Muzyka!
Cóż. Trio ratownika medycznego, gwiazdy działu Human Resource, oraz kontraktora technicznego, wskórało relatywnie niewiele, poza faktem, iż ustalili, że system wentylacji budynku jest w kompetentnych rękach. Pozostało rozejść się do swoich zajęć...
Atmosfera w Darpolu była... napięta. Coś wisiało w powietrzu. Ludzie "próbowali" pracować, ale świadomość, że nie możesz tak po prostu wyjść po 16 do domu, bardzo przeszkadzała w produktywności. Dlatego z ludzi pracujących, tak naprawdę pracowali jedynie technicy, utrzymujący budynek w należytej kondycji. Oraz prawdopodobnie dział IT. W końcu Internetu nikt kwarantanną nie objął.
Kolejne godziny minęły każdemu inaczej.
Wiktoria
Wiktoria wróciła do swojego gabinetu, zaparzyła sobie kawę i zaczęła metodycznie przeszukiwać bazę danych firmy, maile, media społecznościowe, media internetowe, a nawet najnowsze papierowe dokumenty działu HR. Sama nie była do końca pewna, czego szuka. Śladów, że ktoś jest chory, a może śladów spisku mającego zamknąć budynek w absurdalnej kwarantannie. Im dalej w sytuację, tym bardziej zaczynała rozumieć stwierdzenie "Paranoja to tylko znajomość wszystkich faktów."
Maksymilian
Maksymilian ruszył razem z Sebastianem na górę, na piętro 25. Wpadli to techników właściwie zaraz po Wiktorii, Karolu i Michale. Technicznie rzecz biorąc, minęli się w drzwiach.
Tylko po to, żeby Kazimierz po chwili powiedział im, że mają grzecznie odstosunkować się od ichniej kanapy, jako iż dział techniczny to jedyny, który faktycznie pracuje.
Właściwie, to chłopaki zdążyli zauważyć, że dział techniczny też pracuje na pół gwizdka, bo jego pracownicy zaczęli już przygotowywać sobie bety na dzisiejszą noc. Cóż. Zgrane chłopaki.
Sebastian zniknął w palarni, a Maksymilian miał dłuższą chwilę dla siebie, unikając roboty.
Właściwie nie było to specjalnie trudne, bo jego manager już dawno powinien się odezwać, a tymczasem w krótkofalówce służbowej cisza. Zupełnie jakby zmywacze okien i ludzie zajmujący się konserwacją wymagającą uprawnień wspinaczkowych, też zaczęli się zajmować własnym losem, aniżeli pracą.
Karol
Wysocki został w dziale technicznym. Wziął od Kazimierza byle jaką robotę która akurat była do zrobienia i poszedł dokręcać śrubki, byle zająć czymś głowę. Praca mu nie szła. Rozmyślał o tym, że jest uwięziony w cholernym budynku i nie ma pojęcia co się właściwie dzieje. To o czym mówił Michał też nie dawało mu spokoju, a jedynie podsycało niepokój...
Michał
Owczarek zajął się przeglądaniem własnego telefonu oraz rozmowami z ludźmi. Próbował się dostać do Rosińskiego, ale bezskutecznie. Karolina Maj - sekretarka zarządu - poinformowała go, że członkowie zarządu mają bardzo ważne spotkanie, omawiają sytuację w kwestii bezpieczeństwa i mają na łączach pracowników Państwowej Inspekcji Sanitarnej, oraz przynajmniej jednego eksperta od chorób zakaźnych. W większości były to puste frazesy, które Michał znał aż za dobrze, więc ostatecznie skończył siedząc na krześle w poczekalni przed gabinetem Wiktorii. Wrońskiej., przeglądając swój telefon. i szukając informacji na temat tego, co się do cholery zaczęło odpierdalać w mieście wraz z nadejściem dnia dzisiejszego.
około godziny drugiej po południu, ponownie odezwał się system radiowęzła budynku. Dwa razy jednego dnia - to ani przypadek, ani nic przyjemnego. Jednak tym razem to była dobra wiadomość.
-Uwaga, uwaga! W związku z faktem iż kwarantanna była nagła i niezapowiedziana, aby ograniczyć dyskomfort związany z sytuacja, zostały dostarczone racje żywnościowe. Proszę się zgłosić do lobby budynku, celem odebrania swojej porcji. Prosimy o zachowanie ładu, porządku i spokoju. Dla wszystkich wystarczy.
k*rwa...Skąd to wrażenie, że coś się zaraz spierdoli jeszcze bardziej niż powinno?
Lobby
Nie wiadomo co byłoby głupsze - unikanie ludzi i w związku z tym, unikanie swojej porcji, czy może właśnie stanąć wraz ze wszystkimi w kolejce. A więc również z potencjalnymi nosicielami choroby, którą "chyba" tropiły służby. Chyba, ponieważ nie było widać żadnych oznak. Żadnych testów, wymazów z nosogardzieli, badań... Samo to było niepokojące.
Policja, w pełnym służbowym umundurowaniu i uzbrojeniu, wjechała do budynku wraz z wózkiem widłowym. Paleta reklamówek z logo każdego możliwego marketu w mieście, paleta wody pitnej. Policjanci mieli na sobie maseczki, rękawiczki i widać było, że sami też nie chcą tutaj być. Rozdawali bardzo prostą rację żywnościową. Każdy dostawał litrową butelkę wody (-jak ci się skończy, to sobie z kranu dolejesz.-), oraz reklamówkę z jedzeniem. Cholerną, foliową reklamówkę, której skład wydawał się być wyciągnięty żywcem z lotto. Komora maszyny losującej jest pusta, następuje zwolnienie blokady, rozpoczynamy losowanie twojej kolacji na podstawie tego co akurat funkcjonariusz znalazł w sklepie i czego było akurat więcej niż 5 sztuk na krzyż.
To jeszcze bardziej podsycało atmosferę nagłej kwarantanny bez celu, sensu i przygotowania. W jednej siatce były 2 kajzerki, pasztet drobiowy, paczka Draży-Korsarzy, obite jabłko i soczek z rurką. W drugiej konserwa turystyczna, 5 mandarynek i pół kilo margaryny "Delmy"...
A w trzecim wagonie siedzą grubasy, siedzą i jedzą tłuste kiełbasy.
A tych wagonów jest ze 40, sam nie wiem co się w nich jeszcze mieści, kurwa jego mać!
Wiktoria stała już w kolejce, kiedy nagle przed nią wepchnął się jeden z pracowników.

-Ja tu stałem, Lala. Poszedłem się tylko odlać. - Zarechotał wrednie, jakby to był dowcip godny gwiazdy stand-upu.