[WFRP 2ed] Bögenhafen
-
Ulrich westchnął ciężko. Nie był szczególnie przywiązany do dóbr materialnych, jak przystało na kogoś, kto wywodził się ze szlachty, a do tego był mimo wszystko pewny swego medycznego fachu. Zastanawiał się chwilę nad schowkiem. Ostatecznie odezwał się do towarzyszy.
- Trzeba rwać tutaj ścianę. To ja mogę sam zrobić, ważniejsze są dwie rzeczy. Jedno z was powinno stać na czatach, a drugie, pomóż mi tu pozamykać okna, drzwi i upchać szmaty w szczeliny okien. Jak będzie za głośno z zewnątrz, to na stójkach dajcie znać, to olejemy temat... -
Na ulicach Bögenhafen
Hieronim opuścił świątynię w stanie ogromnego wzburzenia i nie bez powodu mamrotał pod nosem liczne wyzwiska, które inni z racji niewyraźnej mowy urzędnika mogli wziąć za modły. Bezgranicznie buńczuczny Ergo sprawił swymi słowami, że krew się dosłownie zagotowała w starym Boschu. Człowiek dawał z siebie wszystko i wspinał się na szczyty oratorstwa, aby tym niewdzięcznym szubrawcom zapewnić jakiekolwiek szanse na przetrwanie, a oni odpłacali za to całe dobro wyłącznie wielkim pyskiem.
Ściskając w rękach włócznię Bosch strzelał na wszystkie strony oczami, w myślach wyobrażając sobie w zamian jak wbija ostry grot swego oręża pomiędzy pośladki bezczelnego Suma. Droga do przybytku Ulricha okazała się w sam raz daleka, aby mytnik wypełnił swoje myśli niebywale przyjemnymi obrazami kwiczącego przeraźliwie zbrodzienia, co w pewnym umiarkowanym stopniu poprawiło mu zwarzony wcześniej humor.
Kiedy reszta grupy jęła z upodobaniem plądrować budynek, w którym Ulrich sprawował swój zawód, Hieronim pozostał na ulicy, pamiętny tego jak szybko stado oszalałych degeneratów potrafiło osaczyć w potrzasku nie dość ostrożnego przechodnia.
I kiedy wielki Kurt bez słowa zaczął się skradać wzdłuż ulicy ku najbliższemu skrzyżowaniu, niespokojny Hieronim podążył za nim na tyle cicho, na ile pozwalały mu znoszone łapcie.
-
Jak rwać ścianę, to rwać.
Co prawda Oswald wolał cichsze metody, takie, co to nie przyciągały czyjejś uwagi, ale skoro innego wyjścia nia było... I jemu zdarzyło się onegdaj z łomem pracować.- Zabiorę się za te okna - powiedział, po czym rozejrzał się po pomieszczeniu w poszukiwaniu szmat, które mogłyby pomóc w uszczelnieniu okien. Przyciągnięcie niechcianej uwagi nie leżało w ich interesie.
-
-
Dla Marrrta
Ergo i Linda korzystając ze znanego sposobu dostali się do następnych trzech domów, tym razem nie marnując czasu na szykowanie strategi.
Znaleźli: suknie która w pewnych (niższych) kręgach mogłaby uchodzić za balową, oraz stylowy żupan podobnej jakości. Oba mogłyby pasować na Suma (trochę mniej) i jej towarzyszkę ( zdecydowanie bardziej), lecz dało się ukryć że pierwszy lepszy pan herbowy przegoni ich czem prędzej jeśli by tylko spróbowali wykorzystać strój do osiągnięcia swych celów. Co innego zwykły żołnierz... Drugim znaleziskiem był mnisi wór pokutny, a trzecim dość nietypowy jak na okoliczności przedmiot: lina z kotwicą do wspinaczki - zapewne udanej, jeśli ktoś by się na tym znał.
Dla Morta i Keta
Kurt, a w ślad za nim również i Hieronim udali się w kierunku wleczonych ciał. Minęli kilka domów, skręcili w boczną przecznice, a następnie w mniejszą uliczkę. Tam dostrzegli kupę ... ciał. Ktoś zadał sobie trud aby zabrać je z głównej ulicy i zatachać tu, w osłonięty budynkami zaułek. W pewnym momencie góra się poruszyła, wyszedł z niej nieświadomy obecności bohaterów, mały skórczony człowieczek. Ubrany był w najgorsze szmaty oraz nawet biała opaską przewieszoną przez bark i biodro. Od razu było widać czym zajmował się ów jegomość, w rekach trzymał fanty, które teraz skrzętnie chował do torby.
Dla Arbuza
Ulrich starał się rozbierać ścianę najciszej jak tylko się dało. Po dłuższym czasie wyciągnął ze skrytki ... 24 złote korony
Dla Krema
Oswald uszczelnił okno oraz drzwi i zadbał o obserwacje po swojej stronie. Po chwili, na murze, dostrzegł głowę przyodzianą w hełm, który znikł tak samo szybko jak się pojawił. Po chwili kolejny, i znów, jeszcze z najmniej trzy razy - Braun nie był pewny czy było to pięciu ludzi czy jeden chodzący po nierównym terenie. Poza tym, mimo zamknietego i uszczelnionego okna usłyszał charakterystyczny dzwięk napinanej kuszy. Chociaż ... może to Ulrich akurat wyciągał gwóźdź? Nie bylo kogo poprosić o powtórzenie.
Dla Zell
Ulica była pusta, nudna i czysta - nawet jak na warunki tego śmierdzącego nadmorskiego miasta. jedynym zajęciem Nadji było obserwowanie jak Sum i Ta Nowa plądrują kolejny dom. Linda wspinała się po prawie pionowej ścianie zupełnie jakby robiła to całe życie. Z taka kocią gibkością oraz niewinna twarzyczką mogłaby zrobić karierę w armii. Ah ... podróżowanie z wojskiem nie było takie złe, owszem mokre i zapleśniałe namioty rozstawione na mokrej glinie nie były zbyt przyjemne, ale już tętent kopyt jazdy na suchym klepisku jak najbardziej. Ziemia wtedy tak przyjemnie wibrowała, zupełnie jak ... %&%$f@$! teraz!
-
Kurt przywarł do ściany budynku i obserwował nieznajomego spomiędzy desek zabitego okna. Nie spieszył się. Przez ostatnie dni nauczył się już, że w Bögenhafen pośpiech często kończył się czyjąś śmiercią.
Mężczyzna nie przypominał tych szaleńców, którzy włóczyli się po ulicach. Poruszał się pewnie i celowo. Nie miotał się bez ładu, nie wyglądał też na kogoś opętanego nagłym szałem. Przeciwnie, sprawiał wrażenie człowieka, który znalazł sobie zajęcie i wykonywał je z pełnym skupieniem.
Kurt przyglądał się, jak tamten wyciąga kolejne przedmioty z kieszeni i sakiewek zmarłych, po czym chowa je do własnej torby. Sam widok nie robił na nim większego wrażenia. Widział już ludzi robiących gorsze rzeczy dla mniejszych korzyści.
Bardziej zastanawiała go sama sterta ciał. Nie była przypadkowa. Ktoś poświęcił czas i siły, żeby zwlec trupy z ulicy właśnie tutaj. W miejsce ukryte pomiędzy budynkami, niewidoczne z głównych traktów. To oznaczało jakąś formę planu.
Kurt zerknął na Boscha. Jeszcze niedawno widział w nim tylko urzędnika. Teraz coraz częściej zastanawiał się, czy Sigmar nie przemawia czasem przez takich ludzi. Sigmar był silny. Kurt szanował siłę. Świątobliwy ojciec Zygfryd służył Sigmarowi, a Hieronim służył świątobliwemu ojcu. To był porządek, który Kurt rozumiał. Czekał więc cierpliwie, co Sigmar nakaże mu ustami Hieronima.
-
Posiadając naturę złośliwca, Ergo nie mógł nie zauważyć hieronimowego wzburzenia. Zresztą bardzo mu ono przypadło do gusty, bo radościami maluczkich ludzi pokroju cyrkowca były między innymi drobne krzywdy bliźnich pokroju Hieronima. Toteż rad był Sum z samego dziadygi i tego jak się zżymał na jego widok. Był też wszak artystą (który kompletnie nie znał się na żadnej sztuce i talentu żadnego takoż nie posiadł), a artysta jak powszechnie wiadomo jak kania dżdżu łaknie uwagi.
Reszta była całkowicie pochłonięta swoimi sprawami i to nawet było lepiej. Nadmiar publiki bywa szkodliwy.- Masz ty dziewczyno fach w łapkach - powiedział z uznaniem Ergo widząc jak sobie Linda radzi ze wspinaczką. Zaraz jednak szybko dodał - Ale musisz się jeszcze dużo nauczyć. I masz szczęście, że na mnie trafiłaś! Tymczasem lina i kiecka i twoja.
Przeciągnął się i spojrzał po ulicy, na której nie wiedzieć czemu nie było już dziadygi i balerona. Za to Laleczka stała pod drzwiami felczerni i najwyraźniej stróżowała.
- Mamy parę szmat na przebieranki i linę - pochwalił się współwięźniarce wyraźnie zadowolony jakby vis-a-vis Ulricha istotnie złotnik miał warsztat. - I ogórki. Dobre. Tam są jakby co. - Wskazał na otwarte drzwi - A Wy? I w ogóle jest jakiś plan? Czy se polazł razem z tym grzybem i jego pismem? -
Ulrich zajęty złotem zastanowił się dwa razy, pierwszy raz lekko marszcząc czoło, a drugi raz drapiąc się pod obfitym podbródkiem. Dźwięki metalu wabiły szalonych, nierozważnym byłoby nieść monety w sposób umożliwiający im brzęczenie. Idąc za tym tokiem myśli, rozdzielił skarb, część chowając w buty - na tyle aby nie były niewygodne, a przy okazji ratując resztkę przed rabunkiem (a dokładnie w skarpety, gdyż buty były chętnie łupione), a pozostałą część pozawijał w szmaty do opatrunków oddzielając je tak aby nie brzęczały.
-
Praca była lekka, łatwa i przyjemna, tak jak tego się Oswald spodziewał. Ale okazało się, iż nawet takie prozaiczne czynności mogły przynieść niespodziewane efekty.
- Założyłbym się, że jakieś zbrojne dupki nas obserwują - powiedział, na tyle głośno, by nie było go słychać na ulicy. - A może i kuszę słyszałem - dodał, pochylając się, by zniknąć z pola widzenia potencjalnego strzelca.
-
- Urlich swojego złota szuka. Chyba będzie coś ze ścianą robił? A dziadyga to nie wiem gdzie jest. - Nadja nie wyglądała na fankę mytnika - Planu jako takiego nie mamy...
Jak Nadja tęskniła za podróżowaniem z armią... Nawet za wszelkimi niedogodnościami i trudami ogarniania przestrzeni dla żołnierzy. Tęskniła za lepszymi namiotami oficerskimi nawet jeżeli sami oficerowie z lubością wykorzystywali swoją władzę nad "zwykłą dziwką obozową" za jaką ją widzieli. Tęskniła nawet za niższymi rangą wojakami, jacy wspominali o braku za swoimi żonami i dziatkami, aby dla poprawy humoru zanurzyć się w radości oferowanej przez Nadję...
Przy okazji sprzedając dziewczynie chorobę czy dzieciaka. Ach, dobre czasy.Nie to co... TERAZ?!
- ZIEMIA DRŻY! - krzyknęła nagle - Co oni robią?!
Nadja odwróciła się w stronę gabinetu Urlicha. Spojrzała w górę w przestrachu, że oni coś tam robią w środku i zaraz im się to całe na łeb zawali. - Wiejcie stamtąd! Ziemia drży!
-
Usłyszawszy wołanie Nadji, cyrulik ruszył na dół ze złotem które u dało się mu tej chwili zebrać, planując najpierw zejść na parter, a jeśli sytuacje w najmniejszym stopniu nie będzie tylko babskim gadaniem, poza budynek.
-
- Jak drży? - zdziwił się cyrkowiec skrzywiwszy przy tym boleśnie jakby krzyk Laleczki wiercił dziurę w uszach. Spojrzał jednak kontrolnie na podłoże, bo uwierzyć mógł teraz we wszystko, choćby i w krasnoludzką krecią robotę. Po czym kucnął i przystawił ucho do kostki brukowej.
-

Uliczki i zaułki Bogenhafen
Hieronim Bosch zmrużył złowróżbnie oczy, skupił spojrzenie na niepozornym człowieczku nie potrafiąc powstrzymać się przed pełnym dezaprobaty mruknięciem. Mytnik poczuł usprawiedliwione oburzenie na widok odrażającej cmentarnej hieny, człowieczej kreatury nie mającej za nic prawa ludzi i bogów i z lubością grabiącej zmarłych. Cesarski urzędnik ścisnął mocniej drzewce swojej włóczni, stanął u boku Kurta na rozstawionych na boki stopach.
- Kurwi synu jeden, chodź no tutaj! - rzucił podniesionym głosem nie potrafiąc zapanować nad świętym gniewem - Coś tu nawyczyniał?! Zwłoki bezcześcisz?!
-
Gniew Hieronima nie wydał się Kurtowi zwykłym gniewem. Brzmiał jak słowa świątobliwego ojca Zygfryda, kiedy mówił o Chaosie. Przez krótką chwilę vel Knut odniósł wrażenie, że Bosch przemawia nie tylko własnym głosem.
Mały zrobił krok naprzód. Nie wyciągnął miecza. Nie było potrzeby. Samą swoją obecnością chciał pokazać, że słowa Hieronima warto potraktować poważnie.
– Odpowiadaj. - wycedził przed zęby w kierunku człowieczka.
-
Ziemia drży?!, powtórzył w myślach Oswald.
Nie odczuwał jakoś tego, ale mądrzy ludzie powiadali, iż przezorny zawsze zabezpieczony... czy jakoś tak.
Lepiej więc było posłuchać ostrzeżenia, niż faktycznie dostać w łeb spadająca belką stropową. Dlatego też Oswald pospieszył za Ulrichem, równocześnie starając się tak iść, by jak najmniej rzucać się w oczy ewentualnym obserwatorom. -
Dla Morta i Keta
||Słowa Hieronima, zbyt jednak głośne, jak na panujące okoliczności, wywołały efekt całkowicie odwrotny od założonego. Przyłapany na okradaniu zwłok człowieczek, moment po tym jak zdał sobie sprawę z tego że został przydybany, dał w długą, w stronę najbliższego budynku.||
Tylko dla Morta
||Uciekinier nie wahał się w wyborze budynku ani drzwi. Kurt był prawie pewny że chłop ucieka znaną drogą i doskonale wie co robi.||
Dla Marrrta i Zell
Lidla w ciszy i z pokora przyjęła słowa uznania swojego nowego towarzysza. Oczy jej się zaszkliły na podarki, które sama wcześniej wysupłała, lecz widać ten fakt jej umknął. Widać było że to prosta dziewczyna i mimo że co nieco potrafi to łatwo nią manipulować.
Sam Ergo był już zajęty organoleptyczną weryfikacją babskich sensacyj. Nie potrzebował zbyt wiele czasu aby najpierw usłyszeć, a później dostrzec konnice pędzącą w jego stronę. Oczywiście czym prędzej podzielił się obserwacją wskazując palcem kierunek z którego przybywa. To mogło być wojsko, ale pewności nie mieli.
Cała trójka miała ledwie moment na reakcje.
Dla Ulricha i Oswalda
Cyrulik zebrał całe złoto, zawinął je w szmaty i zaalarmowany przez Nadję zbiegł wraz z Oswaldem na parter. Braun nie odstępował go ani na krok. Na dole uchylił lekko drzwi, zauważył Ergo, Nadję oraz Linde, Sum właśnie podnosił się z klepiska i wskazywał coś palcem. W ich stronę pędziło kilku jeźdzców. To mogło być wojsko, ale pewności nie mieli. Budynek stał tam gdzie stał, innych wstrząsów nie dostrzeżono.
Całą dwójka miała ledwie moment na reakcje
-
Dziwny człowieczek okradający zwłoki rzucił się do ucieczki jak tylko Hieronim do niego przemówił. Kurt patrzył za nim z wyraźnym zdziwieniem, próbując zrozumieć, co właśnie się wydarzyło.
Jeszcze chwilę wcześniej był przekonany, że wystarczy stanowczy głos Hieronima, aby wymóc posłuszeństwo człowieczka. Widział przecież, jak przy świątyni strażnik zmiękł niemal natychmiast. Tam słowa Boscha zatrzymały kłótnię skuteczniej niż niejedna pięść. Tym razem było inaczej.
W głowie Kurta pojawiła się niepokojąca myśl. Czy ten człowiek był aż tak zły, że nie lękał się nawet Sigmara? A może... Sigmar nie był z Hieronimem w tej chwili? Ta myśl nie spodobała się Kurtowi.
-
- Do środka! - krzyknął Ergo, po czym zgarnął Lindę i tak samo mając zamiar zgarnąć Laleczkę stojącą kawałek dalej, rzucił się ku wejściu do najbliższej kamienicy.
Cokolwiek konnica zamierzała, przypadkowych ludzi na drodze w najlepszym razie roztrąci, a w najgorszym zmiażdży, lub poświęci więcej czasu, biorąc ich za wściekłych posrańców. Swoją drogą wyglądało na to, że tych już nie ma w mieście. Zebrał ich kto gdzie? Czy się pod ziemię zapadli? -
Ziemia się nie zatrzęsła, ale kłopoty jakimś trafem nadciągały. I to, można by rzec, galopem.
- Na demony! - rzucił Oswald, równocześnie rzucając się do drzwi, z których przed chwilą wyszedł. Kalectwo lub śmierć pod kopytami wierzchowca nijak mu nie odpowiadała. A logika sugerowała, iż szkapa nie zechce wejść do budynku.
-
Cyrulik zrobił to co mógł, gestem palca przy ustach wskazał cisze i zaszył się w głębi budynku. Nie czas było myśleć nad czymkolwiek większym, a spotkanie z wojskiem, dla cywili nieczęsto kończyło się dobrze. Nie w takich warunkach.
Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.
Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.
Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗
Zarejestruj się Zaloguj się