Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
Skórki
  • Light
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Dark
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
  1. Start
  2. Rozgrywka
  3. [CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]

[CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
cyberpunkcyberpunk2077
134 Posty 7 Uczestników 941 Wyświetlenia 2 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • MarrrtM Niedostępny
    MarrrtM Niedostępny
    Marrrt
    napisał ostatnio edytowany przez
    #53

    Shawn wyłączył uczenie się od HiFi'ego mniej więcej po "zdejmę pokrywę". Dalej było jakieś pierdololo. Fajnie, że technik to ogarniał. Ale solo na szczęście nie musiał.

    Zerknął na SmartThinga, który w końcu piknął i parsknął.

    - Switchowi cieknie rura na tę laskę i mamy tam wejść. Możliwie bez ryzyka.

    Spojrzał na majsterkowanie kumpla i na drzwi. Wyłamanie nie niosło za sobą wielkiego ryzyka. W razie co by powiedział, że usłyszał jak ktoś z środka wzywa pomocy. Ot najwyżej by odpowiedział za wandalizm i odsiedział dzień na dołku i tak nie miał żadnej gotu... Tylko kurna teraz by mu mogli wejść na konto i te eurosy zająć jako grzywnę.

    - Dobra, próbuj. Tylko szybko. Bo zaraz ta Makumba wróci z naprzeciwka. A babsko takie, że nie chciałbym go na ringu spotkać.

    Co rzekłszy nastukał szybko do Switcha:


    NoiseFeed

    Frog:
    HiFi przyszedł. Jedziemy z WŁM.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    0
    • JohnyTRSJ Niedostępny
      JohnyTRSJ Niedostępny
      JohnyTRS
      napisał ostatnio edytowany przez JohnyTRS
      #54

      Hartley Mack Mackinaw4.jpg
      Hartley "Mack" Mackinaw

      Zaułek na Kennedy Avenue, Northside, wczesny wieczór 14.07.77

      Mack nie musiał się długo zastanawiać. Wpatrywał się w obu gości, jakby byli obcymi, co dopiero przylecieli na Ziemię latającym spodkiem.

      - Ulubieńcem? Zaufanym chłoptasiem? Czyli jednak uczą was czym jest sarkazm i ironia - odgryzł się Mack, ale przez jego głos słychać było gorycz. - Nie. Po prostu nie. Nie będę jeszcze raz przez to przechodzić. Po drugie ten pedał nie jest debilem, zwiewa wam z klatki i nagle pojawia się jego stara zabawka z celi. Braindance siadł wam na mózgi czy co? Nie, nie i jeszcze raz nie! Wszystko na razie jasne? - na końcu zmałpował bagiety.

      - Kto w ogóle wymyślił ten numer? Wy, policja, federalni, czy może jakiś ciotowaty fafik od twórców programu, który wyśle za mną drony UltrahiperHD i który się ślini i mu fiut staje na samą myśl, że nagra Swifta w akcji?! Nie odpowiadajcie, nie musicie - wyrzucił z siebie.

      Pytanie co tamci teraz zrobią. Nagroda była bardzo kusząca, ale Mack nie chciał i nie zamierzał widzieć znowu mordy Swifta, nawet jeżeli ten po ucieczce zrobił nową twarz. Zmuszą go do tego? Niby jak? Po akcji na skrzyżowaniu (jak wróci do mieszkadła, to musi znaleźć i zgrać sobie te nagrania) byli w to zamieszani na cacy i prokurator tego ot tak po prostu nie przyklepie. Za duży szum.

      Hartley czekał. Grał. Aktorzył. Gwiazdorzył. Był zmęczony, wkurzony, a tamci chcieli go wrzucić do Brzytew. Na szcżęście nie trzęsły mu się ręce.

      Ciężkie pióro, ograniczona fantazja, blokada twórcza, niemoc tfurcza, masa nierozwiniętych pomysłów. Długie posty praktycznie niemożliwe.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      0
      • GladinG Online
        GladinG Online
        Gladin
        napisał ostatnio edytowany przez Gladin
        #55
        Awatar HiFi - Nie no, po co ten pośpiech - zdziwił się HiFi odczytując info od Żabki do fiksera. - Na środki ostateczne jeszcze będzie czas. Czekaj...

        NoiseFeed:

        HiFi:
        Raze, jak mamy mieć pewność, że ją namierzymy to daj nam fotkę tej lali.
        I jak laska się nazywa. Shiva. Shiva co? Kto to jest?


        Czekając na odpowiedź zapukał i zadzwonił, po czym zaczął nasłuchiwać. Docierały do niego odgłosy z sąsiednich mieszkań, ale z 877 nic.

        Gdzieś zza rogu słyszał szmer głosów grupy osób i mógł jedynie podejrzewać, że to jacyś azjaci, po melodii głosów sądząc.

        Z drugiej strony korytarza jakaś para w drzwiach cieszyła się swoją obecnością. Dziwne, że robili to akurat tu i teraz...

        - Te, Einstein, na to ja też wpadłem - Frog prychnął na widok czynności technika.

        - Ta, co ty nie powiesz, drogi Watsonie...

        - No nie wiem... - Hajfi przejechał dłonią po włosach.

        - Ja bym najpierw rozpytał o nią. Bo to wiesz, w jakie gówno się wpakujesz? Wesołek z tego More'a... zajrzyjcie, kilku kurierów tam bez wieści przepadło, ale wy zajrzyjcie? Pojebało go? Co mu na tej lasce tak zależy? Jak Bra to przeczyta to będzie się musiał tłumaczyć.

        - A co to komu szkodzi powiedzieć, że znajomy się o nią martwi, bo nie odbiera telefonów i nie daje znaku życia?

        - Otworzymy to i pewnie się w jakieś głębokie gie wpakujemy. To może jednak tak... ja zajrzę tam, za róg do tych...

        Nie dokończył zdania, bo właśnie w tym momencie...


        Sesja Karak Varn

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        0
        • WilczyW Niedostępny
          WilczyW Niedostępny
          Wilczy
          napisał ostatnio edytowany przez
          #56

          Warsztat samochodowy w Northside, wczesny wieczór 14.07.77

          Houston przez chwilę wpatrywał się w milczeniu w Connora. "Można zabrać nomadę z Pustkowi, ale nie da się zabrać Pustkowi z nomady", pomyślał. Isaac znalazł sobie nową gadzią rodzinę i wydaje mu się, że z Grzechotnikiem u boku jest królem dżungli. Nie widział wzajemnych powiązań, najwyraźniej nie pamiętał, że każdy trup na autostradzie ciągnie za sobą odwet i więcej śmierci. Nie rozumiał, że czasem trzeba być lwem, a czasem lisem.

          - Postaram się, Isaac - odparł w końcu, odstawiając wózek diagnostyczny na miejsce i zbliżając się do bramy garażu, żeby ją zamknąć - Nie dajcie się zabić.

          Poza nim warsztat był pusty, a po hecy z mealstromowcami i informacjach od Isaaca, Dingo i tak nie potrafiłby się już skupić na naprawianiu starego Archera. Będzie musiał poczekać.

          Ruszył w stronę - z braku lepszego określenia, dla meliny, którą dzielił z resztą ekipy - "domu". Do Dziesiątki było tylko kilka przecznic, więc rozważał szybki marsz - zawsze łatwiej mu się było skupić w ruchu. Wyciągnął swojego smarthinga - zdaje się, że dostał wcześniej jakieś powiadomienie - i zmarszczył brwi, widząc łańcuch zaległych wiadomości na NoiseFeed. Zaczynało się niewinnie (Dingo uśmiechnął się, na widok mema - pomyślał przewrotnie, że spodobałby się chłopakom od Izery), ale niżej wyglądało na to, że Frog i HiFi pakują się w jakąś kabałę.

          Dawn odpowiedział tylko wrzucając na Feed emotkę biegnącego geparda, dając w ten sposób znać, że wraca. Chciał schować smarta do kieszeni, ale zawahał się, kiedy przyszło mu coś do głowy. Od razu lepiej mu się myśli, jak tylko wyszedł z ciasnego warsztatu.

          Napisał szybką wiadomość do Switcha:


          NoiseFeed:

          Dingo:
          Yo,Switch
          masz jeszcze swoje wtyki w MedCenter?
          bo będzie sparwa

          sprawa
          bardziej prywatna


          Jednak ruszył w kierunku podmiejskiej kolejki.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          0
          • KetharianK Niedostępny
            KetharianK Niedostępny
            Ketharian
            Obsługa Moderator
            napisał ostatnio edytowany przez
            #57

            Kennedy Avenue w Northside, wczesny wieczór 14.07.77

            W ubraniu jednego z mężczyzn rozległ się rytmiczny dźwięk elektronicznego timera, nastawiony wcześniej i czytelnie o czymś przypominający. Wciąż bezimienny towarzysz kuratora wyciągnął z kieszeni kurtki niewielki farmakologiczny tlok w postaci strzykawki, zerwał jego osłonę, podciągnął rękaw i wtłoczył zawartość wtrysku w mięśnie ramienia.

            Ktoś inny mógłby uznać, że stróż prawa zaaplikował sobie jakiś środek pobudzający, ale Hartley Mackinaw bezbłędnie rozpoznał oznakowanie strzykawki. Był to środek wzmacniający system immunologiczny walczący z wirusem HR3M odpowiedzialną za toksoliozę, odzwierzęcą chorobę roznoszoną przez gryzonie. Toksolioza, szczurza klątwa, wirus zbierający krwawe żniwo wśród bezdomnych oraz osób miewających z nimi kontakt.

            Mężczyzna odrzucił od siebie pusty tłok, rozmasował ramię przenosząc wzrok na twarz Macka.

            - Twoja niechęć jest jak najbardziej zrozumiała - powiedział pojednawczym tonem - Nie miałeś ze Swiftem łatwego życia. Niemniej ta sprawa ma dla prokuratury absolutnie priorytetowe znaczenie, a ty jesteś najlepszym w tej chwili narzędziem. Twój problem polega na tym, że nie możesz odmówić. Wiemy, gdzie mieszkasz i wiemy, gdzie pracujesz. Fred w każdej chwili może wystawić opinię, że twój proces resocjalizacji nie przebiega poprawnie i cofnie cie na dodatkowy rok do paki. Nie będziesz chciał nawiązać kontaktu z Randallem dobrowolnie, rozpuścimy plotki przez kapusiów, że przez cały czas odsiadki pilnowałeś Swifta i raportowałeś do naczelnika więzienia o każdym jego słowie…

            - Pojebało cię? - sarknął rozwścieczony Mack - Nie doniosłem nawet jednego słowa…

            - Przecież wiem, nie musisz się tak unosić - wzruszył ramionami nosiciel szczurzej klątwy - Ja to wiem, ty to wiesz i Fred też, ale Swift nie i postaramy się, żeby usłyszał coś zupełnie odwrotnego. Coś, co zachęci go, aby cię szybko odnaleźć, żeby wyjaśnić nieporozumienie. Byliśmy przygotowani na twoją odmowę, mamy kilka pomysłów na wiarygodne kłamstwa.

            - To jest czyste skurwysyństwo! To jest nadużycie władzy! - Hartley na co dzień wystrzegał się przemocy, ale w tej chwili gotów był sięgnąć po owinięte łańcuchem zamknięcie roweru, które mogło posłużyć bez trudu za improwizowaną pałkę - Są nagrania jak mnie próbowaliście przejechać, a potem wciągnąć do auta. Wszystko pójdzie w sieć i zostaniecie udupieni.

            - Liczymy się z takim scenariuszem. Pierwsze nagrania już nawet wpadły na Night Toka. Nasze SI od dziesięciu minut tworzy alternatywne wersje tego materiału, w każdym z wielu przypadków różniące się w jakiś sposób od oryginału. Trzy czwarte z nich będą zmontowane tak, by zademonstrować twój atak na przejeżdżający samochód. Uruchomimy farmy botów i zalejemy Night Toka dziesięcioma wariantami nagrania, będziemy je wrzucać w feedy pod każdy oryginał, aż ludzie będą mieli taką sieczkę w mózgach, że dochodzenie do prawdziwego ciągu wydarzeń nie będzie miało sensu. Robiliśmy to już wcześniej wiele razy, mamy w tym doświadczenie. Po dwudziestu czterech godzinach każdy będzie przekonany, że były skazaniec Hartley Mackinaw dokonał napaści na parę przejezdnych gości, nawet twój kurator w to uwierzy.

            Fred Murphy uśmiechnął się kiwając potakująco głową, a jego uśmiech zmroził Mackowi krew w żyłach.

            - Z mojego punktu widzenia jesteś w sytuacji bez wyjścia, Hartley - ciągnął dalej drugi mężczyzna - Naszym celem jest schwytanie Randalla Swifta, a ty jesteś dogodnym narzędziem. Możesz z nami współpracować i wiele na tym zyskać albo odmówić i wiele stracić, może nawet życie. Tak czy owak, w obu wariantach doprowadzisz nas do Swifta, dobrowolnie albo wbrew swojej woli. Obaj sądzimy, że po dobroci będzie łatwiej i szybciej, prawda, Fred?

            - Najprawdziwsza prawda - pokiwał głową kurator nie odrywając wzroku od twarzy Macka.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            0
            • JohnyTRSJ Niedostępny
              JohnyTRSJ Niedostępny
              JohnyTRS
              napisał ostatnio edytowany przez JohnyTRS
              #58

              Hartley Mack Mackinaw4.jpg
              Hartley "Mack" Mackinaw

              Zaułek na Kennedy Avenue w Northside, wczesny wieczór 14.07.2077

              - Czy wy sami siebie słyszycie? Wasze groźby się nie kleją. To wy jesteście narzędziami, nie ja. Jakie kurwa boty? Od kiedy to SI zostało spuszczone ze smyczy? Nie próbujcie mi tym grozić, tam na skrzyżowaniu byliście zestrachani, że wszyscy to nagrywają!

              Mack dyszał ze wściekłości. Miał może 1 procent szans na to, że oni odpuszczą.

              - A ty, panie Murphy, do cofnięcia swojej dobrej opinii potrzebujesz konkretów. Walniesz mi swoją opinię, a ja mam prawo do adwokata. Więzienia są przepełnione. I co, w sądzie pokażecie te niby zmajstrowane przez wasze niby boty nagrania? Przecież to żaden dowód! Będą tysiące wersji i będzie widać, że nagrania są przerobione. Ale wystarczą, że doszło do spotkania ominięciem drogi służbowej i urzędowej - chciał jeszcze dodać, że ich wóz też ma kamery, ale te nagrania naprawdę byli w stanie przerobić, więc nie chciał im podsuwać pomysłu, zwłaszcza że tamci popełnili już duży błąd sprawiając, że ta rozmowa się odbyła.

              - Do tej roboty szukacie samobójcy, ja pasuję, Night City mi wystarczy. To wy jesteście w desperacji, zbrodni doskonałej z tego nie będzie. Swift siedział dłużej ode mnie, na pewno za mną nie płakał. Znalazł sobie inną ofiarę. Więc wy zróbcie to samo. Zapomnijcie o tej rozmowie, a ja też nie wywlekę jej przed kamery.

              Poszedł na całość, teraz już naprawdę skończyły się mu argumenty. Miał nadzieję, że tego nie zauważą.

              Ciężkie pióro, ograniczona fantazja, blokada twórcza, niemoc tfurcza, masa nierozwiniętych pomysłów. Długie posty praktycznie niemożliwe.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              0
              • KetharianK Niedostępny
                KetharianK Niedostępny
                Ketharian
                Obsługa Moderator
                napisał ostatnio edytowany przez
                #59

                Pod mieszkaniem 877 w H10, wczesny wieczór 14.07.77

                Drzwi mieszkania naprzeciwko apartamentu Shivy otworzyły się zalewając korytarz odgłosami ostrej połajanki. Dwaj nastoletni czarnoskórzy chłopcy wyszli pośpiesznie na zewnątrz, stawiając na sztorc rozświetlone ledami kołnierze kurtek i zerkając jednocześnie na parę obcych mężczyzn. Ich gderliwa matka podążyła w ślad za pociechami gestykulując zawzięcie rękami.

                - Macie być do rana w domu, żebym was całą niedzielę nie musiała po Watson szukać. Żadnego szwendania się po Śródmieściu i nawet nie próbujcie łazić przy Nabrzeżu Arasaki. Wiem, co robiliście tam ostatnio, bezużyteczne obiboki. Dong mi wszystko wyśpiewał jak go przycisnęłam…

                Wzrok surowej matki padł na postacie stojących pod drzwiami sąsiadki mężczyzn, a jej oczy natychmiast zwęziły się w złowróżbne szparki.

                - Jeszcze tu stoi? - sarknęła jadowitym tonem - Przecież mówiłam, że tej pindy nie ma. Może się wyprowadziła, a może wpadła pod ciężarówkę. Co by jej się nie stało, tego jedzenia na pewno nie odbierze, a moje dzieciaki głodne, na miasto z pustymi brzuchami muszą wychodzić! A ty coś za jeden?

                Spojrzenie matrony oderwało się od smakowicie pachnącego chińszczyzną Froga, spoczęło na postaci HiFi.

                - Jeszcze cię tu nie widziałam, mieszkasz tutaj? Czy tylko się włóczysz po cudzym domu i żebrzesz o jedzenie? Gadaj, czego tu szukasz!

                - Matka, dzwonić po Donga? - zapytał jeden z nastolatków wyciągając z kieszeni komórkę. Drugi podciągnął w górę bluzę pokazując niby od niechcenia wsadzony za pasek spodni pistolet, taniego plastikowego Exterminatora od Budget Arms z linii uzbrojenia w kalibrze 22LR produkowanego na drukarkach 3D.

                - Dong przyjdzie i zrobi z wami porządek - ostrzegł pierwszy z synów wakandystki kładąc palec na ekranie telefonu - On jest od Zulu Czakasów, na pewno o nich słyszeliście. Ci goście się nie pierdolą jak ktoś nachodzi ich znajomych. Dacie pięć dych, to nie zadzwonię, bo mi was szkoda.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                0
                • KetharianK Niedostępny
                  KetharianK Niedostępny
                  Ketharian
                  Obsługa Moderator
                  napisał ostatnio edytowany przez
                  #60

                  BRAZIL

                  Siłownia „Fitness Shine” w H10, wczesny wieczór 14.07.77

                  Laska zgłupiała. Potok przesyconych radosną życzliwością słów Brazil zawiesił jej organiczny mózg niczym hack netrunnera zatrzymujący bez ostrzeżenia pracę neuralnego procesora. Brazil zdążyła sobie w międzyczasie przypomnieć jej imię i nazwisko. Deborah Whiteman, z abonamentem w siłowni od półtora roku, mieszkająca dwanaście pięter poniżej Artemidy. Netrunnerka zinfiltrowała bazę danych Fitness Shine przed wykupieniem własnej karty, bez wysiłku włamując się do ich systemu i sprawdzając kartoteki wszystkich użytkowników. Praca nad influencerskimi rolkami była dla niej priorytetem i nie chciała inwestować cennego czasu w rozkręcanie miejscówki tam, gdzie ćwiczyli nieciekawi gangusi albo jakieś inne świry.

                  Deborah Whiteman z Południowej Kalifornii, ekspedientka w sklepie z używaną odzieżą w Urmland Street, z wizą pracowniczą ważną jeszcze przez dwa lata, nienotowana, z całkiem niezłym kanałem na Killbooku, członkostwem w paru klubach pozergangerek Rihanny i z kilkoma patronatami firm kosmetycznych. Brakowało jej wyobraźni i rozmachu, dlatego nie stanowiła dla Brazil liczącej się konkurencji w branży.

                  - Potraktuj to jako rady starszej siostry, dziunia - Artemida położyła dłoń na spoconym ramieniu Rihanny ściskając jej ciało w całkowicie pozbawionym wrażenia zamierzonej seksualizacji dotyku - Oddaję chłopaków w twoje ręce, tylko ich nie zajedź, bo tylko sprawiają wrażenie ogierów, ale to miękkie faje. W ogóle proponowałabym ci znalezienie innej miejscówki, tutaj tylko się marnujesz.

                  Odprowadzana pełnymi żalu spojrzeniami ziomków, Brazil przemknęła niczym burza poprzez prysznic i szatnię siłowni, a potem smyrgnęła lekkim krokiem w stronę najbliższej szybkobieżnej windy. Już w jej wnętrzu, wciśnięta pomiędzy innych pasażerów i chłonąca nozdrzami mieszaninę ich kosmetycznych feromonów, przejrzała NoiseFeeda.

                  Chłopaki wciąż się zajmowali swoimi chłopięcymi sprawami. Wspomnienie jakiejś poszukiwanej przez Switcha laski zapaliło w myślach Brazil ostrzegawczą lampkę, ta jednak równie szybko zgasła, co się pojawiła. Gdyby Raze zamierzał się kurwić na boku, nie wikłałby w ten romans ziomali. Nie, to musiała być jakaś sprawa biznesowa, niewarta tego, aby wgrywać Switchowi do mózgu hacka lokalizacyjnego z podglądem video poprzez jego cyberoko.

                  Artemida od zawsze obstawała przy stwierdzeniu, że w związku najważniejsze było wzajemne zaufanie. Poszukiwania tej Shivy, kimkolwiek by nie była, nie sprawiały wrażenia pretekstu dość poważnego, aby Brazil musiała wspomagać swoje zaufanie dyskretną inwigilacją; przynajmniej jeszcze nie teraz.

                  Trzymany w rękach smarthing dziewczyny zaczął wyświetlać najnowsze klipy na feedzie Heresy Sport, z miejsca przyciągając uwagę Brazil wątpliwej jakości dokonaniami jej konkurentów.



                  SWITCH

                  Raymond Street w Japantown, wczesny wieczór 14.07.77

                  Switch dotarł do następnego skrzyżowania i zatrzymał się przed witryną salonu skórnych pokryć RealSkinu. Jego oczy spoczęły na robotycznych manekinach prezentujących egzotyczną kolekcję pseudozwierzęcych skór „Inner Beast”, ale myśli mężczyzny znajdowały się w zupełnie innym miejscu i czasie.

                  - Mam słabo zabezpieczony punkt dostępowy - w słuchawce rozległ się głos SlimWire - Daj mi kilka minut, robak już gryzie.

                  Fikser skinął mimowolnie głową, chociaż netrunner nie mógł tego gestu dostrzec. W głowie wciąż miał wspomnienie słów Patcha. Gliniarz brzmiał cholernie autentycznie, a jego wyjaśnienia wieściły wiele potencjalnych komplikacji. More raz jeszcze sięgnął po wykonane z wnętrza kawiarni zdjęcia wyświetlając je bezpośrednio na ekranie Kiroshi.

                  Kobieta za kierownicą Emperora wyglądała identycznie jak Keira, ale istniało pewne minimalne prawdopodobieństwo, że posiadała na Zachodnim Wybrzeżu sobowtóra. Siedzący obok niej mężczyzna do złudzenia przypominał agenta Magadonu, ale i on mógł mieć sobowtóra w szeregach tej samej korporacji - ale nie istniała żadna szansa na to, aby obydwa te wyjątkowo mało prawdopodobne przypadki mogły mieć miejsce równocześnie.

                  - Mam dostęp - oznajmił SlimWire - Mam i ich. Skręcili w Capitolę, widzę tylne tablice. To ten sam Emperor. Czekaj, stanęli. Włączony prawy migacz. Zjeżdżają z Capitoli we wjazd jakiegoś podziemnego parkingu, sto metrów od skrzyżowania.

                  Navarro niechcący uruchomił jakiś elektroniczny potykacz, kiedy wrzucił na policyjny bęben numery rejestracyjne wozu. Switch nie znał najnowszych procedur NCPD, ale domyślał się, że Emperor musiał wisieć na jakiejś liście pojazdów objętych immunitetem opłacanym przelewami na konto kogoś postawionego wysoko w hierarchii sprywatyzowanej rok temu metropolitalnej policji. Najważniejsze pytanie w tym przypadku brzmiało: czy potykacz uruchamiał jedynie represje dla ciekawskich na poziomie policji czy też włączył też alarm na samym końcu łańcucha?

                  Fikser ruszył w głąb Capitoli, ulicy przecinającej kwartał biznesowy Japantown w jego połowie, będącej głębokim betonowym wąwozem skąpanym w zimnym blasku neonów i światłach pięter biurowców. Drapacze chmur wyrastały wysoko w górę ponad głowę Raze’a, przytłaczały pełne ludzi chodniki swoją niewyobrażalną wręcz masą betonu, metalu, szkła i plastiku.

                  - To jest parking pod Endron International - w eterze nadal rozbrzmiewał głos netrunnera, bardziej nerwowy niż do tej pory - To koncern petrochemiczny z Teksasu, z siedzibą główną w Houston, ale mają filie na całym kontynencie, i w NUSA i w Zachodnich Stanach Korporacyjnych. Mam tony linków do ich marketingowego gówna, ale bez odsyłaczy do filii w Night City. Chuj wie, może ją dopiero co otworzyli. Wysyłam ci klatkę zrzuconą z monitoringu sklepu.

                  Idący lewym chodnikiem fikser wyświetlił otrzymaną poprzez smartfona wiadomość na ekranie cyberoka, otworzył dołączone do niej zdjęcie, porównał je z panoramą ulicy po przeciwnej stronie. Potrzebował niecałe pół minuty, aby dostrzec wzmiankowany przez sieciarza wieżowiec.

                  Pokryty taflami ciemnego szkła gmach wpasowany był pomiędzy inne biurowce, ale w przeciwieństwie do sąsiadów nie płonął neonową poświatą firmowych symboli - wznosił się w górę niczym enigmatyczna bryła roztaczająca wokół siebie dziwną niepokojącą aurę wyciszenia i bezruchu.

                  - Kurwa, Switch, dalej nie pójdę - burknął SlimWire - Ich systemy mają kilka punktów dostępu, ale pilnują ich wielowarstwowym LODem. Jestem pewien, że mają do dyspozycji Czarny LOD przyczajony za firewallem na takich frajerów jak ja. Architektura zewnętrzna wygląda strukturalnie na fortecę danych trzeciego stopnia, ja jestem za cienki na takie akcje. Twój Emperor jest w parkingu w podziemiach tego budynku, zrobiłem swoje. Pamiętaj, czekam na info od Shivy. Mam nadzieję, że nie weźmiesz tych pięciu stów.

                  Zanim fikser zdążył odpowiedzieć, sieciarz zerwał połączenie znikając ze smartfona Switcha. Raze podniósł głowę przesuwając spojrzeniem po wielopiętrowej fasadzie budynku, potem zaczął przyglądać się jego głównemu wejściu. Wykonane z ciemnego szkła drzwi pozostawały zamknięte, wtopione w całość frontowej ściany, zaznaczone dyskretnie eleganckim obramowaniem z czarnego metalu. Niewielka tabliczka przykręcona do ściany tuż obok wejścia nosiła na swojej powierzchni wygrawerowane w złotym metalu czarne słowa “Endron International”, będące jedyną informacją na temat tożsamości właściciela wieżowca.

                  Gmach sprawiał wrażenie opustoszałego, ale Switch nie wątpił, że wbudowane w jego ściany urządzenia monitorujące bacznie śledziły otoczenie mrowiem elektronicznych oczu i anten.

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  0
                  • GladinG Online
                    GladinG Online
                    Gladin
                    napisał ostatnio edytowany przez Gladin
                    #61
                    Awatar HiFi - Daj mi to moje zamówienie - HiFi zwrócił się do Shawna, chwytając za dostawę.

                    - Powiem szczerze - zwrócił się do matki ignorując chłopaków, - że liczyłem na kolację z Shivą. Specjalnie zamówiłem z dodatkiem walijskiego sproszkowanego korzenia bistorty. Mocna rzecz dla nieprzyzwyczajonych żołądków.

                    - Ostatnio nie odbierała ode mnie telefonów. Ale mówi pani, że jej trzy dni nie ma? Kurde, martwię się o nią - zafrasował się.

                    - Słuchaj - zwrócił się do młodego. - Jak masz takie znajomości, to może znasz kogoś, kto by te drzwi potrafił otworzyć i sprawdzić, czy z nią wszystko w porządku? Pięćdziesiątaka to ja kurwa nie mam, co miałem, to na żarło poszło... zresztą co ja wyglądam, na krezusa jakiegoś? Mogę piątkę wygrzebać albo oddać żarcie, ale to na własne ryzyko bierzecie.

                    Srogie spojrzenie matrony nieco złagodniało, bo nie była chyba przyzwyczajona do równie uprzejmych rozmówców.

                    - Patrzcie i uczcie się jak rozmawiać z kobietami, bezużyteczne nieroby - oznajmiła odwracając głowę w kierunku obu synów. - Tyrone, zapytaj Donga, czy czegoś nie wie o tej laluni, a ja schowam jedzenie do środka, zanim całkiem wystygnie. Pan nie stoi jak ten słup, tylko poda, panie kurier.

                    - Dong jej nawet nie zna - zaprotestował jeden z nastolatków opuszczając z wyraźnym rozczarowaniem odsłaniającą pistolet koszulę. - Ona się nie zadaje…

                    - Zamknij gębę jak z matką rozmawiasz! - huknęła posiadaczka imponującego afro. - Dzwoń i pytaj i ma pomóc temu miłemu młodzieńcowi albo będzie miał ze mną do czynienia.

                    Ponownie rozzłoszczona, kobieta niemal wydarła HiFi jego torbę i wparowała do mieszkania pozostawiając na korytarzu obie nastoletnie latorośle.

                    - Dong nic nie wie o tej lasce, ale my tak - powiedział Tyrone upewniając się wpierw, że drzwi faktycznie się za jego rodzicielką zamknęły. - Ona siedzi w Sieci, tak na głęboko. Jak ma poważniejszą robotę, to się przenosi na inną miejscówkę.

                    - A my wiemy, gdzie - wtrącił drugi z chłopaków. - Ale to musowo trzy dychy, z ręki do ręki, inaczej chuja się dowiecie.

                    HiFi spojrzał na Shawna.

                    - Kolego, poratuj w potrzebie. Jak coś zarobię, to oddam. Albo załatwię ci jakiś towar Sobieskiego, co?

                    Czipsy i inne wyroby Sobieskiego były jedną z popularnych marek dystrybuowanych przez Allfoods.

                    A do chłopaków.

                    - Kurde, zlitujcie się. Serio kasy nie mam. Zejdźcie chociaż do dwudziestaka.

                    Shawn wywrócił oczami na to całe kombinowanie Hajfiego. Technik uwielbiał gdybać i utrudniać proste sytuacje. Zrobiliby szybko włam i by było po kłopocie. To mu się wywiadu zachciało… A teraz znowu na karku mają tego behemota.

                    Spojrzał krytycznie na szczeniaka z plastikową klamką. Kolejny za Ravim ciapaty, któremu się coś we łbie popierdoliło.

                    Na szczęście gadanina Hajfiego znalazła drogę do serducha murzynki, bo solo na takie tyronowe groźby miał tylko jeden sposób. Zwykle niezawodny. Druga poprawka.

                    O dziwo też być może coś z tego dało się wyciągnąć. Choć szczerze wątpił Shawn by te nieudaczne bambusy wiedziały gdzie dekuje się netrunner, który schodzi „głęboko”.

                    - No chyba cię coś pogrzało gościu. Jakie poratuj?! Poza tym idziesz do niuni i nie masz nawet piątaka? Dymanie za szamanie?

                    I jeszcze go chciał naciągnąć na trzydziestaka… Zobaczywszy jednak w nalegającym spojrzeniu Hajfiego, że chyba nie ma tam ściemy, wskazał na jego lustrzane oksy, w których technik tak lubił się przeglądać przed wyjściem z kwadratu.

                    - Biorę w zastaw - powiedział i ustawił na bezpośredni przelew w smartfingu 20 eurosów .- Wszyscy git? No to git.

                    HiFi pobladł nieco, gdy Żabka zrobił skok na jego okulary. Nie były warte tej ceny, ale bez nich czuł się... jakoś taki nagi.

                    - No dooobra... - zgodził się ściągając lustrzanki. - Jak mus, to mus... kolego.

                    Przelew poszedł zbliżeniowo pomiędzy obydwoma smarthingami, finalizując sekundowy proces głównymi piskami urządzeń.

                    - Ale tu jest tylko dwadzieścia euro - żachnął się nastolatek od plastikowego Exterminatora. - Miało być trzydzieści.

                    - Dwadzieścia i żarcie od tego miłego pana - warknął mało przyjaznym tonem Frog - To w sumie nawet więcej warte niż trzy dychy, bo jak wasza matula wciągnie te wszystkie pudełka z chińszczyzną, nie wyżre wam kukurydzianych płatków. Gdzie jest ta babka?

                    Obaj młodzieńcy łypali na Shawna wrogimi spojrzeniami, ale coś w brzmieniu jego nieprzyjemnego głosu ewidentnie zniechęcało ich do eskalacji sporu.

                    - Ona ma garaż na tyłach apteki Yin & Yang, na Fergusona. Tam się zaszywa jak ma robotę.

                    - Tylko się nie rozpychajcie w tym garażu, bo ona chyba już wczoraj przyjęła jakiegoś gościa na kolacji - powiedział drugi z nastolatków. - Był wczoraj wieczorem, też o nią pytał i nie był takim skąpym chujem jak wy, bo dał cztery dychy.

                    - Może być, że został na śniadanie i teraz dalej tam siedzi, więc ja trzymam kciuki za niego, a nie za was.

                    - Co to był za koleś? Jakiś wasz znajomy? - warknął Frog prostując się na całą swoją okazałość i prężąc muskuły. - Znacie go?

                    - W życiu! - zaprzeczył szybko Tyrone. - To był jakiś meks albo inny latino, ze złotym łańcuchem od Valentinosów. Mówił, że jest od znajomego tej lali z Heywood i że musi się z nią spotkać.

                    - Dobra, dajcie mi chwilę.

                    NoiseFeed
                    HiFi Switch, co z tymi fotami? Nie wchodziliśmy na chatę, ale mamy cynk, gdzie panna się dekuje, gdy wchodzi w sieć. Mam namiar na Ferguson. Sprawa robi się bardziej skomplikowana. Wisisz Frogowi dwudziestaka.
                    HiFi To na pewno znajoma twego kontaktu? Wiesz to na pewno? Za lalą chodził jakiś meks/latino, łańcuch Valentino. Że znajomek od ziomka z Heywood. Czaisz coś z tego? Poszedł za nią wczoraj podobno na Ferguson.
                    HiFi Możemy sprawdzić mieszkanie albo iść na Ferguson, ale to już jest więcej, niż drobna przysługa.

                    - Słuchajcie - przeciągnął dłonią po włosach. - Dzięki za pomoc. Nie mam teraz kasy, ale może jakoś inaczej mogę się odwdzięczyć...

                    Odsunął się i odwrócił tyłem do Shawna.

                    - Po pierwsze... - zaczął szeptem. - Z tym żarciem to na poważnie. Tam są takie zioła, że nie radzę tego żreć, albo z kibla prędko nie wyjdziecie. A po drugie... jakbyście mieli do zorganizowania w dobrej cenie strzelby, amunicję albo smartgogle to znam kogoś, kto bez pytań za nie zapłaci albo wymieni na inny towar. Zainteresowani? Towar, albo usługa. Umiem naprawiać rzeczy, z którymi inni niekoniecznie dają radę.


                    Sesja Karak Varn

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    0
                    • NanatarN Niedostępny
                      NanatarN Niedostępny
                      Nanatar
                      napisał ostatnio edytowany przez
                      #62

                      Winda i mieszkadło w H10, wczesny wieczór 14.07.77

                      Przeglądane rolki w żaden sposób nie radziły sobie z rozdrażnieniem Artemidy. Wiedziała, że skrawiła sprawę na siłowni, mogła pozyskać Deborah, a tylko ją zmieszała. Osiągnęła cel połowiczny bo nie była skupiona i spokojna, spanikowała, jak zawsze kiedy coś działo się zbyt nagle, niespodziewanie. Roztaczane niebezpiecznie feromony dodatkowo ją dezorientowały, gotowa była wysiąść cztery piętra wcześniej, ale na szczęście uczynił to nosiciel agresywnej woni.
                      -a mogłam ją zeslavić - rozglądnęła się, bo nie wiedziała, czy na głos, czy w sieci puściła, czy w banku mięśni tylko. Spoglądając podejrzliwie po współpasażerach przemknęło jej przez głowę, żeby zatrzymać klatkę między piętrami i zrobić dramę. Rozmyśliła się bo czas naglił.

                      I tak wysiadła na następnym piętrze, żeby kolejne trzy pokonać oczyszczającym biegiem. Spojrzała na wyświetlacz, na grupę. Zmarszczyła brwi. Z biegu zrezygnowała, wolniutko sunęła po schodkach omijając kolejne imprezy.


                      NoiseFeed:

                      Co wy tam odpierdalacie? Zaraz będę w kwadracie, wbijajcie. Switch ma sucz, ja mam klucz, wy macie mnie bo byście wymarli, jak szczury, jak gnat z kabury zamiera, jak jaj nie ma.
                      Nie śpiesz się Raze, chłopaki obiecali mi masaż, a jestem nieco spięta po siłce.


                      Zadowolona z siebie wysłała. Zaraz jednak w trzy kroki jakiś białas porwał ją za kurtkę.

                      - Sie masz krasavica? - zbliżył twarz - Szukam Abiego, Abiego Dicka - nie puszczał - Coś wiesz, chodź pogadamy. - a ona głupia znów spanikowała, bo za dużo na raz, chłopaki, flirty, magistrat i spinka na siłce.

                      - Vai se foder, seu branco desgraçado! Eu vi você dando ecstasy para uma garota em troca de um beijo!

                      Z góry odezwały się głosy latynoskich ziomali, którzy wybrali to miejsce na na flaszkę teqilu.

                      - Pedófilo, beija garotas em troca de selos, vamos lá, deem uma surra nele!

                      Słowianin tylko groźnie spojrzał na Brazil i ulotnił się z towarzyszącym mu pokracznym zielonowłosym Azjatą. Kobieta wykorzystała zamieszanie i dotarła do drzwi mieszkania, chwilę szukała klucza, ale przypomniała sobie, że działa naprawiony przez Hifiego czytnik tęczówek. Przystawiła oko, czuła się przy tym zawsze jakby ktoś zaglądał jej w duszę, ale była roztrzęsiona i potrzebowała prędko bezpiecznego gniazda, najlepiej z samcami w obstawie.

                      Ping i weszła.

                      Zrzuciła na tapczan w salonie torbę z rzeczami, deck i siebie wreszcie, po tym wszystkim miała ochotę na kolejny prysznic, ale wrócił odpływ zatkany - Karamba! - Przeklęła głośno.

                      Na decku wyskoczył komunikat - system czyszczenia kanalizacji aktywowany hasłem administratora - Zaintrygowana wstała, udała się do sanitarki i ku własnemu zdziwieniu słuchała przez chwilę niemożliwej symfonii burknięć w rurach. W ramach zabezpieczenia ubrała maseczkę, kto wie czym te rury czyszczą, pęsetą z przybornika Hifiego wybrała resztki włosów z odpływu i zostawiła ostentacyjnie w szklance. Z prysznicem postanowiła poczekać, aż ktoś z kolegów przetrze szlaki.

                      Przebrała się w wygodne rozciągnięte dresy i połączyła deck z ekranem mieszkadła, rozciągając wreszcie swoje ukochane ciałko na całej długości starej kanapy. Założyła, że ma jeszcze chwilę, nim wrócą koledzy.


                      NoiseFeed:

                      Jestem przy ekranie. Ktoś potrzebuje supportu?



                      Czekając na zwrotki, czy tam powrót kolegów, sprawdziła raporty swoich programów, stworzyła zabezpieczone pliki z kluczowymi informacjami, raz jeszcze zweryfikowała informacje o wyglądzie dokumentów, zamknęła wszystko w virtualnym pudełeczku nie większym od puderniczki. Zamknęła w nigdzie. Wciąż w mięsie, spodziewając się lada chwila chłopaków, zaklinała dotykiem pada.

                      Kontroler Decku miał kształt dużego cygara z licznymi świecącymi, i w opozycji matowymi wypustkami i suwakami, Brazil obsługiwała go na poły myślą, chceniem, na poły delikatnymi ruchami oparzonych w długie lakierowane na kobaltowo pazurków, paluszków. Dingo z Mackiem podpuszczali ją, że to jej dildo, Switch nie prostował, macho jebany, a ona..w sumie się zgadzała. Pieszczenie kontrolera miało w sobie coś z masturbacji. Tylko na takim poziomie, że oni oglądali stym, a ona tam była. Cała i prawdziwa, mięso zaklęte w cyfry.

                      Namierzyszy pozycję magistratu w strukturze sieci, hakerka ostrożnie sprawdziła bliskie sektory. Znów kod miedzy kodem, ciągi komend ukazujące niewidzialne normalnie obszary i programy. Ekran dzielił się na dwoje, troje i czworo, bombardując wzrok kobiety informacjami, które dla kolegów byłyby kompletną enigmą. Brazil chłonęła i przetwarzała dane, na bieżąco na mięsie, znaczy w pamięci, zapisywała plan cyfrowej fortecy. Postępowała sukcesywnie, obszar za obszarem, zupełnie inaczej niż pozbawiona suportu protezy ona sama w siłowni, windzie i na schodach.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      0
                      • KetharianK Niedostępny
                        KetharianK Niedostępny
                        Ketharian
                        Obsługa Moderator
                        napisał ostatnio edytowany przez
                        #63

                        text alternatywny


                        Stacja NCART na Ferguson Street, wczesny wieczór 14.07.77

                        Chociaż w Northside o tej porze uliczny ruch nieco słabł, Houston i tak musiał odczekać w kolejce do trzeciego składu maglevu, zanim zdołał się wepchnąć do środka. Kolejka ruszyła nabierając z impetem prędkości w cieniu megabloku H11, zakołysała wagonikami zakręcając po łuku szyny w kierunku stacji MedCenter. Spoglądając przez okno na dachy zakładów, stacji transformatorowych i przepompowni, Dingo odtwarzał jednocześnie w pamięci przebieg rozmowy z Connorem i jego towarzyszem. Brzemię zrzucone na plecy nomady uwierało go ciężarem odpowiedzialności tym mocniej, im bardziej uświadamiał on sobie skalę podjętego wyzwania. Według oficjalnych źródeł, sprawdzonych naprędce w smarthingu, w Night City mieszkało ponad sześć milionów ludzi, ale mowa była tu o tych z zalegalizowanym pobytem. Pomimo wszechobecnego monitoringu władz ci, którzy nie chcieli zostać zauważeni mieli ku temu mnóstwo sposobności, z większym lub mniejszym wsparciem półświatka NC.

                        Największe nadzieje Dingo wiązały się z próbkami DNA Liz i jej przyjaciółki. Służby medyczne w Night City pobierały materiał genetyczny swoich pacjentów w ramach rutynowych procedur i jeśli w czasie swojego pobytu w metropolii dziewczyny musiały skorzystać z legalnej pomocy lekarskiej, istniała spora szansa na to, że ich wzorce DNA leżały na serwerach Trauma Team, REO albo FlatLine, być może powiązane z innymi nazwiskami niż prawdziwe, ale wskazujące wprost na właściwe osoby.

                        Skład nie zatrzymał się na napowietrznych peronach MedCenter, bo komputer sterujący kolejki określił ilość znajdujących się w wagonach pasażerów jako maksymalną. Pora dnia wybitnie nie sprzyjała korzystaniu z komunikacji publicznej, bo popołudniowa zmiana fabryczna z Northside wracała w tym czasie do południowego Watson i zderzała się po drodze z tłumem członków szeregowego personelu MedCenter - ale świadomość tego faktu w niczym nie łagodziła frustracji wyrysowanej na twarzach techników niskiego szczebla, laborantów, pielęgniarek i pracowników biurowych molocha Trauma Team czekających na stacji MedCenter w nadziei na złapanie najbliższego wolnego miejsca.

                        Skład NCARTu przyśpieszył wychodząc na prostą ponad dachami budynków sąsiadujących z MedCenter, pomknął w kierunku coraz wyższych budynków Little China górując ponad pełnymi sunących żółwim tempem samochodów ulicami. Para krzykliwie ubranych pasażerów krążyła po wagonie z elektroniczną petycją domagającą się przyłączenia Night City do NUSA, obiecując reszcie podróżnych niewielkie kwoty za złożenie cyfrowych podpisów pod propagowanym przez nich wnioskiem. Niespecjalnie zainteresowany ich agitacją, Houston podniósł się z siedzenia i przecisnął do drzwi czytając po drodze raz jeszcze treść wiadomości kumpli na NoiseFeed.

                        Kolejka zaczęła obniżać wysokość zbliżając się do stacji na Ferguson Street, teraz przemieszczając się dosłownie na wyciągnięcie ręki od lśniących szkłem i chromem ścian wielkomiejskich wieżowców. Więcej osób zaczęło się przesuwać w kierunku drzwi, naciskając na siebie wzajemnie ciałami roztaczającymi zapach potu, smaru i oleju, chemikaliów i tanich dezodorantów.

                        Sól ziemi Night City, kasta robotnicza wciąż utrzymująca przy życiu Northside, wracała do domów po znoju dwunastogodzinnej zmiany w zakładach pracy na północy Watson.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        0
                        • GreKG Niedostępny
                          GreKG Niedostępny
                          GreK
                          napisał ostatnio edytowany przez
                          #64

                          Raymond Street w Japantown, przed siedzibą Endron International, wczesny wieczór, 14 lipca 2077

                          Raymond Street w Japantown tonęła w neonowym półmroku, a czarny Emperor zdążył już zniknąć we wnętrzu siedziby Endron International - ciemnej, monolitycznej bryły pozbawionej jakichkolwiek świateł czy logo, jakby reszta korporacyjnego świata nawet jej nie interesowała. Budynek stał, cichy i lodowaty, obserwując okolicę setką niewidzialnych oczu.

                          Wystukał szybko wiadomość na NoiseFeed:


                          NoiseFeed:

                          Switch:
                          @Hi-Fi wysłać ci jeszcze jej dane biometryczne i numer bio-SIG? Jak tam będziesz sterczeć jak chuj w żeńskiej łaźni to się ktoś do was przypierdoli. 500e$ samo się nie zarobi.


                          - Mam nadzieję, że nie weźmiesz tych pięciu stów - słowa sieciarza zawisły w powietrzu po zamkniętym połączeniu.

                          Switch prychnął.

                          - Kurwa, jak nie weźmiesz? Oczywiście, że weźmiesz…

                          Poczuł się jak bachor, któremu pokazano tort i kazano patrzeć, jak jedzą go inni. W głowie zakipiała mu znajoma, gorzka tyrada:

                          Ćwierć tony sadła i kabli… skóra jak mapa wrzodów… a do tego smród sknerstwa. SlimWire w pigułce.

                          - Mówiłeś coś, kolo? - pod drzwiami korpo przystanął jakiś typ w zbyt dużym garniturze, próbując złapać z nim kontakt wzrokowy.

                          - Spierdalaj - odburknął Switch.

                          Gość nie dyskutował. Zniknął w środku.

                          Switch wiedział, że sam powinien zrobić to samo - zawijać się, zanim ochrona zacznie interesować się "podejrzanym typem stojącym bez celu”. Ale zanim odszedł, przeskanował okolicę, zapisując mentalną mapę detali.

                          Zepsuty automat z tanimi plastikowymi darumami. Ekran migał na czerwono błędem, a z głośnika co jakiś czas dobywa się przesterowane dźwięki. Ktoś wrzucił do środka pety, papierki i puste kubki po matcha-latte.

                          Porzucony ramen-truck ze sflaczałymi oponami stojący wzdłuż ulicy. W jego wnętrznościach jeszcze pewnie były resztki zasilania. Idealne miejsce na improwizowaną bazę obserwacyjną - gdyby tylko Switch był gotów poświęcić Snitcha. A nie był.

                          Porozrzucane na chodniku hulajnogi z naklejkami pół-legalnych wypożyczalni tarasowały przejście i zmuszały do wyjścia na ulicę. Chaos w czystej postaci.

                          W pamięci przejrzał sieć kontaktów, które pracowały w okolicy i mogły mu się przydać.

                          Proxy Sue - pośredniczka HR z korpo w Shin-Osaka Financial, która nienawidziła swojej roboty. Raz załatwił jej fałszywe CV dla siostrzeńca, żeby ten dostał się do Arasaki.

                          Kenji “StreetSweeper” Hattori - sprzątacz nocnej zmiany, jako podwykonawca sprzątający teren całej Raymond Street. Niewidzialny z definicji. Wózek, mop, stara kamizelka odblaskowa. Ale jego oczy rejestrują każdy ruch w okolicy. Switch kiedyś obronił go przed dresami z Maelstromu, którzy chcieli kraść jego sprzęt. Od tej pory Kenji widział wszystko i czasem o tym mówił.

                          Smarthing zawibrował. Zerknął na niego i odpisał:


                          NoiseFeed:

                          Switch:
                          Jasne @Dingo.
                          Zależy co trzeba.
                          Nawijaj. Zobaczę co da się ukręcić.


                          Splunął na brudny chodnik. Zawijał się stąd. Chociaż korciło go, żeby zrobić coś więcej. Dostał sygnały ostrzegawcze od SlimeWire i Patcha. I zdawał sobie sprawę jak kończy się ignorowanie takich informacji. Źle. Bardzo źle. W drodze do najbliższej stacji NCART wysłał na NoiseFeed plik ze zdjęciem Shivy, który otrzymał od sieciarza.

                          Po chwili dopisał:


                          NoiseFeed:

                          Switch: @Hi-Fi 500e$ to chyba nie jest stawka za drobną przysługę?
                          Odpuśćcie mieszkanie.
                          Stawiam, że jest w magazynie.


                          i po zastanowieniu:


                          NoiseFeed:

                          Switch: @Brazil możesz sprawdzić
                          nie zostawiając śladów powiązania
                          Magadon Incorporated,
                          Pentex United,
                          Endron International ?


                          Zawiesił palca nad ekranem smarthinga. Spojrzał w górę, gdzie strzeliste biurowce Japantown przebijały się przez ponure chmury ciemniejącego nieba. Dopiero wtedy stuknął: wyślij

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          0
                          • MarrrtM Niedostępny
                            MarrrtM Niedostępny
                            Marrrt
                            napisał ostatnio edytowany przez
                            #65

                            Nastoletni bracia spojrzeli na siebie porozumiewawczo, zrobili chytre miny godne mistrzów czarnorynkowego półświatka.

                            - Interesy zawsze można zrobić, stary - powiedział Tyrone - Znaczy się, my nie handlujemy lewym towarem, bo by nas matka zajebała, ale Dong ma dojścia. Strzelby, pistolety maszynowe, konwertery do full auto, granaty. Zulu Chakkasy mają dojścia, mówię ci…

                            - Tyr, ty się tak kurwa nie nakręcaj - w roziskrzone chwilę temu spojrzenie drugiego chłopaka wkradła się znienacka podejrzliwość - To jest przecież gołodupiec, od tego drugiego dwie dychy sępił za okulary w zastaw. Gościu, Dong nie lubi jak mu się dupę zawraca bez kasiory. Chcesz handlować, wyłóż tysiaka na stół, a wtedy cię umówimy z Chakkasami, a jak nie to wypierdalaj. Oni mają dużo gnatów do opylenia, ale nie za okularki na wymianę, kumasz?

                            Smarthing HiFi zagrał krótkim dżinglem wieszcząc nadejście kolejnej wiadomości. Rozczarowany przebiegiem biznesowych negocjacji technik wyświetlił na ekranie urządzenia zdjęcie młodej krótkowłosej kobiety w wysokiej rozdzielczości, spoglądającej w obiektyw aparatu zza wygiętego w łuk monitora.

                            - Spójrzcie na tę laskę - oznajmił HiFi dobierając starannie słowa - Popatrzcie jej w oczy. Ma przejebane. Łazi za nią Valentino, którego nie cierpi. Wasza matka zeżarła jej kolację. A teraz urabia się po łokcie w jakimś garażu na Fergusona? To prawda z tym garażem, nie robicie mnie w chuja?

                            - Shiva to równa dziunia - odpowiedział Tyrone uśmiechając się do widocznej na ekranie smartfona netrunnerki - Parę razy podzieliła się ziołem jak starej nie było w domu i to za darmo. Nic do niej nie mamy i kasę dałeś to masz namiar na jej dziuplę, ale jak się okaże, że nas okłamałeś i odpierdolisz jakiś numer, to cię Chakkasy dojadą, ziomuś, rozumiesz?

                            - Tee, bez takich. - Shawn zakładając swoje chwilowo nowe oksy, pogroził gnojkom palcem - Żadnego dojeżdżania nie będzie zanim mi ten wesołek nie odda 20 eurosów. A jak nie odda to sam go wam pod drzwi przytacham. Słyszysz cfaniaku? A teraz się pożegnaj z panami i Hakuna Matata. Dość tego cyrku.

                            Co rzekłszy znacząco pchnął Hajfiego w kierunku wyjścia do wind. Technik nie protestował, ale Tyrone i owszem. Młody Murzyn jakby do końca niemogąc się zdecydować, zawołał jeszcze za odchodzącymi.

                            - Zaraz! Ale jakby coś z tego dealu miało być to jak cię ziomuś znaleźć???

                            Przesuwany przez solosa Hifi, odwrócił się tylko bez przystawania.

                            - Mój ID na Killbooku. Superstar_Superhit!




                            - Zawracanie kijem Colorado z tymi Murzynami - powiedział gdy stali w windzie do stukającego w smartfinga technika - Co to by miała być za tajna miejscówka skoro zna ją dwóch szczekających na lewo i prawo bambusów. Pierwszemu lepszemu meksowi sprzedali ją za 50tkę. Nam kurwa za 20tkę.

                            - I żarcie - dodał HiFi niezrażony marudzeniem Żabki. Smartfing się ożywił i pingał co chwila - O! Brazil jest! Switch mówi, żeby olać mieszkania i tam iść. Chyba naprawdę możemy 5 stów zarobić.

                            - Popierdoliło was obu - Shawn pokręcił głową - Switcha nie znasz? Nie pamiętasz jak spłacił Maca w drażetkach z vicodinem? Też dostaniesz te 500 w śrubkach. Zrobilibyśmy włam i byłoby z głowy. Chodziło tylko, żeby sprawdzić, czy jest w mieszkaniu.

                            - Oooo!!! I Dingo przyjdzie! - ucieszył się technik bardziej chyba przebywając duchem na kanale i w swoich planach i kombinacjach niż w tej pieprzonej windzie. Zaraz jednak skrzywił się - To się podział zmniejszy…
                            W końcu wyłączył smartfinga i uraczył solosa spojrzeniem.

                            - Luzuj lamparta Żabka. 10 minut i będziemy wszystko wiedzieć. A na włam trzeba by było czekać na noc.

                            Winda dojechała na dół.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            0
                            • KetharianK Niedostępny
                              KetharianK Niedostępny
                              Ketharian
                              Obsługa Moderator
                              napisał ostatnio edytowany przez
                              #66

                              Zaułek na Kennedy Avenue, wczesny wieczór 14.07.77

                              Kurator i jego towarzysz milczeli przez dłuższą chwilę. Murphy przestał się szyderczo uśmiechać, zwęził oczy w wąskie szparki. Nosiciel szczurzej klątwy postukał palcami lewej ręki po masce samochodu, koniec końców zaś wzruszył ramionami.

                              - Bardzo jasno wyłożyliśmy ci konsekwencje odmowy - powiedział bezimienny gość - Wybór należy do ciebie, ale powinieneś jak najszybciej zrozumieć, że nie masz żadnego wyboru. Damy ci dwadzieścia cztery godziny na zrozumienie popełnionego błędu, a później wdrożymy w życie Plan B. Jeśli chcesz z tego wybrnąć pozostając na plusie, masz tutaj na nas czekać jutro o tej samej porze. Fred, zwijamy się.

                              Kurator mruknął coś pod nosem, otworzył drzwi Villeforta od strony pasażera, wsiadł do środka wozu nie przestając się gapić na Macka.

                              - Jutro w tym miejscu o tej samej porze - powtórzył drugi z prześladowców weterynarza wsiadając za kierownicę samochodu - To twoja jedyna szansa.

                              Silnik Villeforta ożył z niskim pomrukiem, opony zaszeleściły na żwirze podjazdu, kiedy pojazd zaczął się cofać na wstecznym biegu ku ulicy. Kierowca wrzucił migacz, a potem błysnął wbudowanymi w maskę i tylny zderzak niebieskimi lampami wymuszając na innych użytkownikach Kennedy Avenue pierwszeństwo przejazdu.

                              Wpuszczony do ruchu, Villefort przeskoczył na lewy pas kierując się w stronę Kabuki. Jadący w tyle ciężarowy Kaukaz, eksportowany na cały świat koń pociągowy moskiewskiego koncernu Witkoff & Kushner Motors, wyrósł nad tylnym zderzakiem Villeforta w jednej sekundzie. Odprowadzający szantażystów wzrokiem Hartley skamieniał nie rozumiejąc w pierwszej sekundzie, na co właściwie spogląda.

                              Kierowca pomalowanego w barwy Petrochemu Kaukaza musiał przeoczyć manewr wbijającej się na jego pas osobówki, bo nawet nie podjął próby hamowania. Jadąc z prędkością wyższą od dopuszczalnej w tym miejscu, najechał na Villeforta i zmiażdżył go kratownicą dostosowaną do rozbijania barykad nomadów na podmiejskich obwodnicach. Potworny huk gniecionego metalu i pękającego szkła zlał się w jedno z dźwiękiem płomieni wydobywających się z zapalonego iskrami baku z paliwem.

                              Kaukaz zaczął hamować z piskiem wytartych szczęk, przepchał płonący wrak Villeforta jeszcze kilkanaście metrów, zanim się w końcu zatrzymał.

                              Żaden z podróżujących osobówką mężczyzn nie zdążył z niej wysiąść; żaden najpewniej nawet nie wiedział, że jego los właśnie został przesądzony.

                              Na Kennedy Avenue rozpętało się szaleństwo. Nawykli do praktycznie codziennych przypadków road rage’u, inni kierowcy natychmiast przyśpieszyli chcąc jak najszybciej odjechać z miejsca wypadku, doprowadzając do kilku pomniejszych kolizji, niszcząc barierki chodników i potrącając kilku z wielu uciekających w panice pieszych. Wozy nadjeżdżające z przeciwnej strony tylko pogłębiły ów chaos zawracając w miejscu i blokując co rusz drogę ucieczki pojazdów jadących wcześniej przed Villefortem.

                              Niecałą minutę później na odcinku dwustu metrów alei pozostawał już tylko wbity we wrak osobówki Kaukaz i leżące na chodnikach ciała przejechanych pieszych. Pierwsi odważni świadkowie, ośmieleni brakiem odgłosów strzelaniny, zaczynali ostrożnie powracać filmując wrak Villeforta smarthingami w nadziei na monetaryzację swoich nagrań na KillBooku.

                              Najcenniejsze były oczywiście ujęcia trawionych płomieniami ludzkich zwłok, ale każdy odpowiednio zmontowany materiał i tak miał szansę na znalezienie się w pierwszej dziesiątce codziennej ramówki Loterii Ciał.

                              Uświadamiając sobie, że mimowolnie wstrzymał oddech, Hartley wciągnął w płuca haust cuchnącego metalicznie powietrza.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              0
                              • WilczyW Niedostępny
                                WilczyW Niedostępny
                                Wilczy
                                napisał ostatnio edytowany przez
                                #67

                                Dingo zapatrzył się przed siebie, widząc lecz nie całkiem rejestrując tłum ludzi przewijający się przez Night City. Pracowite pszczoły, zmierzające ze swojego ula (opisanego dużym neonem "MedCenter") do domów. Houston pomyślał o ich frustracji nie bez pewnej satysfakcji.

                                Westchnął wyciągając smarthinga z kieszeni. Sześć milionów dusz. Sześć milionów osób, a pewnie jeszcze kolejne dwa na czarno, zamieszkiwało to miasto. A on chciał znaleźć jedną... no, właściwie dwie, bo jeśli najpierw znajdzie Cassy Elliot, to ona doprowadzi go do Liz, czy tego będzie chciała czy nie.

                                Dingo spojrzał na ekran urządzenia. Switch mu odpisał.


                                NoiseFeed:

                                Switch:
                                Nawijaj. Zobaczę co da się ukręcić.
                                Dingo:
                                muszę znaleźć dawną przyjaciółkę
                                jest od kilku miesięcy w NC
                                może nie chcieć, żeby ją znaleźć
                                mam drzazgę z danymi medycznymi
                                pewnie była u jakiegoś rippera
                                został jakiś ślad


                                Przez chwilę wpatrywał się z ekran, zanim dopisał:


                                NoiseFeed:

                                Dingo:
                                mam trochę kasy, jak trzeba będzie gdzieś posmarować
                                czy coś


                                Przeczytał uważniej resztę konwersacji na ich grupie na NoiseFeed i dał szybko znać Hajfiemu, że do nich dołączy. W kupie raźniej, a z tego co zrozumiał chłopaki mieli jakieś żarcie...?

                                Schował smarthinga do kieszeni, a chwilę później kolejka podmiejska zatrzymała się pod Dziesiątką. Houston przepchnął się do wyjścia, choć ledwie zdążył nim drzwiczki wagonika zamknęły się za nim, a kolej pomknęła dalej, jak krew w żyłach miasta.

                                Wychodząc ze stacji spojrzał w dół ulicy, którą mieli nadejść Frog i HiFi. Minął budkę spożywczą... przy której zwolnił kroku, zwabiony zapachem. Czy od rana jadł coś więcej niż proteinowe batony z automatu koło warsztatu? Mimowolne burknięcie w brzuchu Dingo sugerowało, że chyba nie. Miał chwilę, więc czekając na chłopaków skusił się na nudle instant w plastikowym kubku.

                                Usiadł na najniższym stopniu schodów prowadzących na stację i pospiesznie wsuwał parzące w język danie.

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                0
                                • JohnyTRSJ Niedostępny
                                  JohnyTRSJ Niedostępny
                                  JohnyTRS
                                  napisał ostatnio edytowany przez JohnyTRS
                                  #68

                                  Hartley Mack Mackinaw4.jpg
                                  Hartley "Mack" Mackinaw

                                  Kennedy Avenue, wczesny wieczór

                                  Mack sam nie wierzył w to, co się stało. "Policja" odpuściła (choć tylko na chwilę, dając mu czas do kolejnej rundy), a potem zamienili się w kulę ognia, wjeżdżając prosto pod ciężarówkę, która ich zmiotła. Mieli pecha, a Mack nie potrafił się zmusić do tego, żeby im współczuć.

                                  Musiał działać. Wcześniej, jeszcze zanim tamci zostali spopieleni, Mack chciał sęgnąć po nitrylowe rękawiczki i do pudełka po narzędziach schować dozownik wyrzucony przez policjanta. To był cholerny biohazard, ale z odciskami palców i DNA tamtego. Schowałby to, potem przetransportował do lodówki i trzymał na dowód, że do takiego spotkania doszło, gdyby tamci naprawdę wykręcili mu wredny numer. Nie mogliby wtedy zaprzeczyć, że do tego spotkania doszło.

                                  Ale teraz straciło to na znaczeniu, Mack musiał w podskokach zwiewać. Założył smartgogle, przełączył na odpowiedni filtr, żeby widzieć Lśnienie radiowozów i innych służb, zasłonić nos i usta nanoporową maskę filtrującą i ostrożnie wyszedł na ulicę, prowadząc rower. Gapie już wyciągali smartfony i nagrywali całe zdarzenie. Nie namyślając się długo, Mack zrobił to samo, wyjął smartfona w pancernej obudowie GodzillaGlassTM i też zaczął nagrywać. Stał tak i nagrywał z minutę, kiedy nadjechał pierwszy radiowóz, a przybyli policjanci zaczęli przeganiać świadków. Mack skończył nagrywanie i ulotnił się, podobnie jak reszta gapiów. W końcu był kolejnym głupim pieszym, który gdy tylko wydarzyła się tragedia, zaczął to nagrywać z myślą wstawienia to na Night-Toka, Booka i inne serwisy. Mack zginął w tłumie, wsiadł na rower i ruszył do Dziesiątki.


                                  Nortside, Megablok 10, wieczór

                                  Jechał jak na autopilocie, nie myśląc zbyt wiele. Zignorował nawet wiadomości Switcha i dyskusję na grupie, które wyświetlały mu okulary. Żadnego zmożonego ruchu policji, żadnej zwiększonej aktywności gangów, nawet reklama Mr. Studa na przedostatnim większym skrzyżowaniu przed blokiem (ciężko opancerzony, kuloodporny telebim) nadal pokazywała to samo od tygodnia (JUST DO IT!). Minął dostawczaka, zarzucił rower na ramię (zaleta lekkiego roweru - bez problemu uniesie go nawet dzieciak) i już był w bloku. Korytarz, korytarz, winda ekspresowa, schodami na pięter wyżej i do wspólnego mieszkania.

                                  - Cześć Brazil - rzucił netrunnerce rozciągniętej w salonie, nie kontynuował rozmowy, tylko wprowadził rower do pokoju dzielonego z Hifim. Zrzucił resztę sprzętu. Zauważył, że w mieszkaniu nie ma nikogo innego. Nie przejął się tym. Wyszedł, scodami na piętro niżej, na jeden z pasaży handlowych w Megabloku, do sklepu, kupił żarcie (nuggetsy mączniako-sojowe o smaku wołowiny i frytki ze skrobi modyfikowanej) i czteropak piwa z lodówki.

                                  Wrócił, potem prysznic żeby zmyć siebie całodniowy pot i brud miasta (ktoś musiał wyczyścić odpływ kiedy był w pracy), przebrał się. Oba prepaki podgrzał w mikrofali i gotowym żarciem zamknął się w pokoju. Brazil skupiona na swoim decku nie zwracała na niego uwagi, a Mack nie maił ochoty na niczyje towarzystwo, bo pierwszą odpowiedzią na pytanie "Co słychać" byłaby barwna wiązanka.

                                  Prepak i jedno piwo później doszedł w miarę do siebie. Pstryknęła druga otwierana puszka. Mack, rozciągnięty na materacu leżącym prosto na podłodze przeszukiwał Night-Toka. Szukał nagrań z jego przygód. Postem jeszcze wiadomości i spaleniu wozu.

                                  Przejrzał posty na ich grupie. Widocznie Switch musiał im skołować im fuchę na boku. Mack nie odpisywał, nie miał dzisiaj żadnej ochoty na szlajanie się po mieście. Był wykończony. I w najgorszym razie miał przesrane i u policji, i u Brzytew. I jakby tego było mało, czeka go wizyta u władz, bo nowy kurator będzie chciał go zobaczyć na własne oczy.

                                  Ciężkie pióro, ograniczona fantazja, blokada twórcza, niemoc tfurcza, masa nierozwiniętych pomysłów. Długie posty praktycznie niemożliwe.

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  0
                                  • KetharianK Niedostępny
                                    KetharianK Niedostępny
                                    Ketharian
                                    Obsługa Moderator
                                    napisał ostatnio edytowany przez Ketharian
                                    #69

                                    text alternatywny


                                    Ferguson Street, wczesny wieczór 14.07.77

                                    Houston czekał na swoich kompanów na ławce opodal skrzyżowania Fergusona i Farriera, obserwując zza betonowej drogowej zapory strefę zieleni wzniesioną pod przeszkloną ścianą filii wydziału naukowego Biotechniki w Watson. Genetycznie zmodyfikowana trawa i utrzymywane w doskonałej kondycji palmy tworzyły miniaturową wysepkę naturalnej zieleni w środku tętniącego zgiełkiem i harmidrem miasta, uwielbianą przez bezdomnych regularnie rozbijających niewielkie turystyczne namioty w cieniu rzucanym przez palmowe liście.

                                    Tego wieczoru wysepka sprawiała wrażenie opustoszałej, a jedynym śladem wcześniejszej bytności jej rezydentów był porzucony namiot oraz porozrzucane w trawie śmieci. Dingo nie był tym faktem zaskoczony widząc stojących obok strefy zieleni motocyklistów i ich maszyny. Kiedy Tygersi sprzątali swoje terytorium, wszyscy nieboracy mogący uchodzić w ich oczach za uprzykrzenie dla interesów sami ulatniali się z niebezpiecznego rejonu.

                                    Houston nie potrafił oderwać wzroku od motocykli. Dwa Arche Nazarre i jedna Yaiba Kusanagi, przepiękne potwory z górnej półki warte dziesiątki tysięcy euro, pomalowane lakierem zmieniającym barwę pod wpływem oświetlenia i poddane zaawansowanemu tuningowi. Trzej Tygersi stali obok motocykli prowadząc luźną rozmowę, ale ich oczy nieustannie przeczesywały okolicę od stacji NCARTu po skrzyżowanie ulic. Jeden nosił płytę twarzoczaszki stylizowaną na czerwone oblicze demona z japońskich mitów, o wściekle rubinowych cyberoczach; dwaj pozostali stwarzali pozory bardziej ludzkich, ale Houston dałby głowę, że wszyscy byli ekstremalnie nafaszerowani cybernetyką.

                                    Tyger Claws należeli do najwyższej półki metropolitalnych organizacji kryminalnych w Night City. Wykształceni ze struktur japońskiej yakuzy w burzliwych pierwszych dekadach dwudziestego pierwszego wieku, wzbogacili się dzięki czerpaniu korzyści z rynku płatnego seksu, pornografii, hazardu, ściągania haraczy, porwań dla okupu, zabójstw na zlecenie oraz handlu bronią, narkotykami i żywym towarem. Przywódcy Tygersów, wpływowi i bezwzględni ludzie biznesu skrywający swoje barwne tatuaże pod niebotycznie drogimi garniturami, wynajmowali apartamenty na szczytach najwyższych drapaczy chmur NC, inwestując równie niebotyczne zyski z kryminalnych źródeł w handel nieruchomościami, nowe technologie i giełdy kryptowalut. Kiedy po zakończeniu Wojny Unifikacyjnej Arasaka powróciła do Night City odzyskując swoją utraconą wcześniej pozycję, Tygersi natychmiast zawarli z rodziną Saburo Arasaki przymierze stając się armią megakorporacji w kryminalnym półświatku NC.

                                    Nie dziwiło zatem nikogo, że sutenerzy Tygersów jeździli po ulicach Night City w najnowszych modelach Mizutani pomalowanych otwarcie w barwy gangu albo dosiadali równie pięknych i drogich motocykli, a funkcjonariusze NCPD gawędzili z nimi przez opuszczone szyby pojazdów stojących na czerwonym świetle, podejmując niechętne interwencje wobec gangsterów jedynie wtedy, kiedy sytuacja nie pozostawiała im żadnego wyboru.

                                    Ci trzej przy filii wydziału Biotechniki wyglądali na kurierów albo grupę szybkiego reagowania wzywaną przez rekieterów czy dilerów błyszczyku, kiedy w okolicy pojawiały się jakieś kłopoty. Dingo westchnął z zazdrością uświadamiając sobie, ile lat musiałby oszczędzać z kiepskiej wypłaty na podobną Yaibę CT-3X Kusanagi.

                                    Aroganckie skurwysyny.

                                    Ruch drogowy na Farriera zatrzymał się przy wtórze dżingla zielonego światła dla pieszych i gromady przechodniów wtargnęły na jezdnię z obu stron depcząc po emitujących szmaragdową poświatę płytach przejścia.

                                    Shawn i HiFi torowali sobie drogę w ciżbie ludzkich ciał naprowadzani na Houstona pinezką jego smarthinga.

                                    - Więc co to jest za laska? - zapytał nomada wymieniając uściski dłoni ze swoimi współlokatorami - Nowa dziewczyna Switcha? Pyka sobie w trójkącik?

                                    - To jest jakaś znajoma jego znajomego - wzruszył ramionami Camara obrzucając uważnym spojrzeniem motocyklistów Tygersów - Mamy tylko sprawdzić, czy u niej wszystko w porządku, Raze obiecał za to pięć stów.

                                    - To netrunnerka - wtrącił HiFi wypowiadając słowa tonem dźwięczącym pewna ekscytacją - Mieszka u nas w dziesiątce, ale w innym pionie, a swoje sieciowe akcje kręci z garażu na Fergusona, na tyłach Yin Yang i Caliente. Byliśmy w jej mieszkaniu, sąsiadka mało nam nie wpierdoliła, musieliśmy jej wcisnąć żarcie Froga, żeby się uspokoiła. Mówię ci, szkoda, że z nami nie byłeś, ale jej synalkowie dali nam namiar na miejscówkę tej laski Switcha i jeszcze mogą robić za kontakt do Zulu Chakkasów, bo może być tak, że będzie pewna sprawa…

                                    - Możemy gadać po drodze - zaproponował Frog odwracając głowę w kierunku południowego odcinka Ferguson Street - Załatwimy to szybko, to się załapiemy na wieczorny mecz Bloodbowla.


                                    text alternatywny


                                    Wartko płynący, hałaśliwy i niesforny strumień przechodniów zyskiwał nieco na dyscyplinie na wysokości skrzyżowania z Brookland i wjazdu na nadmorską estakadę, gdzie ciężko opancerzony radiowóz NCPD pulsował niebieskim blaskiem ostrzegawczych napisów wyświetlanych na burtach pojazdu. Villefort Cortez V6000 Overlord, prawdziwa bestia wśród modeli tej marki, solidnie opancerzona, ale nadal zwrotna i szybka dzięki innowacyjnemu silnikowi.

                                    Dwaj policjanci w czarnych uniformach i kuloodpornych kamizelkach stali po obu stronach wozu, z przewieszonymi przez ramiona M251s Ajaksami, z oczami rozjaśnionymi blaskiem aktywowanego na pełnej mocy Lśnienia. Ich wspomagane specjalistycznymi koprocesorami mózgi analizowały emitowane przez Nadświat informacje nakładające się w szaleńczym chaosie na widziany ich cyberoczami rzeczywisty świat.

                                    - Na jednym skrzyżowaniu Tygersi, na drugim gliniarze - burknął pod nosem Houston - Jedni i drudzy stworzeni po to, żeby kroić frajerów do ostatniego centa. Są takie dni, kiedy chce mi się rzygać na myśl o tym mieście. Jeszcze dwieście metrów, to za tym mrówkowcem.

                                    Wielopiętrowe budynki wznosiły się po obu stronach ulicy, w wielu miejscach wręcz zrastając się ze soba kilkadziesiąt metrów wyżej. Na chodnikach ciągnęły się rzędy budek z fast-foodem, samochodowe klaksony uderzały w uszy niekończącą się falą ostrych dźwięków uzupełniane odgłosami reklam płynących z ogromnych elektronicznych billboardów.

                                    Dwupoziomowa restauracja szybkiej obsługi sieci „Caliente” pełna była gości, przy ustawionych na zewnątrz stolikach HiFi nie dostrzegł ani jednego wolnego miejsca. Stojący wcześniej mrówkowiec oraz budynek mieszczący restaurację nie stykały się ścianami, rozgradzał je wąski zaułek wcinający się w beton ciasnej wielopoziomowej architektury będącej domem dla dziesiątków tysięcy ludzi. Przejście rozszerzało się kilkadziesiąt kroków dalej przechodząc w wewnątrzny plac na tyłach sąsiadujących ze sobą budynków.

                                    Niestrzeżone parkingi, punkty dostępu do sterowni grzewczych i wentylacyjnych, kontenerowe śmietniki i garaże - wszystko to pełne śmieci, ściśnięte w cieniu rzucanym przez biegnącą w górze estakadę. Kilkadziesiąt kroków wcześniej ulica tętniła żywym hałasem, a gwar ludzkich głosów przed „Caliente” wydawał się nieznośnie intensywny. Tutaj, niemalże w trzewiach betonowych olbrzymów, można było odnieść wrażenie nienaturalnego osamotnienia, które jawiło się całkowitym zaprzeczeniem wszystkiego, co Night City mogło zaoferować.

                                    - To tutaj - powiedział HiFi odrywając spojrzenie od ekranu smarthinga i wodząc oczami po wnęce w ścianie budynku tworzącej pomniejszy placyk, chroniony wysokim metalowym ogrodzeniem z siatki i tablicami ostrzegającymi przed wtargnięciem na prywatną posesję. Przestrzeń placyku zagracały palety z pozbawionymi oznakowań skrzyniami, elementy rozebranych rusztowań i budowlane parawany, ale nawet w sztucznym półmroku metropolii HiFi dostrzegł w głębi kształty podnoszonych bram strzegących przystępu do kilku wbudowanych w parter mrówkowca garaży.

                                    - Żywego człowieka - mruknął Frog skanując swoim Kiroshi rzędy wychodzących na placyk okien - Nawet jednego włóczęgi nie widać. To chyba dobry znak.

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    0
                                    • NanatarN Niedostępny
                                      NanatarN Niedostępny
                                      Nanatar
                                      napisał ostatnio edytowany przez
                                      #70

                                      Mieszkadło w H10, wczesny wieczór 14.07.77

                                      W słuchawkach z postrzępionymi nausznikami brzęczał miło chromatyczny rock, a rekonesans Brazil szedł nader sprawnie, wreszcie się wyciszyła, stonowała, trudno uznać jej było bardziej pracą czy muzyką. Serfowała na kodach, dopisywała fragmenty, których potrzebowała. Zaaferowana wzdychnęła na prośbę Raze, stukającą w tle.

                                      - Zaraz, zaraz mistrzu szeptów. - zwerbalizowała mimo braku audytorium.

                                      Jeszcze kilka sektorów i gotowa była zrobić sobie przerwę, kiedy trzasnęły drzwi. Mack zniknął w pokoju nim zdążyła zdjąć słuchawki.
                                      - Cześć Mack! - zawołała za nim.

                                      Śledziła go wzrokiem kiedy przemierzył salon po raz drugi i po kwadransie trzeci raz. Zainteresowała się bardziej słysząc uruchomioną sanitarkę. Zdjęła słuchawki. Wyszedł cały i żywy, nim pomyślała, żeby sprawdzić jak mu idzie. Wysłuchała kolejnego utworu, ale kiedy Mack podgrzał swój prepak, mięso upomniało się o swoje, proteza w głowie nie protestowała, wręcz przeciwnie alarmowała o deficycie żywieniowym.

                                      Pośpiesznie zapisała dotychczasowe osiągnięcia i splątana naturą wstała z kanapy, wygasiła ekrany, zajrzała do sanitarki, nie wyglądało, by rozpylono tam śmiercionośne chemikalia, zajrzała do Hartleya, zmierzyli się wzrokiem, bez słów. Kobieta zamierzała zapytać, co słychać, ale z jakiegoś powodu zbastowała. Wygięła tylko prawą część ust w nerwowym uśmiechu. Nie wiedziała, co gryzie Macka, ale wiedziała, że przeżył prysznic.

                                      Choć okrutnie głodna, miała potrzebę zadbania o siebie nim wyjdzie z mieszkadła do ludzi. Wzięła prysznic. Susząc włosy zauważyła, że kolor blednie, rozważała, czy wygolić boki, czy zmienić kolor. Przypomniała sobie wreszcie o prośbie Switcha. Kręcąc lekkie loki posadziła deck na zamkniętym kibelku i zaprzęgła swoje skrzaty do pracy, ciekawa w co nowego pakował się jej facet. Miała już wstępny raport, ale usta i oczy wymagały specjalnej uwagi, a wyjść bez makijażu, to gorzej niż nago, nawet jeśli tylko do Żabki. Miała ochotę na głęboką czerwień. Z radością powitała taką siebie, jeszcze tylko odpowiednia garderoba. Wybrała z szafy obcisłe spodnie w kolorze indygo z klonowanej skóry, koronkowy stanik mając nadzieję, że może, ktoś będzie chciał ją kochać, rudą bluzkę ze stójką i złotymi guzikami, w tym tonie sztyblety. Zadowolona z efektu zrobiła fotę i posłała na profil.

                                      Niby paradoksalnie przed wyjściem po żarcie narzuciła na starannie przygotowaną kreację duży pikowany płaszcz. Na głowę kaptur, na oczy okulary. Nie zawsze chciała Lśnić. W przeciwieństwie do kolegów rzadko oznaczała swoją pozycję nawet w grupie, wiedząc, że sama robiła jej zabezpieczenia i sama mogła je złamać, więc wielu hakerów również. Starannie oddzielała wszystkie sfery życia. Publiczną, digitalną i prywatną, wiedziała jak łatwo się w tym zgubić, jak łatwo zostać wypadkową trendów, zatracając swoje własne cele, ambicje własne.

                                      Artemida stawiała swoją poprzeczkę wysoko, miała ku temu powody po tym jak wyrwała się z sekty i zdołała utrzymać się w Night City.

                                      Już przed samym wyjściem o czymś sobie przypomniała, wróciła przed ekran i kredką narysowała na lewym policzku azteckie zaklęcie ukrycia. Wyszła. Tym razem nie przyczepił się żaden rusek, czy inny ćpun. Wykorzystała kupony. Powróciła ze swoim burrito, jak szczur z apetycznym kąskiem. Tu burrito, tu kontroler, paluszki brudne tłuściły interface, sos plamił rudą bluzeczkę Heresy, miała to gdzieś, nie jej ubrania, zaraz i tak miała wymieniać szafę na nowy sezon.

                                      Jednym okiem wybierała następne ciuchy do promocji, pozycjonując się na lekkie pancerze. Były w opcji pancerne dresy, albo dużo ładniejsza kurteczka fenokevlarowa. Drugim okiem sprawdzała bazy danych na wyniki: Magadon Incorporated, Pentex United, Endron International. Skoro nawet Switch podkreślił, żeby nie zostawiać śladów, postanowiła nie zostawiać. Wyszukując informacje o podmiotach robiła to z kilku punktów dostępu, tak by podmioty nie zostały powiązane, a szczególnie jej deck.

                                      Trzecim okiem śledziła gdzie są koledzy, a czwartym jeszcze planowała spozycjonować się na liście bezrobotnych na kurs prawa jazdy. Zawisła tymczasem na drugim, zostawiła szafę i auta zostawiła. Zapchała się połową burrito i informacjami o podmiotach. Nie wytrzymała. Wiedziała, że faceci nie wszystko jej mówią, jak by była innym gatunkiem, wparowała do Macka.

                                      - Ty się dziś widziałeś z Morem? Wiesz co oni robią? - oczywiście głupia mogła spytać na grupie, ale te tajemnice, paranoje, a może przewrotnie nieodparta potrzeba otworzenia do kogoś ust.

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      0
                                      • JohnyTRSJ Niedostępny
                                        JohnyTRSJ Niedostępny
                                        JohnyTRS
                                        napisał ostatnio edytowany przez JohnyTRS
                                        #71

                                        Hartley Mack Mackinaw4.jpg
                                        Hartley "Mack" Mackinaw

                                        Mack gwałtownie odwrócił głowę, gdy Brazil bez pukania wpakowała się do pokoju.

                                        - Puka się! - lekko podniósł głos, ale tylko trochę, bo nie widział sensu żeby na nią krzyczeć.

                                        Na ekranie tabletu widać było wrak wypalonego wozu pod ciężarówką, klip pokazywali w lokalnych wiadomościach.

                                        -Nie widziałem, nie wiem o co im chodzi. Miałem swoje na głowie.

                                        Tylko się nie pytaj, "co słychać".

                                        Ciężkie pióro, ograniczona fantazja, blokada twórcza, niemoc tfurcza, masa nierozwiniętych pomysłów. Długie posty praktycznie niemożliwe.

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        0
                                        • NanatarN Niedostępny
                                          NanatarN Niedostępny
                                          Nanatar
                                          napisał ostatnio edytowany przez
                                          #72

                                          Aha... - widać miał swoje Hartley na głowie i wyglądało, że nie zlazło. Kobieta rzuciła wzrokiem na ekran jakby kradła obraz. - No jasne - wydęła dziubek. Niestety wbrew oczekiwaniom gospodarza zamiast się wynieść kucnęła pod ścianą koło drzwi i zwiesiła głowę w swojego smarta.

                                          - A może ty mi pomożesz? - wymruczała spod kudłów - Potrzebuję wiedzieć jak... - spojrzała wreszcie na Macka - ...dobra, dobra. Widzę, że przynajmniej rower cały. Jak byś się zdecydował na iskanie stadne to mnie znajdziesz.

                                          Wstała podpierając się ściany i naśladując przy tym zgrzyty starego robota.

                                          - A jak nie, to rano wybieram się na siłkę. - przewróciła oczami i wyszła.

                                          Przed ekranem raz jeszcze sprawdziła korespondencję grupową, wyłowiła, że Frog, Heifi i Dingo szukają Shivy, tę kojarzyła, ale ta była tylko jedną z kilku poszukiwanych przez kolegów kobiet. Dziwne te nagłe poszukiwania tej i tamtej, może sama też powinna się mieć na baczności. Przypomniał się jej napastliwy rusek wypytujący o Abiego. Miała przerwę od żmudnego mapowania podsektoru magistratu, zainteresowała się.

                                          Tym razem wybrała wygodny materac we własnej celi. Deck ułożyła obok i weszła za zasłonę świata. Z czerni wyłoniły się linie wpierw blade i równe, po nieczasie zaś już wygięte w kształty, wzory, napisy. Hakerka nabrała wyglądu azteckiej kapłanki. Brazil znalazła najbliższy leżu Shivy BBS o wdzięcznej nazwie Obskórniak. Pośród wygiętych linii światła wyłowiła nachodzące na siebie pasy grubej foli, przeszła przez wejście, przez korytarz dawno wyburzonej w tym miejscu rzeźni. Do nieuszu dobiegała iluzja snipgrungowej muzyki. Minęła chłodnie, gdzie swój sen zaklęły konstrukty RAM, czekając na nowe ciala. Zatrzymała się w polu walki. Shiva lubiła tu testować swoje nowe programy zmagające się z innymi półproduktami netrunnerów w groteskowej formie oskórowanych wieprzy. Przywołała Murzyna i wysłała w tłum, żeby wypytał o hakerkę. Sama zaś skierowała się do Salomona. Miejscowego bukmachera. Na pewno nie człowieka, może kiedyś.

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          0
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy