Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
DhratlachD

Dhratlach

@Dhratlach
Mecenas
Przestań obserwować Obserwuj
Informacje
Posty
129
Tematy
17
Udostępnień
0
Grupy
1
Obserwujący
0
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • Popiół i Śnieg
    DhratlachD Dhratlach

    Heinz czuł się jak pies. Bezdomny i opuszczony, ale czego innego mógł się spodziewać? Miał swoją historię. Swoje zaszłości z Łowcami, a przynajmniej z takim jednym. Zagryzł zęby w niemocy, bo co mógł zrobić? Niewiele tego było, ale szybki rachunek sumienia i prośba do Sigmara w duchu go pokrzepiała. Z założonymi rękoma na piersi i skrytymi skrzyżowanymi palcami prosił Randala o pomoc.

    Kiedy zjawił się Herr Sneider, a za nim zielarka... zaczął się zastanawiać. Czy, aż tak zaślepiał go słuszny i sprawiedliwy, choć źle ukierunkowany gniew, że nie dostrzegł zepsucia? W sumie jak teraz o tym myślał, to historia Marty nie trzymała się kupy... Z jednej strony mówiła, że nic nie wie o mutantach, a jakby jakiś był to matka by się go pozbyła by nitk się nie dowiedział, a z drugiej później przyznała się, że odbiera porody... więc jak mogła nie wiedzieć o mutantach skoro odbierała poród? Czy może teraz myśl już mu się kołotała i coś przekręcał w swojej głowie?

    Nie wiedział. Czuł się podle z sobą, bo zawiódł Młotodzierżcę w swojej rozpaczy. Teraz jednak bacznie słuchał słów Łowcy... Coś mu zgrzytało w całej tej sytuacji. Kontrast był nad wyraz wyraźny. Jeszcze przed chwilą Klaus był zaślepiony krwiożerczym zewem, a teraz? Teraz był nawet rozsądny i chłodny... Wyglądało mu to, że Łowca zdradził się ze swoją naturą, ale nadal Heinz potrafił podziwiać, a tu było co. Kontrolę nad własnymi emocjami i wyśmienitą grę aktorską...

    – Herr Ashfield przekazał mi, iż targają panem wątpliwości – oznajmił spokojnie. – To zrozumiałe, acz proszę pojąć, że działamy w imię większego dobra i właśnie dlatego trzeba nam będzie uczynić... mniejsze zło. Musimy być niczym medyk zamykający ranę ogniem. Albo inaczej... gdy zgnilizna toczy ciało, czasem trzeba coś amputować. To właśnie trzeba teraz zrobić.
    Przerwał na moment, jakby dawał mu czas, by słowa osiadły tam, gdzie powinny.
    – W każdym razie docenię pańską obecność na tyłach, jeśli nie chce się pan osobiście angażować w ten... proceder.

    Heinrich skinął głową, a jego defensywna postawa nieco zelżała. Jego mimika twarzy się rozluźniła. Ostatecznie, jeśli jeden wyciągał dłoń to nie sposób jej przyjąć.
    - Przypilnuje rzeczy. - powiedział spokojnie - Jeśli będę potrzebny, jestem do waszej, Herr Sneider, dyspozycji.

    Był zmęczony. Heretycy, mutanci, słudzy chaosu... oni wszyscy zasługiwali na łaskę śmierci. Zielarka nosiła znamię mutacji. Był to wszelki dowód który był mu potrzebny by podjąć decyzję. Nie mniej, nadal nie popierał tego do czego doprowadził Sneider, ale jeśli mógł odplątać cały ten chaos na podwórku którego był samodzielnym twórcą? Można go było uniknąć. Załatwić sprawę gładko i chirurgicznie... ale? Cóż.

    Mawiali, że walcząc z bestiami trzeba uważać, by samemu nie stać się jedną z bestii, które poprzysięgło się zgładzić... Kraus przyjmował to zawieszenie broni, ale nie znaczyło to, że nie będzie obserwował Łowcy. Raz to jeszcze przypadek. Dwa, niebezpieczna zbieżność. Trzy? Pewność.

    Rozgrywka

  • Polecane gry "bez prądu"
    DhratlachD Dhratlach

    Splendor

    Splendor, czyli gra karciana, taktyczna, o wykupywaniu kart za walutę jaką są klejnoty (żetony). Każda karta, daje jakiś kolor klejnoty "na stałe". W skrócie, dobieracie klejnoty i kupujecie karty, a każda ma karta ma koszt. Powiedzmy 2 zielone i jeden biały, a daje 1 niebieski na stałe. No to jak uzbieracie 2 zielone i jeden biały i kupicie tą kartę i wpadnie wam jeden niebieski to potrzebujecie 1 niebieski mniej w żetonach, by kupić kartę która ma w wymaganiach niebieskie klejnoty. Wydane klejnoty (żetony) wracają do puli ogólnej z której się je bierze.

    Ah, i niektóre karty, te droższe w wykupie, dają punkty zwycięstwa. Są też szlachcice, takie kafelki o koszcie w klejnotach stałych, czyli kartach które macie na swojej ręcę. Powiedzmy, że szlachcic wymaga 3 niebieskich, 3 czerwonych i 3 białych... no to pierwszy gracz co uzbiera taką pulę kart "stałych" klejnotów zgarnia szlachcica, a taki jest wart 3 punkty zwycięstwa.

    Żeby nie było za łatwo, można rezerwować sobie kartę biorąc na rękę, ale nie mogąc jej używać. Do tego dobieracie "złotą monetę", czyli taki złoto-żółty żeton, który zastępuje jeden dowolny klejnot w wymaganiach. Polecam monitorować i przewidywać ruchy pozostałych graczy, bo czasami podebranie karty przeciwnikowi może dać wymierny zysk, a czasem lepiej rezerwować sobie to co chce się samemu kupić.

    Przyjemna, taktyczna gra na myślenie prosta w swoich założeniach, choć jak traficie na grupę co lubi kombinować... można nieźle i przyjemnie się zdziwić!

    Wyszły tego zdaje się trzy dodatki, ale nawet wersja podstawowa potrafi dać szybką i przyjemną rozgrywkę. Jakieś może pół godziny z rozstawieniem, graniem i złożeniem. Idealna na szybkie partyjki. Do czterech graczy!

    Ah, i nie... nie dajcie się na kupowanie "Pojedynku". Nie dość, że tylko na dwóch graczy, to jeszcze cenowo nie urywa. Lepiej dopłacić jakąś połowę tego co kosztuje Pojedynek i mieć pełnoprawnego boxa na czterech graczy... Jedyne logiczne zastosowanie pojedynku dla mnie to gra gdzieś, gdzie wiesz, że będzie was tylko dwóch i potrzebujecie czegoś przenośnego. Z mojego doświadczenia jednak gra ukazuje swoje prawdziwe piękno przy większej ilości graczy.

    Hydepark

  • Zbiórka na forum 10.2026-10.2027
    DhratlachD Dhratlach

    @wired Nie wiem o co ci chodzi i po co ci to. Orientuję się trochę w cenach i jak dla mnie jak najbardziej wszystko jest legitne. Dane danymi, osobiście? Nie ważne ile byś zapłacił mi pod stołem sam nigdy bym ci ich nie podał. Za dużo widziałem, swoje przeżyłem. Kropka. Oczekujesz transparentności, a sam zasłaniasz się anonimowością... Nie fajnie.

    @jhnw Ode mnie na pewno wpłynie. Prędzej czy później. W końcu mamy własne, funkcjonalne, działające forum i robicie naprawdę lwią robotę z utrzymaniem tego na chodzie. O dodatkowych funkcjonalnościach nie mówiąc. Nie mam zamiaru was rozliczać jak żyd. Tym bardziej, że i tak ponieśliście koszta początkowe na własnych barkach. To mi wystarczy na dowód dobrej woli i zaangażowania.

    Forum

  • Popiół i Śnieg
    DhratlachD Dhratlach

    Heinz wiedział, aż nadto dobrze, jak bezlitosna była łaska Taala, lub raczej jej brak. jakby nie patrzeć był to dość... krnąbrny bóg i jego uwaga była mocno selektywna. Jak tak o tym myślał, gdy wracał z przemoczonym drwem... to wszyscy bogowie tacy byli. Nieczuli. No, może za wyjątkiem Ranalda. Tego łaska była namacalna. Co prawda, żaden bóg nigdy nie odpowiedział na jego modlitwy i powątpiewał momentami czy to przypadkiem nie ludzkie wymysły... ale prawda była okrutna. Kapłani czynili cuda. Ranald jednak miał to do siebie, że sprzyjał wszystkim. Jednym mniej, innym bardziej, ale jednak. Nawet nie trzeba było się specjalnie modlić... tylko spróbować jeszcze raz i poprosić. Ot, tak po ludzku. Poprosić. Nawet bez wzywania jego imienia.

    Miska ciepłej, cienkiej, piwnej polewki którą dobra kobiecina go poczęstowała była miłą odmianą i posłał jej słaby uśmiech przyjmując tą odrobinę nadziei w ludzkość z wdzięcznością. Może jednak była dla nich wszystkich jeszcze nadzieja? Jakaś? Nikła? Dogasająca i targana zmiennymi wiatrami losu, dumą i sknerstwem wielu, ale... jednak jakaś? Trochę żył. Trochę widział. Trochę przeszedł, a jednak... jednak gdzieś na tym podłym świecie byli dobrzy ludzie. Tacy zwykli. Przyziemni. Jak on... bo mi wyżej w hierarchii tym... ehh...

    Nie uśmiechało mu się pracować dla Łowcy Czarownic. Ani trochę. Miał z nimi... jakby to powiedzieć delikatnie... nie lubił ich. nie lubił ich praktyk. Nie lubił ich wyniosłości. Nie lubił ich zacietwierzenia i zdecydowanie, ale to zdecydowanie, nie lubił ich za wszystko to co przekonani o swojej "wspaniałości" robili bogu winnym ludziom, bo... ot, tak, chyba. Bo ktoś. Bo coś. Nie mniej, jednak, rozumiał konieczność ich fachu. Nawet to szanował. Na swój... rozczochrany życiowymi turbulencjami sposób. Nie mniej, miał okazję się wyrwać i zarobić dobry grosz. Plus to co uzbierał do tej pory? No, to będzie niemała sumka. Nadal mało by spełniły się jego marzenia i plany, ale... byłby o ten kroczek bliżej.

    Droga była żmudna. Ciężka i paskudna. Jak to zima, co nie? Już nawet nie czuł zimna. Ot, od dawna czuł tylko wewnętrzną pustkę i ten jej okrutny chłód tam gdzie kiedyś biło szczęście młodzika którym kiedyś był. On już nie żył. Od długich lat, a każdy kolejny dzień był taki sam. Czasami zastanawiał się co go w ogóle trzyma przy życiu... i jak by świat wyglądał, gdyby nie tamte wydarzenia. Alkohol pomagał tłumić myśli. Rozgrzewał ciało. Pozwalał zapomnieć. Może nie był wytrawnym ochlapusem i jego tolerancja na alkohol nie była jakaś duża... ale nie ufał sobie po alkoholu. Pił tyle, by zapomnieć. Nie tyle by się spić w trupa. Oczywiście, nie miał problemu spijać innych... Sam jednak... nie mógł sobie na to pozwolić.

    Zaspa i truchło konia... było dla niego radosną nowiną. Lubił mięso, a te aż się prosiło o to by je zabrać. Co jak co, ale głupi by odmówił, nie? Smaczne, skwierczące, ciepłe mięsko... ahh... co tu więcej chcieć? Psina zareagowała dziwnie. Zbyt dziwnie jak na jego gust. Co to za pies co uszy strzyży i głosu nie daje? Co on, wewerkę zwęszył, czy innego zajeca? Miał przegniłe przeczucie...

    - Bierzmy mięso. - powiedział beznamiętnie i po chwili dobywając topór dodał - Sprawdzę co ta psina...

    Nie widział nic szczególnego... ale dostrzegł tą jedną rzecz która zmroziła mu krew w żyłach. Guślarskie amulety. Oj, nie, nie, nie, nie... to nie mogło się skończyć dobrze. Nie znał się na nich, ale wiedział o nich jedną, a właściwie dwie, rzeczy. Po pierwsze, mogły chronić miejsce przed złem... co by było miłe... ale druga opcja był dużo bardziej złowroga i bardziej do niego przemawiała. Mogły... zatrzymywać coś by nie wyszło. Co by pasowało, bo koń był ranny... a krwi było tyle co... no właśnie.

    Miał wracać, ale o mało nie potknął się o zasypany w śniegu korzeń i dostrzegł to. Hubę. na wpół przemoczoną. Niemalże całą pokrytą śniegiem... Hubę. Sięgnął do cholwy buta i dobył szeroki nóż. Odciął ją i "oprawił". Po krótkim, wprawnym, zabiegu miał trochę palnego materiału. Niewiele i zdecydowanie za mało by poprawić mu humor ruszył w drogę powrotną. Zasłyszając szczepki rozmowy powiedział beznamiętnie i ciszej niż wymagałaby pogoda, czy pora dnia.

    - Bierzmy co się da. Juki, czy co tam. Wykrawajmy mięso i spierdalajmy stąd. Byle szybko. - zamilkł na parę kroków jak się zbliżał i dodał ponuro spoglądając na Łowcę
    - To przeklęte miejsce. Guślarskie amulety wśród drzew.

    Rozgrywka

  • Podziel się muzyką!
    DhratlachD Dhratlach

    Tutaj wrzucamy wszystko to co nam się spodobało, zaciekawiło, czy wpadło w ucho. Po prostu wrzucamy muzykę. Piosenki, utwory instrumentalne... ogólnie pojętą muzykę!

    W formie linku. Można dać krótki opis, ale nie jest wymagany. Jeśli macie jakieś dalsze rekomendacje to z chęcią o nich usłyszymy!

    Aż zacznę:

    Arctic Monkeys - oj, stary zespół... a tutaj? Były Walentynki i już po Walentynkach... ale miłość i tęsknota nie umiera!

    Hydepark

  • [Warhammer 2ed.] Popiół i Śnieg - Rekrutacja
    DhratlachD Dhratlach

    Wstępnie zainteresowan. Gdyby ktoś myślał o elfie, lub krasnoludzie... niech da mi asap znać, bo od tego zależy koncept!

    Zapytam też roboczo.

    • Czy wykup zdolności/umiejętności w wersji "albo" możemy stosować w trakcie tworzenia postaci, czy tak jak pamiętam podręcznik, czyli po skompletowaniu?

    Pytanie pomocnicze do tworzenia postaci:

    • Przewidujesz potencjalną kontynuację, czy to bardziej jednostrzał?
    Archiwum warhammer 2ed

  • Popiół i Śnieg
    DhratlachD Dhratlach

    Heinrich znany jako „Heinz”, bardzo popularny sos grzybowy z Nordlandu tak przy okazji, siedział większość czasu wpatrzony w swój puchar z którego miał wrażenie nigdy nie ubywało piwa. Co było dobrą nowiną. Siedział, pił, słuchał. Nie raz nie dwa rzucił suchą uwagą, ale jako wdzięczny słuchacz nigdy nie przerywał, gdy inni mówili. Choć jego ubiór już dawno temu miał swoje lepsze dni to nadal był praktyczny. Szczególnie wełniany kubrak odznaczał się fachurą wykonania. Nie mniej i on widział lepsze dni. Nie rozstawał się również z czapką i szalem. Jakby nie patrzeć, nie było wcale, a wcale ciepło…

    Ciężko było powiedzieć ile miał lat. Był rudy, ale jego broda jawnie okazywała pierwsze oznaki starości siwiejąc na słomkowo, a jego zielone oczy były pozbawione światła. Oczy człowieka co dość widział, ale nadal nie poddawał się w pełni mrokom życia. Cerę miał zdrową, choć skrytą pod fałdami brudu, bo kto myślał o kąpieli? Zdecydowanie, wyglądał na znoszonego życiem podróżnika…

    Pamiętał jak przez mgłę, który to był wieczór gdy znowu się poniewierał? Jak ktoś przy stole zapytał go o przeszłość. Niby normalna rzecz. Był asystentem-tłumaczem Herr Magistra… Hiero… nimusa? …minusa? …magnusa? Nie pamiętał. Badali kurhany w północnym Osatlandzie. Jego pracodawca nie interesował się kruszcem. Tylko „przedmiotami kulturalnymi”. Pierdółkami takimi jak sztuka, figurki i inne pierdoły… Tak czy inaczej, zaskoczyła ich Burza Chaosu. Udało mu się uciec… od tamtej pory tułał się i dorabiał jako zielarz…

    Kiedy wkroczyli wędrowcy i okazało się, że to Łowca Czarownic z Kapłanem, mruknął gorzko:
    - Daj człowiekowi pochodnię, będzie u ciepło przez klepsydrę. Podpal pod nim stos, będzie mu ciepło do końca życia… ehh… ogrzałbym się…

    Przybysze zniknęli na zapleczu, Heinz sięgnął do swojego plecaka wydobywając dwie sakiewki, wypił piwo duszkiem i ruszył ku właściciela przybytku. Kapłan kapłanem... ale nadal człowiek, jakby nie patrzeć. Nie miał wielkiej miłości do stanu kapłańskiego, ale szanował życie. Kładąc sakiewki na stole spojrzał na oberżystę mówiąc głosem pozbawionym nadziei. Kładąc miedziaka na blacie.

    - Dwie łyżki kory na kufel wody. Gotuj ćwierć klepsydry, odcedź i przemyj ranę. Pomoże odkazić. Z igieł zrób napar i daj do picia. Wzmocni organizm. Czubata łyżka na kufel. Nalej mi jeszcze…

    Z uzupełnionym napitkiem wrócił do towarzyszy i nic nie mówiąc to pił, to patrzył w kufel, a kiedy o zgrozo, Łowca ich wezwał westchnął ciężko. Wiedział dobrze, że nie może odmówić, choć chciał się gdzieś ukryć. Miało to się zmienić, gdy Herr Sneider przedstawił swoją… ofertę. Nad wyraz korzystną, choć czuł problemy nosem. Nie mniej, był zdeterminowany się jej chwycić. Wszystko, by wyrwać się z tego miejsca i ruszyć Hergig. Pomny by trzymać język za zębami i posłusznie wykonywać rozkazy… choć przekora była w nim silna… spojrzał na wygadanego niziołka obojętnie nie pojmując o co mu chodzi. Czy starał się targować?

    - Mój topór jest na wasze usługi, Herr Sneider. – powiedział bez emocji.

    Jakby nie patrzeć, trzydzieści karli to nie była mała kwota, a jeszcze była możliwość połowy tyle. Moneta monetą… ale miał okazję wyrwać się z tego przeklętego miejsca. Chwyciłby się takiej okazji nawet i bez obietnicy grosza, a tu jeszcze mu płacili? Okazja jak się paczy… Głupi by odmówił. Pal licho, że Łowca Czarownic. Widział gorsze. Po nim? Mniej więcej wiedział czego się spodziewać. Mniej więcej… grunt to siedzieć cicho i robić co nakazują. Jak trudne to może być?

    Teraz? Miał ochotę wrócić się napić…

    Rozgrywka

  • Niekochane klucze poszukują domu
    DhratlachD Dhratlach

    Do czego służy ten temat?

    Do wymiany, bądź podarowania innymi chętnym, posiadanych nadmiarowych kluczy gier, których sami nie mamy jak użyć, lub po prostu nie chcemy użyć.

    Dla przykładu. Kupujesz na https://www.humblebundle.com/ i nagle okazuje się, że już coś masz, albo nie chcesz? Dajesz znać tutaj. Są dwie opcje:

      1. Dajesz informacje o tym, że masz klucz i komunikujecie się prywatnymi kanałami
      1. Dajesz od razu klucz, a kto pierwszy ten lepszy (ale bardzo proszę dać znać, że się go wzięło!)

    Akurat wpadł mi darmowy klucz, a nikt z mojego kręgu nie jest zainteresowany, więz zapodam propozycję tutaj:

    • Disciples: Liberation - Paths to Madness (Steam)

    Zainteresowanych zapraszam do kontaktu!

    Hydepark

  • [Kroniki Mroku]Działkowcy Reaktywacja
    DhratlachD Dhratlach

    Spoko oko, Bril. Do spokojnego i udanego!
    ...bo wiem, że wrócisz na forum jak się wszystko poukłada!

    Archiwum

  • Warhammer 4ed - dyskusje o mechanice
    DhratlachD Dhratlach

    Obawiam się, że z merytorycznej dyskusji o mechanice już jakiś czas temu wątek przeszedł w wykłócanie się o moje i mojesze pod płaszczykiem dyskusji o mechanice. Proszę o rzeczowy powrót do spraw technicznych.

    Dyskusje RPG warhammer warhammer 4ed whfr

  • Dhratlach'owe sondowanie, czyli snucie realistycznych planów na sesję
    DhratlachD Dhratlach

    Szybkie badanie popytu na sesję. Pierwsze badanie. Start dalej w przyszłości. Głównie chciałbym się wstępnie zorientować w nastrojach, ale od ręki zaznaczam, że do każdej z opcji mam już dobry szkielet założeń. Dopracowanie szczegółów to z kolei inna sprawa.


    • A) WFRP 4e "Zaraza w Reiklandzie" -- Gracze wcielają się w zwykłych mieszkańców terenów wiejskich, lub przejezdnych. Każdy ma w miejscowości kogoś na kim mu zależy... i ten ktoś jest chory, a śmiertelność nie mała. Trzeba zdobyć lek! ...ale nikt nie wie co to za zaraza...

    • B) Neuroshima 1.5 "Kronika Dni Końca: Dzień w którym zgasły światła." -- Czyli rok 2020. Gracze to zwykli przyjezdni większego miasta, lub metropolii, w US. Wszyscy się znają, bo wynajmują wspólnie jedno lokum. Studenci, ludzie pracujący, uczniowie. Dzień jak co dzień zajmują się swoimi sprawami i nagle... stary świat przestaje istnieć. Historia o przetrwaniu w nowej rzeczywistości.

    • C) Neuroshima 1.5 ""Kronika Opuszczonej Faktorii: Raz gambel, raz gamblem." -- Graczej to grupa mniej, lub bardziej zaznajomionych ze sobą poszukiwaczy gambli. Wszędzie, jakby nie patrzeć są gamble. Te z dawnych czasów i te które można upolować... oraz te które można stworzyć. Są mieściny które opustoszały, są faktorie z którymi urwał się kontakt... i nadrzędną misją graczy jest ustalenie co się stało z jedną z takich faktorii, a następnie zaraportowanie do Bossa trzymającego region żelazną ręką.


    Z wielką chęcią poznam wasze typy, pomysły, sugestie, oraz odpowiem na pytania. Jak coś sonda jest wielokrotnego wyboru z opcją zmiany oddanego głosu. Jak taka zmiana oddanego głosu działa... nie wiem, ale podoba mi się ta opcja, bo w życiu bywa różnie!


    Jeśli ktoś odbił się od mechaniki Neuroshimy... to w tym temacie poczyniłem krótki przewodnik po mechanice w kontekście storytellingu. Jestem otwarty na nim właśnie prowadzić. Szczególnie, jeśli takie byłoby zapotrzebowanie.

    Jeśli idzie o Warhammer'a 4e... to tu jest moja wykładnia i podejście. Zapraszam do dyskusji, czy względnego zapoznania się na rzecz potencjalnej sesji!

    Sondy neuroshima warhammer 4ed ns 1.5

  • Polecane gry "bez prądu"
    DhratlachD Dhratlach

    Graliście w planszówki? Karcianki? Gry mieszane?
    Podzielcie się wrażeniami i powiedzcie co dobre! Wszystko się liczy tak długo jak nie wymaga prądu. O co więcej pytać, nie?

    Jako, że zacząłem temat:

    • Dominion
      Czym jest Dominion? To karcianka... strategiczna. Każda partia jest inna w zależności od tego jaka grupa kart przypadnie na rozgrywkę. Mamy system waluty którą wykupujemy karty do naszej ręki którymi gramy partię. Odwieczny dylemat czy inwestować w nowe karty Królestwa dające możliwości, wyższego poziomu karty Bogactwa (początkowo miedziak, ale można dokupić więcej, droższe srebrne i najdroższe złote), czy karty Domeny dające punkty zwycięstwa.... przyjemna, i wcale nie taka łatwa gra jak by się wydawało, ale warta polecenia z całego, nie istniejącego, serducha!

    Najlepsze? Można ją sprawdzić za Darmo na Steam. Tak, podstawka jest free to play! Co więcej mogę powiedzieć? Nic tylko grać!

    Hydepark

  • [Kroniki Mroku] Działkowcy Rewolucyjna Reaktywacja
    DhratlachD Dhratlach

    Tak, tak, jestem, jestem... od długa? 😄

    Prawie nic nie pamiętam z sesji... więc ciężko mi powiedzieć i potrzebowałbym przypomnienia kamieni milowych. To tak w skrócie, bo postać coś tam pamiętam, ale pamięć stricte o postaci wróci jak zerknę w kartę!

    Komentarze

  • Popiół i Śnieg
    DhratlachD Dhratlach

    Sigmar chronił przed spaczeniem, ale to Ranald chronił przed krzywdą. Było jedyną myślą Heinricha podczas całej bitwy, a kiedy padł ostatni wilk schował dagę i norsmeński topór. Musiał przyznać, może i ten cały topór nie był jakimś wielkim osiągnięciem piękna, ale by, aż nadto, praktyczny. Nadawał się do ścinania i oporządzania drzew, rozłupywania drzwi, czy czaszek. Gdyby miał jakieś większe doświadczenie w materii to i dom, czy łódź można było zbudować jak to ludy północy miały w zwyczaju. Przyznać musiał, ale nie wyrażał tej myśli na głos, mieli łeb i to doceniał. Choć częściej niż rzadziej chcieli ich, południowców, krwi, bogactw i kobiet... ale to był szczegół jak ich wiele.

    Obszedł truchła, trącał butem i po zniesieniu ostatniego bliżej ognia rzekł do Łowcy Czarownic.

    - Herr Sneider, pozwolenie na ściągnięcie skór i pozyskanie mięsa." - bardziej stwierdził, czy wyraził potrzebę niemalże po żołniersku
    - Te zwykłe możesz sobie oprawić, jeśli masz ochotę babrać się we flakach po nocy biedny głupcze – odpowiedział. – Choć ja bym nie ufał niczemu, co przyszło tu razem z tamtym ścierwem.

    Nie odpowiedział, bo nie miał co. Swoje w życiu widział, a krew i flaki nie były niczym nadzwyczajnym. Trochę się upierdoli, dłonie znaczy się, prawda, ale co z tego? To tylko krew. Czy Sneider myślał, że był jakimś śmierdzącym mieszczuchem? Dał ostrożne błogosławieństwo, ale jednak, i to się liczyło.

    Spojrzał pustym wzrokiem na truchła oceniając szybko wartość skór, oraz zasobność odżywczych substancji. Ich wagę i przybliżoną zdatność do spożycia. Po czym wytypował trzy wilki które były... "jego".

    Spojrzał na Tomasimo. Temu zysk ze skór był całkowicie nie potrzebny. Patrząc po tym jak się nosił, charakterem, opancerzeniem, ubiorem, jasno krzyczało, że ma forsy jak lodu w środku zimy. Skoro deklarował się brać watahę...

    - Oprawię parę sztuk, potem idę spać. Mięso z nich możecie wziąć, nie krępujcie się.

    Powiódł wzrokiem po wszystkich. Bronie ręczne, dystansowe, jakieś zbroje... a on, gołodupiec. Jednak właśnie bycie tym gołodupcem nie raz nie dwa uratowało mu skórę, w końcu... w jego fachu nie obnosiło się bogactwem. Jakimkolwiek. Niepotrzebna uwaga to w najlepszym wypadku guz na łbie i braki w sakiewce i sprzęcie. W najgorszym? Cóż, jeśli śpieszno komuś do Morra...

    Choć tęsknił za swoją kurtą skórzaną, którą musiał przehandlować. Marna strata, ale nadal bolesna. Nie mniej, skóra skórą, była bezpiecznym i nie krzyczącym za dużo elementem ochrony. Ćwieki były problematyczne... ale jeszcze uchodziły. Wiedział, aż nadto boleśnie jak bardzo Kurt by się przydał w tej chwili... Choć Kraus nie raz mu pomagał... to jednak właśnie "Kurdupel" Kurt był specem od wszelkiej zwierzyny. On jako jedyny znał się jak fachura na wszystkim co tyczyło dziczy i chyba jako jedyny potrafił rozpoznać czy zwierz był dotknięty palcem Chaosu czy nie...

    Miał kilka sztuk do oprawienia... tym bardziej, że walka go obudziła. W ciemnych zaułkach duszy Heinz ubolewał nad brakami w specjalistycznym sprzęcie, ale co zrobić. Miał wybór między dagą, a szerokim nożem... daga zdecydowanie miała zbyt długie ostrze. Padło na nóż... i już się zabierał za ściąganie skór.

    Mróz powoli wkradał się w kości, kiedy niestrudzenie pracował. Technika była prosta... w teorii, bo praktyka była co najmniej złośliwa. O ile ściągnął prawilnie dwie skóry i czyszczenie ich przebiegło bez zgrzytów... na tyle, że wiedział, że nadawały się na handel w mieście... w mieście! Tak ta trzecia...

    Palce miał zmarznięte, zmęczenie wkradało się w kości, mięśnie i myśl... Nie raz nie dwa nóż mu się ślizgnął przy ściąganiu. Później zdecydowanie za późno zorientował się, że czyścił skórę pod złym kątem ostrza co sprawiło, że zostały chropowate ślady... Trzecia skóra była z braku lepszego słowa tragedią. Może, ale to może, uda mu się na coś wymienić w jakiejś wsi czy gospodarstwie, bo sztuka jak sztuka... Jedyne co mu przychodziło do głowy to związać rozcięcia gęsto dratwą i obszyć płótnem by zrobić ciepły koc, ale...

    Siedział nad pucharem wrzątku, który już zdążył się ochłodzić podziwiając swoje dzieło spod zmęczonych powiek. Ostatni krok był za nim. Czytać, trzeci punkt. Jeden, ściągnąć skóry. Dwa, oczyścić z resztek tkanek. Trzy? Obmyć ciepłym roztworem szarego mydła pozbawiając wszelkich śladów krwi, innego tałatajstwa, oraz wstępnie "przygotować" skórę pod dalszą konserwację...

    Uśmiechnął się sam do siebie na wspomnienia dawnych dni które nigdy nie miały wrócić. No bo jak? Nie zawrócisz rzeki kijem... Na wyłożonej śniegiem rozłożonej derce w głębi jamy leżały produkty uboczne. Mięso, w sporej ilości. Wilczyzna nie była zła. Może trochę... żylasta, ale mięso było mięsem. Czy potrzebowali mięsa? Tak, zawsze, a skoro myślał o mięsie...

    - Myślisz, że mięso dobre? - zapytał po dłuższej chwili niziołka, który niedawno temu objął wachtę.

    - Tych wilków? Verena jedna wie, ale ja bym tego kijem nie tknął. - Widziałeś przywódcę stada? Gnił za życia, plugawa zielonkawa ślina ciekła mu z pyska... - urwał nagle, wspomnienie woni basiora odebrało mu na chwilę radość z przeżuwanego suchego mięsa.
    - To co go trawiło, może trawić i resztę. Jak z chorobami, wieloma możesz zarazić się na długo zanim wystąpią objawy. - dodał by zabrzmieć mądrzej i przekonać Heinricha do zmiany swoich planów, jakie by nie miał, wobec tych skór i mięsa.

    - ...psina to taki wilk, ale nasz wilk. - powiedział w namyśle patrząc, gdzieś w dal, w mrok - Ta Twoja kumata? Wyczuła by zarazę?

    - Nie wiem i nie zamierzam sprawdzać, Verena sprzyja rozważnym - Ton Tomasimo wyraźnie zmienił się na poważniejszy, pomysł robienia z Tyciego testera chorego, a może i przeklętego mięsa, wyraźnie go obruszył - To może być ten typ zarazy od którego specem jest nasz zleceniodawca, może jemu zaproponuj kęs i zobacz jak zareaguje - skwitował

    - Już dał swoją opinię. - rudzielec uśmiechnął się ponuro - Dla mnie to jak z toksyną... nic się nie dzieje, aż przyjmiesz za dużo.
    Człowiek wzruszył ramionami jakby od niechcenia.
    - Jest zima. Jedzenia ni ma.

    - Nie bądź głupcem Heinrich - przestrzegł rozmówcę - konia w lesie wilki nie tknęły a śladów choroby czy mutacji nie miał, alfa wygląda jak żywy trup, chory na jakieś plugastwo albo i zmieniony tfu - splunął - czarną magią, w lesie jakieś amulety. Życie Ci chyba niemiłe. - Jutro będziemy już w wiosce, na co Ci te skóry i mięso? - zapytał retorycznie, dla Tomasimo chciwość to też forma choroby - Jak Ci bardzo zależy, zrób test, rozłóż połacie mięsa po lesie, zobaczysz czy do rana cokolwiek je tknie. Jak nie to zacznij się modlić, bo masz całe dłonie ubabrane w ich krwi.

    -Ikke bare fra ulveblod... - mruknął cicho, gorzko, do siebie Heinz i spojrzał na nizołka. Uśmiechnął się, choć nie był to uśmiech nadziei
    - Na nas wszystkich czeka koniec i to Bogowie decydują. Sigmar decyduje, Verena spisuje, a Morr nas zabiera gdy wybije nasza godzina. Nic nie zrobisz.

    - Ikke co? Po jakiemu to? - zaciekawił się niziołek. - Masz dziwne podejście do życia, szczerze mówiąc, zawsze lepiej umrzeć ze starości niż z głupoty. - Kaplanem nie jestem by się na tym co po śmierci wyznawać, ale nie jestem pewien czy tylko Morr może nas zabrać. Gdyby tak było nie składano by ofiar nikomu innemu - zauważył dość filozoficznie Tomasimo.

    Kraus patrzył na Tomasimo pustym spojrzeniem dłuższą chwilę. Patrzył na niego wzrokiem w którym nie było nic, a nawet błysk ognia zdawał się tracić swoje kolory.
    - Jeśli zawiodłem Bogów... słuszna kara sięgnie mnie najpewniej już z rana. - powiedział w końcu, wychylił ostatnie krople z pucharu i wstał od paleniska.
    - Ufaj Sigmarowi i szanuj Bogów, a Zło się Tobą nie zainteresuje. Sigmar będzie Ciebie chronił przed Ich spojrzeniem.

    Opróżnił puchar ostatnim łykiem. Większość wolała w swojej lekkomyślności toporne kufle. Heinz patrzał na to inaczej. Metalowy puchar potrafił zmieścić tyle co kufel... a zawsze można było go włożyć w ognisko i zagotować śnieg czy lód... bez żadnego problemu zdejmując z ognia improwizowanym z kawałka drewna chwytakiem...

    Położył skóry na skalistej podłodze i położył na nie pałatkę. Następnie zawinął się po całości w koc i... niedługo później ogarnął go sen. Rano nie miał planów poza wyspaniem się. Zjedzeniem części podróżnej racji i napiciem się czegoś ciepłego. Proste potrzeby. proste zmartwienia...

    Rozgrywka

  • Dhratlach'owe sondowanie, czyli snucie realistycznych planów na sesję
    DhratlachD Dhratlach

    Nie jestem jakimś wielkim fanem 5e 😉

    Sondy neuroshima warhammer 4ed ns 1.5

  • Powitania, pożegnania i powroty
    DhratlachD Dhratlach

    Siemka 😄

    Hydepark

  • [Year Zero Engine] 21 dni
    DhratlachD Dhratlach

    Wszystko piknie, tylko przydała by się informacja o "trybie" postowania kolejki.
    Czyli ile dni dla Graczy, a ile dla MG 😉

    Archiwum apokalipsa zombie yearzeroengine

  • Popiół i Śnieg
    DhratlachD Dhratlach

    Ranek przyszedł nieubłaganie. Heinz oceniał chłodnym okiem posiłek przy posiłku starając się ocenić zasadność swojej nocnej decyzji. Prawda była okrutne... wiedział, że więcej by zyskał odpuszczając sobie mięso i skupiając się tylko na skórach. Te wilki... pod każdym względem były mizerne w pożywienie. Nie zdziwiłby się, gdyby były tak wygłodzone i zdesperowane, że nawet huku broni palnej się nie przestraszyły i mimo wszystko atakowały. Ostatni zryw przed śmiercią z głodu. No może poza tym ostatnim co chciał zwiać. Nie miał wątpliwości, musiał być nad wyraz kumaty, ale co zrobić? Dorżnęli watahę...

    Siedział przy ognisku ogrzewając swoje kości pieczonym sercem wilka i ciepłą wodą z pucharu. Nie żałował. Może i stracił cenny zarobek, ale jednak, co mięso, to mięso... a mięso było ważne i cenne. Czuł jak odwaga i żelazna wilcza wola wypełnia jego duszę z każdym, nad wyraz smacznym, kęsem kiedy spożywał swój posiłek. Nawet się uśmiechał w zadowoleniu. Nieznacznie, ale jednak. Próbował nakłonić innych do posiłku na mięsie podając im pieczyste, ale... nie byli widocznie przekonani. Ryzyko spaczenia? Może, ale w życiu jadł gorsze rzeczy. O wiele gorsze musiał przyznać przed sobą, ale takie było życie na drodze. Wątroby wilcze były zdrowe na jego oko i to mu wystarczało by zdecydować się zjeść co pozyskał nie tak dawno temu.


    Droga do sławiennej wsi mijała mu nad wyraz szybko, choć zmęczenie wkradało się w kości. Jedyne czego pragnął to zawinąć się w koc i... nie myśleć o wydarzeniach nocy. Na wszystko, zawsze, był odpowiedni czas, moment. na szlaku? Nie mógł sobie pozwolić na luksus wędrujących, skotłowanych myśli.

    Sneider testował ich czujność jakby jeszcze spali. Nie mówił nic. Mieli ustną umowę i zamierzał się z niej wywiązać. Honor złodzieja, czy coś w ten deseń. Jakby to miało jakiekolwiek znaczenie. Czy miało? Nie wiedział i nie chciał wiedzieć. Czasami najlepiej było nie wiedzieć. Liczyła się suma zysków i strat. Nic więcej. Nic mniej, a największe szanse na zarobek były trzymając się Łowcy Czarownic. Czym było parę dni, może tydzień, pod jego komendą, kiedy mógł dołożyć kolejną cegiełkę do swojego planu na przyszłość? Tak, miał plany, odległe, nawet bardzo, ale nie narzekał. Rok za rokiem był bliżej i bliżej. Pewnego dnia... pewnego dnia...


    Widok sadu i cydrowni nie napawał optymizmem, ale był dobrym wyznacznikiem tego, że byli blisko. Bardzo blisko celu ich podróży. Co prawda Heinrich miał wątpliwości... co zmusiło ludność do porzucenia sadów i jak widać całkiem prężnie działającej placówki obróbki jabłek na cele relaksacyjne? To mu nie pasowało. Czuł pismo nosem, że ta osada była przegnita do cna, albo żyła w strachu przed czymś. Jedno i drugie było złem. Może nie było to zło do jakiego nawykł, al...

    - Drwale i cydr – mruknął Sneider – Wesoli, kurwa, sadownicy.

    - Można powiedzieć, że lubią się się zdrowo narąbać... - mruknął do siebie półgębkiem rudzielec, ale nie wchodził w dalszą dysputę.


    Wieś nie była nadzwyczajna. Była... przeciętna pod każdym względem. Jedyne na co zwrócił bacznie uwagę to to, że ludzie wieszali zioła. Nie tylko na płocie, ale i przy drzwiach i oknach też. Oznaczało to najpewniej to, że chcieli się chronić przed złem i choć nie było to nic nadzwyczajnego... to obiecał sobie sprawdzić te ziołowe wiązanki z samego rana w świetle dnia. Miał kompetencje do tego jako zielarz. W końcu wokoło ziół było wiele przesądów, które nie raz, nie dwa i zdecydowanie za często... były słuszne.

    Martwy dąb był świadectwem tego jak ludzie radzili sobie ze strachem. Może Kraus nie był jakimś uczonym... za co był wdzięczny kołu losu, bo pomimo szacunku do pisma... to jednak wolał być... normalny. Cokolwiek by to nie znaczyło. W jego oczach/ Ci wymuskani uczeni i ich żaki były w większości zniewieściałe i słabe. Ślepo przekonane o swojej wielkości, choć tak naprawdę gówno wiedzieli o życiu. Fascynujące co kilka przeczytanych książek, klepanie po plecach od im podobnych i inne bzdety mogły zrobić z człowiekiem...

    Tak czy inaczej dąb opowiadał historię. W jego oczach? Historię strachu i dumnej przekory wobec zagrożenia. Nie miał pewności co do wstążek. Mogły być świadectwem żałoby po tych co odeszli, albo nadzieją, że bogowie zauważą. Wilcze amulety jednak mówiły jasno o osadzie. Jej strachu, albo oddaniu Ulrykowi. prędzej to pierwsze, bo patrząc po ilości... cóż, to już zakrawało na małą z nimi wojenkę, a Wilczy Pan raczej nie byłby zadowolony z ich, miejscowych, pogromów jego świętych zwierząt.

    – Nie idźcie nocą do kaplicy – powiedział młodzik który może nawet nie miał dziesięciu lat. Może... bo było ciemno. Usadowiony między strategicznym miejscem jakim była studnia, a martwe drzewo... było co najmniej ciekawym wydarzeniem. Tym ciekawszym, że najwidoczniej jego matka zdecydowała się wszystkiemu zaprzeczać. Heinz nie był znawcą ludzi, ale to było co najmniej podejrzane. Dorośli ukrywali prawdę. Co do tego był... pewien.

    Nic nie powiedział tylko udał się do karczmy. Tam, będąc świadkiem rozmowy Sneidera z gospodarzem chłoną każde słowo i każdą mimikę. Każdy ton. Jego grupa się rozsypała i wiedział dobrze, że mógł liczyć tylko na siebie, a to oznaczało, że musiał uczyć się szybko jeśli chciał się utrzymać na wodzie. Nie było "Kafki" który by świecił za wszystkich oczami i dobijał targów, zdobywał tropy i zlecenia. Prawda, towarzyszył mu jako ochrona, ale... nie zwracał szczególnej uwagi na "sztukę w ludzi".

    Nie mniej, musiał przyznać, że żonka była niczego sobie. Piękno było piękne... ponieważ przemijało. Jak wszystko. Jak natura. Nie były mu obce małżeństwa aranżowane i inne swatania. Sam jednak nie miał na nie czasu, ani nawet chęci. Ponura rzeczywistość i tryb życia na drodze jawnie utrudniały osiadły tryb życia, który... nie był dla zielonookiego. Nie miał czasu na przyjemne rozproszenia. Tym bardziej... no właśnie... był zajęty i nie było w jego sercu miejsca na kogoś nowego. Był wierny...


    Posiłek był przyjemnością. Choć Łowca stawiał to nie miał zamiaru nadwyrężać gościnności. Nie mniej, zastanawiał się w duchu... nad naturą tego miejsca. Nie wydawało się być zagrożeniem... przynajmniej nie teraz...

    - Wezmę pierwszą wartę. - oznajmił towarzyszom.

    Wiedząc, że ma do rozmówienia się karczmarzem nie napawało go to nadzieją. Jak byłoby łatwiej mieć "Kafkę" u boku! Niby mógłby zlecić rozmowy komuś innemu by działał w jego imieniu, ale komu? Niziołek był nad wyraz rozgadany i zdecydowanie zbyt pewny siebie... poza tym... coś mu tu śmierdziało i nie były to jego stopy... raczej. Coś było w powietrzu. Jak butwiejące drzewo.

    Rozgrywka

  • Warhammer 4-5 edycja
    DhratlachD Dhratlach

    @Wired napisał w Warhammer 4-5 edycja:

    Ja tam nie mam problemu ze wszystkim co oficjalnie wydano. Co do przygody na pewno jakaś oficjalna, może z drobnymi zmianami.

    A ić pan... w ostre zmiany! 😄

    Ciężko się deklarować bez wiedzy o technikaliach. Na spokojnie poczekam na rekrutę. Jak coś łapać mnie na czacie, czy disco. Nie ucieknie mi w powiadomieniach, a będzie pod ręką 😉

    Sondy

  • Oceń poprzedni utwór
    DhratlachD Dhratlach

    Są zabawy dla ludzi czytających, grających, dla wielbicieli kina oraz dla tych którzy lubią zgadywanki słowne.
    Teraz coś dla wielbicieli muzyki.

    Zasady? Są proste jak drut!

    • Ktoś daje piosenkę. Druga osoba jest wzobowiązana do przesłuchania jej. Potem wystawia jej ocenę w skali od 1 do 10, z, lub bez, komentarzem słowonym.
    • Potem umieszcza swój utworek i tak do końca świata i jeszcze dalej.

    Prosta i przyjemna zabawa, bo można poznać gust muzyczny co niektórych uczestników oraz np. znaleźć jakieś fajne, nie znane sobie zespoły, czy inne złote perełki o których nam się nie śniło.

    Zacznę jako pierwszy (słucham "wszystkiego" jakby ktoś pytał!)
    https://www.youtube.com/watch?v=7KQVwA6iOcI

    Nie mniej, dbając o pojemność dysku naszego forum muzykę zamieszczamy w postaci zwykłych linków!

    Hydepark
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa