Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
M

MiRaaz

@MiRaaz
Przestań obserwować Obserwuj
Informacje
Posty
50
Tematy
0
Udostępnień
0
Grupy
0
Obserwujący
0
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • The Haunting of Harrowstone
    M MiRaaz

    Iramir odetchnął, gdy ujrzał rozchodzący się tłum. Był gotów rzucić zaklęcie, które uspokoi mieszkańców Ravengro, jednak zawsze gdzieś z tyłu głowy pozostawała myśl: „Jak przyjmą urok w czasie, gdy oskarżają zmarłego o czarnoksięstwo?” Czy aby nie okaże się tą kroplą przelewającą czarę goryczy?

    Gdy ludzie zaczęli się rozchodzić, wysłał tylko mentalny sygnał:
    — Leć za tym wielkim pieniaczem. Tym, który ich skrzyknął. Obserwuj go i wróć do mnie jutro rano. Mam złe przeczucie co do niego. Co do całego tego miasta. Ktoś na nich wpływa. Obserwuj go i zdasz mi jutro raport. Przynajmniej nie będziesz kręcić się przy zakonnicy z kosą.
    Szept Cierni nie odpowiedział, ale Iramir wiedział, że wykona rozkaz najlepiej, jak umie.

    ***

    Po odstawieniu trumny odsunął się i stanął z tyłu. Spędził ostatnie chwile z profesorem. Jego chwile. Nie miał ochoty teraz mówić niczego do zebranych ludzi. Nic, co mógł powiedzieć, nie wpłynęłoby na profesora. A na innych zebranych Iramirowi zwyczajnie nie zależało. Większości z nich nie zobaczy nigdy więcej. Nie były mu potrzebne żadne przedstawienia.
    Gdy przyszedł jego czas, sypnął garść ziemi na trumnę. Bez słowa.
    W tym całym milczeniu zaczęło mu brakować chowańca. Do niego mógł się od czasu do czasu odezwać.

    text alternatywny

    Iramir sączył wino i przysłuchiwał się towarzyszom. Chcąc nie chcąc musiał przywyknąć do towarzystwa ludzi. Krasnoludów i innych. Był bardzo ciekaw okoliczności śmierci profesora. Siedział w ciszy, sącząc wino. Nie dlatego, że lubił wino. Chociaż to było dość urokliwe, ale bardziej chodziło o to, żeby zająć czymś ręce, gdy słuchał opowieści.
    Morgrin mówił konkretnie. Bez owijania. Iramirowi to odpowiadało. Sam raczej nie zadawałby pytań wprost — wolał słuchać, co inni wyciągną, a potem dopiero dopowiedzieć to, czego zabrakło. Albo nie dopowiedzieć nic.
    Spojrzał na Kendrę znad ciemnych szkieł. Dziewczyna trzymała kielich obiema dłońmi, jakby to był jedyny stabilny punkt w pokoju. Za oknami wciąż szeptał deszcz.
    Iramir odstawił kielich. Przez chwilę obracał go między palcami, obserwując, jak wino zostawia cienką smugę na krysztale.
    — Petros… — zaczął cicho, niemal jakby mówił do siebie. — Był jednym z nielicznych, którzy potrafili patrzeć na rzeczy, których inni woleli nie widzieć… i nie osądzać od razu. Nie tylko mnie. Innych też.

    Zdjął okulary i uniósł wzrok na Kendrę. Jego oczy świeciły zielenią w tak nienaturalny sposób, że niedoszli pogromcy nekromanty widząc to nie tylko utwierdziliby się w słuszności swych zarzutów, ale najpewniej ruszyliby nań z widłami.

    - Jestem czymś między wróżkotkniętym, a wiedźmą. Część mnie należy do Pierwszego Świata. Ja sam nie jestem temu winien, a Petros… on pomagał to zrozumieć.

    W tym momencie na moment zatrzymał się, żeby wszyscy zebrani pojęli z czym mają do czynienia.

    — Mam niewidzialnego chowańca — dodał spokojniej. — I posłałem go jeszcze na cmentarzu w ślad za człowiekiem, którego tutejszy kapłan nazwał Gibs Hephenus. Coś mówi mi, że jakieś mroczne siły wpłynęły na niego… i wpływają na innych mieszkańców.
    Wsunął okulary z powrotem na nos. Zielone światło zniknęło za ciemnymi szkłami.
    Spojrzał na Alicię, a potem z powrotem na Kendrę.
    — Dlatego pytania, które zadaliście oboje, są ważne. Nie tylko to, jak Petros zginął. Ale też czy bał się. Czy coś odkrył. I czy ktoś… albo coś… już wtedy stało mu na drodze.
    Sięgnął z powrotem po kielich i zamilkł, czekając.

    Rozgrywka

  • Adventure Path: Carrion Crown — Wątek dyskusyjny sesji
    M MiRaaz

    Czyli nasz ewentualny dialog gdzie prowadzimy? Ja spróbuję jutro wrzucić posta, ale zakończę go pewnie w momencie w którym siedzimy razem i czekamy, ale chciałbym pogadać. Tylko gadanie w postach jest mało efektywne.

    Super grafika w ostatnim poście z naszymi postaciami!

    Komentarze

  • The Haunting of Harrowstone
    M MiRaaz

    Widziała mnie.
    Mentalna wiadomość nadeszła nagle, wyrywając Iramira z zamyślenia. Tęczówki przemieściły się za okularami, jakby chciał się nagle rozejrzeć.

    Jakim cudem cię zobaczyli? Miałeś być niewidzialny. Telepatia była bardzo wygodną formą komunikacji z chowańcem. Nawet z chowańcem pokroju Szeptu Cierni.

    Byłem.

    Znowu coś zepsułeś?

    Nie. Ona mnie widziała. Patrzyła na mnie. Może usłyszała skrzypienie altany, czy coś?

    Może ci się zdawało?

    Patrzyła prosto na mnie. Na pewno mnie widziała. Albo wyczuła.

    Dobra. Nie wchodź do świątyni. Poczekaj aż wyjdziemy

    Nabożeństwa pogrzebowe były przepełnione smutkiem. Jak wszystko w tym podłym świecie. Ludzie nie cieszyli się, że dusza ich towarzysza ruszyła w dalszą drogę. Kiedyś Iramir gardził takimi postawami. Ale to było kiedyś… w innym, zapomnianym już życiu. Teraz patrzył na ludzi inaczej. To, co wiedzieli zebrani w świątyni, to że ciało Petrosa leżało w trumnie. Martwe. Nie powie im już nic. Nie przytuli.

    Ludzie są egoistami. W swoim własnym egoizmie patrzą na to, co oni teraz czują. Smucą się, bo nie mają go przy sobie. Tak myślał kiedyś. Dziś już wiedział, że nie ma w świecie niczego pewnego. Nie wiadomo, czy jego dusza naprawdę rusza tam, dokąd prowadzi ją Pharasma. Dla bytów zwanych bogami jesteśmy tylko szmacianymi zabawkami i najczęściej leżymy w tak odległym kącie szafy, że żadnemu bogu nie chce się po nas sięgnąć. Czy to źle? Nie. W większości przypadków zainteresowanie bogów przynosi kłopoty.

    W ciszy kontemplował modlitwy. Jedynie dwa razy zerknął na tajemniczą siostrę z osłoniętą twarzą. Wyglądała niemal jak sam awatar śmierci.

    Po skończonej modlitwie wstał i podszedł do trumny. Duża. Zdobiona. I niesamowicie nieporęczna.

    Gdy tylko wyszli w kondukcie ze świątyni, mżawka zaczęła pokrywać ciemne szkiełka. Było to niewygodne i nieprzyjemne. Kilka razy próbował przetrzeć je dłonią, jednak trumna wymagała przytrzymywania jej oburącz.

    Trzymaj się blisko — rzucił mentalnie do chowańca.

    A ona?

    Trzymaj się blisko. Nie ma pewności, że cię widziała

    text alternatywny

    Marsz w deszczu i po błotnistej ścieżce sprawił, że bogate i zdobione szaty wymagały prania. Zatrzymanie konduktu przez grupę miejscowych było dodatkowym, zupełnie niepotrzebnym kłopotem. Krasnolud wysforował się na początek orszaku i podjął rozmowę z przywódcą tłumu.

    Coś wisiało w powietrzu i nie była to paskudna pogoda.
    — Połóżmy na moment trumnę. Nie wiemy, ile potrwa wyjaśnianie tego wszystkiego — powiedział do pozostałych pięciu mężczyzn.
    Przedsięwzięcie to rzeczywiście było karkołomne i wymagało od nich skupienia. Cała skrzynia musiała równo schodzić w dół, praktycznie do poziomu gruntu. Wcześniej zarówno w domu Lorrimorów, jak i w kaplicy znajdowała się na podwyższeniu.

    A ty… pilnuj tego dużego. Chyba jest ich przywódcą.

    Obaj wiemy, że to nieprawda.

    Na ten moment nie wiemy, kto stoi za tym zbiegowiskiem. I nie chcemy doprowadzić do rozlewu krwi.

    Szkoda… Lubię, gdy tacy jak oni kwiczą.

    Fakt, że był pierwszy wśród osób niosących trumnę, pozwolił Iramirowi na jeszcze jedno. Przy jej opuszczaniu mógł odwrócić się plecami do nowo przybyłych chłopów, a po odłożeniu ciała dyskretnie sięgnąć ku kryształowi, który miał przy pasie. Nie lubił sięgać po jej moce, ale tutaj najwyraźniej coś również sięgało po nadprzyrodzone siły, a doświadczenia poprzednich żyć nauczyły go, że trzeba korzystać z każdej przewagi. A teraz potrzebował dyskretnie rzucić czar. I to nie jeden.

    Rozgrywka

  • Adventure Path: Carrion Crown — Wątek dyskusyjny sesji
    M MiRaaz

    Na ile możemy się tu wymieniać meta informacjami? To znaczy gramy do jednej bramki jako drużyna, więc wydaje mi się to oczywiste, Chociaź same postaci w zasadzie się nie poznały… ale celem jest:

    • nie zbezcześcić zwłok
    • nie wymordować wszystkich
    • nie dać się wynieść na widłach

    I teraz tak: chciałbym tutaj opisać zamiary Iramira (mechaniczne) o których wasze postaci nie mają pojęcia. Wrzucę je na razie w spoiler, a jeśli nasza MG uzna, że wymiana takich informacji jest ok, to poczytacie. Jeśli nie jest ok, to usunę i nie będę więcej tak robić.

    Iramir po odłożeniu trumny rzuci Calm Emotion żeby uspokoić tłum. Spróbuję potem rozmawiać z tym uchodzącym za przywódcę.

    Istnieje ryzyko, że zdadzą rzut obronny i rzuca się na nas posądzając o czary

    Komentarze

  • Adventure Path: Carrion Crown — Wątek dyskusyjny sesji
    M MiRaaz

    Ok. To powoli i ostrożnie odłożymy trumnę. Zagadujcie. Zagrajmy na czas. Potem możemy spróbować po dobroci.

    Iramir nie ma ze sobą broni.
    I nie założył pancerza na tę okazję.

    Ale to nie problem.

    Komentarze

  • The Haunting of Harrowstone
    M MiRaaz

    Wrócił z Nirmathas do swojego niewielkiego mieszkania w Lepidstadt i znalazł list wsunięty pod drzwiami. Przebiegł go wzrokiem. Sprawdził daty. Musiał o krok minąć się z kurierem. Nie rozpakował się. Zamiast tego wrócił z całym swoim dobytkiem do konia i ruszył na południe.

    text alternatywny

    Było przed południem. Na koniu powoli przemieszczała się postać. Nic nadzwyczajnego. Dwie wrony szarpały się o kawałek jakiejś zdobyczy i wcale nie przejmowały się zbliżającym się człowiekiem. Wędrowiec jechał powoli, jakby obawiając się o wierzchowca na drodze, która była mieszaniną rozjeżdżonego błota i mokrych kamieni.

    I wtedy jedna z wron pękła, obryzgując krwią swoją towarzyszkę. Druga, ze zdobycznym kawałkiem padliny w dziobie, nie zdawała sobie sprawy, co się stało, lecz instynkt kazał jej natychmiast poderwać się do lotu.

    W miejscu drugiej wrony zmaterializował się znikąd zielony kształt, którego trudno byłoby przypisać czemukolwiek znanemu. Dziób, motyle skrzydła, ciernie i pazury ostre jak noże wskazywały jednoznacznie, że nie ma tu mowy o niczym naturalnym. Przez moment istota śledziła odlatującą wronę, lecz nie zaatakowała. Zamiast tego zaczęła rozrywać ciało już zabitej. Dziób patroszył, a szpony rozcinały je na małe kawałki.

    Koń z wielką niechęcią zbliżał się do miejsca mordu.
    — No już, już, uspokój się.
    Rumak jednak stanął jak wryty.
    — Kończ już, Szepcie. Baron się boi.
    Szept uniósł okrwawiony dziób, chwycił krwawiący korpus wrony pozbawiony już skrzydeł i poderwał się do lotu.
    Jeździec pochylił się i pogłaskał konia po grzywie. Szepnął mu do ucha:
    — Baronie, ruszajmy. Szept Cierni nic ci nie zrobi.
    Koń potrzebował jeszcze długiej chwili, zanim w końcu się przemógł i ruszył.

    text alternatywny

    Pod Rechoczącym Demonem mężczyzna zsiadł z konia. Nikt nie przybiegł. Zazwyczaj, gdziekolwiek się zatrzymywał, jakiś chłopak zjawiał się od razu, oferując opiekę nad zwierzęciem. Ravengro widocznie miało swoje własne zwyczaje. Podróżnik wszedł do karczmy, zapłacił z góry za pokój na tydzień, dopłacił za jedzenie i stajnię, a potem udał się do skromnego pokoju, by się przebrać.
    Był wysokim, chudym młodzieńcem. Gdy się rozebrał, zagryzł na moment zęby. Dłonie miał delikatne, jak u artysty. Nie nosiły śladów ciężkiej pracy. Kończyny zdawały się nieprzywykłe do dźwigania broni. Nie musiał się golić — jego ciało nie zarastało jak u dorosłego mężczyzny.

    Zacisnął pięść i uderzył w siennik. To ciało było przekleństwem. Jednym z wielu, jakimi został obdarzony. Gdy zamknął oczy, widział siebie wywijającego młyńcem ognistym dwuręcznym mieczem. Westchnął ciężko. Teraz nawet nie uniósłby takiego oręża, by swobodnie nim walczyć. Oddychał głęboko. Układał wszystko w głowie, a to tylko pogarszało sprawę. Kiedyś biegle władał kilkunastoma językami. W pamięci wykonywał operacje na czterocyfrowych liczbach. Teraz miał kłopot z przypomnieniem sobie, ile lat minęło, odkąd poznał profesora.

    Zawsze tak bywało w okresach ciszy. Gdy nie miała dla niego zadań, Iramir miał czas myśleć o swoich słabościach. Widział to niejednokrotnie w czasie swoich podróży. Ludzie rodzili się, dorastali, w końcu starzeli się. Na starość ani ciała nie były już tak silne, ani umysły tak giętkie.

    Z drugiej strony lepsze to niż nagła wiadomość, że ma jechać na drugi koniec świata i przez dwa lata przekopywać piaski Qadiry w poszukiwaniu zakopanego sarkofagu. Mógł spokojnie oddać hołd przyjacielowi.

    Tak, nie miał wątpliwości, że Petros był jego przyjacielem.

    Minęło… dużo. Za dużo, żeby to policzyć. Czasami wydawało mu się, że ostatni raz widział Petrosa zaledwie kilka lat temu. Innym razem wspomnienia były tak odległe, jakby należały do kogoś innego.

    Pamiętał jednak, że przez jakiś czas byli blisko. A potem zostały już tylko listy. To Petros wyjaśnił mu, w jak kiepskiej sytuacji się znalazł. To pod wpływem naukowca pewne rzeczy w Iramirze pękły. Pakt nie był już kwestią honoru. Pakt stał się przykrym obowiązkiem.

    W końcu ciemnowłosy mężczyzna o wyrazistych rysach ubrał się w elegancki strój. Potargane włosy mimo starań nie chciały się ułożyć, więc odpuścił walkę z grzebieniem. Zapiął czarny dublet ze złotym haftem. Zarzucił płaszcz z elementami zieleni.
    Poprawił przy pasie ozdobną puszkę z kryształem skupiającym magię. Naciągnął czapkę, a następnie założył zdobione okulary o ciemnych szkłach. Prawie niespotykane w Ustalav, lecz popularne w krajach o długich zimach. Ostatni bastion chroniący oczy przed śnieżną ślepotą. A tutaj — ostatni bastion chroniący Iramira przed szeregiem pytań o nienaturalne spojrzenie.

    text alternatywny

    Jeszcze raz sięgnął po list od Kendry, chcąc upewnić się, że trafi pod właściwy adres. Nigdy nie odwiedzał profesora w domu.

    „W powietrzu rośnie coś złego.”

    Nie był pewien, czy to jego własna myśl, czy uczucie, które mentalnie przekazał mu Szept Cierni.

    text alternatywny

    Dom był taki, jak go sobie wyobrażał. Kendra zaś… cóż, nigdy wcześniej nie wyobrażał sobie córki Lorrimora. Minął ludzi zbierających się przed domem, zdjął zdobioną czapkę, delikatnie uścisnął dłoń pani domu, a potem ucałował ją, jak nakazywał obyczaj.

    — Bardzo mi przykro z powodu śmierci Petrosa. Świat bezpowrotnie coś utracił. Coś bezcennego. Dziękuję, że pamiętała panienka, by mnie powiadomić. Dużo dla mnie znaczy, że jestem tu dzisiaj. Jestem Iramir.

    Czekał na reakcję.

    Iramir, jakiego poznał Petros, był jego rówieśnikiem. W tym czasie, gdy profesor osiwiał, zestarzał się i zgarbiał pod ciężarem lat, Iramir nie zmienił się ani odrobinę. Pozostał młodzieńcem w kwiecie wieku. Teraz praktycznie rówieśnikiem Kendry. Z pewnością córka profesora nie tego się spodziewała. W końcu uśmiechnął się lekko.

    Gdy wszedł do domu, poprawił okulary. Potoczył wzrokiem skrytym za ciemnymi szkłami po zebranych i skłonił się z szacunkiem każdemu, z kim skrzyżował spojrzenie.
    Zwłaszcza gdy dostrzegł rudowłosą niziołkę — wtedy rozpromienił się, a uśmiech zagościł na jego twarzy. Nie umiał jeszcze dobrze nazwać tego uczucia, lecz było w niej coś odległego. Coś… jak powrót do utęsknionego domu.

    W końcu podszedł do trumny. Położył prawą dłoń na wieku i zamarł. Umysł krążył wokół zdarzeń sprzed wielu lat. Twarz zdradzała głębokie poruszenie. Z jednej strony kąciki ust drżały, chcąc się unieść w uśmiechu na wspomnienie minionej rozmowy. Z drugiej — gardło ściskał ból straty. Ból zupełnie nieuzasadniony. W końcu ludzie mieli swoje nieśmiertelne dusze.

    Pochylił się i wyszeptał coś do wieka trumny, po czym odszedł. Wyszedł ponownie przed dom. Półmrok wnętrza zdawał się mu nie pasować. Być może przez okulary, a być może przez obecność kapłanów. A może w głębi serca nie chciał przyznać przed sobą, że strata potencjalnego powiernika tajemnicy boli tak bardzo.

    Gdy padło pytanie, kto poniesie trumnę, Iramir przez chwilę walczył ze sobą. Nie chciał się wyróżniać. Nie chciał niczego robić na pokaz. A jednak wbijał paznokcie w dłoń, gdy zaciskał pięści. Nie pożegnał się tak, jak powinien. Zawsze… zawsze był jeszcze czas. A teraz czuł, że jest coś jeszcze winien profesorowi.
    — Ja… — powiedział cicho i uniósł dłoń. — Chciałbym pomóc z trumną, jeśli wolno.

    Jak powiedział, tak zrobił.

    Rozgrywka

  • Adventure Path: Carrion Crown — Wątek dyskusyjny sesji
    M MiRaaz

    No to i ja się przywitam. Klimat bardzo lubię. Zaczynałem tę przygodę 4 razy. Przynajmniej tyle znalazłem u siebie kart postaci odnoszących się do profesora Petrosa Lorrimora.

    Ustawmy sobie plan minimum na część pierwszą kampanii i ją zrealizujmy. A potem będzie z górki. Zobaczycie.

    Komentarze

  • Sharn - Mrocznymi Scieżkami
    M MiRaaz

    Żelo nie odezwało się słowem od potyczki w Królu Ognia. Opatrzyło swoje rany. W zasadzie nawet gdy znaleźli ciało zmiennokształtnego, nie wychodziło przed szereg. Nie lubiło mówić niepytane.

    W tym czasie kilkakrotnie przewijało nagranie z tawerny. Odczytywało dokumenty, które wcześniej tylko szybko kartkowało, żeby zarejestrować ich zawartość. Potem wracało do nagrania z potyczki. Suboptymalne decyzje zaowocowały większymi obrażeniami, niż zakładało. Pełna analiza błędów musiała jednak poczekać.

    Potem odkryli ciało zmiennokształtnego. Żelo znów stało z boku i oglądało nagranie. Nie uchwyciło momentu trafienia Alastaira. Na zapisie było widać tylko płaszcz znikający za oknem. Za mało szczegółów.

    Faktycznie wszystko wskazywało na sobowtóra.

    Żelo nie nagrało obrazu Alastaira z karczmy. Dostępna pamięć miała ograniczenia i dopóki nie uda mu się jej rozbudować, musiało bardzo skrupulatnie wybierać, co było istotne, a co nie. Wtedy obraz detektywa nie został zakwalifikowany jako istotny.

    Błędna decyzja.

    Nieodwracalna.

    W końcu, po długiej przeprawie, dotarli do gabinetu detektywa. Gabinetu wyraźnie już przez kogoś przeszukanego. Towarzysze konstrukta wzięli się za dokumenty. Żelo natomiast stało i obserwowało. W zasadzie można było odnieść wrażenie, że Varok jest dużo bardziej rozmowny niż ono.

    Potężna sylwetka poruszała jedynie głową, skanując otoczenie. Żelo było w tym gabinecie dotąd dwa razy, z czego raz po to, żeby zapłacić z góry za pół roku opieki.

    Czy coś zniknęło?

    Z pewnością.

    Pytanie jednak brzmiało: co pojawiło się nowego? Co nie pasowało do reszty?

    Ktoś już przeszukiwał to miejsce. To również było informacją. Otwarta szuflada mówiła nie tylko o tym, co mogło z niej zniknąć, ale też o tym, że ktoś uznał jej zawartość za wartą sprawdzenia. Przesunięty mebel wskazywał, gdzie szukano. Nietknięty fragment gabinetu mógł być równie interesujący jak ten splądrowany.

    Kilkanaście miesięcy wcześniej mordercze zbrojnokute, po przygodzie z detektywem, zostało okaleczone. Nie mogło korzystać z części możliwości własnego ciała. Podobno ludzie pozbawieni jednego zmysłu zaczynali znacznie mocniej polegać na pozostałych. W przypadku Żelo zmiana oznaczała przejście od morderczego tarana do wnikliwego obserwatora.
    Zrodziła też w nim zmysł inżyniera.

    Żelo patrzyło na meble, szafki i ściany. Obserwowało kąty, pod jakimi łączyły się elementy konstrukcji. Szukało różnic między tym, co widziało teraz, a niedoskonałym obrazem zapisanym podczas poprzednich wizyt. W pewnym momencie nawet postukało wielkimi stalowymi palcami tu i tam, nasłuchując odpowiedzi drewna i pustych przestrzeni za nim.

    Dokumenty były jednym problemem.

    Alastair drugim.

    Jeżeli upozorował własną śmierć, zrobił to z jakiegoś powodu. Jeżeli chciał zniknąć, pozostawienie grupy ludzi wiedzących, że nadal żyje, wydawało się błędem.
    Chyba że właśnie o to chodziło.

    Żelo znieruchomiało.

    Po raz pierwszy od bójki w karczmie odezwało się.
    – Myślę, że popełniamy błąd. Alastair nie chciał, żebyśmy szukali jego śladów. Przekazał nam informacje o poszukiwanych i zbudował sobie zasłonę dymną. Oficjalnie jest martwy, a wszyscy, którzy wiedzą, że to nieprawda, są teraz tutaj. To musiało mieć jakiś cel.

    Żelo przez chwilę milczało.

    – Zmiennokształtny dostarczył nam dokumenty i zginął, podtrzymując przekonanie o śmierci Alastaira. Jeżeli było to częścią planu, szukając Alastaira zbyt dokładnie, możemy ten plan zepsuć.
    Czerwone punkty udające oczy przesunęły się po splądrowanym gabinecie.
    – Być może właśnie uwaliliśmy prowokację mającą na celu złapanie Scrimshawa.

    Rozgrywka

  • [D&D 5.5e 2024] Adventure Path: Carrion Crown. The Haunting of Harrowstone
    M MiRaaz

    Ja mam 3 gotowe postaci i tak do tej sesji, tylko trzeba byłoby mechanikę przestawić na DnD 2024

    Archiwum

  • [D&D 5.5e 2024] Adventure Path: Carrion Crown. The Haunting of Harrowstone
    M MiRaaz

    Carrion Crown budzi we mnie mieszane uczucia. Chciałbym zagrać, ale zaczynałem tę sesję trzy albo cztery razy na forum. Raz na PF2, resztę na DnD 5e.

    Wszystkie padły.

    Z drugiej strony, pochowałem tego profesora już tyle razy, a nadal nie wiem co tam jest dalej…

    Dużo już zgłoszeń przyszło? Jest sens walczyć o rezerwę?

    Archiwum

  • [D&D 5e(2024)] Loch Szalonego Maga (1-2 graczy)
    M MiRaaz

    Czarownik to warlock tak? Znaczy, masz już Warlocka na pokładzie (bo myślałem o czymś tego pokroju) lub o wizardzie. Bardzo dobrze wspominam tę przygodę, gdy staliśmy ramię przy ramieniu z paladynem Panicza i przedzieraliśmy się przez śmiercionośne spotkania, śmiercionośne zagadki i śmiercionośne pomyłki...

    Archiwum

  • Sharn - Mrocznymi Scieżkami
    M MiRaaz

    Iskra

    Miało być bez walki.

    Gdy Varok wpadł do środka, ledwo mieszcząc się w dwuskrzydłowych wrotach, kilka rzeczy wydarzyło się jednocześnie. Syrrix cisnęła drinkiem o podłogę i dobyła miecza, goblinka wydała z siebie tłumiony wcześniej okrzyk przestrachu, a Reilru, wykazując się najlepszym refleksem, wskazała na alkowę Alestaira.

    – On był z nimi! – zaszczekała donośnie.

    Taer dopadł lykana pierwszy i powalił go na ziemię.

    Żelo uznało negocjacje za zakończone. Z prawej dłoni wysunęło niewielkie pręty. Najpierw przemknęły po nich iskry, a oddech później między stalowymi palcami trzaskały już regularne wyładowania.
    Lykan podnosił się właśnie z podłogi, gdy jego ciało zaczęło przemieniać się w bestię.
    Żelo nie czekało na rozwój wypadków. Wymierzyło cios, a wokół zatrzeszczały błyskawice. Tarcza bez problemu osłoniła zbrojnokute przed kontrą, a Gundrik dobrze wymierzonym strzałem ostatecznie powalił lykana.
    Układ nagrywający rejestrował cywilów opuszczających scenę bitwy.
    Opuszczali ją jednak za wolno.
    Tymczasem Żelo wiedziało już, dokąd prowadzi iskra.

    Burza

    Żelo weszło na stół.

    Mebel zatrzeszczał pod jego ciężarem. Z jakiegoś powodu ruch wywołał zakłócenie równowagi. Wewnętrzne żyroskopy wskazały wychylenie, które nie powinno pozwolić na utrzymanie pionu.
    A jednak blok stali z tarczą i burzą w dłoni utrzymał się na nogach.
    Poszycie pancerza zmieniło wygląd. Dla postronnego obserwatora czerwień ustąpiła srebru, a matowa czerń zbroi nabrała metalicznego połysku.
    Oto powód, dla którego co najmniej kilku członków rodu Cannith chciało rozebrać Żelo na części. Zbrojnokute nie powinny przecież same się modyfikować.
    Goblinka uznała najwyraźniej, że dalsze przebywanie na jednym stole z Żelo nie leży w jej interesie. Prześlizgnęła się między szeroko rozstawionymi nogami zbrojnokutego, odbiła od krzesła i chwilę później zniknęła za balustradą.

    Tymczasem Syrrix uniosła się w powietrze i spróbowała narzucić wszystkim swoją wolę.
    Zastraszanie? Kontrola?
    Dla Żelo różnica nie miała większego znaczenia.

    Osłoniło się tarczą, a Gundrik i Borin zdali się jakoś przełamać dziwny efekt. Zbrojnokute było im wdzięczne. Wiedziało też, że nic nie powstrzyma już walki między nimi.

    Wskazało Syrrix. Błyskawice zatańczyły po prawej dłoni, po czym naelektryzowana pięść z hukiem uderzyła w tarczę.
    Wyzwanie nie wymagało słów.

    Syrrix zrozumiała.

    Odpowiedziała gestem, po czym nagle zaczęła zwiększać swoje rozmiary. Swoje i swojej broni.
    Ruszyła w stronę Varoka, ale nie spuszczała wzroku z Żelo. Wyzwanie zostało przyjęte. Po prostu kolejność celów była inna.

    Grom

    „Przekierowano ładunki baterii do układu ruchu.”

    Żelo ruszyło niczym taran.
    Stół pękł pod jego ciężarem. Kolejne stoliki odbijały się od tarczy. Gobliny rozpierzchły się przed szarżą, nie wszystkie dostatecznie szybko. Reilru i ochroniarz Syrrix również znaleźli się na drodze zbrojnokutego.
    Żelo ledwo utrzymało się na nogach. Wewnętrzne żyroskopy wskazywały wychylenie, które nie powinno pozwolić na zachowanie równowagi.
    A jednak stało.
    Kolejny strzał Gundrika zdjął Reilru, wcześniej trafioną przez Żelo.
    A potem były już tylko gromy.
    Ochroniarz. Syrrix. Cios za ciosem.

    Pole widzenia zapełnił czerwony ostrzegawczy kolor. Kolejne uderzenia odrywały fragmenty pancerza. I chociaż pięść wciąż siała błyskawice, po następnych ciosach Żelazny Obrońca Mk VII przeszedł już przede wszystkim do obrony. Systemy naprawcze z sykiem pary łatały płyty pancerza na barku tylko po to, by chwilę później odpadły z hukiem po kolejnym celnym ciosie ogromnej przeciwniczki.

    „Alestair.”

    Rejestrator na skraju pola widzenia wychwycił detektywa.
    Pierwsze trafienie.
    Drugie.
    Upadek za balustradę.

    "Trajektoria. Wysokość. Brak możliwości natychmiastowej pomocy."

    Ocena szans na przeżycie dawała wynik, którego Żelo nie chciało analizować ponownie.

    Nie miało jednak czasu tego robić.

    Syrrix nadal była przed nim. Ochroniarz nadal walczył, a pod stopami Żelo zbierała się tęczowożółta substancja o ostrym zapachu chemikaliów.

    Jego „krew”.

    W końcu Żelo padło na plecy z hukiem gromu.

    „Przerwać nagrywanie?”

    Ostatkiem sprawności i wyuczonym ruchem uniosło tarczę. Gdy miecz olbrzymki w nią uderzył, rezonans sprawił, że zadrżała podłoga.

    – Tym razem przeżyłeś – usłyszało.

    Obraz przeciwniczki się rozmył.

    Syrrix zniknęła.

    Żelo podniosło się i natychmiast otrzymało cios od ochroniarza. Płyta pancerza na ramieniu opadła, odsłaniając przewody hydrauliczne splątane wokół układu stalowych tłoków osadzonych na drewnianym rdzeniu.

    Ot, jakby ktoś zdarł z niego skórę, odsłaniając mięśnie, kości i naczynia krwionośne. Czy też ich odpowiedniki opatentowane przez Cannith.

    Pięść otoczona wyładowaniami ruszyła w stronę ochroniarza. Miała to być kończąca walka odpowiedź, ale uszkodzone układy oceny odległości miały inne zdanie. Pięść wielkości młota minęła cel prawie o stopę.

    I wtedy, kolejny już raz, Gundrik dokończył coś, co Żelo zaczęło.

    Ochroniarz padł.

    On padł.
    A Żelo stało.

    Nie minęła nawet minuta. Zapas sprawnych układów malał, część poszycia wisiała luźno, z pęknięć wyciekała „krew”, a kolejne systemy zgłaszały przeciążenie.

    Żelo wciąż jednak utrzymywało pion.

    Cisza

    Cisza przyszła niespodziewanie.

    Przez kilka kolejnych sekund Żelo nie składało tarczy. Czerwone punkty udające oczy przesuwały się po pobojowisku, po leżących przeciwnikach, po uciekających i po tych, którzy stracili ochotę do dalszej walki.

    Po pustym miejscu, w którym przed chwilą stała Syrrix.
    Borin i Gundrik również jej szukali.

    Nic.

    Dopiero gdy stało się jasne, że przeciwniczka opuściła pole walki, Żelo pozwoliło systemom przejść z trybu bojowego.
    Wraz z ciszą przyszło coś znacznie mniej użytecznego niż ból.
    Brak działania, które mogłoby zmienić to, co już się wydarzyło.

    „Alestair.”

    Pomysły dotyczące kolejnych kroków zaczęły układać się same.
    Trzeba było ustalić, co się z nim stało. Trzeba było dostać się do jego biura. Trzeba było dokonać niezbędnych napraw. Problemy można było rozwiązywać. Wystarczyło znaleźć następny krok.

    Tarcza zwinęła się do lewego przedramienia. Błyskawice zgasły.

    Rozgrywka

  • [V5] Przysługa
    M MiRaaz

    Rekrutacja trwa podobno do 15 sierpnia.

    Archiwum

  • [V5] Przysługa
    M MiRaaz

    Potwierdzam: to najprostsza z dotychczasowych edycji wampira.

    Jeśli chcesz pomocy, to też chętnie pomogę z mechaniką.

    Archiwum

  • [V5] Przysługa
    M MiRaaz

    Za kilka dni zaczynam wakacje i wrócę na krótko przed końcem rekrutacji, więc chciałem ruszyć ile się da teraz. Ale spoko. Postać się zarysowała.

    Archiwum

  • [V5] Przysługa
    M MiRaaz

    No ale warto omówić rodzaj koterii

    Archiwum

  • [V5] Przysługa
    M MiRaaz

    Ok. Ja będę pracować nad Banu Haquim. Czy już przesądzone, że postaci będą Anarchistami?

    Archiwum

  • [V5] Przysługa
    M MiRaaz

    Ok. Brzmi to logicznie. Jest to pewna wizja świata, która zakłada, że wszystkie klany prowadzą wspólną politykę klanową.

    Rozwinę pytanie: Czy Oblivion (dyscyplina wprowadzona razem z Hecata) jest dostępna dla Catiff?

    Archiwum

  • [V5] Przysługa
    M MiRaaz

    Dwie kwestie:

    1: Dlaczego Hecata nie?
    2: Wczoraj znalazłem coś takiego,
    https://progeny.odin-matthias.de/

    Prosty planer do budowy postaci. Uwzględnia nawet podręczniki, których ja nie mam 😄

    Archiwum

  • [V5] Przysługa
    M MiRaaz

    Zacna ekipa się zebrała. Może też sklecę jakąś postać. Chociaż tak dawno nie grałem, że ilość potencjalnych koncepcji się u mnie rozpycha.

    Archiwum
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa