Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Sesje Warhammer
  3. Rozgrywka
  4. [WFRP 2ed] Bögenhafen
Bögenhafen
DeklineD
Dekline jako
Dekline
Mistrz Gry
JhnWJ
JhnW jako
Ulrich (von) Guttenluft
ZellZ
Zell jako
Nadja Schmidt

Panel sesji wdrożony.Proszę zapoznać się z tym tematem.

[WFRP 2ed] Bögenhafen

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
wfrp 2edkrótkie odpisysurvivalbögenhafen
142 Posty 10 Uczestników 1.8k Wyświetlenia 3 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • SantorineS Niedostępny
    SantorineS Niedostępny
    Santorine
    Developer
    napisał ostatnio edytowany przez
    #66
    Ulrich Rotzniesser
    Portrait

    Biegł teraz w stronę świątyni, kiedy nagle - cóż to, u diabła? - zaiste, chyba sam diabeł wypełzł z piekieł i porwał go w zaułek. Rozgrzany już tempem walki Ulrich splunął, a kiedy spluwał, odwinął się i dźgnął prosto w brzuch. Zwyczajowo, bezwiedie, wypuścił wiązankę solidnych przekleństw bez ładu i składu. Co to było? Jakiś cudak, jakiś stwór: nie raz słyszał, że były i też takie, stworzone przez złe bogi dziwadła.

    – Oby cię pokrzywiło, sucza twoja mać! – Ulrich gniewnie wykrzyknął w stronę dziwnego, szponiastego stwora.

    Rzucił okiem tu i ówdzie. Pościg był tuż-tuż, a ten cholerny stwór ani myślał witać się z Morrem, czy z kim tam się witają pokraki jego rodzaju, kiedy już zginą.

    Świątynia! Teraz już nie mieli żadnego wyboru. Kusznicy niepokoili, ale co mieli zrobić? Zawrócić? Niepodobna! Ale czy oni, zabrudzone, umorusane krwią draby, będą coś znaczyć coś dla świętoszków, klasztorników od Sigmara? Trzeba było łgać, wołać imiona świętych, żeby strażnicy w twierdzy się nad nimi zlitowali.

    Za późno było już na wymyślne taktyki (tych wszakże nie znał tak czy inaczej). Sprzedawszy pożegnalne uderzenie swemu przeciwnikowi, biegł w stronę świątyni, gotów w każdej chwili unieść swą tarczę, jeśli by jaki z kuszników do zabawy chciał posłać bełta w niego.

    – Ratujcie, ludzie, dobrzy kapłani Sigmaraaa! – krzyknął w stronę tamtych, tarczą próbując zasłonić kpiący uśmiech, który sam mu się układał mimo woli. – Wspomóżcieee!


    Ulrich-zbój próbuje biec w stronę świątyni i nie dać się związać walką. Kiedy dobiegnie do świątyni, zajmuje pozycję na linii frontowej, żeby osłaniać towarzyszy, chyba, że tamci będą mieć złe zamiary, to przypada do muru, tudzież drzwi.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    0
    • MortarelM Niedostępny
      MortarelM Niedostępny
      Mortarel
      napisał ostatnio edytowany przez
      #67

      ochroniarz-awatar2.png

      Mały Kurt vel Knut

      Ciężar Modiego zmienił się już wcześniej, teraz było to aż nazbyt wyraźne. Ciało zwisało bezwładnie, nogi ciągnęły się po bruku, głowa opadła nienaturalnie. Kurt zatrzymał się na ułamek chwili, przyłożył dwa palce pod nos rannego, potem do szyi. Nic. Ani oddechu, ani drgnięcia. Nie żyje.

      Pościg był blisko. Słyszał go wyraźnie — ciężkie kroki, szuranie, zdyszane charczenie. Nie było już miejsca ani czasu na noszenie martwego ciężaru.

      Kurt rozluźnił chwyt i pozwolił ciału opaść. Nie rzucił go, nie odsunął gwałtownie — po prostu puścił, a potem ruszył dalej.

      Kurt biegnie dalej w stronę świątyni, osłaniając tył grupy przed zbliżającym się pościgiem.
      W razie potrzeby odpiera najbliższe ataki krótkimi, brutalnymi cięciami, nie wdając się w walkę, tylko spowalniając napastników.
      Priorytetem jest dotrzeć do barykady świątyni i wejść za jej osłonę, zanim pościg ich dopadnie.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      0
      • MarrrtM Niedostępny
        MarrrtM Niedostępny
        Marrrt
        napisał ostatnio edytowany przez Marrrt
        #68

        Ergo
        text alternatywny

        - Jaaaasne!! - Ergo szybko zdał sobie sprawę, że jego inwestycja w poczciwca zaczyna przybierać niepożądanych kształtów, których dolną i wybitnie niekorzystną część zajmował już wyłącznie on, bo wielki Kurt delikatnie (być może miał nadzieję, że Ergo się nie zorientuje!) wyswobodził się z ramienia nieprzytomnego i ruszył za resztą - Spieprzajcie! To ja was rrrwa przed pułapką uratowałem, a wy mnie tu z rannym zostawiacie?! A potem będzie, że "To on! Ergo psi syn zostawił nieboraka na pastwę!" Niewdzięczne orcze pierdy! Jasne!
        Co prawda blisko był też Oswald, który chyba chciał osłaniać Ergo i Kurta, ale nie zmieniało to oburzenia szalbierza i nie umniejszało złorzeczeń, które kuśtykając na ile pozwalał ciężar wleczonego mężczyzny, posyłał w stronę uciekających.

        Rzucił okiem do tyłu skąd nadbiegali popaprańcy... Nooo nie... Nie zamierzał się dać zaciukać dla tego gostka. Zatrzymał się, bo w tym tempie i tak nie ucieknie i strzelił w Modiego w pysk podtrzymując go.
        - Pobudka kurwa! Darmoszki w zamtuzie! Słyszysz koleżko! Pierwsze ciurlanie co łaska! Zbudź się kurwa, bo zaraz ciebie będą ciurlać!

        Nie było rady i jebać to. Jeśli portowy cwaniak się nie ogarnie na tyle, żeby przebierać nogami, ani nikt się nie pokwapi zająć miejsce Kurta, Ergo miał zamiar porzucić go. I to wcale niedelikatnie położyć, a przeciwnie pieprznąć o ziemię i chuj. Zwiewać za resztą. Choć jak usłyszał o "dobrych kapłanach Sigmara" to przeszło mu gdzieś przez myśl by wracać do posrańców. Widział w cyrku goblina o trzech nogach. Świnię z jednym okiem. Ale kurwa takiego dziwa jak dobry kapłan Sigmara to mógłby trzy życia przeżyć, a by nie zobaczył.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        0
        • ZellZ Niedostępny
          ZellZ Niedostępny
          Zell jako Nadja Schmidt
          Moderator Obsługa
          napisał ostatnio edytowany przez Zell
          #69

          text alternatywny

          Nadja Schmidt

          .
          Chciała już uciec do świątyni. Mieć to wszystko w rzyci i tyle... Ale powstrzymała się widząc skierowane kusze. Skąd pewność, że strażnicy po prostu nie strzelą, gdy do nich zacznie podbiegać uzbrojona kobieta?
          - KURWA!
          Rzuciła wściekle ciągnąc cyrulika za ramię.
          - Pomóż Ergo! Będę was osłaniać! - krzyknęła kierując kuszę w zbliżające się potwory. Chciała wystrzelić i wtedy zrozumiała, że kusza nieprzeładowana i sama wycofała się jeszcze dalej by dopiero wtedy zacząć przeładowywać cholerny złom.
          Trzymając jednocześnie odległość od szalonych mieszkańców zasłaniana przez towarzyszy z celi, a jednocześnie nie biegła jak szalona w stronę świątyni by straż jej za wroga nie wzięła i nie naszprycowała bełtami.
          Nie oznaczało to, że nie zbliżała się w ogóle będąc pomiędzy tym młotem a kowadłem...

          Powinna Modiego na śmierć zostawić za ladacznicę. A Ergo by kuszę na pewno mieć...

          Na bank będzie uciekać jeżeli zombiaki zaczną się do niej personalnie zbliżać.

          Writing is a socially acceptable form of schizophrenia.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          0
          • KermK Niedostępny
            KermK Niedostępny
            Kerm
            napisał ostatnio edytowany przez
            #70

            Oswald.jpg
            Oswald Braun

            Na szczęście oponenci nie władali orężem tak sprawnie, jak to się niekiedy zdarzało. Na szczęście dla Oswalda, bowiem Modi został porzucony przez tych, co go ciągnęli. Ale Oswald nie trudził się rozważaniami nad motywami tegoż uczynku. Wziął nogi za pas kierując się w stronę świątyni.
            Z nadzieją, że ci, co stoją przy barykadzie przepuszczą niezbyt porządnie przyodziane towarzystwo.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            0
            • JhnWJ Online
              JhnWJ Online
              JhnW jako Ulrich (von) Guttenluft
              Administrator Obsługa Developer
              napisał ostatnio edytowany przez
              #71

              Ulrich (von) Guttenluft
              https://forum.rolltelling.pl/assets/uploads/files/1768655534425-avatar_doc.jpg
              Cyrulik postanowił zrobić rzecz która wydawała się mu najrozsądniejsza w tym wypadku czyli uciec w stronę świątyni, nie oglądając się za siebie, co też uczynił. Iskra nie spanikowanej części umysłu poczyniła mu przy tej okazji sugestie które natychmiast wdrożył - uciekając pochylić się aby nie oberwać bełtem którym mogą mierzyć kusznicy w cele za sobą, wyciągnąć nad głowę rękę z amuletem wyznania sigmaryckiego - pozwalając rozpoznać się jako swój - oraz drąc się co sił w płucach, że jest medykiem. Wspominanie rannego nie zmieściło siw budżecie płuc, a i nie chciał zniechęcać gospodarzy, za to medycy byli w cenie...

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              0
              • KetharianK Niedostępny
                KetharianK Niedostępny
                Ketharian
                Obsługa Moderator
                napisał ostatnio edytowany przez
                #72

                text alternatywny


                Opętani mieszkańcy Bögenhafen zaciskali pętlę na szyjach zbiegów, spychali ich w stronę świątyni. Porzucony przez ladacznicę i jej pomagierów więzień zniknął gdzieś w tyle za plecami Boscha. Hieronim poczuł ukłucie wyrzutów sumienia na myśl o losie tego nieszczęśnika, aby zatem je uspokoić, obiecał sobie w duchu, że zmówi za biedaka modlitwę po dotarciu do świętego przybytku.

                - Wrzeszcz co sił, żeśmy z odsieczą przybyli, bo jeszcze gotowi nas bełtami naszpikować! - huknął w stronę biegnącego przodem zbrodzienia, który kazał się nazywać Oswaldem - I że dowodzi nami celnik z Ludwigsplatz! Żwawo, przebieraj kulasami!

                Odwracając się w biegu Bosch oszacował odległość dzielącą go od krwiożerczych szaleńców, upewniając się, że otaczający go towarzysze niedoli zapewniają mu ochronę pod postacią własnych ciał.

                Tak, pomysł ukrycia się w świątyni Młotodzierżcy okazał się najlepszym możliwym z dostępnych w tej chwili planów.

                Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                0
                • DeklineD Niedostępny
                  DeklineD Niedostępny
                  Dekline jako Dekline
                  Obsługa Moderator
                  napisał ostatnio edytowany przez
                  #73

                  Ciało Modiego opadło bezwładnie na klepisko. Towarzysz z celi wyglądał jakby spał. Czy Kurt i Ergo słusznie ocenili jego stan? Raczej tak, aczkolwiek nigdy nie można być pewnym.
                  Grupa minęła walczącego Ulricha, tego co zbójem był. Widać było że Rotzniesser próbuje uciekać, lecz przeciwnik mimo wielu ran nie dawał za wygraną.

                  Dla Santorine:

                  Ulrich zaatakował, jednakże przeciwnik był szybszy, bardzo szybko czmychnął w bok dając szansę Bohaterowi na ucieczkę do świątyni.
                  - Zabij go, %^@$%^@$ go, posiekaj na kawałki!
                  Usłyszał głos zaraz za sobą. Zbój odwrócił na moment głowę, aby nie tracić głównego wroga z pola widzenia, lecz nikogo tam nie było. Potwór zaatakował ponownie, równie nieskutecznie, lecz z werwą i w pełni sił, mimo dziury w trzewiach. Nagły i niespodziewany głos nie spowodował, że nie może się ruszyć, ale wybił z rytmu na tyle że Diaboł zdążył zaatakować

                  Ulrich rozejrzał się nerwowo, próbując zlokalizować źródło dziwnego głosu. "Cóż to miało być?" - myślał gorączkowo. Nie było jednak czasu, oprych stwierdził, że z niedożywienia zaczyna widzieć mary. Nie... Nie zamierzał pozostawać.

                  - Wsadź sobie - prychnął.

                  Przez rękę popłynął czysty ból, Bohater na własne oczy widział że dłoń ma na swoim miejscu, lecz odczucie było zgoła inne. Przez moment Rotzniesser czuł jakby zaraz miał zejść. Uczucie minęło tak samo szybko jak przyszło

                  - #^%#&^3 go - głos stał się twardszy, bardziej zdecydowany

                  Ulrich zacharczał i splunął, próbując przemóc dziwną moc, która nagle zdawała się mieć nad nim górę.

                  - Przeklęta magia! - wykrzyknął. - Idź w diabły, nie będziesz mi gadać, co robić mam, ty zasyfiona piczko z Marienburga!

                  Rotzniesser ponownił próbę biegu, gotów użyć swej tarczy, aby odgonić się od diabelskich sztuczek i szponów tamtego.
                  Zbój ruszył, lecz co chwila przeszywał go paraliżujący ból, co oczywiście wpłynęło na sumaryczny pokonany dystans. Obrona tarcza przed głosem nic nie dała, ale siekanie mieczem w zbliżającego się przeciwnika już jak najbardziej. Ulrich odciął Diabołowi rękę i już miał ruszyć w stronę świątyni, gdy śmiertelnie ranny potwór mimo ran ruszył na Bohatera tnąc dogłębnie jego podbrzusze. Rotzniesser poczuł ciepło krwi; wiedział że to jescze nie koniec, rana była poważna ale nie śmiertelna. Adrenalina zadziałała, Bohater zamachnął się w odwecie tak skutecznie żę dojrzał czarne wnętrze szyji przeciwnika. Posoka oblała Ulircha po całości, potwór konał w konwulsjach.

                  Ulrich stęknął z bólu, ale teraz zdało się, że przeklęta klątwa została zdjęta z jego umysłu. Cóż to było? Zdało się... Zdało się, że jakieś diabelskie sztuczki działy się tutaj, jednak nie miał czasu się nad tym zastanawiać. Podejrzenia pączkowały w normalnie chytrym i przewidującym najgorszego umyśle oprycha. Ale! Nie teraz!
                  - Ej tam, ludzie, pomóżcieee! - krzyknął do ludzi w świątyni. - Ranniśmy!
                  I dalej już biegł w stronę świątyni, nie nękany.

                  Dawni mieszkańcy Bögenhafen, minęli bezwładnego Modiego i byli już bardzo blisko. Ergo oraz Kurt czuli już ich oddech na karkach, lecz udawało im się utrzymać dystans. Po chwili zobaczyli Ulricha który w lekkim zgięciu również biegnie w stronę schronienia.

                  Brzdęk kusz. Padło lub zostało ranionych kilku przeciwników. Po chwili kolejny brzdęk, następne ciała na ziemi. Bohaterowie, w niezmienionym składzie dotarli pod barykadę. Wszyscy poza Modim, który leżał tam gdzie został porzucony. Zbój Ulrich nie wyglądał najlepiej, kolczuga rozerwana była w dwóch miejscach, na ramieniu oraz na brzuchu. Rotzniesser cały byl w posoce przeciwnika, wiec ciężko było powiedzieć czy sam krwawi czy nie.

                  Prowizoryczna brama została otwarta, lecz tylko na tyle aby można było przecisnąć się do środka jeden za drugim. Pierwsi wbiegli najszybsi z grupy: Nadja i Hieronim. A co z resztą? Kusznicy potrzebują czasu na przeładowanie, bohaterowie na wejście, a przeciwnikom ledwie moment starczy na dobiegnięcie do barykady.

                  Panika i pech części grupy czy jednak zorganizowana ewakuacja? Kto się poświęci aby zostać i osłaniać odwrót?

                  Discord nie jest dla mnie wiążący ani obligatoryjny. Chcesz coś ode mnie, to zawrzyj w poście.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  1
                  • KermK Niedostępny
                    KermK Niedostępny
                    Kerm
                    napisał ostatnio edytowany przez
                    #74

                    Oswald.jpg
                    Oswald Braun

                    Nie dało się ukryć, że sytuacja była kiepska, ale nie beznadziejna. Wystarczyło odrobinę się wysilić, by znaleźć się po odpowiedniej stronie barykady. I mieć odrobinę pecha, by wpaść w łapska ścigających. Nie można było się dziwić obrońcom, że nie otworzyli szeroko ramion... przejścia znaczy... by powitać tych, co uciekali przed przemienionymi mieszkańcami miasta.
                    Oswald postanowił nie oglądać się na innych, tylko ruszył najszybciej jak mógł w stronę wąskiego przejścia.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    0
                    • WiredW Niedostępny
                      WiredW Niedostępny
                      Wired
                      napisał ostatnio edytowany przez Wired
                      #75

                      ea234017-ad07-455d-b7b5-3be09f86019b-image.png

                      Ergo oraz Oswald zdołali przedostać się przez bramę zanim tłum mieszkańców starł się z bohaterami. Większa część uderzenia przyjął Kurt oraz Ulrich z tarczą. Atak, mimo że zmasowany, nie wyrządził większych szkód. Poleciały bełty, dwa trupy na miejscu, jeden ranny. Kurt kontratakował rozpłatając dwójkę. Z obu Ulrichów, tylko ten szerszy miał szczęście. Nie żeby walczył w zwarciu, zwyczajnie wyczuł moment i rozłupał czaszkę nieszczęśnika. Mieszkańcy, mimo iż zostało ich tylko dwoje nie mieli zamiaru przestać, lecz ich wysiłki spaliły na panewce, a po chwili wszyscy leżeli martwi. Uliczka przed świątynią wyglądała jak pogorzelisko. Bohaterowie przeszli bez barykadę, wóz pełniący rolę bramy zamknął się za nimi.

                      Po przejściu bramy ich oczom ukazał się orszak powitalny złożony z groźnie wyglądających mężczyzn, na ich twarzach było widoczne zmęczenie, niemniej wpuścili Was, a to oznaczało że przynajmniej początkowo nie mają złych zamiarów. Pomagali im zwykli mieszkańcy, brzuchaty wąsacz w czapce piekarza i osiłek z znakiem cechu kowali na fartuchu zamknęli bramę i czym prędzej schowali się z powrotem w świątyni.

                      Pośrodku stał rosły kapłan, odziany w brązowy habit, przeszywalnicę oraz metalowy napierśnik. Jego pancerz był pełen poprzyklejanych świętych tekstów i ochronnych modlitw. Ci z Was lepiej wykształceni mogli rozpoznać fragmenty dzieł takich jak Deus Sigmar, Geistbuch czy uznawanej w niektórych kręgach za radykalną Inquisitio Haereticae Pravitatis.
                      Wraz z nim stało dwóch strażników uzbrojonych w miecze i tarcze, oraz dwóch młodszych kapłanów, którzy zamiast mieczy dzierżyli jednoręczne młoty, których drugi koniec wieńczyły ogony rozdwojonej komety Sigmara.
                      Co rzuciło się Wam w oczy żaden z nich nie nosił kolczug, wszyscy byli opancerzeni identycznie, z tym że kapłani nie nosili hełmów, a ich ogolone głowy z oddali mówiły kim są.

                      Najstarszy z kapłanów opierał się o zakrwawiony młot dwuręczny. Już na pierwszy rzut oka wiedzieliście że nie będzie to łatwa rozmowa, rozpoznając w silnorękich kapłana strażników z strażnicy, w której niedawno byliście więźniami. Za ich plecami zaś nadal byli kusznicy, obserwujący Was czujnie z podwyższenia.

                      - Chwała Sigmarowi! - przerwał milczenie donośnym głosem, czyniąc znak komety na powitanie, po czym zrobił pauzę i uważnie Was lustrował.

                      - Niech kometa Was zawsze prowadzi. Witajcie w Świątyni Uniesionego Młota, rad jestem widzieć Was nieodmienionych,
                      - Jam jest Zygfryd Grimmig, uniżony sługa Sigmara i opiekun tejże świątyni, kim jesteście? - padło pytanie

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      0
                      • SantorineS Niedostępny
                        SantorineS Niedostępny
                        Santorine
                        Developer
                        napisał ostatnio edytowany przez
                        #76
                        Ulrich Rotzniesser
                        Portrait

                        – Chwała Sigmarowi! – Rotzniesser machinalnie odparł na powitanie kapłana zachrypłym głosem.

                        Czuł się fatalnie: rana w brzuchu pulsowała tępym, nieznośnym bólem, Rotzniesser wiedział zaś, że z każdą chwilą z jego trzewi upływała jucha i potrzeba było medyka jakiego, aby zatamować krwawienie i zadbać o to, by nie wdało się zakażenie. Nie raz wiercił Ulrich bowiem dziury w brzuchach i choć agonalne jęki jego ofiar słuchał niby pieśń, sam wolał żyć, by móc owe dziury wiercić dalej.

                        Myślał też o dziwnym głosie, który usłyszał i który go doprowadził do tego stanu. Poniechał. Będzie czas na to.

                        – Moiściewy, zwą mnie Ulrich – tu skłonił się w pas. – Podróżny z Marienburga. Na wasze usługi, choć ranien jestem.

                        Gadać mógł więcej, ale zostawił rzecz. Zamierzał pozwolić pozostałym przekonać klechę i jego pobratymców, żeby wstawili się za nimi. Klasztornicy zdawali się rozumieć, że nie wszyscy zostali przemienieni, zatem… Zabijanie nieznajomych było nie w interesie? Oczywisty wniosek. Ale od kiedy to rozum chadzał wespół z klechami?

                        Cyrulik zdawał się umieć gadać, może klecha zapatrzy się w to, co ze swych mądrych ksiąg wyczytał? Albo kto inny podprowadzić gadkę umiał? Oby tylko prędzej, zanim go zemdli z tej rany.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        0
                        • JhnWJ Online
                          JhnWJ Online
                          JhnW jako Ulrich (von) Guttenluft
                          Administrator Obsługa Developer
                          napisał ostatnio edytowany przez Zell
                          #77

                          Ulrich (von) Guttenluft
                          https://forum.rolltelling.pl/assets/uploads/files/1768655534425-avatar_doc.jpg
                          Ulrich, ten co zbójem nie był, ucieszył się z widoku sigmarytów. Pierwsze co zrobił, to odruchowo przetrzepał się w odruchu rękami, rzecz o której nigdy nawet nie pomyślałby przed burzą chaosu, a co weszło mu w krew - ranny człowiek może jeszcze kilka dobrych chwil nie czuć jak krew ucieka z ciała, szczególnie gdy jest się chwilę po walce. Upewniwszy się, że sam jest cały, podszedł od prawej do Ulricha, tego co zbójem był.
                          - Lekarzem co ma pacjenta, który raczył się przedstawiać gdy leci zeń jucha - rzekł szorstko i po prostu fachowo wziął swego imiennika pod ramię aby bez zbędnej kurtuazji pomóc mu oprzeć się o najbliższą ścianę, niekoniecznie od razu siadać, i sprawdzić co mu dokładnie jest.
                          - Przydałaby się woda, Panienka - rzekł do Nadji rozpoczynając inspekcję.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          0
                          • MarrrtM Niedostępny
                            MarrrtM Niedostępny
                            Marrrt
                            napisał ostatnio edytowany przez Marrrt
                            #78

                            Ergo
                            text alternatywny

                            /- Ooo! Mi też by się przydała panienka! - przytaknął zdyszany Ergo słowom cyrulika. Nie miał w zwyczaju rozpamiętywać poczynionych mu krzywd toteż bez żalu nijakiego do kompanów nie żywił. Tym bardziej, że i tak bardziej już im ufał niźli zatroskanym kapłanom Młotodzierżcy. A już ten typek Zygfryd... zmrużył oczy i przekrzywił głowę usiłując sobie przypomnieć skąd zna tę mordkę. - Jam jest Ergo. Prestidigitator. Bajarz. Podróżnik. A z resztą. Tam nasz kompan został! - Wskazał barykadę. - Może żyw jeszcze!

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            0
                            • MortarelM Niedostępny
                              MortarelM Niedostępny
                              Mortarel
                              napisał ostatnio edytowany przez Mortarel
                              #79

                              ochroniarz-awatar2.png
                              Mały Kurt vel Knut

                              Brama zamknęła się z łoskotem, odcinając wyjście na zewnątrz. Kurt nie od razu spojrzał na kapłana. Najpierw odsunął się pół kroku, żeby nie stać w linii kuszników. Miecz opuścił nisko, ostrzem do ziemi. Nie wypuścił go jednak z dłoni.

                              Zlustrował mężczyzn w habitach. Pancerze, młoty, twarze strażników ze strażnicy. Rozpoznał ich. Oni zapewne rozpoznali jego.

                              Kapłan przemówił.

                              Kurt początkowo nie odpowiedział. Po chwili jednak kiwnął głową i przedstawił się:
                              -Kurt.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              0
                              • KermK Niedostępny
                                KermK Niedostępny
                                Kerm
                                napisał ostatnio edytowany przez Kerm
                                #80

                                Oswald.jpg
                                Oswald Braun

                                - Chwała Sigmarowi - powiedział Oswald, gdy już zdołał odzyskać oddech. Wiernym wyznawcą Sigmara nie był, ale to w jego świątyni znalazł ratunek, więc jakoś wpadało się odwdzięczyć. - Oswald - przedstawił się. - Podróżny z Altdorfu. Pomogę chętnie, chociaż lepiej piórem niż mieczem władam.

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                0
                                • ZellZ Niedostępny
                                  ZellZ Niedostępny
                                  Zell jako Nadja Schmidt
                                  Moderator Obsługa
                                  napisał ostatnio edytowany przez Zell
                                  #81

                                  text alternatywny

                                  Nadja Schmidt

                                  .
                                  Serce Nadji jeszcze nie zdążyło się uspokoić po tej ucieczce przed kreaturami z dna Piekieł, jak wpadli wprost na kapłana strażników z ich więzienia. Ten oprych był bardzo wygadany, jak na kogoś, kto prawie wypluwa swoje flaki...
                                  - Daj może mu w łeb, bo zaraz wykrwawi się słowem, no. - prychnęła wyciągając bukłak z wodą, jaki znalazła w strażnicy - Głupie toto...

                                  Następnie spojrzała na kapłana, nie będąc pewna jak do niego podejść. Prawdę mówiąc nigdy pewności co do takich nie miała, czy to w armii, czy poza. Sama nie należała do przesadnie bogobojnych, o ile to nie było w jej interesie. Uznała, że teraz na pewno byłoby bardziej na plus, jeżeli kto ją zapyta...
                                  - Ergo dobrze gada. Tam jeden został. - posłała zirytowane spojrzenie cyrulikowi - Zapoznania za chwilę. Mamy tu rannego idiotę. Łatamy go? - ostatnie słowa posłała do wykształconego Urlicha.

                                  Writing is a socially acceptable form of schizophrenia.

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  0
                                  • KetharianK Niedostępny
                                    KetharianK Niedostępny
                                    Ketharian
                                    Obsługa Moderator
                                    napisał ostatnio edytowany przez
                                    #82

                                    Hieronim Bosch poczuł na widok świątobliwego męża i jego świty uczucie ulgi, którego nie potrafił z niczym porównać - iście jakby stanął przed nim sam Sigmar Młotodzierżca we własnej osobie. Towarzysząca celnikowi tłuszcza jęła się przedstawiać na wyścigi, jeden przed drugiego jakby wszyscy chcieli czym prędzej zaskarbić sobie względy ojca Grimmiga.

                                    Albo składnymi słówkami odwrócić od siebie jego podejrzliwą uwagę.

                                    - Wybaczcie co niektórym tutaj ich grubiańskie maniery, świątobliwy ojcze - powiedział celnik składając dłonie na piersiach na znak młota - Zwę się Hieronim Bosch i jestem urzędnikiem cesarskim w portowym składzie celnym. Przywiodłem tych ludzi na odsiecz świątyni, albowiem wszyscy oni zachowali zdrowy rozum tam, gdzie umysłami tak wielu zawładnęło zgubne szaleństwo.

                                    Przemawiając pełnym szacunku głosem Bosch zaczął się zastanawiać w duchu, czy aby nie widział już wcześniej tego Zygfryda Grimmiga, wszelako bynajmniej nie w szatach pobożnego sigmaryty. Cosik mu przypominała ta kapłańska gęba, co się mu natrętnie kojarzyło z zawziętymi kłótniami o jakieś rachunki czy insze obliczenia czy może cesarskie przepisy i reguły… nie potrafił sobie jednak przypomnieć szczegółów.

                                    - Skoro brama zamknięta, przesądziliście o losie tego nieszczęśnika, co nam padł po drodze, świątobliwy, muszę was jednak prosić o łaskę dla niego. Pewnie wcale na takiego nie wygląda, ale dzielny to człek i prawdziwie bogobojny czciciel Młotodzierżcy. Nie godzi się go tak na pastwę losu porzucać za zatrzaśniętą bramą, tedy w miłosierdziu swoim zechciejcie odmówić wspólnie z nami modlitwę w intencji jego duszy, a dopiero potem opowiedzcie mi, jak wygląda sytuacja w reszcie miasta i co winniśmy czynić dalej, jeśli nie zechcecie naszej mężnej pomocy w obronie.

                                    Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    0
                                    • WiredW Niedostępny
                                      WiredW Niedostępny
                                      Wired
                                      napisał ostatnio edytowany przez Wired
                                      #83

                                      ea234017-ad07-455d-b7b5-3be09f86019b-image.png

                                      Kapłan słuchał w milczeniu, mimika niewiele zdradzała, poza nieufnością.
                                      Ulrich zrobił na nim niemałe wrażenie, wszak ranny, ale z bogiem na ustach i z kulturą w słowie. W kolczudze, były żołnierz pewnie, a takich do obrony świątyni mu trzeba. Grubiaństwo dziewki w łachmanach co nawet się przedstawić nie chciała, i jawnie kpiła z obyczajów oraz wiary kompana, jak i knura co się za lekarza uważał, a języka w gębie zapomniał, o szacunku gdy kapłan pyta nie mówiąc, kontrastowały z nim wielce, tak mocno że aż Zygfryd zmrużył oczy.

                                      Wtenczas jeden ze strażników szepną mu coś do ucha.
                                      - Rannym się zajmiemy, bracie Albercie - wydał krótko komendę, jeden z kapłanów po jego stronie skłonił się lekko po czym wrócił do świątyni i z tym samym osiłkiem co zamykał bramę wyszli by wziąć Ulricha pod ramiona i przenieść do lecznicy przyświątynnej, Gdy przechodzili kapłan dodał jedno słowo - miecz - strażnik bez słowa zrobił krok w stronę odchodzących by odebrać oręż zza pasa rannego. Gdyby cyrulik chciał iść z nimi zostanie zatrzymany przez strażników.

                                      - Pomoc zawsze potrzebna, i z otwartymi ramionami ją przyjmiemy - odpowiedział Oswaldowi

                                      Dopiero na słowa Hieronima kapłan Sigmara widocznie się rozluźnił, nabierając do Was odrobinę więcej zaufania.
                                      - Jeśli Wasz kompan ma wiarę w sercu, to może jest dla niego nadzieja, ale musicie po niego wyjść sami, tylko Wy wiecie który to z leżących przed świątynią - zaproponował robiąc krótką pauzę i uważnie obserwował ich reakcję, może nie wierzył by dobrze znali tego, którego porzucili dopiero co na śmierć?

                                      - Chaos to choroba duszy, jak przy każdej epidemii zalecana jest kwarantanna. Bracia z Zakonów Srebrnego Młota i Oczyszczającego Płomienia niebawem przybędą na czele oddziałów, które oczyszczą miasto, jestem tego pewien. Do tego czasu powinniśmy skupić się na modlitwie i ochronie tych, których umysłem i ciałem jeszcze nie zawładnęły Niszczycielskie Potęgi.
                                      - Jeśli chcecie wyjść, zdejmijcie kolczugi, dźwięk jaki wydaje metal przyciąga odmienionych, a nie tylko umysł potrafi im się zmienić. Nie możemy zostawić zwłok na ulicy, jedyne czego tu trzeba to kolejnej zarazy, dostaniecie taczki by poskładać rannych na kupie, mamy dość oliwy by spalić zwłoki.
                                      - Następnie zapraszam na wspólną modlitwę, a po niej chętnie porozmawiam.
                                      - Na terenie świątyni nie możecie nosić broni, jeśli chcecie zostać musicie ją zdać. W wypadku ataku będzie wydawana jak w wojsku. Słuchacie kapłanów póki jesteście pod moją opieką, to są Wasi przełożeni.
                                      - Czy wyrażam się jasno? - zapytał twardo po podaniu warunków, niczym sierżant na odprawie wojska

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      0
                                      • MarrrtM Niedostępny
                                        MarrrtM Niedostępny
                                        Marrrt
                                        napisał ostatnio edytowany przez
                                        #84

                                        Ergo
                                        text alternatywny

                                        - Ależ najjaśniej Wasza najjaśniejszość! - zawołał Ergo, który również wolał kiedy motłoch nie dysponuje bronią przed którą nader często przyszło mu niesłusznie i niezasłużenie uciekać, a którą on jako człek pokojowy zwykł używać jeno w ostateczności i co się rozumie, w szeroko rozumianej obronie własnej - Teee, dziadu! - zwrócił się do Hieronima - Może miast pyrtolić ozorem, pomożesz mi, he? We dwóch go tu przytaszczymy, bo nawet półżywej teściowej bym tam na bruku nie ostawił, a Baleron - wskazał Kurta jakby oczywistym dlań było, że wielki groźnie wyglądający zbir nie odmówi chuderlawemu cyrkowcowi - dopilnuje by nam się co złego nie przydarzyło.

                                        Do zbierania trupów się wszelako nie kwapił i wycieczkę na zewnętrze planował zakończyć po sprowadzeniu portowego szczurka. No chyba, żeby braciszkowie użyli bardziej dosadnych metod perswazji niźli zygfrydowe "jeśli chcecie wyjść". Ergo chciał. Ale tylko na chwilę.

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        1
                                        • SantorineS Niedostępny
                                          SantorineS Niedostępny
                                          Santorine
                                          Developer
                                          napisał ostatnio edytowany przez
                                          #85
                                          Ulrich Rotzniesser
                                          Portrait

                                          Ulrich skinął głową, biorąc miecz w pochwie i odsupłując rzemień, którym go przytwierdził do swego pasa. Im szybciej medycy będą mogli go obejrzeć, tym większa szansa była, że wkrótce nie odejdzie w zaświaty.

                                          – Zaiste, rzecz to jasna, dzięki wam po stokroć – rzekł Rotzniesser przymilnie, kłaniając się jeszcze raz mimo bólu. – Jeśli zaś atak by był, pikę albo lochaber bym wolał, by potępieńców na dystans trzymać… Miecz ów zacny jest, przyjmijcie go, moiściewy, w darze i niechaj ci co mocniejsi rąbią nim.

                                          Oprych, choć wiedział, że w mieście grały siły nieczyste, z niejakim zaskoczeniem przyjął wygłoszoną otwarcie wiadomość, że w sprawy był zaangażowany Chaos. Słowa o tym, że wkrótce jacyś woje przyjdą ich odbijać poddał w wątpliwość. Jak dla Ulricha, byli sami w tym obsranym, zafajdanym i obrzyganym złem mieście i jeno kwestią czasu było, zanim owe wesołe zbiegowisko zostanie oblężone. Było to niebezpieczeństwo. Ale i też okazja.

                                          Z tymi ponurymi myślami, pilnując, aby flaki nie wypłynęły mu z brzucha przypadkiem, udał się we wskazaną stronę.

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          0
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy