[CP2077] Syreni Śpiew Neonów [21+]
-
Przy mieszkaniu rodziny Ogunlesi
Korytarz sprawiał wrażenie całkowicie bezpiecznej strefy, podobnie jak jego odnogi, zakamarki serwisowe i pobliskie klatki schodowe. Brazil podłączyła się kolejny raz bezprzewodowo do sieci udając, że przegląda menu na automacie AllFoods, przeleciała szybko po wszystkich dostępnych w pobliżu kamerach szukając ludzi mogących budzić jakiekolwiek zasadne podejrzenia. Nikogo takiego nie dostrzegła, podobnie jak Hartley, któremu posłała livestreama z podglądu na wyświetlacz smartgogli medyka.
Wszędzie wokół kręcili się zwyczajni zapracowani mieszkańcy megabloku, zaniedbani, niedożywieni, szpanujący braną na wieloletnie kredyty cybernetyką w krzykliwych barwach, jedzący w ruchu sojową papkę z plastikowych pudełek, wymieniający z rąk do rąk chipy płatnicze i lekkie narkotyki, pijący w kątach tani alkohol i palący skręty. Chociaż Brazil nie rozpoznawała nikogo z twarzy, w mrówkowcu pokroju H10 wcale jej to nie dziwiło. W kompleksie żyło tuż obok siebie tak wielu ludzi, a większość apartamentów tak często zmieniała lokatorów, że zazwyczaj znało się z imienia i nazwiska zaledwie parę osób na piętrze.
- Nic podejrzanego, według mnie czysto jak w klinice - powiedziała ściszonym głosem zawieszając pobieranie obrazów z kamer na dysk przenośnego deka - Dzwoń do małej, Mack.
Hartley wybrał na smarthingu numer Adeoli, przełączył aparat w tryb głośnomówiący. Do uszu Brazil natychmiast popłynął zapłakany dziecięcy głosik, punktowany rozpaczliwymi krzykami matki.
- Zuri, zaraz będę - powiedział uspokajającym tonem Mack - Włącz teraz jeszcze raz kamerę i pokaż mi znowu wasze mieszkanie, tak szybciutko, ale żeby było widać każdy pokój, dobrze? Muszę wiedzieć, kto gdzie się teraz znajduje i na ile jesteście bezpieczne.
- Dobrze, proszę pana - dziewczynka wciąż była przerażona, ale wzięła się w garść słysząc konkretne polecenie. Na ekranie aparatu Macka pojawiły się rozkołysane, podskakujące chaotycznie obrazy kolejnych pomieszczeń; pustych z wyjątkiem salonu, gdzie Brazil dostrzegła dwie kobiece sylwetki.
- Są same w domu! - rzuciła z pełnym przeświadczeniem w głosie - Dajemy!
- Zuri, otwórz drzwi, teraz!
Hartley już się przemieszczał wzdłuż ściany korytarza, jedną ręką ściskając pasek przewieszonej przez ramię torby, drugą odsuwając na bok stojących mu na drodze ludzi.
Drzwi apartamentu stanęły otworem. Hartley i Artemida wpadli do środka, przez zagraconą przestrzeń salonu dobierając do sofy, przy której klęczała rozhisteryzowana Adeola. Medyk położył dłoń na jej ramieniu, odsunął kobietę stanowczym ruchem w bok i przyklęknął obok leżącej na sofie nastolatki.
Czarnoskóra dziewczyna o zaplecionych w niezliczone warkoczyki włosach sprawiała wrażenie pogrążonej w głębokim śnie, ale jej bladosine wargi i przesiąkająca przez materiał koszuli krew zdecydowanie przeczyły tej iluzji.
Krew była wszędzie, na torsie Chinwe, na sofie, na rękach Adeoli i na podłodze. Odchodząca od zmysłów matka nastolatki przyciskała zwiniętą w rulon bluzę z kapturem do brzucha córki, wbijając w twarz Macka oszalałe z trwogi spojrzenie.
- Ma wbity nóż! - krzyknęła pociągając za tymi słowami szloch Zuri - Nie mogę go wyciągnąć!
-
Mieszkanie rodziny Ogunlesi
Trudno byłoby Artemidzie opowiedzieć jak dostała się z miaszkadła paczki do mieszkania rodziny Ogunlesi, a przecież aspirowała do gatunku wiecznej pamięci. Daleka była jeszcze jej droga do post człowieka.
Skupiła się na goglach otrzymanych od Macka. Rzecz, która była jej bardzo potrzebna, ale wciąż na dalszej pozycji na liście zakupów. Śledzenie dwóch obrazów wymagało większej koncentracji, hakerka potraktowała to jako dobry test. W strefie handlowej wychwyciła kolegów w sklepie z bronią, ale równie jak jej przyjaciel uznała, że nie ma czasu na pogaduchy.Zaraz zaczęła sprawdzać kamery w zasięgu zmysłów. Na chwilę zapomniała o zakupowiczach. Nie mogła wyjść z podziwu jak przydatny przedmiot użyczył jej Hartley.
O Dingo i HiFi przypomniała sobie dopiero pod drzwiami Ogunlesi.
NoiseFeed Brazil do Dingo ] Brazil Widzałam was w sklepie trzy minuty temu. Mamy z Hartleyem interwencję medyczną. Nasze miszkadło puste. Brazil Wysyłam pineskę z naszym położeniem Jak to szybko śmigało i ogarniała tyle rzeczy na raz.
Weszli. Krew, dużo krwi, żeby nie spanikować musiała się Brazil czymś zająć. W przebłysku świadomości zamknęła drzwi. Pozostając przy wejściu poleciła kobiecie odsunąć się od rannej. Ledwo chwilę na niej skupiła uspokajając i pozwalając przyjacielowi działać.
-Nie martw się. Pozwól mu pracoać, jak będziesz spokojna to będę mogła mu pomóc. Zrobiłaś dość. - wypowiedziała stanowczo
Tymczasem impy, karmione obrazem z gogli, analizowały obrażenia i wysyłały zamówienia na medykamenty, te korelowała Torquemada ze swoimi zasobami. Wszystko do konsultacji z medykiem.NoiseFeed Brazil do Dingo Brazil Mamy tu dużo krwi, ktoś pociął nożem młodą dziewczynę. Brazil Sprawdzam mieszkanie Wszystko trwało ledwie kilka sekund, Brazil ściskając w garści nóż do PCV ruszyła osobiście do przeszukania mieszkania. Zaczęła od namierzenia wszystkich urządzeń sieciowych w zamiarze wychwycenia niepasującego/nadmiarowego smarta. Przykleiła się do lewej ściany.
-
Hartley "Mack" Mackinaw
Megablok, mieszkanie Adeoli
To nie było miejsce, w którym mógł się spodziewać takiej jatki.
- Zrobiłaś dobrze, że go nie wyciągnęłaś - przerwał Adeoli.Wyjął z torby sprzęt. Jeżeli dziewczyna miała nóż wbity w brzuch, to Mack nie był pewny czy jego pomoc będzie skuteczna. Nie wystarczy bandaż. Dziewczyna powinna trafić szybko na blok operacyjny. Nie wystarczy zszycie skóry. Mała ma uszkodzone bebechy i nawet przebranżowiony weterynarz vel. pichciciel prochów to wiedział. Rozejrzał się po pomieszczeniu.
- Adeola, nie jestem cudotwórcą. Ona musi trafić na blok operacyjny, rozumiesz?
Jeszcze zanim Adeola mu odpowiedziała, przerywając szloch, wiedział że nic z tego nie będzie. Ona nie ma pieniędzy nawet na nielegalną klinikę o szemranej reputacji.
- Pieniądze... nie ma.. mamy pie... pie - Adeola zaniosła się szlochem - pieniędzy.Mack patrzył na leżącą dziewczynę. Szansę przeżycia oceniał na 50/50. Podjął decyzję.
- Dobra, SPRÓBUJĘ pomóc. Teraz skupcie się. Bierzemy ją i kładziemy ją na stole.
Nawet nie próbował odwinąć ciuchów. Wiedział, że tam jest nóż. Dziewczyna musi leżeć na płaskiej twardej powierzchni.Mack miał o tyle szczęścia, że nikt podczas przenoszenia nie zemdlał. Dopiero wtedy przyciągnął kilka krzeseł.
- Adeola, przynieś mi CZYSTE ręczniki.
Rozłożył je na krzesłach, a na nich rozłożył swój sprzęt. Sprzęt to było dobre określenie, wiele z tego co miał kupił z drugiej ręki na portalach aukcyjnych. A w sumie wszystko najlepiej nadawało się do opatrywania ran po bójkach, a nie operacji brzucha. Nawet kurwa nie miał odpowiedniej ilości leków!Od razu przykleił dziewczynie na szyi kilka derm ze środkami przeciwbólowymi, i to takich których w Żabce nie będzie.
Dopiero wtedy założył rękawiczki i zdjął przesiąkniętą krwią bluzkę.
- O kurwa! - to co zobaczył sprawiło, że nawet się nie kontrolował. - co to w ogóle jest?No, nóż. Coś w rodzaju motylka, ale to gówno miało więcej ruchomych części niż zwyczajny motylek. Tu jakaś blokada tutaj... dwa, nie trzy niezablokowane ostrza.
- Nie mogę tego wyjąć, to cholerstwo jeszcze bardziej ją rozcharata.Adeola zaczęła zawodzić. Zuri jeszcze się trzymała, ale jej też niewiele brakowało. Szybko kalkulował, z pozycji i wielkości noża musiał określić które organy zostały uszkodzone.
- Muszę poszerzyć nacięcie.A szanse przeżycia niewiele większe niż w loterii.
Rozciąć powłokę brzuszną nie ruszając noża, spróbować usunąć nóż i nikogo przy tym nie zabić, zszyć organy, zszyć skórę. O ile dziewczyna w tym czasie nie umrze, to zadzwonić do Leifa z zamówieniem na antybiotyki dożylne. Tężec, zapalenie otrzewnej - to dopiero początek. Mack nie miał przy sobie takiej ilości środków, by móc leczyć dziewczynę.
-Brazil! Potrzebuję twojej pomocy! W torbie mam narzędzia. Znajdź te małe kombinerki. Będę ich potrzebował. - Ostatnie czego chciał to być zranionym przed odskakujące ostrze. On, a może i Brazil, chwyci nóż kombinerkami i dopiero wtedy SZYBKO wyciągnie.
1/10 że przeżyje. Albo i mniej.
-
Megablok, mieszkanie Adeoli
Napędzana podejrzliwością hakerka prześlizgneła się po każdym sieciowym urządzeniu w zasięgu, dopiero wtedy obeszła na wzór komandosów z popularnych rolek wszystkie pomieszczenia. Czysto.
Jakby niedowierzając własnym zmysłom, że mieszkanie bezpieczne, ale wypełniła polecenia Hartleya. Asystując łakomie łowiła każdy szczegół, równie łakomie jak programy, obdarzone nowymi zmysłami, spoglądające na verite jej oczami, nie przypadkową kamerą. Te prześcigały się w mądrościach i interpretacjach czerpiąc swoją wiedzę z maszynowo przeglądanych plików instruktarzowych i baz danych. Zepchnęła je w cień, by nie wprowadzały zamieszania.W torbie narzędzia. Kombinerki. Poddała się protezie, żeby wystudzić emocje. Wyważonymi ruchami wzięła torbę położyła w świetle i wybrała narzędzie. Starała się nie odzywać. Murzyn się mocno dobijał, przepuściła go, bo ten miał przynajmniej maniery.
-Potrzeba na leki to mam. Krew też dam. Mam zerówkę na plusie - wypowiedziała cicho po konsultacji z programem. - Mów co trzeba.
Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.
Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.
Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗
Zarejestruj się Zaloguj się