Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
  1. Start
  2. Sesje inne
  3. Rozgrywka
  4. Serce tajgi [Zew Cthulhu]
Serce tajgi
GordianG
Gordian jako
Wielki Cthulhu
Mistrz Gry
KaworuK
Kaworu jako
Eleonora Croft (Anna White)
AgnesA
Agnes jako
Violet Shane
ElvisE
Elvis jako
Ren Watanabe
CyganC
Cygan jako
Walter Murdock (William Evans)
KetharianK
Ketharian jako
John Carter (Mike Dundee)

Serce tajgi [Zew Cthulhu]

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
sercetajgi
116 Posty 7 Uczestników 2.6k Wyświetlenia 3 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • ElvisE Niedostępny
    ElvisE Niedostępny
    Elvis jako Ren Watanabe
    napisał ostatnio edytowany przez
    #75

    Po zejściu ze statku Ren poczuł powietrze, które były inne niż w stanach - powietrze, które znał bardzo dobrze i dawało mu jednoznacznie znać, że wrócił do domu, którego nigdy nie chciał opuszczać, ale niestety musiał. Zaszkliły mu się oczy ze wzruszenia, lecz szybko się opamiętał i doszedł do wniosku, że nie ma czasu na sentymenty i trzeba skupić się na zadaniu i znaleźć Nakamurę.

    Po przemówieniu Chance'a, i informacji, że posiada on tylko zdjęcie Kazuo i nic więcej, Watanabe zauważył malującą się złość na twarzach swoich towarzyszy. On oczywiście też poczuł zażenowanie zaistniałą sytuacją i brakiem profesjonalizmu ze strony organizatora wyprawy, ale nie rozwodził się nad tym zbyt długo i zaczął już rozmyślać nad rozwiązaniem tego problemu. Jednocześnie przed całą grupę wyszedł Walter przejmując inicjatywę i prosząc chwilę wcześniej Japończyka o poparcie. Ren po chwili namysłu dołączył do niego na środku. -Tak, tak musimy zacząć od wymiany waluty na jeny. Z dolarami wiele tu nie zdziałamy, są one tutaj używane tak naprawdę tylko na czarnym rynku. I tak, jasne mogę się tym zająć, lecz myślę, że szansę na próbę oszustwa są niewielkie. A w temacie Nakamury, to jeśli faktycznie pochodzi z Jokohamy i jest tutaj zameldowany, to wystarczy, że udamy się do pobliskiego urzędu, a tam to już dla mnie załatwienie tego będzie tylko formalnością. -powiedział z lekkim uśmiechem na twarzy.

    Kątem oka prawnik zauważył Eleonorę, która bez wyczucia podeszła do jednej z kobiet, a potem okrążających ją kilku mężczyzn z oficerem na czele. W obronie Eleonory stanął John, który starał się jakkolwiek załagodzić sytuację. Ren ruszył szybkim krokiem w stronę całego zamieszania i zaczął mówić -Panowie, spokojnie, spokojnie, ta dwójka jest ze mną i przepraszam serdecznie za Pannę White i całe te zamieszanie, jest trochę zbyt podekscytowana przybyciem do naszego pięknego kraju, będę musiał jej jeszcze przedstawić panujące tutaj maniery. -powiedział w swoim ojczystym języku. Następnie zwrócił się ku chłopakowi w mundurze, ukłonił się i kontynuował: -Panie oficerze, jeszcze raz bardzo przepraszam w imieniu Anny. Taka sytuacja się więcej nie powtórzy, gwarantuje to Panu. Watanbe liczył, że udało mu się złagodzić napięcie i uniknąć kłopotów, zerkając raz po raz na Eleonorę z lekkim poirytowaniem.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    2
    • AgnesA Niedostępny
      AgnesA Niedostępny
      Agnes jako Violet Shane
      napisał ostatnio edytowany przez
      #76

      Violet, a właściwie od teraz oficjalnie Coral, energicznie zeszła na ląd. Wciągnęła głęboko powietrze pachnące z jednej strony znajomo - jak każdy port - ale zawierające też nieznane, egzotyczne dla niej nuty. Z fascynacją rozejrzała się po ulicy, próbując odgadnąć, co kryje się w budynkach oznaczonych jedynie tajemniczymi ornamentami tutejszego pisma. Z zainteresowaniem przyglądała się podpiesznie idącym ludziom. Nie miała pojęcia, jak mógł wyglądać tutejszy strój wieczorowy. Będzie musiała poprosić Eleonorę o pomoc przed spotkaniem z antropolożką. Dobrze, że jest Francuzką - w posługiwaniu się językiem francuskim Violet czuła się nieco pewniej niż w japońskim, który sprawiał wrażenie melodyjnego bełkotu.

      Jej uwagę przykuło nagłe zamieszanie spowodowane chyba przez Eleonorę. Sytuację próbowali załagodzić nerwowo kłaniający się, powtarzając jakąś mantrę, John oraz tłumaczący coś ze spokojem Ren. W pierwszej chwili Violet chciała włączyć się w wyjaśnienia, ale mogłaby co najwyżej dołączyć do błagalnej postawy Johna bądź odwrócić uwagę oficerów... jakimś zamieszaniem. Wykazując się jednak zaskakującą, jak na nią, roztropnością i cierpliwością, Violet postanowiła poczekać na dalszy rozwój wypadków.

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      1
      • GordianG Niedostępny
        GordianG Niedostępny
        Gordian jako Wielki Cthulhu
        napisał ostatnio edytowany przez
        #77

        Młody oficer przez kilka sekund milczał, nie spuszczając wzroku z Eleonory. Wokół nadal napięcie wisiało w powietrzu, a grupka młodzieńców stojących za plecami oficera wyglądała tak, jakby tylko czekała na powód, żeby rozpętać tu rozróbę. To samo zresztą można było powiedzieć o Biggym, Tickym, Redzie i Frannym, którzy wyczuwając zbliżającą się okazję do spuszczenia komuś lania zaczęli szukać dookoła czegoś, co mogłoby im zastąpić tradycyjne sztachety. Na szczęście, w samą porę pojawił się Ren.
        Samo usłyszenie z jego ust czystej, poprawnej japońszczyzny zrobiło na nich większe wrażenie, niż chcieliby przyznać. Oficer powoli przeniósł wzrok na mecenasa Watanabego. Przez chwilę przyglądał mu się w milczeniu, jakby próbował ocenić kim on właściwie jest i dlaczego podróżuje z obcokrajowcami. Potem powoli skinął przed nim głową, bardziej formalnie, niczym urzędnik przyjmujący wyjaśnienie, a niekoniecznie jak człowiek okazujący szacunek.
        W takim razie pilnuj swoich gości lepiej - odpowiedział chłodnym, idealnie opanowanym tonem. Tu emocji się nie okazywało, ale ten chłód bywał o wiele gorszy, niż krzyk. - Bo chyba nie do końca wiedza, gdzie się znajdują.
        Mówiąc to, demonstracyjnie ignorował Eleonorę, jakby od chwili pojawienia się przed oficerem rodowitego Japończyka kobieta przestała być godna bezpośredniego zwracania się do niej. To było równie obraźliwe, jak wcześniejsze "omae".
        Coraz więcej ich tu ostatnio! - burknął w końcu jeden z młodzieńców, najwidoczniej szukając zaczepki. - Zachowują się, jakby świat należał do nich!
        Oficer uniósł lekko rękę, a ci natychmiast ucichli. To również mówiło samo za siebie. Dyscyplina, niemal wojskowa, z jaką reagowali, sprawiała że nie mogli być tylko grupką ulicznych awanturników. Tak się wam przynajmniej wydawało... Nie budziło jednak wątpliwości, że żołnierz ma tu ogromny posłuch.
        A jeśli naprawdę szukacie tego człowieka... - spojrzał krótko na fotografię Nakamury, którą później oddał Renowi, a nie Eleonorze. - ...to radziłbym robić to ciszej. W dzisiejszych czasach nie wszystko wypada mówić publicznie.
        Po tych słowach oficer odwrócił się na pięcie i odszedł, a grupka młodych nacjonalistów ruszyła za nim niemal natychmiast, rzucając wam jeszcze chłodne spojrzenia. Dopiero, kiedy zniknęli w tłumie, wciąż stojąca obok Japonka odetchnęła wyraźnie i niemal odbiegła w przeciwnym kierunku.
        Uff, mało brakowało... - skwitował to wszystko Chance głosem, który zapewne wydawał mu się rozładowującym napięcie, po czym zaśmiał się cicho. - No dobrze, no to... jaki mamy plan? Kantor, tak? Zaraz... powinien tu być jakiś drogowskaz do niego prowadzący, prawda? Panie Watanabe, to może ten? - spytał profesor, wskazując na szyld sklepu rybnego.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        2
        • KetharianK Niedostępny
          KetharianK Niedostępny
          Ketharian jako John Carter (Mike Dundee)
          Obsługa Moderator Mecenas
          napisał ostatnio edytowany przez
          #78

          Dzielnica portowa w Jokohamie


          John Carter odetchnął z ogromną ulgą, kiedy oficer i towarzyszący mu młodzi mężczyźni zniknęli w tłumie noszących dziwaczne ubrania przechodniów. Myśliwy nie znał tutejszych obyczajów ani miejscowego prawa, ale podejrzewał, że wejście w jakikolwiek zatarg z przedstawicielami władzy mogło się dla członków ekspedycji bardzo źle skończyć. Tak, to mogło się naprawdę bardzo źle skończyć.

          Dźwięk głosu profesora odwrócił uwagę Cartera od posępnych dywagacji i uwolnił zarazem narastającą w mężczyźnie od dłuższego czasu złość. Uczony na początku znajomości sprawiał wrażenie niefrasobliwego i dziecięco naiwnego, ale opinia ta ulegała w myślach Aladkańczyka szybkim przemianom.

          Chance był niekompetentnym głupcem bez krztyny instynktu samozachowawczego, niebezpiecznym dla siebie samego, ale i swoich towarzyszy.

          - Myślę, że w tych okolicznościach powinien pan wrócić na pokład, profesorze - powiedział zimnym tonem myśliwy kładąc dłoń na ramieniu uczonego - Nie wiadomo, czy ten żołdak naprawdę stracił zainteresowanie pańską osobą czy też tylko wycofał się w obliczu tak dużej grupy jak nasza i zaraz wróci z całym oddziałem. Ja rozumiem, że brak szacunku dla osoby z takim autorytetem naukowym może być niepojęty, ale ten kraj rządzi się prawami, które nijak się mają do amerykańskich wartości, panie profesorze. Jeśli pan zostanie aresztowany, ekspedycja okaże się porażką. Proszę wrócić na pokład i czekać tam, aż ktoś z nas nie przyniesie panu nowych wiadomości.

          Nie zdejmując ręki z ramienia uczonego Carter przeniósł znaczące spojrzenie na kwartet pałkarzy.

          - Biggy i jego chłopaki zapewnią panu bezpieczeństwo, tutejsi potrzebowaliby więcej niż tuzina żołdaków, żeby się przez nich przebić, prawda, panie Biggy?

          Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          2
          • CyganC Niedostępny
            CyganC Niedostępny
            Cygan jako Walter Murdock (William Evans)
            napisał ostatnio edytowany przez
            #79

            Walter po zobaczeniu, jak tylko kilka słów Rena wystarczyło, żeby rozwiązać konflikt, musiał przyznać, że adwokat to doprawdy złotousty diabeł.

            -Ren nie uważasz, że obecność tak dużej grupy tylko utrudnia ci poruszanie się? - Walter zapytał Japończyka zanim ten zdążył podejść znów do grupy. -Na pierwszy rzut oka widać, że w słowach nie masz sobie równych. Jestem pewny, że bez problemu namówisz całą ekspedycję na pozostanie w bibliotece. My będziemy spokojnie siedzieć i planować nasze następne kroki. Podczas gdy, ty będziesz mógł na spokojnie wypytać o Nakamurę w urzędzie. Wydaje mi się to rozsądniejsze niż zostawianie profesora i tej czwórki debili samych sobie - po tych słowach Walter podszedł do profesora.

            -Jeśli naprawdę grozi panu niebezpieczeństwo to faktycznie należałoby udać się gdzieś w bezpieczniejsze miejsce. Proponuje wymienić walutę w kantorze, a potem Ren nas gdzieś zaprowadzi Prawda? - powiedział Walter po czym skierował wzrok na Rena.

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            1
            • KaworuK Niedostępny
              KaworuK Niedostępny
              Kaworu jako Eleonora Croft (Anna White)
              napisał ostatnio edytowany przez
              #80

              Teraz, kiedy zagrożenie w postaci oficera w pełni przeminęło, Eleonora miała szansę, by poczuć w pełni lęk i absurdalność całej tej sytuacji.

              Jej serce biło intensywnie w jej piersi, co było średnio przyjemnym uczuciem, dodatkowo kobieta cała się dygotała i trzęsła. W końcu uklęknęła, by trochę odzyskać kontakt z rzeczywistością.

              - Omae… - zachichotała cichym głosem. Ten chichot nie wyglądał na szczególnie zdrowy psychicznie – Nazwał mnie omae… - po jej policzkach popłynęły zły, sama nie wiedziała czemu. Ze stresu? Strachu? Ulgi? Wszystko po trochu?

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              0
              • AgnesA Niedostępny
                AgnesA Niedostępny
                Agnes jako Violet Shane
                napisał ostatnio edytowany przez Agnes
                #81

                Violet przez chwilę przyglądała się sytuacji, jakby oglądała jeden z filmów gangsterskich, zanim dotarło do niej, że to wszystko dzieje się naprawdę. Ze względu na nieznany język nie do końca rozumiała, co się stało, jednak po spokoju i pewności Rena domyśliła się, że ten wyjaśnił pomyślnie sytuacje. John natomiast tracił cierpliwość do zachowania profesora i usilnie próbował przekonać go do pozostania na statku. Violet postanowiła włączyć się do dyskusji:

                -Jo... Mike ma rację, profesorze. Powinien pan poczekać na statku w towarzystwie... obstawy, a my ze wszystkim sobie poradzimy. W końcu za to nam pan przecież płaci.

                Następnie podeszła do skulonej Eleonory i objęła ją delikatnie ramieniem.

                -Już dobrze, Noo... Anno, już dobrze. Już po strachu - szeptała kojąco, łagodnie gładząc kobietę po ramieniu. - A co to słowo właściwie znaczy?

                @kaworu @ketharian

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                1
                • ElvisE Niedostępny
                  ElvisE Niedostępny
                  Elvis jako Ren Watanabe
                  napisał ostatnio edytowany przez
                  #82

                  Gdy oficer oddalił się, Ren natychmiastowo poczuł wielką ulgę. Wiedział, że cała ta sytuacja mogła się skończyć naprawdę niedobrze dla jego towarzyszy, a szczególnie dla Eleonory. Chwilę po całym zamieszaniu zmierzył ją wzrokiem, w którym wyryta była wyraźnie irytacja, chciał już powiedzieć jej klika ostrych słów, lecz zauważył, że Panna Croft jest cała roztrzęsiona, więc postanowił jej wytłumaczyć jej błędy z opanowniem. -Eleonoro... spokojnie..Musisz wiedzieć, że amerykanie delikatnie rzecz ujmując nie są tu jakoś specjalnie mile widziani. Pamiętaj o tym, aby... trochę subtelniej podchodzić do interakcji z innymi tutaj.

                  Kończąc rozmowę z damą zaczepił mecenasa Walter, który zasugerował mu odesłanie profesora i część drużyny do jakiegoś bezpiecznego miejsca i samodzielne odnalezienie Nakamury. Watanabe nic na to nie odpowiedział, tylko dogłębnie to przemyślał. Jednocześnie skierował swój wzrok w stronę Chance' którego bezskutecznie John próbował podejść strachem, jak i Violet wraz z Murdockiem, którzy również próbowałi przekonać Broephyle'a. Ren także postanowił do nich dołaczyć, lecz z innym, dyplomatycznym podejściem. Podszedł do profesora, i zaproponował spokojnym głosem. -Panie Chance, myślę, że pomysł moich towarzyszy nie należy do najgorszych. Tak jak powiedział John, nie możemy ryzykować aby coś się Panu stało, a więc sugeruję abyśmy najpierw udali się do kantoru, a potem odstawie was w jakieś bezpieczne miejsce - chociażby na ów pokład, a następnie wyruszę z dajmy na to Carterem do urzędu żeby ustalić aktualne położenie Kazuo. Co Pan na to?

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  1
                  • KaworuK Niedostępny
                    KaworuK Niedostępny
                    Kaworu jako Eleonora Croft (Anna White)
                    napisał ostatnio edytowany przez
                    #83

                    Eleonora pozwoliła sobie na przytulenie Violet - była taka roztrzęsiona, musiała coś zrobić z dłońmi.

                    - Oh, przepraszam, przepraszam... - wyszeptała - jestem kłębkiem nerwów. Oh...

                    -A co do słowa, to... znaczy ono coś w rodzaju "ty", ale jest bardzo, bardzo mało przyjemne i nieeleganckie. Coś jak... użyć "du" zamiast "Sie" w niemieckim? Tylko nieco bardziej, uważam... - wyjaśniła.

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    1
                    • AgnesA Niedostępny
                      AgnesA Niedostępny
                      Agnes jako Violet Shane
                      napisał ostatnio edytowany przez
                      #84

                      Z racji zerowej znajomości niemieckiego Violet nie miała pojęcia, o czym mówi Eleonora, pokiwała jednak głową, nie chcąc drążyć trudnego tematu. Zważywszy na mocno emocjonalną reakcję kobiety postanowiła nigdy nie używać "du", zwracając się do Niemców.

                      W pierwszej chwili poczuła się niezręcznie, objęta przez ledwie poznaną kobietę, ale szybko rozluźniła się, żeby uspokoić rozmówczynię. Pomyślała, że odwrócenie jej myśli od sytuacji może pomóc, więc zwróciła się do kobiety:

                      • Profesor wspominał coś o kolacji u antropolożki i strojach wieczorowych... Zdaje się, że nie mam nic odpowiedniego i zupełnie nie znam się na tutejszej modzie. Czy mogłabym prosić Panią o pomoc w zakupie czegoś odpowiedniego, gdy już wymienimy pieniądze?
                        @kaworu
                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      1
                      • KaworuK Niedostępny
                        KaworuK Niedostępny
                        Kaworu jako Eleonora Croft (Anna White)
                        napisał ostatnio edytowany przez
                        #85

                        - Tak kochana, z chęcią Ci w tym pomogę - powiedziała Eleonora, uśmiechająć się delikatnie do swojej nowej przyjaciółki (?).

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        1
                        • GordianG Niedostępny
                          GordianG Niedostępny
                          Gordian jako Wielki Cthulhu
                          napisał ostatnio edytowany przez
                          #86

                          Profesor patrzył na próbujących go przekonać do tymczasowego odcięcia się od ekspedycji wraz z "ochroną" z pewnym zakłopotaniem, jednak z biegiem czasu jego wyraz twarzy łagodniał. Pod koniec wyglądał, jakby się nad czymś poważnie zastanawiał.
                          Hmm... - mruczał pod nosem, gładząc się po brodzie, stojąc na środku ulicy i nie zwracając uwagi na dość nieprzychylne spojrzenia rzucane mu przez Japończyków. - Być może i macie rację. Weźmiemy wszystkie bagaże i zaniesiemy je do hotelu. Spotkamy się wieczorem, na przyjęciu u madame. No, panowie! Bierzemy bagaże i jedziemy do hotelu! - kiwnął na "pałkarzy", którzy mieli takie miny, jakby odejście było ostatnią rzeczą, na jaką mieli ochotę, ale ostatecznie wypełnili polecenie tego, który im płacił. - Panie Watanabe, może nam pan zatrzymać rikszę i poprosić o przetransportowanie do hotelu? Zapłacę temu panu na miejscu.

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          🆒 ♥
                          2
                          • KaworuK Niedostępny
                            KaworuK Niedostępny
                            Kaworu jako Eleonora Croft (Anna White)
                            napisał ostatnio edytowany przez
                            #87

                            Eleonora wstała i spojrzała przyjaźnie na Violet.

                            - Kochana – powiedziała ciepłym tonem głosu – Skoro idziemy na tę imprezę u pani antropolog, to może kupimy jakieś odświętne stroje? W Japonii zazwyczaj nosi się tak zwane kimona, mogą one służyć jako pidżamy, ale są także ładnymi strojami na szczególne okazje. Myślę, że mogłoby się Tobie takie kimono spodobać, w przeciwieństwie do świata zachodniego, jest to dosyć luźny strój. Jaki chcesz kolor? Czerwień by Ci pasowała do włosów, ale błękit by z nimi kontrastował, hm… W każdym razie możemy udać się do sklepów i porozglądać za odpowiednim odzieniem, co o tym myślisz?

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            0
                            • AgnesA Niedostępny
                              AgnesA Niedostępny
                              Agnes jako Violet Shane
                              napisał ostatnio edytowany przez
                              #88

                              Violet z ulgą zauważyła, że Eleonora nieco się uspokoiła. Entuzjastycznie zareagowała na propozycję kobiety. Ruszyła za nią, chłonąc miasto całą sobą. Jego zapach, dźwięki, bawrwy. Zwracała uwagę, jak odmiennie zachowują się tu ludzie - z jaką kulturą i chłodną uprzejmością zwracają się do siebie, często nie okazując żadnych emocji.

                              Gdy dotarły do celu i oczom Violet ukazała się sklepowa wystawa pełna barwnych kimon, ta zaniemówiła z zachwytu. Czuła się speszona, wchodząc do wewnątrz. Zazwyczaj nosiła ubrania po starszych kuzynkach czy dzieciach sąsiadów, bądź też uszyte przez babkę gryzące wełniane spódnice. Dodatkowo onieśmielała ją obecność sprzedawczyni, która najwyraźniej chciała pomóc, wypowiadając zapewne pytania w komplernie niezrozumiałym języku. Gdyby nie obecność Eleonory, Violet wycofałaby się w popłochu. Tymczasem wspólne zakupy i przymiarki okazały się przyjemnie i nawet nieco... zabawne. Ostatecznie Violet zdecydowała się na błękitny strój z delikatnym wzorem. @kaworu

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              ♥
                              1
                              • GordianG Niedostępny
                                GordianG Niedostępny
                                Gordian jako Wielki Cthulhu
                                napisał ostatnio edytowany przez
                                #89

                                JOHN I WALTER

                                Riksze wiozące całą grupę do hotelu ruszają pośpiesznie ulicami Yokohamy. Żadne z was nie doświadczyło nigdy czegoś podobnego. Pojazd ciągnięty przez człowieka wydaje się być czymś pomiędzy taksówką a... wyjątkowo ponurym żartem. Siedząc na niewielkim siedzeniu, podczas gdy przed wami drobnym truchtem biegł ciągnący was mężczyzna, trudno było pozbyć się uczucia niezręczności. Sam i Rosa wyglądali tak, jakby właśnie zobaczyli kogoś, kto rozdeptał małemu dziecku zamek z piasku na plaży. Mruknęli coś o "nieludzkim kapitalizmie" i zdecydowali się iść na pieszo, rzucając gniewne spojrzenia na całą resztę. "Pałkarze" zdawali się jednak nie mieć podobnych rozterek...
                                No ja pierdolę, że te żółtki samochodu na oczy nie widziały, to się domyślałem, ale że ludzi zamiast koni używają... - zarechotał Biggy, rozsiadając się tak, że jego rikszarz aż obejrzał się na niego z niepokojem. U nas z czarnuchami tak powinni zrobić. Przynajmniej do czegoś się przydadzą...
                                Tylko jak cię wywali, to będzie twoja wina - mruknął Franny z pewnym niepokojem.
                                Zamknij japę, Franny, i podziwiaj widoki! - odpowiedział mu beztrosko Biggy. A widoki rzeczywiście były warte uwagi.
                                Im dalej od portu, Yokohama zaczęła coraz bardziej przypominać miejsce, które mogliście sobie wyobrażać, myśląc o Japonii. Nie dało się tego porównać z żadnym amerykańskim miastem. Ulice były wąskie, budynki dość niskie. Właściwie nie było tu budynków wielopiętrowych, o wieżowcach już nie wspominając. Ren opowiadał wam, że tutejsze budownictwo tak wygląda, ponieważ Japonia bardzo często doświadcza trzęsień ziemi. Nad waszymi głowami wisiały pionowe szyldy pokryte znakami, które wydawały się dla was być niczym skomplikowane wzory, jakieś dzieła sztuki. Co kilka przecznic pojawiały się niewielkie kapliczki, bramy torii albo kamienne posążki, zapewne jakichś bóstw, stojące zwyczajnie pomiędzy sklepami i warsztatami.
                                Miasto pachniało inaczej. Nie był to smród benzyny i dymu z fabryk, do którego przywykliście w Kalifornii. Tutaj w powietrzu mieszały się zapachy ryb, gotowanego ryżu, węgla drzewnego, herbaty i czegoś słodkiego, czego żadne z was nie potrafiło nazwać. Co chwilę mijaliście uliczne stragany, na których sprzedawcy przygotowywali jedzenie na oczach klientów, nakładając je z wysokich garnków, z których buchała gęsta para. Gdzieś obok starsza kobieta sprzedawała wachlarze, a kilka metrów dalej mały chłopiec siedział na małym dywaniku na ziemi i naprawiał sandały ludziom, którzy podeszli.
                                Wielu przechodniów odwracało głowy w waszym kierunku. Patrzyli zwłaszcza na Biggy'ego. Trudno było się dziwić - nawet w Ameryce był człowiekiem zwracającym uwagę, ale tutaj... musiał wyglądać zupełnie jak przybysz z innej planety. Zwróciliście uwagę też na to, że było tu niepokojąco dużo ludzi w mundurach. Pojawiali się właściwie wszędzie, niemal na każdej ulicy, idąc w kilkuosobowych grupach. Co prawda nie zachowywali się w żaden sposób agresywnie, ale ich obecność była stała i oczywista. Ludzie reagowali na nich dość odruchowo, bez słowa ustępując im z drogi i kłaniając się nisko.
                                Minęliście również szkołę, do której właśnie szła prowadzona przez starszą kobietę grupka dzieci. Recytowali jakiś wierszyk, a kiedy obok nich pojawiła się grupka żołnierzy, wszyscy natychmiast zesztywnieli. Dla większości z was wyglądało to niewinnie, ale Walter, który był na froncie Wielkiej Wojny i widział już podobne obrazki, przeżył niespodziewane deja vu.
                                W końcu zabudowa zaczęła się zmieniać. Coraz gęściej pojawiały się budynki w stylu zachodnim, z szerokimi oknami, ceglanymi elewacjami i szyldami w języku angielskim, niemieckim i francuskim.
                                No, kurwa, wreszcie cywilizacja! - oznajmił Biggy z ulgą.
                                Powiedział człowiek, który parę chwil temu próbował gwizdnąć ośmiornicę od ulicznego handlarza... - odpowiedział mu Franny.
                                Bo wyglądała zajebiście! - zaśmiał się Biggy.
                                Riksze zwolniły, a przed wami piętrzył się hotel. Dość wysoki jak na tutejsze standardy budynek z jasnej cegły i kamienia wyróżniał się z okolicznej zabudowy. Nad wejściem wisiał elegancki szyld z napisem zarówno po angielsku, jak i po japońsku (dzięki czemu każdy z obecnych zdobywa +k10 japońskiego). Przed drzwiami stał portier w eleganckim i idealnie skrojonym mundurze, który powitał was na wejściu po angielsku.
                                Dzień dobry, mieli państwo rezerwację? - spytał, kłaniając się.
                                Tak, tak... - odpowiedział profesor, grzebiąc w kieszeniach, aż w końcu wyjął z niej małą karteczkę i podał portierowi. Ten spojrzał na nią, kiwnął głową i uśmiechnął się. - Zapraszam - otworzył drzwi.
                                Ja pierdolę... - wydyszał jakby z lekkim niedowierzaniem Biggy, stojąc nadal na środku ulicy.
                                Co? - spytał Franny.
                                Chyba pierwszy raz w życiu będę spał gdzieś, gdzie nie ma szczurów...
                                Jeszcze nie widziałeś pokoju, więc nie ciesz się za szybko - odrzekł Red.
                                Właśnie dlatego powiedziałem "chyba"...
                                Franny prychnął pod nosem.
                                Podobno w takich miejscach dają darmowe ręczniki. Jeśli będą też tutaj, to zabieram dwa...
                                Tylko dwa? - spytał Biggy, z wyczuwalną pewną kpiną w głosie.
                                Nie jestem zachłanny - odpowiedział spokojnie Franny.
                                Przekroczyliście próg hotelu i niemal natychmiast poczuliście się nieswojo: wysoki sufit, polerowana drewniana podłoga, miękki dywan, mosiężne lampki, wiszące lustra, zapach palonej kawy i drogich cygar... Wszystko to wydawało się dla was, prostych ludzi z Kalifornii lub Alaski, czymś jeszcze bardziej egzotycznym, niż sama Japonia. Nawet Sam i Rosa, kiedy was dogonili, wydawali się być mniej pewni siebie, niż zwykle.
                                I oto kolejny przejaw kultury kapitalizmu, lub raczej jej braku. Bogacze opływają w luksusy, popalając cygara, a biedni muszą ciągnąć riksze... - Rosa nie mogła się powstrzymać od komentarza. Razem z Samem i trochę zagubionym Natem stanęli na progu i stwierdzili, że nie spędzą nocy w takim miejscu.
                                Ale to wszystko jest już opłacone! - zdenerwował się Chance.
                                Trudno - odpowiedział stanowczo Sam. - To twój problem, jeśli wolisz wydawać pieniądze na wyzyskiwaczy klasy robotniczej. Ale my nie weźmiemy w tym udziału. Będziemy spać na ulicy lub w noclegowni, gdziekolwiek gdzie nie będziemy przez to wspierać wyzysku.
                                I wyszli. Chance stał przez chwilę w miejscu, wpatrzony w drzwi, którymi trzasnął Sam, ale w końcu wzruszył ramionami. On jeden zresztą zdawał się nie być nijak speszony tym miejscem. Podszedł do recepcji i w kilka minut załatwił formalności.
                                No dobrze, moi drodzy - powiedział wyraźnie ucieszony. - Pokoje są gotowe - odrzekł i przystąpił do rozdawania kluczy. - Wszystkie dwuosobowe. Panienki oczywiście razem, dam im klucze później. Panie Carter, proszę klucz, będzie pan z panem Watanabe, kiedy ten wróci. Pan Murdock... z panem... Frannym? A pan Red z panem Biggym.
                                O nie, kurwa! - wysyczał Biggy.
                                Co "nie"? - zdenerwował się Red.
                                Bo będziesz chrapał!
                                Ja nie chrapię!
                                Jak to, kurwa, nie? Chrapiesz jak silnik tamtego statku! - wyglądali, jakby zaraz mieli się pobić.
                                No dobrze, dobrze, to niech będzie pan Ticky z panem Biggym, a pan Red ze mną. Może być? - starał się uspokoić sytuację Chance. Ci tylko spojrzeli po sobie i wzruszyli ramionami. - Doskonale! No, to rozgośćcie się, odpocznijcie, umyjcie się i nie zapomnijcie o tym, że wieczorem idziemy na przyjęcie! No, a ponieważ udało mi się wynegocjować zwrot za tamtą trójkę - oznajmił z dumą - proponuję, żebyśmy spotkali się za godzinę lub dwie na lunchu. Tu, w hotelowej restauracji. Posiedzimy sobie, zagramy w karty, a wieczorem przyjęcie. A jutro... wrócimy do poszukiwania Nakamury - uśmiechnął się szeroko i odszedł w kierunku pokoju, najwidoczniej przekonany, że właśnie rozwiązał wszystkie problemy.

                                REN

                                Podczas gdy reszta grupy udała się do hotelu lub na zakupy, Ren postanowił na chwilę odłączyć się od pozostałych. W przeciwieństwie do większości towarzyszy nie czuł się tutaj zagubiony, wręcz przeciwnie - po raz pierwszy od lat czuł się jak w domu. Niemniej, Jokohama była nieco inna, niż ją zapamiętał. Z jednej strony pełna dźwięków i zapachów z dzieciństwa, z drugiej - bardziej zatłoczona i nerwowa. Na wielu budynkach wisiały flagi, na ulicach widział mnóstwo żołnierzy. Miasto żyło swoim rytmem, ale oprócz tego było w nim coś jeszcze. Coś nieco bardziej obcego.
                                Najpierw jednak należało się zająć sprawami praktycznymi. Amerykańskie dolary były tutaj użyteczne tylko w określonych miejscach i określonych kręgach. A jeśli grupa miała spędzić w Japonii więcej niż kilka godzin, potrzebowała jenów. A skoro i tak musiał znaleźć kantor, być może przy okazji uda się dowiedzieć czegoś więcej.
                                Profesor Chance najwyraźniej zamierzał szukać Kazuo Nakamury, pokazując jego fotografię przypadkowym przechodniom. Ren podejrzewał, że istnieją skuteczniejsze metody. Poprawił kołnierz płaszcza i ruszył w głąb miasta, pozostawiając za sobą hotel, grupę i ich coraz bardziej chaotyczną ekspedycję. Przed nim rozciągała się Jokohama — ogromna, głośna i pełna ludzi. A gdzieś pośród nich być może znajdował się pierwszy ślad prowadzący do człowieka, którego szukali.

                                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                ♥
                                2
                                • KaworuK Niedostępny
                                  KaworuK Niedostępny
                                  Kaworu jako Eleonora Croft (Anna White)
                                  napisał ostatnio edytowany przez Kaworu
                                  #90

                                  Eleonora spędziła bardzo miło czas z Violet, przeglądając i kupując kimona. W końcu zdecydowały się na zakup - panna Croft zakupiła zielone, kontrasujące z brązem jej oczu i włosów. Natępnie wróciły rikszą do hotelu, gdzie już czekała na nich reszta grupy.

                                  Przy obiedzie

                                  - Wiecie? - zagaiła Eleonora - Nieco zazderoszczę Samomi i reszcie - Ich siły przekonań i zasad moralnych. Ja nie potrafiłabym zrezygnować z luksusów tego hotelu dla nocowana w jakiejs noclegowni, a i kapitalizm nie jest z mojej perspektywy aż tak wielkim problemem. Znaczy tak, znam teorie ekonomiczne i społeczne krytykujące konsumpcjonizm i kapitalizm, ale, hm... to bardziej ciekawość intelektualna niż jakieś zasady, którymi się kieruję w życiu? Musi być bardzo przyjemnie mieć aż tak silny kompas moralny - westchnęła, zawstydzona własnymi poglądami politycznymi.

                                  - Mam nadzieję, że nic im się nie stanie w tym obcym kraju... - powiedziała, patrząc przez okno.

                                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                  0
                                  • AgnesA Niedostępny
                                    AgnesA Niedostępny
                                    Agnes jako Violet Shane
                                    napisał ostatnio edytowany przez Agnes
                                    #91

                                    -Jakoś tak... nigdy się nad tym nie zastanawiałam - przyznała cicho Violet. - Dotychczas nie miałam luksusów, żeby z nich rezygnować. Czy nasze dzisiejsze zakupy to był przejaw tego... kapitalizmu i konsumpcjonizmu? - ściszyła głos jeszcze bardziej.

                                    Prawdę mówiąc, oglądane przez nas kimona były tak cudne, że wcale nie zdziwiłabym się, gdyby okazały się niemoralne - pomyślała. - Jednakże mam szczerą nadzieję, że nie przyczyniłam się do zgubienia kompasu moralnego przez panią Eleonorę, bo wydaje się niezwykle roztropną kobietą... no może pomijając moment, kiedy wpadła w histerię.

                                    @kaworu

                                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                    ♥
                                    1
                                    • GordianG Niedostępny
                                      GordianG Niedostępny
                                      Gordian jako Wielki Cthulhu
                                      napisał ostatnio edytowany przez
                                      #92

                                      Kiedy dołączyły do reszty Violet i Eleonora, przyszedł czas na obiad w hotelowej restauracji, zgodnie z zaproszeniem Chance'a. Sama restauracja okazała się być kolejnym miejscem szoku kulturowego. Po pierwsze, nie było tu żadnych krzeseł, a przynajmniej nie takich, jakie znaliście. Zamiast nich, przy niskich, lakierowanych na bordowo stolikach przypominających bardziej jakieś dziwne podesty niż stoły, leżały na ziemi poduszki. Sam pomysł siedzenia na podłodze podczas posiłku wywołał w niektórych pewne zmieszanie. Część z was sobie poradziło, choć wyglądało to trochę tak, jakbyście musieli udawać, że nie siedzicie na własnej nodze. Innym zajęło to nieco dłużej, zanim znaleźliście dla siebie odpowiednią, w miarę wygodną pozycję. Biggy natomiast od razu uznał całą tę sytuację za dzieło szaleńca.
                                      Spać na podłodze to się zdarzało, ale jeść... - oznajmił, próbując skrzyżować nogi, zanim coś chrupnęło mu w kolanie. - O kurwa! - wycedził przez zęby.
                                      Jeszcze gorzej było, kiedy przyniesiono jedzenie. Większość z was spodziewała się czegoś przypominającego amerykański obiad. Nie żebyście wcześniej zajadali się jakimiś luksusami, bo jeszcze miesiąc temu jedliście głównie jedzenie z puszek w San Francisco, ale coś takiego... Przyniesiono wam kilka dość nietypowo wyglądających, niewielkich naczyń. Na stoliku przed wami stała miska ryżu, grillowana ryba, miseczka czegoś, co chyba było zupą, oraz masa dodatków, których przeznaczenia nie byliście pewni. Do tego, nie było tu tradycyjnie wyglądających sztućców, a zamiast tego po dwie pałeczki. Coś, co widzieliście tylko na filmach.
                                      No, to... smacznego! - Chance dość nieudolnie spróbował udać entuzjazm. - Panno Croft, jak to się mówi po japońsku?
                                      Chance chwycił pałeczki i próbował na nie złapać kawałek ryby. Kawałek ryby jednakże nie wykazał absolutnie żadnej chęci do współpracy. Po krótkiej walce wystrzelił spomiędzy pałeczek i wylądował prosto na Walterze.
                                      Och, przepraszam, panie Murdock... - powiedział nieco zmieszany Chance. Biggy i Ticky zanieśli się głupawym śmiechem. Ci jednak wcale nie radzili sobie lepiej i poddali się już po kilku próbach.
                                      Dobra, chuj, ja to pierdolę - oznajmił Franny. - Nie da się tym jeść.
                                      Pewnie, że się da - odpowiedział Red. - Patrz!
                                      Chwycił szybkim ruchem kawałek ryby pomiędzy pałeczki, który chwilę później znów trafił z powrotem na miskę.
                                      ...prawie.
                                      "Pałkarze" jednak szybko znaleźli rozwiązanie i zaczęli jeść rękami. Zupę zaś po prostu wypili, dając całej reszcie wrażenia słuchowe związane z symfonią siorbnięć.
                                      Kiedy Eleonora wyraziła swoje rozterki dotyczące swoich poglądów, profesor jedynie mruknął, jakby się nad czymś zastanawiając, ale ostatecznie nic nie powiedział. Jedynym, który był skłonny je skomentować, okazał się Biggy.
                                      No i chuj z nimi, krzyżyk na drogę - zarechotał. - Nie wiedzą, co tracą.

                                      ***

                                      Wieczór nad Jokohamą zapadł szybko. Kiedy opuszczaliście hotel, ostatnie ślady zachodzącego słońca odbijały się jeszcze w oknach budynków, ale większość miasta tonęła już w miękkim świetle latarni i lampionów. Ulice nie pustoszały jednak wraz z nadejściem zmroku. Wręcz przeciwnie. Tam, gdzie za dnia dominowali robotnicy, urzędnicy i kupcy, teraz pojawiali się ludzie wracający z pracy, spacerujące rodziny, żołnierze oraz młodzież korzystająca z chłodniejszego powietrza. Miasto wydawało się nieco spokojniejsze niż za dnia, ale pod tą pozorną spokojnością nadal wyczuwało się energię ogromnego portu, przez który każdego dnia przewijały się tysiące ludzi i ton towarów.
                                      Nieobecność Rena zaczynała jednak ciążyć nad całą wyprawą coraz bardziej. Początkowo nikt nie przywiązywał do niej większej wagi. W końcu był jedyną osobą w grupie, która znała język, znała kraj i potrafiła odnaleźć się w jego realiach. Jeśli ktoś miał bez problemu znaleźć kantor, urząd albo właściwą ulicę, był to właśnie on. Problem polegał na tym, że od jego wyjścia minęło już kilka godzin. Nawet profesor Chance zaczął zerkać od czasu do czasu na drzwi hotelu. Nie robił tego co prawda na długo, zawsze bowiem znajdował sobie jakieś wytłumaczenie takiego stanu rzeczy: może znalazł jakąś ciekawą bibliotekę, albo natknął się na kogoś znajomego. No bo niby dlaczego by nie? Problem polegał na tym, że każde kolejne wyjaśnienie brzmiało mniej przekonująco od poprzedniego. Ostatecznie jednak profesor nie zdecydował się odwołać wizyty.
                                      Kiedy wyszliście z hotelu, Chance zaprowadził was najpierw do noclegowni kilka przecznic dalej, gdzie zatrzymali się Rosa, Sam i Nate. Po upewnieniu się, że na pewno nie chcą wybrać się z nimi na przyjęcie, Chance powiedział:
                                      No dobrze... w takim razie może zostaniecie i będziecie obserwować hotel. Jeśli pan Watanabe wróci, poinformujecie go o miejscu, w którym będziemy - po czym dał im karteczkę z adresem. Ci przyjęli takie zadanie, najwidoczniej było to coś, co im odpowiadało. Wyglądali zresztą na dość dobrze zadomowionych w noclegowni. Kiedy tam weszliście, Sam akurat czytał na głos robotnikom zapisany na kartce jakiś tekst po japońsku, w którym Eleonora rozpoznała jakiś wykład z teorii klasowej Marksa i nawoływanie do konieczności odebrania władzy nad środkami produkcji kapitalistom i przejęcia ich przez klasę robotniczą.
                                      Drogę do willi madame Beaumont, jak ją nazywał Chance, pokonaliście rikszami. Odchodziła ona od głównej ulicy i wspinała się łagodnie na niewielkie wzniesienie. Już stamtąd można było dostrzec ponad murami korony starych sosen oraz ciepłe światło lampionów przebijające się przez wieczorny półmrok. Sam ogród sprawiał wrażenie miejsca stworzonego przez człowieka, który przez całe życie podróżował po świecie i nigdy nie potrafił zdecydować, gdzie naprawdę chce mieszkać. Nie przypominał ani typowego europejskiego parku, ani tradycyjnego japońskiego ogrodu. Był czymś pomiędzy. Kamienne ścieżki wiły się pomiędzy starannie przyciętymi krzewami azalii i karłowatymi sosnami. Niewielkie mostki przerzucono nad sztucznymi strumieniami, których woda szemrała cicho pośród gładkich otoczaków. Tu i ówdzie ustawiono kamienne latarnie, a ich ciepłe światło odbijało się w powierzchni niewielkich stawów. W jednym z nich pływały kolorowe karpie koi, leniwie krążąc pod powierzchnią niczym żywe plamy czerwieni, złota i bieli. Pomiędzy japońskimi elementami pojawiały się jednak rzeczy zupełnie niepasujące do otoczenia. Przy jednej z alejek stał kamienny posąg przedstawiający chińskiego uczonego. Nieco dalej znajdowała się drewniana figura przedstawiająca ducha-renifera, pokryta wyblakłymi już malowidłami, a pod jedną ze ścian ustawiono rząd totemicznych słupów. Na skraju ogrodu rosło natomiast samotne drzewo oliwne, które wyglądało tak, jakby ktoś z uporem próbował przekonać je, że Japonia jest południem Francji.
                                      Sama willa zdawała się wyrastać pośrodku tego wszystkiego. Była duża, ale nie przypominała bogatych amerykańskich rezydencji, które niektórzy z was widywali w Kalifornii. Nie było tu marmurowych kolumn ani przesadnego przepychu. Architektura łączyła elementy zachodnie i japońskie w sposób, który wydawał się zaskakująco naturalny. Dolna kondygnacja zbudowana została z jasnego kamienia i cegły, podczas gdy wyższe piętra posiadały szerokie drewniane galerie oraz przesuwne ściany. Duże okna wychodziły na ogród. W kilku miejscach widoczne były papierowe shōji, za którymi migotało światło lamp. Największe wrażenie robił jednak frontowy taras. Szerokie schody prowadziły do podwójnych drzwi wykonanych z ciemnego drewna. Po obu ich stronach stały ogromne ceramiczne wazony ozdobione smokami i chmurami. Nad wejściem wisiał natomiast stary dzwon, którego powierzchnia pokryta była niezrozumiałymi znakami.
                                      Oh, monsieur Chance! Enfin! - kobieta, która otworzyła drzwi, mogła mieć około pięćdziesięciu lat. Była wysoka, szczupła i wyglądająca na bardziej przyzwyczajoną do długotrwałych wypraw, niż do salonów. Jej twarz o ostrych rysach i wysokich kościach policzkowych nosiła ślady wielu lat spędzonych pod różnymi szerokościami geograficznymi, a przenikliwe szare oczy zdawały się nieustannie obserwować i analizować wszystko dookoła. Ubrana była elegancko, choć nietypowo: jej europejską suknię uzupełniały różne, wyglądające na egzotyczne ozdoby.
                                      Och, jesem tak baghrzo ścieśliwa, zie udało wam się tu psibiś! - mówiła płynnie po angielsku, ale jej silny francuski akcent zdradzał pochodzenie niemal w każdym słowie.
                                      Madame Beaumont! - profesor zdjął cylinder, ukłonił się i ucałował jej naszpikowaną biżuterią dłoń. - Nic się pani nie zmieniła od naszego ostatniego spotkania!
                                      Och, to dopghrawdi upsiejme kłamstwo - Francuzka się lekko zarumieniła. - Pghrosię, wchoście do śghrodka!
                                      Przez chwilę można było odnieść wrażenie, że przybyliście nie do domu antropolożki, tylko do jakiegoś dziwnego miejsca należącego do człowieka, który zjeździł cały świat i nie do końca mógł się zdecydować w której jego części chce zamieszkać. Kiedy jednak weszliście do środka, przekonaliście się, że to wrażenie było najzupełniej prawdziwe.
                                      Główna sala, do której was wprowadzono, była wysoka i przestronna. Drewniany strop wspierały ciemne belki, a ściany niemal całkowicie zniknęły pod książkami, mapami i eksponatami przywiezionymi z najróżniejszych zakątków świata. W jednym miejscu wisiał ogromny ręcznie malowany atlas Azji. W innym stała gablota pełna kamiennych figurek i glinianych naczyń. Pomiędzy nimi znajdowały się włócznie, łuki, ceremonialne noże, szamańskie bębny, fragmenty strojów i dziesiątki przedmiotów, których przeznaczenia większość z was nie potrafiła nawet odgadnąć. Największe wrażenie robiły jednak... maski.
                                      Dziesiątki, może nawet setki masek spoglądało na was z każdej dosłownie strony. Niektóre przedstawiały uśmiechnięte twarze duchów lub bóstw, inne wykrzywione były w grymasach gniewu, bólu albo szaleństwa. Jedne wyglądały niemal zabawnie, podczas gdy inne sprawiały wrażenie, jakby ich twórca próbował odtworzyć coś, czego człowiek nigdy nie powinien zobaczyć. W ciepłym świetle lamp i świec część z nich zdawała się wręcz obserwować gości.
                                      Po całej sali krążyli kelnerzy roznoszący tace z jedzeniem i alkoholem. Większość obecnych trzymała w dłoniach kieliszki wina, koniaku lub szampana. Rozmowy toczyły się jednocześnie po angielsku, francusku, niemiecku i japońsku. Było tu kilkunastu gości, niemal wszyscy należeli do tego samego świata: naukowców, podróżników, dyplomatów, wojskowych i ludzi, których stać było na interesowanie się odległymi częściami globu. Madame Beaumont prowadziła was od grupki do grupki niczym dyrygentka oprowadzająca po własnym królestwie.
                                      Ach, professeur Stephenson! - zawołała w pewnym momencie. Mężczyzna, do którego zawołała, odwrócił się w waszą stronę. Był wysoki, szczupły i lekko przygarbiony. Miał około pięćdziesięciu lat, cienkie okulary w drucianych oprawkach i starannie przystrzyżony wąs. Ubrany był w ciemny tweedowy garnitur, a w dłoni trzymał fajkę, której najwyraźniej od dawna nie zapalał, ponieważ zbyt pochłonęła go rozmowa.
                                      Howard Stephenson - przedstawił się wam, wyciągając rękę do każdego z was, muskając ustami te należące do Eleonory i Violet. - Wykładam orientalistykę na Harvardzie.
                                      No elo, ziomal! - zawołał Biggy, przybijając profesorowi głośną piątkę i rzucając mu się do uścisku. Stephenson zrobił wielkie oczy, ale uśmiechnął się, próbując zamaskować swoje zażenowanie. Porozmawiał chwilę z wami, wypytał o to kim jesteście i czym się zajmujecie, a później pochłonęła go rozmowa z Chancem, który wziął go gdzieś na bok. Was zaś madame prowadziła dalej przedstawiając wam kolejnych gości: starszego brytyjskiego archeologa specjalizującego się w Azji Centralnej, niemieckiego geografa, amerykańskiego dziennikarza podróżniczego, francuskiego etnografa wracającego właśnie z Indochin, aż w końcu...
                                      Pułkownik Kenzaburo Tanaka! - gospodyni przedstawiła japońskiego oficera, który ukłonił się lekko przed każdym. - Jena z baghrdziej fasinująsich osób, któghre udało mi się poznaś!
                                      Ach, madame jest dla mnie zbyt łaskawa! - jego angielski był nienaganny. Obejrzał się po was wszystkich, ale zatrzymał swój wzrok na Eleonorze i Violet, uśmiechając się lekko.

                                      ELEONORA I VIOLET

                                      Rzadko zdarza mi się widzieć cudzoziemki, które zadały sobie trud zrozumienia naszej kultury zamiast traktować ją niczym egzotyczną ciekawostkę - mówił z nieukrywaną dumą w głosie, prosząc je ze sobą na stronę. - Japonia przechodzi obecnie wielkie zmiany i mam nadzieję, że niedługo cały świat zacznie patrzeć na nią w podobny sposób, jak panienki... Może sake? - odwrócił się do kelnera i wziął dla nich po miseczce. - Za nasze dzisiejsze spotkanie! - uniósł jedną w ich kierunku i wypił. - Ach, znakomite... Według madame Beaumont, sprowadzono je prosto z cesarskiej wytwórni w Kyoto, a ona nie kłamie! - poprowadził je w kierunku ogromnego okna wyglądającego na taras, gdzie księżyc i lampiony oświetlały ogród madame. - Jeśli panienki sobie życzą, mogę nieco więcej opowiedzieć o Japonii, naszych zwyczajach, lub właściwie cokolwiek panienki potrzebują, spróbuję załatwić - oparł się o framugę okna, krzyżując ze sobą nogi.

                                      WALTER I JOHN

                                      Pghrosię się nie krępowaś, tilko korzistaś z mojej gośsinnośsi! Śmiało! - zachęciła ich madame do próbowania rozmyślnych dań i napitków z całego świata, które roznosili kelnerzy lub które leżały na stołach bufetowych. - A cim się panowie zajmują w Amerika, jeśli wolno spitaś?
                                      Jeszcze zanim którykolwiek z nich zdążył odpowiedzieć, dwóch mężczyzn rozmawiających ze sobą gdzieś w ich pobliżu zwróciło na nich uwagę.
                                      Amerykanie? - spytał jeden z nich brytyjskim akcentem, wchodząc do rozmowy. - Przepraszamy, że przeszkadzamy, madame. Chcieliśmy po prostu lepiej poznać naszych gości. Panowie, powiedzcie proszę, jak to obecnie u was wygląda. Bo w gazetach piszą o tym tak, jakby wasz kraj miał za moment umrzeć z głodu. A my jesteśmy kupcami i chcieliśmy się dowiedzieć, jakie są tam aktualnie warunki.

                                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                      ♥ 🆒 😂
                                      2
                                      • KaworuK Niedostępny
                                        KaworuK Niedostępny
                                        Kaworu jako Eleonora Croft (Anna White)
                                        napisał ostatnio edytowany przez Kaworu
                                        #93

                                        Eleonora zasiadła do stołu, bodaj jako jedyna (no dobrze, poza Renem) nie dziwiąca sią lokalnym zwyczajom.

                                        - Smacznego to po japońsku ikadakimasu – powiedziała, po czym zlożyła dłonie jak do modlitwy, powiedziała „ikadakimasu” i chwyciła pałeczki w dłonie.

                                        - Może zanim zaczniemy, parę słów o etykiecie japońskiej – zaczęła – nie podawajcie sobie rzeczy z pałeczek do pałeczek. W japonii robi się tak tylko podczas pogrzebu buddyjskiego i kojarzy się to ze śmiercią i z kościami zmarłych. Nie wbijajcie też pałeczek w ryż i zostawiajcie, to z kolej się kojarzy z ofiarami dla zmarłych, więc… też ze śmiercią. Jeśli chcecie odłożyć pałeczki, po prostu zostawcie je z boku miski – poradziła.

                                        Następnie zaczęła jeść – tu trochę rybki, tu trochę ryżu, dodatki, zupka, mniam mniam, wszystko przepyszne.

                                        ~*~

                                        Kontynuacja rozmowy przy obiedzie z Violet.

                                        - Oh, kochana, nie przejmuj się aż tak – poradziła jej Eleonora – kapitalizm jest wszechobecny, może z wyjątkiem ZSRR. Bardzo ciężko w nim nie partycypować i bardzo ciężko się od niego wyzwolić. Co więcej, nasze „oddolne’ decyzje mogą ocalić nasze sumienie, ale raczej nie zmienią całego systemu, bo to z nim jest problem. Zmiana musi zajść od góry – od polityków, biznesmenów, instytucji finansowych, nawet od systemu edukacyjnego. Ale wybory zwykłych ludzi nie mają na system kapitalistyczny najmniejszego wpływu. Dlatego nie przejmuj się zbytnio, niezależnie od tego, co teraz postanowimy albo nie, nie zbawimy bądź przeklniemy świata jako takiego.

                                        Gdy Eleonora usłyszała komentarz Bigby’ego o Samie i reszcie, przez chwilę wyglądała tak, jakby bardzo chciała coś powiedzieć, ale ostatecznie zdecydowała się kontynuować posiłek i przemilczeć jego wypowiedź – co najwyraźniej kosztowało ją sporo wysiłku.

                                        ~*~

                                        Eleonora czuła się w rezydencji pani antropolog jak u siebie. Sama znała dosyć dobrze antropologię, i choć znała tylko jeden język obcy (japoński) to w międzynarodowym towarzystwie była niczym ryba w wodzie. A gdy pojawiła się wizja rozmowy z pułkownikiem Kanzaburo Tanaką, pojawił się w jej głowie pewien plan.

                                        (Boże w Niebiosach, oby wyszło lepiej niż z tamtym japońskim wojskowym – pomodliła się w myślach, przechodząc do jego realizacji).

                                        - Panie szanowny – przemówiła po angielsku – pozwoli Pan, że posłuzę się angielskim, bo moja towarzyszka nie mówi po japońsku. Przybyliśmu tutaj z naszą grupą w poszukiwaniu pewnego konkretnego człowieka, który ma przebywać w tym mieście. Jest ono jednak duże, a moje poprzednie próby odnalezienia owej persony sprawiły, że… lokalni ludzie poczuli się urażeni i zareagowali emocjonalnie – była to dosyć pobieżna relacja, ale prawdziwa – Czy mógłby pan nam pomóc w znalezieniu tej osoby? Byłybyśmy bardzo wdzięczne, ale proszę się nie trudzić, jeśli to dla pana zbyt wielki wysiłek bądź problem, nie chcemy być namolne… - wyjaśniła.

                                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                        1
                                        • KetharianK Niedostępny
                                          KetharianK Niedostępny
                                          Ketharian jako John Carter (Mike Dundee)
                                          Obsługa Moderator Mecenas
                                          napisał ostatnio edytowany przez Ketharian
                                          #94

                                          Ulice Yokohamy


                                          Wspólny posiłek wprawił Johna w kompletną konsternację, kulturową obcością zarówno dań jak i metodami ich spożywania budząc ogromne zmieszanie prostolinijnego myśliwego. Chociaż nie powinien był wyjść w takich okolicznościach na prostaka większego niż czwórka pałkarzy, John z rozpaczą w oczach jął się przyglądać, co właściwie robią z tutejszym jedzeniem profesor Chance, Violet i Eleonora czy Walter, którzy nagle urośli w jego opinii do rangi prawdziwych znawców orientalnych zwyczajów.

                                          Egzotyczne przyprawy, nietypowa konsystencja składników i sposób przyrządzenia złożyły się na posiłek, względem którego Carter nie ważył się wydać kulinarnego osądu. To było coś innego, coś zupełnie nowego, co napełniło żołądek Alaskańczyka krzepiącym ciepłem, ale zdezorientowało zmysł smaku mężczyzny.

                                          Podróż nocnymi uliczkami Yokohamy do posiadłości francuskiej badaczki bynajmniej nie wyrwała myśliwego z stanu oszołomienia. Wrażenie obcości pogłębiało się w nim coraz bardziej, a wraz z nim złość na samego siebie za nie dość solidne skupienia na lekcjach japońskiego w trakcie morskiej podróży.

                                          Na domiar złego John zaczynał zauważać u siebie jeszcze jedno źródło irytacji, którego przyczyn nie potrafił zrozumieć, wywoływane niezmiennie za każdym razem widokiem miedzianowłosej Kalifornijki pogrążonej w żywych rozmowach z Walterem.

                                          Kolacja w rezydencji pani Beaumont okazała się wyzwaniem zupełnie innego rodzaju. Wśród gości było wielu białych ludzi władających angielskim, a jedzenie znacznie bardziej przypominało znajomą Johnowi kuchnię, ale osoby rozmówców stanowiły towarzystwo dalece przerastające Alaskańczyka wykształceniem i statusem społecznym. Goście pani Beaufort używali słów, których znaczenia John mógł się jedynie domyślać i poruszali tematy, o których nie miał on pojęcia.

                                          Czując się niczym bezbronne dziecię krążące pomiędzy obytymi ze światem dorosłymi, oddał inicjatywę w rozmowach Walterowi samemu sącząc w oszczędny sposób alkohol.

                                          Popieram postulat Gladina wzywający do zniszczenia 4-tej edycji WFRP!

                                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                                          0

                                          Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

                                          Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

                                          Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

                                          Zarejestruj się Zaloguj się
                                          Odpowiedz
                                          • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                                          Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                                          • Najpierw najstarsze
                                          • Najpierw najnowsze
                                          • Najwięcej głosów


                                          • Zaloguj się

                                          • Nie masz konta? Zarejestruj się

                                          • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                                          Powered by NodeBB Contributors
                                          • Pierwszy post
                                            Ostatni post
                                          0
                                          • Kategorie
                                          • Ostatnie
                                          • Tagi
                                          • Popularne
                                          • Świat
                                          • Użytkownicy
                                          • Grupy
                                          • Strona startowa