Nie cierpiała okolicy tego typu. Zbyt czysto… parszywie czysto. Zbyt dobrze znałą takie miejscówki z czasów pracy dla gangu. Z jednej strony zbyt łatwo tu dostrzec ślady krwi, a z drugiej za tymi sterylnymi, niepozornymi oknami kryją się zbrodnie gorsze niż w jej mordowni. Gdy szli do właściwego bloku jej oczy przesuwały się po elewacjach szukając nielegalnych burdeli.
W domu Amandy było tylko gorzej. Zrzuciła w wejściu ubrudzone smarem trapery i rzuciła na nie skórzaną kurtkę. Przeciągnęła się starając się rozruszać zastałe mięśnie i w samych skarpetkach weszła w głąb mieszkania różyczki. Zjadłaby coś... Jej język przesunął się po wargach… a dłoń zacisnęła się na scyzoryku w kieszeni spodni. Pogadają trochę i będzie musiała zapolować.
Gdy Amanda szpanowała swoim sprzętem wzrok brujaszki przesunął się po wiszących na ścianach obrazkach. Co złego jest w gołych ludziach? Lub jakichś tam pejzażach… Jej ojciec też miał sporo obrazów… pewnie kilka, na które połasiłoby się niejedno muzeum. Ciekawe co tam u tego starego pryka. Głos toreadorki wyrwał ją z zamyślenia.
-Tia.. -Podeszła do stołu i cały czas z jedna ręką bawiącą się scyzorykiem, zaczęła przeglądać trasy i lokale.
Gdy oczy wędrowały po dobrze jej znanych mapach, to myśli przegrzebywały głowę po kątem starych znajomych. Czy nazwiska z kartek obiły się jej o uszy. Z zamyślenia oderwał ja dopiero głos Vigo.
-Ta… ruszmy się. -Jej wzrok oderwał się od ekranu -Jestem głodna.




️