Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
M

MiRaaz

@MiRaaz
Informacje
Posty
29
Tematy
0
Udostępnień
0
Grupy
0
Obserwujący
0
Obserwowani
0

Posty

Ostatnie Najlepsze Kontrowersyjne

  • Sharn - Mrocznymi Scieżkami
    M MiRaaz

    Blondwłosy elf w eleganckim stroju stał z tubą rysunków wciśniętą pod pachę i jedwabną chusteczką przyciśniętą do nosa. Wyglądał tak, jakby sama okolica dopuściła się wobec niego osobistej zniewagi.
    — Postaram się mówić powoli — powiedział, rzeczywiście niemal sylabizując do rudowłosego półorka. — Gdzie jest główny inżynier?
    Półork podrapał się po głowie z miną kogoś, kto rozumie każde słowo osobno, ale odmawia współpracy przy układaniu ich w sensowną całość. Impas trwał już od kilku minut.
    — Pan Vii — dodał elf.
    — Wii? — powtórzył półork, marszcząc czoło.
    — Tak mam w dokumentach.
    Elf na moment zapomniał się i odsunął chusteczkę od nosa. Przez jego twarz przemknął grymas obrzydzenia. Szybko znów osłonił twarz, po czym sięgnął za pazuchę koronkowo wykończonej marynarki i wyjął kilka kartek.
    — Wedle informacji przekazanej przez Radę Dzielnicy Tryby budowę nadzoruje niejaki pan Że-lo Vii.
    — Ach, Żelo. — Półork klasnął w dłonie. Najwyraźniej, podobnie jak jego rozmówca, odniósł wrażenie, że rozmawia z przygłupem. — Żelo to żaden pan. Jak mu tak wypalisz, to ci jebnie.
    Ktoś z tyłu znacząco odkaszlnął.
    Półork klepnął się w czoło.
    — Dzie moje maniery. Panu jebnie.
    Elf spojrzał skołowany na grupę robotników, wśród których półork pełnił najwyraźniej funkcję przywódcy, rzecznika i lokalnego autorytetu od gróźb.
    — Jestem tu z polecenia Rady Dzielnicy i Gildii Architektów — oznajmił, próbując odzyskać godność, którą okolica systematycznie obdzierała z jedwabiu. — Chodzi o waszą inwestycję. Tę kolejkę niebłyskawicową. Te… tory.
    Półork patrzył na niego z uwagą.
    — Gildia Architektów nie zatwierdziła tej samowoli budowlanej — wypalił elf. — Ona może być niebezpieczna. Jestem tu, żeby sprawdzić obliczenia, projekty i rysunki. Mam też przesłuchać pana Vii.
    — Gildia Architektów nie zatwierdziła też tamtego sracza. — Półork wskazał niewielką budkę zbitą z desek, z której korzystali robotnicy z pobliskiej huty. — Zechce pan sprawdzić, czy szerokość odpływu jest zadowalająca?
    — Eee… — Elf wydał z siebie dźwięk zawieszony gdzieś między zaskoczeniem a rezygnacją.
    — Nalegam.
    Półork zbliżył się o krok. Elf cofnął się odruchowo, lecz niezbyt daleko, bo pozostali robotnicy zdążyli już utworzyć wokół niego krąg.
    — Pan napisze w protokole, że pan Żelo był dziś niedostępny — powiedział półork. — Wpadnie pan za kwartał. Umówimy spotkanie.
    — Ale…
    Elf spróbował zaprotestować, lecz półork wskazał znacząco pobliską latrynę. Gest ten dość szybko ugasił zapał młodego inspektora z Gildii Architektów.
    Kiedy blond elf oddalił się szybkim, sztywnym krokiem, półork odprowadził go wzrokiem, a potem odwrócił się do towarzyszy.
    — Dobra. Kto widział Żelo?
    — Rano montowało tory na kładce da Varr — odezwał się niski mężczyzna z twarzą umazaną sadzą.
    — I czemu mu nie pomogliście?
    — Kładka się zerwała.
    Półork otworzył szeroko oczy.


    Najpierw rozległa się wesoła muzyka. Chwilę później dołączył do niej głos barda śpiewającego skoczną, wyjątkowo głupią piosenkę o księżniczkach, wieżyczkach, zaklęciach i decyzjach życiowych, które powinny zostać objęte nadzorem medycznym.
    Melodia była przyjemna, rytm prosty, tekst pozbawiony większych ambicji. Całość wypełniała głowę Żelo z natrętną pogodą jarmarcznej kapeli.
    — Osiągnięto osiemdziesiąt dziewięć procent integracji. Procedura naprawcza kontynuowana — oznajmił zimny, metaliczny głos, na moment zagłuszając muzykę.
    Bard wrócił po chwili z refrenem, w którym świat dzielił się na kwiaty, półświatki i rzeczy niewarte dłuższej uwagi.
    Żelo uruchomiło sensory wizualne.
    Leżało na dachu jakiegoś zabudowania. Wokół panowała ciemność. Gdzieś wysoko, ponad poszarpaną linią murów i kominów, migotała czerwonawa poświata wiecznych latarni.
    — Wycisz muzykę. Co się stało?
    — Wygaszenie funkcji ruchowych na skutek rozległych uszkodzeń.
    Wielkie metalowe ciało podniosło się ze zgrzytem. Obok leżały kawałki mostu, belki, kamień i powyginane szyny. Żelo potrzebowało kilku sekund, żeby odtworzyć ciąg zdarzeń. Kładka. Tor. Pęknięcie. Spadanie.
    — Zakończono proces naprawy — zakomunikował głos.
    Osłona na udzie maszyny odsunęła się z sykiem i wypluła dwa puste pojemniki, z których unosiła się para.
    — Konieczność uzupełnienia systemów naprawczych.
    Osłona zamknęła się.
    — Przypominam o dzisiejszym spotkaniu.
    — Ile leżałom?
    — Kilka godzin. Prawdopodobnie około czterech.
    — Dziękuję. Starczy odpoczynku. Puść muzykę od początku.


    Grupa robotników zebrała się z latarniami wokół osuwiska. Fragment torowiska wraz z mostem faktycznie runął w dół, zostawiając po sobie wyrwę, z której bił chłód i zapach mokrego kamienia.
    — I nikt z was nie wpadł na pomysł, żeby po niego iść? — zapytał półork.
    Był najwyraźniej nie tylko najbardziej rozgarnięty w grupie, lecz także najwyżej postawiony. Nieszczęścia budowlane miały tę zaletę, że szybko ujawniały hierarchię.
    — Tak hukło, że nie mógł przeżyć — powiedział jeden z robotników. — Połamał się na pewno.
    — Przecież on nie ma kości. W zasadzie nie wiem, co on tam ma, ale za wiele słyszałem, żeby uwierzyć, że upadek kilka pięter w dół go zabije. Podobno kiedyś tak go poturbowali, że został z niego sam kadłubek, a i tak przeżył. I to podobno dopiero po tamtym wszystkim słuch po nim zaginął.
    — No ale z takiej wysokości? — Wytatuowany na twarzy człowiek poświecił latarnią w otchłań, jakby chciał nadać swoim słowom odpowiednią głębię.
    — Trzeba odbudować kładkę — rozległ się niski głos.
    Dobiegał z ciemności. Brzmiał, jakby ktoś mówił z głębi zbroi, a każde słowo ocierało się po drodze o stal.
    — Żelo! — Półork odwrócił się i uśmiechnął szczerze. — Jak dobrze cię widzieć.
    Ruszył w stronę potężnego konstrukta. Pozostali robotnicy nagle zaczęli wyglądać, jakby próbowali zmniejszyć się o kilka rozmiarów.
    — Przed dalszą pracą weźcie uprzęże do pracy na wysokości — powiedziało Żelo. — W nowej kładce dodajcie więcej zbrojenia. Szacuję, że odbudowa opóźni prace o kilkanaście dni. Nikt nie będzie zadowolony. Rif, przejmiesz moje obowiązki. Muszę udać się na spotkanie.
    Półork zatrzymał się w pół kroku.
    — Spotkanie z Gildią Architektów?
    — Nie. Skąd ten pomysł?
    — Był tu dzisiaj jakiś elf. Gadał coś o samowoli budowlanej.
    — Pogoniłeś go, Rif?
    — Tak.
    — I tak trzymać. Dziękuję. Mam nadzieję wrócić przed wieczorem.
    Żelo ruszyło dalej.
    — Jeszcze jedno — powiedział Rif.
    Konstrukt zatrzymał się.
    — Masz na nazwisko Wii?
    — Vii — odpowiedziało echo z wnętrza stalowej konstrukcji. — Siódmy. VII.
    Rif uniósł brwi.
    — Jesteś szlachcicem?
    — Nie. Jestem siódmą wersją. A coś trzeba było wpisać w rubryce „nazwisko”. Bez nazwiska traktowano mnie jak rzecz.
    — Aaa — powiedział Rif.
    Odpowiedź wyraźnie nie rozjaśniła mu wiele.


    Żelo rzadko opuszczało Niską Durę. Deszczu nie doświadczyło od miesięcy. Teraz szło powoli, choć wiedziało, że już się spóźniło. Mżawka zmieniała pył osiadły na pancerzu w ciemne smugi. Nie zdążyło wrócić, żeby się oczyścić, ale nie zakładało też kilku godzin leżenia na gruzach oberwanej kładki. W planie dnia brakowało punktu „upadek z wysokości”. To niedopatrzenie należało kiedyś naprawić.
    Czuło na sobie spojrzenia nielicznych przechodniów. W Shran żyły tysiące takich jak Żelo: wojną wykutych maszyn bojowych, którym po wszystkim kazano nauczyć się codzienności. Niby wojna dawno się skończyła. Niby mogły prowadzić własne życie, bez rozkazów i przemocy. Ale każdy znał kogoś, kto znał kogoś, kto podobno widział konstrukta mordującego ludzi na ulicy z zimną krwią.
    Żelo nigdy nie poznało żadnego takiego konstrukta.
    Gdybym było zlepkiem mięsa i posoki, pewnie też bałobym się niestworzonych historii, pomyślało. Ludzie są krusi. Krasnoludy, elfy, nawet półorki są kruche. Pył na wietrze historii, tylko głośniejszy i bardziej przekonany o własnym znaczeniu.
    Większość konstruktów w Shran próbowała upodobnić się do ludzi. Nosiły płaszcze, kapelusze, rękawice. Ukrywały sztuczne twarze pod kapturami. Żelo nie widziało w tym sensu. Było dumne z tego, czym jest. Poza tym miało siedem stóp wzrostu i ważyło siedemset pięćdziesiąt funtów. Takie parametry ograniczały zarówno dobór ubrań, jak i możliwości dyskretnego wmieszania się w tłum.
    Sam tłum zresztą rozstępował się przed nim bez zachęty.
    Żelo oglądało okolicę. Wiedziało, gdzie patrzeć. Szybko zauważało runy utrzymujące zaklęcia w ścianach budynków. Czasem było ich zbyt dużo, nakładanych chaotycznie jedna na drugą, aż kamień drżał od nadmiaru cudzych poprawek. Innym razem budynek przechylał się, bo arkaniczny znak został uszkodzony i nikt nie uznał tego za pilne, dopóki dach nie postanowił poznać chodnika.
    Sharan było miastem prowizorki. Wszyscy to wiedzieli. Nieliczni tylko potrafili policzyć, kiedy prowizorka zmieni się w katastrofę.
    Gdy Żelo dotarło do karczmy „Król Ognia”, mżawka zmyła już prawie cały pył z jego pancerza. Pchnęło drzwi i weszło do środka.
    Wewnątrz panował zgiełk typowy dla takich lokali: rozmowy, śmiech, brzęk naczyń, trzask drewna w palenisku i zapach piwa rozlanego dawniej niż większość obecnych chciałaby przyznać.
    — Nie ma muzyki — mruknęło Żelo.
    — Dopasowuję utwór z dotychczasowych nagrań — odpowiedział głos w jego głowie.
    Po chwili wewnętrzną ciszę wypełnił śpiew elfki i jej kapeli: taneczny, pewny siebie, natrętnie błyszczący. Piosenka była o wejściu do sali tak efektownym, że wszystkie spojrzenia musiały się poddać.
    Goście karczmy zaczęli się rozstępować.
    W głowie Żelo bęben wybijał rytm. Elfka przeciągnęła refren z satysfakcją osoby, która nigdy nie musiała przejmować się nośnością podłogi.
    Żelo zatrzymało się kilka kroków od wejścia.
    Jedynym ubraniem, jakie miało na sobie, był szeroki pas okalający biodra. Wbrew temu, czego można było spodziewać się po maszynie stworzonej do zabijania, przy pasie nie wisiała żadna broń. Był za to sporej wielkości klucz nastawny, który amator mógłby pomylić z bronią obuchową. Profesjonalista dostrzegłby raczej jego nieporęczność. Profesjonalista, rzecz jasna, musiałby najpierw przestać się bać.
    Ciało Żelo trudno było odróżnić od zbroi. Stanowiły jedną całość: czarną, mokrą od deszczu, przeciętą czerwonymi elementami malowania. Czerwień miała kiedyś nadawać pancerzowi groźniejszy wygląd. Projektant zapewne był zadowolony z siebie przez kilka ostatnich sekund przed pierwszą bitwą.
    Na napierśniku widniał wyraźnie wytarty napis. Dało się odczytać tylko kilka liter.
    Żel...
    O...
    Dopełnieniem całości była twarz, a raczej jej brak. Bardziej hełm niż oblicze. Bez ust, bez nosa, bez mimiki. Tylko trzy czerwone punkty, które sprawiały wrażenie oczu. Teraz powoli lustrowały pomieszczenie, podczas gdy pomieszczenie równie dokładnie lustrowało Żelo.
    Wewnętrzny refren trwał dalej, wyjątkowo dobrze dopasowany do sytuacji.
    Żelo dostrzegło w końcu stół na podwyższeniu. Duży, solidny, okolony dymem i grupą osób, które z pewnością uważały, że okolony dymem stół dodaje im powagi.
    Osobnicy różnych biologicznych konfiguracji wydzielają toksyczny dym w zamkniętej przestrzeni, jednocześnie próbując sprawiać wrażenie, że kontrolują sytuację. Ludzie są fascynująco nieefektywni.
    Podeszło do stołu i skinęło głową na powitanie.
    Żadne z krzeseł nie wyglądało tak, jakby było gotowe na jego przybycie. Żelo oceniło ich konstrukcję, nośność i przewidywany czas istnienia pod jego ciężarem. Wynik nie uzasadniał eksperymentu. Zdecydowało się stanąć obok drugiego obecnego konstrukta.
    Cieszyło się, że nie jest ostatnie.
    Przy stole nadal pozostawało wiele wolnych miejsc.

    Jeden z mężczyzn przy stole ukłonił się lekko i przedstawił, a potem zapytał giganta ze stali:
    — Jesteś rzeczą, czy osobą?
    — Jestem osobą. Moje imię to Żelo. A ty jesteś rzeczą czy osobą?
    Po tonie konstrukta trudno było poznać czy stara się odwzajemnić uszczypliwość, czy też jest szczerze zainteresowany.
    — Z perspektywy wieków jestem rzeczą, z introspekcji uważam się za osobę. Bekhesh. Miło poznać.

    Rozgrywka

  • Daggerheart: Serce Wieczności - komentarze
    M MiRaaz

    Tak, nie będę się wyrywać.
    Rozłożyło mnie przeziębienie... potrzebuje ze 3-4 dni, więc anie czekajcie na post Khari

    Komentarze

  • Daggerheart: Serce Wieczności - komentarze
    M MiRaaz

    Dla mnie super.
    z 2 hope skaczę na 3 hope, co pozwoli mi użyć moją klasową umiejkę.

    Co zaś do treści utworu... wydaje mi się, że niebieskoskóra olbrzmyka jeśli się zaczerwieni, to będzie fioletowa... tak by wychodziło z tego co wiem o mieszaniu kolorów.

    Komentarze

  • Daggerheart: Serce Wieczności - komentarze
    M MiRaaz

    Ja nie dowierzam, że mają dość mięsa…

    Komentarze

  • Daggerheart: Serce Wieczności - komentarze
    M MiRaaz

    Grzebień bojowy? Naprawdę? Nawet nie umiem opisać uczuć Khari na ten widok…

    Btw: Khari zamówi kaszę, kotlety z kaszy i kaszę w sosie. Z kaszą. Trzy porcje.

    Komentarze

  • Daggerheart: Serce Wieczności - komentarze
    M MiRaaz

    Jak słodko.
    No jakby nie bylo Khari jeszcze z niczego nie zasłynęła. W zasadzie jest młoda i odkąd mogła coś robić... to stała na warcie przy mostach linowych. Aż w końcu ją wysłali, żeby zdobyła chwałę... no to tego ten... no... jest w trakcie 😄

    Komentarze

  • Sharn - Mrocznymi Scieżkami
    M MiRaaz

    Dzień dobry wszystkim. Czuję się mocno spóźniony na te naukowe dysputy. Muszę przyznać, że Sfery przygniotły mnie mnogością wyboru i tworzenie postaci zajęło mi naprawdę dużo czasu. I nie... nie palę. Poza tym również nie jem i nie śpię. Nie mówię gdy nie muszę mówić. A na tle waszych elegantów to wyglądam jak wielki metalowy kloc.
    Żelo Vii (sylwetka).jpg

    Praktycznie nie wychylam się poza Tryby i Niską Durę. Kiedyś pracowałem w lokalnej Straży. W Wielkiej Wojnie walczyłem po stronie Cyre.

    Magia? Tak... I cast fist.

    Komentarze

  • Daggerheart: Serce Wieczności - komentarze
    M MiRaaz

    Już jest odpowiedź. Zakładam, że Baron nie będzie wszczynać bójki, bo to w niczyim interesie, ale Khari jest gotowa.

    Przepraszam Was za obsuwę. Czy wiecie może jak ustawić powiadomienia na maila z obserwowanych tematów?

    EDIT: O w komentarzach też jest avatar z sesji. Fajne.

    Komentarze

  • Daggerheart: Serce Wieczności
    M MiRaaz

    Khari przecisnęła się do stolika. Krzesła były proste i zapewne wygodne. Dla kogoś rozmiaru jej towarzyszy. Odsunęła swoje, uklękłą i opadła siadając na piętach. Następnie ułożyła swój dwuręczny topór pod stolikiem. Nie spodziewała sie tu walki, ale gdyby faktycznie przyszło się z kimś mierzyć, to najpewniej sięgając po topór wywróci stolik wraz z zawartością. Ale… kto chciałby się bić w karczmie?

    • To ja poproszę zupę koperkową i chłodnik z buraczków. Maszli coś więcej do jedzenia, czy w tym przybytku się jeno pije? A jak się pije, to znajdzie się gdzie beczułka piwa? Niewielka, dziesięcio galonowa? - mówiąc to ręce ułożyła jakby chcąc pokazać o jaką wielkość jej chodzi. I choć odległość pomiędzy dłońmi olbrzymki nie wydawała się duża, to beczka tej wielkości mogłaby zapewnić sporą ucztę dla całej drużyny.

    Inna sprawa, że wino nie było jej mocną stroną. Choćby dlatego, że większość tych z którymi się spotkała podawano w kieliszkach wielkości naparstków i trudno było wyłapać jego smak.

    Historia o domowym smoku była zacna. Do tego dnia nie wiedziała, że są domowe smoki. Na moment się rozmarzyła.

    • Chciałabym smoka - wymsknęło się jej, podczas gdy wzrok powędrował na drużynę łowców przygód. - Czy oni nie powinni przyjść oddać wam czci wasza przewielebność? - zapytała ściszonym gosem Barona.
    • Mam iść im powiedzieć, że nie umieją się zachować? Ten z krótkim mieczem wygląda jakby coś sobą reprezentował, ale nie sądzę, żeby reszta choćby wiedziała którą stroną trzyma się włócznie. Jedno słowo wasza świątobliwość…

    Gdy na stole pojawiały się zupy dotarło do niej, że najpewniej stół jednak wywinie fikołka gdy będzie musiała pochwycić topór. Miała tylko nadzieję, że gdy zacznie nim machać, to nie zetnie kolumn trzymających sufit. Wprawdzie wyglądały solidnie… niczym miejska brama.

    Rozgrywka

  • Daggerheart: Serce Wieczności - komentarze
    M MiRaaz

    Rany, ale zaspałem. Przepraszam Was. Ostatnio byłem dość zabiegany w życiu i mi kompletnie uciekła sesja. Do najbliższego czwartku wszystko nadrobię.

    Komentarze

  • Sharn: Mrocznymi Ścieżkami
    M MiRaaz

    Powinniśmy się spodziewać bardzo taktycznej walki, która nie wybacza błędów?

    Archiwum pathfinder spheres of power eberron

  • Daggerheart: Serce Wieczności
    M MiRaaz

    Słońce przyjemnie grzało niebieską skórę Khari, gdy cała grupa zatrzymała się przed szeroką, ale wyraźnie za niską furtką służącą za bramę Elmore. Olbrzymka stała z tyłu, górując nad resztą drużyny niczym żywy bastion z górskich szczytów. Jej ogromny topór spoczywał na prawym ramieniu, a lewa dłoń odruchowo bawiła się delikatną bransoletką z wikliny od Rechotka.

    Baron Hircus van Tryk właśnie skończył swój pompatyczny monolog o omszałym zamku w oddali, beknął głośno po koziemu i mrugnął porozumiewawczo do dzieci, udając wielkiego pana. Eris Moonbeam, z delikatnym uśmiechem, wyczarowała małą, kolorową wróżkę ze światła, która fruwała wokół dzieci, wywołując zachwycone piski. Khari patrzyła na to wszystko z szerokim, szczerym uśmiechem – lubiła, gdy jej towarzysze potrafili rozluźnić atmosferę.
    Gdy strażnik burknął obcesowo:
    — O kolejne łazęgi! A co was wprowadza do naszego miasta, hę? I kim wy w ogóle jesteście? —
    Eris odpowiedziała spokojnie, choć z lekkim urazem w głosie, podkreślając, że są poszukiwaczami przygód gotowymi pomóc osadzie. Baron zaś przybrał wyniosłą, pogardliwą minę, zostawiając gadanie Rechotkowi.
    Khari wyprostowała się jeszcze bardziej, czekając na swoją kolej. Gdy Rechotek zaczął pompatycznie przedstawiać drużynę, olbrzymka chrząknęła głośno i dodała swoim głębokim, tubalnym głosem:
    — Khari Nix ze Szczytów Wichrów. Przyszłam, bo słyszałam, że macie tu problem z potworami z Żarłocznych Pieczar. Jeśli trzeba będzie coś ubić… to ja się nadaję.

    Khari ruszyła pierwsza przez bramę, jak przystało na strażniczkę. Pochyliła głowę i spróbowała przejść przez bramę… ale jej potężne ramiona i topór natychmiast zahaczyły o framugę. Rozległ się głośny trzask drewna i metalu ocierającego się o kamień. Olbrzymka zatrzymała się w pół kroku, lekko zgięta wpół, z toporem uwięzionym między belkami.
    — …te ludzkie drzwi są zawsze za małe — mruknęła pod nosem, wyraźnie zirytowana.
    Spróbowała się cofnąć, ale tylko pogorszyła sprawę – framuga zatrzeszczała groźnie. Khari sapnęła, naparła ramieniem i… z głośnym trzaskiem wyrwała kawał drewnianej belki razem z fragmentem futryny. Deski posypały się na ziemię, a w bramie pojawiła się teraz spora dziura, przez którą olbrzymka mogła wreszcie przejść prosto, bez schylania.
    Stała przez chwilę z kawałkiem framugi wciąż zahaczonym o topór, patrząc na zniszczenie z mieszaniną zaskoczenia i lekkiego zawstydzenia. Szybko jednak uniosła brodę i oznajmiła z typową dla siebie szczerością:
    — No… teraz będzie łatwiej wchodzić i wychodzić. Zwłaszcza jak wrócimy z Pieczar z głową bestii. — Spojrzała w dół na strażnika, który gapił się na nią z otwartymi ustami. *— Nie martw się, Wasza Ekscelencjo —*zwróciła się do Barona z pełnym szacunkiem — naprawię to później. Albo… przyniosę nową belkę z lasu. Dużą.

    Poprawiła opaskę na oku i machnęła ręką, jakby nic się nie stało, choć na jej twarzy pojawił się lekki rumieniec wstydu. W duchu pomyślała tylko: „Nie zawiodę ich. Nie tak jak Eldry… i nie tak jak te świnie.”

    Khari ruszyła dalej ulicą Elmore, ostrożnie stawiając kroki, żeby nie rozdeptać żadnej kury ani dziecka, wciąż z kawałkiem framugi dyndającym na toporze jak trofeum.

    Rozgrywka

  • Daggerheart: serce wieczności - postaci
    M MiRaaz

    @Kaworu może być. Ona lubi bezinteresownie pomagać.

    Dostałeś na Priv tajemnicę?

    Materiały

  • Sharn: Mrocznymi Ścieżkami
    M MiRaaz

    Ja głównie na YT oglądam. Jest sporo filmików o Shran, o jego geografii, o frakcjach… ba, ostatnio nawet o pogodzie słuchałem. Długie zimy na dostępnych szlachcie szczytach, vs cały rok +30 w Cogs, od ognia setek kuźni…

    Bardzo podoba mi się klimat. Szlifuje tego Warforged mojego. Trochę mnie przytłoczyły możliwości sfery Tinker i stąd ten mało wybredny żart z AdMechami. Wiem, że będę na stałe mieszkać w Cogs (w sumie oglądam anglojęzyczne materiały i do dzisiaj nie pomyślałem, że to po prostu Tryby).

    Wiem też, że będę walczył w pierwszej linii. Tylko jeszcze do końca nie wiem jak.

    Archiwum pathfinder spheres of power eberron

  • Sharn: Mrocznymi Ścieżkami
    M MiRaaz

    Jak dobrze, że ta rekrutacja trwa tak długo.

    EDIT:

    Po całym dniu czytania o ulepszeniach ciała ze sfery Tinkering mam już pajęcze nogi, zestaw dodatkowych rąk do broni dystansowej i walący piorunami topór...

    text alternatywny i chyba jestem w nie tej grze...

    Archiwum pathfinder spheres of power eberron

  • Daggerheart: Serce Wieczności - komentarze
    M MiRaaz

    Ja pytania brałem z tego poderka dostępnego za free. W każdym razie, niezależnie od źrodła pytań uważam, że to świetny sposób budowania relacji między bohaterami

    Komentarze

  • Daggerheart: serce wieczności - postaci
    M MiRaaz

    Khari Nix - Obrończyni ze Szczytów Wichrów. Jednooka olbrzymka.

    grok-image-c620d8ab-cd3e-4d7f-a209-11eac1dff683.png

    Khari Nix
    urodziła się w osadzie Szczyt Wichrów, jednej z wielu społeczności wcinających się w pionowe ściany górskiej grani. Te klifowe fortece, wyrzeźbione w skale i wzmocnione mostami linowymi, są domem dla hardychn wspinaczy i wojowników, którzy przetrwają tam, gdzie inni zginęliby z głodu lub z zimna. Jako olbrzymka, Khari przyszła na świat ślepa – jak wszyscy jej pobratymcy. Przez pierwsze dekady życia polegała na słuchu, węchu i nieposkromionej sile, wspinając się po lodowych ścianach i polując na górskie kozy. Jej plemię ceniło ją za lojalność i siłę; szybko stała się strażniczką szlaków, chroniącą karawany z rudą i futrami przed bandytami i lawinami. Po stracie Eldry, wędrując u podnóża Gór Szmaragdowych, dotarła do osady Elmore – zwabiona plotkami o Żarłocznych Pieczarach i nagrodzie za uratowanie miasteczka przed potworami.

    Kogo zawiodła z własnej społeczności i dlaczego wciąż o niej myśli?

    Khari zawiodła Eldrę, swoją przybraną siostrę i najlepszą przyjaciółkę z dzieciństwa. Eldra była drobniejszą olbrzymką, słabszą fizycznie, ale genialną w rzeźbieniu run ochronnych w skale. Podczas wielkiej burzy śnieżnej, gdy lawina zmiatała most linowy łączący osadę z doliną, Khari miała stać na straży. Zmęczona po nocnej wartcie, zasnęła na chwilę – i lawina porwała Eldrę w przepaść. Eldra krzyczała, błagając o pomoc, ale Khari obudziła się za późno. Od tamtej pory Khari nosi fragment mostu linowego jako bransoletę na nadgarstku i wciąż śni o jej głosie. Myśli o niej codziennie, Ta strata uczyniła Khari jeszcze bardziej upartą w ochronie słabszych.

    Słabość, którą uważa za wadę i jak ją dotknęła:

    Khari jest młoda i porywcza. I niestety dość łatwo daje się podpuścić, żeby udowadniać swoje umiejętności. Od czasu opuszczenia Szczytów Wichrów kilka razy zderzyła się już z tym, że inni wykorzystują jej łatwowierność. Przed przybyciem do Elmor wypędzono ją z jednej osady, bo zabiła kilkadziesiąt świń. W czasie nocnej eskapady w karczmie człowiek, którego nazwiska nawet nie pamięta przy garncu piwa rzucił niby od niechcenia: "ale wieprza przez rzekę to nie przerzucisz..." Po klasycznym "potrzymaj mi piwo" Khari ruszyła stawiać czołu wyzwaniu. Przerzucony wieprz skręcił kark przy lądowaniu, ale wiele innych potopiło się w rzece...

    Khari została wypędzona z tamtej wioski za skazanie jej mieszkańców na klęskę głodu.

    Zadanie ochrony czegoś ważnego i dostarczenia w niebezpieczne miejsce

    Czymś ważnym okazało się Elmore. Osada, niedaleko tajemniczych podziemi pełnych potworów. Khari odpowiedziała na wezwanie Burmistrza. Po części z powodu tego, że znów dała się podpuścić (co to jakiegoś potwora nie ubijesz? Kto jak nie ty?) a po części, bo czuje, że wszyscy należy chronić słabszych.

    Teraz pytania do moich współgraczy:

    Jakie kłamstwo o sobie mi powiedziałeś/powiedziałaś, w które absolutnie wierzę?)

    Khari absolutnie wieży, że Baron Hircus van Tryk jest czystej krwi szlachcicem. Ba, nie do końca wie jak tu, poza górami wyglądają stosunki feudalne i polityczne, więc w jej mniemaniu Baron jest kimś rangi księcia. Kompletnie nie zna się na obyczajach, więc zdarza jej się zwracać do niego "Wasza świętobliwość", "Wasza miłość" "Wasza ekscelencjo". Poza tym, gdy Baron stoi, to ona nie usiądzie w jego obecności.

    Jaki mały dar mi dałeś/dałaś, który zauważasz, że zawsze noszę przy sobie?

    To pytanie do Rechotka. Jednocześnie odpowiadam na pytanie z rekrutacji: (ale jak coś @ketharian popraw mnie) Rechotek zauroczył Khari swoją odwagą przy niewielkim wzroście. Khari ma 8 stóp wzrostu (250cm). Jeśli Rechtek jest tak mały jak myślę, to konfrontacja z czymkolwiek musiała być dla niego wielkim aktem odwagi, a Khari docenia takie rzeczy.

    Jak uratowałam ci życie przy naszym pierwszym spotkaniu?
    To pytanie chciałbym skierować do @kaworu i jego czarownika/czarodzieja/zaklinacza... Magia to coś, czego Khari się nieco boi.

    Materiały

  • Sharn: Mrocznymi Ścieżkami
    M MiRaaz

    Myślałem, że tam zbanowane są klasy, które dodają sobie na stałe tymczasowe talenty.
    No nic… poszukam jeszcze, poczytam. W końcu coś wymyślę.

    Archiwum pathfinder spheres of power eberron

  • Sharn: Mrocznymi Ścieżkami
    M MiRaaz

    No właśnie chce całkowicie uniknąć Sphere of Power i iść w Sphere of Might. Chciałem mechanicznie oprzeć się na klasie Conscript i Specjalizacji w Tech. Do tego fluff z Crushing Juggernaut Martial Tradition.

    Historia robota, który zatracił sens istnienia po wojnie i żeby nadal funkcjonować zaczął się ulepszać. Raczej Frontliner, a wyrzutnia była fajna, bo nie musiałem nią celować (postać bazuje na sile).

    @jhnw pierwszą koncepcją był Armiger z archetypem antykwariusza, który miałby muszkiet ze sferą Destro (fire) i używał by go jak miotacza ognia. A drugiego jak shotguns (destro ( force)), ale koniec końców mnie chyba to przytłoczyło. I nie wpasowywało się z tym co miałem w głowie na temat samej postaci.

    Dlatego teraz chcę całość zrobić na Might. Zwłaszcza, że wszyscy inni którzy zgłosili chęć gry deklarują powinowactwo (mniejsze lub większe) do Power.

    Archiwum pathfinder spheres of power eberron

  • Sharn: Mrocznymi Ścieżkami
    M MiRaaz

    No dobra, pierwsza niejasność rozwiana. Techniki to nie Tech który mnie interesował.

    Czas zerknąć na Tinker i zobaczyć czy tam też jest wyrzutnia samonaprowadzanych rakiet (tak, w Tech jest takie cudo!)

    Archiwum pathfinder spheres of power eberron
  • Zaloguj się

  • Nie masz konta? Zarejestruj się

  • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by NodeBB Contributors
  • Pierwszy post
    Ostatni post
0
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa