Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
DekaresD

Dekares

@Dekares
Informacje
Posty
46
Tematy
0
Udostępnień
0
Grupy
0
Obserwujący
1
Obserwowani
4

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    DekaresD Dekares

    Dziękuję za odpowiedzi!
    Dałem post, bardzo króciutki ale raczej nic więcej w tym tygodniu nie uda mi się fabularnie (ewentualnie będę edytował jak uda mi się jeszcze usiąść).
    Jak rozumiem mamy wyruszyć na stosunkowo krótki rekonesans więc Stefan zabierze z sobą w zasadzie tylko uzbrojenie:

    • Włócznia
    • Tarcza
    • Łuk i strzały
      -Nóż
      Po tym w plecaku
    • Toporek
    • krzesiwo
      -modlitewnik
      -manierkę z wodą
    • zestaw do leczenia i miksturę leczącą
    • truciznę
      Bierze Wieselów i psy oczywiście.
      Jak Sierżant będzie chciał dać Kogoś na szpice to się zgłosi.
    Komentarze

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    DekaresD Dekares

    Pogaduchy przy ognisku

    Stefan słuchał z rozbawieniem zarówno riposty elfa, jak i odpowiedzi Tobiasa, po czym dodał z entuzjazmem:

    • Święte Słowa Tobiasie, trzymajmy się razem… nawet z Tobą elfie, przepuszczę Ci nawet to, że oszukujesz w nocnej walce tymi swoimi ślepiami - Nie mógł sobie odpuścić małej szpili w kierunku elfa, ale miał nadzieję, że ten odbierze jego słowa zgodnie z jego intencją, czyli jako niewinne przekomarzanie.
      Wspomnienie nocnej walki spowodowało, że mina mu trochę zrzedła i dodał już poważnym tonem:
    • Żarty, żartami, ale musimy rzeczywiście coś wykombinować, żeby zniwelować przewagi tych pomiotów chaosu, bo Tobias dobrze mówi, że możemy się spodziewać tylko więcej walki z tymi bydlakami.
      Ostlandczyka na myśl o zwierzoludziach natychmiast zalała krew, przed oczami przeleciały mu twarze zabitych i ranionych w dzisiejszej walce oraz we wszystkich innych starciach z pomiotem, w których brał udział. Starał się skupić na rubasznych pomysłach kolegów dotyczących uciech, których chcieliby zażyć w Wendorf, ale sam myślał raczej o tym, co chciałby zrobić z kilkoma kopytnymi, gdyby tylko odważyli się znowu wychynąć z lasu do uczciwej walki:
    • Przeklęty las! To dzięki niemu nie możemy zgnieść tego plugastwa! - pomyślał pewnie po raz setny w ciągu ostatnich dni. Czuł, że nie powinien się poddawać takim krwawym myślom, ale oderwanie się od nich umożliwiło mu dopiero przybycie posłańca wzywającego ich do dowództwa.
      -No to czas na nas - pomyślał zbierając się do działania.
    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    DekaresD Dekares

    Czołem!
    Stefan będzie chciał na pewno zapytać się o następujące rzeczy:

    • Wypytać się o ten regiment, co o nich wiemy, jakimi siłami dysponują, czy znamy dowódce? Czy z listu/albo wcześniejszych ustaleń mieliśmy ustalone jakieś osoby z którymi mieliśmy się w Wendorf skontaktować?
    • Stefan chciałby się spytać o te"rakiety" którymi w nocy rozświetlono niebo nad obozem? Jeśli jakieś zostały to może moglibyśmy dostać kilka i w razie kłopotów wystrzelić taką race w niebo jako ostrzeżenie dla regimentu/prośbę o pomoc. Jeśli mają różne kolory to nawet na szybko można by opracować jakiś system kodów oznaczający co nas spotkało, Np czerwona raca zwierzoludzie, zielona buntownicy itd.
    • Czy w obozie mamy kogoś z tych okolic/bywająego w Wendorf?Jeśli tak to dodanie go do zespołu ewentualne wypytanie go o okolice powinno być poważnie rozważone(może pomógłby znależć jakieś samotne gospodarstwo po drodze w którym dałoby się zaciągnąć języka/albo jakieś wzniesienie czy inny punkt z którego możnaby poobserwować samo miasto.
    • Skoro mamy mieć do czynienia z buntownikami(w liście jest coś o powodzie buntu?)to może przydaliby
      się nam jacyś ludzie od naszego łowcy czarownic żeby pomóc. Rozeznaniem jest kto.
      Tyle na tą chwilę.
    Komentarze

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    DekaresD Dekares

    Post poszedł, jest odrobinę dialogu do reszty ale to taki niewinny banterek więc myślę że nie będzie problemu ;). Dzięki za odpowiedzi. Mam jeszcze takie pytanie czy Stefan byłby wstanie dowiedzieć się w jakim stanie są mag i łowca czarownic(oczywiście jeśli to możliwe to pomaga przy ich leczeniu)? Czy Alezzia(może także Inez bo ona tez jest magiem i nie wiem czy zna takie zaklęcia) leczyła ich czarami i czy to wystarczyło żeby byli w stabilnym stanie? Bo jak nie to Stefan mógłby rozważyć danie któremuś z nich swojej ostatniej mikstury leczącej.

    Komentarze

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    DekaresD Dekares

    Ostlandczyk bardziej zwalił się na ziemię niż przysiadł przy gromadzącym oddział myśliwych ognisku, był całkowicie wyczerpany ostatnimi wydarzeniami, już sama walka poprzedniego dnia dała mu się nieźle we znaki a teraz ten cały burdel się na nich zwalił….
    Zaczął powoli, mechanicznie jeść z miski otrzymaną z kuchni porcję jedzenia składającą się głównie z kaszy i cebuli. Jednocześnie ospale rozglądając się po obozie. Liczba pojawiających się przy ognisku żołnierzy wcale go nie dziwiła, miał za sobą już kilka podobnych starć i wiedział że chaos i ciemność zawsze wyolbrzymiały poniesione straty w ludziach którzy tak jak tutaj w żadnym wypadku nie zginęli a po prostu oddzielili się od reszty w ogólnym rozgardiaszu. Zatrzymał się wzrokiem na Wieselach siedzących nieopodal i podobnie jak on próbujących choć chwilę odpocząć, cieszył się że udało mu się zadbać o to żeby przynajmniej dostali coś do jedzenia i spokojne miejsce do odpoczynku jakąś godzinę temu. Wczorajsza rana starszego z nich otworzyła się w walce i trzeba było na nowo go opatrzeć. Na szczęście nie była to aż tak poważna sprawa jak się obawiał w pierwszej chwili.

    - Żeby to samo można by powiedzieć o reszcie… - pomyślał mimowolnie wracając myślami do jatki jaką była opieka nad tymi którzy zostali ranieni w ataku. Pracował w zasadzie bez ustanku z resztą znających się choć trochę na medycynie. Już w trakcie ataku odciągnął i opatrzył ze dwóch rannych, po tym było tylko gorzej.
    Wiedział że jeszcze długo będą mu się śniły krzyki młodego chłopaka ze zmiażdżonym ramieniem którego dopiero niedawno udało się jako tako opatrzeć. W zasadzie pomoc rannym to był cały jego udział w nocnej walce poza tym udało mu się tylko chwilę bez większego efektu zetrzeć z jedną z włochatych bestii za nim Ci nie zaczęli uciekać. Chciał dojść do rannego łowcy czarownic żeby mu pomóc ale zobaczył, że jego właśni ludzie są już przy nim więc dał sobie spokój No i po tym strzelał jeszcze z łuku do drani którzy utknęli w magicznym bagnie ale to trudno było nazwać prawdziwą walką, rozstrzelał z innymi kilka bezradnych bestii i tyle . Z resztą kilku tych przerośniętych parszywców i tak nie chciało grzecznie zdechnąć, dostawali po kilka strzał i nadal próbowali się wyrwać z matni trzeba było zrobić z nich prawdziwe jeże żeby padli albo poczekać na ludzi Egera którzy swoimi arkebuzami w końcu ubijali zwierzoludzi.

    Znajome skomlenie wyrwało go na moment ze koszmarnych wspominek, to wierny Azur przytulił się do jego boku, zapewne wyczuwając ponury nastrój swojego pana i chcąc go pocieszyć.

    • Dobre psisko - powiedział miękko głaszcząc psa po głowie.
      W tym samym czasie usłyszał słowa sierżanta Kolesnikowa o tym żeby zjedli i przygotowali się do rychłego wymarszu. Słysząc to zaśmiał się się pod nosem myśląc o tym jak bardzo boli go głowa, jak bardzo chciałby się położyć i zasnąć.Jednocześnie wiedząc że za chwilę zbierze się z ziemi i przygotuje do wymarszu bo na swój własny absolutnie szalony sposób jednocześnie nienawidził i lubił tą cholerną robotę.
      Czując powołanie Prawdziwego Zwiadowcy zabrał się do spełnienia Najważniejszego Obowiązku każdego Zwiadowcy z krwi i kości i zaczął narzekać jak najgorsza jędza:
    • Tak Jest! W końcu ktoś musi poprowadzić resztę tego burde…-przerwał teatralnie rozglądając się po obozowisku które jeszcze w co niektórych miejscach nadal się tliło po nocnym pożarze i poprawił się - Przepraszam, Płonącego Burdelu przez las żeby się nie zgubili biedacy w drodze do wychodka w Wendorf - puścił porozumiewawcze oko do swojego imiennika żeby ten wiedział że chce tylko trochę rozbawić towarzystwo.
      Jednocześnie wstał z pieńka na którym siedział, bo wiedział że jeśli ma być niedługo gotowy do drogi to musi jeszcze ogarnąć swój zapewne stratowany dobytek i wrócić do doglądania rannych.

    Jego spojrzenie padło na Tobiasa i Duviela, nie był pewien czy to ze zmęczenia ich wcześniej nie zauważył czy dopiero pojawili się przy ognisku ale postawił natychmiast do nich podejść. Coraz bardziej lubił tą dwójkę, nawet pomimo wcześniejszych utarczek z elfem, cieszył się że wygląda na to że nic im się nie stało podczas nocnego ataku:
    -Jak się macie? Szczególnie Ty długouchy dekowniku, gdzie żeś się chował całą noc? Bo nie było Cię razem ze mną pod tym wozem - rzucił do nich figlarnym tonem połączonym z ciężkim ziewnięciem.

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    DekaresD Dekares

    Czołem!
    Miło jest wrócić do gry z Wami
    Dzięki za dodatkowe PD 😉
    Pierwsze pytanko, jak robimy wspólne dialogi? na LI był google doc który jak sprawdzałem nadal jest aktywny, tam pisać?
    Drugie pytanko czy kawalerzystką zbierającą uciekających żołnierzy w części postu opisującej perspektywę Stefana jest Szlachetnie Urodzona Oliwia von Damnitz czy jest to Petra von Falkenhorst czy jeszcze ktoś inny?
    Czy mogę założyć, że Stefan po walce(a możliwe że nawet w trakcie) skupił się na pomaganiu rannym? Tutaj takie pytania, czy mamy w obozie jakiegoś głównego medyka? Bo pamiętam że Alezzia leczyła nas i innych swoją magią ale nie pamiętam czy był ktoś jeszcze?
    Co do samego pomagania rannym to czy mogę także założyć, że Stefan będzie mieć "zaszczyt" zgłosić się na głównego opiekuna dla naszego Maga jak i dla Łowcy Czarownic (o ile tym nie zajmują się jego właśni ludzie)? Bo coś mi się zdaje że w obu przypadka kolejka chętnych do siedzenia przy nich i podawania rosołku itd. może być zadziwiająco krótka ;). Co do samej potyczki to czy mogę także założyć że moi pomocnicy Wieselowie i nasze ogary wyszli z walki bez szwanku? Starszy z Wieselów Albrecht o ile dobrze pamiętam był dość mocno poturbowany po wcześniejszych walkach więc byłbym nawet skłonny założyć, że tak czy tak leży w szpitalu bo mu się ranny lekko poodnawiały i musi odpocząć choć chwilę.

    Po za tym jak wygląda kwestia naszego dobytku, wiemy czy nic nam nie spłonęło?

    Pozdrawiam

    Komentarze

  • Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)
    DekaresD Dekares

    Zgłaszam się do służby 😉

    Komentarze

  • Bastion 2521 (Warhammer 2ed) - reaktywacja
    DekaresD Dekares

    Czołem! Z wielkim opóźnieniem ale zgłaszan swoje zainteresowanie powrotem do sesji 🙂

    Sondy

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    DekaresD Dekares

    Otwarcie wiadomości zabitego kuriera

    Słysząc słowa łowcy czarownic o przysługującej mu władzy wojskowej Jeager starał się nie okazywać zaciekawienia, żeby nie powiedzieć zadowolenia z potencjalnych implikacji tych informacji. Już od dłuższego czasu miał najogólniej mówiąc obiekcje co do stylu dowodzenia Petry . Ewentualne przejęcie dowództwa przez twardego łowcę czarownic mogło wyjść im na lepsze militarnie, ale Stefan nie miał zamiaru zachowywać się nielojalnie wobec przedstawicielek górskiego szlachcica. Raz że nie było to w jego stylu, a dwa łowca czarownic mógł przejąć dzisiaj dowodzenie i pojutrze odjechać bez słowa zostawiając tych którzy by otwarcie sprzeciwili się Petrze w bardzo kiepskim położeniu.
    Słysząc o tym, że wiadomość w tubie została nadana z Wendorf i widząc, że żaden z podoficerów nie zadaje w tej kwestii pytań Stefan westchnął w duchu i myśląc o tym że zdecydowanie za mało mu płacą w tym regimencie odezwał się do łowcy czarownic:

    - Wybacz Panie śledczy, ale jako że zadaniem naszego oddziału jest rozpoznanie drogi do wspomnianego Wendorf i szerzej wyjaśnienie jaka jest sytuacja w mieście to czy moglibyśmy rzucić okiem na tą wiadomość? Albo chociaż zapytać się kiedy została nadana i czy można z niej wywnioskować czy miasto się trzyma, czy jest atakowane przez siły wroga?

    Śledczy spojrzał w dół na piechociarza jaki wyłamał się z pokornego milczenia jakie panowało wokół jego autorytetu. Przez chwilę Stefana świdrowało jego przenikliwe spojrzenie aż miał poczucie, że dłużej nie zniesie tego wzroku jaki zdawał się czytać duszę na wylot. Scena jakby zamarła gdy inni przybrali wyczekujący wyraz twarzy niepewni jak lider łowców czarownic zareaguje na tą zuchwałość.

    - Nie. To nie jest wiadomość dla was. Porozmawiam o niej z waszym dowódcą. - odparł oschle łowca herezji po czym spiął konia ostrogami aby zawrócić w stronę drogi.

    Przekazanie zeznania łowcą czarownic

    Jeager zbliżał się do miejsca obozowania śledczego i jego ludzi z mieszanką zmęczenia i lekkiej obawy. Miał nadzieję że forma w jakiej jego zeznanie zostało napisane spełni oczekiwania łowców potępionych, bo raz nie chciał robić sobie z nich wrogów a dwa nie chciał pisać tego wszystkiego od nowa.
    Jeszcze raz przeleciał przez dokument w swoich myślach.
    Na początek zawarł krótko informacje o wykonywanym przez nich zwiadowczym zadaniu, do wykonania którego został im przydzielony wspomniany Teodebert jako przewodnik. Napisal także o tym że ten pojawil się w regimencie na chwilę wcześniej. Streścił że ten wykonywał swoje zadanie z tego co Stefan wiedział poprawnie i że w Speck został rozpoznany jako wędrujący kaznodzieja Sigmara przez co zyskał im przychylność miejscowych.
    Po tym poświęcił najwięcej uwagi opisaniu samego wydarzenia z posagiem. Opis na tyle na ile potrafił w jakim stanie znaleźli zbezczeszczony posąg ich daremne wysiłki w celu postawienia go, w końcu decyzję o dalszym marszu podyktowaną ich rozkazami. Po tym opisał zachowanie samego Teodeberta, jego wściekłość z powodu obrazy dokonanej względem posągu Sigmara. Postanowieniu pozostania przy posągu aż ten zostanie naprawiony na tyle na ile będzie to możliwe oraz o tym jak pracował nad usunięciem bluźnierczych znaków wyrytych na posagu, gdy odchodzili i akurat im nie złorzeczył. Starał się w samym pismo je przedstawiać fakty a nie swoje przypuszczenia czy domysły oraz byc możliwe obiektywnym mimo wieczornego zatargu z fanatykiem.

    -Tak, wszystko się zgadza- pomyślał stając przed namiotem który jak słyszał miał należeć do Harolda do którego dostał polecenie udać się z pismem zanim stawi się u samego śledczego.

    Atak na obóz

    Stefan śnił właśnie o prostszych czasach gdy razem z rodziną mieszkał w Lenkster gdy nagle ze snu wyrwał go przeraźliwy krzyk bijący na alarm.
    Wojak przez sekundę nie był pewien czy to realne zagrożenie czy senny majak, szybko jednak nabrał pewności, że mają kłopoty i zerwał się z posłania z włócznią w ręku wrzeszcząc ile sił w płucach:
    -ACHTUNG!!! Wieselowie do boju!- po tym wypadł z namiotu rozglądając się za potencjalnymi wrogami.
    -Wiedziałem że tak będzie, Wedziałem! - wściekał się w myślach jednoczęśnie zaciągając na nogi buty które zrzucił na noc.
    Dotąd obserwował tylko rozgrywający się dookoła chaos jednak gdy usłyszał głos sierżanta Kolesnikova wzywającego zwiadowców do zbiórki, Ostlandczyk odpowiedział na jego zawołania:

    - Hochland czy nie, Jeager z ludźmi melduje się na rozkaz! - Stefan postarał się aby okrzyk zawierał nutkę humoru, ten potrafił w odpowiedniej chwili pomóc ludziom opanować rodząca się panikę.

    Wzywając Wieselów aby dołączyli do niego jak najszybciej razem z Azurem ruszył w kierunku wołającego sierżanta gdy wypadł na niego spanikowany żołnierz wskazujący na właśnie trafionego strzałom towarzysza.

    - Widzę że strzelają! - wydarł się na niego Jeager - Masz broń? - widząc zaprzeczający gest mężczyzny Ostandczyk podał mu topór który zabrał z sobą:

    Za mną! zajmiemy się nim! - po czym ruszył biegiem w kierunku trafionego żołnierza chcąc udzielić mu pomocy.

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    DekaresD Dekares

    Jeager przykląkł przy ciele zamęczonego mężczyzny w barwach Ostlandu.

    - Pochowamy cię godnie, przyjacielu - pomyślał rozglądając się po okolicy aby po chwili wyciągnąć spomiędzy korzeni drzewa tubę na listy.
    - Zanieśmy to dowódcą, po tym przyjdziemy zabrać ciało żeby pochować je z naszymi zabitymi. Lepiej nic nie ruszajmy na wypadek gdyby śledczy chciał zbadać to miejsce - Stefan wstał szybko ruszając szybkim krokiem w kierunku demontowanej przesieki.

    Kiedy dotarł na miejsce rozejrzał się poszukując wzrokiem dowódców poszczególnych oddziałów po czym zawołał do nich:

    - Panno Herschel! Panie Kolesnikov! Panie śledczy Munzel! Znaleźliśmy ciało w lesie! Proszę uprzejmie podejdźcie tutaj - prosił wybierając miejsce które mniej więcej stawiało go pomiędzy trzema dowódcami. Kiedy Ci podeszli Jeager zaczął wyjaśniać sytuację wymownie wskazująć palcem kierunek w którym leżało ciało:
    - Przeszukiwaliśmy z Duvielem i Olafem ruiny w poszukiwaniu śladów obozu pomiotów, gdy wypatrzyliśmy za nimi miejsce kaźni, jest tam ciało mężczyzny w barwach Ostlandu, był bardzo torturowany, może przesłuchiwany? Znaleźliśmy niedaleko ciała tubę na listy, pieczęć jest nienaruszona, mogę w razie czego otworzyć go i odczytać - wymawiając ostatnie słowa pokazał obecnym wspomnianą tubę pokazując na nienaruszoną pieczęć - Ciała i pozostałych rzeczy na miejscu staraliśmy się na tyle ile się dało nie ruszać, gdybyście Pani i Panowie chcieli się mu przyjrzeć zanim weźmiemy je do pochowania - ostatnie słowa najbardziej kierował w kierunku śledczego który wydawał mu się potencjalnie najbardziej zainteresowanym potencjalnym zbadaniem miejsca kaźni.


    Polana na której rozbijają obóz

    Stefan zmęczony całym dniem maszerowania i walki rozejrzał się po polanie, miał wielką ochotę po prostu położyć się spać tak jak stał. Jednak rozkazy jakie słyszał od sierżantów wzbudziły jego zaniepokojenie:

    - Te ogniska zaledwie parę mil od potencjalnie zajętego przez wroga miasta mogą nie być najlepszym pomysłem… - Ostlandczyk przez chwilę myślał co z tym zrobić, po ostatniej burze jaką dostał za wykazywanie inicjatywy nie miał wielkiej ochoty na powtórkę, z drugiej strony wolał także dożyć następnego dnia a nie zginąć w nocnym ataku wroga więc po chwili namysłu zdecydował się udać do panny von Muller jako bardziej uprzejmej z dwóch dam oficerów. Stefanowi udało się złapać ją względnie oddzieloną od reszty żołnierzy, dzięki czemu miał nadzieje że nikt nie usłyszy ich konwersacji, nie chciał w końcu publicznie podważać rozkazów przełożonych:
    - Przepraszam, Panno von Muller, czy mogę poprosić panią na słowa? - Kiedy młoda szlachcianka skinęła mu głową na zgodę podszedł bliżej i z widocznym podenerwowaniem zaczął mówić:
    - Proszę pani nie chcę być malkontentem szukającym dziury w całym ale… obawiam się, że rozpalanie ognisk tak blisko miasta może być niebezpieczne. Jeśli Wendorf jest zajęte przez nieprzyjaciela to w najlepszym przypadku będą świadomi naszej obecności, w najgorszym zaatakują nas w nocy jak tylko zgromadzą siły. Dlatego ośmielam się zasugerować żebyś przemęczyli się przez noc bez ognisk…- Jeager widocznie zamyślił się na chwilę po czym dodał śpiesznie - albo postąpimy dokładnie odwrotnie i rozpalimy dwa, trzy albo i cztery razy więcej ognisk niż potrzeba. Powinno to zmylić ewentualnych zwiadowców wroga, zwiększając nasze siły kilkukrotnie, trzeba by do tego porozkładać przy tych ogniskach trochę worków z zapasami z wozów i po przykrywać je kocami czy płachtami żeby udawały śpiących żołnierzy - Jeager skończył snuć swoje pomysły patrząc z wyczekiwaniem na Inez jak oceni jego propozycje.


    Konfrontacja pomiędzy magiem i łowcami

    Stefan nie słyszał dokładnie wszystkich słów w rozwijającej się konwersacji, ale niesłychana nonszalancja i pycha Drogona osłabiły Ostlandczyka nie chcącego widzieć walk pomiędzy sojusznikami. Tym bardziej wściekł się gdy usłyszał podłe podjudzanie Thedeberta :

    - Podła wesz jeszcze parę drzonów temu błagał o litość i wstawianie się za nim, a teraz sam podjudza do palenia na stosie! - pomyślał wściekle Jeager . Słyszał też dobrze rozkaz łowcy czarownic uciszający fanatyka i zdecydował się wykorzystać sytuacje. Kiedy gad drugi raz zaczął się drzeć Ostlandczyk ruszył w jego kierunku zbliżając się od tyłu. W chwili kiedy padalec po raz trzeci zaczął krzyczeć Jeager położył mu rękę na ramieniu i odezwał się cicho:
    - Sługa naszego Pana kazał Ci milczeć, zamkniesz się sam, czy potrzebujesz pomocy? - Ostatnie słowa wsparł zaciśnięciem pięści i błyskiem w oku który jasno wskazywał, że ma nadzieję na to, że fanatyk da mu powód do rękoczynów.

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    DekaresD Dekares

    Stefan podniósł wzrok znad opatrywanego przez siebie i Duiviela Albrechta słysząc słowa powitania od jednego z pomocników łowcy czarownic który jak widać chciał im pomóc z rannymi, Stefan uśmiechnął się z wdzięcznością wymalowaną na twarzy:

    - Witam. Dziękujemy za pomoc! - na tym jednak zakończył uprzejmości przechodząc od razu do rzeczy wskazując na rannego - Mamy tu kilka ran, poważnym problemem jest ta rana głowy, jeśli nie zatrzymamy…


    Stefan otarł twarz przedramieniem mając nadzieje że to nie jest całe pokryte krwią i brudem chwile po tym jak skończyli opatrywać ostatniego rannego, był zmęczony i w pełni świadom tego, że w wielu wypadkach nie popisał się podczas leczenia… z drugiej strony nikt nie umarł w namiocie i raczej nie zapowiadało się na to żeby miał umrzeć więc nie poszło mu tragicznie.
    Ukląkł i odmówił dziękczynne modlitwy zarówno do Sigmara jak i Pani Miłosierdzia. Nieznany mu medyk właśnie skończył myć zakrwawione dłonie i odezwał się do niego z pochwałą, Stefan w odpowiedzi uśmiechnął się ewidentnie zakłopotany i odparł:

    - Nie bardziej zaangażowany nich Pan czy Duiviel…nie było dotąd czasu się przedstawić, nazywam się Stefan Jaeger, jeszcze raz dziękuję za pomoc - wyciągnął do medyka rękę szybko przypominając sobie, że jest cały w krwi i zatrzymując rękę z przepraszającym spojrzeniem po którym natychmiast zabrał się za zmywanie krwi.

    Przy tej czynności podszedł do niego wspomniany medyk z swoim cennym prezentem dla niego.

    - Dziękuję, Panie, nie zasłużyłem, ale obiecuję dobrze ją wykorzystać… - zażenowany tak drogim prezentem Jeager odłożył cenną miksturę na ziemię i zaczął myśleć jak mógłby się odwdzięczyć swemu dobrodziejowi:

    Nie mam nic równie cennego ale może przydałyby się wam jakieś zioła, mam trochę w swoich zapasach na wozie w regimencie?


    Chwilę po tym gdy medyk łowców czarownic ich opuścił Jaeger podszedł do Duiviela z miksturą którą otrzymał przed chwilą:

    - Dziękuję Ci za świetną pomoc przy rannych Duivielu…to powinno przypaść Tobie- powiedział wręczając miksturę elfowi z którym może zbytnio się nie lubili ale Jeager nigdy nie zapomniał jego pomocy na bagnach i chciał w końcu chociaż trochę zacząć spłacać swój dług wdzięczności wobec niego.


    Jeager spędził jeszcze chwilę przy namiocie z rannymi czyszcząć i porządkując swój sprzęt medyczny. Po czym podszedł do każdego z zaangażowanych w udzielanie pierwszej pomocy i przyszykowanie punktu opatrunkowego aby im podziękować za pomoc. Przy okazji rozpytał się czego dowiedzieli się w międzyczasie o okolicy inni, w czasie kiedy on był skupiony na leczeniu. Po tym poprosił Olafa o pomoc i razem z nim i Azurem udał się do ruin aby przeszukać je dokładnie.
    Wśród rozpadających się murów to młody Wisel zamienił się w mistrza i przewodnika natomiast Jeager stał się jego uczniem z uwagą przyglądającym się Olafowi kiedy ten badał różne zakamarki ruin w poszukiwaniu jakiś ukrytych rzeczy. Widać było że skupienie się na tym zajęciu było dla niego dobrym sposobem na odwrócenie uwagi od krwawego starcia które dopiero co stoczyli oraz ciężkich ran które odniósł jego ojciec.

    Jeager zebrał w sobie całą dostępną odwagę i ruszył w kierunku przywódcy łowców czarownic aby porozmawiać z nim. Podchodząc do ponurego mężczyzny zasalutował:

    - Panie, chciałem podziękować za pomoc zarówno w walce z Pomiotami jak i za przysłanie swojego medyka do pomocy- Jeager pochylił głowę przed łowcą czarownic w geście wdzięczności. Po tym z lekkim wahaniem odezwał się ponownie starając się spojrzeć na łowcę i nie okazywać strachu:
    - Muszę także ośmielić się zapytać o waszego więźnia Theoberta…wcześniej nie było na to czasu Panie, bo musieliśmy oczyścić tą przesieke z pomiotów, ale teraz chciałem się Panie spytać czy można jakoś pomóc w rozwiązaniu jego sprawy? Słyszałem że sierżant Kolesnikow pokrótce opisał Panu sprawę wcześniej. Jeśli chciałbyś Śledczy to mogę opisać całą naszą drogę tutaj i wszystkie zajścia przy posągu Naszego Pana Sigmara i jak to wyszło że Theobert został tam aby zająć się posągiem. Jeśli będziesz chciał Panie to mogę także spisać zeznanie na piśmie…tylko że do tego będę potrzebował poczekać na przybycie reszty regimentu i zabrać stamtąd swoje przybory do pisania.

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    DekaresD Dekares

    Jeager zwolnił swój bieg aby Wiselowie wyrównali z nim szyk zanim starli się z pomiotami chaosu.
    -KREW I ŚMIERĆ! -zawyli razem zderzając się z przeklętym wrogiem.
    Przeciwnik Stefana atakował go z niezwykłą wściekłością często nie zwracając uwagi na własne bezpieczeństwo co dało Ostlandczykowi kilka okazji do szybkich kontr w których zadawał mu kolejne rany, niestety Jeager nie skorzystał z kilku naprawdę dobrych momentów które pewnie zakończyłyby się ciosem w gardło albo serce i skończyły walkę z ohydną rogata kreaturą ponieważ musiał blokować ciosy które w tym czasie spadały na Albrechta, rana z wcześniejszej potyczki ewidentnie nadal dokuczała starszemu Wieselowi i był na tyle wolny, że kilka razy dostałby ciosy od swojego przeciwnika gdyby nie pomagaliby mu Stefan i Olaf.
    Pomimo tego udało im się powoli zdobyć przewagę nad swoimi przeciwnikami na tyle, że wydawało się że zaraz spotkają się z grupą Tobiasa. Niestety wtedy stało się to co musiało nastąpić, mianowicie ich psy skończyły tak samo jak bestie pomiotów które zaatakowały ich wcześniej…zmasakrowane.
    I tak czworonogi wytrzymały dłużej niż Stefan oczekiwał że im się uda ale nie zmieniało to obrazu sytuacji leśne pokraki natychmiast runęły na Olafa i choć ten zdołał się zwrócić do nich i przyjąć atak to zostałby po prostu zasypany ciosami gdyby nie Jego ojciec który rzucił się na napastników z furią odciągając ich uwagę od swojego syna. Zapłacił za to momentalnie otrzymując cios za ciosem.
    W tym momencie usłyszeli za sobą tętent końskich kopyt. Zwierzoludzi tak jak przed chwilą z żądzą mordu runeli na nich spodziewając się łatwego łupu tak teraz pobledli ze strachu i rzucili się do ucieczki poza jednym który utknął pomiędzy ludźmi i z szałem zaatakował Jeagera chcąc wyrwać się z matni bądź przynajmniej zabrać któregoś wroga z sobą. Dzięki temu atakowi szału skupionemu na Stefanowi totalnie nie zauważył ataku Olafa który trafił go w brzuch i powalił na ziemię. Stefanowi pozostało tylko podejść do beczącej ze strachu kozy i wykończenia wroga pchnięciem włóczni w szyję, co zrobił z nieukrywana satysfakcją.
    Po tym poświęcił chwilę na ocenienie sytuacji dookoła, zdusił w zarodku budząca się w nim chęć ścigania uciekających wrogów, Łowcy czarownic mający konie poradzą sobie z tym lepiej od niego.
    Zamiast tego razem z Olafem dopadli do jego ojca aby zobaczyć czy można mu pomóc. Ten żył jeszcze na szczęście ale ledwo. Zaliczył kilka ciosów ale prawdziwym problemem była paskudna rana głowy, czaszka mężczyzny była ewidentnie rozbita, Stefan widział zbyt wiele podobnych ran zarówno na polu bitwy jak i w szpitalu w którym pomagał przy rannych i wiedział, że żeby zatrzymać śmierć w takim wypadku trzeba mieć naprawdę bezbłędne umiejętności, nie czuł się na siła dokonac tego cudu więc szybko wydobył niedawno zakupiony eliksir leczniczy i z pomocą Olafa podał go jego rannemu licząc na to że ten pomoże mu na tyle, że będzie w stanie opatrzyć pozostałe rany starszego z Wieselów.
    Po tym delikatnie chwycili rannego i odciągnęli do kilka metrów od trucheł pomiotów chaosu.
    Stefan nie chciał ryzykować że któraś z tych bestii nagle przestanie się tylko wić w agonalnych konwulsjach srając pod siebie a zamiast tego wsadzi im sztylet w plecy jak nie będa uważąć.
    Przy okazji transportowaniarannego Stefan zobaczył z ulga, że dwa psy które zostały na jego rozkaz spuszczone do walki ze zwierzoludźmi choć strasznie poharatane podniosły się z ziemi i zaczęła skomleć o pomoc. O wiele gorzej wyglądał dla niego sytuacja pozostałych grup, dlatego jak tylko położyli Albrechta w wybranym przez niego miejscu odezwał się do Olafa :

    - Biegnij do sierżanta i poproś o pomoc i namioty, niech zniosą tu wszystkich rannych żeby można ich wszystkich opatrzyć w jednym miejscu i w lepszych warunkach, ja się nim zajmę w tym czasie. - dokończył z troską spoglądając na rannego.

    Kiedy młody Wiesel ruszył Jeager zakrzyczał do reszty:

    - Znoście rannych Tutaj! Zajmijmy się nimi razem w jednym miejscu!

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    DekaresD Dekares

    Napięcie jakie towarzyszyło Stefanowi i Wieselom gdy powoli posuwali się do przodu w kierunku przesieki było nie do wytrzymania, czas wydawał się niemal stać w miejscu gdy krok po kroku zbliżali się do przeszkody, jednocześnie odrobinę schodząc z drogi aby zyskać chociaż trochę osłony.
    W ciągu jednego uderzenia serca cała sytuacja odwróciła się do góry nogami przyśpieszają do niemiłosiernego galopu gdy nagle zostali zaatakowani z wielu stron jednocześnie.
    Jaeger widział kątem bestie podobne do tych z którymi walczyli wcześniej biegnące na Duviela i jego towarzyszy ale widząc wybiegających za przesieki zwierzoludzkich zasrańców wiedział, że grupa po drugiej stronie drogi będzie musiała sobie poradzić bez jego pomocy, On, Tobias i ich ludzie i tak mają już za nadto na swojej głowie. Zanim jego imiennik zdołał wykrzyczeć do niego jakikolwiek rozkaz Stefan biegł już w kierunku atakujących pomiotów chaosu razem ze swoimi ludźmi i psem chcąc spaść na ich flankę albo nawet na tyły póki Ci byli zajęci próba dopadnięcia Tobiasa i Jego towarzyszy.

    - Spuście psy! - rzucił tylko za siebie do sierżanta licząc na to, że chociaż tak zostanie wsparty w starciu z jak wyglądało liczniejszym wrogiem.

    Ostatnie sekundy przed starciem Jeager poświęcił na próbę wypatrzenia czy wśród bestii jest jakiś wyróżniający się drań mogący być ich dowódcą którego Stefan mógłby próbować zabić aby złamać ich ochotę do walki.

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    DekaresD Dekares

    Jeager zajął ze swoimi ludźmi pozycję przed strzelcami Kolesnikowa umieszczająć starszego z Wieselów pośrodku formacji a samemu stając z prawej strony, chcąc aby niedawno raniony towarzysz zajmował najbezpieczniejszą centralną pozycje w ich miniaturowej formacji. W końcu zaczęli maszerować w kierunku przesieki osłaniając się tarczami i z włóczniami gotowymi do ciosu . Azur szedł powoli za nimi trzymając nos nisko przy ziemi. Zbliżając się do lekkiej fortyfikacji ostlandczyk czuł się coraz bardziej wystawiony na atak.

    Czemu idziemy na tą przesiekę od frontu zamiast obejść ją z dwóch stron tym cholernym lasem? - pomyślał ponuro rozglądając się po otaczających ich drzewach które mogły maskować i setkę wrogów dookoła. Frustracja ostatnich dni wypełnionych potyczkami z siłami chaosu rozbudzała w nim starą obsesję którą o wiele łatwiej udawało mu się trzymać na wodzy mieszkając w Nuln. Stefan spojrzał na jedno z mijanych drzew i pomyślał jak dobrze byłoby widzieć je ścięte albo podpalone! Nie miał nic przeciwko samemu drzewu ale prawda była taka że pradawne puszcze takie jak Las Cieni dusiły ludzkość pod koronami swoich drzew. Wszelcy wrogowie Imperium traktowali je jako bezpieczna przystań z której mogli siać śmierć i zniszczenie wśród ludzi po czym bezkarnie chowali się w gęstwinach. Jeager spędził większość swojego życia w lesie polując z rodziną i przyjaciółmi, znał piękno lasu i je cenił ale nie mógł zapomnieć czasu kiedy przez kilka dni trafił do południowej prowincji Averlandu, gdzie zamiast lasu przemierzał nieskończone pola uprawne i pastwiska. Marzył o tym żeby Ostland stał się podobnym miejscem wolnym od ucisku bestii chowających się wśród drzew, aby jego rodacy mogli zaznać życia innego niż ciągle przepełnionego lękiem że za najbliższego drzewa nadejdzie śmierć.
    Kiedy sierżant zatrzymał główny oddział i zaczął się rozglądać Stefan zdecydował że nie ma zamiaru robić dłużej za łatwy cel dla potencjalnych wrogów i poprowadził swoich ludzi powoli naprzód i na lewo tak aby zyskać choć trochę osłony pomiędzy drzewami oraz zachowując możliwość przechwycenia każdego wroga który zaatakował by idących za nim strzelców bądź ich.
    Dalej Kolesnikow, ruszaj się! - pomyślał wściekły, że podoficer się zatrzymał, takie oddawanie inicjatywy potencjalnym wrogom nie było dobre. Powinni albo ruszyć szybko na przesiekę albo najzwyczajniej w świecie wycofać się i podejść do zadania na nowo a nie stać w miejscu i czekać na to aż przeciwnik zajmie najdogodniejszą pozycję do zaatakowania ich.

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    DekaresD Dekares

    Swora kundli która na nich natarła o mało nie dopadła ich nie przygotowaniach, na szczęście miesiące wspólnych ćwiczeń w poprzednim regimencie dał Stefanowi i Wieselom potrzebną szybkość i zdecydowanie w działaniu. Widząc zbliżające się bestie Jeager w ostatniej chwili wydał komendę wypuszczenia ich własnych psów do przeciwuderzenia aby stępić impet wrogiej szarży, pomimo tego bestie uderzyły na nich z wielką furią.

    Tuż przed samym zderzeniem Jeager zdążył wydać z siebie okrzyk bojowy ich dawnej kompanii, okrzyk który był, podczas procesu ich dawnego kapitana wymieniany jako “jasna” oznaka Heretyckiego Zdziczenia:

    KREW I ŚMIERĆ!!! - wykrzyczał dumnie, wturowany przez dwóch towarzyszy z talabakheimu. Dwie bestie zaatakowały Jeagera. Jedna spróbowała kąsać jego nogi, jednak została odpędzona celnym ciosem włóczni zostawiającym na jej cielsku paskudną ranę. Druga bestia, potężny wilk o czarnej sierści skoczył mu do gardła i pewnie rozszarpał by Stefanowi tchawice gdyby ten w ostatniej chwili nie zasłonił się tarczą, wściekły wilk na moment niejako zawisł na jego tarczy zajadle kłapnął w jego stronę zębiskami i zalał Jeagera okropnym smrodem zgniłego mięsa ze swojego pyska. Ułamek sekundy później ostlandczyk pchnął z całej siły zrzucając z tarczy bestię.
    Reszta walki wyglądała niemal identycznie, kundle atakowały to jego nogi to skakały próbując chwycić go za gardło bądź dłoń, nie było w tym żadnej finezji czy większego pomyślunku i póki Jeager zachowywał pełną koncentrację i miał swoich towarzyszy po bokach bestie nie były w stanie zdziałać wiele przeciwko jego włóczni zadające im kolejne rany i tarczy blokującej kolejne ataki. Kilka ciosów później bestie leżały przed nimi wijąc się w agonii, a on i Wieselowie ruszyli na boki aby wesprzeć w brutalnej walce swoje czworonogi. Tam Serce Jeagera przeszył straszny żal kiedy zobaczył szamoczącego się na ziemi z przegryzionym gardłem Gryfa, z tym większą furią uderzył na kundla który był sprawcą tej zbrodni, przeszywając go swoją włócznią z taką determinacją, że ostrze prawie wyszło poczwarze drugim bokiem. Mineły sekundy i walka przynajmniej na tą chwilę dobiegła końca, ostatnie kundle podwijały ogony i uciekały a ich trzóżliwi panowie uciekali jeszcze szybciej. Wojownik błyskawicznie spojrzał po swoich towarzyszy notując ranę starszego z Wieselów oraz straszny stan psów. Jednocześnie okół swoje serce żelazem odpychając od siebie naturalny odruch niesienia im pomocy. Walka wcale nie była jeszcze skończona więc na leczenie ran przyjdzie czas później.
    -Olaf! Za mną! -wykrzyczał do młodszego ze swoich towarzyszy ruszając jednocześnie najszybciej jak potrafił w pościg.

    - Albrechcie zostań tu z psami, w moim plecaku są opartunki! Azur Zostań!- krzyknął jeszcze zanim skoncentrował się na ściganiu podłego wroga.
    - UCIEKAJĄ! ZA NIMI SYNOWIE SIGMARA! - wydarł się co sił w gardle gnając naprzód napędzany furią wywołaną śmiercią i okaleczeniem jego wiernego kompana ich czworonożnych podopiecznych. Sam ofiarował Harpię i Gryfa jako szczeniaki Wieselom i nie miał zamiaru odpuścić pomszczenia śmierci tego drugiego bez przelania krwi tych naprawdę za to odpowiedzialnych. Chyba że dostanie taki rozkaz.

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    DekaresD Dekares

    Jeager szedł razem z Wieselami zaraz za elfami na przedzie oddziału rozglądając się uważnie w poszukiwaniu kłopotów koncentrując się przede wszystkim na bokach drogi zostawiając im przód do zbadania. Chwilę wcześniej powrócił ich “najlepszy przyjaciel” deszcz w związku z czym Stefan schował swój łuk do sajdaka i zamknął zarówno nad nim jak i strzałami które niósł pokrowiec chroniący je przed zamoknięciem. Zamiast niego ściągnął z pleców tarczę z którą w połączeniu z włócznią i tak czuł się znacznie pewniej niż z łukiem.
    Poranny zwiad dookoła wioski przyniósł mu nie małe upokorzenie gdy powrócił do wioski niosąc sporą garść jak sądził trujących grzybów, szybko jednak został wyprowadzony ze swojego błędu przez miejscową zielarkę która udowodniła mu że zebrane przez niego grzyby są tylko podobne do poszukiwanych przez niego muchomorów, w dodatku ze śmiechem powiedziała o tym innym członkom oddziału i mieszkańcom. To aż tak bardzo nie dotknęło Stefana, ale trwający ledwie sekundę błysk w oczach dwójki Piekielnych Łasic wystarczył żeby Jeager był pewny, że zbliżająca się Seria Niefortunnych Zdarzeń która go dotknie w najbliższym czasie będzie mieć grzybowe nadzienie.
    Po chwili powrócił myślami do znacznie milszego wczorajszego wieczora w Speck kiedy leczył chorych. Zajęcie to uspokajało go przypominając spokojne dnie spędzone w świątyni Pani Miłosierdzia. Nie wziął od wieśniaków oczywiście żadnej zapłaty za leczenie choć co niektórzy próbowali mimo jego protestów. Zamiast tego wspominał o tym że jest w służbie pewnego górskiego szlachcica i że jeśli chcą komuś podziękować to mogą jemu i jego przedstawicielom okazać wdzięczność gdy Ci będą maszerować przez wieś.
    Zaśmiał się w duchu zastanawiając się czy o takim budowaniu renomy regimentu myślała Petra wysyłając ich na zwiad i doszedł do wniosku że znacznie bardziej woli aby sztandar pod którym maszeruje był kojarzony z pomaganiem wsiom niż z ich paleniem.
    Tak rozmyślając dotarli do półmetka swojego marszu w postaci posągu Młotodzierżcy, widząc bluźniercze zbezczeszczenie posagu Sigmara Stefana ogarnęła wściekłość, żeby nie powiedzieć morderczy szał.

    - Te północne psy, będą błagały o szybką śmierć kiedy z nimi skończę - pomyślał wściekły, jednak już w następnej chwili postarał się wziąć głęboki oddech i pohamować swój gniew na rzecz przemyślanego działania. Cała sytuacja nieprzyjemnie pachniała mu pułapką i nie miał zamiaru pozwolić na to żeby jego oddział w nią wpadł.

    -Sierżancie, dajcie nam chwilę, sprawdzę z Olafem czy nie ma tam jakiejś pułapki - po tym bez słowa ruszyli naprzód z młodym Wiselem, któremu przekazał w tej sytuacji dowodzenie jako o wiele lepszemu specjaliście w kwestii wykrywania podobnych rzeczy.
    Doskonale pamiętał opowieści jego wuja na temat podobnych sytuacji, imperialni żołnierze znajdowali podobne splugawione miejsca albo okropnie zmasakrowane ciała zaginionych towarzyszy. W słusznym gniewie zaczęli przetrząsać splugawione miejsce i uruchamiali pułapkę bądź byli znienacka atakowani przez wroga który wykorzystywał ich wściekłość aby ich podejść. Szczególnie zapadła mu w pamięć historia o tym jak przy okrutnie zmasakrowanych ciałach chłopskiej rodziny rozwieszonej przy drodze którą maszerował oddział jego wuja niczym bluźniercza dekoracja. Jeden z żołnierzy wpadł na dziwną szklana kulę wypełnioną czymś zielonym. Oczywiście była to pułapka, kiedy kula została zbita wydobył się z niej zielony gaz który natychmiast ogarnął ponad dziesięciu towarzyszy jego wuja. Śmierć jaka ich dopadła była niezwykle okrutna. Dusząc się zielonym dymem wypluwali płuca, skóra pokryła im się krwawiącymi ranami jakby ktoś wylał na nich kwas. Wuj nie powiedział tego wprost nigdy ale Stefan domyślił się, że jedynym co mogli dla nich zrobić to skrócić ich męki. Dowódcy oddziału usłyszeli później od przełożonych, że to niby pułapka wykonana przez zwierzoludzi ale zarówno on jak i jego wuj powątpiewali w takie wytłumaczenie. Nigdy nie widzieli szkła wyprodukowanego przez zwierzoludzi a tym bardziej nie widział u nich magii zmieniającej powietrze w truciznę… .
    Tym razem pomimo wściekłości jaką nim targała na widok despektu wyrządzonego podobiźnie Sigmara,ulga stwierdzili z Olafem że nie ma i żadnej pułapki.
    Jednocześnie zaczeli razem z krzykliwym kaznodzieją czyścić jak mogli posąg z nieczystości. Jednocześnie szukali sposobu na postawienie pomnika z powrotem do pionu. Szybko jednak zgodzili się z sierżantem, że nie mają do tego odpowiednich narzędzi i skupili się na uspokojeniu i zachęcaniu do dalszej drogi z nimi kaznodziei, powołując się przede wszystkim na to aby przekonać go do pomszczenia bluźnierstwa i powstrzymania kolejnych podobnych aktów.
    Po tym zgodnie z rozkazami dowódcy ruszyli do przodu na wyznaczonej w szyku pozycji.
    W przeciwieństwie do co niektórych w ich oddziale(przynajmniej z tego co Stefan usłyszał z dyskusji pomiędzy sierżantem a jego ludźmi) Jeager podczas dalszego patrolu przez las wręcz nie mógł doczekać się ewentualnego spotkania z plugawcami winnymi zniszczenia posągu patrona ich Imperium. Jeager musiał sam przed sobą przyznać, że gniew pomagał mu przykryć niepokoju jaki odczuwał po zobaczeniu takiego pokazu barbarzyństwa. Te przeklęte runy jakie napastnicy wyryli na posągu przestraszyły go i nie ważne jak bardzo nie chciałby przykryć tego strachu pokazem gniewu i brawury nie mógł uciec przed tym, że obawiał się, że nie spotkają drani na swojej drodze, bo Ci właśnie maszerują w kierunku Lenkster i tam dadzą przykład podobnego barbarzyństwa. I taka perspektywa przerażała go znacznie bardziej niż ewentualność walki i z całą bandą w pojedynkę.
    Musimy znaleźć te zwierzęta i zabić bez litości - pomyślał po raz kolejny zdając sobie doskonale sprawę, że tak naprawdę tylko przypadek albo działanie samych napastników może doprowadzić do ich spotkania. Aby uspokoić swoje coraz bardziej rozgorączkowane myśli zaczął recytować modlitwę, mając nadzieje że sam Sigmar poprowadzi ich ku sprawiedliwej zemście. Krótką chwilę po tym kiedy gdy skończył się modlić idący przed nim Azur zamarł aby po chwili zaczął ujadać w pozostałymi psami.
    Modlitwa Jeagera została wysłuchana.

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    DekaresD Dekares

    Stefan z ulgą przyjął zmianę pogody która pomimo jego ostatniego zakupu nowej odzieży dla siebie i Wieselów ostro dała im się we znaki. Idąc traktem starał się czujnie obserwować drogę przed nimi choć wesołe zachowanie Azura biegającego wesoło z Harpią i Gryfem dookoła czasami dawało mu się we znaki i rzucał całej trójce jakiś patyk do aportowania.
    Tak maszerując dotarli do Speck, które zapowiadało szanse przenocowania w komfortowych warunkach. Przysłuchując się rozmowie sierżanta z miejscowymi i jednocześnie zajmując się ich darowanym przez Petrę wierzchowcem jego nadzieje na dach nad głową zaczęły blednąć ale sytuację uratował dla nich kaznodzieja, za co Jeager w duchu podziękował Sigmarowi.
    Jeager kiedy usłyszał rozkaz do nocowania w stodole natychmiast skierował się do Kolesnikova z zapytaniem:

    - Panie sierżancie! - pozdrowił z wigorem przełożonego - Skoro zatrzymujemy się tu na noc to chyba czas wysłać meldunek do Panny von Falkenhorst? W końcu pod tym pretekstem wyrwałem dla nas tego konia - ostatnie zdanie dodał z porozumiewawczym mrugnięciem oka.

    - No można wysłać. - uznał brodacz po chwili zastanowienia. Spojrzał na drogę jaką niedawno przyszli do wioski Speck. Była ona jednak pusta. Nie było wiadomo jak reszta regimentu poradziła sobie z przeprawieniem na południowy brzeg Wolf.

    - Poczekamy jeszcze. Może się pokażą do zmroku. - herszt leśnej bandy nie wydawał się kwapić z taką inicjatywą. Zwłaszcza jak nie sposób było zgadnąć ile ich dzieli od jednostki macierzystej.

    - Jak sobie Pan życzy sierżancie, choć muszę zauważyć, że im później ktoś wyjedzie tym większe niebezpieczeństwo w postaci wracania nocą. Ale dobra, co chciałbym Pan abym robił z moimi chłopakami, bo poza wystawieniem oczywiście wart i patroli może dobrym pomysłem byłoby znaleźć znających okolicę miejscowych żeby nam powiedzieli coś o tutejszym terenie i zagrożeniach? Po za tym jeśli są tu jacyś uchodźcy to mogą być bezcennym źródłem informacji na temat Wendorf a nawet Grunackeren, może poszukajmy ich i przepytajmy?

    - No bardzo dobry pomysł Stefanie. Zajmij się tym. - gdy czarnobrody usłyszał co dokooptowany do oddziału jego imiennik ma do zaproponowania obrzucił jego sylwetkę z góry na dół spojrzeniem i z powrotem. Pokiwał głową w jakiej obmyślał coś pewnie ale w końcu poklepał go po ramieniu i dał mu wolną rękę w realizowaniu swoich propozycji rozmów z tubylcami.
    - Tak Jest! Panie Sierżancie - odpowiedział Stefan, jednoczęsnie już myśląc jak tu najlepiej zachęcić miejscowych do rozmowy…
    - No tak, na to zawsze jest zapotrzebowanie… - pomyślał spoglądając na swoją nową apteczkę.

    Szybkim krokiem podszedł do gospodarza który wydawał mu się najznaczniejszym wśród zebranych kmieciów i zagadał wesoło:
    Szacowny Gospodarzu! Nazywam się Stefan Jeager, chciałem jeśli nie jest to wielkim problemem zapytać się czy macie tu w Speck jakiś myśliwych których moglibyśmy wypytać się o zagrożenia na drodze? A przede wszystkim chciałem się spytać czy któryś z mieszkańców albo uchodźców nie potrzebuje opieki medycznej? Służyłem przez pewien czas w świątyni Pani Miłosierdzia więc co nieco znam się na leczeniu.

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    DekaresD Dekares

    Backertag; popołudnie; Lenkster

    Jeager skończył zdawać krótki raport z pannie Inez z tego co udało mu się znaleźć dla regimentu do zakupu i po chwili wahania dodał jeszcze jedna rzecz:

    - Chciałem jeszcze powiedzieć o jednej rzeczy Pani… - tutaj uśmiechnął się trochę przepraszająco - Podczas zakupów udało mi się dokonać jeszcze jednego zakupu we własnym zakresie Pani - wyciągnął z kieszeni małą buteleczkę z sugestywnie wyrytym na niej wizerunkiem pająka - To trucizna do smarowania broni, jad wielkiego pająka z okolicznych lasów, mam nadzieje, że bardzo posmakuje naszym “miłym gościom” z północy. Wolałem wspomnieć Panią że coś takiego kupiłem. Zanim znajdziecie to u mnie przypadkiem w plecaku i pomyślicie, że zamierzam Panią albo komuś innemu z regimentu to dolać do jedzenia w ramach “dbania” o wasze zdrowie.

    - No to dobrze, że mówisz. Będziemy wiedzieć od kogo zacząć szukanie jeśli zaczną się przypadki trucicielstwa. - odparła szefowa w spódnicy biorąc do ręki buteleczkę z wizerunkiem pająka. Oglądała ją chwilę czytając dość skromnie opisaną etykietę i wzięła ją pod światło potrząsając nieco. W końcu oddała ją włócznikowi. Nie był właściwie pewien czy sobie chciała zażartować z niego czy nie.

    - No cóż, uważaj z tym. Nie chcę jakichś przypadków zatrucia pajęczym jadem w naszych szeregach. Jesteś odpowiedzialny za tą buteleczkę. - widocznie nie miała nic przeciwko temu aby posiadał taki sprzęt ale czyniła go odpowiedzialnym za jego przechowywanie i użycie.
    - Tak Jest! -odparł Jeager chowając buteleczkę do swojej torby.

    Bezahltag, ranek, Lenkster przed wymarszem regimentu

    Stefan wyszedł z świątyni Sigmara w której modlił się o odwagę i powodzenia wyprawy wojenne w której brał udział.
    Rozejrzał się dookoła szukając wzrokiem widoku pewnej pięknej osóbki… i nie zawiódł się, młoda kapłanka Rhyii czekała na niego w umówionym wczoraj miejscu.
    Stefan nie tracąc czasu szybko przeszedł ulicę do miejsca gdzie stała kłaniając się jej nisko i całując ją w dłoń:

    - Miło siostrę widzieć - powiedział uśmiechając się do kapłanki, szybko jednak przeszedł do sedna sprawy dla której ściągnął niewiastę w to miejsce o tak wczesnej porze, oczywiście poza okazją do ponownego zobaczenia się z coraz bardziej podobającą mu się dziewczyną:
    - Nasz regiment za chwilę wyrusza do Ristedt które jest o dzień drogi na wschód stąd, po tym mamy ruszyć na południe południowy-wschód najpierw do Wendorf a po tym do Grunackeren które ma być oblężone. Jeśli jakoś mógłbym przysłużyć się siostrze w którymś z tych miejsc np. dostarczając jakąś wiadomość to jestem do usług Guen.

    - Dziękuję za propozycję. Ale nic nie przychodzi mi do głowy. Nie jestem z tych okolic. Nie znam tu nikogo. Muszę tu czekać na odpowiedź a jak przyjdzie będę zapewne wracać do mojej przeoryszy. Jestem tylko skromną nowicjuszką i winnam posłuszeństwo starszym. - skłoniła lekko głowę gdy wspomniała o owych przełożonych a trochę wcześniej zastanawiała się chwilę nad odpowiedzią. Nim pokręciła przecząco głową posyłając rozmówcy przepraszające spojrzenie.

    Stefan uśmiechnął się do niej wyrozumiale, odpowiadając:

    - To zrozumiałe, zakładałem że mogłabyś spytać się swoich przełożonych tutaj zanim wymaszeruje czy nie potrzebują dostarczenia jakiejś wiadomości do tych miejsc które wymieniłem, lepiej żeby wysłały tam kogoś takiego jak ja niż narażały inne nowicjuszki albo tym bardziej Ciebie? Oczywiście powiedz jeśli narzucam się zbytnio, potrafię być Dość nadgorliwy.

    - Nie znam planów moich przełożonych. Udam się tam gdzie mi polecą. Jednak nic nie wiem aby mieli dla mnie jakieś plany związane z tymi miastami o jakich mówisz. - młoda kapłanka rozłożyła dłonie i pokręciła głową w przeczącym geście. Widocznie stała za nisko w hierarchii aby wiedzieć coś na temat planów stojącej ponad nią w hierarchii.

    - Rozumiem, dość już o tym - Stefan uśmiechnął się do niej lekko zniecierpliwiony i zaniechał dalszego indagowania skoro i tak nie odpowiadała na zadawane przez niego pytanie. W końcu nie pytał się jej o to czy coś wie na temat planów swoich przełożonych tylko, że mogłaby się jeszcze o nie spytać o przed jego wymarszem z Lenkster.
    - Mogę młodą nowicjuszkę w taki wypadku zaprosić chociaż na krótki spacer do obozu zanim ruszymy na wojnę?

    Skinęła głową i ruszyła obok niego. Szli przez poranek i błotniste ulice Podgrodzia jakie błyszczały się w porannym słońcu od wilgotnego błota i kałuż jakie na nich zalegały. Mieszkańcy otwierali swoje sklepy, kramy i warsztaty. Dzień się zaczynał ale dla regimentu górskiego margrafa miał to być ostatni poranek u stóp ponurej, granicznej twierdzy. Zapewne także wewnątrz niej ci którzy decydowali o tej kampanii jeszcze spali lub dopiero zaczynali swój dzień. Więc wątpliwe było aby skromna nowicjuszka odważyła się tam komuś zawracać głowę osobom znacznie ważniejszym od siebie.

    Bezahltag ,wymarsz z Lenkster

    Jeager raźno maszerował w ulicami Lenkster z resztą swoich towarzyszy kierując się w kierunku wyjścia z miasteczka które pokieruje ich w kierunku na Ristedt. Koło jego nogi wesoło biegał Azur razem z pozostałymi dwoma psami. Właśnie dotarli do miejsca o którym mówił wczoraj z ojcem i zobaczył ich wszystkich. Cała jego rodzina stała tam pod ścianą “Wędrowca” prowadzonego przez Jorga i Katrinę Sommer. Jego rodzice, wuj Hans wraz z żoną Helgą piątką ich dzieci no i jego własne rodzeństwo w skromnej liczbie siedmiu od najmłodszej piecioletniej siostrzyczki Nadii do Franza który przybył pomimo ran które sam odniósł i siedział tam teraz na krześle z małym synkiem na kolanach i żoną u boku. kiedy go dostrzegli zaczęli machać mu i pozdrawiać go w imieniu Sigmara.
    Odpowiedział im równie entuzjastycznie śmiejąc się na widok najmłodszych sióstr Agatki i Nadii próbujących się wyślizgnąć rodzicom i przybiec do niego żeby się z nim zapewne bawić.
    Zakręciła mu się łezka w oku wiedząc, że może ich widzieć już po raz ostatni. Ale dało mu to tylko większą motywację do tego aby tym mocniej walczyć z wrogami nadjeżdżającymi ich ziemię, ich Ostland.
    Kiedy w końcu jego rodzina ostatecznie znikła mu z oczu wrócił myślami do zadania przed nimi, jasnym było, że rozbijając siły wroga oblegające Grunackeren pomogą nie tylko mieszkańca tego miasta ale i oblężonej stolicy jeśli uda im się po za tym rozbić więcej band grasantów łupiących pomniejsze miasta i wioski to może im się udać zmusić wroga do przerwania oblężenia stolicy. W końcu oblegający muszą skądś brać jedzenie a że raczej nie słyszał aby łupieżcy choasu mieli jakieś linie zaopatrzenia przesyłającą im potrzebne zapasy i północnych pustkowi to tylko łupienie okolicy mogło ich wyżywić. Do takiej kampanii jednak trzeba było działać szybko i zdecydowanie. Miał nadzieję że ich dowództwo będzie w stanie narzucić takie tempo działań. kKedy powoli wymaszerowali z granic Lekster miał też nadzieję że sąpiący deszcz da sobie w końcu spokój i pozwoli wyschnąć drodzę, bo z każdym krokiem jaki oddalał ich od jego rodzimego miasteczka coraz bardziej zapadali się w błoto, co nie sprzyjało szybkiemu i zaskakującemu manewrowi.

    Bezahltag, gdzień w drodze do Ristedt, początek przerwy na posiłek

    Stefan dysząc ciężko przysiadł na drewnianej skrzynce którą chwilę wcześniej ściągnęli z wozu na którym trzymali z resztą ich “zbieraniny’ rzeczy. Po chwili zebrał w sobie siły aby pomimo zmęczenia i przemoczenia ściągnąć z pleców swój wysłużony plecak. Musiał się chyba cholernie szybko starzeć bo ten wydawał mu się niczym z ołowiu po całym dniu w drodze. Miał ochotę najlepiej zwalić się ze skrzynki na ziemię( a raczej prosto w błoto) i od razu zasnąć jednak zamiast tego sięgnął do plecaka po kawałek suszonego mięsa którym miał zamiar podzielić się z Azurem. Zamiast na worek z paskami mięsa jego ręka trafiła na coś znacznie twardszego po chwili ku swojemu zdziwieniu wyciągnął.z plecaka kamień który musiał ważyć z kilogram. Chwile po tym wyciągnął kolejny i kolejny… po chwili Jeager miał przed sobą mały kopczyk kamieni który spokojnie ważył z dziesięć kilogramów jak nie więcej:
    Jak do jasnej cholery, to cholerstwo trafiło do mojego plecaka!? -pomyślał Stefan nie wiedząc do końca czy ma być bardziej zły czy skołowany. Pomyślał że takiego numeru nie widział od czasu gdy “Piekielne Łasice” nie załatwiły… natychmiast poderwał wzrok w poszukiwaniu dwójki towarzyszy którzy mieli całą krasnoludzką księgę uraz zapisaną przeróżnymi kawałami wykręconymi członkom ich starego oddziału.
    Oczywiście zarówno jeden jak i drugi stali zaledwie kilka metrów od niego wyszczerzeni od ucha do ucha:

    - Co tak się patrzysz Stefanie? Przecież nam gadałeś że będzie trzeba treningi robić, no to zadbaliśmy żebyś poćwiczył w drodze zamiast teraz się dodatkowo na ten deszcz wystawiać - rzucił do niego Olaf udając troskę

    -W końcu musimy dbać o zdrowie naszego Wodza - dodał z pełnią udawanej powagi jego ojciec.
    Stefan poderwał z ziemi największy z kamieni po czym cisnął go w dowcipnisiów tak aby żadnego w żadnym wypadku nie trafić a także upewniając się że nikogo innego ani niczego innego nie ma na wybranej przez niego trasie pocisku.

    - Żeby Was demony chędożyły! Przeklęte Piekielne Łasice! - zaczął im złorzeczyć choć widać było, że oczy mu się śmieją. W końcu sam był wspólnikiem w niejednym z ich wybryków.

    Bezahltag, podczas przemarszu przez Ristedt

    Głodny i zziębnięty Stefan starał się nie złorzeczyć na głos mijanym mieszkańcom Ristadt kiedy zorientował się że Ci nie mają zamiaru ich przenocować.

    - Dranie, sami grzeją się w ciepełku przy swoich paleniskach a Ty idź i zdychaj na mrozie, a tylko nie zapomnij się pozbyć tej armii najeźdźców najpierw! - zgryźliwie myślał kiedy opuszczali obwarowanie osady.

    Pomimo zmęczenia starał się pomagać jak mógł najlepiej w rozkładaniu obozu choć powolne tempo w jakim się poruszali było dla niego powodem ciągłej irytacji. Wiedział jednak, że ślimaczenie się jest o wiele rozsądniejsze niż pośpiech który jak widział dookoła często kończył się poślizgnięciem się i wylądowaniem twarzą w błocie.
    W trakcie tego rozkładania zauważył pojawienie się w obozie kaznodziei, było to dla niego bardzo miłe zaskoczenie choć nie miał czasu ani siły aby rozmawiać z gorliwym krzewicielem wiary teraz, starał się jednak modlić po cichu razem z nim podczas wykonywania obozowych prac i to właśnie dodające sił modlitwy pozwoliły mu zmusić się do tego żeby zamiast wleźć do namioty i zasnąć w nim udać się do punktu opatrunkowego i sprawdzić czy ktoś nie potrzebuje tam jego pomocy.

    - Po tym muszę w końcu coś zjeść, bo padnę jak mucha - pomyślał idąc w kierunku namioty nie zapominając zabrać własnej miski do jedzenia na później.

    Bezahltag; zmrok; Ristedt

    Jeager przez chwilę patrzył na chatkę którą wyczarował sobie czarownik a którą wszyscy z bojaźnią omijali jakby miała ich pożreć. Po chwili zastanowienia prychnął zziębnięty po całym dniu na deszczu i trochę z ciekawości, trochę aby pokazać reszcie że nie boi się czarodzieja, a także ze szczerej uczynności podszedł do chatki i zapukał w jej drzwi wołając:

    - Mistrzu Dragorze! Tutaj Stefan Jeager wydają właśnie wieczorny posiłek, może chce mistrz coś zjeść albo potrzebuje jakiegoś naparu z ziół na rozgrzanie od tego zimna?

    Stefan z jednej strony szczerze był zainteresowany czy mag czegoś nie potrzebuje, w końcu chyba musi coś jeść i pić jak każdy inny człowiek prawda?
    Poza tym jeśli mieli z Tobiasem i resztą przekonać się czy można mu ufać to trzeba było odważyć się na przełamanie bariery strachu jaka otaczała maga.

    Przez chwilę nic się nie działo. Stał na chłodzie przy chacie jaka właściwie nawet nie miała drzwi. Dłoń ugrzęzła mu w tej ziemi i nawet nie rozległ się znany odgłos stukania w drewno. Z bliska widział jakby była to konstrukcja zrobiona z pulsującej ziemi. Jaka nieznaną siłą stała w poziomie zamiast opaść na dół. Czuł jak mu włoski na karku stają dęba. Tak samo jak na ramieniu. W nozdrzach poczuł jakiś dziwny zapach. Nie umiał go nawet nazwać. Ani określić co to jest. A jednak wydawało się, że był. Nawet na podniebieniu coś go zaswędziało jakby jakiś nowy, nieznany smak. Widział jak inne głowy żołnierzy spojrzały w napięciu w jego kierunku jak na szaleńca jaki zaraz skończy marnie. I niespodziewanie fala pulsującej ziemi spłynęła w dół jak woda. Utworzyło się regularne przejście i stanął w nich mężczyzna w czerwonym kapturze. Nie widział jego oczu a jedynie dół jego twarzy. Po zebranych rozszedł się pomruk niepewności co się teraz stanie. Zwłaszcza, że gospodarz dziwnego konstruktu chyba się zastanawiał albo oglądał swojego gościa.

    - Tak, zjadłbym coś. Czy mogę liczyć na ciebie, że przyniesiesz mi strawę? Jak widzisz trudno mi przejść niezauważonym. - odparł spod kaptura zaskakująco pogodny głos gospodarza.

    Stefan uśmiechnął się do maga, po czym odparł kłaniając się z ewidentną nutka żartu ale nie kpiny:

    - Do usług Mistrzu Dragorze! Potrzebowałbym tylko jednego niezwykle ważnego komponentu… miski szacownego maga.

    - Ah tak, miska. - zakapturzony minimalnie skinął głową co objawiło się jako ruch jego obszernego, czerwonego nakrycia głowy. Zupełnie jakby sobie przypomniał o tej drobnostce. Powiedział coś czego Stefan nie zrozumiał, uniósł do tego dłoń i ponad palcami zaczęła formować się jakaś kula czegoś. Moment później przyjęła okrągły, potem wklęsły kształt wreszcie miska była gotowa. Mag złapał ją i podał swojemu rozmówcy. Była prawie przezroczysta jak z ciemnego, zielonkawego szkła. Widać było przez nią zarys palców i dłoni jakie ją trzymały. Można było spotkać butelki z takiego szkła ale misek czy innych naczyń to Ostlandczyk jeszcze nie widział. Tajemniczy magister wyciągnął ją w stronę rozmówcy.

    Stefan po chwili pozbierał mentalnie swojej szczękę z podłogi i z delikatnym wahaniem wziął miskę od maga po czym poszedł przynieść mu posiłek.

    Dziwna miska była gładka w dotyku. Jak szkło właśnie. Do tego wydawała się lekko ciepła. Gdy odstał swoje w kolejce to chwilowo wzbudziła zainteresowanie kucharza wydającego kolację. Bo ten obejrzał z zaciekawieniem nietypowe naczynie. Ale, że jeszcze sporo wojaków czekało na swoją porcję to nalał do miski co miał i wydał ją pełną z powrotem. *
    Stefan podziękował za wydany posiłek i z pełną miską udał się powoli z powrotem do chatki maga uważając żeby nie ulać z naczynia, zatrzymał się przed wejście i zawołał koncentrują się cały czas na tym aby nie wylać jedzenia.
    -Tutaj Jeager. Przyniosłem jedzenie.
    Ściana ziemnej chaty pulsowała tak samo jak poprzednio. Dalej wydawała się szczelna i nie mieć żadnych widocznych okien ani drzwi. Po chwili czekania jej frament spłynął w dół ukazując wnętrze. Mag siedział w dziwnej pozycji a nad głową świeciły mu lewitujące kule. Promieniowały ciepłym, pomarańczowym światłem jak jakieś lampiony. Chociaż nie było widać tam żadnych świec ani nawet otworów. Gospodarz wskazał gestem aby postawić miskę na niskim stoliku przy jakim siedział. Ten również wydawał się lekko pulsować podobnie jak ściany chaty.

    - Dziękuję ci chłopcze. Masz za fatygę. - powiedział gdy Jeager postawił miskę na stoliku. Po czym wręczył mu coś co wyglądało jak jakiś koralik albo ziarenko. - Jak się trzy razy szybko potrze to zaczyna świecić. Jeśli zacznie gasnąć to znów trzeba potrzeć. - wyjaśnił mu zasadę działania tego drobiazgu.

    Stefan przez chwilę przyglądał się święcącemu koralikowi z fascynacją doceniając przydatność takiego małego źródła światła, które mogło okazać się bezcenne. Po chwili jednak zdecydował się odłożyć koralik na stolik.

    - Dziękuję Mistrzu Dragorze za tak hojną zapłatę. Ale nie przyszedłem tutaj licząc na zarobek, kierowało mną szczere zainteresowanie czy Mistrz czegoś nie potrzebuje, lubię pomagać innym… nie będę kłamał, że nie korciło mnie także żeby zobaczyć co też w swojej “dziwacznej Chatce z Piekła Rodem” wyrabia “Ten Straszny Mag” do którego wszyscy w obozie po za panną di Lucci boją się zbliżyć - dodał z odpowiednią dawką sarkazmu
    - Nie wspominając o tym że pewnie teraz jedna połowa obozu będzie mnie przez tydzień omijała szerokim łukiem co będzie samo w sobie dość zabawne aby być “godną zapłatą” za straszliwy trud przyniesienia miski strawy głodnemu gdybym jej potrzebował. Polecam się na przyszłość gdyby mistrz czegoś potrzebował, tylko z zastrzeżeniem, że mam także inne obowiązki które musze najpierw wykonać i jeśli to jeszcze nie jest oczywiste to jestem strasznym gadułą i pewnie długo nie wytrzymam w towarzystwie kogoś tak intrygującego zanim zacznę zadawać Mistrzowi sporo mniej lub bardziej inteligentnych pytań.

    Konistag; ranek; Ristedt

    Stefan starał się nie drzeć podczas słuchania szczegółów zadania które przed nimi nakreślała Petra, jednak musiał przyznać sam przed sobą, że pewnie słabo mu to szło.
    Kiedy szefowa skończyła swój monolog przerwany sceną konfrontacji pomiędzy kaznodzieją a magiem oraz odpowiedziała na pytanie elfa Stefan podniósł rękę i odchrząknął (a raczej zakasłał) aby zwrócić uwagę Petry, ta spojrzała na niego i skinęła mu głową aby mówił:

    - Dziękuje Pani, chciałem poprosić o jeszcze jedną rzecz, jeśli to możliwe to sądzę, że przydzielenie nam z jednego albo dwóch koni byłoby świetnym wzmocnieniem naszego oddziału moglibyśmy wtedy znacznie szybciej dostarczać do regimentu meldunki o sytuacji na szlaku.

    - Koń. Dobra przydziele wam jednego wierzchowca. - kobieta stojąca na stopniach swojego wagonu przemyślała przez chwile pytania swoich podwładnych. Skinęła głową zgadzając się na jedną z ich sugestii.

    Stefan miał właśnie podziękować Szefowej za przydzielenie konia i zapasów gdy właśnie przypomniał sobie potencjalnie ważną dla przeprawy przez rzekę rzecz. Przezornie obejrzał się za siebie czy nie ma w zasięgu głosu Teodeberta ponownie odezwał się do Petry:

    - Przepraszam Pani, ale właśnie przyszedł mi do głowy pomysł jak znacznie ułatwić regimentowi przeprawę przez rzekę, kiedy wracaliśmy z Panną di Lucci do obozu i zatrzymała nas rzeka, nasz nowy mag Dragor użył swoich umiejętności i stworzył bród przez rzekę. Może mógłby to powtórzyć i dzięki temu ułatwić nam wszystkim życie?

    - Zrobił bród? - zdziwiła się szefowa. Obracała to chwilę w myślach. Spojrzała w stronę magicznej chatki bez żadnych drzwi i okien. Regularna, ciemna bryła rzucała się w oczy na tle reszty namiotów. Wydawało się, że oficer chwilę walczy sama ze sobą. W końcu minimalnie wzruszyła ramionami.

    - Dobra zawołaj go. Zobaczymy. - poleciła Stefanowi. *

    - Tak jest! - odparł Jeager z entuzjazmem i odmaszerował poszukać maga, zastanawiając się po drodze nad tym, czy ewentualna pomoc czarodzieja w przeprawie poprawi stosunek reszty regimentu do niego.
    - Czaruje takie cuda, że szkoda żeby takie umiejętności się marnowały, chociażby ten dziwaczny rumak którego sobie stworzył… -myślał Jeager zbliżając się do maga aż przystanął mając kolejny pomysł który mógłby pomóc z kolei jego grupie zwiadowców w wykonaniu zadania:

    -Skoro stworzył rumaka to może mógłby nam takiego sprezentować jako dodatkowego wierzchowca na drogę, po za tym co tam w końcu słyszałem takie historie na południu o magach, może on potrafi stworzyć takiego wierzchowca który potrafi latać? Gdyby mógł wzbić się w górę mógłby zobaczyć całą okolicę niczym ptak i bardzo nam pomóc w rozpoznaniu! - pomyślał Jeager obiecując sobie że jeśli mag nie będzie zirytowany prośbą w sprawie brodu to zada podobne pytanie magowi.

    - Mistrzu Dragorze, przepraszam że przeszkadzam ale…no cóż szefowa Pana wzywa, to moja wina, przypomniałem sobie o tym jak Mistrz zbudował dla nas podczas drogi powrotnej bród przez rzekę i zasugerowałem, że może tutaj byłaby możliwość powtórzenia podobnego wyczynu dla regimentu żeby mógł szybciej i bezpieczniej przekroczyć rzekę.

    Proszę mnie nie zamieniać w żabę…ani nic innego - Słychać było w jego głosie, że stara się aby ostatnia prośba zabrzmiała jako żart ale do końca mu to nie wyszło biorąc pod uwagę jak mag chwilę wcześniej załatwił wrzeszczącego na niego Sigmaritę.

    Zastał tą samą ciemnobrązową, gładką ścianę jak wczoraj wieczorem. W dzień wydawała się jeszcze bardziej obca i nienaturalna. Jakby płynna ziemia jaka zamiast spaść na ziemię to trzymała pion wbrew prawom natury. I tak samo jak wczoraj w pewnym miejscu spłynęła tworząc otwór w jakim pokazał się mężczyzna w czerwonym płaszczu i kapturze.

    - W żabę? - zapytał jakby właśnie zastanawiał się nad tym pomysłem. Chyba przesunął się spojrzeniem po sylwetce rozmówcy ale ten z powodu kaptura gospodarza nie był tego pewien. - Nie chłopcze. Tego akurat zrobić nie potrafię. Nie moja specjalizacja. Mógłbym cię rozsypać w popiół, zagotować ci krew w żyłach, rozsadzić głowę od środka, zadusić i zmiażdżyć na kilka sposobów, utopić w ziemi jak tego krzykacza. Ale póki mnie nie zirytujesz nie widzę powodu abym miał sobie zawracać tym głowę. Moja moc i wyszkolenie nie są od tego aby marnować je na tak marne, pojedyncze jednostki. - podparł tonem leniwej pogawędki o pogodzie. Biła z niego duma i pewność siebie jakby do głowy nie brał, że ktoś tu w obozie może się z nim równać pod względem potęgi. A zwłaszcza istoty jakie nie dysponują mocą. Tak doszli do wagonu obu szefowych i czekającej przed nim grupki.

    - Tak potężna Frau General? Czyżbyś postanowiła wezwać moją majestatyczną osobę na pomoc jakiej sama nie umiesz sobie udzielić? - zapytał czerwony mag z miejsca wywołując wyraz wściekłości na twarzy von Falkenhorst. Zacisnęła usta w wąską linię i widać było, że walczy ze sobą o zachowanie kontroli. Czemu przyglądała się niewzruszona sylwetka w czerwonym kapturze.

    - Podobno umiesz robić brody przez rzekę. Przydałoby się. - warknęła sucho ledwo kontrolując swoją złość jaką momentalnie w niej wywołał. Wskazała bokiem głowy na rzekę nad jaką rozbito obóz. Mag spojrzał na przepływające fale. Nawet podszedł bliżej jakby chciał lepiej ocenić sytuację. Więc widzieli głównie jego plecy i tył kaptura.

    - Obawiam się, że z brodem byłoby więcej roboty. Nie wiem czy to byłoby takie efektywne. Ten ciągły napór nurtu na mokra ziemię… To by w końcu zmyło taki sztuczny nasyp. Ale mógłbym zrobić most. Tak, most powinien być łatwiejszy do zrobienia. - odrzekł wciąż nie odwracając się do reszty przodem.

    - Możesz zrobić most? Taki na druga stronę? Żeby przeszedł cały nasz regiment? I tabory? - Petra chciała się upewnić czy dobrze się rozumieją. Ale mimo wszystko wydawała się trochę zdziwiona takim werdyktem.

    - Tak, mogę. Ale potrzebuję czasu na przygotowania. Kilka pacierzy. Bo pewnie będziecie się guzdrać więc zwykła prowizorka nie wystarczy. Trzeba będzie ją wzmocnić. A to wymaga przygotowań. - odparł magister odwracając się do nich w końcu przodem. I mówił jakby chodziło o jakaś błahostkę. Szefowa wciąż stała na schodkach swojego wagonu i trawiła to chwilę.

    - Świetnie. Więc zrób co trzeba. Przydałby nam się taki most. - zdecydowała się mimo własnej niechęci skorzystać z pomocy maga. Ten parsknął z rozbawienia i ruszył z powrotem do swojej ziemnej chaty.

    - A wy chyba macie coś do zrobienia. - zwróciła się do czwórki zwiadoców przypominając im, że to nie zwalnia ich z otrzymanego zadania.


    Konistag Poranek w obozie Gebirgsjäger po otrzymaniu rozkazów, przed wyruszeniem na zwiad.

    Stefan truchtem podbiegł do namiotu w którym z tego co wiedział nocowała Alezzia di Lucci i zamarł na chwilę łapiąc się na tym, że o mało nie wpadł niezapowiedziany do namiotu śpiącej kobiety, po chwili zawołał przed wejściem:

    - Panno di Lucci? Tutaj Stefan Jeager, przepraszam ale muszę z Panią porozmawiać.

    Przez chwilę nic nie słyszał ale kiedy miał już zawołać kolejny raz poła namiotu uchyliła się i ukazała się za niej południowa magister jak zawsze odziana w nieskazitelną biel pomimo wszędobylskiego błota.

    - Tak Jeager, o co chodzi - powiedziała z wyraźnym akcentem.
    - Hmm trochę głupio mi prosić, ale rzecz w tym, że właśnie wyruszamy całym oddziałem z sierżantem Kolesnikovem na rozpoznanie, tylko że szczerze mówiąc zarówno ja Tobias jak i Duviel jak i pewnie z połowa zwiadowców jest porządnie chora od tego całego deszczu i ziombu…i chciałem się spytać czy Pani zdolności mogłyby nas uleczyć? - Stefan zamilkł z widocznym zakłopotaniem tym, że zawraca czarodziejce głowę czymś pozornie błahym.

    - Chorzy? No to poczekaj, narzucę coś na siebie. - magiczka uniosła brwi ze zdziwienia po czym schowała się ponownie w swoim namiocie. Jednak zaraz wyszła tylko okryta już solidnym, białym płaszczem. - Pewnie przez tą słotę. To był długi, ciężki i mokry dzień. - rzekła po drodze gdy szli przez namiotowisko. Dotarli do Kolesnikova i reszty. Jasnowłosa zaczęła chodzić między nimi, oglądać ich, badać po swojemu. W końcu jednak pokręciła głową przecząco.

    - Nic na to nie poradzę. Nie jesteście ranni. Moja moc głównie pomaga goić się ranom a wy ich nie macie. Mogę jedynie zalecić wam trzymać się ciepło i picie gorących wywarów wzmacniajacych. Ale do tego to już mnie nie potrzebujecie. - postawiła swoją diagnozę patrząc po kolei na otaczające ją twarze.

    - Dziękuję Panno di Lucci za szczere starania - odparł Stefan jako ten który przywołał ja na miejsce.

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    DekaresD Dekares

    W zajeździe po rozmowie z Szefowymi

    Stefan, słuchając ciętej odpowiedzi Petry na jego propozycję co do rozpoznania terenu, przez sekundę zastanawiał się czy ma jej odpowiedzieć kontrargumentami, ale natychmiast z tego zrezygnował, widząc jej nastawienie:
    Szanse mam do niej dotrzeć mniejsze niż gdybym chciał zburzyć mur miejski rzucając w niego grochem! - pomyślał wściekły.
    Z ulgą przyjął interwencję panny von Muller i dziękując jej za możliwość przybycia po zadanie w dniu następnym, ukłonił się obydwu i wycofał z karczmy. Po tym wrócił do stołu, przy którym czekała na niego miska z jedzeniem, starał się, aby nie okazywać żadnych emocji, kiedy mechanicznie jadł zapewne całkiem smaczny posiłek. Zapewne, ponieważ był zbyt skupiony w swoich myślach na odbytej przed chwilą rozmowie, aby zwrócić na to uwagę.

    - Oczywiście, że daleko by nie zaszedł wyruszając jutro z rana! - pomyślał zły. Byłby gotowy ruszyć na to rozpoznanie choćby natychmiast dymając przez gościniec i las całą noc, wtedy zaszedłby znacznie dalej.

    Kiedy służył pod kapitanem Steinerem szybko zorientowano się, że jest człowiekiem obytym z lasem i tropieniem, więc był z grupką sobie podobnych bezlitośnie wykorzystywany do wszelkiego rodzaju działań zwiadowczych. Nie chciał nawet próbować zliczyć liczby dni, kiedy ich oddział po dniu marszu w mrozie i deszczu ( z nim i innymi zwiadowcami zawsze zasuwającymi przed, po bokach i z tyłu oddziału, co było znacznie bardziej męczące niż zwykłe maszerowanie drogą) zatrzymywał się na zasłużony postój, ale zwiadowcy natychmiast dostawali polecenie spenetrowania terenu dookoła, a po tym przynajmniej najbliższego odcinka jutrzejszego przewidywanego marszu oddziału, jeśli nie całej trasy! Jak to możliwe, że przebywali całą trasę?

    - No cóż droga Petro, trzymaj się krzesła, żebyś z szoku nie spadła ze stołka słysząc tę tajemną wiedzę wojskową - pomyślał jadowicie.

    Mianowicie, zwiadowcy dostawali konie, żeby mogli poruszać się znacznie szybciej niż maszerujący piechurzy, oczywiście nie zawsze i nie wszyscy, ale było to dla niego tak oczywistym, że wywód jego przełożonej o tym, jak to daleko nie zajdzie piechotą, o mało nie przyprawił go o spazmy śmiechu, kiedy go usłyszał. Jeszcze żeby nie mieli koni, to by mógł zrozumieć jej połajankę, ale mieli ich teraz całkiem sporo i do tego właśnie powinny być wykorzystywane!
    W swojej wściekłości podarował już nawet kwestię tego, że Ich Wielka Przywódczyni założyła, że to zadanie chce wykonywać sam, co byłoby oczywiście głupie. Stefan założył, że wyśle pewnie na zwiad grupę, jeśli nie wszystkich Gebirgsjägerów. Wtedy nie tylko mogliby stale wysyłać gońców z meldunkami o sytuacji, ale także mogliby być oddziałem osłonowym z prawdziwego zdarzenia, zdolnym do odganiania bądź rozbijania wrogich grup zwiadowczych, aby uniemożliwić im obserwację siły i zamiarów ich pułku. Jeszcze bardziej martwiła go informacja o tym, że Petra”wiedziała”, że na drodze do Ristedt wroga nie spotkają. Miał nadzieję, że się myli i to wcale nie oznacza, że ich szefowa wierzy raportom z innych źródeł bez wysyłania własnych zwiadowców.
    Nie kwestionował profesjonalizmu ewentualnych zwiadowców, pewnie ludzi hrabiego von Hochberg, ale doświadczenie nauczyło go, żeby zawsze polegać w tych sprawach na sobie w pierwszej kolejności.
    Raz już zaliczył sytuację, gdy drogę oddziału przeczesali świetni zwiadowcy z innego oddziału i ich grupa przeszła dany odcinek bez problemu, ale ich oddział dotarł w dane miejsce bez rozciągniętego zwiadu (bo pewnemu “mądremu” oficerkowi się spieszyło i nie chciał tracić czasu na “głupoty”) i wpadł w zasadzkę zwierzoludzi ściągniętych w międzyczasie na miejsce przemarszem tego pierwszego oddziału…
    Stefan skarcił się w myślach za ciągłe czarnowidztwo i przypomniał sobie, że miał dać Petrze szansę jako ich dowódcy.
    Obiecał sobie więcej wiary w Nią… po czym odmówił krótką modlitwę do Sigmara, żeby głowa rodu von Falkenhorst jak najszybciej przybył i objął dowództwo.

    Skończył szybko jeść i zebrał się do ruszenia w drogę do domu, gdy zobaczył siedzącą na uboczu siostrę Guendalinę. Przez ostatnie dni odkładał próby bliższego poznania jej pomimo szczerych chęci zrobienia tego. Teraz niejako z pewną dawką dodatkowego animuszu, wywołanego kiepski efektem rozmowy z szefową, ruszył raźno w kierunku kapłanki siedzącej na uboczu grupy zakładając, że gorzej już być nie może, więc teraz bogowie się do niego uśmiechną, prawda?
    Siostro Guen - odezwał się przywołując na twarz jak najlepszy uśmiech, co wcale nie było trudne, biorąc pod uwagę do kogo się uśmiechał - Chciałem spytać co teraz siostra ma zamiar zrobić, skoro dotarliśmy już do Lenkster? - Na chwilę wstrzymał oddech zbierając się na odwagę, po czym ze znacznie bardziej nieśmiałym uśmiechem dodał - Pytam, bo chciałem zapytać, siostro , czy sprawiłabyś mi i mojej rodzinie ten honor i zechciałabyś przyjąć zaproszenie na obiad jutro w moim rodzinnym gospodarstwie? Jeagerowie mają najlepszą dziczyznę w całej okolicy, więc nie pożałujesz! - dodał puszczając do niej oko.


    Następny dzień w drodze na Apel

    Stefan po tym jak skończył pracę nad przygotowaniem zapasów medykamentów i popołudniu spędzonym na odpoczynku z rodziną, w dobrym nastroju maszerował na zapowiedziany apel.
    W sumie w dobrym nastroju to było źle powiedziane, Jeager był pijany ZE SZCZĘŚCIA!!!

    - ONI ŻYJĄ! - chciał krzyczeć niemal przy każdym kroku.

    Nie mógł przestać radować się z wczorajszego spotkania, nie dość że jego dwaj bliscy towarzysze dołączyli do niego i chcieli iść z nim w bój, to jak tylko zapytał ojca i wuja o swojego brata i siostrę to ci zaprowadzili go do domu, gdzie po hucznym powitaniu spotkał swoje rodzeństwo Franza i Erykę bezpiecznych! Długo słuchał o tym jak jego starszy brat został ciężko ranny w walkach i dzięki oddaniu kolegów trafił do szpitala w Wolfenburgu…pod opiekę Eryki i o tym jak ta zdecydowała, że musi jak najszybciej wywieźć brata ze stolicy, zanim tą oblegnie Wróg oraz o trudnej i niebezpiecznej drodze, jaką przebyli, aby w końcu trafić do rodzinnego domu.
    W tym euforycznym stanie ustawił się z resztą “luźnego” towarzystwa dookoła Alezzi, wpierw pozdrawiając uprzejmie zarówno znanych, jak i nowych członków grupy, po czym przedstawił swoich dwóch towarzyszy:

    - Przedstawiam moich kolegów, którzy zdecydowali się do nas dołączyć, Albrechta i Olafa Wieselów z Talabeklandu. Służyliśmy razem na południu w regimencie włóczników, są wybornymi tropicielami, świetnie walczą włócznią, poza tym kunsztowi Albrechta w zakładaniu przeróżnych pułapek może tylko dorównać sprawność jego syna w odnajdywaniu podobnych “prezentów” na szlaku… - prezentację przerwało mu wesołe szczekanie trójki psów tej samej rasy siedzących posłusznie przy ich nogach:
    - Tak Azurze, jak mógłbym zapomnieć, przedstawiam także Harpię i Gryfa - dodał wesoło wskazując na parę psów bojowych.

    Po krótkiej prezentacji Jeager skupił swoją uwagę na wymienianiu uwag na temat pozostałych nowo przybyłych. Plejada nowych towarzyszy Duivela była więcej niż ciekawa i cieszył go szczególnie obecny wśród nich medyk, ale gros jego uwagi skupiła na sobie dwójka przybyłych rycerzy.
    Miał co do nich mieszane uczucia, nie miał jakiegoś wielkiego doświadczenia z walki ramię w ramię z zakutą w blachy szlachtą, ale to, co wiedział, kazało mu być do nich sceptycznym, dopóki nie pokażą na polu bitwy, że znają się na wojaczce, a nie tylko na zadzieraniu nosa i mówieniu o tym jacy to nie są wspaniali.
    Nie był w stanie rozpoznać barw tego całego von Ellingena, co pewnie oznaczało, że nie był Ostlandczykiem. Natomiast barwy ich nowej Oliwki i nazwisko von Damnitz obiło mu się już o uszy kiedyś i brzmiało mu znacznie bardziej znajomo.
    Choć nie na tyle, aby powiedzieć o tym rodzie coś więcej poza tym, że chyba powinni się bardziej zainteresować, co też ich córki wyprawiają po gościńcu.

    - Zobaczymy, czy nada się do czegoś to dziewczę w walce, czy będzie trzeba jej pomagać błękitne łzy przerażenia ścierać z policzków, jak zobaczy pierwszego goblina i leczyć odparzony przez siodło szlachetny tyłeczek jak pojeździ parę dni non stop w siodle? - pomyślał zgryźliwie.

    Natomiast dołączenie do nich gwardzisty i krasnoluda przyjął niezwykle pozytywnie. Sam nie miał co prawda okazji walczyć u boku elity piechoty Imperium dotąd, ale to, co opowiadali mu inni, a przede wszystkim jego wuj, kazało mu spodziewać się wiele dobrego od weterana, choć czuł, że pewnie nie obejdzie się też bez niepotrzebnej pompy z jego strony, no i kolejek, które będą musieli mu stawiać wszyscy w regimencie.
    W każdym razie zanotował sobie w pamięci, aby po apelu rozpytać wśród innych członków oddziału oraz w domu, co wiedzą o wszystkich nowych nabytkach regimentu.
    Sam kierunek ich marszu wielce go nie zbulwersował, szczególnie teraz, gdy nie śpieszyło mu się aż tak bardzo do Stolicy, aby ratować siostrę. Jasnym było, że aby pobić siły wroga, będą potrzebowali znacznie większych sił niż te, które grupowały się w Lenkster. Do czasu ich skomasowania znacznie lepiej będzie podgryzać mniejsze oddziały wroga, osłabiając go w ten sposób, zamiast rzucić się na oślep na główny element wrogiej armii i dać wybić.
    Bił wszystkim nowo przybyłym brawu po równo, nie wyłączając maga, widział, co ten potrafi robić swoją magią i choć nie ufał mu, nadal czuł, że jeśli ten okaże się jednak godnym zaufania, to niewątpliwie stanie się najbardziej istotnym dodatkiem do ich regimentu.

    Równie entuzjastycznie wiwatował na wieść o awansie Renate Theiss, choć miał nadal mieszane uczucia co do tej postawy podczas starcia na bagnach… z drugiej strony sam nie miał czym się chwalić, jeśli chodzi o tamten dzień, a o sprawie porzucenia jednego z mieczników słyszał tylko od innych nie będąc bezpośrednio na miejscu, więc dawał jej o wiele więcej kredytu zaufania niż Petrze. Nagrodę z rąk dowództwa przyjął z mieszanką zaskoczenia, ale i pewnego zadowolenia. Szczególnie mieszek srebra, choć nie zapomniał też o karcie papieru, którą miał zamiar oddać na przechowanie rodzicom na dowód, że się tylko w tej armii nie obija.
    Pogratulował oczywiście wyróżnienia obydwu towarzyszom po czym widząc, że Tobias chce z nim porozmawiać, z chęcią dołączył do jego wieczornych zakupów, jako, że Duviel ze swoją wesołą gromadką ulotnił się z placu szybciej niż Stefan zdążył do niego podejść i zaproponować mu i Tobiasowi wspólny wieczór w Jeagerym gospodarstwie jako próbę zażegnania wcześniejszej wrogości.

    -Masz rację Tobiasie, musimy uważać na tego czarownika, ale z drugiej strony uważajmy, abyśmy zbytnią podejrzliwością nie zmarnowali okazji do posiadania potężnego sojusznika. Żeśmy też nie dokończyli tej sprawy w tym piekielnym zagajniku! Trzeba było dopaść tę wiedźmę, co Cię zaatakowała i na włóczni przynieść jej łeb do Lenkster. Podejrzewam, że wtedy nie mielibyśmy wątpliwości kto zamordował Gustawa.
    Po skończonych zakupach sam bądź w towarzystwie Tobiasa ruszył do domu aby dobrze się wyspać umyć, przygotować wszystko co tylko będzie potrzebne i z dobrym zapasem udać się jutro do kaplicy aby pomodlić się jeszcze przed wymarszem o pomyślność w polu.

    Rozgrywka import

  • Bastion 2521 - Przez wojenne ostępy
    DekaresD Dekares

    Popołudnie po powrocie do obozowiska:

    Siostra Gwendolina skończyła odprawiać nabożeństwo pogrzebowe w intencji poległego miecznika Gustawa Beckera . Stojąc w siąpiącym deszczu Stefan przypomniał sobie czego dowiedział się o zmarłym podczas powrotnego marszu nad rzekę. Nie było tego wiele, Hugo powiedział że Gustav był dobrym kompanem choć trochę krzykliwym i zbyt skorym czasami do wina, co wpakowało go kilka razy w tarapaty zarówno z ich Panią sierżant jak i strażą miejską w kilku miastach które przemierzyli w ramach swojego najemniczego życia, ale okazywana sprawność w boju i odwaga zawsze ratowały go przed poważnymi karami ze strony swojej szefowej. Bolko z ewidentnym sentymentem wspominał całkiem sporo dzikich burd w jakich mieli wspólnie z Beckerem udział po różnych karczmach. Zapytani o to jakiego boskiego patrona przede wszystkim czcił zmarły zakłopotani odpowiedzieli, że nie widzieli zbyt często aby ten się modlił ale wskazali na zakryty ubraniem wiszący na szyi zmarłego Młot Sigmara jako dowód na powszechne w Imperium stawianie Młotodzierżcy na pierwszym miejscu przez zmarłego.
    Jeager rozejrzał się po zgromadzonych przy płytkim grobie żałobnikach, głównie innych miecznikach z północnej prowincji. Zapanowała chwila kłopotliwej ciszy, wszyscy wiedzieli że należałoby powiedzieć coś więcej jednak chyba nikt nie chciał być tym pierwszym. Stefan wziął głęboki oddech i zdecydował się pchnąć ceremonie dalej zanim grób który wykopali wypełni się po brzegi deszczówką:

    - Nie znałem tak dobrze Gustawa Beckera jak Wy - tutaj spojrzał na mieczników otaczających grób - Ale mogę powiedzieć jedno o nim, stawiając razem z nami czoła pomiotom chaosu walczył dzielnie i z determinacją, bez wahania ruszył razem z nami powalić bestie nie z tego świata, kreaturę która chciała pożreć jednego z nas. Zapamiętajmy jego odwagę i bądźmy gotowi na takie same poświęcenie jak On, a wyrzucimy te północne ścierwa z granic naszego Imperium!

    Stefan schylił się i wziął garść świeżo wykopanej ziemi po czym cisnął ją na leżące w grobie ciało zawinięte w płótno.

    - Gustaw Ty stary draniu, będzie nam Ciebie brakowało! - rzucił Bolko powtarzając stary gest rzucenia grudy ziemi. Nie powiedział nic więcej, ale jego słowa przepełniały szczere emocje człowieka który stracił dobrego kompana dlatego znacznie bardziej przemówiły do reszty niż oklepane przemówienie Stefana. Reszta ostatecznie zaczęła podchodzić nad skraj grobu i żegnać się z kolegą już znacznie swobodniej.

    Minęła jeszcze długa chwila zanim w końcu chwycili za łopaty w siąpiącym deszczu, ale nikt nie wydawał się żałować tego czasu.


    Wejście do Lenkster:

    Zbliżając się do Zająca Stefan wymienił kilka uprzejmych pozdrowień z miejscowymi w tym z miejscowym kowalem, co przypomniało mu o tym że powinien go odwiedzić jutro z rana w kwestii opchnięcia mu goblińskich broni.
    Jeager nie spodziewał się wielkich zysków z tej transakcji ale zawsze lepsze coś niż nic a metal to zawsze cenna rzecz dla kowala nawet jeśli pewnie nie nada się na nic innego niż przetopienie na gwoździe.
    Te rozmyślania zajęły jego umysł do czasu aż wmaszerowali na plac przed zajazdem. Stefan niejako instynktownie dołączył do grupy szykującej stoły do posiłku ale kiedy dowiedział się że na ten będzie trzeba jeszcze trochę poczekać szybko wybrał się w kierunku świątyni Sigmara aby pożywić się najpierw ważniejszym duchowym pokarmem. Nie zabawił tam tak długo jakby chciał biorąc pod uwagę ogrom łask jaki otrzymał od Młotodzierżcy w trakcie wyprawy, na czele z faktem, że jeszcze w ogóle żyje! Ale zdążył pomodlić się na tyle długo aby dokonać uczciwego rachunku sumienia z ostatnich dni, obiecał poprawę swojej postawy aby więcej nie przyniósł sobie tyle wstydu jak na bagnach oraz bardziej panował nad swoim gniewem.
    Wracając miał nadzieje że uda mu się jeszcze załapać na posiłek, miał zamiar najeść się szybko i o ile nie zostaną wyznaczone mu jakieś nowe obowiązki udać się jak najszybciej do swojego rodzinnego domu.
    Udało mu się wrócić do zajazdu gdy rozpoczynała się przemowa Petry, ta nie wywarła na nim jakiegoś wielce pozytywnego wrażenia ale postanowił sobie w duchu dać kobiecie jeszcze szansę na poprawienie swoich dowódczych umiejętności zanim trafi u niego do szufladki z oficerami pod którymi lepiej nie służyć jeśli chce się przeżyć. Informacja o podejściu wroga tak blisko stolicy zmartwiła go do głębi ale jednocześnie pobudziła do działania. Pragnął jak najszybciej ruszyć do walki z wrogiem który zagrażał jego rodzinie. Poza tym jego zmarły przedwcześnie dowódca nauczył go, że nie wystarczy tylko utyskiwać i zrzędzić na oficerów, że źle dowodzą, jak chce się coś zmienić to należy samemu wziąć dupę do roboty i wiele rzeczy naprawić samemu.
    Z tą myślą w głowie rezolutnie ruszył w kierunku miejsca w którym zniknęły obydwie szlachcianki. Po chwili rozglądania się po wnętrzu Zająca zobaczył, że siedziały sobie przy jednym z zaciszniejszych stolików w lokalu zatopione w rozmowie, zbliżając się do stolika zdołał usłyszeć wyrzucaną przez Petre wiązankę której nie powstydziłby się zaprawiony trzydziestoletnią służbą sierżant zakończoną czymś w stylu pi***ny czaroklecha!
    Zdecydował się stanąć z boku stołu na baczność, na tyle blisko aby zostać zauważonym ale jednocześnie nie narzucać się zbyt nachalnie. Przeczekał tak chwilę aż Petra zwróciła na niego uwagę i zmierzyla go taksujacym spojrzenie, ewidentnie nie była zachwycona tym że ktoś im przeszkadza ale odezwała się uprzejmie:

    - Tak Jeager? O co chodzi?

    Stefan zrobił krok naprzód, skłonił się obydwu szlachciankom jak najuprzejmiej potrafił po czym odezwał się do Petry:

    - Pani, chciałem tylko… - Jeager na chwilę speszył się ewidentnie zakłopotany całą sytuacją - Rozumiem że mamy teraz chwilę odpoczynku, chciałem się tylko spytać czy nie byłoby jakiś innych zadań których mógłbym się podjąć jutro? Mówiłaś Pani, że jutro będziecie dyskutować na zamku o tym gdzie wyruszymy dalej. Pomyślałem od razu, że może trzeba by zawczasu przeprowadzić rozpoznanie trasy marszu żeby uniknąć niespodzianek które mogłyby nas spowolnić w stylu zerwane mosty albo i zagrozić bezpośrednim atakiem. Skoro wróg jest już pod stolicą znacznymi siłami to trzeba założyć, że jego zagony zwiadowców i łupieżców są już w okolicy i nie próżnują. Wychowałem się w tej okolicy więc śmiem prosić o wykorzystanie mojej wiedzy w ewentualnych działaniach na tym polu. Poza tym jeśli mógłbym się przydać w jakikolwiek inny sposób, na przykład trzeba by wykonać jakieś prace związane z przygotowaniem środków do leczenia przyszłych rannych albo pomóc przy spisywaniu jakiś dokumentów, czy po prostu pomóc ładować wozy to chciałbym się jakoś przydać - Jeager skończył swój wywód nerwowo spoglądając na obydwie szlachcianki w oczekiwaniu na odpowiedź Petry.


    Wieczór gospodarstwo Jeagerów na obrzeżach Lenkster:

    Stefan nareszcie doszedł do domu, zbliżając się usłyszał znajomy gwar gwar kobiet z domu, mama i siostry pewnie jak zwykle siedziały do późna przygotowując zioła i jedzenie. Pamiętał jak te obowiązki zawsze przeradzały się w przeróżnego rodzaju zabawy przynoszące jemu i reszcie dzieci tyle radości… . Zmusił się do powstrzymania się przed natychmiastowym wejściem do domu i uściskaniem wszystkich.
    Z szopy, w której mężczyźni pracowali przy oprawianiu upolowanych zwierząt słychać było odgłosy zbyt dobrze mu znanej krzątaniny. Skierował się najpierw tam, aby porozmawiać z ojcem. Jeśli miał usłyszeć złe wieści to wolał, aby to tata mu je przekazał.
    Czy jego siostra Eryka zdecydowała się (i zdołała) wyjechać ze stolicy zanim wróg pod nią podszedł, obawiał się, że nie zawsze podchodziła z wielką determinacją co do swoich obowiązków jako akolitka Pani Miłosierdzia.
    Czy pojawiły się jakieś wieści o jego starszym bracie Franzie, albo o jego przyjacielu Hansie Peterze?
    Obawa co usłyszy od ojca za drzwiami szopy zjadała go od samego rana i spowodowała, że zatrzymał się przed wejściem, oparł o ścianę i przez chwilę pozwolił się pochłonąć wspomnieniom związanym z tym miejscem. Wciągnął w płuca znajomy zapach krwi i wnętrzności, który dla innych może był odrażający, ale dla niego był miłym przypomnieniem setek dni ciężkiej, ale dającej satysfakcję pracy w rodzinnym gronie.

    - Wchodź do środka! A nie kryjesz się pod ścianą Młokosie! - usłyszał doskonale znany głos wuja.

    Ruszył do środka wyciągając rękę w geście pozdrowienia:

    - Witajcie, Niech Sigmar bę… - Stefan zamarł w połowie pozdrowienia widząc, że jego ojciec i wuj nie są sami. Przy surowym drewnianym stole do ćwiartowania mięsa siedziała z nimi dwójka mężów, ten sam kolor włosów, identyczne piwne oczy i pewnie setka inna drobnych szczegółów anatomicznych, które rejestruje się mimochodem wskazywało że są blisko spokrewnieni.
    - Witaj Herr Jeager, myślałeś, że tak łatwo się nas pozbędziesz? - powiedział starszy z mężczyzn wstając i ruszając w jego stronę z paskudnie wyglądającym długim nożem ubrudzonym krwią .


    Następny dzień rano, podwórze zajazdu:
    Maszerując z dwójką towarzyszy i trójką psów wesoło biegających pomiędzy nimi Stefan zjawił się w Zającu kierując się czym prędzej do miejsca przebywania werbowników margrabiego von Falkenhorsta.
    Podczas drogi wspominał cały czas wczorajszy wieczór w szopie, a konkretnie specyficzne powitanie Jego i Albrechta oraz Olafa , poczucie humoru całej trójki było niezwykle specyficzne dlatego cieszył się w duchu że wszystko skończyło się dla nich dobrze. W końcu Albrecht nie widział tego, że kiedy ruszył uściskać Stefana z nożem w ręku oczy ojca Stefana stwardniały a ręka powędrowała pod blat stołu w miejsce gdzie Stefan doskonale wiedział, że znajdowała się broń ojca.
    Tym bardziej z rozbawieniem wspominał pełną ulgi minę ojca gdy zobaczył ich uścisk i udawana "zadźganie" syna połączone z kupą śmiechu.

    Zbliżając się do stołu przy którym sam zapisał się do regimentu uśmiechnął się jeszcze szerzej widząc porucznika Eryka rozmawiającego tam z Petrą .
    Zatrzymał się regulaminowe kilka kroków od stołu i zamaszyście zasalutował dwójce oficerów która już od kilku sekund obserwowała jego wejście do zajazdu:

    - Panno von Falkenhorsta , Panie Poruczniku Eryku! Mam tu dla państwa nie byle gratkę! - Jeager szybkim ruchem odsunął się w bok i zwrócił do tyłu aby ukazać dwójkę towarzyszących mu mężczyzn:

    Pozwolę sobie przedstawić Albrechta i Olafa Wieselów , jednych z lepszych żołnierzy jakich znam, wspólnie walczyliśmy kiedyś na południu. Są dobrzy z włócznią i procą, obydwoje świetnie tropią, a kunsztowi zakładania wszelakich myśliwskich pułapek Albrechta dorównuje jedynie sprawność jego syna w odnajdywaniu i omijaniu podobnych sideł ze strony wroga. Są odważni i dobrze znoszą trudy żołnierskiej służby. No i mają ze sobą te oto tu wspaniałe bestije które wywęszą i zagryzą każdego wroga - przy ostatnich słowa wskazał na dwa psy towarzyszące swoim panom.
    Omawiani osobnicy stali milczącą podczas wystawiania im przez Stefana tej laurki beznamiętnie wpatrując się w jakiś punkt na ścianie, co tylko utwierdzało Stefana w przekonaniu, że najchętniej wybuchnęliby histerycznym śmiechem słuchając tych wszystkich pochwał pod swoim adresem:
    -Właśnie przybyli do mnie domu w odwiedziny oraz aby zapytać się czy nie chce zaciągnąć się z nimi do jakiegoś regimentu albo chociaż wskazać im porządną jednostkę do której mogliby się zgłosić do służby. - Tutaj Jeager zrobił chwilową pauzę spoglądając na obydwoje dowódców najbardziej szelmowskim uśmiechem na jaki było go tylko stać:
    -Oczywiście wiadomo że wszystkie “Porządne” jednostki z okolicy o odpowiednim Rodowodzie i Tradycji pomaszerowały już dawno na wojną albo”wycofały” się już do Hochlandu dlatego pozostało mi sprowadzić ich do naszego regimentu dekowników i maruderów aby mogli zaoferować swoje usługi.
    Teraz zmienił ton zupełnie, stając się zupełnie poważny:

    - To świetni żołnierze, dobrzy towarzysze którzy nikogo nie porzucają na pastwę wroga, ręczę za nich własnym słowem, że nie zawiodą w chwili próby i będą świetnym dodatkiem dla naszego oddziału.

    Stefan zamilkł czekając na jakąś odpowiedź ze strony oficerów werbowników na jego prezentację gdy niespodziewania odezwał się Albrecht:

    - Pani Petro, Panie Poruczniku Eryku, opis Stefana jest może trochę przesadnym opisaniem naszych zdolności ale rzeczywiście dobrze walczy włócznią i proca oraz znamy się na tropieniu. Chcielibyśmy zaciągnąć się do waszego regimentu, Stefan wypowiadał się o nim w samych superlatywach, zachwalając jednostkę na każdym kroku....

    Przez następne piętnaście minut Albrecht i Olaf zagłębili się w rozmowę z oficerami wypytując się o wszelkie meandry umowy na jaką by się zgadzali po czym zaskoczyli go zupełnie końcowym stwierdzeniem które rozpoczął Olaf:

    - Te warunki wydają się nam jak najbardziej sensowne i myśli że z chęcią zasililibyśmy wasze szeregi, tylko musimy postawić jeden warunek - tutaj zrobił przerwę spoglądając na ojca, szukając u niego aprobaty do powiedzenia następnego zdania, której ten udzielił wyraźnym skinieniem głowy
    - Chcemy służyć pod rozkazami tego to tutaj Stefana Jeagera, jakie on już rozkazy od szanownych oficerów i sierżantów dostanie to jego sprawa ale my chcielibyśmy zawsze walczyć zawsze razem z nim i pod jego przewodnictwem.

    Stefan patrzył na swoich przyjaciół z otwartymi ustami i oczami pełnymi niedowierzania, wspominali mu, że chcą byś w jednym oddziale z nim, ale ta deklaracja go zupełnie zaskoczyła.

    Rozgrywka import
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa