Ballo zauważył ciężko rannego Hazara. Jego głównym zadaniem była ochrona słabszych, ale Ci pod jego pieczą byli chwilowo bezpieczni. Natomiast ciężko ranny, to już inna kwestia...
"Zaraz wrócę, trzymajcie dystans" powiedział lakonicznie i z szybkością, o którą nikt by nie posądzał olbrzyma ruszył by stanąć między Otiakiem - lub jego macką - a rannym towarzyszem.
TomaszK
Posty
-
'U bram raju' [DD5, Greyhawk] - epizod 2 -
'U bram raju' [DD5, Greyhawk] - epizod 2Ballo skupił się na tym by odeskortować czarujących podopiecznych poza zasięg macek. Ich magia będzie potrzebna do zabicia tej bestii, tym bardziej nie chciał na nią szarżować by nie ściągnąć jej na najwrażliwszych członków drużyny. Nagle go olśniło, wspomnienie dało rozwiązanie, które może pomóc.
- To Otiak Pożeracz Dzieci! On nie widzi, idzie na słuch. Wszyscy hałasować ile wlezie, tak głośno jak się da! Wyczarujcie dźwięki koło niego, walcie w tarcze, krzyczcie!
-
'U bram raju' [DD5, Greyhawk] - epizod 2Ballo zmarszczył brwi widząc tłuszczę. I wyobrażając sobie co może z tego wyniknąć. Połamane kości, cierpienie, śmierć nawet.
- Za mnie - rzucił szybko do czarodziejów, uczonych i reszty niebojowych, acz przydatnych osób. Odlożył na bok Brzemię i uderzył pięścią o posadzkę, gotując się by przejąć atak, o ile przyjdzie w ich stronę. Nie zamierzał nikogo zabijać, wystarczy że powstrzyma, przewróci, ostatecznie ogłuszy. W końcu to tylko zdesperowani ludzie.
-
'U bram raju' [DD5, Greyhawk] - epizod 2// - Dość - powiedział Ballo stukając o podłogę swoim Brzemieniem. - Przyjęliśmy rozejm z mefitami. Ma być uszanowany. Tak nakazują Bogowie.
Następnie mnich pomógł z opatrunkami i upewnił się, że w zamieszaniu nikt nie skręcił nogi czy nie poniósł innych obrażeń, które odczuje dopiero jak adrenalina opadnie.
W starożytnym lazarecie poczuł się jak w domu - znaczy klasztorze. Był on zbudowany częściowo na suelskich ruinach, i wiele sal zachowało swą funkcję. Mógłby się tu poruszać z zamkniętymi oczami, nawet gdyby wciąż stały łóżka i parawany. Mógłby tu leczyć, igłami kierować energią życiową, be eliminowała źródła zakażenia, lub przeciwnie - by je omijała, gdy infekcja byłaby za silna. Mógłby wzmacniać jedne czakry kosztem innych, by zakłócona równowaga znów odzyskała balans. Mógłby silnymi rękami nieść ulgę mięśniom, kościom i stawom.
Myśli powróciły jednak szybko do rzeczywistości, gdyż zadanie przed nim postawione nie pozwalało na długie rozmyślania. Trzeba chronić tych, którzy mają słabe ciała. By oni mogli chronić tych o słabych lub niemagicznych umysłach. Spojrzał na swoich podopiecznych i wiedział, że zadanie dopiero się rozpoczęło. -
'U bram raju' [DD5, Greyhawk] - epizod 2napisał w 'U bram raju' [DD5, Greyhawk] - epizod 2:
//- Możemy pokazać im drogę do nieba - powiedział dotąd milczący Ballo - to oszczędzi walki wszystkim. To nie jest naturalne miejsce dla ich rodzaju. A na zewnątrz tyle drobiazgu niewiele zaszkodzi, bo czymże są wobec nieboskłonu? Boję się jednak, że jeżeli jakiś mag ich przyzwał, to do czegoś przykuł ich niewidzialne łańcuchy. Inaczej już dawno udałoby im się wydostać. Może ich spytać? Albo jeszcze lepiej - zaproponować im wspólną przygodę. My wychodzimy na zewnątrz po misji. Mogą iść z nami jako zwiadowcy. Zapewniamy jedzenie... - jakby na podkreślenie tego mnich nadal rzucał co głodniejszym mefitom kąski. Zawsze był zdania, że wspólne jedzenie nawet wrogów umie zbliżyć do siebie.
-
'U bram raju' [DD5, Greyhawk] - epizod 2//- Możemy pokazać im drogę do nieba - powiedział dotąd milczący Ballo - to oszczędzi walki wszystkim. To nie jest naturalne miejsce dla ich rodzaju. A na zewnątrz tyle drobiazgu niewiele zaszkodzi, bo czymże są wobec nieboskłonu? Boję się jednak, że jeżeli jakiś mag ich przyzwał, to do czegoś przykuł ich niewidzialne łańcuchy. Inaczej już dawno udałoby im się wydostać. Może ich spytać? Albo jeszcze lepiej - zaproponować im wspólną przygodę. My wychodzimy na zewnątrz po misji. Mogą iść z nami jako zwiadowcy. Zapewniamy jedzenie... - jakby na podkreślenie tego mnich nadal rzucał co głodniejszym mefitom kąski. Zawsze był zdania, że wspólne jedzenie nawet wrogów umie zbliżyć do siebie.
-
'U bram raju' [DD5, Greyhawk] - epizod 2
- Cip cip cip! Taś taś taś! - Ballo rzucał mefitom różne jadło posiłkując się workiem - Chodźcie kochane, wyglądacie na głodne. Ludzie niesmaczne, spróbujcie tego. - Cały czas był w gotowości by zasłonić magów i uczonych, ale głównie skupiał się na angażowaniu mefitów w karmienie.
-
'U bram raju' [DD5, Greyhawk] - epizod 2
Komnata Ożywionych Zbroi
Dusze szeptały do Ballo. Nie słowami, raczej krótkimi jękami w których słabość zatarła znaczenie. Ale przekaz był jednoznaczny. Więźniowie Dawnych Suelów pragnęli odejść i nie mogli, poprzez pęta magii przykuwające je do tego świata i tej służby. - Nawet jeżeli byli to skazańcy, nawet jeżeli były to demony, nie godzi się zostawić ich uwięzionych. Skazańcy odpokutowali, a demony też mają swoją rolę w świecie i służą bytom mocniejszym od nas. Uwolnię ich.
Po czym stanął nad ostatnim ze spętanych linami konstruktów i uniósł swoje brzemię nad jego głowę, głowicą w dół a trzonem w górę. Nie jak oręż, raczej jak starzec chcący stuknąć dołem swej laski o podłogę. - Ciało niewolnika należy do jego Pana, ale jego duch musi być wolny. Zniszczę ten przedmiot-klatkę i wszystkie pozostałe. Zanim jednak to zrobię, przyjmę radę bieglejszych ode mnie w tajemnych sztukach.
Z mefitami taniec przy rurze
Ballo oczywiście był gotowy na wszystko co wyleci z rury i był ruchomą tarczą osłaniającą medyków. Widok skrzydlatych potworków przyjął z właściwym sobie spokojem. Gorące, ale nie będzie gorzej niż uderzanie dłońmi w gorący piasek. Zabijać ich nie zamierzał, co najwyżej otwartą dłonią ogłuszyć. Odłożył Brzemię na ziemię. - Dlaczego jesteście tak agresywne? - zapytał, ale głównie sam siebie, nie mówił w języku mefitów, a one chyba nawet nie usłyszały. Wiedziony intuicją (i ich chuderlawym wyglądem) dobył przekąski którą zawsze miał pod ręką i rzucił w kłębiące się mrowie skrzydlaków.
-
'U bram raju' [DD5, Greyhawk] - epizod 2
Ballo czuł się zadziwiająco spokojnie i komfortowo w tych murach. Ich dostojeństwo przypominało mu klasztor, który - jak wiele innych majestatycznych miejsc - powstał w miejscu, gdzie wcześniej była suelska budowla. Mury też mówiły do niego... niezwyczajne, ale dla niego nie była to zwykła wyprawa, bardziej poszukiwanie własnego przeznaczenia. Oraz oczywiście misja chronienia. Ballo nie szarżował na pierwszą linię, trzymał się nieco z tyłu, by nie spuszczać oka z uczonych i czarodziejów. Był ich tarczą. W uszach zabrzmiał gong pękniętego dawno dzwonu i ciało przygotowało się do walki, mięsień po mięśniu, nerw po nerwie. Było gotowe znosić ciosy i ignorować ból. Magazynowało witalną siłę, gotowe uwolnić ją w krótkim, szybkim zrywie, gdyby czyjeś życie było zagrożone.
-
'U bram raju' [DD5, Greyhawk] - epizod 2
Świat jest mały.
Tak przynajmniej twierdzili nauczyciele Ballo. Świat niemowlęcia to to, czego może dotknąć. Świat dziecka to obejście. Im robimy się starsi, tym świat jest dla nas większy. Nie chodzi tu bynajmniej o znajomość kartografii, ale o to, na czym naprawdę Ci zależy. Dla większości ludzi oznacza to ich, ich przyjaciół i rodzinę. Dla części tylko ich. Dla niewielu - coś więcej - plemię, kraj... Równie ważne jest to, na jaki obszar jesteś w stanie wpłynąć. Co człowiekowi po znajomości map, gdy wpływa tylko na najbliższych?
Świat Ballo był mały.
Czasem przebijały się cienie dalszego świata, jak choćby tajemnicze sny, czy goście, nad którymi miał pieczę. Czasem kurczył się do niego samego, gdy medytował lub ćwiczył. A czasem nawet do samego żołądka. To ostatnie głównie w trakcie corocznego postu, mającego zbliżyć sługi boże do głodujących na przednówku chłopów i biedoty.
Cały jego świat obecnie, to jego nowi podopieczni. Chciało by się rzec towarzysze, ale on traktował ich jak podopiecznych, jak grupę pielgrzymów, czy chorych których miał nie raz pod opieką. Trzeba będzie im matkować, łagodzić spory, chronić przed kłopotami i nimi samymi. Poznał imiona wszystkich i obecnie głównie obserwował i starał się wyczuć wibrację grupy.
Bagażu wiele nie miał. Torbę medyka z olejkami, ziołami, igłami i bandażami, przewieszony przez pierś worek z jedzeniem i garnkiem - głównie owsianą kaszą, ale był tam i spory słój smalcu, suszone mięso i owoce. A na ramieniu niósł Brzemię.
To ostatnie było... maczugą? Nie, po dłuższej obserwacji wyglądało jednak inaczej. Pokryta napisami żelazna kula na żelaznym trzonie zwieńczonym uchem. Serce dużego dzwonu, pewnikiem ważące z dwa centary. Może wyglądało trochę na broń, ale służyło do ćwiczeń i medytacji. I przypomnienia, że jego ścieżka nie jest lekka. -
U bram raju - komentarzeUżywamy Gdoca lub jakiegoś wspólnego czata tutaj? Byłoby praktyczne do uzgadniania działań.
-
U bram raju - komentarzeMelduję się! Turmalina czeka w zamrażarce, a na Ścieżce melduje się Mnich przez duże M.

-
U bram raju, epizod 2 - D&D5, GreyhawkNie, jestem TomaszJ z Lastinn. Tylko literkę na końcu zmieniłem.
-
U bram raju, epizod 2 - D&D5, GreyhawkChyba przedstawiłbym znowu światu Turmalinę Hammerstorm.
-
U bram raju, epizod 2 - D&D5, GreyhawkO, szkoda że się spóźniłem. Będę trzymał oko na sesję.
-
Powitania, pożegnania i powrotyTu się schowaliście, kościane dziady!
Dzięki Rewik za cynk.