Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
  1. Start
  2. Sesje Warhammer
  3. Rozgrywka
  4. [WFRP 2ed] Bögenhafen
Bögenhafen
DeklineD
Dekline jako
Złośliwość losu
Mistrz Gry
SantorineS
Santorine jako
Ulrich Rotzniesser
Niekatywny
WiredW
Wired jako
Marcus Funke
Niekatywny
SeachS
Seach jako
Modi Wagner
Niekatywny
MortarelM
Mortarel jako
Mały Kurt vel Knut
MarrrtM
Marrrt jako
Ergo Sum
KermK
Kerm jako
Oswald Braun
KetharianK
Ketharian jako
Hieronim Bosch
JhnWJ
JhnW jako
Ulrich (von) Guttenluft
ZellZ
Zell jako
Nadja Schmidt

[WFRP 2ed] Bögenhafen

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
wfrp 2edkrótkie odpisysurvivalbögenhafen
267 Posty 10 Uczestników 9.1k Wyświetlenia 3 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • ZellZ Niedostępny
    ZellZ Niedostępny
    Zell jako Nadja Schmidt
    Moderator Obsługa Mecenas Grafik
    napisał(a) ostatnio edytowany przez
    #252

    Nadja spojrzała na Ergo karcąco.
    - Nie gadaj tak dużo, boleć będzie bardziej i jeszcze pogorszysz swój stan! - powiedziała łagodnym tonem, jak osoba naprawdę troszcząca się o nicponia.

    Writing is a socially acceptable form of schizophrenia.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    0
    • KermK Niedostępny
      KermK Niedostępny
      Kerm jako Oswald Braun
      napisał(a) ostatnio edytowany przez
      #253

      Oswald bywalcem wielu bitew nie był, ale wiedział, za który koniec miecza trzymać, a który w stronę wroga skierować. Tak też i paru oponentów zdołał ostrzem potraktować, a przy okazji nie oberwać, co raczej szczęściu, a nie umiejętnościom zawdzięczał.
      A potem w beczce miodu zwycięstwa znalazła się łyżka, i to spora, dziegdziu, jako że najpierw Kurt w szale bitewnym za uciekającymi przeciwnikami popędził, a potem Hieronim z dowódcą tutejszych w spór się wdał, mordę wydarłszy na owego, co się Mariusem zwał.
      Na szczęście ów ostatni rozsądkiem tudzież wdzięcznością błysnął... acz i ciekawością.
      - Co robimy zatem? - spytał, od tematu dziur w Ergo uwagę odwracając. - Idziemy za Kurtem? A jeśli tak, to co z obrońcą cnót niewieścich - spojrzał na moment na leżącego - zrobimy?

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      0
      • KetharianK Niedostępny
        KetharianK Niedostępny
        Ketharian jako Hieronim Bosch
        Obsługa Moderator Mecenas
        napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
        #254

        Magazyn braci Kragów


        Hieronim Bosch zasłużenie uchodził wśród znajomych za człowieka niezwykle spokojnego i obdarzonego ogromną cierpliwością orazi zrozumieniem wobec bliźnich - tak dalece, że czasami zdarzało mu się fantazjować na temat swojego własnego życia w posłudze świątyni Shallyi, gdyby jego losy potoczyły się inaczej w młodości.

        Teraz jednak dosłownie zagotował się w duchu, myślami obalając buńczucznego oficera na bruk i tłukąc go bezlitośnie drzewcem włóczni po zakutym łbie. Nie mieściło się poczciwemu urzędnikowi w głowie, że ktoś może tak dalece nie okazać posłańcom świątyni szacunku i posłuszeństwa. Ten dobrze urodzony obszczymur posunął się wręcz dalej, grożąc Hieronimowi odebraniem życia!

        Samemu Hieronimowi Boschowi, który niósł zapieczętowane pisma sporządzone na polecenie arcykapłana Grimmiga, a przez to będące pobłogosławionymi dokumentami arcywagi!

        Stos, za coś takiego tylko stos, ale kara dla oficera musiała niestety zostać bezterminowo odroczona, bo w zaistniałej sytuacji urzędnikowi zabrakło narzędzia do jej wykonania. Przeklęty Kurt!

        Starzec zamamlał coś pod nosem, zamierzenie cicho, aby dowódca zbrojnych go nie usłyszał. Głos rozsądku wył w jego głowie niczym oszalały nakazując natychmiastowe porzucenie Małego Kurta oraz nie rokującego za dobrze Suma i oddalenie się w bezpieczniejsze okolice wraz z rokującą znacznie lepiej dziewką i pozostałymi dwoma łotrami. Hieronim Bosch niósł na swoich barkach wielkie brzemię, które wymagało od niego bolesnych wyrzeczeń. Każdy inny wysłany na świętą misję be wahania podjąłby trudną decyzję stawiając dobro ogółu ponad dobrostanem towarzyszy tej misji.

        Każdy, lecz nie Bosch - Hieronim odkrył bowiem ze zdumieniem, że nie potrafi się uwolnić od osoby Małego Kurta. Spędziwszy z tym odważnym, prostodusznym i lojalnym olbrzymem tyle czasu na groźnych ulicach Bögenhafen, urzędnik uświadomił sobie, że nie może tak po prostu odejść zostawiając Kurta na pastwę losu - każdego, tylko nie Kurta, który z dużą dozą prawdopodobieństwa mógł wykaraskać się z opresji na własną ręką, a potem odnaleźć swojego duchowego mentora i nieszczęśliwie dojść do wniosku, że ten zawiódł jego Kurta zaufanie.

        A Hieronim był już pewien, że pod żadnym pozorem nie chciałby zawieść zaufania Małego Kurta!

        - W rzyć chędożony raptus - zawarczał pod nos podnosząc z ziemi kuszę i oglądając się w stronę ostatniego biegłego w orężu członka swojej grupy. Młody fircyk chwilę wcześniej zapytał o plan działania, co w opinii Hieronima świadczyło o tym, że pojął w końcu, kto przewodził całej eskapadzie.

        - Niech leży i zdrowieje, cyrulik z ladacznicą się nim zajmą - zdecydował - A my poszukajmy naszego wiernego druha, jeno żwawo!

        Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        😨 😠
        1
        • DeklineD Niedostępny
          DeklineD Niedostępny
          Dekline jako Złośliwość losu
          Obsługa Moderator Mecenas
          napisał(a) ostatnio edytowany przez
          #255

          Dla Kurta

          Diaboł ruszył biegiem w kierunku przygotowanego na atak Kurta. Mały w zwolnionym tempie dostrzegł pazury które mkną w kierunku jego szyi. Na szczęście szybki ruch tarcza zbił atak. Kurt kontratakował, celnie lecz zbyt słabo aby ubić stwora na miejscu. Celował również w szyje i tam też trafił, lecz jak widać nie był to cios do końca śmiertelny. Diaboł zdawał się nie przejmować raną i kontynuował szaleńczy atak. Wymiana ciosów była szybka, lecz Kurt zdawał sobie sprawę żę to on w niej prowadzi, ciął celniej i lepiej się bronił. Mały poczuł silny ból w ramieniu, z którego trysnęła krew, by chwilę później dorwać krtani Diaboła rąbiąc ją tak okrutnie że aż oddzielając łeb od ciała. Kurt przysiadł zdyszany. Walka mimo że krótka, do dość dynamiczna i strasznie zatem męcząca. Mały odruchowo złapał się za ramie, które zapiekło okrutnie.

          Dla Hieronima oraz Oswalda

          Dwójka bohaterów ruszyła śmiało, lecz i w milczeniu, w kierunku w którym pobiegł Kurt. Odnalezienie drogi było banalnie proste, starczyło iść tropem świeżych ciał. Dość szybko, acz dopiero za kolejnym zaułkiem dostrzegli siedzącego na środku ulicy Towarzysza. Przed nim leżało ciało diaboła, a za nim głowa tegoż stwora. Kurt był cały pokryty krwią, dyszał ciężko i widać było że walczy ze sobą aby nie upaść. Był co jasne, odwrócony do nich tyłem.

          Dla Ergo, Ulricha oraz Nadji

          Marius słuchał uważnie słów Ergo, który mimo najszczerszych chęci nie wypluwał słów tak szybko jakby chciał. Oficer minę miał obojętną, nie wiadomo czy tak bardzo miał to gdzieś, czy może zwyczajnie na chłodno wysłuchiwał tłumaczeń.

          • Dobrze

          Skwitował na koniec i przeniósł wzrok na Hieronima i Oswalda.

          • Idziecie. Rozumiem. Dam Wam obstawę kuszników na dachu, nie ruszą za Wami, ale mogą osłaniać w razie potrzeby tyle możemy zrobić. Życzę powodzenia.

          Kusznicy poszłi na dach, a Marius wrócił do reszty

          • A co do Was. Mogę was odesłać na nasze zaplecze. Dostaniecie wikt i opierunek do końca dnia, a jak będzie miejsce to do rana. Medykamenty i gabinet również. Panie Guttenluft na miejscu proszę się czuć jak u siebie, poinstruuje że jest Pan medykiem. Pośle z Wami gońca. Decyzja? Więcej informacji?

          Discord nie jest dla mnie wiążący ani obligatoryjny. Chcesz coś ode mnie, to zawrzyj w poście.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          0
          • KetharianK Niedostępny
            KetharianK Niedostępny
            Ketharian jako Hieronim Bosch
            Obsługa Moderator Mecenas
            napisał(a) ostatnio edytowany przez
            #256

            Uliczki Bögenhafen


            Hieronim poczuł przemożną ulgę widząc, że Mały Kurt ponownie sprostał wyzwaniu - a było ono bezsprzecznie tęgie, o czym świadczył ciąg porąbanych mieczem zwłok, z których wciąż wyciekała świeża krew. Wielki rębacz ledwie się trzymał na nogach dysząc bez mała tak samo jak zmordowany długim truchtem urzędnik.

            - Nasze szczęście, że się na zewnątrz miasta samopas nie wyrwał - wysapał Bosch zginając się wpół i opierając dłonie o kolana - Idź i zagoń go do magazynu, bo ja tu chyba zaraz flaki wyrzygam.

            Starzec zacharczał ponownie i splunął siarczyście na zbryzgany krwią bruk, jedną ręką ściągając z pasa kuszę, drugą zaś poklepując Oswalda zachęcająco po udzie.

            Jego oczy nie opuszczały nawet na chwilę tkwiącego w miejscu zdyszanego olbrzyma.

            - Kurt, chwała Sigmarowi! Nasz Pan cię napełnił mocą i ocalił! Chodź, wracajmy już, świetnie się sprawiłeś. Idź, Oswald, potrząśnij nim z łaski swojej, chyba ogłuchł.

            Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            🤠
            1
            • MortarelM Niedostępny
              MortarelM Niedostępny
              Mortarel jako Mały Kurt vel Knut
              napisał(a) ostatnio edytowany przez
              #257

              Kurt siedział jeszcze przez chwilę na bruku, ciężko oddychając. Trzymał dłoń na rozoranym ramieniu i patrzył na leżącego przed nim diaboła. Łeb stworzenia potoczył się kawałek dalej, ale Mały wciąż spoglądał przede wszystkim na przeciętą szyję. Podobnie jak u ludzi, gardło było słabym punktem diaboła.

              Dopiero teraz, kiedy walka się skończyła, zaczynał czuć wszystko naraz. Piekące ramię, zmęczone mięśnie, drżenie dłoni zaciśniętej na rękojeści miecza. Przed chwilą był pewien, że został sam. Zdążył nawet pomyśleć, że nie pożegnał się z pozostałymi i że być może już ich nie zobaczy. Mimo to stanął przed diabołem, bo nie widział innego wyjścia i wtedy poprosił Sigmara o siłę. Teraz diaboł nie miał głowy.

              Wtem, Kurt usłyszał głos Hieronima i powoli odwrócił się w jego stronę, „Nasz Pan cię napełnił mocą i ocalił”, Kurt znieruchomiał. Hieronim nie mógł wiedzieć, o co Kurt prosił Sigmara w modlitwie, a jednak mytnik zdawał się znać prośbę Kurta. Niechybnie było to dowodem na to, że Sigmar wysłuchał Małego.

              Kurt podniósł się ciężko z bruku i schował miecz. Zatrzymał się przed Hieronimem i przez moment po prostu patrzył na starca. Wreszcie wielka, zakrwawiona dłoń Małego powędrowała ku karkowi mytnika, jakby chciał się upewnić, że Hieronim naprawdę tutaj stoi.

              – Miałeś rację. - rzekł krótko. - Sigmar czuwa nad nami! - Kurt spojrzał na Boscha znacznie surowiej, nie zdejmując wielkiej dłoni z jego karku. Palce Małego spoczywały tam niemal ostrożnie, choć przy różnicy ich postury wyglądało to raczej tak, jakby trzymał w garści coś, co mógłby złamać przez nieuwagę.

              - Skoro Sigmar zadał sobie trud, żeby utrzymać nas obu przy życiu, nie możemy teraz tego zmarnować. Wracajmy. - Następnie Kurt przez całą drogę pilnował, żeby Hieronim szedł przy nim. Skoro Sigmar czuwał nad Kurtem, Kurt uznał, że może w zamian czuwać nad Hieronimem. Młotodzierżca miał przecież wystarczająco dużo roboty.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              ♥
              1
              • MarrrtM Niedostępny
                MarrrtM Niedostępny
                Marrrt jako Ergo Sum
                Mecenas
                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                #258

                Ergo był rad siebie, że tak łacno odczarował ciekawskość lejtnanta. Zdecydowanie mniej spodobała mu się wzmianka o gabinecie. W zasadzie gdy się nie ruszał, nie śmiał, nie mówił głośno i prawie nie oddychał, to prawie nie bolało. Więc może wydobrzeje nawet z tymi bełtami?
                - Nniee... nie trzeba gabinetu. Te bełty. Na pewno same wyjdą. Wiecie, jak drzazgi. - Spojrzał błagalnie na Nadię, coraz mniej zainteresowanego Melhorna i Ulricha, którego przekonać starał się najbardziej - Ja też byłem kiedyś asystentem medykusa. Widziałem jak pracował! Bełty podejdą ropą i wyjdą. Na pewno. Na pewno! Auu... Słodka Shallyo... panowie wojowie... macie gorzałki? Dla bohatera??

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                1
                • JhnWJ Niedostępny
                  JhnWJ Niedostępny
                  JhnW jako Ulrich (von) Guttenluft
                  Administrator Obsługa Developer
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez JhnW
                  #259

                  Ulrich zignorował wymądrzanie się cyrkowca o niewychodzący bełtach, w fachu był dość biegły aby nie wchodzić z każdym pacjentem w polemikę (chyba, że chodziło o kwestie finansowe). Tak i teraz postąpiwszy, objął we władanie coś, co dumnie nazwano gabinetem medyka, a sam cyrulik bliżej określiłby to jako kanciapę medyka.
                  Wraz z pomocą Nadji zaczął inwentaryzować medykamenty potrzebne do zoperowania cyrkowca oraz wygotowywać narzędzia. Trwało to dość słuszny czas, pod koniec którego jednak postanowił dodać Ergo trochę otuchy.
                  - Nie pierwszy raz operuję w takich warunkach, i nie pierwszy raz z Laleczką, chociaż - spojrzał spod byka na dziewczynę, żartując - zwykle przy co krwawszych akcjach czmychała zając się kobiecymi sprawami. Ale nie mam o to pretensji, nie była zatrudniona nawet jak moja asystentka, ot taki los. Podczas Burzy Chaosu służyłem w armii imperium, tam się poznaliśmy.
                  Odlał trochę alkoholu do miseczki do dezynfekcji ale najpierw lekko ciepłą wodą obmywał okolice wbitych bełtów, uprzednio rozcinając koszulę Ergo.
                  - Podłe to były czasy. Wiesz czemu nie kupuję tych całych gawęd Hieronima? Bo - ściszył głos - widziałem Sigmara odrodzonego. Z daleka, ale co to... A potem byłem na kazaniu Luthora Hussa. Wydaje się mi, że wiem jak mówią święci mężowie. Ten mi tak nie brzmi. O, widzisz - powiedział głośniej - zaraz będziesz krzyczeć...

                  ***

                  Po skończonym zabiegu oczekiwał na powrót towarzyszy, przygotowując się na kolejnego pacjenta - jeśli Knur przeżył, wracając myślami do wabików które kiedyś polecił wykonać. Watro byłoby je przetestować. Myślał też o eksperymentach na oszalałych, czy może po czasie wracają do zdrowych zmysłów? Może trepanacja czaszki pomogłaby? Kątem oka patrzył na z wolna poruszającą się pierś Ergo. Z jego doświadczenia pacjenci którzy przeżyli pierwszy cios wystarczająco długo, nie umierali już na stole operacyjnym, lecz właśnie po operacji. A śmierć Ergo ugodziłaby w ego cyrulika.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  2
                  • ZellZ Niedostępny
                    ZellZ Niedostępny
                    Zell jako Nadja Schmidt
                    Moderator Obsługa Mecenas Grafik
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez Zell
                    #260

                    - Świętym mężem to ten nasz na bank nie jest. - Nadja dodała nim krzyki miały się rozpocząć - To typowy dziad co by na boku wydupcył gdyby okazja była. - uchwyciła nadgarstki Ergo gotując się na szarpaninę, pozostawiając nogi medykowi z przeceny.

                    ***

                    - Myślisz, że Hieronim naprawdę wierzy w swoją świętość czy tylko robi wodę z mózgu tym mięśniom? - zapytała Urlicha - Może to jego sposób by kontrolować półgłówka jak Kurt?

                    Writing is a socially acceptable form of schizophrenia.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    1
                    • MarrrtM Niedostępny
                      MarrrtM Niedostępny
                      Marrrt jako Ergo Sum
                      Mecenas
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                      #261

                      - Co?? Co wy?? Nadia. Nadiunia, nie żartuj. Ty dobra dziewczyna jesteś! - Ergo wlepił wzrok w markietankę, która przytrzymała zaskakująco mocno jego ręce i niby nigdy nic gadała sobie o Hieronimie jak o parszywej pogodzie.

                      - Ulrich, Ulryś, Rysiu kochaniutki... chyba nie zamierzasz... Auuuuuu!!! O do chu... uaaaaa!!! Żeż w pizdu, jak boli!!! Zoostaaaaa.... !!! Nie. Nienienie... nie szarp! Auuuu!!! By cię skurdlony, kurw... Aaaaaaa!

                      A to był dopiero początek. Trzeba było przyznać, że tusza i gabaryt były wielkimi sprzymierzeńcami w fachu cyrulika, bo drobny Ergo choć się szamotał ile sił, to nie mógł przeszkodzić Ulrichowi w jego pracy. Natomiast tyle rabanu przy tym cyrkowiec robił, tyle nazwyzywał swojego dobrodzieja, zbójów co go postrzelili i nawet samego wynalazcę kusz, a prawie się i Imperatorowi dostało, że w końcu jeden z wojów ulitował się nad swoimi uszami i cierpliwością lejtnanta i wpakował do ust Ergo szyjkę bukłaka i wlał mu w gardziel żołnierskiej berbeluchy. Cyrkowiec zakrztusił się, targnął ciałem jeszcze dwa razy i złapawszy dech jął od nowa złorzeczyć. Tym razem jednak z chwili na chwilę, przekleństwa zaczęły się łączyć ze sobą tworząc coraz bardziej kuriozalne twory aż w końcu Ergo zaczął błądzić półprzytomnie oczami po swoich oprawcach.
                      - Nadiusia... a wież, że Ty mi zie podobarz?? Takkk... bardzo... wież? Ja bym dzi tego nie... ale wież... jagbym umar przz tego jeblonego kowonał... to żebyź wie...
                      I zasnął.
                      Żołnierz, który chyba jeszcze w całym swoim życiu nie widział podobnego panikarza nawet wśród ośmiolatków, pokręcił tylko głową z politowaniem i wyszedł.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      🤣
                      2
                      • KermK Niedostępny
                        KermK Niedostępny
                        Kerm jako Oswald Braun
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                        #262

                        Łatwo było iść tropem Kurta, któren drogę swoją znaczył znaczną ilością trupów. Ale można było sądzić, iż wytyczenie tego krwawego szlaku nie obyło się bez kłopotów i obrażeń, jakich doznał Kurt.

                        - Dzięki Sigmarowi, żyjesz - powiedział Oswald. "Głupi ma szczęście", pomyślał, nie wierząc w boską opiekę nad Kurtem. Na szczęście ten ostatni wyszedł z bojowego opętania i nie zaatakował tych, co po niego przyszli. - Wracajmy - zgodził się z Hieronimem, chociaż potrząsać Małym nie miał zamiaru. Bogowie tylko wiedzieli, jak wielkolud zareagowałby na taki gest.

                        Ruszył za kompanami, równocześnie rozglądając się dokoła. Na wypadek, gdyby jakiś popapraniec uszedł uwagi Kurta.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        0
                        • DeklineD Niedostępny
                          DeklineD Niedostępny
                          Dekline jako Złośliwość losu
                          Obsługa Moderator Mecenas
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                          #263

                          Operacja Ergo

                          Kanciapa do której został przeniesiony Ergo nie była tak dobrze wyposażona jak gabinet Ulricha, lecz miała tą jedną niezaprzeczalną zaletę: nikt do nich w niej nie strzelał. Cyrulik wraz ze swoją pomocnicą mogli spokojnie ( nie licząc wrzasków Pacjenta) zając się połataniem biednego Suma.

                          Stan Ergo był nadwyraz dobry, sam Sum był bardzo wygadany, jak na kogoś z kogo ciągle wystają dwa bełty. W trakcie operacji Bohater zemdlał, nie wiadomo czy od alkoholu czy może jednak wskutek nadmiernej dawki bólu.

                          Ulrich operował powoli, zabezpieczając po kolei wszystkie tkanki. Sum miał wiele szczęścia, groty o włos ominęły żebra i inne ważne narządy. Płuca były z lekka obrzęknięte, lecz nie przebite - czego pośrednim dowodem było rozgadanie Suma.

                          Jeśli pacjent przeżyje to będzie żył - jak głosiła jedna z prawd. Teraz Ergo potrzebował czasu i doglądania aby wypalone i zaszyte rany nie zaczęły się babrać. Cyrulik mógł być zadowolony ze swojej pracy.

                          Wędrówka wśród trupów.

                          Hieronim oraz Oswald, z kuszami w pogotowiu szli krok w krok, razem z Kurtem w stronę magazynu. Mały wyglądał na poważnie rannego, kuśtykał, co chwila łapał sie to za bok, to za ramie. Hieronimowi przeszło nawet przez myśl aby wyciągnąć bliżej nieokreślony kawałek metalu z nogi Małego, lecz finalnie zdecydował się tego nie robić, to mogło tylko zaszkodzić. Miast tego ciągle obserwował swojego podopiecznego, który szedł naprzód chyba tylko siłą woli. W końcu dotarli do Magazynu.

                          Żołnierze odstąpili się z szacunkiem, mimowolnie robiąc szpaler. Kurt szedł powoli, czuł się ociężały i zmęczony, kustykał. Marius zbliżył się do Małego, chciał podać mu prawice, lecz czekał czy bohater jest w stanie odwzajemnić gest.

                          - Dzielny z Ciebie wojak. Jeśli przeżyjesz i będziesz chętny, drzwi naszego garnizonu stoją dla Ciebie otworem.

                          Słowa dowódcy dochodziły do uszu Małego jak przez mgłe. Ledwo trzymał się na nogach. Ulrich i Nadja zbledli jak zobaczyli oblepionego posoką towarzysza. Niemniej jednak czym prędzej zabrali się do pracy. W czwórkę pomogli ułożyć Kurta na stole. Wojownik oddychał, lecz powoli tracił przytomność. Ostatkiem sił wskazał bok oraz ramie. Po czym zemdlał. Medycy bez problemu dostrzegli również ranę na nodze i wbity w kończynę metalowy, osty przedmiot.

                          Operacja Kurta - Dla Zell i Arbuza

                          Na stole leżała kupa mieśni w postaci Kurta, pomieszana z posoką własną oraz ... obcą, a całość zawinięta w zwyczajne ubrania. Medycyr musieli rozebrać właściwie całego Kurta aby móc ocenić stan Towarzysza. Na szczęście pacjent nie oponował, był nieprzytomny.

                          Bok który zdążył wskazać Kurt, miejsce naznaczone również dziurą w odzieniu, zdawał się być cały. W rzeczonym miejscu była co prawda blizna, lecz wyglądała na starą. Ekipa skupiła się zatem na ramieniu, lecz i tutaj nie znaleźli świeżej rany. W ogóle całe ciało Małego było w ... dobrym stanie. Zupełnie jakby przed paroma chwilami nie walczył na śmierć i życie z połowa dzielnicy.

                          Noga, ostry przedmiot - medycy skupili się na kończynie i ... nie było innej możliwości; kawałek metalu tkwił w nodze, zupełnie jakby w nią wrósł. Gorzej, mogli przysiąc że jak kładli go na stół, to ostrze było zdecydowanie bardziej zagłębione.

                          Pacjent leżał na stole zupełnie nieruchomo, nie licząc unoszącej się klatki piersiowej. Zupełnie jakby spał i nic nie byloby w stanie go obudzić.

                          Zaplecze - Dla Ketha i Krema

                          Medykom całkiem długo schodziło ogarnięcie obu rannych. Dwoje, tymczasowo niezajętych walką o własne życie bohaterów, miało chwilę dla siebie.

                          Hieronim wyściubił nosa poza budynek. Dzielnica faktycznie była zatłoczona. Mnogość luda mogła przytłoczyć. Mimo tego Bosh bez problemu zauważył w oddali budynek świątyni Sigmara, oraz plac zebrań. W tym drugim miejscu, na wozie, stał jakiś krzykacz otoczony wianuszkiem ludzi. Hieronim musiałby podejść bliżej aby sprawdzić, lecz i bez tego wywnioskował że to jakiś naganiacz, podżegacz czy inny taki.

                          Oswald przypomniał sobie o pomyśle z kółkami kolczugi i na prośbę Ulricha sprawdził jak się sprawy mają. Porozmawiał z Mariusem, który zgodził się na test. Braun wdrapał się na nowo wybudowany mur, bez problemu dostrzegł obłąkańców, który z czasem znów zaczęli wypełniać ulice, tyle że tym razem zdecydowanie mniej licznie. Bohater z bezpiecznej odległości testował wynalazek, który ... nie działał. A przynajmniej nie tak mocno jakby sam wynalazca tego chciał. Motłoch reagował na pułapki, lecz zdecydlowanie bardziej interesował go hałas jaki emitował Oswald, chodzący po skrzypiącej konstrukcji. Przy schodzeniu zaczepił go dość dobrze zbudowany meżczyzna. Zwyczajnie zastąpił mu drogę, lecz nienachalnie, dalej dając możliwość przejścia.

                          - Szef chce z Wami pogadać.

                          Dryblas wskazał dłonią na karczmę.

                          - Stawia strawe i napitek, ale nie lubi czekać.

                          Hieronim, mimo że stał kawałek dalej to doskonale słyszał przekaz. Ochroniarz nie krył się również ze swoimi słowami, lecz patrzył i mówił raczej w kierunku Oswalda.

                          Discord nie jest dla mnie wiążący ani obligatoryjny. Chcesz coś ode mnie, to zawrzyj w poście.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          0
                          • JhnWJ Niedostępny
                            JhnWJ Niedostępny
                            JhnW jako Ulrich (von) Guttenluft
                            Administrator Obsługa Developer
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez JhnW
                            #264

                            - Myślę, że to cwany lis - rzucił niedbale cyrulik kończąc przerwaną krzykami Ergo operację. Nie dane było nacieszyć się odpoczynkiem, a samozadowolenie z wykonanej pracy, a dostał kolejnego pacjenta. I to z gatunku tych, których bardzo nie chciał widzieć w swoim życiu, których unikał, i którym w przypływie litości odstępował dawkę laudanum mając osłodzić ostatni oddech gdy sam im zabierał pozostałe.
                            Słowa których bał się wypowiadać. Wspomnienia których Laleczka z nim nie dzieliła, gdy ich drogi się rozeszły. Nie widział na oczy demonów niszczycielskich potęg, ale słyszał, że wiele staj dale jeden przechodził. I to mu wystarczyło. Szaleństwo u ludzi, płody które spędzał, spalone wioski przez armię.

                            Zamyślił się na dobrą chwilę patrząc na Kurta, a po tej chwili jakby wyrzucając wszystkie złe myśli wyrzucił z siebie siarczystą wiązankę po której w odpowiednim anturażu miałby szansę awansować na jakiejś zaplutej łajbie na bosmana. Oczyściwszy tak umysł, zaczął się rządzić.

                            - Weź Nadja dwóch krzepkich chłopaków, Ergo wypierdala z namiotu - rzucił beztrosko.
                            Nie czekając na wykonanie polecenia zanim przeszedł do leczenia - czy może pomocy - zaczął tym co miał przywiązywać dłonie Kurta do stołu. Nie potrzebna była mu szamotanina. W miarę możliwości postarał się aby więzy były mocne, a nogi i tyłek pacjenta zsunąć niżej, a imię potrzeb o których za chwilę miał się wypowiedzieć.

                            - Chodź no Laleczka - rzekł wyjątkowo poważnie, trochę się śpiesząc, ale wciąż zachowując względny spokój - i skup się. Jeśli masz jakiekolwiek zadrapanie na ramieniu, ranę, zacięcie czy cokolwiek, to je osłoń. Nie rozdrapuj ran. Traktuj tą całą juchę jako trującą. Rozumiesz? Postaram się mu pomóc, ale robię to niechętnie. I teraz tak... Plan jest taki. Zacznij go z tej krwi obmywać, szmaty potem trzeba spalić, nie dawaj ich do uprania. Ja zaraz sprawdzę czy w tych starych - chrząknął dając znać co myśli - bliznach nie tkwi metal. Jeśli nie, spojrzę na ten w nodze, na niego też uważaj. Jak możesz przyciemnij trochę w namiocie na czas inspekcji. Jeśli jest to zwykłe, to na razie zostawiamy je w nodze. I...
                            Wyciągnął z ukrytym schowku w ubraniu sporej wielkości kulkę.
                            - To jest pigułka wieczysta. Podamy ją delikatnie Kurtowi, po tym miejmy nadzieję, że wysra to co się w nim zmieszało z tą juchą. Chyba że to ten metal, to będę wyciął, ale wątpię. Potrzeba nam misek pod nogi, tak go usadowiłem. Po wszystkim pamiętaj aby odzyskać pigułkę, to bardzo drogi medykament, dla znawcy fachu wart sporo...
                            Zrobił krótką pauzę.
                            - Módl się do Młotodzierżcy, a gdyby nasz towarzysz złorzeczył lub się na nas porywał, to trzeba mu palnąć w łeb i modlić się do Mora. I nie kłapać gębą z czego my tu właściwe go leczymy...

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            💩 😱
                            1
                            • ZellZ Niedostępny
                              ZellZ Niedostępny
                              Zell jako Nadja Schmidt
                              Moderator Obsługa Mecenas Grafik
                              napisał(a) ostatnio edytowany przez
                              #265

                              Gdy tylko Nadja sprowadziła silnorękich by zajęli się nietomnym ustawiła się obok cyrulika i słuchała go karnie. Jeżeli sprawa była tak poważna, że jego stalowe nerwy zostały poruszone to nie zamierzała stawać naprzeciw jego wiedzy. Widział straszniejsze bitwy niż ona, bogom dzięki, więc dla żartów by tego wszystkiego nie mówił.

                              - Ominęły mnie rany. - powiedziała, gdy nachylona ku Kurtowi zaczęła obmywać go gałganem z wodą po zagaszeniu ogarków dwóch świec by było więcej mroku - Zabawne, bo nie wygląda na ranionego szczególnie. - spojrzała na Ulricha - I ty tak serio z wysraną kulką? Znaczy, że ja będę mu w gównie szukać? A tfu!

                              Dziewczyna zamilkła zbierając myśli.

                              - A znasz jakąś modlitwę? Bo ja żadnych nie pamiętam... - wyszeptała z obawą.

                              Writing is a socially acceptable form of schizophrenia.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              0
                              • KetharianK Niedostępny
                                KetharianK Niedostępny
                                Ketharian jako Hieronim Bosch
                                Obsługa Moderator Mecenas
                                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                #266

                                text alternatywny


                                Uliczki Bögenhafen


                                Po ucieczce z więzienia i krwawych przeprawach z szaleńcami Hieronim Bosch nie widział dla siebie wyjścia innego jak tylko ucieczka poza mury Bögenhafen. Miasto wydawało mu się skazane na nieuniknioną zagładę, wystawione pod rychły sąd łowców czarownic i gotowiące się do spłonięcia. Widok dzielnicy ukrytej za magazynem prawdziwie wstrząsnął starym mytnikiem, bo w jej murach znajdowało się bez liku ludzi sprawiających zwyczajnie zdrowe wrażenie, bez śladu wywołanego czarną magią szaleństwa.

                                Fakt ten przyprawił Boscha o mętlik w głowie. Gryząc kupione od domokrążcy za garść pensów nadgniłe jabłko urzędnik zaczął się zastanawiać czy plaga szaleństwa nie miała w rzeczywistości bardzo ograniczonego zasięgu i czy nie trawiła umysłów śmiertelników jedynie w swoim najbliższym otoczeniu. We wcześniejszej świątyni Sigmara ludzie popadali w szaleństwo nieledwie na oczach kapłanów, a tutaj wszyscy krążyli po ulicach jak gdyby nigdy nic, jeśli puszczało się w niepamięć ich zasępione oblicza i trwożne konwersacje.

                                Kiedy jakiś nieznajomy pojawił się przed Oswaldem zapraszając go w wieloznaczny sposób do spotkania z pryncypałem, Hieronim podjął decyzję mogącą wpłynąć dalece na jego dobrostan. Klepnąwszy Oswalda w ramię w wyrazie zachęty do przyjęcia groźnie brzmiącego zaproszenia w pojedynkę, mytnik podreptał ku dostrzeżonej niedaleko świątyni Mlotodzierżcy, lewą dłonią dotykając co chwila ukrytego pod odzieniem glejtu kapłana Grimmiga.

                                W jego głowie począł się rodzić pewien chytry plan, który wymagał spotkania z miejscowymi kapłanami. Misja ratunkowa złożona na barki Hieronima przez czcigodnego ojca Grimmiga wciąż pozostawała w mocy i zmuszała Boscha do opuszczenia Bögenhafen tak szybko jak to tylko było możliwe.

                                Altdorf czekał na wieści najwyższej rangi i zwlekając z wyjazdem Hieronim mógłby ściągnąć na siebie słuszny gniew Młotodzierżcy.

                                Musiał porozmawiać z kapłanami, pokazać im pisma Grimmiga i uzyskać zgodę na opuszczenie miasta - zgodę i oczywistą z każdego względu pomóc, której istotną częścią była nabita koronami sakiewka.

                                Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                0
                                • KermK Niedostępny
                                  KermK Niedostępny
                                  Kerm jako Oswald Braun
                                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                  #267

                                  Szef nie lubi czekać... Oswald skrzywił się duchu, w myślach powtarzając słowa nieznajomego. To było zniechęcające. W przeciwieństwie do słów "strawa i napitek".
                                  Poza tym samo słowo "szef" nie brzmiało najlepiej, przynajmniej w uszach Oswalda, który sam dla siebie był szefem, a za rozkazami i innymi tego typu rzeczami nie przepadał.
                                  Z drugiej strony... za tą rozmową mógł się kryć jakiś poważny interes, mogący przynieść garść srebra, tego metalu nigdy nie było za dużo.

                                  - Prowadź - powiedział.

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  1

                                  Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

                                  Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

                                  Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

                                  Zarejestruj się Zaloguj się
                                  Odpowiedz
                                  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                  Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                  • Najpierw najstarsze
                                  • Najpierw najnowsze
                                  • Najwięcej głosów


                                  • Zaloguj się

                                  • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                  Powered by NodeBB Contributors
                                  • Pierwszy post
                                    Ostatni post
                                  0
                                  • Kategorie
                                  • Ostatnie
                                  • Tagi
                                  • Popularne
                                  • Świat
                                  • Użytkownicy
                                  • Grupy
                                  • Strona startowa