Przejdź do treści

Rozgrywka

Tę kategorię można śledzić za pośrednictwem rozgrywka-wod@forum.rolltelling.pl

  • Przysługa

    24
    2
    2 Głosy
    24 Posty
    984 Wyświetlenia
    NanatarN
    Bleinert był próżny niemal tak jak Toreadore, szaleństwo objawia się wszak w różny sposób, a on pragnął atencji, karmił się nią na równi z vitae, czym więcej jej miał, tym więcej pragnął. Się uczył kontrolować, ale to było jak z alkoholizmem, jak już poszedł pierwszy kieliszek, uzależniony pławił się w nałogu. Niemniej nie wpadał Vigo w emfazę, z zaciekawieniem i uwagą śledził ruchy i tropy, którymi podążał Collins. Propozycja wydawała się interesująca, ruszyć się, działać, pragnął tego. Bał się tylko porzucić kontakt z koterią. -Zgoda, wejdziemy razem. Tylko trzeba zorganizować ruchy reszty, by nie trwonili czasu. Nie wiem: skrzynki, ziemię? Przesadzam? Jak Amanda wyłapie tego lotnika i jego wtykę to może tam Jonas z Laurą powęszy. Mogą też nas ubezpieczać z auta. Chciał coś dodać, ale uznał, że zbędne. Kto co widział i wiedział, wystarczało.
  • красота требует жертв

    owod wampir mroczne wieki the night walkers 18+
    53
    1
    1 Głosy
    53 Posty
    2k Wyświetlenia
    GreKG
    [image: UiUdZHN.png] Michaił znieruchomiał. Coś mu się nie zgadzało. Coś, kurwa, nie tak. Spojrzał na jej dłonie. Potem na narzędzie. Potem znów na dłonie. Przekrzywił łeb, jakby od innego kąta miało mu się to wszystko ułożyć w jakąś zrozumiałą całość. Nie. Nie może być. Przecież sam czuł pod palcami, jak kości ustępują. Słyszał trzask. Znał ten dźwięk. Nie raz, nie dwa. Kość to nie rozgrzany pręt, żeby ją z powrotem wyprostować kilkoma uderzeniami młota. Trzeba czasu. Musi być czas. A minęło ledwie pół godziny. — Ki czort... — wymknęło mu się spod nosa. Obrócił jej dłoń, przyglądając się palcom z niedowierzaniem. Jeszcze przed chwilą były połamane. Pamiętał. Pamiętał przecież! A może nie? Na moment przemknęło mu przez głowę, że samogon namieszał mu w czerepie. Że coś pomylił, że źle zapamiętał, że może wcale... Nie. Nie, do cholery! Wiedział, co robił. Całe życie wiedział. Powoli puścił jej rękę. Cofnął się o pół kroku, a potem zerknął na Vsevoloda. Jednooki stał tuż obok, przyglądając się jego pracy z ciekawością, od której kowalowi zrobiło się nieswojo. On też widzi? Widzi to samo? Przełknął ślinę. Nagle zaschło mu w gardle. Jeszcze przed chwilą chciał mieć to przesłuchanie za sobą, wrócić do domu, do Nadiejki, napić się w spokoju. Zwyczajna robota. Zwyczajny dzień. A teraz? Spojrzał znowu na dziewczynę. Na jej dłonie. Na kajdany. — Nie możliwe... — szepnął. Przetarł twarz brudną dłonią. Może śnił? Może to jakaś czarownica, a nie dziewucha? Może dlatego tak go rozgrywała od samego początku? Żelazo nie zrasta się samo. Kość też nie. Podniósł wzrok na Vsevoloda. Chciał coś powiedzieć, zapytać, wyjaśnić sobie choć jedną rzecz, ale słowa ugrzęzły mu w gardle. Po raz pierwszy od dawna Michaił Władimirowicz Kuzniecjew nie wiedział, co zrobić z własnymi rękami. A to przeraziło go bardziej, niż chciałby przyznać. — Gospodin — słowo popłynęło nieśmiało, wstydliwie wręcz, — widzicie to? Musi czarownica jaka być.
  • Sezon 2.2

    Przeniesiony
    7
    1 Głosy
    7 Posty
    213 Wyświetlenia
    AbishaiA
    Koszmary były… wyjątkowo realistyczne. A może nie były koszmarami? Kobieta z jej wspomnień atakował ją, raniła, torturowała cały dzień w jej snach. Pobudka więc była długo oczekiwaną ulgą. Trudno było powiedzieć, czy wiedza jaką Ann zdobyła jej pomogła. Na pewno uczyniła jej koszmary bardziej realistycznymi. Jak się okazało, William znów obudził się przed nią. I czekał na nią w kuchni, czytając tomik poezji nowoczesnej z wyraźną odrazą. Na widok wchodzącej Ann wyrzucił go do kosza mówiąc. - Zupełnie nie wiem co ludzie widzą w tym gównie. Ciężko to nazwać poezją.- stwierdził z uśmiechem. Po czym dodał. - Mam nadzieję, że uzyskałaś to co chciałaś od maga. Lukrecja mówiła że zrobiliście niezły w burdel w pokoju. Nie pytałem o jakiego rodzaju… burdel. Zakładam, że przyjemnego rodzaju. Nie mógł być dalej od prawdy, nawet gdyby chciał. Po czym zaczął mówić. - Tak czy siak, pewnie cię zainteresuje informacja, że draugri przestały być naszym problemem. Zderzyły się z siłami Tremere i Malkavianów i… cóż… część zginęła. Reszta uciekła na teren Nowego Jorku. Nie są więc naszym problemem, na razie. Splótł dłonie wyjaśniając. - Co innego ten Toreador z Albany, którego uratowaliśmy. Nazywa się obecnie Jorgen Christian, twierdzi że urodził się w XVII wieku w Norwegii i naprawdę ma na imię Jorgen. Prawdziwe nazwisko… niewymawialne. Niestety nie bardzo mamy jak potwierdzić jego tożsamość. Zna nazwiska członków Camarilli w Albany, ale to nie czyni bardziej wiarygodnym. Wedle tego co powiedział, Albany padło. Sabat przy obojętności miejscowej enklawy Anarchów, zabił księcia i zmiótł jego świtę. Książę Nowego Jorku pociąga właśnie za sznurki, by potwierdzić tę kwestię. A sam Jorgen… ma trafić pod opiekę i obserwację Stillwater. I jeszcze jedna sprawa… twierdzi, że Sabat wysłał w nasze rejony agenta, Tzimisce specjalizującego w sztuce kształtowania ciała i tworzenia vozhdów. Brzmi znajomo?
  • Stille Nacht

    owod wampir mroczne wieki the night walkers
    43
    1
    0 Głosy
    43 Posty
    2k Wyświetlenia
    Lord MelkorL
    Zygryd wymienił z poganką zbolałe spojrzenie. Chciał zasnąć i obudzić się z tego koszmaru...przynajmniej obóz rycerzy wydawał sie być blisko. - To dlatego muszę strzec się świtu i piłem czerwoną posokę?
  • Sezon 2.1

    Zablokowany import
    48
    0 Głosy
    48 Posty
    1k Wyświetlenia
    AbishaiA
    Powrót do domu był pospieszny, bo musieli zdążyć przed świtem. Potem Ann udała się do piwnicy i ułożyła w swoim legowisku, by znów dać się pochłonąć koszmarom. Nieprzyjemnym i przerażającym ale w znajomy sposób. I nie zepsuły jej nastroju po pobudce kolejnej nocy. Williama już nie było w jego legowisku i sądząc po odgłosach dochodzących z góry już się obudził. I przebywał w kuchni. Z radia leciała muzyka, a sam Toreador pakował do lodówki worki z krwią. - Śpioch z ciebie.- rzekł na powitanie. - Clyde zdążył już przywieźć nam nowe zapasy.- Dodał jeszcze wkładając ostatnie woreczki. - Zakładam, że dobrze się wczoraj bawiłaś? Ja też planuję bawić się dobrze.- Potarł podbródek. - Dzisiaj w nocy nadadzą “Przeminęło z wiatrem”. To mój ulubiony film. A Clark… och… Clark. Mój ulubiony aktor. Szkoda że już nie żyje. Był to bardzo sympatyczny i bardzo charyzmatyczny mężczyzna.- Spojrzał na Ann. - Może chciałabyś obejrzeć ze… A fakt, nie możesz.- Zamknął lodówkę. - Masz zadanie zlecone przez Księcia. Wczoraj Larry wywołał awanturę w Róży i pobił innego Kainitę przy okazji demolując bar oraz cóż… naginając zasady Maskarady. Obecnie siedzi w areszcie. Trzeba go stamtąd odebrać i zawieźć do jego warsztatu, gdzie ma przebywać aż do odwołania. Ma areszt domowy, a tej nocy ty masz dopilnować, by wypełnił to polecenie Księcia.-
  • Sezon 1

    Zablokowany import
    76
    0 Głosy
    76 Posty
    2k Wyświetlenia
    ZellZ
    [image: lUIJIjQ.png] Wieści uderzyły Ann jakby obuchem w głowę. Czuła zagrożenie czające się przy Cyrilu, a w pewnym momencie wręcz zaczęła panikować. Chciała rzucić wszystko i wrócić w jednej chwili do Nowego Jorku, uratować Cyrila.William musiał powstrzymać dziewczynę oszalałą z wypaczonej miłości. Tłumaczył jej jaka to byłaby bezsensowna podróż, że mogłaby tylko doprowadzić jego wrogów do niego samego. Ann uspokoiła się tylko temu, że to okropne uczucie odeszło... ale wciąż wiedziała, że Tremere istnieje, jednak szczegóły ja ominęły. ...póki nie zjawił się wysłannik Księcia. Dziewczyna patrzyła otępiała na dokument z wyrokiem na siebie (żadne ładniejsze nazywanie nie zmieniało faktu czym to tak naprawdę było). Nieruchomo słuchała opowieści posłańca czując irytację, a w końcu złość, gdy przekazał jej fiolkę i list od Cyrila. Zależy mu na ich więzi... Oczywiście, że zależy mu na utrzymaniu swojej własności na łańcuchu. Wiedział, że ona wypije jego krew, ona też o tym wiedziała. Gdy ściskała w dłoni fiolkę to czuła podekscytowanie i wiedziała, że nic na to nie poradzi. Nie umiała się uwolnić i nie chciała... choć chciała niedawno... Siedziała na posłaniu wpatrzona w fiolkę leżącą na zwiniętym wyroku. Wiedziała, że niczym nie zawiniła, że nie zasłużyła na karę. Nie przyłożyła palca do całej sprawy, a oni jej odcinali całą rękę. Czuła wściekłość na Cyrila, na Księcia, na Primogenów, który głosowali przeciw Tremere... bo jednocześnie głosowali przeciw niewinnej Ann. Czterdzieści lat? Tyle istniała, włącznie ze śmiertelnym czasem! Dla nich to mogło być nic, ale dla niej to był wyrok śmierci społecznej. Już cierpiała z powodu braku klanu, ale teraz pozostawała uwiązana wolą Cyrila w Stillwater, bez szans na stworzenie znajomości, partycypowania w świecie Spokrewnionych. Za te lata będzie tym samym nic nieznaczącym kundlem, za którym będzie ciągnął się niesprawiedliwy wyrok wskazujący, że jest tylko niewolnikiem krwi. I nawet nie została określona w wyroku imieniem i nazwiskiem, a tylko imieniem... jak nic nie warty niewolny kundel. Szlag by tego Ventrue! Nie wypiła jeszcze Vitae, nie w tej sekundzie. Najpierw zadzwoniła do Eleny: podziękować. Wiedziała, że gdyby nie Toreadorka to Cyril nie przetrwałby następnej nocy. Dziękowała jej po stokroć, choć nic nie mogła jej sprezentować, bo i nic nie posiadała. Obiecała, że u niej się pojawi, gdy... dojdzie już do siebie. Nie chciała narażać Eleny na swoje wahania nastroju, jakie teraz by miała. Musiała ustabilizować się wpierw. Jeszcze tej nocy zawitała w Róży, prosząc o żywy posiłek... posiłek po ostrym doprawieniu. Meta, amfa, może hera. Miracella zobaczyła, że Ann jest w ostrej rozterce i choć nie znała szczegółów to tym razem nie naciskała na bezklanową i jedynie zapisała duży rachunek na konto Williama. Wiedziała, że naćpana Ann będzie jeszcze tu nocować, więc dorzuciła opłatę za pokój do rachunku. Następnego dnia wyjaśniło się wszystko. Ann nie zależało, kto by się nabijał z jej nieszczęścia, jak i nie zależało, że nawet Lukrecja tego nie robiła. Wiedziała, że Caitiffka chce wrócić do Nowego Jorku, jak i ona. Czuła nienawiść, jaką dziewczyna roztaczała. Wybrała milczenie. [image: K83nHlA.png] Dwa dni później Ann zniknęła. Wystarczyło by wypiła krew Cyrila, aby udała się do miasta... i nie wracała. Zaniepokojony William trzeciej nocy pojawił się w Nowym Jorku, by ją odnaleźć i odwieźć do miasteczka. Jak przypuszczał znajdowała się obok siedziby Tremere. Z tego co zrozumiał siedziała przed nią nieruchomo, czasem otoczona cieniami, nie polująca. Siedziała i patrzyła w mury. Gdy próbował ją zabrać, ta stawiała się mu, nie chciała by ją zabrał. Krzyczała jak nienawidzi Księcia, jak nie rozumie czemu została ukarana. Że William nic nie rozumie i ją krzywdzi. W końcu Toreadorowi udało się ją zabrać i musiał cierpieć jej uporczywe milczenie pełne bólu. Relacje z Nadią ostygły. Ann nie miała ochoty spotykać się z nią i choć zyskała swój własny dom, to nie uśmiechało jej się iść do biblioteki. Widziała w Nadii Palafoxa, wobec którego pałała nienawiścią za próbę skazania Cyrila na śmierć. Odseparowała się od wszystkich, woląc samotnie przebywać w mieszkaniu.z dala od innych, jedynie dwa razy w miesiącu jadąc do miasta albo do Eleny, ale w większości by siedzieć naprzeciw siedziby Tremere... ...i gadając do siebie...? END OF CHAPTER ONE [image: lUIJIjQ.png]
  • Semproscurita

    owod wampir mroczne wieki the night walkers
    30
    1
    0 Głosy
    30 Posty
    763 Wyświetlenia
    ZellZ
    [image: QCaXUoF.png] ANNO DOMINI MCCVIII, piwnice pod Kościołem, Venetia Pierwszym uczuciem jakie uderzyło Vincenzo po otwarciu ukrytych dźwiczek w podłodze był zapach kojarzony z podziemnymi korytarzami piwnicznymi. Zatęchłe drewno i nigdy nie przewietrzane przestrzenie charakteryzował dokładnie taki zapach. [image: zej%C5%9Bcie-do-ciemnego-schronu.jpg?s=612x612&w=0&k=20&c=mUwkC1c1VpD8trz0GM9J0yovNoZrqq6i_c_6vTfdVWI=] Pierwsze kroki w dół nie nastawiały pozytywnie. Skrzypienie desek schodów pod nogami wydawało jakiś wręcz potępieńczy pogłos i zdawało się towarzyszyć każdemu ruchowi Albertinazzi. Nie było jednak innego sposobu... Światło świec z Kościoła znikło dość szybko im głębiej Vincenzo się zapuszczał po schodach by w końcu tylko wspomagała jego wzrok trzymana świeczka, aż schody się skończyły i wszedł na uklepany piasek na kamiennej podłodze. Szuranie własnych butów roznosiło się w tej cichej przestrzeni odbijając od ścian echem. Mężczyzna zobaczył po lewej stronie od zejścia kościelnego zamknięte kamienne drzwi z wbitymi w siebie metalowymi okuciami. Na podłodze wyraźnie widoczne były poruszenia piasku wokół drzwi, jakie sugerowały iż zostały one z wysiłkiem przesunięte niedawno do środka zaburzając zakrywający posadzkę piasek i tworząc pióropusz po przesunięciu ich. [image: hJtbwjw.png]
  • Le Roi est mort

    owod wampir mroczne wieki the night walkers
    20
    1
    0 Głosy
    20 Posty
    388 Wyświetlenia
    ZellZ
    [image: QCaXUoF.png] ANNO DOMINI MCIXII, Dijon Wieczór był zwieńczony jeszcze lepiej niż książę mógł oczekiwać. Adelaine była mu znana od młodszych lat, gdy jeszcze razem mieszkali pośród murów zamku ojca Simona. Jej własny ojciec był wasalem na służbie rodziny książęcej, więc trzymali się w bliskiej odległości. Niemniej nie tak bliskiej, jak nastoletni wtedy dziedzic by marzył. Czuł dziką, wręcz pierwotną satysfakcję, jak przed oczyma miał nagie piersi młodej kobiety drżące w rytm unoszenia się i opadania bladoskótego ciała pozbawionego grama wstydliwości. A dumę potęgowały jęki zarumienionej kochanaki niosące się dźwiękiem tego samego głosu jakim odrzucała jego zaloty i zaprzeczała szansom, gdy był wciąż jeszcze tylko synem księcia. [image: 45eb2b11c50169ab37cb5c48ff1cfa0a.jpg] Simon z rozpierającą jego pierś pysznością patrzył na Adelaine zbiera z podłogi przy łóżku części swojego odzienia. Otrzymał wszystko o czym jako nastolatek tylko marzył, a co nie było popierane w tym momencie przez jego pana ojca... ale teraz to on był władcą! To on mógł rozsądzać nad życiem i śmiercią podwładnych, to on mógł oceniać co mu wolno a co nie! Wcześniej obawiałby się tych myśli, ale teraz... Poczynał się do nich przyzwyczajać. Jak i do królewskiego poczucia posiadania władzy nad innym. Niby łaskawy pan oglądał jak kobieta wyciąga spod łóżka część bielizny i wciąż z nagim biustem unosi się z klęczek ku zadowoleniu młodego księcia odczuwającego grzeszne zaspokojenie swojej zranionej dumy sprzed lat. Zastanawiał się czy nie uczynić z Adelaine swojej oficjalnej kochanki. Pewnie by mogło to zniszczyć jej plany na zamążpójście, ale bycie kochanką księcia powinno to zadośćuczynić... szczególnie że przecież ubogą jej nie pozostawi. Bez ostrzeżenia silnie zostały otwarte drzwi, w jakich stanął nikt inny jak bliźniak księcia. W pierwszym spojrzeniu natrafił na półnagą kobietę, jaka w przestrachu narzuciła na ramiona suknię, aby skryć pod jej materiałem jak najwięcej niewieściego wstydu. - Wybacz mi, książę, ale mam wiele do omówienia z tobą. - odezwał się kierując wzrok na leżącego na łóżku brata, od jakiego za młodu słyszał wielokrotnie narzekania o niechęci Adelaine - Przeszkadzam widzę? [image: hJtbwjw.png]