Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
  1. Start
  2. Sesje future
  3. Rozgrywka
  4. [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
Syreni Śpiew Neonów
KetharianK
Ketharian jako
Soulkiller
Mistrz Gry
JohnyTRSJ
JohnyTRS jako
Hartley „Mack” Mackinaw
GladinG
Gladin jako
HiFi
GreKG
GreK jako
Raze „Switch” More
WilczyW
Wilczy jako
Houston „Dingo” Dawn
MarrrtM
Marrrt jako
Shawn „Frog” Camara
NanatarN
Nanatar jako
Artemida „Brazil” Torquemada

[CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
cyberpunkcyberpunk2077
344 Posty 7 Uczestników 10.0k Wyświetlenia 4 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • WilczyW Niedostępny
    WilczyW Niedostępny
    Wilczy jako Houston „Dingo” Dawn
    Mecenas
    napisał(a) ostatnio edytowany przez
    #320

    Dingo kiwał głową na słowa HiFi'ego, nie zdejmując smatgogli z oczu i nadal obserwując teren kamerą z drona.
    - Jeśli dałoby się uniknąć granatów, byłoby super - powiedział - To ryzykowne, a do tego możemy zniszczyć fanty, które chyba są nam potrzebne...

    Przywołał drona na dół, do swojej dłoni. Przez chwilę przyglądał mu się, jak ciekawemu okazowi owada, po czym schował go do kieszeni.
    - No pewno, że będę w oknie. Czujny i cichy, jak żbik. Jak dobrze pójdzie, nawet nie zauważą co ich trafiło... - Houston w myślach robił sobie małą listę zakupów. Jego Ronin miał łącze do smartguna, może je sparować z goglami, ale przydałby mu się tłumik... celownik optyczny też... może statyw? Nie, wtedy całość będzie za ciężka, żeby sprawnie się ulotnić. Celownik i tłumik będą musiały wystarczyć. Oprze karabin o parapet. A zaraz skoczy na małe zakupy w drodze powrotnej.

    - Włączę sobie głośnik w smarthingu i też będę na łączach. Ale z tego co zrozumiałem, to deal był z wami dwoma, tak? To chyba powinniście być obaj. Kurwens, byłoby zajebiście, gdyby Shawn zgodził się być obstawą na ziemi. Bo droga ucieczki, drogą ucieczki, ale chyba chciałeś HiFi ich uwolnić od jakiegoś sprzętu? A zmarnuje się, jeśli ich kropniemy i znikniemy. Czyli, reasumując: uderzamy szybko i cicho, ale zabójczo. Najlepiej tak, żeby wystawić mi ich do odstrzału, ale żebyście wy byli osłonięci. Łapiemy towar i spierdalamy.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    ♥ 💯
    3
    • NanatarN Niedostępny
      NanatarN Niedostępny
      Nanatar jako Artemida „Brazil” Torquemada
      napisał(a) ostatnio edytowany przez
      #321

      Digitalna Przestrzeń Magistratu NightCity

      Pewność siebie jaką zyskała Brazil wchodząc za bramy kodowe magistratu prędko prysła, kiedy hakerka zupełnie zagubiła się w szyfrowaniu baz danych. Świadomość choć zaklęta w digitalu wyzbywała się emocji, wciąż procesowała głównie na mięsie, a żadne przychodzące jej na myśl katalogowanie danych nie wpasowywało się w logikę sterowanego nieludzką myślą magistratu. Sprawę utrudniał fakt, że nadzorcze SI też nie kontrolowało całego procesu zapisu danych, a ten był rozdrobniony na virtualne boty. Doznała netrunnerka chwilowego zawieszenia, podobnego atakowi paniki w verite.

      Kolejne boty omijały ją, ale była pewna, że nawet ukryta pod kodem wreszcie zostanie wpleciona w strukturę, musiała działać, przemieszczać się. Spieszyć.

      Czas nie płynął,
      Przestrzeń nie istaniała

      Przerwała działania skolopendry i wyciągnęła mackę po menu. Potem kolejne siedem macek i wyszukała katalog danych. Dopiero tam przeszukując plik po pliku odnalazła właściwą komórkę. Uspokoiła się, Uspokoiłaby się, gdyby była w mięsie. Anioł spoza świata dodawał jej siły. Zapisywał się kodzie jako tlen i wodór w stosunku 1:2. Anioł nad nią czuwał, to dało Brazil kolejnego kopa, bo ów mógł ją odłączyć. Pospiesznie zamieniła pliki, korzystając z wygodnego menu, to zwróciło na nią uwagę botów. Miała jeszcze w palnie poszukać innych informacji, ale miała też świadomość, jak długi czas spędziła w zaślepie.

      Nie zniknęła od razu jak spanikowany lamer, wyszła jak weszła, przeszła przez virtual, zmieniając podsektory przez kolejne małe terminale drobnych firm zacierała swój ślad jak lis ogonem. Była prawie na końcu swojej układanki, kiedy Anioł wyrwał ją z digitala. Dość brutalnie, jak to ludzie nie rozumiejący nurkowania.

      Sklep „Esoterica” w Little China, niedziela; popołudnie

      Mimo kilku cierpko wypowiedzianych słów Brazil była wdzięczna Misty za to co zrobiła i kiedy. Pić i sikać. jak powiedziała tak zrobiła, chwyciła kubek z zieloną herbatą i pobiegła z nim do toalety. Szczęśliwa, że zdążyła. Za sisiu poszła kupka, druga tego dnia, się martwiła Artemida, czy coś jej nie służy na brzuszek, czy może to stres ciała.

      W głowie jej się kręciło, czuła głód i odrazę do jedzenia jednocześnie.
      -W porządku? - weszła bezceremonialnie Misty.
      -Idziemy do fryzjera i na obiad. - ledwo uśmiechnęła się Torquemada
      -Zaparzę ziółka.
      -Ziółka zaparz kochana i coś do palenia. - gospodynie kiwnęła głową

      Korzystając z sanitarki Brazil dokładnie się podmyła. Wyszła już w trochę lepszej formie, owinięta w szlafrok pozostawiony przez Jackiego. Chętnie przyjęła napar i dżońta od przyjaciółki. Trzy wdechy cannabis uspokoiły skołatany umysł.
      -Poszło? - spytała zapobiegliwie Misty
      -Poszło.

      Artemida nie dała się spławić, bo bardzo potrzebowała przyjaciela. Wymogła na przyjaciółce wspólne popołudnie. Fryzjer: Przefarbowała się na blond. Zakupy: zamówiła kevlarową kurtkę z już trochę niemodnym pokryciem. Torquemada zaprojektowała jak ją przefarbować i obszyć żeby była sztubacka i na czasie. Kobiety śmiały się plotkowały, zajadały sałatkami z krewetkami. Rozstały się z niedosytem, umówiły na poprawkę.

      Netrunnerka frunęła przez miasto na poduszkowej hulajce. Była na odchodnym tak podekscytowana, że ukradła dla siebie i Olszewski po nowoczesnej poduszkowej. Przez chwilę czuła się nieśmiertelna, wymijała samochody w korkach i robiła gangi skutersów próbujące ją ścigać. Trąbili, krzyczeli, śmiała się, śmiała, aż zajechała pod H10. Dopadła ją rzeczywistość. Decki Lacorix.

      Już pieszką odebrała zamówionego wcześniej ajnola, tani chiński tablet. Zadowolona odebrała też zamówioną kurtkę, zaraz rozczarowana disingem. To paradoksalnie dało jej nowy temat, bo kurtka była podobna do tej jaką miała Shiva wychodząc z mieszkania po raz ostatni. Może się włamie zanim przefarbuje.

      H10: Mieszkadło Paczki; Późne Popołudnie

      Na kwadracie tylko Mack. Chciałaby mieć dla niego więcej czasu Brazil, ale tylko zerknęła, przybiła piątkę, chwilę się zawiesiła - co szukasz? - podzieliła resztką obiadu i piciu. - No nie przeszkadzam. Jak byś coś chciał to jestem obok i będę zabierała się za decki Lacorix. Chcesz sie pouczyć?
      Wyjęła cały zmumifikowany w folie aluminiowe i wolframowe sprzęt martwej netrunnerki i zabrała do swojej celi, położyła przed sobą. Nie odpakowała. Usiadła w zazen i mierzyła się z zadaniem, żeby nie zapomnieć o żadnym zabezpieczeniu.

      Przekierowała logowanie mieszkania piętro wyżej, dzięki powtarzającej się próbie połączenia. Przygotowała deck i ajnloa, czekając na odwagę, by odpakować czekoladkę, reżyserowała w myślach różne scenariusze. Owe puchły w sagi godne virtu rpg.

      Stanęła przed dylematem: Mieć cukierka, czy zjeść cukierka? Oblizała usta.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      📴 🖥
      3
      • JohnyTRSJ Niedostępny
        JohnyTRSJ Niedostępny
        JohnyTRS jako Hartley „Mack” Mackinaw
        Mecenas
        napisał(a) ostatnio edytowany przez JohnyTRS
        #322

        Hartley "Mack" Mackinaw

        Mieszkadło w Megabloku


        Mack mimo wszystko był zadowolony. Konto działało, uczelnia też niczego zbytnio nie poprzestawiała (widocznie nadal mieli starego sieciarza, który nie potrzebował co chwila nowego "experience" dla użytkowników, ani nikogo ponad nim o takich zapędach). zdownloadował co mógł ale nawet szybkie przejrzenie materiałów pokazało mu jak o wielu rzeczach się nie interesował ani nie zapamiętał (no przecież!).

        Przerwała mu Brazil, ale przecież i tak miał kończyć. Więcej dzisiaj nie znajdzie. Prosta zasada skutecznego researchu: najpierw trzeba się dowiedzieć, czego się nie wie, potem tego nauczyć i zadawać kolejne pytanie. Inaczej straci zagubi sie w informacjach i ich skutecznie nie powiąże.
        - Dzięki, ale nie teraz, na razie mam dosyć danych. A tok ogólnie, to czemy nie, masz jakiś konkretny pomysł?

        Wstał, rozprostował się i rozruszał robiąc przechodząc kilka razy korytarzem. Oprócz Brazil siedzącej nad dekiem mieszkanie było puste.

        W kuchni zalał kawę, dosypał poprawiacze. Porcja żarcia od Artemidy tylko mu przypomniała o głodzie. Odpakował nowy prepak i wrzucił do mikrofali. Coś w jakimś sosie z czegoś. Wszystko to była ta sama papka, modyfikowana tylko pod względem smaku i gęstości.

        Wczorajsze wydarzenia nadal nie dawały mu spokoju. I nie chodziło mu o Switcha, tylko tego policjanta i kuratora. Tamten skurwiel zwiał z paki, to fakt, a Mack miał nadzieję że tamci wymyślili całą akcję i nikt z góry o tym nie wie. Tak, to byłoby najlepsze wyjście, ciężarówka rozwiązała jego problem. A jeśli nie? Zanim na papierze przydzielą mu nowego kuratora, to do wezwania minie jeszcze sporo czasu. A on nie powinien niczego wiedzieć, inaczej by się spieszył. Opcja z akcją z góry oznaczała, że powinni zapukać do Macka z samego rana, i to rano dzisiaj, więc chyba...

        Stop, Mack, stop! Komplikujesz wszystko! Oni nie żyją i niech tak zostanie.

        Piknęła pożółkła mikrofalówka. W tej samej chwili tego smarthing dał o sobie znać.
        - Kogo znowu? Adeola? - nawet nie próbował wymówić jej nazwiska, zawsze je przekręcał.

        Odebrał.
        - Hartley Mackinaw, słucham? - brziało może i oficjalnie, ale skoro robił za niemalże lekarza, musiał się prowadzić jak lekarz, a nie gangus obwieszony blink-blink aż po kolana.

        178.255.46.143
        Pan Psuj
        Ciężkie pióro, ograniczona fantazja, blokada twórcza, niemoc tfurcza, masa nierozwiniętych pomysłów. Długie posty praktycznie niemożliwe.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        ♥
        2
        • KetharianK Online
          KetharianK Online
          Ketharian jako Soulkiller
          Obsługa Moderator Mecenas
          napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
          #323

          text alternatywny


          Biuro Wakako Okady w Japantown


          Fikserka roześmiała się cicho, przez cały czas nie odrywając spojrzenia od twarzy gościa. Switch gotów był dać głowę, że jej oczy były stworzonymi na zamówienie zaawansowanymi modelami Kiroshi, sprzężonymi z neuralnymi bankami pamięci oraz mikroprocesorami analizatorów mimiki i barwy głosu. Raze nie mógł się oprzeć wrażeniu, że jest przez Cesarzycę rozbieramy na mikroskopijne części, analizowany i składowany komórka po komórce w sztucznych obwodach ukrytej dyskretnie cybernetyki pani Okady.

          Wrażenie to budziło w nim instynktowny niepokój, ale rozsądek podpowiadał, że stała za nim wyłącznie profesjonalna natura jednej z najbardziej wpływowych osób w półświatku Night City. Ludzie pokroju Cesarzycy doskonale wiedzieli jak cenna była każda informacja, nawet ta z pozoru błaha.

          - Rozbrajająca propozycja, panie More - powiedziała Wakako - Partnerzy, z którymi pracuję na co dzień nawet by nie wpadli na taki pomysł, dlatego wniósł pan powiew świeżości do mojego życia. Niemniej muszę odmówić, zechce mi pan wybaczyć. Ja specjalizuję się w zbieraniu informacji i ich sprzedaży, wystrzegam się jak mogę wymiany.

          Switch poczuł ukłucie rozczarowania słysząc słowa fikserki, ale starannie ukrył je pod maska zawodowej neutralności. Wiedział doskonale jak ważne pozostawało zachowanie odpowiednich manier. Wakako Okada siedziała w swoim gabinecie pozornie krucha i osamotniona, otoczona doniczkami z drzewkami bonzami, mosiężnymi figurkami chińskich smoków i tlącymi się leniwie trociczkami, ale Raze nie wątpił, że gdyby w pomieszczeniu doszło do jakiejś nieprzewidzianej eskalacji, najpewniej to on byłby na przegranej pozycji. Oczami wyobraźni widział jak jej wątłe ręce unoszą się z nadludzką szybkością uwalniając ukryte w środku rozkładane ostrza modliszki, a bezprzewodowa sieć skrywająca przyczajone oprogramowanie obronne atakuje jego interfejs neuralny próbując przejąć kontrolę nad ciałem i umysłem. O udających graczy Tygersach w pomieszczeniu z automatami nawet w swoich kalkulacjach nie wspominał.

          - Panie More, dziękuję za zwrócenie się z tą sprawą do mnie, przyniesienie tego cennego nagrania i podzielenie się własnymi wnioskami. Nie mam do pana więcej pytań. W wyrazie wdzięczności zechce pan przyjąć to skromne wynagrodzenie.

          Okada sięgnęła po leżącą na blacie płatniczą drzazgę, ułożoną po prawej stronie jej rąk jeszcze przed przybyciem gości. Podała ją Switchowi pełnym uprzejmości gestem.

          - Pozwolę sobie zachować pański numer telefonu. Proszę go nie podawać, już go mam w swoich rejestrach. Lubię współpracować z ludźmi wiedzącymi, co to szacunek, dyskrecja i niezawodność. Być może do pana zadzwonię w niedługim czasie. To wszystko na dziś, panie More, było mi niezmiernie miło pana poznać.

          — Rozumiem — odparł Raze starając się ukryć rozczarowanie faktem, że Cesarzyca nie zechciała podzielić się z nim swoimi informacjami. Wstał dokładając starań, by nie zaszurać krzesłem i ukłonił się z szacunkiem.

          — To była dla mnie prawdziwa przyjemność i zaszczyt, Okada-san.

          Odebrał podaną drzazgę obiema dłońmi i schował ją do wewnętrznej kieszeni marynarki, a potem zawahał się na moment.

          — Jest tylko jedna rzecz, o którą chciałbym zapytać, zanim wyjdę - powiedział spoglądając na Wakako — Jeśli w przyszłości będę miał informacje, które mogą panią zainteresować, w jaki sposób powinienem się z panią skontaktować?

          Umilkł na krótką chwilę zawieszając pytanie w powietrzu, ale zaraz podjął wypowiedź.

          — Hector pomógł mi dzisiaj dotrzeć do pani, ale po tym spotkaniu nie wiem, czy nadal będzie chciał pełnić rolę pośrednika - jego słowa nie zabrzmiały jak skarga, tylko stwierdzenie oczywistego faktu — Nie chciałbym więc, żeby wartościowa informacja utknęła gdzieś po drodze tylko dlatego, że nie będę wiedział, komu ją przekazać.

          Skinął lekko głową.

          — Oczywiście, jeśli woli pani, żebym w takich sytuacjach czekał na kontakt z pani strony, również to uszanuję.

          - Proszę się nie martwić, panie More, finalna weryfikacja pańskiego nagrania nie zajmie mi wiele czasu. Kiedy ją zakończę, przemyślę raz jeszcze wątek ewentualnej współpracy i wtedy ją potwierdzę. Nie będzie pan musiał długo czekać na wiadomość, jaką by ona nie była.

          Nie mając już nic więcej do dodania, Switch ukłonił się raz jeszcze, po czym wyszedł z gabinetu przecinając szybkim krokiem gwarną przestrzeń salonu gier video. Stanął na chodniku przed budynkiem przeczesując tłum przechodniów w poszukiwaniu jednego konkretnego obiektu swoich zainteresowań.

          Hector Garcia siedział na betonowym murku po przeciwnej stronie ulicy, paląc elektronicznego papierosa i rozmawiając bez większego entuzjazmu z ulicznymi dziwkami. Konwersacja skończyła się niczym ucięta nożem, kiedy fikser dostrzegł Raze’a i podniósł się z murku ruszając z rozgniewaną miną w jego stronę.

          - Co ty sobie kurwa wyobrażasz, Switch?!

          Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          2
          • NanatarN Niedostępny
            NanatarN Niedostępny
            Nanatar jako Artemida „Brazil” Torquemada
            napisał(a) ostatnio edytowany przez
            #324

            H10: Mieszkadło Paczki; Późne Popołudnie

            Pozornie zawieszona na połyskujących w ledowym świetle cukierkach, Brazil uważnie śledziła ruchy Mackinaw. Zamieszanie w kuchni, dopiero co odbyte nurkowanie, zakupy, obiad i echa wczorajszego wieczoru, wszystko to bodźcowało jej głowę nie pozwalając skupić się na zadaniu. Ledwo się powstrzymała, żeby zniszczyć dzieło fryzjera i potarmosić blond czuprynę. Rozproszona, a kiedy tylko powracała myślami do zadania ogarniała ją panika.

            Pytanie Hartleya o to jak zamierza się zabrać do sprawdzenia zawartości decków Lacorix jakoś ją ukierunkowało, przynajmniej na chwilę. Hakerka wstała, zdając sobie sprawę, że wciąż jest w bieliźnie i płaszczyku, założyła grube dresy, tyle musiało wystarczyć do jutra kiedy odbierze zamówienie z Heresy. dres wbrew nazwie nie był wygodny, ale trwały i nieco pancerny. Nazywano ten model osiedlówy, bo dobrze sprawdzał się podczas bójek na noże między blokami. Osiedlówy rozdawano na talony dla najbiedniejszych. Kto choć raz nie był najbiedniejszy? Każdy brał osiedlówy.

            -Wracając do decków - zaczęła wróciwszy do decków - najpierw to rozpakuje, sprawdzę lokalizatory - zaczęła się przekrzykiwać z dzwoniącym telefonem Macka - następnie numery seryjne i hard, a zanim zaloguję się deckiem podłączę do tabletu... - urwała, bo Hartley już jej nie słuchał. Odebrał telefon.

            Rozczarowana zastygła z otwartymi ustami. Nie śmiała przerywać koledze, nawet zawstydziła się swojej reakcji, odwróciła głowę, żeby nie spostrzegł. Posmutniała, że tak trudno było skleić paczkę w rodzinę, że wciąż pyta, nikt nie odpowiada, Shawn nie odpowiedział, Swich nie wiadomo z kim. Chcieli tylko efektu, jak od frytkownicy, zrób frytki, wyszukaj informacje.
            Powinna wrócić do decków, ale ciekawość nie odpuszczała. Demony szeptały do uszu, bo może w tej rozmowie kryła się tajemnica Macka, którą podejrzewała Torquemada. Połączenie bezbłędnie zlokalizowała, bo tą ścieżką przekierowała identyfikacje IP. Wystarczyło pomyśleć, chcieć, deck spoczywał obok, impy czekały.

            Mieć tajemnice, poznać tajemnice, walczyły o lepsze w znów zogniskowanym umyśle Artemidy.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            ♥
            2
            • KetharianK Online
              KetharianK Online
              Ketharian jako Soulkiller
              Obsługa Moderator Mecenas
              napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
              #325

              text alternatywny


              Mieszkanie paczki w Watson


              Hartley przygotowany był na to, że usłyszy w telefonie charakterystyczny chropawy głos Adeoli, dlatego potrzebował kilku sekund, by rozpoznać w cienkim roztrzęsionym głosiku najmłodszą córkę Adeoli, dziewięcioletnią Zuri. Ją Mack również znał z widzenia: smutną chudą dziewczynkę o lewym przedramieniu krzywo zrośniętym po nieleczonym złamaniu, noszącą stare ubrania po siostrach i trzymającą się zawsze blisko hałaśliwej matki.

              - Proszę pana, niech pan do nas przyjdzie! - Zuri była ewidentnie przerażona, przez co wyrzucała z siebie słowa w ledwie zrozumiały sposób, na dodatek zaś prawie nie było jej słychać wśród krzyków i lamentów Adeoli - Proszę, niech pan szybko przyjdzie! I weźmie apteczkę!

              - Spokojnie, Zuri, co się dzieje? - Mack przyoblekł swój głos w najbardziej profesjonalne brzmienie, na jakie go było pomimo zaskoczenia stać - Kto potrzebuje pomocy?

              - Z Chinwe jest bardzo źle, proszę pana - Zuri zaczęła płakać - I nie wiem, gdzie jest Nkechi. Mama krzyczy i wszędzie jest krew. Bardzo dużo krwi. Proszę, niech pan szybko przyjdzie. Bardzo proszę, przyjdzie pan?


              Magazyny AllFoods w Northside


              Avrille obszedł placyk wkoło zaglądając we wszystkie zakamarki, za sterty połamanych plastikowych palet, puste beczki po przetworzonej soi i w głąb ziejących dziurami po wybitych szybach okien.

              - Dobra, może ten pomysł z granatami był trochę narwany - zgodził się niechętnie stając ponownie obok HiFi i Houstona - Za duże ryzyko oberwania odłamkiem. Zrobimy to bardziej dyskretnie. Zrobimy grupę na NoiseFeed i użyjemy airpodsów do wzajemnego nasłuchu. Jak powiem „deser”, Dingo odpali pierwszego. Nie wiadomo jak dranie się ustawią, ale zawsze jakiś będzie w środku, jego rąbnie Dingo. A my walimy po tych na bokach, każdy po swoim. Jasne?

              HiFi podrapał się w odpowiedzi po głowie, Dingo cmoknął w wieloznaczny sposób pozostawiając Leonowi szerokie pole do interpretacji znaczenia tego dźwięku.

              - Rozwalamy wszystkich trzech, zabieramy towar i spadamy bocznym wyjściem, za sortownią. Dingo ubezpiecza to wszystko dronem, ale może lepiej, żebyś nim nie latał, bo się rzuci w oczy, tylko go gdzieś skitrał na rynnie albo kominie, żeby robił za statyczne CCTV. Ja zadzwonię jeszcze do Samuela, czy by nam nie pomogli we własnym interesie, dostaną wtedy te pięć pudeł z żarciem. I tylko bądźcie na czas, chłopaki. My z HiFi przyjdziemy pół godziny wcześniej, ale ty stary mógłbyś się tu rozłożyć kilka godzin wcześniej, żeby nie było, że oni przyjdą tu o piątej i zobaczą jak się kręcisz z karabinem, bo się pokapują. Ja biorę Lexingtona, a ty Uzi, młody?

              Leon podciągnął w górę poliestrową kurtkę demonstrując oczom towarzyszy rękojeść wciśniętego za pas spodni pistoletu, a potem uderzył palcem w dotykowy ekranik biomonitora aplikując sobie niewielką dawkę sztucznej adrenaliny.

              - Zapalimy jeszcze po jednym?

              Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              2
              • GreKG Online
                GreKG Online
                GreK jako Raze „Switch” More
                Mecenas
                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                #326

                text alternatywny

                Raze Switch More

                Jig-Jig Street w Japantown

                niedziela 15.07.77,

                — Ja sobie...?

                Switcha aż zatkało. Przez moment tylko patrzył na Hectora, jakby próbował ustalić, czy ten naprawdę właśnie zrobił mu awanturę o to, że nie pozwolił mu siedzieć przy stole z Cesarzową.

                — Co TY sobie wyobrażasz, Garcia?

                Głos miał już spokojniejszy, ale właśnie przez to bardziej niebezpieczny. Zrobił krok w jego stronę.

                — Strzelasz focha jak panienka, której nie poprosili do tańca. Kurwa, Hector. Po pierwsze... — uniósł wskazujący palec. — Myślałeś, że będziesz woził się na moich plecach? Że przedstawisz mnie, usiądziesz obok i będziesz negocjował swój interes przy okazji?

                Drugi palec.

                — Po drugie: naprawdę myślisz, że Wakako nie wie, że na co dzień nie pracujemy razem? Że jesteśmy partnerami? Ona wie o nas więcej, niż my wiemy o niej. Miałem ją okłamać tylko po to, żebyś lepiej wyglądał przy stole?

                Trzeci palec.

                — I po trzecie... — zawiesił głos. — Naprawdę myślisz, że zostawię cię z niczym?

                Hector otworzył usta, ale Switch nie dał mu dojść do słowa.

                — Ty załatwiłeś mi spotkanie z Cesarzową. Być może właśnie nakręciłeś mi robotę, przy której będę potrzebował pomocy. Jak myślisz, do kogo pójdę wtedy w pierwszej kolejności, Garcia?

                Opuścił rękę i przez chwilę patrzył mu prosto w oczy.

                — Chyba że wolisz się obrazić. Wtedy znajdę sobie kogoś innego.

                Hector zmrużył oczy.

                — Ile ci dała?

                Switch przez sekundę milczał. Nie był pewien, czy bardziej chce się roześmiać, czy przywalić mu w ramię.

                — Na razie sprawdza autentyczność nagrania — odpowiedział w końcu. — Ma się odezwać.

                To nie było dokładnie kłamstwo. Po prostu prawda ułożona tak, żeby Hector usłyszał to, co powinien.

                Switch poprawił marynarkę.

                — Więc nie sraj w gacie. Spotkanie się odbyło. Nagranie jest u niej. Kontakt mam, nawet jeśli nie dostałem go wprost. A ty zrobiłeś dokładnie to, o co cię prosiłem.

                Przechylił głowę.

                — To jak będzie między nami?

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                3
                • KetharianK Online
                  KetharianK Online
                  Ketharian jako Soulkiller
                  Obsługa Moderator Mecenas
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                  #327

                  text alternatywny


                  Klub „Tekken” w Kabuki


                  Jet Lee prowadził „Tekkena” od dobrych dziesięciu lat, ze zmiennym powodzeniem lansując pięściarzy, którym zdarzało się zdobywać całkiem wysokie miejsca w rankingachnie tylko w Watson. Słynący z morderczego kopnięcia z półobrotu Jack Morris, uwielbiany przez płeć piękną Wulf Rapecke czy kompletnie nieobliczalny w ringu i poza nim Lolo Weird wypromowali „Tekkena” w złotych czasach tego sportu w Little China, dopóki Tygersi nie przejęli kontroli nad lokalnymi ligami przenosząc siedzibę federacji do ekskluzywnych klubów w Japantown. Po serii zmian w regulaminach ligi „Tekken” mocno stracił na znaczeniu, ale jego właściciel z uporem walczył o zachowanie pozycji na rynku, znaczną część swej uwagi przenosząc na słono monetaryzowane w sieci walki dzieci z karłami, pojedynki robotów z wojskowymi weteranami czy sparingi do pierwszego otwartego złamania kości. Zyski z tych zawsze chętnie oglądanych widowisk pozwalały utrzymywać „Tekkena” przy życiu, a jednocześnie umożliwiać Jetowi Lee planowanie powrotu na salony liderów świata mieszanych sztuk walk.

                  Shawn generalnie lubił tego małego ruchliwego i hałaśliwego człowieczka, który z niezrozumiałą dumą obnosił się przez cały czas ze słomkowym kapeluszem, jadał wyłącznie chińskie zupy Vifona, wyzywał swoich przegrywających zawodników od najgorszych nie oszczędzając również ich matek, ale jednocześnie potrafił zdobyć się bez wahania na wspaniałomyślne gesty takie jak choćby sprezentowanie inwalidzkiego wózka dla sparaliżowanego, a przez to wyrzuconego z klubu pięściarza.

                  Chińczyk siedział w swojej kanciapie na pierwszym piętrze „Tekkena” siorbiąc z tekturowej miseczki zupę instant i oglądając jednocześnie na ekranie telewizora jakąś walkę bokserską. Widząc wchodzącego do środka Froga rozpromienił się ukazując oczom solosa swoje krzywe i upstrzone kawałkami makaronu zęby.

                  - Flok, jak se mas disaj? - wyseplenił okropnie akcentowanym angielskim, generowanym przez chip lingwistyczny częściowo niekompatybilny z przestarzałym procesorem neuralnym - Bonito ufifla mi w juse wsyskie lenczniki pses cebie, ty bycku. Sadaj, sadaj, mam dla cebe njusa.

                  - Dobry, panie Lee - przywitawszy się z Chińczykiem zdawkowym, acz bynajmniej nie lekceważącym skinieniem głowy, Żaba stanął w wejściu do pomieszczenia i podparł ścianę. Nie spoufalał się, ale i nie trzymał zbędnego dystansu ani przesadnego respektu; ten etap już minął - Postoję. Dziękuję. A jak noga? Nie dokucza dziś?

                  - W Japantałn sykuje se wielgcha feta penscarska - gospodarz zignorował pytanie o zdrowie wkładając plastikowe pałeczki do zjedzonej w połowie zupy i przesuwając naczynie zachęcającym gestem w stronę Shawna - Ty mocalny bycek, se nada do ekypy „Tekkena”. Pan Lee pocebuje deset bycków na walki eliminasyjne. Take no wes, ustawne, ale lealne. Stalowy Knul musi byt piefszy w rankinchu, ale ty moses byt as druchi. Pan Lee topsze zaplasi za shoł.

                  Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  1
                  • WilczyW Niedostępny
                    WilczyW Niedostępny
                    Wilczy jako Houston „Dingo” Dawn
                    Mecenas
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                    #328

                    Magazyny AllFoods w Northside

                    Houston wzruszył ramionami. Stare powiedzenie mówiło, że lew nie sprzymierza się z kojotem... tylko kim oni byli w tym porzekadle?

                    Teraz plan podobał mu się nieco bardziej. Im prościej, tym lepiej. Bez zbędnych wybuchów i fajerwerków. Zapamiętał słowo-klucz: "deser". Pomysł z dronem też był niezły, bo w razie czego dawał mu szersze pole widzenia. Mógł być jednocześnie strzelcem i spotterem...

                    - Jasne, skitram się tu... powiedzmy o trzeciej? Jesteście z nimi ustawieni na piątą, nie? - upewnił się Dingo - Rano mam robotę, ale wyrwę się wcześniej z warsztatu. Wymówię się... sprawą rodzinną.

                    Houston uśmiechnął się pod nosem, zastanawiając się czy będzie to kłamstwo czy tylko niedopowiedzenie. Bo w sumie HiFi i reszta to taka jego nowa rodzina.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    2
                    • GladinG Niedostępny
                      GladinG Niedostępny
                      Gladin jako HiFi
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez Gladin
                      #329

                      – Chwila moment... – zaoponował HiFi. – Co masz na myśli, że my walimy w tych po bokach? Przecież wyraźnie mówiłem, że ja nie strzelam, póki nie muszę – zirytował się technik.

                      – Przecież nie jestem jakimś jebanym mordercą, kurwa! To przypadkowi goście... może źli, może świat byłby lepszy bez nich, ale ja się na to nie piszę! Chcesz ich rozwalić, to ich rozwalaj stary, będę przy tobie i będę cię wspierał i osłaniał. Ale nie będę do nich strzelał, jeżeli nic złego nie zrobią. Dingo - zwrócił się do Houstona szukając u niego wsparcia.


                      A do tego uważam, że 4-tą edycję Warhammera należy zniszczyć.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      3
                      • JohnyTRSJ Niedostępny
                        JohnyTRSJ Niedostępny
                        JohnyTRS jako Hartley „Mack” Mackinaw
                        Mecenas
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez JohnyTRS
                        #330

                        Hartley "Mack" Mackinaw

                        Mieszkadło w Megabloku


                        - Jeszcze raz, spokojnie, ktoś jest jeszcze z wami? jest tam ktoś jeszcze oprócz was? Co się stało? Zuri, co się stało?! - Mack wiedział, że Adeola nie zadzwoni żeby poplotkować, ale czegoś takiego się nie spodziewał.

                        Na dodatek wydarzenia z wczoraj nakarmiły porządnie jego paranoję. Tam coś się stało, wypadek, cokolwiek, albo porachunki gangów. Albo ktoś próbował go wciagnąć w pułapkę.

                        Artemida była w swoim pokoju, wypadało dać znać gdzie idzie, a nie zniknąć bez słowa. Zwłaszcza że jak na razie nie wiedział co się tam dzieje. Ale pewnie że pójdzie.

                        Jeszcze zanim zdążył przeszkodzić Brazil w tym, co tam robiła, wpadł na pomysł że mogłaby mu pomóc - zrobić to co wczoraj, podpiąć się do monitoringu i zobaczyć, co się dzieje na korytarzu piętro wyżej.

                        Mocno zapukał, wciąż z telefonem przy uchu.

                        Paranoja, ja pierdolę. Pierdolony Fred Murphy.

                        178.255.46.143
                        Pan Psuj
                        Ciężkie pióro, ograniczona fantazja, blokada twórcza, niemoc tfurcza, masa nierozwiniętych pomysłów. Długie posty praktycznie niemożliwe.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        ♥
                        3
                        • NanatarN Niedostępny
                          NanatarN Niedostępny
                          Nanatar jako Artemida „Brazil” Torquemada
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez Nanatar
                          #331

                          H10: Mieszkadło Paczki; Późne Popołudnie

                          Ledwo stuknął, a drzwi się otworzyły, wcale ich nie kluczowała. Zdała sobie sprawę, że nieco za prędko otworzyła, spuściła wzrok na dużą militarną torbę, do której zdążyła już spakować decki Lacorix, jej straszydło niewinnie spoczywało na materacu. Miała tajemnice.

                          -Co jest? - wychrypiała ledwo z zaciśniętego gardła. Otworzyła szerzej - Wejdź. - odsunęła się i zabębniła paluszkami bosych stóp o linoleum.

                          Brazil widziała, że Mack jest wzburzony i wiedziała, że odebrał telefon z piętra wyżej, ale za konieczne uważała, żeby sam wprowadził ją w temat.

                          -Co się stało? - pytała, ale już wsuwała stopy w klapki, na rozciągnięty podkoszulek z logo programu Nighty Overlord NO zarzuciła ciężką kurtkę, po tą ją nabyła, i tak wyglądała jak fleja, nie wliczając nowej fryzury. Postanowiła i to zepsuć, założyła na czubek głowy kocie uszy. Uśmiechnęła się do tłumaczącego sprawę przyjaciela.
                          Swój deck zamknęła w małym plecaczku, utwardzanym w środku płytami grafitowymi. Zaciągnęła mocno na ramionach. Nie zapomniała o kontrolerze, nożu do PCV i smarcie. Na tym ostatnim sprawdziła lokalizację lokalu, z którego nadeszło połączenie, wnosząc, że to niedawno odbyta rozmowa tak wzburzyła Hartleyem.

                          Wreszcie przekrzywiła główkę spoglądając zmrużonymi oczami na Macka.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          0
                          • WilczyW Niedostępny
                            WilczyW Niedostępny
                            Wilczy jako Houston „Dingo” Dawn
                            Mecenas
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez
                            #332

                            Houston spojrzał zdezorientowany najpierw na HiFi, potem na Leona. W końcu, jakby z zakłopotaniem zwrócił się do technika.
                            - To jest dżungla, HiFi - powiedział powoli, ostrożnie - Zrozumiałem, że chcemy mieć ciastko i zjeść ciastko. A to ty, Avrille, masz z nimi kosę...

                            Westchnął, drapiąc się bezwiednie po brodzie. Jak dla niego wyglądało trochę na to, że HiFi faktycznie chce mieć to ciastko... ale bez rozbijania żadnych jajek, metaforycznie mówiąc. Bez brudzenia rąk. A przynajmniej swoich rąk. Houstonowi przyszło do głowy kolejne przysłowie - sypał dziś nimi jak z rękawa - "si vis pacem para bellum". Wojna i tak będzie, pytanie tylko kto dostarczy do niej pretekst: Brzytwiarze czy Leon?

                            Uniósł ręce w ugodowym geście.
                            - Jak dla mnie, mogę was tylko osłaniać i nie zrobić nic, zanim to oni nie wyciągną gnatów - powiedział - Tylko, że wtedy może być za późno. Wiesz, HiFi, że to nie są mili panowie z 2nd Amendment. To Brzytwiarze. Gdyby znaleźli cię rannego w zaułku, nie zastanawialiby się dwa razy, tylko wylądowałbyś w wannie z lodem. To dżungla, stary - powtórzył - Jeśli mam wybierać, albo my, albo oni... to wybór jest prosty.

                            Jak dobrze pójdzie, HiFi faktycznie nawet nie będzie musiał sięgać po broń, bo nomada i Leon załatwią sprawę. Houston spróbował uśmiechnąć się pokrzepiająco do technika na tę myśl.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            2
                            • KetharianK Online
                              KetharianK Online
                              Ketharian jako Soulkiller
                              Obsługa Moderator Mecenas
                              napisał(a) ostatnio edytowany przez
                              #333

                              text alternatywny


                              Jig-Jig Street w Japantown


                              Hector milczał przez chwilę z miną pełną złości i rozczarowania. Jego oczy zapalały się jaskrawą czerwienią i gasły, rytmem dopasowanym do stopnia wzburzenia fiksera. Wciąż milcząc, wyciągnął z kieszeni saszetkę z dopaminowym plastrem, rozdarł ją i przykleił używkę do boku szyi rzucając puste opakowanie pod nogi.

                              - Zawsze był z ciebie kawał skurwysyna, Raze - powiedział przymykając powieki i czekając na pierwsze uderzenie dawki sztucznych hormonów - Zawsze coś wymyślisz, żeby ciągnąć wszystko pod siebie. Dobrze wiesz, że jak byś dobrze zagadał, ona nawet wiedząc o ściemie szybko by ją przyklepała. W tej branży kłamie się w żywe oczy, choć każdy wie, że to kłamstwo, a ty mnie wywaliłeś swoim tekstem za drzwi jak jakiegoś kurwa bezwartościowego przydupasa. Kawał chuja z ciebie, Raze. Będę czekał na telefon w tej sprawie, byle nie za długo, bo z nami będzie koniec.

                              Garcia wyciągnął z kieszeni kolejnego papierosa, zapalił go nie częstując Switcha, zaciągnął się głęboko dymem, a potem wmieszał się w tłum przechodniów pozostawiając znajomka na chodniku przed salonem gier.

                              Raze odprowadził kumpla wzrokiem, a kiedy upewnił się, że Hector zszedł po najbliższych schodach na niższy poziom dzielnicy, wyciągnął z kieszeni płatniczą drzazgę i sparował ją w dyskretny sposób ze swoim smarthingiem.

                              Przywołana naciśnięciem palca na ikonę odpowiedniej aplikacji, na ekranie urządzenia pojawiła się zdeponowana na nośniku kwota.

                              Switch otworzył na jej widok szerzej oczy, przybrał natychmiast obojętny wyraz twarzy świadomy bliskiej obecności wielu drapieżników szukających na Jig-Jig Street okazji do szybkiego zarobku. Przelewając zawartość drzazgi na telefon fikser śledził bacznym wzrokiem przelewający się przed jego oczami tłum, w myślach analizując raz jeszcze rezultaty nieoczekiwanej wizyty w Japantown.

                              Jego życie omal nie legło w gruzach poprzedniego dnia - pobity, okradziony, najpewniej wrobiony w morderstwo dzieci ze szkolnej wycieczki, kilkanaście godzin później wychodził z biura Wakako Okady z perspektywami, dla których warto było założyć przyciasny stary garnitur.


                              text alternatywny


                              Mieszkanie paczki w Watson


                              Nie siląc się na własne tłumaczenia, Hartley przełączył smarta na głośnik i Brazil z miejsca usłyszała szloch dziecka punktowany w tle histerycznymi krzykami dorosłej kobiety.

                              - Zuri, już zabieram swoje rzeczy i do was idę, ale powiedz mi raz jeszcze, kto jest u was w mieszkaniu i co się dokładnie stało? - zapytał weterynarz spoglądając jednocześnie znacząco na współlokatorkę.

                              - Ja i mama i Chinwe, proszę pana - wyrzuciła z siebie dziewczynka, którą Brazil z racji użytego imienia natychmiast skojarzyła z luźno sobie znaną rodziną Ogunlesi - Jakiś chłopak przyprowadził przed chwilą Chinwe i jest z nią bardzo źle, a on zaraz poszedł. Mama płacze i krzyczy, a Chinwe chyba umarła. A Nkechi nie wróciła, a wyszła z Chinwe. Niech pan szybko przyjdzie, bardzo się boję.

                              - Powiedz mamie, że już idę - w głosie Macka zadźwięczała nuta determinacji, której Artemida już dawno u niego nie słyszała - Zaraz będę, czekaj pod drzwiami!

                              - To Ogunlesi? Ta nigeryjska rodzina nad serwisem elektroniki? - upewniła się Brazil wsuwając w obudowę cyberdeka miniaturową klawiaturę, używaną czasami w towarzystwie ludzi, przed którymi nie obnosiła się ze swoim neuralnym sprzęgiem - Po drugiej stronie pionu?

                              - Tak, Adeola i jej dzieciaki - skinął głową Hartley, który zdążył już położyć rękę na panelu zamka drzwi - Nie brzmi to dobrze. Ktoś ją przyprowadził w złym stanie i zostawił. Muszę wiedzieć czy to nie jakaś pułapka. Ktoś mógł to zrobić myśląc, że ona ściągnie medyka z opioidami, żeby go okraść. Potrzebuję twoich oczu na kamerach, Brazil.

                              Torquemada przechyliła w odpowiedzi głowę, charakterystycznym ruchem zdradzającym chwilowe zakłócenie pracy błędnika, kiedy jej mózg gwałtownie zwiększył stopień interakcji z neuralnym procesorem.


                              text alternatywny


                              Strefa industrialna w Northside


                              Leon odwrócił głowę w stronę przyjaciela, przepchnął ręcznie skręcanego papierosa w kącik ust nie przestając postukiwać palcami w ekranik biomonitora. Przez jego twarz przemknął jakiś cień, którego dokładnego znaczenia HiFi nie zdążył rozpoznać.

                              - Dingo wie, co mówi, posłuchaj go uważnie - powiedział chłodnym tonem Avrille - To są potwory, drapieżniki w ludzkiej skórze. Mogą wyglądać jak zagubione dzieciaki ze slumsów, oni są takimi dzieciakami ze slumsów, ale mają kompletnie nasrane we łbach. To Brzytwiarze Dnia Ostatniego, gorszej sekty w Northside nie znajdziesz. Może i mieli rodziny, ale one ich wypierdoliły już dawno na bruk albo wykończyli swoich rodziców, żeby potem okraść ich trupy. Nad takimi śmieciami nie ma się co litować, bo gdybyśmy w sobotę nie pokazali im gnatów, zarżnęliby nas bez mrugnięcia okiem.

                              Technik urwał na chwilę, zaciągnął się ponownie, wydmuchnął z płuc chmurę dymu..

                              - Jak masz stać z boku i patrzeć jak im dziurawię łby to możesz się doczekać własnej kulki. Czego się boisz, wyroku za współudział? Gliniarze nawet nie zaczną dochodzenia, zadzwonią tylko po REO, że jest towar do zabrania i że chcą swoją działkę za organy, o ile z tych popaprańców da się wykroić cokolwiek zdrowego na przeszczep. Nie rób się kurwa na kogoś lepszego ode mnie, bo gdyby więcej ludzi myślało tak jak ja, moja siostra jeszcze by żyła. Pamiętasz Celine. Przypomnij sobie jaka była. I pamiętaj jeszcze jedno. Jeśli będę musiał ich załatwić sam i nie dam rady, po mnie wezmą się za ciebie i Dingo może nie wystarczyć. Pomyśl nad tym dobrze, a teraz pomóż mi przeciągnąć tę skrzynię, będzie dobra na osłonę.

                              Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              3
                              • NanatarN Niedostępny
                                NanatarN Niedostępny
                                Nanatar jako Artemida „Brazil” Torquemada
                                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                #334

                                H10: Mieszkadło Paczki; Późne Popołudnie

                                Pożałowała hakerka, że się szmatami zajęła, a nie zareagowała w porę. Chodziło o kamerę w telefonie dzwoniącego malca, sprawa była na szczęście do odkręcenia. Kamery, wcześniej kamery do sprawdzenia w pobliżu mieszkania zajmowanego przez rodzinę Ogunlesi, na tę chwilę zamarła Brazil, równie jawnie co nieporadnie okazując, że nie potrzebuje fizycznego interfacu do kształtowania przestrzeni sieci.

                                -Nic tam nie ma w pobliżu, żadnej podejrzanej grupy. Zaczekaj! - choć twarz Hartleya wyraźnie mówiła, że nie zamierzał czekać. - Czekaj kurwa, idę z tobą. - zrzuciła ze stópek niedorzeczne klapki i wsunęła niedawno skrojone w Chinatown balerinki. Zawahała się jeszcze, czy zabierać ze sobą decki Shivy, miała obawy by je zostawiać w pustym mieszkaniu, z drugiej strony nikt inny też się nimi nie martwił. Wcisnęła je za stos ubrań, których dawno powinna się pozbyć.

                                Już wychodząc za Mackiem, założyła na drzwi czterdziestoośmio znakowy kod. Kamerę opodal drzwi zapięła na decku i dała do podglądu Murzynowi. W razie zainteresowania ich lokalem miał informować. Plan oczywiście nie był idealny, ale nieco uspokoił obawy Brazil o to, że chodziło o wyciągnięcie z mieszkania właśnie ich.

                                Kobieta tuptała i podbiegała starając się dorównać mężczyźnie kroku.

                                -Czekaj - ciągała za rękaw. - Tak, to może być zasadzka, ale na ciebie? Przecież nie masz w tej torbie za grosz dragów. Może ktoś chce ściągnąć rippera na nielegalne patroszenie, albo.. sama nie wiem. Zrobimy tak, na miejscu wejdziesz sam, albo - się jej przypomniało - możesz poprosić tego małolata o włączenie kamery na smarcie? Niech pokaże pomieszczenie, powiedz, że chcesz obejrzeć rany i innych domowników.

                                Owej chwili zdała sobie hakerka sprawę jak by jej pomogły zwykłe gogle z wyświetlaczem, ale dopiero zaczęła wychodzić na prostą z kasą. Jedne zakupy walczyły z innymi. Widziała taką szminkę, nowy model Profanity nr 1212.

                                Znów musiała przyspieszyć kroku.

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                ♥
                                1
                                • GladinG Niedostępny
                                  GladinG Niedostępny
                                  Gladin jako HiFi
                                  napisał(a) ostatnio edytowany przez Gladin
                                  #335

                                  – Aaa... - błyskotliwie odpowiedział HiFi na odpowiedź Dingo. Nie tego się spodziewał. Ale się wkopał! Jedynym honorowym wyjście z sytuacji byłoby teraz związanie go przez Żabę. Ale wtedy nici z transakcji. Może chłopaki jednak mieli rację? Może zbytnio się przejmował? Może po prostu strzelić i tyle?

                                  Nie potrafił sam siebie przekonać.

                                  – Dobra - rzekł do Leona. – Spróbuj ogarnąć Kretów. Wolałbym to załatwić przez nich. Nie potrzebuję mieć złej reputacji w handlu. Jak się inaczej nie da, to trudno. Zrobię to dla ciebie. Chodźmy Houston, zajrzymy do Paula Wilsona po drodze, co? Jak masz robić za snajpera, to może by tłumik ci kupić, żeby cię za łatwo nie zauważyli? Na nasz koszt, mój i Leona, w zamian za pomoc, co? A broń, będzie miał tam na górze o co oprzeć? Bo to nie wiadomo, jak długo będziesz musiał na muszce ich mieć. Mogę dorzucić statyw, co ty na to? A po akcji zostaje dla ciebie. Będzie w porządku?

                                  Chciał, aby tę część rozmowy usłyszał jeszcze Arville. Kolejne informacje HiFi miał przeznaczone tylko dla współlokatora.

                                  – Jest jeszcze jedna sprawa. Ta netrunnerka, Shiva, miała chatę w naszym mega. Mam klucz dostępu do niej do mieszkania. Byłem się tam rozejrzeć na szybko, ale może byś chciał pójść ze mną? A przy okazji... naprzeciwko jej chaty mieszka taka czarna herod-baba z synami. Oni należą do Czakasów. Byliśmy tam z Frogiem i gadaliśmy z nimi, gdy szukaliśmy Shivy. Przy okazji pytałem, czy nie mają strzelb do załatwienia, mieli się zorientować. To też na wymianę z Kretami za McIntosha, bo Brzytwiarze mają dostarczyć 5 sztuk. A ja potrzebuję łącznie 8. No i smartgoogle. To bym po wizycie u Paula wpadł do nich sprawdzić, czy czego nie nagrali po drodze. I przy okazji bym porównał ceny jakie daje Paul, a jakie mogą dać Czakasi. Wybrałbyś się ze mnę?

                                  NoiseFeed Switch & HiFi
                                  Switch: Młody, ile ci jestem krewny za oko?

                                  Technik podrapał się w głowę, czytając wiadomość. Raze dopiero co na nogi wstał. Ale HiFi potrzebował kasy na wymianę. Co robić, co robić? More to kumpel, od kumpla nie wypada brać jak od randoma. No ale to fikser. Trochę inny sort.

                                  NoiseFeed Switch & HiFi
                                  HiFi: Dasz e$550, gdy będziesz miał wolne fundusze. Nie stresuj się.

                                  Wysłał.


                                  A do tego uważam, że 4-tą edycję Warhammera należy zniszczyć.

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  ♥
                                  4
                                  • GreKG Online
                                    GreKG Online
                                    GreK jako Raze „Switch” More
                                    Mecenas
                                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                    #336

                                    text alternatywny

                                    Raze Switch More

                                    Jig-Jig Street w Japantown

                                    niedziela 15.07.77,

                                    Switch jeszcze przez chwilę patrzył w kierunku, w którym zniknął Hector.

                                    — Kawał chuja... — mruknął pod nosem. — Sam jesteś kawał chuja Garcia. Właściwie, małego kutasa.

                                    Raze wypuścił powoli powietrze i ruszył przed siebie, wtapiając się w tłum Jig-Jig Street. Nie zamierzał za nim biec. Nie teraz. Hector był wkurwiony, ale nie zerwał kontaktu. Powiedział: "będę czekał na telefon”, a nie "pierdol się”. W ich branży była to istotna różnica.

                                    Przynajmniej na razie.

                                    Switch wsunął dłoń do wewnętrznej kieszeni marynarki i wyczuł palcami drzazgę.

                                    Dwa kawałki.

                                    Zatrzymał się na moment przed jedną z pulsujących witryn, jakby zainteresował go wyświetlany na niej reklamowy braindance. W rzeczywistości jeszcze raz przeliczał w głowie pieniądze.

                                    Dwa patyki eurodolarów.

                                    Pierwsze co zrobił, to napisał wiadomość na Noise Feed do HiFi:

                                    "Młody, ile ci jestem krewny za oko?"

                                    Wczoraj nie miał praktycznie nic. Dzisiaj miał pieniądze, świeży implant w oczodole, kontakt do Cesarzowej i — co chyba było najważniejsze — możliwość, że Wakako Okada jeszcze do niego zadzwoni.

                                    Nie był to majątek.

                                    Ale wystarczająco dużo, żeby przestać przez chwilę zastanawiać się, czy stać go na zainwestowanie w sprzęt.

                                    Wystarczająco dużo, żeby zacząć myśleć o tym, co zrobić dalej.

                                    Odpowiedź od technika przyszła prawie natychmiast:

                                    "Dasz e€550, gdy będziesz miał wolne fundusze. Nie stresuj się."

                                    Uśmiechnął się i przelał e$600 na konto HiFi.

                                    "Sprzedałbym taki towar z biegu za sześć stówek. Następnym razem jak będziesz coś chciał opchnąć przyjdź do mnie. Razem na tym skorzystamy. Dzięki."

                                    Wieczór.

                                    Spotkanie z Cesarzową zakończone. Hector obrażony. Arte na kwaterze. Chłopaki pewnie kroją własne interesy. Do tego SlimWire, Trensi, Szóstki i całe to gówno, które jeszcze wczoraj wyglądało jak kilka niepowiązanych ze sobą problemów, a dzisiaj zaczynało układać się w jeden cholernie niebezpieczny obraz.

                                    Switch skrzywił się lekko.

                                    I oczywiście miał jeszcze jeden problem.

                                    Arte.

                                    Po tym wszystkim, co wydarzyło się przed jego wyjściem, nie miał pojęcia, jak będzie wyglądał ich wieczór.

                                    Spojrzał na tłum przed sobą.

                                    — No dobra, Raze — powiedział cicho do siebie. — Najpierw wracasz żywy. Potem martwisz się resztą.

                                    Ruszył dalej.

                                    Tym razem już bez pośpiechu. Po drodze chciał się jeszcze doposażyć. Szkoda mu było starego Snitcha. Ale może teraz uda mu się wyhaczyć coś lepszego w dobrej cenie? I dobrze by było jeszcze skombinować jakąś klamkę.

                                    Mijając krzyczące witryny Japantown zwolnił nagle przy jednej z nich. Zatrzymał go nie krzykliwy neon ani reklama z Podświata, lecz zapach. Zawahał się tylko chwilę nim wszedł.

                                    W środku było zdecydowanie ciszej. Na podświetlonych półkach stały kosmetyki, perfumy i różnego rodzaju pachnidła, od tanich syntetyków po rzeczy, których ceny wyglądały jak pomyłka. Switch przeszedł kilka kroków, aż dostrzegł niewielką, czarną buteleczkę.

                                    Wziął ją do ręki i przeczytał nazwę. Jig-Jig No. 9. Jaśmin, bergamotka, piżmo.

                                    — Arte by się spodobało — mruknął.

                                    Spojrzał na cenę. Sto osiemdziesiąt edków.

                                    Przez chwilę kalkulował. Miał teraz niecałe półtorej tysia i mnóstwo rzeczy, na które mógł je wydać. Potrzebował sprzętu, broni, a przede wszystkim zapasu na wypadek, gdyby wieczór z Cesarzową okazał się początkiem, a nie końcem problemów.

                                    Odłożył flakonik.

                                    Zrobił dwa kroki.

                                    Wrócił.

                                    — Pieprzyć to.

                                    Podał go sprzedawcy.

                                    — Pakuj.

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    ♥
                                    4
                                    • WilczyW Niedostępny
                                      WilczyW Niedostępny
                                      Wilczy jako Houston „Dingo” Dawn
                                      Mecenas
                                      napisał(a) ostatnio edytowany przez Wilczy
                                      #337

                                      Houston przez chwilę wpatrywał się zdziwiony w Leona - nie wiedział ani, że jest taki cięty na Brzytwiarzy, ani że ma takie talenty oratorskie... a może po prostu dostał flow, bo go krew zalewa. Tak czy inaczej, Dingo ucieszył się, kiedy HiFi przejął pałeczkę w rozmowie i nieco zmienił temat.

                                      Postukał się palcem w bok głowy w geście "główka pracuje".
                                      - Cichy jak żbik, pamiętasz? - powiedział do technika z głupkowatym uśmiechem - Pewno, Wilson będzie miał tłumik... i celownik optyczny z kolimatorem... statyw... no nie wiem. To strasznie ciężkie gówno. Ale pomaga. Zróbmy tak, jak Paul da nam jakąś fajną promocję, to w sumie czemu nie. Mam też trochę szmalu, jak coś. Jednak wiesz... siedzimy w tym razem, nie?

                                      Houston obrzucił spojrzeniem tereny przemysłowe Northside. Miejska dżungla, na razie śpiąca, ale wkrótce... groźna. Dla nieostrożnych wędrowców.

                                      Kiedy on i HiFi znaleźli się poza zasięgiem słuchu Leona, Dingo kiwał głową na słowa technika.
                                      -Kurwa, HiFi, jak ty mnie imponujesz teraz - zażartował, słysząc o tym jak obrotnie technik organizuje broń - Skąd masz klucz do jej mieszkadła? Zresztą, w sumie nieważne. Szukamy czegoś u niej? Czy tak sprawdzić? Wiesz... żeby chłopstwo nie rozkradło? Pewnie, pójdę z tobą. Lepiej, żeby cię tam nikt samego nie przyłapał, bo wiesz... może być dziwnie, jakby cię tam znalazł jakiś jej kumpel. Choć wiesz jacy są kowboje... Raczej mało towarzyscy, przynajmniej w realu. Czakasami się nie przejmuj. Dopilnujemy, żeby nas nie zrobili w wała na kasę. To nic dla takich młodych wilków, jak my, co nie?

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      3
                                      • MarrrtM Niedostępny
                                        MarrrtM Niedostępny
                                        Marrrt jako Shawn „Frog” Camara
                                        Mecenas
                                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                        #338

                                        - Zna mnie pan, Panie Lee - odparł Shawn i wzruszył ramionami. Pomysł był intratny, ale daleki od tego by go przyjmować z entuzjazmem. “Shoł” oznaczał co najmniej takie lanie jakie otrzymał przed chwilą biedny Bonito. Od Bonita Żaba mógłby takie zgarnąć bo to był ziomek. A Knur to był tępy chuj. I lanie od tępego chuja boli niestety podwójnie. Nie wspominając o ryzyku, że Knura poniesie… - Umiem zbierać baty. Ale nie mogę teraz zarwać roboty. Kiepski moment. Kiedy by to miało być? I jaki system? Eliminacje? Każdy z każdym?

                                        Spojrzał bez wyrazu na podsuniętą miskę z kluskami, których długie girlandy zwisały Chińczykowi z uśmiechniętych ust. Wyglądał jak dziadek z zaawansowaną demencją. Pomyłka, którą można było drogo przypłacić. Pan Lee wbrew temu co można było sądzić, był kiedyś młody. I nie zarabiał gotując zupy instant.

                                        - Poza tym Knura też pan zna. To zjeb. I sadysta. Nie musiał tak Foxxa urządzić…

                                        Jet Lee pokiwał głową w wyrazie wielkiego żalu, zapatrzył się na miskę nudli.

                                        - No ne musał, ale Fochs ne musał fikac, tylko pasc po piewsej rundze- oświadczył rozkładając bezradnie ręce - Knul to fariat, ale duso kasy robi. Ale ale, mofa kasa. Piewse walki w łikent, ctelech na ctelech. Knul i kto wychra, walki w nedele dwa i dwa i wielgchi final w nedele Knul i drugi z was. Jak chces, moches ty nawet pasc pod Knulem, byle robis dobra szoł. Pan Lee da duszo mamona za szoł.

                                        - Dużo kasy to dokładnie ile? - spytał Shawn przywracając w jednej chwili uśmiech na twarz Chińczyka.

                                        - Bony na papu do Caliente za piewszy fajt, dwa stówki za druchi i i pół tysiąca za szoł z Knulem! Bardzo dobra dil, bycku.

                                        Shawn pokiwał głową. Pół tysia piechotą nie chodziło. Ale musiał to jeszcze przemyśleć. Nie, że wybrzydzał. W końcu zanosiło się, że ma lepszą fuchę niż okładanie mordy za pieniądze. Ale widok brata siedział mu w głowie. Wiedział, że nie odpuści tej kasie. Bo co on kurwa potrafił? Nie umiał szyć ludzi jak Mack. Kompletnie nie rozumiał tego hokus pokus, którymi się zajmowali HiFi i Brazil. Nie umiał gadać z ludźmi jak Switch. Kurwa nawet Dingo nie był cieciem w spożywczaku, tylko na mechanika się zrobił. Shawn przejebał czas gdy trzeba było się uczyć. Więc teraz trzeba było się lać po mordzie.

                                        - Zgłoszę się Panie Lee - powiedział.


                                        Wychodząc z kantorka zahaczył jeszcze o Bonito i upewnił się, że kumpel dojdzie do siebie szybciej niż później. Wysłuchawszy kilku obelg, odwdzięczył się fajkiem i wyszedł. Mógł wracać na kwadrat. Może dziś z E-Dry coś wyjdzie…

                                        Parsknął z powątpiewaniem, pokręcił głową i sam odpalił papierosa idąc w kierunku przystanku kolejki. E-Dra. Jasne. Gotów był się założyć, że Switch nie usiedział godziny na chacie i już coś szponcił. A HiFi planował radosny odstrzał Brzytwiarzy.

                                        Może chociaż zdąży coś zjeść i się umyć.

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        ♥
                                        2
                                        • KetharianK Online
                                          KetharianK Online
                                          Ketharian jako Soulkiller
                                          Obsługa Moderator Mecenas
                                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                          #339

                                          text alternatywny


                                          Sklep Paula Wilsona w H10


                                          Wytłumione kiepskiej jakości matami ściany strzelnicy słabo zatrzymywały dźwięki wystrzałów, toteż HiFi dla lepszego komfortu rozmowy prawie się wspiął na biegnącą przez całą szerokość sklepu ladę.

                                          - Młody, ale ty sobie ze starego Paula żartów nie robisz, co? Czy sobie jaja robisz? - zapytał właściciel filii „2nd Amendment” w H10 - Bo ja cię kocham jak syna, ale nie lubię jak ktoś mi czas marnuje. Czas to pieniądz.

                                          HiFi niewiele sobie obiecywał po daleko posuniętej fraternizacji ze strony Wilsona, bo Paul zwykł nazywać bratem czy synem każdego klienta kupującego u niego paczkę naboi - liczył w zamian na to, że na Paulu zrobi wrażenie skala ewentualnego zakupu.

                                          - To tylko analiza oferty, niezobowiązująca - zaznaczył podkreślając swoje słowa stanowczym ruchem palca - Szukam sprawdzonego dostawcy z reputacją i w najlepszej cenie.

                                          - Zwłaszcza w cenie - przytaknął Dingo, który wodził wzrokiem po rzędach wystawionych w gablotach pistoletów Lexingtona i dedykowanych im konwerterów zamków różnego kalibru.

                                          - Dobre strzelby, powiadasz? - Wilson przepuścił obok siebie niosącego jakieś pudełka pomocnika, odwrócił się w stronę jednego z regałów na broń długą. Jego sklep robił wrażenie szerokim wachlarzem oferty, od tanich chińskich Streetmasterów trzeciej generacji po karabinki szturmowe Militechu i Arasaki, bagnety, kamizelki kuloodporne i mikrokomunikatory - a kto cieszył się u Wilsona zaufaniem większym niż zwyczajny syn czy brat, mógł przy niewielkim nakładzie starań uzyskać dostęp do oferty czarnorynkowej - a przynajmniej tak gadali niektórzy w H10.

                                          - Powiedziałem tanie, ale mogą być przy okazji dobre - zastrzegł natychmiast HiFi.

                                          - Dobra, ale ile ty tego chcesz, dwie?

                                          - Niech będzie, że trzy - zaproponował Houston - Ile będziesz chciał za trzy strzelby z tych tańszych, ale nie jakiś zajechany złom, z trzema pudłami amunicji?

                                          - To może coś od Hatsana, co? - zastanowił się Wilson - Mają całkiem zgrabne pompki na siedem naboi, z poręczną lufą osiemnaście cali, w sam raz do sprzątania mieszkania jak się człowiekowi wbiją do środka jakieś ćpuny. Kaliber 12/76, można dokupić czoki do regulowania stopnia zwężenia strumienia śrutu.

                                          - Bez akcesoriów, wystarczy sama podstawa - zastrzegł ponownie HiFi - To ma być prezent dla zupełnych amatorów, żadnych czopków im na start nie będzie potrzeba.

                                          - Kupujesz komuś w prezencie trzy strzelby, młody? - Wilson uniósł pytająco brwi, rozdarty pomiędzy rozbawieniem i niedowierzaniem - Masz chrześniaków? Pierwsza komunia w rodzinie albo bar micwa? Mam zajebistego grawera, robi na broni świetne zdobienia cytatami z Tory za śmieszne pieniądze…

                                          - Po prostu zwykłe strzelby, żadnych czopków, żadnych grawerowanych świeczników czy gwiazd Dawida - jęknął HiFi - Po prostu trzy strzelby.

                                          - Dobra, dobra, po co te narzekania, klient nasz pan, nie ma co uszczęśliwiać kogoś na siłę - Wilson uniósł dłonie w geście kapitulacji - Trzy nówki prosto z fabryki plus pięćdziesiąt naboi do każdej gratis w promocji, czterysta pięćdziesiąt baksów od sztuki.

                                          - Tak drogo? - HiFi przywołał na twarz wyraz absolutnego męczeństwa, ścisnął razem dłonie niczym człowiek chroniący pomiędzy palcami ostatniego eurodolara - Nie da się taniej?

                                          - Młody, to jest cena jak dla rodzonego syna, normalnie puszczam je po pół tysiąca - zarzekł się właściciel sklepu - Bardziej spuścić nie mogę, ledwie na czynsz zarabiam przy takiej promocji. Weź mnie nie denerwuj, albo cię stać na markowe prezenty albo idź do budki BudgetArmsa i kup trzy plastikowe jednostrzały.

                                          - Dobra, a upuścisz coś na dodatkowych akcesoriach? - Dingo popukał palcem w szybę gabloty - Potrzebowałbym coś do mojego Black Ronina, HiFi obiecał mi w prezencie. Optyka z kolimatorem, ultralekki dwunóg i tłumik. Chcę poćwiczyć daleki dystans, ale bez straszenia sąsiadów.

                                          - Do Militechu zawsze coś się znajdzie, możesz wziąć niemarkowe zamienniki - Wilson przeniósł uwagę na Houstona dając HiFi chwilę do namysłu - Mam dobrą lunetę od Kang Tao, według katalogu 199,90, ale mogę upuścić dwie dyszki…

                                          Wciąż przeliczający w głowie na nowo swoje fundusze technik podążył wzrokiem za sięgającym do górnych regałów Wilsonem, co rusz poszturchiwany przez innych klientów, których obsługiwali pomocnicy Paula. Odwrócony plecami do zewnętrznej witryny, nie mógł zauważyć postaci, która przyciskała osłoniętą dłońmi twarz do szyby okna wpatrując się w jego postać z błyskiem ekscytacji w oczach.

                                          Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          1

                                          Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

                                          Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

                                          Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

                                          Zarejestruj się Zaloguj się
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy
                                          • Strona startowa