Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
GaranilG

Garanil

@Garanil
Przestań obserwować Obserwuj
Informacje
Posty
147
Tematy
15
Udostępnień
0
Grupy
0
Obserwujący
0
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • [WFRP 2ed] Żołnierze Imperium
    GaranilG Garanil

    Żołnierze Imperium

    Żołnierze Imperium.png

    Miejsca na wstęp fabularny.

    Dzień Pracy, pierwszy tydzień Czasu Orki 2520 K.I.

    Dassel było stosunkowo małym miasteczkiem, liczącym może dwieście dusz. Dość powiedzieć, że miejscowość otoczona była palisadą, miała własną straż. Słońce wzeszło jakiś czas temu, a z początkiem ciepłych dni ruszyły prace na okolicznych polach, oraz wzmożony wyrąb drzew wokół. Ostlandczycy z godnym podziwu uporem wyrywali Lasowi Cieni kolejne metry terenu. Najpierw osady, potem gościniec między nimi, potem wojskowe garnizony i wreszcie rozpychanie się łokciami, aby zwiększyć margines bezpiecznego terenu pomiędzy osadą, a ścianą lasu.

    Karczma Pod Jemiołą

    47d2bbe6-ee96-4999-8202-86030bce7092-image.jpeg

    Leopold Litzblick siedział przy stole na parterze karczmy i oczekiwał, skręcając pióro w rękach. Oczekiwał na przybycie kandydatów na rekrutów. Komendant Berger wyraził się jasno. "Sprowadzisz mi światłych rekrutów, którzy będą walczyć ku chwale Ostlandu, ku chwale Księcia Elektora von Raukova, oraz ku chwale Imperium!"
    No dobrze, może nie użył dokładnie takich słów, ale Leopold preferował taką wersję, jako uczony, student politologii z uniwersytetu w Wolfenburgu, oraz po prostu człowiek światły i wyedukowany, w przeciwieństwie do tej hałastry, z jaką musiał obcować. I dopiero miał się przekonać, jak bardzo niskiego sortu jest to hałastra.

    To był piąty dzień naboru. Pierwszego sypnął srebrem, aby rozwiesić w Dassel i okolicznych miejscowościach plakaty rekrutacyjne. Zamówił je specjalnie na tę okazję z Wolfenburga, po jednym na okoliczną wieś. Przez trzy dni nic się nie działo, z bardzo prostego powodu. Po prostu mało kto umiał czytać.
    6bf0ecb2-82a9-4e4a-9063-c86602fffda2-image.jpeg
    Oczywiście Litzblick ani myślał przyznać się do pomyłki, ani przyznać – jako patriota i ostlandczyk – że prowincja jest biedna, zacofana i pełna analfabetów. Dlatego zwyczajnie sypnął srebrem raz jeszcze, aby przekazać wiadomość o werbunku ustnie. Dopiero to poskutkowało i już wkrótce przed karczmą zaczęła się zbierać kolejka.
    Kolejny petent usiadł przez Leopoldem.
    -Imię?
    -Hans.
    -Nazwisko
    ?
    -Nie mam nazwiska Panie. Wołają mnie Hans Strzygacz.
    -Strzygacz? - Leopold upewnił się, że dobrze słyszy.
    -Tak Panie. Owce mom. Strzygę je, wełnę sprzedaję, nożycami robię. Szybko robię, I cztery owce jednego dnia ostrzygę i nożyce naostrzę. No i żem słyszał, że Ostland rekrutuje, tom se pomyślał, do wojska wstąpię...

    Litzblick spojrzał w dół, na czystą kartę pergaminu, całą siłę woli wkładając w to, aby nie ukryć twarzy w dłoniach. Nieświadomie uczynił na karcie kreskę z atramentu, kiedy ręce (a więc i pióro) mu opadły, a stało się to gdy tylko Hans otworzył usta. Chcąc nie chcąc, Leopold zadał kilka dodatkowych pytań, sporządził notatkę i zawołał kolejnego chetnego. Z kandytata na kandydata było tylko gorzej. Wieśniacy, drwale, rolnicy, pasterze, niemal wszyscy analfabeci, a co drugi to idiota. Sigmarze, dopomóż, jak on z takiegoż materiału ma dobrać światłych rekrutów, którzy będą walczyć za Ostland w imieniu Księcia Elektora Valmira von Raukova?! Toż to wstyd, toż to hańba, toż to ujma!

    W połowie dnia nie wytrzymał i zarządził przerwę. Zamówił sobie kubek wina i właściwie wbrew swoim zasadom, wychylił go jednym haustem, na uspokojenie. Sigmarze, za cóż takie próby. Sigmarze, dlaczego. Większość kandydatów, nawet nie umyta, o umiejętności czytania i pisania nie wspominając.

    Czy wśród nich znajdzie się choć jeden godny?

    ***

    Kilka słów o sesji

    Żołnierze Imperium są moim podejściem do stworzenia własnej mistrzowanej wersji sesji o tym samym tytule, mającej wczesniej miejsce na Strefierpg.net. Sytuacja rozgrywa się na 2 lata przed nadejściem burzy chaosu i jak Sigmar da, dorzemy do burzy chaosu i wasi BG będą wlaczyć (i być może umierać) w służbie Ostlandu i Księcia Elektora, nawet nie do końca po to by wygrać, ale by powstrzymać pochód wojsk Archeona wgłąb Imperium.

    Ale nie uprzedzajmy faktów – najpierw trzeba do tego dotrzeć, więc zostać żołnierzem, a potem zaliczyć kilka, a może nawet i kilkanaście misji. Klimat będzie fantasy, z domieszką heroic, ale z charakterystycznym dla Młotka 2 edycji i Starego Świata zacięciem.

    Wasi BG trafią na szkolenie do Strielfortu – nowo powstałej jednostki wojskowej, której fort jest zlokaizowany na mapie Ostlandu w środku trójkąta Hasselhund – Dassel – Smalhoff.
    A co dalej... to już jest, dziwnym zbiegiem okoliczności, materiał na całą sesję RPG.

    Czego się spodziewać

    Młotek to nie Ddki, tutaj klimat jest cięższy, oraz charakterystyczny, a Ostland do najbardziej bogatych prowincji nie należy. Dlatego możecie się spodziewać brudnego, żołnierskiego życia, patroli w lesie cieni, polowań na bandytów, walk z zielonoskórymi i zwierzoludźmi, a kto wie, może nawet zdrad, intryg, oraz tłumienia chłopskich buntów. Może będziecie bohaterami, a może chłopi będą spluwać na wasz widok. Na obie opcje musice być przygotowani.

    Nie mam zamiaru robić z sesji typowego Hack&Slash, chociaż walka oczywiście nadal będzie istotnym elementem. Chcę jednak podejść do tego kreatywnie (co jest częścią rozwoju tak graczy jak i MG) i stworzyć wraz z graczami niezapomnianą historię.

    Wrażliwe Treści

    Rozlew krwi (może wystąpić trwałe klactwo, które może się skończyć śmiercią, zgonem, a nawet utratą życia)
    Wulgaryzmy
    fanatyzm religijny
    mutacje, wpływ chaosu na żywe istoty
    dość cięzki klimat
    kwestie dwuznaczne moralnie

    Ogólnie, proponuję żeby nie mieszać życia RPGowego z prywatnym.

    Zasady Rozgrywki

    Co prawda można by tu rzucić sztampowym:

    1. Mistrz Gry ma rację
    2. Jeżeli Mistrz Gry nie ma racji, patrz 1)
      Ale to nudne. Najważniejsze sprawy: Jako Mistrz Gry zastrzegam sobie płynność mechaniki i podejmowanie decyzji, które mogą być niezbyt przyjemne. Nie zabraniam PVP, ale zdecydowanie odradzam je, chyba że jest to jakiś zabieg dążący do jakiegoś fajnego efektu w sesji, a nie tylko "wk*rwił mnie, więc zabiję mu postać". Zakładam, że wszyscy tutaj jesteśmy dorośli i mamy zamiar się świetnie bawić postaciami i światem przedstawionym. Dlatego ja pełnię rolę narratora i strażnika tajemnicy, wy kierujecie postaciami a sporą część wątpliwości rozwiązują kości. Oczywiście wzajemny szacunek to podstawa.

    Zgłaszanie postaci

    Tu macie link do karty postaci, kopiujecie sobie, uzupełniacie i przysyłacie na priv. Nie musi być 999 stron lore – a swoją postać zgłaszamy w wątku z imienia, rasy i profesji. Mile widziany avatar. Jeżeli ktoś umie w grafikę i jest chętny cyknąć dla BG ujednoliconą ramkę – tym lepiej. Ale można po prostu wykorzystać Token Stamp.

    Tworzenie postaci

    Cechy Główne:
    Zarzucacie 16d10 w dowolnym internetowym turlaczu i dodajcie logi u dołu karty postaci. Zezwalam na dokonanie 3 rzutów i wybranie najbardziej korzystnego z tychże. Waszej woli pozostawiam, czy chcecie mieć realizm i pododawać wyniki zgodnie z podręcznikiem, czy dodawać do siebie najwyższe wyniki i maksować postać, aczkolwiek miło by było, gdyby postać nie umarnęła po tym jak spojrzy na nią goblin, prawdaż.
    Poza tym standardowo Łaska Shallyi (najsłabszy wynik, czyli prawdopodobnie 2, zmieniacie na średnią dwóch rzutów, która wynosi 11)

    Cechy drugorzędne:
    Zgodnie z podręcznikiem, wynikają z cech głównych. Służę pomocą przy problemach z KP.

    Rasa i płeć postaci:

    Ostland Werbuje i przyjmuje w swoje szeregi niemalże każdego.
    Elfom mówimy stanowcze nie.
    Krasnoludy mile widziane, ale nie więcej niż 2
    Niziołki raczej są mało prawdopodobne, ale jeżeli ktoś bardzo chce grać niziołem... cóż, niziołki panoszą się jak zaraza po całym Imperium, prawdaż. Nie więcej niż 1.
    Nie ma przeciwwskazań dla płci pieknej, ale trzeba się liczyć z typowymi dla Imperium stereotypami, które mogą wystąpić.
    Z oczywistych względów, preferowani są obywatele imperium, w szczegółności z Ostlandu, względnie z sąsiednich prowincji i z Kislevu. Wszelcy obcy, czy to z Tilei, Estalii, Bretonii, raczej zdecydowanie nie. Tym samym również opcje z nimi związane jeżeli chodzi o profesje, też odpadają.
    Zdolności początkowe i profesja:

    • Jeżeli ktoś chce być ĄĘ Ąstlandzkim Szlęchcicę, to najpierw poproszę o rzut 1d100, wynik od 1 do 4 to potwierdzenie iż wasz BG urodził się ze srebrną łyżeczką tam gdzie słońce nie dociera i możecie wybrać profesję szlachecką oraz Von przed nazwiskiem.
      Dostępne niemal wszystkie opcje z Career compendium, aczkolwiek:
      Czarodziejom i klasom magicznym mówimy stanowcze nie.
      Wszystkie tileańskie, bretońskie, estalijskie, też nie, zgodnie z pochodzeniem.
      Zdolności początkowe losujecie sami, też macie 3 próby, wszystko zgodnie z podręcznikiem.
      Darmowe rozwinięcie – macie 100 pd do wydania i możecie je wydać na cokolwiek, nawet jeżeli pasuje do waszej postaci jak pięść do nosa. Np. Na broń specjalną: unieruchamiającą, czy umiejętność pisania i czytania. Jest to coś, czym wasza postać się zainteresowała i rozwinęła. Miło byłoby, gdyby było to uwzględnione też w KP, bo np. Chłop oderwany od pługa, który jest piśmienny, to w Ostlandzie nielicha historia, prawdaż.
      Pomijając to darmowe rozwinięcie, zaczynacie jako świeżynki.

    Zdolności wynikające z profesji zgodnie z podręcznikiem.

    Ekwipunek:

    Standardowo, otrzymujecie na start "set poszukiwacza przygód", a więc:
    Ekwipunek z profesji,
    Startowy ekwipunek z podręcznika (str. 20) [broń jednoręczna, sztylet, sakiewka, koc, peleryna, jeden komplet ubrań - zwykłe ubrania, zwykła jakość - i oraz worek podróżny ]
    Początkowe złoto w wysokości 2k10. [minus 2 ZK opłaty szkoleniowej w Strielforcie]
    Wszelkie kwestie typu "kupuję to, sprzedaję to" na priv. Przy tworzeniu postaci kupno i sprzedaż jest za 100% wartości podręcznikowych. Można korzystać spokojnie ze "Zbrojowni Starego Świata".

    Żywotność i Punkty Przeznaczenia/Punkty Szczęścia:

    Zaczynacie z maksymalną ilością PŻ zgodnie z tabelą zależnie od wybranej rasy, oraz z maksymalną ilością PP, czyli 3. Punktów szczęścia macie tyle co Ppków i odnawiają się one o każdej północy in-game. Warto o nich pamiętać. PS pozwala na przerzucenie rzutu.

    Homerules

    Jak powszechnie wiadomo, mechanika Warhammera jest mniej więcej tak sztywna, jak księgowy w gipsie, dlatego zastrzegam sobie prawo do jej uelastycznienia, oraz wprowadzania zmian wedle potrzeb w trakcie gry.
    Zasady trafień krytycznych będziemy stosować tylko do najważniejszych przeciwników, Bnów, oraz oczywiście do samych postaci graczy, płotki i pionki umierają po osiągnięciu żywotności równej 0 lub niższej.
    Historia postaci i jej osiągnięcia powstają w trakcie gry, nie przed nią. Istnieje szansa, zgodnie z widzi-mi-się Mistrza Gry, żeby was nagrodzić jakimś stałym lub przejściowym bonusem w ramach "Achievementu".
    Niektóre rzeczy, które są w 100% oczywiste, jak np. To że łowczy potrafi rozpoznać trop zwykłego wilka, jest oczywiste, i może nie wymagać rzutu.
    Chcę, żebyście nie bali się porażki w rzucie, bo porażki i konsekwencje też budują historię, dlatego może się okażać, że mimo fatalnego rzutu, coś wam się uda, ale za jakąś, mniej lub bardziej poważną cenę wypłaconą w konsekwencjach.

    Rozmowa z jednym z graczy tworzących aktualnie postać, uświadomiła mi o czym zapomniałem, więc lecimy:

    1. W związku z tym, że chcę wam zapewnić elastyczność w budowaniu postaci, dopuszczam opcję "awansu wstecznego", a więc za 100 pd można oczywiście awansować do przodu i do tyłu (profesja wejściowa/wyjściowa)
    2. Jeżeli postać ma się nauczyć czegoś co jest poza jej zasięgiem, jest taka możliwość - 200 pd + nauczyciel + czas in-game.
    3. Jako iż zostaliście zarekrutowani do Strielfortu, to niezależnie od tego jaką macie profesję, za 100 pd możecie ją zmienić na profesję "żołnierz" i nie obowiązuje was wtedy konieczność posiadania wyposażenia dla żołnierza, bo oprzyrządowanie zapewnia sam fort.
    4. Kwestia PD i mechaniki postaci: Wiem, że niektórzy lubią się dzielić mechaniką, statami, porównywać, oraz dyskutować, żeby lepiej rozwinąć postać, oraz, żeby móc pilnować rzutów. Nie mam problemu z tym, że będziecie się wzajemnie dzielić swoją mechaniką, dyskutować o swoich postaciach, oraz wzajemnie pilnować rzutów, a pilnowanie rzutów i wykonywanie ich samodzielnie nawet wskazane. Jesteśmy tylko ludźmi, popełniamy błędy, nie myli się tylko ten kto nic nie robi.
      Jeszcze nie zdecydowałem czy PDki będą jawne/niejawne, ani czy będą drużynowe/indywidualne.

    podsumowanie

    *System: Warhammer 2ed.
    *Ilość graczy: 4-6
    *Kryteria przyjęcia graczy: stworzenie pełnej karty postaci + krótkiej historii (wystarczy około pół strony A4). W wypadku większej liczby zgłoszeń odbędzie się konkurs kart.
    *Platforma: forum oraz możliwie Discord.
    *Częstotliwość odpisów: 4 dni dla graczy, 4 dni dla MG (możliwość prolongat i zgłoszeń pominięcia kolejki w rozsądnej ilości zgłoszeń)
    *Dokumenty Google: Nie planuje i nie jestem fanem. Jeśli będzie potrzeba rozegrania scen lub dialogów, można zrobić to na Discordzie. Jeśli gracze nie będą mieć ochoty na Discord, takie sceny rozegramy w formie krótszych opisów na forum lub ewentualnie przez PW.
    *Długość sesji:  Zależy od tego jak bardzo będziecie ambitni, ale nie ustalam limitu, liczę na to, że będzie długo, ciekawie i fajnie. Jak Sigmar da, to może będziemy świętować rocznicę sesji, albo nawet i lepiej.
    *Termin zakończenia rekrutacji: 11 października Anno Domini 2026, z możliwością prolongaty.

    Archiwum

  • [WFRP 2ed] Żołnierze Imperium
    GaranilG Garanil

    HoMM3-message-1790956504177.png

    Archiwum

  • 21 dni Kwarantanny
    GaranilG Garanil

    darpol.png

    Muzyka!

    Dzisiejszy poranek w siedzibie korporacji "Darpol SA" zaczął się jakoś tak ciężko i to jeszcze przed 10-tą. Woźny jak zwykle przeciera po raz n-ty pierwszy tę samą podłogę, które nigdy nie udało mu się domyć i która nigdy nie może być czysta dłużej niż 5 minut. Główny korytarz.
    Przechodząca obok sekretarka usłyszała dochodzący ze słuchawek woźnego przebój Big Cyca "Nienawidzę Szefa" i uśmiechnęła się. I był to uśmiech korporacyjny, nieszczery, a ona już robiła w głowie notatkę, czy można to w jakiś sposób wykorzystać, żeby po woźnym wspiąć się o jeden szczebel w drabinie korporacyjnej kariery.

    Maksymilian był już w pracy. Zdążył umyć od 8 całkiem sporo okien, upuścić jedną (na szczęście pustą) butelkę po środku do mycia szyb (najtańszym), oraz oblać się wspomnianym płynem, zanim kierownik jego działu kazał mu natychmiast wrócić do środka budynku, bez podania powodu.

    Karol był na 20 piętrze. Właśnie wczołgał się do tunelu technicznego w ścianie i miał rozkręcić obudowę jednego z wentylatorów, które odmawiały posłuszeństwa. Awaria wentylatorów w tym konkretnym budynku to nie było niestety nic nowego. W pewnym momencie ktoś trącił go w but.
    -Zostaw to, mamy problem. Chodź. - Oznajmił Sebastian. Korpo-szczur będący bywalcem palarni, którego Karol znał z widzenia i okazjonalnej wymiany zdań.

    Michał wszedł do budynku z torbą medyczną, wezwany do nagłego ataku duszności u jednego z pracowników. Szybko okazało się, że to nic poważnego, obyło się bez intubacji i skończyło na dawce leku rozkurczowego. Ale Policja zdążyła zablokować drzwi. Nie chcieli go już wypuścić. Na szczęście Zbyszek został w karetce i mógł odjechać.

    Wiktoria znajdowała się w swoim gabinecie. Rozmawiała właśnie z jednym z pracowników z działu IT, konkretnie z Michałem Zielińskim z działu IT. Znała go i jego przypadek aż za dobrze. Świetny fachowiec, znający systemy firmy jak własną kieszeń, ale przy tym nieufny wobec innych i niemalże stale na skraju paranoi, pomimo leków, które brał sumiennie i regularnie. Może to "nie był" atak paranoi, ale martwił się o wydarzenia zasłyszane w wiadomościach... o epidemii. Zbyt dobrze pamiętał Covid-19.

    Nagle zatrzeszczał radiowęzeł budynku. To się nie zdarzało. Najstarsi pracownicy nie pamiętali, kiedy ostatnio miało miejsce nadanie jakiegoś komunikatu w całym biurowcu używając tego, poniekąd archaicznego, systemu.
    -Uwaga, uwaga. Na polecenie Administratora Budynku Darpol S.A. Marka Borkowskiego, w związku z ogłoszoną kwarantanną, wszyscy mają się zgłosić natychmiast do lobby budynku.-

    ***

    Wszyscy obecni w budynku zebrali się na parterze w przestronnym lobby. Widzieli jak niebiescy oklejają wejścia i szyby parteru budynku taśmą, oraz rozkładają znaki, mówiące o kwarantannie.
    Na improwizowane podwyższenie wykonane ze stołu i krzesła, wszedł mężczyzna w garniturze
    Marek Borkowski2.png

    -Szanowni Państwo, bardzo proszę o chwilę uwagi. Nazywam się Marek Borkowski i jestem odpowiedzialny za funkcjonowanie tego budynku. Wiem, że sytuacja może wydawać się… nietypowa. Chcę jednak Państwa zapewnić, że mamy do czynienia z działaniami prewencyjnymi.
    Służby zewnętrzne wprowadziły czasowe ograniczenia w przemieszczaniu się — jest to standardowa procedura w przypadku podejrzenia zagrożenia epidemiologicznego.
    Na ten moment nie ma żadnych potwierdzonych informacji o realnym niebezpieczeństwie dla Państwa zdrowia. Bardzo proszę o zachowanie spokoju i pozostanie na swoich piętrach, zgodnie z wytycznymi ochrony. W budynku dostępna jest woda, zaplecze sanitarne oraz podstawowe środki bezpieczeństwa. Służby publiczne zobowiązały się dotarczyć prowiant i wszystkie niezbędne rzeczy. Musimy odbyć 24-godzinną kwarantannę. Dołożę wszelkich starań, aby ta niedogodność nie była nadmiernie uciążliwa.
    Jesteśmy w stałym kontakcie z odpowiednimi służbami i będziemy Państwa informować na bieżąco.
    Najważniejsze w tej chwili jest zachowanie porządku. Chaos nikomu nie pomoże.
    -

    Wśród pracowników przeszedł szmer.
    -Dlaczego nie możemy wyjść?!-
    -Co to za choroba?-

    Paru pracowników wyciągnęło telefony i zaczęło nagrywać Borkowskiego.
    Ochrona zareagowała dość nerwowo, wchodząc w tłum, zabraniając nagrywać, nakazując usunięcie materiałów.

    Administrator po prostu zignorował trudne pytania.
    -Zapewniam, że sytuacja jest pod kontrolą. Proszę się rozejść do swoich zajęć i wrócić do swoich prac, natomiast jeżeli ktoś jest "z zewnątrz" i nie ma dla niego pracy, zapraszam do pokoju socjalnego.-

    Maksymilian, Karol, Michał i Wiktoria stali przypadkiem obok siebie w zgromadzonym w lobby tłumie ludzi. Sebastian, który przyszedł z Karolem, westchnął. -Taa, nie ma zagrożenia, ale spędzę was wszystkich do lobby, żeby to zagrożenie na pewno powstało. - mruknął ironicznie. Możnaby przysiąc, że gdyby tylko mógł, to tu i teraz zapaliłby papierosa. -Zastanawiałem się kiedy jebnie, ale miałem nadzieję, że będę wtedy w domu. - Dodał.

    I tak się to właśnie zaczęło...
    a43ede50-a9fa-49c2-afb6-2d6615eb579e.png

    Rozgrywka

  • [Year Zero Engine] 21 dni
    GaranilG Garanil

    21 dni

    text alternatywny

    1 kwietnia 2026 roku, poniedziałek, był dość wietrzny, ale poza tym słoneczko przyjemnie ogrzewało ulice stolicy. Dzień, jak co dzień.
    Masz pająka na głowie. Prima Aprylis!- Boże, kolejny durny dowcip.

    |-text alternatywny-|

    Pani Karolina Maj, piastująca stanowisko Sekretarki zarządu spółki Darpol SA, nie myslała obecnie o kretyńskiej tradycji 1 kwietnia polegającej na kłamaniu w żywe oczy dla zabawy. Uważała to za miałkie, zbędne, wręcz szkodliwe. Nie raz i nie dwa zdarzyło się, że ktoś włożył telefon komórkowy do mikrofalówki, bo ktoś zrobił realistycznie wyglądające powiadomienie o tym, że wyszła aktualizacja pozwalająca ładować telefon mikrofalami w ciągu kilku sekund.

    Karolina wsiadła do autobusu, zmierzającego do słynnego "Mordoru na Domaniewskiej", jak niektórzy nazywali biurowe zagłębie tego miasta. Cóż, jedno trzeba było przyznać – nazwa była trafna, gdyż do Mordoru ciężko było się dostać, jak również trudno było się z niego wydostać. Słaba komunikacja miejska. Pogrążona w myślach, nawet nie zauważyła kiedy dotarła na miejsce. Wysiadła z autobusu i szybkim krokiem ruszyła do biurowca.

    text alternatywny

    Nowoczesność", "Prestiż". "Zaufanie"... Cholerne więzienie ze szkła i stali.
    Pani Maj nerwowo sprawdziła godzinę na swoim telefonie.
    9:55. Cholera, zaraz będzie Nowocześnie, prestizowo i zaufanie spóźniona do pracy.
    Wreszcie, 2 minuty przed 10, przekroczyła próg budynku. Zupełnie nie zwróciła uwagi na fakt, że pod budynkiem było jakoś, tak jakby... niepokojąco dużo policji. Poszła do lobby odbić swoją kartę. Kiwnęła głową szefowi ochrony, Tomkowi, który właśnie robił obchód parteru, jak zawsze z reszztą. Nie przepadał za siedzeniem za biurkiem, dlatego często wykonywał regularne i nieregularne patrole.

    text alternatywny

    Nie zdążyła odejśc od kontuaru lobby po odbiciu karty i zarejestrowaniu swojej obecności w pracy, kiedy do budynku weszło kilku policjantów. Zerknęła na nich przelotnie, jak zbliżają się do Tomka. Spodziewała się, że może to znowu jakaś kontrola, albo może mają jakiś nakaz. Ale usłyszała coś gorszego.

    ![https://i.imgur.com/L8QEvAn.png](url obrazu)

    -Pan Tomasz Kaczmarek, Szef ochrony Darpol?-
    -Tak, to ja.-
    -Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Zdrowia z dnia 25 marca 2022 roku w sprawie metod zapobiegania zakażeniom lub chorobom zakaźnym stanowiącym szczególne zagrożenie dla zdrowia publicznego, cały budynek zostaje natychmiast objęty 24-godzinną kwarantanną bez możliwości odwołania. Proszę powiadomić przełożonego. Budynek zostaje objęty kordonem sanitarnym. Wybacz Tomek, taka praca. To na pewno jakaś błachostka. - Stwierdził funkcjonariusz policji, płynnie przechodząc z "pracy" do "po imieniu" z szefem ochrony. Widocznie się znali. No, ale o ile Karolina wiedziała, Tomasz był kiedyś policjantem...

    Spojrzała na zegarek. Cholera. Że też autobus nie mógł się spóźnić o te 2-3 minuty...
    Tymczasem, na podwieszonym na ścianie telewizorze w pokoju socjalnym, trwał reportarz, na temat wybuchu nowej epidemii dziwnej choroby w Niemczech i na zachodzie. Coś o jakichś atakach kanibalizmu i... "patologicznej agresji zwłok"?

    Powariowali ci Niemcy.
    Ech, ciężko się zaczyna ten poniedziałek.

    ***

    Witajcie, pora na mój chrzest bojowy na Rollteling w charakterze Mistrza Gry. Oczywiście, jak się niewątpliwie domyśliliście, będzie to sesja w klimacie apokalipsy zombie, ale ze skupieniem na pierwszych tygodniach tego zdarzenia – powolnym upadku systemu, który udaje, że wcale nie upada i wszystko jest M'kay.
    Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, żeby potem przejść do bardziej sztampowego zombie post-apo, czyli ucieczka z miasta, a potem maraton on konserwy do konserwy, ale to dopiero po wspomnianych 21 dniach.

    Będziemy grać na mechanize Year Zero Engine. Jest dostępna za darmo w internetach, poniżej traficie na link przy temacie gdzie podręcznik będzie niezbędny - czyli przy talentach.

    Chciałbym przyjąć 4 graczy. Jeżeli okaże się, że mamy nadwyżkę chętnych względem miejsc, to oczywiście odbędą się walki w kisielu zadecyduje konkurs kart.

    Będziemy grać hybrydowo - na forum będą trafiać główne wpisy, będzie wątek do przedstawienia postaci, wątek do rozmów wewnętrznych. Poza tym, zorganizujemy sobie pod sesję serwer discord do szybkiej komunikacji, kulania kostkami, oraz wspólnego pisania złożonych scen. Najbardziej praktyczne rozwiązanie.

    Częstotliwość odpisów przewiduję wstepnie tydzień dla Mistrza Gry, tydzień dla graczy, ale to są ramy czasowe wstępne - w trakcie gry je "podmienimy" na takie które będą nalepiej pasować, gdy już wyklaruje nam się tempo sesji.

    Dokumentów google nie przewiduję, bo przewidziałem discorda

    Wstępny deadline rekrutacji to 10 maja, z możliwością prolongaty.

    Przejdźmy do tworzenia postaci:

    1. Wybór archetypu postaci – czyli rolę/profesję, zawód, oraz przydał by się rys historyczny postraci. To nie musi być elaborat na 10 kartek A4, przędzej pół kartki jeżeli już. Warto zawrzeć, z jakiego powodu akurat teraz podczas kwarantanny znaleźliście się w budynku Darpolu. Postać jest pracownikiem biurowym? Sekretarką? Woźnym? Dostawcą pizzy lub kurierem, który znalazł się w złym mniejcu o złej porze? A może absolwentem po studiach, który właśnie przyszedł na rozmowę o pracę? Przypadkowym przechodniem, który pomylił adresy, bo szukał Domaniewskiej 51, a wszedł pod adres Domaniewska 61? Archetyp jest oczywiście bardzo umowny, ale to może być np. Właśnie ochroniarz, prawnik, pracownik biurowy, dostawca... Plusem Yeat Zero Engine jest plastyczność, minusem – że trzeba myśleć samemu. Nie ma Mamy – wszystko sami.

    2. Wiek postaci – Młody (do 25), dorosły (26-49), Stary (50 i więcej)

    3. cechy - Rozdzielacie, zależnie od punktu 2), 15 (Młody), 14 (dorosły) lub 13 (Stary) punktów w cechy: Siła, zwinność, polot, empatia. Minimum 2 punkty, max 4, jedna cecha główna może być podbita do 5.

    4. umiejętności – Rozdzielamy punkty (Młody 8, dorosły 10, stary 12) w następujące umiejętności:
      • Wytwarzanie (Siła)
      • Wytrzymałość (Siła)
      • Walka (Siła)
      • Skradanie się (Zwinność)
      • Ruch (Zwinność)
      • Strzelanie (Zwinność)
      • Spostrzegawczość (Polot)
      • Pojmowanie (Polot)
      • Sztuka przetrwania (Polot)
      • Manipulacja (Empatia)
      • Wyczucie emocji (Empatia)
      • Leczenie (Empatia)

    5. Talenty Startowe
      Tutaj macie talenty ogólne, w podręczniku

    o tutaj
    Jeżeli ktoś odczuje, że potrzebuje jakiś konkretny, inny talent – możemy kwestię przedyskutować na priv.

    1. Wielkie marzenie – główna motywacja bohatera. - wg. podręcznika, jeżeli postać będzie działać w zgodzie z tym marzeniem, może załapać więcej punktów doświadczenia. Biorąc jednak pod uwagę charakter sesji - zombie apokalipsa z mocnym naciskiem na walenie się systemu na jej początku - istotna będzie raczej metamorfoza wielkiego marzenia, z nowożytno-korporacyjnego, do apokaliptyczno-survivalowego :).

    2. Duma – coś co wyjątkowo definiuje waszego bohatera. Zdolność lub cecha szczególna. O tym że jest ustęp w podręczniku i duma – pod warunkiem, że będziesz w stanie wyjaśnić w miarę logicznie w jaki sposób ci pomaga osiągnąć sukces – pozwala na automatyczny sukces, nawet po porażce w rzutach.

    3. relacje z innymi BG – myślę, że nie wymaga tłumaczenia. Oczywiście, jeżeli nie macie zamiaru mieć nic wspólnego na start z innymi postaciami, jest taka opcja, w końcu Warszawa to duże miasto.

    4. Wygląd

    5. Wyposażenie – do omówienia z MG.

    6. Dane osobowe

    To by było na tyle, a do was należy to takie pole poniżej do pisania postów 🙂

    Podsumowanie:
    System: Year Zero Engine
    Ilość graczy: 4
    Kryteria przyjęcia graczy: dobra karta zdaniem MG (Opcjonalne: łapówka wręczona MG)
    Platforma: Forum + discord
    Częstotliwość odpisów: Wstępnie tydzień dla graczy tydzień dla MG, tempo sesji wyklaruje się po jej starcie.
    Dokumenty Google: Nie, bo discord
    Termin zakończenia rekrutacji: 10 maj 2026 z możliwością prolongaty.

    Karty proszę przesyłać na priv.

    Archiwum apokalipsa zombie yearzeroengine

  • 21 dni Kwarantanny
    GaranilG Garanil

    Muzyka!

    Życie w biurowcu toczyło się swoim tempem, po wydaniu racji przez Policję, ludzie się rozeszli. Atmosfera przygnębienia i beznadziei jeszcze pogłębiła się, podczas gdy wśród ludzi kwitł niepewny barter. Ja tobie kromkę chleba, ty mi margarynę na moją kromkę. Ja tobie serek wiejski, ty mi pół cebuli.
    Najgorzej mieli przypadkowo schwytani w pułapkę cywile, którzy okupowali pokój socjalny parteru i Lobby. Wpadli na chwilę do budynku załatwić jakąś sprawę i niestety, tak już zostali.
    Najgorsze było to, że nie było wdać żadnych objawów choroby. Kaszlu. Kichania. Żadnych zgłoszeń. Każdy patrzył na każdego, nie jak na "zdrowego", ale jak na potencjalne źródło śmiertelnego patogenu.
    Nie ma "Zdrowych". Są tylko "niezdiagnozowani"...

    Karol zajmował się swoimi sprawami. Krążył wśród techników, dokręcał śrubki, rozmawiał z ludźmi. Jako że był "prawie swój" chociaż zewnętrzny kontraktor, to jednak przyjęli go jak swego i miał okazję spędzić noc właśnie w dziale technicznym. Dostał własne legowisko - co prawda złożone, jak wszystkie, ze wszystkiego co było dość miękkie i pod ręką, ale przynajmniej techniczni mieli własny zapas kawy, oraz nie patrzyli na każdego jak na potencjalne zagrożenie. Trzymali się razem.

    Maksymilian miał najtrudniej - mycie okien zostało odwołane. Wszyscy ci, którzy zajmowali się wielkomiejską alpinistyką na wieżowcach, byli obecnie bez zajęcia. Z braku lepszego pomysłu, unikał ludzi. Miejsce do sprania przygotował sobie w jednym ze schowków, o którym wiedział, że może go po prostu zamknąć od zewnątrz, jest tam dość miejsca żeby się położyć, oraz dość suchych, świeżych mopów, aby umościć sobie coś w stylu łóżka.
    Śmierdziało wszelkiego rodzaju chemią, ale było bezpiecznie, a to najważniejsze.

    Muzyka!

    Tymczasem, w gabinecie Wiktorii, ona i Michał prowadzili szeroko zakrojone śledztwo, szukając potencjalnych zarażonych, którzy mogli przywlec choróbsko z Niemiec. Zamiast biernego obserwowania sytuacji, próbowali coś zrobić. Coś o co nikt nie prosił, nikt nie potrzebował, może nawet nikt nie zasłużył.
    Może nawet nikt nie był świadomy potrzeby takiego działania. Ale to pozwoliło im się czymś zająć.

    Do wieczora mieli już gotową listę 10 nazwisk, która po paru telefonach, skróciła się do zaledwie 5 pozycji - ponieważ właśnie tylu z listy znajdowało potwierdzenie swojej obecności w budynku w dniu dzisiejszym. Problemem był brak objawów, jak również destynacje lotów - cholera, wszystko wskazywało na to, że znowu dobrnęli do ślepego zaułka. Że to bogu ducha winni ludzie, którzy są zdrowi, a zawinili jedynie tym, że mieli przesiadkę w Niemczech, w miejscu w którym nawet techncznie nie było ogniska choroby.

    Przyniesiona przez Wiktorię z socjalnego Kawa szybko została otwarta, a jej zapasy podczas śledztwa zaczęły niebezpiecznie topnieć.


    Oczywiście Wiktoria i Michał w jakiś sposób umościli się w jej gabinecie na noc. Pierwszy - i jak mieli płonną nadzieję, ostatni - dzień kwarantanny, dobiegł końca. Zapadła noc. Niepewna, wątła. Z rzadka przerywana przejazdami na ulicy, bądź pojazdami na sygnale. Z ludźmi, śpiącymi w różnych zakamarkach, niekiedy najbardziej zapomnianych przez Bogów miejscach w tym cholernym budynku. Okupując kanapy, stoły, podłogi, przestrzenie pod biurkami, próbując umościć sobie w miarę wygodne legowisko, że wszystkiego co było pod ręką.

    Poranek przywitał wieźniów Darpolu w nietypowej porannej rutynie. Duży ruch w łazienkach - mycie rąk, twarzy, załatwianie potrzeb, oraz zużywanie papierowych ręczników w ilości, której nikt by nie podejrzewał. o godzinie dziesiątej kwarantanna miała się zakończyć. Mieli wyjść do domu.
    Nikt nie pracował, może z wyjątkiem ochroniarzy. W lobby powoli zbierał się coraz większy tłum, gotowy do wyjścia. Praca w budynku uległa całkowitej dysrupcji i było jasnym, że czy ktokolwiek tego chce, czy nie - czy zarzuci zwolnieniami, zagrozi karami, czy nie - zaraz po zakończeniu kwarantanny budynek będzie świecić pustkami.

    Jakże głęboko się zawiedli. Jakże straszliwie się pomylili. I jak bardzo niszczący psychicznie był to zawód.
    Tuż przed godziną ósmą, dało się słyszeć syreny pojazdów uprzywilejowanych. Za oknami Lobby zrobiło się niebiesko od charakterystycznych szklanek. Otworzyły się drzwi, a do środka weszła grupa ludzi, którzy zmrozili Michałowi Kaczmarskowi krew w żyłach.

    Sytuacja właśnie przestała być zabawna.
    text alternatywny

    Chłopcy i dziewczęta w ołówianych Piżamach zabezpieczających CBRN (Chemical, Biological, Radiological Nuclear) weszli do budynku razem z uzbrojoną ochroną. Zaczęli wnosić ze sobą sprzęt.
    U policjantów też było widać różnicę - nosili teraz gumowe rękawice sięgające im daleko za nadgarski, a jednorazowe maseczki zostały zastąpione przez bardziej porządne z filtrem. Jeden z nich wszedł, razem z tą dziwną ekipą i megafonem.
    -Uwaga, Uwaga wszyscy...- Zaczął. Tylko po to, żeby ktoś w kombinezonie zabrał mu megafon. Dało się słyszeć kobiecy głos, nakazujący kretynowi spierdalać. Po chwili ten sam głos mówił już przez megafon.
    -Uwaga, uwaga. Kwarantanna została przedłużona o kolejne 48 godzin, z powodu wiarygodnego zagrożenia biologicznego. Rządowa Jednostka Ds. Zwalczania zagrożeń biologicznych zajmuje lewe skrzydło lobby. Wszyscy tam obecni mają natychmiast się stamtąd wynieść. Jestem epidemiologiem, Doktor Alicja Wójcik. Jesteście w dobrych rękach, nie ma powodu do obaw. Wkrótce zaczniemy pobieranie wymazów. Darpol został zamknięty prewencyjnie, ale jestem przekonana, że wszyscy jesteście zdrowi. Niestety moje przekonanie to zbyt mało, żeby kwarantannę zakończyć. Prosimy o współpracę.-

    HAZMAT-ciarze zaczęli rozkładać swoją placówkę - ściany z grubej folii ochronnej, dekontaminacja, wnoszenie sprzętu medycznego...Chryste, czy oni tu urządzają szpital polowy, czy co?!

    Rozgrywka

  • AI w ilustratorskiej służbie MG
    GaranilG Garanil

    w Ramach ciekawoski

    image.png

    To jest wygenerowany przez MG obraz Georga Fleischera, na podstawie opisu postaci, na koniec scenariusza "Kiełbasy, Kobiety i Śpiew" w młotku, który prowadziłem na strefie.

    Dyskusje RPG

  • 21 Dni
    GaranilG Garanil

    @nami @arthur-fleck @mareenk @milob Już niebawem rozpoczniemy sesję, właśnie ogarniam wszystko, muszę też zrobić discorda na którego was zaproszę. Proszę wybaczyć opieszałość, ale dopiero poznaję system "budowania" podforum na Rolltelingu, ale na szczęście jest intuicyjny.

    Post niebawem, będę was informował na bieżąco.

    Komentarze

  • [Year Zero Engine] 21 dni
    GaranilG Garanil

    JJak będzie czas xD

    Moi drodzy, rekrutacja zakończona, kolejnych aplikacji nie widzę. Do sesji wchodzą @nami @arthur-fleck oraz @mareenk. Rekrutacja pozostanie "semi otwarta" gdyż po rozpoczęciu sesji, możemy ewentualnie dokoptować postać która dała radę przetrwać początki apokalipsy zombie. Jutro się przyjrzę dokładnie założeniu forum i powoli będziemy sesję zaczynać 🙂

    Archiwum apokalipsa zombie yearzeroengine

  • 21 dni Kwarantanny
    GaranilG Garanil

    Muzyka!

    Cóż. Trio ratownika medycznego, gwiazdy działu Human Resource, oraz kontraktora technicznego, wskórało relatywnie niewiele, poza faktem, iż ustalili, że system wentylacji budynku jest w kompetentnych rękach. Pozostało rozejść się do swoich zajęć...

    Atmosfera w Darpolu była... napięta. Coś wisiało w powietrzu. Ludzie "próbowali" pracować, ale świadomość, że nie możesz tak po prostu wyjść po 16 do domu, bardzo przeszkadzała w produktywności. Dlatego z ludzi pracujących, tak naprawdę pracowali jedynie technicy, utrzymujący budynek w należytej kondycji. Oraz prawdopodobnie dział IT. W końcu Internetu nikt kwarantanną nie objął.

    Kolejne godziny minęły każdemu inaczej.

    Wiktoria
    Wiktoria wróciła do swojego gabinetu, zaparzyła sobie kawę i zaczęła metodycznie przeszukiwać bazę danych firmy, maile, media społecznościowe, media internetowe, a nawet najnowsze papierowe dokumenty działu HR. Sama nie była do końca pewna, czego szuka. Śladów, że ktoś jest chory, a może śladów spisku mającego zamknąć budynek w absurdalnej kwarantannie. Im dalej w sytuację, tym bardziej zaczynała rozumieć stwierdzenie "Paranoja to tylko znajomość wszystkich faktów."


    Maksymilian
    Maksymilian ruszył razem z Sebastianem na górę, na piętro 25. Wpadli to techników właściwie zaraz po Wiktorii, Karolu i Michale. Technicznie rzecz biorąc, minęli się w drzwiach.
    Tylko po to, żeby Kazimierz po chwili powiedział im, że mają grzecznie odstosunkować się od ichniej kanapy, jako iż dział techniczny to jedyny, który faktycznie pracuje.
    Właściwie, to chłopaki zdążyli zauważyć, że dział techniczny też pracuje na pół gwizdka, bo jego pracownicy zaczęli już przygotowywać sobie bety na dzisiejszą noc. Cóż. Zgrane chłopaki.
    Sebastian zniknął w palarni, a Maksymilian miał dłuższą chwilę dla siebie, unikając roboty.
    Właściwie nie było to specjalnie trudne, bo jego manager już dawno powinien się odezwać, a tymczasem w krótkofalówce służbowej cisza. Zupełnie jakby zmywacze okien i ludzie zajmujący się konserwacją wymagającą uprawnień wspinaczkowych, też zaczęli się zajmować własnym losem, aniżeli pracą.


    Karol
    Wysocki został w dziale technicznym. Wziął od Kazimierza byle jaką robotę która akurat była do zrobienia i poszedł dokręcać śrubki, byle zająć czymś głowę. Praca mu nie szła. Rozmyślał o tym, że jest uwięziony w cholernym budynku i nie ma pojęcia co się właściwie dzieje. To o czym mówił Michał też nie dawało mu spokoju, a jedynie podsycało niepokój...


    Michał
    Owczarek zajął się przeglądaniem własnego telefonu oraz rozmowami z ludźmi. Próbował się dostać do Rosińskiego, ale bezskutecznie. Karolina Maj - sekretarka zarządu - poinformowała go, że członkowie zarządu mają bardzo ważne spotkanie, omawiają sytuację w kwestii bezpieczeństwa i mają na łączach pracowników Państwowej Inspekcji Sanitarnej, oraz przynajmniej jednego eksperta od chorób zakaźnych. W większości były to puste frazesy, które Michał znał aż za dobrze, więc ostatecznie skończył siedząc na krześle w poczekalni przed gabinetem Wiktorii. Wrońskiej., przeglądając swój telefon. i szukając informacji na temat tego, co się do cholery zaczęło odpierdalać w mieście wraz z nadejściem dnia dzisiejszego.


    około godziny drugiej po południu, ponownie odezwał się system radiowęzła budynku. Dwa razy jednego dnia - to ani przypadek, ani nic przyjemnego. Jednak tym razem to była dobra wiadomość.
    -Uwaga, uwaga! W związku z faktem iż kwarantanna była nagła i niezapowiedziana, aby ograniczyć dyskomfort związany z sytuacja, zostały dostarczone racje żywnościowe. Proszę się zgłosić do lobby budynku, celem odebrania swojej porcji. Prosimy o zachowanie ładu, porządku i spokoju. Dla wszystkich wystarczy.

    k*rwa...Skąd to wrażenie, że coś się zaraz spierdoli jeszcze bardziej niż powinno?

    Lobby

    Nie wiadomo co byłoby głupsze - unikanie ludzi i w związku z tym, unikanie swojej porcji, czy może właśnie stanąć wraz ze wszystkimi w kolejce. A więc również z potencjalnymi nosicielami choroby, którą "chyba" tropiły służby. Chyba, ponieważ nie było widać żadnych oznak. Żadnych testów, wymazów z nosogardzieli, badań... Samo to było niepokojące.

    Policja, w pełnym służbowym umundurowaniu i uzbrojeniu, wjechała do budynku wraz z wózkiem widłowym. Paleta reklamówek z logo każdego możliwego marketu w mieście, paleta wody pitnej. Policjanci mieli na sobie maseczki, rękawiczki i widać było, że sami też nie chcą tutaj być. Rozdawali bardzo prostą rację żywnościową. Każdy dostawał litrową butelkę wody (-jak ci się skończy, to sobie z kranu dolejesz.-), oraz reklamówkę z jedzeniem. Cholerną, foliową reklamówkę, której skład wydawał się być wyciągnięty żywcem z lotto. Komora maszyny losującej jest pusta, następuje zwolnienie blokady, rozpoczynamy losowanie twojej kolacji na podstawie tego co akurat funkcjonariusz znalazł w sklepie i czego było akurat więcej niż 5 sztuk na krzyż.

    To jeszcze bardziej podsycało atmosferę nagłej kwarantanny bez celu, sensu i przygotowania. W jednej siatce były 2 kajzerki, pasztet drobiowy, paczka Draży-Korsarzy, obite jabłko i soczek z rurką. W drugiej konserwa turystyczna, 5 mandarynek i pół kilo margaryny "Delmy"...
    A w trzecim wagonie siedzą grubasy, siedzą i jedzą tłuste kiełbasy.
    A tych wagonów jest ze 40, sam nie wiem co się w nich jeszcze mieści, kurwa jego mać!

    Wiktoria stała już w kolejce, kiedy nagle przed nią wepchnął się jeden z pracowników.

    token_1 (4).png

    -Ja tu stałem, Lala. Poszedłem się tylko odlać. - Zarechotał wrednie, jakby to był dowcip godny gwiazdy stand-upu.

    Rozgrywka

  • [Zew Cthulhu 7ed.] Kroczący we Wichrze [18+]
    GaranilG Garanil

    Wysłałem mistrzowi kartę. Sam jestem ciekaw jak wyszło i ile będzie do poprawienia, bo to moja pierwsza styczność z Zewem na poważnie.

    Więc do ekipy zgłoszony został mechanik Rodney Carter, Amerykanin z Teksasu, lat 31.
    Rodney Carter.png

    Archiwum

  • 21 dni Kwarantanny
    GaranilG Garanil

    5e3b67ad-2c38-41b0-9d08-3cb37389e1f4-image.jpeg
    Sebastian

    -Nadal wisisz mi paczkę szlugów po wygranym zakładzie. Idę z wami. Nie ma co tu siedzieć, lepiej próbować stąd nawiać, choćby i na pałę. Tylko pytanie brzmi: jak? Moglibyśmy zapytać Zielińskiego z IT. Tego paranoika. Zna ten budynek i jego systemy ochrony jak własną kieszeń. Jak zaproponujemy mu wyjście z budynku, zapewne będzie skory do współpracy. Na 99% wolałby być zabarykadowany u siebie na chacie, zamiast w serwerowni biurowca. - Stwierdził Sebastian.

    Cóż. Wyglądało na to, że palacz jest świetnie poinformowany, a jeżeli nie ma informacji lub umiejętności akurat mu potrzebnych - to wie, kto te informacje i umiejętności posiada.

    -PIERDOL SIĘ. TY, TWÓJ KOMENDAT, MINISTER ZDROWIA I MINISTER OBRONY NARODOWEJ! - Uroczy głosik Doktor Alicji Wójcik był w tej chwili prawdopodobnie słyszalny nawet na drugim piętrze budynku. Epidemiolog wreszcie nie wytrzymała i to w sposób wyjątkowo głośny i dobitny.

    -To jest obraza funkcjonariusza na służbie...- Zaczął mundurowy, ale nie zdążył nic więcej powiedzieć, bo powietrze przeciął głośny plask, kiedy Wójcik, o głowę od niego niższa, strzeliła mu zamaszystego liścia.
    -I pierdolony atak na funkcjonariusza na służbie. I co mi zrobisz? Aresztujesz mnie? I może przewieziesz mnie do aresztu? A pomyślałeś, idioto, że właśnie oto mi chodzi, żeby stąd wyjść? Może mnie zastrzelisz? Zwolnisz z pracy? Może po prostu każdy z nas powinien strzelić policjantowi po mordzie?!-

    Policjant, z czerwonym śladem na gębie, zdębiał, a Wójcik po prostu odwróciła się i zaczęła odchodzić.
    -Wójcik! Jest Pani areszto...-
    -Mam to w dupie! - Doktor po prostu pokazała mu do tyłu środkowy palec, nie zwalniając kroku.
    Policjant nie zdecydował się jednak ani na wyciągnięcie broni, ani na próbę aresztowania. Po chwili wyszedł z budynku. Alicja, wściekła jak osa, wkrótce podeszła do grupy konspiratorów, planujących ucieczkę.

    token_1 (5).png
    Alicja Wójcik

    Była ubrana w kombinezon, ale zdjęła rękawice, zatknęła je za pasem, wyciągnęła papierosa i zapaliła.
    -Zaimponowałaś mi.- Stwierdził Sebastian.
    -Wkurwiłam się. Ci idioci nas stąd nie wypuszczą. Niezależnie od dostarczonych raportów, próbek, pierdolników, niezależnie od tego czy dam im magiczną pigułkę, albo szczepionkę na srebrnej tacy. Dziwne, że mnie nie aresztował, ale w sumie, co zrobi? wywiezie mnie do aresztu?- Wójcik zaśmiała się i był to podszyty goryczą i kpiną nerwowy śmiech, typowy dla ludzi, którzy mają pewność, że nie ma już nic do stracenia.

    -Musimy albo tu zostać, albo stąd uciec. Moi ludzie jakoś sobie poradzą, ale po strzeleniu temu kretynowi plaskacza na którego zasługiwał, jestem spalona. Dopóki dowożą racje żywnościowe, pat będzie trwał, ale nie wiadomo ile ludziom starczy cierpliwości i czy łańcuch dostaw się nie załamie. Co gorsza, wśród pracowników chodzą plotki o tym, że zarząd, ze swoimi wyższymi managerami i sekretarkami oraz grupką zasłuchanych włazityłków, zabarykadował się na paru górnych piętrach i po prostu czekają, mając ze sobą sporo zapasów i popijając pieprzony Tignanello i poprawiając Veuve Clicquotem... Pieprzyć lojalkę i klauzule tajności. Panowie, Pani Wrońska, jesteśmy w dupie. Chorobę powoduje wirus, który namnaża się w śliniankach i krwi gospodarza i penetruje jego komórki. Potem go zabija, a następnie reanimuje i dąży do przeniesienia się na kolejną żywą istotę. Na razie nie ma na to lekarstwa. Możnaby spróbować immunostymulatorów, wysokiej klasy leków przeciwwirusowych, i tak dalej, ale nie mam tutaj do tego ani celu, ani środków, ani kogoś, kto został ugryziony, więc może wybrać tylko eksperymentalną terapię lub zgon. Wracając do wyjścia z budynku. Teoretycznie możnaby próbować wyjść siłą, ale z tym musielibyśmy się udać do szefa waszej ochrony, Tomasza Kaczmarka. A potem... Rozsądek nakazywałby opuścić miasto, gdyż duże skupiska ludzi, to potencjalnie duże skupiska zarażonych. Ale to pułapka. Wszyscy pomyślą dokładnie to samo i drogi wyjazdowe będą zablokowane. Trzeba znaleźć jakieś bezpieczne miejsce, zgromadzić nieco zapasów i przeczekać, aż sprawa się uspokoi. Dwa tygodnie, trzy, miesiąc. Idioci wymrą, zostaną tylko chodzące zwłoki i ludzie używający mózgów. -

    Auć. Doktor Wójcik była absolutnie niedelikatna w wizji pryszłości, zupełnie jakby była pewna, że los...cóż, przynajmniej tego miasta, jest już przesądzony.

    Pozostało pytanie - co dalej?
    Maksymilian teoretycznie miał zabezpieczoną drogę ucieczki. Ale czy Alicji i Sebastianowi można zaufać?

    Rozgrywka

  • Kroczący we Wichrze
    GaranilG Garanil

    Muzyka!

    Kawałek bluesa leciał radośnie w radiu, w warsztacie i w sumie świetnie wpasowywał się w atmosferę szczękania klucza. No i ta nazwa. "I'll Fix It Later"... Naprawię później. Speaker prze puszczeniem piosenki przebąkiwał iż jest to "diesel blues" i kawałek niszowego zespołu Orbit OST. Nazwa nic Rodneyowi nie mówiła, ale "diesel blues" chwytał o tyle, że mechanik przepadał za silnikami wysokoprężnymi.

    Niestety piosenka dobrze licowała z Chevroletem Master Deluxe, który właśnie miał na kanale. Był to główny konkurent samochodu Forda model 48. Chevrolet postawił na komfort, wygodę, i nowoczesne, niezależne zawieszenie przednie Knee Action. Ogromny krok na przód w płynności jazdy. I zgodnie z nazwą powodowało ono iż większość mechaników padałó na kolana i zaczynało się modlić, lub próbować naprawić amoryzatory hydrauliczne, z których olej wyciekał szybciej niż pieniądze z portfela po wypłacie. To oczywiście prowadziło do drastycznego pogorszenia i tak nie najlepszej sterowności tej kabaryny. Cholerny kontener na kołach, z rzędowym sześciocylindrowym silnikiem, który dla odmiany pracował lepiej niż amortyzatory.

    Właśnie z amortyzatorami Rodney miał teraz zrobić porządek. Chwycił za małą grzechotkę i nasadził odpowiednią końcówkę. -Mam nadzieję, że zejdzie luźno.- mruknął. Śruba jednak ani drgnęła. Dlatego najpierw przestawił się na większą grzechotkę, a potem sięgnął po klucz o właściwie metrowym trzonku, który w gwarze mechanicznej oznacza mniej więcej "Nie pytałem czy chcesz dać się odkręcić."

    Kurwa mać!

    Jego dobry znajomy, Robert Belfast wszedł do warsztatu akurat żeby zobaczyć, jak Rodney rozpala palnik acetylenowo-tlenowy.
    -Cześć Rodney. Masz chwilę? Po co ci palnik?-
    -Śruba nie będzie stawiać oporu, jeżeli jest płynem. - Odparł mechanik z wyjątkową mściwością wypisaną na twarzy.
    -Naprawisz później. Mam sprawę. Zainteresowany wycieczką na Alaskę, na koszt Wuja Sama?- Zapytał.
    -A dlaczego Wuj Sam miałby finansować mechanikowi samochodowemu z Teksasu wycieczkę na Alaskę, huh? - Zapytał Carter.


    Muzyka!

    Stuk-puk! stuk-puk! stuk-puk!
    A może raczej Tododo-tododo. Tododo-tododo?
    Stukot pociągu sunącego przez szerokie równiny Ameryki towarzyszył każdemu, siedzącemu w tym pociągu. Rodney siedział przy oknie i właśnie jadł kanapkę, którą wyciągnął z plecaka, zastanawiając się, jak to jest, że właśnie jedzie na wycieczkę do Waszyngtonu i to na koszt Wujka Sama.

    7a5c59f3-46b3-4af0-ba6e-2ea507437930-image.jpeg

    Bob wyłożył mu to prosto - Rządowe szychy potrzebowały mechanika, który ma pewne specyficzne umiejętności. Ogarnia naprawy, sam jeździ, potrafi się posługiwać ciężkim sprzętem, potrafi naprawić sprzęt elektroniczny, no i nie jest debilem. Tak się szczęśliwie składało, że Carter spełniał wszystkie te warunki, a dodatkowo był już wcześniej wypróbowany przez Belfasta. Wszystko co było do zrobienia, robił w przyzwoitych terminach, porządnie i uczciwie. Rodney nie był głupi, nawet jeżeli na papierach brakowało mu świadectwa ukończenia szkoły średniej. Z resztą, po co ci szkoła średnia, jak kręcisz śruby, czyścisz zawory, pompujesz opony, wymieniasz rozrządy i świecie, zajmujesz się samochodami?
    Automobile, prawdaż, to wielka przyszłość. Powstawało ich coraz więcej, coraz więcej Amerykanów i nie tylko Amerykanów, miało apetyt, Apetyt na własny transport, na prędkość, a część nawet na komfort podróży. Drogi po całej Ameryce wyrastały jak grzyby po deszczu. Wiły się wraz z graniami, wzdłuż wzgórz, rzek, okalając lasy. Nie chodziło tylko o to, żeby dojechać do celu, albo żeby oszczędzić czas na drodze. Chodziło o to, aby ten czas miło przejechać, najlepiej w dobrym towarzystwie i dobrą muzyką w radiu.

    A jednak, Rodney jechał pociągiem, gdyż zwyczajnie nie miałby gdzie przechować, ani co zrobić, ze swoim fordem. Przechowywanie grata na terytorium Waszyngtonu przez Wuja Sama przez X czasu, dopóki nie wróci z Alaski nie wchodziło w grę. I Carter to rozumiał, bo żarty z Wuja Sama i finansowania przez niego różnych rzeczy, były na południu powszechne. Właściwie termin ten był swego rodzaju synonimem marnowania pieniędzy podatników, przynajmniej wśród konserwatystów.

    Rodney dojadł kanapkę. Schował papierową torebkę do kieszeni i oparł się na siedzisku. To będzie dość długa podróż.


    W poczekalni do której ich wprowadzono, Rodney przywitał się ze wszystkimi prosto.
    -Rodney Carter. Z Teksasu. Mechanik samochodowy.-

    Niestety nie zdążył jakoś specjalnie pozwiedzać miasta. Wszystko było czasowo dopięte. W interesie rządowym było żeby Carter stawił się tam gdzie go oczekiwano i wyruszył tam, gdzie chcieli go wysłać. Zdążył sobie jedynie kupić kawę w drodze


    Ech, biurokracja...
    Rodney to gadanie w większości wpuszczał jednym uchem, a wypuszczał drugim. Generalnie zainteresował się za to zdjęciami wraku, głównie pod względem mechanicznym.
    -Chwilęczkę... Wiemy coś więcej o tej katastrofie samolotu? O ocalałych? - Mechanik wstał, ustawił zdjęcie pod odpowiednim kątem i zaczął pokazywać palcem niuanse.
    -Samolot jest cały, bryła jest mało naruszona, zwarta. Maszyna nie rozpadła się w powietrzu. To wygląda jakby pilot częściowo stracił kontrolę nad maszyną i doszło do brutalnego lądowania awaryjnego. Całkowita utrata kontroli nad maszyną wysoko nad tundrą prawdopodobnie zakończyłaby się poważniejszymi uszkodzeniami. No i to wszystko skupia się po jednej stronie maszyny. Skrzydło, przednia część kadłuba... Możliwe, że najpierw zahaczył o o powierzchnię jedną stroną, potem się obrócił i po przywaleniu o ziemię jeszcze przez chwilę toczył się dalej, siłą rozpędu. Żadnych poważnych śladów pożaru, silnik się nie zapalił, paliwo nie eksplodował... Część tego co było w samolocie powinna być możliwa do zbadania przez ludzi, którzy dotarli do wraku jako pierwsi. Nie umiem na podstawie zdjęcia określić przyczyny katastrofy, ale nie widać tutaj niczego co wskazywało by na eksplozję, oderwanie elementów konstrukcji, czy chociażby klasyczną awarię mechaniczną. Więcej mógłbym powiedzieć gdybym mógł obejrzeć wrak. No... zniszczenia nie wyglądają na takie, które zabiłyby załogę i pasażerów, a przynajmniej nie natychmiast. Szanse na to, żeby ktoś przeżył wydają się wysokie. A jednak nie było dotąd ani słowa o ocalałych. Naprawdę nie znaleziono nikogo żywego? Żadnego świadka? Albo zwłoki pasażerów?
    -

    Niepokojącym było literalne olanie kwestii wraku, przyczyn katastrofy i w ogóle całego tego zajścia. zostało to zdegradowane do roli jednego zdjęcia i stwierdzenia "no rozpierdolił się, ale odsłonił wejście do starożytnego kompleksu. Świetnie, badamy podziemia.

    Aż dziwne, że wrak nie został jeszcze pocięty na żyletki, kurwa jego mać.

    Rozgrywka

  • AI w ilustratorskiej służbie MG
    GaranilG Garanil

    Co prawda wrzuciłem już to na discord forumowy, ale wrzucę też tutaj. Koncepcja jest następująca: Driada może mieć związek z każdą możliwą roślinnością, więc poprosiłem chata GPT żeby mi zrobił obrazek driady paprykowej.

    image.png

    Cóż, tak by wyglądała. Niewątpliwie jest to połączenie pasji ogrodniczej i mistyki, w jakimś stopniu.
    Wyobraźcie sobie ten vibe - uprawianie własnego żarcia nielegalne, więc jakiś gościu sadzi ulubione papryczki w lesie na nielegalu i objawia mu się zadziorna driada paprykowa, zazdrosna o uwagę i pielęgnację jaką są obdarzone krzaki 😄

    Dyskusje RPG

  • [Year Zero Engine] 21 dni
    GaranilG Garanil

    Świetnie się składa @arthur-fleck bo ja po prostu przeczytałem mechanikę od deski do deski, uznałem że się nadaje i lecimy, ale nie miałem okazji zagrać, więc jakby co, będziesz dodatkowo konsultantem od mechaniki

    Archiwum apokalipsa zombie yearzeroengine

  • 21 dni Kwarantanny
    GaranilG Garanil

    Wiktoria udała się oczywiście z powrotem do swojego gabinetu. Jak zwykle. Krótka przechadzka do windy i wjazd na 25 piętro, gdzie mieściła się tak zwana "HRownia", "dział zarządzania zasobami ludzkimi".
    Niektórzy pracownicy mieli tendencję do nazywania tego konkretnego piętra po cichu "działem nadzorców niewolników" lub "Piętrem z którego się nie wraca", gdyż zazwyczaj po wizycie na tym piętrze, wychodziło się z budynku marszem wstydu, z całą swoją karierą zredukowaną do jednego kartonowego pudełka. Żart był tak świetny, że Anetka z HRu też chciałaby go usłyszeć, prawdaż.

    Karol i Michał poszli za nią. i udało im się wsiąść do tej samej windy. Mieli czas od parteru do 25 piętra, żeby zainicjować rozmowę. To właśnie była jedna z tych praktycznych definicji "czasoprzestrzeni".


    Maksymilian usiadł na chwilę w holu i zaczął przeglądać telefon. Wszystkie hasła kluczowe oczywiście powodowały wyskakiwanie cholernych reklam, prezentacji korporacyjnych, zdjęć budynku i masy innych, zbędnych śmieci. Coś jednak przyciągnęło jego uwagę. Po paru minutach śledztwa w internecie, udało mu się znaleźć kilka postów w mediach społecznościowych, oraz kilka lakonicznych informacji w głównym nurcie. Więcej natomiast udało się uzyskać na grupie "mycie okien- nienawidzę swojej pracy" na telegramie, do której dołączył właściwie z ciekawosci.

    Zauważył przy okazji, że internet niekoniecznie działa tak szybko, jak powinien, zgodnie ze specyfikacją jego pakietu.
    Ogólnie z wiadomości wyłaniał się obraz nieco chaotycznego okwarantannowania wielu budynków w Warszawie i nie tylko. Przypominało to w niewielkim stopniu pandemię Covid-19, ale... reakcja nie była wtedy ani tak nagła ani tak nerwowa. Morawiecki z Szumowskim wtedy co chwila występowali w mediach, policja wlepiała mandaty za brak maseczek, i tak dalej... Ale nie było żadnej kwarantanny tak nagłej i tak... twardej.

    Zamknięcie dużego biurowca na 24 godziny ze wszystkimi w środku? to nie wróżyło absolutnie nic dobrego. Do Maksymiliana podszedł Sebastian. Maks znał go właściwie zaledwie z imienia. Niby wszyscy go znali, ale chyba nikt nie pamiętał, jak Seba właściwie miał na nazwisko.

    token_1 (2).png

    -Jedyny normalny z głową. Reszta poszła nadal obracać papierki, albo zaczepiać Wrońską, tak jakby jaśnie HRówna mogła im w czymkolwiek pomóc. Maks, chodźmy do palarni, bo jak tak będziemy za długo stać w jednym miejscu, to za chwilę będą zjeby za obijanie się. Borkowski pieprzył o powrocie do swoich zajęć, ale ja jakoś nie wierzę, że ta kwarantanna się skończy po jednym dniu.

    Rozgrywka

  • Rozdział I - Jak zostać trepem?
    GaranilG Garanil

    Rozdział I - Jak zostać trepem?

    42b06c34-773b-49c8-a76c-574ba346a962-image.jpeg

    Muzyka!

    Dzień poboru, pierwszy tydzień czasu orki, 2520 KI.

    Poranek w Dassel był osobiliwie nieprzyjazny. Było mglisto, ciemnawo, a co więcej, w nocy miał miejsce naprawdę paskudny przymrozek. Większość przyszłych żołnierzy - rekrutów, którym z wieczora Litzblick oznajmił, iż wojsko "ich bierze", spało we współnej izbie karczmy, za symboliczną opłatą w pensach, pokrytą z resztą przez Litzblicka. Opłatę fortową zebrał od wszystkich jeszcze wczoraj.

    Dwie złote korony. Z jednej strony, dla biednego, choć dumnego "Wielkiego Księstwa Ostlandu" mogło się to wydawać majątkiem. Z drugiej - przeżyć miesiąc na żołnierskim wikcie za 2 złote korony, było to o wiele taniej, aniżeli miesiąc w zajeździe. Stąd, niektórym mogło się wydawać kuszącym, aby pójść na ten układ, a potem zwyczajnie odpuścić sobie złożenie przysięgi i odejść z fortu.

    Fortowy skryba nie był w Dassel sam. Wraz z nim, przybył krasnolud o dość postępnej aparycji, oraz dwóch żołnierzy z pobliskiego fortu o nazwie Strielfort, mieszczącego się pomiędzy miejscowościami Hasselhund, Dassel i Smallhof. Niemalże na granicy owianego złą, ale i zasłużoną sławą Lasu Cieni.

    Tego Lasu Cieni, skrywającego w sobie zwierzoludzi, zielonoskórych, ogromne pająki potrafiące dorastać do kilku metrów wysokości, których odwłok jest wielkości Człowieka. Plotki głoszą, iż ponoć co bardziej szaleni zielonoskórzy, ujeżdżają je, niby konie.

    Litzblick i krasnolud siedli na wozie, natomiast żołnierze jechali z przodu, po bokach wozu. Najpewniej wieźli do fortu jakieś zapasy. Rekrutom natomiast polecono podążać za wozem. Szczęśliwie, nie wymagano od nich ruchu w równej kolumnie, bo raz, że maszerować jeszcze nie umieli, dwa, że deszcze wczesnej wiosny nie oszczędzały gościńca. Pomimo przymrozku, trakt był ubłocony, miejscami nawet grząski i upstrzony kałużami. Dało się zeń odczytać, niczym z karty w Wolfenburskim wyszynku, tropy z ostatnich 24 godzin - koła wozów, końskie kopyta, ślady butów, oraz tropy zwierzyny, zazwyczaj przekraczającej gościniec w poprzek.

    Litzblick i żołnierze poprowadzili rekrutów prosto gościńcem, za Dassel, przez Smallhof, aby następnie skręcić za wsią głębiej w las, gdzie droga była bardziej ubłocona i zaczęła się lekko piąć w górę. tu i ówdzie dało się dostrzec ślady wycinki, jakby Smallhof i pobliski fort dosłownie rozpychały się w lesie.

    -Już niebawem ujrzycie Strielfort, świeżynki. Ostatnie chwile w cywilu. - zakpił jeden z żołnierzy, z drwiną w głosie, niezbyt zachęcającą do bliższego zapoznania się.

    Co bystrzejsze oczy, jeżeli skierowane były na towarzyszy w byciu rekrutem, mogły dostrzec iż jeden z nich, gdy tylko kolumna zaczęła przechodzić przez Smallhof, naciągnął połę zielonego płaszcza podróżnego na głowę i przyspieszył kroku, starając się ukryć pomiędzy rekrutami. dopiero po wyjściu ze wsi, zdjął kaptur i zwolnił kroku.

    Wreszcie przed kolumną zamajaczył Strielfort - którego głównym celem było chyba pilnowanie okolicznych siół oraz walka z samym lasem, jakby to on był głównym wrogiem Ostlandu, nie zaś siły chaosu, zielonoskórych, najeźdźców z norski mogących przedrzeć się przez Nordland, czy jakiekolwiek grabieżcze wyprawy z Kislevu.

    Twierdza miała kształt czworoboku o niemałej powierzchni, położonej na płaskim wzgórzu. Dwie wystawne baszty z drewnianym dachem i podmurowanymi okiennicami do strzelania z broni dystansowych. Mur wysoki na kilkanaście łokci z ciosanych bloków skalnych. Duży plac ćwiczebny pokryty żółtym, sypkim kruszywem znajdował się pod prawym skrzydłem fortu. Kilku żołnierzy z wieży obserwacyjnej dostrzegło wyjście kolumny zza lasu. Po chwili rekruci zobaczyli jak potężne wrota otwierają się na boki czekając na ich przybycie. Wszystko wyglądało na względnie nowe. Drewno świeżo malowane, mury nie pokryły warstwy kurzu i pyłu. Nawet mundury ostlandzkich żołnierzy pomimo bieli nie straciły swojej barwy. W bramie stało kolejnych dwóch żołnierzy obserwujących poczynania rekrutów, jednak nikt ich nie zatrzymał. Bryczka Litzblicka nawet trochę nie zwolniła.

    -no w końcu, kurwa. Dupa mnie już boli od tego siedzenia.- sapnął głośno krasnolud.
    -Zatrzymaj się przed stajnią.- odparł skryba.
    -rozkaz, Panie Komendancie. - odrzekł z kpiną w głosie woźnica.

    Dziedziniec fortu był naprawdę pokaźny. Większą część stanowiło pole namiotowe mieszczące kilkadziesiąt osób co najmniej. Wokół każdego namiotu był wykopaby mały drenaż przykryty drobnymi kamyczkami. I to właśnie na polu namiotowym tkwiło życie fortu. Żołnierze Strielfortu zajmowali się różnymi rzeczami. Kilku rozmawiało w kółku, jeden się golił sztyletem bez koszuli, kilkunastu ćwiczyło na sporym brukowanym placu fechtunek. Trepy mające przerwę widząc rekrutów, zaczęły radośnie krzyczeć:

    -Świeże mięso! Świeże mięso przyjechało!
    -No co wy tu robicie panienki?! Wojaczki się zachciało, co?
    -Wróble! koty! kaczuszki!
    -O w morde. Patrz, nawet jakieś kobity są. Olga będzie miała z kim plotkować!

    Zaczęli machać w stronę rekrutów i w sumie trudno było orzec jaka jest intencja okrzyków, gwizdów... Bryczka zatrzymała się przed stajnią. Leopold zszedł z niej i podszedł do "świeżego mięsa".
    -Rekruci! Za mną!- krzyknął. Nie był jednak przekonujący, zupełnie jakby żargon wojskowy był dlań obcy.

    Gdy krasnolud manewrował wózkiem, aby wjechać do stajni, rekruci prowadzeni przez litzblicka ruszyli dalej. Minęli brukowany plac i kolejne zabudowania po prawej stronie. Żołnierze na placu przerwali trening, aby zobaczyć całą tę grupę. Wkrótce cała ta wycieczka dotarła przed pokaźny blok mieszkalny, zaczynający się od jednego skrzydła, a kończący na przeciwległej ścianie muru. Po prawej stronie był też mały prtzesmyk, uliczka zakończona żołnierskimi latrynami.

    Wreszcie Litzblick nakazał rekrutom zatrzymać się przed mężczyzną, który akurat podszedł. Krótko ostrzyżony, że srogim spojrzeniem. Twarz sprawiała wrażenie, jakby widział już wszystko, co świat ma do zaoferowania, a każdy kolejny poranek stanowił jedynie marnotractwo jego czasu.

    Sierżant Ben Otiksohn.png

    -Sierżancie Otiksohn, przyprowadziłem nowych rekrutów. - Oznajmił Litzblick.
    -Właśnie widzę, że ukradliście jakiemuś biednemu chłopu w okolicach Dassel wszystkie kury. Nikogo lepszego nie było? Z resztą, nieważne. Zaprowadzić ich do Otika, wie co ma robić.
    -Tak jest! Za mną rekruci! -

    Litzblick ponownie zatrzymał rekrutów kawałek dalej, przed magazynem i zapukał do drzwi. Otworzył rudowłosy mężczyzna. Nieogolony, sprawiający wrażenie, jakby ktoś nasrał mu do racji żywnościowej. Z resztą, bardzo szybko jego wygląd okazał się oddawać jego charakter.

    Otik Bauer.png

    -Kwatermistrz Otik Beuer się wami zajmie. A ja muszę wracać do swoich obowiązków. Może się jeszcze spotkamy. Powodzenia. - Stwierdził Litzblick.

    Beuer zaczął bez ceremoniału:
    -No panienki, w kolejkę i zapraszam do mnie pierwszego skazańca. Ruchy, ruchy, chciałbym skończyć przed zimą! No, pierwsza panienka do mnie! - jeden z rekrutów podszedł nieśmiało, a Otik już trzymał sznur mierniczy i zaczął nim obracać w różne strony, mierząc rekruta wzdłuż i wszerz.
    -Rozmiar średni. Czekajcie. - Zniknął w magazynie i po chwili wrócił z ubraniem kiepskiej jakości, cholewami, tabardem i peleryną. Wyglądało to jak stary żołnierski mundur, który został ledwie wyprany (kiedyś i być może). Liczne dziury i przyszyte łaty poddawały w wątpliwość, czy dumny żołnierz wdziałby taki ubiór, nawet nie mając wyboru. Ten strój widział już ewidentnie lepsze dni. Ale rekruci, nie byli dumnymi żołnierzami.
    -Trzymaj. To twój ubiór. Dbasz jak o własne, bo to własność Księcia - Elektora. Jak stracisz lub zniszczysz to świecisz dupą przed fortem, paradujesz goły, jasne? Następny! -


    Umundurowanie rekrutów zajęło niemalże godzinę. I pod sam koniec tego przybył kolejny mężczyzna, w kaftanie kolczym i z mieczem przy boku. On dla odmiany - w porównaniu z Otiksohnem i Beuerem, sprawiał wrażenie jakby był dobrym wujkiem z wojska. Założył ręce za plecy.

    Sierżant Otto Russel.png

    -Rekruci. Jestem Sierżant Otto Russel. Sierżant Ben Otiksohn już mi powiedział, że Litzblick znalazł zagubione sieroty w rowie pod Dassel i postanowił je zabrać do naszego fortu. Więc teraz mnie posłuchajcie. Dla was, ja jestem pierwszy po Sigmarze, jasne? Zajmuje się rekrutami i ich szkoleniem. Wszystkie sprawy załatwiacie ze mną. Nie przychodzimy do mnie wypłakać mi się w ramię ani narzekać na dowcipy i odzywki żołnierzy z fortu. Każdy kto będzie marnował mój czas, szybko sobie przypomni, że nie należy go marnować, waląc okrążenia dookoła fortu. Mam zaledwie miesiąc, żeby zrobić z was, przestraszonych sierotek, zahartowanych ostlandzkich żołnierzy. Dlatego od jutra czeka was ciężka praca, a każdy z was, komu się wydaje, że w życiu pracował ciężko, dopiero teraz pozna znaczenie słowa "praca". Jeżeli ktoś myślał, że sobie tutaj spędzi czas orki za pół darmo bumelując, jutro zobaczy, jak bardzo się pomylił. Dzisiaj macie jeszcze dzień wolny, ale już podlegacie pod regulamin fortu. Pyskówki do wyższych stopniem czy bójki między wami będą surowo karane. Jadać będziecie tam, w kantynie, ale DOPIERO kiedy ostatni regularny żołnierz opuści kantynę. Brama Strielfortu jest otwarta i kto nie podoła szkoleniu, może w każdej chwili odejść. Łaskawie zapomnimy o marnowaniu naszego czasu. Opłata fortowa za szkolenie jest bezzwrotna. Wolę żeby słabeusze odpadli teraz, zamiast dezerterować po zaprzysiężeniu, bo wojskowy kodeks ostlandu mówi jasno, że dezerter może się...potknąć. Wpadając do własnego grobu. A teraz, za mną rekruci. Pokażę wam gdzie będziecie spać. Możecie się rozgościć. -

    Sierżant zaprowadził rekrutów na pole namiotowe, gdzie znajdowały się "beczki" - namioty, obliczone na 6 osób. Dlaczego akurat tyle? To jeszcze nie było wiadome.


    Już następnego dnia, tak jak zapowiedział sierżant Otto, poranna pobudka trąbką zewała wszystkich na nogi, niektórych przyprawiając o kołatanie serca. Sierżant wchodził do każdego namiotu, obwieszał kilka minut na ubranie "mundurów" poborowych i na placu ogłoszeń poinformował, jak będzie wyglądał ich kolejny dzień. A właściwie dni...tygodnie... i wreszcie cały cholerny miesiąc.

    Kolejny dzień i znowu to samo. Pobudka, sierżant Russel wchodzący do namiotu, jak do siebie. Sprawdzał porządek. Kto nie był na czas gotów i ogarnięty, już miał przerąbane. A jeżeli znalazł puste butelki lub karty czy kości, wówczas było literalnie przesrane. Każde przewinienie kończyło się karnymi ćwiczeniami. Przynajmniej raz jednego wyjątkowo bezczelnego rekruta, który odważył się odpyskować, zakuto w dyby.
    Po apelu na Triefpaltzu, zaczynał się znój dnia. Powtarzanie układów manewrowych, formacji, okrzyków formacyjnych, zwrotów bojowych. Sierżantem kierowała zdaje się bujna wyobraźnia - bieg z pełnym rynsztunkiem (drewnianym, bo poborowym się broni ostrej nie daje) i plecakiem pełnym kamieni, kilka kilometrów po wzgórzach wokół fortu. Czołganie się po piachu z towarzyszem na plecach. Wspinaczka przed przeszkody na czas. Podstawy fechtunku. Strzelanie do tarcz. Zapasy. Patrole po tracie. Jazda konno. Pływanie w cholernie zimnym strumieniu. Chodzenie po bagnie kawałek dalej w lesie. Sierżant dbał, żeby rekruci się nie nudzili. Zajęcia z podstaw prawa imperialnego i teorii o hierarchii w wojsku odbywały się w każdy trzeci dzień tygodnia (dzień targowy). Dopiero ósmy dzień (dzień świąteczny) mieli wolny. Wtedy można było sobie pozwolić na odrobinę luzu i rozmowy między rekrutami.

    Stosunek żołnierzy względem rekrutów wcale się nie zmienił. Żarty to chleb powszedni, z którymi trzeba się pogodzić. Jednak nie wszystkim się to udało. 6 rekrutów wyłamało się już po pierwszym tygodniu ćwiczeń. Ponoć żałowali, że nie odeszli już pierwszego dnia. Dowódcy nie wyglądali na poruszonych tym faktem. Najwyraźniej spodziewali się takiego obrotu sprawy.

    Minął miesiąc. Ciała i umysły się zahartowały. Granice możliwości się powiększyły. Dało się odczuć, że szkolenie nie było bezsensowne. Pozostało jedynie poczekać na zaprzysiężenie i wykorzystać możliwości, jakie dał Strielfort...

    Rozgrywka

  • Śmieszki i memy sesji
    GaranilG Garanil

    To jest temat specjalnie po to, żebyście mogli tu powrzucać wszystkie swoje memy, wybrane najlepsze cytaty postaci, wszystko co zabawne i związane z sesją.
    Oraz obrazki wygenerowane przez AI, które powodują bogactwo audiowizualne oraz wzrost cen RAMu.

    Materiały

  • Ścieżki Przeklętych - komentarze
    GaranilG Garanil

    Cieszę się, że mogę dołączyć do tego zacnego grona.

    Adolf Eiche.png

    Adolf Eiche to postawny mężczyzna około 30-stki. Pochodzi z Talabheim, które opuścił stosunkowo wcześnie, żeby szukać przygody - w większości przypadków jako najemnik, ochroniarz, miecz oraz tarcza do wynajęcia.

    Został wcielony na poły siłą, a na poły skuszony żołdem, do kompanii mającej wspierać obronę Middenlandu. W większości przypadków były to jednakże tylko potyczki z mutantami i mniejszymi siłami chaosu, niż poważne bitwy. Nie zmienia to faktu iż Adolf specjalizuje się głownie w walce w zwarciu, oraz w utrzymywaniu linii.

    Ostatecznie los jakimś cudem złączył jego, oraz Viktora Vogla, Auriela Helmscheina, Matthiasa Kaltenbacha oraz Wulfa Rapecke. Adolf - bądźmy fair - nie należy ani do najbardziej wygadanych, ani najinteligentniejszych wojowników w Imperium. Walka na dystans również stanowi dla niego wyjątkowo egzotyczny koncept, chyba że pod tym pojęciem rozumie się przyjmowanie pocisków na tarczę, aż wrogom zabraknie amunicji.
    Jego główne zalety to wytrzymałość, siła, oraz niesamowita zwinność jak na tak krzepkiego wojownika. Z reguły walczy mieczem oraz tarczą, skupiając się na obronie słabszych kolegów z drużyny.

    A charakteru wesoły, łatwo nawiązujący znajomości.

    Archiwum warhammer ścieżkiprzeklętych

  • [Year Zero Engine] 21 dni
    GaranilG Garanil

    aleście się rozpędzili, aleście ekipę zmonowali... @arthur-fleck prześlij kartę raz jeszcze na priv i tam omówimy twój sprzęt.. @ketharian jest w dechę, możesz zarzucać, elegancko. @bardiel co do korpo... uznajmy, że Darpol ma większość praw do budynku, bo jest na tyle dużą korporacją. Działają w branżach finansowych, usług logistycznych i biurowych. Obsługują klientów, koordynują transporty, koordynują umowy pomiędzy stronami, robią prezentacje, marketing, planowanie przestrzenne, czyli innymi słowy - ktoś im płaci za przekładanie zadrukowanych kartek z piętra na piętro. Część biur i część pięter jest oczywiście wynajmowana innym firmom. Za chwilę zedytuję posta głównego o kwestię wysyłania kart na priv do MG, oraz o to nieszczęsne podsumowanie.

    Archiwum apokalipsa zombie yearzeroengine

  • 21 dni Kwarantanny
    GaranilG Garanil

    Maksymilian

    Sebastian poprowadził Maksa do palarni, a następnie zamknął za nimi drzwi. Tym razem była to palarnia na parterze.

    9061c6f4-fe7e-4527-8d24-b39d0b5823e2-image.jpeg

    -parszywa sytuacja. Śmierdzi czymś grubszym na kilometr. Wolę palarnię na 25 piętrze. Na parterze ogląda często zagląda w różne miejsca. Im wyżej siedzisz, tym mniejsze ryzyko, że ktoś się zainteresuje tym, ile czasu spędzasz na fajce. Dodatkowo z góry widać więcej. Wiedziałem o tym że będą problemy jakieś 10 minut przed zamknięciem budynku, ale i tak nie zdążyłbym wyjść. Po prostu to nie jest normalne że w naszym kierunku jadzie 6 radiowozów i 2 suki na raz. Ale nie sądzę, żebyśmy mieli tutaj kogokolwiek chorego, a jeżeli już, to raczej nie przenosi się przez wentylację. Stawiam na to gówno z Niemiec. A do Niemiec oczywiście przypłynęło z Hamburgeryki, razem z tym pieprzonym Mercosurem.- Stwierdził Sebastian. Zapalił papierosa i zaciągnął się dymem. Zerknął na spód paczki.

    -Eh, 25,50 za paczkę LD czerwonych. Świat oszalał. Obym był fałszywym prorokiem, ale wygląda jakby godziny grania w zombie-survivale miały wreszcie zaowocować. - Stwierdził cynicznie. Zabrzmiał jak rasowy defetysta, który widząc zapaloną świeczkę, przed oczyma ma pożar trawiący pół Warszawy.

    -Pamiętaj, nikomu tu nie można ufać. Nie wiadomo kto jest bardziej zakłamany. Korpoludki, ochroniarze, policjanci, urzędnicy czy politycy. Zakład o paczkę fajek, że w ciągu 3 dni sytuacja jeszcze się pogorszy. Przyjmujesz? - Zapytał.


    Wiktoria, Karol, Michał

    Biuro działu technicznego budynku znajdowało się blisko serca budynku - szybów wind, oraz arterii wentylacyjnych. Samo biuro sprawiało wrażenie wyrwanego z innego świata. Biurka zawalone papierami, ale nie bezeensownymi górami typowych białych kartek i blankiecików. Nie - tu były róznego rodzaju plany budynku, jego poszczególnych pięter, pomieszczeń, części budynku, części technicznych, wyposażenia, oprzyrządowania. W biurze znajdowało się kilka ekspresów do kawy, a puste kubki które "za chwilę miałem umyć" układano w cholerne piramidy i wymyslne konstrukcje, które utrzymywała w kupie fizyka. Regały pod ścianami były wypełnione najróżniejszymi częsciami mechanicznymi i komponentami do napraw. To było miejsce gdzie siedzieli lokalni MacGyverzy budynku. Jeżeli coś się gdzieś zepsuło, ale nie było powiązane z komputerami - to to była rola technicznych. Zepsute krzesło, ułamana noga stołu, niedziałający ekspres do kawy, niedziałająca klimatyzacja, dziura w ścianie, skrzypiące drzwi, złamany klucz w drzwiach, zacięta winda - to tylko kilka rzeczy, za które ci ludzie byli odpowiedzialni.

    content2.png

    -Borkowski kazał sprawdzić, czy wszystko działa jak należy. - Usłyszeli, jak podstarzały technik, najpewniej szef działu, wydaje polecenia młodszym kolegom, wśród tego bałaganu.

    token_1 (3).png

    Wrońska kojarzyła Kazimierza Wójcika. Człowiek o krok od emerytury, mający bardzo sztywny kodeks moralny, stawiający na 1 miejscu bezpieczeństwo i szczerość, a na ostatnim papierologię. Z tego też powodu Wójcik trafiał do HRu średnio raz na kwartał lub nawet częściej. Raz nawet próbowali go zwolnić i musieli go potem zatrudnić z 30% podwyżką, bo nikt inny nie dawał rady na tym stanowisku, a budynek zaczął się bez niego sypać. On też pierwszy zauważył trójkę gości.
    -Pani Wrońska? Nech zgadnę, Bartek znowu opowiedział jakiś dowcip niewłaściwej osobie i przyszła go pani usłyszeć osobiście? czy może tym razem to ja będę miał jakiś problem?- Zapytał rzeczowo i upił łyk kawy z kubka.
    -Napijecie się kawy?- Zapytał, zupełnie jakby 24-godzinna kwarantanna była niczym więcej jak zwykłą środą.

    Rozgrywka
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa