[WFRP 2ed] Bögenhafen
-
Jak rwać ścianę, to rwać.
Co prawda Oswald wolał cichsze metody, takie, co to nie przyciągały czyjejś uwagi, ale skoro innego wyjścia nia było... I jemu zdarzyło się onegdaj z łomem pracować.- Zabiorę się za te okna - powiedział, po czym rozejrzał się po pomieszczeniu w poszukiwaniu szmat, które mogłyby pomóc w uszczelnieniu okien. Przyciągnięcie niechcianej uwagi nie leżało w ich interesie.
-
- Niech będzie... Pooglądam miasto, nie napatrzyłam się na nie zamknięta w lochach. Straszna dziura. - rzuciła do Urlicha nim wyszła "na czaty".
-
Dla Marrrta
Ergo i Linda korzystając ze znanego sposobu dostali się do następnych trzech domów, tym razem nie marnując czasu na szykowanie strategi.
Znaleźli: suknie która w pewnych (niższych) kręgach mogłaby uchodzić za balową, oraz stylowy żupan podobnej jakości. Oba mogłyby pasować na Suma (trochę mniej) i jej towarzyszkę ( zdecydowanie bardziej), lecz dało się ukryć że pierwszy lepszy pan herbowy przegoni ich czem prędzej jeśli by tylko spróbowali wykorzystać strój do osiągnięcia swych celów. Co innego zwykły żołnierz... Drugim znaleziskiem był mnisi wór pokutny, a trzecim dość nietypowy jak na okoliczności przedmiot: lina z kotwicą do wspinaczki - zapewne udanej, jeśli ktoś by się na tym znał.
Dla Morta i Keta
Kurt, a w ślad za nim również i Hieronim udali się w kierunku wleczonych ciał. Minęli kilka domów, skręcili w boczną przecznice, a następnie w mniejszą uliczkę. Tam dostrzegli kupę ... ciał. Ktoś zadał sobie trud aby zabrać je z głównej ulicy i zatachać tu, w osłonięty budynkami zaułek. W pewnym momencie góra się poruszyła, wyszedł z niej nieświadomy obecności bohaterów, mały skórczony człowieczek. Ubrany był w najgorsze szmaty oraz nawet biała opaską przewieszoną przez bark i biodro. Od razu było widać czym zajmował się ów jegomość, w rekach trzymał fanty, które teraz skrzętnie chował do torby.
Dla Arbuza
Ulrich starał się rozbierać ścianę najciszej jak tylko się dało. Po dłuższym czasie wyciągnął ze skrytki ... 24 złote korony
Dla Krema
Oswald uszczelnił okno oraz drzwi i zadbał o obserwacje po swojej stronie. Po chwili, na murze, dostrzegł głowę przyodzianą w hełm, który znikł tak samo szybko jak się pojawił. Po chwili kolejny, i znów, jeszcze z najmniej trzy razy - Braun nie był pewny czy było to pięciu ludzi czy jeden chodzący po nierównym terenie. Poza tym, mimo zamknietego i uszczelnionego okna usłyszał charakterystyczny dzwięk napinanej kuszy. Chociaż ... może to Ulrich akurat wyciągał gwóźdź? Nie bylo kogo poprosić o powtórzenie.
Dla Zell
Ulica była pusta, nudna i czysta - nawet jak na warunki tego śmierdzącego nadmorskiego miasta. jedynym zajęciem Nadji było obserwowanie jak Sum i Ta Nowa plądrują kolejny dom. Linda wspinała się po prawie pionowej ścianie zupełnie jakby robiła to całe życie. Z taka kocią gibkością oraz niewinna twarzyczką mogłaby zrobić karierę w armii. Ah ... podróżowanie z wojskiem nie było takie złe, owszem mokre i zapleśniałe namioty rozstawione na mokrej glinie nie były zbyt przyjemne, ale już tętent kopyt jazdy na suchym klepisku jak najbardziej. Ziemia wtedy tak przyjemnie wibrowała, zupełnie jak ... %&%$f@$! teraz!
-
Kurt przywarł do ściany budynku i obserwował nieznajomego spomiędzy desek zabitego okna. Nie spieszył się. Przez ostatnie dni nauczył się już, że w Bögenhafen pośpiech często kończył się czyjąś śmiercią.
Mężczyzna nie przypominał tych szaleńców, którzy włóczyli się po ulicach. Poruszał się pewnie i celowo. Nie miotał się bez ładu, nie wyglądał też na kogoś opętanego nagłym szałem. Przeciwnie, sprawiał wrażenie człowieka, który znalazł sobie zajęcie i wykonywał je z pełnym skupieniem.
Kurt przyglądał się, jak tamten wyciąga kolejne przedmioty z kieszeni i sakiewek zmarłych, po czym chowa je do własnej torby. Sam widok nie robił na nim większego wrażenia. Widział już ludzi robiących gorsze rzeczy dla mniejszych korzyści.
Bardziej zastanawiała go sama sterta ciał. Nie była przypadkowa. Ktoś poświęcił czas i siły, żeby zwlec trupy z ulicy właśnie tutaj. W miejsce ukryte pomiędzy budynkami, niewidoczne z głównych traktów. To oznaczało jakąś formę planu.
Kurt zerknął na Boscha. Jeszcze niedawno widział w nim tylko urzędnika. Teraz coraz częściej zastanawiał się, czy Sigmar nie przemawia czasem przez takich ludzi. Sigmar był silny. Kurt szanował siłę. Świątobliwy ojciec Zygfryd służył Sigmarowi, a Hieronim służył świątobliwemu ojcu. To był porządek, który Kurt rozumiał. Czekał więc cierpliwie, co Sigmar nakaże mu ustami Hieronima.
-
Posiadając naturę złośliwca, Ergo nie mógł nie zauważyć hieronimowego wzburzenia. Zresztą bardzo mu ono przypadło do gusty, bo radościami maluczkich ludzi pokroju cyrkowca były między innymi drobne krzywdy bliźnich pokroju Hieronima. Toteż rad był Sum z samego dziadygi i tego jak się zżymał na jego widok. Był też wszak artystą (który kompletnie nie znał się na żadnej sztuce i talentu żadnego takoż nie posiadł), a artysta jak powszechnie wiadomo jak kania dżdżu łaknie uwagi.
Reszta była całkowicie pochłonięta swoimi sprawami i to nawet było lepiej. Nadmiar publiki bywa szkodliwy.- Masz ty dziewczyno fach w łapkach - powiedział z uznaniem Ergo widząc jak sobie Linda radzi ze wspinaczką. Zaraz jednak szybko dodał - Ale musisz się jeszcze dużo nauczyć. I masz szczęście, że na mnie trafiłaś! Tymczasem lina i kiecka i twoja.
Przeciągnął się i spojrzał po ulicy, na której nie wiedzieć czemu nie było już dziadygi i balerona. Za to Laleczka stała pod drzwiami felczerni i najwyraźniej stróżowała.
- Mamy parę szmat na przebieranki i linę - pochwalił się współwięźniarce wyraźnie zadowolony jakby vis-a-vis Ulricha istotnie złotnik miał warsztat. - I ogórki. Dobre. Tam są jakby co. - Wskazał na otwarte drzwi - A Wy? I w ogóle jest jakiś plan? Czy se polazł razem z tym grzybem i jego pismem? -
Ulrich zajęty złotem zastanowił się dwa razy, pierwszy raz lekko marszcząc czoło, a drugi raz drapiąc się pod obfitym podbródkiem. Dźwięki metalu wabiły szalonych, nierozważnym byłoby nieść monety w sposób umożliwiający im brzęczenie. Idąc za tym tokiem myśli, rozdzielił skarb, część chowając w buty - na tyle aby nie były niewygodne, a przy okazji ratując resztkę przed rabunkiem (a dokładnie w skarpety, gdyż buty były chętnie łupione), a pozostałą część pozawijał w szmaty do opatrunków oddzielając je tak aby nie brzęczały.
Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.
Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.
Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗
Zarejestruj się Zaloguj się