Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
DhratlachD

Dhratlach

@Dhratlach
Informacje
Posty
109
Tematy
17
Udostępnień
0
Grupy
0
Obserwujący
0
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • Popiół i Śnieg
    DhratlachD Dhratlach

    Karczma, poranek

    Heinz dostrzegł gest karczmarki i nawet uśmiechnął się krótko i nieznacznie. Nie do niej, do siebie. Do siebie... ponieważ wiedział dobrze, że to nie miało sensu. Żadnego. Nie miał czasu, ani chęci, na bliższe znajomości. Nie ważne jak cudowne by nie były. Nie ważne, że właśnie to mogło go uratować od jego myśli i uczuć, które towarzyszyły mu dzień i noc.

    Zanurzył pysk w cierpkiej herbacie mentalnie dokładając kolejną cegiełkę do muru który stworzył wokoło swojego serca. Nie wiedział nawet czy bije w ten sposób. Czy jeszcze potrafi. Skryte zza murem żałości, rozpaczy i złych wyborów... nie słyszał go. Tak wysoki i gruby ten mur był. Czy jeszcze tam było? Jego... serce? Była w tym piękna, życiowa prawda... Wiedział, że nigdy nie zabije, ale też już nigdy nie rozsypie się w pył...

    Krucze sprawy i Albrecht

    Heinrich patrzał na kruki. Zimno, obojętnie, bez zainteresowania tym swoim pustym wzrokiem, w którego oczach przejawiał się lekkie iskry życia. Serce biło mu szybciej i to nie w dobrym tego słowa znaczeniu. Nie była to ekscytacja, bardziej instynkt każący sięgnąć po broń, choć nie czuł się zagrożony. przy najmniej nie teraz, jeszcze.

    Spojrzał na starca. Heinz był zmęczony i było to po nim widać. Znoszony. Jak stare buty, które widziały za dużo drogi, ale w swojej niewygodzie i wątpliwej użyteczności nad wyraz były wygodne by je zmienić, a wszystko dlatego, bo były łącznikiem-wspomnieniem dawnych czasów.

    - Musimy być ostrożni, Herr Albrecht. - powiedział ochryple tak jakby powtarzał te słowa w nieskończoność - Muszę zapytać, działy się jakieś niecodzienne rzeczy w ciągu ostatniego roku?

    Zaczynał mieć dość tej całej mieściny. Zdecydowanie już dawno wyczerpał swój limit socjalizacji i ogólnego gadania. Chciał usiąść. Chciał się napić. Chciał odpocząć i pójść spać snem, który jakby Morr dał zabrałby go... ale nie, Kruki pomarły... nie było komu zanieść jego duszę do Ogrodów...

    Było wiele rzeczy którymi Kraus szczerze i z całego serca gardził, a nawet i nienawidził. Jedną z nich były przesądy, ale nawet on nie był w stanie się uchronić przed niepokojem. Tam, w głębi. Masowa śmierć Strażników Ogrodów? Posłańców Pana Snów? To nie wróżyło, a i wróżbami też gardził, dobrze. Czuł to w kościach i nie było to dobre uczucie. Tym bardziej, że musiały pomrzeć lada chwila temu. nie było sił na tym świecie, by ich nie dostrzegł wcześniej...

    Seiler długo nie odpowiadał. Stał nad krukami z czapką naciągniętą nisko na uszy. Po jego minie można było wnosić, że żałował, iż wybrał się z Heinzem. Zdecydowanie wolałby raczej machać siekierką i pracować nad jego kurtą, od czasu do czasu pociągając z gąsiora z siwuchą.

    – Niecodzienne? – powtórzył cicho. – Po burzy, jaka przetoczyła się przez Imperium, wszystko jest niecodzienne, chłopcze. Ale jeśli pytasz, czy często znajdujemy stada martwych ptaków w polu, to nie. To coś nowego.
    Podsumował i przełknął ślinę. Rozejrzał się po sadzie, próbując obaczyć, czy nie czyha tam gdzieś, między drzewami, więcej dziwactw.

    – Może żerowały na czymś, co im zaszkodziło? – zaproponował przytomnie.

    Kraus uśmiechnął się w duchu. Jak nic, jego "głupie pytanie" podziałało zbawiennie na serce Seilera. Pamiętał o Burzy, choć w jego fachu, czy życiu, niewiele ona zmieniła. Zawsze była. Tak czy inaczej, byli tam i jak zwykle ryzykowali życiem, zdrowiem i przytomnością umysłu... Rzeczy które widział i przeżył. Może nie wierzył w przesądy i większość wierzeń miał gdzieś, to jednak... magia istniała. Istniała i była przesiąknięta złem do szpiku kości. Tak. Klątwy istniały...

    - Może. - powiedział i spojrzał na martwe ptaczyska okiem człowieka o wielu rzeczach nie mówił. Dlatego bo wiedział. Niewielkie coś, ale jednak i ta wiedza nie była zdrowa. Była niebezpieczna. Sprowadzała na człowieka problemy. O wieleurzeczach nie mówiło się głośno, o wielu więcej? Lepiej było być ich całkowicie nieświadomym...

    Tu nie widział nic naturalnego. Widział klątwę. Widział czarostwo. Widział plugawy palec jakiegoś Niszczycielskiego, plugawego czy zapomnianego Bóstwa. Widział coś co przybyło z nimi, albo ujawniło się po ich przybyciu. Nie ważne co było prawdą... Prawdę którą znał nie napawała optymizmem. Z doświadczenia jednak wiedział jedno i jednego był pewien. Jak już zło się zaczęło ujawniać... to było jak dziki piec co obnaża kły zaraz przed atakiem...

    - Być może...

    Seiler spojrzał na Heinricha spod krzaczastych brwi. Wiedział, że chłopak nie wykrztusił wszystkiego, co mu chodziło po głowie, ale nie miał zamiaru nic z niego wyciągać. Był stary i nie strzępił języka po próżnicy. Martwe ptaki to kłopoty, a od kłopotów najlepiej trzymać się z daleka.

    – No dobrze – mruknął. – Co by nie było, lepiej nie stać nad tym ptaszyskami jak dwa głupie capy. Nic tu po nas.

    Cofnął się o krok od najbliższego kruka, a później zrobił parę kroków w stronę wioski starannie omijając truchła ptaków.

    – Do karczmy. Niech Łowca sam sobie na to obaczy to znalezisko, skoro taki z niego tępiciel złego. Ja swoje lata przeżyłem i nie mam zamiaru dokładać sobie do listy kłopotów ptasiej zarazy.

    Poprawił kożuch, splunął w bok i ruszył szybciej niż wcześniej, choć dalej. Chęć oddalenia się od ptaków dodała chyżości starym gnatom.

    Nie minęła chwila, a ramię w ramię ze Starcem kroczył Tłumacz, który miał przegniłe przeczucie. Cokolwiek tu się działo... nie było dobrze.

    Rozgrywka

  • Gry PC i Inne - Przeceny, darmoszki
    DhratlachD Dhratlach

    do 14.06 - Gravity Circuit - Steam

    Hydepark

  • Popiół i Śnieg
    DhratlachD Dhratlach

    Rozmowa z Albrechtem Seiler

    Heinrich nie zwlekał długo. Skoro poranek dawał jeszcze trochę swobody, zanim Sneider zacznie przewracać wieś do góry nogami, ruszył ku dolnemu sadowi, tam gdzie karczmarz wskazał chatę Albrechta Seilera. Śnieg skrzypiał mu pod butami. Nie minęła chwila, a mijał czarne, powykręcane jabłonie, które rosły w równych rzędach. Chata Seilera stała trochę na uboczu. Niska, ciemna, z dachem przywalonym śniegiem i ścianami, przy których wisiały stare skóry, pasy, uprzęże oraz sztywne od mrozu kawałki wyprawionej skóry. Zapach garbnika, dymu i starego tłuszczu czuć było jeszcze przed progiem. Obok drewutni stary mężczyzna rąbał drwa krótkimi, oszczędnymi ruchami. Nie był może bardzo wysoki, ale szeroki w barkach.

    Miał siwą, rzadką brodę, nos czerwony od zimna, twarz pooraną zmarszczkami i małe, jasne oczy, którymi łypał podejrzliwe. Kiedy dostrzegł Heinricha, przerwał robotę w pół ruchu. Nie odłożył siekiery. Oparł tylko trzonek o pień. Spojrzał na przybysza spode łba, szybko oceniając jego twarz, ubranie i pakunki. Jeśli wyrobił sobie zdanie, jego twarz tego nie oddała.

    – Kogo licho niesie od rana? – warknął chrapliwie. – I czego chce? Nie znam Cię i nie szukam zwady, ale jeśli jest zbój z ciebie jakiś chłopcze, to źle żeś zaszedł. Nie jestem bezbronnym starcem.

    Potem splunął w śnieg, jakby samo pojawienie się obcego psuło mu smak dnia. Stał przy pniu, z siekierą pod ręką, stary, żylasty i zły na świat.

    - Heinz. Na handel witam. Karczmarz mówi, że Kurtę Skórzaną macie i dobrzy w fachu jesteście?

    Zapytał niepewnie pokazując gest otwartych dłoni i zatrzymują się na piętnaście kroków od starca. Co z tego, że już teraz ubolewał nad swoją decyzją i żałował, że nie skorzystał z pośrednictwa gospodarza?

    Starzec zmrużył oczy i przez chwilę bacznie przyglądał się Heinrichowi. Obaczył go sobie od butów po czuprynę, zatrzymując wzrok na twarzy i ubraniu. Próbował sobie handlową żyłką omiarkować, jak zacząć proponowany handel. Później westchnął i wbił siekierkę w pieniek. Bojowy duch nie opuścił go całkiem, ale przynajmniej przestał stać tak, jakby zamierzał zaraz rąbnąć go w głowę.

    – Kappel cię przysłał? – mruknął. – Dziwne. Wydało mi się, że ten stary dusigrosz mnie nie lubi.

    Splunął w śnieg, otarł nos wierzchem dłoni i podszedł o dwa kroki bliżej, ale nadal trzymał dystans. Pachniał dymem, starą skórą i kwaśnym potem.

    – Kurtę mogę mieć i jakąś mogę też wykonać, jeśli masz z czego. Od biedy mogę też uratować jakąś, co już dogorywa. Zależy, czego chcecie.

    Popatrzył na Heinza ostrzej.

    – Macie złoto, chłopcze? Bo dobra kurta kosztuje. Skóra to jedno, robota to drugie. Jeśliś przyszedł jako gołodupiec, to możesz wracać do karczmy, zanim mi siekierka wystygnie.

    Heinz podrapał się po brodzie.

    - Złotem nikt nigdy się nie najadł. - powiedział w końcu powoli nabierając odwagi, ale nadal pełen niepewności - Mam trzy wilcze skóry zdobyte w samoobronie. To aż dość, by z nich kurtę, a nawet i czepiec zrobić. Mięso dorzucę. Flaszkę gorzały...

    Przegryzł wargę czując jak kiepski to był układ, bo grosza... grosza zbytnio nie miał... jeszcze.

    - Zróbmy tak. Ja wyłożę co mam, a waćpan rzuci okiem i powie co da radę zrobić? Na moje oko to i rękawiczki skórzane się tu znajdą za to.

    Mówił z lekką nadzieją w sercu. Ściągając plecak i odwiązując rzemień który mocował skóry kładąc je na ziemi. Obok gorzałka, sprzączka od juków, wędzidło, strzemiona, mięsiwo... Topór położył dalej z boku.

    - Broń zostawię tu w dobrej wierze, że w pokojowych zamiarach jestem, ale po nią wrócę i nie jest na handel. Mi nie zależy na atrakcyjnej kurtce. Na praktycznej, na funkcjonalnej, na wytrzymałej... Tak, ale zdecydowanie nie interesuje mnie taka co na nową wygląda i "wyszła spod igły".

    Mówił, a im dłużej mówił, tym bardziej głos zdradzał, że był młodszy niż wyglądał na rzut oka. Zmęczony, smutny głos człowieka co swoje przeżył, ale jednak trwał. Głos o oczach które widziały śmierć i ta śmierć została z nim na zawsze.

    - Odejdę na parę kroków i wycenisz co z tego pokryje kurtkę, bo potrzebuję jeszcze rękawiczek. Możemy tak zrobić?

    Mężczyzna milczał chwilę. Nie wyglądał na człowieka, którego łatwo ugadać, ale kiedy Heinz odłożył topór na bok, coś w jego twarzy odrobinę zelżało. Nie ufał mu dalej, rzecz jasna, ale chyba już dawno nikt się z nim nie handryczył.

    – Złotem nikt się nie najadł? – powtórzył cierpko. – No nie wiem, chłopcze. Młode z ciebie chuchro i życia nie znasz. Jak na moje, za parę złociszy można sobie kupić naprawdę dużo soli, mięcha i siwuchy.

    Skwitował, ale rzucił okiem na te jego skóry. Przykucnął przy nich ciężko, z cichym stęknięciem w kolanach. Nie zachwycił się. To widać było od razu. Palcami sprawdzał włos, brzegi cięć, dziury, miejsca po szarpnięciach i to, jak zdjęto skórę z wilków. Potem obejrzał sobie mięso z wyraźnym brakiem przekonania.

    – Na dobrą kurtę od zera tego za mało – mruknął w końcu. – Chyba że chcecie mieć kurtę dla dziecka albo kocyk do budy dla chudego psa. Ale starą mogę przerobić. Mam jedną. Brzydka, ciężka, po człowieku, który już nie będzie po nią wracał. Da się ją podszyć, wzmocnić, zrobić kołnierz, łaty na barkach, może rękawice. Czepiec też, jeśli skóry nie pożałujemy.

    Podniósł wzrok na Heinza.

    – Gorzałkę wezmę. Sprzączki i żelastwo też. Skóry, ma się rozumieć, również. Przyjdź jutro z kolejną flaszencją, serem, bochnem i garścią srebra – zawyrokował i splunął szarą flegmą w śnieg. – To taka cena z litości, synek. Ale jak ci to ma skórę ocalić, to niech będzie. Nie będę udawał, że mam coś lepszego do roboty.

    Powiedział to, po czym raz jeszcze splunął sobie w dłoń i wyciągnął ją w stronę Heinricha, by dobić targu.

    Heinrich pomasował się po karku. Źle mu było. Źle z własnego i źle z Albrechta powodu. Prawda, był młody. Dużo za młody wieść życie które wiódł, ale? Takie było życie i z dwojga złego... Sam je wybrał.

    Wysłuchał starca do końca. Nie miał problemu żadnego z estetyką wykonania. Jednak słowo "ciężka" było ciężkim chlebem do przełknięcia. Nie mniej, czy potrzebował na teraz lepszej? Jak definiować ciężka? Ciężka bo rzemieślnik myślał, że był fizycznie słaby? Czy może ciężka, bo partacko wykonana? Jakby nie patrzeć, chciał temu człowiekowi dać odrobinę 'miodu' na obolałą duszę. Życie nikogo nie oszczędzało...

    No, a skóry, gdyby miał się ich trzymać, to i tak poszłyby na straty najpewniej. Nie miał sposobności i czasu wysuszyć ich na dalszą drogę... Może i była zima, i dotrwałyby do miasta, ale... za cholerę nie wiedział jak daleko to było, a kurta? Kurta mogła być ciężka, ale to był półśrodek na teraz... Przynajmniej, aż zawita do Hargig... czy gdziekolwiek do większej cywilizacji, ale nadal, docelowo Hargig...

    Spojrzał na starca, splunął na dłoń i uścisną prawicę człowieka co też miał swoje demony, które się go trzymały i nie odpuszczały u drzwi...

    - Zdaję się na waszą fachurę. - powiedział - Teraz ogólny posłuch. Herr Sneider, przedstawiciel Korony "zaprasza". Równie dobrze można się napić czekając.

    Nieznaczny uśmiech zawitał na jego twarzy widząc w starcu kogoś kim po części sam mógł być. Jakąś bratnią duszę skrzywdzoną przez świat. Przeszłość rzucała naprawdę długie cienie...

    - Ja stawiam, Herr Albrecht.

    Rozgrywka

  • Podręczniki RPG i beletrystyka - promocje, okazje, darmoszki
    DhratlachD Dhratlach

    Może nie darmo, ale nadal uczciwa cena za garść 29 poderków do wysoce cenionych systemów, a zliczyć ich można dobre półtuzina!

    Polecam gromnie ten HumbleBundle'lek! Tym bardziej, że sam się już w niego zaopatrzyłem! Zdecydowanie i bez zbędnych słów... "Będzie grane!"

    Hydepark

  • Popiół i Śnieg
    DhratlachD Dhratlach

    Pierwsza warta.

    Bo jak by inaczej? Heinz specjalnie ją wybrał, bo wiedział, że jeżeli cokolwiek miało się wydarzyć… wydarzy się właśnie na niej. Nie mylił się. Niziołek jak zszedł na dół tak nie wrócił przez długi czas. Co prawda przysłuchiwał się rozmowie na dole i jak już słowa ucichły liczył, że przyjdzie jak dobry człowiek pójść spać, ale nie! Niziołek to nie człowiek. Tak samo jak pies to nie wilk. Nie bez powodu w Imperium uważano inne rasy, a niziołków w szczególności, za niższy byt… dosłownie i w przenośni…

    Po czasie? Nawet zszedł na dół, ale już go tam nie było. Tak samo jak gospodarza zresztą. Wybył w ciemności nocy i prawdę mówiąc nie podobało mu się to. Przypomniał sobie jak się Tomasimo przedstawiał… Kapral czy coś. Heinz nie był biegły w wojsko, ale nadal to powinno być poniżej sierżanta. Powinno, choć jak jeden się nosił. Coś było poważnie nie tak w historii. Jakim cudem wypuścili go z wojska z pełnym rynsztunkiem? Te kapelusz był też co najmniej podejrzany… coś było nie tak… a że Heinz pochodził z Nordlandu tak nie przepadał za wymuskanymi fircykami…

    Nie mówiąc o tym z jaką swobodą nieobecny epatował mówiąc o ofiarach dla Niszczycielskich potęg… oraz powątpiewaniem w to, czy wszystkie dusze trafiają do Ogrodów Morra! Było to… niepokojące i nawet Kraus zastanawiał się, czy nie powinien poinformować o fakcie Łowcę… Póki co jednak, zastanawiał się. Znał ich za dobrze. Łowców Czarownic, znaczy się. Na tyle na ile jego zdecydowanie zbyt długo trwające życie pozwalało ich zrozumieć. Nie miał zamiaru spłonąć za fałszywe obrażenia…

    „Przynajmniej byłoby Ci ciepło, nie?”

    Myśl wywołała u niego krzywy uśmiech. Prawie grymas zadowolenia, który jak się pojawił tak zniknął kiedy pojawiły się przed jego oczami wspomnienia, a uczucia dawnych dni raz jeszcze odżyły w jego sercu ciągnąc go na dno. Na same dno pustki, smutku i beznadziei które zdawały się towarzyszyć mu od zawsze. Nie pamiętał innych dni. Nie miał, jako tako, wspomnień. Jedynie urywki. Okres całkowitej pustki i to co teraz. Za wyjątkiem tego jednego dnia. Go pamiętał w szczególe. Jednak, na przekór wszystkiemu i wszystkim żył. Na przekór światu, na przekór ludziom, rasom, bogom i bezgranicznej pustki która wołała go aby...

    Tomasimo nie pojawiał się już dłuższy czas. Prychnął. Ni to w irytacji, ni w rozbawieniu. Wspomniał właśnie słowa Pietera. Takiemu to dobrze. Nie umknęło mu, że dogadywał się z niziołkiem. Jak nic, znali się. Najpewniej jadł z ręki kurdupla i nigdy głodu nie zaznał. Czy trudu. Mości pan niziołek i jego ludzki parobek… że też świat stanął na głowie… Oczywiście, nie umknęło Heinrichowi bycie nazwanym „psojadem”, oraz gest przeciw złemu. Zignorował to wtedy i miał w poważaniu teraz. Nawet mało uwagi temu poświęcał. Pies to nie wilk. Tak jak niziołek to nie człowiek, a jeśli Jeździec miał inne zdanie to miał bardzo… skrajnie łagodne spojrzenie na naturę rzeczy. Liczyło się tylko przetrwanie, a w przetrwaniu nie było miejsca na sentymenty!

    Chciał się napić. Raz jeszcze poczuć krążący w żyłach alkohol. To cudowne otępienie. Ten łagodny szum niczym morskie fale kojące myśli i uczucia, zabierające je w głębiny i pozostawiające ciszę i spokój… Chciał, ale nie mógł. Miał wartę. Z wartami było o tyle zabawnie, przynajmniej z jego doświadczenia, że nic nigdy się nie działo… do czasu, aż przestałeś być czujnym. Taka ironia losu. Będziesz się nudził na śmierć, ale jeśli tylko się rozproszysz to… no właśnie. Nie było co się dekoncentrować. Zresztą, mała cena za, w miarę, spokojny sen…


    Poranek

    Heinz miał… przegniłe przeczucie. Nie wiedział, co Łowca kombinuje, ale… był nader szybki do wydawania osądu. Coś musiało się wydarzyć, ale co było dla niego niepojętym. Coś musiało się stać w mrocznych czeluściach nocy. Czeluściach, które Heinrich wolałby przepić… To było złe. Na wskroś złe i zastanawiał się czy byli po dobrej stronie. Co gorsze?

    - Ten Dąb to miejsce graniczne dawnych wierzeń Ulrykańskich i Taalickich. – powiedział podnosząc zrezygnowany wzrok znad kufla – Miejsce próśb i błagań ku Bogom. Niejedno takie w tych stronach się znajdzie.

    Wziął większy łyk cydru pozwalając chwili ciszy zapaść, a mu gardło ukoić. Co jak co, ale nadal miał nadzieję uratować ludzi od stosu. Tak szybkie sądy nigdy nie kończyły się dobrze.

    - Zioła przy odrzwiach i okiennicach, na płotach, to nic nadzwyczajnego. – powiedział patrząc w kufel - Zwykłe nawiązki. Czy to użytkowe, czy przeciw robactwu, ale też przeciw ogólnemu złu. Trochę ich jest i więcej niż normalnie, więc z czymś mogą się mierzyć, ale to nadal nic nadzwyczajnego ponad to co widziałem. Zobaczę co jeszcze da radę ustalić.

    Wrócił do jedzenia. Milczał. Nie miał ochoty na pogaduszki. Mieli godzinę? Nie było to optymistyczne. Brzmiało tak jakby Sneider już podjął decyzję. Co do jasnej cholery wydarzyło się tej nocy? Jakie mroczne moce maczały swoje brudne palce w całej tej sprawie? Nie wiedział i nie wiedział, czy chce wiedzieć…

    Jadł powoli, nieśpiesznie. Żując niechętnie każdy kęs. Jakoś tak, czuł się… podle. Nie miał jednak luksusu czasu, czy jakiegokolwiek innego. Przyszło tylko dowiedzieć się u Albrechta Sailer w sprawie kurty. Co do tego miał bardziej niż silne przeczucie, że się przyda. Nie lubił takich przeczuć. Zwiastowały problemy, zło, kłopoty i te zawirowania losu, które rzadko przynosiły dobre wieści, czy ukojenie… Nie mniej, godzina to było dość. Mógł spokojnie upewnić się co do ziół które widział. Jeśli rzeczywiście były tu gusła… Nie, wolał o tym nie myśleć…

    Rozgrywka

  • Popiół i Śnieg
    DhratlachD Dhratlach

    Wciągnąć może nie... Ale o wepchnięciu jakoś cicho... 😉

    Komentarze

  • Niekochane klucze poszukują domu
    DhratlachD Dhratlach

    Kolejny klucz czeka na szczęśliwą adopcję!~Tym razem...

    • Endless Legend (Steam)
      - całkiem przyjemna strategia 4X. Ma swoje lata, ale nadal dzielnie się trzyma!
    Hydepark

  • Popiół i Śnieg
    DhratlachD Dhratlach

    Ranek przyszedł nieubłaganie. Heinz oceniał chłodnym okiem posiłek przy posiłku starając się ocenić zasadność swojej nocnej decyzji. Prawda była okrutne... wiedział, że więcej by zyskał odpuszczając sobie mięso i skupiając się tylko na skórach. Te wilki... pod każdym względem były mizerne w pożywienie. Nie zdziwiłby się, gdyby były tak wygłodzone i zdesperowane, że nawet huku broni palnej się nie przestraszyły i mimo wszystko atakowały. Ostatni zryw przed śmiercią z głodu. No może poza tym ostatnim co chciał zwiać. Nie miał wątpliwości, musiał być nad wyraz kumaty, ale co zrobić? Dorżnęli watahę...

    Siedział przy ognisku ogrzewając swoje kości pieczonym sercem wilka i ciepłą wodą z pucharu. Nie żałował. Może i stracił cenny zarobek, ale jednak, co mięso, to mięso... a mięso było ważne i cenne. Czuł jak odwaga i żelazna wilcza wola wypełnia jego duszę z każdym, nad wyraz smacznym, kęsem kiedy spożywał swój posiłek. Nawet się uśmiechał w zadowoleniu. Nieznacznie, ale jednak. Próbował nakłonić innych do posiłku na mięsie podając im pieczyste, ale... nie byli widocznie przekonani. Ryzyko spaczenia? Może, ale w życiu jadł gorsze rzeczy. O wiele gorsze musiał przyznać przed sobą, ale takie było życie na drodze. Wątroby wilcze były zdrowe na jego oko i to mu wystarczało by zdecydować się zjeść co pozyskał nie tak dawno temu.


    Droga do sławiennej wsi mijała mu nad wyraz szybko, choć zmęczenie wkradało się w kości. Jedyne czego pragnął to zawinąć się w koc i... nie myśleć o wydarzeniach nocy. Na wszystko, zawsze, był odpowiedni czas, moment. na szlaku? Nie mógł sobie pozwolić na luksus wędrujących, skotłowanych myśli.

    Sneider testował ich czujność jakby jeszcze spali. Nie mówił nic. Mieli ustną umowę i zamierzał się z niej wywiązać. Honor złodzieja, czy coś w ten deseń. Jakby to miało jakiekolwiek znaczenie. Czy miało? Nie wiedział i nie chciał wiedzieć. Czasami najlepiej było nie wiedzieć. Liczyła się suma zysków i strat. Nic więcej. Nic mniej, a największe szanse na zarobek były trzymając się Łowcy Czarownic. Czym było parę dni, może tydzień, pod jego komendą, kiedy mógł dołożyć kolejną cegiełkę do swojego planu na przyszłość? Tak, miał plany, odległe, nawet bardzo, ale nie narzekał. Rok za rokiem był bliżej i bliżej. Pewnego dnia... pewnego dnia...


    Widok sadu i cydrowni nie napawał optymizmem, ale był dobrym wyznacznikiem tego, że byli blisko. Bardzo blisko celu ich podróży. Co prawda Heinrich miał wątpliwości... co zmusiło ludność do porzucenia sadów i jak widać całkiem prężnie działającej placówki obróbki jabłek na cele relaksacyjne? To mu nie pasowało. Czuł pismo nosem, że ta osada była przegnita do cna, albo żyła w strachu przed czymś. Jedno i drugie było złem. Może nie było to zło do jakiego nawykł, al...

    - Drwale i cydr – mruknął Sneider – Wesoli, kurwa, sadownicy.

    - Można powiedzieć, że lubią się się zdrowo narąbać... - mruknął do siebie półgębkiem rudzielec, ale nie wchodził w dalszą dysputę.


    Wieś nie była nadzwyczajna. Była... przeciętna pod każdym względem. Jedyne na co zwrócił bacznie uwagę to to, że ludzie wieszali zioła. Nie tylko na płocie, ale i przy drzwiach i oknach też. Oznaczało to najpewniej to, że chcieli się chronić przed złem i choć nie było to nic nadzwyczajnego... to obiecał sobie sprawdzić te ziołowe wiązanki z samego rana w świetle dnia. Miał kompetencje do tego jako zielarz. W końcu wokoło ziół było wiele przesądów, które nie raz, nie dwa i zdecydowanie za często... były słuszne.

    Martwy dąb był świadectwem tego jak ludzie radzili sobie ze strachem. Może Kraus nie był jakimś uczonym... za co był wdzięczny kołu losu, bo pomimo szacunku do pisma... to jednak wolał być... normalny. Cokolwiek by to nie znaczyło. W jego oczach/ Ci wymuskani uczeni i ich żaki były w większości zniewieściałe i słabe. Ślepo przekonane o swojej wielkości, choć tak naprawdę gówno wiedzieli o życiu. Fascynujące co kilka przeczytanych książek, klepanie po plecach od im podobnych i inne bzdety mogły zrobić z człowiekiem...

    Tak czy inaczej dąb opowiadał historię. W jego oczach? Historię strachu i dumnej przekory wobec zagrożenia. Nie miał pewności co do wstążek. Mogły być świadectwem żałoby po tych co odeszli, albo nadzieją, że bogowie zauważą. Wilcze amulety jednak mówiły jasno o osadzie. Jej strachu, albo oddaniu Ulrykowi. prędzej to pierwsze, bo patrząc po ilości... cóż, to już zakrawało na małą z nimi wojenkę, a Wilczy Pan raczej nie byłby zadowolony z ich, miejscowych, pogromów jego świętych zwierząt.

    – Nie idźcie nocą do kaplicy – powiedział młodzik który może nawet nie miał dziesięciu lat. Może... bo było ciemno. Usadowiony między strategicznym miejscem jakim była studnia, a martwe drzewo... było co najmniej ciekawym wydarzeniem. Tym ciekawszym, że najwidoczniej jego matka zdecydowała się wszystkiemu zaprzeczać. Heinz nie był znawcą ludzi, ale to było co najmniej podejrzane. Dorośli ukrywali prawdę. Co do tego był... pewien.

    Nic nie powiedział tylko udał się do karczmy. Tam, będąc świadkiem rozmowy Sneidera z gospodarzem chłoną każde słowo i każdą mimikę. Każdy ton. Jego grupa się rozsypała i wiedział dobrze, że mógł liczyć tylko na siebie, a to oznaczało, że musiał uczyć się szybko jeśli chciał się utrzymać na wodzie. Nie było "Kafki" który by świecił za wszystkich oczami i dobijał targów, zdobywał tropy i zlecenia. Prawda, towarzyszył mu jako ochrona, ale... nie zwracał szczególnej uwagi na "sztukę w ludzi".

    Nie mniej, musiał przyznać, że żonka była niczego sobie. Piękno było piękne... ponieważ przemijało. Jak wszystko. Jak natura. Nie były mu obce małżeństwa aranżowane i inne swatania. Sam jednak nie miał na nie czasu, ani nawet chęci. Ponura rzeczywistość i tryb życia na drodze jawnie utrudniały osiadły tryb życia, który... nie był dla zielonookiego. Nie miał czasu na przyjemne rozproszenia. Tym bardziej... no właśnie... był zajęty i nie było w jego sercu miejsca na kogoś nowego. Był wierny...


    Posiłek był przyjemnością. Choć Łowca stawiał to nie miał zamiaru nadwyrężać gościnności. Nie mniej, zastanawiał się w duchu... nad naturą tego miejsca. Nie wydawało się być zagrożeniem... przynajmniej nie teraz...

    - Wezmę pierwszą wartę. - oznajmił towarzyszom.

    Wiedząc, że ma do rozmówienia się karczmarzem nie napawało go to nadzieją. Jak byłoby łatwiej mieć "Kafkę" u boku! Niby mógłby zlecić rozmowy komuś innemu by działał w jego imieniu, ale komu? Niziołek był nad wyraz rozgadany i zdecydowanie zbyt pewny siebie... poza tym... coś mu tu śmierdziało i nie były to jego stopy... raczej. Coś było w powietrzu. Jak butwiejące drzewo.

    Rozgrywka

  • Popiół i Śnieg
    DhratlachD Dhratlach

    Sigmar chronił przed spaczeniem, ale to Ranald chronił przed krzywdą. Było jedyną myślą Heinricha podczas całej bitwy, a kiedy padł ostatni wilk schował dagę i norsmeński topór. Musiał przyznać, może i ten cały topór nie był jakimś wielkim osiągnięciem piękna, ale by, aż nadto, praktyczny. Nadawał się do ścinania i oporządzania drzew, rozłupywania drzwi, czy czaszek. Gdyby miał jakieś większe doświadczenie w materii to i dom, czy łódź można było zbudować jak to ludy północy miały w zwyczaju. Przyznać musiał, ale nie wyrażał tej myśli na głos, mieli łeb i to doceniał. Choć częściej niż rzadziej chcieli ich, południowców, krwi, bogactw i kobiet... ale to był szczegół jak ich wiele.

    Obszedł truchła, trącał butem i po zniesieniu ostatniego bliżej ognia rzekł do Łowcy Czarownic.

    - Herr Sneider, pozwolenie na ściągnięcie skór i pozyskanie mięsa." - bardziej stwierdził, czy wyraził potrzebę niemalże po żołniersku
    - Te zwykłe możesz sobie oprawić, jeśli masz ochotę babrać się we flakach po nocy biedny głupcze – odpowiedział. – Choć ja bym nie ufał niczemu, co przyszło tu razem z tamtym ścierwem.

    Nie odpowiedział, bo nie miał co. Swoje w życiu widział, a krew i flaki nie były niczym nadzwyczajnym. Trochę się upierdoli, dłonie znaczy się, prawda, ale co z tego? To tylko krew. Czy Sneider myślał, że był jakimś śmierdzącym mieszczuchem? Dał ostrożne błogosławieństwo, ale jednak, i to się liczyło.

    Spojrzał pustym wzrokiem na truchła oceniając szybko wartość skór, oraz zasobność odżywczych substancji. Ich wagę i przybliżoną zdatność do spożycia. Po czym wytypował trzy wilki które były... "jego".

    Spojrzał na Tomasimo. Temu zysk ze skór był całkowicie nie potrzebny. Patrząc po tym jak się nosił, charakterem, opancerzeniem, ubiorem, jasno krzyczało, że ma forsy jak lodu w środku zimy. Skoro deklarował się brać watahę...

    - Oprawię parę sztuk, potem idę spać. Mięso z nich możecie wziąć, nie krępujcie się.

    Powiódł wzrokiem po wszystkich. Bronie ręczne, dystansowe, jakieś zbroje... a on, gołodupiec. Jednak właśnie bycie tym gołodupcem nie raz nie dwa uratowało mu skórę, w końcu... w jego fachu nie obnosiło się bogactwem. Jakimkolwiek. Niepotrzebna uwaga to w najlepszym wypadku guz na łbie i braki w sakiewce i sprzęcie. W najgorszym? Cóż, jeśli śpieszno komuś do Morra...

    Choć tęsknił za swoją kurtą skórzaną, którą musiał przehandlować. Marna strata, ale nadal bolesna. Nie mniej, skóra skórą, była bezpiecznym i nie krzyczącym za dużo elementem ochrony. Ćwieki były problematyczne... ale jeszcze uchodziły. Wiedział, aż nadto boleśnie jak bardzo Kurt by się przydał w tej chwili... Choć Kraus nie raz mu pomagał... to jednak właśnie "Kurdupel" Kurt był specem od wszelkiej zwierzyny. On jako jedyny znał się jak fachura na wszystkim co tyczyło dziczy i chyba jako jedyny potrafił rozpoznać czy zwierz był dotknięty palcem Chaosu czy nie...

    Miał kilka sztuk do oprawienia... tym bardziej, że walka go obudziła. W ciemnych zaułkach duszy Heinz ubolewał nad brakami w specjalistycznym sprzęcie, ale co zrobić. Miał wybór między dagą, a szerokim nożem... daga zdecydowanie miała zbyt długie ostrze. Padło na nóż... i już się zabierał za ściąganie skór.

    Mróz powoli wkradał się w kości, kiedy niestrudzenie pracował. Technika była prosta... w teorii, bo praktyka była co najmniej złośliwa. O ile ściągnął prawilnie dwie skóry i czyszczenie ich przebiegło bez zgrzytów... na tyle, że wiedział, że nadawały się na handel w mieście... w mieście! Tak ta trzecia...

    Palce miał zmarznięte, zmęczenie wkradało się w kości, mięśnie i myśl... Nie raz nie dwa nóż mu się ślizgnął przy ściąganiu. Później zdecydowanie za późno zorientował się, że czyścił skórę pod złym kątem ostrza co sprawiło, że zostały chropowate ślady... Trzecia skóra była z braku lepszego słowa tragedią. Może, ale to może, uda mu się na coś wymienić w jakiejś wsi czy gospodarstwie, bo sztuka jak sztuka... Jedyne co mu przychodziło do głowy to związać rozcięcia gęsto dratwą i obszyć płótnem by zrobić ciepły koc, ale...

    Siedział nad pucharem wrzątku, który już zdążył się ochłodzić podziwiając swoje dzieło spod zmęczonych powiek. Ostatni krok był za nim. Czytać, trzeci punkt. Jeden, ściągnąć skóry. Dwa, oczyścić z resztek tkanek. Trzy? Obmyć ciepłym roztworem szarego mydła pozbawiając wszelkich śladów krwi, innego tałatajstwa, oraz wstępnie "przygotować" skórę pod dalszą konserwację...

    Uśmiechnął się sam do siebie na wspomnienia dawnych dni które nigdy nie miały wrócić. No bo jak? Nie zawrócisz rzeki kijem... Na wyłożonej śniegiem rozłożonej derce w głębi jamy leżały produkty uboczne. Mięso, w sporej ilości. Wilczyzna nie była zła. Może trochę... żylasta, ale mięso było mięsem. Czy potrzebowali mięsa? Tak, zawsze, a skoro myślał o mięsie...

    - Myślisz, że mięso dobre? - zapytał po dłuższej chwili niziołka, który niedawno temu objął wachtę.

    - Tych wilków? Verena jedna wie, ale ja bym tego kijem nie tknął. - Widziałeś przywódcę stada? Gnił za życia, plugawa zielonkawa ślina ciekła mu z pyska... - urwał nagle, wspomnienie woni basiora odebrało mu na chwilę radość z przeżuwanego suchego mięsa.
    - To co go trawiło, może trawić i resztę. Jak z chorobami, wieloma możesz zarazić się na długo zanim wystąpią objawy. - dodał by zabrzmieć mądrzej i przekonać Heinricha do zmiany swoich planów, jakie by nie miał, wobec tych skór i mięsa.

    - ...psina to taki wilk, ale nasz wilk. - powiedział w namyśle patrząc, gdzieś w dal, w mrok - Ta Twoja kumata? Wyczuła by zarazę?

    - Nie wiem i nie zamierzam sprawdzać, Verena sprzyja rozważnym - Ton Tomasimo wyraźnie zmienił się na poważniejszy, pomysł robienia z Tyciego testera chorego, a może i przeklętego mięsa, wyraźnie go obruszył - To może być ten typ zarazy od którego specem jest nasz zleceniodawca, może jemu zaproponuj kęs i zobacz jak zareaguje - skwitował

    - Już dał swoją opinię. - rudzielec uśmiechnął się ponuro - Dla mnie to jak z toksyną... nic się nie dzieje, aż przyjmiesz za dużo.
    Człowiek wzruszył ramionami jakby od niechcenia.
    - Jest zima. Jedzenia ni ma.

    - Nie bądź głupcem Heinrich - przestrzegł rozmówcę - konia w lesie wilki nie tknęły a śladów choroby czy mutacji nie miał, alfa wygląda jak żywy trup, chory na jakieś plugastwo albo i zmieniony tfu - splunął - czarną magią, w lesie jakieś amulety. Życie Ci chyba niemiłe. - Jutro będziemy już w wiosce, na co Ci te skóry i mięso? - zapytał retorycznie, dla Tomasimo chciwość to też forma choroby - Jak Ci bardzo zależy, zrób test, rozłóż połacie mięsa po lesie, zobaczysz czy do rana cokolwiek je tknie. Jak nie to zacznij się modlić, bo masz całe dłonie ubabrane w ich krwi.

    -Ikke bare fra ulveblod... - mruknął cicho, gorzko, do siebie Heinz i spojrzał na nizołka. Uśmiechnął się, choć nie był to uśmiech nadziei
    - Na nas wszystkich czeka koniec i to Bogowie decydują. Sigmar decyduje, Verena spisuje, a Morr nas zabiera gdy wybije nasza godzina. Nic nie zrobisz.

    - Ikke co? Po jakiemu to? - zaciekawił się niziołek. - Masz dziwne podejście do życia, szczerze mówiąc, zawsze lepiej umrzeć ze starości niż z głupoty. - Kaplanem nie jestem by się na tym co po śmierci wyznawać, ale nie jestem pewien czy tylko Morr może nas zabrać. Gdyby tak było nie składano by ofiar nikomu innemu - zauważył dość filozoficznie Tomasimo.

    Kraus patrzył na Tomasimo pustym spojrzeniem dłuższą chwilę. Patrzył na niego wzrokiem w którym nie było nic, a nawet błysk ognia zdawał się tracić swoje kolory.
    - Jeśli zawiodłem Bogów... słuszna kara sięgnie mnie najpewniej już z rana. - powiedział w końcu, wychylił ostatnie krople z pucharu i wstał od paleniska.
    - Ufaj Sigmarowi i szanuj Bogów, a Zło się Tobą nie zainteresuje. Sigmar będzie Ciebie chronił przed Ich spojrzeniem.

    Opróżnił puchar ostatnim łykiem. Większość wolała w swojej lekkomyślności toporne kufle. Heinz patrzał na to inaczej. Metalowy puchar potrafił zmieścić tyle co kufel... a zawsze można było go włożyć w ognisko i zagotować śnieg czy lód... bez żadnego problemu zdejmując z ognia improwizowanym z kawałka drewna chwytakiem...

    Położył skóry na skalistej podłodze i położył na nie pałatkę. Następnie zawinął się po całości w koc i... niedługo później ogarnął go sen. Rano nie miał planów poza wyspaniem się. Zjedzeniem części podróżnej racji i napiciem się czegoś ciepłego. Proste potrzeby. proste zmartwienia...

    Rozgrywka

  • Kultyści - Lato 2519 - komenty
    DhratlachD Dhratlach

    Miałem mało czasu, i wiem, że nie mam czasu, dokładnie tak jak przeczuwałem. Z tego powodu jestem zmuszony zawiesić aktywność w tej sesji na dłuższy czas, nieokreślony. Obowiązki które na sobie mam, i te które się o mnie upominają, nie dają swobody tak dynamicznej sesji.

    Nie mniej, dziękuję za możliwość i mam nadzieję spotkać się kiedyś ponownie przy wspólnym stole. Niestety, dynamika gdoca z wieloma uczestnikami, oraz sztywne ramy czasowe, skutecznie wyłączają mój potencjalny udział.

    Komentarze

  • Oceń poprzedni utwór
    DhratlachD Dhratlach

    W Kolei jeszcze nadzieja się tli!

    Dobrze u was?

    Hydepark

  • Popiół i Śnieg
    DhratlachD Dhratlach

    Hkucnął przy truchle. Heinz spojrzał przelotnie na niziołka pustym, obojętnym spojrzeniem. Jego głos pozbawiony emocji, kiedy pracował. Metodycznie.

    - Plugastwo rozpoznam wszędzie. - mówił nieśpiesznie, nawet lakonicznie - Żaden porządny obywatel Imperium nie sięga po czarnoksięskie zabobony. Nie ważne jakie miałby intencje...

    Kilka szybkich cięć wyzwoliło strzemiona, które trafiły do bocznej przegródki plecaka, oraz czaprak... w kiepskim stanie, który to zwinął i przytroczył z kocem. Do tego wędzidło i sprzączka. Dłuższy kawałek rzemienia.... .

    - ...oddać się zabobonnym praktykom guślarskim to jak sprzedać swoją duszę. Kawałek po kawałku, niezauważalnie, aż ostatecznie... Nie ma nic co możnaby ratować. Tylko wiara w Sigmara może ocalić człowieka, choćby za wstawiennictwem Dobrych Bogów, ale jednak. Sigmara.

    Rozgrywka

  • Popiół i Śnieg
    DhratlachD Dhratlach

    Jasne, przewracamy na drugi to niekochane mięso 😅

    Kto wie co w jukach... A te (juki) Heinz by przygarnął! Razem z innymi, nieuszkodzonymi, elementami końskiego rzędu 😄

    • czyli... Obstawiam: Wędzidło, czaprak i strzemiona 😉
    Komentarze

  • Popiół i Śnieg
    DhratlachD Dhratlach

    Heinz wiedział, aż nadto dobrze, jak bezlitosna była łaska Taala, lub raczej jej brak. jakby nie patrzeć był to dość... krnąbrny bóg i jego uwaga była mocno selektywna. Jak tak o tym myślał, gdy wracał z przemoczonym drwem... to wszyscy bogowie tacy byli. Nieczuli. No, może za wyjątkiem Ranalda. Tego łaska była namacalna. Co prawda, żaden bóg nigdy nie odpowiedział na jego modlitwy i powątpiewał momentami czy to przypadkiem nie ludzkie wymysły... ale prawda była okrutna. Kapłani czynili cuda. Ranald jednak miał to do siebie, że sprzyjał wszystkim. Jednym mniej, innym bardziej, ale jednak. Nawet nie trzeba było się specjalnie modlić... tylko spróbować jeszcze raz i poprosić. Ot, tak po ludzku. Poprosić. Nawet bez wzywania jego imienia.

    Miska ciepłej, cienkiej, piwnej polewki którą dobra kobiecina go poczęstowała była miłą odmianą i posłał jej słaby uśmiech przyjmując tą odrobinę nadziei w ludzkość z wdzięcznością. Może jednak była dla nich wszystkich jeszcze nadzieja? Jakaś? Nikła? Dogasająca i targana zmiennymi wiatrami losu, dumą i sknerstwem wielu, ale... jednak jakaś? Trochę żył. Trochę widział. Trochę przeszedł, a jednak... jednak gdzieś na tym podłym świecie byli dobrzy ludzie. Tacy zwykli. Przyziemni. Jak on... bo mi wyżej w hierarchii tym... ehh...

    Nie uśmiechało mu się pracować dla Łowcy Czarownic. Ani trochę. Miał z nimi... jakby to powiedzieć delikatnie... nie lubił ich. nie lubił ich praktyk. Nie lubił ich wyniosłości. Nie lubił ich zacietwierzenia i zdecydowanie, ale to zdecydowanie, nie lubił ich za wszystko to co przekonani o swojej "wspaniałości" robili bogu winnym ludziom, bo... ot, tak, chyba. Bo ktoś. Bo coś. Nie mniej, jednak, rozumiał konieczność ich fachu. Nawet to szanował. Na swój... rozczochrany życiowymi turbulencjami sposób. Nie mniej, miał okazję się wyrwać i zarobić dobry grosz. Plus to co uzbierał do tej pory? No, to będzie niemała sumka. Nadal mało by spełniły się jego marzenia i plany, ale... byłby o ten kroczek bliżej.

    Droga była żmudna. Ciężka i paskudna. Jak to zima, co nie? Już nawet nie czuł zimna. Ot, od dawna czuł tylko wewnętrzną pustkę i ten jej okrutny chłód tam gdzie kiedyś biło szczęście młodzika którym kiedyś był. On już nie żył. Od długich lat, a każdy kolejny dzień był taki sam. Czasami zastanawiał się co go w ogóle trzyma przy życiu... i jak by świat wyglądał, gdyby nie tamte wydarzenia. Alkohol pomagał tłumić myśli. Rozgrzewał ciało. Pozwalał zapomnieć. Może nie był wytrawnym ochlapusem i jego tolerancja na alkohol nie była jakaś duża... ale nie ufał sobie po alkoholu. Pił tyle, by zapomnieć. Nie tyle by się spić w trupa. Oczywiście, nie miał problemu spijać innych... Sam jednak... nie mógł sobie na to pozwolić.

    Zaspa i truchło konia... było dla niego radosną nowiną. Lubił mięso, a te aż się prosiło o to by je zabrać. Co jak co, ale głupi by odmówił, nie? Smaczne, skwierczące, ciepłe mięsko... ahh... co tu więcej chcieć? Psina zareagowała dziwnie. Zbyt dziwnie jak na jego gust. Co to za pies co uszy strzyży i głosu nie daje? Co on, wewerkę zwęszył, czy innego zajeca? Miał przegniłe przeczucie...

    - Bierzmy mięso. - powiedział beznamiętnie i po chwili dobywając topór dodał - Sprawdzę co ta psina...

    Nie widział nic szczególnego... ale dostrzegł tą jedną rzecz która zmroziła mu krew w żyłach. Guślarskie amulety. Oj, nie, nie, nie, nie... to nie mogło się skończyć dobrze. Nie znał się na nich, ale wiedział o nich jedną, a właściwie dwie, rzeczy. Po pierwsze, mogły chronić miejsce przed złem... co by było miłe... ale druga opcja był dużo bardziej złowroga i bardziej do niego przemawiała. Mogły... zatrzymywać coś by nie wyszło. Co by pasowało, bo koń był ranny... a krwi było tyle co... no właśnie.

    Miał wracać, ale o mało nie potknął się o zasypany w śniegu korzeń i dostrzegł to. Hubę. na wpół przemoczoną. Niemalże całą pokrytą śniegiem... Hubę. Sięgnął do cholwy buta i dobył szeroki nóż. Odciął ją i "oprawił". Po krótkim, wprawnym, zabiegu miał trochę palnego materiału. Niewiele i zdecydowanie za mało by poprawić mu humor ruszył w drogę powrotną. Zasłyszając szczepki rozmowy powiedział beznamiętnie i ciszej niż wymagałaby pogoda, czy pora dnia.

    - Bierzmy co się da. Juki, czy co tam. Wykrawajmy mięso i spierdalajmy stąd. Byle szybko. - zamilkł na parę kroków jak się zbliżał i dodał ponuro spoglądając na Łowcę
    - To przeklęte miejsce. Guślarskie amulety wśród drzew.

    Rozgrywka

  • Popiół i Śnieg
    DhratlachD Dhratlach

    No, to Heinz wykorzysta okazję, że wszyscy są zajęci truchłem... (Banit i Przepacz są przy truchle. Nizioł tysz, choć szacuje przewracanie kunia, więc w tym właśnie momencie...)

    Chwyci topór i pójdzie sprawdzić co tam psina zwęszyła. Była spokojna, więc raczej nie ma zagrożenia, ale jednak. Daleko się nie zapuści, a powinien wrócić nim testy pozostałych dobiegną końca? Raczej tak.

    Nim ruszy, rzuci uwagę, że mięso by się przydało, oraz że idzie sprawdzić co psiak zwęszył.

    W skrócie:

    • Spostrzegawczość - celem szukania rzeczy niecodziennych
    • Przeszukiwanie - celem szukania rzeczy niecodziennych
    • Sztuka Przetrwania - celem szukania rzeczy niecodziennych, oraz pobieżna orientacja czy są brzozy, czy może jakieś huby, na chrust za mało czasu

    Korci mnie dorwać się do tego skrawka pergamin, ale to jak wróci ze zwiadu

    Rzuty na Rolz.org, bo się rozpędziłem. W sumie nie wiem, która opcja jest oficjalną wykładnią do rzutów...

    text alternatywny
    text alternatywny
    text alternatywny

    Komentarze

  • Popiół i Śnieg
    DhratlachD Dhratlach

    @wired Jak najbardziej i w sumie mógłbym to zrobić. Tak, zdecydowanie, ale nie martw się. Tak tylko wrzucam trzy grosze z dawnych czasów. Doświadczenie nas nauczyło, by nie dyskutować o mechanice, co nie? Spokojna twoja broda, niski towarzyszu 😉

    Komentarze

  • Popiół i Śnieg
    DhratlachD Dhratlach

    Skoro nadal o tym dyskutujemy, to proponuję inne podejście. minimalizujące liczenie wszystkiego z kalkulatorem. Co to znaczy? Bazowo każdy wierzchowiec może unieść tak jak w podręczniku.

    Wierzchowce i ich "dodatkowe" cechy:

    • Koń wierzchowy

    Nawykły do Jeźdźca (Obciążenie jeźdźca wlicza się do obciążenia które niesie koń wierzchowy, ale oblicza się je jako 3/4 normalnego obciążenia

    • Lekki koń bojowy

    Nawykły do Jeźdźca (Obciążenie jeźdźca wlicza się do obciążenia które niesie koń wierzchowy, ale oblicza się je jako 3/4 normalnego obciążenia
    Nawykły do Ladr (Obciążenie Ladr oblicza się jako 1/2 normalnego obciążenia Ladr)

    • Rumak (Bretoński rumak bojowy)

    Nawykły do Jeźdźca (Obciążenie Jeźdźca wlicza się do obciążenia które niesie koń wierzchowy, ale oblicza się je jako 1/2 normalnego obciążenia
    Nawykły do Ladr (Obciążenie Ladr oblicza się jako 1/3 normalnej wartości obciążenia Ladr)

    • Kuc

    --bez zmian--

    Jakość wierzchowca:

    • Kiepska jakość

    Trzy Cechy Główne, każda po -5 (decyduje MG), oraz
    Żywotność -2, lub Szybkość -1

    • Zwykła jakość

    --bez zmian--

    • Dobra jakość

    Trzy Cechy Główne, każda po +5 (decyduje MG), oraz
    Żywotność +2, lub Szybkość +1

    • Najlepsza jakość

    Pięć Cech Głównych, każda po +5 , i Dwie +10 (decyduje MG), oraz
    Żywotność +4, lub Szybkość +2

    Komentarze

  • Popiół i Śnieg
    DhratlachD Dhratlach

    Nieudane, ale to Hazard więc nic dziwnego 😉

    Komentarze

  • Popiół i Śnieg
    DhratlachD Dhratlach

    Wincej drywna kuńce wyczymjom!

    Komentarze

  • Popiół i Śnieg
    DhratlachD Dhratlach

    Plany Heinrich'a

    Wieczór:

    • Zjeść
    • Wypić piwo do końca
    • Spać

    Rano:

    • Zjeść
    • Ruszyć do lasu po suchy opał (nieudane) i kore brzozy na rozpałkę (rzut?), jak da i hubę jakąś (rzut?)
    • Wypić piwo
    Komentarze
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa