Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
CavallinoC

Cavallino

@Cavallino
Przestań obserwować Obserwuj
Informacje
Posty
45
Tematy
0
Udostępnień
0
Grupy
0
Obserwujący
0
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • Sonda | Sesja inspirowana serialem "Stamtąd"
    CavallinoC Cavallino

    Jak będzie miejsce dla żółtodziobów to ja też chętnie 🙂

    Sondy

  • Powitania, pożegnania i powroty
    CavallinoC Cavallino

    @Ketharian cześć! jeszcze nie wiem, rozglądam się 😉

    Hydepark

  • XIII - Martwa godzina
    CavallinoC Cavallino

    Viv2.jpg

    Vivienne Ashcroft

    Wykładowczyni akademicka związana z religioznawstwem. Specjalizuje się w historii zachodniego ezoteryzmu. Zajmuje się historią okultyzmu, spirytyzmu, tarota, astrologii i podobnych praktyk. Sama traktuje przynajmniej część z nich poważnie i praktykuje.

    Nie jest typem stereotypowej wiedźmy obwieszonej amuletami, raczej dość ekscentryczną akademiczką. Na pierwszy rzut oka wygląda normalnie, choć sprawia wrażenie artystyki. W obyciu zdarza jej się już bardziej odpływać: mówić o złej aurze pomieszczenia, dziwnych wibracjach albo o tym, że czegoś „nie powinno się dzisiaj robić”, bo ma takie przeczucie.

    Materiały

  • Projekt „Krypta 99”
    CavallinoC Cavallino

    Myślę, że to bardzo dobry pomysł. 👏 Fallout jest systemem który zyskał bardzo na popularności w momencie gdy pojawił się serial (nawet takie niezorientowane istoty jak ja, wówczas się o nim dowiedziały) – więc potencjalnie nawet osoba początkująca będzie kojarzyć motyw. Dodatkowo niesie to ze sobą szansę przypływu nowych użytkowników na fali kolejnych sezonów serialu.
    To mogłoby być fajne miejsce nie tylko dla nowych graczy, ale też dla tych którzy się nudzą – czekając na jakąś nową rekrutację, albo z powodu opóźnień w innej sesji 🙂

    Dyskusje RPG

  • XIII - Martwa godzina
    CavallinoC Cavallino

    Noc była długa i bezsenna. Vivienne przewracała się niespokojnie w łóżku, czując nieprzyjemny uścisk z w żołądku. Jej kot, Fred, również nie spał i nie spuszczał z niej oczu. Viv widziała w ciemności ich blask. Dopiero nad ranem poddała się i zaparzyła mocną kawę. Otworzyła kalendarz – staromodny, papierowy – i zamarła, bo w kalendarzu czerwonym markerem zapisany był numer telefonu. Numer, pod który miała zadzwonić jeśli O'Hara się nie odezwie.
    Chwyciła za telefon, przejrzała wiadomości, maila, nawet konto na Facebooku. Nic, żadnego znaku od O'Hary. Odłożyła telefon na blat i owinęła się ciaśniej szlafrokiem.

    "Jeszcze jest wcześnie" – pomyślała – "Jeszcze ma czas", próbowała przekonać samą siebie, chociaż uścisk w żołądku mówił co innego. Fred miauknął, wyrywając ją z zamyślenia. Po nakarmieniu kota i orzeźwiającym prysznicu, Viv usiadła przy stoliku kawowym i wyciągnęła wysłużoną talię kart tarota.

    Rozłożyła karty na stoliku i przez chwilę przyglądała się układowi. Kilka z nich od razu zwróciło jej uwagę – Wisielec, Księżyc, Wieża, Kapłanka. Nie podobało jej się to zestawienie. Mówiło o zatrzymaniu, niepewności i czymś, co wymknęło się spod kontroli. Przesunęła wzrok po całym rozkładzie jeszcze raz, jakby liczyła, że za drugim razem zobaczy w nim coś innego. Nie zobaczyła, więc sięgnęła po telefon i wykręciła numer.


    Dzień był ciężki, a nieprzespana noc dawała jej się coraz bardziej we znaki. Tymczasem po wykładach, zamiast wrócić do łóżka, pojechała do siedziby XIII. Nie wiedziała czego się spodziewać. Kobieta, z którą rozmawiała przez telefon, dała jej szczegółowe instrukcje, ale niewiele zdradziła odnośnie tego, co będzie się działo jak dotrze na miejsce. Czy będzie przesłuchiwana? Wyobraziła sobie jak siedzi w pokoju przesłuchań zakuta w kajdanki. "Uspokój się, nic nie zrobiłaś, nikt cię nie aresztuje", ale serce w piersi waliło jej zbyt mocno by uwierzyła, że nie ma czym się martwić.


    Vivienne podążała za Becką powolnym krokiem. Kobieta zrobiła na niej dobre wrażenie, otaczała ją przyjemna energia i wydawała się dość żywiołowa jak na osobę poruszającą się na wózku.

    W sali czekało już kilka osób, Viv rozejrzała się z zaciekawieniem po sali, której, choć surowo urządzonej, nic nie brakowało. W pomieszczeniu dało się wyczuć zawieszoną energię oczekiwania i pulsującej ciekawości. A także mieszaninę zapachu kurzu i męskiej wody kolońskiej. Spokojnie czekała, ogrzewając zmarznięte dłonie w kieszeniach spodni, aż Becka skończy wprowadzać wszystkich w temat.

    – Pani Ashcroft, czy może nam pani powiedzieć coś więcej o swoich kontaktach z agentem O’Harą? – zapytał jeden z mężczyzn – Dotyczyły jego ostatniego dochodzenia? Przekazywał pani istotne dla nas informacje?

    Vivienne, oparta o pobliski stół, podniosła wzrok na mężczyznę zadającego pytanie. Spojrzenie miała wyraźnie zmęczone, ale skupione.

    – Co pan rozumie mówiąc "istotne dla nas informacje"? Jakie informacje uważa pan za istotne? – spytała, ściągając okulary z nosa i rozmasowując zmęczone oczy, nie zdając sobie sprawy z tego, że nieświadomie uderzyła w akademicki ton, którego zwykle używała w stosunku do swoich studentów.

    – Naprawdę nie wiem na ile będę pomocna. Nie znałam O'Hary zbyt dobrze. Chciał po prostu pomocy przy poszukiwaniu zaginionej osoby. Zadawał coraz dziwniejsze pytania. O sny, symbole, różne rytuały...

    Vivienne wzruszyła lekko ramionami, szukając czegoś w torebce.

    – Dopiero po kilku spotkaniach zorientowałam się, że nie szuka jednej osoby. Szukał czegoś, co łączyło kilka takich przypadków.

    Z torebki wyciągnęła... paczkę kawy.

    – Chce ktoś? Ja sobie zrobię.

    Rozgrywka

  • XIII - Martwa godzina
    CavallinoC Cavallino

    – Statystyka nie ma tutaj aż tak wiele do powiedzenia – odpowiedziała spokojnie, spoglądając na Alejandro. – Tarot to nie karty do gry. Każda karta niesie ze sobą określoną symbolikę, historię i znaczenie.
    Przez chwilę obracała Kapłankę w palcach.
    – Oczywiście można policzyć prawdopodobieństwo, że ta sama karta pojawi się w dwóch kolejnych rozkładach. Tylko to podejście opiera się na przekonaniu, że wybór kart jest wyłącznie przypadkowy. Tarot opiera się na zupełnie innych założeniach – tutaj na to co pojawia się w rozkładzie, wpływa zarówno intencja osoby pytającej, jej energia, intuicja… zależnie od tradycji można to nazywać różnie. Osoba, która korzysta z Tarota, nie wybiera kart przypadkowo. To… – zawahała się, szukając słowa, które nie zabrzmi zbyt pretensjonalnie – …połączenie między osobą a kartami. Kombinacja tych czynników wpływa na to, co się pojawia. Dlatego dwukrotne pojawienie się tej samej karty samo w sobie nie jest dowodem na nic nadnaturalnego. Znaczenie ma kontekst, w którym się ona pojawia.
    Milczała chwilę, nadal przyglądając się trzymanej karcie.
    – Robiłam dla O'Hary kilka rozkładów. Czasami pojawiała się Kapłanka, czasami nie. Jednak podczas naszego ostatniego spotkania… jestem pewna, że Kapłanki nie było na stole, kiedy wykładałam karty.
    Przełknęła ślinę.
    – Ale po wyjściu O'Hary już się tam znajdowała.
    Potrząsnęła głową, jakby próbowała pozbyć się wspomnienia. Spojrzała na księgozbiór.
    – Nie. Nie mam pojęcia, co oznaczają te odręczne dopiski na grzbietach książek. Trochę wygląda to na szyfr, prawda? Daty może? Albo jakiś katalog? Rodzaj sprawy, data i numer? Trochę przypomina mi numery faktur, które wystawiam. – powiedziała. Jej spojrzenie przesunęło się z biblioteczki na dokumenty leżące na biurku. Sama nie wiedziała dlaczego, ale nagle poczuła, że powinna jeszcze raz na nie spojrzeć. Podeszła bliżej i przerzuciła kilka kartek, zatrzymując się przy jednym z rachunków.
    – Ciekawe. O'Hara opłacał dodatkowe pomieszczenie na strychu – podniosła wzrok na mężczyzn. – Może tam trzymał dokumentację związaną ze śledztwem?

    Rozgrywka

  • XIII - Martwa godzina
    CavallinoC Cavallino

    Mogę wrzucić dzisiaj kolejny, tylko pytanie do reszty czy nie chcą najpierw swoich postów dodać? Czy chcecie więcej info od Viv? Pytanie zwłaszcza do @nabuchodonozor, który nie miał okazji jeszcze nic napisać, bo niektórzy rzucili się na tą sesje jak szczerbaty na suchary 😜

    Komentarze

  • XIII - Martwa godzina
    CavallinoC Cavallino

    A ja bym była chętna. Mam nawet pomysł na postać, ale potrzebowałabym pomocy przy tworzeniu KP.

    Archiwum

  • XIII - Martwa godzina
    CavallinoC Cavallino

    Vivienne przeniosła wzrok na mężczyznę siedzącego przy biurku. Kiedy się przedstawił, jej twarz od razu rozjaśnił promienny, choć zmęczony uśmiech.

    – Miło poznać – odpowiedziała, zanim przeniosła swoje spojrzenie do mężczyzny, który wrócił do kwestii jej doświadczenia i kontaktów z XIII.

    – Na początku myślałam, że jest prywatnym detektywem, ale kiedy przyznał się, że jest z XIII-tki, wszystko nabrało większego sensu – opowiadała, wycierając okulary rąbkiem koszuli, zanim ponownie nałożyła je na nos. – Już wcześniej agenci XIII-tki przychodzili do mnie na konsultacje, pomoc w rozszyfrowaniu znaków, symboliki. Widziałam się z nim w kawiarni przyległej do księgarni uniwersyteckiej, ale też w moim gabinecie. O’Hara... – zawiesiła głos, wpatrując się w tablicę zapisaną informacjami od Becki. Odchrząknęła i lekko potrząsnęła głową, jakby próbowała pozbyć się jakiejś myśli.

    – Co ja... a tak. Sprawa, którą prowadził, dotyczyła kilku zaginięć. Początkowo myślałam, że chodzi o jedną osobę, ale okazało się, że O’Hara szuka powiązań między kilkoma przypadkami. Twierdził, że niektóre elementy tych historii się powtarzają.

    Vivienne zrobiła krótką przerwę.

    – Na ostatnim spotkaniu, po tym jak przyznał że jest agentem XIII-tki, zdradził, że ma się zobaczyć z kimś, kto może przybliżyć go do odpowiedzi – jej głos lekko przycichł. – Poprosił mnie wtedy, żebym... jeśli nie odezwie się w ciągu czterdziestu ośmiu godzin, skontaktowała się z Fergusonem.

    Jej ramionami wstrząsnął lekki dreszcz - nie była pewna czy to z powodu wspomnień, czy z chłodu.

    – Brzmiał jak człowiek, który sam siebie próbuje przekonać, że ten telefon nie będzie konieczny.
    Z wdzięcznością przyjęła kubek z ciepłym napojem podany przez innego z mężczyzn, ogrzewając zmarznięte dłonie o ciepłe ścianki.

    – Dziękuję.

    Przeczesała palcami włosy słysząc pytanie o śledztwo i rytuały.

    – Nie wiem z kim się spotkał. Nie brałam aktywnego udziału w jego śledztwie. Mam raczej strzępki informacji niż pełny obraz.

    Upiła łyk i przez moment marszczyła brwi, próbując uporządkować skotłowane myśli.

    – Jeśli chodzi o rytuały… nie interesował się jednym konkretnym obrzędem czy rodzajem. Przynajmniej nie wybrzmiało to podczas naszych rozmów. Pytał raczej o powtarzające się elementy: symbole, miejsca, opowieści o ludziach którzy zaginęli i się odnaleźli.

    Zawiesiła na chwilę wzrok na kubku.

    – I o to czy po powrocie zachowywali się inaczej – dodała ciszej.

    Rozgrywka

  • XIII - Martwa godzina
    CavallinoC Cavallino

    @jarema, słoneczko - zechcesz delikatną korektę w swoim wpisie zrobić? Viv kawusię przyniosła! ☕
    @ketharian zobaczę co się da zrobić 😜

    edit: @jarema szukam w fabule gdzie zostało powiedziane, że Viv jest nauczycielem akademickim i skąd wiadomo, żeby mówić do niej "profesor" czy cokolwiek - i to nigdzie nie padło, ta informacja jest tylko w KP postaci
    Daj znać jak edytujesz bo bardzo bym chciala się odnieść do Twoich pytań! 🙂

    Komentarze

  • XIII - Martwa godzina
    CavallinoC Cavallino

    Vivienne uniosła brwi, wyraźnie zaskoczona propozycją. Nie spodziewała się, że zaledwie kilka chwil po wejściu do siedziby XIII, zostanie poproszona o aktywny udział w poszukiwaniach i przeszukaniu mieszkania zaginionego. Była przekonana, że jej rola się skończy wraz z przekazaniem informacji o zaginięciu. Ale XIII widać miała inne plany – najpierw zdecydowali, że samo przekazanie informacji nie wystarczy, że warto by pojawiła się w siedzibie. A teraz chcieli żeby im towarzyszyła. Była zbyt zmęczona by z pełną jasnością umysłu analizować tą dziwną sytuację.
    – Ja? – spytała totalnie skonsternowana. – Jeśli uważasz, że mogę się przydać.
    Spojrzała na mężczyznę, który również zdecydował się dołączyć, a potem na łebskiego gościa, którego nagły opór i seria pytań dotyczących organizacji całego przedsięwzięcia tylko bardziej ją zdezorientowały.
    Vivienne zacisnęła dłonie na kubku i rozejrzała się po pomieszczeniu szukając drogi ucieczki.
    Wyglądało na to, że każdy miał jakiś pomysł, ale nikt nie do końca wiedział, kto właściwie powinien go realizować. Nie miała pojęcia, jak ci ludzie pracowali wcześniej, ale najwyraźniej organizacja nie była ich najmocniejszą stroną.
    Jak oni właściwie mają znaleźć O’Harę, skoro wygląda na to, że sami jeszcze nie wiedzą, jak ze sobą pracować? – pomyślała, pocierając jedną dłonią skroń.

    Rozgrywka

  • XIII - Martwa godzina
    CavallinoC Cavallino

    @ketharian zamuliłam z tym miejscem spotkań. rano edytuje i dodam to info 🙂

    Komentarze

  • XIII - Martwa godzina
    CavallinoC Cavallino

    Nie wiedziała, czego właściwie się spodziewała w mieszkaniu O'Hary. Chyba czegoś bardziej osobistego. Śladów pośpiechu, bałaganu, skarpetek rzuconych w kąt... czegokolwiek. Tymczasem wszystko wyglądało zwyczajnie. Uporządkowanie mieszkania niemal ją zaniepokoiło.

    Przeszła kilka kroków, rozglądając się po wnętrzu, aż jej wzrok zatrzymał się na drzwiach. Nie potrafiła powiedzieć dlaczego, ale nagle poczuła potrzebę, żeby tam pójść.

    Pchnęła drzwi, jak się okazało, prowadzące do gabinetu O'Hary. Nagle zdała sobie sprawę, że stoi tuż przy półkach zapełnionych książkami. Czuła się otumaniona, jakby była w transie.
    Zmęczenie – pomyślała, przesuwając wzrokiem po tytułach.

    Już miała sięgnąć po jedną z pozycji, kiedy usłyszała pytanie jednego z towarzyszy.
    – A to co?

    Viv z trudem oderwała wzrok od biblioteczki i skierowała spojrzenie na trzymaną przez mężczyznę kartę. Podeszła bliżej żeby lepiej widzieć. Przełknęła nerwowo ślinę.

    – Kapłanka. To znaczy karta Tarota, przedstawiająca Kapłankę, albo Papieżycę w innej wersji - wyjaśniła Vivienne.

    Kapłanka. Przez moment po prostu patrzyła na ilustrację, czując nieprzyjemne ukłucie gdzieś pod żebrami. Przypomniała sobie ich ostatnie spotkanie. Pytania O'Hary o symbole, rytuały i ludzi, którzy znikali, a później wracali odmienieni. I kartę, którą znalazła w swoim własnym rozkładzie.

    Drżącą ręką sięgnęła po tę znalezioną w gabinecie.

    – Mogę? – spytała, przejmując kartę. Obróciła ją w palcach, przyglądając się dokładniej ilustracji i wykonaniu. Nie była to karta z klasycznej talii, którą znała. Spróbowała sobie przypomnieć czy kojarzyła ten konkretny wizerunek i skąd mógł pochodzić.
    Przez moment wpatrywała się w ilustrację, czując nieprzyjemne ukłucie w żołądku. Przypomniała sobie ostatnie spotkanie z O'Harą i kartę która pojawiła się w jej własnym rozkładzie. – Znowu kapłanka – mruknęła do siebie, nadal obracając ją w palcach.

    – Widziałam tą kartę wcześniej. Pojawiła się przy ostatnim rozkładzie jaki robiłam dla O'Hary... i znowu dzisiaj rano.

    Rozgrywka

  • XIII - Martwa godzina
    CavallinoC Cavallino

    @Ketharian zmienione 🙂

    Komentarze

  • XIII - Martwa godzina
    CavallinoC Cavallino

    Vivienne zerknęła na Alejandro, zauważając napięcie na jego twarzy. Kącik jej ust drgnął w lekkim uśmiechu.
    – Oczywiście. Postaram się nie rzucać w oczy – zapewniła go z niewinnym usmiechem, oddając rachunek i kierując się do regału z książkami.
    Przesunęła palcami po kilku grzbietach, po czym wyciągnęła jedną z ksiąg z tajemniczym szyfrem zapisanym srebrnym markerem. Pogłaskała dłonią okładkę, jakby próbowała zgarnąć z tomu niewidzialne pyłki kurzu. Nawyk którego nie była świadoma, ale wykonywała go za każdym razem kiedy sięgała po książkę.
    – Jest sens dalszego przeszukiwania mieszkania? W sumie to się nie znam na profesjonalnych przeszukiwaniach – w filmach policja robi to dość drobiazgowo, ale oczywiście zdam się na wasze doświadczenie w tej kwestii.

    Rozgrywka

  • XIII - Martwa godzina
    CavallinoC Cavallino

    Dla mnie ok. Wpisuje się to w jeden z dwóch wątków o których wspomniałam wyżej a które myślę, że mają sens dla mojej postaci. Generalnie nic nie stoi też na przeszkodzie żeby następnego dnia Viv wybrała się z kimś na posterunek – dawajcie znać 🙂

    Komentarze

  • XIII - Martwa godzina
    CavallinoC Cavallino

    Nie odzywała się wiele kiedy przeszukiwali gabinet O'Hary. Wyciągnęła na chwilę swoje wahadełko, ale szybko je schowała, zdając sobie sprawę że nie zda się ono tutaj na wiele. Z bocznej kieszeni torebki wyciągnęła wysłużoną talię kart tarota. Usiadła na wolnym kawałku podłogi i całkowicie skupiła się na rozkładzie, notując w maleńkim notesiku rozłożenie kart. W milczeniu wpatrywała się w karty jakby próbowała je zmusić do powiedzenia jej gdzie jest O'Hara.
    Drogę powrotną spędziła na tylnej kanapie samochodu, przeglądając znalezione przez nią akta zaginionych osób. Część z tych szczegółów już znała w bardziej oględnej formie, ale teraz wszystko zaczynało się układać w spójną całość.


    Siedziała przy stole, podpierając głowę dłonią. Okulary spoczywały obok talerza na którym leżał ledwie tknięty kawałek pizzy. Głos Becki docierał do niej jak przez warstwę waty. Jej zmęczone spojrzenie raz po raz podnosiło się znad najnowszego rozkładu do karty tarota znalezionej w mieszkaniu O'Hary. Przez chwilę przyglądała się rozłożonym na stole kartom. Cały rozkład pozostawiał ją z dziwnym poczuciem, że jest na właściwym tropie, ale wciąż nie dostrzega czegoś istotnego. Karty zdawały się zachęcać ją do zaufania intuicji, a jednocześnie ostrzegały przed pochopnym łączeniem faktów. Nie znajdzie odpowiedzi, szukając na siłę wzorców – musi przyjrzeć się temu, co zostawił po sobie O’Hara, i porozmawiać z kimś, kto może wiedzieć więcej. Myślami wróciła do nazwiska: Lionel Grant. Może właśnie od niego powinni zacząć? Nie była pewna, czy rozkład rzeczywiście wskazał jej kierunek, czy jedynie pomógł uporządkować to, co już przeczuwała. Nie potrafiła jednak zignorować Kapłanki, która po raz kolejny pojawiła się na jej drodze.
    Zamieszała herbatę łyżeczką i spytała:
    – Dlaczego na mapie oznaczone jest tylko siedem zaginięć? Widziałam w aktach O'Hary, że nie miał zbyt wiele informacji na temat zaginięcia Granta, ale co z pozostałymi? Jesteśmy w stanie je dodać? I czy powinniśmy na tej mapie uwzględnić też miejsce w którym kamery zarejestrowały O'Harę wychodzącego z samochodu? – pytała, wymachując łyżeczką w stronę tablicy i rozchlapując odrobinę herbaty wokoło.
    – Myślę, że dobrze by było z nim porozmawiać… mam na myśli Granta. O'Hara chciał się z nim spotkać przed zaginięciem – może dowiemy się od niego czegoś jeszcze? Sama chciałabym wrócić jutro do mieszkania O'Hary. Ta notatka – powiedziała wskazując na ciągi znaków poprzedzone literą. – Ma coś wspólnego z tym księgozbiorem w mieszkaniu O'Hary. Nie mogę przestać o nim myśleć. A teraz, widząc te oznaczenia również tutaj, trudno mi uwierzyć, że to przypadek.
    Ziewnęła szeroko.
    – Ale jutro. Muszę wrócić do domu i nakarmić kota.
    Dopiero po chwili uświadomiła sobie, że zaczęła planować dalsze działania, jakby była jedną z nich. A przecież nie była agentką XIII, jedynie osobą, która znała O’Harę i miała kilka informacji. Może po prostu była zbyt zmęczona by pamiętać o tym drobnym szczególe. Zresztą, zdążyła się już przyzwyczaić do nieprzychylnych spojrzeń.

    Rozgrywka

  • XIII - Martwa godzina
    CavallinoC Cavallino

    @Ketharian w takim razie Carpe diem!

    Komentarze

  • XIII - Martwa godzina
    CavallinoC Cavallino

    Stała pośrodku wąskiego tunelu. Otaczała ją tak gęsta ciemność, że aby nie stracić orientacji, musiała przytrzymywać się ceglanych ścian. Wilgoć osiadała jej na palcach, a nierówne spoiny raniły skórę. Nie widziała niemal niczego. Zaledwie zarys własnej dłoni majaczył jej bladą plamą, gdy wyciągnęła ją przed siebie, próbując namacać drogę.

    Gdzieś tam w nieprzeniknionej ciemności znajdowało się wyjście. Czuła na twarzy ożywczy powiew świeżego powietrza.

    Ruszyła powoli, przesuwając dłonią po murze. Po kilku krokach dotarła do rozwidlenia. W lewo, w prawo, prosto? – zastanawiała się przełykając z trudem ślinę. Nie wiedziała gdzie jest ani skąd przyszła. Nie potrafiła też sobie przypomnieć, jak się tu w ogóle znalazła. Wszystkie przejścia mogły prowadzić do wyjścia. Wąskie, ceglane korytarze ciągnęły się w nieskończoność w ciemności, która niczym łapczywy zwierz pożerała nawet odgłos jej kroków.

    Nagle coś trzasnęło jakby ktoś z hukiem zamknął ciężkie drewniane drzwi. Odgłos dobiegł gdzieś hen z oddali – dźwięk przypominający pękającą pod stopami gałąź. Zamarła, nasłuchując i wstrzymując oddech.

    Przez kilka długich chwil panowała cisza, zakłócana jedynie przez jej łomoczące w szalonym tempie serce. Zrobiła ostrożnie kilka kroków i wtedy za jej plecami rozległ się osobliwy szum: niski, trudny do zinterpretowania. Zrobiła krok w tył i szum ucichł.

    Nagle ogarnęło ją przerażenie, a bolesny skurcz żołądka sprawił, że jęknęła. Po karku spłynęło kilka kropel zimnego potu i już wiedziała, że musi się spieszyć. Musi natychmiast iść naprzód. Uciec stąd, jak najszybciej.

    Wybrała korytarz po lewej i przyspieszyła kroku. Echo jej marszu odbijało się raz po raz od ścian i wracało do niej ze zdwojoną siłą. Tunel wił się niczym wąż: to w lewo, to znów w prawo. Gdy dotarła do kolejnego rozwidlenia, przystanęła aby złapać tchu. Ledwo wzięła dwa głębokie wdechy, gdy za jej plecami znowu rozległ się trzask. Tym razem bliżej… dużo bliżej. Niemal mogła go poczuć pod palcami.

    Puściła się biegiem na oślep. Serce tłukło jej się w piersi, oddech rwał się w krótkich, bolesnych haustach. Nie zważała na bolesne otarcia i drobne rany. Nie oglądała się za siebie. Nie potrafiła. Wiedziała bowiem, że jeśli zatrzyma się choć na sekundę, to to coś natychmiast znalazłoby się tuż za nią.

    Korytarz skręcał, rozwidlał się, opadał łagodnie w dół. Raz po raz wyciągała ręce przed siebie, szukając przeszkody, drzwi, jakiegokolwiek znaku, że to miejsce ma jakieś granice, jakiś koniec, ale nie znajdowała niczego. Każde rozwidlenie prowadziło do kolejnego skrzyżowania. Jeden wąski tunel przechodził w kolejny. Gdy już miała nadzieję, że za rogiem czeka na nią upragnione wyjście, zwodniczy wiatr zmieniał kierunek i łudził z oddali kolejnym mirażem.

    A odgłosy nie ustawały: szumy i trzaski. Ciche, urywane dźwięki, których nie potrafiła rozpoznać. Czasami słyszała je przed sobą, czasami za plecami. Nie mogła już odróżnić, co dobiegało z oddali, a co zdawało się rozbrzmiewać tuż przy jej uchu.

    Musi być stąd jakieś wyjście. Musi – szeptała sama do siebie.

    Próbowała sobie przypomnieć którędy przyszła – bezskutecznie. Starała się wybrać drogę, która wydawała się znajoma. Wszystkie jednak zdawały się jednocześnie znajome i obce.

    Zatrzymała się na kolejnym skrzyżowaniu, opierając obie dłonie o ścianę. Cegły były lodowate. Przez krótką chwilę słyszała tylko własny oddech. A potem, gdzieś w ciemności, coś głośno zaszurało. Nie dalej niż kilka kroków od niej.

    Vivienne znowu ruszyła przed siebie, nie wiedząc już, czy nadal szuka wyjścia, czy już tylko próbuje oddalić się od źródła dźwięku. Ciemność zacisnęła wokół jej szyi żelazną obręcz strachu, który dusił i dławił.

    Korytarze nie miały końca. Nie było drzwi, schodów ani choćby jednej słabej smugi światła. Wszędzie była tylko ciemność i pewność, coraz bardziej rozpaczliwa i nieodparta, że nie ma czasu. Że coś nadchodzi.


    Vivienne obudziła się z bijącym sercem i snem wciąż drgającym ciemności sypialni. Zerknęła na zegarek i uznała, że nie ma sensu już zasypiać. Jeszcze chwilę leżała w ciepłej pościeli, próbując strząsnąć z siebie resztki snu i przygotować się na rozpoczynający się dzień.

    Po długim, gorącym prysznicu, który bezskutecznie miał pomóc jej odzyskać równowagę po dziwnym koszmarze sennym, wyciągnęła z szuflady pęczek białej szałwii. Zapaliła ją i okadziła mieszkanie, ze szczególnym uwzględnieniem sypialni. Kiedy skończyła, rozpaliła również palo santo i powtórzyła zabieg. Następnie usiadła przy stoliku, z kubkiem gorącej kawy i wciąż tlącą się szałwią i palo santo i kilkukrotnie oczyściła talię tarota za pomocą dymu. Po oczyszczeniu talii rozłożyła karty trzy razy, za każdym razem zadając inne pytanie. Pierwsze dotyczyło zaginięcia O’Hary, drugie powiązań między zaginionymi, a trzecie tego, czego sama nie dostrzegała. Karty przynosiły więcej pytań niż odpowiedzi. O’Hara mógł wiedzieć więcej, niż jej zdradził, ale brakowało informacji, by zrozumieć, co naprawdę się z nim stało. Poszczególne zaginięcia mogły łączyć powtarzające się okoliczności, choć równie dobrze to ona mogła próbować dopasować do siebie niepowiązane fakty. Musiała wrócić do dokumentów, porównać szczegóły i spojrzeć na sprawę z innej perspektywy.

    Najbardziej niepokojąca okazała się jednak Kapłanka. Pojawiła się w każdym z trzech rozkładów – niezależnie od tego, o co pytała. Vivienne długo przyglądała się jej wizerunkowi, próbując powstrzymać się od wyciągania pochopnych wniosków. Może to tylko przypadek. Może sama nadawała tej karcie zbyt duże znaczenie? Nie potrafiła jednak pozbyć się wrażenia, że coś jej umyka. Być może powinna przestać pytać, gdzie jest O’Hara, i zamiast tego spróbować zrozumieć, czego tak naprawdę szukał.

    Vivienne zebrała karty. Nie miała ochoty po raz kolejny tasować talii i zadawać tych kolejnych pytań, licząc, że tym razem otrzyma odpowiedź, która rozwieje jej wątpliwości. Zamiast tego sięgnęła po notes i zapisała kilka słów, które przyszły jej do głowy podczas interpretowania rozkładów. Przez chwilę obracała pióro w palcach, próbując przypomnieć sobie szczegóły snu. Ceglane ściany, rozwidlenia, korytarze, które wyglądały identycznie, choć miała wrażenie, że już nimi szła. Nie potrafiła znaleźć w tym żadnego sensu. Może to tylko koszmar, efekt zmęczenia i napięcia ostatnich dni. Mimo to obraz tunelu nie chciał zniknąć z jej pamięci.


    Vivienne przewracała kolejne strony książki w gabinecie O'Hary, próbując zrozumieć, co przyciągnęło jego uwagę. Na jednej z fotografii zatrzymała się dłużej. Przedstawiała fragment zabudowy, który nie wyróżniał się niczym szczególnym. Pod zdjęciem znajdował się krótki opis dotyczący zmian w tej części dzielnicy.

    Czy tylko ja widzę te różnice? Ten sam adres, ale czy to samo miejsce?

    Vivienne ponownie rzuciła okiem na zdjęcia.

    – Spójrz – powiedziała do Alejandro, przesuwając fotografię w jego stronę – liczba okien się zmienia.

    Kiedy mężczyzna przyglądał się fotografii Viv rzuciła ponownie okiem na wyłożone na blacie tomy.

    – Zabieramy je ze sobą, prawda?


    Gdy dwaj mężczyźni weszli do atrium, Vivienne odruchowo uniosła wzrok. Było w nich coś chłodnego i zdyscyplinowanego. Poruszali się z pewnością ludzi przyzwyczajonych do tego, że inni robią im miejsce. Nie dostrzegła w ich zachowaniu otwartej wrogości, ale też nic, co mogłoby ją uspokoić. Dyskretnie skinęła głową w ich stronę, dzięki czemu towarzyszący jej agent XIII również ich dostrzegł.

    Mężczyźni podeszli bezpośrednio do ich stolika i przedstawili się jako agenci FBI, a Alejandro zaprosił ich by usiedli. Viv kątem oka dostrzegła spojrzenie posłane jej przez teksańczyka, ale jej uwaga była skupiona na dwóch agentach. Taksowała ich twarze z dziwną intensywnością, jakby próbowała samą siłą woli przeczytać ich myśli i zajrzeć w najdalsze zakamarki duszy.

    Rozgrywka

  • XIII - Martwa godzina
    CavallinoC Cavallino

    @ketharian wrzucasz takie grafiki, że zaraz odpalę piosenki świąteczne 🎄 🎅

    Komentarze
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa