Tu się schowaliście, kościane dziady!
Dzięki Rewik za cynk.
TomaszK
Panel sesji wdrożony.Proszę zapoznać się z tym tematem.
Posty
-
Powitania, pożegnania i powroty -
'U bram raju' [DD5, Greyhawk] - epizod 2
Świat jest mały.
Tak przynajmniej twierdzili nauczyciele Ballo. Świat niemowlęcia to to, czego może dotknąć. Świat dziecka to obejście. Im robimy się starsi, tym świat jest dla nas większy. Nie chodzi tu bynajmniej o znajomość kartografii, ale o to, na czym naprawdę Ci zależy. Dla większości ludzi oznacza to ich, ich przyjaciół i rodzinę. Dla części tylko ich. Dla niewielu - coś więcej - plemię, kraj... Równie ważne jest to, na jaki obszar jesteś w stanie wpłynąć. Co człowiekowi po znajomości map, gdy wpływa tylko na najbliższych?
Świat Ballo był mały.
Czasem przebijały się cienie dalszego świata, jak choćby tajemnicze sny, czy goście, nad którymi miał pieczę. Czasem kurczył się do niego samego, gdy medytował lub ćwiczył. A czasem nawet do samego żołądka. To ostatnie głównie w trakcie corocznego postu, mającego zbliżyć sługi boże do głodujących na przednówku chłopów i biedoty.
Cały jego świat obecnie, to jego nowi podopieczni. Chciało by się rzec towarzysze, ale on traktował ich jak podopiecznych, jak grupę pielgrzymów, czy chorych których miał nie raz pod opieką. Trzeba będzie im matkować, łagodzić spory, chronić przed kłopotami i nimi samymi. Poznał imiona wszystkich i obecnie głównie obserwował i starał się wyczuć wibrację grupy.
Bagażu wiele nie miał. Torbę medyka z olejkami, ziołami, igłami i bandażami, przewieszony przez pierś worek z jedzeniem i garnkiem - głównie owsianą kaszą, ale był tam i spory słój smalcu, suszone mięso i owoce. A na ramieniu niósł Brzemię.
To ostatnie było... maczugą? Nie, po dłuższej obserwacji wyglądało jednak inaczej. Pokryta napisami żelazna kula na żelaznym trzonie zwieńczonym uchem. Serce dużego dzwonu, pewnikiem ważące z dwa centary. Może wyglądało trochę na broń, ale służyło do ćwiczeń i medytacji. I przypomnienia, że jego ścieżka nie jest lekka. -
U bram raju - komentarzeMelduję się! Turmalina czeka w zamrażarce, a na Ścieżce melduje się Mnich przez duże M.

-
'U bram raju' [DD5, Greyhawk] - epizod 2
Ballo czuł się zadziwiająco spokojnie i komfortowo w tych murach. Ich dostojeństwo przypominało mu klasztor, który - jak wiele innych majestatycznych miejsc - powstał w miejscu, gdzie wcześniej była suelska budowla. Mury też mówiły do niego... niezwyczajne, ale dla niego nie była to zwykła wyprawa, bardziej poszukiwanie własnego przeznaczenia. Oraz oczywiście misja chronienia. Ballo nie szarżował na pierwszą linię, trzymał się nieco z tyłu, by nie spuszczać oka z uczonych i czarodziejów. Był ich tarczą. W uszach zabrzmiał gong pękniętego dawno dzwonu i ciało przygotowało się do walki, mięsień po mięśniu, nerw po nerwie. Było gotowe znosić ciosy i ignorować ból. Magazynowało witalną siłę, gotowe uwolnić ją w krótkim, szybkim zrywie, gdyby czyjeś życie było zagrożone.
-
'U bram raju' [DD5, Greyhawk] - epizod 2
Komnata Ożywionych Zbroi
Dusze szeptały do Ballo. Nie słowami, raczej krótkimi jękami w których słabość zatarła znaczenie. Ale przekaz był jednoznaczny. Więźniowie Dawnych Suelów pragnęli odejść i nie mogli, poprzez pęta magii przykuwające je do tego świata i tej służby. - Nawet jeżeli byli to skazańcy, nawet jeżeli były to demony, nie godzi się zostawić ich uwięzionych. Skazańcy odpokutowali, a demony też mają swoją rolę w świecie i służą bytom mocniejszym od nas. Uwolnię ich.
Po czym stanął nad ostatnim ze spętanych linami konstruktów i uniósł swoje brzemię nad jego głowę, głowicą w dół a trzonem w górę. Nie jak oręż, raczej jak starzec chcący stuknąć dołem swej laski o podłogę. - Ciało niewolnika należy do jego Pana, ale jego duch musi być wolny. Zniszczę ten przedmiot-klatkę i wszystkie pozostałe. Zanim jednak to zrobię, przyjmę radę bieglejszych ode mnie w tajemnych sztukach.
Z mefitami taniec przy rurze
Ballo oczywiście był gotowy na wszystko co wyleci z rury i był ruchomą tarczą osłaniającą medyków. Widok skrzydlatych potworków przyjął z właściwym sobie spokojem. Gorące, ale nie będzie gorzej niż uderzanie dłońmi w gorący piasek. Zabijać ich nie zamierzał, co najwyżej otwartą dłonią ogłuszyć. Odłożył Brzemię na ziemię. - Dlaczego jesteście tak agresywne? - zapytał, ale głównie sam siebie, nie mówił w języku mefitów, a one chyba nawet nie usłyszały. Wiedziony intuicją (i ich chuderlawym wyglądem) dobył przekąski którą zawsze miał pod ręką i rzucił w kłębiące się mrowie skrzydlaków.