Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
DhratlachD

Dhratlach

@Dhratlach
Mecenas
Przestań obserwować Obserwuj
Informacje
Posty
136
Tematy
17
Udostępnień
0
Grupy
1
Obserwujący
0
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • Popiół i Śnieg
    DhratlachD Dhratlach

    Jasna sprawa. Epilogiem się nie martw, nie ucieknie!
    Baw się dobrze i nie myśl o pisaniu. Urlop jest święty!

    Komentarze

  • Popiół i Śnieg
    DhratlachD Dhratlach

    Heinrich ruszył w wir walki bez wahania. Nie dlatego, że popierał Łowcę. Nie dlatego, że było to słuszne. Nie dlatego, że przyświecały mu te same ideały co poniektórym. Nic z tych rzeczy… po prostu wiedział, że nie było już drogi wyjścia. Czuł się z tym tak podle jak tylko mógł, a mógł i czuł się naprawę podle. Szczęście jednak mu nie sprzyjało. Każdy cios zawziętych drwali sprawiał, że jego ciało upuszczało krwi i najpewniej gdyby nie mikstura lecznicza z domu zielarki… wykrwawiłby się sromotnie. Jednak, najgorsze rany się zasklepiły. Cudo natury, nie ma co.

    Już dawno uznał i wierzył za szczere i prawdziwe, że Sigmar znał los każdego ze śmiertelnych. Verena spisywała jego wolę, a jej małżonek zabierał tych których godzina wybiła. Nie ważne jaką sprawność miał człowiek w życiu. Żył po to, by zadowolić Bogów. Co prawda Ranald, ten cwaniaczek, był zaraz po Młotodzierżcy, albo nawet i na równi z nim, największym ze zwolenników ludzkości. Kantował, oszukiwał i sypał szczęściem jeśli jakiś śmiertelnik mu przypadł do gustu.

    Bogowie… widać taki miał być los Dunkelwaldu, a jemu los nie przyjął. Dopiero kiedy bogaty deszcz krwi sprywkał jego kark zdecydował się wycofać. Widać to nie była jego bitwa. Widać tak miało być. Widać Sigmar nie pochwalał jej, bo jak tylko się wycofał zaczęli odnosić sukcesy. Chyba. Ciężko opisać co się działo poza tą dwójką z którą walczył. Jednak jeden ruszył na przepatrywacza, który strasznie się leniwił, co dało mu trochę przestrzeni na oddech, a niedługo miało być po wszystkim.

    Jego serce pękało patrząc jak Sneider wykonuje wyrok na staruszce. Czy było to słuszne? Czy było to właściwe? Oczywiście, że nie. Co jednak mógł zrobić? Sigmar chciał i godził się z tym boleśnie. Znał jej oczy… jego własne sprzed lat. Być może śmierć była łaską? Zapewne. Jednak przewrotny los i gra na scenie teatru życia przed Bogami nakazywała mu żyć. Ile razy szukał słodkiej śmierci tylko by wyjść w bardziej, lub mniej czasami, jednym kawałku? Bogowie byli okrutni, ale sprzyjali śmiertelnikom…

    Na wzgórzu patrzył z żalem w dół na płonące sioło. Na falę zielonoskórych. Na rzeź. Czy taki miał być los? Najpewniej. Tak, byli tam kultyści. Tak, byli tam odmieńcy. Tak… a jednak? Wszystkich do jednego wora? Prawda, jedno zepsute jabłko w koszu potrafiło zepsuć cały kosz jabłek… ale jednak… wspominał garbarza. Odmieniec? Ludzki, normalny, niepozorny. O swojej przeszłości i nieszczęście bycia dotkniętym mutacją. Heinz nie miał złudzeń. Jeśli na jego skórze pojawiłby się wyjątkowo zajadły czyrak to ludzie pokroju Łowcy i jego zwolenników spaliliby go na stosie. Wszystko dlatego, że nie był „czysty”, ale czym była „czystość ciała i duszy”? Jak daleko biegł obłęd i jaka była natura spaczenia?

    Wolał nie wiedzieć, ale ziarno goryczy, smutku i bólu rosło w nim w siłę.

    Stara droga łowczych. Chata. Gorące źródło. Jak bardzo ironiczny był los i wola Bogów by ich, rzeźników Dunkelwaldu, nagradzać chwilą pieszczoty? Kraus czuł do siebie wstręt, który wiedział, że żadne gorące źródło z niego nie zmyje. Nie mógł się przemóc. Dlaczego miałby? Tylu martwych w imię czego? Sigmara? To była perwersja, której nie mógł zdzierżyć. Sigmar jednoczył. Nie dzielił! Zamiast kąpieli ruszył w stronę chaty. Łóżko… nie zasługiwał na nie. Wyjął koc i położył się w kącie z plecakiem pod głową.

    Myślał o całym swoim życiu z zamkniętymi oczami, a sen przychodził ciężko. Wspominał wszystkich tych których stracił. Każdy płomień świecy zdmuchnięty gwałtownym oddechem życia, które nie odpuszczało. Wszystkich tych, którzy mieli nadzieję i plany na dzień kolejny, a którym nie dano zobaczyć świtu. Najboleśniej wspominał jednak moment kiedy wszystkie jego życie wywróciło się do góry nogami i to jak wszedł na ścieżkę którą podążał.

    Odwrócony twarzą do ściany poczuł samotną łzę spływającą mu po policzku i to znajome uczucie wszechogarniającej pustki, którą nic nie było w stanie wypełnić. Tylko ta ponura świadomość okrucieństwa losu i tego jak z niego drwił… a wszystko zaczęło się do tamtego Łowcy i durnego pomówienia… a teraz sam był katem… czy kiedykolwiek będzie w stanie sobie wybaczyć? Czy będzie mu wybaczone, gdy ruszy do Ogrodów?

    Marną pociechą był kruszec. Kolejny, malutki kroczek. Maluteńki, do odłożenia na przyszłość w pogoni za uczuciem, które było nikłym, zatartym wspomnieniem dzieciaka którego już od lat nie było. Oszczędzał licząc, że tam, daleko, znajdzie coś co poruszy go i sprawi, że odnajdzie choć iskrę uczucia. Iskrę, która w nim umarła tak dawno temu. Choć jedną iskrę…

    Rozgrywka

  • Rekrutacja do sesji Pathfindera 1ed.
    DhratlachD Dhratlach

    Podpisuję się pod tą sesją i polecam tego prowadzącego!

    Archiwum

  • Popiół i Śnieg
    DhratlachD Dhratlach

    Heinrich, razem z plecakiem, wydostał się przez niewielkie okno i ruszył przez niemal całkowicie uśpiony Dunkelwald, trzymając się ciemniejszych przejść pomiędzy domami. Po pewnym czasie usłyszał cichy szmer przesuwanego naczynia i odgłos drewna sunącego po śniegu. Znalazł Sneidera między zabudowaniami, gdzie Łowca pomagał opróżniać baniak z oliwą do mniejszych naczyń. Sneider zauważył go pierwszy. Wyprostował się i wyraźnie spiął, choć nie sięgnął po broń. Heinrich wiedział jednak, że gdyby uznał go za zagrożenie, miecz znalazłby się w jego dłoni natychmiast. Łowca ruszył ku niemu ostrożnie i zatrzymał się kilka kroków dalej.
    – Jak się pan wydostał, Herr Henrich? – zapytał szeptem. Przez moment przyglądał mu się uważnie, ale szybko dostrzegł, że Heinrich nie przyszedł wszczynać alarmu ani robić głupstw. Napięcie nieco z niego zeszło.
    – Widzę, że nie przyszedł pan nam przeszkadzać. Więc słucham. O zamknięciu go w izbie nie wspomniał ani słowem. Nie przeprosił i nie tłumaczył się, jakby powód swojej decyzji uważał za całkowicie oczywisty.
    – Zmienił pan zdanie? Chce nam pan pomóc? Dwójka jego pomocników, Pieter i Tomasimo obserwowali spotkanie tej dwójki z niejakim napięceim.

    Heinz był spokojny i zrelaksowany. Był zaledwie posłańcem i zdawał sobie z tego jak najbardziej sprawę... Nie miał żadnej sprawczej mocy. Mógł tylko zdać pełną relację. - Sigmar dał bym spał i nakazał Morrowi zesłać mi sen. Sen który dla was, Herr Sneider, jest przeznaczony. Młotodzierżcy wolą było bym się przebudził i wydostał się. - szepnął wiedząc że nocą słowo się niesie - Co podejmiecie jest już waszą rzeczą. Ja jestem tylko posłańcem.

    Sneider wysłuchał całej opowieści bez przerywania. Im dłużej Heinrich mówił, tym mniej było w jego twarzy wcześniejszego napięcia, a więcej chłodnej uwagi. Dopiero gdy chłopak skończył, Łowca przez kilka chwil milczał, jakby układał w głowie nie sam sen, lecz wszystko, co wydarzyło się wcześniej.
    – Kruki nie czynią jeszcze z Pana ...wizji... wiadomości od Morra. Spojrzał Heinrichowi prosto w oczy.
    – Dotykał pan przedmiotów skażonych Chaosem. Był pan blisko rzeczy, których działania nie rozumiemy. A teraz, akurat tej nocy, śni się panu coś, co bardzo wygodnie przemawia przeciwko temu, co zamierzamy zrobić.
    Nie brzmiało to jak oskarżenie. Raczej jak stwierdzenie faktu.
    – Może pan mówić prawdę. Może pański umysł próbuje znaleźć sposób, żeby uratować tych ludzi. A może coś podsuwa panu obrazy, ponieważ chce, żebyśmy ich nie spalili. Nie wiem.
    Na moment spojrzał w stronę ciemnych domostw.
    – I właśnie dlatego nie zmienię planu. Dopiero wtedy wrócił wzrokiem do Heinricha.
    – Jeśli z gór rzeczywiście zejdą zielonoskórzy, dokończą to, co dziś zaczniemy. Nam pozostanie zejść im z drogi, znaleźć źródło spaczenia w górę rzeki i wrócić tutaj z ludźmi, którzy będą mogli zrobić z tym porządek jak należy.
    Po chwili dodał ciszej...
    – Jeśli pański sen był ostrzeżeniem, przekonamy się wkrótce. Jeśli był czymś innym... tym bardziej nie zamierzam pozwolić, żeby kierował naszymi decyzjami.

    Heinz wysłuchał Sneidera i choć przyznawał mu rację... nie mógł się zgodzić. Pamiętał ten sen jakby nadal w nim był. Czysty, klarowny, wyraźny. To nie była sztuczka umysłu. Tego był pewien.
    – Nie mniej. Jeśli to ostrzeżenie to Zielonoskórzy się nie zatrzymają i rozleją na południe. Pytanie, co aż tak cennego Niszczycielskie Potęgi chciałyby chronić właśnie tu... jeśli to ich sprawka. Znaczy się.
    Zamlikł na chwilę
    – Jest wiele czego nie wiemy i pytanie czy to czego się teraz podejmujemy wystarczy, by zatrzymać skażenie. Jestem człowiekiem mojego słowa. Powiedziałem, że jestem do Waszej dyspozycji... i jestem. Jednak też jestem wierny naszemu kontraktowi. Z mojej ręki, nie padnie sąd.

    Sneider przez moment nic nie odpowiedział. Przyglądał się Heinrichowi spokojnie, jakby bardziej ważył jego słowa niż samą treść snu.
    – I dlatego właśnie nie każę panu nikogo zabijać.
    Przeniósł wzrok na ciemne zabudowania.
    – Kontrakt nadal obowiązuje. Pańskie zobowiązanie wobec nas również. Jeśli nie chce pan przykładać ręki do wyroku, proszę tego nie robić. Nie powiem, by takie zachowanie było wzorowym przykładem obywatela Imperium, ale zdaje sobie sprawę z ludzkich ograniczeń.
    Spojrzał znowu na Heinricha.
    – Co do reszty ma pan rację. Nie wiemy wystarczająco dużo. I dlatego nie zamierzam udawać, że ten ogień rozwiąże wszystko. Ma tylko odciąć nam jeden problem, zanim ruszymy za następnym. Przy odrobinie szczęścia, ogień weźmie więcej i spali parę nieczystości na raz. Można by rzec... same plusy.

    – Nie dziwcie mi się Herr Sneider. Wiem co jest słuszne i co jest właściwie. Niziołek… – skrzywił się na to słowo Heinrich wyraźnie dając do zrozumienia co myśli o przykurczu - … wszystko postanowił utajnić do najostatniejszej z chwil. Do waszej rewelacji. Nie miałem czasu oswoić się z sytuacją. Jak już mówiłem, jestem do waszej dyspozycji. Tylko żagwi nie przyłożę. Nie tym razem.

    Nie było co więcej mówić. Wszystko wina cholernego niziołka i całej jego karłowatej rasy dwulicowych, zakłamanych, wkradających się w łaski złodziei i sykofantów… Gdyby Kraus miał wybór między spaleniem czarownicy, a całej Krainy Zgromadzenia, wybór byłby oczywisty. Jedna czarownica herezji nie czyni… cała, poślednia rasa niziołcza natomiast była wrzodem na świętej tkance Imperium. Tylko wielu tego nie widziało, albo nie chciało widzieć! Pewnego dnia… Prawda wyjdzie na jaw i jeśli Sigmar da, Heinz dożyje tego dnia!

    Rozgrywka

  • Popiół i Śnieg
    DhratlachD Dhratlach

    Przynieś kiełbaski... niedługo większy!

    Komentarze

  • Popiół i Śnieg
    DhratlachD Dhratlach

    Wieś sprawiała wrażenie wymarłej. Jedynie dym z dogasających stosów snuł się nisko pomiędzy dachami i wciskał w nozdrza. Heinrich zaświecił latarnię i ruszył od jednego domu do drugiego Było już ciemno i jedynie światło latarni oświetlało mu drogę. Nikły promyk nadziei pośród ciężkiego, ponurego mroku. Był wściekły. Tak bardzo, że nie dało się tego opisać słowami. Był wściekły i bez nadziei na lepsze. Wiedział, co trzeba uczynić i nawet? Zgadzał się. Choć nie podobało mu się to w najmniejszej kropli. Ni ksztynę! Uśmiechnął się ponuro i słabo do Mannslieba na lekko pochmurnym niebie, a chłód nocy pieścił jego ciało bezlitośnie. Coś, co jak zdawał sobie ponad wszelką miarę sprawę było dla niego dobre.

    Chłód nocy pozwalał wystudzić krew. Pozwalał zebrać myśli. Okiełznać emocje, spojrzeć z boku na sprawę. Gdyby został w karczmie? Wolał nawet o tym nie myśleć. A tak szedł w dół wsi wiedząc, że kiedy wszystko jest niepewne… trzeba powrócić do tego co jest znane. Czuł żal z powodu śmierci garbarza… może mutant, ale dobry człowiek… więc kto był tu winien i jak bardzo znajomość może rzucić na wybranie mniejszego, ale słusznego zła? Przerażająca myśl… nagle okazuje się, że być człowiekiem oznaczało być człowieczym i aby zwalczać Chaos trzeba wyrzec się swojego człowieczeństwa… Jakby nie patrzeć…

    Najpierw dotarł do chaty Albrechta czując przypływ nostalgii. W środku pachniało skórą, łojem i dymem. Warsztat wyglądał tak, jakby jego właściciel miał za chwilę wrócić do pracy. Narzędzia wisiały równo na ścianie, każde na swoim miejscu. Na stole znajdowały się szydła, igły, mocne nici, metalowe klamry i dwa porządne noże do skórowania. W kącie leżała duża, dobrze wyprawiona skóra jelenia, dwie mniejsze skóry kozie oraz rulon grubego futra nadającego się na podbicie zimowego odzienia. Na oparciu krzesła wisiała niedokończona kurta. Albrecht zdążył wykroić najważniejsze części i nanieść poprawki po porannych pomiarach. Na jednym z rękawów wciąż pozostawały kredowe oznaczenia, a przy kołnierzu tkwił skrawek pergaminu z krótką uwagą dotyczącą szerokości ramion. Obok warsztatu stała niewielka skrzynia, w której znajdowała się skórzana sakiewka z jedenastoma szylingami i ośmioma pensami, którą to dodał do swoich Oceniał skóry, oceniał futro… wszystko to był solidny towar warty swojej ceny. Niestety, miał ograniczone możliwości. Zabrał narzędzia. Ponad je i monety, nic więcej.

    Chata Marty wyglądała zupełnie inaczej. Panował w niej nieład, który dla samej zielarki zapewne miał własny porządek. Półki uginały się pod ciężarem słojów, glinianych naczyń, zawiniątek i buteleczek. Pod sufitem suszyły się pęki roślin, a na stole stały moździerze, drewniane łyżeczki, niewielka waga oraz kilka pustych fiolek. Część preparatów opisano czytelnie, inne oznaczono jedynie kreskami i symbolami. Pośród gotowych środków znajdowały się trzy mikstury. Lek na Wszelkie Zło, Sokole Oko oraz pojedyncza porcja mikstury leczniczej. W niewielkiej skrzynce odsuniętej na tył półki przechowywano trzy trucizny. Każde naczynie opatrzono nazwą i prostym znakiem ostrzegawczym. Były to lubczyk, tojad oraz wilcza jagoda. Tłumacz brał to co znał, choć był pod niemałym wrażeniem zgromadzonych przez kobietę zapasów. Jakby nie patrzeć, chaos rządził w jej chacie niepodzielnie, a on nie miał czasu, ani cierpliwości na głębsze badania.

    Ostatnia była chata Bruna. Pomieszczenie pachniało mięsem i tłuszczem, Narzędzia rzeźnicze przechowywano starannie. Na ścianie wisiał ciężki tasak oraz dwa długie noże do rozbioru mięsa. Pod stołem znajdowała się piła do kości, osełka i zestaw drobniejszych narzędzi do ostrzenia oraz naprawy rękojeści. Obok leżał hak rzeźnicki z krótkim łańcuchem i gruby skórzany fartuch. W niewielkiej skrzynce znajdowało się siedem szylingów oraz ukryta butelka mocnej gorzałki. Zabrał narzędzia i monetę. Nie mniej, nie więcej było mu potrzebne. Było „jego”.

    Kiedy płomień latarni przesunął się po wnętrzu izby, w oknie naprzeciwko poruszyła się zasłona. Po drugiej stronie ulicy, w jednej z sąsiednich chat, stała kobieta. Za nią można było dostrzec dwie mniejsze sylwetki, zapewne dzieci. Cała trójka patrzyła w stronę domu rzeźnika. Odsunęli się gdy złapali kontakt wzorkowy z Henrichem, a po chwili zasłona opadła. W innym oknie mignęła czyjaś twarz. Gdzieś dalej zgasło światło. Jedna z okiennic poruszyła się lekko, choć na ulicy nie było prawie żadnego wiatru. Mieszkańcy może i zamknęli się w domach, ale część nich spozierała do sąsiadów i na ulice, jakby starając uwierzyć, że Łowca naprawdę dotrzyma słowa i zostawi ich w spokoju. Jeśli komuś nie podobały się praktyki Heinza, nikt z mieszkańców nie wyszedł, by mu przeszkodzić.

    Kraus zachował kamienną twarz. Wszelki żal i wątpliwość powoli w nim dogasała kiedy robił to co niektórzy nazwaliby kradzieżą. On nie kradł. Był ponad to. Choć był Tłumaczem… to jak jeden plebs nazwałby go pogardliwie Hieną Cmentarną. Właściciele tych domostw byli martwi, a ich domy były ich grobowcami… w pewnym sensie, przynajmniej. Miał żelazną zasadę, że nie brał od żywych. Żywym to nawet był w stanie odstąpić część tego co ma, ale brać siłą, czy podstępem? Nigdy. Ostatecznie… wszyscy chcieli tylko przetrwać, a ta wieś… Jeśli Sigmar, albo Ranald widzieli w tych ludziach niewinnych to miał nadzieję, że dadzą jakiś znak. Patrząc po krukach jednak… dali jawny sygnał co to za miejsce. Jedyna myśl, która ledwo co usypiała jego roztargane sumienie.

    Wracał do karczmy. Wiedział, że martwi nie będą mieli mu za złe. Sam by się nie pogniewał, gdyby ktoś zabrał z jego zimnych palców ostatniego pensa. Byleby tylko dwie monety umieścił pod językiem na ostatnią drogę. Ogień jednak był, ponad wszelkim poznaniem, najwyższym zaszczytem ze wszystkich możliwych pochówków. Spopielone ciało nie ulegało plugawej magii. Nie rozkładało się niosąc woń zepsucia, a czysta, wolna od łańcuchów ciała dusza ulatywała bezpośrednio ku bogom…

    Teraz jednak, potrzebował spać. Choć świecę, choć dwie… spije się w trupa gdy dotrze do Hargig spieniężyć i zdeponować kruszec. Miał plany. Miał nadzieje… ale wszystko to kosztownym było. I nie było co ukrywać, każdy krok bliżej wolności był na wagę…! To jest, jeśli przeżyje… Jeśli przeżyje…

    Rozgrywka

  • Popiół i Śnieg
    DhratlachD Dhratlach

    Jak tylko Kraus wyszedł z karczmy wiedział, że było źle. Trupy, ranni… spojrzał na garbarza… Może i był mutantem, ale czy to czyniło go złym człowiekiem? Pewność dawnych przekonań została poddana wątpliwości. Rozmawiał z nim i był zwykłym, zwyczajnym staruszkiem. Był ludzki… tak bardzo ludzki i przyziemny… miał tylko dodatkowe uszy, ale nie. To wystarczyło by wydać na niego wyrok śmierci… jedna drobna mutacja nie z Twojej winy i dla Imperium byłeś nie tylko martwy, ale i wrogiem numer jeden…

    Heinz zdał pierścień. To była jedyna logiczna droga. Dużo za wysoko ponad jego wypłatę, można rzec. To była jedna z tych drobnostek, które go przerastały, a jak coś Ciebie przerastało, szedłeś do tych wyżej. Z każdym dało się dogadać, ale nie z Khornitami. Lekcja którą jego grupa dość szczodrze i boleśnie odebrała w przeszłości…

    – Trzymał pan to gołą dłonią?

    Heinrich spojrzał na pierścień, jakby dopiero teraz uświadomił sobie, co właściwie zrobił. Był blady jak ściana. Czy spaczenie mogło emanować od zwykłego pierścienia? A może nie tak zwykłego? Nie przyszło mu wcześniej do głowy, że samo dotknięcie przedmiotu może być niebezpieczne. Wydawało się, że trzeba by takie założyć, by mogło mu zagrażać. Nigdy nie miał do czynienia z podobnymi rzeczami i zwyczajnie nie wiedział, czego powinien się obawiać. Dokładnie ten rodzaj niewiedzy mógł przynieść na niego zgubę….

    Sneider obrócił sygnet, przyjrzał się jego wewnętrznej stronie, a następnie ponownie zbadał znak na tarczy.
    – To najprawdopodobniej jedynie ozdoba noszona przez głupca, który chciał poczuć się groźnie – powiedział. – Khorne gardzi czarami i tymi, którzy się nimi posługują, ale nie znaczy to, że wszystko oznaczone jego znamieniem jest bezpieczne. Wręcz przeciwnie. Niektóre przedmioty przesiąkają spaczeniem w inny sposób.
    Spojrzał na Heinricha z mieszaniną irytacji i szczerego niepokoju.
    – Mam nadzieję, Herr Kraus, że ma pan dużo szczęścia. Nigdy nie bierze się do ręki przedmiotu noszącego znak Mrocznych Bogów. Nie bez rękawic, szczypiec albo choćby kawałka skóry. Proszę natychmiast oczyścić dłonie. Gorącą wodą, popiołem, gorzałką i solą, jeśli znajdzie pan takową w gospodzie. Potem proszę się pomodlić. To może pomóc najbardziej. Żarliwa wiara w Sigmara Protektora najlepiej przeciwdziała spaczeniu. Będę miał na pana oko do końca naszej podróży, ale sądzę, że nic panu nie będzie. Dziękuję, że podzielił się pan znaleziskiem, lecz nalegam na większą ostrożność w przyszłości.

    Jak Sneider zrobił, tak poczynił. Kwadrans. Kwadrans pieczołowicie czyścił dłonie. Może nawet nie kwadrans, a dwa? Nie wiedział, ale czuł, że aż skóra mu schodzi. Czy to od czyszczenia dłoni, czy spaczenia? Ciężko powiedziać. Jedno było pewne. Fizycznie skóra nie schodziła i nigdy nie miał tak czystych dłoni.

    Byli z powrotem w karczmie. Pięciu dobrych ludzi spłonęło. Pięciu ludzi którzy mieli pech nabawić się mutacji. Czy taki był los Imperium? Zabić tych co choć trochę się różnią? Z każdą ulotną, przemijającą chwilą będąc pogrążonym w myślach Kraus dochodził do coraz to mroczniejszych wniosków… Westchnął, zdjął czapkę i przeczesał dłonią włosy. Spojrzał w stronę Łowcy.

    – Wieś trzeba spalić. Wspominałem już o tym planie Herr Ashfieldowi, ale teraz mówię także wam.
    Wypowiedział te słowa równie spokojnie, jak wcześniej wydawał rozkaz związania skazanych. Przez chwilę jedynym dźwiękiem w izbie było trzaskanie drewna w palenisku. Słowa zawisły pomiędzy nimi i nie chciały opaść. Jeszcze kilka godzin wcześniej część z nich mogła przekonywać samych siebie, że chodzi jedynie o kilku winnych, kilku skażonych, których trzeba poświęcić dla bezpieczeństwa reszty. Teraz Sneider mówił o całej wsi, a to oznaczało spalenie naprawdę wielu ludzi. Wszystko tylko po to, by mieć pewność, że skaza nie przetrwa.

    Czym była skaza i kto był winien?

    – Nie możemy ryzykować. Splugawionych jest więcej i widać to jak na dłoni. Ten teatrzyk sprzed chwili miał jedynie uśpić ich czujność. W piwnicy Kappel trzyma zapas oleju wystarczający do oblania większości domów. W starej rozlewni widziałem deski i liny, zapewne pozostałości po pracy bednarzy. Wykorzystamy je do zablokowania drzwi. Ludzie muszą pozostać w środku, gdy zacznie się pożar.
    Mówił o tym jak o pracy, którą należało dobrze rozplanować. Wyliczał, ile oleju może wystarczyć na jeden dom i jak rozdzielić zapasy, by nie marnować ani kropli. Drzwi otwierające się na zewnątrz zamierzał zablokować deskami ustawionymi pod kątem, te zaś, które otwierały się do środka, uwiązać za klamki. Trzeba było działać cicho, by nikogo nie zbudzić, dlatego okna mieli pozostawić w spokoju. Jeśli ktoś wydostanie się przez nie na zewnątrz, będzie trzeba go dobić, lecz zdaniem Sneidera większość nawet nie spróbuje. Człowiek podczas pożaru biegnie najpierw ku drzwiom, bo przez nie codziennie wchodzi i wychodzi, a dym odbiera siły szybciej niż najjadowitsza trucizna, tłumaczył. Nie było w jego głosie satysfakcji, ale nie było też wahania. To właśnie czyniło jego słowa jeszcze gorszymi.

    Cóż, ten… człowiek miał plan. Łatwość z jaką mu on przychodził była wręcz niepokojąca. Sneider, aby na pewno był sługą Imperium? Łowca…

    Spojrzał kolejno na Pietera, Moriza, Tomasimo i Heinricha. Każdemu poświęcił tyle samo czasu, jakby oceniał nie ich sumienia, lecz wytrzymałość poszczególnych ogniw jednego łańcucha.
    – Teraz najważniejsze jest, by nikt się nie wyłamał. Macie pilnować siebie nawzajem. Jeśli pośród nas znajduje się słabe ogniwo, wszyscy odpowiecie za niepowodzenie planu. Nie będzie miało znaczenia, kto ostrzegł mieszkańców albo pozostawił otwarte drzwi. Odpowiedzialność spadnie na całą grupę.
    Nie pytał ich o zdanie. Nie interesowało go, czy któryś z nich chciał zaprotestować. Przedstawiał decyzję już podjętą, a sposób, w jaki mówił o wzajemnym pilnowaniu, nie pozostawiał żadnych wątpliwości. Od tej chwili każdy miał być nie tylko wykonawcą planu, ale również strażnikiem pozostałych.

    Heinrich chciał parsknąć. Wszystko wina niziołka… zawsze to była wina nizołka. Małe wredne, spaczone na umyśle i duszy od urodzenia. Dążące do przejęcia władzy nad światem gładkimi słówkami i udawaniem, że są nieszkodliwe. Niziołcza zaraza…

    W izbie zrobiło się jeszcze ciszej. Za oknami ktoś przechodził ulicą. Dało się usłyszeć skrzypienie śniegu pod butami, potem cichy płacz i głos kobiety próbującej uspokoić dziecko. Po chwili wszystko ponownie zamarło.
    – Odpoczywajcie. Będziecie potrzebowali sił.

    Kraus patrzał w ogień zbierając myśli i tłumiąc uczucia, a Klaus udał się do pokoju. To wykraczało daleko poza ich umowę z Łowcą, ale rozumiał jego zamiar. Teraz mieli sami się pilnować, albo wszyscy zginą. Ot, tak po prostu. Rozumiał zamysł. Łowca chciał ich złamać by do niego przyłączyli. Tutaj jednak był drobny szczegół…

    Heinz już dawno został złamany przez życie. Czy można złamać coś dwa razy? Złamać bardziej? Myśl ulotna powędrowała do dziecka którym kiedyś był… nie odnajdując go. Stracił niemalże wszystkie wspomnienia sprzed tamtego jednego dnia. Dnia kiedy umarł po raz pierwszy i zapowiadało się, że nie ostatni. Łowcy… tak zadufani w swojej racji, że niewinnego zabiją jeśli tylko dostaną trop. Tamtego dnia umarł, a światło jego oczu odeszło… W ponurej realizacji przeszłości zdawał sobie całkowicie sprawę z jednego faktu. Faktu który tłumił usilnie i im bardziej go tłumił tym bardziej był zmęczony…

    Chciał by cały świat krwawił jak on. By cierpiał jak on. Gdyby tylko mógł… spaliłby cały świat w swojej żałobie.

    Przez mgłę pamiętał to co stało się po tamtym dniu. Puste zapewnienia. Żałosne pocieszanie. Zapewnienie nic nie wnoszących modlitw. Obietnica, że czas goi rany… ale wszystko to była bezlitosna tortura niczym oliwa na jego skórze gotowa zająć się ogniem. Był wściekły na nich wszystkich. Tak wściekły… a teraz?

    Teraz jego towarzysze wymieniali się uprzejmościami, które go nie interesowały, a im bardziej szumiały w tle tym wyższą odrazę czuł. Do siebie, do nich, do Łowcy i do świata. Świata, który nigdy nie słuchał. Świata, który prędzej odwróci wzrok i uda, że nic się nie dzieje. Tak, jak całkiem niedawno mieszkańcy tej wioski. Jak na górze, tak na dole. Stara prawda, a jak realna...

    Rozgrywka

  • [KULT] The Walking Dead – Zielona Wyspa (18+)
    DhratlachD Dhratlach

    Będę potrzebował listę zmian mechanicznych. Bez tego nie ma szans by cokolwiek ruszyć. Jakieś dodatkowe informacje odnośnie fabuły ostatnich dwóch lat też mile widziane

    Archiwum

  • [KULT] The Walking Dead – Zielona Wyspa (18+)
    DhratlachD Dhratlach

    Wstępnie zainteresowany, ale to wstępnie. Mechanika uzależniona od dodatkowych informacji. Trochę straszny 72h termin odpisu, ale Kult lubię.

    Archiwum

  • Popiół i Śnieg
    DhratlachD Dhratlach

    Jak coś jestem bardzo słabo dostępny i tylko z komy co najmniej do niedzieli.

    Komentarze

  • Popiół i Śnieg
    DhratlachD Dhratlach

    Kraus miał proste zadanie. Pilnować, więc pilnował... ale pilnować na sucho nie wypadało... Chodził więc sprawdzał, upewniał się i jakoś tak zawędrował w okolice szynkwasu... a tam? Skarb. Pieprzony cholerny skarb obiecujący słodką beztroskę... Uśmiechnął się łagodnie. Prawda prawdą ciężki wybór... Chciwa strona jego natury mówiła zajumać i sprzedać, ale z drugiej strony? Wiedział, że było to dobre, a okazja napić się czegoś takiego szybko się nie nadarzy... Dumał więc i w ten, błysk. Oko powędrowało w stronę sali głównej... Parę kroków od niego...

    Kiedy podniósł przedmiot poczuł jakby jego dusza miała zamiar wyrwać się z jego ciała razem z krwią. Znał ten symbol, aż nadto dobrze.... Pan Krwi i Czaszek... Z trudem przełknął ślinę. To nie wróżyło nic, a nic dobrego. W innych okolicznościach? Znaleźliby kupca... który dałby sporo złota... lecz teraz? Teraz wiedział jedno, jeśli tu były Krwawe sługi to mieli przerąbane. Khornici to byli jedyni słudzy Chaosu z którymi nie było najmniejszych szans na dogadanie się i wyłganie przed kłopotami...

    Była tylko jedna opcja tego co należało zrobić. Jedna jedyna ze wszystkich zdająca się być słuszną. Włożył pierścień głęboko w kieszeń. Potrzebował przekazać wieści Sneiderowi...

    Rozgrywka

  • Popiół i Śnieg
    DhratlachD Dhratlach

    Heinz czuł się jak pies. Bezdomny i opuszczony, ale czego innego mógł się spodziewać? Miał swoją historię. Swoje zaszłości z Łowcami, a przynajmniej z takim jednym. Zagryzł zęby w niemocy, bo co mógł zrobić? Niewiele tego było, ale szybki rachunek sumienia i prośba do Sigmara w duchu go pokrzepiała. Z założonymi rękoma na piersi i skrytymi skrzyżowanymi palcami prosił Randala o pomoc.

    Kiedy zjawił się Herr Sneider, a za nim zielarka... zaczął się zastanawiać. Czy, aż tak zaślepiał go słuszny i sprawiedliwy, choć źle ukierunkowany gniew, że nie dostrzegł zepsucia? W sumie jak teraz o tym myślał, to historia Marty nie trzymała się kupy... Z jednej strony mówiła, że nic nie wie o mutantach, a jakby jakiś był to matka by się go pozbyła by nitk się nie dowiedział, a z drugiej później przyznała się, że odbiera porody... więc jak mogła nie wiedzieć o mutantach skoro odbierała poród? Czy może teraz myśl już mu się kołotała i coś przekręcał w swojej głowie?

    Nie wiedział. Czuł się podle z sobą, bo zawiódł Młotodzierżcę w swojej rozpaczy. Teraz jednak bacznie słuchał słów Łowcy... Coś mu zgrzytało w całej tej sytuacji. Kontrast był nad wyraz wyraźny. Jeszcze przed chwilą Klaus był zaślepiony krwiożerczym zewem, a teraz? Teraz był nawet rozsądny i chłodny... Wyglądało mu to, że Łowca zdradził się ze swoją naturą, ale nadal Heinz potrafił podziwiać, a tu było co. Kontrolę nad własnymi emocjami i wyśmienitą grę aktorską...

    – Herr Ashfield przekazał mi, iż targają panem wątpliwości – oznajmił spokojnie. – To zrozumiałe, acz proszę pojąć, że działamy w imię większego dobra i właśnie dlatego trzeba nam będzie uczynić... mniejsze zło. Musimy być niczym medyk zamykający ranę ogniem. Albo inaczej... gdy zgnilizna toczy ciało, czasem trzeba coś amputować. To właśnie trzeba teraz zrobić.
    Przerwał na moment, jakby dawał mu czas, by słowa osiadły tam, gdzie powinny.
    – W każdym razie docenię pańską obecność na tyłach, jeśli nie chce się pan osobiście angażować w ten... proceder.

    Heinrich skinął głową, a jego defensywna postawa nieco zelżała. Jego mimika twarzy się rozluźniła. Ostatecznie, jeśli jeden wyciągał dłoń to nie sposób jej przyjąć.
    - Przypilnuje rzeczy. - powiedział spokojnie - Jeśli będę potrzebny, jestem do waszej, Herr Sneider, dyspozycji.

    Był zmęczony. Heretycy, mutanci, słudzy chaosu... oni wszyscy zasługiwali na łaskę śmierci. Zielarka nosiła znamię mutacji. Był to wszelki dowód który był mu potrzebny by podjąć decyzję. Nie mniej, nadal nie popierał tego do czego doprowadził Sneider, ale jeśli mógł odplątać cały ten chaos na podwórku którego był samodzielnym twórcą? Można go było uniknąć. Załatwić sprawę gładko i chirurgicznie... ale? Cóż.

    Mawiali, że walcząc z bestiami trzeba uważać, by samemu nie stać się jedną z bestii, które poprzysięgło się zgładzić... Kraus przyjmował to zawieszenie broni, ale nie znaczyło to, że nie będzie obserwował Łowcy. Raz to jeszcze przypadek. Dwa, niebezpieczna zbieżność. Trzy? Pewność.

    Rozgrywka

  • Popiół i Śnieg
    DhratlachD Dhratlach

    Na spokojnie. Nie śpieszy się. Grunt to bawić się dobrze i wyzdrowieć po zabawie 😉

    Komentarze

  • Podziel się muzyką!
    DhratlachD Dhratlach

    Za każdym razem gdy @Developers i @Obsługa pracują nad forum!

    Hydepark

  • Podręczniki RPG i beletrystyka - promocje, okazje, darmoszki
    DhratlachD Dhratlach

    Może nie stricte RPG... ani belaterystyka... ale jest na co zawiesić oko!

    Nie ważne, czy potrzebujecie zrobić Propa na sesje, czy interesuje was Cosplay.

    Ten Humble Bundle ma dla was materiały instruktażowe na każdą okazję (no, prawie)!

    Hydepark

  • Zbiórka na forum 10.2026-10.2027
    DhratlachD Dhratlach

    @wired Nie wiem o co ci chodzi i po co ci to. Orientuję się trochę w cenach i jak dla mnie jak najbardziej wszystko jest legitne. Dane danymi, osobiście? Nie ważne ile byś zapłacił mi pod stołem sam nigdy bym ci ich nie podał. Za dużo widziałem, swoje przeżyłem. Kropka. Oczekujesz transparentności, a sam zasłaniasz się anonimowością... Nie fajnie.

    @jhnw Ode mnie na pewno wpłynie. Prędzej czy później. W końcu mamy własne, funkcjonalne, działające forum i robicie naprawdę lwią robotę z utrzymaniem tego na chodzie. O dodatkowych funkcjonalnościach nie mówiąc. Nie mam zamiaru was rozliczać jak żyd. Tym bardziej, że i tak ponieśliście koszta początkowe na własnych barkach. To mi wystarczy na dowód dobrej woli i zaangażowania.

    Forum

  • Zbiórka na forum 10.2026-10.2027
    DhratlachD Dhratlach

    Jak wygląda sprawa z opłatami za Patronat? On akurat do mnie bardziej przemawia. Nie widzi się kwot które ubywają... ale jednak pozostaje kwestia otwarta co bardziej opłacalne

    Forum

  • [Kroniki Mroku]Działkowcy Reaktywacja
    DhratlachD Dhratlach

    Spoko oko, Bril. Do spokojnego i udanego!
    ...bo wiem, że wrócisz na forum jak się wszystko poukłada!

    Archiwum

  • Gry PC i Inne - Przeceny, darmoszki
    DhratlachD Dhratlach

    Może nie darmoszka, ale "prawie jak" 9 zeta bez grosza za:

    Battlefield™ 1 Revolution - Steam - do 09.07

    Hydepark

  • Popiół i Śnieg
    DhratlachD Dhratlach

    Heinz jak siedział przy stole tak siedział. Krzyki Marty na dole w piwnicy. Drzwi w które wpatrywał się z intensywnością, która gdyby tylko mogła rozpuściłaby je jak masło na słońcu. Ordung kurdupla... Prychnął. W rozbawionej, gorzkiej pogardzie. Tego brakowało, by nizioł wydawał mu rozkazy. W oczach Heinricha? Byli równi pod względem zatrudnienia, ale nie hierarchii społecznej, czy jako istoty bliskie bogom i naturze...

    - Idę po Klausa. - rzucił ten maluczki, a krzywy uśmiech zawitał na twarzy rudego który począł mówić spokojnie nim ten dotarł do schodów.

    - Nie spierdol tego. Patrz i słuchaj uważnie... - warknął w stronę Tomasimo i zaczął wstawać od stołu.

    - Pomogę tylko dlatego, bo wciąż wierzę, że macie szanse. - powiedział głośniej, i ruszył w stronę drzwi do stajni.

    Splunął gęstą plwociną na bok. Od gadania zaschło mu w gardle.

    - Moriz! Do mnie! - Nieugięty głos, nieznający sprzeciwu, autorytarny, ostry kontrast wszystkiego co mogli widzieć w nim wcześniej. Nie kończyło się to tylko na głosie. Postura i mowa ciała człowieka co wie co robi... albo przynajmniej myśli, że wie co robi. Echo przeszłości... tak blisko mu znane...
    - Szybko! Miejmy to z głowy!

    Jednak myśl wróciła do halflinga i aż się obejrzał za siebie. Wiedział, że jeśli by zszedł do piwnicy... To by z niej nie wrócił... Nie miał szans z Łowcą i choć nie chciał tego przyznać nawet przed samym sobą to był wdzięczny kurduplowi, że zdecydował się tam zejść. Nie ufał swoim nerwom. Zdecydowanie nie ufał...

    Rozgrywka
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa