[WFRP 2ed] Bögenhafen
-
Złoto, zdaniem Oswalda, miało swój urok. Podobnie zresztą jak i srebro. Ale mimo wszystko Oswald uważał, iż własny żywot cenniejszy jest niż wszystkie skarby świata, będące (mimo wszystko) jedynie miłym dodatkiem do życia. Trupowi błyszczące krążki na nic by się zdały. Z drugiej strony... gdyby się dało je zdobyć bez zbytniego ryzyka...
- Najważniejsze to jednak ujść z tego miasta - powiedział. - Nawet bez złota. Papier od kapłana i worek jedzenia - spojrzał na Nadję i skinął głową z aprobatą - będą najważniejsze.
-
Ergo wzruszył ramionami na dalsze dysputy. Wiać ze złotem, czy bez złota... Ano lepiej ze złotem jakby się okazja przytrafiła. Zwłaszcza, że miał już nie dwie, a cztery ręce żeby taszczyć. Uniósł brew na wezwanie "laleczki". Znał się na zbrojach i robocie jak świnia na gwiazdach. W ogóle jak żył to z pracy jego rąk, niewiele dzieł przyszło na ten świat co też łacno było poznać po braku odcisków i wstrętnych zgrubień na dłoniach. Ale, że jak już było powiedziane, Ergo Sum był człekiem z natury pomocnym i nie dąsał się na kompanów nawet gdy ci mu obrzucali i zatłukli widzów jak horda dzikich zieleńców, to zgodził się pomóc Nadii. Choć niekoniecznie własnoręcznie.
- Słyszałaś niuńka? - zapytał uratowanej - W ogóle jak cię wołać? A zresztą. Trzeba pomóc laleczce z robotą. To chyba jak dzierganie coś. No. Chcesz wiać z nami to kasaj kiecę i do roboty.
-
Dla Keta
Kapłani strażnicy bez problemu przepuścili Mytnika, Hieronim wszedł do pomieszczenia gdzie leżał ranny Zygfryd. Starszy kapłan wyglądał źle, lecz jednocześnie dużo lepiej niż mógłby, po tak zadanym ciosie. Nie było mowy o rozmowie 1 a 1. Przy łózku stał kapłan, ten sam który uczestniczył przy poprzedniej ich rozmowie.
Na łóżku, pośród zmiętych lnianych prześcieradeł i zapachu ziół, leżał kapłan Zygfryd. Twarz miał bladą jak wosk. Gruby bandaż oplatał jego bok i pierś - spod materiału przebijała ciemna plama, świeża i niepokojąco wilgotna. Każdy oddech przychodził mu z wysiłkiem; płytki, urywany, czasem kończący się cichym świstem bólu.
Jego prawa ręka drżała lekko, zaciskając się kurczowo na symbolu wiary zawieszonym na szyi. Oczy miał przytomne, ale zmęczone - człowieka, który widział już śmierć stojącą przy swoim łóżku. Kiedy próbował mówić, głos łamał mu się w gardle i przechodził w chrapliwy szept. Co jakiś czas kasłał głucho, a wtedy na ustach pojawiała się cienka nitka krwi.
Widać było, że żyje bardziej siłą woli niż ciała. Każdy ruch sprawiał mu cierpienie, lecz mimo tego próbował unosić głowę, jakby chciał jeszcze coś przekazać.Hieronim przekazał swoją propozycje. Ojciec potrzebował chwili aby przetrawić słowa Mytnika, po czym skinął na kapłana znajdującego się koło jego łoża. Ten nachylił się na chwilę, wysłuchał słów przełożonego i zwrócił się do bohatera.
- Do świątyni dotarły plotki że na północ od tego miejsca otwarte zostało przejście. Jest to dobre miejsce na rekonesans, aczkolwiek równie dobrze mogłaby to być zwykła plotka. Sugerujemy najmniej zerknąć, a nóż droga ucieczki będzie łatwiejsza niż myśleliśmy. Jeśli nie tam, to jedną z opcji będzie przebicie się do innej dzielnicy i tak próbowanie swych sił. Nie mamy niestety pewnej drogi, sami musicie ją odnaleźć.
- Co macie przekazać? Że tu jesteśmy, żyjemy i trwamy na posterunku, że miasto jeszcze nie jest stracone. Że mamy ludzi którzy nie są w stanie uciec ale mogą się bronić, póki jest nadzieja.
