Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Rozgrywka
  3. [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]

[CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
cyberpunkcyberpunk2077
134 Posty 7 Uczestników 940 Wyświetlenia 2 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • NanatarN Niedostępny
    NanatarN Niedostępny
    Nanatar
    napisał ostatnio edytowany przez
    #25

    Sklep „Esoterica” w Little China, wczesny wieczór 14.07.77

    Zjemy razem zabrzmiało jak głos boga, wystarczyłoby samo zjemy, żeby Brazil zamachała uszami jak zwierzątko. Mogła próbować nie okazywać entuzjazmu, ale marna by to była gra. Lepiej było zgrywać głupią. - Tofu, uwielbiam tofu - zaklaskała jak foczka. W gruncie rzeczy nie przepadała za tofu, które nie miało swojego smaku i żerowało na smakach obcych. Tofu żerowało i żerowała Brazil, kradła, podjadała kolegom, fałszowała kupony do Żabki i Pixie. Tego dnia jadła tylko śniadanie, które zostało po jej chłopakach, tak, że Tofu wydawało się ucztą. Jeszcze kilka tygodni zaciskania pasa i zrobiłaby włam do magistratu za rollera z fasolą.

    Ruszając z miejsca za Misty obejrzała się w lustrze, czy bardzo jej cycki i pupa opadły przez tę głodówkę. Switch musiał zauważyć, westchnęła, jak nie zauważył to go rzuci, uznała. Brazil nie była typem, który potrzebuje głodówek żeby trzymać talię i płaski brzuch, wręcz przeciwnie, nadaktywna, impulsywna, wiecznie w ruchu mogła i lubiła jeść, miała wtedy trochę większe puchy na buzi, a siedzenie i piersi wyglądały na odżywione i zdrowe. Tak się jednak stało, że dwa miesiące temu znalazła doskonałą biżuterię powystawową i teraz ją odpokutowywała. Brazil była spłukana do dna, kompletnie bez kasy. Została jej dycha i pięć kuponów do Żabki. Nie zamierzała ich trwonić mając w zasięgu tofu.

    - Z sosem sojowym, ja pierdolę znakomite. - mówiła z pełnymi ustami.

    Kiedy tylko zaspokoiła pierwszy głód, a przy skurczonym żołądku i apetycie Artemidy stało się to prędko, znów wróciły atawizmy paranoi i przezorności, uwagi skupionej na potencjalnym zagrożeniu. Z delikatnością, ale i konsekwencją unikała kontaktu dotykowego z Olszewską.

    Głód odszedł jak wujek z nowotowrem, a hakerka wróciła myślami do zlecenia. Choć jej było niecierpliwie nie puściła pary z buzi nim klienci nie wyszli, a elektroniczny zamek nie zatrzasną drzwi trzema grubymi sztabami metalu. Wtedy jeszcze chwilę przeszukała pomieszczenie dezaktywując wszystkie systemy elektronicznego zapisu.

    Skinęła na Misty i podeszła do jednego z terminali, siadła przy nim okrakiem, na pufce przed sobą ułożyła deck i przygotowała pierzastego węża do lotu.

    - Kochana - zaczęła z siostrzaną troską - nie chcę nawet podejrzewać dlaczego ona i jak chcesz ją wywieźć. I nie waż mi się mówić gdzie. Jeśli sprawa ma się udać musisz w szybkim czasie po zamianie danych wyrobić jej ID. Pozostaje sprawa chipa, sprawdzę to dla ciebie. Jego dezaktywacja może od razu uruchomić alarm. Na początek sprawdzimy sobie Tygersów i ten klub. - zagryzła mocno dolną wargę, jak zawsze kiedy denerwowała się, a starała zachować profesjonalizm - Dobra: Jaka masz wiedzę na temat tego co jest zapisywane na ID w bazie. Przecież tam muszą być daty wciągnięcia do systemu, jakieś dane o szkołach, kursach, zatrudnieniu, zasiłkach, wszczepach. To wszystko trzeba wiarygodnie uzupełnić. Będę też zapewne potrzebowała danych bimetrycznych tej kobiety. Listę dostarczę wkrótce. - Odpaliła deck, chciwe niewidzialne macki Pierzastego Węża poczęły przejmować systemy jednego z terminali. - Najważniejsze: Ile twoim zdaniem mamy czasu? Bo nie wejdę do magistratu bez przygotowania.


    Hakerka podpięła elektrody i po cichutku powędrowała przez orientalny bar do miejscowej Żabki, Brazil wtopiła się w kod naśladując jego strukturę. Żabki miały i tak otwarte terminale, nikt nie zwróci uwagi na większy przesył danych. Hakerka z szybkością mięsa sortowanego protezą przeszukiwała nie tylko oficjalne doniesienia, ale wszystko co było dostępne na wiszących w kosmosie dyskach o Tygersach i ich powiązaniach z Jotaro Shobo i jego klubach w Kabuki. Zaraz potem, wyczuwając dobra formę i słabe zabezpieczenia lokali, które same wolały być transparentne, Brazil przełączyła się na konkurencyjne do Żabki Pixie, gdzie łącze było szybsze, wolno było palić, a w porcji było więcej opakowania niż żarcia. Stąd sprawdziła jak powinny wyglądać dokumenty, jakie są procedury, jaka dokładność, jakie terminy. Była tam, a jej nie było.

    Kiedy odpinała nonotrody, zauważyła, że Misty masuje jej kark. To było zdecydowane przekroczenie granic, które sobie Brazil postawiła, ale tak dobre i potrzebne, że pozwoliła trwać chwili. Misty ją nakarmiła i rozluźniała stres, brakowało tylko, żeby jeszcze wycałowała jej cipkę. Nadmiar dobrobytu niebezpieczny, obudził zwierzątko, czujne, podejrzliwe.

    - Dzięki. Zrobię rozeznanie i wpadnę za dwa dni. Wyłącz na czas mojej wizyty zapis z kamer, albo sama to wytnę. Potrzebuję jeszcze zaliczki, może będę musiała kupić robaka, sama tak szybko nie napiszę, opłacić pisarzy kartotek i takie tam. Nie wiem ile to dla ciebie warte, ale mam nadzieję, że wiesz co robisz. Nie chciałabym stracić przyjaciółki. No i rozumiem, że Jackie wie o sprawie. Bo zamierzam wciągnąć w to Raze. - zmrużyła oczka

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    1
    • KetharianK Niedostępny
      KetharianK Niedostępny
      Ketharian
      Obsługa Moderator
      napisał ostatnio edytowany przez
      #26

      text alternatywny

      Holly Street w Japantown, wczesny wieczór 14.07.77

      SlimWire mieszkał w Heywood, w jednym z niezliczonych zaniedbanych apartamentowców starej daty na obszarze Vista del Rey, na terytorium latynoskich gangów, wśród których prym wiedli zwykle Valentinos albo wojujący z nimi członkowie Tren de Agua; i gdzie młodzi ludzie bez życiowych perspektyw nie chcący wiązać się z gangami stawali zbyt często pod ścianą nie mając żadnego pomysłu na sensowną alternatywę. Blokowiska wibrujące gorącymi rytmami latynoskiej muzyki, ogrodzone wysoką siatką boiska do koszykówki, bary z taco i tapasami, taneczne kluby pełne pięknych dziewcząt z pozłacaną cybernetyką i młodzieńców w barwnych tatuażach, samoobsługowe pralnie, należące do gangów lombardy, szemrane myjnie i warsztaty samochodowe, gdzie paserzy rozkręcali kradzione wozy na części, a miłośnicy nielegalnych ulicznych wyścigów podrasowywali swoje maszyny w cieniu rzucanym przez przebiegające wysoko w górę betonowe pasy metropolitalnych obwodnic.

      Podobnie jak Watson, Heywood było dystryktem pełnym kontrastów. Sąsiadujące z City Center Glen współdzieliło splendor i blask Śródmieścia, Wellsprings korzystało z turystycznej renomy Japantown, ale pozostawała jeszcze Vista del Rey, najbardziej podupadła dzielnica centralnego Night City, gdzie bezprawie królowało na ulicach nawet w środku dnia, a wrogo do siebie nastawieni Valentinos i Tren de Agua łączyli okazjonalnie siły przeciwko panującym nad kwartałami Santo Domingo Żołnierzom Szóstej Ulicy.

      Switch poznał SlimWire ponad rok temu, za pośrednictwem klubu netrunnerów na Rondzie Kabuki, do którego zaglądała czasami Brazil. Niepełnosprawny weteran Wojny Unifikacyjnej służył w trakcie walk w Kalifornii jako operator zastępczy pilotów panzerów NUSA, będąc odpowiedzialnym za neurosprzęg przejmujący pod jego kontrolę umysły kontuzjowanych lub umierających pilotów. Koszmarne doświadczenia kampanii trwale tego człowieka naznaczyły, a życie w cywilu przepełniło czarę jego goryczy. Kiedy Switch i SlimWire spotkali się po raz pierwszy, netrunner już praktycznie nie chodził, przykuty swoimi blisko trzystoma kilogramami masy albo do rozwalonej sofy albo wypełnionej lodem wanny służącej za amatorski system chłodzenia ciała, kiedy umysł sieciarza przenosił się do cyberprzestrzeni.

      Niepełnosprawny fizycznie, SlimWire wciąż jeszcze potrafił sprawnie operować w Sieci, specjalizując się przede wszystkim w oszustwach związanych z metropolitalnymi programami socjalnymi.

      - Mam dla ciebie robotę - powiedział fikser opierając się plecami o ścianę budynku i z przyzwyczajenia obserwując podejrzliwym wzrokiem strumień mijających go przechodniów.

      - Czego chcesz? - w głośniku zaburzał obrażony głos SlimWire - Obiecałeś miesiąc temu wpaść i nasmarować mi dupę maścią na odleżyny i ci się pewnie zapomniało, co?

      - Nie stękaj, widziałem tę lalunię, która do ciebie przychodzi do opieki - prychnął w odpowiedzi fikser próbując ukryć w swoim głosie dźwięk wciąż niesłabnącego wzburzenia po ujrzeniu Keiry - Gdyby nie Brazil, sam bym ją błagał, żeby mnie smarowała po dupie i nie tylko po niej.

      - Już nie przychodzi - odwarknął SlimWire - Ma nowego chłopaka. Skurwysyn przyniósł mi jej wypowiedzenie. Powiedział, że jego laska nie będzie macała takiego spasionego wieprza, bo jego to brzydzi. A potem przystawił mi gnata do łba i zagroził, że jak spróbuję do niej zadzwonić, będę pierwszym wielorybem w historii odstrzelonym w Heywood.

      - Współczuję, ale mam ważną sprawę - Switch zmienił ton z udawanej beztroski na autentyczną nerwowość - Potrzebuję przysługi. Jestem w Japantown, na Holly Street. Dwie minuty temu minął mnie samochód, który wjechał do centrum biznesowego. Czarny Chevillion 720 Emperor, a w nim dwoje pasażerów. Zgubiłem ich na połowie Cartier Street, ale na pewno jechali do miejsca w granicach kwartału. Potrzebuję kogoś, kto odtworzy ich trasę po nagraniach z lokalnego monitoringu, muszę wiedzieć, dokąd jechali. Wiem, że to potrafisz, stary.

      W eterze zapanowała pełna namysłu cisza przerywana dźwiękami ciężkiego świszczącego oddechu. Switch chłonął uchem te odgłosy spoglądając jednocześnie na przejeżdżające ulicą samochody, z trudem walcząc z targającą nim niecierpliwością.

      - To się da zrobić - powiedział w końcu SlimWire - Ale nie myślisz chyba, że będę napierdalał samemu na inwalidzkim wózku po połowie Japantown? Będziesz musiał użyczyć mi smarthinga, żeby łapać jego bezprzewodówką sygnały sieci sklepowych, spróbuję się do nich włamać i sprawdzić kamery. Nie będziemy się rozdrabniać, na początek po jednym punkcie od skrzyżowania do skrzyżowania, żeby wiedzieć, czy do niego dojechali i gdzie skręcili. Jeśli nie będzie ich na jakimś skrzyżowaniu, zaczniemy się cofać numerami domów. Tak, to jest wykonalne, ale będziesz musiał zdrowo ponapierdalać po dzielnicy. Ale Switch, to nie będzie za darmo, jestem grubo pod kreską, będę potrzebował przysługi w zamian.

      - Jeśli potrzeba ci blokerów albo stymulantów, załatwię bez problemu - zapewnił Raze - Mam cały czas dojścia do MedCenter. Co mam załatwić?

      - Mam inny problem, Switch - odpowiedział netrunner - Jest taka dziewczyna w dziesiątce, moja znajoma, nazywa się Shiva Lacroix. Sieciarka jak ja, ale jeszcze szczyl. Od trzech dni czekam, aż mi coś wyśle, co jest mi kurewsko potrzebne.

      - Wystawiła cię?

      - Niemożliwe, nie ona - zaprzeczył SlimWire - Jest dla mnie jak siostra. Ambitna, ale lojalna m. Cały czas byliśmy w kontakcie, do środy. Dzisiaj jest sobota, a ona nie odpowiada na połączenia ani wiadomości. Coś się musiało stać. Chcę, żebyś ją sprawdził.

      Fikser zatrzymał spojrzenie na reklamowej tablicy All Foods, przyciągającej wzrok widokiem nienaturalnie pięknej kobiety oblizującej sugestywnie swoje usta po degustacji nowego smaku pasty proteinowej Orgiastic.

      - Mam ją znaleźć i dopilnować, żeby się z tobą skontaktowała? - upewnił się myśląc jednocześnie przez cały czas o pasażerach czarnego Emperora - Czy mam ją dowieźć?

      - Wystarczy, że ją znajdziesz i przypilnujesz, żeby do mnie zadzwoniła - odpowiedział netrunner - Potrzebuję od niej czegoś, ale i się martwię. Coś musiało się stać. Dziesiąty blok, mieszkanie 877. Znajdź ją, a ja znajdę twojego Chevilliona. Zgadzasz się? Tylko stary, bądź ostrożny. Nie jesteś pierwszym, którego poprosiłem o pomoc. Wczoraj skoczył do niej chłopak z sąsiedztwa, taki obrotny młody łepek, który mi czasami pomagał z różnymi sprawami. Pojechał do dziesiątki i już nie wrócił, a telefon ma wyłączony, bo próbowałem go namierzyć po sygnale.

      - Na kiedy potrzebujesz tę laskę? - Switch przeszedł przez taras widokowy kawiarni, wyjrzał za jego poręcz sprawdzając, czy gdzieś nie dojrzy wracającego w przeciwną stronę Emperora.

      - A ty na kiedy ten adres? - padła riposta netrunnera.

      - Na już - rzucił Raze nie potrafiąc już ukryć zniecierpliwienia w głosie - Jak najszybciej.

      - To tak jak ja, stary. Tak jak ja.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      0
      • MarrrtM Niedostępny
        MarrrtM Niedostępny
        Marrrt
        napisał ostatnio edytowany przez
        #27

        text alternatywny

        Ulica Farrisa w City Center, wczesny wieczór 14.07.77

        Ruch w centrum metropolii był zintensyfikowany do granic możliwości, ale Shawn prowadził samochód ze stoickim spokojem, pozornie nie zwracając najmniejszej uwagi na ryk klaksonów, wycie syren uprzywilejowanych pojazdów korporacyjnych, próby innych kierowców wepchnięcia się na sąsiednie pasy. Zjeżdżając w dół w kierunku ronda Richarda Nighta włączył na chwilę Lśnienie, aby sprawdzić, czy śledzący go wóz pozostawia cyfrowy ślad w Nadświecie. Columbus nie emitował żadnego cyfrowego sygnału, przemieszczając się niczym bryła martwego metalu pośród promieniujących barwami Lśnienia innych pojazdów.

        Shawn wyłączył Lśnienie po kilku sekundach nie chcąc doświadczyć przeciążenia receptorów przekładających sygnały rejestrowane cyberokiem na formę kompatybilną z organicznym układem nerwowym. Odbicie City Center w Nadświecie dosłownie płonęło blaskiem cyfrowych projekcji i ogrom emitowanych przez Lśnienie bodźców szybko mógł wywołać efekty uboczne u każdego użytkownika infosfery, który nie korzystał dość umiejętnie z filtrów danych; zwłaszcza u użytkowników pojedynczego Kiroshi, które musiało funkcjonować bez zaburzania percepcji naturalnego oka właściciela.

        W polu widzenia Froga pojawiła się dolna część Arasaka Tower, monumentalnej bryły ze stali i pancernego szkła weneckiego będącej siedzibą jednej z najpotężniejszych korporacji świata. Shawn przesunął spojrzeniem po czarnym kształcie budowli, którą wzniesiono z zatrważającą wręcz determinacją i bez względu na koszty na radioaktywnych gruzach poprzedniej siedziby Arasaki, unicestwionej w wyniku tzw. Nuklearnego Incydentu w 2023 roku.

        Czarna Wieża była ikonicznym wręcz symbolem potęgi, stanowiącej od dekad synonim nazwy japońskiej megakorporacji.

        Shawn nie dojechał na Corpo-Plaza, skręcił w prawo na Union Avenue sunąc wzdłuż drapaczy chmur pełnych ekskluzywnych domów towarowych, restauracji, salonów samochodowych, biur i agencji ora niebotycznie drogich mieszkań. Śródmieście było jedną z młodszych dzielnic Night City, powstałą już po apokaliptycznym akcie terroryzmu w latach dwudziestych. Biznesowa wizytówka metropolii pełna apartamentowców z górnej półki, korporacyjnych hoteli, modnych barów i nocnych klubów uchodziła nie bez powodu za centrum życia towarzyskiego elit Night City.

        Jeśli Singh Gupta mieszkał w tym miejscu, musiał odziedziczyć swój apartament po rodzinie, która pół wieku temu zainwestowała spory kapitał w działkę skażonym radioaktywnie rumowisku i która dzięki determinacji znacznie zamożniejszych inwestorów zyskała po latach krocie na rynkowej wartości nieruchomości.

        Co nie zmieniało faktu, że bogacze pokroju pana Gupty ciągle należeli do zbyt niskiej ligi, aby myśleć na poważnie o własnym mieszkaniu w Kryształowym Pałacu.

        Obaj Hindusi wciąż dyskutowali na tylnych siedzeniach Archera, chociaż Ravi Gupta zdążył już znaleźć w sobie dość ikry, by regularnie wujowi odpyskiwać i wrzeszczeć jednocześnie na kogoś przez telefon. Obserwując ich że spokojem w tylnym lusterku, Frog nabierał niezbitego przekonania, że obaj naprawdę nie mieli pojęcia o ogonie - co świadczyło na dłuższą metę o ich niebezpiecznie lekkomyślnej bucie i błędnym poczuciu własnej nietykalności.

        Columbus zniknął gdzieś w jednej chwili, kiedy Archer Camary wjechał na skrzyżowanie z Aleją Senatorską. Nad dachem samochodu pojawił się skład kolejki napowietrznej NCARTu, przemykający ponad zatłoczonymi ulicami miasta na magnetycznych szynach wiszących pięć pięter nad poziomem jezdni, podchodzący do platformy stacji na Alexander Street.

        Columbusa nadal nie było widać i Shawn gotów był przyjąć, że jego kierowca skręcił w bok w Aleję Senatorską - gdzie być może zaparkował wiedząc z wcześniejszych kursów, że Archer Froga właśnie dociera do celu.

        Shawn zjechał z ulicy trąbiąc na nie dość szybko schodzącouch mu z drogi przechodniów, zagłębił się w światło jarzeniówek oświetlających podziemny parking wieżowca. Masywne płyty blokujące wjazd opadły na sygnał nadany najpewniej przez smarthinga Gupty.

        - Zaparkuj na samym końcu po lewej - polecił Ravi oglądając się za siebie tak jakby myślał, że Columbus zaraz się właduje z rykiem silnika do tego samego garażu. Shawn dojechał do oznakowanego nazwiskiem pryncypała miejsca parkingowego, ustawił Archera idealnie pośrodku wyznaczonego fluorescencyjną farbą czworokąta i zgasił silnik wozu.

        We wnętrzu Archera zapadła ciężka cisza zakłócana jedynie dźwiękiem ludzkich oddechów i trzaskami stygnącego silnika samochodu.

        - Skąd wiedziałeś, że ktoś za nami jedzie? Kiedy ich zauważyłeś? I czym zwrócili twoją uwagę?

        Wbrew oczekiwaniom Shawna pytania nie zadał Ravi, tylko sam Singh Gupta we własnej osobie, głosem suchym i szorstkim jak papier ścierny, ale w bezbłędnym angielskim. Pan Gupta znał angielski i przemówił do swojego szeregowego pracownika!

        Układając w myślach odpowiedź, Frog zadał sobie pytanie, jakie jeszcze niezwykle niespodzianki czekały go tego wieczoru. Postanowił nie kombinować. Nie miało to na tym etapie najmniejszego sensu. Poza tym wizja tygodniówki była kusząca i na wyciągnięcie ręki. Szkoda by to było spierdolić.

        - To trzeci raz gdy widzę to auto pod sklepem. Pierwszy był dwa dni temu i prawie nie zwróciłem na nie uwagi. Przyjechało i odjechało. Za drugim, wczoraj, już przypadek był mało prawdopodbny, ale wiele osób pana odwiedza, Panie Gupta. Dziś gdy ruszyli za nami wolałem się upewnić. Jeśli pan chce, mogę jutro gdy przyjadą, sprawdzić kto jest w środku.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        0
        • KetharianK Niedostępny
          KetharianK Niedostępny
          Ketharian
          Obsługa Moderator
          napisał ostatnio edytowany przez
          #28

          text alternatywny

          Warsztat samochodowy pod megablokiem 11, wczesny wieczór 14.07.77

          Właściciel chromowanego Maloriana skrzywił kąciki ust na dźwięk pytania Houstona, wzruszył nieznacznie ramionami dając do zrozumienia, że jego tożsamość nie ma w tej rozmowie większego znaczenia.

          - Jeśli staje ci na myśl o wężach, mów do mnie Grzechotnik - oznajmił mało przyjaznym tonem - Jestem kumplem Isaaca, tyle ci wystarczy. Ale masz rację, szukamy jego siostry. Rodzina się martwi. To miasto jest dla naszych jak rak, zżera i niszczy normalnych ludzi. Jeśli Liz wcześniej pisała, a teraz milczy, coś się musiało stać.

          - Łatwiej było znaleźć ciebie niż ją - dodał Isaac - Dostaliśmy cynk od tego gościa od Węży, że tutaj pracujesz, potem poszło szybko. Dingo, zawsze uważałem, że kawał z ciebie chuja, ale ulżyło mi, że się zgodziłeś. Wiedzieliśmy, że Liz była z tobą szczęśliwa, zanim wszystko jebło.

          - Aż się kurwa wzruszyłem - odpowiedział Houston wycierając dłonie w zatłuszczoną szmatę - Zrobię to, ale to muszę mieć jakiś punkt zaczepienia. Numer, z którego wysyłała wiadomości, ich treść. Cokolwiek, co możecie powiedzieć o jej pobycie w mieście.

          Isaac sięgnął do kieszeni spodni, wyciągnął z niej drzazgę SD, podał ją niedoszłemu szwagrowi.

          - Wykaz wiadomości, dane biometryczne Liz i Cassy włącznie z kodem DNA. Nie zdziwiłbym się, gdyby miały nowe tożsamości, ale wątpię, żeby je było stać na zmianę kodu genetycznego. Jeśli korzystały w tym mieście z lekarza współpracującego z MedCenter, musiały zostawić ślad w systemie. Znasz kogoś, kto mógłby to sprawdzić?

          - Być może - Dingo wzruszył wymijająco ramionami - Mam parę kontaktów, ale to może trochę kosztować i nie mówię tu o czasie.

          - Nigdy nie śmierdziałeś groszem - odpowiedział cierpkim tonem Connor - Na drzazdze masz kod do depozytu na Shezamie, wpłaciliśmy tam dwa tysiące zaliczki. Jeśli znajdziesz Liz, dostaniesz jeszcze trzy i może ojciec ci wybaczy, chociaż w to akurat nie wierzę. Będziemy w kontakcie, wynajęliśmy pokój w motelu Sunset, tym na Red Rocks. Na drzazdze są nasze numery smartów, mój i Grzechotnika.

          Dingo obrócił kartę pamięci w palcach, myślami przeczesując już labirynt Night City, analizując swoje możliwości, zwłaszcza pod kątem ich bolesnych ograniczeń. Zza ścian warsztatu dobiegł charakterystyczny wizg turbin ciężkiej avki, najpewniej towarowej maszyny latającej między składami celnymi na Murze, a zakładami Petrochemu i Biotechniki w środkowym Northside. Jej hałas przerwał na chwilę rozmowę, zatopił ciasną przestrzeń warsztatu w dźwięku, od którego zawibrowały wiszące na ściennych tablicach narzędzia.

          Z tego właśnie powodu Dingo nie usłyszał pierwszych słów, jakie padły od strony cały czas otwartych drzwi warsztatu.

          - …głusi kurwa jesteście? - padło zniekształcone elektronicznym pogłosem pytanie - Macie moduł diagnostyczny do Izery? Dobra, już go widzę. Bierzcie go i podpinajcie, bo coś się zjebało w motorze, nie wchodzi powyżej czterech tysięcy obrotów. Tylko ruchy kurwa, bo nam się śpieszy.

          Houston schował wręczoną mu przez Isaaca kartę SD do kieszonki dawno nie pranego kombinezonu i spojrzał w stronę wejścia.

          Czerwone światło czterech optycznych implantów przywiodło Dingo na myśl laserowe celowniki poczwórnie sprzężonego działka, wbite prosto w jego głowę. Kompletnie łysy booster przekrzywił niecierpliwie głowę, podciągnął ciemne szorty swoją pozbawioną skórnego pokrycia cyberręką, obejrzał się w stronę podobnie wyglądającego kompana.

          - Nie rozumiecie kurwa po ludzku? - głos maelstromowca popłynął z elektronicznego syntetyzatora wpiętego w metalową płytę twarzoczaszki, zamykającą mu usta i uniemożliwiającą mówienie za pośrednictwem naturalnych organów - Bierzcie kurwa ten moduł i do roboty czy może mam poprosić?

          text alternatywny

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          0
          • JohnyTRSJ Niedostępny
            JohnyTRSJ Niedostępny
            JohnyTRS
            napisał ostatnio edytowany przez JohnyTRS
            #29

            Hartley Mack Mackinaw4.jpg
            Hartley "Mack" Mackinaw

            Northside, gdzieś na betonie ulicy

            Dopadli go... Zanim przekoziołkował, pomyślał jeszcze, że to nie może być przypadek...

            Bolało, dopiero po chwili odzyskał ostrość widzenia. Nieźle pieprznął, ale żył i nic sobie nie złamał. Po chwili przestało mu dzwonić w uszach. Wstał, dookoła zaczęło robić się zbiegowisko.

            Było ich co najmniej dwóch. Dwóch wysiadło, jednego nie znał, drugiego całkiem dobrze. Dla Macka to był atak połączony z wymuszeniem okupu, szantażem i czym tam jeszcze. Wystarczyło, że ten pierwszy grał złego glinę i nie chciał psów wmieszanych w sprawę (a może tylko blefował?) a drugi z (chyba udawanym) spokojem aż go zachęcał.

            Ucieczka nie wchodziła w grę. Co z rowerem? Podszedł do swojej azjatyckiej maszyny, podniósł z ziemi i popatrzył na obu oraz na widzów, którzy się tam zbierali. Mack nigdy nie był dobry w gadaniu, kompletne opanowanie w takich sprawach też nigdy nie było jego zbyt mocną stroną.

            - Śmiało! Nagrywajcie to! - rzucił do postronnych. - To wy we mnie wjechaliście - to już do przeciwników - A teraz chcecie się stać gwiazdami na Night-Toku! Nie jesteśmy na ty! Nigdzie nie wsiadam! Nagrywacie to? - w tym nie czuł się zbyt pewnie - Nie dam się porwać i w ogóle po co te całe gierki? Ordynarnie śledziliście mnie przez całą dzielnicę, potrącacie mnie i teraz udajecie ofiary! - Chciał po prostu zrobić zamieszanie, żeby tamtym częściowo zmiękły rury. - Panowie, co to za gierki? Panie Murphy, rozumiem że w tym przedstawieniu gra pan rolę tego dobrego policjanta?!

            Stał tak, że rower był między nim a tamtymi, jakby tamci zroblili głupi ruch (czy "zły policjant" podszedł do niego) Mack był gotowy błyskawicznie wyciągnąć pałkę i się bronić.

            A chuj z tym, pomyślał, nic na mnie nie mają:

            -A proszę bardzo, niech kurator Fred Murphy wezwie policję i zgłosi, że z premedytacją potrącił rowerzystę samochodem... - mówił głośno, żeby każdy w okolicy słyszał. Z premedytacją odczytał na głos numer rejestracyjny Villeforta.

            Jasne, Mack się bał, ale kto by się nie bał? Do czasu przyjazdu policji (albo o ile tamci się zmyją) nie pozwoli się zaciągnąć do wozu i miał nadzieję, że ktoś z przechodniów to nagrywa. Nawet jeżeli nigdy nie trafi to do policji, niech tamci wiedzą, że nie są już anonimowi.

            Chyba, że tamci go po prostu zastrzelą na miejscu. To się zdarza, więc czemu Mack ma być wyjątkiem?

            Ciężkie pióro, ograniczona fantazja, blokada twórcza, niemoc tfurcza, masa nierozwiniętych pomysłów. Długie posty praktycznie niemożliwe.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            0
            • KetharianK Niedostępny
              KetharianK Niedostępny
              Ketharian
              Obsługa Moderator
              napisał ostatnio edytowany przez
              #30

              Magazyny All Foods w Northside, wczesny wieczór 14.07.77

              Leon Avrille syknął coś ostrzegawczo pod nosem, wyraźnie zaskoczony perorą swojego kumpla i zarazem chyba zaniepokojony wyrazem twarzy obojga Kretów. HiFi wiedział, że podobnie jak on sam, Leon nie był przygotowany na nieoczekiwany zwrot w negocjacjach i nie spodziewał się niczego więcej jak tylko wymiany kilku wybrakowanych technologicznych rupieci za pudełko żarcia i leków.

              Żaden z nich nie wziął wcześniej poprawki na wiszący nad głowami bezdomnych w Watson miecz ratusza. Burmistrz Lucius Rhyne od dłuższego czasu zapowiadał poczynienie radykalnych kroków w walce ze społecznością bezdomnych psujących turystyczny wizerunek Night City i na wiele sposobów uprzykrzających życie jego stałym mieszkańcom, zwłaszcza tym należącym do wyższych warstw społecznych. Ogromny nacisk ze strony managementu korporacyjnego zmusił w końcu władze ratusza do działania, w wyniku czego służby miejskie NC przystąpiły do przygotowania wielkiej akcji fumigacji kanałów w dystrykcie Watson.

              Setki pracowników miejskich miały przeprowadzić w drugiej połowie lipca operację wpompowywania do sieci kanalizacyjnej Watson mieszaniny pestycydów dostarczonych przez Petrochem, chcąc w ten sposób zmusić populację żyjących tam bezdomnych do opuszczenia swoich podziemnych kryjówek. Wyłapani przez policję i internowani na okres przejściowy mieszkańcy kanałów mieli być poddawani badaniom mającym zidentyfikować osobników niepełnosprawnych psychicznie, ponieważ rada miejska NC przewagą stu dwudziestu dziewięciu głosów do jednego wyraziła zgodę na przymusową sterylizację osób uznanych za „zagrożenie reprodukcyjne” - a także zachipowanie wszystkich zatrzymanych bez wyjątku w celu późniejszej zdalnej kontroli ich migracji.

              Krety były tylko jedną z wielu takich społeczności i nawet urzędnicy ratusza nie potrafili oszacować liczebności całej populacji bezdomnych w Watson, ale skonfrontowany z ich żywotnym problemem HiFi zaczął się głębiej zastanawiać nad wcześniej zupełnie dla niego nieistotnym problemem.

              A na dodatek wiele wskazywało na to, że niektórzy z nich zamierzali odpowiedzieć na działania burmistrza przemocą - bo po co innego były im potrzebne strzelby śrutowe i smartgogle z termiką?

              - Chuj mnie zaraz strzeli! - warknął obdartus - Ile razy będę zapierdalał tam i z powrotem? Moglibyśmy przynajmniej raz zabrać jebaną krótkofalówkę. Pilnuj ich, Weronika, idę do Samuela, ale kurwa ostatni raz!

              Mężczyzna zdeptał butem starą puszkę po Nicoli, kopnął ją ruchem pełnym wściekłej frustracji i zawrócił do ciemnego magazynu. Krecica pozostała w miejscu, bardziej rozzłoszczona niż wściekła. Jej wyblakłe oczy wwiercały się na przemian w HiFi i Leona, a język wędrował niezmordowanie po opuchniętych dziąsłach wypychając w groteskowy sposób policzki kobiety i przydając jej wyglądu lubieżnego chomika.

              - Nazywasz się Weronika? - przerwał niezręczną ciszę Leon, masując palcami przyklejony do szyi dopaminowy plaster i taksując jednocześnie spojrzeniem Krecicę.

              - A chuj cię to obchodzi - odpowiedziała obdartuska spluwając znacząco na beton - I nie musisz się przedstawiać. Dla mnie możesz być Gerd, a ten cukiereczek Klaus. Ciebie mogłabym schrupać, cukiereczku, ale nie dzisiaj i nie za darmo, kobieta musi się szanować. Dasz mi potem numer telefonu, ale teraz mordy w kubeł.

              Czas zaczął się wlec nieubłaganie; tym bardziej, im częściej HiFi łapał niezamierzenie wzrokiem słane mu spojrzenia Krecicy, za każdym razem budząc w nim trwożne wrażenia i wyobrażenia. Za murem ponownie trzasnęły drzwi samochodu, silnik włączył się, popracował na chwilę na jałowym biegu, po czym zaczął się oddalać. Potem w powietrzu poniósł się dźwięk przelatującej wysoko w górze avki.

              Wysłannika Samuela wciąż nie było, a Krecica nadal milczała.

              Gdzieś za rogiem sąsiedniej hali zgrzytnęło przyciśnięte podeszwą szkło i ten ledwie słyszalny dźwięk sprawił, że obaj technicy zamarli w miejscu.

              Było ich trzech. Wyszli zza rogu pozornie znudzonym krokiem, ale coś w ich ruchach przeczyło temu rzekomemu rozluźnieniu. HiFi wyczuł to po pierwszym rzucie okiem na całą trójkę, po sekundzie pojmując, co właściwie wywołało jego instynktowny niepokój. Wszyscy trzej byli bardzo młodzi i wszyscy szli z lekko rozsuniętymi na boki rękami, jakby gotowi do rozpoczęcia jakiegoś dziwacznego tańca.

              HiFi żył w Watson dostatecznie długo, aby wiedzieć, co oznaczały tak rozstawione ręce. Brzytwy Dnia Ostatniego. Najniżej stojących w hierarchii gangu członków nie było najczęściej stać na instalacje drogich procesorów neuralnych, dlatego swoje pierwsze cyberostrza sprzęgali z tanimi i często wadliwymi biomonitorami, a te czasami błędnie interpretowały wahania poziomu hormonów w organizmach użytkowników i potrafiły aktywować ostrza niezamierzenie i w niewłaściwym momencie. HiFi słyszał o przypadku w „Pierogach u Mufasy”, gdzie siedzący przy oknie lokalu Brzytwiarz tak podjarał się widokiem przejeżdżających ulicą gangusów od Legionistów Chrystusa, że wypuszczonymi przez pomyłkę cyberostrzami przygwoździł do ściany pierogarni dwóch siedzących po przeciwnej stronie stolika ziomali.

              To dlatego bystrzejsi z Brzytwiarzy szybko uczyli się takiego trzymania rąk, że przypadkiem nie pochlastać siebie albo innego członka gangu - i jednocześnie odkładali każdy grosz na jednostkę procesora, bo gliniarze z NCPD widząc tak chodzących po ulicach ludzi zazwyczaj nawet nie wzywali ich do zatrzymania się, tylko od razu prewencyjnie walili po grupie seriami ze służbowych Ajaksów.

              Brzytwiarze jak nic, kurwa jego mać, zapewne zwabieni dźwiękami podniesionych ludzkich głosów! HiFi obejrzał się na Leona, ale Avrille był ogarniętym gościem, już zdążył podnieść się z miejsca na paletach i stał z opuszczonym luźno wzdłuż uda pistoletem tak, aby mieć dobre pole widzenia na całą trójkę.

              - Panowie, co tak nerwowo? - zaśmiał się idący pośrodku chłopak, na oko HiFi co najwyżej piętnastoletni i ubrany w stary przeciwdeszczowy płaszcz - Co tu tak sami siedzicie? Czekacie na kogoś? Widać, że czekacie. Możemy się dosiąść?

              HiFi zerknął w stronę Krecicy i zdrętwiał nie widząc ani śladu po kobiecie, która wcześnie nie zrobiła na nim wrażenia człowieka zdolnego do nagłego ulotnienia się z miejsca w bezszelestny sposób. Razem z nią zniknęły jakoby bezcenne winylowe płyty i tylko postawiony na palecie obok nogi technika lampowy wzmacniacz pozostawał namacalnym dowodem spotkania z posłańcami Samuela.

              - Ja pierdolę - syknął pod nosem HiFi odwracając głowę z powrotem w stronę coraz bliższych Brzytwiarzy.

              - Macie szlugi? - zapytał znowu ten pierwszy - Albo działkę błyszczyka? Wiecie, to jakby nasz teren jest. Jak chcecie, możecie sobie siedzieć, ale przydałoby się jakieś wkupne za włażenie tutaj na krzywy ryj.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              0
              • GreKG Niedostępny
                GreKG Niedostępny
                GreK
                napisał ostatnio edytowany przez
                #31

                Holly Street w Japantown, wczesny wieczór, 14 lipca 2077

                - To się dobrze składa Slim - odpowiedział fixer, przeczesując wolną dłonią czub, zastanawiając się jednocześnie jak to wszystko pożenić. - Tylko widzisz, ja mam w chuj daleko do Little China a w tym czasie Emperor przepadnie w Japantown jak gówno na ulicy po ulewnym deszczu. Rozpłynie się połknięty przez neonowy chaos miasta.

                - Dobra - wszedł mu w słowo Switch, zanim netrunner zdążył się rozburczeć na dobre. - Nie muszę przecież do tej twojej cizi dylać osobiście. Już się tym zajmuję.

                Zamknął połączenie. Zasada była zawsze ta sama - nic za darmo i rzadko kiedy cokolwiek dostaje na kredyt. Ja coś dla ciebie, ty coś dla mnie. Taki był rytm tej metropolii.

                Wybrał kolejny kontakt na smarthingu.

                - Cześć Dong, tutaj Switch. Trzy razy Wock'n'Shock. Nie, tym razem do Dziesiątki ale pod osiem-siedem-siedem. Aha... i jeszcze coś. Robimy żart kumplowi. Dorzuć coś "specjalnego". Coś po czym paradoksalnie będzie miał często i rzadko. Kumasz? Aha... płacę potrójnie. Już robię przelew... Świetnie. Za ile będzie dostawca?

                Zalogował się na ich prywatny kanał NoiseFeed.

                Kod:

                Switch:
                ktoś w pobliżu 10tki?
                Frog? Dingo?
                Potrzebuję coś sprawdzić.
                Mack? Gdzie pedałujesz?

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                0
                • KetharianK Niedostępny
                  KetharianK Niedostępny
                  Ketharian
                  Obsługa Moderator
                  napisał ostatnio edytowany przez
                  #32

                  Apartamentowiec na rogu Union i Alexander Street, wczesny wieczór 14.07.77

                  Singh Rupta przyjął do wiadomości propozycję Shawna, po czym zaczął gorączkowo rozmawiać z Ravim, najpewniej właśnie na jej temat. Nie rozumiejąc ani słowa z jazgotu czynionego z obu Hindusów, skoncentrował swoją uwagę na zakamarkach garażu w okolicy rampy zjazdowej, gotowy sięgnąć po pistolet przy pierwszej oznace zagrożenia.

                  Singh Gupta zakończył dyskusję władczym tonem i uniesionym w górę palcem, po czym wysiadł z Archera nie zaszczyciwszy Camary żadnym dalszym słowem.

                  - Zaczekaj tutaj - syknął Ravi wyślizgując się na zewnątrz pojazdu. Kręcąc na wszystkie strony głową asystent odprowadził swojego wuja do drzwi pobliskiej windy, upewnił się, że ruszy ona w górę, po czym wrócił do samochodu sadowiąc się dla odmiany na przednim fotelu pasażera.

                  - Pan Gupta jest bardzo zadowolony z tego, co dzisiaj zaprezentowałeś - oznajmił tonem takim jakby od lat był Shawnowi serdecznym przyjacielem - Pozytywnie go zaskoczyłeś, a to rzadki wyczyn. Kazał ci przekazać, że jeśli gdzieś dorabiasz po godzinach, masz przestać. Jeżeli chcesz dobrze zarobić, masz być cały czas pod telefonem. A to na dobry początek współpracy.

                  Ravi Gupta przekrzywił lekko głowę w sposób charakterystyczny dla wielu osób wysyłających na szynę neuralnego procesora złożone polecenie myślowe, skrzywił nieznacznie wargi. Smarthing Shawna wydał z siebie cichy dźwięk powiadomienia, a w rogu wyświetlacza jego cyberoka pojawił się komunikat wygenerowany przez bankową aplikację Shezam.

                  „Saldo konta +1.000”.

                  - Na dzisiaj to wszystko, możesz spadać - dodał Ravi wyciągając rękę po kluczyki Archera - Jutro rano w robocie dowiesz się, co robimy z tym furgonem.

                  - Auto zostaje tutaj? - upewnił się Shawn obracając w dłoni kluczyki.

                  - A gdzie ma niby zostać? - zdziwił się Ravi Gupta - Chciałeś, żebym cię odwiózł? I może jeszcze wszedł na winko? Oj, ty świntuszku, zapierdalaj na stację kolejki na Alexander, masz stąd ze dwieście metrów do kas, dojedziesz do domu w dwadzieścia minut. Tylko nie przepierdol całej premii na głupoty i masz być jutro punktualnie w robocie, jakieś zasady wciąż obowiązują.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  0
                  • MarrrtM Niedostępny
                    MarrrtM Niedostępny
                    Marrrt
                    napisał ostatnio edytowany przez
                    #33

                    Ochroniarz. Niby niczego to nie zmieniało, ale całkowicie zmieniało perspektywę. Shawn nie lubił się wychylać. Nigdy nie uważał, żeby na czymkolwiek się znał. Ot trochę na obijaniu mordy, ale i tu liga Kabuki weryfikowała jego zdolności na poziomie… dostatecznym. Raz na wozie, raz pod wozem. Nie przeszkadzało mu to. Nie zrażał się. Duma nigdy nie była jego cnotą, ani przekleństwem i sprany na kwaśne jabłko przeleżał bez żalu niejedną noc w kanałach. Dopiero jak się sfora zebrała na dobre, te najgorsze czasy przeszły do historii. Mógł liczyć na Dingo i Macka, że go przyniosą do wyra. A Brazil się wacikami podzieli. Ale był przygotowany, że mogą te czasy wrócić. W Night City fart nie trwa wiecznie. A jak już trwa to należy się solidnie przygotować, bo wtedy zło zawsze pierdolnie z nienacka. I tak się właśnie ten wieczór zanosił. Konkretny awans. Z ciecia w supermarkecie na stanowisko ochroniarza pana Gupty. Dla prawdziwego solosa nie był to może kamień milowy marzeń. Ale dla Shawna było to wydarzenie równie wielkie jak wtedy gdy pół roku temu nieoczekiwaniu skuł facjatę wschodzącej gwiazdce ligi, niejakiemu Dai-Chmanowi. Młody lowelas, raper i pięściarz olał wyzwanie jakim był słabo znany w lidze Frog. I dostał takie manto, że jego kolejna epka z bojowej zrobiła się memłowata. A Shawn zaliczył podobny bonus finansowy i zajebistą imprezę. Tylko że wtedy to był jednorazowy fuks. A teraz mógł zarobić konkretnie w dłuższym czasie. Naprawdę konkretnie. I legalnie.

                    Idąc do stacji kolejki zahaczył po drodze o Żabkę i za bony kupił se hot doga i browara. Zasłużył na przyjemności. Siedząc na obdrapanym plastikowym siedzisku długo się zastanawiał, czy napisać do Deirdre. W końcu to zrobił.

                    NoiseFeed:

                    Chyba mam robotę. Tym razem nie zawalę.

                    Po czym przelał na znane tylko im wspólne konto 300 eurosów. Kropla w morzu. Odpowiedź tak jak się spodziewał nie przyszła. Choć odczytała szybko. Albo tylko przescrollowała. Na jedno wychodziło. Ale nie ważne.
                    Schował smarthinga i łyknął piwerko. Najtańsze sikacze mają w sobie coś zniewalająco pysznego gdy akurat robota z niczym nie goni i można siedząc popatrzeć na miejski ruch. Oczywistym było, że wolał przyjąć propozycję Gupty i zrezygnować z regularnych walk. Nie żeby ich nie lubił. Lubił. Nawet bardzo. Ring był innym światem. Chwilową ucieczką. Albo raczej wyrwaniem się. Na prostych i tanich zasadach. Nikt się nie przypierdalał, nikt niczego nie chciał. Tylko on i mordka na przeciwko. Ale nikt nie powiedział, że będzie musiał tak całkiem, całkiem zrezygnować. Bo Shawn łaził na walki nawet wtedy gdy nie miał ochoty, a teraz będzie mógł to zmienić. I pyskówka tego pedałka Raviego (naprawdę niezły tekst z tym winkiem…) spływała po nim jak deszczówka po ulicy. Jasne, że weźmie tę robotę.

                    Sygnał. Dierdre?

                    NoiseFeed:

                    Switch:
                    ktoś w pobliżu 10tki?
                    Frog? Dingo?
                    Potrzebuję coś sprawdzić.
                    Mack? Gdzie pedałujesz?

                    Solos przez chwilę się zastanawiał po czym łyknął browarka i odpisał.

                    NoiseFeed:

                    Frog:
                    Koło Alexander. I wracam na hajzę. Co chcesz z 10tki?

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    0
                    • KetharianK Niedostępny
                      KetharianK Niedostępny
                      Ketharian
                      Obsługa Moderator
                      napisał ostatnio edytowany przez
                      #34

                      ”Esoterica”, wczesny wieczór 14.07.77

                      Misty przeczesała dłonią swoje jasne włosy, gestem zdradzającym ogromne poruszenie i niepokój zarazem. Zamknięty sklep przeistoczył się w niewielkie sanktuarium dyskrecji, ale powaga chwili sprawiała, że dziewczyna nadal mówiła ściszonym głosem, chociaż nikt oprócz Artemidy nie miał szans na to, aby ją usłyszeć.

                      - To jest „Ho-Oh” na Allen Street w Kabuki. Keiko pracuje na dole w klubie, w barze i przy obsłudze klientów BD, ale boi się, że prędzej czy później trafi na samą górę, nad kasyno. Już kilka hostess tam trafiło na żądanie Jotaro i nikt potem żadnej z nich już nie widział. Personel z dołu szepcze po kątach, że na górze nie kręci się zwykłego BD, ale czarne, takie makabryczne, z gwałtami i mordowaniem i że Jotaro zarabia na tym syfie wielkie pieniądze i opłaca się na dodatek glinom, dlatego nikt się tym nie interesuje. Keiko myśli, że gość się uważa za artystę, pojebany zbok. To dlatego chce uciec i nawet mnie nie powiedziała, dokąd. Nowe ID jest jej potrzebne do kupienia biletów do NUSA i kontroli granicznej.

                      - Pozostaje sprawa chipa, sprawdzę to dla ciebie - netrunnerka przyswoiła sobie nowe informacje na temat klubu, zwłaszcza te mogące przy odpowiednim nastroju obudzić w niej esencję azteckiego demona śmierci - Jego dezaktywacja może od razu wywołać alarm.

                      - Keiko już sobie kogoś znalazła, kto jej wyłączy transmitter - odezwała się naprędce Misty - I pozbędzie się go dopiero, kiedy wszystko będzie gotowe i będzie miała nagrany transport.

                      - Dobra, dobra, skoro taka obrotna, tylko żeby jej tylko ten plan nie jebnął - cmoknęła Brazil obserwując postęp protokołu integracji deku z jej układem nerwowym i szykując się na chwilę nieuniknionych zawrotów głowy towarzyszących momentowi sprzęgu - Przyjrzymy się temu klubowi i temu Tygersowi.

                      - Sama nie wiem, czy powinnaś się przy nich kręcić, kochana - zmartwiła się jeszcze bardziej Misty - To przecież Tygersi, oni trzęsą połowę miasta. Mają swoich netrunnerów, podobno bardzo dobrych, mają w kieszeni gliniarzy, a może nawet NetWatch. Lepiej nie przyciągać ich uwagi.

                      - Czy już ci kiedyś wspominałam, że w Sieci jestem lekkostopa jak Mixcoatli i niedostrzegalna niczym Camaxtli? - mruknęła czując przyjemne mrowienie pleców wzdłuż kręgosłupa. Pierzasty Wąż nastroszył cyfrowe pióra kwezala czekając na podpięcie ujętych w dłonie elektrod netrunnerki.

                      - Najważniejsze. Ile twoim zdaniem mamy czasu? Bo nie wejdę do magistratu bez przygotowania.

                      Misty odpowiedziała, ale Brazil już nie zarejestrowała słuchem słów dziewczyny wciągnięta mocą elektronicznych macek w głąb krainy bogów. Elektrody usprawniały softowi cyberdecka interpretację procesów neuralnych netrunnerki, ale robotę robił przede wszystkim Yacatetutli, Ten, który prowadzi. Poprowadził ją przez ocean zer i jedynek w miejsca, o których wcześniej nie wiedziała, otwierając nierzeczywiste oczy Brazil na sekrety Ixcuiny.

                      Strona oficjalna klubu „Ho-Oh” zawierała garść publicznych informacji na temat oferty BD oraz kasyna. Nie było tam niczego użytecznego prócz zdjęć, dzięki którym mogła zapoznać się z kiczowatym wystrojem wnętrz lokalu. Nie było tam ani słowa o Jotaro Shobo, ale Yacatetutli jej nie zawiódł. Był jej przewodnikiem od niedawna, a czuła się jakby stanowił od zawsze cząstkę jej samej. Internetowe fora i grupy dyskusyjne, fikcyjne konta w mediach społecznościowych, zakamuflowane witryny w Głębokiej Warstwie. Mózg Brazil przetwarzał dane z niezwykłą szybkością, niczym sito poszukiwacza złota płuczącego żwir w lodowatych wodach Yukonu.

                      Grudki drogocennego kruszcu błyszczały tryumfalnie wśród kawałków bezwartościowych skał.

                      Wiele wskazywało na to, że Jotaro Shobo produkował czarne braindansy. Żaden link ani post nie wskazywał bezpośrednio na niego ani klub, ale w doszperała się w sieci wystarczająco wielu plotek i niejednoznacznych opinii, aby uznać, że opowieść Keiko trzymała się kupy. Lokal na Allen Street śmierdział trupem, w przenośni i dosłownie.

                      Zadowolona z rezultatów pracy Pierzastego Węża, zmieniła temat eksploracji poświęcając się tematyce kart ID, ich rodzajów, zabezpieczeń oraz informacji na nich przechowywanych. Z tym akurat poszło jej jeszcze szybciej, bo w przeciwieństwie do Jotaro Shobo teraz nie musiała aż tak mocno grzebać w Głębokiej Warstwie.

                      Zachowała kopię najważniejszych danych w buforze pamięci Yacatetutliego i zamknęła połączenie łypiąc podejrzliwie oczami na masującą jej kark Misty.

                      - Dzięki - powiedziała ostrożnym tonem - Zrobię rozeznanie i wpadnę za dwa dni. Wyłącz na czas mojej wizyty zapis z kamer, albo sama to wytnę. Potrzebuję jeszcze zaliczki, może będę musiała kupić robaka, sama tak szybko nie napiszę, opłacić pisarzy kartotek i takie tam. Nie wiem ile to dla ciebie warte, ale mam nadzieję, że wiesz co robisz. Nie chciałabym stracić przyjaciółki. No i rozumiem, że Jackie wie o sprawie. Bo zamierzam wciągnąć w to Raze.

                      Misty obeszła kontuar i usiadła z powrotem na swoim miejscu wyciągając jednocześnie z szuflady kasy drzazgę płatniczą.

                      - Co do zaliczki, Keiko odłożyła trochę kasy. Na karcie masz dwa tysiące jako zaliczkę. Co najmniej drugie tyle zarąbie Tygersom z kasy, kiedy pryśnie, przeleje kasę zdalnie na tę samą drzazgę, więc jej nie zgub. Jackie jeszcze nic nie wie, jest na Badlandsach, robią z Padre jakieś interesy z Aldecaldos. Nie chciałam mu zawracać dupy nie wiedząc, czy ty się zgodzisz. Opowiem mu wszystko jak jutro wróci i mam nadzieję, że Raze nie będzie miał nic przeciwko. Chwila, zaraz otwieram!

                      Stojąca za przeszklonymi drzwiami kobieta o pomarańczowym irokezie nie zrozumiała wykrzyczanych w jej stronę słów, dlatego wystawiła w stronę Misty palec i poszła dalej mamrocząc coś pod nosem.

                      - Otwieraj ten majdan, ja spadam - Artemida zamknęła dek i zeskoczyła zwinnie ze stołka - Jakby co, pisz.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      0
                      • GreKG Niedostępny
                        GreKG Niedostępny
                        GreK
                        napisał ostatnio edytowany przez Ketharian
                        #35

                        Holly Street w Japantown, wczesny wieczór, 14 lipca 2077

                        Zaszył się w półmroku baru The Pixel Lung. Wystawanie na ulicy Japantown ze smarthingiem w ręce nie było najlepszym pomysłem. Obserwując jak neony odbijają się w szklance z brudnym lodem wybrał na smarthingu numer Patcha Navarro.

                        - Patch, potrzebuję, żebyś sprawdził blachy czarnego Chevillion 720 Emperor. Kto jest właścicielem. Gdzie go znajdę.

                        - Staaary - właściciel głosu po drugiej stronie zachichotał nerwowo, - ty wiesz, że to nie takie proste… Z sieci nie wyciąga się danych jak z automatu z ramenem. Trzeba wejść w bazę, zalogować się a za bezpodstawne ściąganie danych można dostać po łapach.

                        - Nie pierdol, Patch. Wiem, że i tak to robisz. Ile tym razem?

                        Znowu chichot.

                        - Aaa, no widzisz… Mówiłeś, że mamy czyste konto.

                        - Mieliśmy. Do momentu, aż wyciągnąłem cię z paszczy Wardenów w zeszłym miesiącu. Gdyby nie ja, wisiałbyś teraz na drzwiach komisariatu jako przykład "czego nie robić z danymi operacyjnymi”.

                        W słuchawce zapadła chwila ciszy. Raze niemal słyszał proces myślowy officera Leona “Patch” Navarro.

                        -…Dobra, dobra, już nie przypominaj. Dam ci znać jak coś znajdę. Ale tym razem ostatni raz, jasne?

                        - Jasne jak zwykle. Jak błysk flesza w klubie "Afterlife”. Czekam.

                        Połączenie się urwało. Switch uśmiechnął się krzywo. Znał Patcha, zawsze próbował ugrać coś dla siebie, ale długi w Night City ciążyły bardziej niż kula w kolanie.

                        Przełączył kanał na prywatny czat NoiseFeed.

                        Zielone ikonki aktywności. Frog, Dingo, Brazil.

                        NoiseFeed:

                        Frog:
                        Koło Alexander. I wracam na hajzę. Co chcesz z 10tki?

                        Switch:
                        Frog, słuchaj uważnie.
                        Shiva, znajoma mojego kontaktu, mieszka w Megabloku 10, mieszkanie 877.
                        Nie daje znaku życia od kilku dni.
                        Każdy kurier, którego tam wysłano, przepadał jak gówno w rynsztoku po burzy.
                        Dosłownie.

                        Frog:
                        Brzmi jak dobre miejsce na randkę w ciemno.

                        Switch:
                        Zamówiłem tam Wock’n’Shock – trzy zestawy.
                        Ale dodałem coś ekstra – środek przeczyszczający klasy med.
                        Możesz przejąć dostawę od kuriera, jeśli chcesz zagrać listonosza…
                        Albo poczekać, aż zadziała i wejść pod pretekstem cieknącej łazienki, gazu, czegokolwiek.
                        Jak się dostaniesz, rozejrzyj się. Sprawdź, czy jest w mieszkaniu i czy oddycha.
                        Jak będzie okazja to ją wyprowadź. Ale nie ryzykuj.
                        Na tym etapie chcemy wiedzieć na czym stoimy.

                        Wysłał ostatnią wiadomość, oparł się w tanim, plastikowym krzesełku i spojrzał w rozmazane światła miasta za szybą.

                        Japantown tętnił jak zawsze. Puls neonów, gwar silników, szum wieczności.

                        A w tym czasie Chevillion Emperor znikał gdzieś w labiryncie ulic, połykany przez smród i gwar.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        0
                        • KetharianK Niedostępny
                          KetharianK Niedostępny
                          Ketharian
                          Obsługa Moderator
                          napisał ostatnio edytowany przez
                          #36

                          Kennedy Avenue w Northside, wczesny wieczór 14.07.77

                          Obaj goście na pewno spodziewali się jakiejś gwałtownej reakcji rowerzysty, ale ich krótkotrwały bezruch i wytrzeszczone oczy dały Mackowi do zrozumienia, że tego scenariusza akurat nie przewidzieli. Tłumek obserwatorów na chodnikach gęstniał z każdą sekundą, w wielu rękach pojawiły się smarthingi, inni gapie zapewne filmowali całe zajście za pomocą kamer w cyberoczach. Sieciowe portale informacyjne płaciły konkretne pieniądze za materiały dostarczane na żywca na serwery agencji, im wyżej monetaryzowane, im bardziej pasujące do kategorii „breaking news”; zwłaszcza zaś dysponujący dużym budżetem społecznościowym Night-Tok.

                          Murphy wciąż stał jak wryty, ale towarzyszący mu gość zrobił raptowny krok do przodu jakby chciał Macka złapać albo przynajmniej zdzielić go pięścią.

                          - Zamknij ryj, pojebany psycholu - syknął przez zaciśnięte zęby - Jak te feedy rozejdą się po mieście, będziesz miał przejebane. Randall Swift spierdolił z planu „Execution Time” i podejrzewamy, że jest już w Night City. To stłuczka zainscenizowana dla twojego dobra, kutasie. Właź do auta, zanim cię ktoś rozpozna, bo będziesz miał przesrane na maksa.

                          Hartley Mackinaw zdrętwiał w jednej chwili, sparaliżowany dźwiękiem nazwiska, które zalało jego umysł strumieniem wspomnień pogrzebanych dawno temu pod grubą warstwą antydepresantów. Krwawy bunt w kompleksie więziennym San Cristobal, huk wystrzałów, gorąc pożaru, krew rozlewająca się spod stratowanych ciał w pomarańczowych kombinezonach. Wielki facet z niezarośniętymi dziurami po wyjętej cybernetyce, krwawiący z rany po nożu w szyi. Jego kumpel z celi tłukący głową Macka o ścianę korytarza i wrzeszczący, że ma „ratować kurwa Randalla”. Zatamowany jakimś cudem krwotok, powrót do więziennej codzienności, dług wdzięczności zaciągnięty wobec Macka przez Randalla - honorowany, ale zinterpretowany na najgorszy możliwy przez zwyrodniałego cyberpsychola sposób. Rok przeżyty w roli maskotki byłego lidera Brzytew, pełen makabrycznej udręki ulubieńca więziennego bossa chronionego przed innymi skazańcami, ale napastowanego seksualnie i poniżanego na każdy możliwy sposób w ramach „poufałych” relacji.

                          Randall Swift, skazany na śmierć przez udział w „Execution Time” zwyrodniały cyberpsychopata będący przez długi czas sadystycznym oprawcą Macka uciekł stróżom prawa i zaszył się w Night City! Lodowaty pot oblał czoło i plecy kuriera, a jego oczy zaczęły natychmiast świdrować gęsty tłumek na chodnikach.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          0
                          • NanatarN Niedostępny
                            NanatarN Niedostępny
                            Nanatar
                            napisał ostatnio edytowany przez
                            #37

                            Przed lokalem ”Esoterica”, wczesny wieczór 14.07.77

                            Na ulicy było mgliście, a właściwie smogowo. Smog szczypał w oczy na równi co przebijające przez niego jaskrawe reklamy wszystkiego. Jednocześnie niczego, czego by Brazil potrzebowała. Na natrętną klientkę nawet nie spojrzała, odwróciła się od razu w drugą stronę, zarzuciła na czapkę z pomponem obszerny kaptur dresowej kurtki, a na usta naciągnęła filtrującą maseczkę, zapewniającą ochronę nie tylko przed pyłem zawieszonym co i przed feromonowymi afrodyzjakami rozpylanymi w pobliżu punktów usługowych i na sylwetkach ludzi. Skierowała się w stronę kolejki, ale po kilkudziesięciu krokach zatrzymała się, by wziąć oddech i uporządkować myśli.

                            Nagły przypływ gotówki zawrócił kobiecie w głowie, od razu zapragnęła zakupić nową bieliznę, ale przypomniała sobie, że z powodu głodówki zmniejszył się jej rozmiar i zapewne źle dobrałaby staniczek. Nie mogła opędzić się od myśli o koronkach. Zaraz jednak paranoicznie zaczęła martwić się czy dobrze zabezpieczyła chip, nerwowo przeszukała w kieszeniach i w torebce, panika ustąpiła dopiero kiedy sięgnęła między piersi. Drzazga była na miejscu.

                            Na wszystko jeszcze ktoś dobijał się na łączu paczki. Dopuściła. Informacja dotarła bez użycia słów wprost do świadomości kobiety. W pierwszym odruchu miała zamiar dołączenia do kolegów. Tak sobie jednak pomyślała, że Frog na pewno nie spierdoli akcji, jakkolwiek by nie była to dziecinada, a Switch, jak to Switch pisał bo miał interes. Nawet nie spytał od rana jak się Arra czuje, niech się pomartwi, uznała. Rozejrzała się dookoła, olała kolejkę i skierował do kiosku z elektrycznymi hulajakami. Miała ochotę się przewietrzyć, albo może przesmolić, miała ochotę się przejechać. Wydała dyspozycje i Pierzasty Wąż zainfekował kiosk swoim kodem.

                            Zanim ruszyła w drogę na moment się wyślepiła, naturalnie tresowana w ulicznym życiu, znalazła bezpieczne miejsce nawet na te pięć sekund braku kontroli na ciałem. Brazil nie lubiła trwonić czasu, kiedy miała do wykonania konkretne zadanie. Uruchomiła Murzyna, by na podstawie zdobytych danych stworzył plan 3D obiektu Ho-Oh i okolic, Skrybie nakazała kompilacje informacji o wyglądzie ID card, Dwukruka wysłała, by wyśledził w sieci miejsce zaczepienia Magistratu.

                            Na elektrycznych dwóch kółkach musiała być w bloku wcześniej niż Frog. Po drodze jeszcze przypomniało się jej, że powinna skręcić rolkę. Nie miała pomysłu, aż się tak rozhulała, że nabrała ochoty na siłkę. Tam był przynajmniej prysznic, który się nie zatykał, ten na kwadracie ciągle wylewał wodę, wymagał zdecydowanie interwencji technika, a z pewnością męskiej ręki.

                            Wciąż ćwiczona paranoją porzuciła hulajke dwie przecznice od blokhausu, prześlizgując się uliczkami bez monitoringu, a co za tym szło w lekkim strachu. Torqemada lubiła ten dreszcz emocji, niewiadomego, wzywała wtedy demony, te zaklęte na jej skórze i te wdrukowane na korę mózgową.

                            Smog nieco zelżał, zdjęła maseczkę i pozwoliła pieścić usta lekkiemu wietrzykowi z nieco tylko wyczuwalną nutą siarczanów, aż ów zniknął za niemal monadalną chmurą fermonowych perfum mijających kobietę dziewczyn. Przez chwilę chciała iść za nimi, ale Yacatetutli przypomniał o planie na wieczór. Skierowała się do mieszkadła, gdzie zamierzała zostawić rzeczy i udać się na siłkę, jeśli nikt jej dupy nie będzie zawracał. Nie tą spółdzielczą, gdzie było wszystko poza koktajlami, tylko do Fitness Shine, wbiegając dla kondychy po schodach biła się z myślami, znów zmieniła zamiar i postanowiła skręcić rolkę na siłowni z lokalsami.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            1
                            • GladinG Online
                              GladinG Online
                              Gladin
                              napisał ostatnio edytowany przez Gladin
                              #38
                              Awatar HiFi Magazyny All Foods w Northside, wczesny wieczór 14.07.77

                              - Wasz teren? - zapytał HiFi spoglądając na rozmówcę - Jak dla mnie, to teren AllFoods. Tam - wskazał kciukiem za siebie - to ich magazyny.

                              - To - wskazał na logo na swym ubraniu - też jest własność AllFoods.

                              Gest ten można było zrozumieć dwojako. Kombinezon był własnością sieci, albo on sam.

                              - To - wyciągnął swoje uzi - też jest własność AllFoods.

                              - Ale... jak to się mówiło... gość w dom... - sięgnął do pudła z proteinowymi batonami, również z logo AllFoods, które mieli przygotowane na wymianę z kretami, a którego tamci nie zabrali.

                              - Szlugów ni błyszczu nie mam, ale częstujcie się - zaczął rzucać po sztuce batonu do każdego z nich.

                              Starał się rozegrać sprawę na spokojnie. Trochę pokazać im, że to oni włażą na ich teren, trochę podeprzeć się dużą korporacją, która może nie tak bardzo musiała dbać o swoich techników, ale gdyby zginął sprzęt, który mieli na wyposażeniu, mogła wynająć jednego czy dwóch solo, by znaleźli winnych.

                              Batony też miały pełnić dwojaką funkcję. Miały pozwolić brzytwom wyjść z tego z twarzą, że jednak jakieś wkupne dostali. A z drugiej, miała skłonić ich do odruchowego łapania. Jak dobrze pójdzie, sami się przy tym brzytwami poharatają. Jak pójdzie nieco gorzej, to przez chwilę będą zajęci łapaniem.

                              A jeżeli pójdzie źle, to był gotowy użyć swego uzi. W Night City nie było ludzi, którzy się w takich momentach wahali. Ci, którzy się wahali, dawno byli już jedynie historią.

                              Ale miał nadzieję, że tak źle nie będzie. Dał marchewkę, pokazał kij. Nie był ani tak groźnie wyglądający jak Żabka, ani tak wygadany jak Switch. Dlatego musiał czerpać obiema garściami i zastosować obie metody na raz.

                              Obok stał jeszcze Leon, miłośnik adrenaliny. Ciekawe, jak on się czuł. HiFi sam był teraz nabuzowany tym hormonem, ciało gotowe było by działać szybko. Czy i kiedy Arville uruchomi dopalacz? Czy będzie gotów by strzelać by przeżyć, czy przejdzie do historii Night City?


                              Sesja Karak Varn

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              0
                              • WilczyW Niedostępny
                                WilczyW Niedostępny
                                Wilczy
                                napisał ostatnio edytowany przez
                                #39

                                Warsztat samochodowy pod megablokiem 11, wczesny wieczór 14.07.77

                                Przez chwilę przyglądał się drzazdze z danymi zanim schował ją do kieszeni. Drobiazg, na którym były zapisane ludzkie życia i - pośrednio - eurodolary w kwocie, której dawno nie widział. Isaac mówił prawdę, Dingo nie śmierdział groszem. Wiedział jednak, że zapach pieniędzy potrafi przywabić większe drapieżniki.

                                Jakby sprowadzeni tą myślą pojawili się maelstromowcy. Houston obrzucił ich krótkim spojrzeniem i szybko ocenił sytuację. Próbował sobie przypomnieć, który to już raz w tym miesiącu te młode wilki wpadały na darmową naprawę i nie potrafił. Jednocześnie, nie chciał robić zadymy, kiedy Connor i Grzechotnik byli na miejscu. Z trzeciej strony - to nie był jego warsztat, tylko tu pracował, a przydałoby się mieć stałą robotę, żeby...

                                Zatrzymał się na tej myśli i pokręcił głową. Myślał jak człowiek z miasta, jak kanapowy piesek.

                                - Lepiej spadajcie - rzucił do nomadów - Dam znać jak coś znajdę.

                                Kiwnął głową Isaacowi i zwrócił się do boosterów.

                                - Idę, idę, tylko uprzedzam, że zaraz zamykamy - powiedział łapiąc i ciągnąc w ich stronę ciężki wózek, na którym stał moduł diagnostyczny starej generacji. Ostentacyjnie spojrzał na elektroniczny zegar wiszący nad szerokimi drzwiami do warsztatu - Spojrzę i sprawdzimy czy to coś do załatwienia na szybko, czy na wolno...

                                Poczuł wibrację smarthinga w kieszeni, ale zignorował to na razie. Pewnie HiFi znowu wysyła memy na wspólnym chacie, albo Brazil coś puściła...

                                - No, dawajcie tutaj tego rumaka - powiedział do łysego - Miejmy nadzieję, że to coś, co się da załatwić w dziesięć minut, a nie na przykład wymiana rozrządu, bo wtedy będziecie musieli ją tu zostawić i drałować piechty...

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                0
                                • MarrrtM Niedostępny
                                  MarrrtM Niedostępny
                                  Marrrt
                                  napisał ostatnio edytowany przez
                                  #40

                                  text alternatywny

                                  Kolejka NCART na trasie czerwonej, wczesny wieczór 14.07.77

                                  Shawn patrzył przez chwilę na okno komunikatora bębniąc palcami po zimnej puszce. Switch miewał różnorakie pomysły. Generalnie typ był w porządku, ale czasem wydawało mu się, że jest cholera wie kim. Jakby bycie mało znaczącym nowicjuszem na ulicy było czymś podłym czy uwłaczającym. Sprawiał na Frogu wrażenie jednego z tych ambitnych co to chcieli zawojować świat. Fikać tym poukrywanym w szklanych twierdzach korpoludkom. Z podniesionym czołem wyrżnąć im krzemowym ostrzem wtórnego handlu informacją, drugą cipę na gębie. Bywały chwile, że mierziło to solosa, ale z drugiej strony Arta coś w nim widziała. A ta niunia, którą Camara znał jak zły szeląg, choć bywała pierdolnięta, to nie pukała się ze złamasami. Znaczy może i pukała, tego Shawn przecież nie wiedział. Ale nie kręciła z nimi na dłużej. Jak z fikserem.

                                  Dopił do końca swojego Grzmota, ciepnął zgniecioną serwetkę po hot dogu do śmietnika i rozejrzał za zainstalowanym w ścianie Żabki puszkomatem. Chujstwo wyrzucało 2 eurocenty za puszkę. Jak tanio można dać się wytresować… Wała. Wrzucił pustą puszkę do sklepowego wózka pchanego przez zarośniętego i brudnego zbieracza złomu.

                                  Stacja kolejki napowietrznej na Alexander Street znajdowała się sto metrów od skrzyżowania z Union, a kolejne składy odjeżdżały z niej w odstępach dziesięciu minut. Rozglądając się dyskretnie wokół siebie w poszukiwaniu grafitowego Villeforta Columbusa, Camara skręcił w kierunku bramek biletowych i usytuowanych za nimi ruchomych schodów, które wywoziły pasażerów na położony pięć pięter wyżej peron kolejki.

                                  Skaner biletów odczytał kod kreskowy aplikacji, którą zhakowała dla całej paczki Brazil, otworzył bramkę wpuszczając ochroniarza na schody pnące się w górę tunelem poprowadzonym przez wnętrze lśniącego szkłem i metalem wieżowca. Inteligentne detektory broni od razu wychwyciły obecność pistoletu Shawna, drukarka przy wejściu na schody wypluła z siebie czworokąt metalizowanego czerwonego papieru, który Frog nakleił na ramię. Regulamin transportu miejskiego nakazywał czytelną identyfikację osób wnoszących do kolejki broń, aby inni pasażerowie byli świadomi hipotetycznego zagrożenia ze strony uzbrojonych ludzi - do tego właśnie służyły czerwone plastry z logo czarnego pistoletu.

                                  Połowa ludzi na peronie miała identyczne plastry, toteż Shawn od razu poczuł na sobie czujne oczy współpasażerów. Niewielu użytkowników sieci NCART mogło sobie wyobrazić coś gorszego od strzelaniny w wagonie kolejki podwieszonej do szyny nośnej pięć pięter nad powierzchnią ulicy, ale Druga Poprawka pozostawała świętością nawet w mającym status wolnego państwa-miasta Night City. Pewnych konserwatywnych wartości zwyczajnie nie można było z amerykańskich serc i umysłów wykorzenić.

                                  W końcu wjechał po schodach do pasażu razem z tłumem innych pasażerów i minąwszy korek do taśmociągu poszedł z buta. Sto metrów do przejścia, a ludzie i tak zamiast pójść normalnie odruchowo woleli gnieździć się na taśmie jak chomiki w tych plastikowych rurkach. Popolupo pełną gębą. A właściwie fajnie by było mieć chomika…

                                  Już na peronie jego oczko padło ofiarą kilku conamolniejszych reklam przez to, że na chwilę odpalił Lśnienie by sprawdzić stan apki karty municypalnej - prezentu jaki im na walentynki sprawiła Brazil. Wiek, płeć, numer podatkowy… algorytm zaklasyfikował go na gumki, energetyki i klasyka Llama Comanche V. Pij więcej, rżnij więcej. Chętnie.
                                  Mrugnięciem przescrollował clickbaity choć spodobał mu się tekst spod pukawki. “Masz problemy Shawn Camara z rozmową z ludźmi? Spróbuj Modelu V! Gdy on przemawia, ludzie słuchają.” I tak wolał swojego Streetmastera. Może nie był oryginalny Made in China, a zaledwie niemiecką podróbką, ale przynajmniej nie trzeba go było rejestrować. Poza tym czytał kiedyś art, że statystycznie w Night City najwięcej żniwa zbiera właśnie ta przaśna broń, a nie jakieś pedalskie, chromowane sześciostrzałowce do fleksowania się na dzielni.

                                  Oparł się o fasadę apartamentowca, do którego ściany dobudowano peron i zaczął gapić się na wielką płytę ekranu informacyjnego zawieszonego po przeciwnej stronie platformy. Hałas ulicznego zgiełku zelżał nieznacznie na tej wysokości, a przeważająca część pasażerów milczała słuchając czegoś przez wsadzone w uszy słuchawki, ale dźwięki wyświetlacza tonęły co chwila w jękliwym hałasie turbin przelatujących wyżej aerodyn.

                                  W powietrzu wisiał silny zapach smogu wymieszany z kwaśną morską bryzą i ostrą wonią ozonu.

                                  Ekran nastawiony był na kanał NT54, ale Shawn wstrzelił się prosto w pasmo reklamowe - ku swojej ogromnej uldze, szczerze już bowiem nie potrafił znieść informacji o najnowszych sondażach politycznych dla kandydatów walczących o stanowisko burmistrza NC albo o stopniu przygotowań do obchodów 53. rocznicy największego aktu terroru w historii Zachodniego Wybrzeża. Polityka generalnie Shawna mierziła, głównie dlatego, że niewiele z niej rozumiał, ale nawet ta niewiedza nie potrafiła go uchronić przed ciągłym bombardowaniem materiałami wyborczymi w dzień w w nocy na okrągło, w telewizji, sieci, Lśnieniu i w rozmowach na ulicach. Lucius Rhyne, na równi uwielbiany, co znienawidzony obecny burmistrz Night City oraz rywalizujący z nim radny Jefferson Peralez szli w sondażach łeb w łeb, co determinowało w szaleńczym wręcz stopniu ich komitety do jeszcze większego wysiłku na finiszu kampanii. Plakaty na ulicach, spoty reklamowe w TV, dziesiątki tysięcy botów SI spamujących w sieci i popleczników kandydatów napastujących ludzi na ulicach - wszystko to składało się na powtarzane co kilka lat szaleństwo, w którym musieli chcąc nie chcąc brać udział również zwyczajni mieszkańcy Night City.

                                  Smarthing Froga ożył na chwilę krótką wibracją i w tej samej sekundzie w rogu wyświetlacza jego Kiroshi pojawiła się półprzeźroczysta projekcja wiadomości otrzymanej na telefonie.

                                  Switch odpisał. Shawn wziął telefon do ręki, odpisał na pytanie fiksera dotykowo, pogrążył się w wymianie uwag i instrukcji rozważając jednocześnie w myślach prośbę kumpla.

                                  Liczący cztery wagony skład kolejki wyślizgnął się zza narożnika pobliskiego wieżowca i wjechał na wiszącą wysoko w górze miasta stację. Camara oderwał wzrok od ściennego wyświetlacza, wyprostował się i zaczął czekać na dogodną sposobność, by wepchnąć się do pierwszego wagonu składu.

                                  Dwie stacje. Nawykły do wypatrywania podejrzanych osób nie potrzebował dużo czasu by dostrzec ćpuna. Benzozjebowi ręce się trzęsły i dygotał, na co nikt nie zwracał uwagi. Frog też nie zamierzał. Strzelił natomiast okiem do chudej laski, która bez specjalnej wprawy rozglądała się, kogo dałoby się obrobić. Na Alexander wsiadało trochę urzędasów w garniaczkach z syntwełny, ale kradzież kieszonkowa już dawno odchodziła do lamusa. Wszystko co cenne i tak było pod skórą. Właśnie miała próbować szczęścia z jakimś czarnoskórym biznesmenem, gdy uchwyciła spojrzenie Camary. Cmoknął do niej i uśmiechnął się prostacko. W odpowiedzi otrzymał całkiem ładny uśmiech i faka. Night City.


                                  Megablok 10tka, wczesny wieczór 14.07.77

                                  Nadal było wcześnie gdy wchodził do megabloku. Zdąży wpaść na kwadrat. Na chwilę. Pusto na hajzie to i dobrze. Zrzucić krindżowy bezrękawnik Żabki i założyć swoją kurtkę. Zebrać szpadrynę i StreetMastera. Gotowe. Pod 877…

                                  NoiseFeed:

                                  Frog:
                                  Czekam na kuriera.

                                  Tak jak przypuszczał, zeszło się jeszcze chwilę nim na korytarzu, na którym Shawn palił fajka pod dawno niedziałającym zraszaczem, pojawił się kurier z Wock’n’Shock. Switch dobrze wybrał z tą knajpą, bo kurierzy nie mieli uniformów. Koleś miał jakieś metr sześćdziesiąt i wyglądał na Puertoryka albo innego latynosa. Camara złapał go za ramię.

                                  - Pod 877? - zapytał.

                                  - Taaaa? - odparł niepewnie kurier zaskoczony zaczepką której spodziewał się raczej na dole w holu niż przy samych mieszkaniach. Na widok jednak ozdobionej licznymi siniakami mordki Camary, zaskoczenie szybko zmieniło się w obawę - Nie chcę kłopotów…

                                  - Spoko. Przejmę żarcie.

                                  - Ale…

                                  - No mówię, że spoko. Jestem z 877 - po czym przejął siatkę od latynosa i zostawił go w korytarzu kierując się pod wskazany adres.

                                  Stanął pod drzwiami i nacisnął dzwonek. W ostatniej chwili pośpiesznie zerwał z rękawa czerwoną plakietkę z kolejki i cisnął w kąt korytarza.

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  1
                                  • KetharianK Niedostępny
                                    KetharianK Niedostępny
                                    Ketharian
                                    Obsługa Moderator
                                    napisał ostatnio edytowany przez
                                    #41

                                    text alternatywny

                                    Siłownia „Fitness Shine” w H10, wczesny wieczór 14.07.77

                                    Brazil roześmiała się perliście na dźwięk sprośnej propozycji Basztara, rzuciła mokrym od potu ręcznikiem w stojącego obok Jeffa. Jej długie palce stukały zawzięcie w ekran smarthinga wprowadzając pierwsze komendy edycji do swojej rolki. Już wiedziała, że wyszło zajebiście, a mogła jeszcze podkręcić ten klimat dzięki dyskretnej pomocy SI. Linia sportowych ubrań Heresy miała całkiem spory budżet promocyjny i wiele influencerek już wyczuło łakomy kąsek próbując jak najszybciej złapać na haczyk bacznie obserwującego media społecznościowe sponsora.

                                    Ilość nie przekładała się rzecz jasna na jakość. Niektóre konkurencyjne rolki wywoływały u Artemidy ataki szaleńczego śmiechu, inne pełen współczucia szloch; mało zaś które choćby sięgały artystycznego poziomu materiałów tworzonych przez nią samą. Większość była przesadnie przerotyzowana, w wulgarny sposób podkreślająca cielesność samych autorek. Brazil operowała erotyzmem w umiarkowany sposób, z właściwą sobie finezją i mnóstwem wieloznacznych niedopowiedzeń. Jednosekundowe zbliżenie na męską dłoń przesuwającą się po jej pośladku w sposób eksponujący logo Heresy, przeskok na dłoń niby przypadkiem muskającą napinający tkaninę kobiecy sutek, przede wszystkim zaś najazdu kamery na buchające lubieżnym testosteronem twarze jej adoratorów, w domyśle całkowicie podporządkowanych samczym instynktom wyzwalanym przez odzież Heresy.

                                    Kluczem do sukcesu było oczywiście miejsce i bywający w nim ludzie. Brazil kręciła swoje rolki w jednej i tu samej siłowni, z facetami dobrze znanymi jej samej i Switchowi, gośćmi z tego samego megabloku. Wiedziała doskonale, że gdyby spróbowała kręcenia równie prowokacyjnych klipów w innym lokalu, pewnie przez cały czas musiałaby wyciągać z majtek czyjeś namolne dłonie albo kręcić zalotnie na wsadzonym w osłonę spustu palcu jeden z tanich jednorazowych pistoletów maszynowych sprzedawanych w ulicznych automatach Budget Arms.

                                    Ci faceci - Basztar, Jeff czy Wielki Mike - znali doskonale granice dobrego smaku, które kończyły się na przyjacielskim uszczypnięciu sutka; wszystko powyżej tego gestu mogło się bowiem skończyć konfrontacją ze Switchem i Frogiem, a tego większość użytkowników siłowni wolała uniknąć po tym jak napruty błyszczykiem Pablo Espinoza spod numeru 422 spróbował włożyć Artemidzie na livestreamie wielkie czarne dildo w wycięcie sportowej koszulki, a krótko po tym został znaleziony w zsypie na śmieci z połamaną szczęką, rękami i nogami.

                                    Ci goście stanowili najlepszy team, jaki Brazil mogła sobie wyobrazić, co nie zmieniało faktu, że to ona sama odpowiadała za najwyższą jakość materiału. Na co dzień skromność nie pozwala Artemidzie tego przyznawać, ale trudno było polemizować z prawdą, a ta jawnie dowodziła jednego: że genialny ścisły umysł programistki szedł w parze z jej fizyczną urodą i seksapilem.

                                    A to przysparzało jej nie tylko adoratorów. Robiąc kilka tanecznych kroków w wyrazie podziękowań dla wielbicieli Brazil łapała kątem oka pełne zazdrosnej wściekłości miny korzystających z siłowni dziewczyn, przyglądających się zamieszaniu pośrodku pomieszczenia ze swoich treningowych przyrządów.

                                    I kiedy jedna z nich przepchnęła się przez krąg rozentuzjazmowanych mężczyzn, influencerka tylko westchnęła teatralnie odwracając głowę ku rywalce.

                                    Dziewczyna wyglądała na pozerkę Rihanny, chociaż jej twarz i figura mocno odstawały od modelu fizycznego określającego pełną zgodność z obiektem uwielbienia pozergangu.

                                    - Tu się ćwiczy, a nie kręci dupą, tępa zdziro - zasyczała jadowicie Rihanna, a jej słowa wywołały eksplozję aplauzu otaczających Brazil facetów - Skończ z tym zamieszaniem i wypierdalaj, zanim ci potnę tę buźkę.

                                    Towarzyszący Brazil w kręceniu rolki mężczyźni rozsunęli się na boki pośród żartów i śmiechu, w myślach widząc już zapewne jak Rihanna i Artemida drapią się i szarpią za włosy pośrodku sali.

                                    - Czego się tak gapisz, suko? Lubisz się gzić z cudzymi facetami? To może chcesz, żebym teraz ja ciebie wyruchała?

                                    Dźwięki aplauzu wzbogaciły się o kilka kobiecych nut dobitnie dowodząc tego, po której stronie stały korzystające z siłowni dziewczyny.

                                    text alternatywny

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    1
                                    • NanatarN Niedostępny
                                      NanatarN Niedostępny
                                      Nanatar
                                      napisał ostatnio edytowany przez
                                      #42

                                      Siłownia „Fitness Shine” w H10, wczesny wieczór 14.07.77

                                      Ruch odświeżył ciało, a zaangażowanie w projekt skoncentrowało umysł, space monkey gotowa do wystrzelenia w digital. Jeszcze kilka poprawek, GiT 14, wytresowany do rolek Brazil przygotowywał wstępny materiał, który tylko musiała jeszcze osobiście obrobić, żeby był personalny, jej, autorski, Arta dbała o indywidualność przekazu w kalkowanej rzeczywistości.
                                      Jeszcze izotonik z kolegami.

                                      - A kiedy taki poważny trening Brazil, wpadniesz jutro? - dopytywał Mike
                                      - Jasne, że wpadnę, ale wcześniej. Zrobię Sarę II, a ty Terminatora III. - bajerowała, ale myślami była już gdzie indziej.
                                      - Dasz radę laska Sarę III. - droczył się Basztar
                                      - Wkręcasz, może za miesiąc.

                                      A w głowie już projekty nie z tego świata, virtualny pałac na mięsie, budowany według wzorca informacji. Replika cyfrowego świata. Brazil symulowała sytuacje i ograniczała możliwe wersje, które później zanalizuje na właściwym obiekcie. Niecierpliwa informacji od dwukruka, rozważała, czy dogodnie będzie zbudować nieopodal magistratu virtualny kiosk, czy może lepiej nie zostawiać śladów i odwiedzić obiekt osobiście.

                                      Wyrwał ją Jeff ledwo muśnięciem, a obruszyła się jak opętana, dopiero dotarły słowa przez Rihannę wypowiedziane, jak z głębokiego echa. W pierwszym odruchu Brazil spanikowała nie wiedząc dokładnie co się wokół jej dzieje, kto czego od niej chce.

                                      Zaraz poczuła gniew pod czaszką, zwierzątko chciało się bronić, to co przeleciało przez głowę Artemidy zgorszyło ją samą. Pozwoliła sobie na trzy oddechy, jak żałowała, że nie ma tak mocnych nerwów jak Frog. Poczuła, że zaciska szczęki.

                                      Z pomocą przyszła proteza podpowiadając sprawdzenie urządzeń monitorujących w razie bijatyki. Hakerka wykryła cztery kamery, dwa mikrofony i smartingi chłopaków, idąc za ciosem sprawdziła bazę danych. Korelując z programem treningowym już wiedziała czego brakuje Rihannie.

                                      Zauważyła przy okazji, że paradoksalnie, chwilowe dzielenie uwagi na dwoje światów, działa na nią uspokajająco. Wróciła aztecka szamanka. Magistrat, musiał chwilowo poczekać, Switch tym bardziej.

                                      Obserwując z wielu oczu cyfrowych, Brazil pojęła przyczyny zaczepki. Zaniedbała w pośpiechu kobiety, tak to jest jak się mieszka z pięcioma testosteronami. W pośpiechu, bo nie miała czasu. Wykręciła głowę, przewróciła oczami, co tak uwielbiał Raze i Shawn i nie tylko.

                                      Wstrzymując pierwszy odruch, zmierzyła jeszcze kobietę do pepegów po loki.

                                      - Że co? Proponujesz mi randkę? - raz jeszcze z góry na dół - Ładna jesteś. Tylko musisz mnie poderwać na coś. Bo nie będziemy się napierdalały w kisielu dla tych zboków - klepnęła przyjacielsko Jeffa - No nie o to ci chyba chodziło - zatkała usta - weźcie chłopaki bez filmowania

                                      Artemida zbliżyła dystans, choć wiedziała, że w konfrontacji to niebezpieczne, ale zależało jej by słyszała ją tylko Rihanna - Drzwi 349, masz do wyrobienia smukły, klinika ByLike oddział 3. Podoba mi się twoja odwaga, możemy się spotkać na kavie, mam ocenę Night Tok 6.7, mogę cię nauczyć montażu, jest też inna opcja.. - oddaliła się - a jak mi zaimponujesz to spytam czy Raze ma ochotę na trójkącik.

                                      Kobieta w istocie zaimponowała Brazil, inne musiały ją wypchać, a ona głupia: pewnie co ja nie pójdę. Mogła ją Tourqemada zdominować dla przykładu, ale szkoda było sobie robić wrogów, skoro można było pozyskać sojuszników. Warto było przynajmniej spróbować i przy okazji zaoszczędzić czas.

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      0
                                      • KetharianK Niedostępny
                                        KetharianK Niedostępny
                                        Ketharian
                                        Obsługa Moderator
                                        napisał ostatnio edytowany przez Ketharian
                                        #43

                                        Magazyny All Foods w Northside, wczesny wieczór 14.07.77

                                        Leon Avrille wciąż stał w bezruchu, ale rozszerzone skrzydełka jego nosa i przyśpieszony rytm oddechu bezbłędnie zdradzały HiFi, że w krwioobiegu kumpla już krążył syntetyczny dekolt hormonów.

                                        Brzytwiarze po kolei złapali ciśnięte im batony i okazali się w tym chwytaniu dość zwinni, aby żaden nie pociął ukrytymi jak na razie wewnątrz dłoni ostrzami swoich implantów. Wszyscy trzej natychmiast rozdarli opakowania wpychając sobie odżywcze tabliczki do ust i żując je entuzjastycznie. Widząc pracujące pośpiesznie szczęki boosterów HiFi zadał sobie w duchu pytanie, czy nie był to aby pierwszy ich posiłek tego dnia. W hierarchii bardziej brutalnych i mało zarazem zamożnych gangów najmniej szanowani członkowie grupy jadali jako ostatni albo nie jadali wcale, jeśli mieli pecha.

                                        - Spoko jesteście goście - wybełkotał z pełnymi ustami jeden z Brzytwiarzy - Nie to, co te skąpe kurwy wszędzie wkoło. A Pan mówi, że bogaci powinni karmić biednych.

                                        - Amen - drugi z boosterów oblizał usta i odsunął palcem opadające mu na oczy włosy - A my jesteśmy jego aniołami sprawiedliwości, nie mamy czasu na rolnictwo i pasterstwo, kiedy Pan wzywa. Zajebista ta pasta, nie bądź faryzeusz, daj jeszcze jedną, bądź samaramatyn, gościu.

                                        HiFi nie pozwalał sobie na uśpienie czujności. Brzytwiarze mogli sprawiać wrażenie przyjaznych, ale ich nastrój mógł zmienić się w sekundę w reakcji na jedno źle zinterpretowane słowo lub gest. Wszyscy byli bardzo młodzi i mieli umysły przeżarte pseudoreligijną sieczką, która mogła zadziałać jak rtęciowy zapalnik.

                                        HiFi miał nad nimi jedną przewagę, a tkwiła ona w szybkostrzelności jego broni. Uzi 101 Supra - daleki potomek legendarnego izraelskiego pistoletu maszynowego zaprojektowany i wdrożony do masowej produkcji dwie dekady temu w Kostaryce - wypluwał z lufy dwadzieścia pocisków na sekundę. Trzej Brzytwiarze nie sprawiali wrażenia ludzi mogących nosić podskórny pancerz albo choćby kuloodporne koszulki i raczej nie byli zdolni wchłonąć takiej ilości ołowiu i jeszcze ustać na nogach.

                                        Gdyby sytuacja eskalowała do stopnia krytycznego, dokładnie nasmarowane Uzi 101 Supra miało przesądzić o wszystkim - pod warunkiem, że by się przypadkiem nieszczęśliwie nie zacięło.

                                        - Słuchajcie, co byście chcieli za całą skrzynkę? - padło tonące w odgłosach mlaskania pytanie - Może byśmy się dogadali? Sami przecież tego nie przeżrecie. Co byście chcieli na wymianę?

                                        - Może jakąś laskę do wyruchania? - zaproponował drugi - Za dopłatą może być nawet żywa.

                                        HiFi zdrętwiał na dźwięk tej propozycji, zerknął z ukosa na Leona pamiętając w każdym szczególe o historii kontenera na Zachodniej Promenadzie Pacyfiki. Avrille tkwił w perfekcyjnym bezruchu, przestał nawet oddychać, w żaden sposób nie dając po sobie poznać, o czym myśli.

                                        - Dogadajmy się - zaproponował ten pierwszy wycierając usta - Jesteście z All Foods, macie w chuj tego towaru, każdy słyszał o tych historiach, że wam całe transporty z aut spadają jak jedziecie nabijać automaty. Dogadajmy się. Powiedzcie, czego byście chcieli na wymianę i spotkajmy się tutaj za dwa dni. Żarcie za co tam ustalimy. Przyłożycie własną cegiełkę do zbożnego dzieła, pomożecie aniołom Pana w walce przeciwko szatańskiemu zepsuciu tego świata.

                                        HiFi ponownie zerknął na swojego towarzysza czując nieznośne wręcz napięcie wiszące w powietrzu niczym podpalony kont. Leon uważnie obserwował wszystkich trzech młodzików, z palcami zaciśniętymi kurczowo na rękojeści Lexingtona.

                                        - Możemy się dogadać - rzucił zachęcającym tonem, w duchu spodziewając się w każdej chwili odgłosu suchego trzasku wystrzału - Wymienimy się za broń. Potrzebujemy strzelb, mogą być pompkowe Mossbergi albo jakieś obrzyny Remingtona. To muszą być śrutówki, nic innego. Za każdą sztukę damy jedną skrzynkę z żarciem.

                                        - Śrutówki… - mruknął ten, który proponował wcześniej dostarczenie niekoniecznie żywej kobiety. HiFi poczuł lodowaty dreszcz na wspomnienie słów Brzytwiarza, nie mogąc rozstrzygnąć w myślach, czy był to tylko makabryczny żart czy autentyczna propozycja.

                                        W świecie niezwykłych technologii, cudów medycyny i pozornie nieskończonych możliwości człowieczeństwo gasło w niektórych ludziach szybciej niż zdmuchnięty płomień świecy; zwłaszcza w podupadłych dzielnicach znajdujących się poza strefą zainteresowania policji i służb korporacyjnych.

                                        - Za dwa dni? - zaproponował trzeci z boosterów spoglądając pytająco na kompanów - Tutaj za dwa dni? Chyba damy radę załatwić kilka sztuk. Jedna pompka za jedną pełną skrzynkę żarcia, tak?

                                        - Tak - potwierdził szybko HiFi - Za dwa dni tutaj o tej samej porze. Przyniesiemy pięć skrzynek na początek, ale macie mieć śrutowe strzelby, żadne inne gnaty. Nie ma strzelb, nie ma żarcia. A teraz idźcie stąd, bo mamy inne spotkanie. Jak je nam spierdolicie, nie będzie interesów.

                                        Pomrukując coś, dojadając resztki batonów i szeleszcząc ich rozdartymi opakowaniami, Brzytwiarze odeszli swoim charakterystycznym sposobem, z rozstawionymi rękami i z cichą konwersacją na ustach. Avrille nie strzelił, chociaż HiFi do ostatniej chwili nie mógł być tego pewien.

                                        Na magazynowym placu zapadła ciężka cisza, zakłócana jedynie wieczornym zgiełkiem reklamowych sloganów płynących z tysięcy billboardów w Kabuki, Little China i Japantown.

                                        - Idziemy stąd - powiedział w końcu Leon, głosem przerażająco martwym i pełnym zdecydowania zarazem - Krety już nie wrócą, wystraszyliśmy ich. Skontaktują się ze mną jutro, mają swoje metody. Koniec na dzisiaj, bierz to swoje pudło, spadamy stąd.

                                        Avrille podniósł skrzynkę z racjami żywnościowymi i ruszył poprzez plac w stronę najbliższej ulicy. HiFi podążył w ślad za nim niosąc oburącz MacIntosha jakby stary lampowy wzmacniacz był co najmniej świętym Graalem.

                                        - Za dwa dni o tej samej porze - powiedział Leon, kiedy razem z HiFi stanęli na chodniku pośród przechodniów - Słyszałeś? Za dwa dni o tej porze. Zajebiemy ich wszystkich, stary, zajebiemy jak psy.

                                        I nie dodając nic więcej odszedł w głąb ulicy pozostawiając HiFi przy krawężniku. Odszedł niczym człowiek pogrążony w transie albo zatopiony w myślach.

                                        HiFi wiedział, o czym myślał w tej chwili Leon. O kontenerze na śmieci w zaułku Zachodniej Promenady w Pacyfice. O kobiecie, zgwałconej w bestialski sposób przez grupę mężczyzn, zamordowanej i wrzuconej pomiędzy worki z odpadami z pobliskiej restauracj cztery lata temu. Ofiary mordu, którego sprawców policja nigdy nie znalazła, bo zabójstwo zwyczajnej kelnerki z Pacyfiki nie trafiło zbyt wysoko na listy priorytetowych spraw NCPD.

                                        Ale ta kobieta miała imię i miała rodzinę, która o niej pamiętała. Nazywała się Celine Avrille i była siostrą Leona.

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        0
                                        • JohnyTRSJ Niedostępny
                                          JohnyTRSJ Niedostępny
                                          JohnyTRS
                                          napisał ostatnio edytowany przez JohnyTRS
                                          #44

                                          Hartley Mack Mackinaw4.jpg
                                          Hartley "Mack" Mackinaw

                                          Kennedy Avenue, Northside, wczesny wieczór 14.07.2077

                                          Zaskoczył ich. Sam w to nie wierzył, ale do cholery, zaskoczył ich!
                                          A że wiele zwierząt w momencie zaskoczenie nie ucieka, tylko atakuje...
                                          A po słowach tego drugiego, Mack sam poczuł się jak zwierzę, co wybiegło na drogę i jest oślepione. Stał w miejscu, próbując to ogarnąć.

                                          - Ja mam zakończyć? Niby co? Że mnie chcieliście zabić? - Potem palcem przejechał po ramie roweru i zmałpował faceta - Zarysowałeś mi lakier na ramie! Masz ubezpieczenie?! - i po chwili już ciszej, żeby tylko tamten (albo i też Murphy) to usłyszał: - Jak chcecie to zakończyć i pogadać to musimy się stąd ulotnić. Nie wsiadam tutaj wam do wozu, jasne? Następne skrzyżowanie, zgoda? Inaczej dalej będziesz gwiazdą w sieci. Nie patrz się tak na mnie, nie JA wymyśliłem taranowanie osób. Nie zwieję wam, ale do kurwy nędzy nie próbuj jeszcze raz taranować, jasne?

                                          Wsiadł na rower i odjechał, na szczęście rower był cały.

                                          - Dobra dzieciarnia, koniec sceny, koniec sprawy! - wrzasnął jeszcze do tłumu. nie był mówcę, Mack sam czuł że zabrzmiało to trochę głupio.

                                          Nie spieszył się zbytnio, co chwilę sprawdzał czy za nim jadą. Pogada z nimi. Jak ma wsiąść z nimi do wozu, to rower musi się zmieścić w bagażniku czy gdziekolwiek. Nie zostawi go na pastwę ulicy, nawet przypiętego.

                                          Ciężkie pióro, ograniczona fantazja, blokada twórcza, niemoc tfurcza, masa nierozwiniętych pomysłów. Długie posty praktycznie niemożliwe.

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          0
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy