Przejdź do treści

Rozgrywka

Tę kategorię można śledzić za pośrednictwem rozgrywka-wod@forum.rolltelling.pl

Panel sesji wdrożony.Proszę zapoznać się z tym tematem.

  • красота требует жертв

    owod wampir mroczne wieki the night walkers 18+
    41
    1
    1 Głosy
    41 Posty
    333 Wyświetlenia
    GreKG
    [image: UiUdZHN.png] Zatrzymał się w pół kroku, w drodze po strażnika. Jakby ktoś go chwycił za kark i cofnął. Powoli odwrócił głowę. Nie od razu cały się obrócił. Najpierw spojrzenie. Ciężkie. — Czemu… Słowo zawisło. Obce. Durne. Nie na miejscu. Zmarszczył brwi. Coś w nim się zacięło. Jak źle spasowane żelazo. — Tobie co do tego? — warknął odruchowo, ostro. Ale nie wyszedł. Stał. Przełknął ślinę. Gorzała jeszcze grzała żołądek. — Nadiejka… — powtórzył ciszej. Potarł kark. — Bo jest moja. Krótko. Twardo. Jak uderzenie młota. Milczał chwilę. — Bo bez niej… — urwał. Skrzywił się, jakby coś go ukuło pod żebrami. — Bez niej dom to tylko ściany. Bo ona moja. Tylko moja i ona jedna mi została. Odetchnął ciężko. — Bo nikt jej nie podniesie, jak upadnie. Nikt jej wody nie przyniesie. Nikt ognia nie rozpali. Spojrzał na dziewczynę uważniej. — A czemu pytasz? Głos miał niższy. — Co ty możesz o tym wiedzieć, a?
  • Stille Nacht

    owod wampir mroczne wieki the night walkers
    34
    1
    0 Głosy
    34 Posty
    283 Wyświetlenia
    ZellZ
    Deotheri skinął powoli głową i odwrócił się w stronę wciąż zamrożonej strachem Svajone, która nie próbowała nawet wykonać najmniejszego ruchu z miejsca, w jakim została pozostawiona. - Podążasz za nami, trzymaj się blisko Zygfryda. Jemu życie zawdzięczasz. Następnie uniósł głos i władczo wydał rozkaz odejścia z powrotem do obozu. Zygfryd zobaczył jak poganka zbliżyła się do niego mimo strachu malującego się na twarzy. Szeptała pod nosem jakąś modlitwę, pewnie do któregoś ze swoich bożków, a gdy znalazła się po boku młodego Rohrbacha usłyszał on wypowiedziane szeptem przeprosiny skierowane w jego stronę...
  • [WOD/MAG] Magowie na Dzikim Zachodzie

    owod mag wstąpienie
    10
    0 Głosy
    10 Posty
    149 Wyświetlenia
    AbishaiA
    Pociąg przyspieszył, maszynista widząc pędzących jeźdźców nakazał dołożyć węgla do kotła. i choć się starali, to żywe konie nie mogły wygrać z mocą koni mechanicznych. Zrezygnowali z dalszego pościgu po około dwudziestu minutach porzucając kamratów leżących pokotem w pociągu. I odjechali w dal. Napad zakończył porażką, a związani bandyci spędzili dalszą podróż skrępowani w wagonie towarowym. Nie trwała ona długo, wszak do następnego miasta było już blisko. A potem… [image: przeryw.png] Forth Worth w Teksasie. W końcu, po tak długiej podróży, dotarli na miejsce. Stacja kolejowa w tym mieście wyglądała całkiem imponująco jak na peryferie cywilizacyjne. Stacja była dość spora i panował na niej spory ruch. Powód tego faktu, “bohaterowie” pociągu poznali już nieco wcześniej. W pociągu potajemnie przewożono żołd dla pułku kawaleryjskiego stacjonującego w mieście. Widocznie ktoś jednak wypaplał ten sekret niewłaściwej osobie, skoro nastąpiła próba napadu na pociąg. Te jednak kwestie nie były szczególnie ważne dla samych magów. Bądź co bądź nie interesy Śpiących były dla oświeconych trywialne. Niemniej zyskali na sławie. Konduktor wspomniał, że przekaże miejscowego zawiadowcy stacji informacje o ich czynach. Czy ten zastrzyk popularności pomoże czy przeszkodzi w misji? Czas pokaże. Na razie pociąg zatrzymał się na stacji, z wagonów pasażerowie wylewali się niczym fala. Bądź co bądź była to stacja końcowa tej podróży. W tym chaosie jednak przyszło czwórce magów zmagać się z pytaniem… co dalej? Byli wszak w całkowicie obcym im mieście. To pytanie szybko znalazło odpowiedź. Impuls przeszedł przez ich głowy. Mentalny rezonans o dość prostej treści. “Posłańców Loży szukam.” Ich spojrzenia odruchowi skierowały się ku “latarni” emitującej ten sygnał. Był to niespecjalnie wyróżniający się spośród miejscowych mężczyzna o bujnej kasztanowej brodzie i przenikliwych niebieskich oczach. [image: Horace-Grimes.jpg] Dość spory kapelusz na jego głowie osłaniał go przed palącym popołudniowym słońcem. I trzymał się z dala od tłumu zmieszanych ze sobą pasażerów pociągu z witającymi ich osobami. Mag niewątpliwie się rozglądał w ich poszukiwaniu, ale nie wiedząc jak wyglądają, posłużył się tą prostą acz subtelną sztuczką by zwrócić ich uwagę na siebie. Elias przyglądając się nieznajomemu szybko zauważył parę ważnych detali. Mag był nieuzbrojony. Nie nosił pasa z koltem co oznaczało że nie był ani kowbojem, ani człowiekiem prerii. A choć ubrany był jak urzędnik, to dłonie wyraźnie miał nawykłe do ciężkiej pracy.
  • [Wampir] Martwe Wody: Sezon 2

    owod wampir masakarada
    3
    1 Głosy
    3 Posty
    68 Wyświetlenia
    AbishaiA
    Koszmary… znajome uczucie zamknięciu w trumnie. Pogrzebania żywcem. Koszmary nawiedziły ją tego dnia z wyjątkową intensywnością. Dlatego chwilę po pobudce była zdezorientowana. I nie wiedziała gdzie się znajduje. Pokój bowiem był obcy… zaniedbana klitka przypominające nowojorskie nory dla narkomanów. Odrapane ściany, pokryte kilimami wyszywanymi w hipisowskie i buddyjskie znaki. Stare łóżko, skrzypiące i niewygodne. Koce na łóżku. Goły tyłek. Chrapanie. Okno zabite deskami i uszczelnione by nie wpuszczać światła. Zapach tanich kadzideł maskujący nutki marihuany, tytoniu i uryny. Jeż śpiący w najciemniejszym kącie. Stary brudny dywan na podłodze… Goły… tyłek. Klepnęła odruchowo. Poruszył się… bo należał do żywej osoby. Wczorajszego posiłku, chyba… No tak. Ann została w melinie Garry’ego na noc. Dlaczego? Wspomnienia z wczorajszej nocy powoli wracały. Wczoraj starła się z Sabatem. Cóż, bardziej to Larry i szeryf się starli, a ona głównie kibicowała i złomowała auto. Fajna zabawa. Ann przeciągnęła się przypominając, że wczoraj Larry przyniósł tu Kainitę. Co prawda Garry oceniał, że “Nowy” dojdzie do siebie w dwie noce to przecież mógł się mylić. Może już czuł się lepie… Komórka się odezwała. SMS. Hej. Musimy pogadać. Odezwij się jak najszybciej. Raze.
  • Semproscurita

    owod wampir mroczne wieki the night walkers
    30
    1
    0 Głosy
    30 Posty
    124 Wyświetlenia
    ZellZ
    [image: QCaXUoF.png] ANNO DOMINI MCCVIII, piwnice pod Kościołem, Venetia Pierwszym uczuciem jakie uderzyło Vincenzo po otwarciu ukrytych dźwiczek w podłodze był zapach kojarzony z podziemnymi korytarzami piwnicznymi. Zatęchłe drewno i nigdy nie przewietrzane przestrzenie charakteryzował dokładnie taki zapach. [image: zej%C5%9Bcie-do-ciemnego-schronu.jpg?s=612x612&w=0&k=20&c=mUwkC1c1VpD8trz0GM9J0yovNoZrqq6i_c_6vTfdVWI=] Pierwsze kroki w dół nie nastawiały pozytywnie. Skrzypienie desek schodów pod nogami wydawało jakiś wręcz potępieńczy pogłos i zdawało się towarzyszyć każdemu ruchowi Albertinazzi. Nie było jednak innego sposobu... Światło świec z Kościoła znikło dość szybko im głębiej Vincenzo się zapuszczał po schodach by w końcu tylko wspomagała jego wzrok trzymana świeczka, aż schody się skończyły i wszedł na uklepany piasek na kamiennej podłodze. Szuranie własnych butów roznosiło się w tej cichej przestrzeni odbijając od ścian echem. Mężczyzna zobaczył po lewej stronie od zejścia kościelnego zamknięte kamienne drzwi z wbitymi w siebie metalowymi okuciami. Na podłodze wyraźnie widoczne były poruszenia piasku wokół drzwi, jakie sugerowały iż zostały one z wysiłkiem przesunięte niedawno do środka zaburzając zakrywający posadzkę piasek i tworząc pióropusz po przesunięciu ich. [image: hJtbwjw.png]
  • Le Roi est mort

    owod wampir mroczne wieki the night walkers
    20
    1
    0 Głosy
    20 Posty
    73 Wyświetlenia
    ZellZ
    [image: QCaXUoF.png] ANNO DOMINI MCIXII, Dijon Wieczór był zwieńczony jeszcze lepiej niż książę mógł oczekiwać. Adelaine była mu znana od młodszych lat, gdy jeszcze razem mieszkali pośród murów zamku ojca Simona. Jej własny ojciec był wasalem na służbie rodziny książęcej, więc trzymali się w bliskiej odległości. Niemniej nie tak bliskiej, jak nastoletni wtedy dziedzic by marzył. Czuł dziką, wręcz pierwotną satysfakcję, jak przed oczyma miał nagie piersi młodej kobiety drżące w rytm unoszenia się i opadania bladoskótego ciała pozbawionego grama wstydliwości. A dumę potęgowały jęki zarumienionej kochanaki niosące się dźwiękiem tego samego głosu jakim odrzucała jego zaloty i zaprzeczała szansom, gdy był wciąż jeszcze tylko synem księcia. [image: 45eb2b11c50169ab37cb5c48ff1cfa0a.jpg] Simon z rozpierającą jego pierś pysznością patrzył na Adelaine zbiera z podłogi przy łóżku części swojego odzienia. Otrzymał wszystko o czym jako nastolatek tylko marzył, a co nie było popierane w tym momencie przez jego pana ojca... ale teraz to on był władcą! To on mógł rozsądzać nad życiem i śmiercią podwładnych, to on mógł oceniać co mu wolno a co nie! Wcześniej obawiałby się tych myśli, ale teraz... Poczynał się do nich przyzwyczajać. Jak i do królewskiego poczucia posiadania władzy nad innym. Niby łaskawy pan oglądał jak kobieta wyciąga spod łóżka część bielizny i wciąż z nagim biustem unosi się z klęczek ku zadowoleniu młodego księcia odczuwającego grzeszne zaspokojenie swojej zranionej dumy sprzed lat. Zastanawiał się czy nie uczynić z Adelaine swojej oficjalnej kochanki. Pewnie by mogło to zniszczyć jej plany na zamążpójście, ale bycie kochanką księcia powinno to zadośćuczynić... szczególnie że przecież ubogą jej nie pozostawi. Bez ostrzeżenia silnie zostały otwarte drzwi, w jakich stanął nikt inny jak bliźniak księcia. W pierwszym spojrzeniu natrafił na półnagą kobietę, jaka w przestrachu narzuciła na ramiona suknię, aby skryć pod jej materiałem jak najwięcej niewieściego wstydu. - Wybacz mi, książę, ale mam wiele do omówienia z tobą. - odezwał się kierując wzrok na leżącego na łóżku brata, od jakiego za młodu słyszał wielokrotnie narzekania o niechęci Adelaine - Przeszkadzam widzę? [image: hJtbwjw.png]