https://forum.rolltelling.pl/topic/78/starbase-echo-1
Jest jak najbardziej aktywna, tylko powoli nam idzie 
Panel sesji wdrożony.Proszę zapoznać się z tym tematem.
https://forum.rolltelling.pl/topic/78/starbase-echo-1
Jest jak najbardziej aktywna, tylko powoli nam idzie 
@Wired napisał w [Warhammer 2ed.] Popiół i Śnieg - Rekrutacja:
@Dhratlach znaczy zgłaszasz dwie karty postaci do jednej R? Hm, jakbyś się zdecydował to by innym było łatwiej tworzyć własne postacie. Daj znać jak się zdecydujesz, bo mam wątek z hieną w karcie i z naszych rozmów to miała być Twoja hiena, chociaż to oczywiście może być inna hiena i można też ją łatwo uśmiercić w mojej historii przez pułapki w grobowcach, więc luzik i jak coś porobię zmiany
Zawsze robię więcej niż jedną. Zazwyczaj do trzech, a potem selekcja... Przyznam, że trochę się pośpieszyłem zgłaszając Hienę jakby nie patrzeć. W sumie miałem noc na przemyślenia i wyszło mi, że Heinz z mało znaczącą korektą nadaje się idealnie. Potrzebna była tylko mała korekta by pożenić oba koncepty skutecznie, ale to pieśń przyszłości. Polubiłem tego smutasa. To łopatologicznie prosta postać jakby nie patrzeć! Lingwista z Otwieraniem Zamków? Czego więcej chcieć?
Będzie Heinz.
Przepraszam za możliwe zamieszanie...
...a teraz spanko!
Poznajcie... Adolf'a Neigel'a. 

Przyjaznego i wspierającego Ciura Obozowego i Aplikanta Kupieckiego. Znawcę tego co ludzkie i tego co kupieckie. Specjalizuje się w żywności, tkaninach i zwierzętach. Jeszcze niedawno Asystent Kwatermistrza Armii Talabeklandu. Teraz, wędrowiec zaniepokojony "obrotem spraw" w Hochlandzie i szukający swojej rodziny, która mieszkała w Hergig!
Co więcej, jeszcze nie wiem na którą postać się ostatecznie zdecyduję. Czy będzie to Heinz, czy Adolf... więc proszę nie sugerować się moimi typami; czy padnie na Hienę Cmentarną, czy Ciura Obozowego.
Proszę, zróbcie postać taką jaką najbardziej sami chcecie. Chciałbym, abyście czuli się z nią dobrze i sprawiała wam przyjemność. Róbcie tak, by było wam dobrze. Tylko o to proszę!
Jako, że spędziliśmy trochę czasu pijąc piwo we własnym gronie to dam garść info o Heinz'ie.
Co wiedzą wszyscy:
Milczek, o wisielczym, suchym i lekko rasistowskim poczuciu humoru. Nie mówi o swojej przeszłości, ale akcent ma nordlandzki. Przyciśnięty do muru powie, że jest tłumaczem.
Co wiedzą ci spośród Półświatka Przestępczego:
Jest hieną cmentarną i to dobrą, a specjalizuje się w tym co dawno zapomniane. Ruiny, kurhany... Los widać rozdzielił go z jego grupą, która miała dobre relacje na przestrzale całej północy Imperium.
Poznajcie Heinz'a~! 

napisał w [Warhammer 2ed.] Popiół i Śnieg - Rekrutacja:
Jako, że spędziliśmy trochę czasu pijąc piwo we własnym gronie to dam garść info o Heinz'ie.
Co wiedzą wszyscy:
Milczek, o wisielczym, suchym i lekko rasistowskim poczuciu humoru. Nie mówi o swojej przeszłości, ale akcent ma nordlandzki. Przyciśnięty do muru powie, że jest tłumaczem.
Co wiedzą ci spośród Półświatka Przestępczego:
Jest hieną cmentarną i to dobrą, a specjalizuje się w tym co dawno zapomniane. Ruiny, kurhany... Los widać rozdzielił go z jego grupą, która miała dobre relacje na przestrzale całej północy Imperium.
Graveyard Keeper - Podstawka - Darmoszka - Steam
Łapać póki jest! Polecam giereczeczkę!
Wstępnie zainteresowan. Gdyby ktoś myślał o elfie, lub krasnoludzie... niech da mi asap znać, bo od tego zależy koncept!
Zapytam też roboczo.
Pytanie pomocnicze do tworzenia postaci:

Marcus Schleiffer
Wizyta u Nadji
Brakowało mi Ciebie. - powiedział ciepło podczas uścisku, który odwzajemnił z radosną ochotą. Jakby nie było, była rozkoszną istotką, którą… nie miał zamiaru dzielić się z Kultem. Była zbyt blisko jego spraw, by podejmować jakiekolwiek ryzyko z jej ujawnieniem. Poza tym, nie lubił się dzielić swoimi zabawkami.
Papierkowa robota. - odpowiedział śmiejąc się, gdy zasiadali do stołu i pokręcił z rezygnacją głową, by się do niej uśmiechnąć - Dzisiaj, całkiem niedawno zresztą. Tam? Miejsce z którego cieszę się, że uciekłem, ale widać chyba chcą mnie ściągnąć… ich niedoczekanie! Nawet nie wiesz jak mi ciężko tam był nie mając Ciebie u boku.
To miło z twojej strony. - Nadia zaśmiała się rezolutnie i miała wesołe iskierki w oczach. W końcu rozlała jeszcze wino do zwykłych, glinianych kubków i usiadła przy stole. - U nas też dużo roboty. Odkąd wyjechałeś nie wzięli nikogo na twoje miejsce więc robota ta sama a ludzi mniej. No ale skoro wróciłeś to może nawet i lepiej. Łatwiej ci będzie wrócić na dawne stanowisko. Jutro jest dzień świątynny to nie, ale pojutrze to możesz pokazać się w ratuszu. Pewnie byś musiał porozmawiać z Hermanem czy by cię przyjął z powrotem. Ale pewnie tak, kto by nie chciał mieć u siebie takiego fachowca jak ty. No ja na pewno bym się ucieszyła jakbyś wrócił i byśmy znów mogli pracować razem. To za szczęśliwe powroty! - Gospodyni wydawała się cała w skowronkach. I pewnie miała rację, jakby chciał wrócić do pracy w ratuszu, to musiałby pewnie rozmawiać z Hermanem Schusterem. Widać dalej był na swoim stanowisku. Ale na razie to Nadia wzniosła toast za to spotkanie.
Za powroty. Za dobre dziś i lepsze jutro. - powiedział ciepło unosząc kielich
Nie mniej, połowa moich umiejętności to Twoja zasługa. Nie mogę się doczekać… powrotu.
Oh, skromny jesteś Marcus. Ale cieszę się, że wróciłeś. Jak tam dziewuszki w stolicy? Smakowały ci? Nie mów, że nie próbowałeś. I tak bym nie uwierzyła. - Popatrzyła na niego z wesołymi iskierkami w oczach i widać było, że ma dobry humor.
Mwoah… - mruknął z niechęcią ekonom - …mają swoje uroki, ale mówię ci kochana… małą psiu-wdziu w głowie. Myślą, że jak większa mieścina to… - pokręcił ze zrezygnowaniem głową - …gdzie prawda jest taka, że my wszyscy nie ważne skąd i jakiej wiary, czy stanu… tacy sami. Tylko… ludzie z naszymi urokami i słabościami…
Marcus przyjrzał jej się bacznie i z wielkim zainteresowaniem.
A u Ciebie, Nadio, promyczku? Jakiś gieroy?
- Oj tam, zaraz tam jakiś gieroj! Było paru co smalił do mnie cholewki ale nie byłam nimi na poważnie zainteresowana. I sam rozumiesz, że porządna dziewczyna z ratusza to musi dbać o reputację. - Brunetka zaśmiała się wesoło i machnęła dłonią. Wydawała się być rozbawiona i zadowolona z odpowiedzi swojego gościa o kobietach z jakimi miał do czynienia podczas pobytu w odległej stolicy Imperium. - Ja słyszałam, że te kobiety z wielkich miast a ze stolicy to już w ogóle, to są strasznie zmanierowane i przemądrzałe. Nawet zwykłe kelnerki z tawern. O. A słyszałeś, że niedawno przyjechała do nas Odette von Treskow? Słowik Północy? Tydzień temu śpiewała psalmy na porannej mszy. Ależ ona ma głos! I jest taka młoda. Myślałam, że jest starsza. Widziałam ją przez chwilę z bliska jak mijała mnie gdy wychodziła ze świątyni. Ciekawe czy jutro też będzie śpiewać. - Podzieliła się z nim plotkami o sławnej artystce. Marcus też o niej słyszał ale nigdy nie był na jej występach ani jej nie spotkał.
Słowik u nas? - delikatnie się zdziwił po czym dodał - Artyści tak mają, że kochają publikę, więc są całkiem niezłe szanse. Zobaczymy.
Marcus uniósł nieznacznie pytającą brew.
To o której mam Ciebie odebrać na mszę?
No a jednak przyjechała do nas. Trochę się zdziwiłam bo przecież to taka sławna diwa a my nawet prawdziwego teatru nie mamy. Znaczy szlachta od wiosny, przebudowuje starą tawernę na teatr i nawet nieźle im to idzie. Oczko w głowie tych bogatych co chcą nieco ekskluzywnej rozrywki a nie ciągle jeździć do Saltburga albo płynąć do Marienburga. Sama Kamila van Zee, wiesz, córka kapitana portu, to ona za tym stoi. I podobno to na jej zaproszenie lady von Treskow do nas przyjechała. Ale też trafiła na tą żałobę po księżnej-matce więc wszystko jest odwołane. Ta premiera teatru też. Bo właśnie ona miała przyjechać uczcić to otwarcie teatru u nas. - Nadia rozgadała się o tych teatralnych sprawach i widać było, że ją bardzo interesują. To jednak była prawda, teatry to była domena wielkich miast i takie średnie i nędzne jak Neus Emskrank, raczej nie mogło sobie na nie pozwolić. A co dopiero na wizytę tak znakomitej śpiewaczki jak lady Odette von Treskow.
I przyjdziesz po mnie? To miłe z twojej strony. - Gospodyni posłała mu pogodny uśmiech. - Z pacierz się idzie no to gdzieś o pół dzwonu trzeba by wyjść aby się nie spóźnić na mszę. - Po tym okazaniu radości zastanowiła się nad praktyczną stroną tej propozycji. Pół dzwonu wydawało się rozsądnym czasem aby od niej, dotrzeć na poranną mszę w świątyni Mananna.
Oczywiście. - odpowiedział jej ciepło i pogodnie - Nie wyobrażam sobie mszy bez Ciebie u mego boku…
No to zapraszam na jutro. Nie spóźnij się bo sama pójdę. Nie chcę aby mnie ludzie palcami wytykali na tą co się na msze spóźnia. - Uśmiechnęła się do niego ciepło i wyglądało na to, że są umówieni na jutrzejszy poranek.
Brzmi to trochę tak jakbyś chciała bym przyszedł przed czasem… - powiedział łagodnie z szerokim uśmiechem.
No tak. Przecież mówię ci, że nie chcę się spóźnić. - Brwi Nadii powędrowały do góry jakby niezbyt rozumiała do czego zmierza Marcus.
Na co mężczyzna się delikatnie uśmiechnął.
Oczywiście. Z czystej zawodowej ciekawości. Jak wyglądają sprawy w Ratuszu i Neues?
No urwanie głowy nawet tak na co dzień. A teraz przez ten turniej jest jeszcze gorzej. Bo jak wyjechałeś to mowiłam ci, nie wzięli nikogo na twoje miejsce. Więc robota została ta sama a ludzi mniej. A pewnie pamiętasz, że wszelkie festyny w mieście to przechodzą przez ratusz chociaż częściowo. Ten co miał być parę tygodni temu miał być duży. Aby promować miasto, ściągnąć gości z prowincji ale też z Marienburga i Erengradu. Bo no cóż, nic się nie zmieniło i w porównaniu do nich, dalej jesteśmy zwykłą dziurą gdzie statki zawiajją na chwilę aby uzupełnić zapasy i może sprzedać albo kupić drobną część swoich towarów ale płyną dalej albo na wschód albo na zachód. No i ten turniej miał być taki duży i wspaniały aby to chociaż trochę zmienić. Ściągnąć inwestorów. Nawet ten teatr to Kamila von Zee z resztą szlachty założyła to też miał mieć swoją premierę. I ta lady Odette von Treskow przyjechała. Chociaż już jak była żałoba. No ale jednak. A tu no widzisz, Morr pokrzyżował te wszystkie plany. Teraz mamy żałobę i wszystko jest w zawieszeniu. Część gości co przyjechała na ten turniej już wyjechała. Część gości nadal u naszej szlachty, czasem po karczmach. Tłuszcza co przyjechała razem z nimi to tak różnie ale też liczą, że ten turniej w końcu jednak będzie jak się żałoba skończy. Po cichu liczymy, że będzie trwała miesiąc no to jeszcze z tydzień albo dwa. Trudno powiedzieć. To kuria z Saltzburga musiałaby ogłosić. - Dziewczyna wysypała się ze swoimi przemyśleniami na temat pracy w ratuszu i brzmiało jak urwanie głowy. Zwłaszcza był duży kontrast między oczekiwaniami jakie zapewne nie tylko ona miała co do turnieju a żałobą z powodu śmierci starej księżnej. To jednak było tradycją jako okazanie czci i szacunku znamienitym osobą. A matka księcia-elektora to nie był byle kto. Więc i żałoba po niej musiała odcisnąć piętno na prowincji.
Jestem ekonomem Nadio. Choć szanuję tradycję, to jednak patrzę przede wszystkim na rachunek zysków i strat… a strat mamy teraz zdecydowanie za dużo... - Marcus pomasował się po skroni - …ale nic stracone. Muszę tylko porozmawiać dłużej z Herr Schusterem, ale tu będę potrzebować Twojej pomocy. Potrzebne mi pełne zestawienie kosztów tego turnieju, listy gości z rozbiciem na tych co zostali i u kogo się zatrzymali, oraz tych co wybyli, ich pochodzenia i statusu… na cito, ale tym zajmiemy się pierwszego dnia pracy. Jutro dzień świątynny… - uśmiechnął się delikatnie - odpocznijmy i nabierzmy sił przed nawałem roboty.
Ale ja nie wiem czy jest takie zestawienie. My na pewno takiego nie robiliśmy. Nie wiem czy ktoś ma pełną listę gości spoza miasta. Normalnie zgłaszaliby się rycerze i uczestnicy turnieju. No ale jak go odwołali to nikt takiego nie robił. Ratusz odpowiada za zbudowanie toru i zorganizowanie oprawy. Pewnie jakieś przyjęcie by było. Ale teraz wszystko zawisło w próżni. Goście jak pewnie wiesz, nie przyjechali sami tylko ze swoją świtą, do tego masa kuglarzy, ladacznic i handlarzy. Jak na każdy festyn. Ale oni wszyscy siedzą po kwaterach u rodzin i przyjaciół jak kto ma, jak nie to tam gdzie się u szlachty zaczepi a jak nie to po karczmach i tawernach. A te wszystkie kupce i ladacznice to pewnie gdzie się da. Nie wiem czy ktokolwiek wie ilu ich dokładnie zjechało do miasta. Nigdy zresztą tego nie rejestrujemy. - Nadia wydawała się być nieco zdziwiona prośbą Marcusa. I wyjaśniła dokładniej jak to zwykle bywa w organizacji takich festynów. I jak znów ta żałoba ucięła tą rutynę przez co tym razem nie było jak zwykle.
Hmm… - mruknął Schleiffer i pomasował skroń - …czyli pod górkę. No cóż, będę musiał wykazać się kreatywnością. - spojrzał na młodą kobietę pogodnie - Wygląda na to, że jesteśmy trochę z tyłu, ale to nic czego nie da się naprawić.
Skład celny, spotkanie z Hansem Adolfem Zimmer
Marcus nienawidził deszczu. Nie trawił go, ni w jotę, a teraz przemieszczał się w nim w stronę portu, a dokładniej, do składu celnego. Hans był… pracoholikiem? Nie, nie… to było złe słowo… był… obrotny? Tak, o wiele lepsze! Marcus natomiast był jak ten pająk. Lubił pająki. Jaka szkoda, że większość ludzi nie rozumiała ich piękna i przydatności. Jednak ludzkie pająki, takie jak on… cóż, był oddany Wężowi, ale Tkacz też był mu bliski.
Lało. Jak on nienawidził deszczu… teraz jednak pośród strug dostrzegł znajome schody prowadzące do biura na górnej kondygnacji. Znał cel i właśnie tam niosły go nogi.
Jak otworzył drzwi, ujrzał Zimmera jak stoi przy swoim biurku i rozmawia z jakimś mężczyzną w kwiecie wieku. Dojrzał gościa i posłał mu szczery uśmiech oraz pozdrowienie głową ale na razie chciał dokończyć sprawę z klientem. Tak na słuch, to chyba chodziło o jakieś detale opłaty za skład towarów. Klient w końcu pożegnał się i wyszedł, mijając Marcusa. Obrzucił go przelotnym spojrzeniem i tyle. Gdy zostali sami Hans uśmiechnął się szczerze do swojego gościa.
A kogóż to widzą moje chciwe oczy? Któż to do nas wrócił? No witaj Marcusie, witaj. Kiedy przyjechałeś do miasta? No i na czym dasz mi zarobić tym razem? - Podszedł i jowialnie potrząsnął jego prawicą. Widać było, że cieszy się na jego widok, nawet jeśli parodiował ton bezdusznego chciwca.
Całkowicie niedawno i moja pierwsza myśl była zobaczyć tego drania, który zdaje się zawsze mieć coś co mnie zainteresuje. - odpowiedział w ton z uśmiechem Schleiffer - Na południu mają burdel, mówię ci, Hans. Dobrze być z powrotem na spokojnych rubieżach.
W końcu stolica! Stolica największego burdelu w tym kraju! To nic dziwnego, że się tam kotłuje! - Gospodarz zaśmiał się rubasznie i gestem zaprosił gościa aby usiadł na krześle. Sam podszedł do szafki i zaczął czegoś w niej szukać. - Ale trzeba znać swoje możliwości i ograniczenia. Może tam w Altdorfie mają największy i najdroższy tort a my tutaj tylko małe podpłomyki. Ale mamy je w garści, na swoim podwórku. - Okazało się, że wyjął butelkę wina i dwa kielichy. Od razu widać było, że lepiej mu się powodzi, niż młodej, drobnej urzędniczce z ratusza. Postawił naczynia na blacie biurka i odkorkował butelkę.
A jak u ciebie? Wracasz do ratusza? Czy masz inne plany? - Zagaił kolegę gdy rozlewał wino do obu kubków.
Raczej na prawie pewno tak. Nie mniej, rozmowa z Schusterem mnie czeka. Z tego co się przelotnie zainteresowałem jeszcze nie znalazł mojego zastępcy, więc wiesz… - Marcus się zaśmiał - …nie mogę się doczekać powrotu. Widzisz, mam plany na przyszłość z tym miejscem…
…ale! Dość o mnie. Opowiadaj łotrze co u Ciebie i w ogóle. Stare nudy? - zapytał z promiennym uśmiechem.
- O, masz plany związane z tym miejscem? Ambicji ci widzę nie zabrakło w tej stolicy. A jakie to plany jeśli można wiedzieć? - Gospodarz usiadł na swoim miejscu i wzniósł swój kielich aby wznieść toast z gościem. Po czym upił pierwszy łyk.
- A u mnie stara bieda i jeszcze doszła nowa. Pewnie słyszałeś, że parę tygodni temu zmarła nasza ukochana księżna-matka? - Uniósł brwi ale pytał raczej dla formalności. O tym fakcie Marcus słyszał jeszcze zanim wrócił do miasta. Bo matka elektora jednej z prowincji była zbyt ważną osobą aby jej śmierć przeszła bez echa. - No to zmarła. Więc teraz mamy żałobę. A zmarła tuż przed turniejem jaki miał się u nas odbyć. Wiele znamienitych gości przyjechało na turniej a gdy ona zmarła to ogłoszono żałobę. I turniej odwołano. A ja nakupiłem wina, tileańskiego, estalijskiego, bretońskiego, kislevskich miodów. Bo wiadomo, że tacy znamienici gości to co kiesy mają pękate a i w gardła nie będą lać byle berbeluchy. No i dalej piją ale nie tak jak by mogli gdyby turniej się odbył. Więc inwestycja na razie na siebie nie zarobiła. Liczę, że w końcu ta żałoba się skończy i zrobią ten turniej i wreszcie interes ruszy z miejsca. Teraz zalega mi w magazynie i pożytku z tego nie ma. A opchnąć nie mogę bo liczę, że lada chwila się ta żałoba skończy. - Wyjaśnił swoje rozczarowanie nieplanowanym przestojem w interesie.
Przyjdzie czas, będzie rada. - powiedział łagodnie choć z lekką goryczą Schleiffer - Faktycznie z tym turniejem się rozdupczyło… Widać Morr ma… “wytrawne” poczucie humoru. Mówię Ci, problemy z tego tylko będą. Znudzona szlachta to nieobliczalna szlachta…
Podrapał się po podbródku w namyśle.
Dużo masz tych kislevskich miodów?
Morr nie zwraca uwagi na żywych póki nie przestąpią bram jeg ogrodów. - Kupiec rzucił znaną sentencją na temat kruczego boga. Zadumał się chwilę zanim odpowiedział na pytanie gościa. - Sporo Marcus, sporo. Cały stos beczek. Mówię ci, że brałem miarę na turniej a nie żałobę. - Westchnął gdy szybki zysk na jaki liczył, zawisł obecnie na sznurku przynajmniej oddalając się w czasie.
Same beczki? - zapytał ze zdziwieniem Marcus - Żadnych butelek czy gąsiorków? Przyznam, zadziwiasz mnie.
Jestem hurtownikiem Marcus. Nie bawię się w detal. Jak ktoś ode mnie kupi te beczki to niech sobie serwuje je do dzbanów albo butelek. Ale ja się w to nie bawię. - Uśmiechnął się z tonem wyższości nad drobnymi ciułaczami co musieli handlować pojedynczym butelkami.
Oj, Hans… - Ekonom uśmiechnął się szeroko - Wiem, że wybitnie się znasz na swojej robocie. Jest jednak taka sztuczka w moim świecie ekonomii… która jest silnie powiązana z kultem Hendricha, a skoro oni ją uskuteczniają? Powiedz mi, gdybyś był niezdecydowanym klientem i chciał kupić wino, czy kupowałbyś w ciemno? Parę butelek czy gąsiorków warto mieć, by poczęstować klienta, snuć historię i sprzedać towar. Warto też dać butelkę innego trunku w prezencie mówiąc, że ma się więcej. Spróbuje i zapewne przyjdzie, a nawet jak nie przyjdzie? To będzie się czuł zobowiązany, bo dostał coś za darmo. Zresztą, najpewniej to wiesz… Tędy się dziwię.
Ciekawa strategia. Może i tak zacznę robić. Ale tym razem miał być pewnik. Tawerny i wielmoże mieli zamawiać u mnie beczkami. Przecież brałem same pewniaki, te co najlepiej schodzą. I by schodziły! Na pniu! Sam wiesz co się dzieje podczas festynów czy turniejów! Każdy chce sobie odbić dzień powszedni i zabawić się na zapas aby wytrzymać do następnego festynu. A tu taki klops z tą żałobą. Wszystkie plany mi pokrzyżowała. Sprzedaję teraz ułamek tego co bym mógł gdyby tej żałoby nie było. Pewnie bym już drugą turę zamawiał i tylko liczył monety w sakwie. - Kupiec westchnął rozżalony na takie niespodziewane przyblokowanie interesu. Widać było, że czeka na ten turniej jak roślina na deszcz w środku lata.
Zobaczę co da radę ruszyć w Ratuszu. - powiedział łagodnie - Tu będę potrzebował jednak luźny spis beczek, gatunków, litrażu i roczników… oraz ile sobie liczysz. Nie mniej, słowa “do negocjacji” potrafią ruszyć machinę handlu.
O? Naprawdę? - Hans uniósł brwi do góry jakby trochę się zdziwił tą propozycją. I trawił ją przez chwilę w sobie. Po czym uśmiechnął się promiennie. - Cieszę się, że wróciłeś Marcus. Może rzeczywiście ktoś, coś w ty ratuszu ruszy. Jakby się dało załatwić licencję na dostawę wina do ratusza na te biesiady to byłoby cudownie. Wiesz przecież, że też nie byłbyś stratny na takim interesie. - Posłał gościowi życzliwy uśmiech i od razu potrafił dostrzec okazję do załatwienia dodatkowego dochodu. Gdyby udało mu się zostać dostawcą na oficjalne bale i przyjęcia organizowane przez ratusz na ten turniej, to miałby pewny rynek zbytu dla swoich zalegających beczek. - Teraz nie mam tej gotowej listy a nie chcę cię zanudzać pisaniną. Zostaw jednak adres pod jakim można cię złapać to ci podeślę tą listę. - Zaproponował od siebie jak mogą to załatwić.
Miodowa 11a, na południe od Placu Targowego w Dzielnicy Centralnej. Ten co ostatnio, ale jakby coś miało się zmienić dam Tobie znać. - odpowiedział Marcus
Dobra poślę tam później kogoś. Jakby ci się udało to załatwić to byłoby świetnie. No! To wypijmy za to! I za spotkanie! - Kupiec uśmiechnął się i wzniósł swój kielich do toastu ze swoim gościem.
Zdrowie i ku pomyślności!
Karczma “Kwarta”
Po spotkaniu z jednym ze swoich bliższych znajomych. Jakkolwiek by to słowo nie brzmiało dziwnie, na co przewrócił oczami skrytymi pod ciężkim kapturem impregnowanej, ciasno tkanej, wełny, z uśmiechem witał znajomy szyld miejsca upajania stróżów prawa. Nogi go niosły z nową werwą. Powrócił… i miał zamiar osiągnąć więcej niż kiedykolwiek wcześniej.
Chwycił za uchwyt i rozchylił drzwi wchodząc do środka. Knut… powinien być po swojej zmianie, a jak nie? To zawsze miał coś na każdą okazję. Teraz jednak rozglądał się za zasłużonym stróżem prawa. Wszak miał ochotę się napić…
Jeszcze zanim pchnął mokre od deszczu drzwi “Kwarty” to słyszał gwar głosów dobiegajace ze środka. A gdy to zrobił to tylko oczy potwierdziły to co uszy słyszały. Wnętrze było zatłoczone. Trafił na porę gdy dzienne zmiana już skończyła służbę więc teraz przychodzili coś zjeść, wypić i pogadać. Było gwarno i tłoczno. Kelnerki uwijały się nosząc tace z półmiskami i kuflami a wracając do kuchni z pustymi. Marcus musiał uważnie rozglądać się po stołach aby znaleźć swojego znajomego. W końcu zastał go siedział z kilkoma kamratami przy stole pod ścianą. Jedli, pili i rozmawiali o czymś. Jeszcze nikt z nich go chyba nie zauważył.
Cień szelmowskiego uśmiechu przemknął mu przez facjatę, by zniknąć jak tylko się pojawił pod pogodnym. Nie było co się śpieszyć. Tym bardziej, że… miał też interes do… i ruszył do lady. Zasięgnąć języka i napić się trochę piwa. Nigdy nie było wiadomo, a teraz ciekawiło go kto tam pilnował wodopoju.
Gdy Marcus przysiadł do szynkwasu i zamówił napitek to dostał dość średniej jakości trunek. No ale “Kwarta” może nie była najgorszą karczmą w mieście jednak strażnicy, najemnicy czy żołnierze to raczej nie mieli zbyt wyrafinowanych gardeł i żołądków. Kelnerka jaka pracowała po drugiej stronie drewnianej lady, chętnie mu powiedziała to i owo. Zwłaszcza jak zobaczyła sowity napiwek to posłała gościowi szczery uśmiech. I zdradziła mu parę szczegółów o kilku widocznych wewnątrz klientach.
Ten stary, z futrzaną czapką w kislevickim stylu, rzeczywiście był z Kisleva. Przyjechał ze swoim panem na turniej. Niestety z powodu żałoby po księżnej-matce, ten został odwołany. I teraz ten kislevski majordom, szukał jakichś rozrywek dla swojego pana. Może jakieś polowanie, pojedynek, walki gladiatorów czy cokolwiek co by mogło zainteresować jego znudznego pana.
A ten młodzik, w zwykłej przeszywalnicy i z toporem u boku w dość obleśny ale sugestywny sposób opowiadał, że spotkał na plaży za miastem dziwne stworzenia jakie czasem nazywano trytonimi przyrodzeniami. Bo właśnie tak wyglądały. I podobno mogły dogodzić każdej kobiecie. No i młody wojak był tym tak zachwycony jakby liczył, że któraś się skusi aby pójść tam razem z nim i spróbować. Kelnerka nie wróżyła mu sukcesu z powodu jego grubiańskości.
No i był jeszcze ten młody, tam pod ścianą. Wyglądał na przygnębionego i zmartwionego. Nic dziwnego. Pożyczył geldy od człowieka jakiemu lepiej nie podpadać a zbliżał się termin spłaty. A po minie widać było, że raczej nie patrzy na tą perspektywę swobodnie.
Ekonom nie miał żadnego zainteresowania zadłużonym, który powinien wiedzieć lepiej. Co innego Kislevita, oraz ten młodzik. W jednym widział zysk, w drugim ciekawostkę wartą sprawdzenia.
Karczma, spotkanie z młodzikiem
Kiedy piwo zostało nalane, Marcus udał się do młodzika i kładąc piwo przed nim usiadł na wolnym miejscu.
Ponoć opowiadasz ciekawe historie. - powiedział z uśmiechem po czym napił się swojego.
Trytonów nie ma ale cycate syreny to pewnie są co? - Kelnerka uśmiechnęła się do niego ironicznie. Nie był pewny czy to tylko jej riposta czy też ma inne zdanie na ten temat. Jednak nalała piwa do drugiego kufla i podała mu na blat szynkwasu. Jak je zabrał to miał czym zacząć rozmowę z młodym, krzepkim nieznajomym. Ten siedział na ławie przy jednym ze stołów. Kilka miejsc było wolnych a przy drugim krańcu stołu siedziało trzech innych mężczyzn. Ale chyba raczej byli osobno od tego młodzika. On zaś spojrzał najpierw na podsunięte piwo, potem podniósł głowę na tego kto je dzierżył.
To nie są historię, tylko mówię co widziałem na plaży. - Odparł nieco zaczepnie jakby miał już dość ciągłych przytyków na ten temat. Jednak widok pełnego kufla sprawił, że pohamował wybuch złości. Popatrzył ponad nim na gościa który usiadł na przeciwko.
Nie jestem tu by kpić. - powiedział pogodnie Marcus - Po prostu ciekawi mnie Twoja wersja wydarzeń, a ja lubię wysłuchać ciekawej opowieści. Szczególnie w szczegółach. Przyznasz, że jest dość nietypowa.
Jak moja wersja wydarzeń? A znasz inną? - Młodzian zmrużył oczy jakby coś mu się nie zgadzało. I rozejrzał się po wnętrzu karczmy jakby się zastanawiał od kogo jegomość z naprzeciwka mógł coś usłyszeć na ten temat. - Zresztą, mniejsza z tym. - Machnął dłonią, odwracając się z powrotem do rozmówcy. - Żadna tajemnica. Po prostu szedłem rano plażą i znalazłem tam buławę trytona. Tak na to mówią. Wygląda jak przyrodzenie męża. Dlatego mówią buława. I trytona bo to na brzegu morza się czasem znajduje. Podobno jak jakis tryton wkurzy syrenę to ona mu odgryza tą buławę i ja wyrzuca. Dlatego potem się znajduje je na brzegu. Takie małżeńskie kłótnie wodniaków. No i podobno jak u nas jakaś ladacznica jest wyposzczona to może sobie użyć tej buławy wiesz jak. No i podobno to jak któraś spróbuje to sobie to chwali. W końcu syreny i trytony to podobno wspaniali kochankowie. Jak elfy albo bardziej. Tak słyszałem, żadnej syreny nie spotkałem ale jeśli są takie urodziwe jak te na galionach i freskach to chętnie bym jakąś spotkał. - Mężczyzna opowiadał szybko i w miarę jak mówił nieco się rozluźnił. Pod koniec nawet się nieco uśmiechnął.
Schleiffer uśmiechnął się do młodzieńca.
Marcus Schleiffer, jakbyś znalazł taką buławę to mi przynieś. Jeśli będzie autentyczna i w dobrym stanie to może znajdę kogoś zainteresowanego kupnem. Tylko ładnie zapakuj.
Herman. - Przedstawił się kiwając mu głową. Dopił piwo ze swojego kufla i sięgnął po to pełne jakie przed chwilą postawił mu rozmówca. - Nie, nie, tak to nie. - Pokręcił głową na znak, że inaczej widzi sprawę. - Ja ci powiedziałem gdzie leżą te buławy. Jak chcesz to możesz pójść i je sobie obejrzeć i nawet zebrać. Całkiem za darmo. Ale jak chcesz abym ja tam wrócił i je dla ciebie zebrał no to musisz mi dać jeszcze na dwa kufle. - Przedstawił Marcusowi kontrofertę.
Marcus uśmiechnął się delikatnie węsząc nieścisłość w opowieści.
Karczma, spotkanie z Kislevitą
Po zamknięciu sprawy z Hermanem, Ekonom skierował swoje kroki w stronę Kislevczyka.
Przyjechał waść na turniej? - zagaił przyjaźnie - Chwilowo nici, ale trochę się obawiam co szlachta wymyśli z nudów, co nie?
Ano na turniej, na turniej. A tu taki klops dobrodzieju. - Kislevczy podniosł głowę aby zobaczyć kto do niego podszedł. I chociaż dość płynnie mówił w reikspiel to z wyraźnym, wschodnim akcentem. - Miał być turniej, mój pan spakował majdan i tu przypłynął, tak się cieszył, że weźmie w nim udział a tu klops dobrodzieju. Klops na całą prowincję. Morr wezwał do siebie waszą księżną i my, maluczcy nic z tym nie możemy zrobić. No i żałoba teraz. I turniej odwołano. A my tu utknęlim już kolejny tydzień bo niby na nowy miesiąc może go przywrócą. A to już tylko kilka dni zostało. - Kislevita był całkiem dobrze ubrany, choć na modłę swojego kraju, jaki wyraźne różnił się od zachodniego sąsiada. I wydawał się być pogodzony z losem ale bynajmniej nie ucieszony. Jemu też żałoba pokrzyżowała plany związane z turniejem. Dał gestem znak aby gość dosiadł się do niego jeśli ma ochotę.
Nic nie jest stracone, choć obecna sytuacja jest… problematyczna. - powiedział łagodnie Ekonom siadając - Przeciąga się to niemiłosiernie. Powiedz mi, dobry człowieku, jak Twój Pan radzi sobie z tym wszystkim?
Ah mój pan, baron Fiodor Ursunow, źle znosi bezczynność. A jak źle coś znosi to ma zły humor. A jak ma zły humor to da się to odczuć. Przyjechał na turniej, pojedynki, bale, polowania, koncerty. A tu bogowie na prowincję śmierć zesłali i teraz wszędzie żałoba. Wszystko zabronione. Nawet ta piękna diwa o cudownym głosie przyjechała i mój baron jest nią zachwycony. No ale i tak ani ona koncertu dać nie może ani na żadnym balu się nie pokaże. I mój baron zły jest z tego powodu. Tedy rzecze mi abym poszukał mu jakiejś rozrywki. Bo znudzon okropnie. Tedy ja myślał, żeby jakieś polowanie mu zorganizować, przeca to można powiedzieć, że w las, na przejażdzkę się jedzie. A, że w lesie różne poczwary siedzą to i trzeba jakiś łuk, oszczep czy rohatynę zabrać. No albo jakieś walki czy pojedynki. Tylko ja też z nim przyjechałem, pierwszy raz jestem w tym mieście i mało kogo tu znam. Pytam tego, tamtego, ale wszyscy się boją aby żałoby nie naruszyć i klerowi nie podpaść, władzom i ludziom też. - Kislevita wyżalił się co mu leży na sercu. A jego wschodni akcent jeszcze bardziej dał się znać. Żałoba oczywiście była nakazem, jaki publicznie było bardzo nierozsądne łamać. Oznaczałoby brak szacunku dla zmarłej księżnej i rodziny elektora. Oraz tradycji i praw boskich. Co mogło się źle skończyć dla śmiałka jaki by sobie to wszystko lekceważył. Nic dziwnego, że mało kto kwapił się aby się angażować w tak ryzykowne przedsięwzięcie.
Mówisz całkiem niezłym Reikspielem. - zauważył, czy może pochwalił człowieka z północnego wschodu,
Jego Miłość, Herr Ursunow… Baron? Znaczy się, że posiadający ziemię? - zapytał z ciekawością - Czym zajmują się jego włości?
A dziękuję, miałem nauczyciela reikspiel z Imperium. Z Wolfenburga. Jestem Nikolaj Zacharenko. - Przedstawił siebie i skinął głową swojemu gościowy. - Oczywiście, że nasz baron posiada ziemię. Jest właścicielem kilku wiosek i dwóch młynów. Jednego wodnego i drugiego wiatrowego. No i przyjechał tu na turniej… Właściwie to statkiem z Erengradu żeśmy przypłynęli. A tu taki klops jak mówię. No i szukam teraz kogoś kto by mi pomógł zorganizować jakąś rozrywkę godną mojego pana. - Powiedział strapionym głosem.
Żałoba jest dość problematyczna dla nas wszystkich. Wielce niefortunna. W innych okolicznościach… - powiedział z żalem Marcus i ściszył głos - …nic nie obiecuję.
Kislevski majordom otworzył szerzej oczy. I aż pochylił się nad stołem.
Mógłbyś coś herr poradzić na te rozrywki dla mojego pana? - zapytał z nadzieją wypisaną na twarzy.
Nic nie obiecuję. - odpowiedział cicho Ekonom wstają.
Poczekaj proszę. Jeśli się coś dowiesz, to przyślij prosze wiadomość do Herr Cornelisa von Munka. Mój pan gości u niego. Kogo by mieli zapowiedzieć? - Kislevita zareagował całkiem przytomnie, chcąc złapać jakiś kontakt z rozmówcą.
Marcus Schleiffer. - odpowiedział z lekkim uśmiechem Ekonom. - Jak Was zowią?
Boris. Boris Zacharenko. Majordomus barona Fiodora Ursunowa. - Przedstawił się z lekkim ukłonem.
Marcus skinął głową mężczyźnie w uznaniu.
Karczma, spotkanie z Knutem Sigurdsson
Bogatszy o wiedzę i z dalszymi planami na przyszłość, Marcus skierował swoje kroki w stronę swojego starego druha, Knuta. Nie minęło wiele czasu od przybycia Schleiffera do “Kwarty”, więc przewidywał, że nadal siedział ze swoimi znajomkami ze Straży. W tym gwarze i tłoku musiał najpierw na nowo go znaleźć…
Z pewnym niepokojem, Marcus zauważył, że chyba zasiedział się w tych rozmowach dłużej niż się spodziewał. Bo jak podszedł w okolice stołu gdzie wcześniej siedział Knut, to go tam nie zauważył. Rozglądał się czy gdzieś indziej go nie widać no i dostrzegł. Wojak wracał od wychodka i dojrzał starego znajomego.
Kogóż ja widzę? Któż to wrócił do miasta? - Uśmiechnął się szeroko i podszedł do Marcusa. Uściskał mu prawicę i z zaciekawieniem obrzucił jego sylwetkę z góry na dół. - Kiedy wróciłeś? Tak przejazdem czy na dłużej? - zapytał gdy już się przywitali.
Niedawno, jeszcze nie zdążyłem się rozgościć. - odpowiedział z szerokim uśmiechem Uczony - Pierwsza myśl? Zobaczyć co u mojego starego przyjaciela. Tak to na dłużej, mam nadzieję na stałe, choć nadal mam zobowiązania i jestem “na list”, gdyby mnie potrzebowali. Choć moja papierkologia się zgadza… - zaśmiał się cicho - …to musieliby się naprawdę postarać szukając kruczków prawnych by ściągnąć mnie na dłużej.
Marcus rozejrzał się wokoło i westchnął lekko.
Nawet nie wiesz jak mi brakowało Neues… ale dość o mnie. Co u Ciebie?
A stara bieda, dobrze, że nie nowa. Przenieśli mnie na Południową Bramę. No to jak mam tam dyżur to się nie nudzę. Mówili, że czasowo, bo kolega nam wypadł z obiegu no ale wiesz jak jest. Na razie już z kwartał trwa to “tymczasowo”. No i niewesoło. Z miesiąc temu ktoś napadł i okradł świątynię Mananna. Ale się zakotłowało! Nikogo nie znaleźli. Dziwne. Liczyliśmy, że trefny towar gdzieś wypłynie w mieście ale albo go skitrali albo jakoś wynieśli z miasta. Mogli załadować na statek to teraz te fanty są już gdziekolwiek na Morzu Szponow albo i dalej. Ale wciąż ich szukamy. No i ten przeklęty turniej. Pół biedy ci możni. Ale ta cała hołota zjechała się na turniej. Jakby było normalnie to by się odbył i by znów pojechali gdzie indziej. A tak to siedzą i mają za wiele czasu wolnego. Bo wszyscy liczą, że jednak się odbędzie jak się żałoba skończy. - Westchnął na koniec gdy skończył opowiadać to co najważniejsze się u niego działo odkąd się ostatni raz widzieli.
Okradli świątynię Mannana? - brwi Ekonoma powędrowały do góry w zdziwieniu i pokręcił, aż głową - Bezbożnicy. Prędzej czy później ich dorwiemy, ale dziwne, że nie ma podejrzanych…
Widocznie zmarszczył brwi zastanawiając się nad tym faktem, by wzruszyć ramionami.
No cóż, klops z tym turniejem, nie ma co, ale co zrobić? Zmarło się i wszyscy pokutujemy. Gdyby to był jeden z nas… czy ktokolwiek by się przejął? Na pewno nie ci na górze. - zauważył Marcus - Na południu to co zawsze co roku. Wiosna, więc ceny wszystkiego poszły w górę. Szczególnie żywności i broni, bo to sezon na wojaczki… Eh, mówię ci, nie rozumiem tego skakania sobie do gardeł wielmożów i cieszę się, że znów tu jestem. Z dala to problemów.
To prawda. Nam się wydaje, że jesteśmy tacy ważni i wyjątkowi. A potem Morr wzywa do siebie i okazuje się, że świat robi kolejny krok i kolejny. Ale już bez nas. - Knut nieco smętnie pokiwał głową i zamyślił się na chwilę nad tą kruchością ludzkiego żywota. - A tych bezbożników szukamy. Raczej to jakaś przyjezdna ekipa. Bo swoich to, żeśmy nieźle przetrzepali. Sam rozumiesz, presja od samej góry. Taki wstyd na całą prowincję. Zwłaszcza, że to tylu gości spoza miasta mamy bo sie zjechali na ten turniej. No więc władze i świeckie, i kościelne, szmergla dostały aby złapać tych heretyków. No ale na razie nic. Na moje oko to wiedzieli na co się piszą i zwiali z miasta razem z fantami jeszcze tej samej nocy albo tuż po. - Pokiwał głową jakby dzielił się z kolegą swoimi przemyśleniami na ten temat. - Dobra, nie stójmy tak. Chodź, usiądźmy i pogadajmy jak cywilizowani ludzie. - Pokazał na stół przy jakim wcześniej go widział Marcus. Nadal tam siedziało trzech innych zbrojnych.
Kiedy znaleźli się przy stole Marcus powiedział krótkie.
Uszanowanie Panowie.
To mój kolega Marcus. Właśnie wrócił do miasta, dawno go nie było. A to jest Ernst, Bolko i Rupert. - Przedstawił ich sobie a oni krótko się z nim przywitali. Wyróżniał się ubiorem, oni mieli na sobie zwykłe kaftany lub przeszywalnice. Ale po chwili rozmowa wróciła na poprzednie tory. - No to jak mówiłem, trochę starej biedy a trochę nowej. - Knut nawiązał do tego co rozmawiali przed chwilą.
Czasami mam wrażenie, że nowe to nic innego jak przebrane stare. Ten sam, a często i gorszy, ból głowy w nowej odsłonie. - powiedział lekko zmęczonym głosem Ekonom.
To prawda, to prawda. - Knut zadumał się. Zaczął nalewać z gąsiora wina dla Marcusa po czym przesunął kubek w jego stronę. - No to za jutrzejszy ból głowy na mszy! - Zaśmiał się rubasznie i wzniósł toast. Jego kompanów to rozbawiło i też dołączyli ze swoimi kuflami.
Mieszkanie Marcus
Nie miał większych planów. Wizyta na południu zmieniła go... i wiedział, czuł to całym sobą. Było już ciemno kiedy zapalał świecę zegarową, by mieć pewność porannej pobudki. Następnie herbata z ziółek na kolorowe i wyraziste sny. Tak, jutrzejszy dzień był kluczowy pod wieloma względami i miał plany co do niego. Noc natomiast zamierzał odespać. Nie to co kiedyś. Jeśli jednak miałby się obudzić to miał księgi do sprawdzenia, ale jutro? Msza i Wyżnik. Co dalej? Był otwarty na los.
@Wired napisał w Warhammer 4ed - dyskusje o mechanice:
Jedyne do czego można Wiedza(Anatomia) użyć sensownie bo nie określa że ludzka to jako Wiedzę o budowie zwierząt i stworków nieludzkich na podstawie ich kształtu, wiedza po co potworowi rozdwojony język, czy co ugryzło wieśniaka Sama na podstawie zostawionego śladu. Co jada na podstawie rodzaju zębów, czemu zdechło, jaki ma habitat i co lubi itp. Ale to jest nadal niszowe zastosowanie i w sumie czemu ludzki medyk miałby się dobrze znać na zwierzętach?
Lore (Beasts) 
ja i tak będę bronił podręcznika, bo lubię bardziej rozbudowane systemy, a wszelkie szeroko zakrojone, uproszczenia mnie mierzwią. Polecam GURPS. Bardzo dobrze rozpisana mechanika tworzenia postaci... me gusta
Młotek 4e może nie jest idealny, ale nie mam zamiaru go upraszczać. Wolę szukać sensu w mechanice, niż na siłę zmieniać ją pod swoje upodobania czy inne houserulesy
@Wired napisał w Warhammer 4ed - dyskusje o mechanice:
@gladin to przy okazji wywala Wiedza(Anatomia) z profki, o której kiedyś rozmawialiśmy, że ma nikłe możliwości zastosowania w grze.
Nikłe? Młotek jest wzorowany na średniowieczu. Anatomia to Wiedza wysoce porządana, ale jej nauka jest skrajnie nielegalna (sekcje zwłok). Jak chcesz przeprowadzić operację, skoro nie wiesz jak działa organizm, jak jest zbudowany i co jest zdrowe, a co chore?
Zastosowania:
Nie taka bezużyteczna umiejętność, co nie? ...a to tylko pisane na szybko!
Mógłbym poprosić o wydłużenie kolejki? Jakbym się nie starał mam mały kocioł... chyba, że bym dał odpisy w przyszłej kolejce? Ponad to co na docu raczej nie przewiduję
@Gordian napisał w Co jeszcze w erpegowej gralni?:
@Dhratlach ale 2ed istnieje już od kilkunastu lat
Hah, no to ucikła mi jedna edycja. Sprawdziłem. Fakcioszka, teraz ma wyjść trzecia i... zapowiada się miodnie!
Zainteresowanych odsyłam: Kickstarter
...dumam czy sobie nie skołować... ale jeszcze nie wiem. Jest czas
@Wired napisał w Warhammer 4-5 edycja:
Ja tam nie mam problemu ze wszystkim co oficjalnie wydano. Co do przygody na pewno jakaś oficjalna, może z drobnymi zmianami.
A ić pan... w ostre zmiany! 
Ciężko się deklarować bez wiedzy o technikaliach. Na spokojnie poczekam na rekrutę. Jak coś łapać mnie na czacie, czy disco. Nie ucieknie mi w powiadomieniach, a będzie pod ręką 
7th Sea jest cudne, ale czekam na 2e. Widziałem kartę postaci, co prawda po bretońs... znaczy się francusku, ale z tego co się orientuje to mechanika będzie miodna 
Tej mnie powiedz czy chcesz brać oficjalną przygodę, czy autorską. Autorskie są lepsiejsze 
Nie deklaruje się, bo mam trochę na talerzu, ale wszystko zależy od terminów i technikali, oraz tego które podręczniki uznajesz (fabularnie i osobno mechanicznie)
...bardzo wchodzicie w buty swoich postaci i do jakich poświęceń się posuwacie by dobrze ją odegrać.
Podzielę się czymś co sam robię, a dokładniej:
Oczywiście, w większości przechodzi to niezauważenie, ale ja mam frajdę. 
@archiwumx Rzuciłem okiem, wiem, że jesteś zainteresowany Młotkiem, ale pomimo powyższej, komentatorskiej, wypowiedzi w temacie nie uświadczyliśmy Twojej preferencji. Masz niesamowitą okazję to poczynić w formie edycji. Alternatywa jest tylko jedna.
Chciałbym zachować porządek w tym wątku. Taki, w którym znajdują się wyłącznie wpisy w temacie. Jeśli ktoś się zgadza z kogoś opinią zawsze można podbić reputację do czego wielce zachęcam, oraz wyrazić swoją sympatię prywatnymi kanałami. Również taka wiadomość na czacie jest idealnym medium do ustalania szczegółów na potrzeby sesji. Oczywiście, mam nadzieję, że wszyscy to rozumiemy.
Jako wierny sługa Pana Przemian czynię Jego wolę otwarty na Jego błogosławieństwa, którymi jest Zmiana, a Koło Losu toczy się nieubłaganie... tak bardzo, że pochłania niemalże pełnię mojej uwagi... by spełnić wolę Tkacza...
...ale tak, 5e brzmi interesująco. Choćby tyle by sprawdzić czy poprawili bolączki, bo wiemy, że ich sporo. Wsteczna kompatybilność to "nowy" trend od pewnego czasu w naszym grajdołku... ale mi to pasuje.
@Gladin napisał w Warhammer 4ed - dyskusje o mechanice:
Moim zdaniem, jeżeli chcesz zarobić pieniądze, to używasz zajęcia dochód. Używanie innych zajęć do wzbogacenia się jest wykorzystywaniem słabości systemu. W mojej ocenie innych zajęć używasz tylko i wyłącznie na swoje potrzeby. Inaczej będziesz się prosił o problemy między graczami, którzy będą się starali zmaksymalizować korzyści i cała idea posiadanego statusu i związanego z nim dochodu się posypie.
Zauważ, że każdy może też użyć zajęcia wytwórstwo i 4-krotnie zwiększyć posiadane zasoby finansowe, wykonując coś drogiego. Do tego może w ten sposób obejść zajęcie oszczędzanie, kupując składniki za te fundusze i nawet jeżeli w jednym interludium nie zbierze dość PSów, to może je dozbierać w następnym. Ot tak pokrótce. Bez wnikania w szczegóły.
A jednak zalecam zajrzeć do Winds of Magic i poczytać o tym, co mogą zrobić Alchemicy... nie powiesz mi chyba, że to wszystko na użytek własny? Plus jest taki, że jak bardzo źle się rzuci takiemu alchemikowi... to aż strach. Ichna forma nerfienia. 
Co do Endavour (Gathering Herbs) to mea culpa. Zerknąłem i jak byk stoi, że postać znajduje po jednej dawce ziół które wybierze z listy biorąc pod uwagę SL... więc autorzy poderka sami znerfili system.
@archiwumx
Odbieram wrażenie, że jesteśmy tutaj by starać się rozwiązać bolączki mechaniczne i wypracować działające rozwiązania unikając absurdu. O ile doceniam przywiązanie do podręczników to jednak... jeśli chcesz się kurczowo trzymać podręcznika polecam poprowadzić i sprawdzić wszystko w praniu (spoiler: nie działa, lub kuleje).
Z doświadczenia wiem, że wszystkie, niemalże bez wyjątku, w którymś miejscu kuleją i albo trzeba iść na kompromis, logikę, lub czerpać z innych źródeł... a wszystko to by uniknąć "mojszych wojen" i nie małego bólu głowy.
Ostateczny arbitraż ma MG w mojej opinii. Podręcznik to tylko źródło, nie wyrocznia, ale to ja. Pamiętam dawne czasy i najlepsza zabawa była wtedy kiedy była niezdolna do opisana nić porozumienia przy stole i złote "fun-first". Mechanika jak najbardziej była, ale bardziej OSRowa niż hermetycznie ograniczona do systemu.
@ArchiwumX napisał w Warhammer 4ed - dyskusje o mechanice:
*Jakoś tak się złożyło, że to pojęcie ma w sobie nutę pogardy... zwłaszcza w kontekście rosyjskiej oligarchii.
Prosiłbym o unikanie tematów politycznych na forum.