[CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
-
Taryfiarz był spoko. Żadnych pytań, zdziwienia, marudzenia. Zresztą spróbowałby marudzić. Choć mógłby, bo mu Switch trochę pewnie kanapę juchą upieprzy. A jak nie juchą to tym w czym był utytłany po opuszczeniu śmietnika. Ale za taką stawkę kierowca był mądrze milczący i zlewający. Co Żaba musiał docenić, bo dość już sobie wrogów dziś narobił. Mimo że patrząc na postępujące odliczanie taryfikatora, miał ochotę zrobić sobie nowego wroga. Pozwolił sobie odpłynąć wspomnieniem do Szóstek i gdy zamknął oczy, uświadomił sobie, że nadal mruga mu ikonka z czerwoną kropką!
- O kurwa... nie uwierzycie... - powiedział nagle do kumpli z tyłu - Nagrałem to wszystko!
Nie zastanawiając się wiele przewinął sobie kadry do początku strzelaniny. Dłonie mu się zacisnęły instynktowo... Kurwa, że też lśnienia nie włączył! Choć nie. Tak jest lepiej. Surowiej. Czuć brutalną perfekcję komandosów. I pewnie i tak mieli blokady włączone.
-

Megablok H10, 15.07.2077, 0:35
Taksówkarz pokonał Kanał Parsonsa skrajnym nadmorskim mostem, toteż przed oczami pasażerów otworzyła się na chwilę czarna panorama pogrążonych w ciemnościach nocy wód zatoki del Coronado, rozjaśniona w jednym miejscu jaskrawymi światłami kosmodromu NCX.
Jakiś wahadłowiec akurat piął się ku ziemskiej orbicie, ciągnąc za sobą imponujący warkocz płomieni i piękno tego widowiska przykuło uwagę tych pasażerów taksówki, którzy akurat spojrzeli w tamtą stronę.
Zaraz potem samochód zjechał na Słoneczny Bulwar i zagłębił się w neonowy chaos Little China znikając w tunelach przecinających partery ogromnych metropolitalnych budynków. Pomimo późnej pory chodniki i jezdnie tętniły życiem, wszędzie wokół tłumy ludzi korzystały z dekadenckiego uroku nocnego życia w jednej z rozrywkowych dzielnic Night City.
HiFi czekał w umówionym miejscu, zrywając się z betonowego murku na parkingu przylegającym do jednej z licznych wind megabloku. Wysiadając z taksówki Shawn cmoknął znacząco na widok broni, która mignęła mu na sekundę pod kurtką młodzieńca; potem zapukał w szybę drzwi kierowcy. Brodaty gość wyciągnął w jego stronę płatniczy terminal, nie otwierając z oczywistych względów bezpieczeństwa kuloodpornego okna. W Combat Cab jeździli kierowcy zahartowani w ogniu ulicznej przestępczości i żaden z nich nie dałby sobie strzelić w ucho za półtorej setki eurodolarów.
Nie, żeby Frog nie miał na to przelotnej ochoty wbijając do swojej aplikacji kwotę stu pięćdziesięciu baksów. Kurs za kupę kasy, ale z podwyższoną gwarancją bezpieczeństwa - na czymś takim tej nocy nie warto było oszczędzać.
- Zablokuj windę! - rzucił w stronę HiFi przelewając zapłatę za przewóz i chowając smartfona z powrotem do kieszeni spodni - Mack, łap go za ręce, musimy go wypchnąć za próg.
HiFi stał kilkanaście kroków od samochodu, ale i tak zauważalnie zbladł, kiedy jego spojrzenie padło na zakrwawionego Switcha. Jakaś zmierzająca w stronę windy rozbawiona para też z miejsca zauważyła fiksera i natychmiast zawróciła w kierunku, z którego nadeszła.
Dziesięć minut później Raze More leżał już na futonie w swoim pokoiku, skrupulatnie oglądany z każdej strony przez wstrząśniętą jego stanem Brazil.
- Nie uwierzysz, co to była za akcja, młody - powiedział Shawn wyciągając z paśnika w salonie puszkę NiColi i włączając pilotem klimatyzację - Napierdalali się Trenosi z Szóstkami, na wciągnięcie ręki od nas! Włącz telewizor, puszczę ci streama z oka, wszystko nagrałem! Ja pierdolę, jeszcze mam ciarki. Streeci sto procent profeski, weszli w meksów jak nóż w masło.
-
Night City; Po północy
Gładziła Swicha po włosach odnajdując dziwny spokój w oglądaniu jego obrażeń, wygaszona, zmęczona, ale spokojna, jakby zamknęła jeden rozdział i z czystą, no powiedzmy, kartą zaczynała kolejny. Misty na pewno jej to wyjaśni i oczyści czakry. Brazil wyjęła smarta i zaplanowała kolejny dzień. Odchyliła się na fotelu i odetchnęła, nieco rozdrażniona pełnymi jadu słowami Raze, jedno spojrzenie na jego obitą twarz poprawiał jej humor.
Z zainteresowaniem przyjęła informację o nagraniu ulicznej strzelaniny z oka Shawna. Nie odezwała się w aucie, w ogóle wolała żeby nikt się nie odzywał, ale widocznie Frog wiedział co robi zamawiając tego przewoźnika, co potwierdziła finalnie zapłacona kwota.
Wysiadając nasadziła swoją czapkę na wielki łeb Swicha, sama wciąż jeszcze cichutka, a właściwie półprzytomna, bo na bieżąco przygotowywała grunt do działań, które planowała.
Zbadała sobie puls jak wcześniej w śmietniku sprawdzała go Switchowi, poddała analizie, zoptymalizowała z ceną posiłek, którego potrzebowała i zamówiła dla całej ekipy. Już na mieszkadle, czynnie towarzysząc kolegom przy opatrywaniu ran i diagnozie, zebrała zamówienie do apteki. Sprawdziła gdzie można wypożyczyć sprzęt diagnostyczny, o którym mówił Leif !ultrasonograf! Brzmiało fachowo jak by mogło wyleczyć Raze samymi promieniami. Wypożyczyć na starszą babcię, czy jakiegoś niepełnosprawnego.
Leifa mocno przytuliła, kiedy wychodził, głupio jej było, że go ofukała, bo się z całowaniem wyrywał, w sumie był przystojny...tylko trochę za grzeczny. No i to Brazil decyduje kiedy całuje.
Swich się ocucił i rzucał przekleństwami. Choć zaklęcia ochronne znikły z policzków szamanki to pozostały w jej duchu, nie dała się zwieść słowom gorzkim.
-Tak, wplątaliśmy się w aferę. Tylko my z naszej wyszliśmy cało bo współpracowaliśmy i mieliśmy szlachetne pobudki, a ty działałeś sam bez konsultacji z rodziną. - wypowiedziała słowa głośno, żeby dotarły do wszystkich. - Jesteśmy rodziną. Kiedy działamy razem jesteśmy mocni i skuteczni.- tyle musiało wystarczyć - Tak, chcę wysłuchać twojej wersji Topo, ale teraz powinieneś odpocząć, a my mamy kilka spraw do obgadania. Chyba, że jest coś co nie może zaczekać do rana? To i tak będzie musiało poczekać aż wezmę prysznic.-Hajfi, jak tam prycho nie zatkane? - wzięła technika za rękę na boczek - Dwie sprawy: Potrzebuję pistolet maszynowy, dla siebie, ponoć się tym zajmujesz. Po drugie: Ja bym się z tymi Czakasami spotkała, może uda się z nimi zrobić interes, a w razie czego to jest opcja małej armii do wynajęcia. Musimy zawierać sojusze. Przemyśl to, jak byś szedł na dyplomację to wiesz, że możesz na nas liczyć.
Pod prysznicem było bosko,
Zmyłam wszystkie swoje troski,
Dumna ze swojego ciała,
Gdy mnie woda omywała.Wróciła do salonki, kiedy wybuchły wiadomości.
-Shawn. Mówiłeś o nagraniu. Chcemy kasę z tej draki? - zawiesiła w powietrzu. Wciąż w klapkach i ręczniku ledwie kryjącym, a właściwie ciągle się zsuwał, ale dzięki temu odsłaniał tylko piersi, a nie bikini, Bazil chwyciła za deck i sprawdziła czarne skrzynki platform informacyjnych. Dostawca pozostawał anonimowy, ale zbywał prawa do nagrania. Wpłata trafiała na dwudniowe konto z automatycznie szyfrowanym przelewem. Wycena odbywała się na podstawie trzystopniowej negocjacji zbywcy i odpowiednio przeszkolonego AI.
Wreszcie się zorientowała, że jej sutki wystają, wstała robiąc głupią minę i zniknęła w pokoju, żeby wrócić w wygodnym obcisłym podkoszulku z flagą
i luźnych spódnicospodniach w kolorze angielskiego różu.
-No to zobaczmy co tam się wydarzyło?Brazil wciąż miała ambiwalentne odczucia do swojego faceta. Martwiła się wprawdzie, ale zamierzała tego nie okazywać, a wręcz przeciwnie, zająć się czymś, nawet jak miałoby to być klejenie rolek przed snem. Bo wyspać się musiała, ale wcześniej zjeść, bo zwariuje. Czekała szamki i elektrolitów, które zamówiła.
-

Raze Switch More
Night City, Megablock 10tka
niedziela 15.07.77
Switch wiercił się na kanapie jakby historia, którą miał opowiedzieć uwierała go.
— Dobra — westchnął. — Sami chcieliście. Był rok 2073. Rzecz działa się w San Francisco.
Nazywałem się wtedy Greg Kalkston i pracowałem dla Magadon Incorporated. Handel danymi. Nie do końca legalnymi. Kurierka. Wszystko z kontrolowanym poziomem ryzyka, aż do czasu...
Najczęściej jeździłem między Megadonem a Neurocore.
Woziłem dane.
Nie zadawałem pytań. Ci którzy zadają, nieżyją długo.
Chuje niemyte...
A potem ktoś z Neurocore spierdolił sprawę
Dane, które dostałem nie były zaszyfrowane.
Nie byłbym sobą gdybym...
Te ciule robili eksperymenty na dzieciach.
...
Mac, podaj mi browca.
...
Chuje...
...
Skontaktowałem się ze Spectrą. Influencerką. Miała niezłe zasięgi. To trzeba było opublikować. Nie mogłem pozwolić...
Pojechałem na miejsce z Keirą.
Moją dziewczyną.
Spectra obiecała wyłożyć niezłą kasę.
Mieliśmy wyjechać do Polski.
Słyszeliście o Jastrzębiu-Zdroju w Republice Śląskiej? Jedyne miejsce na świecie gdzie budują głębinowce. Wykorzystując szyby po starych kopalniach. A na powierzchni zieleń.
Śmiała się ze mnie. Mówiła, że nazwa tego miasta brzmi jak nazwa taniego drinka albo choroby wenerycznej.
Mieliśmy...
...
Ciepłe te piwo...
...
Spectra czekała na nas w umówionym miejscu.
Tyle, że była pod władzą lalkarza.
Niebieski wąż o stylizowanych skrzydłach - taki miał tatuaż.
Nie wiem jak udało mi się stamtąd uciec. Zupełny przypadek. Kula trafiła w drzazgę.
To te nagrania uratowały mi życie. Zabrały je innym.
Spectra zginęła. Keira też.
Tak myślałem do wczoraj. Jej biomonitor przecież zgasł.
...
To powinienem być ja.
...
Musiałem uciec. Zmienić tożsamość. Gdyby mnie namierzyli... Sami wiecie.
Nagrania przepadły zniszczone, jednak oni o tym nie wiedzieli.
Wczoraj jednak.
Widziałem ją.
Keira.
Zauważyłem ją przypadkiem na Holly Street w Japan Town.
Prowadziła Chevillion 720 Emperor.
Tablicę rejestracyjną Night City NC 17 449 oraz niewielki napis „Pharmaballistics”
A obok siedział on... lalkarz.
Nie wiem.
Nie wiem jak to możliwe.
Ale widziałem ją.
Nie pierdol! Wiem co widziałem!
Poznałem go po jebanym tatuażu. Wąż o stylizowanych skrzydłach.
Nie potrafię tego wyjaśnić. Może ona jednak żyje. A może jest tylko syntkiem.
Tylko po co...
...
Śledziłem ich z pomocą Slima aż do momentu gdy zniknęli w podziemnym parkingu Endron International na Raymond Street w Japantown.
To prawdopodobnie wtedy zainstalował mi pluskwę i mnie otagował.
Gruby chuj...
...
No a potem natrafiłem na tych bladych zjebów od Gołębicy.
Arte, przesłałem Ci filmik.
...
Jak się dowiedziałem, że jestem otagowany, to najpierw wyczyściłem soft z pluskiew a później poszedłem pogadać z grubasem.
Wiem HiFi, to nie była najlepsza decyzja.
Ale wtedy szedłem do niego na megawkurwie i nie myślałem logicznie.
No i później nawinęli się Trenosi.
Jebana cipa-"już jestem martwy"-Slim dał im cynk.
Z tego pamiętam tylko tyle, że zabrali mi Kiroshi, broń i tablet.
Później szantażowali mnie, że jeśli nie zacznę dla nich pracować, to zabiją.
Dzieciaki.
A dowody będą wskazywać na mnie.
Więc kazałem im...
Co?
A tablet.
Łeb mnie jeszcze napierdala.
Daj Mac drugiego browca. Bądź dobrym człowiekiem.
Dzięki.
Tablet zajebałem z jakiegoś samochodu Tygersów po akcji z bladymi chujkami.
I tyle pamiętam. Film urwał mi się gdzieś między Slimem, tym skurwielem Fuentesem i moim okiem.
-
Hartley "Mack" Mackinaw
Mieszkadło w Megabloku
- Switch, nie pij więcej - Mack nadal martwił się o jego stan i o chemię, którą mu już wtłoczyli i jeszcze wtłoczą - Nie teraz, masz obecnie za dużo środków we krwi. I przestań się wiercić, tam nie było tyle żeby porządnie ciebie obejrzeć. I kto to jest Fuentes?
Widać było, że nie tylko Mack wpadł tego wieczoru w gówno z przeszłości.
-
Zrzuciwszy stream z oka na tv, Żaba rozemocjonowany co i rusz szarpał kogoś za rękaw by pokazać jakiś mało istotny dla zwykłych ludzi detal. “Patrz jak miał przygotowaną pałkę”. “Oooo… zero lagu na decyzję” “A tu patrz… pieprzone automaty”. “By go… wysuwana szyna taktyczna” “Patrz na tych randomów… jak w guacamole. Zabij mnie jeśli to nie subatom…”
Zerkał co prawda co chwila na starania Maca nad doprowadzeniem Switcha do stanu używalności, ale najwyraźniej uznał, że sprawa już jest w dobrych rękach i jego zainteresowanie fikserem wyraźnie zmalało. Nawet do tego stopnia, że choć dostrzegł sutki Brazil, to nie były one w stanie wzburzyć krwi i zwiększyć ciśnienia i tak już na maxa nagrzanego solosa.
- Co? - spojrzał jak przegląda decka - Olej te streamy. To lokalsi z okien… A zarobić? Jasne… Tylko tej metalowej muzy w tle nie dodawaj jak jacyś ruscy… Kurna… patrz jak trzymają formację…W końcu Switch zaczął dochodzić do siebie na tyle by przestać bełkotać. Mac jednak to był kurna czarodziej. Jakie jednak było zdziwienie Żaby gdy na powitanie ich domowy fixer zaczął coś kręcić, że “nie chce ich narażać” i że to “zbyt niebezpieczne informacje”.
- Ty się chyba Raze z własnym chujem na łby zamieniłeś… - zirytował się pauzując stream z oka, akurat na kadrze w którym dwie Szóstki robią sito z szoferki Trenosów. Stuknął paluchem w monitor - Niebezpieczne??? Przecież my już w tym siedzimy! Tylko jak te ciule nie wiemy w czym. Dlatego jeśli nie chcesz żuć gumy nosem, to gadaj…Switch jeszcze trochę kręcił nosem, jakby chcąc się przekonać, że napewno wszyscy chcą wiedzieć, ale w końcu zaczął od początku.
Solo słuchał opowieści w milczeniu. Popijał tylko browca równie gęsto, często co Switch, bo wciąż miał sucho w gardle na wspomnienie wieczoru. Szło więc jak soczek, a że adrenalina schodziła powoli, to gastrofaza jeszcze się nie załączyła. Mimo to, sięgał kompulsywnie co i rusz do otwartej przez kogoś paczki z chrupsami.
- A ja myślałem, że to Mac ma kurwa powaloną przeszłość, bo ma hologram szkieletu psa - mruknął po chwili milczenia - Stary… nie zazdroszczę rozkminy. Z tą Keirą. Ale lepiej, żebyś przeszedł na low profile na kilka dni, bo następnym razem nawet Kiroshi po tobie nie zostanie. Szóstki to nie ogórki. To nawet kurwa nie gang, choć tak się o nich mówi. Ale to bardziej Merc-Republic z dostępem do supergnatów. Osprzęt jednego z tych gości jest wart dziesięć razy więcej niż nasz wspólny roczny payroll. Nie byłeś celem. Ale po sildenafil też tam nie przyleźli. To musi mieć związek z grubym. I jeśli wpadniesz im w oko to finito. Kaputsky. Kurwa… to że tu w szóstkę siedzimy i browca pijemy, to jakiś pierdolony kosmos!
-
Kiedy już Switch zaległ na naprędce zorganizowanym futonie szpitalnym, Dingo odetchnął. Umościł się na swoim miejscu na oparciu kanapy i przyglądał jak emocje tego wieczora opadają z jego towarzyszy. Starał się skupić na opowieści Raze'a, ale jego uwagę skutecznie odwracało nagranie, którym jarał się Frog. Solos podziwiał działanie 6th Streetów i przez krótką chwilę Houston ucieszył się, że jednak wybrali ucieczkę na piechotę bocznymi uliczkami. Nie wiedział czy Aigo przetrzymałoby ostrzał z broni maszynowej.
Pokręcił głową i znów skupił się na Switchu. Westchnął, kiedy fixer dotarł w swojej opowieści do udziału SlimWire.
- Czyli jednak trzeba było pociąć grubego... - syknął pod nosem, zerkając na Brazil - Bo to on nasłał na ciebie Trenów. Na nas nie zdążył...Houston odchylił się do tyłu i przez chwilę zapatrzył na ciemne przebarwienie na suficie. Było tam od miesięcy, kiedy sąsiad z góry ich zalał.
- Ale wychodzi na to, że gruby faktycznie robił dla Trenów. Robi. Ale miał wizytę Szóstek... tak? - spojrzał na Shawna - Wchodzili do środka, co nie? Tak sobie myślę, że... nie wiem jak dobrze znasz tego Slima, Switch... że warto jutro sprawdzić czy jeszcze dycha. Bo może nie tylko nam dzisiaj podpadł.Dingo wstał i przeciągnął się.
- No i jak dla mnie wpakowaliśmy się w sam środek gniazda żmij - wzruszył ramionami. Keira? Endron? Gołębica? Na razie dla niego były to tylko puste słowa - Ale żyjemy, nie? Idę się odlać. -
Po północy w H10
Uważnie śledziła komentarze Shawna, raz jeszcze, tym razem jego oczami, przeżywając zajście. Dopiero dotarł do niej dramatyzm strzelaniny. Robiło się nieco słabo z obrzydzenia, ale rozentuzjazmowany Camara był skarbnicą informacji i inspiracji. Dał zielone światło do działania to Brazil działała. Niby zmęczona, ale jakoś nie mogła się powstrzymać. Trochę czuła się winna opłat za samochodzik i zobaczyła okazję, żeby to odbić. Tak naprawdę to lubiła kleić filmy. Normalnie ją to kręciło, mogłaby się zajmować operatorką i montażem, jeśli miałaby rzucić hakowanie.
Miała nadzieję, że wypatrzy znajomą twarz, albo istotny szczegół.Chwila spokoju, normalna dzielnica, graffiti na murach. Najazd w zaułek, gdzie zbierają się Valentinosi, najazd na kamienicę, żeby każdy zapamiętał jak wygląda przed strzelaniną. Słychać warkot silników, kamera szuka go w kilku ujęciach, niestety Frog od razu zauważył skąd. Nadrabiamy zbliżeniem. Szóstki opanowują plac przed budynkiem. Brazil zwraca uwagę na formacje i sposób działanie. Stopklatki na formacje i montaż z uciekającym kwadracikiem , jak ze starego kina. To znów było modne.
-Ten wjazd Trensów Shawn, tam są jakieś błędy? Coś co można wyłuskać?
Na zwolnieniu jak wywraca się pierwsza furgonetka, krótka przebitka na ofiary w roju pocisków. Znów na formację Szóstek. Zero podkładu muzycznego, Brazil trochę oszukała cięciami, żeby rytmikę zgrać z dźwiękami strzałów, warkotem maszyn i piskami postronnych ludzi. Na akację z pałką zostawiła sobie ostatnie trzy sekundy,: chwyt, użycie, skutki. Krótki przelot po strzelaninie w punkcie zwrotnym i film rozmywa się zatrzymanym obrazem zdewastowanej kamienicy.
Materiał nie powinien być dłuższy niż 47 sekund, optymalne było 32 sekundy, ale materiał był tak dobry, że szkoda było, aż tak ciąć. Zostało 46.
-Zasady są takie: Zostawiamy to w skrzynce i zbywamy prawa. Jesteśmy anonimowi. 9/10. dajemy wywoławczą i negocjujemy. Dajmy na początek 1000, mamy jeszcze dwa kroki i musimy się zgodzić. Z chwilą transakcji zbywamy prawa do nagrania zmontowanego i pierwowzoru. To znaczy Frog, żę nie możesz się tym chwalić. Najlepiej skasuj. Proponuję stację NNN Night, Night, News, kanał ToT Thief of Time.
Chciała coś dodać, ale uwagę przejął Swich. Wysłuchała w spokoju, coś już tam kojarzyła, choć to jakaś zajebista mroczna tajemnica. Popatrzyła na niego zmarszczona na nosku.
-Mam filmik, mam skompilowane dane o które prosiłeś, a których nie byłeś łaskaw odebrać. Bo chyba, nie myślisz, że powinnam to przesyłać jak masz paranoje o zhakowaniu. Wbijasz do grubasa w złości i co? Jak przychodzi trójka uzbrojonych typów, to…kórwa tego nie ogarniam, złapali cię na schodach przeciwpożarowych? Za co? - machnęła ręką, ale nagle stężała bo wbił domofon. Poderwała się. Przypomniała sobie, że zamówiła żarcie i medykamenty dopiero przy drzwiach.
-Mam nadzieję, że to nie Szósteczki - zażartowała - moje zamówienie - poprawiła się, ale i tak panowie mieli broń w pogotowiu.
Napełniwszy wszystkim miseczki glonowe ryżem z warzywami i klonowanymi krewetkami - podjęła z pełnymi ustami.
-Jaki zwionsek ma twoja historia z Kirą z przyjazdem Trensów? Zaden, kulfa. - Zajadała pałeczkami swoją porcję kucając przed kanapą, porcję Leifa trzymała przy prawej stopie, o Swichu nie pomyślała, bo nie spodziewała się jego szybkiego powrotu do aktywności.
Dość się zapchała, ale zjadła jeszcze kilka kęsów, prawie całą miseczkę i poczuła się jak w ciąży. Miski nie oddała, ani jednej ani drugiej. Mózg się cieszył, odzyskiwała formę - No i dobre pytanie: Kim jest Fuentes? Czy to jeden z gangsterów? Co do dzisiejszego zamieszania, to mam obawy, że to nie bezpośredni wpływ wizyty Raze, a sposób w który wstrzymałam pracę grubasa. Mogę się mylić, bo mi trochę rzeczy nie pasuje.
-Jeszcze jedna sprawa: do poniedziałku mam dokończyć zlecenie. Będę potrzebowała asysty bo wejdę na głęboko. Zakładam, że jutro około północy. Nie chciałabym skończyć jak Shiva. - zawiesiła - Spróbuję dostać się do danych magistratu i podmienić dane. - próbowała udawać niewinną.-Film zmontowany. Mam jeszcze do przejrzenia pliki skopiowane z bazy SlimWire. Zrobiłam mu blokady na część interfacu i zawartości plików, zamierzam odesłać mu część kodów. Luz, kanał bezpieczny, przez skrzynkę Dragn&Wchiches. Sprawdzimy czy odbierze, nie musimy tam jechać żeby sprawdzić. Choć mnie kusi wrócić. No i tego. Nie potrafiłabym go tam zabić z zimną krwią, przez chwilę mi się wydawało, że mogę, ale... Może dobrze. SlimWire jest kłamcą i kutasem, ale też potencjalnym partnerem biznesowym.
Nagle.-Czekajcie. Ile czasu upłynęło od mojego wejścia w deck grubasa do przyjazdu Szóstek? Coś, mało. No i nie weszli od razu do środka, zabezpieczali okolicę. Czy to o nich myślał gruby, kiedy mówił, że coś przerwałam, nie o Trensach?
-
HiFi zdenerwowany czekał na resztę w garażu. Tak jak wspomniał Leif, były niusy w necie o poważnej nawalance. Wyobraźnia podpowiadała mu, że na nagraniach widział gdzieś mignięcia jego kompanów.
Ale podobno tylko Switch oberwał. To chyba nie było tak źle?
Miał czekać w garażu. Kurwa... czym oni pojechali? Nie pamiętał. Artemida wynajęła coś z wypożyczalni. Tak... jaka wypożyczalnia? Nie pamiętał. Mówiła coś... Aigo?
Wypatrywał więc uważnie znaku Toyoty na wjeżdżających pojazdach.
Dlatego, gdy na parking wtoczyła się taryfa Combat Cab nie zorientował się w pierwszym momencie, że to na nią czekał. Ale świecąca glaca Żaby i kolorystyka Artemidy szybko dały się poznać. Zeskoczył z murku, na którym siedział i ruszył w stronę samochodu.
Zaczęli wyciągać Switcha. Technik, który w ciągu ostatniej doby widział z bliska brzytwiarzy, kretów, zwęgloną Shivę, a także kroił truposza, wydawałoby się, powinien być odporny na widok, jaki sobą przedstawiał fikser.
Nie był.
Może dlatego, że tym razem ranny był ktoś, kogo znał blisko?
Niby, na dobrą sprawę, Żaba wracał ze swych nocnych bijatyk w gorszym stanie.
Ale i tak zbladł...
– Zablokuj windę! - rzucił w jego stronę Shawn.
Hajfi obrócił się w tamtą stronę i zmierzył wzrokiem zmierzającą w do windy parkę. Ci odwzajemnili spojrzenie, a potem ich wzrok prześlizgnął się na resztę ekipy. Uznali, że lepiej trzymać się od nich z daleka.
Tym lepiej.
Podbiegł do windy czekając na pozostałych.
W ich mieszkaniu też niewiele był w stanie się dowiedzieć, bo Brazil skakała wokół ułożonego More'a, to poganiając Macka, by się nim zajął, to odganiając go, by sama mogła się nim zająć. Zresztą wszyscy plątali się jakby nie mogli sobie miejsca znaleźć.
W końcu to Camara zaczął opowieść obiecując im nagranie.
Leif się ulotnił, jakoś tak szybko.
– Hajfi, jak tam prycho nie zatkane? - zagaiła Torquemada.
Zanim zdążył zrozumieć, że nie chodzi jej wcale o pryczę, a o prysznic, ona trajkotała już dalej. Na początek dowiedział się, że zajmuje się handlem bronią. Oczy mu się rozszerzyły ze zdziwienia. Ale gdy wspomniała Czakasów zrozumiał, o co chodzi.
– Nie, to nie tak...- próbował tłumaczyć, ale jakoś tak bez zaangażowania. Postrzelili jej chłopa. Co ma zamiar zrobić z tą maszynówką?
– Armii do wynajęcia? - powtarzał jej słowa. - Sojusze?
Rozejrzał się ciągle nie wiedząc, z czym wrócili na chatę.
– Dobra... - zgodził się sam nie wiedząc na co. - Pistolet maszynowy... dobra... Sprawdzę, czy nie zostawili mi wiadomości...
Dziewczyna zaraz też zostawiła go w spokoju i zniknęła pod prysznicem.
Towarzystwo z jednej strony się uspokajało, a z drugiej zaczynali obgadywać miniony wieczór. Artemida wyszła spod prysznica w filmowym stylu, nie przejmując się stadem nakręconych facetów wokół. Technik poszedł sprawdzić drugi kąt pokoju, czy nie ma tam czegoś do zrobienia. Przecież nie będzie obczajał dziewczyny kumpla, który ledwo co zipie. Chyba głupio tak?
Zresztą Switch zaczął snuć opowieść.
Keira? Republika Śląska? Niebieski wąż?
Spojrzał sceptycznie na fiksera. Za mocno oberwał w głowę? Prochy od Macka? O czym on pierdoli? Gołębica? Zabici Tygersi? Zajebał im pada? Trensi? Szóstki? Chłop chyba nie doszedł jeszcze do siebie...
Technik smutno pokiwał głową. Artemida na szczęście się przebrała i nie musiał kombinować, co zrobić z oczami.
Ale nagranie Shawna mówiło, że jakieś ziarno prawdy w tym wszystkim było. I to ziarno niepokoiło technika, uwierało. Montowali nagranie by je sprzedać. Powinni zostać anonimowi... nie, to nie to... SlimWire?
– Shiva pracowała dla SlimWire, tak? - odezwał się niezbyt głośno. - Ona ugotowana. U niego zjawiają się Trensi, zjawiają się Szóstki...
I pomyśleć, że niedawno się martwił jakimiś Kretami, Brzytwiarzami czy Czakasami. Po tym, co zobaczył na nagraniu... ciarki go przeszły... takie Szóstki mogły wejść do nich jak... nóż w guacamole...
– Arte... pamiętasz te sprzęt, co przywieźliśmy od Shivy? - wtrącił się nieśmiało. - Tam mogą być informacje, które coś nam wyjaśnią?
– A, Switch... jakbyś chciał... to mam akurat cyberoczy... Leif miał mi je jutro wyczyścić z danych, wiesz, do sprzedaży je mam... ale jeżeli chcesz, to mogę Ci je... pożyczyć na kilka dni? - rzucił niepewnie, unikając spoglądania w oczodół fiksera.
Powoli robił się zmęczony. Nie biegał co prawda jak reszta po mieście, ale precyzyjna robota z cybersprzętem również była wymagająca. Z drugiej strony, bał się iść spać. Bał się, że Szóstki wpadną do nich. Sprawdził odczyt z kamery umieszczonej w mieszkaniu Shivy.
-
Hartley "Mack" Mackinaw
Mieszkadło w Megabloku
- Może tak, może nie - odpowiedział Artemidzie Mack. - Albo robił dwa obu gangów, i obie strony o sobie nie wiedziały, a forsa jest forsa, albo cały czas pracował dla jednego, a dla drugiego też pracował, ale wszystko szło równolegle na konto pierwszego. Jeżeli to prawda, ale słuchajcie, to co mówię to nie jest nawet przypuszczenie tylko kurwa luźne myśli, to ten Slimwire pracował cały czas dla Szóstek, a cała robota dla drugiego gangu była i tak potem transmitowana dla Szóstek. Ja widzę to tak: Skoro Szóstki są jak najemnicy, jak wojsko, to pewnie mają własny wywiad, własnych kowbojów, własnych szpiegów i swój odpowiednik dawnego CIA.
Wyrwał z ręki Switcha ledwo co napoczętą puszkę piwa.
- I tak, wiem że brzmi to jak słowa miłośnika teorii spiskowych, ale to może funkcjonować. Albo Slimwire robił równolegle dla obu, albo dla jednego z tych gangów - pociągnął łyk.
-

H10, niedziela 15.07.2077, 7:47
Obudziła się z wrażeniem ogromnego niewyspania i pulsującego bólu głowy, co nie powinno było dziwić, skoro położyła się niewiele ponad cztery godziny wcześniej. Klimatyzacja w megabloku szwankowała całą noc, gorące kalifornijskie powietrze lepiło się w nieznośny sposób do ludzkich ciał czyniąc sen niemal niemożliwym. Dochodziły do tego całonocne dźwięki żyjącego budynku: muzyka, gwar głosów, szum wentylatorów, plusk spływającej rurami wody; wszystkie hałasy składające się na monotonny szum skutecznie utrudniający normalny odpoczynek.
Obudziła się zdezorientowana i przegrzana, ale zaledwie sekundę później poczuła lodowate dreszcze uświadamiając sobie, że miejsce Switcha jest puste.
Nie było go w łóżku.
W pozbawionej okien klitce panowała ciemność, w której jarzyły się cyferki zegara. 7:47. Odzyskawszy w mgnieniu oka trzeźwość myśli, wyskoczyła z łóżka i otworzyła drzwi salonu stając z pełną niepokoju miną w progu.
Shawn i Houston nie dotarli do swojego pokoju, nie zdołali wygrać walki z obezwładniającą członki i myśli mocą spożywanego masowo alkoholu. Obaj spali w swoich ciuchach na sofie w kąciku wypoczynkowym, pod gładką płytą włączonego, ale wyciszonego telewizora. Obraz na ekranie tkwił w idealnym bezruchu, zatrzymany w miejscu przyciskiem pilota.
Pilot znajdował się w dłoni Switcha. Fikser stał przy krawędzi kącika wypoczynkowego, zesztywniały w nienaturalnym bezruchu, wpatrzony w znieruchomiały obraz telewizora.
Brazil dostrzegła na ekranie logo WNS, twarz prezentera i wypełnione światłami policyjnych radiowozów tło audycji.
- Switch, coś się stało? - zapytała ściszonym głosem podchodząc bliżej i kładąc dłoń na jego ramieniu - Co jest?
Raze - czy raczej Greg, czego nadal potrafiła przyjąć do wiadomości - podniósł dłoń sztywnym ruchem, niczym toporny robot zbudowany ze złomu przez mechaników Maelstromu. Zaczął przewijał audycję w tył, aby po kilku sekundach ją wznowić. Artemida ujrzała obrazy ulicznych zamieszek filmowanych przez dziennikarskiego drona, kłęby dymu nad płonącymi samochodami i błyskające policyjne koguty.
Do tej pory potwierdzono śmierć co najmniej pięćdziesięciu trzech osób. Wojny gangów w Vista del Rey rzadko przyjmują aż tak dramatyczny obrót, toteż ratusz podszedł bardzo zdecydowanie do wczorajszego wybuchu nieakceptowalnej agresji latynoskich kryminalistów. Burmistrz Rhyne potępił sprawców narastającej przestępczości w Vista del Rey i zapowiedział wzmożone działania na rzecz gentryfikacji dzielnicy. Władze miasta zachęcają lokalną populację do wyprowadzki do podmiejskich miasteczek kontenerowych na koszt ratusza. Rada nadzorcza oddziału Militechu w Night City oraz dyrektor operacyjny filii Kang Tao złożyli z samego rana na ręce burmistrza dwie konkurencyjne względem siebie oferty przymusowego zbrojnego wysiedlenia całego rejonu Vista del Rey, ale ratusz nie wydał dotąd żadnego oświadczenia w tej sprawie.
Raze wciąż nie odezwał się ani słowem. Brazil poczuła się mocno skonsternowana jego zachowaniem, bo chociaż wiedziała jak blisko wszyscy otarli się o śmierć na Vine Street, nie sądziła, że doświadczenie to wstrząśnie cynicznym i wyrachowanym na co dzień Switchem aż tak bardzo. Chyba, że chodziło o tę kobietę z przeszłości, tę Keirę…
Prezenter przeszedł do następnego punktu wiadomości i wtedy Raze wzdrygnął się mimowolnie jakby stanął pod strumieniem lodowatego powietrza z włączonej bez ostrzeżenia klimatyzacji. Jakby już wcześniej słyszał ten fragment wiadomości.
Tragiczne wiadomości z Japantown. Grupa małoletnich uczestników wycieczki szkolnej z San Bernardino padła ofiarą uzbrojonego cyberpsychopaty na przystanku autobusowym na Silk Road na wysokości Poplar Street. Według świadków sprawca podszedł do wysiadających z autokaru dzieci i zaczął do nich bez ostrzeżenia strzelać z broni krótkiej. W wyniku tej brutalnej napaści śmierć poniosło czworo nastolatków, a siedem osób odniosło obrażenia skutkujące hospitalizacją. Sprawca zbiegł z miejsca zbrodni. Trwają zakrojone na szeroką skalę poszukiwania, w które zaangażowane są wszystkie metropolitalne służby.
Burmistrz Lucius Rhyne ogłosił najbliższy poniedziałek dniem żałoby publicznej, złożył kondolencje rodzinom ofiar, zadeklarował, że miasto pokryje koszty rekonwalescencji poszkodowanych i zażądał od zarządu NCPD jak najszybszego ujęcia zamachowca. Policja zwraca się z prośbą do mieszkańców o udostępnianie nagrań i zdjęć mogących przyśpieszyć identyfikację sprawcy. Rada nadzorcza Militechu wyznaczyła nagrodę w wysokości stu tysięcy eurodolarów za wskazówki mogące doprowadzić do ujęcia zbrodniarza. Będziemy państwa na bieżąco informować o postępach śledztwa w tej bulwersującej sprawie.
- Jebany skurwysyn - powiedział Switch, głosem tak cichym, że Brazil pomyślała w pierwszej chwili, że sobie te słowa wyobraziła.
-

Raze Switch More
Night City, Megablock 10tka
niedziela 15.07.77, 7:47 rano
Nie mógł sobie znaleźć miejsca.
Łóżko, które zwykle wydawało się zaskakująco wygodne, tej nocy uwierało go z każdej strony. Przewracał się z boku na bok, sycząc przy każdym ruchu obitego ciała.
Przytulił się do Brazil.
Ciepło jej skóry. Równy, spokojny oddech.
Na krótką chwilę serce zwolniło.
Potem znowu zaczęło walić jak oszalałe.
Obrazy wracały.
Pocięte.
Niepełne.
Rosita.
Pudełko po pizzy.
Lateksowe rękawiczki.
Fuentes.
Dzieci.
Otworzył oko.
Pokaleczony. Niepełny.
Westchnął ciężko i ostrożnie wysunął się z łóżka, uważając, żeby jej nie obudzić.
Salon przywitał go ciszą. Włączył telewizor bardziej z potrzeby bodźców niż chęci oglądania wiadomości. Bełkot prezenterów przelewał się przez mieszkanie, ale Switch słyszał go jak przez wodę aż...
— Sukinsyn. Zrobił to — mruknął do siebie.
Siedział dalej przed telewizorem wpatrując się w stop klatkę, aż zdał sobie sprawę, że za nim stanęła Brazil.
— Switch, coś się stało? Co jest?
Wyczuł obawę w jej głosie.
Nie odpowiedział.
Nie odrywał wzroku od zatrzymanego obrazu telewizora.
Na ekranie migotały policyjne koguty.
Dopiero po chwili nacisnął pilot.
Materiał ruszył.
Vista del Rey płonęła.
Wraki samochodów. Dym. Ciała przykryte termofolią. Reporter mówił coś o pięćdziesięciu trzech ofiarach, o Militechu, o Kang Tao, o wysiedleniach.
Switch nie mrugnął nawet.
Potem pojawił się następny materiał.
Dzieci.
Autobus.
Silk Road.
Krew na chodniku.
Zacisnął szczękę tak mocno, że aż zabolały go skronie.
— Jebany skurwysyn. To robota Fuentesa.
Głos Switcha był cichy. Chropowaty.
Jakby od dawna do nikogo się nie odzywał.
Dopiero wtedy odwrócił głowę w stronę Brazil.
— Zrobił dokładnie to, czym mnie szantażował.
Milczał chwilę.
— Wiedział, że uwierzę.
Spojrzał z powrotem na ekran.
— I chciał, żebym to zobaczył.
Przesunął dłonią po twarzy.
— Muszę go dorwać, Arte.
W jego głosie nie było gniewu.
Było coś znacznie gorszego.
Pewność.
Odłożył pilota.
— Mogą nam być potrzebne środki.
Westchnął.
— Sprzedaj Tygersom nagranie z Bladymi. Za informację, kto wykończył ich alfonsa, powinni dobrze zapłacić.
Oparł łokcie na kolanach.
— Slim jest kluczem do tego wszystkiego. Powiedział, że z Shivą namierzali dla Tren de Agua transporty broni Szóstej Ulicy. Czesali ich komunikację.
Podniósł wzrok.
— Fuentes chce przejąć Vista del Rey. A do tego potrzebuje wojny.
Skinął głową w stronę sprzętu leżącego na stole.
— Mamy komputer Shivy.
— Sprawdzisz go?
— Jeśli znajdziemy dowody, że rozgrywa Trensów przeciwko Szóstym... albo próbuje wrobić Valentinosów...
Urwał.
— ...to może nie będziemy musieli go zabijać.
Na moment na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu.
— Ktoś zrobi to za nas.
Oparł się ciężko o fotel.
— Do Valentinosów nie mam dojścia. Ale Sixth Street...
Spojrzał na Brazil.
— Do Szóstek mogę mieć dojście. Spróbujmy się z nimi dogadać.
-
Wczesny Ranek
Artemida zaszła Raze od tyłu i uwiesiła się na o głowę wyższym mężczyźnie. Wciąż mrugała oczami, zaspana. Było jak kiedyś, a jednak w powietrzu zawisła zmiana. Coś między nimi pękło.
Próbowała go nawet rozbawić wykonując ruchy biodrami w przód i w tył. Nie zaśmiał się, nawet nie uśmiechnął.
Puściła i leniwie przecierając oczy skierowała do lodówki z której wyjęła izotonik. Wypiła większość z plastiku, zostawiając ledwie dwa łyki.
-Mnie też wkurwiają takie zjeby krzywdzące dzieciaki. Ale świata od razu nie zbawię. Mamy taki kapitalizm, to trzeba zebrać najpierw kapitał, bo z pustymi kieszeniami to mnie nikt nie potraktuje poważnie. - tłumaczyła wkładając do mikrofali pozostałe z poprzedniego dnia porcje jedzenia.
Ping
Rozłożyła porcje równo tym razem dzieląc się z facetem. Zamarła w pół ruchu podając mu miskę.
-Czekaj, ty myślisz, że to akcja Trensów i ta akcja z twoją spluwą? To się nie klei. Po co bez szantażu? Miał być szantaż. Tak to sobie obliczyłam. Zaraz zadzwonię do tych cweli, jak mu było Fuentes i Rosita (jak z opery mydlanej) i się upomnę. No weź Raze, nie dramatuj. Ogarniemy to razem. Poza tym odciski to gówno nie dowód, bardziej bym się bała publicznego linczu niż sprawy w sądzie. - z pełnymi ustami - Co?! SlimWire okradał Szóstaków? Teraz to mówisz? Paga!
Zjadła. Ciało ją bolało całe, zmęczone. Za nic nie chciało się jej iść na tę siłkę, ale wiedziała, że jak tylko odpuści dyscyplinę to popłynie w melanż.
-Zobaczę co u grubasa i będę musiała cię zostawić na kilka godzin. Też mam swoje...- jakoś nie reagował - nawet nie zauważysz - dodała cicho, bardziej do siebie.
Dokończyła izotonik i wciąż jeszcze chwiejna i senna wróciła do pokoju, założyć coś więcej niż bieliznę.
-
Smartthinga uruchomił w systemie audio budzik rano o ósmej. HiFi po omacku szukał urządzenia, aby wyciszyć sygnał. Ależ mu się chciało spać... Zanim otworzył oczy ziewnął przeciągle. Członki ciążyły mu jakby to nie były naturalne mięśnie, lecz cyberzłom. Nie chcąc budzić Macka zgarnął pudło z aktualną robotą. Macintosh sam się magicznie nie skompletuje. Z zamkniętymi oczyma, na pamięć przemieścił się w stronę drzwi prowadzących do wspólnego pomieszczenia. Otworzył je tylko na tyle, by się prześlizgnąć.
Ziewając przeraźliwie ruszył w stronę stołu, by zorganizować sobie mini kącik roboczy. Jego pojawienie przerwało tête-à-tête Artemidy i More'a. Technik nie przywiązywał wagi do tego, jak ich fikser nazywał się wcześniej. To jego sprawa. Każdy miał jakąś przeszłość. Zresztą, Hajfi mógł być ostatnim, który miałby prawo rzucać kamyk. Jego współlokatorzy nie znali nawet jego nazwiska. Przeszłość Raze'a była... no, wybuchowa, co by tu mówić. Ale i taką miał teraźniejszość. Im wyższa stawka, tym większe ryzyko.
Gdy za kobietą zamknęły się drzwi, technik wyciągnął drugie cyberoko, by się nim zająć.
– Słuchaj, Raze... mam tu trochę wszczepów, nad którymi obecnie pracuję. Pamiętasz tego Valentinosa, co szukał Shivy? No więc, on już tej elektroniki nie potrzebuje. Będę to z Leifem wystawiał na sprzedaż, zresztą ma się tu pojawić za 2 godziny mi pomóc. Ale jeżeli chcesz... to mogę na razie ci pożyczyć jedną sztukę oka. Tak po koleżeńsku, dopóki sobie czegoś nie ogarniesz, albo aż będziesz miał kasę. Mam tu jedno, wczoraj próbowałem je czyścić z danych, ale... jakoś mi nie szło... z tą waszą całą sprawą tam u latynosów... wiesz... - przerwał.
– Jeżeli nie chcesz takiego niewyczyszczonego, to Leif to ogarnie, około południa oko byłoby gotowe. Tylko... trzeba będzie mu coś za to odpalić, rozumiesz...
– Tyle mogę ci pomóc teraz... ja na jutro potrzebuję zebrać kilka tysięcy zielonych, bo muszę dobić dila z Brzytwiarzami, żeby dobić dila z Kretami, żeby mieć wzmacniacz na sprzedaż... wiesz jak jest... a na razie moje konto świeci pustkami... -
Dingo poruszył się na kanapie. Jeszcze nie całkiem rozbudzony słyszał rozmowę Brazil i Switcha, a potem HiFi'ego. Potrzebował chwili, żeby dodać dwa do dwóch i zorientować się o czym właściwie mówią. Ćmiący ból głowy i zesztywniałe od spania na kanapie członki nie pomagały.
Przeciągnął się po czym usiadł wygodniej opierając łokcie na kolanach i masując skronie. Chwilę wpatrywał się w ekran telewizora zamrożony na stopklatce. Czyli... ten cały Fuentes, tak? Groził, że powystrzela dzieciaki z broni Switcha, jeśli ten nie będzie współpracował... Ale przecież, według najlepszej wiedzy Trenów, Switch leżał martwy w kontenerze na Vine Street? Podzielił się tą wątpliwością ze Switchem:
- Czy ty oficjalnie nie jesteś dalej nieboszczykiem? - spytał - To znaczy, nie wiem, czy ktoś widział jak wyciągaliśmy cię z Vine Street... ale też nie patrzyłem, bo byłem zajęty spierdalaniem.
Wzruszył ramionami.
- Ale na razie, jak sam zawsze mówisz: powoli i z rozmysłem. Jak dojdziesz do siebie... i namierzymy tych kolesi... to tylko powiedz, to im nakopiemy w ramach klanowej vendetty. A na razie, chyba opędzlowali ci telefon, co? Mogę ci skoczyć po jednorazówkę na drugie piętro.Wstał z kanapy i chciał ruszyć do lodówki po coś zimnego, kiedy tknięty przeczuciem podsunął sobie koszulkę pod nos i powąchał. Pokiwał głową na boki w geście "nie jest dobrze, ale i nie jest źle", zwłaszcza jak na warunki ich megabloku.
- HiFi, czyli na tych Brzytwiarzy potrzebujesz kasy czy broni? Czy to oni mają broń? Której potrzebują Krety... A Leif ma z nimi kosę? Tak? Więc z Leifem mamy zabrać im broń i dać tym drugim... dobrze łapię? -

Raze Switch More
Night City, Megablock 10tka
niedziela 15.07.77, rano
Switch spojrzał na Houstona.
To samo pytanie zdążyło już wcześniej przemknąć mu przez głowę.
— Nie wiem — powiedział w końcu, wzruszając ramionami. — Albo obserwował miejscówkę i wie, że wyciągnęliście mnie z tego szamba…
Zawiesił głos.
— …albo zabił te dzieciaki dla czystej przyjemności.
Pokręcił głową.
— W obu wersjach wychodzi na to samo. Facet jest kompletnie zjebany.
Raze poruszył się niespokojnie na kanapie.
— Pewnie już mam paranoję — mruknął — ale HiFi… przeskanujesz mnie i ciuchy, w których byłem?
Dotknął odruchowo kołnierza kurtki.
— Chcę mieć pewność, że nie podrzucili mi kolejnej pluskwy.
Spojrzał na Dingo.
— Jasne, Dingo. Mógłbyś kupić mi jednorazówkę?
Krzywy uśmiech przemknął przez jego twarz.
— Muszę podzwonić tu i tam. Interesy same się nie zrobią, nawet jak człowiek wrócił z piekła bez jednego oka.
Westchnął.
— Oddam ci.
Przeniósł wzrok na HiFi.
— A ty? Potrzebujesz wsparcia przy tym dealu?
Oparł łokcie na kolanach.
— Jeśli Arte opchnie filmik z Gołębiarzami, będziemy mieli trochę gotówki. Możemy ci pożyczyć na sprzęt albo operację, ale chcę wiedzieć, czy nie wrzucamy hajsu do kanału.
Przyjrzał się technikowi uważniej.
— Jakie jest ryzyko? Ile chcesz z tego wyciągnąć? I co dokładnie trzeba zrobić?
Przesunął palcami po szczęce. Postukał palcem po ustach zastanawiając się.
— Mam dojście do Sixth Street. I tak miałem do nich dzwonić.
Jego głos zrobił się bardziej rzeczowy.
— Może da się tam z nimi coś pożenić.
Uniósł zdrowe oko.
— Ale najpierw chcę wiedzieć, w co dokładnie się pakujemy.
-
Hartley "Mack" Mackinaw
Mieszkadło w Megabloku
Obudził się za wcześnie. Hajfi już się krzątał po pokoju, Hartley sprawdził godzinę na smarthingu. Obrócił tylko na drugi bok, naciągnął koc na głowę i po chwili znowu zasnął.
Ostatecznie wygramolił się z pokoju z godzinę później, idąc prosto pod prysznic. Reszta paczki była już w salonie, bez słowa pomachał im i zniknął w kabinie z natryskiem. To że już się ruszał nie znaczyło, że się obudził. Do tego potrzebował kawy. A raczej czegoś o wyglądzie, smaku i sposobie działania kawy, bo prawdziwa kawa była ekskluzywnym luksusem, nie pił takiej od... lat.
Wyszedł odświeżony, wrócił do współdzielonej klitki, przebrał w normalne ciuchy (czyli dres, reszta garderoby kuriera składała się z czysto rowerowych ciuchów). Nie miał ustalonego grafiku prania, zjeżdżał na piętro z pralnią gdy miał czas i potrzebę, ostatni raz było to dwa dni temu, miął spokój na co najmniej tydzień.
- Cześć - rzucił na powitanie.
Mikrofala piknęła, Mack wyjął kubek i zamieszał roztwór, dodał słodzik i zabielacz (mlekiem ani śmietanką to coś nie było).
Klepnął na wolny fotel. Odpalił smarthinga, chłonąc poranną porcję wiadomości i głupot.
EDIT: edycja Hajfiego po informacji Gladina.
-
– Dla Brzytwiarzy nie potrzebuję nic - odparł Houstonowi technik. - Z nimi się wymieniamy. My dajemy żarcie, a oni dają broń. A broń potrzebuję na wymianę z Kretami - tłumaczył dalej.
– Tylko potrzebuję jej więcej, niż mam umówione z Brzytwiarzami. Więc kombinuję więcej, żeby dokupić tej broni.
– A Leon... to drażliwy temat... - HiFi rozejrzał się po pokoju. Shawn leżał opodal, More zainteresował się rozmową.
– Normalnie zrobilibyśmy wymianę... ale... Jeden z tych Brzytwiarzy rzucił tekst, że mogą nam załatwić laskę, nawet nie pokrojoną... Wiecie... to tekst, który na Leona działa jak płachta na byka... Nieznani sprawcy zgwałcili i pokroili mu siostrę... - Hajfi przerwał pracę.
– Frog tak gada, że to głupia sprawa i nie ma się co pchać... ciekawe, gdyby mu tak ktoś siostrę potraktował... czy nadal by uważał, że nie ma co się pchać...
– Leona wzięło. Tyle dobrego, że nie rzucił się na nich tam i wtedy. Miałem broń gotową, pewnie byśmy ich kropnęli nim by nas dorwali... ale on zastygł w miejscu...
– Ale im nie odpuści. Pójdzie na to spotkanie i będzie wóz albo przewóz. I pal diabli transakcję, ale to mój kumpel. Kumpli się nie zostawia, nie?
Powrócił do cyberwszczepu.
– Jutro jesteśmy umówieni na wymianę. Nie wiem, co Leon kombinuje. Na razie się nie odzywa. Mamy taką miejscówkę na tyłach magazynów firmy. Różnie może być. Oni też mogą wpaść na to, że skoro przyjdą z bronią, to mogą wyjść z bronią i z żarciem. Tymczasem zdaje się plan, a raczej jego brak jest taki, że to my mamy odejść i z bronią i z żarciem. Ale w ile osób oni przyjdą nie wiadomo. Wolałbym się jakoś przygotować...
– Najchętniej to bym zagadał z Kretami, aby sami sobie tych Brzytwiarzy załatwili i wzięli broń. W zamian za część ceny za wzmacniacz. Mniejszy zysk dla mnie, ale i ryzyko mniejsze. Tylko, że to Leon na razie ma dojście do nich. Będę musiał się z nim skontaktować.
– Gdy skończymy z Leifem tutaj robotę, chciałbym trochę teren wymiany obczaić, może coś wymyślę...
– Ile chcę wyciągnąć? - zamyślił się patrząc na Raze'a. - Z targu... zatargu... z Brzytwiarzami to chcę przede wszystkim wyciągnąć Leona. A z Kretami... Ty się pytasz, ile można zyskać, a ja ci powiem, ile można stracić... muszę zebrać w sprzęcie około 6 tysięcy. No, gruba sprawa... ten wzmacniacz, jak go odrestauruję... pójdzie drożej. Zdecydowanie drożej. Trzydzieści procent na tym będę miał - pokiwał w zamyśleniu technik. -
Było po ósmej rano, gdy solos siedział w wagonie kolejki metropolitalnej patrząc na migający za oknami krajobraz miejskiej dżungli. W gębie czuł klasycznego piwnego kapcia, przed którym nie uratował go wczorajszy zamówiony przez Brazil chińczyk. Wsunął, i owszem, michę ryżu, ale kompulsywne zajadanie adrenaliny chrupsami zalewanymi browcem nie mogło się obyć bez konsekwencji. Gdy się obudził rankiem miał ochotę puścić pawia. Nie z musu. Dla komfortu, żeby później nie męczyło. Ale machnął tylko ręką gołąbkom przed telewizorem i wytoczył się z mieszkania. Przed wyjściem zdążył jeszcze tylko zerknąć na wciąż opowiadającego o swoim dealu z Kretami HiFiego i dać wymownym gestem “widzę cię” do zrozumienia, że zauważył jego gnata i żeby technik niczego głupiego nie kombinował. Potem zabrał tylko ze sobą paprotkę, którą wcześniej uratował z garażu Shivy. Wtedy gdy wychodził z kwadratu pomysł wydawał się dobry... Teraz pewnie wyglądał z nią jak pierdolnięty. Jebać.
Prawie usypiał z Shivą na kolanach i gębą rozpłaszczoną na szybie gdy Kiroshi wywaliło nową wiadomość na smarthinga. Lupe. Laska poznana w E-Drze. Fajna dupa. Nawet nie upierdliwa. Raz go spławiła i kręciła z Dingo. Ale potem się znów złożyło… No i teraz dostał fotę. Łydki w trykocie. I pytajnik.
Uśmiechnął się. Sprawdził grafik w Żabce.
Wtorek? 7?
Wzruszenie ramion. Ale zaraz też serduszko. Fajna niuńka.
Jakaś starsza kobieta usiadła obok Żaby, ale zaraz wstała i przesiadła się gdzie indziej. Chwilę później to samo zrobił koleś z irokezem. Jakby sam lepiej waniał, chuj jeden. Shawn zerknął na nich niechętnie, ale ostatecznie znów przykleił mordkę do szyby. Jebać. Żeby świat składał się z tylko takich problemów to byłoby naprawdę zajebiście! Ale nie użalał się nad sobą. Nie lubił tego. Użalanie się to jak samogwałt na smutno. Z resztą jak się przyjrzeć to nie miał specjalnie ku temu powodów większych niż inni. Na przykład martwy Valentinos, którego kroić pomógł HiFi’emu. Albo Switch, który… kurwa to dobre… switchnął sobie imię z Grega na Raze’a. I dobrze. Raze lepsze. Kto by się chciał nazywać Greg… Ale z tą Keirą co nie żyła, a żyła i z Brazil, która żyła a jakoś tak krzywo to Switchowi teraz wyszło. No ale to jego problem…
Pingnięcie poinformowało go o kasie za nagranie ze strzelaniny. Brazil ogarnęła bezbłędnie. Odjął od kasy kurs, a resztę podzielił na kumpli. Poza Raze'm bo ciul sobie winien. HiFi'm bo nie pojechał. I Leifem, bo typ nie był w paczce. Potem przymknął oko i przyciął komara. I nawet nikt go nie obrobił. Ha. Spróbowałby.
Na miejsce dojechał przed dziesiątą. Wielkie gmaszysko znajdowało się po drugiej stronie Night City w Pacifice. Z pośród dziesiątek szyldów różnych korporacji i instytucji znajdujących się w środku, solosa interesował wyłącznie Medpacific zajmujące 3 piętra w środku megawieżowca. Był to instytut badawczy, który dzięki współpracy z kilkoma firmami ubezpieczeniowymi miał łatwy dostęp do obiektów testowych. Obiektów, czyli w tym przypadku ludzi po ciężkich urazach neurologicznych. Takich jak Neil. Deirdre łożyła sporo kasy, żeby mógł tu być. I odkładała na w chuj drogi zabieg, który miał postawić brata na nogi. Shawn dorzucał się ile akurat miał. Zwykle nie wiele. Bo niewiele miał. Nie składało się. Choć się starał. Po to się lał po mordzie po Kabuki. I po to tę fuchę w Żabce ogarnął. A teraz podwyżka się kroiła… Nie żałował na brata. Neil zawsze był najlepszy z ich trójki. Najstarszy i najlepiej rokujący. Trochę jak Switch. Bo ostatecznie też znalazł się w nieswojej strefie zgniotu. Kurwa… Zawsze się Shawnowi włączało gdybanie w takich chwilach. Gdybanie, z którego nic nie wynikało. A fakty były proste jak konstrukcja Streetmastera. Shawn wpadł w Czysty Świt. Gang dla dużych chłopców bawiących się w białą supremację. Razem z kumplami. Jakoś w to wsiąkli. Blokerka jest nudna, a z kursu mundurówki Shawna wywalili. No to przychodzą do głowy głupie pomysły. Z początku fun. Ale zawsze się znajdzie ktoś kto temu wszystkiemu dorobi ideologię. I raz, dwa, kurwa trzy byli częścią Czerwonego Legionu. No i zaczął się zjazd. Neil go z tego wyciągnął. Nie prosił go. Ale brat to uparty sukinsyn był. Poszło na ostro. I Shawn wziął stronę brata. Jeden trup, trzech inwalidów. Z czego Neil to jeden z nich, bo mu francuz potylicę wgniótł do mózgu. I Shawn wypadł z gangu. W porę, bo miesiąc później Chakasi zrobili Świtowi CocoJumbo z białych dup. Nie było co zbierać. A teraz… Teraz wpisawszy w recepcji swoje dane złożył w depozycie broń i zarejestrował się jako odwiedzający. Winda czekała.
Jakieś ciarki go przechodziły ilekroć się tu zjawiał. Ci wszyscy ludzie... Każdy w więzieniu. Murów i ciała. Nie lubił tu przyjeżdżać. Kto by lubił… Wolałby Neila stąd zabrać gdziekolwiek. Dobre. Gdziekolwiek. Tylko, że nie było gdzie. Deirdre była uparta, zołzowata i czasem głupia, ale umiała liczyć. Nigdy nie miał z nią dobrych relacji, a jeszcze od tamtego czasu zawsze mu truła w chuj więcej. O ile już się odzywała. Czyli prawie wcale. Wolałby jej też tu dziś nie…
- To jakiś żart?
Była od niego niższa z lekką tendencją do przybierania wagi. Przyzwoicie ubrana, kasztanowie krótkie włosy spięte w elegancki bob. Bez widocznych cyberwszczepów, choć wiedział, że pod puklami ma gniazdo. Jako urzędaska musiała mieć do autoryzacji. Westchnął.
- Cześć Deirdre.
Obrzuciła go wzrokiem od stóp do głów, zatrzymując na chwilę spojrzenie na Shivie. Właśnie wychodziła z pokoju Neila. Widzenia były tylko w niedzielę i tylko o określonych godzinach.
- To ma być to twoje ogarnięcie? Człowieku… Śmierdzisz jak ostatni menel. A wyglądasz… po co przyjechałeś?
- Naprawdę? Tak będzie za każdym razem? Ja powiem, że to też mój brat, a Ty, żebym spierdalał i się rozejdziemy. To możemy miejmy to już za sobą. Wejdę, pogadam chwilę i spierdalam.
- Tak. Tak będzie prościej.
Może mu się wydawało, ale to ostatnie dodała tonem już nie tak pełnym obrzydzenia.
Minął ją i wszedł do środka. Pokój 4 osobowy. Neil leżał przy ścianie. Wyglądał zupełnie normalnie. Może schudł trochę, był w tym klinicznym fartuchu, a podłączona obok kroplówka i zbiornik na mocz były dość wymowne, ale gdyby nie to, można by uznać, że ot leżał sobie facet przed telewizorem i odpoczywał. Jego spojrzenie spoczęło na Żabie, a kąciki ust jakby odrobinę się uniosły.
- Cześć braciak… - powiedział Shawn bez specjalnych ceregieli siadając na łóżku i biorąc tablet do rąk. Gałki oczne Neila poruszyły się pod wpływem wydawanych poleceń, a na tablecie pojawił się napis.
Cześć młody. Ciężka noc?
Shawn uśmiechnął się pod nosem i postawił Shivę na stoliku obok fiolek do iniekcji.
- Widziałeś newsy z Visty? No. To obczaj, ale gdy to całe gówno jebło to byłem w samym środku. Spokojnie. Nie miałem z tym nic wspólnego. Czyściutki jak łza. Kumpla ściągaliśmy.Gałki oczne znów zadrgały. Neil załapał się do popołudniówki. Na porządną kamerę uzbierał, żeby nie robić byle gównianych nagrań z Kiroshi. Zawsze go ciągnęły miejsca gdzie jest gorąco.
Widziałem. Grubo. 50 ciał naliczyli. Farciarz jesteś. Jak zawsze.- Aj weź z tym fartem. Co chwila coś się pierdoli. Jakaś szmata się mnie czepia o skasowany ryj na pitfightach, kumplowi oko zapierdolili, kumpela posiała wypożyczone Aigo, które muszę zholować i jeszcze ta chryja na Vista.
Dasz se radę. A co to za roślinka?
- Aaa… to Shiva. Tak się nazywa. Wiem. Głupie. Tak mi do łba rano wpadło.
Niezłe. “Roślina”. Miło.
Shawn przełknął ślinę i zamknął oczy uświadomiwszy sobie co palnął.
- Kurwa… Ja… Nie…Żebyś widział swoją minę. Zgrywam się młody. Wyluzuj. Cieszę się z niej. Tu jest albo biało, albo czerwono i zieleń to ja na Discovery oglądam. Miła odmiana. I gest. Ostatnio browara przyniosłeś. Postaw ją na stoliku.
- A chuja… sam se postaw żartownisiu jebany - mruknął tonem na siłę sugerującym obrażenie, ale w gruncie rzeczy wdzięcznym.
Choć po jednej z ostatnich rozmów jakie miał z bratem wiedział, że ten zgryw to taki połowiczny był raczej. Czasem jak to bracia niewiele musieli do siebie mówić, żeby się zrozumieć. A spojrzenie Neila i zawarta w nim wtedy niema prośba były bardzo wymowne. Daj mi pół roku. Tyle mu Shawn powiedział nim wyszedł. Podczas następnych odwiedzin nie wracali do tego. Ale solos wiedział, że niepisana umowa zapadła.
No to opowiedz co tam się stało na Viście.
No i Shawn opowiedział. Zawsze tak robił. Taki mieli zwyczaj. Neil za bardzo życia nie miał. Nawet podpięcie do sieci miał ograniczone i kodować też nie umiał. To i nudził się przeokrutnie. Tyle dobrego, że jego rehabilitantka niezła szprycha. Shawn więc resztę czasu wykorzystał na opowiadanie co u niego. A Neil słuchał. Czasem coś skomentował. Czasem podpowiedział. No. Potem weszła jeszcze raz Deirdre, która z jakimś białym kitlem gadała wcześniej. I była pora spierdalać.
Przelał na konto siorki kolejne 6 stów z tego co mu zostało i kolejką pojechał na Vistę po Aigo. W sumie ciekawiło go jak ten krajobraz po bitwie dziś wygląda. Bo psiarnia musiała chyba ugadać sprzątanie z Trenosami i Valentinosami. Z resztą chuj wie. Będzie jak będzie, a wóz trzeba odstawić.
-
Mieszkanie w H10, klitka Dingo
Houston uwinął się w moment z nowym aparatem dla fiksera, bo sklepiki wielobranżowe w H10 działały na praktycznie każdym piętrze oferując nie tylko artykuły żywnościowe, odzież, używki i medykamenty, ale też elektronikę, broń i amunicję czy sprzęty gospodarstwa domowego, najczęściej pochodzące z szarej strefy przemytu i kradzieży. Smarthing Switcha należał do najwyższej półki - nie był przechodzonym egzemplarzem wyrwanym miesiące temu z ręki jakiegoś turysty w Little China, tylko nowiutkim modelem Subarashi, który musiał całkiem niedawno spaść całymi pudłami z jakiejś ciężarówki w Arroyo.
Skonfigurowane w ciągu dwudziestu minut urządzenie znalazło się w pełnej gotowości do działania, zabezpieczone kilkoma aplikacjami ochronnymi ściągniętymi przez fiksera z pirackiego serwera w Głębokiej Sieci. Jedyną rzeczą, która psuła całokształt przygotowań telefonu była pusta lista kontaktów, ale Raze był na to przygotowany, bo słusznie uważając siebie samego za zawodowca, wszystkie branżowe numery kontaktów miał zapisane w organicznej pamięci.
W salonie bez końca leciały wiadomości z Vista del Rey i Japantown; i jedne i drugie budziły w myślach Switcha burzliwe emocje, toteż fikser zamknął się z telefonem w klitce Dingo i Froga, siadając na krawędzi jednego z łóżek i wystukując z pamięci odpowiedni numer.
Rosario odebrał po prawie dziesięciu sygnałach, co zdradzało duże obłożenie lokalu klientami. Niedzielny poranek, Heywood na pograniczu z Japantown korzystał z natłoku turystów mających dość kuchni azjatyckich i szukających nowych kulinarnych wrażeń po drugiej stronie Mostu Kongresowego.
- Czego? - rzucił podejrzliwym głosem widząc na wyświetlaczu swojego zapasowego telefonu niezidentyfikowany numer.
- Zluzuj porty, Diego, to ja Switch - odpowiedział fikser - Masz chwilę na pogadanie? Patrzę od rana na wiadomości i ciągle gadają o Vine Street. Co tam się odjebało, przecież to blisko ciebie, lokalu ci nie spalili? W TV to wygląda jak pierdolona wojna światów.
- Switch, ciulu jeden, byś kiedyś wpadł coś wypić, a nie tylko dzwonisz jak coś potrzebujesz. Już ci dawno wybaczyłem to, co odpierdoliłeś ostatnim razem. Pipa, chodź mnie zastąpić, idę na fajkę! Ale dzięki, że się troszczysz, jakbym cię nie znał to bym uwierzył. Knajpa bez szwanku, ale spaliły się dwie na wylocie Vine Street, to mam od rana więcej klientów, nie wiem gdzie ręce włożyć, a Pipa zamiast pomagać ciągle na fajki wychodzi, nie wytrzymam z tą laską, słowo daję.
W głośniku szumiał gwar licznych głosów, szczęku naczyń i brzęku sztućców, zastąpiony po chwili dźwiękami ulicznego ruchu.
- No dobra, to ci opowiem, co tu się odpierdoliło - oznajmił Diego Rosario Mendez, barman z latynoskiej knajpki na Republican Avenue - W nocy na dzielnię wjechały gnidy z Szóstej Ulicy, całym autobusem albo dwoma, bo małymi grupami to te kurwy srają w gacie. Zaczęli walić seriami na oślep, ale nasi są na takie akcje gotowi i zaraz poszła kontra od Tren de Agua. Połowę Szóstek odjebali od razu, druga połowa spierdoliła do jednego apartamentowca, narobiła tam syfu, zanim Trenosi ich nie wyparli za kanał. Parę godzin to trwało, prawie jak prawdziwa wojna. Żałuj, kurwa, że tego nie widziałeś, siedzisz cały czas w Watson i wpierdalasz chińskie kluski, to nic nie wiesz o prawdziwym świecie.
- Kurwa, szczerze żałuję - jęknął pełnym żalu głosem Switch - Ale że Streeci tak na ostro weszli, nie rozumiem tego. Całkiem ochujali? Od dłuższego czasu był spokój między nimi i Heywood, znaczy się, bez takich grubych akcji. Wiesz może, co się zmieniło? Ludzie coś gadają?
- Ludzie pierdolą różne dyrdymały, z palca wyssane bzdury - żachnął się Rosario - Pamiętaj, chcesz mieć sprawdzone informacje, dzwoń zawsze do mnie. Ale masz rację, jest w tej sprawie coś dziwnego. W tym apartamencie, w którym Szóstki narobiły gówna mieszkał jeden taki sieciarz, taki grubas, co się z łóżka nie ruszał, pewnie nawet o nim nie słyszałeś. Gość podobno robił jakieś akcje dla Trenosów i Valentinosów, ale to płotka była, tylko rozmiarów wieloryba. No i on wczoraj zniknął, rozumiesz? Gość ważył z pół tony i był za duży, żeby go przeciągnąć przez drzwi, a mimo wszystko to zniknął. Jak tam na własne oczy nic nie widziałem, ale podobno cała zewnętrzna ściana w jego mieszkaniu była wypierdolona jakby czołg w nią jebnął. I wygląda, że to robota Szóstek i ci, których nie daliśmy rady dorwać wytargali go za kanał, dasz wiarę?
- Taka historia, że aż niewiarygodna - westchnął z zazdrością Switch - Oddałbym w zamian Brazil, żeby tam wczoraj być. To mówisz, że Streeci wbili się na dzielnię dwoma autobusami, żeby wywieźć Trenosom spod nosa ich hakera? A to skurwysyny!
- Switch, tu się robi jeszcze ciekawiej, bo tu jest jakaś grubsza afera - Rosario zniżył lekko głos jakby nie chciał, aby podsłuchał go któryś z przechodniów - Słyszałem, że zanim zaczęła się ta rozpierducha, do tego budynku wrąbała się inna grupa. Cztery osoby albo pięć, ludzie nie są do końca pewni. Podobno zawodowcy, widać było po ruchach i gadce, profosów od razu da się poznać. Podobno zagadywali uliczne kurewki o tego grubasa. Ludzie mówią, że to musieli być korporacyjni, może jakiś jebany kill-team z Militechu albo Arasaki. Wysoka półka, kumasz, podobno dało się od razu wyczuć. Kto tam wie, co jest prawdą, ale ta szajka hitmanów zniknęła jak tylko na ulicy zaczął się rozpierdol. I grubas też zniknął. Przypadek? Nie sądzę. Ja myślę, że oni go zajebali z dzielni ze sobą, tylko nikt nie potrafi wyjaśnić jak oni to zrobili.
- We wiadomościach nie było o tym słowa - skomentował Switch zmieniając pozycję na krawędzi łóżka - Korporacyjny kill-team, mówisz?
- No jak czegoś nie ma w wiadomościach to możesz być pewien, że tak właśnie było, te korporacyjne kurwy i ratusz ręka w rękę łżą jak psy. A wiesz jak ci goście przyjechali do Visty? Podobno Toyotą z wypożyczalni, w chuj czerwoną odrapaną Aigo, uwierzyłbyś? Jaki hitman jeździ takim gównem? Hitman z górnym półki, bo to był kamuflaż, stary. Inni by wjechali na akcję opancerzonym Emperorem, a ci Aigo. Ktoś taki musi być w chuj niebezpieczny i Trenosi chyba też tak myślą, bo rozebrali to Aigo na kawałki, żeby tylko znaleźć jakieś ślady. A Fuentes podobno jest w amoku, bo w tej strzelaninie ktoś mu odjebał taką Rositę, lasencję do ruchania i zadań specjalnych, praktycznie na sam koniec akcji. Trenosi podobno zachodzą w głowę czy poszła na konto Streetsów czy tych korpofiutów, ale wiadomo, młody Fuentes jest zdrowo pojebany, on im nie odpuści. Zaraz przyjdę, kurwa, jeszcze nie spaliłem do końca! Tak że dużo się tutaj dzieje, stary, wpadnij się napić to pogadamy, a w ogóle to jeszcze Valentinosi zaczęli w tym grzebać, chociaż to teren Tren de Aqua, ale podobno ich nie interesuje, o co chodziło w tej napierdalance, tylko szukają jakiegoś łebka z tego apartamentowca, chuj wie, po co. Stary, muszę kończyć, bo mi Pipa łeb urwie, przyjedź na flaszkę, adios.
Połączenie urwało się z suchym trzaskiem, pozostawiło Switcha w głębokim zamyśleniu w czterech ścianach pokoiku.
Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.
Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.
Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗
Zarejestruj się Zaloguj się