Panel sesji wdrożony.Proszę zapoznać się z tym tematem.
Młot Wieków. Rekonesans Karak Varn
-
Grungni (MG) @Gladin 
Kolejka 2.
21. Durgzet, 7035, południe.
Wzgórza na północny-wschód od traktu do Karak Varn, około pół dnia drogi na północ od głównego wejścia do karaku.
Niebo bezchmurne, pogoda dobra.Othin uniósł kuszę celując w balon. Broń wydawała się być zachowana w świetnym stanie. Ktoś o nią pieczołowicie dbał. Grobi? Wierzyć mu się nie chciało. Zielonoskórzy nie dbali o swoje wyposażenie. Przynajmniej nie w takim stopniu.
Czas było wypróbować jej nośność. Zwolnił cięciwę, bełt pomknął wysoko w górę, jednak nie sięgnął czasy. Krasnolud był nieco zawiedziony. Wiedział, że cel jest zapewne poza zasięgiem i że żadna kusza nie byłaby w stanie go dosięgnąć. Niemniej... po cichu miał nadzieję, że okaże się inaczej. Przodkowie! Jak mógł czuć rozczarowanie? Skarcił sam siebie. To, co odnalazł, było najlepszym, co go w życiu spotkało!
Obserwujący ich z góry goblin widząc, że jest bezpieczny, zaczął wykrzykiwać w ich stronę i wykonywać gesty, które zapewne miały być obraźliwe. Nie mając czym w nich rzucać, zaczął pluć. Ale był za daleko, by móc trafić. Cieszył się jednak mogąc bezkarnie lżyć dawi.
A oni... mogli na to tylko bezradnie patrzyć.
Do czasu, gdy nie rozległ się dziwny dźwięk. Balon wybrzuszył się w jednym miejscu, a radosne szczekanie goblina zmieniło się w nerwowe popiskiwanie. Latający okręt zaczął tracić wysokość opadając wzdłuż północnego zbocza, by w końcu uderzyć gondolą z impetem o skałę. Grobi został wyrzucony z kosza i leżał nieruchomo. Paliwo, które ogrzewało powietrze, rozsypało się wciąż płonąc wokół miejsca katastrofy. Czasza, niepotrzebując już dźwigać ciężaru, unosiła się kilka jardów powyżej.
Angaztromm spojrzał na kuszę. Trafił, czy nie trafił? Czy tylko zwykły zbieg okoliczności spowodował, że balon zaczął opadać po jego strzale?
– Ćwierć mili - ocenił odległość Hagrid i z lubością przytknął lunetę do oka, oglądając detale sceny w przybliżeniu.
Chwilę później oderwał ją i spojrzał raz jeszcze, na umieszczone pokrętła i runy przy nich. Przesunął jedno z nich i spojrzał raz jeszcze.
– No, no... - mruknął pod nosem. Luneta posiadała wbudowane skale, pozwalające określać dystans do obiektów. Po przestawieniu pokręteł można było skalibrować ją na krasnoluda, elgi, grobi a odpowiednie podziałki naniesione na obserwowany cel pozwalały ocenić odległość od celu w przedziale od 50 do 250 jardów z dokładnością do 10, a na większe odległości z dokładnością do ćwierć mili.

Jaskinia na zachód od Varn Drazh i około pół dnia drogi na północ od głównego wejścia do Karak Varn.
Gdy skończyli rozmawiać snotling zajął się własnym posiłkiem, a Galvynssun zamyślił się. Nie trwało to jednak długo, bo górska cisza została zmącona przez obce dźwięki. Głośna i liczna grupa poruszała się gdzieś niewidoczna dla wzroku, a góry niosły i odbijały głosy utrudniając określenie kierunku, z którego pochodziły.
Trwało to może z godzinę i kowal martwił się nieco o towarzyszy, którzy wyruszyli na poszukiwania balonu. Ale nic nie wskazywało na to, by były to odgłosy walki.
Wtem, zupełnie niespodziewanie dostrzegł grupę grobi poruszających się w dole. Poruszali się ostrożnie, nie wydając dźwięków, do tego tak, by stale chronić się za rozsianymi skałami. Przybyli od strony traktu i szli w tę samą stronę, w którą wcześniej udali się dawi na poszukiwanie balonu.
Doliczył się sześciu osobników. Obrzucił spojrzeniem ich jaskinię: rozstawiony w głębi namiot, schowane ognisko, którego dym ulatywał przez szczeliny w sklepieniu, snotlinga pałaszującego pokarm. Powinni być tu niewidoczni, starannie dobrali kryjówkę. Brond zajmował się przyrządzaniem jedzenia, a Logrim położył się na spoczynek wewnątrz namiotu.
Chyba, że zielonoskórzy coś usłyszą... albo wywąchają... i postanowią wejść i sprawdzić...
-

Othin "Zilfini" Angaztromm - Tak!
Powiedział pod nosem Angaztromm, zadowolony z tego co uczynił. Balon zaczął spadać przy akompaniamencie pisków pilota. To zdecydowanie była zasługa Othina. Zilfini wiedział że strzał poza granice zasięgu to niezbyt dobry pomysł, aczkolwiek to był balon, kawał grobiej szmaty marnej jakości, zapewne łatany częściej niż jakiekolwiek rozsądne granice, to też wystarczyło go jeno musnąć aby puścił.
- Idę po pilota. Kto ze mna?
Othin rzucił do towarzyszy, po czym nie czekając na odpowiedź, ruszył w kierunku miejsca przymusowego lądowania balonu. Mimo że dobrze byłoby dorwać małego %$#@!@$! zanim odzyska przytomność, to jednak teren nie zachęcał do biegu ani tym bardziej sprintu. Zilfini idąc wzrok miał skupiony na goblinie, w międzyczasie przygotowując kusze do strzału. Nadrzędnym celem było nie pozwolić na ucieczkę pilota, dopiero później próba przesłuchania jeśli ów pomiot w ogóle potrafi cokolwiek więcej niżli prychać i kwiczeć. Angaztromm liczył się z tym że grobi może tylko udawać nieprzytomnego i wyrwać biegiem do osłony, gdy tylko nadarzy się okazja, dlatego też Othin miał zamiar strzelać już przy pierwszym gwałtowniejszym ruchu. Niedopuszczenie do ucieczki było najważniejsze. Na miejscu Zilfini miał zamiar sprawdzić stan i znajomość języka jegomościa oraz sprawdzić zawartość kosza balonu. Po cichu liczył na to że zielony który umie latać balonem potrafi również mówić jak krasnolud.
-
! 
Fenni po wysłuchaniu komentarza Hagrida odezwał się do niego - Masz rację. Wygląda na to, że znaczenie tej misji okazuje się mieć większe znaczenie niż wydawało się na początku. Jak już dotrzemy do Karak Varn to będziemy musieli się przyjrzeć, czy świat poszedł jeszcze dalej. - a następnie wziął chwilę oddechu i dopowiedział i wyjął zza pazuchy zawiniątko z bandażami - Vallaya pobłogosłowiła mi znalezieniem tych bandaży. Jak myślisz... mógłbym pójść spróbować połatać towarzyszy, gdy będziesz to przeszukiwać?
-

Hagrid „Rhyn” Grumsson ...
21 Durgzet, 7035, południe
Góry na zachód od Varn Drazh i około milę od obozowiska dawi.
Niebo bezchmurne, pogoda dobra, pół dnia drogi na północ od Karak Varn.- Czekaj - odparł twardo Othinowi Rhyn - już kończymy
- Jesteśmy na terenie wroga, nie zapominaj o tym... ładna kusza - dodał odwracając się do Fenna
- Vallaya pobłogosłowiła mi znalezieniem tych bandaży. Jak myślisz... mógłbym pójść spróbować połatać towarzyszy, gdy będziesz to przeszukiwać? - dodał wracając do ich rozmowy Fenn
- Już skończyłem, a bandaże zawsze się przydadzą - odrzekł Hagrid z uśmiechem zadowolony ze znalezisk
- Panowie, zachowujmy się jak żołnierze, ja wiem że ta mila to nie duża odległość, ale jak który z Was idąc samopas wpadnie w zasadzkę czy rozpadlinę? Odłączyliśmy się od głównego oddziału zrobić zwiad, to zróbmy zwiad i wróćmy jak oddział powinien. Chyba żaden z Was nie chciałby spotkać samodzielnie tych wilczurów co niedawno nas wyczuły w kryjówce - pouczył ich Hagrid pamiętając spotkanie z zwiadem goblinów na olbrzymich wilkach, basiory miały łby tak wielkie że jednym chapnięciem mogły im oderwać głowę, gdyby nie gromril kto wie czy Brond by miał jeszcze rękę
- Balon się rozbił, paliwo rozsypane obok, a goblin leży nieprzytomny lub martwy, ale nadal warto balon zbadać, z nadzieją że jakieś mapy okolicy mieli czy rozkazy, które snotling by odczytał. Czy choćby zobaczyć czy to nasz balon z Karaku, czy grobi są zaawansowani technologicznie bardziej niż nam mówiono. To niedaleko, to chodźmy, skończmy ten zwiad i wracamy do obozu. - zaproponował żelazołamacz z Norski -

Rhunki Galeb Galvynssun z klanu Bezekgorogi Hałas na zewnątrz zaniepokoił Galeba. Położył dłoń na hełmie który leżał na kamieniu obok niego. Harmider przypomniał mu korytarze skavenów pod Karak Azul gdzie non stop przez kamień docierały do niego skrobanie pazurów rakkich. Zielone Piekło Lustrii gdzie nie wiedziałeś czy dźwięki dobywającej się ze ściany tropikalnego lasu nie są przypadkiem rechotem nieszczęścia i zwiastunem rychłej wizyty Gazula. Dłoń bezwiednie przesunęła się na pozbawioną ostrza rękojeść szabli zawieszonej na rzemieniu u pasa.
Spokojnie obserwował grobich. Czy mógłby jakoś odwieść ich dalej od jaskini i od zwiadu który poszedł tropem balonu? Ocenił że dzieli ich jakieś sto jardów i choćby się wysilił najbardziej jak mógł to rzucony kamień spadłby tak że uwaga goblinów zostanie zwrócona w stronę jaskini. Pozostawało spokojnie obserwować. Obawiał się że mogą mu zniknąć z oczu jeżeli podejdzie do Bronda. Jeżeli zawoła to głos może się ponieść. Tfardy może spanikować i wszcząć raban. Tak. Trzeba obserwować i zachować czujność.
A zwiad? Dwóch żelazołamaczy i pogranicznik nawet jeżeli ranni to mieli przewagę nad sześcioma goblinami.
Gorzej jeżeli grobi ich znajdą, będą śledzić i przyjdą za nimi do jaskini.
Wtedy trudno. Rozprawią się z nimi wszystkimi tak jak rozprawili się z tymi na drodze. -
Grungni (MG) @Gladin 
Kolejka 3.
21. Durgzet, 7035, przedpołudnie.
Wzgórza na północny-wschód od traktu do Karak Varn, około pół dnia drogi na północ od głównego wejścia do karaku.
Niebo bezchmurne, pogoda dobra.Krasnoludzki zwiad ruszył w stronę balonu. Othin na przedzie z kuszą w pogotowiu. Nie musiał jednak zrobić z niej użytku. Goblin leżał bezwładnie. Po kilku minutach marszu wszyscy zbliżyli się do celu. Przez rozerwaną powłokę czaszy uciekało cały czas powietrze i zaczynała ona kłaść się niebezpiecznie blisko rozrzuconych kostek jakiegoś płonącego paliwa.
Zastanawiali się, czy okręt powietrzny był wytworem grobi, czy też gobliny ukradły dzieło rąk krasnoludzkich. Z bliska wyglądało to trochę tak, jakby został zmontowany przez zielonoskórych, ale przy użyciu elementów pochodzących od synów Grungniego. Nie mieli jednak zbyt wiele czasu na te rozważania. Nie naradzając się zbytnio ze sobą, Zilfini wraz z Rhynem kopniakami odsunęli płonące grudy na bezpieczną odległość tak, by balon nie uległ spaleniu. Jeszcze.
Tymczasem Fenni zbliżył się ostrożnie do goblina. Ten leżał na prawym barku. Nawet bez podchodzenia blisko i bez badania krasnolud widział, że zielonoskóry właśnie tym barkiem uderzył przy upadku i że ramię przyjęło na siebie cały impet uderzenia. Dla pewności sprawdził, czy stwór nie posiada żadnej broni, po czym sprawdził, czy ścierwo jeszcze żyje.
O dziwo, ścierwo żyło. Kahdinbat szybko zbadał rozbitka i doszedł do wniosku, że mimo upadku, nie grozi tamtemu szybka śmierć. Chyba, że z ręki dawi. Mógł go dobić jednym pchnięciem wyświadczając światu przysługę i nie byłoby w tym nic złego. Z drugiej strony... może długobrodzi chcieliby go przesłuchać? Mogli go zabrać do nich nieprzytomnego. Przy takich obrażeniach, jakie pilot odniósł, prawdopodobnie bez medycznej pomocy nie wybudzi się zbyt szybko. Była też trzecia opcja. Mógł opatrzyć go tu i teraz i sprawić i przywrócić mu przytomność. A wtedy będą mogli go przesłuchać we trzech tu na miejscu i pozbyć się go po przesłuchaniu.
Nie wiadomo jednak, czy goblin by ich rozumiał. W jaskini był snotling Tfardy, który mógł robić za tłumacza. Ale jaką mogliby mieć gwarancję, że snotling będzie wiernie tłumaczył? Żadnej.
Rzut na rzemiosło (inżynieria) K100=13, sukces.
Grumsson po zabezpieczeniu balonu przed spaleniem zaczął przyglądać mu się z bliska. Rozerwana powłoka została najprawdopodobniej przebita bełtem. Jej krawędzie pokryte były lepką substancją, która miejscami była jednak już solidnie zakrzepnięta. Od razu skojarzył ją z tym, co niósł w wiadrze. Odtwarzał w głowie to, co widział wcześniej. Prawie puste wiadro, goblin wspinający się do czaszy. Początkowo ostrzał nie przyniósł wyraźnych efektów. Grobi byli przygotowani na taki przypadek. Co poszło nie tak? Zapewne typowa fuszerka zielonoskórych. Chociaż... gwałtowny start balonu, szybkie podniesienie temperatury gdy próbowali odlecieć, nim dawi ich dopadną... może to również przyczyniło się do tego, że ich substancja nie zadziałała?
Gdyby ktoś mu pomógł, mogliby spróbować zetknąć ze sobą rozprute krawędzie. Być może była jeszcze szansa na to, by udało się powłokę pokleić. Chociaż, w jakim celu? Pojazd był przeznaczony do przewożenia goblinów. Zapewne mógłby unieść jednego krasnoluda, chociaż lepiej bez ciężkiego pancerza. Ale nawet jeżeli, to kto byłby na tyle szalony, by się w czymś, co wyszło spod rąk zielonoskórych unieść do góry. Może... Tfardy? Ale to wymagałoby zaufania do snotlinga, którego nie mieli.
Rzut na wiedzę (geologia) K100=60, porażka.
Angaztromm zainteresował się płonącymi bryłkami. Nie przypominały mu one żadnej znanej mu substancji. Ni to kamień, ni jakiś węgiel. Dawał zdecydowanie zbyt duży ogień i spalał się zdecydowanie zbyt wolno. Na próbę nadepnął nań mocno butem. Pod naciskiem zewnętrzna skorupa popękała ukazując środek, który był na tyle plastyczny, że ugiął się pod naciskiem podeszwy. Gdy tylko jednak środek został liźnięty przez ogień, zaczął twardnieć. Wokół było kilkanaście takich płonących grudek.

Jaskinia na zachód od Varn Drazh i około pół dnia drogi na północ od głównego wejścia do Karak Varn.
Galebowi wydawało się, że nie spuszczał grobi z oczu.
Rzut na percepcję K100=80, porażka.
Zużyto punkt szczęścia. Przerzut K100=91, porażka.Ale w pewnym momencie zorientował się, że widzi tylko czterech zielonoskórych. A był pewien, że wcześniej było ich sześciu. W którymś momencie dwóch gdzieś się zawieruszyło. Wytężył wzrok, ale nie mógł nic dostrzec. Co gorsza, w czasie, gdy szukał dwóch zaginionych, kolejny „rozpłynął się w powietrzu”. Ku wschodowi zmierzało jedynie trzech grobi. Klnąc w duchu postanowił sobie, że tych trzech już mu nie zniknie.
Z głośnym piskiem gdzieś od południa nadleciał wielki nietoperz. Taki sam, jak ten, który oderwał się od balonu, gdy Hagrid postrzelił latający okręt. Stwór wylądował niezgrabnie i przetoczył się po skałach, z dala od jaskini, po wschodniej stronie. Trójka goblinów ruszyła żwawo ku niemu. Rhunki zastanawiał się, co zamierzają z nim zrobić.
Ale ze zmęczenia wzrok mu chyba płatał figle. Tym razem to nietoperz gdzieś zniknął, za to goblinów było teraz czterech.
Po niedługim czasie dwóch z nich, nie kryjąc się już wcale, ruszyło biegiem w stronę traktu, ponownie mijając wejście do jaskini. Natomiast pozostałe dwa gobliny kontynuowały skradanie się na północny-wschód, aż wyszły poza obszar widzenia Galeba. Zmierzały w tę samą stronę, w którą wcześniej udał się zwiad.
-

Hagrid „Rhyn” Grumsson ...
21 Durgzet, 7035, przedpołudnie
Wzgórza na północny-wschód od traktu do Karak Varn i około milę od obozowiska dawi.
Niebo bezchmurne, pogoda dobra, pół dnia drogi na północ od Karak Varn.- No no, ale bydle - ocenił balon Hagrid gdy podeszli bliżej
- Trochę tu niedoróbek, ale technologia raczej nasza, to zmartwi Galeba... - mówił jakby do siebie
- Mimo wszystko chciałbym go pokazać jakiemuś inżynierowi z Zhufbaru, mam trochę szalony pomysł panowie - dodał i zawiesił głos
- Hagridzie, chodzi ci po głowie wzięcie tego balona ze sobą? Ja tym latał nie będę, spalić na miejscu moim zdaniem - wtrącił Othin patrzący co robi Fenn z rannym grobiHagrid nic nie odpowiedział zajęty oglądaniem maszyny, zdziwiony skąd u Othina takie insynuacje, to miał być komplement odnośnie jego odwagi i innowacyjności, czy może sugestia że dawi z Norski są bardziej szalone?
- Uznam to za komplement - odparł Rhyn kusznikowiNie skupiając się na słowach kompana rozważał co ze znaleziskiem. Naprawić balon może byłoby warto, schować gdzieś, by mądrzejsi od niego obejrzeli to dzieło techniki. Ale latać goblińskim balonem?! Daleki był od powierzania swojego życia jakości ich pracy. To przecież gorzej niż umgi. Umgak robota.
No i te gobliny w nim to jakieś pokurcza były, mniejsze niż zwykle, wielkości dziecka umgi czy dorosłego grombolgi, wątpił więc by ta maszyna miała odpowiednią wyporność, chociaż kto wie, niemniej on balonem latać nie potrafił i chyba nikt z nich, co definitywnie zamykało temat lotu gdziekolwiek. Co najwyżej jeden z nich mógłby użyć go jak wieży obserwacyjnej. Przy słabym wietrze i mocnych linach dałoby radę ze znalezioną lunetą ogarnąć wzorkiem trochę więcej okolicy, tylko wtedy też ktoś może zobaczyć balon.- A kto mówi o lataniu? Spójrz na tego pokurcza, raczej za wiele nie waży - odrzekł lekko zdziwiony
- Nie przeniesiemy go raczej po ziemi, chociaż... kto wie, mniejszy od naszych i bez silnika. Jak co to mamy liny, i tą ich maść do naprawy czaszy, możemy naprawić - zaproponował - i na linach go podholować by gdzieś schować - głośno obmyślał plan.
- Palenisko jakby zabrać to i gdzie paliwa nie ma włożyć - dalej głośno myślał
- Raczej jak my go nie ruszymy to i inni nie, zakładając że paliwa nie będzie lub miejsca na nie - to rzekłszy wyjął z plecaka beczułkę z piwem i odlał kubeczek, wziął dużego łyka a resztę wylał na leżący w oddali od reszty węgielek, a drugi schował pod rogiem sygnałowym odcinając mu powietrze- Zróbmy może tak - zaproponował na koniec wywodów
- W tym koszyku pod balonem nie ma już co się palić, dogaśmy wszystko i pozbierajmy te bryłki
- Jak już ugasimy i pozbieramy paliwo, to złóżmy balon tak by go nieść, a jeńca do kosza
- Jak nam się uda unieść to zabieramy całość do obozowiska, długobrodzi niech też to obejrzą, a poza tym schowany w jaskini doczeka może odpowiedniej inspekcji inżynierów z Zhufbar
- Jak się nie uda to palenisko z paliwem zabieramy, i grobi do przesłuchania, a resztę zniszczmy tak by się nikomu naprawiać go nie opłacało, i ze zniszczonego balonu dobre oko mistrza z Zhufbaru swoje ujrzyPlan był taki by zobaczyli czy dadzą radę go dźwignąć. Gdyby jednak się nie udało i okazał się za ciężki dla trzech rosłych krasnoludów to podrze bardziej czaszę, zniszczy dno kosza, i zabierze źródło napędu z paliwem (metalowe palenisko z węgielkami, wszystkimi które znajdą) ze sobą, zostawiając pusty dziurawy kosz i nie nadającą się do lotu czaszę. Liny łączące czaszę z koszem wtedy też przetną, a przed odejściem rozejrzy się za jakimiś charakterystycznym punktem otoczenia by tu kiedyś wrócić.
-
– Ten jeszcze dycha! – zwrócił się Fenni do towarzyszy – Myślicie, że dałoby się go jakoś przesłuchać?
– Tak, taki mialem zamiar. A wyżyje żeby go Tfardego dotaszczyć?
– Przyjrzę mu się bliżej... – odrzekł Fenni – To może coś z tego będzie. Jak sądzisz Othinie?
– Myśle że jak ktoś ma go oglądać to najlepiej Ty. –
Othin nie chciał przyznać że nie chciał brać na siebie odpowiedzialności no i też ... nie znał się. A skoro Fenni się napatoczył, to niechaj tak będzie.
– Ja go mogę związać, line mam, i nawet zatahać mogę, ale jego stan zostawiam Tobie
– Już na pierwszy rzut oka widzę, że ma poważnie uszkodzony bark... prawpodobnie on jest do niczego.- odparł Fenni Othinowi – Prawpodobnie szybko się nie obudzi.
Co powiedziawszy poszedł do zielonoskóremu bliżej mu się przyjrzeć.
– A skąd to ... no dobra, rozdupcona że hej, widzę ... Ogarnij go, ja będe miał baczenie żeby nas co nie zaskoczyło. Później go wezmę na bary.
– Miałem rację... - odezwał się Fenni do Othina, gdy obmacał uszkodzony staw – Wyrwało kończynę ze stawu i teraz jest do niczego. – a następnie ostrożnie zaglądając pod szmaty mające stanowić odzienie stwierdził – Nie ma też żadnych chorób, ani innych schorzeń, których moglibyśmy się bać.
Po skończonych oględzinach Kahdinbat wstał i podchodząc do towarzysza powiedział – Na razie nic mu nie będzie, ale bez pomocy się nie obudzi.
Zrozumiawszy o chodzi Hagridowi mruknął do Othina – Może przytaszczę zielonoskórego w pobliże kosza, a ty zajmiesz tam pozycję obserwacyjną, gdy mu będziemy zbierać ten ten bałagan? -

Rhunki Galeb Galvynssun z klanu Bezekgorogi Galeb próbował poskładać sobie to co widział. Znikali mu ci grobi w oczach łażąc między skałami. Wydawali się teraz mocno pobudzeni. No i ten nietoperz.
Dłuższa chwila rozważania pozwoliła dojść do konkluzji że Hagrid, Fenni i Othin zostali wytropieni. Może gobliny zdołały się zebrać, a może inna grupa myśliwych przechodziła i zobaczyła zestrzeliwanie balonu z nieba? To nie brzmiało dobrze. Nie zdołali odpocząć jeszcze po tamtej potyczce. Rhunki znów obejrzał się na wnętrz jaskini. Snotling dalej spokojnie pożerał ochłapy, a Brond podpiekał mięso i też podjadał jeden z gotowych kawałków.
Rhunki sięgnął po swoją tarczę i założył ją na lewe ramię. Poprawił pasy mocujące tak że trzymała się nawet gdy rozwierał palce. Ostatnia walka potwierdziła że wyszedł z wprawy - kiedyś szło mu z tym dużo lepiej. "Pracuj tarczą. Musisz pracować tarczą." skarcił się w myślach. Znów przeczesał spojrzeniem stok. Czy gobliny naprawdę nie dostrzegły jaskini? A może poszły po posiłki?
Zamachał ręką do Bronda. A gdyby ten nie słyszał to dodał szept. Gdy rudy Khadinbat zbliżył się Rhunki nachylił się do niego i przemówił cicho by głos się nie niósł.
- Grobi kręcą się po okolicy. Piecz dalej mięso, ale trzymaj tarczę i broń blisko siebie na wszelki wypadek. Póki co nie budzimy jeszcze thana, niech odpoczywa. Gdzie położyliście platformę? - zapytał na koniec, a uzyskawszy odpowiedź kiwnął głową.
Miał pomysł by w razie czego zablokować część wejścia platformą. A samemu skupić się na tłuczeniu grobich. Oby zwiad zdołał przemknąć między goblinami i wrócić do jaskini niepostrzeżony.
-
Grungni (MG) @Gladin 
21. Durgzet, 7035, południe.
Jaskinia na zachód od Varn Drazh i około pół dnia drogi na północ od głównego wejścia do Karak Varn.
Niebo bezchmurne, pogoda dobra.Czas płynął Galebowi spokojnie, bo nic się jednak nie działo. Obserwował jednak okolicę. Grobi nie było widać. Zresztą nikogo nie było widać. Do momentu, gdy ze wzgórza zaczęli schodzić dawi.
Widok był to niecodzienny. Z jakiegoś powodu we trzech nieśli coś, co po dłuższym czasie kowal uznał za resztki balonu. Rhunki zdębiał, a niełatwo było go zaskoczyć. Gdy doszedł do siebie raz jeszcze obrzucił otoczenie wzrokiem. Grobi nie było widać. Ale jeżeli ktoś ich obserwował i jeszcze nie wiedział o ich kryjówce... to za chwilę będzie wiedział doskonale. Ciężko było przejść niepostrzeżonym z czymś takim na ramionach!
Nie przychodził mu jednak na razie do głowy żaden pomysł, jak temu zapobiec. Jakkolwiek chciałby ostrzec pobratymców, to sam by zdradził swoje miejsce ukrycia. Może mógłby się posłużyć Tfardym, gdyby mógł mu zaufać? Mógłby przekazać zwiadowcom wiadomość, że sami są pod obserwacją i żeby... no właśnie, żeby co? Odeszli? Schowali się gdzie indziej? Co to da? Wszak gdziekolwiek pójdą, goblini zwiadowcy będą o tym wiedzieli. Jaki więc wybór? Podzielić się i połowa z nich będzie - być może - nieodkryta? Czy połączyć się i szukać sposobu na zmylenie zielonoskórych?
Galvynssun łamał sobie nad tym głowę. A może... może młodzi mieli jakiś swój pomysł na ten balon? Tak... zapewne musiało to być coś ważnego, że postanowili go brać ze sobą. Niemniej... wazzoki! -

Rhunki Galeb Galvynssun z klanu Bezekgorogi Pogoda była doskonała. Słońce świeciło, powietrze było rześkie, tak że zmęczenie mniej się dawało we znaki. Galeb siedział na stanowisku obserwując wazzoków niosących konstrukcję grobich. Tak. Jaskinia praktycznie już była wykryta bo jeżeli ktoś tropił w okolicy to bez dwóch zdań przyjdzie i będzie uważniej się rozglądał niż grobi szukający nietoperza. Z drugiej, odległość była spora. Mogli zostawić balon jako przynętę i z kusz strzelać do grobich którzy chcieliby go odzyskać.
Runiarz patrzył, rozważał. Wyjął ze swojej torby kartkę pergaminu, ołówek i miał już nakreślić runy by owinąć kartką kamień i rzucić dawi targającym balon…
Jednak doszedł do wniosku że to niewiele zmieni a i nie dorzuci tak daleko. Szkoda. Były runy na komunikację na odległość jednak on nie potrafił ich wykonać.
Westchnął poirytowany i skupił się na rozglądaniu po okolicy za ewentualnymi obserwatorami.
Byli w tym razem i razem będą ponosić konsekwencje swoich czynów.Miał nadzieję że młodsi krasnoludzie mieli ważny powód by targać to tu cholerstwo. Na pewno bezpieczniej będzie zbadać je w jaskinii niż tutaj. Galeb wiedział że Hagrid był w wielu kwestiach nadmiernie ciekawski. Potrafił selektywnie dobierać, umniejszać i rozdmuchiwać wszelkie argumenta byleby wyszło na jego. Fenni i Othin dali się poznać jako rozsądnych dawi.
Oby to było ważne.
Starszy krasnolud lustrował okolicę coraz mocniej zaciskając usta z niezadowolenia.
Miał przeczucie że to jednak nie będzie dość ważne.
-

Hagrid „Rhyn” Grumsson ...
21 Durgzet, 7035, południe
Obozowisko dawi na północny-wschód od traktu do Karak Varn w jaskini.
Niebo bezchmurne, pogoda dobra, pół dnia drogi na północ od Karak Varn.Grupa zwiadowcza krasnoludów ostatecznie zdecydowała zabrać balon z jeńcem do swojego obozu. Pomysł był może i ryzykowny, Hagrid to wiedział, ale po drodze nie znaleźli miejsca by go zostawić, no i uważał że warto było go pokazać długobrodym.
Teraz, gdy wiedzieli że te duże nietoperze to tak naprawdę małe gobliny, ich kryjówka była spalona od momenty gdy pierwszy raz zaatakowali gobliny w balonie, a i bez tego może też bo miały lunetę do obserwacji na dystans. Osobiście wątpił, by ta paralotnia czy jak nazwać to dziwne ubranie w którym latały, byłaby w stanie unieść ich dość daleko, raczej to swobodny spadek na długiej odległości, a to by oznaczało że jeden i drugi goblin gdzieś wylądowały i maksymalnie co zrobiły to odnalazły swoich by zdać im raport, a Ci posłali umyślnego do Karaku. Nadal więc dawało im to dzień drogi licząc w obie strony, zanim jakikolwiek sensowny oddział by ich szukał. O ile widząc masakrę na drodze nie zwątpią w swoją sensowność. Jaskinia była położona tak że z trudem tam wgramolili się z balonem, i na pewno będzie ją łatwiej bronić niż walczyć na otwartym terenie, toteż Hagrid sądził, że jeśli ktokolwiek ich zaatakuje to z przygotowanej zasadzki, gdzieś bliżej twierdzy.
Odłożyli balon w głębi i spojrzeli na widocznie oczekującego wyjaśnień Rhunki.
- Mamy dobre i złe wieści - oznajmił Rhyn widocznie niezadowolonemu Galebowi
- Mamy goblina, którego przydałoby się przesłuchać... - dodał Fenn i następnie wygrzebał zielonoskórego
Starszy dawi spojrzał na goblina, potem na wojaków a potem na balon
- I po to targaliście balon by przenieść w nim grobi? - zapytał Galeb
- No.... tak. - zająknął się Fenni - Pomyśleliśmy, że może gadać. Bo widzisz... - wskazał ręką na przyniesiony pojazd - balon wskazuje na to, że tu dzieją się dziwne rzeczy.
-Ale aż taki brudny był żeby go w koszu przenosić? - zakpił z nich długobrody
- To może od początku - odezwał się Hagrid głosem po którym widać było, że się powstrzymuje od dodania kilku przymiotników, sytuacja była poważna, a Galebowi się na żarty zbierało
- Zdobyliśmy balon, krasnoludzką kuszę rodu Angaztromm, i kilka innych ciekawych rzeczy
- Najważniejsza informacja to że zaawansowanie techniczne wroga przewyższa nasze oczekiwania...
- Mówcie - ponaglił ich rhunki zmieniając już ton na poważny
- Te duże nietoperze, to nie zwierzęta, to małe grobi jak ten, wielkości grombolgi, w specjalnych strojach do lotu ślizgowego, w balonie było ich trzech, jeden uciekł w stronę Karaku gdy pierwszy raz ich spotkaliśmy, drugi gdy ich osaczyliśmy z milę stąd. To są najgorsze wieści, do twierdzy jest pół dnia drogi, zatem pościg może być tu i za dzień od wejścia do jaskini gdyby zareagowali szybko. Choć po masakrze na drodze, jeśli ją z balonu widzieli, pewnie zastanowią się z dwa razy i nie odważą nas atakować tutaj, raczej przygotują zasadzkę na trasie. - zdawał raport spokojnie Hagrid
- Niepokoi też sam okręt powietrzny, chciałem go zachować na później dla mistrzów z Zhufbaru, ale nie było po drodze gdzie ukryć. Wygląda jakby był wytworem grobi, zmontowany przez zielonoskórych przy użyciu elementów pochodzących z Karaku - powiedział Rhyn z kwaśną miną
- Mają paliwo z skały której nie znam, nie daje dymu, trzyma ciepło i płomień dłużej niż węgiel, mają maść z chemii której nie znam, twardnieje po kontakcie z powietrzem, łatali nim balon
- Rhunki, ja wiem, że grobi nie znam tak jak Wy, ale nikt nigdy mi nie mówił by porównywać ich z raki, a to nie wygląda jak poziom technologii barbarzyńskich plemion goblinów czy orków... - zakończył i zawiesił głos -

Gdy Hagrid zdawał relację Fenni zajął się nieprzytomnym grobi jednak jego działania nie przyniosły efektu. Gdy już Hagrid już skończył mówić wziął zielonoskórego na ramię i rzekł do towarzyszy — Nie udało mi się go ocucić. Zaniosę go w miejsce, gdzie będzie mógł odpocząć... póżniej będę mógł spróbować ponownie. —
Runiarz patrzył na Hagrida bez żadnego konkretnego wyrazu twarzy. Za to wpatrujące się bez mrugania oczy wyrażały głębokie niezadowolenie.
— Upewnij się że nic nie wystaje poza jaskinię. Przyjrzę się temu coście przynieśli.
Potem odwrócił się do Fenniego. Miał ochotę warknąć na niego jakąś ciętą uwagę odnośnie „odpoczywającego goblina” ale wstrzymał się.
— Fenni, następnym razem walnij nim o ścianę. Grobi są przebiegli, lubią udawać że nie żyją
Potem zwrócił się do snotlinga który się wybudził.
— Tfardy. Gobliny co latają balonem gadają tylko po goblinowemu czy znają też ludziowy?
— Dobrze prawisz, ale wystarczy go związać. - odparł Fenni doskonale rozumiejąc emocje targające Galeba, po czym wziąwszy linę przystąpił do dzieła.
Tfardy, który po solidnym posiłku właśnie drzemał, wybudził się potrząśnięty przez kowala.
— Gobliny? Latajom? - snotling starał się zrozumieć o co go pytają.
— Gobliny głupie — oznajmił z pewną dumą. — Po ludziowemu nie gadajom. Tylko inżyniery znajom ludziowy. — oznajmił.
— Kim są inżyniery? opisz ich — wtrącił zainteresowany Hagrid
— Gobliny mają inżynierów? — podchwycił Fenni, któremu przyszło do głowy, że faktycznie jest o co wypytywać jeńca i poczuł jednak dumę, że jednak zachował go przy życiu.
— Inżyniery? To tesz gobliny. Ale takie lepsze. Każom innym goblinom budować rzeczy, a potem każom ich używać i jak goblin zginie, to oni potem mruczom cos i krzyczom i budujom raz jeszcze. I znowu każom używać.
— Traktujom inne gobliny jak snotlingi.
— Od dawna wśród goblinów inżyniery? — zadawał po jednym pytaniu na raz by nie stracić uwagi snotlinga
Widząc, że zaczyna się poważne przesłuchanie Fenni udał się do Logrima, aby wybudzić thana. -

Hagrid „Rhyn” Grumsson ...
21 Durgzet, 7035, południe
Obozowisko dawi na północny-wschód od traktu do Karak Varn w jaskini.
Niebo bezchmurne, pogoda dobra, pół dnia drogi na północ od Karak Varn.Rozmowa w reikspielu z małym zielonoskórym trwała dalej.
- Cienszko powiedzieć - Tfardy poskrobał się po głowie, a Hagrid zastanawiał jak czas mierzą snotlingi, powoli wyłapywał że Tfardy stwierdza że ciężko powiedzieć niekoniecznie wtedy gdy nie zna odpowiedzi, równie dobrze może po prostu nie rozumieć słów zawartych w pytaniu.
- Mhm... a widziałeś jakie rzeczy budują inżyniery? Oprócz tych to, balonów? - pokazał Galeb na wtargany do jaskini balon.
- Dużo budujom. Tfardy nie był wszendzie. Mury budujom. O! - ucieszył się snotling - Widziałem windem, którom zrobili. Raz nawet niom jechałem!
- Zna słowo winda, nono - pomyślał Hagrid zdziwiony elokwencją małego.
- A inne plemiona też mają inżyniery? - dopytał Hagrid, zastanawiał się na ile to lokalne zjawisko a na ile wzrost inteligencji rasy, snotling też wydawał się zdecydowanie zbyt ogarnięty
- Inni nie. Tylko Snagrog. Inni nie lubiom, jak gobliny myślom. Snagrog lubi - odrzekł Tfardy.
- Wiesz co to? - Rhyn pokazał snotlingowi grudkę paliwa (drugą dał Galebowi do obejrzenia).
Zapadła na chwilę cisza. Rhunki słuchając uważnie wypowiedzi Tfardego przyjrzał się grudce którą podał mu Hagrid. Materiał był mu obcy i wzbudził zaciekawienie kowala, który bacznie szukał niecodziennych substancji. Często to one stanowiły kluczowy element kucia run. Ta grudka nie była metalem, nie była też typowym kamieniem, więc raczej by mu się nie przydała. Chyba, że do procesu tworzenia jakiegoś metalu... Galvynssun miał już na swym koncie opracowanie nietypowego stopu. Ale oględziny nie podpowiedziały mu nic więcej ponad to, co usłyszał od żelazołamacza. Było to jakieś niespotykane paliwo.
Tfardy tymczasem powąchał wręczoną mu grudkę po czym włożył ją sobie do ust i zaczął przeżuwać.
- Mhm - westchnął zdziwony reakcją zielonego Rhyn - Tfardy co jesz? - zapytał snotlinga ponownie próbując mieć jego uwagę.
- Niedobre - orzekł zielonoskóry wypluwając grudę noszącą ślady uzębienia wybite na skorupie. Jeszcze ociekającą śliną wyciągnął w stronę żelazołamacza, który wziął i schował go na miejsce podobnie jak grudkę oglądaną przez Galeba. Niezależnie czy znali pochodzenie tej substancji, wiedzieli że to paliwo i na razie musiało to im wystarczyć.
- Pytałem czy wiesz co to jest, a nie byś jadł - zwrócił mu uwagę Hagrid - widziałeś to wcześniej? - dopytywał.
- Cienszko powiedzieć - padło z jego ust, snotling wzruszył ramionami.
- A ta maść? Tylko nie jedz - ostrzegł dawi z Norski podając wiadro Tfardemu.
Snotling posłusznie najpierw dźgnął maź palcem i nabrał nań sporą dawkę. Potem włożył nos do wiadra i zaciągnął się mocno.
- Pachnie trochem jak warsztat alekemika - rzekł niskorosły krewny goblinów.
- Ok, dzięki - odrzekł lekko zawiedziony Hagrid i podał wiaderko rhunki by też miał okazję zapoznać się ze znaleziskiem.
- Skąd u goblinów alekemik? Niewolnik? - dopytał na koniec, Rhyna zaczynało drażnić jaki postęp zrobiły te zielone stworki z Dammaz Kron.
- Cienszko powiedzieć. Śliniak chciał zostać alekemikiem. Ale kiedyś wypił coś i potem miał dziurem w gembie, przez którom siem mu wszystko wylewało - zaśmiał się snotling do swoich wspomnień.
- a warsztat skąd? - Hagrid wciąż liczył że coś sensownego z niego wydobędą ale zaczynała go ta rozmowa męczyć.
- Cienszko powiedzieć - posmutniał stworek, może widząc minę Rhyna albo zadając sobie sprawę z swojej przydatności.
- Wygląda mi to na jakąś żywicę - mruknął Galeb oglądając bryłkę - albo rafinat. Rzeczywiście prędzej coś z alchemii niż z natury.
Hagrid już nic nie odrzekł, czarny proch był z alchemii ale jednocześnie z natury, temat znał pobieżnie ale dobrze wiedział że w głębi ziemi mogą być warunki nieobecne na powierzchni, więc co do sztucznego pochodzenia substancji nie był przekonany. Nie śmiał jednak wdawać się w taką dyskusję z Rhunki. Zabrał od nich przedmioty i schował, zamierzał przemyć swoje rany i udać się na drzemkę. Chciał jeszcze zapytać Galeba o to, że snot z sznurkiem samopas jest, w sumie uwolniony, ale widząc ich zajętych dalszą rozmową, po prostu przywiązał sobie luźny koniec z powrotem do ramienia i poszedł spać.
- Obudźcie mnie na ostatnią wartę, no chyba że ktoś ją weźmie, muszę trochę snu złapać. Fenni, tego grobi zwiąż porządnie i zaknebluj - rzekł w khazalid do zebranych kładąc się na boku bez zbroi na posłaniu z koca i śpiwora. Przysłuchując się jednym uchem rozmowie obok szybko zasnął. -

Othin "Zilfini" Angaztromm Othin niósł balon, kosz i nieprzytomnego goblina razem z towarzyszami. Niósł ponieważ ... reszta chciała, a Zilfini nie chciał być wredny nie udzielając pomocy. Niemniej jednak jego wyraz twarzy zdradzał niepocieszenie zaistniałym faktem. W wielką ulgą psychiczną zrzucił balast gdy dotarli na miejsce.
- Tak, znalazłem kusze mojego przodka.
Wtrącił, gdy Hagrid opowiadał o znaleziskach.
- Rad jestem, rodowy oręż, w znakomitym stanie. Ciesze się że wrócił do matni. A drugiej strony martwi mnie że skoro ktoś o nią tak dbał, to możemy mieć większy problem z wejściem do Karaku niźli wcześniej myśleliśmy. Ten balon też niczego sobie, mimo wszystko. Czyżby to wpływ Varn Drazh? Skoro morskie stwory pomutowało aż tak, to i zielonych mogło. Może w końcu inteligencją dorównają moim ... butom?
- A balon? Cóż Chcieli to wzięliśmy, po trochu niby racja, ale mnie to jakoś ni grzało ni ziębiło go tachać. Do matni i tak raczej go nie zabierzemy. Tak myślę.Angaztromm przysłuchiwał się rozmowie. Tfardy dużo mówił i używał mądrych jak na takiego przychlasta słów, a to drugie bardzo irytowało Othina. Ciekawe co powie nam goblin z balona. Idąc na słowami Tfardego to niekoniecznie dużo, gdyż był tym od testowania, a nie projektowania, wiec normlanego języka nie znał. Żelaznobrody podzielił się przemyśleniami z pozostałymi dawi, odsuwając się nieco od obu zielonoskórych.
- A nie myślicie że może i nasz Tfardy jest tym alchemikiem albo kim podobnym? Niby wiemy jak wpadł nam w łapy, ale to może jaka kara? Patrzcie, mówi normalnie, zna dziwne słowa, hmm? Z drugiej strony to paliwo próbował zeżreć, ale może to zmyłka, no i ... raczej bym na tego wszystkiego nie powiedział jakby chciał się ukryć.
Zilfini postanowił sprawdzić ten wątły trop, tylko jeszcze nie miał pomysłu jak.
-

Rhunki Galeb Galvynssun z klanu Bezekgorogi - Czy gobliny inżyniery każą pracować niewolnikom? Czy gadają z niewolnikami?
– Każom. Snotlingom też każom. Jak każom to gadajom.
- A czy inżyniery pytają niewolników o maszyny?
– Cienszko powiedzieć.
Galeb zastanowił się. Wyglądało na to że Tfardy może być dużo bardziej przydatny kiedy jakiś konkretny temat pojawiał się do omówienia. Właśnie taki balon albo goblini inżynierzy. Galeb pamiętał jak Logrim dopytywał się czy Snagrog to ork o zmiażdżonym czerepie. Czyżby uderzenie w głowę sprawiło że Snagrog wpadł na pomysł docenienia sprytu goblinów by dać co przebieglejszym wolną rękę do majsterkowania? Może podejrzał ludzkich albo skaveńskich inżynierów i też zapragnął takich mieć? Cholera raczy wiedzieć. Natomiast efektywność goblińskiej inżynierii można było bardzo łatwo wytłumaczyć - robili byle jak i dochodzili do wszystkiego metodą prób i błędów. Jeżeli jeden testujący zginął, pojawiał się następny. Jeżeli zginie inżynier, to i też nowego szybko znajdą. I będą majstrować, majstrować aż coś zmajstrują podobnego do tego co widzieli. Mając jeszcze jakieś resztki mogą spokojnie wybudować co zapragną, acz Rhunki wątpił by cokolwiek do produkcji balonów przetrwało od upadku Karak Varn.
Przywołany przez Othina pokiwał głową na jego słowa.
- Cieszy mnie że w twoje ręce Othinie trafiła kusza twego klanu. Każdy skarb, każda rzecz która trafi do prawowitych rąk dawi to kolejny kamyk przy odbudowie chwały Karaz Ankor.
- I przyznam że po tym co powiedział Tfardy wygląda na to że nowy jeniec jest cenniejszy niż przypuszczaliśmy. Dobra robota. Rzeczywiście knebel i dodatkowe więzy bardzo się przydadzą - z pewnością jest przybieglejszy niż zakładamy i ma dużo interesujących informacji.
- To że Tfardy nie jest zwykłym snotlingiem to widać - jest bystrzejrzy niż inne snotlingi ale wygląda jakby nie wiedział do końca jak się swoim intelektem posłużyć. Gdy byliście na zwiadzie to rozmawiałem z nim. Zależy mu by przeżyć i dostać się do skarbca Snagroga, acz nie szuka tam skarbu, po prostu chce tam wejść. Drzwi doń są kamienne i żelazne, a klucz ma do nich Snagrog. W twierdzy jest dużo niewolników, głównie ludzi. Budują i kopią. Możemy mieć w nich wsparcie jeżeli zdołamy zadać orkom duże straty.
- Myślę że spora część wiedzy goblinów to tak naprawdę wiedza ludzi i to co zdołały podpatrzeć same. Ale pewność zyskamy dopiero kiedy dotrzemy na miejsce. -
Grungni (Mistrz Gry) Galeb Galvynssun z klanu Bezekgorogi (Piwodzierżców) 

@Gladin @Stalowy Hagrid „Rhyn” Grumsson Othin „Zilfini” Angaztromm (Żelaznobrody) Fenni Khadinbat 


@Wired @Dekline @ArchiwumX 21. Durgzet, 7035, południe.
Jaskinia na zachód od Varn Drazh i około pół dnia drogi na północ od głównego wejścia do Karak Varn.
Białe obłoczki na niebie, pogoda dobra.
MechanikaW czasie, gdy pozostali zajęci byli przesłuchiwaniem snotlinga, który zdaje się cieszył z tego, jak ważną (czy też: ważnom!) jest osobą, Fenni wybudził thana i zdał mu po cichu relację z ich wyprawy. Logrim po zbyt krótkim śnie ziewał szeroko, wysłuchując opowiadania. Pokręcił głową niezadowolony, ale nie rzekł nic. Wyszedł z namiotu akurat, by przysłuchać się końcówce rozmowy.
– Brond, jak tam mięso? - ruszył skontrolować prace.
– Fenni staniesz teraz na warcie ze mną i dokończysz opiekanie, przejmij to od brata - ściągając brwi wydał polecenie żelazołamaczowi, starając się przywołać ład i dyscyplinę. Odprowadził wzrokiem Rhyna który dopiero co wydał polecenie Kadhinbatowi, zaklepał sobie najlepszą wartę i nie czekając na decyzje innych poszedł spać.
– Othinie sprawdź, by goblin nie mógł się bez naszej wiedzy ruszyć, gdyby się obudził. Galebie, chciałeś zmniejszyć otwór wejściowy? Zróbmy więc to.
Rozdzieliwszy prace, sam też nie próżnował.
– Z Fennim obejmiemy teraz wartę. Reszta niech rusza spać. Potem was obudzimy.
Pierwsza warta
Początkowo nic się nie działo. Than zadawał pytania na temat wydarzeń, a Fenni odpowiadał. Logrim nie dzielił się swymi przemyśleniami z młodszym krasnoludem. Słońce przestało padać do jaskini, gdyż udało się zbytnio na zachód, za to na niebie pojawiły się dla urozmaicenia białe obłoczki. Jaskinię wypełniały poświstywania i pochrapywania znużonych wędrowców. Nic podejrzanego się nie wydarzyło. W końcu Hagrindrakk dał znać, że czas by Khadinbat poszedł spać.

Druga warta
Popołudnie, liczne obłoczki na niebieThan wybudził Galeba.
– Wstawaj Rhunki, dotrzymać mi towarzystwa.
Kowal niezbyt był wyspany, bo snu nie miał za wiele, ale się nie sprzeciwiał. Nabił fajkę i pykając ją spoglądał na kładące się w dolinie cienie, na przesuwające chmury.
– Nie spałeś zbyt długo, Logrimie - zauważył.
– Nie - zgodził się than.
Obłoki z fajki nakładały się na obłoki na niebie.
– Młodzi wypoczną - odezwał się ponownie runiarz.
– Tak - potwierdził Hagrindrakk. Galvynssun pokiwał głową. - Oprócz Fenniego.
Wraz z zapadaniem zmierzchu dało się jednak słyszeć z zewnątrz coraz to liczniejsze odgłosy, chociaż nie dało się rozpoznać, co one oznaczały. Dochodziły ze sporej odległości, a z jaskini nie dało się dostrzec kto lub co je wydaje. Wydawało się, że niosą się od strony szlaku. W końcu nie mogło być już wątpliwości. Korzystając z osłony nocy jakieś istoty przemieszczały się po okolicy. I z pewnością nie była to kozica.
– Zbudzę pozostałych - poinformował Logrim.
Zgodnie z przewidywaniami Galeba i Logrima, jedynie Fenni nie zdążył się wyspać. Reszta wydawała się rześka. Hagrid mógł mieć jedynie powód do narzekania, bo snotling przywiązany do niego liną urządził sobie wychodek w pobliżu posłania żelazołamacza.
Nagły huk przykuł uwagę wszystkich. Dobiegał z zewnątrz, raczej z większej odległości, ale echo niosło go doliną odbijając od skał. Brzmiało to trochę jak gdyby coś bardzo dużego i bardzo ciężkiego upadło z dużej wysokości. Słońce zaszło, księżyc oświecał okolicę, ale co rusz krył się za chmurami. Efektem było stałe wrażenie, że coś gdzieś się porusza.
Co do goblina, to nadal był nieprzytomny. Węzy były nienaruszone. Tyle dobrego.Każdy odpisuje (wypija) sobie 1 porcję płynu
-

Hagrid „Rhyn” Grumsson ...
21 Durgzet, 7035, po zachodzie słońca
Obozowisko dawi na północny-wschód od traktu do Karak Varn w jaskini.
Niebo pochmurne, początek nocy, pół dnia drogi na północ od Karak Varn.Hagrid wstał wypoczęty, myśląc że jego pora na wartę był lekko zdziwiony że wraz z nim obudzono i innych, chwilę potem zapach gówna doszedł do jego nozdrzy i spojrzał na snotlinga.
- Ta lina aż tak krótka nie jest - rzekł do Tfardego w reikspielu lekko oburzony.
Z racji że z Galebem snot zachowywał się poprawnie odwiązał linę od ramienia by na spokojnie posprzątać legowisko, spakować wszystkie rzeczy i przygotować się do drogi.
Przywiązując worek z zdobyczami z bitwy do plecaka na podróż wyjął z niego kubek i bukłak, które miały gobliny, podając je Tfardemu. Zasiadł przy ogniu chwaląc zapachy w pełnym rynsztunku dopiero gdy skończył wszelkie poranne obowiązki. Gdy brał mięso podał też część snotlingowi, mięsa mieli dużo a on nie zamierzał go głodzić. Tfardy siedział na uboczu gdy grupa dawi posilała się w swoim gronie.
- Kto wartował? - zapytał Hagrid widząc że już noc, a nikt go nie obudził
Jeśli dowiedział się że Logrim wziął na siebie drugą wachtę to zaproponował, że następnym razem weźmie jego wartę. Nie chciał mieć długów wobec Thane'a.
- Dzień minął spokojnie czy mamy się czym martwić? - zagaił i zamieniał się w słuch
Dopytywał też czy snotling coś ciekawego jeszcze wczoraj powiedział i co się działo jak ruszyli za balonem, opowiadając co spotkali, i co znaleźli. Był to dobry moment by przyjrzeć się znaleziskom i zadumie popatrzeć na dzieło krasnoludzkich rąk. Jeśli nie było pilniejszych tematów, a czas nie naglił, zapytał Othina o historię jego klanu. -

Othin "Zilfini" Angaztromm Othin zbudził się wypoczęty. Doniesienia o huku w oddali nie były zaskakujące; coś te małe grzmoty tam robią, to i czasami coś im się nie uda.
Zilfini wstał, ogarnął się i od razu poszedł sprawdzić jak tam złapany goblin i więzy które niedawno zakładał. Zielony spał, był nieprzytomny lub udawał, a jako że Żelaznobrody nie lubił być robiony w konia, postanowił organoleptycznie sprawdzić czy aby nie występuje opcja ostatnia. Othin wyciągnął wskazujący palec i przycisnął do rannego ramienia obserwując mimikę twarzy. Można było również zwyczajnie, z czułością sprzedać jeńcowi kopa, lecz nie po to go tyle tachał aby go teraz ubijać.
- Dobrze byłoby go jednak przesłuchać zanim ruszymy - stwierdził do ogółu, ale patrząc głównie na Fenniego - spróbujesz jeszcze raz zrobić jakiś szacher-macher żeby go ocucić? I tak potrzeba chwili na przygotowanie żarcia, nie zbawi nas ten czas.
Zilfini przedstawił grupie swój nowy plan poruszania się, tj Hagrid na przedzie, w awangardzie, później kawałek dalej on-Othin z czystszym polem do strzału, następnie we większej odległości długobrodzi oraz bracia jako obstawa i ariergarda.
-

Rhunki Galeb Galvynssun z klanu Bezekgorogi Wartując razem z Thanem Galeb pykał fajkę dochodząc do wniosku że Logrim zachował się jak przystało na starego krasnoluda. Zbyt twardy by się przejmować pierdołami takimi jak sen. A młodzi będą potrzebować wszystkich sił bo młodzi chcą się wykazywać.
Dlatego też zabawił Rhunki swojego towarzysza paroma historyjkami ze swojej przeszłości, przekąsił trochę zrobionego na ognisku mięsa póki w miarę świeże. Tak wartował wykorzystując spokój i sposobność ku rozmyślaniom.
Jedynm z nich było to że prędzej czy poźniej Hagrida czeka kolejna nagana za panoszenie się. Z drugiej strony pozostali dawali się mu rozstawiać - nie ma co ta szarża przez gobliny, ubicie wilka jednym ciosem i zatłuczenie urka zrobiły swoje.Kiedy w końcu dawi powstawali i czas był najwyższy by szykować się do drogi Rhunki pogładził brodę.
- Nie podobają mi się te odgłosny na zewnątrz. Mam przeczucie że dzieje się tam coś niedobrego, więc musimy opuścić jaskinię z najwyższą czujnością. Najpierw załatwy sprawę z goblinem, oby tylko nie narobił za dużo hałasu.
Chwila zastanowienia i przygryzania fajki.
- Ta. I trzeba nam iść poza szlakiem. Pewnie przez to wyjdzie nam jeszcze jeden postój, ale trudno. I tak trzeba będzie się rozeznać wokół Karaku co do wejść. Tfardy ma swoje, jest też pewnie główne, a zawsze są też kopalnie przez które można przedostać się do twierdzy. Osobiście to bym właśnie w takie wyjścia przemysłowe celował.

