@morph dzięki piękne! wszystko się wyjaśnilo
najwyraźniej zbyt szczegółowo analizowałam Twój wpis haha 
Cavallino
Posty
-
XIII - Martwa godzina -
XIII - Martwa godzinaVivienne spojrzała na Alejandro z wyraźnym zaskoczeniem, kiedy ścisnął jej ramię. Przez moment miała ochotę zaprotestować, że przecież nie ma pojęcia, czy FBI rzeczywiście podsłuchuje telefon Granta, ale widok jego skupionej twarzy powstrzymał ją przed komentarzem.
Odprowadziła go wzrokiem, kiedy ruszył w stronę balkonu, przez chwilę ważąc jego słowa i zastanawiając się czy mężczyzna ma rację z tymi podsłuchami i czy powinna dzwonić do Becki. Nie była przecież agentem XIII – i tak była tutaj na doczepkę. Westchnęła, wyjęła telefon z kieszeni płaszcza i wybrała numer.
– Hej, tu Viv. Coś dziwnego się właśnie wydarzyło…
Wyszli z budynku na mroźne, zimowe powietrze, które bezlitośnie wdarło się w poły płaszcza Vivienne. Ciaśniej się nim owinęła i naciągnęła czapkę na głowę zanim skierowali się powoli do miejsca gdzie zostawili auto. Przez chwilę szli w milczeniu. W końcu Viv powtórzyła pytanie na które nie dostała odpowiedzi w atrium:
– Uwierzyłeś w tę historię z Lionelem Grantem? Że to niebezpieczny ćpun i wariat? Trochę dziwne, że FBI podsłuchiwałoby telefon zwykłego wariata… Swoją drogą dlaczego się nie pojawił? Myślisz, że wiedział o FBI i ich pojawienie go spłoszyło? -
XIII - Martwa godzina@morph ja nie będę się tak podlizywać i wrzucę bez baneru

Zabrałam się za sklejanie posta i nasuwają mi się następujące kwestie:- Sprawdziłam w postach, bo pamiętałam, że Alejandro i Viv podeszli tu na pieszo. Wychodzi na to, to samochód jest nadal zaparkowany przy mieszkaniu O'Hary - wydaje się logiczne, że jeśli po niego wrócą to wejdą na górę zobaczyć jak reszta ekipy się sprawuje i tam wpadną na więcej FBI (bo nie sądzę żeby Becka już wiedziała, że FBI było też w mieszkaniu O'Hary). @ketharian jakieś pomysły jak to ugryźć?
- Nie mogę przestać myśleć o jednej rzeczy, więc będę chciała żeby i Viv to po głowie chodziło: mianowicie jeden z mężczyzn "CURTIS “C.J.” MILES" zaginął w pobliżu opuszczonego budynku mieszkalnego i mega, ale to mega mnie kusi żeby iść obczaić to miejsce.
-
XIII - Martwa godzina@ketharian pewnie, możemy zadziałać

-
XIII - Martwa godzina@ketharian chcesz to zrobić jeszcze w tej kolejce?
-
XIII - Martwa godzinaPrzez chwilę w ciszy spoglądali za oddalającymi się sylwetkami dwóch agentów. Dopiero gdy oddalili się na tyle, by znaleźć się poza zasięgiem słuchu, Viv spojrzała na wizytówkę leżącą na stole i sapnęła, targając z frustracją rude loki:
– Ugh, nie podoba mi się aura tego człowieka – mruknęła, patrząc na spoczywającą na stoliku wizytówkę tak wrogo, jakby ta osobiście ją uraziła.
– Uwierzyłeś w tę historię z Lionelem Grantem? – mówiąc to, rozejrzała się niespokojnie po atrium, marszcząc brwi. W końcu ponownie zwróciła się do Alejandro:
– Możemy stąd iść? Nie wiem dlaczego, ale czuję się nieswojo.
-
Projekt „Krypta 99”Myślę, że to bardzo dobry pomysł.
Fallout jest systemem który zyskał bardzo na popularności w momencie gdy pojawił się serial (nawet takie niezorientowane istoty jak ja, wówczas się o nim dowiedziały) – więc potencjalnie nawet osoba początkująca będzie kojarzyć motyw. Dodatkowo niesie to ze sobą szansę przypływu nowych użytkowników na fali kolejnych sezonów serialu.
To mogłoby być fajne miejsce nie tylko dla nowych graczy, ale też dla tych którzy się nudzą – czekając na jakąś nową rekrutację, albo z powodu opóźnień w innej sesji
-
XIII - Martwa godzinaDzięki @morph – wolałam się upewnić jaki jest status wiedzy

-
XIII - Martwa godzina@morph agenci faktycznie znają nazwisko Viv czy to potknięcie fabularne?
-
XIII - Martwa godzina– Derek przyszedł do mnie kilka miesięcy temu, bo interesowały go rozkłady tarota – odezwała się, zanim Alejandro zdążył odpowiedzieć. Jej spojrzenie zatrzymało się na Cole’u. – Początkowo były to zwykłe konsultacje. Rozmawialiśmy o kartach, ich znaczeniu. Zaczął przychodzić częściej.
Na moment zawiesiła głos, nadal nie odrywając swojego przenikliwego spojrzenia od agenta.
– Mieliśmy się jeszcze zobaczyć, miał opłacone sesje. Derek nie pojawił się na umówionym spotkaniu i przestał się odzywać. Zaczęłam się martwić, więc poprosiłam o pomoc kolegę – dodała, wykonując delikatny ruch głowy w stronę Alejandro, nadal jednak świdrując spojrzeniem agenta od którego biła nieprzyjazna aura. – A teraz zastanawiam się w jakie kłopoty się wpakował skoro szuka go FBI?
-
XIII - Martwa godzinaA nie ładują?!
Może jeszcze mi powiesz, że Święty Mikołaj nie istnieje? -
XIII - Martwa godzinaStała pośrodku wąskiego tunelu. Otaczała ją tak gęsta ciemność, że aby nie stracić orientacji, musiała przytrzymywać się ceglanych ścian. Wilgoć osiadała jej na palcach, a nierówne spoiny raniły skórę. Nie widziała niemal niczego. Zaledwie zarys własnej dłoni majaczył jej bladą plamą, gdy wyciągnęła ją przed siebie, próbując namacać drogę.
Gdzieś tam w nieprzeniknionej ciemności znajdowało się wyjście. Czuła na twarzy ożywczy powiew świeżego powietrza.
Ruszyła powoli, przesuwając dłonią po murze. Po kilku krokach dotarła do rozwidlenia. W lewo, w prawo, prosto? – zastanawiała się przełykając z trudem ślinę. Nie wiedziała gdzie jest ani skąd przyszła. Nie potrafiła też sobie przypomnieć, jak się tu w ogóle znalazła. Wszystkie przejścia mogły prowadzić do wyjścia. Wąskie, ceglane korytarze ciągnęły się w nieskończoność w ciemności, która niczym łapczywy zwierz pożerała nawet odgłos jej kroków.
Nagle coś trzasnęło jakby ktoś z hukiem zamknął ciężkie drewniane drzwi. Odgłos dobiegł gdzieś hen z oddali – dźwięk przypominający pękającą pod stopami gałąź. Zamarła, nasłuchując i wstrzymując oddech.
Przez kilka długich chwil panowała cisza, zakłócana jedynie przez jej łomoczące w szalonym tempie serce. Zrobiła ostrożnie kilka kroków i wtedy za jej plecami rozległ się osobliwy szum: niski, trudny do zinterpretowania. Zrobiła krok w tył i szum ucichł.
Nagle ogarnęło ją przerażenie, a bolesny skurcz żołądka sprawił, że jęknęła. Po karku spłynęło kilka kropel zimnego potu i już wiedziała, że musi się spieszyć. Musi natychmiast iść naprzód. Uciec stąd, jak najszybciej.
Wybrała korytarz po lewej i przyspieszyła kroku. Echo jej marszu odbijało się raz po raz od ścian i wracało do niej ze zdwojoną siłą. Tunel wił się niczym wąż: to w lewo, to znów w prawo. Gdy dotarła do kolejnego rozwidlenia, przystanęła aby złapać tchu. Ledwo wzięła dwa głębokie wdechy, gdy za jej plecami znowu rozległ się trzask. Tym razem bliżej… dużo bliżej. Niemal mogła go poczuć pod palcami.
Puściła się biegiem na oślep. Serce tłukło jej się w piersi, oddech rwał się w krótkich, bolesnych haustach. Nie zważała na bolesne otarcia i drobne rany. Nie oglądała się za siebie. Nie potrafiła. Wiedziała bowiem, że jeśli zatrzyma się choć na sekundę, to to coś natychmiast znalazłoby się tuż za nią.
Korytarz skręcał, rozwidlał się, opadał łagodnie w dół. Raz po raz wyciągała ręce przed siebie, szukając przeszkody, drzwi, jakiegokolwiek znaku, że to miejsce ma jakieś granice, jakiś koniec, ale nie znajdowała niczego. Każde rozwidlenie prowadziło do kolejnego skrzyżowania. Jeden wąski tunel przechodził w kolejny. Gdy już miała nadzieję, że za rogiem czeka na nią upragnione wyjście, zwodniczy wiatr zmieniał kierunek i łudził z oddali kolejnym mirażem.
A odgłosy nie ustawały: szumy i trzaski. Ciche, urywane dźwięki, których nie potrafiła rozpoznać. Czasami słyszała je przed sobą, czasami za plecami. Nie mogła już odróżnić, co dobiegało z oddali, a co zdawało się rozbrzmiewać tuż przy jej uchu.
Musi być stąd jakieś wyjście. Musi – szeptała sama do siebie.
Próbowała sobie przypomnieć którędy przyszła – bezskutecznie. Starała się wybrać drogę, która wydawała się znajoma. Wszystkie jednak zdawały się jednocześnie znajome i obce.
Zatrzymała się na kolejnym skrzyżowaniu, opierając obie dłonie o ścianę. Cegły były lodowate. Przez krótką chwilę słyszała tylko własny oddech. A potem, gdzieś w ciemności, coś głośno zaszurało. Nie dalej niż kilka kroków od niej.
Vivienne znowu ruszyła przed siebie, nie wiedząc już, czy nadal szuka wyjścia, czy już tylko próbuje oddalić się od źródła dźwięku. Ciemność zacisnęła wokół jej szyi żelazną obręcz strachu, który dusił i dławił.
Korytarze nie miały końca. Nie było drzwi, schodów ani choćby jednej słabej smugi światła. Wszędzie była tylko ciemność i pewność, coraz bardziej rozpaczliwa i nieodparta, że nie ma czasu. Że coś nadchodzi.
Vivienne obudziła się z bijącym sercem i snem wciąż drgającym ciemności sypialni. Zerknęła na zegarek i uznała, że nie ma sensu już zasypiać. Jeszcze chwilę leżała w ciepłej pościeli, próbując strząsnąć z siebie resztki snu i przygotować się na rozpoczynający się dzień.
Po długim, gorącym prysznicu, który bezskutecznie miał pomóc jej odzyskać równowagę po dziwnym koszmarze sennym, wyciągnęła z szuflady pęczek białej szałwii. Zapaliła ją i okadziła mieszkanie, ze szczególnym uwzględnieniem sypialni. Kiedy skończyła, rozpaliła również palo santo i powtórzyła zabieg. Następnie usiadła przy stoliku, z kubkiem gorącej kawy i wciąż tlącą się szałwią i palo santo i kilkukrotnie oczyściła talię tarota za pomocą dymu. Po oczyszczeniu talii rozłożyła karty trzy razy, za każdym razem zadając inne pytanie. Pierwsze dotyczyło zaginięcia O’Hary, drugie powiązań między zaginionymi, a trzecie tego, czego sama nie dostrzegała. Karty przynosiły więcej pytań niż odpowiedzi. O’Hara mógł wiedzieć więcej, niż jej zdradził, ale brakowało informacji, by zrozumieć, co naprawdę się z nim stało. Poszczególne zaginięcia mogły łączyć powtarzające się okoliczności, choć równie dobrze to ona mogła próbować dopasować do siebie niepowiązane fakty. Musiała wrócić do dokumentów, porównać szczegóły i spojrzeć na sprawę z innej perspektywy.
Najbardziej niepokojąca okazała się jednak Kapłanka. Pojawiła się w każdym z trzech rozkładów – niezależnie od tego, o co pytała. Vivienne długo przyglądała się jej wizerunkowi, próbując powstrzymać się od wyciągania pochopnych wniosków. Może to tylko przypadek. Może sama nadawała tej karcie zbyt duże znaczenie? Nie potrafiła jednak pozbyć się wrażenia, że coś jej umyka. Być może powinna przestać pytać, gdzie jest O’Hara, i zamiast tego spróbować zrozumieć, czego tak naprawdę szukał.
Vivienne zebrała karty. Nie miała ochoty po raz kolejny tasować talii i zadawać tych kolejnych pytań, licząc, że tym razem otrzyma odpowiedź, która rozwieje jej wątpliwości. Zamiast tego sięgnęła po notes i zapisała kilka słów, które przyszły jej do głowy podczas interpretowania rozkładów. Przez chwilę obracała pióro w palcach, próbując przypomnieć sobie szczegóły snu. Ceglane ściany, rozwidlenia, korytarze, które wyglądały identycznie, choć miała wrażenie, że już nimi szła. Nie potrafiła znaleźć w tym żadnego sensu. Może to tylko koszmar, efekt zmęczenia i napięcia ostatnich dni. Mimo to obraz tunelu nie chciał zniknąć z jej pamięci.
Vivienne przewracała kolejne strony książki w gabinecie O'Hary, próbując zrozumieć, co przyciągnęło jego uwagę. Na jednej z fotografii zatrzymała się dłużej. Przedstawiała fragment zabudowy, który nie wyróżniał się niczym szczególnym. Pod zdjęciem znajdował się krótki opis dotyczący zmian w tej części dzielnicy.
Czy tylko ja widzę te różnice? Ten sam adres, ale czy to samo miejsce?
Vivienne ponownie rzuciła okiem na zdjęcia.
– Spójrz – powiedziała do Alejandro, przesuwając fotografię w jego stronę – liczba okien się zmienia.
Kiedy mężczyzna przyglądał się fotografii Viv rzuciła ponownie okiem na wyłożone na blacie tomy.
– Zabieramy je ze sobą, prawda?
Gdy dwaj mężczyźni weszli do atrium, Vivienne odruchowo uniosła wzrok. Było w nich coś chłodnego i zdyscyplinowanego. Poruszali się z pewnością ludzi przyzwyczajonych do tego, że inni robią im miejsce. Nie dostrzegła w ich zachowaniu otwartej wrogości, ale też nic, co mogłoby ją uspokoić. Dyskretnie skinęła głową w ich stronę, dzięki czemu towarzyszący jej agent XIII również ich dostrzegł.
Mężczyźni podeszli bezpośrednio do ich stolika i przedstawili się jako agenci FBI, a Alejandro zaprosił ich by usiedli. Viv kątem oka dostrzegła spojrzenie posłane jej przez teksańczyka, ale jej uwaga była skupiona na dwóch agentach. Taksowała ich twarze z dziwną intensywnością, jakby próbowała samą siłą woli przeczytać ich myśli i zajrzeć w najdalsze zakamarki duszy.
-
XIII - Martwa godzinaRaczej skupiał się na zaginionych. Na tym, że wracali odmienieni, na sposobach kontaktowania się z zaginionymi. W rozmowach z Viv raczej nie wybrzmiało żeby chciał otwierać przejścia między wymiarami. Też nie spotkali się nie wiadomo ile razy - to było raptem kilka spotkań i dopiero na ostatnim zaufał Viv na tyle żeby przyznać, że jest z XIII. @morph popraw mnie jeśli coś pokręciłam
-
XIII - Martwa godzina@ketharian Trochę to się łączy z teorią Viv na temat pęknięć: ona uważa, że pęknięcia osłabiają dane miejsce i nie tylko zwiększa się szansa na jego ponowne wystąpienie, ale też że przy wykorzystaniu odpowiednich technik można takie pęknięcie ponownie wywołać w danym miejscu. Trochę jakbyś miał zasłonę która została zszyta ale możesz ją łatwo rozdrzeć w miejscu szwu.
Jej teoria zakłada też jakieś zaburzenia energii – dlatego używa wahadeł i kart tarota – ale brakuje jej ekspertyzy żeby np przeprowadzić badania elektromagnetyczne czy coś podobnego. Jak będziesz się dzielił informacjami z Viv i jakoś Ci to fabularnie pomoże to możesz śmiało użyć informacji z tego posta. -
XIII - Martwa godzinaA tak z perspektywy czysto praktycznej – po tych wszystkich opóźnieniach kolejka kończy się standardowo w niedzielę czy mamy przesunięcie terminu i obowiązuje nas tydzień na odpis?
-
XIII - Martwa godzinaJakieś wieści od @nabuchodonozor?
-
XIII - Martwa godzina@Morph A ja myślę że właśnie fajnie że wszystko nie zostało przekazane, dopiero uczymy się razem grać, a nasze postacie razem pracować więc może zgrzytać na początku

-
XIII - Martwa godzina@ketharian ma to dużo sensu, możesz ją zabrać. W poście wspominałam że Viv chciałaby iść do mieszkania O'Hary sprawdzić te książki, ale jakbyśmy mieli zrobić bazę w jego mieszkaniu i dwie osoby miałby nad tym pracować to bym się tam na siłę nie pchała. Chyba że ekspertyza w kwestii tematyki książek byłaby w jakikolwiek sposób pomocna, ale to pewnie w praniu wyjdzie.
W razie czego to będę dostępna dopiero późnym wieczorem żeby coś odpisać, ale będę monitorować w ciągu dnia co tam tworzycie
Wieczorem też wrzucę info odnośnie tego jak Viv patrzy na pęknięcia - na telefonie nie mam wszystkich moich notatek
-
XIII - Martwa godzinaNasza ekipa co była w mieszkaniu O'Hary nie znalazła tej notatki - była ona w gabinecie do którego włamał się Eugene - więc nie wiedzieliśmy co mamy zabierać

-
XIII - Martwa godzinaNie odzywała się wiele kiedy przeszukiwali gabinet O'Hary. Wyciągnęła na chwilę swoje wahadełko, ale szybko je schowała, zdając sobie sprawę że nie zda się ono tutaj na wiele. Z bocznej kieszeni torebki wyciągnęła wysłużoną talię kart tarota. Usiadła na wolnym kawałku podłogi i całkowicie skupiła się na rozkładzie, notując w maleńkim notesiku rozłożenie kart. W milczeniu wpatrywała się w karty jakby próbowała je zmusić do powiedzenia jej gdzie jest O'Hara.
Drogę powrotną spędziła na tylnej kanapie samochodu, przeglądając znalezione przez nią akta zaginionych osób. Część z tych szczegółów już znała w bardziej oględnej formie, ale teraz wszystko zaczynało się układać w spójną całość.
Siedziała przy stole, podpierając głowę dłonią. Okulary spoczywały obok talerza na którym leżał ledwie tknięty kawałek pizzy. Głos Becki docierał do niej jak przez warstwę waty. Jej zmęczone spojrzenie raz po raz podnosiło się znad najnowszego rozkładu do karty tarota znalezionej w mieszkaniu O'Hary. Przez chwilę przyglądała się rozłożonym na stole kartom. Cały rozkład pozostawiał ją z dziwnym poczuciem, że jest na właściwym tropie, ale wciąż nie dostrzega czegoś istotnego. Karty zdawały się zachęcać ją do zaufania intuicji, a jednocześnie ostrzegały przed pochopnym łączeniem faktów. Nie znajdzie odpowiedzi, szukając na siłę wzorców – musi przyjrzeć się temu, co zostawił po sobie O’Hara, i porozmawiać z kimś, kto może wiedzieć więcej. Myślami wróciła do nazwiska: Lionel Grant. Może właśnie od niego powinni zacząć? Nie była pewna, czy rozkład rzeczywiście wskazał jej kierunek, czy jedynie pomógł uporządkować to, co już przeczuwała. Nie potrafiła jednak zignorować Kapłanki, która po raz kolejny pojawiła się na jej drodze.
Zamieszała herbatę łyżeczką i spytała:
– Dlaczego na mapie oznaczone jest tylko siedem zaginięć? Widziałam w aktach O'Hary, że nie miał zbyt wiele informacji na temat zaginięcia Granta, ale co z pozostałymi? Jesteśmy w stanie je dodać? I czy powinniśmy na tej mapie uwzględnić też miejsce w którym kamery zarejestrowały O'Harę wychodzącego z samochodu? – pytała, wymachując łyżeczką w stronę tablicy i rozchlapując odrobinę herbaty wokoło.
– Myślę, że dobrze by było z nim porozmawiać… mam na myśli Granta. O'Hara chciał się z nim spotkać przed zaginięciem – może dowiemy się od niego czegoś jeszcze? Sama chciałabym wrócić jutro do mieszkania O'Hary. Ta notatka – powiedziała wskazując na ciągi znaków poprzedzone literą. – Ma coś wspólnego z tym księgozbiorem w mieszkaniu O'Hary. Nie mogę przestać o nim myśleć. A teraz, widząc te oznaczenia również tutaj, trudno mi uwierzyć, że to przypadek.
Ziewnęła szeroko.
– Ale jutro. Muszę wrócić do domu i nakarmić kota.
Dopiero po chwili uświadomiła sobie, że zaczęła planować dalsze działania, jakby była jedną z nich. A przecież nie była agentką XIII, jedynie osobą, która znała O’Harę i miała kilka informacji. Może po prostu była zbyt zmęczona by pamiętać o tym drobnym szczególe. Zresztą, zdążyła się już przyzwyczaić do nieprzychylnych spojrzeń.