Czołem!
Dałem potężny edyt do swojego posta. Przepraszam że tak zmieniam.
Dekares
Posty
-
Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed) -
Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)Panowie dalem post. A przynajmniej jego część. Przepraszam że z poslizgami znowu. napisze jeszcze później teraz wchodzę do pracy.
-
Bastion 2521 - Przez wojenne ostępyStefan słysząc słowa porucznik o zauważeniu przy bramie jakiegoś regimentu poczuł jednoczeście odrobinę ulgii, w końcu oznaczało to, że najprawdopodobniej pułk zajmuje już silną pozycje w mieście. Jednocześnie wiedział, że razem z Albrechtem są teraz po uszy w gównie, doskonale pamiętał jak traktowany był jeniec którego widzieli w bramie zajazdu. Czuł jak zaczyna się pocić kiedy oficerowie zasypali go serią pytań, jakimś cudem udało mi się nie położyć ręki na ostrzu noża za pasem. W końcu rzucił odpowiedź udając niewiedzę:
- Tak jak mówiłem Pani porucznik do miasta weszliśmy w kilkanaście osób, żadnego regimentu tam nie widziałem. Pewnie pojawiły się kolejne osoby co przeżyły wspomniany atak pomiotów.
Tak jak mówiłem mogę ich zachęcić do dołączenia się. pozwolę się tylko spytać o to ilu tych buntowników w przybliżeniu jest? Żeby wiedzieli w co się pakują i nie biadolili później że ich na minę wprowadziłem.
Po wyjściu oficer zajął się sprzątaniem swoich narzędzi, podczas tego odezwał się jeszcze do doktora:
Przepraszam ale wcześniej po chamsku się Panu doktorowi nie przedstawiłem. Nazywam się Stefan Jeager. W sumie to tak samo nietaktownie zachowałem się względem Pani porucznik…? - Stefan postarał się zadać to pytanie neutralnym tonem i stojąc plecami do sierżanta i innych obecnych żołnierzy. Jednocześnie miał nadzieję, że intensywność z jaką spoglądał na medyka i mowa ciała wystarczą do zasygnalizowania mu pytania i że jest ono dla Stefana ważne.Czarnowłosa porucznik przed wyjściem, popatrzyła przez chwilę na Stefana. I uśmiechnęła się półgębkiem nieco ironicznie. Ale nic nie powiedziała. Gdy zaś Jaeger odezwał się do chirurga to ten przyjrzał mu się uważnie. Po czym ponad jego ramieniem spojrzał na sierżanta Lupo i resztę żołnierzy.
- Miło mi cię poznać młody człowieku. Jestem doktor Gerlach Sonnewalde. Dziękuję za pomoc. Szkoda, że musisz już iść i nie możemy poznać się lepiej. Może w spokojniejszych czasach. Wpadnij kiedyś do mnie na Bursztynową to napijemy się jabłecznika i porozmawiamy. - Siwowłosy medyk uśmiechnął się łagodnie. Mówił cichym, spokojnym głosem. Mył przy tym ręcę w misce z krawą woda a potem wycierał je w niezbyt czysty ręcznik. Ale zwykle tak to wyglądało w polowych warunkach. Stefan zaś skojarzył, że Bursztynowa to była na tym adresie z kartki.
-Mieszka Pan na Bursztynowej doktorze,tak?- odparł ostlandczyk jednocześnie wyciągając jedną ręką z kieszeni skraj obciętej wcześniej kartki i skierował swój wzrok w jej kierunku wymownie.
Wysłuchał odpowiedzi medyka ,po czym zadał jeszcze jedno pytanie lekko ściszonym głosem:- A pan doktorze może wie, ilu tych buntowników jest, mniej więcej oczywiście?
Prowadzony na dół ostlandczyk zastanawiał się co z nimi będzie. Widział jak obchodzili się z jeńcami co nie napawało optymizmem, z drugiej strony nie próbowali ich póki co rozbroić... .
W ogóle cała sytuacja z buntem wydawała mu się podejrzana, zdawał sobie sprawę, że bunty w wojsku się zdarzają, ale był pewien że pan doktor Sonnewalde nie dał mu kartki z adresem w celu spotkania się na lekarskie pogaduchy. Cała sytuacja miała drugie dno i wiedział że bez rozwikłania tych tajemnic jego regiment będzie zagrożony ciosem w plecy.- Cholerne podstępy i manipulacje przeklętych chaosytów zupełnie jak w Nuln albo w tym cholernym lesie gdzie znaleźliśmy Czerwonego Maga...- Stefan przerwał nagle swoje zwyczajowe narzekania. Wspomnienie wydarzeń z walki z demonami i wiedźmą która potrafiła przejąć kontrolę nad dowolną osobą aby siać zamęt w szeregach imperialnych żołnierzy.
- Może tutaj dzieje się tak samo? - myśl ta spowodowała, że Stefan bezwiednie zatrzymał się na schodach co wywołało gniewne szturchnięcie ze strony prowadzącego ich podoficera:
-Co Ty robisz!? Ruszaj się, nie mamy czlego dnia żołnierzy!
Stefan natychmiast ocknął się z chwilowego stuporu, ruszył naprzód i wymamrotał pośpieszne przeprosiny. - Przepraszam za to, nagle trafiło mnie wspomnienie z niedawnej walki... muszę Panu zadać z pozoru głupie pytanie, ale proszę mi uwierzyć może być bardzo istotne dla całego tego burdelu z którym macie nieprzyjemność walczyć w tym mieście - Stefan zaczął trochę nieskładnie mówić do podoficera jednocześnie posłusznie idąc w dół schodów.
- Czy Ci żołnierze co się zbuntowali to byli już od dawna jakimiś malkontentami? Sprawiali kłopoty i nie chcieli walczyć?Czy może wprost przeciwnie zawszebyli pewnymi, karnymi żołnierzami aż tu nagle trach! Z dnia na dzień rzucili Wam się do gardeł jakby postradali zmysły, albo przynajmniej ich dowódcy czy dowódca nagle zwariował?
Jeager słuchał słów porucznik i starał się zanotować w pamięci wszystko co mówiła. Cieszył się z widoku swojego dowódcy ale jednocześnie nie miał najmniejszego pojecia co ten im o nim i Albrechcie powiedział. Czy byli już całkiem spaleni czy może zupełnie odwrotnie sprzedał im jakąś bajkę w którą oni muszą się wkomponować bez znania jej treści.
Dlatego pozdrowił swojego imiennika tylko skiniwniem głowy.
Kiedy oficer skończyła mówić odezwał się po skłonieniu głowy:- Pani porucznik przekaże wszystko co pani powiedziała...odpowiednim osobą, muszę się jednocześnie zapytać czy macie albo czy możemy ustalić jakieś hasło w celu identyfikowania się z Pani żołnierzami na terenie miasta? Żeby nie doszło do niepotrzebnych incydentów albo żebyśmy się nie dali podejść tym buntownikom. Wy ich rozpoznacie bez problemu ale moi...towarzysze mogą dać się podejść jak dzieci we mgle.
Ostlandczyk odchrząknął i ciągnął dalej:
-Po za tym Pani, jeśli dobrze rozpoznaje sytuacje to ruszacie do decydującej walki z tymi buntownikami, tak? Chodzi mi o to, że jeśli mamy sobie pomóc to przede wszystkim propowałbym poczekać z atakiem na przybycie wsparcia z naszej strony. Mówiła Pani że mają oni podobne siły do waszych, jak rozumiem są okopani w centrum miasta. Nie ujmując niczego odwadze Pani ludzi zapewne przydała by się Wam każda pomoc, żeby ograniczyć straty. - Tak jak mówiłem Pani porucznik do miasta weszliśmy w kilkanaście osób, żadnego regimentu tam nie widziałem. Pewnie pojawiły się kolejne osoby co przeżyły wspomniany atak pomiotów.
-
Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)Panowie przepraszam ale znowu dzisiaj nie dam rady.
-
Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)Post poszedł, przepraszam za opóźnienia, sprawy rodzinne mnie wstrzymały przed wstawieniem wczoraj w nocy. Mistrzu gdyby mistrz chciał jeszcze dzisiaj coś podokować żeby więcej dialogu zrobić to wyślę że spokojnie mógłby ogarnąć dzisiaj jeszcze z jedną rundę. Jutro wracam do pracy po urlopie więc może być u mnie różnie z czasem.
-
Bastion 2521 - Przez wojenne ostępyRozcinając papier Ostlandczyk starał się aby Albrecht zasłonił go trochę przed wzrokiem innych.
Stefan przemieszczając się przez pomieszczenia ze starszym kolegą próbował się wyglądać jak najbardziej normalnie. Jednocześnie chciał wchłonąć jak najwięcej informacji o ludziach których mijał. Kiedy przechodzili przez kuchnie starał się ocenić jak wyglądają w kwestii aprowizacji? Jedzą gnijące, źle przygotowane resztki czy posiłki wydawały się porządne a obsługa kompetentna? W lazarecie starał się policzyć rannych i ocenić ilu to ranni w bitwie a ilu to chorzy. Są dobrze zaopiekowani biorąc pod uwagę okoliczności, czy widać oznaki ewidentnego zaniedbania. Zdawał sobie sprawę, że może dokonać tylko niezwykle powierzchownych obserwacji ale z drugiej strony, wiedział że każdy nawet trywialny na pozór skrawek informacji może mieć wielkie znaczenie.
Pozwalało mu to także nie myśleć zbyt mocno o tym w co gra starszy medyk dopisując na zaleceniach ten adres.
- Chce wysłać mnie gdzieś po pomoc czy podpuszcza go przed szefową chcą pokazać że nie pokazał jej dziwnego zachowania medyka? - myślał po tym jak pożegnał pomocników medyka dobrym słowem i zbliżał się do drzwi za którymi miał znowu rozmawiać o swoim potencjalnym werbunku.
Stefan przez kuchnię tylko przechodził i nic niezwykłego nie rzuciło mu się w oczy. Ot kuchnia karczmy czy tawerny. Kilka osób obsługi, uwijało się przy swojej robocie. Tu któryś coś kroił, tam mieszał albo obierał. Wyglądali na zajętych swoją robotą i przechodzącej dwójce mężczyzn, poświęcili tylko przelotne spojrzenia. Zaś w lazarecie było około dziesiątki, może tuzina łóżek. Jedynie jedno czy dwa były jeszcze wolne. Leżeli tu prawie sami mężczyźni. Tylko jedna była kobieta i jedna osoba o gładkim licu ale z twarzą zasłoniętą kocem i ramieniem więc trudno było zgadnąć czy to młodzieniec czy niewiasta. Nie wszystkich było widać spod tych kocy, czy mają jakieś obrażenia. Więc ich osłabienie, sen czy kaszel mogły być i od ran, i od choroby. Z tej połowy jaką zdołał dostrzec przechodząc przez pomieszczenie, to widać było opatrunki. Więc pewnie mieli fizyczne obrażenia albo od walki albo jakichś wypadków. Byli w samych koszulach albo i bez, więc zapewne nie leżeli tu od pacierza. Była to powszechna praktyka hospicjów i lazaretów aby rozbierać pacjentów, bo łatwiej ich było wtedy doglądać obsłudze. Wrócił więc do głównej izby.
Na stole leżał kolejny ranny. Ten miał jakąś ranę na piersi. Widać było po zakrwawionym miejscu. Ciężko dyszał jakby miał kłopoty z oddychaniem. Porucznik rozmawiała z medykiem kawałek dalej ale umilkli gdy Stefan wszedł do środka. Przyglądali mu się przez chwilę.- Daj mu jeszcze jedną szansę. - Czarnowłosa zwróciła się do chirurga a ten spokojnie skinął głową. Ona zaś wróciła do stołu przy jakim wcześniej siedziała. On skinął głowa aby Stefan do niego podszedł.
- Chodź młodzieńcze. Robota czeka. - Wskazał głową w stronę zakrwawionego stołu na jakim czekał już kolejny pacjent.
Stefan miał już powoli dość obecnej sytuacji ale czuł, że okazanie zirytowania mogło nie być najlepszym kierunkiem do obrania. Jednocześnie szkolenie w świątyni Panie Miłosierdzia ciągnęło go w kierunku stołu operacyjnego i niesienia pomocy potrzebującym, więc zrobił krok we wskazanym kierunku. Jednocześnie sięgnął za siebie aby wydobyć swój własny zestaw leczniczy.
- Jeśli to nie problem Panie doktorze to jeśli mam robić coś więcej niż tylko przytrzymywać rannego to użyje swoich własnych narzędzi. - Nie czekając na odpowiedź Ostlandczyk zaczął podobniej jak wcześniej przygotowywać się do zabiegu, jednocześnie sprawdzając czystość swoich narzędzi, wyczyścił je po leczeniu krasnoluda, ale uznał, że lepiej zachować zwyczajową czujność i obejrzeć wszystko jeszcze raz, przygotowując się do pracy Jeager rzucił do oficer:
- Po za tym Pani porucznik, muszę się w końcu spytać jako dopiero co przybyły do miasta, z czym macie “przyjemność” mierzyć się w tym mieście, bo po liczbie rannych w lazarecie raczej wykluczam jakąś zwykłą ruchawkę z miejscowymi o nieopłacony zamtuz?- Spójrzcie jaki dowcipniś. Przygód w zamtuzie mu się zachciewa. - Kobieta zdążyła już wrócić do rozmowy z mężczyznami z jakimi siedziała przy stole. Ale jak Stefan się do niej odezwał bezpośrednio i to nie pytany, to poświęciła mu spojrzenie. Wyglądała na zmęczoną i w niezbyt dobrym humorze. A jego uwaga wywołała w niej irytację. Wstała jednak od stołu i powoli zaczęła podchodzić do stołu jaki obecnie leżał kolejny ranny żołnierz. Ten z kolei miał ułamany kawałek strzały pod obojczykiem. Strzała wbiła się głęboko i krwi było sporo. Medyk zacisnął usta w wąską linię gdy zobaczył jak Stefan wyjmuje swoje narzędzia ale poza tym zachował spokój. Zaczął rozcinać krawędzie kaftana aby dotrzeć do rany. Porucznik zatrzymała się obserwując ich poczynania z bliska.
- Część oddziałów zbuntowała się. Tchórze nie chcą iść na wojnę. A kto wie czy nie gorzej. Więc potraktowaliśmy ich jak zdrajców i sabotażystów. Niestety siły są dość wyrównane. Tutejszy baron zdążył zmobilizować większość oddziałów i opuścić miasto. Dlatego każda pomoc nam się przyda Stefanie. - Uniosła brwi aby podkreślić to co powiedziała. I na chwilę spojrzała mu prosto w oczy i nawet się uśmiechnęła. Miał wrażenie, że stara się być dla niego miła, chociaż dało się wyczuć, pośpiech. Podeszła jeszcze bliżej i wzięła do ręki szczypce do wyciągania różnych odłamków z ciała. Obejrzała je sobie i pokiwała głową.
- Zwłaszcza jak to byłby ktoś kto ma takie narzędzia i potrafi się nimi posłużyć. - Uniosła trochę wyżej ten przyrząd jakby chciała go zademonstrować staremu chirurgowi.
- Zapewne Frau porucznik. - Zgodził się doktor. - To może się okazać pomoc cenniejsza niż początkowo sądziłem. - Przyznał lekko kiwając jej głową. Ona zaś odłożyła narzędzie z powrotem do torby Stefana.
- Dobrze, to róbcie swoją robotę. Potrzebujemy tych ludzi aby uporać się z buntownikami. - Uśmiechnęła się do nich obu po czym odwróciła się i energicznym krokiem, wróciła do stołu od jakiego wstała.
- Jak Pani każe Pani porucznik - odpowiedział jej Jeager po tym jak zareagował na jej spojrzenie i uśmiech tym samym. Po tym skupił się w pełni na pomaganiu rannemu.
KIedy już skończyli z doktorem zabieg zdecydował się pchnąć jego rozmowy z Panią porucznik znacznie do przodu. Podszedł do w niej kierunku, wycierając szmatą ręce z krwi, zatrzymał się w odległości kilku metrów i po tym jak zwrócił jej uwagę chrząknięciem odezwał się:
- Pani porucznik, nie wiem co dokładnie Pan sierżant powiedział Pani o tym dlaczego tu jestem. Rozumiem że znajduje się Pani w poważnej sytuacji i nie ma czasu na głupoty dlatego powiem krótko, myślę, że wykazałem że zarówno mam możliwości jak i chęć pomocy względem Pani regimentu i Pani sprawy. Wspomniała Pani wcześniej, że walczycie z buntownikami albo gorzej, jak zakładam to gorzej obejmuje ciała z wyciętymi znakami takim jak to rozwieszone na tutejszej tablicy ogłoszeń. Miałem z takimi osobnikami aż nadto do czynienia i doceniam trudność Pani zadania. Jak wspominałem sierżantowi nie przybyłem do miasta sam, podróżowałem do tego miasta w większej grupie, zostaliśmy zaatakowani przez pomioty i rozproszeni, przedarłem się do miasta tylko z kilkoma osobami dla których zgodziłem się pójść rozejrzeć się co się tutaj takiego dzieje biorąc pod uwagę opuszczaną bramę i dym unoszący się nad miastem. Teraz muszę do tych ludzi wracać żeby ich poinformować że miasto nie upadło i że walczą w nim wierni Imperium żołnierze. Nie mogę ręczyć za wszystkich z mojej grupy ale sądzę że będą tam oprócz mnie i moich kolegów osoby więcej niż chętne wspomóc was w walce z wspólnym wrogiem i zaprowadzić w mieście porządek. Podejrzewam też, że grupa mogła urosnąć pod moją nieobecność, bo nie wierzę, że wszyscy z którymi szliśmy przez las zginęl,i tylko zostali rozrzuceni tak jak moja grupa przy bramie. Chętnych do pomocy sprowadzę tutaj, do Pani oceny, a w najgorszym wypadku sam przyjdę pomóc przy zajmowaniu się rannymi. -
Bastion 2521 - Przez wojenne ostępyOstlandczyk przed podejściem do pacjenta zrzucił z siebie wierzchnie odzienie i podwinął rękawy koszuli. Po tym na ile mógl obmył ręce w dużej misie z wodą.
Cała sytacja przypomniała mu jego służbę w świątyni Pani Miłosierdzia w Nuln. Po wielu miesiącach nauki i wykonywania innych prostrzych prac dopuszczono go tam do podobnego asystowania choć z tego co pamiętał nie przy tak ciężkich przypadkach.
Ocena jego osoby wydana przez medyka zabolałaby bardziej gdyby rzeczywiście chciał w tej grupie zagrzać miejsce, a tak zdecydował się na razie puścić uwagę medyka płazem.
Dostawszy od tego polecenie zaniesiania kartki z zaleceniami dla operowanego przyjął ją z uśmiechem na twarzy, kończąc jednocześnie mycie rąk w misie po zabiegu. Przeczytał na głos zalecenia dla potwierdzenia czy dobrze je odczytuje, co było przyjętą praktyką w świątyni w której się uczył. po tym odwrócił się do pani porucznik która potwierdziła zadanie zlecone mu przez chirurga i rzucił szybkie:- Tak Jest!
Po czym ruszył wykonać polecenie skinajać głową Wieselowie aby poszedł za nim. W końcu dwie pary oczu wypatrzą więcej niż jedna, a Stefan był zdecydowany postarać się zapamiętać jak najwięcej szczegółów o swoich obecnych gospodarzach w trakcie trwającego spotkania.
- Tak Jest!
-
Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)Czołem!
Mistrzu z tym INT to mi wychodzi że musiałem coś zgubić po drodze bo sadziłem ze dopiero teraz miałbym 50. Jak to możliwe to poprostu wziąłbym kolejne rozwinięcie czyli do 55. -
Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)Czołem!
Post poszedł przepraszam że tak krótko ale niedam rady więcej do dzisiaj.
Dla jasności Stefan w poście sugeruje pokazanie swoich umiejętności leczenia, jako sposób nawiązania do tych relacji. Nie zna ich medyków i będzie starał się zachowywać profesjonalnie i raczej słuchać poleceń i pomagać niż pokazywać jako to z niego super medyk, żeby nie zrazić kogoś.
A Mistrzu mogę się mylić ale wydaje mi się że Stefan powinnien mieć o 100PD mniej, bo dogadaliśmy się już w PW na temat wykupienia rozwinięcia INT?
Cioldanie, gratuluję ogromu pracy.
-
Bastion 2521 - Przez wojenne ostępyStefan szybko ocenił swoją sytuację w rozmowie z sierżantem i uznał że dalej kłócić się nie ma sensu. Szczególnie, że podstawowa rzecz czyli dostarczenie informacji dla jednostki zostanie wykonane, a oni będą mieć jeszcze szansę dowiedzieć się znacznie więcej.
Dlatego szybko przybrał na moment wyraz twarzy jakby sierżant napluł mu do talerza, jednocześnie jednak podporządkował się odpowiadając wypranym z wszelkich emocji głosem.
-Tak Jest!- po tym obrócił się do Wiselów i rzucił ciszej do Olafa:
-Proszę wracaj z psami do naszych, poczekajcie na nas ile trzeba.
Po tym pogłaskał Azura po pysku i kazał mi iść za Olafem. Następnie skinął na Albrechta z uśmiechem rzucając:
- Za mną, choćby rozweselić i wyższe szarże w tym regimencie.
Przemierzając wnętrze zajazdu ostlandczyk chciał zaobserwować jak najwięcej szczegółów ale jednocześnie starał się to robić dyskretnie. Przede wszystkim rozglądał się za ewentualnymi oznakami korupcji wśród żołnierzy.
Kiedy pani porucznik podała mu śpiewnik i poleciła czytać skinął posłusznie głową i rzucił okiem na tekst, po czym odezwał się z lekką nutą sarkazmu:
-Aaach czego się nie robi jako zagorzały sigmarita w imię pokazania, że się nie kłamie- po czym odchrząknął i zaczął powoli śpiewać całkiem poprawnie tekst pieśni. Nikt na pewno nie mógł go przy tym oskarżyć o wielki talent muzyczny ale jak sądził rozwiał wszelkie wątpliwości co do tego czy umiał czytać i pisać.
Ostatni wiersz wyrecytował z pamięci nie patrząc na tekst lecz w oczy pani porucznik.
- Jako były sługa świątynii Pani Miłosierdzia myślę, że mogę zaproponować znacznie pożyteczniejszy pokaz umiejętności przy tamtym stole Pani porucznik- powiedział wskazując głową w stronę jęczącego z bólu rannego.
- Świątynia dała mi znacznie więcej okazji do czyszczenia ran niż śpiewania pieśni. Myślę, że na tą chwilę taki układ byłby dla wszystkich najlepszy, Pani zobaczyłaby, że nie jesteśmy żadnymi partaczami,a my moglibyśmy poznać trochę regiment zanim zdecydujemy się zapisać. -
Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)Mistrzu co do tego pytania co tu wstawiłem to dałem je tutaj w podobnym charakterze jak z turę wcześniej jako ewentualne kierunek w którym chciałbym pociagnąć dyskusje po odpowiedzi sierżanta na to co Stefan już powiedział. Wydaje mi się że już i tak ta jego wypowiedź jest strasznie długa bez możliwości wypowiedzenia się sierżantowi, wiem, że tak już jest w takich grach, ale i tak już uważam, że naciagnąłem mocno granicę(tego na co jako gracz powinnien sobie pozwolić z npc kierowanym przez MG) tym, że pozwoliłem sobie napisać że sierżant się w ogóle zatrzymał i mnie słucha( i nie chce go naginać dalej).
To kolejne pytania to ma być dopiero po tym jak odpowie na to co Stefan do niego teraz powiedział. Nie wiem Mistrzu jak masz zamiar na nie(zadane w poście pytania) odpowiedzieć ale jak nadal będziemy w na tyle dobrych relacjach z Sigami żeby z nami rozmawiali to chciałby jeszcze spróbować się o to zapytać zanim się zawiniemy stamtąd. Jak będzie kolejna tura na dialog z nimi to Stefan z chęcią sam się zapytać o to, ale jest faktem Mistrzu, że czasami robisz duże przeskoki zarówno w czasie i przestrzeni więc tak się zabezpieczyłem na wypadek gdybym w następnym poście był już w kolejnym dniu maszerując w kolumnie Sigów w kierunku powiedzmy Wolfenburga
A co do dziwnego zachowania Stefana, to rozumiem że chodzi o to że nie chce iść z nim bo ma coś innego do załatwienia?
-
Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)Czołem!
Post poszedł. Przepraszam za pościg w tym tygodniu jest u mnie słabo z czasem i w najbliższym czasie raczej się nie poprawi. Jako, że i tak już wyszedł mi straszny monolog to nie zadałem jeszcze jednego ważnego pytania sierżantowi/ wartownikom:
-Mianowicie co się dzieje w mieście? Jest jakaś rebelia? Siły chaosu?
Pytanie Stefan zadałby najchętniej wartownikom, chyba że sierżant przyjmie jego prośbę o czas na załatwienie poprzedniej sprawy bardzo łagodnie to spyta się i jego.Jeśli będzie straszna draka z tym, że nie chcemy iść rozmawiać z oficerami to Stefan zaoferuje kompromis w postaci odesłania Wiselów z psami do naszych ludzi a on pójdzie na rozmowę, może zaoferować od razu także pomoc przy rannych i chorych regimentu jeśli(niemal na pewno) tych regiment ma. Wisielom każe wtedy wrócić do reszty i powiedzieć im co i jak.
A Mistrzu rozmawialiśmy wcześniej o rozwinięciach na PW. Stefan wziąłby rozwinięcie INT.
-
Bastion 2521 - Przez wojenne ostępyOstlandczyk odsunął się przezornie z drogi wracającemu oddziałowi i przyglądał się uważnie temu co się działo. Cała sytuacja nie napawała go entuzjazmem, ten cały Siege Stern coraz bardziej mu wyglądał na bandę gloryfikowanych brygandów uciskających miasto niż oddział utrzymujący prawo i porządek w nim. Choć nie miał na to jeszcze jednoznacznych dowodów.
Starając się nie dać po sobie poznać po sobie coraz ciemniejszych myśli kłębiących się w jego głowie odpowiedział na pytanie czemu służył w Stirlandzie:
- Ha! Dobrze słyszycie, że jestem miejscowy, z Lenkster jestem! Wiecie jak jest, czasem oddziały lądują po drugiej stronie Imperium z tego czy innego powodu, a jako młodzik chciałem świat zobaczyć to się zaciągnąłem! A Wy skąd jesteście?Słysząc pytania sierżanta Stefan stanął w postawie zasadniczej. A kiedy ten skończył mówić odwrócił się do Wiselów i rzucił szybką komendę:
- Oddział Baczność! Frontem do Pana sierżanta, w szeregu zbiórka!
Dobrze wbite w pamięć ćwiczenia z musztry zadziałały jak trzeba i ustawili się w poprawnym szyku do inspekcji w całkiem dobrym czasie:
- Stefan Jeager z towarzyszami broni Albrechtem i Olafem Wieselami meldują się do inspekcji Panie sierżancie! Służyliśmy w siódmym regimencie piechoty z Stirlandu pod kapitanem Steinerem. W szyku walczyliśmy z włócznią w ręku jak i jako zwiadowcy czy harcownicy. Od dziecka polujemy i tropimy. Strzelam dobrze z łuku a oni z proc. Albrecht ma manie na punkcie zakładania wszelakich sideł i pułapek. Z kolei Olaf nie wiedzieć czemu jest bardzo dobry w odnajdywaniu takich niespodzianek, zupełnie jakby od dziecka jego życie od tego zależało - przy ostatnim zdaniu spuścił już trochę z służbowego tonu ale zachował postawę zasadniczą
- Zakładając, że rzeczywiście byłoby nam, że tak powiem po drodzę się dołączyć do Waszego regimentu bo na tą chwilę to rzuciłem tu tylko luźne pytanie czy rekrutujecie do kolegi, to Panie sierżancie myślę, że mam i inne przydatne umiejętności, znam się na leczeniu ran oraz zielarstwie, no i potrafię czytać oraz pisać.
- O. No proszę, proszę. Jaki chwat nam się trafił. - Sierżant pokiwał z uznaniem głową, jakby tą prezentacją siebie i dwójki pomocników, Stefan zrobił na nim dobre wrażenie. Pokiwał głową i popatrzył uważnie na całą trójkę. - No to dla takich chwatów znajdzie się u nas miejsce. Ale to oficery muszą zdecydować. Chodźcie za mną. - Sierżant zdecydował, że są na tyle warci uwagi, że wyższe szarże powinny powziąć dalszą decyzję. Zrobił przywołujący gest i ruszył w stronę bramy zajazdu.
- Czujesz już piękny aromat gówna w którym toniesz Jeager? Bo sięga Ci już szyi - pomyślał, po czym szybko zrobił dwa kroki w stronę podoficera i mówiąc jednoczęśnie:
- Przepraszam Panie sierżancie ale muszę prosić Pana o moment na wyjaśnienie, kwestii o której nie mógł Pan wiedzieć a która nie pozwala mi w tej chwili za Panem iść - Zobaczył błysk irytacji w oku sierżanta ale ten pozwolił mu mówić, a przynajmniej nie zdążył zacząć się drzeć zanim ten znowu się odezwał:
- W największym skrócie. Jak mówiłem tu kolegom na warcie - Stefan kiwnął w stronę dwóch wartowników z uśmiechem właśnie dotarliśmy do miasta idąc ze Speck. Była nas większa grupa ale pomioty nas zaatakowały i udało mi się przedrzeć tutaj tylko w kilka osób plus ocalali z Zajazdu Leśny Dzban, Ci ludzie w tym ranni czekają na nas pod miastem aż po nich przyjdziemy. Ten dym nad miastem kazał nam zachować ostrożność i najpierw wejść tylko w tylu ludzi żeby rozpoznać sytuacje. Musimy do nich wrócić i ogarnąć sytuację, zajmie nam to pewnie z godzinę i będziemy do Pana i oficerów dyspozycji, z resztą myślę, że i wśród tych ludzi też by się znalazł ktoś kto by zainteresował regiment, chociażby krasnolud którego leczyłem, jak zrozumiałem to kowal albo i płatnerz a znaleźliśmy go otoczonego wianuszkiem zabitych pomiotów, porządny twardziel. No a poza tym Panie sierżancie chyba nie chcielibyście brać do dobrego regimentu łachmytów co jednym obiecują wykonać zadanie a jak tylko zwietrzą lepszy kawałek chleba to łamią dane słowo? -
Bastion 2521 - Przez wojenne ostępyStefan przemierzając te pozbawione ludzi ulice poczuł się na powrót jak w Nuln w czasie służby w świątyni Pani Miłosierdzia. Wiedział że skala miejscowości jest zupełnie inna jednak nie dało się ukryć wielu podobieństw, głównie przypominających mu o niebezpieczeństwie i ścisku związanym z życiem w takim miejscu.
mijając kolejny porzucony wóz wskoczył na niego szybko z Olafem w celu sprawdzenia czy nikt się na nim nie ukrywa, kolejny raz nikogo nie znajdując ruszyli dalej. Oczywiście mgliście przypominało mu się też jak jako podrostek odwiedził Wendorf razem z rodziną podczas miejscowego jarmarku. Było to przygnębiające wspomnienie biorąc pod uwagę atmosferę kolorowej zabawy jaką zapamiętał w zderzeniu z obecną ciszą i mrokiem szepczącym do ucha o zagrożeniu.
Co tu się stało do cholery? - mruknął do siebie pod nosem, spoglądając na całkowicie zdemolowany sklep z tkaninami. Pamiętał jak dokładnie w tym samym sklepie jego siostry radośnie wybierały dla ich mamy belę niebieskiego materiału na suknie jako prezent na zbliżające się urodziny rodzicielki. Pamiętał atmosferę radosnej konspiry i pośpiechu jako, że nie wiedzieli na jak długo ich ojcu uda się utrzymać żonę zajętą innymi sprawunkami. Kontrast z teraźniejszością był porażajacy ale nie do końca nieznajomy jego doświadczeniom w wspomnianym Nuln miał nieprzyjemny obowiązek brać udział w tłumieniu zamieszek wywołanych podniesieniem jakiegoś podatku, pamiętam hasła rewolucjonistów i to, że na początku wydawały mi się nawet sensowne i sprawiedliwe… Pamiętał także podobnie splądrowane sklepy, przemoc, śmierć na ulicach i wstyd gdy dowiedział się że Ci “bojownicy o sprawiedliwość” na koniec okazali się zwykłymi sługusami chaosu chcącymi podpalić miasto w imieniu siania śmierci i zniszczenia na chwałę swoich mrocznych potęg. Z ponurych rozmyślań wyrwał go Azur trącający go czule nosem w dłoń, psy też wydawały się poddenerwowane całą atmosferą w mieście ale i tak nie przeszkodziło to Azurowi pomóc mu się choć trochę rozchmurzyć. Stefan odpowiedział na tą czułość przez chwilę głaszcząc psa po pysku i ruszając dalej.
Po chwili ukazał im się zapowiedziany przez Thiemo zajazd. Przez chwilę Ostlandczyk rozważał czy nie spróbować zwrócić uwagi strażników i wciągnąć ich w zasadzkę w celu wzięcia języka, ale zdecydował że na razie spróbują z nimi po prostu porozmawiać:
-No nic Panowie spokojnie i tak jak się umawialiśmy- rzucił do towarzyszy cicho po czym ruszył powolnym zmęczonym krokiem w stronę karczmy. Zasadniczo zdecydował się nie kłamać, co najwyżej być bardzo ogólnym w podawaniu informacji o sobie i swoich losach.
Zbliżające się na odległość kilku metrów podniósł dłoń w geście pozdrowienia i zawołał uprzejmie:
-Chwała Sigmarowi! Dobrze zobaczyć w tym mieście jakąś żywą duszę! Zajazd otwarty?
Obaj strażnicy zauważyli nadchodzącą trójkę zanim ci do nich podeszli. Trochę się wyprostowali i porządniej złapali za swoje halabardy. Poza tym jednak czekali aż Stefan z kolegami się zbliży. Przy okazji przeszli obok tablicy i powieszonego tam mężczyzny. Z bliska było widać, że nie ma butów i został w samych spodniach. Głowa zwisała mu bezwładnie na pierś i chodziły po nim muchy. Zwłaszcza kumulowały się na ranach i zaschniętej już krwi. Na brzuchu miał wycięte koślawą gwiazdę Chaosu. Gdy Stefan zatrzymał się, dojrzał przez otwartą część bramy kawałek podwórza i front głównego budynku. Jakiś wóz, przywiązane wierzchowce, ognisko i kilku ludzi przy nim. Jednak strażnicy gdy się odezwali bardziej przykuli jego uwagę.-
Pochwalony. Zajazd zamknięty. Wojsko zarekwirowało. Nie można tam wchodzić. A wy co za jedni? - Mężczyzna był w średnim wieku. Miał na sobie popularną wśród milicji i lekkiej piechoty przeszywalnicę. Za pasem jeszcze topór a o mur zajazdu oparł tarczę. Wewnętrzną stroną na wierzch, aby łatwiej było złapać w razie potrzeby. Mówił jakby jeszcze nie mógł się zdecydować jak potraktować trójkę przybyszy.
-
Stefan Jeager z towarzyszami do usług! Ze Speck idziemy podróżowaliśmy większą grupą ale nas pomioty zaatakowały na trakcie, mamy kilku ocalałych z innego ataku na zajazd… - tutaj Stefan się na sekundę zamyślił i obracając głowę w kierunku z którego przyszli wyciągnął dłoń w celu wskazania kierunku - no jak to było… zajazd “Leśny Dzban” tak to się nazywało, ale jak zobaczyli dym nad miastem to zdecydowali się nie wchodzić - tu w słowo Stefanowi wciął się Olaf z sarkastycznym tonem, żeby nie powiedzieć pogardliwym:
-
Ten cały mytnik i jego kufer złota to pewnie wrócił już do tej nory w ziemi z której go wyciągnęliśmy, tak trząsł portkami przed zostawieniem go w lesie, choćby na moment.
Stefan w duchu pochwalił Wiesela za dodatkową wstawkę która jemu pozwoliła przez chwile milczeć i przyglądać się reakcją strażników, szczególnie na wspomnienie o złocie.
- A Panowie z jakiego regimentu? Pytam się bo brata szukam, zaciągnął się do wojska co ciągnęło na wschód?
- My ze Siege Stern. A twój brat do jakiego się zapisał? Teraz przecież masa regimetów wali na wschód. - Mężczyzna odpowiedział prawie od razu. Nie wyglądał na zaniepokojonego. - A wy z jakiego regimentu? - Oddał Stefanowi pytanie.
- I jaki mytnik? Jaki kufer złota? “Leśny dzban” spalony? Eh a, żeśmy tam się stołowali wydawałoby się, że wczoraj. Przeklęta wojna. - Drugi ze strażników pokiwał głową w zadumie nad smutnym losem zajazdu pod miastem. Chciał jednak więcej wiedzieć o owym złotym wątku jaki się pojawił. *
Po kolei Panowie, co do brata to wiem tylko że zaciągnął się do regimentu piechoty dowodzonego przez niejakiego von Belowa, tak jak my tutaj-wskazał na siebie i Wiselów- lekka Piechota i zwiad. Co do nas to służyliśmy w armii Stirlandu siódmy regiment piechoty pod kapitanem Steinerem. A teraz to gonię jak mówiłem za bratem dołączyć do niego…ale nie wiem czy to jest dalej realne w mniejszej grupie, a co może szukacie nowych rekrutów? - odbił piłeczkę do pierwszego z uśmiechem, postanawiając na razie drugie trochę wypościć co do odpowiedzi na temat złota.
-
-
Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)Mistrzu nie chce się kłócić o to zamykanie i barykadowanie ale uczciwie mówiąc nie wiem jak miałbym jaśniej opisać to co Stefan i jego pomocnicy robili jak w opisie ze swojego fabularnego posta :
"-Robimy tak, bierzemy te belki którymi zamyka się bramy i wnosimy je do środka wieży, jak jacyś wrogowie dorwą się do bramy to przynajmniej nie zamkną jej na stałe przed regimentem. Po tym zamykamy jedne i drugie drzwi na parterze i barykadujemy. Z Bramy mogą wychodzić drzwiami na wyższych poziomach, tylko tak jak Wam mówiłem wcześniej, porządnie zastawiamy tak żeby barykadujące przedmioty ciągneły sie aż po przeciwległej ścianie.-Lepiej prosić o wybaczenie czegoś niż prosić o pozwolenie - pomyślał, biorąc się do pracy. "
To że ktoś został w tym czasie na zewnątrz Stefana absolutnie nie obchodzi, jak ktoś dobija się do drzwi z którejkolwiek ze stron powoduje tylko krótką informacje że drzwi są zamknięte i niech idą drabinami. droga jest taka sama. Jedynie bezpośredni rozkaz wydany osobiście przez sierżanta odciągnie go od barykadowania.
Co do czasu kiedy mam to zrobić to jest czas pomiędzy wejściem Jego i sierżanta z powrotem do wieży a wezwaniem go na blanki na rozmowę w pełni poświęca na to właśnie, po tym jak idzie na blanki na wezwanie sierżanta to Wieselowie barykadują dalej bez niego aż nie przyjdzie po nich po odprawie. (Albrecht i Stefan barykadują razem jedne z drzwi, Olaf przechodzi przed zamknięciem tych drzwi do drugiej wieży zamyka ją i barykaduje samemu, aż pewnie jego ojciec do niego dołączy żeby mu pomóc po tym jak uznał pierwsze drzwi za ogarnięte).Co do rozmowy z strażnikami/ żołnierzami to Stefan będzie chciał wyciągnąć z nich jeszcze trochę info o tym co się dzieje w mieście(zakładam że raczej całego w doku nie rozpiszemy więc daje tutaj highlity) i spróbuje się spytać co to za gościu wisi na tablicy ogłoszeń. Liczę na to że wspomnienie o skrzynce złota może ich zainteresować bardziej niż my sami i nasze pochodzenie i nie będą nas zbyt dokładnie wypytywać(Stefan starał się też wcześniej w prawie w niczym nie kłamać, po prostu nie podaje dokładnie że grupa w której podróżował to taki Mały regimencik wojska , że przez Speck to on tylko tranzytem przechodził itd.), może Ci się nawet skuszą pójść "pomóc" biednym ocalałym, w żadnym wypadku w celu "wyzwolenia mytnika spod brzemienia jego geldów.
BTW to chciałem się spytać na co trzeba by rzucać ewentualny test żeby rozpoznać jak strażnicy są do nas nastawieni, czy są z nami uczciwi itp. Bo w sumie w umiejętnościach to jest tylko Przekonywanie ale to mi średnio pasuje, może jakiś test INT?
No bo bez odczytania jakoś ich reakcji trudno decydować co mówić dalej:Stefan byłby otwarty na pójście dalej jeszcze w miasto ale nie wiem czy w wyznaczonym czasie da radę(jak dobrze pamiętam sierżant chciałby żebyśmy wrócili w ciągu jednego dzwonu).
A pytania:
-Czy jesteśmy wstanie stwierdzić czy nieszczęśnik na tablicy nie żyje?- Czy widzimy bez nachalnego gapienia się przez nich więcej szczegółów o osobach wewnątrz zajazdu? Najważniejsze dla mnie to to czy wyglądają na członków tego samego oddziału co Ci sprzed zajazdu?
Gdyby zrobili się agresywni i np. kazali nam oddać broń to będziemy chcieli ich uspokoić ale jak to nic nie da to będziemy się bronić, najlepiej starając się ich zaskoczyć, rozbroić i wziąć do niewoli zanim wezwą pomoc z zajazdu (wiem mało prawdopodobne).co dalej to za dużo gdybologii ale jeśli dojdzie do walki to Stefan raczej będzie chciał się wycofać pod bramę ale wcześniej myląc ewentualny pościg/chowając ewentualne ciała/zabierając jeńców, jeśli człowiek na tablicy żyje to jego też by zabrał.
- Czy widzimy bez nachalnego gapienia się przez nich więcej szczegółów o osobach wewnątrz zajazdu? Najważniejsze dla mnie to to czy wyglądają na członków tego samego oddziału co Ci sprzed zajazdu?
-
Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)Czołem!
Pokolei l i co do co do belek i wież to rozumiem jak to działa. Pytanie dla pewności było takie czy po dokonaniu jednej czynności (wniesienia belek do wieży) wykonaliśmy drugą czyli zamknięcie i zabarykadowane drzwi do obydwu wież na dolnym poziomie?Co do wozów to spychamy pierwszy, resztę zostawiamy tylko pobierznię je przeglądajac czy nie ma na nich np. kogoś albo czegoś niebezpiecznego, nic nie zabieramy.
-
Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)Czołem!
Dzięki za post! Takie pytania:- Rozumiem, że po za wniesieniem belek od bram do wież to udało nam się po blokować dolne wejścia do obydwu wież?
- czy znajdujemy jakieś ciała albo duże kałuże krwi? Czy pojawiają się jakkieś ślady mogące wskazywać na siły chaosu? Np. jakieś wyryte symbole [wiecie jakieś klasyki sił chaosu i zniszczenia w stylu ośmioramiennej gwiazdy(tudzież 8*), wolność! równość! braterstwo! Albo Śmierć!, Krew Dla boga Krwi! czy I can't breathe ] ;).
- mijaliśmy jakieś opuszczony wóz czy znaleźliśmy na nich coś interesującego?
Po za tym jak blisko jest on od bramy? Chodzi mi o to czy nie możestanowić osłony dla ewentualnych napastników podczas szturmu? Jeśli Stefan tak to oceni to spróbuje z Wisielcami zepchnąć go na bok - czy strażnicy przy zajeździe noszą jakąś widoczną barwę? Może tego zbuntowanego regimentu?
-
Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)Czołem. Post poszedł.
Przepraszam że tak krótko ale w tym tygodniu więcej mi się nie uda.EDIT: Udało mi się dodać jeszcze jedną scenkę.
W kwestii barykadowanie Stefan chce postawić sierżanta przed faktem dokonanym, co do picia to chce go przekonać do zadziałania w razie czego z pomocą jego i jego pomocnikówJak nasz elf odezwie się o włazie to tak jak wcześniej będzie chciał to sprawdzić przed rekonwsansem po za wieżą.
Na samym zwiadzie skieruje się w stronę zajazdu( ale zaczyna od najbliższego domu w tamtym kierunku) Tylko wypyta się Thiemo o jakieś imiona osób prywatnych widzących zajazd i inne info które pomogłoby mi się uwierzytelnić. -
Bastion 2521 - Przez wojenne ostępyJeager wmaszerował z powrotem pod miejską bramę Wendorf, niosąc na ramieniu zabraną z wozu linę:
-Muszę później pamiętać żeby wypytać się o właścicieli tego wózka- pomyślał przechodząc przez drzwi wejściowe prawej wieży i natykając się na swoich ludzi, w głębi budynku słyszał harmider myśliwych przetrząsających bramę.
-Albrecht co tu się dzieje?! - w pierwszej chwili Stefan zjeżył się na swoich dwóch kompanów, jednak szybko wziął głęboki oddech i rozglądać się co się dokładnie stało. Drzwi które kazał zabarykadować stały otwarte, ewentualni wrogowie mogli wlać się do środka w każdej chwili… .
- Dobra nie ma o czym dyskutować chodźcie ze mną! - Powiedział ruszając do głównych wrót.
-Mieliście dużo kłopot żeby te bramy, na powrót otworzyć prawda?-rzucił do swoich towarzyszy:
-I to jaki - powiedział młodszy Wiesel.
-Robimy tak, bierzemy te belki którymi zamyka się bramy i wnosimy je do środka wieży, jak jacyś wrogowie dorwą się do bramy to przynajmniej nie zamkną jej na stałe przed regimentem. Po tym zamykamy jedne i drugie drzwi na parterze i barykadujemy. Z Bramy mogą wychodzić drzwiami na wyższych poziomach, tylko tak jak Wam mówiłem wcześniej, porządnie zastawiamy tak żeby barykadujące przedmioty ciągneły sie aż po przeciwległej ścianie.-Lepiej prosić o wybaczenie czegoś niż prosić o pozwolenie - pomyślał, biorąc się do pracy.
Stefan skończył się wdrapywać się na blanki po tym jak został wezwany przez swojego imiennika do stawienia się przed nim, zrzucił z siebie niesioną z dołu linę.
Wysłuchał poleceń przełożonego które średnio przypadły mi do gustu. Zdawał sobie sprawę że muszą miasta przeszukać ale wolałbym nie dzielić się na aż tyle grup. Nie miał jednak zamiaru robić z tego powodu sceny, miał w końcu dość innych tematów do ewentualnego zdenerwowania sierżanta, podszedł do niego możliwie najbliżej aby pozostali go nie słyszeli:
-Panie sierżancie zabarykadowaliśmy z moimi ludźmi dolne wejścia, schowaliśmy do środka też belki do blokowania bram więc nawet jak ewentualny wróg wedrze się pod bramę to nie zablokuje bramy dla regimentu. Po za tym mamy jeszcze inną kwestię którą muszę z Panem poruszyć, nie chcę nikogo obrażać ale… dziewczyny i chłopaki w wieży walą tam na dole alkohol i jak ich trochę nie utęperujemy to w razie ataku na nas, będziemy w czarnej…, a ktokolwiek panuje teraz nad miastem zrobi wszystko żeby nas stąd wyrzucić jak tylko zorientuje się że tu jesteśmy. -
Bastion 2521 - Walka o Ostland (Warhammer 2-ed)Dziękuję za odpowiedzi Panowie!
Dobra to taki pytania/deklaracje:
-czy Tobias mówi nam o widzeniu tych latających stworów Mirasie?- czy w drzwiach są jakieś zamki i czy znaleźlismy do nich klucze?
- Cioldanie wydaje mi się, że antałek wina jaki znaleźli w wieży, beczki wina w piwnicy wież i kadź z wiśniówką to wszystko oddzielne źródła alkoholu, ale w sumie jest to rzecz do klaryfikację, Mistrzu?
- dla pewności się jeszcze spytam.
Jak rozumiem wieże są rozdzielone na dolnych poziomach przestrzenią bramy ale sąpołączone z sobą na wyższych poziomach, ergo zabarykadowane drzwi na niższych poziomach nie utrudnia poruszania się pomiędzy wieżami w zasadniczy sposób bo można przechodzić pomiędzy nimi na wyższych poziomach, tak?
Jak rozumiem Stefan ma chwilę czasu zanim dojdzie do rozmowy na blankach, żeby trochę podziałać w wieżach?
-test na przekonywanie jak rozumiem standardowo 3x d100? - Jak rozumiem Przekonywanie na zabarykadowane i Przekonywanie co do konieczności wprowadzenia trochę dyscypliny w kwestii picia to oddzielne testy?
Zakładając, że odpowiedzi na moje powyższe pytania są twierdząceto Stefan będzie chciał zająć się najpierw ponownym zamknięciem/zabarykadowaniem na szybko drzwi(jakąś najprostsza akcja w stylu zamknie drzwi i po tym podeprze je jakąś kłodą) na dolnych poziomach wież z Wieselami i jeśli ten pomoże z Thiemo. Klucze do drzwi, Stefan będzie chciał schować w jakimś dogodnym miejscu koło drzwi prowadzących na mury prawej wieży. Jak sierżant nie uzna jego argumentów no to zawsze Jeager może "zapomnieć" ich zdać sierżantowi zanim pójdzie na zwiad(to działania na pewno nie ugryzie go później w tyłek
).- Jak będzie mieć jeszcze czas(w sensie sierżant nie będzie go wzywał na rozmowę) to będzie chciał pomuszkować po wieży może wtedy trafi na te beczki z winem?
W sumie sam dołaczam się do putań Cioldana na temat umiejętności i zdolności bo sam przymieżalem się do wykupienia Stefanowi np. silnego ciosu w niedługim czasie.
Po za tym sam bym podesłał z chęcią link do swojej wersji karty do sprawdzenia czy wszystko jest prawilnie.A Stefan po powrocie do bramy ponownie bierze cały swój ekwipunek na siebie, zostawia przyniesioną linę.