał usta, żeby zasugerować, jak najlepiej zabrać się do dalszej pracy, kiedy z dołu dobiegł ciężki głos.
                      – FBI! Otwierać!
                      Zamilkł natychmiast i posłał szybkie spojrzenie w stronę Simona. Nie spanikował. Lata spędzone w wojsku nauczyły go, że w takich chwilach najgorsze, co można zrobić, to pozwolić zaskoczeniu przejąć kontrolę. W jego głowie coś przeskoczyło niemal automatycznie i z technika przeobraził się w wojskowego. Pojawienie się federalnych drastycznie ograniczało ich możliwości. Daniel zerknął w stronę włazu prowadzącego na korytarz. Z dołu dochodziły kolejne głosy oraz odgłosy poruszających się ludzi. Nie wiedział jeszcze, ilu dokładnie agentów znajdowało się w budynku, jak szybko dostaną się do mieszkania ani kiedy zainteresują się samym strychem, ale jedno było już jasne. Czas na spokojne oględziny właśnie się skończył.

                      Daniel przez moment jeszcze patrzył na stanowisko, szybko przeliczając w głowie, co właściwie mogli zrobić w czasie, który im pozostał. Zostawienie wszystkiego w obecnym stanie oznaczało ryzyko, że za kilka minut dostęp do sprzętu O’Hary zostanie im całkowicie odcięty. Z drugiej strony nie mieli już warunków, żeby spokojnie rozbierać całą instalację. Spojrzał na Simona.
                      – Ile z tego jesteśmy w stanie zabrać na szybko? – zapytał cicho. – Mamy najwyżej parę minut.

                      Sam zaczął już zbierać ich własny sprzęt i upewniać się, że wszystkie przechwycone dane zostały zapisane. Jeśli mieli wynieść coś więcej, wolał zostawić Simonowi decyzję, które elementy da się odłączyć bez ryzyka ich uszkodzenia. Czarna skrzynka, nośniki danych, może któryś z dodatkowych modułów. Cokolwiek, co później pozwoliłoby im odtworzyć część pracy O’Hary albo dokładniej przeanalizować jego połączenia.
                      – Skup się, Simon, i pryskamy stąd. Musimy zniknąć, zanim ktoś na dole przypomni sobie, że ten budynek ma też strych.
                      Daniel jeszcze raz spojrzał w stronę włazu. Jeśli droga na korytarz pozostawała wolna, zamierzał zejść z Simonem i spróbować opuścić budynek, zanim sytuacja zdąży się bardziej skomplikować. W najgorszym razie mogli udawać, że po prostu wychodzą z jednego z mieszkań. W końcu żaden z nich nie miał wypisanego na czole „agent XIII”. Pakując naprędce swoje graty, poczuł, jak mocno serce tłucze mu się w piersi. Dawno nie działał pod taką presją czasu i z tak wyraźnym zastrzykiem adrenaliny, ale gdzieś pod napięciem czaiło się też coś jeszcze. To ryzyko i balansowanie na ostrzu noża podobały mu się bardziej, niż byłby skłonny przyznać.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      👍
                      1
                      • KetharianK Online
                        KetharianK Online
                        Ketharian jako Alejandro Garcia Hernández
                        Obsługa Moderator Mecenas
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                        #51

                        text alternatywny


                        H. Washington Library Center


                        Hernández odprowadził obu agentów spojrzeniem zmrużonych oczu, potem zaś odwrócił się w stronę Vivienne dotykając jej ramienia i ściskając wymownie jej ramię.

                        - Zadzwoń do Becki i przekaż jej, że Grant jest spalony - rzucił do towarzyszki - FBI podsłuchuje jego telefon i najpewniej sprawdza już mój. Cała sekcja musi przejść na nowe numery, jedynie twój powinien być bezpieczny. Zaraz wracam.

                        Latynos podniósł się ze swojego miejsca, ruchami pozornie rozluźnionymi i spokojnymi, ale z wzrokiem myszkującym po sali, gotów przyspieszyć kroku w razie potrzeby.

                        Spóźnił się. Kimkolwiek był człowiek fotografujący z ukrycia spotkanie agentów XIII z przedstawicielami Biura, zdążył dyskretnie wycofać się z bezpośredniego otoczenia Hernándeza. Aleksandro przystanął obok kolumny, za którą chował się podglądacz, przesunął rozczarowanym wzrokiem po wnętrzu wypełnionego dźwiękami cichych rozmów pomieszczenia.

                        Fotograf definitywnie zniknął, ale jakieś irracjonalne przeczucie podpowiadało agentowi, że obaj się jeszcze spotkają w przyszłości.

                        Spotkanie w bibliotece dobiegło końca. Latynos zawrócił do stolika Vivienne kiwnięciem głowy dając profesor do zrozumienia, że przyszła pora na wyjście z budynku.

                        Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        🖖
                        0
                        • CavallinoC Niedostępny
                          CavallinoC Niedostępny
                          Cavallino jako Vivienne Ashcroft
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                          #52

                          Vivienne spojrzała na Alejandro z wyraźnym zaskoczeniem, kiedy ścisnął jej ramię. Przez moment miała ochotę zaprotestować, że przecież nie ma pojęcia, czy FBI rzeczywiście podsłuchuje telefon Granta, ale widok jego skupionej twarzy powstrzymał ją przed komentarzem.
                          Odprowadziła go wzrokiem, kiedy ruszył w stronę balkonu, przez chwilę ważąc jego słowa i zastanawiając się czy mężczyzna ma rację z tymi podsłuchami i czy powinna dzwonić do Becki. Nie była przecież agentem XIII – i tak była tutaj na doczepkę. Westchnęła, wyjęła telefon z kieszeni płaszcza i wybrała numer.
                          – Hej, tu Viv. Coś dziwnego się właśnie wydarzyło…


                          Wyszli z budynku na mroźne, zimowe powietrze, które bezlitośnie wdarło się w poły płaszcza Vivienne. Ciaśniej się nim owinęła i naciągnęła czapkę na głowę zanim skierowali się powoli do miejsca gdzie zostawili auto. Przez chwilę szli w milczeniu. W końcu Viv powtórzyła pytanie na które nie dostała odpowiedzi w atrium:
                          – Uwierzyłeś w tę historię z Lionelem Grantem? Że to niebezpieczny ćpun i wariat? Trochę dziwne, że FBI podsłuchiwałoby telefon zwykłego wariata… Swoją drogą dlaczego się nie pojawił? Myślisz, że wiedział o FBI i ich pojawienie go spłoszyło?

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          1
                          • BardielB Niedostępny
                            BardielB Niedostępny
                            Bardiel jako Simon Tanner
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez
                            #53

                            Biuro - dzień wcześniej

                            Simon spojrzał z lekkim niedowierzaniem na aparat fotograficzny, który pozostawił mu na biurku Eugene.
                            – Czy ja prowadzę całodobowy salon fotograficzny? - zapytał bardziej siebie niż kogokolwiek konkretnego, rozkładając ręce. Zmęczenie oraz anomalie dawały się we znaki coraz bardziej, stąd nie hamował reakcji.
                            Niemniej po prostu zrobił swoje. Chciał się dowiedzieć co udało się ustalić naukowcowi. Jeśli miał to wszystko koniec końców połączyć w całość, musiał znać wszystkie fakty. Trzeba było się pogodzić z tym, że będzie czymś w rodzaju “pracownika technicznego” - tym bardziej, że Mullis kojarzył mu się z typowym wykładowcą na uczelni, który nie potrafi włączyć projektora. Pokaz slajdów wymagał fachowca!

                            Biuro - następny dzień

                            Od samego rana pieczołowicie pracował nad kartą pamięci podrzuconą mu dzień wcześniej przez Tomasa. Gdy analizował sam nośnik, utwierdził się w przekonaniu że musiał zostać uszkodzony przez impuls elektromagnetyczny. Niby wiedział, że nie można wykluczyć innych zdarzeń, ale zwyczajnie zafiksował się na tym konkretnym wyjaśnieniu. Sporą część swoich hipotez budował na bazie tego przekonania, toteż nie potrafił się go łatwo wyzbyć. Jedynie gdzieś głęboko z tyłu głowy migała “lampka ostrzegawcza” przypominająca, że może się mylić.
                            – Bardzo dużo fotografował budynki. Niektóre niezwykle dokładnie - wymruczał pod nosem, trochę do siebie, a trochę do Becki. - Skoro nie robił jako agent nieruchomości, to wygląda mi to jakby chciał to z czymś porównywać. Robiłem tak jak byłem młodszy. Fotografowałem ciągle swoje mieszkanie i porównywałem z dnia na dzień.
                            Mężczyzna przeklikiwał dalej kolejne zdjęcia.
                            – Na niektórych mamy godzinę wykonania zdjęcia. To pomoże nam uzupełnić braki w trasie O’Hary. I potwierdzę czy pokrywają się z zakłóceniami.
                            Simon nagle zerwał się na równe nogi.
                            – To on! To ten gość! - oznajmił celując palcem w monitor. Ekran wyświetlał sylwetkę czarnoskórego mężczyzny w kapelutku. - Widziałem go!
                            Blondyn po chwili uświadomił sobie dlaczego ten człowiek wydał mu się znajomy.
                            – Podczas blackoutu… Miałem delirkę… To znaczy jakbym widział anomalię. I widziałem właśnie tego gościa. Musimy go dorwać.
                            Simon zaczął nerwowo przeszukiwać zdjęcia.
                            – Budynek 7854… Mieszkanie 31… Albo 3L? Niewyraźne te zdjęcia. Nie widzę jaka to ulica.
                            Pracował dalej... Jedno ze zdjęć przyciągało jego wzrok jak magnes. Choć znajdowało się w sekcji uszkodzonych plików, to coś cały czas kazało mu zerkać w jego stronę. Przepalone piksele wirowały mu przed oczami układając się w kształty, które jego złakniony sensu mózg z miejsca interpretował, jako dobrze znany wzór.
                            Przerażało go to, ale jednocześnie w pewien sadystyczny sposób przyciągało. Miał niemal absolutną pewność, że to omam. Projekcja traumy głęboko zakorzenionej w jego jaźni. Mimo to gapił się w ekran, jak zahipnotyzowany. Nawet nie mrugał bojąc się, że gdy to zrobi, obraz zniknie.
                            – Wszystko w porządku? - usłyszał za sobą głos Becki.
                            Instynktownie zwinął zdjęcie do paska.
                            –Tak - odparł bez chwili zawahania i wtedy w jego głowie odezwało się echo głosu znanego.
                            –Nie opuszczaj mnie - błagała Sara.

                            Poddasze u O’Hary

                            – Jestem cholernie ciekawy, kto mu to zbudował i dał dostęp do sieci XIII. Masz jakieś pomysły? – zapytał Daniel, zabierając się do pracy.
                            – Cóż… Nie. Ale z całą pewnością ktoś to zrobił za niego - odparł Simon, poprawiając okulary. - Przeglądałem jego akta. O’Hara to typowy twardziel spędzający większość czasu w terenie. To…
                            Skinął głową na sieć kabli oraz stację roboczą.
                            – To wymaga piwniczaka. Nerda. Sporo w to zainwestował. Mocny sprzęt. Nie wiemy do końca co się dzieje w środku, ale ja bym to wykorzystał do machine learningu.
                            Simon przypomniał sobie, że nie rozmawia z Becką.
                            –To takie coś, że maszyna się uczy i szuka wzorców w dużej ilości danych. A on zbierał sporo materiału i łączył się z bazą. I najwyraźniej nie pracował sam…

                            – FBI! Otwierać!
                            Simon zamarł w bezruchu i nie odzywał się. Nie spodziewał się takiego obrotu akcji. Przez moment zastanawiał się czy nie mogliby po prostu przeczekać nalotu. Być może federalni nie zorientują się, że jest jeszcze strych? Wszak Vivienne i Alejandro zabrali korespondencję z mieszkania O’Hary.
                            – Skup się, Simon, i pryskamy stąd - głos Daniela wybił mu ten pomysł z głowy. - Musimy zniknąć, zanim ktoś na dole przypomni sobie, że ten budynek ma też strych.
                            Tanner skinął głową. Zaraz potem zabrał się za odłączanie prototypowego urządzenia służącego jako pośredni punkt połączenia stacji roboczej z zewnętrznym węzłem sieciowym. Liczył, że samoróbka nie będzie mieć standardowych zabezpieczeń systemu operacyjnego. Liczył, że będzie skrywać zapisane dane uwierzytelniające, adresy IP ukrytych węzłów lub luki w oprogramowaniu układowym, które uda się zgrać w bezpiecznym miejscu. Jeśli miał stąd wynieść jedną rzecz, to właśnie to. Minęło ledwie kilka sekund nim urządzenie wylądowało w grubej aktówce Simona.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            ♥
                            2

                            Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

                            Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

                            Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

                            Zarejestruj się Zaloguj się
                            Odpowiedz
                            • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                            Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                            • Najpierw najstarsze
                            • Najpierw najnowsze
                            • Najwięcej głosów


                            • Zaloguj się

                            • Nie masz konta? Zarejestruj się

                            • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                            Powered by NodeBB Contributors
                            • Pierwszy post
                              Ostatni post
                            0
                            • Kategorie
                            • Ostatnie
                            • Tagi
                            • Popularne
                            • Świat
                            • Użytkownicy
                            • Grupy
                            • Strona startowa