-Przyznam że ten miesiąc miodowy przebiegał osobliwie jednak przyniósł miłe niespodzianki... - Ucałowała Eleril w policzek by podnieść ją na duchu, po czym się zaczerwieniła na wspomnienie “wpadki” z Grimm.
-Namiętność trochę nas zaślepiła tamtej nocy nie wiem czemu myślałyśmy że to przejdzie. Wybacz.
-Dość osobliwa kaplica jak na wioskę, ciekawe co mają w ofercie gnomy. Ich zabawki potrafią być ciekawe lub dość osobliwe albo jedno i drugie. - Skomentowała zasłyszane plotki przy okazji zastanawiając się czy jej małżonka będzie zainteresowana Varisiańską karawaną.
“Porywacz” okazał się dość wylewny i potwierdziło powiązanie z tym całym Zachariaszem oraz że ten nie był do końca zwykłym śmiertelnikiem. Urdefhany były na jego usługach i zapewne były dywersją gdy jego syn zajmował się Ogonowiczem.
-I po co Zachariaszowi to wszystko ? Te porwania i morderstwa ? - Spytała, zgadywała że Kocic mógł nie być tak wtajemniczony ale mógł dać im jakąś wskazówkę.
Karendis była wybitnie zdeterminowana by bronić cnoty Zirołan na co Elphira przewróciła oczami słysząc jej wywód.
-Raz kogoś się oślepi magią i nie zapomną ci do końca życia…
-No to się bardzo ucieszył z powrotu córki… czas na szybkie późne śniadanie ? - Spytała reszty widząc jak pozostali niezbyt przejęli się całym zamieszaniem i byli obecnie zajęci pakowaniem.
-Ty pójdziesz z nami i wszystko grzecznie wyjaśnisz o sobie i swoim bracie oraz całym tym spisku. Jak nie to może Zgryz cię przekona do gadania. - Podeszła do kotoczłeka próbując go podnieść aby zaprowadzić na “przesłuchanie”, po śniadaniu oczywiście.
-Ona tak na serio? Chyba to “porwanie” uraziło jej dumę w bardzo dziwny sposób. - Czarodziejka westchnęła ciężko widząc poczynania Zirołan.
-Ona jest z nami, proszę nie przejmować się jej gadaniem. - Podeszła do grupy licząc że nie wynikną z tego dodatkowe problemy, jej żołądek domagał się śniadania a to mogło się wkrótce przełożyć na jej zły nastrój.
-Ta, wizje dlaczego wykonano egzekucję i kim były ofiary. Sznur jest ważniejszy wciąż widzę duchową aurę z niego emanującą. - Odpowiedziała Ramiel i Grimm spoglądając się na narzędzie egzekucji, wyglądało na to że zniszczenie samej szubienicy nie wystarczyło i trzeba będzie coś z tym zrobić.
-Nie głuptasie, ma na myśli byśmy ją przypilnowały by nikt jej nie porwał w drodze powrotnej. - Powiedziała zarzucając ramie na bark Eleril i szepnęła jej do ucha.
-Chyba ci jeszcze mało po wczorajszej nocy, będziemy musiały na to coś zaradzić… po egzorcyzmach i śniadaniu znaczy się.
-Może niech ktoś pójdzie z Zirołan na wszelki wypadek a my w tym czasie zajmiemy się tym sznurem, bo nie uśmiecha mi się perspektywa noszenia ze sobą czegoś nawiedzone.
To mówiąc podniosła linę przygotowując się do jej spalenia i modlitwy za ofiary by odprawić nieszczęsne dusze na drugą stronę. W czasie tego rytuału przez chwilę miała wrażenie że nie idzie jej najlepiej lecz Grimm zainterweniowała poprawiając parę wersów. Zakładała że ich wysiłki przyniosły zamierzony skutek ponieważ widmowa aura delikatnie się rozproszyła i zanikła.
Walka rozstrzygnęła się szybciej niż zakładała jednak nim dane jej było to skomentować została “uraczona” wizją ofiar które miały nieszczęście skończyć na tej szubienicy.
-Ugh… - Stęknęła kręcąc głową wyraźnie niezadowolona takimi rewelacjami z samego rana.
-Czy ktoś jeszcze coś poczuł lub widział czy tylko ja miałam takie “szczęście” ? - Spytała reszty zastanawiając się czy ktoś jeszcze tego doświadczył.
-To straszne co brak porządnego śniadania robi z ludźmi… - Rzuciła pod nosem próbując rozładować atmosferę gdy widziała dość przykry pokaz umiejętności ze strony dziewczyn. Trochę się zmartwiła gdy pętla niebezpiecznie zbliżyła się do szyi Eleril na szczęście nie sięgając celu.
Sama czarodziejka zdecydowała się dołożyć kolejną klątwę do przeklętej szubienicy i wyglądało na to że była bardzo skuteczna bo konstrukt zdawał się mniej mocarny. Zachęcona tym postanowiła sama przystąpić do ataku telekinezą, przez chwilę sama miała wrażenie że ma problem z celowaniem ale po chwili skupienia celnie posłała pocisk w stronę konstrukta.
Jealous Hex - Golem Will 11 Crit Fail - Enfeebled 2
Telekinetic Projectile: 1+16=17 Hero point - 16+16=32 Obrażenia: 16
-No ja raczej nie chcę mieć publiczności przy wyczynach łóżkowych i zgaduję że ty też. - Elphira odpowiedziała szeptem rozglądając się po sali.
-Z Ramiel wytrzymałyśmy bez tego przez większość drogi więc ty też dasz radę dzień lub dwa. Nadarzy się jeszcze okazja zapewne.
-Ta, trzeba będzie go chyba związać by sobie krzywdy nie zrobił jak nikt nie będzie go pilnować. - Stwierdziła niepocieszona Elphira patrząc na Kocica, strach było go zostawić samemu czy też puścić wolno.
-Tylko że my się poznałyśmy w dworku Hope a nie w czasie przygody nie było jakoś dramatycznie… co oni tam wypisywali o nas ? - Spróbowała sprostować sytuację bo wyraźnie Zirołan miała wypaczone wyobrażenie.
Podróż na szczęście przebiegła spokojnie i dzięki poświęconej jej uwadze dziewczyn była bardzo miła, następnym razem będą musiały usadzić Eleril po środku by poczuła się doceniona. W sumie to chyba powinna się przyzwyczajać że to może stać się normą w ich podróżach, na tę myśl mogła się tylko uśmiechnąć.
-I tak lepsze to niż stajnia lub spanie pod gołym niebem. - Stwierdziła gdy ujrzały dość skromną karczmę próbując doszukać się pozytywów.
Niestety wiele więcej się nie dowiedziały od Kocica ale to było do przewidzenia choć nie wiedziała jak zareagować na jego rozpacz nad własnymi porażkami.
-Całe plemiona ? Słyszałaś ? - Rzuciła z niedowierzaniem do małżonki w reakcji na to co usłyszał, szybko jednak przeniosła swoją uwagę na Zirołan.
-Oj weź no przecież nic się nie stało a w sumie można powiedzieć że sama się uratowałaś. W sumie to dlaczego tak ci zależy na tym całym porwaniu ?
Przygotowania do drogi
-Ależ oczywiście że możesz usiąść z nami, nie krępuj się. - Uśmiechnęła się do Eleril zachęcająco, może poranek i śniadanie nie były tak miłe jak by chciała ale przynajmniej podróż mogła przebiec bez komplikacji w dobrej atmosferze.