[CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
-
– Granaty, kurwa, ciągle granaty... Tobie ciągle adrenaliny mało, Leif? Czemu ich ze śrutówki nie wystrzelasz? Do dupy z takim planem - żachnął się technik.
– Za chwilę będziesz się bawił w samotnego wilka, a my - jeżeli będziemy mieli szczęście - dowiemy się o tym, że nie żyjesz. Granat to bilet w jedną stronę. A ja chcę mieć możliwość odwrotu. Jak sytuacja będzie niesprzyjająca, to chcę plan odpuścić. I chcę, byś wziął to pod uwagę, Leif. To nie ma być akcja za wszelką cenę. Granat nam takiej opcji nie daje.
– Dołóż nam większy poziom bezpieczeństwa, niż granat. Przemyśl sprawę. Do tego, kurwa, tym granatem rozwalisz - tu HiFi chwilę się zawahał - dobre żarcie, którego moglibyśmy użyć do handlu. Ja pierdolę, myślałem, żeś sprawę przemyślał...
– No ale... jest jeden plus granatów - Hajfi potarł zarost. - Gdybyś zaczął do nich strzelać, to ich snajper, jeżeli będą go mieli, ściągnie cię od razu. Za to granat... To snajper nie będzie wiedział co się dzieje, możemy odskoczyć gdzieś się schować. Czekaj... - serwisant powiódł wzrokiem po okolicy.
– Bezpieczeństwo przede wszystkim. Jeżeli się cokolwiek zacznie dziać, czy strzelanina, czy granat, to trzeba mieć miejsce, gdzie da się odskoczyć. Ciężki kawałek żelastwa, kawał betonu. I najlepiej, abyśmy czekali na nich w miejscu maksymalnie zakrytym przed snajperami. Albo znajdziemy takie miejsce, albo je sobie wybudujemy, czy jak to było...
– Dingo, co myślisz? Lepszy ten pomysł z granatami, czy gorszy? A dla ciebie to ja myślę lepsze będzie okno niż dach. Tylko trzeba pójść sprawdzić jak tam się dostać, na ile to bezpieczne, i zaplanować ci minimum dwie drogi ucieczki.
– Chyba... że przyjdę sam. A Ty Leif ustawisz się na pozycji i ich z odległości ściągniesz. A zamiast granatu, ja będę miał granat dymny, żeby mnie chronił przed ich snajperami. Może utrudni ci nieco celowanie... I potrzebujemy mieć jakąś komunikację. Ja mogę odbierać audio moim wszczepem i mogę smarthinga ustawić tak, by transmitował głos do Dingo. A jak z wami? -
Patrzył jeszcze przez chwilę za odjeżdżającym vanem po czym na raz wypalił resztkę papierosa. Obecność vana nie pasowała mu do kompletnie niczego. Wydmuchnął dym. Van odjeżdżał zawsze za Ghuptą. Więc od początku jasne było, że ktoś śledzi spożywkowego jolero. Nawet teraz byłoby to dziwne gdyby ktoś zainteresował się żabkowym ochroniarzem i poświęcił mu choćby tyle uwagi by zapuścić się za nim do Kabuki. Cały payroll Żaby nie był wart kursu jakiejś freelancerki w te i z powrotem. Nie wspominając o wypożyczeniu vana. Pozostawało więc wytłumaczenie najbardziej oczywiste, że może Ghupta też był w Kabuki. A laska przypadkiem dostrzegła Shawna. Tak to musiało być to.
- Myślę - wygasił kiep na barierce kanału by pstryknąć go w dół - że mam dziś ochotę komuś wjebać. Chętni?
- Ja pasuje stary. - Sard pokręcił głową - Mam dziś randkę i nie zamierzam sobie marnować lodzika na okładanie mordy kompresami.
- A ja nie powiem nie. - Bonito złożył dłonie i z satysfakcjonującym chrupnięciem je rozprostował - Akurat mi trochę kasy potrzeba. Stawka co zawsze?
- Taaa…
- A rozgrzeweczkę? - Bonito wyglądał na zadowolonego i coś Żabie mówiło, że chętnie przejąłby od niego okazję, żeby zrobić pokazówę z Knurem i trochę zarobić. - Bo jak nie to walę prosto do pana Lee i ustawiam.
- Pierdolić rozgrzeweczkę.
- Oho… widzę, że nie będzie brania jeńców. - Sard uniósł brew - Dobrze, bo dziś wieje nudą w klatce. Napędzę trochę publiki.
- Tylko tyle, Bonito? Znam technika, co umie się lepiej lać.
Ciosy runęły na buźkę Żaby. Osłaniał. Ale niezbyt dokładnie. Z premedytacją. Chciał oberwać. Umiał obrywać. Umiał obrywać mocno i długo. To wkurwiało przeciwników. Szczególnie gdy ich przy tym prowokował. Nie miał wybitnej techniki i wiedział o tym. Ale nauczył się, że były inne sposoby, żeby wygrać walkę, a nasrać komuś prostych i sierpów umiał każdy fighter. Bonito zdawał sobie z tego sprawę. Znali się na ringu jak łyse gangusy. Ale i tak charakter miał takie, że się wkurwiał nie mogąc wtłuc Żabie dość mocno by wybić mu uśmieszek z obijanej mordy. Tłukł więc metodycznie kasując punkty na gębie solosa i wywołując okrzyki aplauzu od niewielkiej acz odpowiednio do niedzieli naprutej publiki. Z resztą to Kabuki. Niedziela nie miała tu nic do rzeczy. Tu zawsze ktoś darł mordę i zawsze kasa się kręciła. Pan Lee tego pilnował. Sard też to robił. Dla fabuły. I zapewne wciąż zachodził w głowę jaki będzie finał tej walki.
Shawn przewalił się w końcu na boczną siatkę ku wyraźnej satysfakcji przeciwnika. Ten zasapany napawał się przewagą, zamiast tłuc dalej. Parę w bickach miał. Ale można było poznać tanie boosty dające szybko wyczerpujące się strzały adry. Poza tym w napompowanych do pozerskiej pączkowatości mięśniach Bonita było dużo… niczego. Arsenał po jakim można poznać zwykłego ogórka. Dunlop. Tak w kręgu regularnych fighterów nazywali takich pajaców. To jednak wyróżniało Bonita, że po prostu lubił szpan i w przeciwieństwie do dunlopów miał gość doświadczenie i zmysł fighterski. Jednak nie dość by nie wypalić się na przygotowanym na srogie baty Żabie.
Solos splunął krwią i poprawił rozchwianego zęba. Tego było mu trzeba. Buzowało w nim prawie jak wczoraj pod Vistą. Mózg na granicy wstrząśnięcia balansował między stanem podobnym do upojenia, a kopem jak po dwóch szybkich grzmotach. Ale ring miał zasadniczą przewagę nad uliczną strzelaniną. Można było prawilnie spuścić komuś łomot.
- To ostatnie… kheee… było niezłe - wstając przystawił kciuka do nosa i smarknął krwią i wydzieliną zalegającą w poobijanej zatoce - Ale teraz ja.
Zamarkował cios w szczękę, który Bonito sparował, po czym lewą wyprowadził prosty mocny w prawą stronę podbrzusza. A potem wrócił do szczęki. Tamten próbował kontratakować, ale solos tym razem zaczął unikać. A adry Bonitowi nie stykło. Shawn za to odpalił się na dobre. Poza ringiem mogli się lubić, ale w klatce nie było przebacz. Obaj to wiedzieli. Walił szybko i celnie. A z każdym ciosem czuł jak gdzieś w środku puszczają go te wszystkie wściekłe szczęki życia, które go dziś złapały. Uderzał wyjątkowo szybko i wyjątkowo celnie. Nawet sam to zauważył. Bonito miał zły dzień. I po minucie walka była skończona. Solos chętnie poświęciłby przeciwnikowi jeszcze kilka dodatkowych, niepotrzebnych sekund na przefasonowanie facjatki. Ale to był Bonito, a nie jakiś random, któremu by źle z oczu patrzało. A Shawn potrzebował jakiegoś złola, na którym mógłby się wyżyć, a nie kumpla od sparringu. Dlatego zwaliwszy półprzytomnego Bonita na glebą, podniósł go i zarzucił sobie na ramię. Zaraz pomógł mu Sard kręcąc głową z uznaniem, a tłum wciąż wył na widok niczym nieskrępowanego pokazu manta.
***
Chwilę później, już poza ringiem, moczył pięści w kubełkach z lodu.
- Shawn misiaczku! - piskliwy głos pana Lee nie miał problemów z przebiciem się przez gwar Kabuki - Nie wstyd ci tak biednego Bonito urządzić? Będzie ci musiał pan Lee potrącić za naszego ripperdoca. Cha-Ching! Ale kurewski popis dałeś misiu. Tak, tak! Całkiem jakby szczurki ci już mówiły co piszczy w kanałach i chciałeś utwierdzić pana Lee, że dobrze wybrał. - po czym zapiszczał do swoich ochroniarzy i wskazał na Żabę, żeby go wpuścili do pomieszczenia, do którego wchodził. Albo wnieśli. W zależności od decyzji Shawna. - Do biura!Wszedł.
-

Raze Switch More
Jig-Jig Street w Japantown
niedziela 15.07.77,
Switch przez chwilę milczał, porządkując w głowie odpowiedź.
— Zacznę od tego, czego jestem pewien. Nie znałem tych ludzi wcześniej. Nie wiem, kim są ani dla kogo pracują. Natknąłem się na nich.
Spojrzał na nagranie.
— Ale nie byli przypadkową bandą. Wiedzieli, co robią. I wiedzieli, czego szukają.
Przesunął dłonie po udach, jakby odruchowo upewniał się, że siedzi stabilnie.
— Dlaczego mnie zostawili? Mam kilka teorii.
— Pierwsza jest najprostsza. Nie byłem ich celem. Trafiłem tam przypadkiem, więc po prostu uznali, że nie jestem wart zachodu.
Pokręcił głową jakby sam w to nie wierzył .
— Druga jest ciekawsza.
Popatrzył na Wakako.
— Powiedzieli mi: "Jesteś otagowany”.
Krótka pauza.
— Początkowo myślałem, że to blef. Że próbują mnie nastraszyć. Ale sprawdziłem się później i rzeczywiście miałem w sprzęcie pluskwę. Musiałem ją wyczyścić.
Jego twarz spoważniała.
— Więc mogli mnie zostawić przy życiu właśnie dlatego, że już mnie mieli. Mogli wiedzieć, gdzie jestem, dokąd pójdę i z kim będę rozmawiał.
Switch odchylił głowę o kilka centymetrów.
— Chcieli, żebym wiedział, że jestem obserwowany.
— To już prowadzi do trzeciej możliwości.
Zamilkł na moment.
— Wiadomość.
— Nie wiem, jakiej treści. Nie wiem nawet, czy była skierowana do mnie. Ale jeżeli ktoś ma możliwość mnie zabić, a zamiast tego zostawia mnie przy życiu i jeszcze upewnia się, że wiem o pluskwie... trudno uznać to za przypadek.
Spojrzał ponownie na Wakako.
— Jest też inna możliwość. Jeśli miałbym postawić na którąkolwiek, to właśnie na nią. — Switch zamyślił się na moment, jakby raz jeszcze układał w głowie tamte wydarzenia. — Odniosłem wrażenie, że oni uważali się za kogoś... lepszego.
Przeniósł wzrok na Wakako.
— Nie tylko skuteczniejszych. Lecz moralnie lepszych. Zabili człowieka, którego uznali za oprawcę. Kobietom, ofiarom, pozwolili żyć. Mnie, osobie postronnej, również.
Zmarszczył brwi. Spojrzał gdzieś obok, ponad kobietą.
— A wtedy całe to zajście nabiera zupełnie innego wymiaru. Nie jak zwykłe zlecenie zabójstwa, tylko jak egzekucja według ich własnych zasad. A ludzie, którzy zabijają innych, bo sami uznają się za tych, którzy mają prawo wymierzać sprawiedliwość... Bractwo Gołębicy.
Oderwał się od wspomnień. Spojrzał ponownie na Cesarzową.
— Nie będę pani sprzedawał pewności tam, gdzie mam tylko przypuszczenia.
Na jego twarzy pojawił się ledwie zauważalny uśmiech.
— Ale skoro mówi pani, że ma inne źródła, możemy porównać informacje.
Tym razem to Switch zadał pytanie:
— Co dokładnie pani wie o tych ludziach? Może razem zbudujemy właściwy obraz?
I wtedy zweryfikował w głowie myśl, która go tknęła gdy Cesarzowa wyprosiła Hectora.
Jeśli Patch został wylany z drogówki (skąd to w ogóle mu przyszło do głowy?) za sprawdzenie blatów randomowego pojazdu, to jest kretynem niewartym splunięcia.
SlimWire jest spasionym śmieciem. Sam wkręcił się w śmierdzące interesy, z których nie mógł się wyplątać. Do tego zainstalował mu pluskwę. Sprzedał Trensom. Przez niego prawie stracił życie i kumpli. Jeśli Szóstki wypatroszyły go jak wieprza, to tylko oszczędziły mu zachodu.
A Hector... cóż. Jeśli myślał, że się będzie woził na plecach Switcha, to się grubo mylił. I jeśli z tego powodu zamierzał robić jakieś dramy, to się nie nadawał na fixera. W tej rozgrywce Hector blefował nie mając kart. Nie udało się. Jeśli był dobry, powinien to przełknąć i trzymać się More'a. Jeśli Raze wejdzie w układ z Wakako, to i jemu coś może skapnąć ze stołu.
W tym interesie emocje musiały iść na bok a liczyły się tylko chłodne kalkulacje.
Nie. Nie miał sobie nic do zarzucenia. To inni go zawodzili.
-
Dingo kiwał głową na słowa HiFi'ego, nie zdejmując smatgogli z oczu i nadal obserwując teren kamerą z drona.
- Jeśli dałoby się uniknąć granatów, byłoby super - powiedział - To ryzykowne, a do tego możemy zniszczyć fanty, które chyba są nam potrzebne...Przywołał drona na dół, do swojej dłoni. Przez chwilę przyglądał mu się, jak ciekawemu okazowi owada, po czym schował go do kieszeni.
- No pewno, że będę w oknie. Czujny i cichy, jak żbik. Jak dobrze pójdzie, nawet nie zauważą co ich trafiło... - Houston w myślach robił sobie małą listę zakupów. Jego Ronin miał łącze do smartguna, może je sparować z goglami, ale przydałby mu się tłumik... celownik optyczny też... może statyw? Nie, wtedy całość będzie za ciężka, żeby sprawnie się ulotnić. Celownik i tłumik będą musiały wystarczyć. Oprze karabin o parapet. A zaraz skoczy na małe zakupy w drodze powrotnej.- Włączę sobie głośnik w smarthingu i też będę na łączach. Ale z tego co zrozumiałem, to deal był z wami dwoma, tak? To chyba powinniście być obaj. Kurwens, byłoby zajebiście, gdyby Shawn zgodził się być obstawą na ziemi. Bo droga ucieczki, drogą ucieczki, ale chyba chciałeś HiFi ich uwolnić od jakiegoś sprzętu? A zmarnuje się, jeśli ich kropniemy i znikniemy. Czyli, reasumując: uderzamy szybko i cicho, ale zabójczo. Najlepiej tak, żeby wystawić mi ich do odstrzału, ale żebyście wy byli osłonięci. Łapiemy towar i spierdalamy.
-
Digitalna Przestrzeń Magistratu NightCity
Pewność siebie jaką zyskała Brazil wchodząc za bramy kodowe magistratu prędko prysła, kiedy hakerka zupełnie zagubiła się w szyfrowaniu baz danych. Świadomość choć zaklęta w digitalu wyzbywała się emocji, wciąż procesowała głównie na mięsie, a żadne przychodzące jej na myśl katalogowanie danych nie wpasowywało się w logikę sterowanego nieludzką myślą magistratu. Sprawę utrudniał fakt, że nadzorcze SI też nie kontrolowało całego procesu zapisu danych, a ten był rozdrobniony na virtualne boty. Doznała netrunnerka chwilowego zawieszenia, podobnego atakowi paniki w verite.
Kolejne boty omijały ją, ale była pewna, że nawet ukryta pod kodem wreszcie zostanie wpleciona w strukturę, musiała działać, przemieszczać się. Spieszyć.
Czas nie płynął,
Przestrzeń nie istaniałaPrzerwała działania skolopendry i wyciągnęła mackę po menu. Potem kolejne siedem macek i wyszukała katalog danych. Dopiero tam przeszukując plik po pliku odnalazła właściwą komórkę. Uspokoiła się, Uspokoiłaby się, gdyby była w mięsie. Anioł spoza świata dodawał jej siły. Zapisywał się kodzie jako tlen i wodór w stosunku 1:2. Anioł nad nią czuwał, to dało Brazil kolejnego kopa, bo ów mógł ją odłączyć. Pospiesznie zamieniła pliki, korzystając z wygodnego menu, to zwróciło na nią uwagę botów. Miała jeszcze w palnie poszukać innych informacji, ale miała też świadomość, jak długi czas spędziła w zaślepie.
Nie zniknęła od razu jak spanikowany lamer, wyszła jak weszła, przeszła przez virtual, zmieniając podsektory przez kolejne małe terminale drobnych firm zacierała swój ślad jak lis ogonem. Była prawie na końcu swojej układanki, kiedy Anioł wyrwał ją z digitala. Dość brutalnie, jak to ludzie nie rozumiejący nurkowania.
Sklep „Esoterica” w Little China, niedziela; popołudnie
Mimo kilku cierpko wypowiedzianych słów Brazil była wdzięczna Misty za to co zrobiła i kiedy. Pić i sikać. jak powiedziała tak zrobiła, chwyciła kubek z zieloną herbatą i pobiegła z nim do toalety. Szczęśliwa, że zdążyła. Za sisiu poszła kupka, druga tego dnia, się martwiła Artemida, czy coś jej nie służy na brzuszek, czy może to stres ciała.
W głowie jej się kręciło, czuła głód i odrazę do jedzenia jednocześnie.
-W porządku? - weszła bezceremonialnie Misty.
-Idziemy do fryzjera i na obiad. - ledwo uśmiechnęła się Torquemada
-Zaparzę ziółka.
-Ziółka zaparz kochana i coś do palenia. - gospodynie kiwnęła głowąKorzystając z sanitarki Brazil dokładnie się podmyła. Wyszła już w trochę lepszej formie, owinięta w szlafrok pozostawiony przez Jackiego. Chętnie przyjęła napar i dżońta od przyjaciółki. Trzy wdechy cannabis uspokoiły skołatany umysł.
-Poszło? - spytała zapobiegliwie Misty
-Poszło.Artemida nie dała się spławić, bo bardzo potrzebowała przyjaciela. Wymogła na przyjaciółce wspólne popołudnie. Fryzjer: Przefarbowała się na blond. Zakupy: zamówiła kevlarową kurtkę z już trochę niemodnym pokryciem. Torquemada zaprojektowała jak ją przefarbować i obszyć żeby była sztubacka i na czasie. Kobiety śmiały się plotkowały, zajadały sałatkami z krewetkami. Rozstały się z niedosytem, umówiły na poprawkę.
Netrunnerka frunęła przez miasto na poduszkowej hulajce. Była na odchodnym tak podekscytowana, że ukradła dla siebie i Olszewski po nowoczesnej poduszkowej. Przez chwilę czuła się nieśmiertelna, wymijała samochody w korkach i robiła gangi skutersów próbujące ją ścigać. Trąbili, krzyczeli, śmiała się, śmiała, aż zajechała pod H10. Dopadła ją rzeczywistość. Decki Lacorix.
Już pieszką odebrała zamówionego wcześniej ajnola, tani chiński tablet. Zadowolona odebrała też zamówioną kurtkę, zaraz rozczarowana disingem. To paradoksalnie dało jej nowy temat, bo kurtka była podobna do tej jaką miała Shiva wychodząc z mieszkania po raz ostatni. Może się włamie zanim przefarbuje.
H10: Mieszkadło Paczki; Późne Popołudnie
Na kwadracie tylko Mack. Chciałaby mieć dla niego więcej czasu Brazil, ale tylko zerknęła, przybiła piątkę, chwilę się zawiesiła - co szukasz? - podzieliła resztką obiadu i piciu. - No nie przeszkadzam. Jak byś coś chciał to jestem obok i będę zabierała się za decki Lacorix. Chcesz sie pouczyć?
Wyjęła cały zmumifikowany w folie aluminiowe i wolframowe sprzęt martwej netrunnerki i zabrała do swojej celi, położyła przed sobą. Nie odpakowała. Usiadła w zazen i mierzyła się z zadaniem, żeby nie zapomnieć o żadnym zabezpieczeniu.Przekierowała logowanie mieszkania piętro wyżej, dzięki powtarzającej się próbie połączenia. Przygotowała deck i ajnloa, czekając na odwagę, by odpakować czekoladkę, reżyserowała w myślach różne scenariusze. Owe puchły w sagi godne virtu rpg.
Stanęła przed dylematem: Mieć cukierka, czy zjeść cukierka? Oblizała usta.
-
Hartley "Mack" Mackinaw
Mieszkadło w Megabloku
Mack mimo wszystko był zadowolony. Konto działało, uczelnia też niczego zbytnio nie poprzestawiała (widocznie nadal mieli starego sieciarza, który nie potrzebował co chwila nowego "experience" dla użytkowników, ani nikogo ponad nim o takich zapędach). zdownloadował co mógł ale nawet szybkie przejrzenie materiałów pokazało mu jak o wielu rzeczach się nie interesował ani nie zapamiętał (no przecież!).
Przerwała mu Brazil, ale przecież i tak miał kończyć. Więcej dzisiaj nie znajdzie. Prosta zasada skutecznego researchu: najpierw trzeba się dowiedzieć, czego się nie wie, potem tego nauczyć i zadawać kolejne pytanie. Inaczej straci zagubi sie w informacjach i ich skutecznie nie powiąże.
- Dzięki, ale nie teraz, na razie mam dosyć danych. A tok ogólnie, to czemy nie, masz jakiś konkretny pomysł?Wstał, rozprostował się i rozruszał robiąc przechodząc kilka razy korytarzem. Oprócz Brazil siedzącej nad dekiem mieszkanie było puste.
W kuchni zalał kawę, dosypał poprawiacze. Porcja żarcia od Artemidy tylko mu przypomniała o głodzie. Odpakował nowy prepak i wrzucił do mikrofali. Coś w jakimś sosie z czegoś. Wszystko to była ta sama papka, modyfikowana tylko pod względem smaku i gęstości.
Wczorajsze wydarzenia nadal nie dawały mu spokoju. I nie chodziło mu o Switcha, tylko tego policjanta i kuratora. Tamten skurwiel zwiał z paki, to fakt, a Mack miał nadzieję że tamci wymyślili całą akcję i nikt z góry o tym nie wie. Tak, to byłoby najlepsze wyjście, ciężarówka rozwiązała jego problem. A jeśli nie? Zanim na papierze przydzielą mu nowego kuratora, to do wezwania minie jeszcze sporo czasu. A on nie powinien niczego wiedzieć, inaczej by się spieszył. Opcja z akcją z góry oznaczała, że powinni zapukać do Macka z samego rana, i to rano dzisiaj, więc chyba...
Stop, Mack, stop! Komplikujesz wszystko! Oni nie żyją i niech tak zostanie.
Piknęła pożółkła mikrofalówka. W tej samej chwili tego smarthing dał o sobie znać.
- Kogo znowu? Adeola? - nawet nie próbował wymówić jej nazwiska, zawsze je przekręcał.Odebrał.
- Hartley Mackinaw, słucham? - brziało może i oficjalnie, ale skoro robił za niemalże lekarza, musiał się prowadzić jak lekarz, a nie gangus obwieszony blink-blink aż po kolana. -

Biuro Wakako Okady w Japantown
Fikserka roześmiała się cicho, przez cały czas nie odrywając spojrzenia od twarzy gościa. Switch gotów był dać głowę, że jej oczy były stworzonymi na zamówienie zaawansowanymi modelami Kiroshi, sprzężonymi z neuralnymi bankami pamięci oraz mikroprocesorami analizatorów mimiki i barwy głosu. Raze nie mógł się oprzeć wrażeniu, że jest przez Cesarzycę rozbieramy na mikroskopijne części, analizowany i składowany komórka po komórce w sztucznych obwodach ukrytej dyskretnie cybernetyki pani Okady.
Wrażenie to budziło w nim instynktowny niepokój, ale rozsądek podpowiadał, że stała za nim wyłącznie profesjonalna natura jednej z najbardziej wpływowych osób w półświatku Night City. Ludzie pokroju Cesarzycy doskonale wiedzieli jak cenna była każda informacja, nawet ta z pozoru błaha.
- Rozbrajająca propozycja, panie More - powiedziała Wakako - Partnerzy, z którymi pracuję na co dzień nawet by nie wpadli na taki pomysł, dlatego wniósł pan powiew świeżości do mojego życia. Niemniej muszę odmówić, zechce mi pan wybaczyć. Ja specjalizuję się w zbieraniu informacji i ich sprzedaży, wystrzegam się jak mogę wymiany.
Switch poczuł ukłucie rozczarowania słysząc słowa fikserki, ale starannie ukrył je pod maska zawodowej neutralności. Wiedział doskonale jak ważne pozostawało zachowanie odpowiednich manier. Wakako Okada siedziała w swoim gabinecie pozornie krucha i osamotniona, otoczona doniczkami z drzewkami bonzami, mosiężnymi figurkami chińskich smoków i tlącymi się leniwie trociczkami, ale Raze nie wątpił, że gdyby w pomieszczeniu doszło do jakiejś nieprzewidzianej eskalacji, najpewniej to on byłby na przegranej pozycji. Oczami wyobraźni widział jak jej wątłe ręce unoszą się z nadludzką szybkością uwalniając ukryte w środku rozkładane ostrza modliszki, a bezprzewodowa sieć skrywająca przyczajone oprogramowanie obronne atakuje jego interfejs neuralny próbując przejąć kontrolę nad ciałem i umysłem. O udających graczy Tygersach w pomieszczeniu z automatami nawet w swoich kalkulacjach nie wspominał.
- Panie More, dziękuję za zwrócenie się z tą sprawą do mnie, przyniesienie tego cennego nagrania i podzielenie się własnymi wnioskami. Nie mam do pana więcej pytań. W wyrazie wdzięczności zechce pan przyjąć to skromne wynagrodzenie.
Okada sięgnęła po leżącą na blacie płatniczą drzazgę, ułożoną po prawej stronie jej rąk jeszcze przed przybyciem gości. Podała ją Switchowi pełnym uprzejmości gestem.
- Pozwolę sobie zachować pański numer telefonu. Proszę go nie podawać, już go mam w swoich rejestrach. Lubię współpracować z ludźmi wiedzącymi, co to szacunek, dyskrecja i niezawodność. Być może do pana zadzwonię w niedługim czasie. To wszystko na dziś, panie More, było mi niezmiernie miło pana poznać.
— Rozumiem — odparł Raze starając się ukryć rozczarowanie faktem, że Cesarzyca nie zechciała podzielić się z nim swoimi informacjami. Wstał dokładając starań, by nie zaszurać krzesłem i ukłonił się z szacunkiem.
— To była dla mnie prawdziwa przyjemność i zaszczyt, Okada-san.
Odebrał podaną drzazgę obiema dłońmi i schował ją do wewnętrznej kieszeni marynarki, a potem zawahał się na moment.
— Jest tylko jedna rzecz, o którą chciałbym zapytać, zanim wyjdę - powiedział spoglądając na Wakako — Jeśli w przyszłości będę miał informacje, które mogą panią zainteresować, w jaki sposób powinienem się z panią skontaktować?
Umilkł na krótką chwilę zawieszając pytanie w powietrzu, ale zaraz podjął wypowiedź.
— Hector pomógł mi dzisiaj dotrzeć do pani, ale po tym spotkaniu nie wiem, czy nadal będzie chciał pełnić rolę pośrednika - jego słowa nie zabrzmiały jak skarga, tylko stwierdzenie oczywistego faktu — Nie chciałbym więc, żeby wartościowa informacja utknęła gdzieś po drodze tylko dlatego, że nie będę wiedział, komu ją przekazać.
Skinął lekko głową.
— Oczywiście, jeśli woli pani, żebym w takich sytuacjach czekał na kontakt z pani strony, również to uszanuję.
- Proszę się nie martwić, panie More, finalna weryfikacja pańskiego nagrania nie zajmie mi wiele czasu. Kiedy ją zakończę, przemyślę raz jeszcze wątek ewentualnej współpracy i wtedy ją potwierdzę. Nie będzie pan musiał długo czekać na wiadomość, jaką by ona nie była.
Nie mając już nic więcej do dodania, Switch ukłonił się raz jeszcze, po czym wyszedł z gabinetu przecinając szybkim krokiem gwarną przestrzeń salonu gier video. Stanął na chodniku przed budynkiem przeczesując tłum przechodniów w poszukiwaniu jednego konkretnego obiektu swoich zainteresowań.
Hector Garcia siedział na betonowym murku po przeciwnej stronie ulicy, paląc elektronicznego papierosa i rozmawiając bez większego entuzjazmu z ulicznymi dziwkami. Konwersacja skończyła się niczym ucięta nożem, kiedy fikser dostrzegł Raze’a i podniósł się z murku ruszając z rozgniewaną miną w jego stronę.
- Co ty sobie kurwa wyobrażasz, Switch?!
-
H10: Mieszkadło Paczki; Późne Popołudnie
Pozornie zawieszona na połyskujących w ledowym świetle cukierkach, Brazil uważnie śledziła ruchy Mackinaw. Zamieszanie w kuchni, dopiero co odbyte nurkowanie, zakupy, obiad i echa wczorajszego wieczoru, wszystko to bodźcowało jej głowę nie pozwalając skupić się na zadaniu. Ledwo się powstrzymała, żeby zniszczyć dzieło fryzjera i potarmosić blond czuprynę. Rozproszona, a kiedy tylko powracała myślami do zadania ogarniała ją panika.
Pytanie Hartleya o to jak zamierza się zabrać do sprawdzenia zawartości decków Lacorix jakoś ją ukierunkowało, przynajmniej na chwilę. Hakerka wstała, zdając sobie sprawę, że wciąż jest w bieliźnie i płaszczyku, założyła grube dresy, tyle musiało wystarczyć do jutra kiedy odbierze zamówienie z Heresy. dres wbrew nazwie nie był wygodny, ale trwały i nieco pancerny. Nazywano ten model osiedlówy, bo dobrze sprawdzał się podczas bójek na noże między blokami. Osiedlówy rozdawano na talony dla najbiedniejszych. Kto choć raz nie był najbiedniejszy? Każdy brał osiedlówy.
-Wracając do decków - zaczęła wróciwszy do decków - najpierw to rozpakuje, sprawdzę lokalizatory - zaczęła się przekrzykiwać z dzwoniącym telefonem Macka - następnie numery seryjne i hard, a zanim zaloguję się deckiem podłączę do tabletu... - urwała, bo Hartley już jej nie słuchał. Odebrał telefon.
Rozczarowana zastygła z otwartymi ustami. Nie śmiała przerywać koledze, nawet zawstydziła się swojej reakcji, odwróciła głowę, żeby nie spostrzegł. Posmutniała, że tak trudno było skleić paczkę w rodzinę, że wciąż pyta, nikt nie odpowiada, Shawn nie odpowiedział, Swich nie wiadomo z kim. Chcieli tylko efektu, jak od frytkownicy, zrób frytki, wyszukaj informacje.
Powinna wrócić do decków, ale ciekawość nie odpuszczała. Demony szeptały do uszu, bo może w tej rozmowie kryła się tajemnica Macka, którą podejrzewała Torquemada. Połączenie bezbłędnie zlokalizowała, bo tą ścieżką przekierowała identyfikacje IP. Wystarczyło pomyśleć, chcieć, deck spoczywał obok, impy czekały.Mieć tajemnice, poznać tajemnice, walczyły o lepsze w znów zogniskowanym umyśle Artemidy.
-

Mieszkanie paczki w Watson
Hartley przygotowany był na to, że usłyszy w telefonie charakterystyczny chropawy głos Adeoli, dlatego potrzebował kilku sekund, by rozpoznać w cienkim roztrzęsionym głosiku najmłodszą córkę Adeoli, dziewięcioletnią Zuri. Ją Mack również znał z widzenia: smutną chudą dziewczynkę o lewym przedramieniu krzywo zrośniętym po nieleczonym złamaniu, noszącą stare ubrania po siostrach i trzymającą się zawsze blisko hałaśliwej matki.
- Proszę pana, niech pan do nas przyjdzie! - Zuri była ewidentnie przerażona, przez co wyrzucała z siebie słowa w ledwie zrozumiały sposób, na dodatek zaś prawie nie było jej słychać wśród krzyków i lamentów Adeoli - Proszę, niech pan szybko przyjdzie! I weźmie apteczkę!
- Spokojnie, Zuri, co się dzieje? - Mack przyoblekł swój głos w najbardziej profesjonalne brzmienie, na jakie go było pomimo zaskoczenia stać - Kto potrzebuje pomocy?
- Z Chinwe jest bardzo źle, proszę pana - Zuri zaczęła płakać - I nie wiem, gdzie jest Nkechi. Mama krzyczy i wszędzie jest krew. Bardzo dużo krwi. Proszę, niech pan szybko przyjdzie. Bardzo proszę, przyjdzie pan?
Magazyny AllFoods w Northside
Avrille obszedł placyk wkoło zaglądając we wszystkie zakamarki, za sterty połamanych plastikowych palet, puste beczki po przetworzonej soi i w głąb ziejących dziurami po wybitych szybach okien.
- Dobra, może ten pomysł z granatami był trochę narwany - zgodził się niechętnie stając ponownie obok HiFi i Houstona - Za duże ryzyko oberwania odłamkiem. Zrobimy to bardziej dyskretnie. Zrobimy grupę na NoiseFeed i użyjemy airpodsów do wzajemnego nasłuchu. Jak powiem „deser”, Dingo odpali pierwszego. Nie wiadomo jak dranie się ustawią, ale zawsze jakiś będzie w środku, jego rąbnie Dingo. A my walimy po tych na bokach, każdy po swoim. Jasne?
HiFi podrapał się w odpowiedzi po głowie, Dingo cmoknął w wieloznaczny sposób pozostawiając Leonowi szerokie pole do interpretacji znaczenia tego dźwięku.
- Rozwalamy wszystkich trzech, zabieramy towar i spadamy bocznym wyjściem, za sortownią. Dingo ubezpiecza to wszystko dronem, ale może lepiej, żebyś nim nie latał, bo się rzuci w oczy, tylko go gdzieś skitrał na rynnie albo kominie, żeby robił za statyczne CCTV. Ja zadzwonię jeszcze do Samuela, czy by nam nie pomogli we własnym interesie, dostaną wtedy te pięć pudeł z żarciem. I tylko bądźcie na czas, chłopaki. My z HiFi przyjdziemy pół godziny wcześniej, ale ty stary mógłbyś się tu rozłożyć kilka godzin wcześniej, żeby nie było, że oni przyjdą tu o piątej i zobaczą jak się kręcisz z karabinem, bo się pokapują. Ja biorę Lexingtona, a ty Uzi, młody?
Leon podciągnął w górę poliestrową kurtkę demonstrując oczom towarzyszy rękojeść wciśniętego za pas spodni pistoletu, a potem uderzył palcem w dotykowy ekranik biomonitora aplikując sobie niewielką dawkę sztucznej adrenaliny.
- Zapalimy jeszcze po jednym?
-

Raze Switch More
Jig-Jig Street w Japantown
niedziela 15.07.77,
— Ja sobie...?
Switcha aż zatkało. Przez moment tylko patrzył na Hectora, jakby próbował ustalić, czy ten naprawdę właśnie zrobił mu awanturę o to, że nie pozwolił mu siedzieć przy stole z Cesarzową.
— Co TY sobie wyobrażasz, Garcia?
Głos miał już spokojniejszy, ale właśnie przez to bardziej niebezpieczny. Zrobił krok w jego stronę.
— Strzelasz focha jak panienka, której nie poprosili do tańca. Kurwa, Hector. Po pierwsze... — uniósł wskazujący palec. — Myślałeś, że będziesz woził się na moich plecach? Że przedstawisz mnie, usiądziesz obok i będziesz negocjował swój interes przy okazji?
Drugi palec.
— Po drugie: naprawdę myślisz, że Wakako nie wie, że na co dzień nie pracujemy razem? Że jesteśmy partnerami? Ona wie o nas więcej, niż my wiemy o niej. Miałem ją okłamać tylko po to, żebyś lepiej wyglądał przy stole?
Trzeci palec.
— I po trzecie... — zawiesił głos. — Naprawdę myślisz, że zostawię cię z niczym?
Hector otworzył usta, ale Switch nie dał mu dojść do słowa.
— Ty załatwiłeś mi spotkanie z Cesarzową. Być może właśnie nakręciłeś mi robotę, przy której będę potrzebował pomocy. Jak myślisz, do kogo pójdę wtedy w pierwszej kolejności, Garcia?
Opuścił rękę i przez chwilę patrzył mu prosto w oczy.
— Chyba że wolisz się obrazić. Wtedy znajdę sobie kogoś innego.
Hector zmrużył oczy.
— Ile ci dała?
Switch przez sekundę milczał. Nie był pewien, czy bardziej chce się roześmiać, czy przywalić mu w ramię.
— Na razie sprawdza autentyczność nagrania — odpowiedział w końcu. — Ma się odezwać.
To nie było dokładnie kłamstwo. Po prostu prawda ułożona tak, żeby Hector usłyszał to, co powinien.
Switch poprawił marynarkę.
— Więc nie sraj w gacie. Spotkanie się odbyło. Nagranie jest u niej. Kontakt mam, nawet jeśli nie dostałem go wprost. A ty zrobiłeś dokładnie to, o co cię prosiłem.
Przechylił głowę.
— To jak będzie między nami?
Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.
Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.
Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗
Zarejestruj się Zaloguj się