Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Sesje inne
  3. Rozgrywka
  4. Serce tajgi [Zew Cthulhu]
Serce tajgi
GordianG
Gordian jako
Gordian
Mistrz Gry
KaworuK
Kaworu jako
Eleonora Croft
AgnesA
Agnes jako
Violet Shane
ElvisE
Elvis jako
Ren Watanabe
CyganC
Cygan jako
Walter Murdock (William Evans)
KetharianK
Ketharian jako
John Carter (Mike Dundee)

Panel sesji wdrożony.Proszę zapoznać się z tym tematem.

Serce tajgi [Zew Cthulhu]

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
sercetajgi
55 Posty 6 Uczestników 785 Wyświetlenia 2 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • CyganC Online
    CyganC Online
    Cygan jako Walter Murdock (William Evans)
    napisał ostatnio edytowany przez Cygan
    #16

    Walter zrozumiawszy że skośnooki nie przestanie gadać uznaje że może zamienić z nim parę zdań
    -Dobrze nie ma co sobie "panować" Ren. Skoro już rozmawiamy w luźniejszej atmosferze zajmuję się inżynierią a ty? wyglądasz jak ktoś z klasą wiec pewnie masz jakiś porządny zawód - Walter pociągnął konwersacje przyglądając się sytuacji na którą wcześniej zwrócił uwagę

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    0
    • KetharianK Online
      KetharianK Online
      Ketharian jako John Carter (Mike Dundee)
      Obsługa Moderator
      napisał ostatnio edytowany przez Ketharian
      #17

      Artisian’s Nook, 12 marca 1932

      Melodyjny potok słów młodej kobiety skonsternował na chwilę milkliwego trapera. Alaskańczyk skinął jej na powitanie głową, łapiąc jednocześnie swoją filiżankę kawy i przysuwając ją bliżej swojej krawędzi stolika. Młode i pełne życia dziewczę sprawiało wrażenie równie uroczego, co roztrzepanego, aczkolwiek Carter zdążył się już przekonać jak łudzące bywało pierwsze wrażenie na dalekim południu kraju.

      - Panienka wybaczy, jestem Carter, John Carter z Hopper Bay - zmieszany nieoczekiwanym towarzystwem uniósł ku skroni dwa złączone razem palce, w połowie tego ruchu uświadamiając sobie, że przecież zdjął chwilę wcześniej kapelusz - I prawdą jest, że bawię tutaj przejazdem.

      Uścisnął lekko podaną mu kobiecą dłoń, zadziwiony uroczą na swój sposób bezpośredniością rozmówczyni.

      - Przypłynąłem statkiem dwa tygodnie temu i szukam jakiegoś zajęcia, ale znalezienie pracy w San Francisco nie jest łatwe, sama panienka pewnie o tym wie. Ale mniejsza z pracą, proszę wybaczyć niestosowne żale. Tak, jestem ciekaw tej opowieści o stworzeniach śniegu i lodu. Prawie pięćdziesiąt lat spędziłem na Alasce i różne rzeczy dane mi było zobaczyć, ale yeti ani razu. Pewnikiem to tylko puste bajdurzenie dla łatwowiernych miastowych… oczywiście nie miałem na myśli panienki!

      Pojąwszy w jednej chwili swoją gafę myśliwy zmieszał się i napił w rozmyślnie powolny sposób kawy, w myślach prosząc opatrzność o to, aby wykład rozpoczął się czym prędzej.

      @agnes

      Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      0
      • AgnesA Niedostępny
        AgnesA Niedostępny
        Agnes jako Violet Shane
        napisał ostatnio edytowany przez
        #18

        Violet puściła mimo uszu ostatnią uwagę Johna. Zbyt była zafascynowana jego osobą. Był jak człowiek z innego świata dostępnego dla niej tylko w marzeniach, gdy przed snem wyobrażała sobie piękne zaśnieżone lasy i ich mieszkańców. Cisnęło jej się do ust tyle pytań, które chciałaby zadać temu tajemniczemu podróżnikowi.

        • Oh - rozdziawiła usta zaskoczona odpowiedzią mężczyzny. Szybko jednak je zamknęła, przypominając sobie napomnienia matki, że w życiu nie znajdzie męża, jeśli będzie się tak zachowywać. Chociaż... w tej sytuacji nie miało to chyba znaczenia. Nie ma co się przejmować, co pomyśli o niej nieznajomy w podeszłym wieku, którego już pewnie nigdy więcej nie spotka.

        • Czyli pan jest z daleka! - zmierzyła Johna od stóp do głów zaciekawionym wzrokiem. - To fascynujące! Oh, jak ja bym chciała wybrać się w taką podróż, zamiast siedzieć całymi dniami za sklepową ladą... Oczywiście jestem wdzięczna za wszystko, czego nauczyli mnie rodzice i że mogę pracować u nich, i tylko trochę niecierpliwią się, że nie mam jeszcze... Nieważne - zreflektowała się, że nie wypada mówić aż tyle nowopoznanemu mężczyźnie. - A może... skoro i tak czekamy... opowie pan coś o Alasce - zmieniła temat. - Jak tam jest? Jaka niesamowita przygoda pana tam spotkała?

        @ketharian

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        0
        • KaworuK Niedostępny
          KaworuK Niedostępny
          Kaworu jako Eleonora Croft
          napisał ostatnio edytowany przez Kaworu
          #19

          Eleonora było nieco zaskoczona takim obrotem sprawy - z drugiej strony licho jedno wie, jak policja traktowała tych ludzi wcześniej? Może mieli jakieś autentyczne nieprzyjemności i to dlatego?

          - Em... dzień dobry. Nazywam się Eleonora, Eleonora Croft. Ja, em... chciałam tylko porozmawiać, bo... państwo tutaj wyglądają na w miarę normalnych, nie ja ci... - wskazała kciukiem na fanów 'wody brzozowej" - Ale jeśli w czymś przeszkadzam, to może lepiej będzie, jak sobie pójdę - skinęła ludziom głową, po czym odwróciła się i zostawiła ich samych - najwyraźniej nie była mile widziana w tym gronie.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          0
          • KetharianK Online
            KetharianK Online
            Ketharian jako John Carter (Mike Dundee)
            Obsługa Moderator
            napisał ostatnio edytowany przez
            #20

            Artisian’s Nook, 12 marca 1932

            Nieoczekiwana wymiana słów z dziewczęciem najwyraźniej nie miała się skończyć na etapie powitalnym. John chrząknął niejednoznacznie w odpowiedzi na pytanie Violet, próbując zebrać myśli i ułożyć je w formie dość składnej, aby należąca do elokwentnych mieszczuchów kobieta nie uznała go za prostaka.

            - Alaska to dzika kraina, panienko - rzekł upiwszy wpierw kolejny łyk kawy - Niewiele się tam dzieje rzeczy, które mogłyby ekscytować ludzi z wielkiego miasta. Śnieżyce, niedźwiedzie i wilki, Indianie. Nie ma tam tylu samochodów, co u was, a przede wszystkim nie ma tak wielu Chińczyków. Jeszcze nigdy nie widziałem tylu Chińczyków w jednym miejscu, nawet nie wiedziałem, że coś takiego jest możliwe! Ale byłem raz w kinie w Anchorage, to naprawdę coś niezwykłego. Widziała panienka „Światła Miasta”? Charliego Chaplina? Nie potrafię pojąć jak można coś takiego zachować na filmowej taśmie, znaczy się, zapisać.

            @agnes

            Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            0
            • AgnesA Niedostępny
              AgnesA Niedostępny
              Agnes jako Violet Shane
              napisał(a) ostatnio edytowany przez
              #21

              Violet zmierzyła wzrokiem mężczyznę. Ktoś, kto na co dzień miał na wyciągnięcie ręki dziką, nieokiełznaną naturę, zachwycał się technologią kina... i ilością Chińczyków w mieście. Niebywałe. Gdyby ona miała okazję przeżyć to, co ten naznaczony srogą zimą i wiatrami człowiek, niewątpliwie opowiadałaby o tym bez ustanku. Chociaż... prawdę mówiąc, i teraz usta jej się nie zamykały.

              • "Światła wielkiego miasta" to jeszcze nic. Niech Pan sobie wyobrazi, że teraz rejestrować można nie tylko obraz, ale również dźwięk. "Mały Cezar" to dopiero film! To jest przyszłość kina. Dużo ciekawszy od zwykłego życia miasta z nieco głupimi żartami. Pościgi, strzelaniny... - zrobiła pauzę. - Ale cóż to jest wobec życia wśród wspaniałej, dzikiej natury, jakie Pan wiódł? To dopiero ciekawe. Łosie, niedźwiedzie polarne, zaprzęgi ciągnięte przez psy... Co niezwykłego jest w Chińczykach? Ale za to Indianie, to musi być fascynująca społeczność. Jacy oni są?

              @ketharian

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              0
              • GordianG Niedostępny
                GordianG Niedostępny
                Gordian jako Gordian
                napisał(a) ostatnio edytowany przez Gordian
                #22

                ELEONORA

                Widząc reakcję Eleonory (@kaworu), troje ludzi spojrzało po sobie z różnymi wyrazami twarzy. Po tym, jak dziewczyna zrobiła kilka kroków do przodu, usłyszała za sobą głos najmłodszego z towarzystwa, tego który zaczął z nią rozmowę na początku:

                • Hej, nie! To znaczy... chwila! - zawołał za nią po kilku sekundach. - Nie o to chodzi. To znaczy...
                • Siadaj! - odezwała się w końcu siedząca pomiędzy dwoma młodzieńcami kobieta o czarnych włosach. W jej sposobie mówienia Eleonora wyraźnie wyczuła, że jej rozmówczyni nie jest stąd (udany rzut na język ojczysty/wykształcenie - rozpoznasz dokładnie akcent). Jej spojrzenie jest nadal twarde i czujne. - Albo stój. Jak wolisz.

                W końcu odzywa się ostatni, ten który pytał Eleonorę o imię:

                • Proszę nie brać tego do siebie, panno Croft - mówi z krzywym i nieco wymuszonym uśmiechem. - Po prostu mamy... pewne doświadczenia, które każą nam nie ufać obcym. - po chwili milczenia dodaje: - ...ale jeśli już tu panienka przyszła, domyślam się, że w tym samym celu, co my - chcąc zobaczyć na własne oczy Kraj Rad i rozpocząć w nim nowe życie, z dala od krwiożerczego amerykańskiego kapitalizmu, postkolonialnej i niewolniczej mentalności, rasizmu, fanatyzmu, konsumpcjonizmu i tego wszystkiego, co wyznacza amerykański styl życia. Jeśli panna Croft pracuje dla FBI, to może im panienka od razu przekazać, że z wielką ulgą opuścimy terytorium tego państwa i przestaniemy "sprawiać kłopoty". A jeśli nie, to... proszę wybaczyć moją podejrzliwość. - wstaje i wyciąga rękę w kierunku Eleonory, tak aby ją delikatnie chwycić i pocałować. - Jestem Samuel. A to są Nathanael i Rosa.

                Nate uśmiechnął się szeroko, pomachał Eleonorze i wyciągnął ku niej rękę, a Rosa tylko skinęła lekko głową.
                Możesz rzucić na psychologię, jeśli chcesz "czytać" kogoś z nich.

                WSZYSCY

                Drzwi otworzyły się, wpuszczając do klubu dość sporą ilość chłodnego powietrza. Do środka weszło czterech rosłych mężczyzn, w różnym wieku. Jeden, najmłodszy z nich, był łysy. Miał na sobie zieloną, luźną bluzkę i zupełnie niepasujące do niej białe, szerokie spodnie oraz zniszczone buty. Mimo tego, że słońca w San Francisco brakowało od dobrych kilku tygodni, nosił ciemne okulary i w wyjątkowo charakterystyczny sposób poruszał głową bez przerwy. Za nim wszedł mężczyzna około pięćdziesiątki, z rozczochranymi, brązowymi włosami i pokaźnymi wąsami. Miał na sobie czerwone spodnie oraz lnianą koszulę i również nosił ciemne okulary. Trzeci, wyjątkowo gruby i z najbardziej pokaźnym wąsem oraz przylizanymi do tyłu czarnymi włosami, był ubrany najbardziej kolorowo. Wreszcie ostatni i wyraźnie najstarszy ze wszystkich, nosił rozpiętą, dresową bluzę w kolorach flagi USA bez podkoszulka pod nią, pokazując swój mięsień piwny i wytatuowany tors. Wszystkich łączyły dwie rzeczy: wymalowana na twarzy wyraźnie nie dorastająca do średniej krajowej i gatunkowej inteligencja oraz umieszczona za paskiem pałka, w której ci z was, którzy walczyli na wojnie, mogą rozpoznać broń używaną w okopach. Cała czwórka zajęła miejsce przy jednym z wolnych stolików. Nie mówili jednak nic, jedynie siedzieli i przyglądali się wszystkim dookoła. Jednak na ich widok grupa przy stoliku Eleonory schowała swoje transparenty...

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                0
                • KetharianK Online
                  KetharianK Online
                  Ketharian jako John Carter (Mike Dundee)
                  Obsługa Moderator
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez
                  #23

                  Artisian’s Nook, 12 marca 1932

                  Młoda dama wydawała się chłonąć każde słowo trapera, a sam John nie potrafił się oprzeć zgubnemu wrażeniu, że tonie coraz bardziej w jej szeroko otwartych, skrzących się ciekawską inteligencją oczach Violet. Z równą fascynacją słuchała o zastawianiu wnyków na zające, o sposobach suszenia łosiego mięsa i o ślubnych obyczajach plemion Atabasków. Raz i drugi Alaskańczyk złapał się na myśli, kiedy właściwie ostatni raz jakaś kobieta spoglądała na niego z równie żywym zainteresowaniem.

                  I wyglądało na to, że jeszcze nigdy.

                  Nie był nawykły do takiego gadulstwa, toteż szybko skończyła mu się kawa, wypita żwawymi łyczkami dla przepłukania zaschłego gardła. Zaczął nieco nieskładnie opowiadać o wyrobie własnych naboi do myśliwskiej broni, kiedy w lokalu pojawili się czterej jegomoście o nieco niepokojącej aparycji. Ich widok w przewrotny sposób wywołał u Johna nostalgiczne wrażenie czegoś autentycznie znajomego. Ludzie o takim wyglądzie byli równie powszechni w Kalifornii, co na Alasce - zapalczywie szukający jakiejkolwiek okazji do nabicia komuś guza albo utracenia paru własnych zębów.

                  Obrzuciwszy czwórkę mężczyzn bacznym spojrzeniem skinął każdemu z nich z osobna uprzejmie głową, a potem tak przestawił krzesło, aby w trakcie dalszej rozmowy z uroczą młodą damą przez cały czas mieć owych jegomościów w kącie oka.

                  Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  0
                  • ElvisE Niedostępny
                    ElvisE Niedostępny
                    Elvis jako Ren Watanabe
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                    #24
                    Ten post został usunięty!
                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    0
                    • KaworuK Niedostępny
                      KaworuK Niedostępny
                      Kaworu jako Eleonora Croft
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez Kaworu
                      #25

                      Wyglądało na to, że protestujący RZECZYWIŚCIE mieli jakieś nieprzyjemne doświadczenia z policją, co wyjaśniało całkiem wiele. Eleonora została więc i z nimi porozmawiała.

                      Osobiście uważała ZSRR za kraj imperialistyczny, nawet jeśli nie kapitalistyczny i wiedziała, że miał on swoje własne problemy. Nie chciała jednak niczego o tym powiedzieć na głos – podejrzewała, że tych ludzi i tak nie przekona, a co najwyżej ich do siebie zniechęci.

                      Została więc i zadawała przyjazne pytania – „czy znacie rosyjski?”, „dużo wiecie o kulturze ZSRR?”, „w jakim regionie tego kraju chcielibyście się osiedlić?” – ażeby podtrzymać dyskusję. I tak lepsi fanatycy ZSRR niż fanatycy wody brzozowej…

                      Gdy pojawili się nowi mężczyźni na sali, a protestujący schowali swoje transparenty, Eleonora uznała, że to ten moment, by się wycofać. Podziękowała swoim rozmówcom za ich czas, po czym podeszła do najbliższego wolnego stolika – czyli tego, przy którym siedzieli Walter i Ren.

                      - Dzień dobry, mogę tu usiąść? – spytała.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      0
                      • ElvisE Niedostępny
                        ElvisE Niedostępny
                        Elvis jako Ren Watanabe
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez
                        #26

                        Ren odczuwając ulgę, że znalazł wreszcie kogoś chętnego na rozmowę odpowiedział na pytanie będąc jednocześnie zaintrygowany osobą Waltera.

                        -Och, z wykształcenia jestem adwokatem, lecz od czasu mojego przybycia do Ameryki tułam się po różnych stanach szukając tymczasowego zatrudnienia w zakładach pracy, magazynach i tego typu miejscach. -Ren mimo tego, że nie przepadał za mówieniem o swojej przeszłości to zdecydował się jednak uchylić rąbka tajemnicy Walterowi. -W Ameryce jestem zaledwie od kilku tygodni, musiałem wyemigrować z Japonii, z Kyoto, z powo- -Renowi nieudało się dokończyć swojej historii ze względu na pewną kobietę, która wyraziła chęć aby usiąść wraz z Japończykiem i jego kompanem.

                        Ren poprawił koszulę i wstał aby okazać jej szacunek oraz powitał ją z entuzjazmem i uśmiechem na twarzy.
                        -Witam damę, tak, oczywiście, to żaden problem. Ja jestem Ren, a to Walter. -powiedział wskazując na swojego towarzysza w rozmowie. -A Pani, jak się nazywa i co sprowadza taką niewiastę do tak obskurnego miejsca? Ach, tak, gdzie moje maniery? -po wypowiedzeniu tych słów Ren wyciągnął rękę w stronę dziewczyny
                        @cygan @kaworu

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        0
                        • AgnesA Niedostępny
                          AgnesA Niedostępny
                          Agnes jako Violet Shane
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez Ketharian
                          #27

                          Z początku John wydawał się chłodny i niedostępny jak ziemie, z których pochodził. Jednak ku zaskoczeniu Violet jej potok słów przełamał rychło lody i John rozgadał się na dobre. Metoda ta zwykle działała w przypadku klientów, którzy ujęci szczerością i otwartością Violet, nieraz zwierzali jej się z problemów czy dzielili plotkami. Dziewczyna uprzejmym zainteresowaniem wysłuchiwała wtedy historii o przedziurawionych butach, kolejnych amantach zaszczyconych uwagą panny Rose (wymieniała ich szybciej niż pary butów) czy też wybrykach syna Andersonów. A w ostatnich czasach, póki kloyenci jeszcze się pojawiali, także o wszechobecnych narastających problemach finansowych. Momentami miała już po dziurki w nosie wszystkich tych historii. Natomiast opowieść trapera śledziła z największą uwagą godną wspomnianego wcześniej filmu gangsterskiego. Z zapartym tchem podążała za opowieściami o czynnościach i zdarzeniach, które sądząc po tonie Johna, były jego chlebem powszednim.

                          Gdy mężczyzna przerwał na chwilę opowieść i skinął parokrotnie głową, Violet przez chwilę zastanowiała się, gdzie właściwie się znajduje. Podążyła za wzrokiem rozmówcy i dostrzegła nowoprzybyłych mężczyzn. Po jej plecach przebiegły ciarki. Poczuła ulgę, że nie jest tu sama. Mimo że znała Johna zaledwie od kilku chwil, jego obecność dodała jej otuchy.

                          - A ci czego tu mogą szukać? - spytała ściszonym głosem, pochylając się nad blatem w stronę Johna. - Nie wyglądają na miłośników wiedzy... - Dodała, lustrując kątem oka ich niegrzeszące inteligencją twarze.

                          @ketharian

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          1
                          • KetharianK Online
                            KetharianK Online
                            Ketharian jako John Carter (Mike Dundee)
                            Obsługa Moderator
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez
                            #28

                            Artisian’s Nook, 12 marca 1932

                            Carter spodziewał się po rozmówczyni przejawów niepokoju, jakiegoś zalęknienia wywołanego złowieszczą aparycją przybyszów; ale gotów był przysiąc, że w głosie Violet brzmiała raczej ciekawość niż strach. I jakaś zadziwiająca dziewczęca ekscytacja.

                            - Panienka się nie martwi - powiedział traper obracając w palcach pustą filiżankę - Nie sądzę, aby w tak zacnym przybytku komukolwiek przyszło do głowy warcholić, ale jeśli się mylę, i tak nic panience nie grozi. Gdyby się coś złego działo, proszę tylko szybko wyjść.

                            @agnes

                            Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            0
                            • CyganC Online
                              CyganC Online
                              Cygan jako Walter Murdock (William Evans)
                              napisał(a) ostatnio edytowany przez Cygan
                              #29

                              -Witam Walter Murdock, miło mi - ostatnie dwa słowa zostały wypowiedzianego przez niego bez przekonania, gdyż obserwował ją praktycznie od początku przyjścia i domyślał się, że kobieta zapewne nie podeszła do ich stolika z powodu chęci zapoznania się, a bardziej z chęci uniknięcia potencjalnego zagrożenia ze strony czterech typów, którzy przed chwilą weszli do środka.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              1
                              • GordianG Niedostępny
                                GordianG Niedostępny
                                Gordian jako Gordian
                                napisał(a) ostatnio edytowany przez Gordian
                                #30

                                WSZYSCY

                                Czarnoskóry muzyk kończy śpiewać i schodzi ze sceny. Kilka minut potem wreszcie pojawia się na niej wyczekiwana przez was postać - profesor Broephyle E. Chance. Żadne z was nigdy go nie widziało, w gazecie przy ogłoszeniu nie pojawiło się też jego zdjęcie, więc założenie, że to właśnie on, jest dosyć arbitralne. Jest w tym człowieku jednak coś, co sprawia, że nie macie co do jego personaliów żadnych wątpliwości.
                                Mężczyzna jest olbrzymi, spokojnie mierzy około dwóch metrów wzrostu i jest bardzo "postawny" (żeby nie powiedzieć "otyły"). Ma pięćdziesiąt, góra sześćdziesiąt lat, ale ciało zdaje się nosić jak ktoś, kto już dawno się z niego wyprowadził i przestało ono należeć do niego. Ma gęste, czarne, zmierzwione włosy, które kręcą się na końcach, podobnie jak jego pokaźna broda. Przekrzywione, okrągłe okulary, tak grube, że jego oczy wyglądają jak dno kieliszka, ledwo trzymają się na jego nosie. Mają tylko jeden zausznik - drugi zapewne się wyłamał. Ma na sobie szary, pognieciony garnitur z krawatem robiącym za jadłospis z ostatniego tygodnia. Jednak pomimo dość nietypowego wyglądu, kiedy tylko się pojawia wraz ze swoją brązową, skórzaną torbą na scenie, cały klub cichnie.
                                "Drodzy poszukiwacze prawdy", zaczyna grubym, tubalnym głosem pełnym emfazy, nadmiernie pobudzonym, niczym jakiś bardzo zafiksowany na punkcie czegoś wykładowca. "Ziemia, jak wiemy, nie wydała jeszcze wszystkich swoich sekretów. My, ludzie czwartej dekady dwudziestego wieku, patrzymy na niego z wyżyn, na które wyniosły nas maszyny i elektryczność. I, można powiedzieć, to dobrze - wszak patrząc z wysoka mamy o wiele lepszy widok. Jednak bez odpowiednich szkieł powiększających, których się wyzbyliśmy i uważamy, że nie potrzebujemy, nie jesteśmy w stanie dostrzec pewnych istotnych szczegółów..."
                                Profesor sięga do swojej torby, z której wyjmuje małe zawiniątko. Odwija je i unosi do góry, pokazując wszystkim.
                                "To jest, proszę państwa, kieł. Został znaleziony przez odbytą niecałe trzydzieści lat temu ekspedycję na Syberii." Faktycznie, przedmiot uniesiony w górę przez Chance'a to bladoróżowy kieł, nieco wilgotny, z lekkim połyskiem. Schodzi ze sceny i podchodzi do każdego z osobna aby pokazać mu ząb z bliska, dając wszystkim poznać przy okazji również swój własny, niezbyt przyjemny, zapach. "Włókna kolagenowe, znakomicie zachowana struktura tkanki... Proszę tylko spojrzeć. Wilgoć nie tylko zachowana, ale i aktywna biologicznie. Nie jest ani zamarznięta, ani zmumifikowana, jest ewidentnie świeża. Zamrożony pod torfem, bez dostępu powietrza, z minimalnym tylko skażeniem bakteryjnym. Warunki idealne do przetrwania, ale co najwyżej przez kilka dekad, na pewno nie przez tysiąclecia. Próbka wykazuje ślady aktywnej kreatyny. Czyli..." - zawiesza głos, unosząc palec i zwalniając tempo, aby zabrzmieć nieco bardziej dramatycznie. "...czyli zdechł co najwyżej kilkadziesiąt lat temu. I nie należy do żadnego zwierzęcia znanego nauce. Nie znaleziono w nim żadnego potwierdzenia tego, że jest to kieł jakiegokolwiek ze zwierząt żyjących na Syberii. A to tylko potwierdza moją tezę. Tezę, która mówi o tym, że dryophitecus giganteus, popularnie zwany 'yeti', 'człowiekiem śniegu' lub 'wielką stopą', w zależności od kultury, naprawdę istnieje! A to, że przez tyle lat nauka nic nie była w stanie na ten temat powiedzieć, wynika tylko i wyłącznie z tego, że naukowcy źle szukali. Nie w tych miejscach, gdzie trzeba. Wbrew temu, co sądziliśmy, dryophitecus giganteus zdaje się żyć nie w Himalajach, ale w syberyjskiej tajdze!"
                                Po sali przebiegł lekki szmer, głównie ze stolika "amatorów wody brzozowej". W końcu jeden z nich się odezwał: "I co, może jeszcze ten yeti nosił zafajdane krawaty?". Pozostali członkowie ekipy wybuchli śmiechem. "Bo patrząc na pańskie wymiary, to równie dobrze pan możesz być tym całym giganteusem...". Tym razem zaczęli już niemal krztusić się ze śmiechu. Chance jednak, niezrażony, kontynuował.
                                "Mam dowody na to, by sądzić, że jednak mam rację". Wyciągnął z torby jakieś kolejne materiały, które położył na rzutniku. Na ekranie tuż za nim pojawiło się czarno-białe, niewyraźne zdjęcie, wyglądające jak zrobione w pośpiechu. Widać na nim coś przypominającego gigantyczny, eliptyczny kształt. Jakby coś ciężkiego i ciepłego zapadło się w wilgotnym gruncie. "Te odciski są symetryczne. Przemieszczają się w parach. Analiza nacisku wskazuje na masę sięgającą od trzech do pięciu ton". Klik, nowe zdjęcie - kłębek szarej sierści z wbitymi drobinkami torfu. "Sierść. Mikroskop ujawnia nienaruszoną strukturę łodygi włosa, zachowane resztki tłuszczu, brak krystalizacji komórkowej, włókno świeże, reagujące na światło. A to oznacza jedno - to żadna skamielina ani zmumifikowana tkanka!"
                                Panowie od "wody brzozowej" kręcą głowami i wzdychają znacząco, komuniści coś notują i szepczą między sobą, a "kolorowi" wyraźnie się nudzą i mają coraz większą ochotę coś rozwalić. Chance jednak zdaje się nie zwracać uwagi na audytorium, lecz mówi sam do siebie, co zwłaszcza Eleonorze i Renowi bardzo przypomina wykłady na ich studiach. "Proszę zresztą przyjrzeć się bliżej kłowi. Wciąż elastyczny na powierzchni, analiza kreatyny wykazała aktywne białka. Nie ma tego w materiale starszym, niż mniej więcej czterdzieści lat. Zresztą, proszę dotknąć! Pan wygląda na takiego, co się na tym zna!" - Chance wyciąga kieł w kierunku Johna (@ketharian). Amatorzy "wody brzozowej" nie dają jednak za wygraną.
                                "Czyli co, według pana yeti żyją sobie na Syberii? A może jeszcze prowadzą swoje rady robotnicze, zgodnie z wolą rządzącej tam partii komunistycznej? Jak miał ten na imię? Towarzysz Yeticzenko?" - znów zanoszą się śmiechem, tworząc coraz bardziej wymyślne, rosyjskobrzmiące imiona dla giganteusa. "Szanowny panie Chance, yeti nie istnieje! To naukowy fakt, o którym wszyscy wiedzą. A to, co nam pan tu próbuje udowodnić, to zwykła bajka!"
                                Profesor stoi jednak niewzruszony. Po chwili, z uśmiechem i powoli, odpowiada: "Faktem, drogi panie, jest to, co powszechnie za fakt uznajemy. Ale historia zna rzeczy, które za fakty uznawano przez całe wieki, a potem znalazł się ktoś, kto je podważył i wykazał, że wcale faktami nie są! Wspomnę tu tylko Kopernika, Galileusza i innych". Po chwili znów wraca na scenę, pozostawiając kieł w rękach Johna. "Nie mam jeszcze pełni dowodów. Dlatego właśnie muszę tam pojechać! Ale nie sam. Potrzebuję ludzi silnych, otwartych i gotowych! Nie obiecuję wam sławy, ale obiecam wam, że jeśli odnajdziemy to, co myślę, że tam jest... zmienimy bieg historii!"
                                Gdy tylko Chance milknie, amatorzy "wody brzozowej" zakładają płaszcze i opuszczają klub. Słyszycie jeszcze szczątki ich rozmowy: "Powinien wysłać to do 'Weird Tales'. Może znajdą dla niego miejsce między smokami a Atlantydą...". Chance siedzi na zapadającym się pod nim, brudnym fotelu i w końcu mówi:
                                "No dobrze, skoro szumowiny już poszły, to teraz... czy są jeszcze jakieś pytania? Kto jest zainteresowany dołączeniem do ekspedycji i zaryzykowaniem życia dla przygody i miejsca w historii?"

                                74a087e4-7e4a-4a39-9294-cf0936548299-ChatGPT Image 25 mar 2026, 20_16_10.png

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                2
                                • KaworuK Niedostępny
                                  KaworuK Niedostępny
                                  Kaworu jako Eleonora Croft
                                  napisał(a) ostatnio edytowany przez Kaworu
                                  #31

                                  Wcześniej

                                  - Miło mi – Eleonora uścisnęła dłoń wyciągniętą w jej stronę – nazywam się Eleonora. Przyszłam tutaj na wykład o yeti. A pana imię… czy jest japońskie? – spytała.

                                  Obecnie

                                  Eleonora słuchała wykładu z zaangażowaniem. Musiała przyznać, że dowody pana doktora były całkiem przekonujące… ale była też pewna, że są alternatywne hipotezy i wyjaśnienia i je również należało wziąć pod uwagę. W końcu extraordinary claims demand extraordinary evidence.

                                  - Przepraszam – spytała, unosząc grzecznie rękę – Ale o ile mi wiadomo ludy Syberii nie mają własnych mitów o yeti, w przeciwieństwie do ludów Tybetu. Czy gdyby yeti był zjawiskiem syberyjskim, nie powinniśmy słyszeć o nim historii wśród lokalnych plemion?

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  0
                                  • CyganC Online
                                    CyganC Online
                                    Cygan jako Walter Murdock (William Evans)
                                    napisał(a) ostatnio edytowany przez Cygan
                                    #32

                                    Walter słuchał wykładu z ogromnym zaciekawieniem a na jego twarzy widniał uśmiech jak u dziecka które miało spróbować czegoś pierwszy raz. Można było po nim poznać że słowa doktora obudziły w nim wewnętrzne dziecko ekscytujące się na każde nowe doświadczenie.

                                    Podróż na Syberię, poszukiwanie yeti a także możliwość zapisania się na kartach historii jako odkrywca nowego gatunku, kto by pomyślał że w tym wieku będę podróżował w poszukiwaniu mitycznego stwora. Zapewne nie jest to yeti bo to zwykła niedorzeczność ale zawsze jest szansa że jakaś prehistoryczna bestia roztopiła się z lodu, nie zmienia to faktu że będzie to dużo lepsze przeżycie niż łażenie po domach za parę dolarów.

                                    Waltera z wizji podróżowania po zamarzniętych krainach wyrwało pytanie Eleonory o lokalne legendy, które go tylko utwierdziło w jego hipotezie o rozpuszczonym nowym gatunku.

                                    -Nie wiem jakie zdanie na temat lokalnych legend ma pan Chance, ale nie mogę się powstrzymać podzielenia się swoją opinią więc jeśli pan pozwoli chciałbym ją przedstawić zanim poznamy pańską opinie na ten temat. - Walter wstał od stolika i zaczął opowiadać z ekscytacją i młodzieńczym zapałem w głosie

                                    -Moim zdaniem jeśli kieł ma nie więcej niż czterdzieści lat pozwala nam to założyć, że jakiś prehistoryczny zwierzak wydostał się z lodu i żyje teraz na terenie Syberii. Legendy nie powstały bo tajemnicza istota zapewne trzyma się z dala od ludzi a nawet jeśli już ktoś ją spotka większość ludzi wyśmiewa ludzi mówiących o spotkaniu nieznanego dotąd gatunku. Jest to powszechne i dzieje się nie ważne jak zawansowana jest cywilizacja Walter zakończył zdanie wskazując na drzwi przez które wyszły tak zwane "szumowiny"

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    0
                                    • ElvisE Niedostępny
                                      ElvisE Niedostępny
                                      Elvis jako Ren Watanabe
                                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                      #33

                                      -O proszę, czyli nie tylko mnie zaintrygował ten artykuł na tyle, żeby się tu zjawić. A propos imienia, to tak, tak, pochodzę z Japonii, w której mieszkałem przez większość życia, a do Ameryki wyemigrowałem niedawno. -Ren liczył na dłuższą pogawędkę z Eleonorą, lecz jednocześnie na scenę wyszedł wyczekiwany profesor, co zatrzymało rozmowę między tą dwójką. Och, to chyba nasza gwiazda dzisiejszego wieczoru, Pan Chance, zatem posłuchajmy co ma do powiedzenia.

                                      Ren w pełni skoncentrowany wsłuchiwał się każde słowo potencjalnego pracodawcy, ale w jego głowie pojawiały się wątpliwości dotyczące wiarygodności i profesjonalności Chance'a. Yeti? W Japonii słyszałem o wielu stworzeniach i też mówiono o dowodach na ich istnienie, a zawsze kończyło się to w ten sam sposób. I jaki szanujący się organizator takiej wyprawy robi spotkanie w takiej spelunie?

                                      Mimo rozterek jakie przeżywał Watanabe, jednocześnie zdawał sobie sprawę, że to jest potencjalnie jedyna szansa żeby przywrócić swoje dawne życie i komfort z nim związany. Zaimponowało mu również to, że mimo przytyków od niektórych obecnych na spotkaniu Chance nie poddawał się i cały czas opowiadał o śnieżnej istocie z pełnym zaangażowaniem. Profesor mówił o tym stworzeniu z taką zawziętością, że w pewnym momencie Ren miał obawy dotyczące paranoi przemawiąjącego mężczyzny na temat bestii.

                                      -Japończyk wysłuchał co mają do powiedzenia jego towarzysze ze stolika na temat wystąpienia organizatora wyprawy. Uważał ich uwagi za trafne, lecz siedział cicho aż do pewnego momentu. Kiedy zdał sobie sprawę, że nic nie ma do stracenia, wstał, i zwrócił się do profesora: Panie Chance, zgłaszam chęć dołączenia do ekspedycji. Chciałbym tylko dogadać jeszcze parę kluczowych kwestii, a więc, jeśli udałoby nam się odnaleźć mityczne stworzenie, jaką nagrodę pieniężną otrzymamy oraz jak mamy zamiar dostać się na Syberię? -Po tych słowach Ren spokojnie usiadł, i czekał na odpowiedź, czując w środku co raz większą ekscytację.

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      1
                                      • AgnesA Niedostępny
                                        AgnesA Niedostępny
                                        Agnes jako Violet Shane
                                        napisał(a) ostatnio edytowany przez Agnes
                                        #34

                                        Violet nie miała najmniejszej ochoty opuszczać lokalu, gdyby sytuacja zaczęła robić się ciekawa. Spokój w głosie Johna rozwiał jej szczątkowe obawy. Oparła się z powrotem na krześle, ignorując obecność nowoprzybyłych i wróciła do przerwanej rozmowy.

                                        Chwilę później jej uwagę przykuło przycichnięcie muzyki. Gdy spojrzała w stronę sceny, dostrzegła ekscentrycznego mężczyznę, za pewne profesora. Cóż, najwyraźniej ludzie nauki nie troszczyli się zbytnio o tak prozaiczne kwestie, jak wygląd. Jak choćby ten naukowiec, który w zeszłej dekadzie dostał Nobla. Jego zdjęcie zapadło jej w pamięć - wyglądał, jakby wcale nie bywał u fryzjera.

                                        Gdy Chance zaczął mówić, dziewczyna poczuła się jak kiedyś, gdy sklep odwiedził jakiś Europejczyk. Mówił do niej nieprzerwanie przez dobre parę minut, energicznie gestykulując rękami, zanim zorientował się, że sprzedawczyni nie rozumie ani słowa. Kolejne 10 minut zajęło im porozumienie się na migi, zanim zrozumiała, że nieznajomy pyta o drogę do dworca, z którego zdążył już odjechać jego pociąg. Chance niby mówił po angielsku, ale w jego ustach brzmiał on jak zupełnie inny język pełen nieznanych, skomplikowanych słów, których Violet nie umiałaby nawet powtórzyć. Na szczęście potokowi słów towarzyszyły ilustracje, które pomagały jej nadążyć za tematem.

                                        Violet wstrzymała oddech, gdy profesor podszedł z kłem do Johna. Sama ledwo powstrzymała się przed dotknięciem przedmiotu. Zamiast tego utkwiła jednak czujne spojrzenie w traperze, próbując wyczytać z jego twarzy, czy faktycznie nigdy nie spotkał stworzenia posiadającego takie uzębienie.

                                        Violet nie do końca rozumiała uwagi ludzi, których ton wskazywał na to, że drwili z profesora. Wiadomo, że smokami tylko straszy niegrzeczne dzieci, ale Atlantydę sama chętnie by odwiedziła. Ostatecznie z przydługiego wywodu podekscytowanego Chance'a zapadło jej w pamięć słowo "przygoda". To była prawdziwa szansa, żeby wyrwać się z życia zaplanowanego przez jej rodziców i poznać prawdziwy świat.

                                        -Gdzie właściwie jest Syberia? - Violet spytała szeptem, by nikt poza Johnem jej nie usłyszał - Czy to daleko od pańskiej Alaski? Gdzieś na biegunie południowym?
                                        @ketharian

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        1
                                        • GordianG Niedostępny
                                          GordianG Niedostępny
                                          Gordian jako Gordian
                                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                                          #35

                                          Chance wysłuchał uważnie uwag i pytań padających od potencjalnie zainteresowanych wyruszeniem wraz z nim na ekspedycję, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Mierzwił swoją gęstą brodę, a jak usłyszał coś konkretnego, tylko kiwał raptownie głową, strącając z niej masę łupieżu, i uśmiechał się niczym małe dziecko, które właśnie dostało od kogoś propozycję zabawy w coś, co uwielbia.

                                          "Ma pani całkowitą rację!", odpowiedział Eleonorze (@kaworu) z wielkim entuzjazmem, jakby zachęcając ich do kontynuowania. "Tak się składa, że nie jestem jedynym, który stawia tak śmiałe tezy o znalezieniu tam nowego gatunku. Otóż natrafiłem na pewne ślady tego, że istnieje inny dowód, związany z innym człowiekiem, który całkiem niedawno widział yeti właśnie na Syberii. I pierwszym etapem naszej ekspedycji będzie próba dotarcia do tego człowieka. Mam pewne poszlaki wskazujące na to, że nadal żyje i może nam pomóc."

                                          Słysząc teorię Waltera (@cygan) uśmiechnął się pod nosem i, gestykulując znacząco, natychmiast ją zripostował, nie pozwalając myśliwemu nawet na dokończenie zdania.

                                          "No właśnie widzi pan... nie. Otóż nie. Podania o człowieku śniegu znajdują się nie tylko w kulturach himalajskich, lecz także u rdzennych mieszkańców Syberii. Wiem, że istnieją tam wioski tubylców... albo raczej 'tambylców', którzy wciąż oddają cześć giganteusowi, uważając że broni ich przed złymi duchami. Tyle wiem, zaś dokładniejsze informacje zdobędziemy, jak mniemam, od naszego kontaktu."

                                          Pytania Rena (@elvis) sprawiły, że Chance lekko się zachwiał i nie odpowiedział od razu. możesz wykonać rzut na psychologię

                                          "Emm... tak, tak... jeśli chodzi o podróż, to dostaniemy się tam drogą morską, przez Ocean Spokojny. Statek odpływa w przyszły poniedziałek rano. Co do zapłaty, to moi sponsorzy są w stanie zaoferować pokrycie wszelkich kosztów podróży. Te planowane już im przedstawiłem. Niestety, w chwili obecnej nie mogę zaoferować konkretnej sumy pieniędzy za sam udział w wyprawie. Co najwyżej zaproponować, że wszystko to, co zdobędziecie w jej trakcie, będzie należało do was. Ja jestem zainteresowany jedynie znalezieniem dowodów na istnienie dryophitecusa giganteusa. Gwarantuję panu jednak, że jeśli ta wyprawa się powiedzie - a gwarantuję, że się powiedzie - nie odpędzi się pan od dziennikarzy i innych pismaków, którzy zasypią pana gradem pytań. Proszę tylko pomyśleć o tym, w ilu egzemplarzach sprzedałaby się książka, którą mógłby pan napisać po powrocie! Ludzie może i są biedni, ale tak tęsknią za czymś 'normalnym', że są w stanie wydać ostatniego pensa na takie opowieści..."

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          2
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy