Panel sesji wdrożony.Proszę zapoznać się z tym tematem.
[CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
-
Mieszkanie w H10, 22.01; 14.07.2077

Próbowała podsłuchiwać hakerka kolegów w salonce, ale co raz łapała się, że nie kontaktuje wątku, a jednocześnie opóźnia pracę na decku. Jakby spotykała się z dwoma facetami i żadnego nie potrafiła wybrać. Drażniło ją to, bo chciała i to, i to. Brzydko buzię wykrzywiła, zagryzła usteczko dolne do krwi, brwi zbliżyła ku sobie. Nerwowo założyła słuchawki.
Ktoś ją kiedyś spytał jak chciałaby odejść.
Poszło w rytmie muzyki. Brazil lubiła tą blond witch.
Złapała bodaj jedyną kamerę w zasięgu kamienicy przy Calle Santa Rosa de Lima 17, a przynajmniej jedyną dostępną, dla jej kontrolera. Procesowany przez komendy netrunnerki program gładko asymilował się do środowiska kodu kamery i zasobów zapisu. W kilka sekund stał się nowym zmysłem Brazil zaklętym w czasie. Bez trudu odnalazła swojego gapę. Podobnie jak jedyne osoby, które weszły do budynku później niż Raze, a wcześniej niż znikł kontakt. Nic dziwnego niby, ale później widziała ich na ulicy jak przecinają chodnik.
Holograficzna architektura zgasła. Torquemada wylogowała się zostawiając tylko skrybę, żeby robił swoje. Program sortował społecznościówki pod kodem Calle Santa Rosa de Lima 17. Murzyn musiał sam sobie poradzić z danymi z sektora magistratu.
Potrzebowała chwili by ochłonąć, mimo, że sprzęg nie był neuralny, za to adrenalina strzeliła jej tak, że zapomniała o ryżu do rana. Raz, dwa, trzy - oddech. - Um dois três.
Z radością przyjęła puszkę z jakich by rąk nie nadeszła. Nie wtrącała się od razu, posłuchała chwilę. Na tyle, by uspokoić myśli, czy za bardzo nie panikuje. Spróbowała w żart obrócić:
-Mam Switcha - wstała i wyświetliła zdjęcie swojego faceta ze zgrzewką piva w drzwiach kamienicy przerywając kolegom grę. Zaczęli buczeć. - Mam dla was nową grę lepszą. Szukamy gapy. Potrzebuję waszych zasobów wyobraźni. Raze wchodzi do kamienicy przy Calle Santa Rosa de Lima 17 w Vista del Rey o 21:07. Nikt inny nie interesuje się kamienicą aż do 21.12, kiedy to parkuje tam ciemny van Chevrolet Maja 1007, wysiada trzy osoby, jedna ma karabin maszynowy z którym się obnosi - Brazil wyświetliła kolejne zdjęcie. - gangsterzy wchodzą do budynku. O 21.45. sygnał Raze zanika. W budynku może być zameldowanych około stu osób. Przeliczam to na 15- 25 mieszkań, (latynoskie rodziny lubią żyć na kupie), zaadoptowany strych jest zapewne penthousem, nie wiem do którego mieszkania poszedł Switch, pracuję nad tym. Nie wiem też czy gangsterzy są tu kluczowi, ale mam ich jeszcze raz na nagraniu o 21.55 kiedy przecinają ulicę, chociaż nie wychodzili główną bramą. - zaprezentowała kolejne zdjęcie.
-Nie wiem, czy ma to związek z tym czym się zajmowaliście dla niego dzisiaj i czy z tym co mi wysłał Japantoun- wyświetliła przesłany film z akolitami gołębicy. - To jeszcze nie wszystko, Raze zlecił mi dzisiaj analizę kilku firm molochów, mam to skompilowane, ale to chyba za dużo na tę chwilę. Ten zjeb potrafił odbierać nawet podczas seksu.
Popatrzyła się na siebie i zrobiło się jej smutno, bo tak ładnie dla niego wyglądała, a on gdzieś się szlajał. Szlajał bez niej i nie wiadomo z kim. Łzy napłynęły jej do oczu, próbowała tego nie okazywać.
-To tyle. Kto ma pomysł?
W gruncie rzeczy wiedziała co zrobi. Chciała tylko rozegrać to jak bardziej na miękko i nie angażować nikogo kto by nie chciał.
-

Hartley "Mack" Mackinaw
Megablok H10, późny wieczór, rundka Night Strike'a
Mack na chwilę odwrócił się do Artemidy, potem szybko wrócił do swojego zajęcia, bo pojawił się przeciwnik. Kucnięcie za przeszkodą. Za mało. Sprint i bunny hopping. Żyje. Zmiana pozycji.
- Shit, odłożyli bombę! - Mack rzucił do współgraczy, choć przecież im to też się wyświetliło. - No i zginąłem, drugi snajper na dachu z lądowiskiem helikoptera.Wrócił do tematu Brazil i Switcha.
- Albo jest to przyczyna i skutek albo zwykła koincydencja. Skąd wiesz że gangsterzy? Znaki na wozie? Charakterystyczne ciuchy? Ta kamera ma wystarczającą rozdzielczość żeby zobaczyć tatuaże? Albo weszli do innego lokalu. Wiesz co Switch tam robił?- Ewentualnie zwykli pozerzy, noszą wielkie spluwy, ale wystarczy postraszyć i już wracają do mamusi, która zapłaciła im za broń.
- Spokojnie Brazil, nie ignoruję tego. Jeżeli to tylko budynek mieszkalny, to nie ma powodu że smarthing tracił zasięg. Bo wyładowana bateria to zbyt banalne wytłumaczenie jak dla mnie i kompletnie nie pasuje do Switcha.
-

Solos nie był tuzem dedukcji. Spojrzał wpierw na Maca, potem na Artemidę. W końcu na Dingo i Hajfiego. Jak najbardziej docierał do niego argument, że fikser z telefonem to się nawet pierdoli i nigdy nie wyłącza. Ale technik przecież wskazał na najbardziej oczywistą oczywistość.
- Mógł wpaść do kogoś kto ma taki cały pokój… jakby w folii… To się jakoś nazywa. Klatka Farenheita? Chuj… nie ważne. Się nie dowiemy stąd przecież…Spojrzał jeszcze raz na ujęcie z nagrania wydostane przez Brazil.
- Nie kojarzę tych frędzli. Ale napewno tam nie mieszkają. Nawet największy złamas wie, że się nie sra gdzie się śpi. Ktoś ich tam sprowadził, albo wysłał… Dooobra… Chuj. Ja na tę E-Drę mam ochotę. Ale jak tak będziemy grać w te gry wyobraźni to nic z tego nie będzie. Weź mi który taksę zamów. Obrócę w 3 kwadranse, a Ty Brazil w tym czasie jakoś sprawdź skąd te ciule wyszły i napisz na NF, bo nie będę wszystkich latynosów tam obdzwaniał. Ktoś ze mną??? Mack? Możesz się przydać, bo przestawię Raze’owi nos. -
Mieszkanie w H10, 22.01; 14.07.2077
Grubo się Brazil nakręciła, a uwagi kolegów pchały ją głębiej w paranoiczne podejrzenia. Sprawdziła puls, przejrzała się w lustrze, źrenice jak spodki. Wyczulone zmysły łowiły każde słowo i grymas kompanów.

Tymczasem skryba dobijał się z pakietem danych, przyjęła i roześmiała z samej siebie, choć nie perlistym śmiechem euforii, a raczej parsknięciem frustracji.
-Vine Street - odwróciła się znów od lustra i zamachała ręką jakby to lepiej tłumaczyło jej pomyłkę - Teraz ulica nosi nazwę Vine Street, ale miejscowi lubią pamiętać o Róży z Limy.
Pamiętała ulice i skwer Róży z Limy jeszcze z poprzedniego życia. Homer kilka razy zabrał ją tam kiedy załatwiał interesy poza zgromadzeniem. Wtedy wydawała się jej nowym światem, obiecanym edenem z jedzeniem na każdym kroku i wygodami cywilizacji, teraz była ściekiem miasta. Trójkątem zniknięć i gwałtów. Zmieniła się, wraz ze zmianą nazwy wygnano ducha opiekunki, a sprowadzono demony konsumpcji. Być może Róża jeszcze tam była, uwięziona w podświecie, za bramą kodów. Może był tam też Raze, miała nadzieję Torquemada.
Adrenalina sprowadziła ją z powrotem do salonki.
-Izolowany pokój. Słuszna uwaga. - wysunęła jeden paluszek - Uważam, że to gangusy bo się obnoszą z bronią, mają za drogi wóz na pozerów i spacerują jak u siebie i nie zjawili się gospodarze, fakt, że to nic nadzwyczajnego, ale adres nie wygląda na slams. - wysunęła drugi paluszek - No i jadę tam bez dwóch zdań, bo sama to nakręciłam, a na miejscu zdziałam więcej niż tu. Nie jestem księżniczką na wieży, muszę się czasem przewietrzyć. Jak byś był tak miły Shawn i mnie wyspacerzył. - wysunęła trzeci paluszek i ruszyła do pokoju - daj mi minutę.
Znów największy problem miała z outfitem, czy ubrać pancerne dresy, czy zaufać urodzie. Zdecydowała się na drugie, nie zmieniła nic w ubiorze. Wzięła tylko dużą torbę na ramię z imitacji skóry aligatora i wymieniła programy na decku. Pod sukienkę wsunęła wygodne pomięte szarawary w kolorze głębokiego indygo. Jeszcze mała pigułka i łyk wody.
Wróciła - gotowa.
-
HiFi 
– Bo ja wiem...- technik podrapał się po odrastającym powoli zaroście. – Tego Slimwire nie kojarzysz? Nie masz na niego namiaru? - zapytał Artemidy. - To ktoś z twojej branży, może da się do niego jakoś dostać nie ruszając stąd?
– A do tego... jeżeli ty się stąd ruszysz - wskazał ich lokum - to skąd będziemy wiedzieli, czy Raze nie wyszedł? Będziemy mieli stały podgląd na tę kamerkę? Jeżeli padł mu sprzęt?
– Rozumiem, że zrobiłaś szybki skan tych facjat z nagrania? Sieć nic nie zwróciła? Tablice samochodu masz? Switch po tablicach by się dużo dowiedział, miał jakieś dojścia... - dodał już w stronę pleców Brazil maszerującej by się przebrać w pokoju.
– Dobrze mówię, nie? - zwrócił się do chłopaków. -

Hartley "Mack" Mackinaw
Mack popatrzył na Froga, potem na Artemidę, na Hajfiego. Znów na Froga. Na Artemidę. W jej oczach widział desperację.
- Trudno, najwyżej urżną mi łeb. Jadę z wami. - wstał, przyszedł mu do głowy jeszcze jeden pomysł: - Skoro nie wiemy, co jest ze Switchem oraz czy na pewno jego telefon jest tylko wyłączony i czy na pewno ma go przy sobie, to proponuję na razie nie korzystać z NoiseFeeda. No żeby ktoś tego nie przeczytał. -
Houston "Dingo" Dawn
a- O, mądrego dobrze posłuchać - rzucił Dingo pod adresem Macka, zatrzymując się gdzieś między kanapą, a przejściem do łazienki. Spojrzał na HiFi - Sorry, ale te monitory będą musiały poczekać. Też się z wami zabiorę. Wygląda na to, że Switch mógł się wpakować w jakiś gówniany deal.
Houston skoczył tylko do pokoju, który dzielił z Frogiem i sięgnął pod łóżko, gdzie HiFi z Shawnem wsadzili karton z rzeczami Valentinosa spod garażu Shivy. Wyciągnął stamtąd gnata należącego do tego nieszczęśnika - jemu już się nie przyda. Sprawdził magazynek, wsadził zabezpieczony pistolet do kieszeni i ruszył do pozostałych, a w jego głowie kołatała się jedna myśl: wataha troszczy się o swoich. Nikogo nie zostawia samego.
-
Mieszkanie w H10, 22.01; 14.07.2077
Stała jak sierota, a atencja, choć sama była jej sprawczynią, coraz bardziej ją onieśmielała. Nieco nawet spąsowiała pod makijażem. Na szczęście pigułka ją wyrównała.
-No wiem Hajfi, pewnie i racja, a tu moja wariacja. Tylko dlaczego ten zjeb nie może spędzić z nami wieczoru normalnie? - się nagle obruszyła - Co mówiłeś: Slimwire? Sprawdzę po drodze nie kojarzę. I to ja chcę wiedzieć czy on wyszedł, nie wy, więc wiedza będzie tam gdzie powinna. Nie będę zostawała na kamerze cały czas, lepiej wchodzić na sekundy i ściągać dane, to jest bardziej krypto. A goście, biorąc pod uwagę okolice to latino gangi: Valentinos lub Tren de Agua.
Na deklarację Macka się uśmiechnęła, wreszcie szczerze i ładnie. -Mamy jeszcze jedno miejsce w wynajętym Aigo. - się zerwał Dingo - no to w Aigo komplet, jak ktoś jeszcze chce to zmienię zamówienie na furgon.
-
Mieszkanie w H10, 14.07.2077, 22:03
Przysłuchujący się rozmowom znajomych Leif Gundarsson dopił swoją butelkę Spunky Monkey, po czym podniosł się z sofy poprawiając rękawy wymiętej służbowej kurtki.
- Najpierw zapraszacie, a potem zawijacie się z chaty? - prychnął z udawaną dezaprobatą, macając się po kieszeniach w poszukiwaniu waporizatora - Jadę z wami, tylko do kibla skoczę, nie wychodźcie beze mnie. I nie zamawiaj furgonu, to w chuj kasy, pojadę w bagażniku.
Wypożyczalnia aut miejskich znajdowała się trzydzieści pięter niżej, w sąsiednim skrzydle megabloku H10. Obsługiwany odpowiednią apką, system wypożyczalni powiązał z komórką Artemidy wybrany na stronie firmy pojazd, odblokował jego centralny zamek i podniósł bramkę parkingu. Drzwi wozu trzasnęły metalicznie, zaszumiał włączony przez Shawna elektryczny silnik. Składana na licencji Toyoty w Wolnych Stanach Zachodnich Aigo była niemiłosiernie porysowana, naznaczona mnóstwem wgnieceń oraz kilkoma układającymi się w równy rządek przestrzelinami na przedniej masce. Wnętrze wozu śmierdziało pastą do czyszczenia, marihuaną i stopionym plastikiem, ale kombinacja tych odorów nieco zelżała, kiedy w środku samochodu rozszedł się zapach perfum Brazil.
- Ja pierdolę, tu chyba są karaluchy - stęknął wsadzony do bagażnika Gundarsson - Ktoś zostawił stare żarcie, ja pierdolę. Moment, tylko to wyrzucę.
Shawn włączył radio, poprawił uciskającą go w niewygodnym fotelu kaburę Pacifiera i wyjechał z parkingu ocierając się lusterkami o porozstawiane w chaotyczny sposób inne pojazdy wypożyczalni.
- Zapodajcie konkretną muzę - zażyczył sobie Leif moszcząc się wygodniej w zaśmieconym bagażniku samochodziku.
-
Shawn "Żaba" Camara
- 45 jebanych minut??? - Solos aż pieprznął dłońmi w kierownicę gdy nawigacja wypluła spodziewany czas dojazdu - No to się E-Dra pójdzie jebać... Chuj mnie strzeli po całym dniu w sklepie... To już nikt tego fajfusa w Kabuki nie lubi, że musi dymać przez całe miasto??? Piątkowy wieczór. W korkach... Już żałuję, że nie zostałem z Hajfim. Doobra... Złap się czegoś Leif!
Silnik zawył zrozpaczony bezdusznym traktowaniem przynależnym wszystkim wypożyczanym i służbowym autom i wóz ruszył z parkingu.
- Jebaniutki... - mruczał pod nosem solos skręcając wbrew nawigacji w kierunku New Westbrook, żeby ominać city. - Zakład o zgrzewę Grzmota, że się okaże, że chleje, żeby przybić jakiś swój dil. I jeszcze z mordą do nas wyskoczy, że mu dupę zawracamy. Trzymaj mnie wtedy który... I to w Vista del Rey... Pierdolony latino lover.
-
Ulice Nigh City 14.07.2077, 22:09
Usadowiona na tylnej kanapie za siedzeniem pasażera, bo Camara zajmował sporo miejsca z przodu, a chciała mieć wygodę, żeby trzymać deck na kolanach, Torquemada nie mogła wyjść z podziwy jak jej drama odmieniła wieczór i jak niebezpiecznie zaczynała przypominać komedię. A mogło się skończyć jak zapowiadał Shawn, że Raze jeszcze ich opierdoli.
-To go zabierzemy i będzie chlał z kumplami jak powinien. - zaproponowała mając nadzieję, że nie wyprowadzi Camary z równowagi. Łypała na niego zza ucha, na odbicie w szybie na tle neonowego miasta. Ustawiała usta w dziubek. Jednocześnie z zadowoleniem przyjmując decyzję kierowcy o zmianie trasy. - Stawiam michę ryżu i butelkę grappy.
Przypomniała sobie o SlimWire i zapuściła przeglądarki. Czuła niemożliwą ochotę, żeby podzielić się z kolegami informacją o otrzymanym zleceniu, ale jednocześnie chwila jej kompletnie nie leżała, powinna to zrobić wcześniej na mieszkadle, ale wtedy opanowały ją inne demony, teraz chwilowo uśpione. Powierciła się trochę pupą, żeby się właściwie ustawić. Usadowiona przewijała kalejdoskopy obrazów i linijek kodu.
-
Houston "Dingo" Dawn
Nomada zajął miejsce z przodu na siedzeniu pasażera. Kiedy wyjeżdżali przez chwilę dyskutował z Frogiem o tym kto ma prowadzić, ale Dingo ostatecznie przekonał argument, że do warsztatu prowadził on, więc teraz kolej Shawna.
Nie zmieniało to jednak faktu, że Houston jako pasażer angażował się równie mocno w kierowanie jak kierowca.
a - Dobrze, a potem na następnej w lewo. Uważaj, czerwone! No, właściwie to głębokie żółte, ale...- komentował podczas jazdy. Właśnie minęli skrzyżowanie z sygnalizacją świetlną, a jeden z kierowców prawie wjechał im w bok. Dawn pokazał mu przez okno środkowy palec - Słowo daję, każdemu palantowi dzisiaj dają prawo jazdy...Nerwowo tupał nogą o przetarty dywanik wynajętego samochodu. Niepokój zasiany podczas rozmowy w mieszkaniu kiełkował i rósł, podlewany upartym milczeniem telefonu Switcha.
-

Ulice Night City, 22:35
Wszechobecne uliczne korki topiły betonowo-szklany labirynt Little China w ogłuszającym hałasie klaksonów, a ledwo mieszczące się na chodnikach tłumy przechodniów tylko dopełniały wrażenia wszechobecnego chaosu. Dzieląc swoją uwagę pomiędzy samochodową nawigację i pandemonium za oknami pojazdu, Shawn zrezygnował z mozolnego przebijania się przez mosty łączące Watson ze Śródmieściem - zamiast tego uciekł poprzez fałszywie gwarne i złudnie kolorowe slumsy Kabuki do Japantown, objeżdżając zatłoczone do granic możliwości Corpo Center bulwarem Longshore South w stronę Mostu Kongresowego.
Japantown też pełne było ruchu, świateł i hałasu, ale zdecydowana większość ludzi wsiąkała w rozrywkowe centrum dzielnicy, kierując się ku sławnej dzielnicy czerwonych latarni przy Jig-Jig Street. Tłumy miłośników dobrej zabawy, orientalnej kuchni, płatnego seksu oraz mniej lub bardziej legalnych dopalaczy tłoczyły się coraz gęściej w neonowym blasku Japantown - niczym ławice mniejszych ryb obserwowane z cienia przez dwunożne rekiny.
W Growl FM skończył się „Mind is Freedom” Cartesian Duelists, lecz zamiast zapowiadanego na wyświetlaczu urządzenia utworu „Flatline” z nowego albumu Red Dead Roadkill z głośników popłynęła seria dziwnych trzasków.
- Jebany złom - warknął pełnym irytacji głosem Frog - Wszystko się tu pierdoli, aż dziw, że to jeszcze jeździ. Brazil, ile to kosztowało?
Budujemy sztuczne światy na orbicie, zgrywamy mózgi na układy scalone, tworzymy wszechmocne SI, ale wciąż nie potrafimy stworzyć szczepionek na raka? Nie, wy durnie chłonące papkę mainstreamu. Korporacje świadomie eksterminują życie, bo to niepokorne życie śmie rozmnażać się bez patentów i praw autorskich. Już teraz możemy jeść wyłącznie mięso, które wyhodowano w próbówce. Już teraz uprawiamy tylko rośliny stworzone w laboratorium. Nawet fotosyntezę udało się sprywatyzować. Teraz czas na nas, na ludzi.
Głos płynący z głośników radia został tak silnie zniekształcony elektronicznymi filtrami, że stracił wszelkie nuty człowieczeństwa, ale wszyscy siedzący w czerwonym samochodziku ludzie natychmiast go rozpoznali. Doktor Paradox, naczelny propagator teorii spiskowych na Zachodnim Wybrzeżu, zmora mediów głównego nurtu i działów prawnych wielu korporacji, szaleniec według jednych i wizjoner według innych, ponad to zaś doskonały haker zdolny raz za razem włamywać się do infrastruktury radiowych rozgłośni, aby nadawać za ich wymuszonym pośrednictwem swoje wywrotowe audycje.
Shawn wiedział, że zmiana stacji nie miała większego sensu: przez następne sześćdziesiąt sekund niemal wszystkie rozgłośnie Night City miały i tak nadawać ten sam materiał
Ostateczny upadek homo sapiens już się rozpoczął. Nasze ciała rosną same, bez udziału korporacji, więc trzeba je pociąć, ulepszyć, zmienić. Tak, żeby każdy nasz oddech, każde uderzenie serce generowało dla nich zysk.
- Gość wie, co gada - powiedział z uznaniem Leif, który wykręcił się w bagażniku tak, by móc przecisnąć głowę przez otwór pomiędzy tylnymi siedzeniami Aigo - Różne rzeczy się słyszy w Med-Center, czasami aż się włos jeży.
Następne w kolejce będą dzieci. Teraz może je mieć każdy, kto chce. Co za marnotrawstwo, ile straconych przychodów. Nasi ciemiężyciele sprawią, że już niedługo rodzicielstwo nie będzie naturalnym prawem, tylko przywilejem, za który przyjdzie nam słono zapłacić. Stworzą substancję, która pozbawi nas płodności. Dosypią jej do jedzenia, doleją do wody. A potem będą hodować dzieci w słojach, z kodem kreskowym wytatuowanym na czole. Musimy się obudzić. Musimy się obudzić, zanim będzie za późno.
Radioodbiornik zatrzeszczał ponownie, po czym z głośników popłynęły dźwięki “Candy Shell” zespołu Spirit Machines, utworu zajmującego trzecie miejsce w tygodniowym rankingu przebojów Growl FM.
- Ciekawy, kim jest ten koleś - powiedział Houston popukując palcami w tapicerkę Aigo - Słucham różnych apokaliptyków, ale Paradox takie rzeczy gada, aż człowieka ciarki przechodzą czasami. Pamiętacie tę audycję o eksperymentach z pomniejszaniem mózgu u ludzkich płodów? Żeby wyhodować tępy podgatunek służebny, którym można bez wysiłku manipulować? Mainstream komentował, że to stek bzdur, a rok później jeb! Life-Tech opatentował technologię zmniejszania ludzkich mózgów w ciąży, znaczy się, farmakologicznie nie pozwalają im rosnąć.
- Jebani! - gwizdnął Leif - Robią z nas małpy.
- A Paradox to wiedział rok wcześniej - ciągnął dalej Dingo - Czyli gość musi mieć dojścia i to bardzo wysoko… kurwa, hamuj!
Aigo stanęło w miejscu z piskiem zmaltretowanych klocków hamulcowych i stęknięć pasażerów uderzających z rozpędu w różne elementy wyposażenia samochodu. Długowłosy mężczyzna w ortalionowym płaszczu, który wtargnął bez ostrzeżenia na ulicę podniósł w górę kartonową tablicę pokrytą fosforyzującymi literami.
Stop nowym odwiertom na polach Northside! Stop zatruwaniu wód gruntowych! Chemia zabija!
- Dingo, poproś tego pana, żeby wypierdalał - wycedził przez zęby Shawn - Bo zaraz go odjebię na środku tej pierdolonej ulicy.
-
♫♪ HiFi ♪♫ 
Pojechali i technik został sam. Nawet Leif się zabrał z nimi. HiFi miał lekkie wyrzuty sumienia widząc, jak się przejęli Switchem. No ale przecież... Fikser chyba nie potrzebował pomocy? Artemida była nadwrażliwa. Tak sądził. Tak sobie tłumaczył. I do tego... Mack... nie używać NoiseFeeda? Żeby ktoś tego nie przeczytał? Ale jak, skoro smarthing Raze'a jest wyłączony? Popatrzył niepewnie na swoje urządzenie, dzięki któremu reszta wiedziała gdzie jest.
Zostawić włączony czy nie zostawić, oto jest pytanie... Tamtym łatwo gadać. Pojechali w piątkę. Będą mieli siebie nawzajem na wizualu. A jeżeli jemu, Hajfiemu, coś się stanie, to nie będą nawet wiedzieli, gdzie jest...
Postawiony przed tym dylematem postanowił zdać się na los. Kiedyś ludzie mieli zawsze przy sobie monety, którymi rzucali by się dowiedzieć, jak postąpić. Oczywiście, można by się zastanawiać, czy było to do końca losowe, skoro nie wiadomo było, czy środek ciężkości pokrywa się ze środkiem geometrycznym. Ale... w tym momencie chętnie użyłby nawet monety. Dobra, znał inny patent. Parzysta minuta - zostawia smarthinga włączonego. Nieparzysta - wyłącza. Zerknął na zegarek.22:19
Los tak chciał. Wyłączył swoją lokalizację na smarthingu.
Ruszył na blok, kupić kamerki. Na razie nie miał dość kasy... chyba, żeby ściągnął ze wspólnego konta... W końcu coś mu się z puli należało. Ćwierć? Brazil trochę im pomagała, ale czy to się liczyło jako jej działka, czy raczej jako przysługa? Po namyśle uznał, że jednak jako przysługa. Czy More odliczył sobie koszt nafaszerowanego żarcia? Tak czy inaczej, kalkulował, 90 eurasów powinno przypadać na niego.
Ale... jeżeli ktoś miałby dostęp do smarthinga Switcha, do NoiseFeeda, to czemu nie do konta? Lepiej na zimne dmuchać.Stan wspólnego konta: -90e$. Pozostało 390e$
Stan konta HiFi: +90e$
Dobra, teraz go było stać na kamerki. Mógł też barterem przehandlować kupon na zajęcia BDSM. Po namyśle jednak postanowił go zachować. Może mu się jeszcze przyda w negocjacjach. Kupił na razie jedną kamerkę.
Stan konta HiFi: -50e$
Wyposażony w swój przybornik narzędziowy, deszyfrator, kamerkę oraz klucz dostępu do mieszkania Shivy, ruszył pod 877.
-
Ulice Nigh City 14.07.2077, 22:23
Jazgotało i szarpało, zapięła pas. Ustawiła do wagi. Żałowała, że nie ma słuchawek, z którymi mogłaby pokazać się publicznie, bo zawodzący z radia o ewolucji kaznodzieja skutecznie ją drażnił. Pracę opóźniał. Kilka razy zamierała nad pojedynczym obrazem, niby zawieszona, ale zaraz zebrała dość okruchów, by wydobyć skutecznie obraz Slimwrie.

Skończyła na raz przed ostrym stopem, aż się zaparła nogami.
-Uf! Cowboya by wyrwało ze sprzęgu. - ściskała kurczowo deck, żeby nie dostał kolejnych plastrów - Mam dossier tego SlimWire: Druciarz, znaczy haker, oszust. Wyłudza świadczenia socjalne, recepty, usługi medyczne. Na tym można nieźle zarobić, ryzyko małe, wyroki niskie, wykrywalność prawie żadna. Pracuje w rejonie Vista del Rey, wysługują się nim latynoskie gangi, ale widzę też powiązania z półświatkiem Watson i Santo Domingo. - oblizała usta suche - To by się zgadzało. Tylko po co lazł by tam Raze osobiście? I wolałabym żeby te gangusy, a musicie wiedzieć, że te ich kurtki to są z utwardzanego synkevlaru, to widać po wykończeniach i tym jak trzymają fason, wolałabym, żeby nie mieli z tym nic wspólnego. - rozejrzała się po twarzach kolegów, czy nie za dużo na raz, no ale jak nie teraz to kiedy.
-No i żeby netrunner miał wygłuszony pokój, to nie pasuje, to bardziej coś dla technika, czy złodzieja, fiksera, albo lobbysty. Sieciarze załatwiają to inaczej. A całkiem wygłuszony pokój zakłócałby pracę elektroniki. Można oczywiście w takim pokoju podłączyć stały kabel i chować się w środku, ale to jak budowanie hologramów z kartoników po batonikach. Netrunner stworzyłby virtual i zabierając tam pasażera odciął od sieci. W ten sposób rozmowa jest absolutnie izolowana. Tylko, że w takim przypadku smart nie ma powodu się wyłączyć.
-Dobra, skąd Hajfi wziął tego druciarza SlimWire? - wybrała na samrcie numer technika i wsparła połączenie kontrolerem. Puściła na głośnik.
-the number is not responding, please call later - A to co?! - wyrwało jej się -
É uma epidemia. Estão sumindo como dinheiro no salão de beleza. - Brazil była na równi rozdrażniona i zaniepokojona. - Smart Hajfi logował się w mieszkadle 22.19. Później się wyłączył. Chwilę później dokonał przelewu ze wspólnego konta. 90E. Dongi go dopadły? Spróbuję się tam dobić, a jak by ktoś mógł sprawdzić facjaty tych moich bohaterów z karabinem. - potarła kciukiem kontroler decka. Jedne programy zamarły inne się obudziły - Już chyba dojeżdżamy.Z pozycji poruszającego pojazdu nawigowanie w sieci mogło wydawać się karkołomne, nic jednak podobnego, jedynym ograniczeniem była przepustowość polaczenia, która mogła być zmienna, ale Brazil nie potrzebowała szybkości, udała się w dobrze sobie znane rejony fortec danych H10. Jako zarejestrowany lokator nie potrzebowała ich nawet forsować. Do właściwego pliku dotarła przenikając ściany podświatu. Był to ten sam bank danych, który odpowiadał za obraz czakasów sprzed kilku godzin. Spojrzała poprzez elektroniczny zapis na verite z pozycji ducha.
Podświat zamieszkuje wiele duchów, którym zdarza się z różnych powodów angażować w życie białka i tłuszczu. Tak może być kiedy twój smartfon spozycjonuje specjalnie twoje strony żeby cię na coś naprowadzić, nagle zmieni się światło na skrzyżowaniu i w wypadku zginie kto inny.
Nie mogła dojść Artemida jakie duchy tak zaprzątnęły jej głowę, że nie nadążyła i obecnej chwili była o dwa kroki za prawdą o tym co robił Switch przez ostatnie kilka godzin.
-

Hartley "Mack" Mackinaw
Cały dzień był po prostu szalony. Czy może ostatnie godziny, od chwili gdy skończył z harówą na ten tydzień. Najpierw (tfu!) stróże prawa, potem gangusy z sąsiedztwa, teraz w piątkę w małym samochodziku jadąc n Vine Street gdzie zaginął Switch. Nie miał on wprawdzie wszczepionego żadnego lokalizatora, ale zamilknięcie jego smarthinga wystarczyło żeby przestraszyć Brazil.
Siedząc na tylnym siedzeniu ze swoją kurierską torbą na kolanach. Nawet jej nie przepakowywał, miał tam te same rzeczy co zwykle. Pomijając zbierające się zawsze po torbach, kieszeniach i plecakach typowe smieci miał tam też swój mocno rozbudowany zestaw medyczny oraz broń, dobrą bardziej na postrach i przeganianie natrętów, ewentualnie ostrzał w czasie ucieczki.
Na szyi zawieszona maska mikroporowa, w kieszeni etui ze smartgoglami.
Uciekające procenty we krwi.
-
Korytarze megabloku H10, 22:30
Wnętrze gigantycznego budynku tętniło życiem sobotniej nocy. Po korytarzach kręciło się mnóstwo rozweselonych ludzi, niesionych falą alkoholowego upojenia, potencjałem chemicznych dopalaczy i zwyczajną radością życia, której nie zdołały jeszcze pożreć bezlitosne demony Night City. Butelki Brosepha i Spunky Monkey krążyły z rąk do rąk razem z tubami owocowego Orgiastica i próżniowo pakowanymi kanapkami z sojową szynką, suplementowane rozprowadzanymi przez dilerów tabletkami zefiru, grzmota i euforii.
HiFi przemieszczał się przez te korytarze krokiem lokalsa krążącego po własnym terytorium, ale jego czujne oczy bezustannie śledziły najbliższe otoczenie. Rozum podpowiadał mu, że Chakkasi siedzieli teraz w jakimś klubie nawaleni po uszy używkami własnej roboty, lecz zawsze istniało pewne prawdopodobieństwo, że działając pod wpływem narkotyków postanowią raz jeszcze odwiedzić HiFi w jego własnej części H10.
Dziesięć pięter wyżej i jedno skrzydło megabloku dalej zatracił poczucie bezpieczeństwa. Wielkie mrówkowce aglomeracji stanowiły swoiste odbicie całego Night City w zminiaturyzowanej formie - podzielone na strefy wpływów gangów, grup straży sąsiedzkiej, rodzinnych klanów, rządzących się niepisanymi prawami i niechętnie patrzących na obcych, za których mogli uchodzić również lokatorzy mieszkający dwa piętra niżej czy dziesięć numerów dalej.
Zachowując jeszcze większą czujność technik dotarł poprzez kilka klatek schodowych, wind i łączników między głównymi korytarzami megakonstrukcji w pobliże mieszkania Shivy Lacroix. Przez dłuższą chwilę obserwował jego drzwi udając jednocześnie, że ogląda coś niebywale interesującego na wyświetlaczu swojego smarthinga. Z lokum zajmowanego przez rodzinę Tyrone dobiegały dźwięki głośnej muzyki i jakieś pokrzykiwania, w których młodzieniec z zimnym dreszczem rozpoznał głos temperamentnej matki, ale żaden z lokatorów nie wychodził na korytarz.
HiFi wiedział, że zamykając apkę NoiseFeed ukrył swój lokalizator, zniknął z ekranów swoich kompanów. Świadomość ta sprawiała, że serce biło mu szybciej i że czuł dziwne mrowienie w całym ciele, ale z pewnym zdziwieniem odkrył, że nie było to bynajmniej wrażenie nieprzyjemne.
Czas uciekał. Im dłużej wystawał w korytarzu, tym większe rosło ryzyko, że napatoczy się na braciszków z Chakkasów albo innych lokalsów chcących się dowiedzieć, czego właściwie szuka przy ich mieszkaniu. Panel drzwi mieszkania 877 pulsował leciutką poświatą, gotowy do zareagowania na przyłożoną doń kartę dostępu.
-

Vine Street w Heywood, 22:43
Świat za Mostem Kongresowym zmienił się w sposób, którego człowiek bawiący w Night City przelotem pewnie by nie zauważył. Spoglądając przez szyby Aigo Shawn widział te same reklamy na ścianach budynków, te same kontenery na śmieci i hydranty, ale jego wzrok dostrzegał subtelne szczegóły różniące Vista del Rey od Japantown. Samochody stojące na mijanych parkingach były w gorszym stanie niż te widziane wcześniej po przeciwnej stronie kanału, sterty worków piętrzyły się w cuchnące rozkładem sterty, niektóre witryny sklepów trzymały się całości dzięki pasom przeźroczystej folii naklejonej na popękane szkło, a fasady budynków dawno już nie były malowane na nowo. A jaskrawe kształty liter hanzi stworzących logo Tygersów zostały zastąpione graffiti latynoskich gangów z Heywood.
Im głębiej Shawn wjeżdżał w Vista del Rey, tym bardziej zmieniali się też ludzie na ulicach. W miejscu elegancko ubranych korposów i ruchliwych turystów z Japantown pojawili się przechodnie w znoszonych strojach, w często przetartych ortalionowych płaszczach, pchający przed sobą sklepowe wózki wyładowane podniszczonym dobytkiem. Przy budkach zulicznym jedzeniem stali młodzi mężczyźni i kobiety z butelkami w rękach, pozornie pogrążeni w rozmowach, ale obserwujący z ukosa chodniki, wiecznie czujni lub wypatrujący okazji do nieoczekiwanego zarobku. Vista del Rey była tą częścią Heywood, dokąd bezlitosne tryby korporacyjnych wpływów wpychały ludzi, którym w Mieście Snów nie wiodło się zbyt dobrze, mieszając ich z lokalną latynoską społecznością niechętnie spoglądającą na obcych. Na tworzone w ten sposób lokalne napięcia nakładały się sporne terytoria gangów działających w Heywood, raz za razem wchodzących też w krótkotrwałe wojny z paramilitarystami z Szóstej Ulicy. Funkcjonujące w tak niestabilnym i pełnym przemocy środowisku biznesy ledwie łatały koniec z końcem, tylko pogłębiając stopień zubożenia Vista del Rey i nie przysparzając zaniedbanej dzielnicy dobrej sławy.
- To ten budynek - powiedział Dingo wychylając się w siedzeniu i pokazując na odrapany apartamentowiec po lewej stronie ulicy - Gdzieś tam znikła jego pinezka.
- Trochę dalej po prawej jest wolne miejsce na auto - odezwał się ze swojego miejsca Mack - Przed tym furgonem, koło paśnika All Foods.
Shawn zatrzymał Aigo przy krawężniku i rozejrzał się bacznie po ulicy. W Japantown byłoby na niej mnóstwo ludzi, w Vista del Rey przechodniów można było policzyć na palcach. Camara nie mógł nie zauważyć, że praktycznie nikt nie chodził w pojedynkę, tylko w grupkach po dwie albo trzy osoby. Od Mostu Kongresowego nie zauważył też ani jednego radiowozu, chociaż wcześniej w Japantown minął nie tylko kilka wozów prewencji NCPD, ale i dwa zaparkowane u wylotu Silk Road czarne SUVy Netwatchu, wściekłe błyskające niebiesko-czerwonymi światłami.
- Nieciekawa okolica - powiedział Leif cmokając z dezaprobatą ustami - Raze obraca się w dziwnym towarzystwie, Brazil, musiałabyś go ostrzej wziąć pod pantofelek.
-
Shawn Frog Camara
- Wzbudzamy litość - stwierdził Żaba parkując gruchota. Pół godziny drogi wystarczyło, żeby się uspokoił. Przynajmniej na tyle, żeby już nie truć - Ja bym się w każdym razie na nas nie połasił. Ale wolę tu nie siedzieć dłużej niż trzeba i się nie przekonać, czy się mylę.
Odwrócił się na tylne siedzenie do Macka, Artemidy i głowy Leifa wystającej z bagażnika.
- SlimWire, tak? Dobra. Zrobimy tak... Ja i Brazil pójdziemy do tamtych ćpunów na rogu. Zapytamy kto tu lewe recepty może wypisać. Dingo i Mack wypytają tamte cizie pod latarnią kto tu ulicą trzęsie i z kim gadać w razie by się chciało jakiś ekstra serwis. A Leif siądzie za kółkiem i czeka i paczy po kogo trzeba szybko podjechać w razie się sprawia spierdoli. No. I co się kurwa może nie udać?Spojrzał jeszcze na Artemidę.
- Weź se tylko te włosy... no zmierzw. I mejkap rozmaż. Bo na ćpunkę to nie wyglądasz i jeszcze nas za gliny wezmą. -
Houston "Dingo" Dawn
Dingo obrzucił spojrzeniem okolicę, wyglądającą jak miejska ściółka i podobna w swej naturze do tej prawdziwej, niemetaforycznej. Tutaj najmniejsze organizmy walczyły o każdy ochłap substancji odżywczej miejskiej tkanki, czy to było faktycznie jedzenie, czy dragi lub po prostu eurodolce. Z padlinożercami nigdy nic nie wiadomo - czasem uciekną przed większym zwierzem, a czasem przeważy w nich desperacja.
Wzruszył ramionami na słowa Shawna. Plan dobry jak każdy inny, choć po co komplikować prostą sprawę.
a- Dobra, mogę zagadać do tych dziewczyn, choć jeśli nawet nie wezmą nas za gliniarzy, to za prawiczków na pewno. - powiedział bez złośliwości, po prostu stwierdzając fakty - Bez obrazy, Mack. Jesteśmy nietutejsi. Ale dziewczyny do towarzystwa pewnie znają sieciarzy... znają, prawda?Spojrzał na Brazil, która może wiedzieć więcej... choć ona była daleka od stereotypowego, pryszczatego nerda zamkniętego w swoich czterech ścianach. Ale może znała podobnych? Nawet jeśli, to pewnie nie spotykała ich na żywo.
a- Mamy może jakieś zdjęcie jak ten cały Slim wygląda? - spytał Houston - No wiecie, skoro to ten... Druciarz, tak? To pewnie przychodzą do niego różni ludzie w interesach. Wiecie, biznesmeni. Jak my.Spojrzał ukradkiem na swojego smarthinga. Jak dokładnie mógł określić ostatnią pinezkę Switcha? Pewnie jak zwykle w komórkowym GPS... czyli za mało, żeby znaleźć konkretne miejsce w budynku.
a- W razie czego po prostu zapytamy o Raze'a. Pewnie ktoś go tu widział.