A sprawdzałaś już istniejące mechaniki stricte slasherowe? Bo są takie, które nie tylko obsługują horror, ale wręcz próbują mechanicznie imitować strukturę i tropesy filmowego slashera – Slasher Flick, The Final Girl, itd. Pytam głównie dlatego, że może się okazać, że ktoś już rozwiązał część problemów, które teraz próbujesz rozwiązać autorską mechaniką.
Kynikos
Posty
-
Horror/Slasher - Letni Obóz Wakacyjny -
Horror/Slasher - Letni Obóz WakacyjnyKlasyk. Byłbym chętny, ale nie na teen dramę czy mocno simsową grę w slasherowym płaszczyku. Zaznaczyłem opcję miksu, ale z tym zastrzeżeniem, że warstwę "teen drama" wolałbym jako zwyczajne przedstawienie postaci, zbudowanie dynamiki i relacji, itp. żeby późniejsze zgony były bardziej odczuwalne. Osadzenie tego w Polsce, do tego w burzliwych lata transformacji, do mnie nie przemawia, więc wolałbym koszernie, gdzieś w Chameryce.
-
Projekt „Krypta 99”Ja dla nowych osób widziałabym bardziej sesję w świecie realnym z elementami nadnaturalnymi jak np Herosi. Ale... Jedno nie wyklucza drugiego.
Ogólnie cały ten projekt widziałabym bardziej jako grupę sesji w różnych klimatach. Bo nawet jak ktoś zaczyna w PBFy czy ogólnie RPGi, to może też lubić różne klimaty, a nie tylko jeden. Wydaje mi się, że nawet lepszym by było skierować pytanie do osób nowych, jaki klimat sesji by chcieli jako "tutorial". Może ktoś już gdzieś gra a i tak się nie czuje pewnie, bo to jego pierwsza sesja?
Zawsze może być jakiś semi-isekai, typu piwniczna kawiarenka VR-owa Ostatnia Karczma (to tak nawiązując do tego byłego forum), gdzie ludzie przychodzą sobie na "immersyjne doświadczenia w fikcyjnych światach" i mogą wskoczyć do świata WFRP, FR, Cyberpunka, itd. Jako jajko wielkanocne nawet może być wątek śledczy – właściciel kawiarenki zniknął bez śladu, a budynek się starzeje i dobrze byłoby go znaleźć, żeby mógł przepisać na nowych właścicieli albo chociaż przyzwolić na renowacje.
I cyk, i sesja otwarta, i różne klimaty.
Pytanie o preferencje każdego nowego z osobna w chwili, kiedy się pojawi, żeby mu coś zaproponować z szerokiego wachlarza różnych scenariuszy brzmi fajnie, ale to dla mnie osobiście zbyt duże wyzwanie - dlatego kilka postów wcześniej zaproponowałem, aby zainteresowani poprowadzeniem takiego wariantu przejęli z moim pełnym błogosławieństwem pałeczkę, ja wolałbym skupić się na jednym świecie i na jednej mechanice.
Już i tak tagujecie każdego nowo zarejestrowanego użytkownika w temacie powitalnym i zasypujecie tam pytaniami na "dzień dobry", więc zasadniczo moglibyście dodać jedno-dwa, wątpię by zaszkodziły. Jak np. czy byliby chętni na taką sesję tutorialową (bo to nieprzesądzone, że w ogóle byliby chętni usprawiedliwiający taki projekt) i w jakich klimatach i prowadzić gdzieś statystykę takich preferencji. Wczesny etap alfa to w zasadzie dobry moment na takie rozpoznanie, czy to w ogóle miałoby sens istnienia.
Najlepiej czuję się w WFRP 2ed., ale mógłbym spróbować skonstruować jeden scenariusz w taki sposób, żeby dało się go poprowadzić zarówno na 2ed., jak i 4ed., podmieniając jedynie mechanikę.
Czyli... po prostu normalnie napisać scenariusz?
@Piołun cieszymy się, ale jako naczelny maruda muszę zapytać o kilka kwestii... A w zasadzie to nie
Właśnie pisałem kilka punktów z pytaniami do Ciebie, gdy w głowie mi kliknęło, że to co Ty proponujesz pełni zupełnie inną rolę od sesji otwartych. Sesje otwarte mają być rozgrywką do której wskakujesz zawsze. U Ciebie widzę coś na kształt warsztatów PBF które raczej miałaby osobną kampanię promocyjną. Owszem, dalej możesz na taką krótką sesję przygarnąć nowych, ale jest to inny przypadek - notabene równie fajny :)Inna forma, nie rola. Propozycja Piołuna i propozycja wasza pełniłyby tę samą rolę: swego rodzaju onboarding nowych użytkowników. Tyle że w inny sposób.
-
Projekt „Krypta 99”Piołun wcześniej poruszył kwestię takiego projektu wprowadzania nowych osób w format PBF (i wypunktował sensownie mankamenty), więc ja w sumie też dorzucę swoje trzy grosze do pomysłu jako takiego. Uprzedzając, że wiem że ten temat jest poświęcony konkretnemu pomysłowi Kethariana, ale innego miejsca na takie uwagi nie widzę.
Nawiążę luźno do wstępu:Jakiś czas temu mieliśmy na Discordzie RT krótką dyskusję na temat długoterminowego projektu dla nowych użytkowników, przede wszystkim osób zupełnie zielonych w temacie PBF, które mogłyby liczyć na coś w stylu tutorialu będącego niekończącą się sesją otwartą. Padło kilka propozycji relatywnie popularnych systemów jak WFRP, D&D, ale ja osobiście wciąż pozostaję najbardziej przekonany do Fallouta i to tej konkretnej propozycji poświęcony jest tutejszy wątek.
Przerzucanie się pomysłami, w jakim uniwersum taka otwarta sesja miałaby być osadzona, nie jest złe. Tak samo jak kreatywna burza mózgów czy generalnie dyskusja, wiadomo. Szkopuł jednak w tym, że to zaczynanie od, no, tyłu strony. Nawet jeśli to jakiś odległy pomysł "w wersji alfa", to pierwszym pytaniem na forum ogólnym powinno być zwyczajnie: "czy ktoś byłby chętny prowadzić taką sesję?". A nie "jakie uniwersum?" czy "gdzie mogłaby być Krypta?". I to owi chętni, jeśli by się znaleźli, zgadaliby się we własnym gronie co właściwie byliby skłonni poprowadzić, w jakim uniwersum, na jakich zasadach i mechanice, etc., bo to oni by ten projekt faktycznie utrzymywali. Co z tego, że naszkicujemy tutaj Fallout: Florida Men in Kangaroo Country, jak ostatecznie nie byłoby tego komu prowadzić?
Jeśli celem jest faktyczne uruchomienie tutorialowej sesji kiedyś tam w przyszłości, to kolejność pytań powinna być jednak inna. -
Projekt „Krypta 99” -
Projekt „Krypta 99”Mam jeszcze jedno pytanie do pakietu startowego: gdzie właściwie mogłaby się znajdować scenariuszowa Krypta? Gry i filmy uczą nas, że lokalizacja części Vaultów była znana publicznie, a inne zmyślnie ukrywane w odludnych miejscach bądź w podziemiach budowli pełniących dla niepoznaki inne role. A Krypta 99?
Na to pytanie musieliby sobie już odpowiedzieć potencjalni prowadzący, bo lokalizacja Krypty rzutowałaby na, nomen omen, miejsce rozgrywki i klimat. Bo to, co Krypciarze zastaliby na powierzchni w dużej mierze zależy właśnie od tego; w Teksasie byliby kowboje i western, a w Kaskadii lasy deszczowe i... w sumie nie wiem co, ale coś innego. Wystrzegałbym się jednak okolic kanonicznych Pustkowi (Kalifornia, Nevada, Stołeczne Pustkowia, Wspólnota) z wiadomych przyczyn.
Padła Floryda, która może i jest ciekawa na pierwszy rzut oka; sam myślałem kiedyś o Falloutcie w Luizjanie. Niestety geologicznie Krypty w takich miejscach miałyby mało sensu, a przynajmniej kosztowałyby Vault-Tec sporo dolarów i nerwów w walce z naturą. (Najprędzej to raczej pogranicze Florydy i Alabamy.) Aczkolwiek to zależy od przywiązania do logiki fikcji i ewentualnego kreatywnego podejścia do faktycznej geologii. (Sądząc po jucznym kangurze na wcześniejszych grafikach, to kreatywne podejście do realizmu raczej nie byłoby problemem.)
Portoryko brzmi fajnie, tropiki zawsze w cenie, zwłaszcza jakby na poważnie pójść w karaibski folklor i kulturę. (Plus, w imię precyzji, to wyspa jest terytorium USA, a nie im tylko "podlega".
)Pomysł Mariki z mroźniejszym klimatem też fajny. Nadmienię tylko, że niekoniecznie to musiałaby być Alaska, o którą ostro się tłuczono. USA anektowało przecież Kanadę w tym uniwersum, więc równie dobrze Vault-Tec mogło postawić coś na północy Brytyjskiej Kolumbii lub Alberty (kanonicznie reklamowali Krypty w "nowo anektowanej Kanadzie", więc...).
-
AI w ilustratorskiej służbie MG@Nami, jaki prompt, taki efekt.
Skąd GenAI ma np. wiedzieć, która to główna grupa, a którzy to ci inni, co ma ich usunąć? Podejrzewam, że analizując obraz, model wyłapał przede wszystkim jasny i bardzo oficjalny outfit Twojej postaci, kompozycję sceny przypominającą typowy kadr eskortowanego VIP-a, światła policyjne i charakterystyczny PKiN w tle, wobec czego przy rekonstrukcji obrazka dokonał przeskoku na "oficjalna delegacja/VIP-y na ulicach Warszawy". -
Epitafium lastinn czyli atykuł o historiiże mowa mogłaby być gramatyczniejsza/mniejseksistowska/lepsza/cotaminnego i że w ogóle to inaczej by to należało napisać. Mowa była adekwatna do LI. Nie pisali tam eseiści tylko randomy z większym (przeważnie) lub mniejszym sercem do wyobraźni (do redakcji tekstów z pewnością z mniejszym).
Błędy i słaba redakcja być może i są częścią autentycznego doświadczenia Lastinn (nie wiem), więc mowa może i adekwatna, ale skoro to publikacja sygnowana przez forum, do tego przedstawiająca się jako "historiograficzne przedstawienie", to krytyka przez taki pryzmat raczej jest uzasadniona. Tekst sam chciałby prezentować się jako profesjonalny, a jest nostalgiczno-subiektywny i mocno generalizujący; na stronie tytułowej ktoś podpisuje się pod redakcją, której w samej treści zwyczajnie nie widać. Zatem część rzeczy nie byłaby punktowana, gdyby był reklamowany adekwatniej do tego, czym właściwie jest. (Seksizm jednak wypada punktować zawsze, ale pod tym względem możemy się różnić.)
-
Epitafium lastinn czyli atykuł o historii@kynikos , jak będę licka pisać, przeredagujesz go za parę stówek? XD
Zależy, na jaki temat licencjat, bo jak na nudny (dla mnie), to parę stówek tego nie zrekompensuje.

Co do samego tekstu, jest strasznie męczący. Męczy czytanie o niczym tak w sumie, miało być o LI, a to jakieś lanie wody jakby miał ktoś zapłacić za ilość stron. Chciałam o LI poczytać, a nie o czyjejś opinii nt RPG i PBF + obraźliwy tekst nt "przedstawicielek płci pięknej" XD
W sumie tak, bo doczytałem wczoraj do końca i tekst zasadniczo ma ten problem, że nie jest do końca tym, za co sam się podaje. A już na pewno nie "historiograficznym przedstawieniem". Bo właściwie z samego artykułu można się dowiedzieć – poza tym co autor myśli o autorskich mechanikach, designie takowych i dlaczego kobiety wolały second life'y – niewiele o samym Lastinn. Było, umarło, pomiędzy grało się tam w różne sesje (popularne systemy, o których się wiedziało), były takie i owakie działy (ze statystyką, ile ich tam było), istniał panel sesji, był krzykacz (ale niedobry technicznie), był właściciel Schrödingera. Spoko, więcej konkretnych wspomnień o tamtym forum jest w odpowiedziach użytkowników, ale w takim układzie z samego tekstu można byłoby wyciąć na spokojnie zbędne treści i skupić się na rzeczonych odpowiedziach. Czyli mniej rozwlekle, bardziej jako podsumowanie, osadzenie LI w czasie i miejscu, przedstawienie jego miejsca w kontekście PBF-ów. A nie autorski esej o historii i naturze grania przez forum.
(Aczkolwiek spokojnie, dalszej redakcji nie będzie, skoro najwyraźniej jest niemile widziana przez obsługę.)
-
Epitafium lastinn czyli atykuł o historiiAle ja nigdzie nie nazwałem seksistowskim ani samego second life, ani stwierdzenia, że grało tam dużo kobiet. Seksistowska jest Twoja prywatna teoria, według której wynikało to z tego, że "sporej części kobiet" nie interesowały "cyfry, wyzwanie, myślenie nad opcjami". Sprawdzenie proporcji płci na forach może potwierdzić proporcje płci; nie potwierdzi przyczyny tych proporcji. To dwie różne tezy.
Poza tym nie wiem, skąd znowu wytrzasnąłeś "wieloletniego użytkownika" (przerabialiśmy już przedstawianie prywatnych teorii jako faktu kiedyś), ale okej.
-
Epitafium lastinn czyli atykuł o historiiBoom!!! Roasted!
Z prawdziwą przyjemnością czytałem ten diss xD
Bez przesady, roastem/dissem byłoby wspomnienie, że wywiady to kiełbasiany festiwal (ang. sausage fest) albo że jak redakcja Pani Katarzyny była odpłatna, to należałby się zwrot pieniędzy. Ja po prostu merytorycznie wypisałem błędy różnej natury w ramach amatorskiej redakcji.
-
Epitafium lastinn czyli atykuł o historiiJak na finalny produkt, to strasznie dużo błędów przetrwało redakcję (a jestem dopiero na szóstej stronie). Może warto przemyśleć tę "finalność", skoro ma to być artykuł-epitafium, zwłaszcza przedstawiany jako podsumowanie historii serwisu. Literówki i błędy interpunkcyjne słabo jednak wyglądają, a i sama stylistyka bywa chwiejna. Ale żeby nie wyjść niekonstruktywnie to:
W otwierającej grafice pominę fakt użycia AI i decyzje estetyczne, ale ta płonąca kostka na pierwszy rzut oka nie odczytuje się jako "O", więc tytuł wygląda raczej jak brakująca litera niż świadomy zabieg. Chociaż jak rozumiem to logo Lastinn. Nadal jednak estetyczniej i czytelniej byłoby zrobić zwyczajnie "OD".
Od Lastinn do Rolltelling czyli dekady polskiego RPG w Internecie
Powinien być przecinek przed "czyli".
Co się stało z Lastinn – najstarszym i największym forum RPG w Polsce? Przedstawię Ci jego dzieje – od jego początków, poprzez szczyt popularności, a kończąc na zmierzchu zwieńczonym całkowitym zakończeniem istnienia forum oraz powstaniem Rolltelling.
Drugie zdanie to składniowa hybryda. Powinno być albo "od..., przez..., aż po...", albo "zaczynając od..., poprzez..., kończąc na...". Dodatkowo, "zmierzch zwieńczony całkowitym zakończeniem istnienia" to stylistyczny potwór. "Forum umarło" w czterech warstwach. (Pedantycznie to też "przedstawię Ci dzieje – od jego początków" wybrzmiewa jak "opowiem Ci historię od początku historii".)
Łatwo byłoby rozpocząć ten artykuł od narzekań na trudność zadania którego się tutaj podejmuję, a które dość mgliście zostało nakreślone czytelnikom w powyższym akapicie.
To trzecie zdanie pierwszego akapitu właściwego artykułu. Odwołuje się zatem do nieistniejącego akapitu w obecnej formie. Do tego brakuje przecinka, powinno być "zadania, którego".
Jeszcze prostszym, i nieco sztampowym podejściem, byłoby rozpoczęcie od ogłoszenia porażki, ugięcia się pod naporem materiału, wyjścia do czytelnika ze słowami, że tylko tyle mam.
Oba pierwsze przecinki do odstrzału. Jeśli sztampowość ma być wtrętem, to nawiasy albo półpauzy – "Jeszcze prostszym (i nieco sztampowym) podejściem byłoby " lub "Jeszcze prostszym – i nieco sztampowym – podejściem byłoby [...]".
Ja jednak zacząłem ten artykuł od kłamstwa, na samym jego początku. Obiecałem coś na kształt historiograficznego przedstawienia tematu, a zamiast tego zaserwuję epitafium nad grobem Lastinn – podróż po jego legendzie, wzbogaconą wywiadami z jego dawnymi użytkownikami.
Pierwsze zdanie jest redundantne, zasadniczo to rozrośnięte "Zacząłem od kłamstwa na początku". Ale właściwie to autor jeszcze nie zaczął artykułu, bo zamiast go zacząć, to przez pięć zdań mówi o rozpoczynaniu trzy razy.
Dodatkowo, "historiograficzne przedstawienie" brzmi napuszenie i, szczerze powiedziawszy, zwodniczo – a przynajmniej nieproporcjonalnie uczenie jak na charakter tego tekstu. Przywodzi na myśl warsztat badacza historii, metodologię czy tradycje piśmiennictwa historycznego, choć ten artykuł takiego charakteru nie ma. Więc poprawniej byłoby zwykłe "historyczne przedstawienie". Mądrzej brzmiące słowa nie zawsze pasują.
W końcówce, o ile półpauza jest dopuszczalna, to semantycznie robi się niezręcznie, bo tekst utożsamia epitafium z podróżą po legendzie, przez co metafory zaczynają się kanibalizować. Jeśli miały to być dwa równoległe określenia tekstu, naturalniejsze byłoby "i" albo "oraz".
Pozwolę sobie poczynić drobną uwagę w kwestii zamieszczanych wypowiedzi użytkowników. Niektóre mogą zawierać odniesienia do konkretnych nicków lub sytuacji na forum.
"Poczynić uwagę" brzmi archaicznie i pretensjonalnie (ale to jak dotąd motyw przewodni tego tekstu), naturalniej byłoby "zwrócić uwagę na to, że..." albo "dodać uwagę dotyczącą...". Do tego te zdania raczej lepiej wyglądałyby połączone dwukropkiem, gdzie drugie jest rozwinięciem pierwszego i rzeczoną uwagą, ale to kwestia stylistyki.
To co uznałem za interesujące dla czytelnika, wyjaśniłem w toku artykułu, a jeśli wyjaśnienia brak, to nie jest to ważne dla całości historii.
Ponownie brakuje przecinka, powinno być "To, co uznałem [...]". Schludniej byłoby też konsekwentnie utrzymać pierwszoosobową perspektywę: skoro autor pisze, że coś "uznał" i "wyjaśnił", dalej naturalniej byłoby "uznałem to za nieważne dla całości historii". W obecnej formie kwestie pozbawione wyjaśnienia wybrzmiewają tak, jakby były obiektywnie nieważne, a nie zwyczajnie pominięte decyzją autora.
Niniejszy tekst jest też pamiątką po Lastinn, z dobrymi i złymi rzeczami, stąd decyzja o minimalnej redakcji wywiadów.
Było już "epitafium nad grobem Lastinn", więc "pamiątka po Lastinn" wraca do tej samej metafory i robi się trochę redundantna, chociaż rozumiem intencję. Czyściej byłoby np. "Niniejszy tekst ma również możliwie wiernie oddać obraz Lastinn, wraz z jego dobrymi i złymi stronami, stąd decyzja o minimalnej redakcji wywiadów". Pamiątki niespecjalnie są "z rzeczami".
Tutaj dodam uwagę, że "Od Lastinn do Rolltelling czyli dekady polskiego RPG w Internecie" jest powtórzone trzy razy: na pierwszej stronie w grafice, ponownie na stronie tytułowej i po raz trzeci jako tytuł tej sekcji. Oszczędniej i schludniej byłoby po prostu dać "wstęp" czy "przedmowa", niż powtarzać tytuł w nieskończoność.
Terminu RPG, czyli narracyjnych gier fabularnych, nie trzeba tłumaczyć dziś już nikomu, z drobną poprawką na nieporozumienia względem komputerowych gier RPG, a tych stołowych.
W języku polskim standardowym odpowiednikiem terminu RPG są po prostu "gry fabularne"; dodanie "narracyjne" nie jest samo w sobie niezrozumiałe, ale przy odwołaniu do terminologii wypadałoby być precyzyjnym. Druga część zdania jest z kolei mocno zagmatwana – najwyraźniej chodzi o mylenie stołowych RPG z komputerowymi RPG (cRPG), ale obecna konstrukcja tego jasno nie wyraża.
a tych stołowych.To właśnie
Brakuje spacji po kropce.
To właśnie z tych drugich wychodzimy tworząc format PBF – z angielskiego pay by forum, czyli po prostu: graj przez forum.
Czyściej byłoby "wywodzi się format PBF", bo kim są tutaj ci "my"? (A jeśli już trzymać się tej formy, to brakuje przecinka: "wychodzimy, tworząc".) Do tego "play by forum", nie "pay"; angielski termin wypadałoby też zapisać kursywą albo w cudzysłowie. Tłumaczenie go jako "graj przez forum" jest nietrafione: play pełni tu funkcję rzeczownikową ("gra", "rozgrywka"), a nie czasownika w trybie rozkazującym. Prawidłowiej więc "gra przez forum" albo "rozgrywka przez forum".
Ogólnie ujmując, jest to sposób grania w sesje RPG za pośrednictwem platformy internetowej, jaką jest forum dyskusyjne.
O ile samo zdanie nie jest błędne, to równie dobrze można byłoby połączyć je z poprzednim, zamiast poświęcać dwa zdania na wyjaśnienie tego samego terminu. Do tego skoro definiowanym terminem jest właśnie gra przez forum, "za pośrednictwem forum" jest zupełnie wystarczające. "Platforma internetowa, jaką jest forum dyskusyjne" brzmi jak sztuczne pompowanie tekstu albo nabijanie znaków, bo praca domowa ma wymóg minimalnej liczby znaków.
Takim miejscem było w głównej mierze Lastinn. Należy jednak powiedzieć więcej o tym zjawisku i jego odcieniach, bez tego trudno będzie poznać usytuowanie Lastinn.
Same dwa zdania nie są błędem, ale można je znacznie zgrabniej połączyć. Na przykład: "Takim miejscem było przede wszystkim Lastinn, ale żeby zrozumieć jego miejsce na tle PBF-ów, należy najpierw powiedzieć nieco więcej o samym formacie". "W głównej mierze Lastinn" brzmi niezręcznie, a "usytuowanie Lastinn" jest niepotrzebnie pompatyczne (aczkolwiek, jak już wspomniałem, to motyw przewodni tego tekstu) – zwykłe "miejsce Lastinn" wystarcza.
Wszak główny nurt polskich PBF-ów wcale nie wywodzi się ze stołowych RPG, a podobieństwa często wynikały z dojścia do podobnych rozwiązań co podczas prowadzenia sesji, wychodząc jednak z zupełnie innych pozycji.
Najpierw tekst mówi, że to ze stołowych RPG "wychodzimy, tworząc format PBF", tylko po to, by chwilę później stwierdzić, że główny nurt polskich PBF-ów wcale się z nich nie wywodzi. Da się to zapewne pogodzić jako rozróżnienie między genezą samego formatu a historią polskiej sceny PBF, ale tekst tego rozróżnienia wcześniej nie wprowadza. Akapit przeżywa kryzys tożsamości.
Do tego końcowe "wychodząc jednak z zupełnie innych pozycji" składniowo odnosi się do "podobieństw", więc imiesłów wisi bez właściwego wykonawcy.
W dawnych czasach zdecydowana większośc forów poświęconych tej rozgrywce nie opierała się na żadnych komercyjnych systemach, ani nawet nie adoptowała uniwersalnych mechanik na potrzeby swych światów.
Literówka, powinno być "większość". Do tego mechanik zazwyczaj się nie "adoptuje", tylko adaptuje lub wykorzystuje. "Na potrzeby swych światów" da się obronić, ale precyzyjniejsze byłoby "na potrzeby rozgrywki w swoich światach" albo po prostu "na potrzeby swoich gier". Zbędny jest też przecinek przed "ani".
Były to społeczności zakładane nierzadko przez osoby młode w ramach nagłego przypływu chwili lub podążając za popkulturowymi trendami.
Kontaminacja wyszła. "Pod wpływem chwili" lub "w przypływie (np. emocji lub natchnienia)" to poprawne zwroty. "Były to społeczności zakładane nierzadko przez osoby młode..." też brzmi niezręcznie, naturalniej byłoby "Były to społeczności nierzadko zakładane przez młode osoby pod wpływem chwili...". No i niefortunne "podążając za...", które wisi samotnie i składniowo odnosi się do "społeczności". Jak już, to "w ramach [...] podążania za".
Dzięki temu dostawaliśmy fora PBF poświęcone wyłącznie uniwersum Harrego Pottera, komiksów Marvela bądź DC, inspirowane wieloma anime (w tym chyba najczęściej Naruto), Gwiezdnych Wojen – ale również twory operujące w mniej lub bardziej autorskich uniwersach fantasy. Do wyboru, do koloru.
Uff, tutaj ciężko. "Dzięki temu" ma mocno rozmyty referent – dzięki czemu właściwie: młodym osobom, popkulturowym trendom czy działaniu pod wpływem chwili? "W rezultacie" byłoby czytelniejsze. Dalej: "uniwersum Harry'ego Pottera", nie "Harrego"; "komiksom Marvela bądź DC", nie "komiksów". Potem wyliczenie zupełnie traci równoległość: nagle pojawia się "inspirowane wieloma anime", a następnie "Gwiezdnych Wojen", które składniowo właściwie nie ma się już do czego przyczepić. Końcowe "twory operujące w mniej lub bardziej autorskich uniwersach fantasy" też jest niepotrzebnie napompowane. To chyba największy jak dotąd potwór składniowy; nie wiem, jakim cudem przeżył redakcję, no sory.
Czyściej i poprawniej byłoby np. "W rezultacie powstawały fora PBF poświęcone uniwersom Harry'ego Pottera czy Gwiezdnych wojen, komiksom Marvela i DC oraz seriom anime, zwłaszcza Naruto, ale także gry osadzone w mniej lub bardziej autorskich światach fantasy. Do wyboru, do koloru."
Przeważnie fabularna przestrzeń forum stanowiła jeden świat – z osobnym działem na karty postaci, zasady gry, oraz działami które przedstawiały poszczególne lokacje: od miast i krainy geograficznych, do znanych karczm i legandarnych lochów.
W poprzedzającym zdaniu było już o forach poświęconych jednemu światu, więc tutaj spokojnie można przejść od razu do ich organizacji i zaznaczyć, że jest to generalizacja. Różne fora miały różne struktury; czasami osobny dział był poświęcony kartom postaci, a zasady znajdowały się tylko w oddzielnym temacie gdzie indziej. Obecne "z osobnym działem na karty postaci, zasady gry" brzmi więc niepotrzebnie kategorycznie. Do tego zbędny jest przecinek przed "oraz", brakuje go przed "które", powinno być "krain geograficznych", nie "krainy geograficznych", oraz "legendarnych", nie "legandarnych". Przecinek w konstrukcji "od... do..." również jest zbędny. Same przykłady lokacji też niewiele tu dają; czytelnik raczej wie, czym jest lokacja.
Tematy w tych działach stanowiły natomiast porządek czasowy – każdy temat oznaczał jedno wydarzenie, linię fabularną w danym miejscu. Chcąc prowadzić postać dalej, należało założyć kolejny wątek.
"Stanowiły porządek czasowy", po czym mowa o "jednym wydarzeniu, linii fabularnej w danym miejscu". To się nie bardzo klei: autor zaczyna od organizacji chronologicznej, a zaraz potem opisuje raczej podział na sceny lub wątki przypisane konkretnym lokacjom.
I nie, niekoniecznie trzeba było zakładać kolejny wątek, czasami można było dołączyć do już istniejącego, bo postać np. przybywała do miasta i brała udział w rozgrywających się tam wydarzeniach. Więc ponownie jest to mocna generalizacja jednego modelu organizacji PBF-ów.
Zazwyczaj nad rozgrywką czuwała administracja i moderacja – niekiedy z wydzielonymi rolami mistrzów gry. Jednakże częstym (a niekiedy jedynym) sposobem gry było wspólne pisanie graczy, bez udziału jakiegokolwiek prowadzącego. Z tego względu sposób gry na takich jedno-settingowych PBF-ach przypominał bardziej wspólne pisanie opowiadań, niż grę z jasno określonym celem i zasadami wygrania scenariusza.
Ponownie mocna generalizacja jednego modelu organizacji PBF-ów. Nie każde forum miało administrację czy moderację faktycznie czuwającą nad rozgrywką, nie każde oddzielało rolę MG, a brak prowadzącego nie oznacza automatycznie "wspólnego pisania opowiadań". Do tego "czuwały administracja i moderacja", nie "czuwała" (podmiot szeregowy), powtórzenie "niekiedy", a w konstrukcji "bardziej [...] niż [...]" przecinek przed "niż" jest zbędny. Najdziwniejsze jest jednak przeciwstawienie "wspólnego pisania opowiadań" grze z "zasadami wygrania scenariusza" – RPG zazwyczaj nie definiuje się przecież przez formalny warunek zwycięstwa. To już bardziej autorska teoria czym RPG powinno być niż neutralny opis PBF-ów.
Takie podejście dawało swój wyraz w mechanice rozgrywki: jeśli istniała, to bardzo często służyła tylko formalnemu opisowi postaci, hamując zapędy ludzi do tworzenia istot dobrych we wszystkim i narzucając ustruktyrozwany opis postaci.
"Dawało swój wyraz w mechanice rozgrywki" jest mętne znaczeniowo; naturalniej byłoby "znajdowało wyraz" albo "określało sposób wykorzystania mechaniki". Do tego dalsza część mówi właśnie, że mechanika nie służyła właściwie rozgrywce, tylko opisowi postaci, więc określenie "mechanika rozgrywki" jest niefortunne. "Takie podejście określało też sposób użycia mechaniki: jeśli była wykorzystywana, to bardzo często służyła..." byłoby czytelniejsze.
Jeśli zaś "służyła tylko formalnemu opisowi postaci", to późniejsze "narzucając ustrukturyzowany opis postaci" w dużej mierze mówi to samo drugi raz. Pomijając literówkę w "ustruktyrozwany", samo ograniczanie postaci przez mechanikę też zależy od konkretnego systemu – mechanika może narzucać limity, ale jej samo istnienie nie gwarantuje, że powstrzyma tworzenie wszechstronnych czy przesadnie skutecznych postaci. Ponownie przydałoby się mniej generalizacji.
Zazwyczaj wychodziło to lepiej w stosunku do używania pełnej mechaniki, gdyż te rzeczywiste – opisujące co ile postać może czarować (niekiedy mierząc to w postach jako jednostce czasu) czy opisujące rzuty kośćmi i warunki powodzenia, były bardzo niskiej jakości tworami spisanymi w przeciągu kilku godzin od założenia forum. Stworzenie dobrej mechaniki RPG nie jest zadaniem łatwym, wymaga sporo testów i minimalnej znajomości statystyki.
To już mocno odchodzi od potrzebnego opisu formatu PBF w stronę dygresji o jakości autorskich mechanik i osobistej oceny autora. Sama mechanika jest jeszcze związana z tematem poprzedniego akapitu, ale stwierdzenie, że takie systemy "były bardzo niskiej jakości tworami spisanymi w przeciągu kilku godzin", jest bardzo szeroką i niczym tu niepodpartą generalizacją. Ostatnie zdanie wybrzmiewa już bardziej jak wykład autora o game designie niż element historycznego opisu PBF-ów.
Do tego "opisujące rzuty kośćmi i warunki powodzenia" brzmi dziwacznie. Mechanika nie "opisuje rzutów", tylko określa sposób ich wykonywania albo rozstrzygania testów i warunki sukcesu. Samo wyliczenie też jest niesymetryczne: najpierw mamy konkretną zasadę częstotliwości czarowania, a zaraz potem cały system testów.
W społecznościach takich RPG znajomość klasycznych systemów była niska, czasem zerowa, stąd nawet nie miał kto odezwać się w materii używania mechanik uniwersalnych. Jak początkowo nakreśliłem, takim PBF-om bliżej było do zjawiska literackiego, niż rozgrywki. Niektórzy przychodzili do nich z blogów, gdzie pisali opowiadania, a druga spora grupa osób przenosiła bezpośrednio swoje doświadczenia z odgrywania ról w grach MMO, w tym bardzo popularnych grach wyłącznie przeglądarkowych. Ale temat silnika Vallheru to materiał na inną, długą opowieść…
Ponownie bardzo subiektywnie i generalizująco. "Znajomość klasycznych systemów była niska, czasem zerowa" oraz "nie miał kto odezwać się w materii używania mechanik uniwersalnych" są przedstawione jak ustalone fakty, choć tekst nie pokazuje, na jakiej podstawie autor wysnuwa tak szerokie wnioski. Samo "odezwać się w materii używania" jest też kolejną niepotrzebnie pompatyczną konstrukcją. Dalej wraca autorska dychotomia "zjawisko literackie" kontra "rozgrywka", która jest interpretacją, nie neutralnym opisem. Zbędny jest też przecinek przed "niż".
A jeśli "temat silnika Vallheru to materiał na inną, długą opowieść", to po co w ogóle go tutaj otwierać? Jeśli Vallheru jest istotne dla genezy opisywanego zjawiska, wystarczyłoby krótko wyjaśnić jego znaczenie. Jeśli nie – sam name-drop i natychmiastowe ucięcie tematu tylko rozmywa tekst.
Tutaj pozwolę sobie na luźny komentarz, bo tekst coraz mocniej zjeżdża w subiektywną rekonstrukcję historii polskiej sceny PBF. Co samo w sobie nie byłoby złe, gdyby na początku nie było zapowiadane "historiograficzne przedstawienie". Tekst historyczny jak najbardziej może być osobisty czy nostalgiczny, ale wtedy wypadałoby wyraźniej zaznaczać, gdzie kończy się opis, a zaczynają wspomnienia, oceny i generalizacje autora. Obecnie część bardzo szerokich sądów wybrzmiewa jak ustalone fakty, choć nie wiadomo, na jakiej podstawie zostały wyciągnięte.
Wymieniając uniwersa, jakich dotykały PBF-y, celowo pominąłem jeszcze dwa rodzaje forów — tak zwane second life, w których gracze odgrywali po prostu innych ludzi.
Raczej "w jakich były osadzone". Poza tym, ponownie, angielski termin powinien być zapisany kursywą albo w cudzysłowie. Do tego ostatni człon jest nietrafny, bo odgrywanie innych ludzi to podstawa RPG, a nie cecha właściwa wyłącznie second life. Wiem, o co chodzi – odgrywanie zwyczajnych ludzi w codziennym, współczesnym otoczeniu, tzw. simsowanie – ale nie zmienia to faktu, że obecny zapis jest zwyczajnie, nie owijając w bawełnę, głupotą.
Akcja była osadzona w naszych czasach, tworząc coś w rodzaju interaktywnej telenoweli.
Generalizacja po raz kolejny. Takie PBF-y zazwyczaj były osadzone we współczesności, ale nie był to żaden wymóg. Równie dobrze second life mogło rozgrywać się w przeszłości lub przyszłości, a nawet w alternatywnej wersji historii. To sposób gry, nie setting. Do tego "interaktywna telenowela" wybrzmiewa lekko deprecjonująco, bo telenowela ma określone konotacje. Może celowo, może nie, ale w tekście aspirującym do neutralnego opisu warto to zauważyć. Samo "Akcja była osadzona [...], tworząc" jest też niezgrabne składniowo – formalnie to "akcja" coś tutaj tworzy.
rodzaju interaktywnej telenoweli. na podobnej zasadzie działały PBF poświęcone graniu zwierzętami.
Albo uciekła wielka litera, albo powinien być średnik.
Obydwa typy rozgrywki cechowały się zerową mechaniką, skupiając się wyłącznie na opowieści.
Generalizacja po raz kolejny. Nie wszystkie. Do tego "cechowały się zerową mechaniką" brzmi niezręcznie; naturalniej byłoby "cechowały się brakiem mechaniki" albo, ostrożniej, "zazwyczaj nie korzystały z mechaniki".
Jako ciekawostkę dodam, iż w takich PBF-ach potrafiło grać zadziwiająco dużo przedstawicielek płci pięknej.
Zdanie jest mocno niefortunne. "Przedstawicielki płci pięknej" w AD 2026 brzmią archaicznie i protekcjonalnie; zwykłe "kobiety" wystarczy. Jeszcze dziwniejsze jest "zadziwiająco dużo" – zadziwiająco względem czego właściwie? Bez danych porównawczych wybrzmiewa to tak, jakby obecność dużej liczby kobiet w PBF-ach sama w sobie była czymś zaskakującym. A jako "ciekawostka" też jest to trochę na wyrost; dla kogoś znającego ten format duży udział kobiet raczej nie jest żadnym odkryciem.
Szczególnie fora second life miały opinię platform skierowanych do kobiet i dziewczyn. Moją prywatną teorią, wspartą wieloletnim doświadczeniem jako mistrz gry, tłumaczącą to zjawisko, jest niechęć sporej części kobiet do rywalizacji. Ich nie interesowały cyfry, wyzwanie, myślenie nad opcjami, tylko czysta fabuła. W tamtych PBF-ów był to bazowy sposób rozgrywki – coś, co opierając się na wielu komercyjnych systemach, tracimy.
Powiało piwnicą. Autor przedstawia własną teorię o "sporej części kobiet", opartą wyłącznie na wieloletnim doświadczeniu jako MG, i przypisuje im zbiorczo brak zainteresowania "cyframi, wyzwaniem, myśleniem nad opcjami". To już nie jest neutralny opis historyczny, tylko anegdotyczne psychologizowanie na temat kobiet. Szczególnie dziwne, że zamiast oprzeć taki wniosek chociażby na wypowiedziach kobiet, które faktycznie preferowały ten format, autor po prostu wyjaśnia ich motywacje za nie. Do wywalenia. Chyba że pamiątka po Lastinn ma zachować również każualowy seksizm, wtedy bez uwag.
To początek szóstej strony i w sumie na razie tyle starczy, więcej już mi się nie chce punktować. Jak ktoś poczuje, że powyższe to hejt, to niech tak nie czuje. Skoro artykuł jest reklamowany na Polterze niniejszymi słowami:
Ekipa Rolltelling przygotowała e-booka w którym zebrano historię Lastinn, opisała historyczne tło oraz przygotowała obszerne wywiady z użytkownikami dawnego Lastinn.
To z takim standardem, e-bookowym, otworzyłem dokument. To, że redakcja była słaba, to już nie moja wina.
-
Różne edycje znanych systemówWięc D&D swoją drogą, a Pathfinder swoją. Nawet jeśli u początków te drogi były mocno skrzyżowane.
czyli obecna wersja Pathfindera to 2.0 która istnieje już od x lat?
Dużo różnic z wersją 1.0?Tak, obecna wersja Pathfindera to druga edycja, tzw. PF2e Remaster. Różni się diametralnie od pierwszej edycji. Chyba nawet bardziej niż D&D 3.5 od 5e. (A swoją drogą, to D&D One było mocno inspirowane właśnie PF2e. Historia niejako zatoczyła koło.)
Jakbyś chciał sobie poczytać o PF2e, to jest SRD w Internecie: Archives of Nethys, oficjalnie wspierany przez Paizo (ale to nadal fanowska inicjatywa).
-
Różne edycje znanych systemówMam problem z uporządkowaniem sobie niektórych edycji znanych systemów. Przykładowo D&D. Grałem w edycję 3 i 3,5, był też Pathfinder, teraz jest wersja 5, ale podzielona na wersję z 2014 i obecną (Chyba obecną), a teraz widzę w rekrutacjach jakieś "DnD One".
Czysto pedantycznie, Pathfinder to nie D&D ani nigdy nie był jego edycją, to oddzielny system.
On zwyczajnie wywiódł się od 3.5 (i był jej lepszą wersją) w ramach OGL w swojej pierwszej edycji. Pierwsze scenariusze i cztery pierwsze kampanie osadzone w Golarionie były na 3.5, ale później Paizo miało własną markę i system. Druga edycja PF była już autorsko budowana pod kątem mechaniki, a jej Remaster odciął mnóstwo pozostałości po korzeniach D&D/OGL (nawet fabularnie, teraz już nie ma np. aasimarów czy tieflingów, są legally distinct niebianie i kambiony
).Więc D&D swoją drogą, a Pathfinder swoją. Nawet jeśli u początków te drogi były mocno skrzyżowane.
-
Warhammer 5ed aka 4ed+ - dyskusje o mechanice i zmianachdwie pełne płyty, dwa dextrarii czy dwie sztuki broni palnej to już przesada
Podejrzewam, że RAI dwa różne przedmioty... ale i tak możesz dostać destriera i plate armour, a jako żebrak... miskę i kule (takie do chodzenia) z drugiego poziomu...
Też tak podejrzewam, jak i to, że powinno być "up to two different Trappings", żeby rozwiązać problem dla tych Profesji, które mają tylko jedno na drugim poziomie. Ale to gdybanie, kto wie jaka była intencja autorów. Całkiem też możliwe, że linijka jest po prostu placeholderowa, napisana przed zrobieniem listy Trappings dla wszystkich Profesji. Bo jej wording pozostawia naprawdę wiele do życzenia.
-
Warhammer 5ed aka 4ed+ - dyskusje o mechanice i zmianachPowergamer płakał z radości, jak czytał.
Słabo przemyślana i pewnie jeszcze słabiej playtestowana ta zasada (o ile w ogóle), ale jeśli kierować się dosłownie literą podręcznika, to w przypadku pojedynczego przedmiotu na liście drugiego poziomu Profesji, zwyczajnie się dubluje. Poza tym, "you may" to nie to samo co "you must", nie ma obowiązku z tego korzystać. (Tak, wiem, plażo proszę, który gracz dobrowolnie zrezygnuje z darmowego benefitu.
)MG raczej powinien to łatać. O ile dwa "skromne sklepy" to jeszcze w miarę wytłumaczalne dla początkującej postaci (może odziedziczyła po dziadku), to dwie pełne płyty, dwa dextrarii czy dwie sztuki broni palnej to już przesada. Do tego urocza możliwość dostania licencji na dzień dobry przez terminatora czy ucznia czarodzieja, z jakiegoś powodu. Warhammerową (i TTRPGową w sumie też) tradycją, MG po prostu musi łatać idiotyzmy autorów. Ale spoko, może za rok-dwa wejdzie errata, albo C7 naprawi zasadę.
-
[D&D 5.5e 2024] Adventure Path: Carrion Crown. The Haunting of HarrowstoneJako, że chciałbym to zrobić dobrze, a nie tylko poprawnie, trzeba przy przygotowaniach uwzględnić setting i trochę się dokształcić na temat najważniejszych rzeczy, czyli panteonu, ras, nacji, historii, geografii itd. Do tego dochodzi przemyślenie powiązania z Petrosem, powód pozostania w Ravengro, tworząc postać wypadałoby wpisać się w ton kampanii (chodzi o ramy konwencji), zgrać to jakoś z historią, i masz trochę innych punktów warunkujących rozgrywkę. Wszystko jest całkowicie sensowne i fajnie, że nakreślasz czego oczekujesz, ale sprawia to też, że przed zgłoszeniem trzeba trochę więcej przeczytać, przemyśleć i dopasować niż przy typowej rekrutacji, kierując się wewnętrzną statystyką. Po prostu takie odniosłem wrażenie. To moja subiektywna ocena.
Muszę przyznać, że częściowo mnie to rozbawiło, a częściowo zdziwiło, bo jak dla mnie to opisałeś w tym akapicie podstawowy prep do każdej, nawet "typowej" rekrutacji. Ale może to ja jestem dziwny, próbując zawsze osadzić postać w świecie i scenariuszu.

Sygnalizuję zainteresowanie i od razu zaznaczam, że znam APka dosyć dogłębnie. Co do pomysłów na postać, to najpewniej zagrałbym:
Lucero Daimoneiros, młody Andorańczyk urodzony i wychowany w Cassomirze, były stypendysta Arkanamirium, który studia porzucił po kilku latach narastającej frustracji jego elitaryzmem, skostnieniem i pogardliwym podejściem do ludowych praktyk magicznych – lekceważonych przez instytucję jako "zabobony" i "przesądy". Sam wychodzi z założenia, że jeżeli coś działa i jest w stanie wyprodukować przewidywalny oraz powtarzalny efekt, to zasługuje zarówno na zbadanie, jak i poważne traktowanie. Dlatego też równie chętnie analizuje uczone traktaty, co wiejskie amulety, plemienne fetysze, rytuały ochronne czy opowieści starych znachorek.
Andorański egalitaryzm jest tylko częściową motywacją, która pchnęła Lucero do zapalczywego zgłębiania arkan magii bez względu na ich pochodzenie. O wiele bardziej osobistym powodem jest jego własna natura podmieńca i konieczność bezustannego zmagania się z Zewem – bowiem pomimo że Daimoneiros najczęściej prezentuje się jako mężczyzna (a nieco rzadziej nie zaprząta głowy takimi błahostkami, jak tożsamość płciowa), to urodził się kobietą, wobec czego owa "przypadłość" objawiła się u niego dosyć prędko. Właśnie próby zrozumienia nawiedzających go snów i sennych mar, niewytłumaczalnych impulsów, obcych emocji, pół-wizji oraz wiedźmiego dziedzictwa pchnęły go ku badaniu wiedzy, którą "poważni" uczeni zwykli zbywać jako folklor, a "rozważni" – omijać szerokim łukiem. Oczywiście fakt, że obecnie korzysta z praktyk podsuwanych mu przez tajemniczą obecność oraz koszmarnej magii pochodzącej z niepewnego źródła, którego natury ani zamiarów nie zna, stanowi dla Lucero niezręczny problem metodologiczny.
Alternatywnie, może jakiś Artificer. Ale nie magitechowy, tylko flejworowany wynalazca, absolwent Uniwersytetu Lepidstadzkiego, może śledczy-alchemik. Coś w tym kierunku. (Acz pewnie najchętniej to grałbym wiedźmakiem-podmieńcem wyżej.)
-
Format PBF - zalety (i ewentualne wady)"Bardzo, ale to bardzo dobrze zapowiadający się set up, tylko dlaczego format pisany? Z tego co widzę to prowadzicie tylko w taki sposób sesje więc jakiś powód musicie mieć, liczę, że zdradzicie dlaczego."
Bo Rolltelling to forum PBF (play-by-forum), do grania tekstowego. Dziękuję, miłego dnia.
Pytanie jak dla mnie osobliwe, bo to tak jakby pisać do forum szachowego: "bardzo fajny set-up, ale czemu akurat gracie w szachy? Ja wolałbym brydża". Nie wiem czy mi się chce produkować tak, jak kolegom wyżej, skoro Maciej "nie dostrzega zalet tego typu rozgrywki". I nie musi, może PbF/PbP to nie format dla niego i nie ma co ewangelizować. Zadał pytanie, dlaczego tutaj gra się w formacie pisanym, a na to jest prosta odpowiedź. Nigdzie nie pytał o zalety czy wady tego formatu ani o jego analizę.
-
WFRP 1-5ed: lorowe rozkminkiTo z kolei prowadzi mnie do kolejnego pytania: czy osobne panteony realnie istnieją jako takie w Aethyrze, czy są tylko kulturowym sposobem klasyfikowania bytów przez śmiertelników? Teologicznie mamy przecież rozmaite "aspekty" bogów, a starsze wierzenia często padały ofiarą synkretyzmu. Czy więc metafizycznie te odłamy pozostają osobnymi bytami, czy może zlewają się w jeden, tylko inaczej interpretowany i czczony przez różne kultury? Czy elficki panteon istnieje zupełnie niezależnie od ludzkiego, czy może elf wyznający Hoetha zasila w istocie ten sam byt, którego ludzie nazywają Vereną – skoro przynajmniej część teologów uznaje ją za ludzki aspekt Hoetha?
Polecam lekturę End Times. Wiem, że jest tam masa głupot. Ale mimo wszystko to kanoniczny materiał napisany przez GW. Są tam przedstawieni różni bogowie ze wszystkich panteonów. Oddzielnie. Np. Alarielle zostaje awatarem Ishy, podczas gdy Shallya siedzi w posiadłości Nurgle'a. Co obala twoją hipotezę.
Ciężko obalić hipotezę, która nie została postawiona.
End Times co najwyżej odpowiada na część hipotetycznych i spekulatywnych pytań, postawionych w zakresie premise Kethariana. Ale nie lubię mówić o End Times. (A serio, to może kiedyś zerknę. Jak uzbroję się w odpowiednią ochronę przed tamtejszymi głupotami.) -
WFRP 1-5ed: lorowe rozkminki@Kynikos a to https://forum.rolltelling.pl/topic/348/wfrp-1-5ed-lorowe-rozkminki/65?_=1787683586241 to co?
masz do tego kontrargument czy tylko "moje na wierzchu bo tak uważam"?Mam, ale fatalny i ad hominem. To nadal nie obala jednak teorii o procesach, jakie mogą zachodzić w Aethyrze, a już na pewno nie tej, czy bogowie aby nie są kształtowani przez śmiertelne myśli i oczekiwania. "Aethyr = Domena Chaosu" nie dyskwalifikuje z automatu teorii "bogowie są kształtowani przez śmiertelne czyny i oczekiwania".
Dobra, teraz już będę słowny o tej jałowości dalszego ciągu. Całusy.