Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Rozgrywka
  3. Kultyści - Lato 2519

Kultyści - Lato 2519

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
import
292 Posty 4 Uczestników 190 Wyświetlenia 4 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • Pipboy79P Niedostępny
    Pipboy79P Niedostępny
    Pipboy79
    napisał ostatnio edytowany przez
    #1

    Oryginalny autor: Pipboy79

    Oryginalny tytuł: Kultyści - Lato 2519

    Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Portowa; koga “Stara Adele”
    Czas: 2519.06.27; agt; wieczór
    Warunki: ładownia, jasno, ciepło, gwar rozmów; na zewnątrz jasno, sła.wiatr, pogodnie, ciepło

    link: https://www.stivesgallery.co.uk/imag...our_lights.jpg

    Zbór

    Nad zatoką wzdłuż jakiej wybudowano Neus Emskrank kończył się ciepły, letni dzień. Mewy jeszcze piszczały nad wodą i miastem ale one też już szykowały się do zakończenia dnia. Mieszkańcy, dokerzy oraz marynarze kończyli swój dzień roboty i udawali się do domów, tawern i karczm aby nasycić żołądki i ugasić pragnienie. Zaś w trzewiach jednej ze starych kryp jaka już od dawna nie pływała tylko bujała się na falach przyboju robiąc za pływający magazyn robiło się coraz tłoczniej i głośniej. W miarę jak kolejne postacie podchodziły do burty “Starej Adele” stukały umówione hasło a po chwili słyszeli nieregularne kroki i nad burtą pokazywała się głowa starego bosmana obwiązana chustą na marynarski wzór. Widząc kto przyszedł spuszczał na dół drabinę po której można było wejść na pokład a potem do tylnej nadbudówki i schodami na dół do krótkiego korytarza i ładowni. Gdzie można było spotkać znajome twarze jakie często nie widziało się od zeszłego tygodnia. Można było usiąść przy stole do wspólnego posiłku. Jak zwykle królowały ryby. To akurat nie było dziwne w portowym mieście. A Kurt był mistrzem w łowieniu, przyrządzaniu i podawaniu ryb. Nawet ze zwykłych płotek potrafił zrobić całkiem smaczną zupę rybną albo gulasz. Ale dzisiaj na stole królował tłusty sum i młody tuńczyk. Suma Kuternoga złapał sam a tuńczyka kupił od znajomego rybaka. Ale część rzeczy i tak trzeba było kupić. Odkąd zabrakło Karlika który sponsorował te posiłki trzeba było robić zrzutki podczas tych zborów. I to co się uzbierało jednego tygodnia szło na zrobienie gościny w następnym.

    Schemat się powtarzał co tydzień. Przywitanie, wspólny posiłek przy stole, luźniejsze pogaduchy o plotkach i strapieniach a także załatwianie pomniejszych spraw pomiędzy członkami zboru. W końcu to była jedna z niewielu okazji gdzie mogli się spotkać w jednym miejscu osoby z całkiem różnych warstw społecznych co poza burtami tego zboru byłoby nie takie proste. W samym zborze zaś mniej się liczyło pochodzenie a bardziej osiągnięcia dla grupy, staż i zaufanie jakim się cieszył u pozostałych. Tak zimą Egon awansował ze względnie świeżego rekruta na kogoś kto dorównywał autrytetem Kurtowi a ponad nim byli już tylko Silny i Łasica. Więc nawet jeśli na zewnątrz dla zachowania pozorów ktoś komuś musiał czapkować czy całować w rączkę to tutaj panowały dość braterskie i rodzinne relacje. W końcu w razie wsypy wszystkich ich by czekał marny koniec co pokazał ostatniej zimy przykład śmierci Karlika. Dziś jednak wyczuwało się większą ekscytację i podniecenie. Bo już w poprzednim tygodniu Starszy obiecał, że zapewne będzie miał do ogłoszenia coś interesującego. I faktycznie tak się stało. Gdy umył w misce ręce, wstał ze swojego miejsca w centrum złączonych stołów i wyszedł na środek ładowni. Zaraz za nim podążyła Merga. Znak, że właściwe spotkanie właśnie się zaczyna.

    link: https://i.pinimg.com/originals/ac/06...e51f6cb354.jpg

    - Drogie dzieci! Spójrzcie na nas! Spójrzcie na siebie! Rok temu nie było nas nawet pół tuzina! A teraz? Dwa tuziny! Spójrzcie jak rośniemy w siłę! To znak! To znak jak bardzo skorumpowane i zdeprawowane jest to miasto! To społeczeństwo! Jak bardzo podatne jest na podszepty naszych patronów! Nieważne którego! Nieważne skąd kto pochodzi i czym się zajmuje! Nieważne co ma na sumieniu! Wszyscy mogą znaleźć u nas swój dom i schronienie! Wszyscy możemy walczyć z reżimem zakłamanych ciemiężycieli którzy nas uciskają i oddają cześć słabym, fałszywym bogom! To my mamy rację! To my jesteśmy wyjątkowi, my jesteśmy wybrańcami prawdziwych bogów! To my zaprowadzimy w tym mieście nasze porządki! Wyrównamy rachunki krzywd! Dziś my musimy zginać karki! To my musimy się do nich fałszywie uśmiechać i udawać pokorę! Ale to się skończy! Nadejdzie dzień gdy to oni padną u naszych stóp i będą jęczeć o naszą łaskę! Oni będą się żreć między sobą dla naszej przyjemności i walczyć o okruchy z naszego stołu! Nie dzisiaj i nie jutro ale ten dzień w końcu nadejdzie! Pomścimy śmierć Karlika! Wygnanie Sebastiana! Mordęgę naszych sióstr i braci zakatowanych w kazamatach! Poddanych kaźni i straconych dla uciechy bezmózgiej tłuszczy! To my będziemy na szczycie i urządzimy to miasto po swojemu! - zamaskowany mężczyzna znany na zborze jako Starszy zaczął przemowę. A, że był płomiennym mówcom od razu porwał swoją publiczność. Dały się słyszeć oklaski, okrzyki poparcia i buntu na zastaną za burtami rzeczywistość. Wszyscy byli w jakiejś mierze buntownikami i rewolucjonistami walki z obecnym systemem. Dlatego ten system nie mógł dać im pardonu i musiał ich zniszczyć. Ale najpierw musiałby ich odnaleźć. A to jak dotąd siłom sterowanym z ratusza się nie udało. Ale przyjemnie było posłuchać jego przemowy jaka niosła nadzieję, że los się odmieni i to oni będą w końcu na górze.

    - Pierwszym krokiem będzie odnalezienie darów jakie zesłali nam bogowie. One gdzieś tu są. Szepczą do nas. Słyszymy ich głos. Ale trudno było go zrozumieć. Ale na szczęście jest z nami nasza czcigodna wyrocznia która potrafi usłyszeć mowę bogów i zrozumieć ich przesłanie. - Starszy zakończył przemowę żegnany oklaskami i cofnął się o krok do tyłu wskazując na rogatą kobietę o niesamowitym blasu bijącym z oczu i fioletowej skórze.

    link: https://i.imgur.com/szvwUUK.png

    - Dziękuję ci mistrzu. - Merga skinęła głową oddając hołd swojemu gospodarzowi i opiekunowi. Od chwili uwolnienia wiedźmy oboje okazywali sobie wzajemny szacunek stając się z czasem duetem który zarządzał całą grupą.

    - Myślę, że udało mi się odczytać słowa naszych patronów na tyle, że wreszcie mamy wskazówki jakie mogą nas doprowadzić do upragnionego celu. Każda z Czterech Sióstr zostawiła w tej okolicy skarby poświęcone swoim patronom. Co więcej odkryłam niedawno, że to zapewne tylko pierwszy krok i jest coś więcej. Dlatego echo tych tropów nakładało się na siebie i mnie tak długo zwodziło. Ale wreszcie mogę na to spojrzeć z właściwej perspektywy. - wyrocznia przechodziła spojrzeniem od twarzy do twarzy siedzących za złączonymi stołami i mówiła ciepłym, łagodnym głosem w jakim brzmiała jednak pewność siebie poparta wiedzą i doświadczeniem.

    To, że gdzieś “tutaj” są jakieś artefakty pozostawione przez legendarne Cztery Siostry to wiedzieli wszyscy na zborze już od paru miesięcy. Niestety nie wiedzieli wiele więcej dlatego nie bardzo było jak zacząć te poszukiwania. Ale wreszcie mieli przełom.

    Norra jaka poświęciła się krwawemu bogowi zostawiła swój wyczuwalny dla Mergi ślad w lesie. To musiało być w jakimś lesie, polana i stos czaszek na niej. Gdzieś na południu od miasta. Znamię było silne więc musieli być wyczuleni na wszelkie oznaki niezrozumiałego szału, ataków, buntów, walk i ogólnie aktom przemocy i rozlewowi krwi. Zwłaszcza takiego pozornie bezsensownego. Tak silny artefakt jaki Merga wyczuwała aż stąd musiał też jakoś wpływać i na umysły śmiertelników jacy byli znacznie bliżej tego miejsca.

    Oster zafascynowana Oczulkiem Nurgle powędrowała i wracała ze wschodu. Ona ukryła swój dar gdzieś pod ziemią. W jakiejś dziurze, jaskini, lochach czy czymś takim. Powinno być tam dużo wody, stojącej, zatęchłej wody w jakiej roi się od robactwa. Czyli pasowałoby to preferencji Ojczulla. Ta woda oznaczała, że może to być gdzieś w pobliżu moża, jeziora czy rzeki. No i jakieś lochy, ruiny czy coś takiego pod ziemią. Oznaką tego mogą być ogniska nieznanych chorób i innych błogosławieństw jakie tak szczodrze Ojczulek zsyłał na ten ziemski padół.

    Soren, wyuzdana ulubienica Księcia Przyjemności powędrowała na południe, w głąb kontynentu znacząc swój szlak spłodzonymi bękartami różnej maści. Ona też zostawiła prezent dla swoich wyznawców i tych co zdecydowali się podążać jej drogą. Tu jednak wyrocznia miała pewien dylemat. Wszystko wskazywało, że ów artefakt powinien być gdzieś na południu. W wodzie lub blisko niej, przy rzece, jeziorze, strumyku. Pewnie w ładnej i sielskiej okolicy sprzyjającej miłości wszelakiej i natchnieniu artystów. Bardzo możliwe, że miało to jakiś związek z syreną i alabastrem. Bowiem to nagłe pojawienie się wszelakich syren czy w snach, plotkach czy jako alabastrowych figurek w ciągu paru ostatnich miesięcy to też zapewne nie był przypadek. I ta syrena z Wrakowiska może być tego częścią. W każdym razie pamiątka po Soren powinna wabić do siebie kochanków i dewiantów, poetów i malarzy aby tam znależli ukojenie i spełnienie.

    Vesta zaś przemawiała do Mergi najsilniej. Być może dlatego, że poświeciły się temu samemu patronowi. A być może dlatego, że ten artefakt wydawał się być najsilniejszy lub był najbliżej. Całkiem możliwe, że na terenie samego miasta lub blisko niego. Raczej na zachód od rzeki Salt jaka rozdzielała miasto na dwie połowy. Objawem działania mocy Vesty powinny być dziwne zjawiska, zaburzenia czasu, nietypowe sny i wizje związane z czasem i symbolami z nim związane. Po prostu trzeba było mieć otwarty umysł na wszelkie nienaturalne zjawiska.

    - A oprócz tej sprawy z Czteremia Siostrami jest jeszcze coś. - Merga zakończyła omawiać to jakich śladów i gdzie powinni wypatrywać ale zanim zaczęli o tym rozmawiać wszyscy to podjęła nowy wątek. Spojrzała jednak na zamaskowanego lidera zboru aby teraz ten podjął ten wątek. Ten skinął jej głową i stanął obok niej zwracając się do pozostałych.

    - Tak. Merga wkrótce nas opuści. Wróci w swoje rodzime strony. Do Norsci. Jesteśmy w trakcie organizowania tej wyprawy. Wróci do nas prędzej czy później aby wspomóc nas w poszukiwaniach swoimi wyjątkowymi umiejętnościami ale też przez jakiś czas jej nie będzie. To jest też okazja dla nas. - Starszy przedstawił wieść jaka była nowością. Odkąd bowiem udało się uwolnić błękitnoskórą i złotooką wyrocznię cały czas była z nimi i chyba nikt się nie spodziewał, że mogłaby ich opuścić. Ta wiadomość wywołała na większości zebranych poruszenie i zaskoczone spojrzenia i szepty.

    - Tak, to prawda. Postaram się uzyskać tam pomoc dla nas. Ale nie ukrywam, że łatwiej by mi było coś ugrać jakby ktoś stąd popłynął ze mną. Ktoś silny i władczy. Moi współplemieńcy szanują silłę i zaradność. Mogą się sprzymierzyć z wielkim wodzem i silną armią. Ale pogardzają słabymi i żebrzącymi o pomoc. Na statek nie zabierzemy całej armii nawet jakbyśmy tu taką mieli. Ale też dobrze jakby mi towarzyszyli ludzie sprytni, silni i zaradni, jacy pomogliby mi przekonać moich sprzymierzeńców, że warto tu przypłynąć po chwałę i łupy. Że mają tu cennych i silnych sprzymierzeńców a nie słabeuszy i nieudaczników jacy liczą na ich łaskę bo sami nie umieją sobie poradzić. Dobrze też aby to bylu ludzie z więcej niż jednego patrona aby nie zamykać się na wsparcie od pozostałych. - złotooka mówiła prostymi słowami i poważnym tonem aby jej przekaz był czytelny i zrozumiały dla każdego.

    - Czcigodna jest pewna, że ktoś z jej plemienia do niej dołączy podczas wyprawy powrotnej. No ale im lepsze wrażenie na nich zrobimy, im silniejszym partnerem w interesach się pokażemy tym będą nas poważniej traktować. I tym większy będziemy mieć na nich wpływ jak już będą tutaj. I swoją drogą dlatego też musimy znaleźć kryjówkę dla ich łodzi, ludzi i zapewnić im wikt i opierunek pewnie też i rozrywki bo inaczej ich krewki charakter może obrócić się przeciw nam wszystkim. Wiem, że to dla was nowość więc na razie tylko o tym mówię. Macie czas na przemyślenie nad tym wszystkim. Ale za tydzień chciałbym już mieć odpowiedź. Musimy wiedzieć kto by zamierzał zostać na miejscu i zająć się poszukiwaniami Sióstr a kto by szykował się na wyprawę na północ. Sama wyprawa raczej nie powinna ruszyć wcześniej niż w połowie przyszłego miesiąca. Jak macie jakichś zaufanych ludzi co byliby skłonni do wyprawy do Norsci to też dajcie mi znać, może uda się ich zwerbować. Załogę tego statku też musimy skompletować. - Starszy dopowiedział jakie są te wstępne zamiary na drugą połowę lata. Szykowało się sporo wypraw. Ale myśl o kontyngencie norsmeńskich wojowników nie jako piratów czy rabusiów ale jako sojusznikach wydawała się bardzo kusząca. Tylko to było jak z ostrym toporem co w nieumiejętnych rękach może pokaleczyć samego właściciela. Element był to bardzo krnąbrny i trudny do utrzymania w ryzach, zwłaszcza w większej liczbie. Mistrz dawał wszystkim swoim dzieciom czas do przyszłego zboru aby się nad tym każdy na spokojnie zastanowił. Chociaż od razu Łasica i Burgund przyklasnęły temu pomysłowi i co prawda nie zgłosiły się z miejsca na wyprawę do Norsci ale w sprawie dostarczania rozrywek norsmeńskich wojownikom i wojowniczkom jakby się takie też trafiły to były bardzo chętne. Vasilij zaś zgłosił, ze zna wybrzeże na tyle, że dla samego statku i jego załogi to by kryjówkę znalazł. Chociaż nie ukrywał, że bytowanie trudnej teraz do oszacowania liczby wojowników z północy byłoby dla niego trudne do zorganizowania bez wsparcia reszty kultu. Starszy jednak zapewnił go nie zostwią go samego z tym ambarasem i pochwalił jego postawę. Jak i obu łotrzyc bo właśnie o taką współpracę z Norsmenami chodziło.

    Później zaczęła się już mniej planowa dyskusja wszystkich ze wszystkimi i o wszystkim. A na końcu te indywidualne rozmowy ze Starszym gdzie każdy mógł z nim porozmawiać o tych sprawach jakie niekoniecznie chciał poruszać przy wszystkich. Albo zapytać o radę czy zdać relację jak się posuwają sprawy jakie co jakiś czas mistrz zlecał niektórym kultystom. Nad portem słoneczny blask już dawno znikł gdy z jednej z zacumowanych na stałe kryp spuszczono drabinę. A potem co jakiś czas pojedyncze sylwetki, czasem duety, schodziły po niej na pirs po czym szły mieszając się z wieczornym, portowym gwarem i tłumem. Nic zdawało się nie wskazywać, że na tej starej i nieciekawej łajbie odbyło się jakieś nielegalne spotkanie. Dalej leniwie kiwała się na falach zatoki skrzypiąc cicho i uspokajająco wysłużonym drewnem i linami.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    0
    • Pipboy79P Niedostępny
      Pipboy79P Niedostępny
      Pipboy79
      napisał ostatnio edytowany przez
      #2

      Oryginalny autor: Pipboy79

      Oryginalny tytuł: Tura 01 - 2519.06.27; agt; wieczór

      Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Portowa; koga “Stara Adele”
      Czas: 2519.06.27; agt; wieczór
      Warunki: ładownia, jasno, ciepło, gwar rozmów; na zewnątrz jasno, sła.wiatr, pogodnie, ciepło

      Zbór

      Słowa obojga liderów kulty wywołały spore poruszenie. Od dłuższego czasu snuto przypuszczenia, zwłaszcza na zborach, że na coś się zanosi. Ale jednak nie było potwierdzenia od tej najważniejszej dwójki w zborze czyli Mergi i Starszego. Łasica która po tragicznej śmierci Karlika po części przejęła rolę łącznika i koordynatora między nimi a resztą zboru też nic nie wiedziała albo skutecznie udawała, że nic nie wie. Była dość mocno zabiegana bo jak spora część kultu była zbiegami i musiała się ukrywać i najlepiej nie pokazywać w mieście to na nią spadło koordynowanie działań poszczególnych członków rozproszonych po mieście. A jej prawą ręką została jej kamratka Burgund. Więc z tą dwójką pozostali kultyści najczęściej mieli do czynienia gdy chodziło o przekazywanie wieści od szefostwa czy pomiędzy sobą. A ciągle coś załatwiały i w mieście i poza nim. Więc krążyły plotki o tym, że coś się szykuje. Ale co to nie było wiadomo aż do dzisiaj jak oficjalnie Merga i Starszy ogłosili jakby otwarcie nowego rozdziału w działalności kultu. To, że to wyjątkowy zbór świadczyła pełna frekwencja jakiej od dawna nie było. Nawet Silny i Egon wrócili z wygnania bo gdy stopniały śniegi i uruchomiono port Starszy kazał Vasilijowi aby ich przemycił za miasto. A gdy to się stało to Strupas poprowadził ich do jaskini mutantów z jakiej pochodziła Lilly. A tam Kopf i Opal przyjęli ich w gościnę pomni na pomoc żywnościową jaką w zimie zbór Starszego zorganizował w tym głodowym czasie. Więc duet mięśniaków tam właśnie spędzał zwykle ostatnie miesiące późnej jesieni i wczesnego lata. A teraz pierwszy raz od tamtego czasu wrócili do miasta więc młodsi członkowie zboru co zostali zwerbowani już po ich ewakuacji pierwszy raz mogli się z nimi poznać.

      https://thumbs.dreamstime.com/b/brav...-179674102.jpg

      Rune wydawał się z miejsca znaleźć z nimi wspólny język. Więc siedzieli we czwókę, ta czwarta to była Norma to Axe, wszyscy o wojowniczej naturze i wymieniali się różnymi przygodami, doświadczeniami i plotkami. I tych z dawnych lat, i ostatniego sezonu i tego co kto robił ostatniej zimy no i tego co się działo ostatnie tygodnie w mieście.

      W naturalny sposób często wracał temat turnieju rycerskiego jaki miał się wkróce odbyć. Dokładniej to za tydzień, zaraz po rasnoludzkim święcie sagi i dla ludzi to niejako była kontynuacja jaką świętowali corocznym turniejem rycerskim. Cała trójka mężczyzn i norsmeńska wojowniczka była żywo zainteresowana tym turniejem i najchętniej by w nim wystąpiła.

      - Nas to nie dopuszczą. Nie jesteśmy szlachetnej krwi, nie mamy pięknej zbroi, rumaka i kopii. To zabawa dla tych paniczyków z dobrymi nazwiskami. - mruknął kwaśno Rune. Pozostali pokiwali głowami zgadzając się z tym wnioskiem.

      - Nie można? Dlaczego? U nas wszyscy walczą. Co chcą. Tak wybieramy najlepszych wojowników. - reikspiel Normy od zimy bardzo się poprawił. Mogła już się samodzielnie nim posługiwać. Chociaż nadal mówiła dość prostymi słowami i nie dało się ukryć, że to nie jest jej ojczysty język.

      - U was to w tej wiosce może być wszystkich tyle co u nas samej szlachty. To nie ma co porównywać. No ale szkoda. Chętnie dałbym przez łeb jakiemuś paniczykowi, tak na oczach wszystkich. - Silny machnął ręką bo jednak nie uznawał, żeby jakaś wiocha za północnym morzem mogła się równać do ich miasta. To i tutaj jak się zebrała jakaś wioska na wesele czy co to można było spokojnie wszystkich w jednej chacie albo obejściu pomieścić. A miasto to była całkiem inna sprawa. Niemniej żałował, że nie będzie mógł pokazać swoich bojowych możliwości publiczności.

      - My to i tak byśmy nie mogli się pokazać na oczy. Dalej za nami wiszą listy gończe. Od razu by nas capnęli. - Egon pokręcił głową na znak, że nawet jakby Norma czy Rune jakimś sposobem zdołali się zapisać na stawanie w szrankach to dla niego i Silnego i tak była to zamknięta furtka. Każdy strażnik by ich z chęcią złapał i odstawił heretyckich buntowników d lochu przed oblicza sprawiedliwości.

      - Jakbyśmy mieli jakiegoś patrona to by może w jego barwach moglibyśmy stawać. No wiadomo ani konno ani ze szlachetnie urodzonymi ale może coś by było dla giermków czy zwykłych zbrojnych. Ale jak nie mamy patrona z koneksjami to dupa blada. - Rune znał realia z armii to wiedział jak to działa. No ale tam były inne zasady jak wszyscy należeli do armii. Teraz ten turniej organizowali możni i rycerze więc robili go z myślą o samych sobie a nie pospulstwie które mogło co najwyżej pełnić rolę widowni. I chętnie ją pełniło bo to było nie lada wydarzenie podobne do festynu.

      - Może jarl by pomógł. Ona wielka pani. Potężna. Wiele może. Ja też bym chciała walczyć i pokazać co umiem. - Norma odezwała się po chwili zastanowienia. Wiadomo było, że jarlem czyli wodzem, nazywa Froyę van Hansen z którą w ciągu ostatnich miesięcy weszła w niezłą komitywę. Oprócz niej z kultystów jeszcze tylko Pirora miała z nią tak dobre relacje no ale jej jako szlachciance było łatwiej a Norma była tylko zwykłym wojownikiem. Teraz chyba zastanawiała się, czy blondwłosa piękność z zamiłowaniem do męskich rozrywek mogłaby jakoś pomóc w tej sprawie.

      Czwórka zbrojnych jaka mniej lub bardziej otwarcie oddała się dominacji Krwawego Boga stanowiła główną siłę uderzeniową zboru. Chociaż nie było do tej pory taiej potrzeby a i tak zwykle dwóch z nich na stałe nie było w mieście a na miejscu Norma i Rune poza zborami rzadko działali razem. W oczywisty jednak sposób byli chętni podążać za śladami Norry. Dysutowali na ten temat całkiem żywo. Myśl, że gdzieś w okolicy mogą być jakieś artefakty pobłogosławione przez ich patrona bardzo im przypadła do serca.

      - Ja bym spróbował ze zwierzoludźmi. Jak gadałem z odmieńcami co u nich mieszkamy to tam mówią, że coś tym kopytnym odbija. Rzucają się po całym lesie, polują na wszystko co się rusza. Opal rzucała jakieś wróżby czy co tam. Nie znam się. I coś może być na rzeczy. Ale to trzeba by wkroczyć na ich teren. No my nawet jakbyśmy poszli we czwórkę to może być mało. Może kogoś z tych z jaskini by wziąć do pomocy. Paru co umieją dzidę trzymać w łapach chyba by się znalazło. No ale czy by wystarczyło to nie wiem. - Silny główkował czy to co słyszał od plemienia Kopfa i Opal o ich kopytnych sąsiadów z lasu to może być ten ewfekt krwawego zewu Norry na jaki dzicy zwierzoludzie byli bardziej podatni niż ludzie czy nie. Opis mniej wiecej zgadzał się z tym o czym mówiła Merga jednak trudno było zgadnąć czy to właśnie to. Przecież zwierzoludzie zawsze byli dzicy i polowali na to co się dało.

      - E tam, ty to zawsze wszystko tylko na jedno kopyto. Nic tylko pałą, przez łeb i kosa w żebra. Żadnej finezji. - z sąsiedztwa dobiegł ich pełen wyższości głos Łasicy. Nawet ci nowi słyszeli, że ta dwójka nie przepada za sobą. Ale póki na miejscu była tylko niebieskowłosa łotrzyca to wyglądało to na zwykłe plotki. Jednak teraz gdy Silny znów zawitał na “Adele” było to widać prawie od początku, że oboje starają się unikać i nie wchodzić w drogę.

      - A ty co? Pewnie byś zaległa na plecach, rozłożyła nogi i czekała aż z tobą skończą. - Silny spojrzał na nią i odezwał się z nieukrywaną pogardą. Zrobiło się jakby ciszej bo po śmierci Karlika to właśnie ta dwójka była najwyżej w hierarchii po Merdze i Starszym. Z czego jak Silnego właściwie non stop nie było to właśnie kultyskta Węża stała się numerem 3 w ich hierarchii. Wcześniej, w zimie, mieli mniej wiecej równą pozycję no ale po tym jak właśnie Łasica najbardziej i najdłużej narażała się w konspiracyjnej robocie w kazamatach to i Merga i Starszy docenili jej poświęcenie i niejako mianowali swoją prawą ręką i wysłanniczką. Co strasznie zirytowało jej głównego oponenta w zborze czyli Silnego właśnie. No ale nawet on nie mógł zaprzeczyć, że właśnie ona siedziała w tych kazamatach najdłużej i nie dało się pomniejszyć jej roli w wydobyciu Mergi, Gretchen i innych z lochów. Nawet jeśli nie zrobiła tego w pojedynkę bo w końcu bezpośrednio czy pośrednio zaangażował się w ten numer cały zbór Starszego.

      - Nie no co ty? Masz mnie za jakąś amatorkę? Albo kawałek drewna? Najpierw to są buziaki i robota na klęczkach. A potem to zależy jak się rozwinie sytuacja. No i nie poszłabym tam sama tylko wzięła jakieś fajne koleżanki do wspólnej zabawy. - Łasica odparła z dumną nonszalancją jakby jakaś pani nuczycielka mówiła do małego chłopca pouczając go w oczywistych rzeczach jakie ten przegapił. Wskazała nawet na chociaż część tych fajnych koleżanek jakie siedziały obo niej i te zaśmiały się wesoło na taki pomysł.

      - Rżnęłabyś się ze zwierzoludźmi? - Rune mimo wszystko zapytał jakby i z niedowierzaniem i zafascynowaniem jednocześnie. On w końcu nie miał jakichś zatargów z dziewczyną z ferajny i wianuszkiem jej koleżanek to nie był na nią cięty jak Silny.

      - No pewnie. Jeszcze tego nie robiłam to jestem ciekawa jakby było. A patrząc jakie Lilly ma talenty w tej materii to mogłoby być całkiem ciekawie. No a jak już byśmy się z nimi zaprzyjaźniły to sami by nas zaprowadzili do siebie i tego co tam mają. No a Lilly umie gadać po ichniemu to można by zapytać co im odbija od paru miesięcy. I by nikogo nie trzeba było zabijać. - łotrzyca mówiła to lekko i wesoło jakby miała własny plan na rozwiązanie zagadkowej nadaktywności zwierzoludzi. Ale przez to trudno było stwierdzić czy mówi to na poważnie czy tak tylko podpuszcza Silnego aby go wkurzyć.

      - To jak byśmy miały to robić z nimi to stać lepiej nie. To trzeba się położyć i wypiąć kuperkiem dogóry. To jest uległa postawa samicy do kopulacji. Jak się stoi twarzą w twarz to to jest ostrzeżenie i wyzwanie. Jak się odwraca i ucieka to tchórzostwo i znak do zaczęcia polowania. No a jak się położy i wypnie kuper to znak gotowości do kopulacji. Znaczy jak samica to robi. - Lilly albo wzięła słowa koleżanki na poważnie albo tak chciała pochwalić się swoją znajomością zwyczajów kopytnych. Faktycznie jak się widziało jej kopyta zamiast stóp i zwierzęce łydki porośnięte różowym futrem to można ją było wziąć za kogoś z tego dzikiego plemienia. Chociaż urodziła się jako człowiek w jednej z okolicznych wiosek. I miała na tyle dyskretne te mutacje, że jak założyła długą suknie które przecież były powszechne wśród kobiet i obwiązała czymś swoje kopyta i łydki to właściwie mogła chodzić po mieście jak każda inna mieszczka. I lubiła chodzić po tym mieście i poznawać nowe miejsca i ludzi bo miasto wciąż ją fascynowało.

      - Położyć się z kuperkiem do góry? No będę musiała spróbować jak będzie okazja. A na razie to ja bym proponowała się zająć naszą syrenką. Gdzieś tu jest, pewnie gdzieś na Wrakowisku i czeka tam na nas. Może nas zaprowadzić do tej wody i daru od Soren. Jak będziemy mieć coś co sprawia, że ludzie tracą głowę, zrzucają z siebie ubrania i zaczynają się kochać to całe miasto będzie nasze. Wystarczy pozwolić na orgie. Ja bym chętnie wzięła udział w takiej orgii. A tą syrenkę to Joachim spotkał pod koniec zimy więc gdzieś tam jest naprawdę a nie jakieś plotki. - łotrzyca uśmiechnęła się słodko do Lilly na te wieści jakby zakarbowała sobie te informacje w głowie do wykorzystania w przyszłości. Ale wróciła do tego co Merga mówiła o wskazówkach pozostawionych wiernym przez Cztery Siostry. Ona sama była zwolenniczką Węża. Nie było więc dziwne, że ciągnął ją lubieżny zew Soren. A to, że Joachim pod koniec zimy miał nieco niefortunne ale jednak spotkanie z syreną o jakiej krążyło po mieście tyle plotek to chyba wiedzieli wszyscy. No i to był jeden z kluczowych dowodów, że to nie są wyssane z palca plotki tylko ta syrena naprawdę gdzieś tu jest. No i zapewne też jakoś jest związana z zewem Soren. Być może podobnie jak zwierzoludzie inne istoty były bardziej podatne na ten zew sióstr. Tak to rozważał przynajmniej Starszy i Merga.

      - Ja spotkałam takiego jednego ostatnio. - na te słowa odezwała się milcząca do tej pory Onyx.

      https://i.pinimg.com/564x/b0/8b/65/b...b0f689f960.jpg

      - Taki trochę bard a trochę poeta. Artysta. No i potem na zwierzenia mu się zebrało i chyba chciał na mnie zrobić wrażenie. Bo mówił, że znalazł uroczy zakąte nad jakąś zatoczką Salt na południe stąd. No i tam spływało na niego natchnienie. Zwłaszcza w pisaniu ody do miłości. To chyba można by tam pojechać i sprawdzić czy coś jest na rzeczy. Merga mówiła, że to coś może być z wodą związane. Nawet jak nic tam nie ma i tylko mnie bajerował to podobno ładne miejsce. Najwyżej zrobimy sobie jakiś piknik na plaży i jakąś orgię czy co. - młoda, rudowłosa hedonista mówiła z zastanowieniem. Bo chyba wcześniej na słowa owego znajomego nie zwróciła większej uwagi. Pomimo jego starań. Dopiero teraz słowa wyroczni przypomniały jej bo opis brzmiał dość podobnie do tego co opisywała rogata wiedźma.

      https://cdnb.artstation.com/p/assets...jpg?1591226328

      - E tam! Orgie! Niedorzeczność i stata czasu! - Sigismundus też nie wytrzymał i prychnął pogardliwie. Wydawało się, że młode, zdrowe i pełne życia osoby go irytują. Zwłaszcza jak nie mógł ich poddać swoim eksperymentom. Bo wtedy to młode, zdrowe i pełne życia osoby zwykle stawały się jeszcze bardziej pełne życia. Innego życia. Co niesamowicie go cieszyło i fascynowało gdy mógł obserwować te kolejne etapy jakim jego patron od plag przemieniał zdrowe i żywe czyli nudne ciało w coś o wiele ciekawszego i barwniejszego.

      - No… Chyba, że te he he orgie by służyły do rozniesienia błogosławieństwa nowego życia… No to tak, wtedy to tak, to he he tak, mogłyby się przydać takie orgie. - mężczyzna w ozdobnych szatach nagle jakby dostrzegł pewną sprzyjającą okoliczność dla jakich znajdował coś pozytywnego w takich orgiach w jakich lubowały się kultystki Węża. Te spojrzały na niego z niesmakiem bo raczej nie miały ochoty się z nim zadawać i stać się obiektem jego plugawych eksperymentów.

      - Mnie się trafił ostatnio ciekawy okaz. Kobieta. Młoda, silna, zdrowa. Chyba ładna. Pewnie by wam się spodobała ale nie, nie, nie dla psa kiełbasa. Ona jest moja. I jest piękna! Ma piękne wrzody i robaki, tak, tak, piękne ma te robaki. Na początku krzyczała i mówiła, że jestem potworem. Ale teraz już nie krzyczy. W ogóle już wiele nie mówi. Jeszcze trochę, jeszcze trochę poczekać i pokocha to wszystko tak samo jak ja. O tak, i teraz ma sny. Sny o jaskini, szczurach smrodzie i robakach. I bagiennej wodzie. To tak, Oster przez nią przemawia, to pewne. Mówi o jaskini, o jaskini w klifie. Tam trzeba szukać. Na wschodzie. Ona jest silna i wytrzymała, wygląda chudo ale może dużo znieść. Myślę, że musiała się zetknąć z jakimś dotykiem Oster wcześniej i ona ją pobłogosłowiła. Bo wszyscy inni umarli od nadmiaru błogosławieństw Ojczulka a ona jeszcze nie. I pochodzi ze wschodu, wschodniego wybrzeża, tam trzeba szukać tej jaskini. Na pewno tam jest dar od Oster. Weźmiemy ją na smycz i niech nas prowadzi. Niech jej sny nas prowadzą. Tak wam mówię trzeba he he zrobić a nie jaieś orgie i zabijanie, to dziecinada, trzeba działać pełnoskalowo. Jeden dar od Oster i to miasto padnie w krwawych biegunkach i plwocinach dając początek nowemu życiu. - Sigismundus zaśmiał się chrapliwie na koniec a cały czas mówił szybko i jednym ciągiem jak jakiś nawiedzony kaznodzieja. I głosił swoje poglądy z całą mocą i pewnością siebie. To też do pewnego stopnia zazębiało się z tym co Merga mówiła o darze od Oster bo właśnie chodziło o jakąś stojącą wodę i jaskinie. Może to to samo o czym mówił szalony medyk i aptekarz? Nie wiadomo.

      - Jesteś ohydny. - mężczyzna w gustownym kubraku z modnymi, bufiastymi rękawami rzucił do kolegi ze zboru obdarzając go niechętnym spojrzeniem.

      https://www.nicepng.com/png/full/116...d-merchant.png

      - Jakbyście użyli logiki i połączyli fakty w logiczną całość to wskazówka rzucana przez Vestę jest oczywista. - Tobias był zapewne jednym z najlepiej wykształconcyh członków kultu. Był też guwernantem i nauczycielem pociech tych których było na to stać. Często wiec zdradzał takie profesorkie zapędy co nawet na zborze wiele osób drażniło. Ale chyba trudno było mu nie okazać swojej wyższości intelekturalnej nad innymi.

      - Jakie fakty? - zapytała Łasica starając się zachować neutralny ton. Na to pytanie Tobias widocznie czekał bo uśmiechnął się z wyższością gotów udzielić swojego wykładu.

      - To oczywiste. Pamiętacie te dziwne zdarzenia z ostatniej zimy jakie miały miejsce gdy przenoszono jakiś tajemniczy ładunek do Akademii Morskiej? Komuś ponoć nawet eksplodowała głowa. To przecież oczywista wskazówka, że mamy do czynienia z czymś nadnaturalnym. Możliwe, że magicznym. A czyją domeną jest magia? Więc myślę, że właśnie w trzewiach Akademii powinniśmy szukać daru od Vesty. Nawet taka prosta dziewczyna jak ty powinna to dostrzec i przyznać mi rację. - dodał z nieukrywaną wyższością jaką odczuwał wobec niepiśmiennej dziewczyny z ferajny jaką była niebieskowłosa łotrzyca. I sądząc po jej mocno zaciśniętych ustach raczej nie zarobił w jej oczach plusa takim stylem wypowiedzi.

      Dyskusja rozgorzała na dobre bo wyglądało na to, że w sprawie Sióstr każde stronnictwo parło ku swojej patronce aby to właśnie tym poszukiwaniom nadać priorytet. A raczej zbór chociaż znacznie powiększył się liczebnie podczas ostatniego roku to jednak nie miał sił aby aż tak się rozczłonkować i wysłać w miasto a nawet poza miasto kilka grup poszukiwawczych. Jasne było, że trzeba na coś się zdecydować i od czegoś zacząć. Ostateczny głos pewnie mieli Merga i Starszy ale ci na razie nie ingerowali w dyskusję czekając co się z tego żywiołowego kotła wyklaruje.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      0
      • SeachS Niedostępny
        SeachS Niedostępny
        Seach
        napisał ostatnio edytowany przez
        #3

        Oryginalny autor: Seachmall

        - Dzieci, dzieci! - zawołał Otto unosząc dłonie, aby uspokoić zbór - Wszystkie wasze pomysły mają wartość i wszystkie będą wzięte pod uwagę. - Spojrzał na Łasicę i Silnego - Nie ma sensu się obrażać i wywyższać… jeszcze.

        Otto "Puste Oko" przyłączył się do kultu gdzieś na wiosnę, na początku pomagał kultowi z jego medycznymi problemami, ale z czasem zaczął się okazywać jako religijny "przywódca' kultu. Nie śmiał nigdy, podważyć autorytet Starszego, służył jednak członkom zboru jako doradca w odnajdywaniu nowych metod oddawania czci Bogom.
        Sam Otto wyglądał niepozornie. Proste szaty, krótki brązowe włosy, jedyne co przykówa uwagę to brak prawego oka i blizny po poparzeniach na prawej stronie twarzy. Te okaleczenia na ogół są zakryte są za drewnianą pół-maską, jednak zawsze podczas zboru Otto odsłania twarz.
        Kolejny wyróżniający się element jego ekwipunku to gruba księga, którą zawsze trzymał blisko siebie.

        Informacja o misji Mergi była zarówno niepokojąca jak i ekscytująca. Brak ich wyroczni może wstrząsnąć rozkładem sił wewnątrz kultu, a to oznacza walkę o władzę.

        - Życzę ci powodzenia czcigodna, nasze spotkania nie będą takie same bez twego majestatu. - spojrzał na Starszego - Wracając do tematu artefaktów, nie usłyszałem niczego konkretnego, ale…- sięgnął do plecaka i wyciągnął kilka kartek.

        Dało się słyszeć zbolałe westchnienia zgromadzonych.

        - Znowu przyniosłeś te bohomazy swoich pacjentów? - zapytał z przekąsem Tobias.
        - Tylko ignorant odrzuca poszlaki ze względu na ich pochodzeniem drogi Tobiasie. - uczony prychnął na oskarżenie i obelgę mnicha - Moi podopieczni. "Obłąkani", "Lunatycy", "Odmieńcy"... słowa zabobonnych, nic nie rozumiejących głupców. - ułożył kartki przed sobą, czystymi stronami do góry - Ci biedacy dojrzeli prawdę świata, istotę Chaosu, ich ciała i umysły nie były w stanie znieść tego i w obronie swego istnienia doprowadziły się do szaleństwa. - zamknął swoje pojedyncze oko - Ale połączenie z domeną naszych Bogów, ciągle jest i tak jak moje puste oko, są w stanie dojrzeć prawdy, których my nie widzimy. - jego dłoń zaczęła dotykać kartek - Widziałem początek naszej podróży, jak i jej koniec. Zbierzemy artefakty, bo taka jest wola Bogów, inne zakończenie jest nie możliwe. Ścieżki są jednak różne, nie ważne jednak, którą drogą pójdziemy koniec będzie taki sam. - dotknął jednej z kartek i przewrócił ją rysunkiem do góry - Pytanie tylko, od czego powinniśmy zacząć?

        Rysunek był dość prosty, pokazywał martwe drzewa o brązowo-zielonych pniach, które były zanurzone w zielono-szarej cieczy, wśród drzew było widać jakieś inne kształty. - Hm… Vigo.- zamyślił się mnich - Ostatnio złapał jakiegoś syfa, strasznie gorączkuje i majaczy, ale przekonałem go do narysowania tego co widzi we snach. - wskazał na rysunek - Podejrzewam, że to może być Teufelsumpf, lub jakieś inne moczary. A te istoty… - wskazał na jeden z kształtów między drzewami - To trolle. Nurgle uwielbia gnębić te istoty, ich moc regeneracji jest wyzwaniem dla jego chorób. Jeżeli artefakt Oster znajduje się pod ziemią, może wpływać też i na te szkaradztwa. - schował pozostałe rysunki. Teraz zaczął rozważać pozostałe poszlaki.

        - Zwierzoludzie są ciekawym tropem, ale nienawidzą wszystkiego co cywilizowane. Szanują jedynie siłę, więc obawiam się, że wystawianie kuperka będzie musiało poczekać, aż nie ustalimy sojuszu.- Zerknął na Onyx - Orgia na plaży brzmi kusząco moja droga, ale mamy priorytety. Jeżeli mogłabyś zaciągnąć jeszcze języka u tego poety, mogłoby nam pomóc. Ja sam spróbuję się znowu wkręcić do Klubu Poetyckiego, może ktoś coś słyszał. Co do akademii… ktoś z nas wie jak włamać się do takiego miejsca niezauważonym? Nie chcemy kolejnych listów gończych. -ponownie się zastanowił, zamknął swoje jedyne oko, ale zgromadzonym się wydawało, że jego pusty oczodół ich obserwuje.
        - Dar od Oster wydaje się najprostszym do uzyskania. Z jego pomocą, będziemy może w stanie łatwiej zyskać pozostałe. - Spojrzał otwarcie na zgromadzenie - Nie mamy sił, aby zabrać się za wszystkie na raz, szczególnie, że czcigodna nas opuszcza. Polecam więc, zabrać się za jeden, a potem kolejny.

        Pozwolił teraz pozostałym powiedzieć swoje opinie. On sam wrócił do rysunków swoich podopiecznych, być może ujrzy jakąś inną poszlakę.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        0
        • ZellZ Niedostępny
          ZellZ Niedostępny
          Zell
          Moderator Obsługa
          napisał ostatnio edytowany przez
          #4

          Oryginalny autor: Zell

          Słowne przepychanki kultystów analizował mężczyzna w piątej dekadzie życia, zapewne niegdyś o włosach ciemnoblond, jakie pożegnał wraz z nadejściem szarości przywołanej skradającymi się latami żywota. Owa szarość mogła także kojarzyć się z oprószeniem włosów popiołem wianym podmuchem wiatru z gorejącego płomieniem stosu. Ni jasność myśli, ni fizyczna sprawność nie chciała jeszcze porzucać postawnego człowieka, a jednak w jego spojrzeniu czaiło się zgorzknienie. Ciężko było się dziwić, jako że jeszcze niedawno nie ukrywał szlachetnego pochodzenia oraz cieszył się statusem zguby oczekującej prawdziwych (w najlepszym wypadku) winnych konszachtów z Chaosem w każdej postaci. Wzbudzał strach samą obecnością, możliwością zwrócenia swojej uwagi na biednego obywatela Imperium, który nawet nieświadomie wszedł w kontakt z plugawym słowem gubiącym nieśmiertelną duszę.
          A Heinrich von Achterberg nie był znany z litościwej natury... jak i z litości wobec winnych nie byli znani inni Łowcy Czarownic. Różnica była, iż Heinrich mógłby przymknąć oko, jeżeli to służyłoby jego interesom w większym obrazie.

          Ironicznie jawiło się, iż ten cięty na Magów niepodążających prawami i parających się magią chaosu, od półtora miesiąca sam pojawiał się w szeregach kultystów, a wedle słów Łasicy najbardziej chciał skontaktować z tymi, na których tak polował. Wręcz dało się zauważyć w jego zachowaniu usilnie skrywane nutki desperacji.
          Tajemnicą nie pozostało długo, iż sam Heinrich przywitał w sobie mutację. Nie chwalił się, nie zaprzeczał, a jakakolwiek była - nie ujawniła się w miejscu, jakiego ukryć nie można, jednak nie śpieszno mu było zaspokoić ciekawości innych.

          Pojawianie się na zborach jawiło się Heinrichowi odrealnione. Ciągle cierpiał to okropne uczucie, jakby leżały jego czyny w sprzeczności z całym poprzednim życiem, a w tym i z nim samym, jednocześnie uważając je za całkowicie sensowne i uzasadnione. Co innego miał zrobić? Popełnić samobójstwo? Czy ogniem powinni zakończyć jego żywot? Wiedział, iż na nic poza szybką śmiercią liczyć nie mógł od dawnych kamratów. Stał się nagle tym, z czym walczyli, czego mieli nienawidzić.
          I był teraz tym, czego sam nienawidzić powinien...

          Patrząc na Mergę, wciąż głęboko w myślach krążył mu pogłos snów, jakie zaprowadziły go w objęcia kultu. Wcześniej uważał takie za objaw spaczenia, kierował na stos tych, którzy je miewali. Nie mylił się w tym, choć...

          Ech, to już nie było takie proste.

          Przemowa Starszego ruszyła w Heinrichu nutę, jakiej wolał nigdy nie usłyszeć. Starał się tłumić ją zgorzkniałością spowodowaną sytuacją. Sprzeczności, w jakie go wcisnął los, stawały się nie do wypłynięcia z nich nieważne, jakimi gimnastykami umysłowymi chciał to wszystko uzasadnić, a słowa Starszego tylko głębiej wpychały w toń zwątpienia we własne przekonania. Reakcje kultystów także nie pomagały w wypłynięciu na górę.
          Heinrich musiał przyznać przed samym sobą, iż stare życie zamknęło swe bramy przed nim. Teraz znalazł się tutaj, pośród innych wzgardzonych i choć nigdy by się tego nie spodziewał - zaczynał czuć się na miejscu.

          Słowa o wyprawie nie zrobiły takiego zamieszania u byłego Łowcy Czarownic, co u kultystów z większym stażem. Wspomnienie poszukiwania artefaktów połączyło się w umyśle z informacjami, do jakich dotarł podczas swojej działalności najemniczej w mieście.

          - Najemnicy są zbierani. - rozbrzmiał głos Heinricha twardy z natury i wyprany z emocji - Selekcjonują ich uważnie, nie chcąc brać kogokolwiek, byle oszczędzić grosza. - nowy nabytek kultu przesunął wzrokiem po zgromadzonych - Każdego niesprawdzonego nie przyjmie pracodawca, więc do nich się nie zbliżyłem dostatecznie.

          Oparł łokcie na stole, krzyżując spojrzenie z Łasicą.

          - Pracodawca się nie pojawił, a jedynie osoba zachęcająca odpowiednich najemników. Możliwie wybór już został ustalony. Nawet wasze kuperki nie zadziałają, gdy główny kogut poza kurnikiem. - wrócił spojrzenie na wszystkich.
          - Cokolwiek jest dla nich, owiane zostało tajemnicą. Ktokolwiek potrzebuje tych ludzi, nie jest skory pokazać się wprost. Jedynie krążą plotki, że wybrani zostali wysłani poza miasto. Czemu tylko plotki? Ponieważ jeszcze nie powrócili, zostawiając ludzi tylko z niezaspokojoną ciekawością i gorzkim smakiem umknięcia pieniądza sprzed nosa. - uśmiechnął się półgębkiem bez radości - A opłacający zachęcił sowicie. Zależy mu bardziej niż na złocie, więc albo ma go w bród, albo cel jest tak istotny, że przewyższa wizję głodu.
          - Sądzę, że nie możemy się skupiać na jedynie najbardziej oczywistych miejscach do poszukiwań. Ewidentna odpowiedź może być mylna. Nie wpadnijmy w pułapkę naszych własnych przekonań. Pamiętajmy też w poszukiwaniach... - spojrzał w przestrzeń - ...nie tylko my możemy być zainteresowani.

          Writing is a socially acceptable form of schizophrenia.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          0
          • SantorineS Niedostępny
            SantorineS Niedostępny
            Santorine
            Developer
            napisał ostatnio edytowany przez
            #5

            Oryginalny autor: Lord Melkor

            Młody, wyglądający na niewiele ponad dwadzieścia lat czarodziej siedział nieco na uboczu, w zamyśleniu słuchając wymiany słów. Mimo młodego wieku nie ulegało wątpliwości że jest adeptem Kolegium, na co wskazywały jego szaty, amulet na szyi oraz zakończona diamentem laska. Joachim dołączył do Zboru podczas zimy, przybywając tutaj prosto z Altdorfu i dostawszy w mieście stanowisko rezydenta Kolegiów, w związku z czym większość członków była już z nim zaznajomiona. Wiadomo było, że zajmuje się astrologią i udziela w tej kwestii porad miejscowej elicie, nawet jakiś czas gościł w domu van Hansenów, jednej z najbardziej wpływowych szlacheckich rodzin w tym mieście, od których wprawdzie się wyprowadził ale co jakiś czasu zapraszali go na przyjęcia i inne wydarzenia.
            Jednak jeśli chodzi o braci i siostry z Kultu o niższej pozycji społecznej to nie wydawał się traktować ich wyniośle. Sporo czasu spędzał z Aaronem, mającym skłonność do pijaństwa innym adeptem Kolegium, wspólnie prowadzili badania nad pewnym opętanym podobno przez demona osobnikiem. Spotykał się też z samą Mergą, która nauczała go niebezpiecznej lecz budzącej pokusę sztuki demonologii. Pomimo tego, że jego patronem był Pan Przemian i sztukom tajemnym poświęcił życie, całkiem dobre relacje miał też z dziewczynami z ferajny i Slaaneshytką Pirorą, z którą współpracował przy infiltracji wyższych sfer Neus Emskrank. Najwyraźniej nie był typem uczonego, który unikał zupełnie kobiecych dźwięków, miał nawet za sobą epizod z intrygującą mutantką Lily.

            Z rozmyślań wyrwała go sprzeczka Tobiasa z Łasicą. W teorii powinno mu być bliżej do ceniącego wiedzę strojnisia, ale jego arogancja zaczynała być irytująca. Poza tym jakiś nauczyciel nie mógł się przecież równać z prawdziwym magiem, takim jak on.

            - Myślę Tobiasie, że nie powinieneś kwestionować kompetencji naszej Łasicy. Chyba nie byłeś wtedy jeszcze z nami, ale to ona była mózgiem operacji uwolnienia naszych braci i sióstr z Kazamatów, w której ja również uczestniczyłem. A i teraz bardzo wiele jej zawdzięczamy.

            - Zgadzam, się że lepiej skupić się na jednym tropie, chociaż z drugiej strony nie jest nas teraz mało a każdy ma nieco inne możliwości i zainteresowania. W tej kwestii będę w najbliższych dniach szukał znaków ukrytych w układach gwiazd - oświadczył z dumą.
            - Ja rzeczywiście spotkałem się już z Syreną i mogę potwierdzić że nie jest to plotka, słyszałem na własne uszy jej magiczny i niosący zgubę marynarzom śpiew. Ta istota sama też wydaje się być zainteresowana muzyką i śpiewem, możemy połączyć siły i tym razem może uda się nam ją pomyślnie schwytać - uśmiechnął się w stronę grupy wyznawczyń Pana Rozkoszy. Widać było, że nie chce stracić praw do tropu, którym zajął się jako pierwszy.

            - Oczywiście inne tropy też warto zbadać, w Akademii Morskiej już bywałem i prowadziłem badania, więc mogę bez problemu tam się dostać i poszukać śladów magicznej aury.

            Kiedy odezwał się Heinrich, czarodziej taksował go niespokojnym spojrzeniem. Doszły go słuchy, że tamten jest byłym łowcą czarownic i na takiego nawet wyglądał, a on zdecydowanie nie miał powodu darzyć sympatią tych fanatyków, nie po tym co spotkało przed laty jego rodzinę.

            - Cóż jest takiego niezwykłego, że ktoś zbiera najemników? - odezwał się zimno. Czy udało ci się tą przyczynę ustalić? Wiesz oczywiście, że w mieście znajdują się łowcy czarownic? - spytał się, ciekaw reakcji mężczyzny o popielatych włosach.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            0
            • SantorineS Niedostępny
              SantorineS Niedostępny
              Santorine
              Developer
              napisał ostatnio edytowany przez
              #6

              Oryginalny autor: Seachmall

              - Cieszą mnie twe słowa Otto. Ale nie wybieram się za morze już zaraz. Myślę, że przygotowania jeszcze tydzień czy dwa zajmą. I też chciałabym mieć czym się pochwalić i skusić moich pobratymców do przybycia tutaj. Czyli dobrze jakby do tego czasu dało się zdobyć coś namacalnego co pozostało po Czterech Siostrach aby im pokazać. - rogata wyrocznia skinęła uprzejmie głową na słowa jednookiego kultysty. I doprecyzowała jak to zapewne może wyglądać z jej podróżą do Norsci. Po części też pewnie by miała lepszą pozycję w negocjacjach jakby do tego czasu pozostałym kultystom udało się zdobyć jakiś artefakt czy coś podobnego w tej kwestii co by mogła zawieźć za morze i tam pokazać współplemieńcom.

              - A z tym wystawianiem kuperka to nie wiem czy wiesz Otto ale zwykle jak już jest po to raczej to sprzyja zawieraniu znajomości, przyjaźni i sojuszy. Więc niekoniecznie musi to być wisienka na torcie negocjacji z kopytnymi. - Łasica zaczepiła o inny wątek poruszony przez byłego mnicha. Widocznie niekoniecznie zgadzała się z jego wnioskami co do kolejności zdarzeń i kroków w razie ewentualnych kontaktów ze zwierzoludźmi.

              - Nie wiem czy go jeszcze spotkam. Spróbuję. Nie przywiązywałam do tej pory wagi do niego i jego słów. Dopiero jak teraz Czcigodna wspomniała to przypomniałam sobie o nim. Wtedy jak o tym mi mówił to za bardzo więcej nie powiedział o tamtej zatoczce. Tyle, że to Salt i gdzieś na południu od miasta. - Onyx obiecała, że zrobi co się da z tym swoim znajomym artystą co jej tak opowiadał o owej zatoczce co teraz dziwnie pasowała do opisu Mergi. Ale nie była pewna czy go odnajdzie i co z tego wyniknie, czy dowie się coś więcej czy nie. Jednak obiecała spróbować.

              - Z dziewczynami z klubu ja mogę popytać. Ale spróbuję ci załatwić zaproszenie na następny Bezahltag. Raczej powinno mi się udać, Kamila mnie lubi no ale to jej spotkania i ona ma ostateczne słowo. Jak nie to się nie przejmuj, zorganizuję coś w mojej galerii. Przydałby się jakiś pretekst więc jak masz jakiś nowy wiersz czy obraz to to by mogło być. - z kultystów Pirora chyba była najbardziej zagłębiona w śmietankę towarzyską miasta, zwłaszcza tą część co się interesowała szeroko pojętą sztuką no i ona zwykle była najlepiej poinformowana co tam się dzieje no i mogła właśnie pomóc pozostały zorganizować jakieś spotkania na tym wyższym, towarzyskim szczeblu. Więc była gotowa wesprzeć w zamiarach swojego kolegę kultystę.

              - O, właśnie, dobrze prawisz Otto. Od razu mi wyglądałeś na inteligentnego, młodego człowieka. Nie ma co kombinować, weźmiemy moją ślicznotkę na smycz i zaprowadzi nas jak świnia do trufli do tego daru Oster. - za to Sigismundus rozpromienił się na słowa jednookiego który jak na razie jako jedyny poparł jego pomysł. Od razu potraktował go jak sojusznika dla tej sprawy.

              - Nie wiem czy wiesz. Ale prowadzanie kogoś na smyczy po ulicy to jednak trochę rzuca się w oczy. - Silny parsknął nieco ironicznie zwracając uwagę na to co chyba zapomniał medykus i uczony. No i trudno było się z tym nie zgodzić.

              - Poza tym nie wiadomo jak daleko by nas zaprowadziła. Może to w mieście, może rzut beretem za blankami a może tydzień drogi przez dzicz stąd. - Burgund też dorzuciła coś od siebie no ale ona jako zwolenniczka Węża raczej była zainteresowana dziedzictwem Oster czyli tymi tropami z syreną i może tą rzeczną zatoką co tam jakiś znajomy Onyx coś mówił.

              - Ktoś zbiera jakichś najemników? Gdzie? Po co? Kto? Na załogę jakiegoś statku czy co innego? Bo mnie nie było w mieście to nie wiem. - Silny za to wrócił do tego o czym mówił były łowca czarownic, bo widocznie niezbyt wiedział jak ma ugryźć te wieści.

              - Ja tam bym chętnie spróbowała z tymi kuperkami i zwierzoludźmi no ale ta syrena też mnie ciekawi. Ciekawe czy jest jakaś piękna. Jak od naszego patrona to chyba powinna prawda? Jakby była piękna to chciałabym się z nią kochać! No chyba, że to jakaś obślizgła maszkara i zimna ryba… No to wtedy niekoniecznie… - Łasica odwdzięczyła się za wsparcie Joachima w starciu słownym z Tobiasem obdarzając magistra słodkim i uroczym uśmiechem. No ale, że Wąż był w niej silny to wolała się zająć dziedzictwem Soren albo chociaż tymi sprawami jakie dostarczałyby jej ekscytacji i podniety. Niemniej nie była tylko wyuzdaną trzpiotką co dała wyraz zaraz potem jak wróciła do spraw dla niej służbowych czyli przeniknięciu do Akademii Morskiej.

              - Na włam to się idzie na pewniaka albo prawie. Ja i Burgund możemy sforsować mur w nocy i gdzieś się włamać. Ale gdzie? To cały kompleks ta Akademia. A do włamu to potrzebny jest budynek, pietro, pomieszczenie, które to drzwi i okna. Potem to na ile się da rozpoznać, obejrzeć jak to wygląda, jak da się podejść, jakie są zabezpieczenia. i dopiero się robi włam. Zresztą włamuje się po coś. Można w ciemno, ale zwykle wiadomo chociaż mniej więcej co tam powinno być. A teraz to nawet nie bardzo wiemy czego szukać. A w zimie coś było o wybuchających głowach. Nie uśmiecha mi się podchodzić do czegoś od czego wybucha głowa. - włamywaczka wystawiła swoją fachową opinię jak to zwykle wyglądają przygotowania do włamu. Chociaż w tak ogólnych zarysach i założeniach. Patrząc na to jej oczami no to faktycznie prawie nic nie wiedzieli poza jakimiś plotkami z zimy na jakie teraz Tobias zwrócił uwagę.

              - Można też na oszusta. Wtedy zależy kto. Nam to by najłatwiej było udawać jakąś służbę czy co. Tak jak w zimie Łasica Katię udawała. Albo Egon strażnika. To by można tam się rozejrzeć. Ale jeszcze łatwiej komuś kto tam po prostu może sobie legalnie wejść. - Burgund często działała w duecie z Łasicą podczas różnych numerów na mieście gdy były “na robocie”. Obie miały podobne doświadczenia i umiejętności chociaż niebieskowłosa była przy tym bardziej skradaczem i włamywaczką a rudzielec oszustką i naciągaczką. Teraz popatrzyła na Joachima i Tobiasa którzy w tym gronie powinni mieć najłatwiejszy dostęp do biblioteki Akademii a może i innych urzędów i biur jakie się tam znajdowały. Może jeszcze Sigismundus jako aptekarz i cyrulik też miał spore szanse aby tam się legalnie dostać. Niemniej podobnie jak Onyx i Łasica jakby miała wybierać to wolałaby coś bardziej pobudzajacego żądze i zmysły niż nudne udawanie praczki, kucharki czy służki dzień po dniu. W zimie widać było ile Łasicę to kosztowało i chociaż sumarycznie się bardzo opłaciło to jednak włamywaczka nie wspominała tego jako coś przyjemnego. Więc niezbyt jej i jej koleżankom uśmiechało się ponownie pakować w coś podobnego chociaż nie powiedziały “nie” w takiej opcji.

              Heinrich obdarzył Joachima spojrzeniem najwymowniej wyrażającym jego podejście do młodego maga - kryła się w tym mdłym, niezainteresowanym wzroku jakaś tłumiona niechęć pomieszana z brakiem zainteresowania.
              Czasy zmieniły się dla byłego Łowcy Czarownic, ale choć nie posiadał już pozycji o tym wpływie, to jednak pozostały w nim wyuczone reakcje społeczne.

              - Wiem. - odparł niespiesznie na pytanie Joachima - Jest też różnica między zbieraniem a zbieraniem. - skupił spojrzenie na Burzookim - Gdy bierzesz kogokolwiek, kogo skusi moneta, to cel raczej nie stanowi poważnego zagrożenia, ni wymaga dużego pomyślunku poza machaniem bronią. - wykrzywił usta w uśmiechu - A ktoś tani prędzej ucieknie z pieniądzem niż będzie pomocą w walce z większą grupą, magiem... Oczywiście o ile nie planujesz wykorzystać najemników jako mięsa armatniego. - wzruszył ramionami.
              - W Kwarcie. - Heinrich zwrócił się do Silnego - Zważając na rekrutację, chętni są dość dokładnie sprawdzani nim zostaną zaakceptowani. Nie o załogę statku chodzi, szczegóły nie zostały podane niewybranym. Nie chciałem za mocno okazywać zainteresowania, jakie wykroczyłoby poza chęć zarobku. Oferowane pieniądze zachęciły wielu, więc takie działanie nie było niczym niezwykłym. Wolałem uniknąć sprawdzenia, jakie mógłby zwiększyć mój mikry staż w mieście. Najwyraźniej najemnicy są potrzebni w asystowaniu w poszukiwaniach i konieczna jest nie tylko sprawność w mieczu, ale także "siła ducha". - kolejny ironiczny uśmiech.
              - Osobiście szukałbym artefaktu od Vesty. Zjawiska mogące się pojawiać, mają szansę nie tylko nam wskazać drogę, ale też zadziałać jak światło lampy olejnej, ściągającej ku sobie łowców czy innych śledczych.

              - Tyle możliwości, tyle możliwości… - Otto westchnął i przetarł swój pusto oczodół - Tzeentch uwielbia tego typu sytuacje. - złożył dłonie w modlitwie i zaczął cicho szeptać. Po chwili spojrzał na zgromadzonych.
              - O ile nie możemy zabrać się za wszystkie artefakty na raz, możemy podzielić naszą rodzinę na kilka zadań. Za twoim przyzwoleniem Starszy, sądzę, że najlepiej będzie wysłać niewielką grupę za artefaktem a w tym czasie reszta zboru będzie szukała informacji o pozostałych. - rozejrzał się po kultystach - Strupas i Sigismundus. Jeżeli uda się wam, wypróbujcie waszą lochę. Zobaczcie jak daleko was zaprowadzi. Zacznijcie poza miastem, jeżeli będzie ciągnęła w stronę miasta… jednocześnie ułatwi i skomplikuje to sprawy. - spojrzał na Silnego i Łasicę - Jeżeli patrząc na oczywiste znaki, zwierzoludzie są pod wpływem Khorna, a to oznacza bardziej bitkę niż kuperkowanie. Dlatego ten artefakt zostawimy na później.

              Mnich zamknął oko.

              - Władco losu wskaż mi drogę…. - westchnął - Obserwujmy na razie tylko Łowców. Wiemy czego najpewniej szukają, ale nie są świadomi ani nas, ani pozostałych darów. Jeżeli wejdziemy z nimi w wyścig o dar Vesty będziemy mieli kolejny problem na głowie. - uśmiechnął się do wyznawczyń Slaanesh.
              - Co oznacza, że oddział kuperkowy najpewniej wygrał te wybory. Sądzę, że powinniśmy ruszyć za syreną, bez urazy Sigismundus. Zadanie może nam co najwyżej zabrać czas i ewentualnie doprowadzić do kilku aktywności zaciśniających więzy.

              Joachim spojrzał z uznaniem na Otta, którego przemyślane słowa przypadły mu do gustu.

              - Zaiste, wiele możliwości i ścieżek przed nami, dlatego planuje spojrzeć w gwiezdne znaki. I zgadzam się, że jest nas teraz na tyle dużo, by badać różne tropy. Jak wspomniałem ja mogę całkiem legalnie dostać się do Akademii, przetarłem już szlaki, jestem w końcu uznanym magiem Kolegium, co otwiera wiele bram - wyprostował się dumnie.
              - I choć bliżej mi do Pana Przemian niż Księcia Rozkoszy, to popieram żeby sprawę syreny potraktować jako priorytet. Już się z nią wraz z Silnym i Rupertem spotkaliśmy - spojrzał w stronę osiłka i ponurego rybaka, którego zwerbował do Kultu - więc to najbardziej namacalny trop. Wiemy mniej więcej gdzie przybywa i że można ją wywabić śpiewem, to chyba sporo?

              - No i cały czas podtrzymuje, żeby mieć oko na tę grupę łowców w mieście, wiesz coś o nich Heinrichu? - spojrzał znów nieco podejrzliwie na nowego członka zboru.

              Heinrich spojrzał na maga zimnym wzrokiem.

              - Nie. - krótko odpowiedział, jakby chcąc sprawdzić reakcję Joachima.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              0
              • SantorineS Niedostępny
                SantorineS Niedostępny
                Santorine
                Developer
                napisał ostatnio edytowany przez
                #7

                Oryginalny autor: Pipboy79

                Oryginalny tytuł: Tura 02 - 2519.06.28; fst; przedpołudnie

                Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Portowa; koga “Stara Adele”
                Czas: 2519.06.27; agt; wieczór
                Warunki: ładownia, jasno, ciepło, gwar rozmów; na zewnątrz jasno, sła.wiatr, pogodnie, ciepło

                Zbór

                - Za tydzień jest to krasnoludzkie święto sagi a potem turniej rycerski. Będzie kilkudniowy festyn na całego. Zjedzie się wielu gości, także z okolicy, pewnie i z Saltburga ktoś przybędzie aby stanąć w szranki lub obejrzeć zmagania. Więc zbór za tydzień będzie pod znakiem takiego festynu. Myślę więc, że możemy poświęcić parę najbliższych dni aby rozeznać się w sytuacji które z tropów rokują najlepiej. - gdy w końcu mistrz zboru zabrał głos po wysłuchaniu tych różnych argumenty w dyskusji swoich podpopiecznych to uznał, że mają jeszcze czas na podjęcie kluczowych decyzji zanim skoncentrują uwagę na konkretnej ścieżce.

                - Co do tego turnieju to myślę, że będzie on związany z jakąś niespodzianką albo skandalem. Zdumieniem i rozczarowaniem. Może to jakoś wpływać na nasze losy i sytuację chociaż na razie nie jest to dla mnie jasne jak bardzo i w jaki sposób. - Merga pokiwała swoimi pięknymi rogami które tak imponowały Lilly dorzucając swoją ni to uwagę ni przestrogę.

                Potem jak już te najważniejsze rzeczy mieli ustalone zostały sprawy organizacyjne. Kto, z kim, kiedy i gdzie. Teraz mieli okazję rozmawiać swobodnie i bez ogródek bo na zewnątrz to już nie było takie oczywiste. O ile powiedzmy Łasica czy Burgund jak się przebrały za jakieś służki to jeszcze były naturalnym widokiem w kamienicy Pirory to już taki śmierdziel jak Garbus czy obcy mężczyzna jak Henrich wzbudzali by pewnie pytające spojrzenia.

                Sigismundus ochoczo zgłosił się aby razem ze Strupasem “wyprowadzić lochę” na zewnątrz. A owa “locha” jak ją nazwał Otto bardzo mu się spodobała. Aż zarechtorał radośnie na to zgrabne określenie. - Tak, tak, Locha jej pasuje. Będzie się tarzać w błocie i gnoju jak prawdziwa locha! Pokocha to! I zaprowadzi nas do daru pozostawionego przez Oster! I będzie miała zaszczyt być narzędziem i naczyniem dla błogosławieństw Ojczulka! O tak, tak, właśnie tak! Ona jeszcze nie wie jaki zaszczyt ją spotkał, jak powinna być wdzięczna za swój wspaniały los! - aptekarz i cyrulik zaśmiał się chrapliwie co nadawało mu dość szalonego wyglądu. Ale mimo wszystko zdawał się być racjonalny w swoich kalkulacjach. A Festag mu pasował na takie próbne “wyprowadzenie lochy”. Zamierzał rano, o ile pogoda pozwoli, spróbować co z tego wyjdzie. Strupas miał mu towarzyszyć bo jak zawsze był chętny do knucia i rozpowszechniania błogosławieństw Ojczulka. Ale jak ktoś miał ochotę to mógł do nich dołączyć. Dziś rano przy południowej bramie mieli się zerbać we trójkę i zobaczyć czy owa locha się nadaje do czegoś sensownego z tym szukaniem błogosławionych plagą trufli.

                - No cóż, dziewczyny, to kopulowanie z koziołkami chyba będziemy musiały odłożyć na później. Ale mam nadzieję, że w zamian dostaniemy kopulowanie z jakąś ładną syrenką. - Łasica ewidentnie nie miała ochoty brać udziału w jakimś szukaniu źródeł zarazy. Za to jej była myśl o ekscytujących przygodach, zwłaszcza takich co zwykle kończyły się w alkowie. Jednak nie tak dosłownie. Widocznie miłość na łonie natury gdzieś w lesie czy na plaży też żywo ją interesowała. Zwłaszcza z tak egzotycznymi i niecodziennymi kochankami. Skoro jednak tajne spotkanie ze zwierzoludźmi nie miało takiego poparcia jak szukanie kontaktu z syreną która prawdopodbnie była jakoś związana z tym samym patronem co ona i jej koleżanki no to była skłonna pójść na kompromis dla dobra sprawy i zboru. Zwłaszcza jakby ta syrena okazała się jakaś ładna, zgrabna i powabna na co chyba miała nadzieję. Jak zwykle mówiła tak swobodnie i z uśmiechem, że nie do końca było pewne czy żartuje czy mówi na poważnie.

                Co do obserwacji werbowników w “Kwarcie” zdania były podzielone. W oczywisty sposób Łasica z koleżankami wydawały się w sam raz. W końcu już nie raz wchodziły w rolę służek i kelnerek czy dziewcząt do towarzystwa. A większość najemników była mężczyznami co lubili się otaczać właśnie kobietami takiego pokroju. No ale dziewczęta nie mogły się rozdwoić więc albo by musiały bytować w “Kwarcie” albo udać się gdzie indziej. W końcu Pirora wspomniała, że ma znajomą najemniczkę którą właściwie dawno nie widziała więc może jakoś od niej uda jej się czegoś dowiedzieć. I na razie na tym stanęło z tymi werbownikami. No chyba, że Heinrich czy ktoś inny miałby ochotę sam wziąć się za śledztwo w tej sprawie to oczywiście droga była wolna.

                Tobias niejako w naturalny sposób skierował się do Joachima w sprawie Morskiej Akademii. No i obaj poświęcili się temu samemu patronowi. Z całego zboru oni dwaj mieli najlepsze możliwości aby tam się udać pod jakimś oficjalnym pozorem. Przynajmniej do bibloteki. Bo większość pozostałych to już musiałaby kombinować na etapie bramy i rozmowy ze strażnikami a oni to chociaż ten pierwszy próg mieli otwarty. No ale w Festag to Akademia była zamknięta więc jak już to trzeba było zacząć od nowego tygodnia.

                Silny i Egon na razie mieli pozostać w kryjówce na statku. Na wypadek gdyby było potrzebne ich siłowe wsparcie. Ale, że nadal byli poszukiwani listami gończymi to docelowo mieli opuścić miasto. Albo będą towarzyszyć Merdze w wyprawie na północ albo którejś z wypraw jeśli udałoby się zdobyć jakiś obiecujący trop.

                - No to powiedzmy jutro po mszy w “Mewie”. Zastanawiam się czy szukać Nije czy lepiej nie. Albo Lilly. - Łasica ustaliła punkt i miejsce zbiórki na swoją ulubioną tawernę w porcie. Ona i Burgund były chętne wyruszyć na szukanie syreny. Onyks też ale w końcu dogadały się, że może lepiej jak spróbuje poszukać tego swojego poetę co coś tam mówił o tej zatoce miłości. Bo tylko ona go znała to miała największą szansę go odnaleźć. Zaś z Nije Simonsberg sprawa była o tyle niejednoznaczna, że poprzednio, jeszcze w zimie całkiem ładnie jej poszedł ten śpiew i muzyczne konkury z syreną. No ale nie należała do zboru. Gdyby działali tylko siłami zboru mieliby większą swobodę manewru gdyby to faktycznie chodziło o spotkanie z istotą naznaczoną przez Chaos. Zwłaszcza, że Wrakowisko nie leżało tak blisko miasta więc były spore szanse, że nawet w dzień nie będzie tam wielu gapiów. Może jacyś rybacy na morzu jak już. No ale bez Nije nie mieli żadnego zawodowego barda ani śpiewaka. Nie było więc pewne czy udałoby się tak jak jej jakoś wywabić syrenę chociaż do tego pierwszego, śpiewnego kontaktu jak to miało miejsce zimą. No a Lilly była mutantką. Do tego z mutacjami typowymi dla jej wężowego patrona. A nawet ze znamieniem ukrytym na podbrzuszu. Co robiło wrażenie na jego wyznawcach. Łasica też je miała choć nie tak wyraźne. No ale jednak z Lilly było to ryzyko, że póki byli w mieście to zawsze było ryzyko wpadki gdyby ktoś zajrzał jej pod spódnicę czy choćby jakiś nadgorliwy strażnik chciał ją przeszukać. Zwłaszcza, że ona sama, pomimo nauk Łasicy, wciąż była wręcz w dziecięcy sposób zafascynowana miastem i jej mieszkańcami, zwłaszcza księżniczkami czyli pięknymi i kolorowo ubranymi kobietami. I czasami dawała się ponieść tej fascynacji co mogło ją i jej towarzyszy wpakować w jakieś tarapaty.

                Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Portowa; tawerna “Wesoła mewa”
                Czas: 2519.06.28; fst; przedpołudnie
                Warunki: główna izba, jasno, ciepło, gwar rozmów; na zewnątrz jasno, łag.wiatr, mżawka, chłodno

                Grupa Łasicy

                - Trochę pada. - Burgund patrzyła za okno. Widać było kawałek ulicy i wody zatoki razem z bujającymi się na falach statkami. Nie było to niespodzianką, od rana się chmurzyło no i wreszcie zaczęło padać. Chociaż raczej drobna mżawka niż pełnoprawny deszcz. W jednej z alków tawerny mieli całkiem dyskretne warunki spotkania, zwłaszcza jak się zasunęło kotarę oddzielajacą ją od głównej sali. Teraz była odsunięta bo dziewczyny chciały widzieć kto przyszedł skoro czekały na spotkanie no i by inni kultyści też mogli ich zobaczyć jakby przyszli.

                - No pada. Ale słabo. Będzie błoto na tej plaży. Ciekawe czy ta syrenka by lubiła zabawy w błocie tak jak my. Jak tak to by mogło być całkiem ciekawie. - zamyśliła się włamywaczka też rzucając okiem na widok za oknem. Mżawka była pewnym utrudnieniem ale nie padało aż tak aby rezygnować z wyprawy za miasto.

                - Pójdę do Cori po oliwę. - oszustka o burgundowych włosach wstała i ruszyła do szynkwasu gdzie urzędowała ich ulubiona blond kelnerka. Chwilę tam rozmawiały w przyjaznej atmosferze po czym blondynka pokiwała głową i wyszła po coś na zaplecze.

                - Pożyczyłam wóz to możemy tam podjechać. Ktoś z was umie powozić? No ja mogę albo Burgund no ale jak ktoś chce to proszę bardzo. - zwróciła się do reszty czekających towarzyszy. Właściwie to byli prawie w komplecie i można było ruszać do tego wozu a potem do bramy i dalej za miasto plażą aż do Wrakowiska.

                - Ja to będę się niedługo zbierać. - Onyx też z nimi siedziała. Chociaż nie zamierzała ruszać na tą syrenią wyprawę tylko miała w planie poszukać swojego piewcę ody do miłości co tak zachwalał romantyczny zakątek nad jakąś zatoczką Salt. Ale na razie jeszcze siedziała razem z nimi.

                - A ja mam nadzieję, że to będzie jakaś ładna syrenka. A nie obślizgła maszkara. Jak będzie jakaś szpetna to nic z nią nie będę robić. - myśli Łasicy krążyły widocznie wokół tajemniczej istoty kryjącej się w morskich głębinach. Bo chociaż grupie Joachima w zimie udało się z nią nawiązać kontakt to jej nie widzieli więcej niż kawałek ogona bujającego się wesoło pomiędzy skałami o jakie rozbijała się wodna kipiel. I dało się poznać, że kultystka Księcia Przyjemności chętnie zawarła by bliższą znajomość z jakaś atrakcyjną syrenką no ale nie ze szpetną maszkarą.

                - Jak jakaś szpetna to może Fabi by dała się namówić? Ona lubi takie ekstremalne przygody. Chyba nawet bardziej niż my. - zaproponowała rudowłosa kultystka wracając do stołu i machając wesoło zdobytą butelką oliwy. Przez chwilę trzy kultystki dyskutowały o tej interesującej możliwości ale skończyło się na tym, że trochę późno aby brać to pod uwagę na dzisiaj bo trzeba by to umówić, pewnie przez Pirorę co miała z nią najlepszy kontakt i dostęp no a gdyby syrenka okazała się jakaś taka niczego sobie to i Burgund z Łasicą by sobie pewnie z nią poradziły w jakichś wesołych karesach. Oczywiście gdyby już doszło do jakiegoś kontaktu na tyle aby dojść do tego etapu. Ale czego się można było spodziewać po istocie z Wrakowiska tego tak naprawdę nikt nie wiedział. Dlatego dziewczyny miały u pasa po długim nożu a w zapasie kostur który można było użyć jako lagi czy tępej włóczni. Jednak miały nadzieję na pokojowe a najlepiej łóżkowe rozwiązanie i, że przemoc nie będzie potrzebna.

                Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Południowa; brama południowa
                Czas: 2519.06.28; fst; przedpołudnie
                Warunki: zaułek; na zewnątrz jasno, łag.wiatr, mżawka, chłodno

                Grupa Sigismudna

                - Dobre miejsce wybrałeś. Ładnie tutaj. Podoba mi się. - Sigismundus pochwalił kolegę w wierze co do wyboru miejsca spotkania. Podobało mu się. Odór odpadków, moczu, kału i końskiego nawozu jaki zalegał w mrocznym zaułku wabił jego zdeprawowane nozdrza. Do tego padało, lekko ale jednak. Co sprawiało, że to wszystko nasiąkało wodą tworząc ładne kałuże i błoto. Chociaż nieco tłumiło ten przyjemny zapach rozkładu.

                - No. Ile czekamy? - Strupas pokiwał swoją brzydką, zniekształconą głową na znak zgody. Nie byli do końca pewni gdzie ich ta wyprawa zaprowadzi i czy ktoś dołączy do nich jeszcze czy nie. Ani czy gdziekolwiek dotrą. Nawet czy Locha do czegoś się będzie nadawać z tym tropieniem to do końca nie byli pewni.

                - Jeszcze możemy trochę poczekać. Jak nikt to sami pójdziemy. - aptekarz wzruszył ramionami. Z jednej strony zdradzał ekscytację bo wiele sobie obiecywał po tej wyprawie. No ale racjonalna część jego umysłu mówiła mu, że to pierwsza próba z Lochą jako przewodniczką to nie miał pojęcia czy coś z tego będzie. Do tej pory nie używał jej w tej roli. No ale jak Starszy dał mu zielone światło na tą próbę to postanowił spróbować.

                - Może zdjąć jej tą smycz? Trochę głupio tak wygląda. Rzuca się w oczy. - garbus dość gładko podporządkował się Sigismundowi doceniając go w roli swojego lidera. Po odejściu Sebastiana przez chwilę został sam jako oddany patronowi rozkładu ale wiosną do grupy dołaczył właśnie aptekarz którego aż kusiło aby nazwać szalonym i bezwzlgędnym eksperymentatorem. Ale garbus doceniał jego intelekt i wolę rozsiewania błogosławieństw ich patrona więc szybko mu się podporządkował. Razem stanowili zgrany duet i często ze sobą współpracowali. Jednak wczoraj Starszy zgodził się, że kobieta prowadzona po mieście na smyczy to za bardzo rzuca się w oczy i lepiej tego unikać. Skoro to były słowa ich mistrza to woleli się podporządkować no i brzmiało sensownie.

                - Jeszcze nie. A jak gdzieś poleci? Dopiero jak wyjdziemy i będziemy szli przez bramę. Potem jak będziemy w lesie to znów jej założymy. - aptekarz popatrzył na uwiązaną do haka wbitego w ścianę kobietę. Siedziała osowiale i kiwała się w monotonnym rytmie. Ale wiedział, że potrafiła być silna gdy miała napady agresji czy pobudzenia. Faktycznie to był ryzykowny moment przechodzenia przez bramę. Mogli ją co najwyzej trzymać jakoś za rękę czy co. Bo bezpieczniej było na smyczy ale tak jak to wczoraj było mówione za bardzo rzucało się w oczy. Strażniczy mogli się przyczepić. Zwłaszcza jak chodziło o młodą i nawet ładną kobietę.

                - Szkoda, że ją umyłeś. Wcześniej bardziej mi się podobała. - Garbus stanął obok niego też patrząc na tą z jaką wiązali takie nadzieje. No tak, skoro mieli wyjść z nią na miasto to Sigismundus musiał zadbać o pozory i umyć ją i ubrać jakoś by wyglądała w miarę normalnie. Co niestety w ich oczach mocno zepsuło jej atrakcyjny wizerunek no ale musieli dbać o pozory.

                - Trzeba było. Ale jak się wytarza w błocie to znów będzie jak przedtem. Dobra, czekamy jeszcze trochę i idziemy. Niewiadomo gdzie to się skończy. Nie zamierzam nocować na zewnątrz. - aptekarz westchnął i spojrzał w niebo. Dzień był jeszcze dość wczesny. Niedawno dzwony były dziewięć razy więc było już po porannej mszy. A locha jakby ich gdzieś zaczęła prowadzić to nie wiadomo czy to tak na pół dnia drogi, dzień czy tydzień. Ale chciał sprawdzić czy w ogóle gdzieś ich będzie prowadzić. Na razie siedziała na podłodze opuszczonego domu i mamrotała czasem coś do siebie, albo nuciła coś lub zapadała w letarg. I ogólnie sprawiała wrażenie obłąkanej albo opóźnionej w rozwoju.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                0
                • SantorineS Niedostępny
                  SantorineS Niedostępny
                  Santorine
                  Developer
                  napisał ostatnio edytowany przez
                  #8

                  Oryginalny autor: Zell

                  Były łowca czarownic obserwował wymieniających się informacjami najemników, pijących w przerwie między zleceniami, „romansującymi” z dziewkami karczemnymi z Kwarty, które zostały oczarowane grubością opasłych sakw nakarmionych wypłatą. Heinrich nie znajdował się w mieście wystarczająco długo, aby zbudować odpowiednią siatkę znajomości wśród najemników. Nie od początku też zakładał taki obrót swojego życia. Co w sumie wtedy zakładał?
                  Przeżyć.

                  Wyszarzałe jasne włosy Heinricha zostały przykryte brunatną pastą, by oszukać obserwatora co do ich barwy. Przywdziany pancerz łączył ciemną skórę z metalem napierśnika. Siedział nieopodal Jonasa, który chętnie dzielił się opowieściami o wyssanych z palca przygodach. Zabawne było słuchać niemożliwych przechwalanek starszego najemnika, a jeszcze bardziej ciekawiły reakcje osób, które się wsłuchiwały w jego słowa. Młodzi nie umieli odgarnąć z drogi tego fałszu i wchłaniali każde słowo, łatwi do przekonania kłamstwu. Heinrich zastanawiał się czy oni dożyją pierwszej swojej wypłaty, czy może polegną szukając takich sukcesów, o jakich mówił stary najemnik.
                  Na kolanach bajarza z mieczem, siedziała piegata białogłowa o wydatnych kształtach, której zauroczenie opowieścią trwało tak długo, jak najemnik nie zmienił jej na inną ze służek. Heinrich zobaczył w jej oczach zmianę, gdy odsunęła się od opowiadającego - ona wyraźnie nie wierzyła w większość tego, co usłyszała i tak długo, jak musiała podbijać mu ego swoją obecnością, tak długo cierpliwie znosiła uwiązanie. Wyglądało na to, że zmianę z inną dziewczyną przyjęła z ulgą, choć musiała zostać wynagrodzona przez Jonasa sądząc po monecie w dłoni, chowanej w kieszonkę skrytą między zwojami spódnicy.
                  Heinrich wysunął dłoń ku odchodzącej kobiecie, przywołując ją do siebie i dopijając łyk piwa z kufla położył monetę na kancie, utrzymując ją nieruchomo palcem.

                  - Z tego co Jonas mówi, aż dziwię się, że nie został przyciągnięty przez werbowników ostatnio. -przesunął palcem monetę do przodu i do tyłu - Tak im zależało na jakości, a pogardzili?

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  0
                  • SantorineS Niedostępny
                    SantorineS Niedostępny
                    Santorine
                    Developer
                    napisał ostatnio edytowany przez
                    #9

                    Oryginalny autor: Seachmall

                    Dzień święty trzeba święcić. Otto ruszył z rana do świątyni Mananna pomóc Martinowi w jego przygotowaniach.

                    - Chciałbyś pomóc może w samych uroczystościach, Otto? - propozycja akolity zbiła kultystę trochę z toru.
                    - Słucham?
                    - Czy chciałbyś mi pomóc poprowadzić mszę? Tak dużo robisz… - jednooki mężczyzna delikatnie się zaśmiał.
                    - Ciągle próbujesz mnie wciągnąć z powrotem na "Boską ścieżkę"? Dziękuję Martin, naprawdę. Jednak moje życie w klerze postanowiłem pozostawić za sobą. Do tego byłem Sigmarytą, nie Mananninem. To co robię teraz… do przysługa dla ciebie. Masz dostatecznie dużo na głowie. - Otto lubił obserwować akolitę, było coś w jego czystego w jego wierze. Przykro będzie patrzeć na jego śmierć kiedy kult przejmie kontrolę nad miastem. Chyba, że do tego czasu zdoła otworzyć Martinowi oczy - Do tego nie mam takiego talentu do przemawiania do grup co ty.

                    Otto spokojnie brał udział we mszy, obserwując również resztę zgromadzenia, starając się wycenić siłę wiary w populacji.
                    Po mszy ruszył na miasto zakupić dwa przedmioty..


                    Grupa Łasicy

                    Do grupy podszedł Otto, postanowił zabrać się z misją Slaaneshytów. Ufał oczywiście, że znajdą syrenę, zastanawiało go jednak czy będą pamiętać o szukaniu czegoś innego niż otworów w ciele morskiej niewiasty.

                    - Moje piękne panie. - przywitał się z kultystkami - Pozwolicie, że zabiorę się z wami? Jestem pewny, że pogoda nie przeszkodzi nam w tej przygodzie. - przysiadł się do kobiet - Rozważałem co proponowałaś wczorajszej nocy. - zwrócił się do Łasicy - Nije o ile przydałaby się w wybawieniu syrenki, jest nie zrzeszona. Tak… istotną misję nie możemy powierzyć osobie trzeciej. Ja oczywiście nie umiem śpiewać, ale… - wyciągnął zakupiony dziś flet - Potrafię grać na fleciku jak nie jedna ladacznica. - uśmiechnął się łobuzersko - Może muzyka przyciągnie naszą łuskowatą śpiewaczkę, a istotę o tak urodziwych wyglądach na pewno zdołamy jakoś przekupić.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    0
                    • SantorineS Niedostępny
                      SantorineS Niedostępny
                      Santorine
                      Developer
                      napisał ostatnio edytowany przez
                      #10

                      Oryginalny autor: Lord Melkor

                      Joachim miał dużo do przemyślenia wieczorem po spotkaniu Zboru. Pojawiało się przed nim coraz więcej ścieżek, a patrzenie przez gwiazdy na ścieżki losu nie zawsze było łatwe, choć dzięki naukom Mergi jego wiedza i moc się zwiększały. Jednak tak jak powiedział, chciał zakończyć sprawę Syreny skoro ją już rozpoczął. Raz już wziął na łowy uroczą bardkę Nije, chociaż udział kogoś nie będącego w Kulcie w tej misji mógł rodzić trudności, dlatego więc zdecydował się postawić wróżbę. Pogoda dzisiaj pozwalała na obserwację gwiazd, jednak wynik, jak stwierdził z westchnieniem, wcale nie był jednoznaczny. Dobrze widoczna była Gwiazda Uroku, która zwykle oznacza coś magicznego i złowieszczego, spotkanie z czymś tajemniczym i nieznanym. Co zazwyczaj interpretuje się jako złowróżbne ostrzeżenie. Dość dobrze widoczna była Tancerka. Co zwykle jest symbolem pasji, pożądania i namiętności. Zastanawiał się, czy miało to symbolizować zarówno Nije jak i namiętne Slaneeshytki z którymi w tej sprawie połączył siły. Dobrze widoczne też były Dudy, symbolizujące oszustwo, podstęp i intryganctwo. Mogło to być ostrzeżenie przed podstępną naturą stworzenia, jak i przed tym, że zabranie Nije to niezbyt dobry pomysł skoro niej dotyczyła wróżba. Ale też te znaki mogły wynikać z tego, że poza Nije reszta grupki to byliby kultyści, więc sprawa wiązała się z oszustwem i intrygami pod adresem bardki. Postanowił się z tym przespać.


                      Następnego dnia rana jako przykładny obywatel miasta pojawił się na mszy w Świątyni Mananna. Nie był tam jedynym obecnym członkiem Zboru. Widział Otta, jednego z nowych członków co do którego nie zdążył jeszcze wyrobić sobie opinii, chociaż jego rozsądna postawa podczas ich wczorajszej narady spodobała mu się. Była też Pirora, z którą się przywitał oraz paru znanych mu przedstawicieli miejscowej elity. Zamienił słowo ze studentem Wolfgangiem, którego poznał na polowaniu zeszłej zimy oraz z Lady van Hansen, która przekazała mu, że jej znajoma byłaby zainteresowana wróżbą w ważnej dla siebie sprawie. Z uśmiechem odparł, że chętnie pomoże. Prowadzenie takiego podwójnego życia było dość wyczerpujące, choć miał wrażenie, ze idzie mu całkiem dobrze. Ciekawe czy i kiedy to się zmieni?


                      Grupa Łasicy

                      Kiedy dołączył do oczekującej w karczmie grupy Łasicy, byli z nim rybak Rupert i jego ochroniarz Gunther, obaj osobiście przez niego zwerbowani do Kultu. Podszedł do żartującego towarzystwa.

                      - Cześć dziewczyny, zawsze miło was widzieć w dobrym humorze, nawet w kiepskiej pogodzie. Po znakach które widziałem wieczorem, postanowiłem na razie nie brać ze sobą Nije, może poradzimy sobie bez niej, ostatnio zresztą nie chciała podążyć drogą morską. Lilly możemy wziąć jeśli tak chcesz Łasico, ona całkiem ładnie śpiewa. A i twoje granie na flecie może się przydać...- skinął głową Otto.

                      - Pytanie czy wszyscy płyniemy łodzią, czy też próbujemy zdziałać coś z lądu? Możemy też się podzielić na dwie grupy, jedna wywabi syrenę a druga w razie czego odetnie jej drogę ucieczki. Ja mogę moją mocą pozbawić ją głosu gdyby chciała nas zauroczyć.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      0
                      • SantorineS Niedostępny
                        SantorineS Niedostępny
                        Santorine
                        Developer
                        napisał ostatnio edytowany przez
                        #11

                        Oryginalny autor: Pipboy79

                        Oryginalny tytuł: Tura 03 - 2519.06.28; fst; południe

                        Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Centralna; karczma “Kwarta”
                        Czas: 2519.06.28; fst; południe
                        Warunki: główna sala, jasno, ciepło, gwar rozmów; na zewnątrz jasno, łag.wiatr, zachmurzenie, umiarkowanie

                        Heinrich

                        Siedząc i siąpiąć coś z kufla były łowca czarownic nie miał za bardzo co robić. Poza podsłuchiwaniem i rozglądaniem się po okolicy. Ale nie był tu jedyny. Widział, że przynajmniej część gości też albo czeka na kogoś albo na coś bo siedzieli albo sami, albo po dwóch i też się rozglądali. Nawet z kila razy z tym czy tamtym złapali się spojrzeniami. Obserował karczmę od środka ale i sam co jakiś czas ściągał czyjeś spojrzenie. W końcu siedział sam przy stole i z nikim dłuższy czas nie rozmawiał.

                        Podobnie jak jakiś elf. Sądząc po zieleniach i brązach to pewnie jakiś ranger czy inny myśliwi. Miał też łuk jaki tak często kojarzył się z tą starszą rasą. Też wyglądało, że czeka na coś czy kogoś. I też chociaż raz skrzyżowali ze sobą przelotne spojrzenia. No albo na kogoś kto siedział za nim. Bo tam też jeszcze były ze dwa, w większości obsadzone stoły.

                        Stamtąd dolatywał dziewczęcy śmiech. Siedziała tam trójka kobiet. Ta bliżej Henrichie siedziała do niego plecami to nie widział jej twarzy. Ale sądząc po czarnej, ćwiekowanej brygantynie to pewnie była jakaś najemniczka albo łowca nagród. Rozmawiała o czymś z kobietami siedzącymi naprzeciwko niej. No i mniej więcej frotnem do Heinricha więc chociaz plecy i czarna głowa najemniczki nieco mu je zasłaniały to jednak jak siedział dłuższą chwilę udało mu się dostrzec szczegóły. To była stara i młoda kobieta. Pewnie była między nimi z pokolenie różnicy. Starsza to już powinna mieć dzieci a może i małe wnuki. Młodsza była w takim wieku, że powinna albo być zaręczona albo szukać kandydata do takich zaręczyn. Ale to własnie ona wydawała się prowadzić rozmowę z najemniczką. W pewnej chwili wszystkie trzy się roześmiały jakby padło coś zabawnego. Obie kobiety nie sprawiały wrażenia najemniczek ani kelnerek co tu pracują. Raczej jakieś mieszczki, pewnie ktoś z kupców, może rzemieślników. No i znów ta młodsza miała nieco lepszą suknię od tej starszej. Jak na taki średni standard do jakiego zdawały się należeć. No ale wtedy właśnie ta kelnerka wstała z kolan Jonasa i zawołał ją gestem.

                        Heinrich musiał przyznać, że trafił nie tylko na kelnerkę o interesującej aparycji ale też i kobietę interesu. Dostrzegła jego przywołujący gest i podeszła do stołu jaki zajmował. A potem popatrzyła na wysuwaną i chowaną monetę. Jeszcze obejrzała się ostatni raz tam gdzie nadal siedział Jonas z jej koleżanką na kolanach co ją zastąpiła. No i kilku młodo wyglądających mężczyn. Potem znów zwróciła się do siedzącemu przed nią gościowi ich popularnego lokalu przy Placu Targowym. Wzruszyła ramionami i popatrzyła w dół na przytrzymywaną palcem monetę. Dużo to nie było. Ale widocznie uznała, że i taki drobniak jej się przyda jak na taki szybki zarobek.

                        - No widać nie wzięli. Ale jak on by był takim chojrakiem jak mówi to by pewnie dawno w jakiejś gwardii służył albo setnikiem by go zrobili. - dziewczyna machnęła szczupłą dłonią na znak, że raczej nie jest zdziwiona takim obrotem sprawy. I pewnie miała o Jonasie podobne zdanie jak gość o ciemnych włosach.

                        - A to o których werbowników pytasz panie? Bo tu co chwila coś ogłaszają. Najwięcej na statki albo do karawan na eskortę. - dziewczyna wolała się dopytać o czym gość chce rozmawiać bo w tej karczmie krzyżowały się drogi i losy wielu najemników, łowców nagród, psów wojny, żołnierzy okrętowych i tych co szukali kogoś takiego. Zwłaszcza teraz jak był środek sezonu i tego typu najemne miecze poszukiwało wielu i wiele osób.

                        Miejsce: Nordland; wybrzeże na zach od Neues Emskrank; Wrakowisko; plaża
                        Czas: 2519.06.28; fst; południe
                        Warunki: ; na zewnątrz jasno, łag.wiatr, zachmurzenie, umiarkowanie

                        Grupa Łasicy

                        - No. To jesteśmy. Z wozu wiara! - jako, że nikt coś nie kwapił się do prowadzenia wozu to Łasica ujęła lejce. Z początku było jej to nie wsmak no ale głównie z powodu mżawki. Ta jednak skończyła się niedługo potem jak wyjechali z miasta na północ. I jechali wzdłuż zachodnich brzegów zatoki. Brzeg był piasczysty, naturalna, długa plaża więc jak się jechało na pograniczu lądu i morza to jakoś to szło. Chociaż z kilka razy wóz się zaklinował w miękkim piachu i woźnica musiała się trochę nagimnastykować aby wyjechać. A potem jak mżawka przeszła to i humor jej się poprawił.

                        - Oby była taka śliczna jak ta na obrazie Pirory! - życzyła sobie i reszcie kultystów gdy już widać było Wrakowisko. A dokładnie kipiel gdzie fale rozbijały się o zatopione albo w pół zatopione wraki. W końcu dojechali do Wrakowiska. Jego odleglejszy kraniec prawie płynnie przechodził w skotłowane falę i resztki zatopionych ruin jakie pomimo stuleci smagania wiatrem i falami nie chciały runąć w te fale. Jednak niewiele ich zostało co wystawało z wody i trudno było odgadnąć co to kiedyś mogło być.

                        - Robimy piknik! - zaśmiała się wesoło Burgund pierwsza zeskakując w jeszcze mokry piach plaży. Zabrała rulon który jak rozwinęła okazał się kocem.

                        - O. Jak ładnie. A co tam jest dalej? Tak daleko to jeszcze nie byłam. - Lilly też zeskoczyła na piach plaży. Niebo było pochmurne ale już nie padało. Morze było trochę zielone a trochę niebieskie. Znaczy tam dalej. Bo przy wrakowisku to dominowała taka sama kipiel jak Joachim pamiętał z zimy. Tylko na lądzie teraz śniegu nie było. Otto właściwie też tu był pierwszy raz. Z miasta, jak się weszło na Ząb Mannana to było widać tylko białe paski fal rozbijających się o brzeg. A z reszty miasta, zwłaszcza płaskiej, zachodniej części w ogóle nie było tego widać. No i właściwie nie bardzo było po co tu chodzić. Jak ktoś chciał na plażę czy ryby to sporo miejsc było wcześniej i bliżej miasta. Zresztą spotykali takich amatorów wędkarstwa czy odpoczynku podczas pikniku. Ale jeszcze gdy jechali zatoką. Jak wyjechali na brzeg pełnego morza i skręcili na zachód to już rzadko kogoś spotykali. Bo własnie neizbyt było po co jechać aż tutaj. Chyba właśnie po to aby obejrzeć z bliska Wrakowisko. No ale tubylcy to nie raz widzieli rozbijające się o coś fale to aż tak ich to nie nęciło.

                        - Tam dalej to są Zatopione Wieże. - Łasica wstała z kozła i machnęła dłonią wzdłuż brzegu. - A tam, to się zaczynają słone bagna Teufelsmuf. I ciągnął się na tyle daleko, że można się zgubić. Nie ma po co tam łazić. - wyjaśniła łotrzyca. Z całej grupki ona i Burgund były rodowitymi mieszkańcami Neus Emskrank to znały je od podszefki jak spędziły tu całe życie. Joachim do pewnego stopnia też. Tyle co zapamiętał sprzed swojego wyjazdu do Altdorfu. Ale wtedy był jeszcze młodzikiem. Teraz po powrocie na swój sposób też poznawał to miasto na nowo.

                        - I lepiej. To tylko plażą ktoś by mógł przyjść. Nikt nam chyba nie powinien przeszkadzać. - Burgund zdążyła rozłożyć koc i rozejrzała się właśnie po osi jednej i drugiej strony plaży. Od zachodu to chyba nie było w pobliżu żadnych osad co by ktoś miał się tam kręcić. A od wschodu to właśnie przyjechali i jakoś od dłuższego czasu nie spotkali nikogo. Jeszcze czasem widzueli kołyszące się na falach łodzie rybackie. No a na cieszących się złą sławą bagnach jakie były od strony lądu też raczej nie powinny zwabiać wędrowców. Więc mimo, że plaża była dość otwartym terenem to jednak wyglądała na opustoszałą nawet w środku dnia świąntynnego.

                        - A właściwie to co będziemy robić? - Lilly odkąd przystała do kulty raczej zdawała się na opinię pozostałych. No i zwłaszcza Łasicę zdawała się obdarzać zaufaniem jako tą co pierwsza się nią zajęła i okazała serce. A poza tym śmigała po mieście jakie znała na przestrzał i sprawiała wrażenie, że nie można jej zagiąć i może się wykaraskać z każdych tarapatów. Przynajmniej w oczach Lilly. Chociaż i do Joachima się miło uśmiechała ale raczej wydawała się nie mieć śmiałości aby inicjować kontakt.

                        - No właśnie tak do końca to nie wiem. Jak to ma być jakaś ślicznotka od naszego patrona to myślę, że jęki miłości mogłyby ją skusić. Poza tym dawno nie kochałam się z nikim na plaży. Więc mi to pasuje. Tylko nie mam pojęcia czy by ją to skusiło. No i kim ona jest. Jak jakaś obśligła maszkara z mackami i morska krowa to na pewno nie będę się z nią kochać. - łotrzyca podała kolejny koc koleżankom i te powoli szykowały to miejsce na piknik. Nie ukrywała, że jakby ta półryba była taką ślicznotką jak ta z portretu Pirory to chętnie by się z nią zaprzyjaźniła. No ale dalej nie wiedzieli jak wygląda ta istota i czym dysponuje. Poza pięknym, hipnotycznym śpiewem. Nie dało się wykluczyć, że może to być coś strasznie zmutowanego albo groźnego.

                        - Możemy na początek coś pośpiewać. I zjeść coś. Otto ma flet to coś nam zagra. A potem zobaczymy. A jak nie wyjdzie z wody? To chyba nic nie zrobimy. Dopiero jakby na plaży była albo gdzieś blisko. - Burgund pokiwała głową, że ogólnie zamysł kamratki jej pasuje no ale wciąż jeszcze był to dość mocno teoretyczny zarys. Na razie żadnej syreny nie było widać ani słychać. Tylko spienione fale kotłujące się na Wrakowisku. Szarobure niebo nad głową. I wydmy za plecami porośnięte trzcinami i jakimiś trawami. I byli tu w nieco ponad pół tuzina i na razie to dopiero szykowali ten piknik.

                        Wcześniej cała trójka kultystek ochoczo powitała najpierw jednego, potem drugiego kolegę jaki się do nich dosiadł. Cieszyły się, że nie będą jechać same. Zwłaszcza za miasto i do tak nieznanego celu. Ino z tej trójki Onyx jak mówiła musiała się pożegnać i została w mieście jak miała spóbować odszukać tego swojego poetę czy pieśniarza od zatoki miłości. Za to potem zastąpiła ją Lilly która przyszła do “Mewy” na spotkanie. A potem zabrała się wozem. Po namyśle chyba wszyscy co znali Nije zgadzali się, że pod względem talentu trudno byłoby w mieście znaleźć kogoś odpowiedniejszego. No i mieli świadków w postaci Joachina i Ruperta, że już raz, zimą, zwabiła syrenę do śpiewnego odzewu. No ale po namyślę wspólnie zdecydowali, że tym razem jakby miała być jedyną osobą nie związaną z kultem to byłoby to nieco niezręczne. No i w końcu wyjechali bez szukania bardki.

                        A wcześniej, na porannej mszy i po, Joachim widział już całkiem sporo znajomych twarzy. Po pół roku to i on je rozpoznawał i one jego. Sporo tu pomogła znajomość z Pirorą która w ciągu pół roku całkiem płynnie wtopiła się w tą śmietankę towarzyską stając się jedną z nich. A jej salon artystyczny stał się jednym z miejsc gdzie wypadało się od czasu do czasu pokazać. No i jeszcze była zaangażowana w sprawy teatru jaki otwierał swoje podboje artystyczne. Po mszy rozmawiał chwilę z nią i nie tylko. Koleżanka z kultu była ciekawa czy rusza na wycieczkę nad morze czy do lasu. Co było dość czytelną aluzją jak się było wczoraj na zborze. Ale dla niewtajemniczonych pewnie wyglądało na zwykłą, grzecznościową rozmowę. Wolfang był ciekaw co u niego bo sam był na letniej przerwie w nauce i miło mu było spotkac kogoś kogo prawie przypadkiem spotkał na zimowym kuligu u van Hansenów.

                        Otto zaś mógł pomagać Martinowi jako chłopiec świąntynny. Chociaż z wieku chłopięcego wyrósł już jakiś czas temu. Ale główny ołtarz był zarezerowany dla kapłana a jego prawą reką był Martin. Więc na chłopcach świąntynnych zostawło zbierać datki od wiernych czy dzwonić dzwoneczkami gdy było trzeba. No właśnie dla Otto to było dość nowe. Bo te obrządki w świątyni pana mórz były całkiem inne niż w głębi lądu w świątyniach Sigmara. Znał co prawda podstawy z seminarium gdzie chociaż minimalnie omawiano kweste pracy kapłana u innych patronów ale tak na żywo to nadal było dla niego nieco nowe. Widział jednak podobne zachowania wiernych jak i w świątyniach w głębi lądu. Nawet jeśli psalmy i modlitwy były inne. Wierni tak samo siedzieli w ławkach, śpiewali psalmy i modlili się do swojego patrona. W przednich rzędach zacni i szanowany, w tym także Pirora w środku ci średni na a na tyłach biedota i niższe warstwy. To też było podobne do innych świątyń. A zachowania były różne. Część wiernych była wyraźnie poruszona kazaniem, część dość dobrze udwała zainteresowanie na tyle, że nie był tego pewny czy się nie myli no a część to wyraźnie była tu bo wypadało a po mszy, też jak chyba wszędzie, następowała towarzyska wymiana ploteczek ze znajomymi z jakimi czasem widywało się tylko raz w tygodniu, właśnie po mszy.

                        - No to chyba gotowe. - Łasica spojrzała na te koce, butelki z winem, koszyki z jedzeniem jakie zabrały na wycieczkę. Naprawdę wyglądało to jak piknik na plaży. Po części dlatego nie chciała płynąć łodzią. I tak już skombinowała wóz to chciała go wykorzystać. Do tego nie było pewne na co by było stać syrenę jeśli by doszło do starcia ale jedna większa grupa zdawała się mieć większe szanse niż jedna mniejsza. No a zimą już raz syrena łódź wywróciła i to bez większego trudu więc włamywaczka coś nie pokładała wielkiej wiary w tym środku transportu do łapania morskiego stworzenia.

                        - Jak lubi wino, kobiety i śpiew to chyba wszystko mamy. - powiedziała żartem Burgund też się przypatrując swojemu dziełu.

                        - To co teraz? - Lilly zapytała uśmiechając się nieco z podekscytowaniem. Bo skoro by chodziło o sztukę kochania to była tak samo chętna jak jej koleżanki z kultu. Ale na razie to jeszcze wszyscy stali na tej plaży, niedaleko wozu albo tych rozłożonych kocy.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        0
                        • SantorineS Niedostępny
                          SantorineS Niedostępny
                          Santorine
                          Developer
                          napisał ostatnio edytowany przez
                          #12

                          Oryginalny autor: Lord Melkor

                          fst; południe

                          Joachim, wcześniej obserwujący spienione tonie Wrakowiska przez lunetę, odwrócił się i uśmiechnął się do Lily, przypominając sobie jak miło spędził z nią czas kiedy przebywali razem po pomyślnym uwolnieniu Wyroczni zeszłej zimy. Nie był zachwycony, że pozostali nie chcieli wziąć łodzi, ale skoro już dołączył do grupy kultystek Pana Rozkoszy, to mógł się chyba trochę dostosować…. tak, mogło to się okazać całkiem przyjemne, tak długo jak ktoś tutaj jednak był skupiony na zadaniu.

                          - Możemy próbować śpiewu i muzyki - wzruszył ramionami.
                          - Możemy nawet się trochę napić wina, ale z umiarem.

                          - Umiarem? - zapytał zdziwiony Otto - Jesteśmy z misją od Mrocznego Księcia, to słowo przestało istnieć kiedy opuściliśmy miasto. - mnich delikatnie się zaśmiał - Jednak lepiej zostawmy trochę wina dla rybiej niewiasty.

                          - Wiesz, rzucanie zaklęć po pijanemu nie jest rekomendowane… - odparł z uśmiechem Joachim.

                          - No to się napijmy! - Łasica odkorkowała pierwszą butelkę i klapnęła na rozłożone koce. Koleżanki rozbawiło to i postąpiły podobnie. A, że cała trójka znała się i lubiła spędzać ze sobą czas to czuły się całkiem swobodnie w swoim towarzystwie. Szybko nad plażą z jaką sąsiadowało Wrakowisko oprócz spienionych fal rozbijających się o kamienie i wraki rozniósł się wesoły, dziewczęcy śmiech.

                          - Graj Otto! Zagraj nam coś! Coś wesołego! - zawołały do niego dziewczęta ze zboru gdy przepłukały gardła pierwszymi łykami wina. Rupert nie bardzo wiedząc co powinien czynić czekał na reakcję swojego pana na to wszystko. Zaś z trójki kultystek dwie zaczęły śpiewać różne wesołe piosenki. Często szanty o dość frywolnym charakterze. Lilly niezbyt znała słowa piosenek jak dwie łotrzyce wychowane na ulicach tego miasta to najwyżej im towarzyszyła gdy podłapała jakiś refren albo klaskaniem wybijała rytm. W miarę jak leciały kolejne nutki, zwrotki i śmiechy, pierwsza butelka wylądowała pusta w piachu koło koców a kolejne były w drodze. Zabawa w piknik na plaży trwała w najlepsze. Mogło dziwić miejsce bo te na wpół zatopione, smętnie wystające z wody resztki wraków przesłaniały widok na otwarte morze. Ale też powinny przysłonić z tamtej strony co się dzieje na plaży.

                          W pewnym momencie jednak zorientowali się, że nie są już sami. Śmiejące się i rozweselone kobiety zamachały do ociekającej wodą postaci. Pojawiła się nad jednym z wraków. Długie, ciemne włosy zasłaniały jej twarz a ona sama była widoczna tylko częściowo. Jakby wyglądała z parapetu przez ulicę. Tylko nie aż tak wysoko. Była za pasem wzburzonej wody więc nadal mogła się czuć dość bezpiecznie bo raczej nie dało jej się tam podejść. A ona sama pewnie miała wgląd na cały pas plaży. Ale widocznie interesowała ją najbardziej rozbawiona grupka na kocach. Z tej odległości to można by wziąć ją za jakąś ludzką postać jaka wynurzyła się z morza ale bez żadnych detali. Zwłaszcza, że ciemne, długie i ciężkie od wody włosy zasłaniały większość tego co było widać ponad kawałkiem skały.

                          - I co teraz? - zapytała cicho Burgund trochę nie pewna czego się spodziewać po tym zaskakującym spotkaniu.

                          - Kulturalnie byłoby nawiązać rozmowę. - spojrzał na pozostałych kultystów - Nie róbcie żadnych nagłych ruchów. - Otto wstał i powoli ruszył w stronę ich obserwatorki - Witaj, piękna. Widzę, że przykuliśmy twoją uwagę.

                          Kultystki dalej siedziały na kocu z zaciekawieniem obserwując co się teraz stanie. Zaś Otto musiał podnieść głos prawie do krzyku aby mieć nadzieję bycia usłyszanym przez tą odległość i łomot fal. Morska pani nie wydawała się zaniepokojona. Zresztą pewnie najlepiej zdawała sobie sprawę, że w każdej chwili może ponownie osunąć się za głaz i zniknąć lądowym dwunogom w morskich odmętach. Niezbyt było jednak po niej reakcję na wołanie jednookiego. Dalej zajmowała swój punkt widokowy za kamieniem. Chociaż odgarnęła swoje ciemne i długie włosy przez co widać było chociaż owal twarzy. Jeszcze bez detali ale wydawał się dość ludzki. No i okazało się że kurtyna z włosów odsłoniła nie tylko twarz.

                          - Ooo… Jak dobrze widzę to chyba ma czym oddychać… - ucieszyła się Łasica bo to pierwsze wrażenie przynajmniej nie było odstraszające. No ale dalej byli tu a istota z głębin tam.

                          Kultysta nie zniechęcony brakiem reakcji, spróbował jeszcze raz.

                          - Chciałabyś do nas dołączyć? Mamy jadło i wino, które na pewno uraczy twój język. - teraz zaczęło w sumie zastanawiać Otta, czy syrena zna mowę ludzi powierzchni.

                          Joachim trzymał się nieco z daleka zastanawiając się czy ta syrena może wiedzieć że kiedyś na nią polował. Ale sukcesem było samo to że już się pojawiła no i tym razem mogli zobaczyć ją wyraźnie.. W każdym razie chyba nie mieli sposobu by powstrzymać ją przed ucieczką, póki nie trafi na ląd. Poznał zaklęcie, które pozwalało ulecieć w powietrze, ale było zbyt krótkotrwałe by skutecznie ścigać syrenę.

                          - Może ją przywołać imionami naszych Patronów? - zasugerował Łasicy.

                          Jak Otto krzyknął o winie to koleżanki siedzące na kocu wesoło uniosły i zamachały butelkami z tym winem. Zachęcone tym pierwszym, pozytywnym wrażeniem też pomachały jej na przyjacielskie powitanie dodając przywołujące gesty. Morska panna obserwowała to nadal z kamienia na jakim się opierała ale było zbyt daleko aby dostrzec wyraz jej twarzy.

                          - Imionami patronów? - Łasica miała w całej tej grupie najdłuższy staż w spiskowej konspiracji i najwyżej stała w hierarchii. Ale o ile miała złodziejski spryt i instynkt w sprawach przetrwania w mieście to w sprawach uczonych, mistycznych czy wręcz magicznych nie znała się i zwykle nie interesowały jej za bardzo. Burgund zdawała się mieć podobne podejście z racji tego, że pochodziła z podobnego środowiska i miała podobny życiorys. Obie w gruncie rzeczy były dość prostolinijne a niebieskowłosa często bywała impulsywna. Zaś Lilly odkąd przybyła późną zimą do miasta zwykle zdawała się na zdanie koleżanek do jakich nabrała zaufania, zwłaszcza w sprawach postępowania w mieście. I najczęściej jak już wychodziła to z którąś z nich lub obiema. Więc dla całej trójki to spotkanie też raczej było mocno nietypowe.

                          - Szkoda, że Mergi nie ma. Albo Starszego. Oni pewnie wiedzieliby co zrobić. - sapnęła cicho Burgund też czując się niepewnie co teraz powinni zrobić.

                          - Chodź, chodź do nas! Zobaczysz, będzie fajnie! Nie zrobimy ci krzywdy! Będziemy się miłować i kochać! - włamywaczka wzruszyła ramionami bo mieli taki a nie inny skład i już było za późno aby coś tu zmieniać. Zawołała wesoło do sylwetki na kamieniu upijając łyk wina z butelki aby pokazać, że nie jest pusta no i bez ostrzeżenia pocałowała usta rudzielca. Ta szybko zaczęła oddawać pocałunek i wyglądało to całkiem przyjemnie dla oka. A jak się oderwały od siebie obie się radośnie i bez skrępowania roześmiały jak z udanego żartu.

                          - Jak mamy się powołać na naszych patronów to ten nasz to żaden sztywniak tylko przecież jest patronem dobrej zabawy. - rzuciła Łasica reszcie swoje wyjaśnienie zerkając ku morzu czy z syreną coś się zmieniło.

                          - A wiesz jakie Burgund ma śliczne cycuszki!? Widziałaś już takie?! No dalej, pokaż jej. - zawołała ponownie a ciszej wydała polecenie kamratce. Ta posłuchała i uniosła swoją koszulę i faktycznie te swoje atuty to miała medalowe.

                          - Oh… Zniknęła… - westchnęła ostrożnie Lilly stwierdzając coś co dostrzegli wszyscy. Syrena ześlizgnęła się za swój kamień i stracili ją z oczu.

                          - Myślicie, że… - Burgund rozglądała się jak łania co się zorientowała, że nie widać tego drapieżnika co jeszcze przed chwilą był gdzieś tam w miarę bezpiecznie i na widoku. A teraz nie.

                          - Jest! - zawołała niebieskowłosa wskazując palcem nieco po skosie. Tam coś było widać między falami co wreszcie wynurzyło się jako ociekająca wodą syrena.

                          https://i.pinimg.com/564x/3a/4a/c8/3...7aa6624239.jpg

                          - Eee… A to syreny ile mają rąk? - zapytała niepewnie Lilly bo nie czuła się ekspertem w morskich legendach i opowieściach. Ale widać było gołym okiem, że syrena ma więcej niż dwa ramiona.

                          - Nieważne, jest śliczna! Dziewczyny, zdejmować koszule! I gdzie ta oliwa? - Łasica nie ukrywała swojej ekscytacji gdy jej nadzieje zdawały się spełniać i ta syrena coś nie wyglądała na żadną maszkarę. A ta ludzka połowa, nawet jeśli z nadmiarowymi ramionami, wydawała się całkiem niczego sobie. Chociaż jeszcze oddzielał ją pas spienionej wody od suchego lądu to była już na tyle blisko, że zamiast krzyku powinien wystarczyć podniesiony głos. No i widać było więcej detali. Trójka kultystek ochoczo ściągnęła swoje koszule prezentując swoje wdzięki i złapały się za zabraną z “Mewy” butelkę z oliwą aby się nią nasmarować.

                          - Obserwujcie czy ktoś nie nadchodzi od drugiej strony, nie chcemy tu postronnych świadków - Joachim polecił Guntherowi i Rupertowi. Jednocześnie trudno mu było oderwać oczy od syreny, nigdy nie widział tak egzotycznej i na swój sposób pięknej istoty. Teraz musieli zwabić ją na brzeg, gdzie mogliby albo spróbować z nią paktować albo pojmać.
                          - Może coś zaśpiewajcie! - zawołał do rozbierających się dziewczyn. Następnie zwrócił się w kierunku gdzie właśnie pojawiła się mityczna morska istota.
                          - W imieniu potęg władających tym światem, Tzeentcha i Slaanesha, wzywam cię byś do nas dołączyła!

                          Otto powoli podszedł w stronę morskiej niewiasty. Podobało mu się podejście Joachima i reszty, ale obawiał się, że pomylili tą istotę z jednym z demonów Slaanesh. Takie słowa i działania mogłyby na pewno zwrócić jej uwagę, ale niewiele ponadto.
                          Postanowił spróbować sił w dyplomacji, ponownie. Kiedy był pewny, że jest w zasięgu słuchu istoty i nie musi się wydzierać, starał się nawiązać rozmowę.

                          - Witam ponownie, piękna pani morza. Cieszy nas, że zdobyliśmy twą uwagę.

                          Zachowanie morskiej panny trudno było jednoznacznie odczytać. Raczej nie zachowywała się agresywnie czy strachliwie. I chyba z ciekawością obserwowała to co się dzieje na plaży. Patrzyła na trójkę na w pół rozebranych dziewcząt jakie smarowały się nawzajem oliwą. Przez co te ich jędrne atuty wydawały się jeszcze przyjemniejsze do oglądania niż na sucho. Spojrzała na Joachima jaki do niej krzyknął wezwanie. Obserwowała go chwilę jakby czekała na jakiś ciąg dalszy. Albo czy zrobi coś jeszcze. W końcu jak inicjatywa przeszła w ręcę jednookiego to jego obdarzyła spojrzeniem. Przesunęła się po nim z góry do dołu i z powrotem. Ale wciąż milczała gdy unosiła się bez zauważalnego trudu w górę i w dół po pieniących się falach.

                          - Teraz, dół, no jazda, nie guzdrać się. - Łasica zakomenderowała towarzyszkom bo jeśli chodzi i górę ubrania to już nie miały nic do zdejmowania. A wszystkie zaczynały zdradzać objawy podekscytowania tym wszystkim. Włamywaczka sama dała przykład zsuwając z siebie spódnicę a jej koleżanki poszły za jej przykładem.

                          - Chcesz wina? Bardzo dobre. Chodź spróbuj! - zawołała zachęcająco Burgund upijając łyk z butelki i pomachała nią wesoło do morskiej istoty.

                          - O zobacz! A widzisz co Lilly tutaj ma? Widzisz jakie cudo? - zawołała do niej Łasica ustawiając mutantkę frontem do morza tak aby ciemnowłos, ociekająca morską wodą panna mogła zobaczyć jej skazę no i błogosławione znamię wężowego patrona. Lilly uśmiechała się łagodnie też zdradzając podekscytowanie. I wszystkie trzy na chwilę znieruchomiały bo ta obca istota ruszyła ponownie do przodu. Bez trudu pokonała ten ostatni przybrzeżny kawałek morskiej kotłowaniny tak niebezpieczny czy dla łodzi czy pływaków i zaczęła się zmieniać.

                          - O jaaa… Widzieliście to?! - Burgund była pod wrażeniem tego co widziała ale koleżanki też. I pytanie było raczej zbędne bo wszyscy to widzieli. Korpus kobiety jaki wieńczył te rybie albo gadzie sploty unosił się ponad falami. A w miarę jak się zbliżała do brzegu opadała coraz bardziej a ten ciemny korpus zmieniał się. W sporej części był skryty pod wodą więc niezbyt było wiadomo jaki naprawdę jest duży. Ale w pewnym momencie wydawał się zmniejszać, zwężać aż w ciągu kilku chwil przeistoczył się w zwiewną, mokrą od wody spódnicę. Pod którą w wycięciu było widać całkiem ładne, zgrabne, kobiece nogi. Zwłaszcza Otto co podszedł najbliżej miał na to dobry wgląd. Gdy ociekająca wodą panna wyszła z wody wydawała się być młodą, piękną kobietą co właśnie wyszła z kąpieli. Ale nie zdradzała żadnego egzotycznego pochodzenia. Nawet te wężowe włosy zmieniły jej sę w czarne, nasiąknięte wodą sploty jakichś warkoczyków czy czegoś takiego. Mało typowa fryzura ale do zrobienia przez każdego porządnego balwierza. Jak na kobietę była wysoka. Musiała być podobnie wysoka jak większość mężczyzn a może nawet o palec czy dwa wyższa. Zatrzymała się o dwa kroki przed pierwszą osobą z kultystów czyli Ottem i z bliska popatrzyła na niego z zaciekawieniem. Wysunęła bosą stopę i zaczęła kreślić na mokrym piasku jakieś linie. Które ułożyły się w glif podobny do Slaanesha. Koło było podzielone na 8 części więc wydawało się podobne do powszechnego symbolu gwiazdy Chaosu. Ale było po skosie przekreślone co upodobniało go do tego właśnie patrona. Chociaż brakowało półksiężyca z jednej i strzałki z drugiej strony co by pozwalało chociaż na taką dość prostą wersję tego glifu.

                          Otto spojrzał na glif i delikatnie się uśmiechnął. Wskazał na trzy kultystki i na narysowany przez syrenę symbol, po czym wskazał na siebie i Joachima i narysował palcem szybko prostą ośmioramienną gwiazdę. Zerknął na pozostałych.

                          - Obawiam się, że nasza syrena nie zna języka lądu.

                          Joachim podszedł nieco bliżej, analizując zachowanie syreny i narysowany przez nią glif, następnie skinął głową Ottowi. Najwyraźniej syrena szanowała Potęgi Chaosu, więc na razie nie było potrzeby używać przemocy. Chociaż jako ten który pojmał syrenę zdobyłby sławę….

                          - Witaj, jesteśmy zaszczyceni że do nas dołączyłaś - odezwał się w niedawno poznanym języku demonów.

                          - Witaj gromowładny. - odparła w języku niezrodzonych obdarzając rozmówcę nieco rozbawionym uśmieszkiem. Miała bardzo miękki, przyjemny głos. Popatrzyła obok, na Otto, na narysowany wzór zmywany już przez przybrzeżne fale i na trzy, już całkiem nagie kultystki spod znaku wężą.

                          - Co powiedziała? - zapytała zaciekawiona Burgund wystawiając ciekawie głowę do góry. -Morska panna przesunęła palcami po swoim brzuchu i na nim coś zamigotało po czym ujawnił się duży, glif Slaanesha.

                          - Przywitała się, chyba wie kim jest - odparł Joachim, dumny, że jest w stanie porozumieć się z tą istotą.

                          - O! Ona jest od nas! - Lilly wydawała się zachwycona tym odkryciem podobnie jak jej koleżanki.

                          - Chodź! Chodź do nas! Zabawimy się! Porozmawiajmy językiem miłości! - Łasica zawołała do nieznajomej wesołym tonem przyzywając ją słowem i gestem. Pocałowała znamię jakim ich wężowy patron obdarzył różowowłosą po czym zjechała ustami niżej i po chwili jej główka pracowicie obrabiała przyrodzenie mutantki. Panna z Wrakowiska wydawała się tym zaciekawiona bo podeszła bliżej do rozłożonych kocy i trójki nagich kochanek.

                          - Jak się nazywasz? - zapytała zaciekawiona rudowłosa zadzierając głowę do góry. - Ja jestem Burgund. Burgund. - wskazała na siebie. - A to Łasica. I Lilly. - łotrzyca trochę niepewnym tonem ale przedstawiła siebie i koleżanki. Te wesoło uśmiechnęły się do niej i pomachały rączkami.

                          - Soria. - ociekająca morską wodą panna w mokrej, granatowej spódnicy przedstawiła się równie oszczędnie.

                          - Soria! No cześć Soria! A tam to Joachim i Otto. No chodź, usiądź! Chcesz wina? - Łasica była rozweselona na całego i bez skrępowania namawiała nowo poznaną aby dołączyła do nich na kocu jakby to była zwykła, piękna nieznajoma spotkana na plaży. Sięgnęła po butelkę, napiła się z niej po czym podała ją ku górze. W tym czasie morska panna spojrzała ku dwóm stojącym nieco dalej mężczyznom jacy ją powitali przed chwilą i im też posłała oszczędny, przyjemny uśmiech. Po czym zwróciła się ku kultystce z butelką. Chwyciła butelkę i też pociągnęła oszczędny a potem mniej oszczędny łyk wzbudzając radosne okrzyki zachęty siedzącej na kocach trójki i sama też się uśmiechnęła ładnie.

                          Otto podszedł do Joachima.

                          - Pierwsze lody przełamane. Sądzę, że powinniśmy dać dziewczynom wkupić się w łaski naszej syreny. Masz pomysł jak podejść do sprawy artefaktu?

                          - Myślę, że jak się zabawią i napiją, to będzie można wypytać Sorię. Nie sądziłem, że będzie tak dobrze do nas nastawiona. Na szczęście jestem w stanie się nią porozumieć. Może dołączymy i też się trochę napijemy? - odparł Joachim, przyglądając się nagim kultystkom.

                          Otto chwilę się zastanowił.

                          - Ty idź. To, że służy Mrocznemu Księciu nie znaczy, że nam sprzyja, lepiej, żeby jeden z nas był trzeźwy. - Otto wyciągnął z plecaka kilka pustych kartek papieru i węgiel - Postaram się uwiecznić tą chwilę.

                          - Hej chłopaki! Chodźcie do nas! Będzie fajnie! Soria jest całkiem miła! - Łasica odwróciła się do stojących i rozmawiających mężczyzn i zawołała do nich zapraszająco póki jej zabawa nie pochłonęła całkowicie. Podobnie wcześniej jak do morskiej panny teraz do nich zamachała wesoło butelką wina. Siedziała już naga i bez ubrań na kocu, podobnie jak jej koleżanki jakie właśnie zaczynały zawierać bliższą znajomość z panną co wyszła z morza. Lilly właśnie zbliżyła ostrożnie usta do pierwszego pocałunku z Sorią a Burgund z fascynacją to obserwowała z bliska i było widać, że też ma ochotę dołączyć do tej zabawy.

                          Joachim nie oparł się pokusie lub może, jak sobie to wyjaśnił, jako członek Kultu łączącego wyznawców wszystkich Potęg Chaosu, nie miał powodu by odrzucać praktyki Slaanesha skoro połączył siły z jego wyznawczyniami. Dosiadł się do dziewczyn, popijając wina i objął w pasie Burgund, która ze śmiechem go pocałowała i zaprosiła do dalszej zabawy. Po chwili zrobiło się naprawdę przyjemnie….

                          Otto w tym czasie usiadł na przeciwko zabawy i tylko się przyglądał. Po chwili sięgnął po papier oraz węgiel i zaczął szkicować grupę.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          0
                          • SantorineS Niedostępny
                            SantorineS Niedostępny
                            Santorine
                            Developer
                            napisał ostatnio edytowany przez
                            #13

                            Oryginalny autor: Seachmall

                            Karesy na plaży w ten całkiem ciepły dzień właściwie się już skończyły. Chyba wszyscy odczuwali to przyjemne zmęczenie i rozleniwienie, tą błogość jaka tak pozytywnie nastawiała do świata a zwłaszcza tej częście jaka wciąż podobnie ciężko oddychała rozgrzanym ciałem i była w zasięgu rąk i ust. Coś takiego panowało właśnie na zasypanych plażowym piachem kocach jakie wcześniej rozłożyły kultystki. Nie był już tak ładnie rozłożony tylko nieźle skotłowany skoro stanowił bazę do tak intensywnej zabawy na wiele mocno zainteresowanych sobą nawzajem osób.

                            - Wino mi się skończyło… - mruknęła leniwie Łasica wymownie obracając butelkę do góry dnem.

                            - Masz. To ostatnia, na wozie jeszcze może coś zostało. - Burgund podała jej jedną, też już niezbyt pełną a kamratka bez wahania ją dokończyła i cisnęła w przyjemnie rozgrzany piach.

                            - No to rusz swój zgrabny tyłek i przynieś. To dam ci klapsa. - kultystka na wpół żartem pogoniła kobietę o burgundowych włosach aby ta pofatygowała się po źródełko do zaspokojenia pragnienia. A te po tak intensywnych zabawach męczyło chyba wszystkich. Burgund podobnie jak ona uważała, że każda okazja do zarobienia klapsa jest dobra a teraz było podobnie więc wstała i ruszyła leniwym krokiem do wozu.

                            - A ty Soria? Napijesz się jeszcze z nami? W ogóle byś chciała z nami wrócić? Do miasta? Mamy koleżankę. Ona ma w piwnicy prywatny loszek. Pejcze, kajdany, kneble, łoża boleści, dyby i tak dalej. Tam to dopiero można się zabawić. Chciałabyś wrócić z nami? Bo tutaj to jednak dla nas trochę niewygodnie. Trochę daleko. - łotrzyca pochyliła się nad równie leniwie leżącą na wznak nową koleżanką. Bez ubrań, z nogami, całkiem zgrabnymi, prezentowała się całkiem ładnie. Jak wysoka, smukła kobieta o posągowych kształtach. Łasica leniwie wodziła po jej dużym znamieniu jakie ta miała prawie na całym, płaskim brzuchu. Wydawało się, że te glify, zwłaszcza te jakimi zostali obdarowani przez patronów, całkiem ułatwiają kontakty nawet przy tak różnym pochodzeniu i barierze językowej. Joachim zaś zdał sobie sprawę, że język demonów jaki nauczała go Merga ma spore dziury do takiej zwykłej, codziennej rozmowy. Rogata nauczycielka zdążyła nauczyć go zaklęcia w tym języku i podstawowych formuł jakie najczęściej się używa. Ale nie był to język jakim się ot tak, po prostu rozmawiało. Zresztą podobnie jak język magii jaki służył głównie do zapisywania i wypowiadania zaklęć i magicznych rytuałów i nawet magowie nie rozmawiali nim między sobą. Soria zaś pogłaskała nową kochankę po policzku, pieszczotliwym gestem i spojrzała w tą stronę co pokazywała Łasica. Ale stąd to było widać tylko pas plaży i morza. Wysoki, wschodni brzeg z klifami majaczył jako grubsza, pozioma kreska a Zrąb jako trójkątna narośl na tej kresce.

                            - Pójdziesz z nami do miasta? - Łasica spróbowała jeszcze raz robiąc palcami gest chodzenia. I wskazała znów w stronę plaży i majaczącego wysokiego brzegu. Odebrała wino od wracającej z wozu Burgund, odkorkowała i podała je morskiej pannie. Ta przyjęla butelkę i upiła z niej kilka solidnych łyków nim przekazała butelkę dalej.

                            Joachim dochodził do siebie, nieco zawstydzony po tym jak dał się ponieść. Ubrał się szybko, jednocześnie z ciekawością przysłuchując się jak syrena odpowie Łasicy.

                            Otto nie widział powodu, aby nie zaproponować syrenie udania się z nimi. Na pewno Starszy i Merga byliby w stanie wyciągnąć od niej więcej.

                            Zanim zdyszana i spocona grupka na kocach i piachu plaży skończyła swoje zabawy to Otto zyskał mnóstwo okazji do uwiecznienia grupki swoich nagich modeli i modelek w swoich szkicach. Soria zdawała się w pełni integrowalna w takich zabawach. A zwłaszcza zdawały się ją fascynować wybranki Węża oznaczone jego błogosławieństwem tak samo jak ona. Wodziła po tych znamionach oczami, ustami i dłońmi. Chętnie do nich wracała jakby przykuwały jej uwagę. A gdy zabawy się skończyły wszyscy wydawali się usatysfakcjonowani. Koleżanki ze zboru leniwie i bez pośpiechu zaczynały się ubierać czekając na to co wyjdzie z tego migowego indagowania Sorii przez Łasicę.

                            Panna z oceanu popatrzyła na niebieskowłosą łotrzycę, potem w dal gdzie ta pokazywała. Zastanawiała się chwilę. Po czym skinęła głową i uśmiechnęła się delikatnie.

                            - Świetnie! To zbierajmy się na wóz i jazda! - zawołała ucieszona Łasica a dziewczyny jej zawtórowały.

                            - Dziękuje, że nam zaufałaś, tam gdzie jedziemy musisz udawać człowieka - astromanta spróbował przekazać syrenie w demonicznym języku.
                            - Zauważyliście czy ktoś się zbliżał? - spytał się Ruperta i Gunthera, którzy mieli stać na straży.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            0
                            • SantorineS Niedostępny
                              SantorineS Niedostępny
                              Santorine
                              Developer
                              napisał ostatnio edytowany przez
                              #14

                              Oryginalny autor: Pipboy79

                              Oryginalny tytuł: Tura 04 - 2519.06.28; fst; wieczór

                              Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Portowa; koga “Stara Adele”
                              Czas: 2519.06.28; fst; wieczór
                              Warunki: ładownia, jasno, ciepło, gwar rozmów; na zewnątrz zmierzch, powiew, pogodnie, nieprzyjemnie

                              Grupa Łasicy

                              https://cdna.artstation.com/p/assets...jpg?1599729363

                              Powrót z Wrakwoiska do miasta obył się bez większych niespodzianek i przygód. Grupa kultystów wracała w dobrych humorach jak z udanego pikniku na plaży. Z nową towarzyszką na pokładzie wozu. Nawet deszcz jaki się rozpadał gdy jechali plażą zatoki już kawałek do murów miasta nie popsuł chyba tych humorów. Przed drogę powożąca wozem Łasica zastanawiała się z resztą towarzyszy gdzie by można zawieźć nową koleżankę. Póki jechali do miasta to wszystkim było po drodze ale jak już dojechali to gdzieś trzeba było pojechać pod konkretny adres. W pewnym sensie, pomogła sama Soria bo poprzez Joahima dała znać, że wolałaby się nie oddalać od morza. Więc liderka wężowej grupy zdecydowała, że najlepiej ją będzie zabrać na starą kogę zacumowaną w porcie. Zajechali więc na “Adele”. Tam jak zwykle przywitał ich Kurt Kuternoga patrząc z góry na tych nadspodziewanie licznych gości których padający deszcz nie odstraszył od wizyty.

                              - Poczekajcie, spuszczę drabinę. - powiedział i pokuśtykał chwilę po mokrym pokładzie głośno stukając swoją drewnianą nogą. Po chwili po kolei mogli się wdrapać po tej drabinie na pokład i dalej do trzewi starego statku.

                              - To jest ta syrena? Nie wygląda. - zdziwił się cicho kulawiec gdy chwilę obserwował jak Soria rozgląda się po ładowni w jakiej nadal odbywały się zbory ich sekretnej grupy. Faktycznie syrena w swojej ludzkeij formie przypominała młodą i piękną kobietę ale zdaje się, że trudno było ją posądzić o jakieś nadnaturalne pochodzenie. Chociaż z bliska Joachim czuł czasem jak włoski jerzą mu się na karku jak zwykle gdy coś lub ktoś jakoś reagował na niewykrywalny dla zwykłych zmysłów Eter.

                              - Dobra, to poczekajcie tu, bądźcie mili dla naszego gościa, a my z Burgund pojedziemy zawiadomić resztę. - oznajmiła Łasica zakładając pożyczony od Kurta płaszcz z kapturem. Burgund podobnie. I obie opuściły zalewany letnim deszczem pokład. Dzień już się kończył. Kurt zaczął smażyć ryby i zaserwował jakiegoś grzańca aby się lepiej czekało. Dwie koleżanki wróciły z Mergą jaka też była w swojej ludzkiej formie więc nie rzucała się w oczy bardziej niż inna młoda, dostojna kobieta. W towarzystwie Normy jaka jak zwykle pełniła funkcję jej zaufanej i ochroniarza.

                              Obie, Soria i Merga, zaczęły ze sobą rozmawiać. Obie zdjęły maski i stanęły w swoich prawdziwych formach. Wiedźma Tzeentcha jako wyrocznia o niesamowicie intrygujacych złotych oczach płonących wewnętrznym blaskiem, fioletowej skórze i imponujących rogach. A Soria jako syrena Slaanesha, pół kobieta - pół żmija, o kilku zestawach ramion i wężowych włosach. Nie mogła się w pełni wyprostować bo niski sufit nawet stojącym dorosłym zostawiał niewiele miejsca nad głową.

                              https://i.pinimg.com/564x/3a/4a/c8/3...7aa6624239.jpg

                              Joachim mógł śledzić rozmowę ale musiał przyznać, że jego nauczycielka zdecydowanie lepiej radzi sobie z językiem niezrodzonych niż on sam. Często raczej domyślał się o czym rozmawiają niż rozumiał i były całe fragmenty rozmowy jakich nie mógł rozszyfrować. Ale mimo to zorientował się, że obie kobiety doszły do względnego porozumienia. Soria nazywała się Córką Soren i szczyciła się tak legendarnym pochodzeniem. Merga zaś przedstawiła się jako służka boża która wypełnia ich misję na tym południowym kontynencie. Bo sama przecież pochodziła z Norsci więc to nie były jej rodzime strony.

                              Deszcz w końcu ustał a noc jeszcze się nie zaczęła. W ten zmrok grupka przeniosła się na jeszcze mokre deski pokładu z widokiem na miasto, port i wody zatoki. Merga zyskała okazję aby złapać oddech i uporządkować to wszystko co się dowiedziała odkąd pod koniec dnia podekscytowane Burgund i Łasica wpadły do niej z rewelacyjnymi wieściami.

                              - Tak. Dobrze się spisaliście. Soria jest strażnikiem i przewodnikiem. Myślę, że może nas zaprowadzić do ołtarza poświęconego jej patronowi. Ten artefakt może być kluczem do tajemnic Soren. To musi być coś dużego, z alabastru. Jakaś rzeźba czy podobny monument. Myślę, że Soria może nas do niego zaprowadzić, mówi, że wyczuwa go gdzieś na południu, pod wodą. No ale jak to ma być takie duże i pod wodą to i tak trzeba to jakoś wydobyć i przewieźć tutaj a potem ukryć. - rogata wiedźma będąc na pokładzie ukryła swoją tkniętą przez Mroczne Potęgi naturę pod pozorami zwykłej, ludzkiej, powierzchowności. Podobnie jak Soria jaka opierała się o reling i z łagodnym uśmiechem lustrowała wody zatoki. Wyrocznia jednak była bardzo zadowolona z tak szybkiego i dużego sukcesu. W sprawie pierwszej z sióstr udało im się pozyskać cennego sojusznika i zdobyć obiecujący trop z widokami na powiększenie zdobyczy.

                              - Możliwe, że z dziedzictwem pozostałych sióstr może być podobnie. Jakiś strażnik czy przewodnik i potężny artefakt. Tylko trzeba je umieć rozpoznać i odnaleźć. - powiedziała w zadumie Merga opierając się tyłkiem o reling od strony nabrzeża gdy lustrowała pochyloną sylwetkę o granatowych warkoczach.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              0
                              • SantorineS Niedostępny
                                SantorineS Niedostępny
                                Santorine
                                Developer
                                napisał ostatnio edytowany przez
                                #15

                                Oryginalny autor: Seachmall

                                Otto spędził drogę powrotną w modlitwie do Wielkiej Czwórki, w szczególności składał podziękowania Slaanesh za to, iż uznała ich godnych poznania syreny.

                                Nie mieszał się do rozmów Wyroczni i Syreny, zanotował w pamięci, że musi nauczyć się języka demonów. Kiedy Merga przekazała informacje, które zdołała uzyskać od syreny upadły kapłan zaczął rozważać możliwości. Jego obecność na dalszych łowach artefaktu Soren była obecnie zbyteczna, był pewien, że reszta zboru da sobie radę. Jeżeli pozostałe artefakty mają podobną sytuację ze strażnikiem, to pomysł zostawienia daru Khorna na koniec był rozważny. Wątpił, aby sługa Boga Krwi dał się przekonać czymś innym niż przemocą.
                                To pozostawiło Nurgla i Tzeentcha i mieli już poszlakę do tego pierwszego…

                                - Wyrocznio, Starszy… - Otto podszedł do dwójki - Za waszym przyzwoleniem, pozostawię poszukiwania Daru Soren reszcie naszej rodziny. Jestem pewny, że Łasica i pozostali podołają temu zadaniu. Jeżeli mogę coś zasugerować, nawet jeżeli artefakt jest pod wodą, to najprawdopodobniej jest w jakiejś pieczarze, a ta może mieć połączenie z głównym lądem. - zakonnik spojrzał na Syrenę - Martwi i cieszy mnie pomysł innych strażników. Możemy zyskać potężnych sojuszników… lub wrogów, jeżeli okażemy się niegodni. - skłonił się przed swoimi przełożonymi - Udam się do Sigismundusa i Strupasa, zobaczyć jak im powiodło się. Jeżeli ich dzieło może poprowadzić nas dalej, to udam się z nimi tej nocy. Przy odrobinie szczęścia pozyskamy chociaż jakieś informacje od darze Oster.

                                Otto udał sie do dwóch Nurglitów przywitał ich uściskiem.

                                - Bracia, mam nadzieję, że wasza świnka doprowadziła was do jakiegoś zgniłego trufla.

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                0
                                • SantorineS Niedostępny
                                  SantorineS Niedostępny
                                  Santorine
                                  Developer
                                  napisał ostatnio edytowany przez
                                  #16

                                  Oryginalny autor: Lord Melkor

                                  Joachim przysłuchiwał się słowom Mergi zadowolony z sukcesu misji i swojego udziału w niej. Wyglądało na to, że zdobyli potężnego sojusznika i byli blisko odnalezienia pierwszego artefaktu. Chociaż oznaczało to, że prawdopodobnie będzie musiał utrzymywać prawdę o syrenie w tajemnicy i porzucić pierwotny plan zneutralizowania tej istoty i okrycia się w ten sposób sławą. No, ale przecież nie można było mieć wszystkiego, czyż nie?

                                  - To wspaniałe wieści Mistrzyni - stwierdził, robiąc krok w jej stronę i lekko skłaniając głowę. Syrenie też się skłonił.

                                  - Zdobyliśmy potężnego sojusznika i znamy lokalizację pierwszego z artefaktów. Nie będzie łatwo wydobyć go spod wody, ale zajmiemy się tym z Rupertem - spojrzał w stronę ponurego rybaka który wrócił wraz z nimi tutaj z Wrakowiska. Chociaż zejście pod wodę to chyba nie było coś co tutejsi rybacy zwykli czynić.
                                  - Znasz może jakąś magię pozwalającą oddychać pod wodą? - spytał się Mergi.

                                  - A może i Otto ma rację z tą jaskinią i potencjalnym dostępem z lądu, spytajmy się Sorii czy wie coś o tym.

                                  W każdym razie skoro byli już tak blisko, miał zamiar doprowadzić sprawę do końca. W drugiej kolejności planował poszukać w Akademii tropu artefaktu związanego z jego patronem, z racji swojego statusu miał tam przecież dostęp. Artefakty Khorn'a i Nurgla najchętniej pozostawił by innym, miał wrażenie że nie rozumiał do końca tych potęg i ich ścieżek. Co do Księcia Rozkoszy było inaczej, jak stwierdził, spoglądając na kultystki z grupy Łasicy i lekko się speszył przypominając sobie swój udział w orgii. Chociaż z drugiej strony co było złego w poszukiwaniu przyjemności... tak długo jak nie przysłaniało to rzeczy najważniejszych, czyli ścieżek ku wiedzy i mocy.

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  0
                                  • SantorineS Niedostępny
                                    SantorineS Niedostępny
                                    Santorine
                                    Developer
                                    napisał ostatnio edytowany przez
                                    #17

                                    Oryginalny autor: Zell

                                    - Tych, którzy tacy wybredni w wyborze byli. - dołożył jeszcze trzy złote monety, które przy dłoni położył - Ostatnie dni kusili dobrym pieniądzem, bardzo pieczołowicie wybierali. Pewno udało im się w końcu dojść do wyboru, co chętnych było aż nadto?

                                    - Tu mało kto nie udaje wybrednego panie. I to nieważne, po której stronie stołu zasiada. - dziewczyna odparła uśmiechając się lekko i zgarnęła trzy monety chowając je bez pośpiechu do przypinanej u pasa kieszonki.

                                    - Ale jak ostatnie dni i taki trudny wybór to chyba kojarzę o kogo chodzi. To szukali ludzi na wycieczkę do Saltburga. Do służby albo eskorty. Czerwony Johan się tym zajmował. - odparła bez większych ceregieli i rozejrzała się po wnętrzu głównej izby karczmy.

                                    - Ale nie widzę go. Nie widziałam go dzisiaj. - powiedziała wracając spojrzeniem do siedzącego klienta.

                                    - Za niewielki trud by tych pieniędzy nie oferowali. - odparł dodając jedną monetę - Dobrze sobie radzicie z karczmą, skoro nawet elfich gości przyciągacie. A zaczynałem myśleć, że oni gardzą tym samym powietrzem co my oddychamy.

                                    - No tak. Rzadko tu zaglądają. - kelnerka spojrzała w stronę elfa siedzącego przy ściennym stole i zgodziła się z opinią gościa w tej elfiej sprawie. - Nie znam go. Pierwszy raz go widzę. - wzruszyła ramionami dając znać, że dla niej gość jest równie nowy jak dla mężczyzny który o niego pyta. - Mam mu przekazać jakąś wiadomość? - zapytała ochoczo widząc okazję do zarobienia kolejnych paru monet.

                                    - Nie, dziękuję. - odmówił Heinrich - Ale z Czerwonym Johanem bym się rozmówił. Czy wiesz, gdzie można go znaleźć?

                                    - Najłatwiej to tutaj. Dzisiaj go nie ma ale jest Festag. Zwykle przychodzi gdzieś w południe na obiad. No i załatwia wtedy różne sprawy. Jutro pewnie przyjdzie. - dziewczyna odparła bez zawahania jakby była pewna tego co mówi. Rozejrzała się jeszcze raz po głównej sali ale widocznie dalej nie widziała szefa najemników o jakim rozmawiali.

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    0
                                    • SantorineS Niedostępny
                                      SantorineS Niedostępny
                                      Santorine
                                      Developer
                                      napisał ostatnio edytowany przez
                                      #18

                                      Oryginalny autor: Pipboy79

                                      Oryginalny tytuł: Tura 05 - 2519.06.29; wlt; ranek

                                      Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Południowa; apteka Sigismundusa
                                      Czas: 2519.06.29; wlt; ranek
                                      Warunki: piwnica zaplecza, jasno, chłodno, cicho; na zewnątrz jasno, łag.wiatr, pogodnie, nieprzyjemnie

                                      Otto

                                      Wczoraj zanim się wszyscy naradzili, wysłuchali co Merga przekazuje od Sorii no i od siebie to już zrobił się późny wieczór. Zbór się skończył i wszysyc kultyści rozeszli się do swoich domów gdy już było niedaleko północy. Było zbyt późno aby coś jeszcze zdziałać więc najwyżej umówili się na kolejny dzień. I tak dzisiaj całkiem pogodnego choć nieco chłodnego poranka jednooki były kapłan odwiedził swojego kolegę ze zboru. W jego aptece i sklepie z ziołami i różnymi miksturami jaki stanowiły przykrywkę dla jego prawdziwej twarzy a przy okazji źródło dochodów.

                                      Do środka wszedł zwyczajnie, jak kolejny klient. Nikogo nie zastał za ladą ale nie czekał długo. Dzwonek uderzony otwieranymi drzwiami uprzedził o tym, że ktoś przyszedł. I zaraz potem gdzieś z zaplecza wyszła masywna sylwetka gospodarza.

                                      - A! To ty. Witaj, witaj. Wejdź, wejdź. - Sigismundus przywitał się z Otto niczym jowialny wujek. Wyglądał jak aptekarz w swojej aptece, długie szaty, szeroki pas, równie szeroki uśmiech, nic zdawało się z pozoru nie wskazywać, że może miec on coś na sumieniu. Ot, kolejny, gruby kupiec na ulicach miasta. We dwóch przeszli na zaplecze a tam nie było niespodzianek. Mijali jakieś drzwi, w większości zamknięte i skierowali się do tych jakie prowadziły do piwnicy oświetlonej lampą na dole. A gdy tam zeszli spotkali Strupasa. Ten też się przywitał z młodszym kolegą skinieniem swojej brzydkiej, głowy z kaprawym okiem.

                                      - Chodź, bo chyba jeszcze nie widziałeś naszej ślicznej loszki. Poznacie się. - zaśmiał się chrapliwie gospodarz nieco tracąc na wyglądzie i zachowaniu dostojnego, statecznego kupca. Otworzył kolejne drzwi, tym razem w piwnicy i weszli do pomieszczenia jakie wyglądało trochę jak warsztat, a trochę jak magazyn. A przez klatki i obręcze wmurowane w ściany trochę też jak loch. Tam zastali młodą, stojącą kobietę o czarnych włosach.

                                      https://us.v-cdn.net/6030815/uploads...-mommy-236.png

                                      - Musiałem ją umyć. I ubrać. Już nie wygląda tak ładnie jak wcześniej. I nie pachnie. Ale rozmawiałem wczoraj ze Starszym i mówił, że lepiej tak zrobić aby nie zwracali na nią uwagi. - Sigismundus pęczniał z dumy jakby prezentował jakąś rasową klacz czy sukę godną do założenia całej hodowli i rasy. No albo lochę właśnie. Niestety miał odmienny punkt widzenia niż standardowe kanony piękna więc czysta i ubrana w czyste rzeczy kobieta wcale nie wydawała mu się piękniejsza niż gdy była pokryta czyrakami, wrzodami i była siedliskiem wszelkich, małych stworzonek jakie tak uwielbiał jego patron. Tak wyraźnie zarażona osoba jednak rzucała by się na ulicy w oczy i byle patrol mógł się przyczepić a przecież musieli minąć obsadzoną strażą bramę przy wychodzeniu z miasta. A potem z nią wrócić. Młoda kobieta patrzyła na nich ale nie odzywała się. Właściwie nie była skrępowana ale na szyi miała obrożę jaka była zaczepiona o jedno z kółek wmurowanych w ścianę piwnicy.

                                      - Śliczna prawda? Te puszczalskie ladacznice na pewno by ją chciały dla siebie. Ale nie, nie, moja loszka jest przeznaczona do wyższych celów! Nie dla psa kiełbasa! - aptekarz zarechotał złożliwie aż się musiał złapać za brzuch na myśl jakie wrażenie by mogła wywołać jego cenna loszka na koleżankach z kultu. A jeszcze większą, że nie zamierzał im jej oddawać. Strupas zarechotał razem z nim. A i dziewczyna uśmiechnęła się ale skromnie i niepewnie. Dalej się nie odzywała.

                                      - Tak, tak, nasza loszka na pewno nas zaprowadzi do pięknie, dojrzałych trufli. Prawda? - aptekarz niczym dobry ojciec czy wujek chciał zmotywować niezbyt bystrą pociechę. Pokiwał głową zerkając na nią a ona znów niepewnie się blado uśmiechnęła i odparła podobnym gestem. Wydawała się, że jest bardzo zastraszona i złamano jej wolę. Albo niespełna rozumu. Co się zresztą nie wykluczało.

                                      - Wczoraj dobrze poszło. Ciągnęła na smyczy aż miło! Musiała wyczuć ciekawy trop. Dobra, loszka, dobra! Zaprowadzi swojego tatusia do daru naszego Ojczulka i jego wysłanniczki! - gospodarz zwrócił się znów do gościa tłumacząc nieco chaotycznie jak to wczoraj im poszło z tym szukaniem.

                                      - Tak. Ale to coś dalej. Wczoraj szliśmy z pół dnia i doszliśmy nigdzie. Sam przeklęty las dookoła. A ta dalej nas ciągnęła. To musi być gdzieś dalej. Ale przynajmniej wiemy, że może nas poprowadzić. Tylko trzeba pójść dalej. A te lasy są niebezpieczne. - garbus włączył się do rozmowy i uzupełnił o słowa swojego dostojniejszego kolegi. Obaj wyglądali jak klasyczna para mistrza i jego szkaradnego pomocnika. A jednak odkąd Otto ich poznał to obaj zdawali się dość dobrze ze sobą dogadywać. A z samym lasem zwłaszcza Strupas nie miał dobrych wspomnień. W zimie podczas jednej z wypraw prawie dorwały go gobliny na wilkach. A i bez nich można było się natknąć na bandy dezerterów, rabusiów, zwierzoludzi czy inne takie niebezpieczeństwa. Dla dwóch osób i jednej na smyczy to było spore ryzyko zagłębiać się w te lasy. Nie było dziwne, że zdecydowali się wrócić wczoraj na noc do miasta. W końcu i tak chcieli tylko sprawdzić czy Lochy można użyć jako psa przewodnika. I wychodziło na to, że tak. Tylko nie było wiadomo jak daleko są te cenne trufle i gdzie.

                                      - No i właśnie dlatego trzeba ruszyć jeszcze raz. Ale możliwe, że nawet na parę dni. Nie wiadomo gdzie nas nasza świnka zaprowadzi i co tam będzie. Idziesz z nami? - Sigismundus rozłożył swoje szerokie ramiona i spojrzał zaczerwienionymi oczami na młodszego gościa. Zamierzali zacząć od jaskini odmieńców. Tam mogli zabrać Silnego i Egona jako eskortę. No ale jeszcze się zastanawiali czy kogoś ze zboru nie zabrać na taką wyprawę. Przy okazji nieco chaotycznej rozmowy wspomniał, że interesujące wydawały mu się te podziemne stworzenia żyjące pod miastem. Zwłaszcza to, że za użyczenie kryjówki życzyły sobie niewolników a najchętniej młode, zdrowe kobiety. To go zastanawiało ale jak chłopaki nie potrzebowali już tej kryjówki to i kontakty z tymi dziwnymi istotami osłabły i właściwie się urwały. Powierzchniowcy nie schodzili w trzewia ziemii a tamci chyba nie wychodzili na powierzchnię.

                                      Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Północna; Akademia Morska
                                      Czas: 2519.06.29; wlt; ranek
                                      Warunki: recepcja akademii, jasno, chłodno, cicho; na zewnątrz jasno, łag.wiatr, pogodnie, nieprzyjemnie

                                      Joachim

                                      Kolejny ranek, pierwszego dnia nowego tygodnia, okazał się całkiem pogodny chociaż chłodny. Lepiej było nie wychodzić na zewnątrz w samej koszuli. Joachim udał się tego poranka ku centrum miasta przy rzece Salt gdzie na jej zachodnim brzegu mieścił się kompleks Akademii Morskiej. Właśnie tu szkoliły się kolejne kadry oficerów, nawigatorów i bosmanów. Joachim jako uczony i astrolog co bywał na salonach towarzyskich tego miasta był tu mile widzianym gościem. Dziś też skierował swoje kroki do recepcji. Idąc ulicami miasta miał sporo czasu aby wspomnieć wczorajsze wydarzenia.

                                      - Myślę, że to jest nasz przewodnik i klucz do tego wodnego tropu. - Merga wskazała na Sorię i widocznie ją uważała za ważny element aby zdobyć cenny ołtarz poświęcony jej patronowi. Syrena mogła bez kłopotu poruszać się w wodzie i pod nią. To wręcz było dla niej naturalne środowisko. Więc wyrocznia chyba uważała, że będzie uczestniczyć w tych poszukiwaniach. Natomiast Soria nic nie wiedziała o dziedzictwie pozostałych sióstr i raczej jej to nie obchodziło. Poświęciła się swojemu patronowi, dla niego i jego chwały została zrodzona a na cześć swojej matki przyjęła podobne jej imię. Czy Soren faktycznie była jej matką czy tylko duchowym patronem tego chyba nawet Merga nie wiedziała. Ale nie było to dla niej istotne, uważała, że Soria jest jedną z elementów układanki jaką szykowały Mroczne Potęgi i dlatego powinni działać razem z nią. I pewnie dlatego i syrena była im tak przyjazna. Nawet wobec niedoszłego łowcy który próbował ją zimą schwytać. Widocznie go rozpoznała.

                                      https://cdna.artstation.com/p/assets...jpg?1609717018

                                      - Pochwalony. To co cię do nas sprowadza dzisiaj Joachimie? - Philipp był młodym cyrulikiem i często pełnił dyżur w recepcji Akademii. Więc przez ostatnie pół roku odkąd Joachim tu zachodził zdążyli się nieco poznać. Zapewne aby pójść do biblioteki co było najczęstszym powodem do odwiedzin tej placówki byłoby tylko formalnością. Ale coś więcej i mniej standardowego wymagało jednak większej inwencji i pomysłowości.

                                      Miejsce: Nordland; Neues Emskrank; Dzielnica Centralna; karczma “Kwarta”
                                      Czas: 2519.06.29; wlt; ranek
                                      Warunki: główna izba karczmy, jasno, chłodno, gwar głosów; na zewnątrz jasno, łag.wiatr, pogodnie, nieprzyjemnie

                                      Heinrich

                                      “Kwarta” dzisiejszego poranka niezbyt się zmieniła od wczorajszego południa. Co najwyżej zestaw gości był inny. Chociaż dominował ten sam ich typ: najemnicy, marynarze, łowcy nagród oraz ich szefowie, klienci, zleceniodawcy. A także kręcące się między nimi kelnerki jakie roznosiły jadło, napitek i wesoły uśmiech.

                                      Pora była taka sobie. Ci co mieli zjeść tutaj śniadanie to pewnie już zjedli i wyszli. Na obiad było jeszcze za wcześnie. To i nie było w ten późny poranek tak tłoczno jak wczoraj, w dzień świąntynny.

                                      Heinrich nie miał żadnych trudności z odnalezieniem Czerwonego Johana. Jak odwrócił głowę w stronę drzwi wejściowych gdy te otworzyły się i do środka wszedł zbrojny. Co w tym lokalu nie było niczym niezwykłym. Ale za nim wszedł starszy i łysiejący mężczyzna z mieczem u boku. Był bez pancerza, ubrany w zdobny, czerwono - brązowy, skórzany kubrak który pewnie miał pewne właściwości ochronne ale raczej był dla wygody i aby nie nosić na co dzień ciężkiego pancerza. Za nim wszedł koleny zbrojny. Szybko jednak okazało się, że to ten starszy jest z tej trójki najważniejszy a ci dwaj to pewnie jego ochrona i eskorta.

                                      https://upload.wikimedia.org/wikiped...oni1566-69.png

                                      Mężczyzna przyszedł jak do swojego i bez wahania zajął miejsce przy wolnym stole zdolnym pomieścić cały, rodzinny tuzin. Jeden z ochroniarzy usiadł obok niego, drugi stanął za nim. Szybko podeszła do nich kelnerka i chwilę rozmawiali pewnie przyjmując zamówienie. Wydawało się, że rozmawiają całkiem miło. Po chwili kelnerka wróciła za kontuar i zniknęła na zapleczu pewnie przekazując kuchni co mają przygotować. Henrich musiał się jeszcze dopytać jednej z dziewczyn kim jest ów mężczyzna ale nie było zaskoczenia jak się okazało, że to jest właśnie ów Czerwony Johan jaki ostatnio tak intensywnie szukał najemników spełniających jego wyśrubowane standardy.

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      0
                                      • SantorineS Niedostępny
                                        SantorineS Niedostępny
                                        Santorine
                                        Developer
                                        napisał ostatnio edytowany przez
                                        #19

                                        Oryginalny autor: Lord Melkor

                                        - W takim razie możemy spotkamy się z Sorią za kilka dni i poszukać artefaktu? Trzeba by się było się zorientować jak bardzo musimy zejść pod wodę - Joachim zaproponował Łasicy i pozostałym kiedy kończyli naradę poprzedniego dnia. Z jednej strony nie chciał pozostawiać zakończenia tej sprawy tylko Łasicy i jej ferajnie, z drugiej zaś nie do końca ufał Syrenie więc współpraca z nimi i działanie w większej grupie nadal wydawała się najlepszym rozwiązaniem.


                                        -Miło cię widzieć Philippie. Pomyślałem sobie, że chociaż nie raz już miałem przyjemność odwiedzić waszą bibliotekę, to nie miałem okazji zwiedzić reszty Akademii, a słyszałem że to jeden z najstarszych i najbardziej interesujących budynków w mieście, zakładam że nie byłoby problemem gdybym go trochę pozwiedzał? - Czarodziej planował rozejrzeć się po Akademii i wysilić swoje magiczne zmysły w poszukiwaniu śladów magicznej aury artefaktu Pana Przemian.

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        0
                                        • SantorineS Niedostępny
                                          SantorineS Niedostępny
                                          Santorine
                                          Developer
                                          napisał ostatnio edytowany przez
                                          #20

                                          Oryginalny autor: Seachmall

                                          Otto wysłuchał opowieści kultystów Nurgla. Cieszyło go, że ich eksperyment przyniósł efekty. Przyjrzał się ich dziełu, rozumiał oczywiście mądrość Starszego, czuł jednak ból, że nie ujrzał prawdziwego piękna tej istoty.

                                          - Jeżeli trop będzie prowadził na mokradła to zdąży się jeszcze potaplać w błocku i przygarnąć kilku gryzących przyjaciół. - mnich uśmiechnął się i spojrzał na Strupasa oraz Sigismundusa - Kilka dni, jak sądzę, to dobry pomysł. Musimy obgadać z resztą zboru, kto będzie nam towarzyszył. Kilka silniejszych rąk może się przydać. Mam informacje, które mogą nam pomóc.

                                          Otto oparł się o ścianę i "spojrzał" na loszkę tylko swym pustym okiem

                                          - Skarb Mrocznego Księcia miał strażnika w postaci syreny. Udało nam się z nią zaprzyjaźnić i sprowadzić do miasta. Starszy i Wyrocznia uważają, że pozostałe artefakty również posiadają takich strażników, co oznacza, że możecie dostać kolejnego członka rodziny. - uśmiechnął się do Nurglitów - Będziecie mogli popisać się swym dziełem przed nimi. Mam nadzieję, że równie łatwo pójdzie z wysłannikiem Dziadka, nie chciałbym, abyśmy zostali uznani za niegodnych. - po raz ostatni spojrzał na kobietę i przygotował się do wyjścia.
                                          - Wrócę do was za trzy dni. Do tego czasu spróbuję załatwić nam wóz i obstawę ze zboru. - Uścisnął ponownie dłoń Sigisnumdusa i Strupasa - A wy upewnijcie się, że loszka będzie ładna i reprezentatywna w dzień poszukiwań. - uśmiechnął się po raz kolejny i pozostawił dwóch wyznawców Nurgla.


                                          Hospicjum

                                          Otto wrócił do swych owieczek, przechadzając się po korytarzach wsłuchując się w krzyki i zawodzenia obłąkanych dusz. Ich cierpienie i szaleństwo to testament mocy jego patronów i wkrótce całe miasto będzie wypełnione tą piękną muzyką, ale jeszcze nie dziś. Dziś ten koncert jest tylko dla niego. Ciekawiło go czy może, któryś z jego podopiecznych dobrał się do węgla lub kredy i namazał coś na ścianach swojego pokoju. Być może któryś wyryła jakieś obrzydliwie piękne słowa pazurami na swym ciele. Zamordował i zjadł innego pacjenta, albo kogoś z obsługi?
                                          Ignoranci z zewnątrz boją się, lub jest im żal istot zamkniętych w tym budynku. Nie Otto. Otto im zazdrościł.

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          0
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy