[CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
-

Mieszkanie rodziny Ogunlesi
Młodziutki chłopak był przerażony, Brazil dosłownie dostrzegała w powietrzu feromony jego trwogi parujące z pokrytego gęsią skórką ciała. Przytrzymywany w miejscu przez pomagierów Donga, wpatrywał się w netrunnerkę niczym skazaniec wprowadzony na szczyt piramidy Boga Słońca, wciąż nie potrafiący uwierzyć w to, że azteccy kapłani zaraz wyrwą z jego piersi ciągle bijące serce.
- Pomyśl o mnie jak o swojej starszej siostrze - powiedziała łagodnym tonem Artemida - Spierdoliłeś sprawę, więc dostaniesz zasłużoną zjebę, ale na końcu na pewno cię przytulę. A teraz mów, gdzie poszedłeś z dziewczynami i co się stało.
- Nigdzie z nimi nie poszedłem, przysięgam! - wyrzucił z siebie Samuel - Chciałem zabrać Chinwe na miasto, ale Nkechi się wcisnęła jak zawsze, po złośliwości, bo była zazdrosna. Umówiła je obie akurat na ten sam czas na spotkanie z jakimś influencerem, który kręci rolki na Bitchmaxxa o laskach z megabloków i płaci za to hajs. Kazała mi spierdalać i zabrała siostrę na parking na Zachód -1, bo tam działają wszystkie lampy i można robić zdjęcia i video w dobrym oświetleniu.
- A ty się wkurwiłeś i cię poniosły nerwy, co? - warknął Dong - Przestałeś myśleć głową, a zacząłeś nożem?
Brazil ściągnęła usta w wyrazie dezaprobaty dla ograniczonego intelektu przywódcy Chakkasów, bo dla niej samej było czymś całkowicie oczywistym, że zakrwawiony mały gnojek w życiu nawet nie stał obok skomputeryzowanego motylkowca z serii Wolverine, finansowo zupełnie dla niego nieosiągalnego - a gdyby nawet go jakimś cudem ukradł, natychmiast ktoś inny ukradłby takie ostrze jemu samemu.
- To nie mój nóż! - wrzasnął z przerażeniem Samuel, szarpiąc się w uścisku prześladowców i utwierdzając Artemidę w jej podejrzeniach - Najpierw chciałem skoczyć do Cynthii pograć na konsoli, ale potem poszedłem za nimi po cichu, żeby zobaczyć, co to za chujki im robiły zdjęcia. Doszedłem tylko do schodów serwisowych nad parkingiem jak wpadłem na Chinwe. Uciekała pod ścianie na schody, a ten nóż już miała wbity, przysięgam! A na parkingu było słychać jakieś krzyki. Mało się nie zesralem ze strachu, Dong, uwierz mi kurwa! Zacząłem ją wciągać na schody, a wtedy nagle rozwrzeszczała się jak szalona i złapała obiema rękami za brzuch.
- Bo ktoś zdalnie aktywował rozkładane ostrza - wtrącił przysłuchujący się ze skupieniem przesłuchaniu Hartley - Ktoś ją pchnął główną klingą, ale zdołała uciec, więc po kilkunastu sekundach wysłał sygnał do noża, a ten się rozłożył w środku. I ciął wszystko na drodze. Barbarzyńska broń.
- Zarżnę skurwysyna tym samym nożem - odpowiedział Dong obracając Wolverine w dłoniach - Kto to był, Samuel? Kto ją dźgnął?
- Nie wiem, nawet ich nie widziałem! - dwaj trzymający nastolatka pomagierzy Donga mimowolnie poluzowali uścisk rąk na ramionach swojego znajomka, co ten natychmiast wykorzystał, by złapać przywódcę Chakkasów za rękaw kurtki - Przysięgam, przecież nigdy cię nie oszukałem! Złapałem ją i wciągnąłem po schodach do góry. Na początku krzyczała, ale potem przestała, zaczęła tracić przytomność. Ktoś nas chyba gonił, ale uciekliśmy. Próbowałem wyciągnąć ten jebany nóż, ale nie chciał wyjść. Przestraszyłem się, Dong, byłem cały w jej krwi, na nożu są moje odciski. Dowlokłem ją tutaj i oddałem matce, przysięgam!
- A potem spierdoliłeś, jebany tchórzu! - wrzasnął blokers - Zamiast zadzwonić do mnie, skitrałeś się w jakiejś norze jak szczur!
- Nie wiedziałem, co robić! Musiałem coś wziąć na uspokojenie! Mózg mi się rozpadał, sam widzisz jak ona wygląda! - po policzkach Samuela pociekły rzewne łzy przerażenia i rozpaczy.
- Dong, spokojniej, jestem jego starszą siostrą, skończ na niego wrzeszczeć - Brazil podniosła nieco głos spoglądając na blokersa napominającym wzrokiem - Tyrone, słodziaku, weź z łaski swojej otwórz drzwi, przyszła para moich znajomych do pomocy przy Chinwe. I bez nerwowych ruchów, nie potrzeba nam tutaj dodatkowych nieporozumień.
Tyrone przeniósł pytające spojrzenie na Donga, ten zaś fuknął przyzwalające, wyrywając jednocześnie rękaw kurtki z uścisku Samuela.
- Dźgnięcie na Zachód -1, ucieczka tutaj, telefon od Adeoli, cała ta akcja tutaj - przywódca gangu zmarszczył czoło myśląc nad czymś z gniewną intensywnością - Kurwa, to chyba godzina już minęła, jebany influencer pewnie już dawno spierdolił.
- Dong, ale czemu? - odezwał się niepewnie drugi z gangsterów - Po co się umawiać na robienie zdjęć, a potem kogoś dźgać? I co z Nkechi?
Tyrone otworzył drzwi apartamentu i wpuścił do środka dwóch mężczyzn gwiżdżąc jednocześnie znacząco w stronę swojego szefa.
- Dong, to on! SuperHitSuperStar, który chciał zrobić z tobą interesy! Ten młody tutaj!
HiFi nie zareagował w pierwszej chwili na prezentację swojej osoby, otworzył w zamian szeroko oczy wbijając wzrok w leżącą na zakrwawionym stole nastolatkę i pakującego swoje chirurgiczne przybory Macka. Dingo zamknął drzwi korytarza, stanął między HiFi i młodzieńcem, który mija otworzył, po czym przesunął spojrzeniem po Brazil, Hartleyu i potężnie zbudowanym gościu z ciężkim nożem w dłoni.
- No dobra - powiedział siląc się na fałszywe opanowanie - Kto mi powie, co się tutaj odjebało?
-
Mieszkanie rodziny Ogunlesi
Chociaż skupiona na Samuelu nie przeoczyła Brazil kiedy wszedł Tyrone, a Hartley podłączał worki z krwią nieprzytomnej negryjce. Przybyłego chłopaka już znała z poprzedniego dnia, nie była pewna, czy on ją rozpoznaje, co nie miało specjalnie znaczenia, bo jej kontaktem miał być Dong.
Zdążyła przeglądnąć całą zawartość smarta Samuela, kiedy ten wreszcie zaczął mówić cokolwiek składnie. Brała to ze sceptycyzmem, ale odnosiła identyczne wrażenie jak z poprzedniego wieczoru, że strach skutecznie wyzwala prawdę. Gówniarz się bał Donga bardzie niż diabła. Jak SlimWire jej ostrza, to samo przerażenie, ta sama pustka w oczach, brak czasu by skłamać.
Mógł koloryzować, mógł coś zapomnieć w traumie, może przez to co wziął. Wciąż śledząc wymianę zdań sprawdziła jego biomonitor, jakie szczęście, że młodzież nosiła te badziewne wszczepy. Tu ją coś zaskoczyło, ale przybyli goście, poprosiła o ich wpuszczenie, choć nie była pewna, czy to właściwa chwila.
Znów się zamieszanie zrobiło, odciągnęło od głównego tematu. Zainterweniowała.
-Dong, to nasi - wskazała na Mackinaw i siebie - przyjaciele: Hajfi i Dingo, bardzo chcieli cię poznać. Wiem chwila chujowa. Byli w pobliżu i mogą pomóc. - z kolei wskazała podnosząc się przykucu na negra - Dong! - wypowiedziała dźwięcznie, by wybrzmiało - Tyrone i braciaki. Mamy tu napaść na dziewczynę i prawdopodobnie uprowadzenie drugiej. Musimy się spieszyć. - posłała spojrzenie do nomady i technika, żeby podeszli do Macka, sama odpowiedziała do Shawna
NoiseFeed Brazil do Froga Brazil Jesteśmy w czwórkę na znaczniku. Mack udzielił pomocy medycznej. Bezpieczni. Brazil Chcesz dziś znów kogoś szukać, to wpadaj. Pomoc sąsiedzka. Nie dała sytuacji wystygnąć. Znów przeniosła uwagę na biomonitor Chinwe.
-Dong, panowie popatrzcie - postanowiła wygrać sytuację - Jej monitor pokazuje nieistniejące wszczepy, to taka nakładka na soft. Szpan. Ktoś mógł pomyśleć, że dziewczyny mają w sobie kupę hajsu. - skrzywiła się - Wiemy co się stanie jak odkryją prawdę. Masz tego hakera?
Zniecierpliwiona, a coraz bardziej nakręcona, złapała za tablet, tylko tak fizycznie złapała, bo operację wykonywał deck spięty z goglami. Skorelowała influenserów z portalem Bitchmaxx i tematem blokhausów.
-Trzeba zejść na minus jeden sprawdzić kamery. - wstrzymała się, wiedząc, że nie powinna przeskakiwać w tej sytuacji Donga. To on powinien zorganizować grupę i rozwiązać problem, a ona zostanie tym głosem prowadzącym z drugiego planu. Czuła się jak w gangsterskim filmie.
W sekundzie kiedy wyczekiwała by świat jej odpowiedział, ten verite i ten virtu, spostrzegła, że wciąż ma dłoniach zakrwawione rękawiczki medyczne. Tablet, telefon Samuela, biomonitor Chinwe, wszystko było wysmarowane wpół zakrzepłą krwią. Zdjęła je z nadmierną ekspresją i niezakrzepłe krople upstrzyły twarze towarzyszy maleńkimi rubinowymi kropkami.-Ups!
Zatęskniła. Wysłała.
NoiseFeed Brazil do Raze Brazil Jesteśmy w czwórkę na znaczniku. Frog chyba w drodze. Mack udzielił pomocy medycznej. Bezpieczni. Brazil Pomoc sąsiedzka. Porwano dziewczynę. -
Hartley "Mack" Mackinaw
Megablok, mieszkanie Adeoli
Smarthing Macka co chwila odzywał się sygnałem powiadomień. Nie dbało o to. Zostawił osranego ze strachu Samuela Brazil a sam zaczął (nareszcie) podawać krew dziewczynie. Najpierw jedna jednostka, jeżeli zajdzie potrzeba to i druga. Wbity w żyłę aplikator robił robotę.
Medyk żył wystarczająco długo na tym świecie żeby wiedzieć, że tam na parkingu nie było żadnego influencera tylko zwyczajny casting do pornoli.
A potem wpadli Dingo z Hajfim.
- Co się odjebało? Operacja ratowania życia. A jej siostra nadal jest zaginiona. Nie jesteś mi potrzebny - wiedział że Hajfi zwykle palił się do roboty - Ja tu tylko łatam i sprzątam, i to powyżej moich kompetencji. Casting na parkingu wymknął się spod kontroli dal tej małej i takie mamy efekty. A tego noża się naprawdę bój, nie mamy nad nim kontroli, ostrza sterowane zdalnie. I nie chcę tutaj słyszeć o waszych interesach.
Więcej nie objaśniał, szczególnie że sam Chakkas Dong tutaj jest powinno dać im do zrozumienia, że mają tutaj grubą sprawę.
-

Mieszkanie rodziny Ogunlesi
- Czekaj lala, co ty chcesz powiedzieć? - Dong położył rękę na ramieniu Brazil, przechylił głowę w jej stronę dość blisko, aby poczuła zapach jego wody po goleniu - Mała ma wgrane symulatory fałszywych cyberwszczepów? Dla szpanu? Pokaż mi to.
Artemida ujęła palcami nadgarstek Chinwe, uniosła go w górę odwracając ekran biomonitora w stronę przywódcy blokersów i przewijając na nim listę wszczepów noszonych rzekomo przez dziewczynę.
- Głupia - warknął Dong wyciągając rękę ku twarzy Chinwe i naciskając delikatnie czubkami palców jej powieki, gestem identycznym jak wcześniej Hartley - Zwykłe oczy. Ktoś mógł się poczuć zrobiony w chuja, ale po co ją od razu dźgać. Zajebię skurwysyna. Jesteśmy Zulu Chakkasy, to jest nasz teren.
Adeola wyszła pełnymi odrętwienie krokami z pokoiku córek, przez cały czas przytulając do siebie Zuri. Szklące się łzami oczy dziewczynki nie opuszczały nawet na sekundę nieruchomej postaci Chinwe.
- Czy ona… - Nigeryjka wypowiedziała ledwie słyszalne pytanie, które ugrzęzło jej po dwóch słowach w gardle, ściśnięte cęgami strasznego przeczucia - Czy ona…
Mack przepchnął się przez grupę mężczyzn, stanął przed drżącą kobietą ujmując jej ciepłe spracowane dłonie we własne.
- Najgorsze już za nami - powiedział uspokajającym tonem - Jej rany zostały zszyte, a krwotok zatrzymany. Straciła dużo krwi, ale już jej podajemy nową. Nie mogę ci zagwarantować, że z tego wyjdzie, bo ciągle jest w bardzo ciężkim stanie, ale jestem umiarkowanie dobrej myśli. Zła wiadomość jest taka, że będziemy potrzebować dużo lekarstw, których nie mam i które dużo kosztują, żeby ograniczyć ryzyko powikłań.
- Znajdę pieniądze, przysięgam - wyrzuciła z siebie Adeola - Zrobię cokolwiek trzeba, tylko nie pozwól jej umrzeć, błagam. Ale gdzie jest Nkeri, czy ona powiedziała, gdzie jest Nkeri? Albo ten chłopak? Gdzie ona jest, Dong?
Słysząc swoje imię blokers otrząsnął się niczym mokry pies, zawarczał ponownie łapiąc Tyrone za przód poliestrowej kurtki.
- Lalunia dobrze gadała. Musimy znaleźć drugą małą, jak najszybciej. Zaczniemy od parkingu, też od razu pomyślałem o sprawdzeniu monitoringu. Dzwoń po chłopaków, potrzebujemy wszystkich na Zachód -1, natychmiast. Co jest kurwa, co tak patrzysz?
Tyrone poszarzał po twarzy, oblizał spierzchnięte usta okazując narastające w ekspresowym tempie zdenerwowanie.
- Jesteśmy tylko my - jęknął nastolatek wytrzeszczając oczy - Reszta jest w Śródmieściu na imprezie u Pepity, przecież sam kazałeś im iść. Już dzwoniłem, nawciągali się błyszczyka, na nogach nie dadzą rady ustać.
- Pierdolone gnojki - warknął Dong - Nie kazałem im ćpać, tylko robić wrażenie. Kurwa.
Zdesperowane spojrzenie blokersa zatrzymało się na postaci Hartleya, przeskoczyło na HiFi i Dingo.
- Lalunia raczej się nie nada, ale wy macie gnaty? - zapytał nie dostrzegając chyba miny Brazil - Doktorku, bierz tę walizkę, bo może jeszcze być potrzebna, może Nkeri cały czas tam jest na tym parkingu. Tyrone, kto może nam sprawdzić monitoring jak Bobbie jest zjarany?
Pinewood Ave w Little China
Patch milczał przez chwilę. W tle rozmowy płynęła głośna muzyka, wtopiona w szum ulicznego ruchu zdradzająca, że Navarro nie spędzał swojego zawieszenia w czterech ścianach mieszkania.
- Mówisz o tych dzieciakach z przystanku w Japantown, z tej szkolnej wycieczki? - zapytał w końcu policjant, głosem pełnym powątpiewania - A co ty możesz o tym wiedzieć?
Tym razem Switch westchnął tak, że nawet Navarro musiał to usłyszeć.
- Niestety coś tam wiem. Skurwiel pochwalił mi się, że to zrobi prosto w twarz.
Fixer zrobił krótką pauzę.
- No ale jak mi nie wierzysz, to nie zamierzam cię przekonywać. Zadzwonię do kogoś innego.
- Jak cię znam, znowu wpuścisz mnie w jakieś gówno - warknął Navarro - I nie wiem, co miałbym z tą wiedzą zrobić, ale dawaj, kto to był i jakim cudem ty usłyszałeś to z jego ust?
Fixer wywrócił oczami.
- Zaczynasz mnie wkurwiać, Patch - rzucił wprost. - Dzwonię do ciebie, żeby sprawdzić, jak mogę ci pomóc, bo sam wpakowałeś się w kłopoty, a ty od progu zachowujesz się, jakbym przyszedł cię dobić.
- Ale…
- SAM - przerwał mu Switch - Wpakowałeś się w to sam. I jeszcze próbowałeś ratować własną dupę jakimiś nieudolnymi wyjaśnieniami. Nie ja ci kazałem wciskać Morrisonowi bajki. Więc może przestań mi przypisywać odpowiedzialność za każdy swój błąd?
Zamilkł na moment, dając mu szansę odpowiedzieć, ale zaraz pokręcił głową.
- Wiesz co? Pierdolę to. Mam informację, za którą ktoś inny chętnie mi podziękuje. Może nawet zapłaci. Nie mam zamiaru wciskać jej komuś, kto na każdą wyciągniętą rękę reaguje pretensjami.
Wziął krótki oddech.
- Przemyśl sobie, czego właściwie chcesz, Patch. I zadzwoń, kiedy będziesz gotowy rozmawiać jak partner, a nie jak obrażony dzieciak.
Policjant pierwszy się rozłączył, sekundę przed Switchem. Fikser zdusił w ustach wulgarne słowo, wsunął do kieszeni kurtki smarthinga i ruszył poprzez uliczny tłok w kierunku Palm View. Słoneczne światło wciąż odbijało się w szklanych ścianach wieżowców, ale na dnie metropolitalnego labiryntu ożyły głębokie cienie rozpraszane intensywnym blaskiem reklamowych neonów. Z chodników ubyło nieco przechodniów, zatłoczone stały się za to bary, kawiarnie i restauracyjne ogródki. Przez uciążliwe wieczorne korki przebił się jadący na sygnale radiowóz, próbujący przedostać się gdzieś w kierunku MedCenter.
Patch nie oddzwaniał, cholerny gnojek. Tknięty nową myślą, Switch wywołał na wyświetlacz cyberoka interfejs NoiseFeed, przejrzał ciąg najnowszych wiadomości. Odkupione od HiFi Kiroshi wciąż pozostawało skonfigurowane pod gusta poprzedniego użytkownika wyświetlając informacje w innym trybie pozycjonowania danych, ale Raze nie zwrócił na tę drobną uciążliwość uwagi. Idąc w stronę południowej części dzielnicy analizował w skupieniu informacje pobrane z czatu paczki.
-
Pomoc sąsiedzka. Cała Brazil. Fajna była, ale na dłuższą metę zawsze włączał się jej taki moment kiedy odpalała tryb pieprzonej Matki Teresy. A kiedy to im ktoś zafundował pomoc sąsiedzką? Jak Shawn w H10 mieszkał, tak nie pamiętał, żeby ktokolwiek z tego mrówkowca poza Brazil i może Mack'iem głowę sobie zawracał pomaganiem sąsiadów. Ale może Shawn za mało znał sąsiadów i nie wiedział, że tak też się da. W jego mniemaniu sprawdzała się stara maksyma. Jak się ma serce z silikonu, to trzeba mieć dupę z chromu.
Tymczasem H10 rósł w oczach i solos jakoś tak odruchowo przyśpieszył wydłużając kroku.
- Strzała, Ivan - przywitał kumpla z siłki, który w tradycyjnie opiętej ciasno na jego monstrualnym torsie koszulce wchodził też do klatki z siatą pełną płatków śniadaniowych i tanich odżywek białkowych - Coś się odpierdoliło na górze? Wiesz coś?
- Wasmożna Szon - rusek wzruszył ramionami - tu każdyj wiecier coś odpierdalasjs. A ty, szto Szon? Jakby schud? Muchów żaba je i nie rośnie. Białka nada. Kagda sztangu pomacha?
- Od tego białka to tylko jajka maleją - żachnął się solos - Ala na machanie się umówimy jeszcze. Tymczasem nara.
- Nu paka.
Wyprzedził ruska i spojrzał na wyświetlacz smarthinga by złapać orientacyjny pion ekipy i wybrać windę. Nawet nie próbował zgadywać w co się znów wpakowali. O dziwo na miejscu brakowało tylko Switcha.
-

Raze Switch More
Pinewood Ave w Little China
niedziela 15.07.77,
— Miękki chujek — burknął fixer.
Raze More nie miał o Leonie Navarro najlepszego zdania. Właściwie z każdą kolejną minutą rozmowy miał coraz gorsze. Nie chodziło nawet o to, że gliniarz bał się konsekwencji. Strach był zrozumiały, zwłaszcza kiedy człowiek z dnia na dzień tracił pensję, a zastępca naczelnika osobiście zaczynał interesować się jego sprawami. Chodziło o to, co Patch robił z tym strachem. Zamiast zastanowić się, jak wybrnąć z sytuacji, wolał szukać winnego. Najlepiej kogoś, na kogo mógł zrzucić odpowiedzialność.
A Switch nie miał zamiaru być niczyim kozłem ofiarnym.
Najpierw Slim, później Hector, teraz Patch.
Trzy różne historie, trzy różne układy, a jednak coraz częściej kończyło się tak samo. Kiedy potrzebował czegoś od ludzi, musiał się nagimnastykować, żeby w ogóle zechcieli go wysłuchać. Kiedy sam miał coś wartościowego do zaoferowania, zamiast konkretnej rozmowy dostawał podejrzenia, pretensje albo żądania, żeby jeszcze udowodnił, że warto go słuchać.
Hector chciał być dopuszczony do wszystkiego, nawet kiedy nie było dla niego miejsca przy stole. Patch oczekiwał, że Switch weźmie na siebie odpowiedzialność za jego błędy. A pozostali? Jedni znikali, kiedy przestawali być użyteczni, inni przypominali sobie o jego istnieniu dopiero wtedy, gdy potrzebowali przysługi.
Może właśnie tak wyglądała ta cała sieć kontaktów, którą od lat budował. Każdy miał swoje interesy, każdy liczył na coś w zamian, a słowo współpraca znaczyło tyle, ile ostatnia przysługa. Wiedział o tym od dawna. Sam przecież nie prowadził działalności charytatywnej. Mimo wszystko liczył na odrobinę rozsądku. Na to, że ludzie potrafią odróżnić interes od osobistej urazy i nie będą podcinać gałęzi, na której sami siedzą.
Najwyraźniej zbyt wiele oczekiwał.
Może też zbyt łatwo dawał ludziom kolejne szanse. Rozpoznawał ich słabości, wiedział, czym można ich skusić, czym przekonać, a kiedy lepiej trzymać się od nich z daleka. A potem i tak zdarzało mu się inwestować czas w kogoś, kto przy pierwszym poważniejszym problemie zaczynał zachowywać się jak przestraszony dzieciak.
— I twój ojciec, matkojebca, cię miękkim robił — mruknął pod nosem.
Przynajmniej tyle dobrego, że nie musiał już słuchać Navarro. Szkoda tylko, że razem z rozmową nie zniknął problem. Sprawa się nie załatwiła. Switch nadal potrzebował kontaktów w NCPD, a tych nie dało się zastąpić samym przeklinaniem na ulicy. Będzie musiał znaleźć kogoś innego. Kogoś, kto rozumie, że informacja ma wartość, a przysługa nie jest zaproszeniem do zrzucania na drugą stronę własnych kłopotów.
Rozmyślanie o tym, jakich jeszcze znajomości mógłby poszukać w policji, przerwała mu wiadomość od Arte.
Raze zmarszczył brwi i odczytał ją jeszcze raz.
Jesteśmy w czwórkę na znaczniku. Frog chyba w drodze. Mack udzielił pomocy medycznej. Bezpieczni. Pomoc sąsiedzka. Porwano dziewczynę.
Ostatnie zdanie przyciągnęło jego uwagę mocniej niż cała reszta.
Switch przez chwilę wpatrywał się w ekran smarthinga, jakby samo spojrzenie miało sprawić, że wiadomość stanie się mniej niepokojąca. Nie stała się.
Odstukał na NoiseFeed.
Jak mogę pomóc?
Krótko. Bez zbędnych pytań, bez deklaracji, których nie mógłby dotrzymać. Najpierw musiał wiedzieć, czego od niego potrzebowali.
Schował apkę i wrócił do listy kontaktów. Może nie wszystko było stracone. Jeśli miał przestać opierać się na ludziach, którzy zawodzili przy pierwszej okazji, powinien zacząć od znalezienia nowych. Takich, z którymi dało się załatwiać konkretne sprawy bez całej tej emocjonalnej otoczki. Bez strzelania fochów.
Jeden z kontaktów przykuł jego uwagę.
Fly. Broker sprzętu z Kabuki.
Z Muchą skontaktował go kiedyś Javier "Torque" Morales, który był jego stałym klientem.
Fly prowadził niewielki warsztat naprawczy na zapleczu jednego z lokali w Kabuki. Oficjalnie reperował elektronikę, drony kurierskie i uszkodzone cyberdecki. Nieoficjalnie potrafił zdobyć broń, części wojskowe oraz sprzęt, którego pochodzenia lepiej nie sprawdzać.Switch westchnął. Targowanie się tego dnia zupełnie mu nie szło. Najpierw oferta Wietnamczyka, która dalece nie spełniła jego oczekiwań, później przepychanki z Patchem. Nie miał ochoty powtarzać tego samego z kolejnym człowiekiem, ale potrzebował zarówno nowej klamki, jak i drona. Najlepiej takiego, który nie okaże się kolejnym wydatkiem wymagającym naprawy zaraz po zakupie.
Nie zamierzał jednak płacić więcej, niż musiał.
Dlaczego nie umówić spotkania na jutro? Dałby sobie czas na rozeznanie, a Mucha miałby czas przygotować coś konkretnego. O ile w ogóle dysponował towarem wartym uwagi.
Switch wystukał wiadomość.
Cześć, Fly. Dalej operujesz w Kabuki? Potrzebuję trochę sprzętu. Broń i drona. Zastanę cię jutro? Switch.
Wysłał wiadomość i ruszył dalej, zerkając co jakiś czas na ekran smarthinga. Na odpowiedź mógł poczekać. Na razie miał dość ludzi, którzy wymagali od niego cierpliwości, a sami nie potrafili zaoferować niczego poza problemami.
-
- No to, ten, yyyy... no, dzień dobry? - wypalił Dingo, próbując ogarnąć chaos w pomieszczeniu, zatrzymując wzrok nieco dłużej na dźgniętej dziewczynie - Chyba.
Starał się uporządkować natłok napływających informacji. Jego myśli nieco dłużej zatrzymały się przy nietypowym nożu, z czymś pomiędzy obawą, a niemal nabożnym podziwem.
- Hej, H... SuperStar - zwrócił się do HiFi'ego, z wahaniem, nie wiedząc jak powinien do niego mówić w tym towarzystwie - Co myślisz?W tym krótkim pytaniu było całe spektrum emocji i wrażeń od "w co my się wpakowaliśmy", po "ręka rękę myje". Czy Houston sam przed chwilą nie zastanawiał się jak to jest być pod ścianą? Skłamałby, gdyby powiedział, że nie dostrzegał tego, co na pewno zauważył już HiFi: wdzięczność Chakkasów może dać się zamienić na twardą walutę.
Chyba dał się porwać emocjom Brazil, która wyglądała, jakby miała kontrolę nad sytuacją. Historia Chinwe rezonowała w nim bardziej niż by tego chciał. Dwie dziewczyny, próbujące sobie radzić w Night City. Jedna ledwo żyła, drugą... może spotkał gorszy los. Pomyślał o Liz i jej przyjaciółce, Cassy. Dwie dziewczyny, same w wielkim mieście...
Spojrzał na Artemidę.
-Dasz radę nam powiedzieć co się tam wydarzyło? - spytał, słysząc o... niedoborach w ludziach Chakkasów. Cofnął się dwa kroki w stronę drzwi. Dopiero przyszedł, ale już był gotowy wychodzić. "Takie życie nomada", pomyślał przelotnie, trochę bez sensu. Następny przystanek: Zachód -1 -
Dobrze, że enigmatyczne wiadomości od Brazil nieco go przygotowały na to, co zobaczył w mieszkaniu. Nie mniej go zatkało. Ona i Mack upaprani krwią, stłoczeni w małym mieszkanku razem z szóstką innych osób, nie licząc dziewczyny wykrwawiającej się na stole.
I połowa z nich coś gadała. Młody czarnoskóry zwrócił się do niego per Superhit, ale zaraz Hartley nakrzyczał na nich, że nie chce słyszeć o żadnych interesach. Od razu też o Hajfim zapomnieli, to coś robiąc przy tej na stole, to szarpiąc się nawzajem. Dingo wszedł między cały ten bałagan a technika, rzucił kilka słów, po czym cofnął się niemalże wpadając na serwisanta i pytaniem o jego zdanie przekierowując uwagę wszystkich na pracownika Allfoods.
Czy mu się wydawało, czy w rzuconym spojrzeniu nomady dostrzegł twardy błysk podobny do tego, gdy tłumaczył mu, że wszystko jest dżunglą?
Spojrzał na najokazalszego czarnego. To więc był ten Dong? Wyglądał na gościa, którego wolałby nie spotkać sam na sam...
Jasne, jasne... HiFi dostrzegał możliwości... pewnie... tylko... jak to się porobiło? Chciał tylko dostać Macintosha... sprawdzić luty, wyczyścić styki... znaleźć kupca... taka robota po godzinach... spokojna, nikt nikogo nie kroi nożem i nie próbuje wysadzić granatem... Kurwa, kiedy to skręciło w złą stronę i czy sam sobie był winien? Miał stabilną pracę, od rana do wieczora naprawiał ekspresy do kawy i inne tego typu... a teraz? Krety chcą strzelb, a nie żarcia, Brzytwiarze chcą żarcia za strzelby (no dobra, w to sam się wpakował), Leon chce wysadzić ich granatem, Shawn związać go i zamknąć, żeby się nie mieszał, Dawn nie ma problemu, aby odstrzelić Brzytwiarzy. Chakkasi mieli załatwić tanią broń, a zamiast tego ktoś kogoś pokroił, Mackinaw tego kogoś pozszywał, po drodze on sam, HiFi, strepanował trupa by zdobyć cyberwszczepy na handel, a teraz co...
Czarny pyta, czy mamy gnaty? Ale, że co?
– Ale, że co? – zapytał HIFi rozglądając się po pozostałych.
Czy on miał ich za ludzi od mokrej roboty? To już chyba szło nieco zbyt daleko. No, żeż! More to nie ma tak pod górkę, gdy próbuje coś zafiksować... ale gdyby HiFi potrafił to, co Raze, to nie dłubał przy kawiarkach. Miał nadzieję, że nie każą mu do nikogo strzelać. Już Leon i Dingo oczekują, że będzie Brzytwiarzy wykańczał. Gdyby się do tego nadawał, byłby jak Shawn...
Właściwie, to nie wiedział, czego im zazdrościł. W sumie klepią taką samą biedę, jak technik, w tym ich M10... -
Mieszkanie rodziny Ogunlesi
Pominięta w planach Donga, szowinisty, postanowiła szybko sprawę wyprostować, pozwoliła się kolegom wypowiedzieć, bo istotnie uznała propozycję Chakassa za nieco zbyt do przodu, ale nie miał neger innego wyjścia. Wszystko się to dopiero spierało o lepsze w głowie protezowanej technologią.
Brazil działała systematycznie, sprawdzała kolejne wątki, by wejść do akcji z możliwie największą wiedzą. Setkę wykastingowanych influenserów, przesiała przez sito impów i ograniczyła do trzech.
X-Block - muzyk, DJ, rewolucjonista. Chłopak z blokowiska. - raczej by tego nie zrobił, ale może być nośnikiem awantury.
BabaMara - zawodniczka walk w klatce, kręci rolki z treningów, otacza się pięknymi i wysportowanymi ludźmi, w przeszłości podejrzana o sutenerstwo. - takie akcje mogą psuć jej interes.
Linch Beach - ortodoksyjny mułzumanin broniący męskiej dominacji. Agresywny w słowie, ale bardzo uważa, żeby nie naruszać prawa. - sama nie wiem.Nie była zadowolona z wyników, dotarło do niej, że to nie była żadna ustawka influensera, tylko zwykła łapanka. Zła była, że jest tak naiwna i strwoniła nieco czasu, na moment tylko odrywając się od poszukiwań złapała ku czemu idą negocjacje. Wysłała odpowiedź do Raze. Myśląc jednocześnie, że by się właśnie przydał żeby to wszystko poukładać. Widziała, że Hartley samodzielnie sprząta pomedyczny bałagan. Powinna pomóc, ale miała czym się zająć. Złapała pytanie nomady.
-Ta pani zadzwoniła do Macka, że się córka wykrwawia, to pobiegliśmy. Hartley zrobił cuda i może dziewczyna przeżyje. Okazało się, że była z tym jegomościem i siostrą na randce, ale coś poszło nie tak i jedna jest pocięta modułowym cyberostrzem, a drugą widziana ostatnio na -1 Zachód.
Wciąż robiąc teatr z tabletem weszła gładko w systemy H10. Sprawdziła kamery na -1 Zachód, wszystkie wyłączone 94 minuty temu. Musiałaby poświęcić więcej czasu, żeby sprawdzić to dokładnie, tego nie miała, sprawdziła za to drogi wyjścia.
Dwa wyjazdy na ulicę, przez podziemne garaże, dwie windy w pobliżu i sześć kolejnych w oddaleniu, cztery klatki schodów przeciwpożarowych na przestrzeni sektora. Zejście na poziom -2 Zachód i schronów przez widny, klatki i dwa zjazdy.
Za dużo tego naraz. Skrzywiła usta. Odłożyła tablet.-Jego - wskazała Samuela - nie powinniśmy tu zostawiać. Powinien przeczekać zamieszanie w innym rodzinnym mieszkaniu, pod kuratelą. - zmieniła temat nagle - pomoglibyście w sprzątaniu, tylko bez wbijania igieł - ogarnęła młodych Chakassów - Dawajcie tu tego Bobbiego, nawet na haju, niech go Kakuba przywiezie i dwóch innych najmniej najebanych.- kontynuowała - Ktoś wyłączył kamery w sektorze -1 Zachód dziewięćdziesią pięć minut temu. - wstała - Dong, ktoś mógł wiedzieć, że twoi ludzie będą niedysponowani? - zawiesiła - Tu jest plan w rzucie 3D parkingu -1 Zachód - podała tablet - może porwano dziewczynę, może to zasadzka na Chakassów. Jeśli ktoś tam czeka, to spodziewa się gniewu z tego kierunku, ale my możemy podejść nieoczywistej strony. - wskazała przecierając osmarowany krwią ekran tabletu rękawem.
-Możemy też zaalarmować influenserów, że ktoś się pod nich podszywa i porywa dziewczyny, dostaniemy zasięgi, zasoby, ale stracimy trochę prywatności. Co o tym sadzicie?
Ciekawe jak wykwitną owe plamy krwi kiedy przefarbuję kurtkę na róż. To może być kozackie, uznała.
-Pistolet, najlepiej maszynowy, poproszę. No i musimy mieć z doktorem podgląd pod Chinwe. Udostępnisz kochana? - zwróciła się do Adeoli.
-A! - przypomniało jej się - a telefon tej młodej mamy? Czy został na parkingu?
-

Korytarze i klatki schodowe H10
Był niedzielny letni wieczór, toteż na poziomach rozrywkowych megabloku tętniło życie towarzyskie. Ludzie tłoczyli się przy przenośnych grillach i budkach z tanim alkoholem, stali przy wysokich barowych stolikach tocząc ożywione rozmowy w realu i w sieci. Grupka mężczyzn i towarzysząca im młoda kobieta bez trudu wtopili się w ten gwar, prześlizgując się z posępnymi minami w kierunku schodów serwisowych parkingu Zachód-1. Od wyjścia z mieszkania Adeoli Ogunlesi minął kwadrans, bo zaalarmowany sugestiami Brazil Dong wysłał wpierw swoich młodocianych pomocników po więcej broni do jednej ze skrytek Chakkasów.
Artemida przełożyła z ręki do ręki plastikową torbę z pożyczonym od Donga Shigure. Niewielki pistolet maszynowy był przygotowany do użycia, ale nawet na często doświadczających przemocy korytarzach H10 netrunnerka nie mogła paradować z bronią maszynową powieszoną na ramieniu - nie bez ryzyka sprowokowania reakcji kogoś, kto mógł się tym widokiem poczuć zagrożony.
- Nie wiem, kto chciałby nas wciągnąć w pułapkę - powiedział ściszonym głosem Dong, pochylając ku niej głowę i ujmując delikatnie pod ramię - My rządzimy na górnych piętrach, laluniu, a na parterze Tygersi, ale tylko z doskoku. Jakby ktoś chciał przejąć nasz teren, już bym o tym wiedział.
- To te schody, o których mówił Samuel - odezwał się Tyrone pokazując na niedaleką klatkę schodową - Po nich uciekł z Chinwe.
- Dzięki za propozycję obejścia, laluniu, ale ja jestem Dong, nie będę się kitrał w cieniu na swoim terenie - oznajmił blokers wyciągając z przewieszonej przez ramię sportowej torby czarną strzelbę o krótkiej lufie - Tyrone, Rafi, za mną, tylko mi kurwa nie strzelać bez rozkazu.
Chakkasi zbiegli po schodach pierwsi, na chwilę zatrzymując się przy ścianie, na której czerwieniła się rozmazanymi konturami schnąca plama krwi. Asekurowana przez Dingo Brazil usłyszała jakieś stłumione wrzaski przerażenia, przekleństwa blokersów i tupot butów uciekających ludzi. Zeszła na ostatni stopień schodów i rozejrzała się po ciemnym wnętrzu jednego z rzadziej użytkowanych parkingów H10.
Na zaśmieconych miejscach postojowych tkwiło kilkanaście starych samochodów, w części uszkodzonych i rozmontowanych, pokrytych kurzem i wrzuconymi na maski pustymi puszkami po alkoholu.
- Tutaj się zaczęło - zawołał Dong pokazując ręką w narożnik parkingu. Nie wyciągając rąk z kieszeni Shawn minął Brazil i pierwszy podszedł do wielkiego Chakkasa aktywując funkcję fotoaparatu swego cybernetycznego oka.
- Dong, patrz - Tyrone przyklęknął na jedno kolano, wyciągnął z kosza kratki odpływowej jakiś niewielki płaski przedmiot - Smarthing, różowy, rozwalony. To chyba jednej z sióstr.
Houston rozejrzał się po opustoszałym parkingu, po rzędach starych samochodów i pokrytych łuszczącym się graffiti ścianach.
- Kogo tu wystraszyliście? - zapytał przenosząc swoje spojrzenie na połamanego smarthinga oglądanego w skupieniu przez Donga.
- Zbieraczy odpadów - wzruszył ramionami Chakkas - Kojarzę ich z twarzy, nie mieli nic wspólnego z tym syfem. Chuj z nimi, gorzej z nami. Nie ma zasadzki, nie ma porywaczy, nie ma jebanego auta, Nkeri ani żadnego śladu. Co kurwa zrobimy? Adeola oszaleje jak jej powiem, że Nkeri przepadła.
- Lepiej tak niż byś miał tu znaleźć jej zwłoki - oznajmił Houston obserwując uważnie znaczące beton rozbryzgi krwi - Nie ma ciała, więc jest szansa, że dziewczyna ciągle żyje. Tak czy owak trop ostygł, pewnie gość wyjechał stąd zaraz po ucieczce Chinwe.
Trącona butem puszka po NiColi potoczyła się z głośnym brzękiem po betonie alarmując z miejsca niespokojnych Chakkasów. Wychodzący z bocznego przejścia mężczyzna uniósł na widok wymierzonej w siebie broni pojednawczo ramiona, stanął przezornie w miejscu czekając na następny ruch blokersów.
- On jest z nami! - krzyknęła szybko Brazil - To Switch! Czego się tak skradasz, ktoś mógł cię postrzelić!
-

Raze Switch More
Parking podziemny H10. Zachód -1.
niedziela 15.07.77,
Wiadomość od Arte wystarczyła, żeby Switch natychmiast zdecydował o zmianie planów. Nie wyjaśniała jednak, w co właściwie się pakował. Pomoc sąsiedzka. Odratowana dziewczyna. Kolejna porwana. Niby trzy krótkie informacje, a każda otwierała więcej pytań, niż zamykała.
Kiedy dotarł na parking Zachód-1, zastał grupę obcych mu ludzi, nerwową atmosferę i miejsce, które wyglądało, jakby ktoś zdążył już dokładnie zatrzeć po sobie ślady. Zamiast od razu wywoływać Arte, zatrzymał się przy bocznym przejściu i przez chwilę obserwował sytuację. Chakkasi. Uzbrojeni. Napięci. Najwyraźniej nie mieli dobrego dnia.
Jeszcze tego brakowało, żeby wpadł między uzbrojonych blokersów, którzy najpierw strzelają, a dopiero potem pytają o nazwisko.
Nie zamierzał się jednak skradać jak złodziej. Wystarczyło, że zrobił kilka kroków w głąb parkingu, by dostrzec leżącą na betonie pustą puszkę NiColi. Kopnął ją mocno czubkiem buta. Metal zadźwięczał donośnie, a puszka potoczyła się po betonie, odbijając od nierówności i obijając o stojący nieopodal samochód.
Efekt był natychmiastowy.
Kilka głów obróciło się w jego stronę. Ktoś zaklął. Kątem oka Switch zauważył, jak lufy broni kierują się ku przejściu.
O to chodziło. Przynajmniej teraz wszyscy wiedzieli, że ktoś przyszedł. Nie miał ochoty dostać kulki tylko dlatego, że próbował podejść do własnej paczki niezauważony.
Uniósł ręce, pokazując, że nie zamierza sięgać po broń. Broń, której nie miał. Ale oni o tym nie wiedzieli. Nie zdążył nawet odezwać się pierwszy, kiedy Brazil wykrzyczała jego imię.
Raze posłał jej krótkie spojrzenie. Przelotny uśmiech. Dzięki, Arte. Bardzo uspokajające powitanie.
Nie zdążył skomentować jej uwagi o skradaniu się. Dwóch Chakkasów już ruszyło w jego stronę, a po ich minach widział, że nie zamierzają poprzestać na przywitaniu.
— Ręce tam, gdzie je widać. Bez numerów - rzucił jeden z nich.
Switch zacisnął szczękę, ale nie stawiał oporu. Pozwolił się przeszukać, choć każda kolejna sekunda tylko pogłębiała jego irytację. Nie znał tych ludzi, nie miał powodu im ufać, ale skoro Arte poruszała się z nimi po ich terenie, musiał zaakceptować ich zasady. Przynajmniej na tyle, by nie rozpętać strzelaniny jeszcze przed poznaniem sytuacji.
Kiedy wreszcie dali mu spokój, poprawił kurtkę i spojrzał po zebranych. Zatrzymał wzrok na Arte, potem na dryblasie, który wydawał się być przywódcą grupy, a na końcu na zakrwawionym betonie i porozrzucanych śmieciach.
— Dobra. No, skoro już sobie pomacaliście, chłopcy, to może teraz ktoś mi wyjaśni, co tu się, kurwa, wydarzyło?
Wskazał brodą na plamy krwi.
— Dostałem wiadomość, że odratowaliście jedną dziewczynę, a drugą porwano. Widzę uzbrojoną ekipę i że was swędzą ręce. Jeśli mam coś pomóc, to chcę wiedzieć, kto zniknął, kto ją ostatni widział i co już ustaliliście. Od początku. Bez skrótów i bez zakładania, że wiem cokolwiek, bo nie wiem.
Przeniósł spojrzenie na Arte. Przytrzymał je odrobinę dłużej, unosząc lekko brew. Bez pretensji, bez wyrzutu, ale z wyraźnym pytaniem, na które oczekiwał odpowiedzi. Potem krótko zerknął w stronę wyjścia i znów spojrzał na dziewczynę, dając jej do zrozumienia, że kiedy już uporają się z tym całym bałaganem, będą mieli sobie parę rzeczy do wyjaśnienia.
-
Sytuacja byłaby zabawna. Gdyby nie to, że kompletnie nie była. Brazil, z racji chyba jakiejś solidarności jajników, właśnie wciągnęła ich w coś co mogło być porachunkami między Chakkasami, a innym gangiem. I znów jak wczoraj, znaleźli się w strefie zgniotu. A jeśli Hifi nie odpuści, to na dniach znajdą się w kolejnej strefie. Bo przecież solos mimo opr-u nie zostawi tego majster-czipka samego. Trzeba było przyznać, że kłopoty jednak z największą klasą i przytupem załatwił im Switch. Bo gdzie takim Brzytwiarzom, czy Chakkasom do Szóstek....
Idąc obok uzbrojonych Chakkasów, rozmarzył się przez chwilę na wspomnienie adrenaliny...
Ha! A propos Switcha... Fixer zjawił się już na parkingu z wyrazem takiego samego niezrozumienia sytuacji jaki malował się na twarzy solosa 5 minut temu.
- Nie chcesz wiedzieć... - pokręcił głową Żaba zostawiając jednak ptaszki własnym tłumaczeniom.Co rzekłszy oddalił się od głównej grupy, bo go jednak te gangusy wkurzały. Murzyńskie dzieci ze strzelbami i automatami. Kuuurwa. Mozambik jakiś...
Mimo to oko ochroniarza w spożywczaku odruchowo zaczęła badać okolicę. Nie żeby mu zależało na tej Keri, czy jak jej tam. Biednych dziewczyn nie sieją. Sami wczoraj jedną zostawili dla koronera. Shivę. Ale jak już tu był, to nie lubił stać jak cieć bez zajęcia. Nastoi się w robocie.
-
Parking Podziemny -1 Zachód w H10
Niespecjalnie zadowolona z nonszalancji Donga, pana bloku tego, co nie upilnował rodziny i młodych boosterów, Brazil obstawiała tyły orszaku. Zmieszanie potęgował fakt, że zaangażowała całą grupę, sama nie będąc pewną, czy taki miała zamysł. Działo się i dobrze bo to ją kręciło, potencjalne niebezpieczeństwo utrzymywało odpowiedni poziom adrenaliny. Pożyczonego Arasaka Shigure po sprawdzeniu zamka i magazynku zadowolona umieściła na powrót w torbie na ramieniu.
Cała grupa plus Dong i młodziaki. No właśnie cała, kiedy złapali na poziomie zero Shawna, Brazil, wzięła go pod ramię i prędko szeptem wprowadziła podczas schodzenia w dół. Nie wydawał się zachwycony.
-Wiem, afera jak każda inna, wszystkich nie ocalimy, ale watro zapracować na wdzięczność.
Była wciąż jeszcze skryta w klatce schodowej kiedy coś tam zabrzęczało, wyszła z ukrycia dopiero jak sytuacja wydawał się stabilna, wyszła i zobaczyła Raze. Tyle zdążyła, że go obwołała i na chwilę zamarła widząc wzrok Mora na sobie, zmięła usteczka. Się otrząsnęła dopiero jak młodzi Czakkasi zaczęli go bezceremonialnie przeszukiwać.
Wyszła energicznie, ale nie wydając dźwięków ustami, bo się jej wydawało, że i tak za duży raban robią. Weszła między trójkę, delikatnymi pacnięciami odtrącając dłonie ciemnoskórych kolegów.
Przyszedł, była szczęśliwa i zapewne było to widać w jej oczach. Tylko ten wzrok miał jakiś w złości. W lot zrozumiała.
-No, przefarbowałam się. Podoba ci się? - przeczesała nerwowo dłonią blond fryzurę - a ta kurtka - przypomniała sobie, że ma sobie jeszcze nie przerobioną kevlakę - muszę nad nią popracować, wiem teraz nie jest wyjściowa. - uśmiechnęła się - ale popatrz, założyłam dla ciebie kocie uszy.
Wciąż ten wzrok Swicha. Zmrużyła oczy i zmarszczyła nosek wieszcząc nadchodzącą burzę.
-No to się skup. Telefon od kobiety, że jej córka się wykrwawia, biegniemy razem z Hartleyem. On działa cuda i stabilizuje nastolatkę pociętą nożem modułowym sterowanym z procka. W międzyczasie przybył ten ciemnoskóry dżentelmen - wskazała - Dong, to szef Czakkasów i próbujemy dojść co się stało. Nie zamierzałam was wszystkich ściągać, tylko chciałam, żebyście wiedzieli gdzie jesteśmy i na co się narażamy. - przewróciła oczami - ale bardzo się cieszę, że jesteśmy w tym razem, bez znaczenia, jak to niebezpieczne.
Wspięła się na palce i pocałowała go w usta. Były napięte i twarde. Nieco nieprzystępne. Pozostawiła na nich odrobinę wilgoci i szminki. Przeniosła się do ucha i wyłuszczyła szczegóły zajścia.
-W sumie jesteś dość błyskotliwy, może coś wymyślisz. Tymczasem zobaczmy co tu zaszło. - zamieniła się w detektywa, ale przez chwilę nie puszczała jeszcze dłoni Raze.
Z kolei złapała jeszcze gościa z wielgachnym kolczykiem w nosie imieniem Mojses. - Ten wasz Bobbie już jedzie, potrzebujemy jego supportu w sprawdzeniu kamer? No i może tego zniszczonego smarta.
Kiedy tylko nasyciła swój głód śledczy oglądem verite postanowiła sprawdzić, w jakich lokalizacjach wyłączane były kamery, bo to mogłoby oznaczać drogę ucieczki. Wciąż używała tabletu jako interfacu, nieco spowalniającego pracę, ale w obecnej sytuacji nie miało to znaczenia.
Znaczenie miały: rodzina, emocje, miłość, kontakty.
-

Parking West -1 w H10
Hartley trzymał się nieco na uboczu, co chwila poprawiając pasek swojej medycznej torby i obserwując w milczeniu poczynania reszty grupy. Przestępujące z nogi na nogę młodociane opryszki miotały się bez składu i ładu, popędzane przez naładowanego po uszy testosteronem Donga. W oczach Macka wszyscy oni byli bandą żałosnych blokerskich zbirków, ale ich przywódca mimo wszystko przerastał swoich nastoletnich o głowę zarówno muskulaturą jak i zainteresowaniem okazywanym Artemidzie.
- Bobbie nie przyjedzie, Mike odebrał i powiedział, że Bobbie jest napruty tak, że nie wie jak się nazywa - powiedział Mojses cofając od ucha telefon - Nie dadzą rady zaciągnąć go do metra.
- Kurwa - warknął czarny kark odwracając się stronę Brazil i ujmując ją ponownie bez zażenowania za ramię, chociaż musiał widzieć jak obściskiwała się zaledwie moment wcześniej ze Switchem - Lalunia, masz jakiś pomysł? Tyrone, dzwoń do Aedoli i spytaj czy któraś z córek miała różowego Huawei.
Gość był wielki, nosił w sobie sporo krwi. Hartley westchnął w duchu szacując nakład pracy niezbędny do utrzymania Donga przy życiu po tym jak Raze się wkurzy. Gość naprawdę sporo ryzykował.
Weterynarz przesunął wzrokiem po zaniedbanym parkingu, po okradzionych niesprawnych samochodach porzuconych w tym miejscu przez właścicieli, którzy chyba już ich nie chcieli. Podziemne parkingi w megablokach cieszyły się złą sławą i Mack kolejny raz westchnął w duchu nad lekkomyślnością obu dziewcząt. Zdesperowani udręką egzystencji bezdomni, narkomani, boosterzy z najniższych struktur gangów, zwykli psychole; głównie tacy ludzie kręcili się w tych miejscach i chociaż podziemne kondygnacje Little China wciąż uchodziły za o niebo bezpieczniejsze od ulic Pacyfiki albo Northside, nie były miejscem dla dwóch atrakcyjnych nastoletnich dziewcząt.
Zatrzymał spojrzenie na kratce odpływowej w narożniku, skupił je na czymś, co przykuło podświadomie jego uwagę. Miniaturowe światełko, dioda migająca na ciemnoniebiesko w mroku szczeliny pomiędzy betonem posadzki i metalem kratki, tak słabo widoczne, że nikt inny go nie dostrzegł, chociaż co najmniej dwóch Chakkasów przechodziło obok odpływu, nad którym pochylał się Hartley.
-

Raze Switch More
Parking podziemny H10. Zachód -1.
niedziela 15.07.77,
Kiedy Brazil zaczęła wyjaśniać, Switch skupił na niej całą uwagę. Słuchał uważnie, próbując poukładać sobie w głowie kolejne informacje: telefon od matki jednej z dziewczyn, krwawiąca nastolatka, nóż sterowany przez procesor, pomoc Macka, a potem Dong i poszukiwania porwanej Nkeri. Nie przerywał Arte. Nie miał pretensji o to, że ruszyła komuś na ratunek. Znał ją wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że w podobnej sytuacji nie usiedziałaby bezczynnie.
— Dobra, Arte. Rozumiem — powiedział ciszej, tak żeby usłyszała go przede wszystkim ona. — Nie mam do ciebie pretensji o to, że pomogłaś dziewczynie. Mam nadzieję, że nic ci się nie stało. Resztę obgadamy później?
Spojrzał jej w oczy, dając jej do zrozumienia, że nie zamierza teraz urządzać jej przesłuchania przy uzbrojonych obcych. Przez chwilę liczyło się dla niego tylko to, że była cała. Objął ją w pasie i pocałował w skroń.
Dopiero potem jego uwaga przesunęła się na Donga.
Wielki Chakkas najwyraźniej poczuł się przy Arte nadzwyczaj swobodnie. Switch czuł jak go prowokuje i nie zamierzał udawać, że tego nie widzi.
Gdy już jednak skupił się na Dongu, reszta parkingu właściwie przestała dla niego istnieć. Nie analizował otoczenia, nie przyglądał się zakamarkom ani nie próbował wyłapywać drobnych szczegółów. Całą uwagę pochłonął mu facet z shotgunem i jego łapsko na barku Arte. W tej chwili Switch był znacznie bardziej zainteresowany tym, co Dong zrobi dalej, niż tym, co mogło dziać się kilka metrów od nich.
Na jego ustach pojawił się krzywy uśmiech.
— Ej, szefie — odezwał się spokojnie, nie podnosząc głosu. — Zawsze tak serdecznie witasz gości, czy MOJA kobieta dostała specjalny pakiet powitalny?
Nie zrobił kroku w stronę Donga ani nie próbował odciągać od niego dziewczyny. Nie musiał. Zamiast tego zerknął na Brazil wymownie, z tym charakterystycznym błyskiem w oku, który mówił znacznie więcej niż otwarta pretensja. Naprawdę, kochanie? Ten typ?
Zaraz potem znów spojrzał na Donga, jakby właśnie prowadzili całkiem niewinną pogawędkę.
— A co do Nkeri… — Jego uśmiech przygasł nieco. — Skoro nie ma ciała, to jest przynajmniej szansa, że dziewczyna wciąż żyje. Pytanie, czy zabieramy się za jej szukanie, szefie, czy zaczynamy konkurs mierzenia sobie kutasów.
Nie odrywał wzroku od Donga. Chciał wiedzieć, jak ten zareaguje, a jego uwaga nadal była tak mocno skupiona na Chakkasie, że nie dostrzegał niczego poza nim i Arte.
Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.
Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.
Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗
Zarejestruj się Zaloguj się