// - Dość - powiedział Ballo stukając o podłogę swoim Brzemieniem. - Przyjęliśmy rozejm z mefitami. Ma być uszanowany. Tak nakazują Bogowie.
Następnie mnich pomógł z opatrunkami i upewnił się, że w zamieszaniu nikt nie skręcił nogi czy nie poniósł innych obrażeń, które odczuje dopiero jak adrenalina opadnie.
W starożytnym lazarecie poczuł się jak w domu - znaczy klasztorze. Był on zbudowany częściowo na suelskich ruinach, i wiele sal zachowało swą funkcję. Mógłby się tu poruszać z zamkniętymi oczami, nawet gdyby wciąż stały łóżka i parawany. Mógłby tu leczyć, igłami kierować energią życiową, be eliminowała źródła zakażenia, lub przeciwnie - by je omijała, gdy infekcja byłaby za silna. Mógłby wzmacniać jedne czakry kosztem innych, by zakłócona równowaga znów odzyskała balans. Mógłby silnymi rękami nieść ulgę mięśniom, kościom i stawom.
Myśli powróciły jednak szybko do rzeczywistości, gdyż zadanie przed nim postawione nie pozwalało na długie rozmyślania. Trzeba chronić tych, którzy mają słabe ciała. By oni mogli chronić tych o słabych lub niemagicznych umysłach. Spojrzał na swoich podopiecznych i wiedział, że zadanie dopiero się rozpoczęło.



