Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
  1. Start
  2. Sesje future
  3. Rozgrywka
  4. Krzyk Pustki
Krzyk Pustki [18+]
KetharianK
Ketharian jako
Alien
Mistrz Gry
ReRebirthR
ReRebirth jako
Joshua Gleeson
BeetleB
Beetle jako
Marcus Holt
Dawny użytkownik?
Dawny użytkownik jako
Nadia Volkov
MarrrtM
Marrrt jako
Caleb Hannigan
GreKG
GreK jako
Siergiej Kalashnikov
PiołunP
Piołun jako
Elias Crowe
CyganC
Cygan jako
William Biscuit
Macabra78M
Macabra78 jako
Adam Nexus Mk 7
Davy KneeD
Davy Knee jako
Davy O'Collan
Arthur FleckA
Arthur Fleck jako
Delilah le Fey

Krzyk Pustki

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
253 Posty 11 Uczestników 10.5k Wyświetlenia 5 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • MarrrtM Niedostępny
    MarrrtM Niedostępny
    Marrrt jako Caleb Hannigan
    Mecenas
    napisał(a) ostatnio edytowany przez
    #212

    Caleb Hannigan

    - Tak. Góra panie Gleeson - Potwierdził niemal szeptem kapitan przerywając pierwsze sekundy ciszy po wysłanym sygnale w dół. Odpowiedź nadejść nie musiała. Chyba nawet by się zdziwił gdyby nadeszła. Czy to oznaczało, że ruch emitowały istoty? Też nie. Kapitan wciąż uznawał, że to co sterowało komputerem Bleinerta nie chciało się z nimi skomunikować - Co do blokowania... nie mam pewności. Wolę nie być zamknięty w tym grobie gdybyśmy musieli uciekać... Panie Holt? Co pan o tym sądzi?

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    3
    • PiołunP Online
      PiołunP Online
      Piołun jako Elias Crowe
      Mecenas
      napisał(a) ostatnio edytowany przez
      #213

      Elias stał kilka kroków od klęczącego Sadzy i słuchał kolejnych uderzeń rozchodzących się po metalowej konstrukcji Bleinerta. Każde z nich przechodziło przez podłogę i wracało lekkim drżeniem do podeszew skafandra, jakby cały statek odpowiadał własnym, głuchym echem. Crowe nie patrzył jednak na Kalashnikova. Wzrok miał wbity w niewielki ekran detektora ruchu, a palce zaciskały się mocniej na obudowie urządzenia za każdym razem, gdy aparat emitował charakterystyczny ping. Jeszcze chwilę temu sygnał z dolnego poziomu przesuwał się powoli w stronę wejścia do windy. Teraz Elias chciał wiedzieć tylko jedno. Czy to cholerstwo usłyszy wezwanie? Nie wiedział, czego właściwie oczekiwał. Nagłego zatrzymania punktu na ekranie? Gwałtownego przyśpieszenia, które dałoby im znać, że jednak nie chodzi o ocalałego człowieka? Każda z możliwości była na swój sposób paskudna.

      – Czy ja wiem, czy to taki dobry pomysł? – rzucił do Siergieja, nie odrywając wzroku od detektora. – Jak wielka szansa jest na to, że ocalały? Po takim czasie? – poddał w wpątpliwość i przesunął wzrok znad detektora w stronę stojącej otworem windy. Pusta metalowa skrzynią połączoną pionowym szybem prowadziła do czegoś, co właśnie zmierzało w ich stronę od dołu. Crowe nie potrzebował wojskowego doświadczenia Holta, żeby rozumieć, jak niewiele przestrzeni zostaje człowiekowi do ucieczki, kiedy drzwi takiej skrzyni się zamknął. Przłknął ślinę. Mimo wszystko propozycja Joshuy miała sens.
      – Jestem za drogę w górę – powiedział w końcu, spoglądając najpierw na Hannigana, a później na Gleesona. – Gleeson potrzebuje ambulatorium, a zbrojownia też brzmi jak miejsce, w którym chciałbym się znaleźć po tym całym pierdolniku. Jeśli po drodze trafimy na działający terminal, wtedy zajmiemy się kartą.
      Urwał na chwilę, zerkając ponownie na ekran detektora.

      Choć pilnował się, by nie odwracać głowy, gdzieś na krawędzi pola wzroku widział strzaskane tuby, ciała i korporacyjne oznakowania. Część jego osoby nie miała najmniejszej ochoty łączyć kropek, a druga robiła to mimo sprzeciwu pierwszej. Wyliczał w głowie. Zagrożenie biologiczne. Weyland-Yutani. Ten sam grafitowy nalot, który widzieli wcześniej. Ludzie zmasakrowani w sposób aż nazbyt przypominający stan znalezionego androida. Nie wiedział jeszcze, czy te stworzenia były tutaj hodowane, transportowane, badane czy po prostu przechowywane jak wyjątkowo kosztowny ładunek. Coraz trudniej było mu jednak wierzyć, że ich obecność na Bleinercie była przypadkiem.
      – A co do twojego wcześniejszego pytania, Sadza... – odezwał się po chwili, nadal nie patrząc w jego stronę. – Nie wiem, czy je tu hodowali. Ale te akwaria były oznaczone jako zagrożenie biologiczne. Nalot na nich jest taki sam jak ten, który już widzieliśmy. Jeśli mam strzelać, to ktoś bardzo chciał, żeby cokolwiek co było w tych tubach, pozostało na miejscu.
      Kącik ust drgnął mu niemal niezauważalnie.
      – Ale jak widać, wszystko się szczętnie spierdoliło – dodał, a ręka nie trzymająca detektora sama powędrowała do uspokajającej piersiówki, w której było coraz mniej jego specjału. Pociągnął łyk i wstrząsnął manierką. Zostało mu może jeszcze na dwa łyczki. Potem znów skupił się na detektorze. Na razie to niewielkie urządzenie było dla niego ważniejsze niż wszystkie teorie razem wzięte. Jeśli punkt na dole zmieni zachowanie po uderzeniach Sadzy, przynajmniej dowiedzą się czegoś nowego.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      ♥
      5
      • Arthur FleckA Niedostępny
        Arthur FleckA Niedostępny
        Arthur Fleck jako Delilah le Fey
        napisał(a) ostatnio edytowany przez
        #214

        Delilah le Fey

        Możliwości były dwie. Nadia Volkov kłamała, albo wpadła w psychozę i faktycznie uwierzyła, że jakieś zwierzęta są w stanie sterroryzować czterech uzbrojonych dorosłych mężczyzn, syntetyka i najemnego żołnierza. Jedno Delilah le Fey wiedziała na pewno. Nie istniał gatunek potężniejszy od homo sapiens. Nawet najbardziej prymitywna broń w rękach człowieka była skuteczniejsza niż zęby, pazury czy kły. Na przestrzeni tysięcy lat przekonały się o tym tygrysy szablozębne, lwy jaskiniowe a potem wilki, niedźwiedzie i każdy jeden wymarły drapieżnik zamieszkujący Ziemię. Ludzie od dekad przemierzali kosmos i choć słyszała czasem niedorzedne plotki krążące po koloniach wiedziała, że żaden żywy organizm w starciu z karabinem impulsowym Armat M41A nie ma szans.

        Wszechświat należał do ich rasy i nie była to ignorancja lecz niepodważalna prawda.

        Potem jednak przypomniała sobie syki, które usłyszała w głośnikach. Syki a potem krzyk załogi.

        William nazwał te syki potworami za co go skarciła.

        Nie chciała dopuścić myśli, że może być w błędzie. Że zwykła nawigatorka posługująca się prostackim językiem zobaczyła coś co przeczy jej własnym wyobrażeniom o wszechświecie.

        Olśnienie przyszło po chwili, ostre jak cięcie skalpela. Natura nie potrafiła stworzyć niczego, co oparłoby się ołowiu, ale korporacyjne laboratoria jak najbardziej. Przecież z tego wyrósł cały fundament Lasalle Bionational. Nim stali się potęgą zgarnęli lukratywny kontrakt rządowy na odporną na promieniowanie, genetycznie modyfikowaną kukurydzę dla kolonii na rubieżach. Przebudowywali łańcuchy DNA, eliminowali wady fabryczne, hodowali organizmy silniejsze, twardsze i bardziej wydajne. Ona sama była tego dowodem. Jej matka i ojciec nigdy się nie spotkali, Delilah nie została poczęta w łóżku lecz w sterylnym szkle z wyselekcjonowanego nasienia i komórek jajowych ludzi, którzy wspięli się na szczyt ewolucyjnej drabiny. Była produktem ulepszonym. Skoro więc Lasalle potrafiło tworzyć ludzi z najdoskonalszych skrawków biologii, co stało na przeszkodzie by ktoś inny wziął na warsztat drapieżnika? Wyhodował żywą broń biologiczną? Jeśli Nadia widziała potwora, to nie był on kaprysem obcej ewolucji lecz kolejnym firmowym patentem. Jak kukurydza odporna na kosmiczne promieniowanie. Jak Delilah le Fey.

        Zostawiła na boku potwory i przetrawiła resztę wydarzeń w poszukiwaniu racjonalnego dna. Załoga Kardashian została uwięziona i zagoniona w głąb korytarzy Blainerta. Ktoś lub coś z procesorem zamiast mózgu zamknęło tego głupca i jego wierne psy w pułapce i utrzymywało przy życiu. W jakim celu? Czy był to eksperyment? Przynęta? Tylko jedna osoba, mogła znać odpowiedź na to pytanie.

        Gdy Rosjanka skończyła mówić, Delilah nie zamknęła za nią drzwi śluzy. Właściwie to liczyła, że pilot będzie słuchał co ma do powiedzenia, jeśli wciąż miał nasłuch na korytarze.

        – Twój kapitan i reszta załogi są już martwi. Nie da im się pomóc. Jeśli odrzucisz emocje na bok, sama to zrozumiesz. Coś na tym statku wybiło miesiąc temu całą załogę. To nie byli prości górnicy, koloniści czy kurierzy lecz wyszkoleni żołnierze a mimo to Hannigan zignorował oczywiste fakty, które zrozumiało by nawet dziecko. To jego odpowiedzialność, nie twoja. Nie jesteś mu nic winna a na pewno nie swoje życie. Nawet jeśli znaleźliby jakimś cudem sposób by wrócić na Kardashian, z tego co mówisz doszło tam do jakiegoś skażenia biologicznego. Znasz procedury, prawda? Wiesz, że nie można ich z powrotem wpuścić na statek.

        Nadia próbowała zaprotestować, ale Delilah od razu uniosła palec i uciszyła ją gestem.

        – Podjęliście z O’Collanem najlepszą możliwą decyzję. Odcięliście chorą kończynę od zdrowej i Kardashian dzięki wam jest bezpieczny. Na razie. – podkreśliła – Od Borodino dzieli nas trzy miesiące lotu. Nie potrzebujemy syntetyka i kriokomór, tylko pilota który bezpiecznie dostarczy nas do celu.

        Rosjanka już otwierała usta, pewnie by wyrzucić w stronę agentki najgorsze epitety i przekleństwa jakie może usłyszeć kobieta od innej kobiety.

        – Spokojnie, Nadiu daj mi dokończyć. Odrzuciłaś uprzedzenia i mimo wszystko przyszłaś prosić o pomoc dla przyjaciół. Ja to szanuję, nawet bardzo i nie zawiodę twojego zaufania. Chciałam być po prostu szczera i przedstawić jasno sytuację by uniknąć nieporozumień. Dla nich nie ma już ratunku. Nie na tym statku, nie na Kardashianie. Ale możemy spróbować zwiększyć ich szanse by przetrwali na Blainercie.

        Spojrzała w pełne łez oczy Nadii.

        – Musimy wyciągnąć Purcella z lodówki i przesłuchać go jeszcze raz. Ale tym razem to ja poprowadzę przesłuchanie. – w ustach Delilah zabrzmiało to jak groźba – Powinnam sobie poradzić bez syntetycznej skopolaminy, ale jeśli w ambulatorium znajduje się chemia, która przyśpieszyłaby i ułatwiła mi zadanie nie obrażę się. William jest naukowcem, może wpadnie na jakieś ciekawe rozwiązanie. Nawet jeśli Purcell nic przed nami nie ukrywa, może się przydać jako przewodnik po Blainercie o ile znów nawiążecie kontakt z załogą.

        Delilah westchnęła.

        – Jest tylko jeden problem. O’Collan zamknął śluzę do spalni gdy próbował nas zabić. Albo go przekonaj by ją otworzył z powrotem albo spróbuj rozwiązać to inaczej.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        ♥
        5
        • KetharianK Online
          KetharianK Online
          Ketharian jako Alien
          Obsługa Moderator Mecenas
          napisał(a) ostatnio edytowany przez
          #215

          text alternatywny


          Kabina Delilah le Fey


          Furia wykwitająca na twarzy Rosjanki głębokim rumieńcem, gdy Delilah mówiła o przesądzonym losie ratowników nie sięgnęła swego apogeum. Wypowiedziana na samym końcu propozycja zdusiła wściekłe warknięcie Nadii dając jej na powrót łut fałszywej nadziei.

          - Nie mamy pewności, że zostali skażeni - powiedziała uspokajając rytm oddechu - Weszli tam w kombinezonach, są zabezpieczeni. Ale zgadzam się co do Purcella, czytasz mi w myślach. To samo dopiero co mówiłam Davy’emu, że musimy wyciągnąć ze śpiączki Purcella. Kapitan niepotrzebnie go wsadzał do lodówki. Gość zna układ statku, przejścia, procedury. Jeśli uda nam się na nowo nawiązać łączność, będzie ich mógł poprowadzić jak po sznurku.

          Korporacyjna agentka skinęła z aprobatą głową, dyskretnie zerkając przy tym ponad ramieniem Nadii w kierunku najbliższej kamery monitoringu.

          - Jak zatem zamierzasz rozwiązać problem, o którym wspomniałam? - zapytała zawieszając wymownie głos i unosząc brwi.

          - To również mój statek - odpowiedziała chłodno techniczka - Poradzę sobie, tylko najpierw jedno. Żadnych krzywych akcji. Nie kombinuj za moimi plecami. Zobaczę, że igrasz z życiem moich przyjaciół i wsadzę cię do lodu w miejsce tego żołnierza. Nie urobisz mnie na słodkie oczka, wiem, że masz w tym swój własny interes. Odpierdolisz coś i to będzie koniec naszej współpracy, jasne? A teraz zbierajcie się, muszę jeszcze zahaczyć o warsztat. Wybudźmy tego skurczybyka.


          text alternatywny


          Środkowy pokład Bleinerta


          Motoklucz Sadzy uderzył w metal podłogi po raz ostatni i w ładowni zapadła wibrująca echem wcześniejszych uderzeń cisza. Wszyscy zdrętwieli na chwilę, zamarli w bezruchu czekając na cokolwiek, co mogło ich utwierdzić w przekonaniu, że na pokładzie wojskowego transportowca pozostawił ktoś żywy nie będący członkiem ekipy ratunkowej ani budzącym ciarki czarnym stworem o morderczych szponach i ogonie.

          Seria dźwięków zaskoczyła bez mała wszystkich, chociaż każdy podświadomie wyczekiwał takiego właśnie odgłosu. Uderzenia - jedno po drugim, w precyzyjnym rytmie i z doskonale zachowanym natężeniem - poniosły się stłumionym łoskotem po całej ładowni.

          Kalashnikov przyklęknął na jedno kolano, przyłożył dłoń do podłogi jakby bezpośredni kontakt z przewodzącą dźwięki powierzchnią ułatwiał mu czytanie sygnału.

          - P-o-m-o-c-w-d-r-o-d-z-e-g-d-z-i-e-i-s-c - przeliterował inżynier przymykając oczy, aby lepiej wczuć się w dźwiękowy sygnał Morse’a.

          Elias cofnął się o krok od Sadzy, złapał mocniej w ręce obudowę detektora ruchu i nacisnął jego przycisk emitując kolejną falę energii.

          - Dwa dodatkowe sygnały! - oświadczył podekscytowanym głosem - Jest ich troje! Pierwotny wykonuje ruchy w miejscu, dwa zbliżają się do niego bardzo powoli z dwóch stron, są najpewniej w tym samym pomieszczeniu.

          Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          1
          • MarrrtM Niedostępny
            MarrrtM Niedostępny
            Marrrt jako Caleb Hannigan
            Mecenas
            napisał(a) ostatnio edytowany przez
            #216

            Caleb Hannigan

            Cisza. Odgłosy Bleinerta. Obce. Kompletnie inne niż Kardashiana. W normalnych warunkach Caleb nie zwróciłby na nie aż takiej uwagi. Ale w kontekście czających się w mroku istot każdy syk pary z odpowietrzników przyśpieszał bicie serca. Każdy stuk ruchomych elementów wzmagał czujność. Może to jednak nie był najle...

            Odpowiedź.

            Sadza klęka. Po minie Rosjanina widać jak zmęczony życiem inżynier przywołuje dawno wkute na blachę tablice znaków Morse'a. Caleb też je znał. Choć musiałby zapisać, żeby odczytać odpowiedź. Jego pierwszy oficer nie musiał.

            Zaraz potem Elias melduje o dwóch nowych sygnałach. Dwóch. Tylu ile zniknęło gdy zostali zaatakowani. Decyzja musiała być natychmiastowa.

            - Sadza, uwolnij windę! - syknął bez "panowania". Zdarzało mu się to bardzo rzadko gdy sytuacja wymagała krytycznego pośpiechu - I bądź gotowy rozwalić hydraulikę na dobre, żeby została na dole!

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            3
            • GreKG Niedostępny
              GreKG Niedostępny
              GreK jako Siergiej Kalashnikov
              Mecenas
              napisał(a) ostatnio edytowany przez
              #217

              Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza.

              text alternatywny

              Bleinert

              Dotarło do niego co zrobili (shto zdielał!) w ułamku sekundy.

              Robiąc raban sprowadził na tego człowieka na dole śmiertelne niebezpieczeństwo.

              A twarz Chimika zerkającego na detektor ruchu zdawała się to tylko potwierdzać.

              Pięść walnęła w panel nim zdążył skończyć myśl. Zanim w głowie wybrzmiało słowo: NIEBEZPIECZEŃSTWO.

              Nim Stary zdążył wykrzyczeć ostatnie słowo, drzwi kabiny już się zamykały. Sadza wstał z kolan i nim stracił załogę z oczu krzyknął jeszcze przez zwężającą się szczelinę.

              — Nie przywołujcie jej jeśli sam nie wrócę.

              Stojący w laboratorium usłyszeli jeszcze rzucone do kapitana:

              — Zabierz ich stąd bo...

              Ostatnie słowa zdusiły zamykające się za pierwszym oficerem drzwi i odgłos ruszającej windy.

              —... bo cię zajebię!

              Dokończył Nikołajewicz w już zamkniętej kabinie. Czy ktoś za nim krzyknął? Nie był pewien.

              — j-a-d-e — wystukał kluczem w podłogę.

              Zaparł koniec klucza o krawędź panelu i wyrwał go ze ściany. Panel zawisł na kablach. Znalazł wiązkę przewodów biegnących do napędu. Wśród nich ten najgrubszy, zasilający. Wystarczyło mocniejsze szarpnięcie, żeby kabina już nigdzie nie pojechała.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              😯
              4
              • PiołunP Online
                PiołunP Online
                Piołun jako Elias Crowe
                Mecenas
                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                #218

                Crowe przez kilka długich sekund wpatrywał się w ekran detektora, śledząc przesuwające się znaczniki z takim skupieniem, że zarysowała mu się żyłka na skroni. Pierwszy pozostawał niemal w miejscu, wykonując drobne nieregularne przesunięcia w obrębie niewielkiego obszaru, podczas gdy dwa pozostałe zbliżały się do niego bardzo powoli z przeciwnych stron. Przez ułamek chwili pomyślał, że mają do czynienia z trójką ocalałych, ale nie umiał długo się oszukiwać. Po odpowiedzi wystukanej Morse’em i tym co do tej pory przeżyli, znaczenie tych pozostałych punktów wydawało się jasne. Gdzieś pod nimi znajdował się ktoś, kto usłyszał wezwanie i potrafił na nie odpowiedzieć, a razem z nim znajdowało się jeszcze coś. Pewnie te paskudne bydlaki na które natrafli wcześniej.

                Dopiero wtedy dotarło do niego, jak łatwo mogli właśnie pogorszyć sytuację człowieka na dole. Uderzenia młotoklucza poniosły się przez konstrukcję statku daleko poza ich bezpośrednie otoczenie i jeśli ten, kto odpowiedział, usłyszał wezwanie, równie dobrze mogło usłyszeć je także wszystko inne, co krążyło po wnętrzu Bleinerta. Tak jak podejrzewał wcześniej, nie przemyśleli tego. Nie potrzebował już żadnej dodatkowej analizy. Zacisnął mocniej dłoń na obudowie detektora, a kiedy podniósł wzrok, drzwi windy właśnie domykały się za Siergiejem.
                – O kurwa... – wymknęło mu się cicho.

                Ruszył bliżej szybu, unosząc detektor i ponawiając skan, choć bardziej od samego wyniku interesowało go teraz to, czy radio utrzyma łączność między poziomami. Sadza był już w drodze, więc nie było sensu wołać za nim, żeby wracał. Teraz liczyło się tylko to, by przekazać mu tyle, ile rzeczywiście wiedzieli. Crowe nacisnął przycisk komunikatora i przez chwilę wsłuchiwał się w trzaski, próbując wychwycić jakikolwiek ślad odpowiedzi z kabiny.
                – Sadza, słyszysz mnie? Będę patrzył przez detektor, co robią te dwa sygnały. Jak tylko coś się zmieni, dam ci znać. Uważaj tam na siebie chłopie i wróc do nas!
                Na tym poprzestał. Nie dorzucał żadnych żarcików, bo sam czuł, że sytuacja przestała być odpowiednim miejscem na rozwadnianie napięcia cynizmem. Zamiast tego skupił się ponownie na ekranie, chcąc wychwycić każdą zmianę tempa, kierunku albo dystansu między sygnałami. Jeśli Sadza rzeczywiście zdoła zjechać na dół, detektor mógł być jedyną rzeczą, która dawała mu choć odrobinę przewagi.

                Dopiero po chwili Elias odwrócił głowę w stronę Hannigana i Holta, nie opuszczając jednak urządzenia. W tej konkretnej chwili nie interesowało go już rozstrzyganie, czy decyzja Siergieja była odważna, głupia, czy po trochu jedno i drugie. Interesowało go tylko to, żeby człowiek, który właśnie zjechał niżej, nie został tam całkiem sam. Crowe zamierzał więc śledzić trzy kontakty tak długo, jak detektor pozwoli, i reagować na każdą zmianę, zanim zniknie im kolejny człowiek. Przekazał to w krótkim spojrzeniu, które im posłał i skupił się na detektorze, przynajmniej do czasu, gdy okaże się, czy Sadza faktycznie mógł utrzymać z nimi łączność.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                ♥
                5
                • Arthur FleckA Niedostępny
                  Arthur FleckA Niedostępny
                  Arthur Fleck jako Delilah le Fey
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez Arthur Fleck
                  #219

                  Delilah le Fey

                  Jedną z broni, którą Delilah nie musiała ukrywać i mogła po nią sięgnąć w dowolnym momencie był litościwy uśmiech. Wystarczyło by uniosła kąciki ust pod odpowiednim kątem i skrzywiła brwi by osoba, z którą rozmawia nagle zwątpiła we własne kompetencje, intelekt, męskość czy urodę. Agentka postanowiła oszczędzić tego Nadii Volkov, choć Rosjanka aż się prosiła żeby pokazać jej miejsce w szeregu. Zamiast tego Delilah odpowiedziała jej spokojnie:

                  — Nie wyobrażaj sobie za dużo Nadiu. Nie trafiłam na ten statek by knuć wielopiętrowe intrygi i realizować tajne agendy, których tak się panicznie wszyscy boicie. Mój jedyny interes jest zbieżny z twoim. Chcę w jednym kawałku dolecieć na Borodino i nie skończyć jak załoga Blainerta. Więc przestań tracić tlen na groźby i prowadź do tego warsztatu.

                  Odwróciła się do młodego naukowca. Jemu nie odmówiła uśmiechu.

                  — Szybka decyzja Williamie, idziesz z nami czy chcesz tu zostać i grzebać w mojej bieliźnie?

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  😁
                  5
                  • ReRebirthR Niedostępny
                    ReRebirthR Niedostępny
                    ReRebirth jako Joshua Gleeson
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez ReRebirth
                    #220

                    Wszystko wydarzyło się w ułamku sekundy, zlewając się w oczach Joshuy w jeden zamazany, chaotyczny kadr. Zanim jego przemęczony umysł zdołał w pełni przetworzyć przerażającą informację z radaru Crowe'a o dwóch nowych, okrążających cel sygnałach, usłyszał tylko urwany krzyk Sadzy i głośny syk zamykających się pneumatycznie drzwi.
                    ​Gleeson drgnął, ale jego zmęczone mięśnie zareagowały o ten jeden, krytyczny ułamek sekundy za późno. Zobaczył jedynie szybko zwężającą się szczelinę i znikającą w niej sylwetkę pierwszego oficera. A potem rozległ się już tylko głuchy zgrzyt ruszającej w dół kabiny i trzask wyrywanych gdzieś wewnątrz przewodów, sugerujący, że Sadza odciął im możliwość przywołania windy.

                    ​Joshua poczuł, jak w klatce piersiowej znów rośnie to straszliwe, znajome napięcie. Paraliżująca panika, niczym lodowata woda, zaczęła wlewać się do jego umysłu, grożąc całkowitym zatopieniem racjonalnego myślenia. Kolejny człowiek oddzielony od grupy. Kolejny samobójczy skok w mrok pełen potworów. Serce inżyniera potknęło się, gotowe wpaść w morderczą arytmię, ale wtedy jego dłonie odruchowo zacisnęły się mocniej na chwycie karabinu M41A. Zimny, chropowaty polimer podziałał jak kotwica. Toporny ciężar broni ściągnął go z powrotem na pokład, przebijając się przez zasłonę strachu i brutalnie otwierając zakurzoną, starannie ukrywaną szufladę w jego pamięci. Wspomnienie z akademii, ukryte głęboko w umyśle, uderzyło w niego z niespodziewaną siłą. Głos dawnego instruktora zabrzmiał w jego głowie krystalicznie czysto:

                    „Gleesion, matole! Chaos na polu walki to naturalny stan, jest jak powietrze, którym oddychasz! Rzeczy po prostu się dzieją. Sukces to spokój i reagowanie! Więc weź głęboki wdech i skończ się mazać!"

                    ​Zaskakując samego siebie, Gleeson wypuścił z płuc drżący, ale kontrolowany oddech. Strach wciąż tam był, czaił się na krawędzi świadomości, ale Joshua siłą woli wepchnął go z powrotem w najgłębsze zakamarki umysłu. Emocje były teraz luksusem, na który nie mogli sobie pozwolić, bo były spóźnione. Na osąd i wściekłość na samobójczą, impulsywną głupotę Siergieja przyjdzie jeszcze czas, o ile w ogóle dożyją momentu, w którym będą mogli to przegadać.

                    ​Oderwał wzrok od gładkich, zamkniętych wrót szybu i odwrócił się w stronę Hannigana. Jego twarz była szara ze zmęczenia, umazana smarem i lśniąca od zimnego potu, ale oczy straciły swój rozedrgany, neurotyczny wyraz. Zastąpiła go twarda, zrezygnowana kalkulacja.

                    ​– Zjechał na dół i najwyraźniej zablokował kabinę od środka. Jesteśmy odcięci, kapitanie – zaraportował sucho, a jego głos był zaskakująco opanowany.

                    Kątem oka zerknął na detektor w rękach Crowe'a, po czym poprawił chwyt na ciężkim karabinie. Dodał po chwili:

                    – Zostaliśmy tu sami. Straciliśmy pierwszego oficera, nasze drogi ucieczki powoli zamyka to coś, co pociąga za sznurki, a na dolnym poziomie zaraz rozpęta się piekło. Co dalej? Czekam na rozkazy, sir... Znaczy, kapitanie.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    5
                    • MarrrtM Niedostępny
                      MarrrtM Niedostępny
                      Marrrt jako Caleb Hannigan
                      Mecenas
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez Marrrt
                      #221

                      Caleb Hannigan

                      - Kalashnikov? - Caleb przez tę jedną krytyczną sekundę, która mogła mieć znaczenie dla życia pierwszego oficera, znieruchomiał. Nie zadziałał. Nie zareagował. Po prostu patrzył na to co wyprawia Rosjanin. Aż było za późno, żeby działać. - Kalashnikov! Wracaj!

                      Dopadł do zamkniętych drzwi windy wduszając rytmicznie i równie bezskutecznie przycisk otwierania.

                      - Kalashnikov, to android! Wracaj! Człowiek nie przetrwałby poza ekranowanym ukryciem! Wracaj!!! Kurwa! Tępy kacapie!

                      Łomotał jeszcze przez chwilę w drzwi i zaczął energicznie się rozglądać. Wyglądał... jak jeszcze nigdy. Przynajmniej nigdy go takim załoga nie widziała. Bo prawda była, że mógł się spodziewać po każdym takiego bezmyślnego bohaterstwa, ale nie po Siergieju. Rosjanin od początku pragmatycznie wolał pozostać na Kardashianie i nie ryzykować dla potencjalnych rozbitków. Do bólu pragmatycznie. Dlatego go wziął, żeby nie przyszło mu do głowy odciąć ich i zostawić na Bleinercie. To było przewidywalne. I nie miał mu tego za złe. Ale desperacka odsiecz androidowi, albo agentowi W-Y???

                      - Panie Gleeson. Niech pan wyłączy zasilanie windy. Natychmiast. Zanim się drzwi na dole otworzą!

                      Widać jednak było, że mimo najszczerszych chęci młodszego technika winda już jechała i w te kilka sekund nic jej nie zatrzyma. Może poza Sadzą, bo w windzie z pewnością był przycisk awaryjnego zatrzymania.

                      - Sadza! Zatrzymaj windę - kapitan spróbował tym razem odezwać się przez interkom, który wszyscy mieli w hełmach - To android! Maszyna! Nie ryzykuj! Zatrzymaj windę!

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      ♥
                      5
                      • GreKG Niedostępny
                        GreKG Niedostępny
                        GreK jako Siergiej Kalashnikov
                        Mecenas
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                        #222

                        Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza.

                        text alternatywny

                        Bleinert

                        Umysł pierwszego oficera pracował na najwyższych obrotach.

                        Nie człowiek? Maszyna?

                        Razem z pytaniami przez głowę przebiegły mu też wątpliwości.

                        Vrut. Suki.

                        Jeśli jednak to była puszka, nie człowiek, to zmieniało wszystko.

                        Czy jednak?

                        Zdobycie androida, androida z Bleinerta mogło im dać przewagę, której potrzebowali.

                        — Zamknij się Hannigan!

                        Szczeknął. Krótko.

                        — Crowe. Gdzie chyorty? Ile do nich? Obiekt przy windzie?

                        Zacisnął szczękę.

                        — Ile mam czasu?

                        Winda już zwalniała. Musiał wiedzieć co go czeka za drzwiami. Musiał zdecydować.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        3
                        • ReRebirthR Niedostępny
                          ReRebirthR Niedostępny
                          ReRebirth jako Joshua Gleeson
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez ReRebirth
                          #223

                          Joshua puścił karabin, pozwalając, by zawisł na pasie nośnym. Dopadł do nienaruszonego panelu windy i bez odrobiny finezji, wykorzystując brutalną siłę, zerwał jego osłonę. Zignorował ból w palcach; wpiął się prosto w główną wiązkę zasilania i brutalnie zwarł odpowiednie styki. Rozległ się pisk przeciążonych hamulców i potężny, metaliczny zgrzyt. Winda szarpnęła i zatrzymała się z głośnym łoskotem, nie dojeżdżając na sam dół.

                          Wtem poczuł, że chyba przesadził. Chwilowy spokój zwiódł go, broń dodała naiwnej odwagi, a przecież był po ataku serca i potrzebował nitrostymulantów na teraz.Zachwiał się. Odruch szarpnął karabinem, który uderzył w klatkę piersiową Gleesona. Joshua opadł na kolano tuż przy krawędzi. Jego serce uderzało o żebra z bolesną, nieregularną furią, a z płuc wyrywał się chrapliwy świst. Wyciągnął dłonie, by chwycić z powrotem za karabin, ale z przerażeniem zorientował się, że nie potrafi zacisnąć palców. Całe jego ciało, od barków aż po koniuszki palców, ogarnęło gwałtowne, niekontrolowane drżenie.

                          – Szlag... Przepraszam. Przeholowałem. Muszę... Muszę dostać się... Do ambula...

                          Nawet nie dokończył. Obniżył głowę i wlepił wzrok w podlogę, próbujac odzyskać choć ułamek równowagi, bo dygotał obecnie jakby miał febrę. W tym stanie wolalby nie musieć strzelać.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          3
                          • PiołunP Online
                            PiołunP Online
                            Piołun jako Elias Crowe
                            Mecenas
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez
                            #224

                            Crowe zobaczył zmianę na ekranie niemal w tej samej chwili, w której usłyszał głos Siergieja. Znaczniki, które jeszcze kilka sekund wcześniej pełzły powoli ku windzie, teraz znajdowały się już tak blisko szybu, że przez moment pomyślał, iż urządzenie szlag trafił, ale to nie była usterka. Ponowił skan, ale obraz się nie zmienił.
                            – Sadza, zatrzymaj tę pieprzoną windę. Teraz. – Głos Eliasa stwardniał natychmiast. – Dwa dodatkowe sygnały są przy samym wejściu, po obu stronach drzwi. Pierwszy jest jakieś metr przed tobą. Jeśli te drzwi się otworzą, będzie kiepsko.
                            Crowe zacisnął palce na obudowie detektora, śledząc trzy znaczniki. Ściskał urządzenie tak mocno, że aż zbielały mu knykcie, a na skroniach pojawiły się strużki potu.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            👽
                            4
                            • GreKG Niedostępny
                              GreKG Niedostępny
                              GreK jako Siergiej Kalashnikov
                              Mecenas
                              napisał(a) ostatnio edytowany przez
                              #225

                              Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza.

                              text alternatywny

                              Bleinert

                              — Blat'!

                              Sadza sięgnął do wiszącego na kablach panelu i wcisnął czerwony przycisk.

                              — Blat'!

                              Szarpnęło. Kabina zatrzymała się nagle.

                              Nikołajewicz stał przez chwilę bez ruchu. Teraz dopiero zdał sobie sprawę jak niewiele brakowało do otwarcia drzwi. Podszedł do nich i przyłożył ucho do chłodnego metalu.

                              Cisza.

                              A potem coś na granicy słyszalności. Szurnięcię? Czy może praca jakiegoś mechanizmu?

                              — Jesteś tam? — zapytał głośno.

                              Chwycił młoto-klucz.

                              — K-i-e-d-y-p-o-m-oc — wystukał w drzwi.

                              Chwila przerwy.

                              — K-t-o.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              🆒
                              3
                              • KetharianK Online
                                KetharianK Online
                                Ketharian jako Alien
                                Obsługa Moderator Mecenas
                                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                #226

                                text alternatywny


                                Środkowy pokład Bleinerta


                                Dźwięczące determinacją ostrzeżenie Eliasa sprawiło, że ciało Marcusa przebiegł mimowolny dreszcz. Wspomnienie szaleńczo ruchliwego kształtu zwijającego się z nieludzką gibkością pod gradem pocisków powróciło ze zdwojoną siłą do myśli Holta szarpiąc jego i tak napięte nerwy.

                                Gleeson zdążył już zerwać obudowę panelu przy drzwiach windy, podważając go końcówką jakiegoś zdjętego z uprzęży narzędzia i zwierając na krótko dwa kable. Jak zdołał to zrobić nie zdejmując wpierw ciężkich nieporęcznych rękawic, tego Marcus nie wiedział, ale po raz pierwszy w czasie wspólnej znajomości histeryczny i leniwy w jego opinii technik zrobił na mężczyźnie stonowane pozytywne wrażenie.

                                Drzwi szybu rozsunęły się przy wtórze ostrzegawczego sygnału. Holt i Gleeson jednocześnie zrobili krok w kierunku progu, wymierzyli lufy ściskanych kurczowo karabinów w kierunku widocznego ponad dwa metry niżej dachu kabiny. Szyb okazał się słabo oświetlony, ale omiatając jego wnętrze snop światła podwieszonej pod broń latarki Marcus upewnił się, że głęboki półmrok nie skrywał żadnych potworów.

                                Z wnętrza windy dobiegł stukot motoklucza wybijającego na ścianie kabiny nowy sygnał zakodowany Morse’em.

                                - Odetnij mu zasilanie! - sarknął Holt przesuwając wzrokiem po technicznych drabinkach biegnących poprzez całą wysokość szybu - Odetnij drzwi!

                                - Nie wiem jak! - padła ponownie zabarwiona paniką odpowiedź Joshui - Tu jest za dużo kabli!


                                text alternatywny


                                Hyperspalnia Kardashiana


                                O’Collan kilkakrotnie wzywał ją poprzez radio do powrotu na mostek, ale determinacja Nadji nie malała z biegiem czasu. Poruszała się biegiem, okazjonalnie sprawdzając spojrzeniem ponad ramieniem czy para pasażerów wciąż za nią nadąża.

                                - Twój towarzysz nie jest w stanie permanentnie zablokować wejścia z poziomu konsolety? - zapytała Delilah le Fey stając ze skrzyżowanymi ramionami obok klęczącej przy drzwiach hyperspalni Rosjanki.

                                - Można zablokować komuś, kto nie zna statku - odpowiedziała Volkova rozkręcając panel sterowania za pomocą zabranej z warsztatu elektrowkrętarki - Kiedy latasz na kombajnie tyle lat, znasz na pamięć wszystkie ręczne obejścia mechanizmów. Nie każ mi tłumaczyć szczegółów, i tak nie zrozumiesz.

                                W jej poirytowany, ale i ogromnie niespokojny głos wdarł się nagły wizg hydraulicznych siłowników, które wprawiły w ruch drzwi hyperspalni.

                                - Droga wolna - oznajmiła Nadja odwieszając wkrętarkę na uprzęż kombinezonu - Jeremiah Purcell jest nasz. Pokaż teraz, na co cię stać, panienko.

                                Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                2
                                • MarrrtM Niedostępny
                                  MarrrtM Niedostępny
                                  Marrrt jako Caleb Hannigan
                                  Mecenas
                                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                  #227

                                  Wychylając się nad szybem gdzie w dole widoczna była nieruchoma już winda, Caleb wyczekiwał. Dźwięków. Krzyków. Czegokolwiek. Nie miał nad tym żadnej kontroli. Sadza był zdany za swój rozum, który przed chwilą go dramatycznie zawiódł. A Hannigan mógł tylko pogodzić się z tym, co zrobi inżynier. Albo otworzy drzwi, zginie i pozbawi ich windy, albo się opamięta.

                                  Ułamki sekund wydawały się wiecznością. Ale żaden dźwięk nie nadchodził. A jeśli się opamiętał? Ale jeśli tylko na chwilę i zaraz jednak otworzy te drzwi?
                                  - Sadza? Co się tam dzieje? - zapytał do interkomu, po czym zwrócił się do Gleesona choć interkomu nie wyłączył - Możemy przywołać windę? Jeśli nie, to schodzę do niego.

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  4
                                  • ReRebirthR Niedostępny
                                    ReRebirthR Niedostępny
                                    ReRebirth jako Joshua Gleeson
                                    napisał(a) ostatnio edytowany przez ReRebirth
                                    #228

                                    Technik powoli odzyskiwał równowagę. Spojrzał w dół szybu i przełknął z trudem ślinę. Słysząc propozycję kapitana, pierwszym odczuciem w skołatanym umyśle Gleesona była niedorzeczność.Spróbował sklecić wypowiedź tak by brzmiała profesjonalnie, a jednicześnie nieco zniechęcająco.

                                    – Technicznie rzecz ujmując, skoro nie zdołałem odciąć zasilania, powinniśmy mieć kontrolę. Sęk w tym, że panel w windzie ma funkcję nadrzędną. W obecnej chwili najwyrwźniej system windy blokuje konendy paneli ściennych. Zresztą, to nie ma znaczenia. Jeśli Sadza bardzo nie chce wrócić do nas, to znów zatrzyma kabinę. Jak chce wrócić, to wystarczy że wciśnie ten sam przycisk, którym zatrzymał windę i ta przyjedzie do nas. .Obawiam się, że jesteśmy zdani na jego wolę, kapitanie.

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    3
                                    • PiołunP Online
                                      PiołunP Online
                                      Piołun jako Elias Crowe
                                      Mecenas
                                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                      #229

                                      Crowe nie odrywał wzroku od ekranu nawet wtedy, kiedy winda na szczęście stanęła. Przez kilka kolejnych sekund śledził trzy znaczniki, spodziewając się może jakiegoś gwałtownego ruchu, ale nie tego, co faktycznie się wydarzyło. Dwa boczne sygnały, jeszcze przed chwilą znajdujące się niemal przy samym wejściu do windy, zgasły jeden po drugim z wyświetlacza. Elias odruchowo ponowił skan, lecz urządzenie nadal pokazywało to samo. Został tylko środkowy znacznik, odsunięty nieco od szybu i poruszający się w ciasnym, niemal punktowym obszarze.

                                      Nie przyniosło mu to ulgi. Przeciwnie, zniknięcie dwóch znaczników wydało mu się bardziej niepokojące niż ich wcześniejsza obecność przy samych drzwiach i ten nagły skok pozycji. Wolał wariant, w którym widział je na ekranie, bo zawsze lepiej wiedzieć, gdzie czai się potencjalne zagrożenie. Teraz detektor milczał, a Elias nie miał żadnej gwarancji, że oznaczało to ich oddalenie. Równie dobrze mogły się zatrzymać, zejść poza kąt odczytu albo, co gorsza, w jakiś sposób nauczyć się unikać wykrycia.

                                      Ponowił skan jeszcze raz, bardziej z uporu niż z nadziei, że aparat pokaże coś nowego. Wynik pozostał ten sam. Jeden kontakt, nieco dalej od szybu, wykonujący drobne ruchy w ograniczonym obszarze. Crowe przez chwilę próbował wyczytać z tych przesunięć cokolwiek więcej, ale jakby nie starał się zaklinać rzeczywistości, ekran nie mógł mu powiedzieć nic ponad to, co już widział.
                                      – Dwa boczne kontakty zniknęły – powiedział w końcu do komunikatora, nie odrywając wzroku od wyświetlacza. – Został tylko środkowy, trochę dalej od windy. Porusza się praktycznie w miejscu.
                                      Zamilkł na moment, po czym uznał, że warto powiedzieć Siergiejowi wprost, co o tym sądzi.
                                      – Nie wiem, co się tam do cholery stało, Sadza, ale nie zakładałbym, że jesteś bezpieczny. Wracaj do nas. Razem to przemyślimy – spróbował przekonać Rosjanina.

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      4
                                      • Arthur FleckA Niedostępny
                                        Arthur FleckA Niedostępny
                                        Arthur Fleck jako Delilah le Fey
                                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                        #230

                                        Delilah le Fey

                                        Zostawiła Nadia przed zaryglowanym wejściem do hyperspalni i ruszyła prosto do ambulatorium, żeby przygotować się na spotkanie z Purcellem. W cichej, sterylnej przestrzeni mogła w końcu poukładać myśli.

                                        Delilah wiedziała, że próbują ratować trupy. Hannigan był martwy, reszta też. Po prostu żaden z tych głupców jeszcze o tym nie wiedział. Wyłożyła Rosjance pozbawioną znieczulenia prawdę, której ta nie była w stanie przyjąć do wiadomości. Volkova funkcjonowała w dziecinnej nadziei i wierzyła, że jej zaginieni koledzy jakimś cudem unikną losu dziesiątek marines z Blainerta. Nie rozumiała chyba jeszcze, że Delilah nie jest ani dobrą samarytanką ani samobójcą. Ocali nędzne życie nawigatorki, ale nigdy nie pozwoli wrócić reszcie załogi na statek. Chyba, że będzie miała w tym interes. Pomyślała o mutantach, które polowały na ludzi. O broni biologicznej, która wymknęła się spod kontroli. Coś co jest w stanie wybić do nogi całą załogę kosmicznych marines musi być warte fortunę.

                                        O’Collan co chwilę skamlał przez interkom i nawoływał Nadię do powrotu na mostek i była to najpiękniejsza melodia jaką może usłyszeć człowiek. W uszach Delilah brzmiał jak zdradzony mąż, który właśnie pojął, że jego ukochana towarzyszka życia, której bezgranicznie ufał puściła się z jego największym wrogiem. Poczuła lodowatą satysfakcję. Człowiek, który próbował ją zabić i rzucał kłody pod nogi, teraz patrzył jak jego cały świat obraca się w popiół. Kompani umierali w ciemnościach obcego statku a jedyna osoba, na którą liczył, odwróciła się od niego dla agentki Lassalle. Uśmiechnęła się w duchu. Zastanawiała się, czy dokładnie taką samą radość czuł biblijny wąż, gdy nagiął wolę Ewy a potem patrzył jak Adam stacza się razem z nią prosto w przepaść.

                                        Otrząsnęła się z myśli i omiotła wzrokiem sterylną przestrzeń. Wszystkie leki i środki psychoaktywne spoczywały w pojemnikach zabezpieczonych biometrycznie przez syntetyka. Maszyna została zniszczona, dostęp do nich był zablokowany, ale Delilah nie zamierzała tracić teraz czasu na siłowanie się z zabezpieczeniami. Zamiast tego zgarnęła kilka leżących pod ręką trytytek i podeszła do stojących przy ścianie noszy na kółkach. Zwolniła blokadę, chwyciła za ramę i wyprowadziła wózek z ambulatorium na korytarz.

                                        Nadia wykonała swoją robotę, wrota hyperspalni stały otworem. Delilah przetoczyła nosze przez próg, dokładnie przez tę samą śluzę, która zaledwie kilkadziesiąt minut temu omal nie przecięła jej i Williama na pół. Chwilę później znalazła się przy jedynej zajętej kriokomorze. Jeremiah Purcell leżał za pancernym szkłem, pogrążony w głębokim kriośnie. Delilah odwróciła się do Rosjanki i Williama, z kieszeni bluzy wyciągnęła czarne trytytki.

                                        – Zanim cokolwiek zrobimy pamiętajcie, że to przeszkolony żołnierz z ciężkim PTSD - zaczęła, rzucając opaski zaciskowe na krawędź noszy. – Kiedy zacznie wracać mu świadomość, może zrobić się nieprzyjemnie.

                                        Wskazała skinieniem na pulpit komory.

                                        – Uruchomię procedurę wybudzania a jak tylko drzwi kapsuły się otworzą, wchodzicie wy. Nadia, ty bierzesz nogi, ty William nadgarstki. Zaciskacie opaski ciasno, do oporu, a potem natychmiast przenosicie go na nosze.

                                        Powolnym ruchem pociągnęła za suwak bluzy. Rozpięła ją na tyle, by mogli zobaczyć M4A3 ukryty w kaburze.

                                        – Wy robicie swoje, a ja pilnuję, żeby ten człowiek nie zrobił nikomu krzywdy. Wszystko jasne? Zaczynajmy.

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        ♥
                                        3
                                        • GreKG Niedostępny
                                          GreKG Niedostępny
                                          GreK jako Siergiej Kalashnikov
                                          Mecenas
                                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                          #231

                                          Siergiej Nikołajewicz Kalashnikov. Sadza.

                                          text alternatywny

                                          Bleinert

                                          — n-i-e-o-t-w-i-e-r-a-c-z-a-g-r-o-z-e-n-i-e

                                          Sadza odczytał wystukany komunikat i zamarł.

                                          A więc ktoś tam był. Człowiek czy maszyna - nevazhno. Ktoś próbował go ostrzec. A skoro ostrzegał, musiał coś wiedzieć.

                                          I właśnie dlatego Sadza nie zamierzał wracać.

                                          Na górze ponaglali. Stary chciał, żeby wrócił. Na co czekali? Dlaczego, do cholery, jeszcze nie zabrali się stąd w cholerę?

                                          — Da dat' mne minutu, blyat'! Potrzebuję chwili!

                                          — k-i-e-d-y-p-o-m-o-c — odstukał młoto-kluczem w kabinę, po czym dodał — k-t-o

                                          Przyłożył ucho do metalu.

                                          Cisza.

                                          Sekunda.

                                          Druga.

                                          Nic. Żadnej odpowiedzi.

                                          — Blat'!

                                          Walnął kluczem w drzwi

                                          — k-t-o-t-y

                                          I znowu przyłożył ucho do metalu.

                                          Tym razem czekał dłużej.

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          3

                                          Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

                                          Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

                                          Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

                                          Zarejestruj się Zaloguj się
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy
                                          • Strona startowa