- Ojciec Zygryd udzieli Wam wparcia w postaci prowiantu na 5 dni dla całej Waszej grupy oraz pisma z lakową pieczęcią Przeora:
„Ja, ojciec Zygfryd Grimmig, przełożony świątyni Sigmara pod wezwaniem Świętego Helmgarta, zaświadczam, iż okaziciele tego pisma działają z mojego rozkazu oraz pod moją pieczą.
Każdy wierny sługa Imperium, Świątyni i prawa winien udzielić im pomocy, wsparcia oraz bezpiecznego przejścia, gdy zajdzie taka potrzeba.
Kto wystąpi przeciw nim bez słusznej przyczyny, ten wystąpi także przeciw mojej woli.”
Pod podpisem odciśnięto ciężką lakową pieczęć osobistą. Hieronim widział jak młodszy kapłan naprowadza swojego przełożonego aby ten, bez zdejmowania sygnetu, mógł odbić znak w laku.
Młodszy kapłan poczekał aż Hieronim skończy czytać i skwitował:
- Ojciec nie ma już Wam nic więcej do powiedzenia, poza tym musi odpoczywać. Ruszajcie czym prędzej, każdy dzień jest na wagę złota.Ojciec Zygryd zamknął oczy a jego pomocnik gestem odprawił Bohatera.
Dla wszystkich
Hieronim odszedł, lecz nie na długo. Ledwo Ulrich zdążył obrobić mu dupę, a Mytnik już był z powrotem. W jednej ręce trzymał złożony kawałek papieru, w drugiej stosunkowo ciężki wór - prowiant na drogę, sądząc po ilości, solidne kilka dni bez głodu, ale też i bez wygód.
- Nazywam się Linda. Już się zabieram. - dziewczyna odpowiedziała służalczo na polecenie Suma. Klepnięcie w tyłek również skwitowała krótkim "dziękuje"
Dziewczyna uratowana przez suma niezbyt szybko skumała o co dokładnie chodzi, ale gdy już ogarnęła to bez zwłoki zabrała się za robotę. Korzystając z noża i kamienia wypruwała płatki kolczugi. Trzeba było ją upomnieć żeby robiła to cicho, aczkolwiek efekty jej pracy były zadowalające.
-
Dziedziniec świątyni w Bögenhafen
Mamroczący pod nosem dziękczynne słowa i kłaniający się w pas mytnik wyszedł czym prędzej z komnaty nie chcąc dawać Zygfrydowi czasu na zmianę decyzji. Audiencja spełniła w dużej kierze oczekiwania Hieronima, w szczególności zaś wręczone mu pismo.
Swoich towarzyszy zastał w tym samym miejscu, w którym ich zostawił. Świadomość tego, jakim cieszył się wśród tych ordynusów szacunkiem i poważaniem sprawiła Boschowi autentyczną przyjemność, aczkolwiek nie dał tego po sobie poznać przywołując w zamian na twarz surową minę.
- Radujcie się, albowiem Sigmar prawdziwie się nad nami zmiłował - oświadczył pełnym emfazy tonem - Czcigodny Grimmig dotrzymał obietnicy. Otrzymaliśmy glejt z lakową pieczęcią świątyni, który zapewnia nam ochronę z mocy jego autorytetu. Dostaliśmy też jadło na pięć dni, abyśmy nie opadli z sił. Czcigodny ojciec Grimmig ma nadzieję, że zdołamy wydostać się z miasta i sprowadzić tu pomoc. Wierzę, że żadnemu z was nie przypadł jeszcze w udziale równie wielki zaszczyt, ale nie oczekuję waszej wdzięczności, wystarczy mi posłuszeństwo i poświęcenie sprawie.
Hieronim podał wypełniony strawą ciężki podróżny worek w ręce Kurta, posłał mu porozumiewawcze spojrzenie, którego pozostali nie przeoczyli, ale najpewniej nie zrozumieli jego znaczenie.
- Dobry człeku, podejdź no tutaj - cesarski urzędnik przywołał do siebie kręcącego się w pobliżu strażnika - Widzisz ten glejt? Właśnie wręczył mi go sam świątobliwy ojciec Zygfryda, patrzaj tutaj na pieczęć. Wyruszamy z misją ratunkową, tędy przynieś nam żwawo ze trzy kuszę i trzy włócznie i bełtów nie zapomnij. A ty tam dziewko bukłaki z wodą naszykuj, bo my zaraz wyruszamy, aby wszystkim wam ratunek przynieść.
- Osobiście widzą mi się dwie drogi ucieczki - powiedział mytnik, kiedy grupka ułaskawionych przez kapłana skazańców znów została sama - Albo wedle słów czcigodnego Grimmiga na północny zachód albo z powrotem do portu i łodzią na wybrzeże, wszelako zdam się tutaj na wasz osąd, moglibyście w końcu zapracować na swój los.
-
Kurt słuchał Boscha uważniej niż zwykle.
Nie wszystkiego rozumiał, ale tym razem coś brzmiało inaczej. Nie jak gadanie urzędnika. Bardziej jak kazanie kapłana po kilku kuflach wina.
-Sigmar się nad nami zmiłował. - Kurt spojrzał na glejt z pieczęcią, potem na worek z jedzeniem, a później na świątynię za plecami Hieronima. Jeszcze niedawno siedział w celi i czekał, aż ktoś go spali albo zatłucze. Teraz miał miecz i worek jedzenia.
To było dziwne. Bardzo dziwne. Wziął worek bez słowa i zarzucił go sobie na ramię. Ciężar był przyjemny.
-Może ten Sigmar naprawdę patrzy?- Zamyślił się.
Kurt nigdy się nad tym nie zastanawiał. Bogowie byli od tego, żeby kapłani mieli o czym gadać, a ludzie gdzie zanosić monety przed bitwą. Ale odkąd wszystko się posypało, dziwne rzeczy działy się jedna po drugiej. Szaleniec w celi. Ludzie chodzący jak stado opętanych. Strażnik, który dostał młotem tak, że normalnemu człowiekowi odpadłaby połowa ciała, a dalej próbował zabijać. I jeszcze oni. Żywi.
Kurt podrapał się po szczęce.
– Może faktycznie nas pilnuje. - Szepnął pod nosem.
Nie wiadomo było, czy mówi o Boschu, Zygfrydzie czy samym Sigmarze.
Spojrzał na worek z jedzeniem, potem na glejt. Przez chwilę milczał, patrząc gdzieś ponad płomieniami stosu.
– Świętobliwy ojciec Zygfryd wspomniał, że powinniśmy iść na północny-zachód? – mruknął wolniej. – Któż w takim razie miałby wątpić w jego słowa? - Zapytał retorycznie i spojrzał po reszcie.
-
Ergo słuchał Hieronima, słuchał i uśmiechał się i głową kiwał z każdym słowem, które mamlał dziadyga. Miał ochotę pogonić go kijem jako zwyczaj kazał dziada gonić. Ale umiał docenić przedstawienie. I nie miał kija. Za to Hieronim chyba miał, bo się Kurtowi tak na oko udzieliło to całe sigmarowanie.
- Radujcie się albowiem mocą mojego autorytetu zaraz się zesram! - zawołał Ergo głosem świetnie imitującym Hieronima, po czym parsknął już własnym sumowym śmiechem - Zaszczyt sraszczyt, Grimmig srimmig. Rzekłem, że mogę się bawić w ten świątynny cyrk, byle zwiać z tej dziury. Ale ty tu dziadu nie strosz piór jak kapucyn, bo posłuszeństwa to możesz wołać co najwyżej od swoich wszów. Albo fujary. Elfa powiesili nie za to, że kradł, a za to, że dał się złapać. Wszyscyśmy tu jednako "niewinni". No może poza Lindeczką. - co rzekłszy spojrzał na dziewczynę, która pracowicie wykonywała polecenie Ulricha, tak jak sam Ergo nie do końca rozumiejąc zapewne po jaką cholerę - Żarcia w mieście w bród. A i ten glejt to rzecz niepewna. Byle sierżancina jak będzie mieć zły humor, a będzie, bo wolałby patrol gdziekolwiek byle nie w mieście, to jak mu tym glejtem zaczniesz wymachiwać, to się nim podetrze, a potem ci go zeżreć karze. Wszystko jedno gdzie pójdziemy. Wszędzie będą posrańcy. Omijałbym główne ulice i napewno rynek. A najbliżej stąd mamy do przeprawy strażników. Pamiętacie mapę ze strażnicy?... Tee gruby, po co ona to właściwie dzierga te kółka?
Nie wytrzymał w końcu z pytaniem do Ulricha, patrząc na robotę dziewczyny.
Hello! It looks like you're interested in this conversation, but you don't have an account yet.
Getting fed up of having to scroll through the same posts each visit? When you register for an account, you'll always come back to exactly where you were before, and choose to be notified of new replies (either via email, or push notification). You'll also be able to save bookmarks and upvote posts to show your appreciation to other community members.
With your input, this post could be even better 💗
Zarejestruj się Zaloguj się