Przejdź do treści
  • Kategorie
  • Ostatnie
  • Tagi
  • Popularne
  • Świat
  • Użytkownicy
  • Grupy
  • Strona startowa
Skórki
  • Jasny
  • Brite
  • Cerulean
  • Cosmo
  • Flatly
  • Journal
  • Litera
  • Lumen
  • Lux
  • Materia
  • Minty
  • Morph
  • Pulse
  • Sandstone
  • Simplex
  • Sketchy
  • Spacelab
  • United
  • Yeti
  • Zephyr
  • Ciemny
  • Cyborg
  • Darkly
  • Quartz
  • Slate
  • Solar
  • Superhero
  • Vapor

  • Domyślna (Cyborg)
  • Brak skórki
Zwiń
Patronite
  1. Start
  2. Sesje D20
  3. Rozgrywka
  4. Polowanie w Lwiej Loży - Rozgrywka
Polowanie w Lwiej Loży
SantorineS
Santorine jako
Mistrz Gry
Mistrz Gry
MekowM
Mekow jako
Zaira
LubeszL
Lubesz jako
Jaithe
slann22S
slann22 jako
Zakareth z Leng
PiołunP
Piołun jako
Kraghul Ośmiooki

Polowanie w Lwiej Loży - Rozgrywka

Zaplanowany Przypięty Zablokowany Przeniesiony Rozgrywka
pathfinder 2egolarion
45 Posty 5 Uczestników 965 Wyświetlenia 3 Obserwuje
  • Najpierw najstarsze
  • Najpierw najnowsze
  • Najwięcej głosów
Odpowiedz
  • Odpowiedz, zakładając nowy temat
Zaloguj się, aby odpowiedzieć
Ten temat został usunięty. Mogą go zobaczyć tylko użytkownicy upoważnieni do zarządzania tematami.
  • slann22S Niedostępny
    slann22S Niedostępny
    slann22 jako Zakareth z Leng
    napisał(a) ostatnio edytowany przez
    #32

    Gdy usłyszała słowa orka na temat tego, że nie chce wykorzystać fałszywego krasnoluda, to wzruszyło ramionami i cicho powiedziała.
    - Dla Pełzającego Chaosu i tak wszystkie narody i cywilizacje są tylko jak kwiaty, który należy podlewać, ale i przycinać, albo wyrywać z korzeniami-
    Zakareth W milczeniu pomagała towarzyszom badać całą posiadłość. Na widok zawieszonej wypchanej ludzkiej głowy powiedziała.
    - Tam skąd pochodzę mieszka pewien Ghoul, który handluje ludzkimi głowami należącymi do mędrców i uczonych… Są zaklęte tak, że zachowują świadomość i zawsze można z nimi porozmawiać… W pewnym sensie ten człowiek więcej miał szczęście… -
    Przyjęła pomoc w leczeniu bez narzekania,
    Gdy natrafili na ołtarz, to powiedziała.
    - Mam ochotę go w jakiś sposób zbezcześcić… To mogło by osłabić krasnoluda sługę diabłu… Ale wolę nie robić sobie na razie tak wielkich wrogów…- I podeszła przyglądać się zwojom.

    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
    1
    • LubeszL Niedostępny
      LubeszL Niedostępny
      Lubesz jako Jaithe
      napisał(a) ostatnio edytowany przez
      #33

      Chodząc po pomieszczeniach dotykałam wszystko. Były to jak najbardziej zwykle pomieszczenia, choć dekoracja z trofeum osób była osobista. Każda z nich dotknęłam jakbym patrzyła na coś... co mi cos przypominało. Miałam znów to samo uczucie jak z wypchanymi zwierzętami. A gdy zakareth powiedziała o ghoulu, az sie uśmiechnęłam.
      -TAK... bycie w zawieszeniu śmierci jest gorsze niż samo bycie trofeum.

      Pogłaskałam czule trofea jakbym im współczują, albo miało się wrażenie jakbym rozumiała przez co mogli przechodzić.
      Nie czekaliśmy długo w tych pomieszczeniach i ruszyliśmy do zamkniętych drzwi. Ściągnęłam runę pułapkę i wkroczylismy do srodka.

      Pomieszczenie nie wzbudziło we mnie strachu, rozejrzałam sie zaciekawiona. Mieszkałam w ciemności jaskiń, tutaj było dość jasno. Malowidła na ścianie były dopracowane detalami, ale nie rozpoznałam kto to jest.
      -Czy to ten demon o którym mówiłaś że list mial jego pieczęć?- zapytałam pokazujac na malowidła
      -Zbeszteścić stół? Myslisz że to coś pomoże? Czy masz podejrzenia że on daje moc?-
      Spojrzałam uważnie na stół próbując obczaić czy ten ołtarz mial powiązania magiczne religijno-okulistuczne ktore by dawały jakas moc lub władzę.

      -Coś ciekawego jest w zwojach? Lista ofiar? Cel?

      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
      0
      • SantorineS Online
        SantorineS Online
        Santorine jako Mistrz Gry
        napisał(a) ostatnio edytowany przez
        #34

        Zakareth i Jaithe skupiły swoją uwagę na poszarpanych skrawkach pergaminu. Zwoje, poza paroma, które podróżnicy zidentyfikowali jako zaklęcia leczenia, iluzji i klątwę, która zsyłała nienaturalny strach na przeciwników, wydawały się być jakimś rodzajem traktatu diabolistycznego poświęconemu księciu piekieł, Alocerowi.

        Część stronic, zapewne wyrwanych z jakiejś księgi, w specyficzny sposób wykładała fragmenty jakiegoś rytuału: był tutaj spis wszystkich potrzebnych składników (kadzideł, cielęcej krwi zmieszanej z ziołami), a także krótki traktat o pozycjach planet, które miały skrupić się w najlepszą moc. Był to jakiś rytuał, który polegał na polowaniu ofiar ku czci diabelskiego księcia.

        Jaithe przez parę momentów skupiła się na stole: choć były tutaj pozostałości magii przywoływań, zaklinaczka stwierdziła, że było to po prostu jakieś miejsce kultu, które było przeznaczone oddawaniu czci. Była jednak pewna, że od pewnego czasu żadnej magii tu nie czynił, bowiem magiczne sygnatury były słabe.

        Kraghul nagle zauważył, że skóra, na którą zostały naniesione malowidła była najprawdopodobniej ludzka.

        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
        0
        • PiołunP Niedostępny
          PiołunP Niedostępny
          Piołun jako Kraghul Ośmiooki
          Mecenas
          napisał(a) ostatnio edytowany przez
          #35

          Kraghul nie odpowiedział od razu na słowa Zakareth. Zatrzymał się przed rozwieszonymi skórami, uważnie je studiując. Migotliwe światło płonących stalaktytów padało na malowidła Alocera, wydobywając z nich kolejne szczegóły. Ogień tlący się w lwiej paszczy, napiętą cięciwę i płonący grot strzały. W zmiennym blasku podobizna piekielnego łowcy wydawała się jeszcze bardziej złowroga. Kher przeszedł powoli z barku orka na jego kołnierz. Zwykle niespokojne odnóża eterycznego pająka znieruchomiały, zwrócone ku wizerunkowi księcia Piekieł.

          Kraghul zbliżył się o krok i uniósł dłoń, lecz nie dotknął malowidła. Jego palce zatrzymały się tuż przed nierówną powierzchnią skóry. W kilku miejscach widoczne były ślady po rozciąganiu, drobne nacięcia i zmarszczki, których nie pozostawiłby żaden tkacz. Palce drugiej dłoni zacisnęły się mocniej na kosturze. Głowy zawieszone w pokojach gościnnych, fragmenty ciał porzucone w szufladach i pod łóżkami, ludzka skóra wykorzystana jako nośnik piekielnych podobizn. Wszystko w tym miejscu podporządkowano jednemu celowi. Transformacji cielesnej powłoki tak, by zasilić inną, dalece mroczniejszą przemianę.

          Kraghul odwrócił się ku stołowi. Pułapka na niedźwiedzie zaciskała stalowe szczęki wokół czaszki. Wokół leżały fragmenty pergaminów, zapiski o cielęcej krwi, ziołach i właściwym położeniu planet. Miejsce kultu nieprzyjemnie przywodziło mu na myśl warsztat rzeźnika, który nauczył się czytać z gwiazd.
          – Nie można mieć złudzeń, że zabijał wyłącznie dla czystej perwersji zadawania śmierci – powiedział wreszcie. – Każda ofiara była częścią obrzędu.
          Przesunął palcami po rytmicznej kości zawieszonej przy pasie. To przypomniało mu o niej.

          – Podejrzewam, że polowanie samo w sobie jest istotną częścią tego rytuału. Strach, pościg i zabicie kogoś, kto przybył tu jako gość. Mogę się mylić, ale nie chodziło wyłącznie o składanie ofiar. Trzeba było na nie zapolować, a kiedy Auldegrund dopadł już swoją zdobycz i ją oprawił, otrzymywał nowe dary od tego, z kim... albo z czymkolwiek zawiązał pakt. Ta istota może karmić się strachem ofiary i determinacją łowcy.
          Jego spojrzenie przesunęło się ku ciemniejszej części groty, dalej niż sięgało chybotliwe światło.

          – Ciekaw jestem, czy rytuał jest właśnie w toku. Możliwe, że wystarczyło zwabić nas do Loży i odebrać nam drogę odwrotu. Jeśli tak, Auldegrund nie musi zabijać nas własną ręką. Być może dla Alocera wystarczy, że zginiemy na jego terenie, ścigani jak zwierzęta. Ciekawe.
          Z głębi jaskini dochodził ledwie słyszalny szmer. Może przeciąg przesuwał się przez szczeliny, a może gdzieś daleko kapała woda. Echo wracało przeciągłe i obce, podobne do oddechu czegoś ukrytego pod warstwami skały.

          Dopiero wtedy Kraghul zwrócił się do Zakareth.
          – Na razie niczego bym nie niszczył. Raczej nie z obawy przed panem naszego łowcy, tylko dlatego, że możemy się jeszcze czegoś stąd dowiedzieć. Zapewne więcej niż od Dorlivina. Zabierzmy wszystko, co może się przydać. Gdy poznamy zasady rytuału, łatwiej będzie go przerwać. Zbezczeszczenie ołtarza bez wiedzy może osłabić Auldegrunda, ale równie dobrze go ostrzec.
          Kher poruszył się niespokojnie. Przebiegł po kołnierzu Kraghula i zatrzymał się przy jego szyi, zwrócony ku ciemności. Ork uniósł dwa palce i przesunął nimi delikatnie po jego grzbiecie, uspokajając stworzenie.

          Potem podszedł do krawędzi półki skalnej. Końcem kostura odsunął drobny kamień. Ten potoczył się po nierównej powierzchni, odbił raz, drugi, a potem zniknął w przepaści. Minęła dłuższa chwila, nim z dołu dobiegło ciche, głuche uderzenie. Kraghul przechylił głowę, nasłuchując.
          – Proponuję, żebyśmy poszli dalej, ale ostrożnie. Skoro gospodarz tak bardzo lubuje się w pułapkach, może ich tu być całkiem sporo.
          Stuknął kosturem o kamień przed sobą, tym razem lżej, badając nie tylko podłoże, lecz także sposób, w jaki echo wracało od ścian. Nie miał dużego doświadczenia z wykrywaniem pułapek, ale to nie znaczyło, że nie należało przynajmniej próbować.
          – Dorlivinie. Proszę, skup się. Przypomnij sobie. Dokąd prowadzi ta droga i co miało tam na nich czekać? – zayptał w ostatim zrywie desperackiej nadziei, że jeszcze jakiś ślad pamięci został w sztucznie podtrzymywanym konstrukcie. Zawsze warto próbować.

          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
          1
          • slann22S Niedostępny
            slann22S Niedostępny
            slann22 jako Zakareth z Leng
            napisał(a) ostatnio edytowany przez
            #36

            Kapłanka Nyarlathotepa pokiwała głową wysłuchując orka i odpowiedziała.
            - Zgadzam się z tobą w kwestii ołtarza… Jednakże będziemy musieli wymyślić sposób, aby zastawić na niego pułapkę. Możemy po prostu udawać trupy, albo przynajmniej niech towarzysz krasnolud powie, że się z nami uporał kosztem swoich towarzyszy. Jeśli ktoś z nas potrafi budować pułapki, lub widzi coś co jako taka może posłużyć, to możemy go w nią zbawić, zwłaszcza jak wypiszemy na ścianach wyzwiska oskarżające go o tchórzostwo, co nawet nie będzie kłamstwem-

            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
            0
            • MekowM Niedostępny
              MekowM Niedostępny
              Mekow jako Zaira
              napisał(a) ostatnio edytowany przez Mekow
              #37

              Cztery pokoje "gościnne" - akurat dla nich. Może liczebność była dodatkowym powodem dla którego zaproszono tu właśnie ich ekipę? Mieli zostać odurzeni i śpiąc w tych pokojach czekać na złożenie w ofierze? Zaira uznała te głowy za paskudne i od razu odwróciła wzrok. Co innego jeleń z majestatycznie wyglądającymi porożami, dzik z kłami, wypchany niedźwiedź lub pięknie upierzony ptak - to było estetyczne. Ludzkie głowy wyglądały okropnie - ani to to ładne, ani chwalebne... Ich głowy miały zapewne skończyć podobnie.

              Elfka uspokoiła swoje nerwy gdy opatrywała Zakareth i Kraghula. Pomoc towarzyszom była czymś zupełnie normalnym. Ale kapłanka została sama i oberwała za nich wszystkich, podczas gdy oni skupili się na siwobrodym, a konkretnie gdy Zaira to zrobiła - należało jej zrekompensować to poświęcenie. Kraghul zaś był ich najsilniejszym wojownikiem, że nic dziwnego iż obrano go jako główny cel. Musiał pozostać sprawny i silny - i miał tak dobrze zbudowaną klatę, że... pomaganie im pomogło też mentalnie elfce.

              Szkoda, że nie było zapasów i jedyne co Zaira mogła zebrać z kuchni to środek nasenny. Śniegolodowe zaklęte konstrukty nie jadały... Ciepło, na przykład wydzielane przez ogień mogło być skuteczną bronią przeciwko nim, ale tego właśnie brakowało tutejszemu oświetleniu.

              Religia. Znowu, religia! Bogowie mieli dość mocy i nie potrzebowali posługaczy, ale zawsze znajdzie się taki, który za przywileje 'darów' jak to je określono, będzie zabijał innych i składał ich w ofierze.
              Ona sama zniszczyła by oba obrazy. Już nawet miała dłoń na rękojeści scimitara. Ale decyzja był inna - cóż, Zaira nie zamierzała się wyrywać z niszczeniem. W czym by im to pomogło? Poczuli by się trochę lepiej i tyle.

              Sprawdzić kamieniem jak tu wysoko? Sama też by to zrobiła. Ale czy kamień upadł na skały, czy kości poprzednich ofiar? Ciężko było powiedzieć...

              - Bardziej znam się na polowaniu, niż zastawianiu pułapek. To dwie zupełnie różne rzeczy, - zauważyła Zaira i zamyśliła się na chwilę. Uśpienie ich było niczym sidła i co zamierzali zrobić potem? Wypuszczać pojedynczo, bez broni, osłabionych, aby na nich zapolować? Dorlivin to udaremnił... - ale wiem jak to się rozstawia. - powiedziała po krótkiej chwili. Przez myśli przemknęła jej wizja połączenia sideł z środkiem nasennym, ale ten musiał by być zaaplikowany na metal nie dłużej niż minuty przed zatrzaśnięciem się, a tego przywileju nie mieli.

              - Ktoś wie coś więcej o tym bogu, co może nam się przydać? Jak postępują jego kapłani na przykład?- zagadała cicho, nie chcąc aby jej głos poniósł się tunelami.
              Plany planami, ale teraz musieli iść dalej.

              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
              0
              • SantorineS Online
                SantorineS Online
                Santorine jako Mistrz Gry
                napisał(a) ostatnio edytowany przez
                #38

                – Dorlivinie. Proszę, skup się. Przypomnij sobie. Dokąd prowadzi ta droga i co miało tam na nich czekać?

                Fałszywy krasnolud, który dotychczas raczej biernie przypatrywał się całej tej scenerii, drgnął, kiedy usłyszał Kraghula. Brodacz podrapał się po swojej kudłatej głowie, próbując przypomnieć sobie cokolwiek.

                – Nie wiem… – rzekł wreszcie, bezwiednie obracając w ręce żelazne kolce, które służyły jako element sideł. – Na młot i stylisko młota Toraga, przysięgam, że nie wiem! Przeklęta pamięć!

                Potrząsnął głową.

                – Rzekłbym jednak, że to tam, w głębi znajduje się jego… Pracownia? – krasnolud zrobił minę, jakby wypowiedział coś głupiego. – Wydaje mi się, że ja i pozostali dopiero żeśmy zostali wniesieni do komnaty uczt nieco później, a w każdym razie ON tak mówił – Dorlivin zadrżał lekko, myśląc o oryginalnym Auldegrundzie.

                Krasnolud jednak podniósł przed siebie kolec pułapki.

                – Pamiętam jednak, jak stawiać sidła – rzekł Dorlivin, przesuwając żyłki i zapadki wśród masy różnorakich części pozostawionych pod stołem. – Co, jeśli - haha! - co jeśli zapolujemy na tych drani i rozłożymy te pułapki tak, że kiedy stary ‘degrund tu przyjdzie, to nadzieje się na swoje własne sidła!?

                ~

                Czwórka podróżników i Dorlivin ruszyli przed siebie, wzdłuż półki skalnej. Kraghul przystawał co pewien czas i spoglądał to na lśniące od wilgoci posadzkę i ściany, a także sklepienie jaskini. Cóż, trzeba było przyznać, że jeśli ukryć pułapki, to właśnie tutaj, gdzie każdy kamień, stalaktyt i szczelina mogły być jakimś rodzajem plujki albo wilczego dołu. Grota, rozświetlana przez stalaktyty, wydawała się być zdradliwa i kryjąca coś wyjątkowo paskudnego.

                Dorlivin co innego. Krasnolud parł przed siebie, niemalże zobojętniałym wzrokiem witając kolejne z zakrętów półki skalnej ze stoickim spokojem i, być może, jakimś rodzajem twardej determinacji, której tylko iskry przenikały na jego twarz.

                ~

                Grota

                Jak się okazało, uskok skalny otwierał się na spore wgłębienie. Płaskie lico ściany uskakiwało na jakieś dziesięć stóp. Kamienny uskok był stromy, jednak Zaira i Zakareth oceniły, że jeśli znalazłby się ktoś wprawny we wspinaczce, mógłby zsunąć się na dół i wejść z powrotem na półkę skalną.

                Nieco dalej znajdowała się także prowizoryczna, drewniana platforma, na której zapewne można było zostać opuszczonym w dół. Przypominała ona Kraghulowi dźwigi, które konstruowały niziołki w Baslwief, w kopalniach. Ten tutaj wydawał się być nieco prymitywniejszy i starszy. Koła zębate miały na sobie lekką warstwę rdzy.

                Tam, w dole, kamienna posadzka, po części zalana mulistą wodą, lśniła w świetle magicznych płomieni. Klatka wykonana z metalowych sztab znajdowała się w południowej części wgłębienia. Pojedyncze wyjście z klatki pozwalało na wchodzenie i wychodzenie, podczas gdy siatka krat wznosiła się na jakieś dziesięć stóp. Ponad tym wszystkim, jakieś dodatkowe dziesięć stóp wyżej, znajdowało się sklepienie jaskini, na którym pobłyskiwały magiczne płomienie oświetlające pomieszczenie.

                Klatka

                Wokół wielkiego wgłębienia ciągnęła się skalna ścieżka, półka, która kończyła się wreszcie drzwiami w zachodniej części tego pomieszczenia. Z daleka, drzwi wydawały się być zwykłe, drewniane i nie różniące się niczym od tych do wejścia do kapliczki. Zdawało się, że dalej na zachód był jeszcze jakiś wąski tunel.

                Kraghul, Jaithe, Zakareth i Zaira spojrzeli w dół… Wydawało się, że tam, niedaleko klatki, była para rzeźbionych posągów.

                Dwa posągi wydawały się całkowicie odstawać od mokrego, brudnego, starego i zapomnianego wnętrza jaskini, od rdzy na klatce i od czarnego smaru dźwigu. Posągi wydawały się być zrobione z kamienia lub też marmuru i, cóż, nie można było odmówić pewnego kunsztu robocie rzeźbiarza, które je wykonał. Oba miały humanoidalne kształty, różniły się tylko głowami: pierwszy posąg miał głowę lwa, drugi zaś jelenia o potężnych rogach.

                Statuy

                Zaira skonstatowała, że tam, wewnątrz klatki, był jakiś kształt, który z grubsza wyglądał na humanoida. Czy to był kolejny trup? Wydawał się nie ruszać. Z drugiej strony, ta humanoidalna sylwetka mogła być po prostu masą poskręcanych, pociętych ubrań. Podróżnicy znajdowali się nieco zbyt daleko, żeby skonstatować, cóż to tam było w tej klatce.

                ~

                Orczy szaman, Kraghul, choć już zdążył przyzwyczaić się do złych przeczuć, które towarzyszyły mu przez całą podróż, nagle wyczuł coś, a jego nastrój udzielił się Jaithe. Tam, za tymi niepozornymi, drewnianymi drzwiami było… COŚ. Ork miał wrażenie, że jeśli w Lwiej Loży istniało jakieś centrum, jakiś środek, wokół którego wszystko się obracało, to musiało znajdować się właśnie tam, za drewnianymi drzwiami. Z wnętrza pomieszczenia wydawała się emanować niemalże namacalna aura złej woli.

                1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                1
                • slann22S Niedostępny
                  slann22S Niedostępny
                  slann22 jako Zakareth z Leng
                  napisał(a) ostatnio edytowany przez slann22
                  #39

                  Kapłanka przedwiecznego popatrzyła w dół na obydwa posągi i powiedziała z namysłem.
                  - Nie jestem pewna, Czy powinniśmy tam schodzić na dół… Chyba cała nasza czwórka wie, że posągi te zaraz ożyją! Chyba że spróbujecie je ostrzelać z daleka, Ale Nasze ataki mogą być nieskuteczne biorąc pod uwagę, że są z kamienia. -

                  1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                  1
                  • LubeszL Niedostępny
                    LubeszL Niedostępny
                    Lubesz jako Jaithe
                    napisał(a) ostatnio edytowany przez
                    #40

                    Moja skóra zareagowała lekkim dreszczykiem emocji, z napięcia, nerwów adrenaliny i ciekawości. Odebrałam też nastrój Orczka ktory zareagował na drzwi, był nerwowy, jakby miał niejasne odczucia że tam coś było...złego.

                    -"Wyczułeś to Orczku? Za drzwiami coś jest... coś co może byc zguba lub wyjaśnieniem wszystkiego. Lub to i to."

                    Spojrzałam nisko pod siebie, skupiłam wzrok a pozniej ducha i moc, aby przebadać posąg.

                    -"Dobre przypuszczenia Zakareth. Magia Transmitacji, mogą byc to golemy jak nasze krasnoludy, lub osoby przemienienie w posągi... ale na pewno mogą ożyć. Tylko moja magia malo sie tu zda, jezeli sa to posągi ataki psychiczne czy nałożenie krwawień nic nie da. Jedynie moge swoimi mackami walić, ale nie mam tego w zanadrzu duzo. Rozproszyć magie ich? Nie wiem czy bede na tyle silna, mozna sie tez przekrasc obok nich... jezeli macie chęć moge przepowiedzieć przyszłość... nawet do 30 minut, jezeli mi sie uda."

                    1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                    2
                    • PiołunP Niedostępny
                      PiołunP Niedostępny
                      Piołun jako Kraghul Ośmiooki
                      Mecenas
                      napisał(a) ostatnio edytowany przez
                      #41

                      Kraghul jeszcze przez chwilę spoglądał w dół, to na nieruchome posągi, to na klatkę i majaczący w niej kształt. Im dłużej na nie patrzył, tym bardziej nie podobała mu się myśl o schodzeniu na oślep. Jeśli rzeczywiście były strażnikami, musiały w jakiś sposób odróżniać gospodarza od intruza. Inaczej Auldegrund i jego ludzie sami ryzykowaliby za każdym razem, gdy schodzili do groty. Logika nakazywała, że muszą w jakiś sposób rozpoznawać swojego Pana. Percepcja podobnych konstruków musiała opierać się na czymś prostym. Z jakiegoś powodu jego pierwsza myśl na temat tch konstruktów oscylowała wokół golemów, nie przemienionych osób jak zasugerowała Jaithe.
                      – Muszą rozpoznawać swoich – mruknął. – Pytanie po czym. Głos? Twarz? Rozkaz? Albo...
                      Jego umysł wszedł w analityczny tryb, a w myślach przeglądał zestaw potencjalnych rzeczy, które pasowały do jego teorii. Myślami wrócił na moment do czerwonego wosku na zaproszeniu i do wizerunku Alocera, który widzieli przy ołtarzu. Wtedy pieczęć wyglądała jak dziwna postać dosiadająca smoka. Teraz, po tym wszystkim, co odkryli, nie wydawało się już niemożliwe, że był to po prostu uproszczony znak piekielnego księcia. W dodatku budynek do którego weszli miał kształt, budzący nieco grozę. Co jeśli kamienne płaskorzeźby na wejściu zmieniono by zmylić wchodzące do środka ofiary. By nie skojarzyły faktów.
                      – ...albo symbol.
                      Spojrzał na Jaithe i Zakareth.
                      – Jeśli te konstrukty służą Auldegrundowi, możliwe, że reagują na znak jego pana albo coś, co oznacza przynależność. To tylko przypuszczenie, ale wolałbym je sprawdzić, zanim zaczniemy walić w kamień całą magią, jaką mamy.

                      Przeniósł wzrok ku dalszej części półki.
                      – Ja również jestem za tym, żeby w razie potrzeby zaatakować z góry. Na pewno nie schodziłbym pomiędzy nie, żeby dopiero wtedy sprawdzić, czy ożyją. Mam też zaklęcie, które potrafi naprawdę mocno naruszyć kamień i konstrukty. Jeśli trzeba będzie, użyję go.
                      Na chwilę zamilkł, po czym pokręcił głową.
                      – Ale nie chcę nim szafować, dopóki nie upewnimy się, że nie ma prostszego rozwiązania. Nie wiemy jeszcze, co siedzi w klatce, nie wiemy, jak reagują posągi i nie wiemy, czy dalej nie znajdziemy czegoś, co pozwoli je ominąć albo wyłączyć. Warto rozejrzeć się zanim sięgniemy po ostateczne rozwiązania

                      Kraghul wskazał kosturem w stronę dalszej części jaskini.
                      – Proponuję, żebyśmy najpierw poszli jeszcze kawałek dalej i zobaczyli, dokąd prowadzi ta półka. To nie może ciągnąć się bez końca. Jeśli po chwili dotrzemy do ślepego zaułka albo nie znajdziemy niczego, co zmieni sytuację, zawrócimy tutaj i spróbujemy szczęścia z posągami.

                      Spojrzał ponownie w dół, na klatkę. Ten moment wybrał na odpowiedzenie Jaithe. Fakt, że nazwała go "orczkiem" nieco wytrącił go z toku myślowego. Niejmniej odpowiedział niezrażony dziwnym zdrobnieniem.
                      – Zguba? Wątpie. Ktoś raczej jest uwięziony, może nawet z poprzedniego rzutu ofiar. Stąd strażnicy. Tak zakładam, choć mogę się mylić. Wyczuwam, że tam jest coś co stanowi oś problemu, ale nie wiem jak interpretować ten podryg intuicji. Nie mniej, cokolwiek to jest, nie ucienie. Może poczekać.

                      Na koniec przesunął dłonią po kosturze i skinął głową w stronę dalszej drogi.
                      – No dobrze. Dajmy sobie jeszcze chwilę na rekonesans. Jeśli ta grota rzeczywiście skrywa serce całej Loży, dowiedzmy się więcej zanim uderzymy w nie tym co mamy.

                      1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                      1
                      • SantorineS Online
                        SantorineS Online
                        Santorine jako Mistrz Gry
                        napisał(a) ostatnio edytowany przez Santorine
                        #42

                        Podróżnicy - Zaira, Zakareth, Jaithe i Kraghul, wespół z krasnoludem-simulacrum lustrowali przez jakiś czas ów kamienny dół, w którym znajdowała się klatka. Choć obecność klatki sugerowała o jakimś rodzaju więzienia, pozostałości murów, ruiny, wydawały się mieć jakieś inne znaczenie. Być może były to pozostałości po jakiejś kaplicy lub kulcie, który czcił piekielnego księcia? Parę z pozostałości murów nawet miało jakieś reliefy, które z daleka wyglądały na postacie, zatarte przez czas i porośnięte mchem.

                        Cóż. Jeśli jeśli tylko mieli wykaraskać się z tego wszystkiego, czasu na spekulacje było dużo.

                        Ruszyli zatem wzdłuż skalnej półki. Ostrożnie i z pewnym ociąganiem, jako że Kraghul nadal co pewien czas próbował wybadać obecność pułapek. Stopa po stopie, podróżnicy posuwali się coraz dalej i dalej.

                        ~

                        Tunel

                        Najbardziej wysunięty na południe był tunel, który był nieco niższy i przypominał króliczą norę, jeśli tylko to można było rzec o skalnej dziurze, wokół której formacje skalne sterczały niczym kły otwartej paszczy. Migotliwe światło pochodni-stalaktytów nie sięgało tutaj, jednak nie był to żaden problem: wszyscy zgromadzeni bowiem widzieli w ciemnościach, szczególnie Kraghul, Dorlivin i Zakareth. Oczy orka pozwalały mu jego dziedzictwem widzieć w czerni i bieli, tak samo jak Dorlivinowi, który, pomimo bycia iluzorycznym pomiotem Auldegrunda, jakimś aspektem czaru cienia zachował tą zdolność. Zakareth widziała w ciemnościach zaś za sprawą mutacji jako spaczona przez magię istota.

                        Tunel był pusty. Prawie.

                        U samego końca tunelu był jakiś zasuszony, stary szkielet, lub też jego pozostałości. Ciężko było powiedzieć, do kogo należał - wydawał się być chyba tak stary, jak sama Lwia Loża, bowiem zasuszona i podobna pergaminowi skóra była żółta i przysypana sporą warstwą kurzu. Było tam coś. Jakiś przedmiot.

                        Zaira wślizgnęła się w ciasny tunel. W jednym momencie elfka, choć giętka, poczuła się, jak gdyby spuszczono ją na samo dno grobu. Przesuwając się coraz dalej i dalej do końca tunelu, elfka nagle zauważyła cztery pary otworów, dokładnie pasujące na oczy.

                        Spojrzawszy do jednej z tych par Zaira stwierdziła, że otwory ukazywały pokoje gościnne. Ktoś w przemyślny sposób wydrążył otwory, żeby podglądać kogokolwiek, kto znajdował się wewnątrz pokojów. Każde z tych “oczu” kończyło się trofeum - można było włożyć swoją głowę do spreparowanego czerepu i przez fałszywe, szklane oczy widzieć łóżko i biurka.

                        Elfka jednak parła dalej - aż do samego końca, aby wreszcie dopaść do zasuszonego, zmurszałego trupa. Zaira podniosła dwie rzeczy, które pozostały tutaj. Z jakiegoś powodu, dwa przedmioty nie wydawały się stare. Ktoś musiał położyć je tutaj niedawno.

                        Pierwszym z przedmiotów był długi miecz pokryty srebrem, na którym jakiś mag tudzież kowal naniósł magiczne runy. Drugim zaś była prosta, stalowa tarcza. Rynsztunek wydawał się zrabowany od jakiegoś podróżnika.

                        Kraghul i Jaithe zauważyli, że w zakurzonym, starym tunelu znajdowało się parę małych śladów: małych, szponiastych stóp.

                        ~

                        Sanctum diabolisty

                        Pozostało więc wejść w ostatnie drzwi. Prowadzeni przez Dorlivina, czwórka ostrożnie stąpała po śliskiej, lśniącej od wilgoci posadzki.

                        ~

                        Pomieszczenie, które znajdowało się za drewnianymi dźwierzami zdawało się być salą trofeów i komnatą rytualisty jednocześnie, jednak, istniała spora różnica - wypchane głowy zawieszone na ścianach nie zostały pozyskane z zajadłych bestii z dziczy.

                        Byli to ludzie. Wypchane głowy na tarczach trofeum miały otwarte usta, zaś niewidzące oczy gapiły się w przestrzeń, zupełnie jak te, które podróżnicy znaleźli w pokojach.

                        Sporej wielkości stół, na którym znajdowały się księgi i papierzyska stał w południowej części tego pomieszczenia. Wielka, drewniana gablota znajdowała się w północnowschodnim wgłębieniu; zdawał się z niej emanować nienaturalny chłód, jeszcze zimniejszy niż naturalny ziąb jaskini, jako że przy brzegach zamkniętych drzwiczek zbierał się lód. Na środku pomieszczenia znajdował się stół, przypominający te medyków - lub wiwisekcyjny…

                        Para judaszy w zachodniej ścianie wydawała się stanowić jakiegoś rodzaju punkt obserwacyjny do komnaty obok. Wreszcie, dalej na północ, pentagram szeroki na dziesięć stóp został wyryty na podłodze i dodatkowo wysmarowany krwią, tworząc krąg przywołania. Pentagram został udekorowany kośćmi, czaszkami i krwistoczerwonymi świecami.

                        Powietrze cuchnęło siarką i nieprzyjemnym zapachem, które przywodził na myśl piżmo i zgniliznę.

                        ~

                        Kiedy tylko drzwi otworzyły się szerzej, wszyscy nagle usłyszeli dźwięk gwałtownie zasysanego powietrza. Zakareth, która znajdowała się zaraz za Dorlivinem, zauważyła, jak ogień świec zmienił swój kolor na czarny, krew na pentagramie natychmiast zaś poczęła się gotować. Odór wzmógł się w dwójnasób, akompaniowany przez nagły ryk. Mulista energia w centrum zawibrowała; wreszcie, nagły wybuch ognia i dymu wyrzygał humanoidalną sylwetkę.

                        – STAŃ I WALCZ DLA WATAHY PANA – wrzasnął dzierżący trójząb czart, który natychmiast zaatakował podróżników. – LEKKA ŚMIERĆ BĘDZIE CI DANA…

                        I z szyderczym śmiechem, rad z krotochwili, rzucił się na Dorlivina.

                        1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                        1
                        • slann22S Niedostępny
                          slann22S Niedostępny
                          slann22 jako Zakareth z Leng
                          napisał(a) ostatnio edytowany przez
                          #43

                          Zakareth Uśmiechała się do siebie, gdy zobaczyła otwory przez które można było oglądać pokoje, przypominały jej bardziej jakąś krotochwilną opowieść groszową niż normalne świątynię jednego z Arcydiabłów. Zastanawiała się przez jakiś czas, czy ten krasnolud odnalazł tę świątynię, i właściwie Czy próbował ją odinstalować do stanu wyjściowego.
                          - Myślicie, że on odszukał to miejsce, czy też może cały jego Klan oddalał siedzibę pradawnego kultu?-
                          Gdy znaleźli mieć zasugerowała aby wziął go któryś z jej towarzyszy, najlepiej Elfka…
                          Musiała przyznać jednak, że diabła się tutaj nie spodziewała… Niezbyt cieszyła ją perspektywa walki z czymś takim przed pokonaniem tutejszego… Wielkiego kapłana?

                          1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                          0
                          • SantorineS Online
                            SantorineS Online
                            Santorine jako Mistrz Gry
                            napisał(a) ostatnio edytowany przez Santorine
                            #44

                            – GIŃ, POMIOCIE! – diabeł krzyknął i dosadził do Dorlivina, próbując zbić krasnoluda z nóg.
                            Krasnolud jednak nie dał się zaskoczyć: zadrobił swymi krótkimi nogami i zbił cios trójzębu swym młotem.
                            – Mogę być i fałszywym, bezwartościowym bastardem Auldegrunda! – splunął Dorlivin. – Ale takim jak ty to mordę oklepię za darmo, ha!
                            I okręcił się raz jeszcze, unikając ciosów płonącego trójzębu.

                            Kraghul zmrużył oczy, próbując przypomnieć sobie, z jakim rodzajem piekielnego pomiotu mieli do czynienia. Rogi, trójząb, smród siarki i sposób, w jaki rzucił się do walki, mogły zdradzać więcej, niż chciał pokazać.
                            – Zobaczmy, czym jesteś.
                            Nie czekał jednak na pełną odpowiedź własnej pamięci. Zacisnął dłoń na kościanym fetyszu i wymówił kilka niskich, gardłowych słów. Tym razem duchy nie przybrały postaci ostrza. Ciemna, półprzezroczysta smuga wyślizgnęła się spomiędzy jego palców i pomknęła ku Dorlivinowi, oplatając krasnoluda niczym kilka warstw niewidzialnej pajęczyny. W jej wnętrzu pojawiały się na moment niewyraźne sylwetki, pazury, szczęki i migotliwe oczy istot, których już dawno nie było pośród żywych.
                            Kraghul, widząc walczących Zakareth i Dorlivina z dziwnym diabłem który zmaterializował się dosłownie znikąd, skupił się przez chwilę. Tak… Słyszał o tym rodzaju istoty, która pochodziła z gorejących Piekieł, dawno temu. Choć pamięć była nieco mglista i w ferworze walki trudno było przypomnieć sobie szczegóły, ork przypomniał sobie słowa jednego ze Starszych plemienia, którzy wprowadzali go w tajniki planów. Było to dawno temu, jeszcze przed śmiercią Nary.
                            – “Diabły służą temu, kogo lud ludzki zwie Asmodeusz” – mówił wtedy Starszy. – “Rzadka rzecz, widzieć przeklęty pomiot na tej ziemi. Ale głupi ludzie czasem wywołują je, bo są i ku temu narzędzia… Odporne są na ciosy zwykłej broni, poza srebrną. Moc, którą władają bogowie i boginie, poświęcona energia jest tym, czego się obawiają”.

                            Wszyscy usłyszeli łopot błoniastych skrzydeł. Z ciemności - na podobieństwo diabła, z którym walczyli Zakareth i Dorlivin - wychynął pomniejszy diabeł. Zmaterializował się niemalże z powietrza, lub też uprzedniej był niewidzialny. Z syczącym, nienawistnym głosem zaatakował Jaithe! Ta, wzięta z zaskoczenia, nie uniknęła ciosu ogonem, który wydawał się pryskać dziwnym, żółtawym jadem.
                            Jaithe zacisnęła zęby. Udało się jej pokonać jad.

                            Dorlivin tymczasem z rykiem walił młotem, podwójnie ośmielony zaklęciem, które rzucił na niego Kraghul.
                            – Dzięki, bracie! – Dorlivin uderzał z rykiem. – O żesz no, na jaja Toraga, khuurwa! – krasnolud, zirytowany rezultatem soldinych ciosów, sapnął. – Co ma być?
                            – Żałosne zabawki – z gardła diabła dobył się pogardliwy chichot. – Dziś wasze łby dołączą do tej ściany!
                            I uderzał dalej swym trójzębem.

                            Zakareth Uśmiechnęła się widząc karłowatego diabełka, zastanowiła się czym on jest właściwie. A potem spróbowała zaatakować go dwa razy swoim kosturem.

                            Zakareth zakręciła swym kosturem i odwróciła się na pięcie. Spaczona przeciskała się przez jej towarzyszy, dalej na południe, aby pomóc Jaithe!
                            – Dokąd to? – zakpił diabeł.
                            Rogaty chlasnął Zakareth swym trójzębem solidnie, a z trzech ran pociekła krew. Czerwonoskóry o płomiennych oczach zaśmiał się tubalnym basem.
                            – Dokąd to, szpetna? Ciebie pierwszą obedrę ze skóry, jak z wami skończę!

                            Zakareth jednak, niepomna słów czerwonoskórego kata, pomknęła dalej. Chlasnęła swym kosturem raz i drugi. Trafiła! Potężne uderzenie rozbiło się na czerepie małego demona, ten zaś pisnął z bólu i pogardy, miotając wymyślne klątwy.

                            Jaithe tymczasem przestąpiła, żeby znaleźć się w zasięgu rzucenia zaklęcia. Zobaczyła go: diabelski kat wywijał swym trójzębem i syczał, wymieniając ciosy z Dorlivinem. Spaczona magią wzniosła rękę ponad siebie, a czarna emanacja, niby dym, zaanonsowała tchnienie energii grozy.
                            Diabeł, choć zacisnął zęby, nie mógł przemóc nienaturalnej grozy, którą wywołała zaklinaczka.
                            – Z-zapłacisz za to, suko! – ryknął, rozeźlony.

                            Jednak elfia łuczniczka, uprzednio zakasawszy swój łuk na plecy, już nacierała na piekielnego kata! Srebrny miecz, który dzierżyła w swej dłoni, błysnął raz po raz, jednak mniej wprawna we władaniu mieczy elfka chybiała raz po raz.
                            – Zabierz to z mojej mordy! – krzyknął diabeł, który spoważniał na widok srebrnej broni.

                            Zakareth usłyszała kolejną parę trzepoczących, nietoperzych skrzydeł za sobą. I złośliwy chichot. Kolejny z diablików uderzył na nią z flanki, pozycjonując się za jej plecami. Choć diablik wymacał wreszcie lukę w pancerzu, spaczona magią z łatwością zbiła cios. Trucizna nie wdała się.

                            – Zdychaj, pokurczu! – brodaty, czerwonoskóry kat wrzasnął do Dorlivina.
                            Dorlivin jednak oparł się kolejnej próbie zbicia go z nóg. Krasnolud niemal z mistrzowskim zacięciem uchylał się od zastawianych haków diabła, który z furią uderzał coraz bardziej i bardziej.
                            Wreszcie, diabeł zwinął się i uderzył swym rozszczepionym kopytem, które płonęło żywym ogniem. Dorlivin syknął z bólu, z gniewem wyszczerzył się:
                            – Kiedy zarżnę cię, cholerny cieciu, to łeb ci na włócznię nabiję – krasnolud splunął.
                            Kiedy tylko to wyrzekł, zaklęcie Kraghula uderzyło: cieniste postacie, które były skupione wokół krasnoluda, uderzyły wespół niczym rój szarańczy. Drasnęły jeno diabła, jednak ten ze złością tupnął na kontratak.

                            Orczy szaman wykonał parę gestów i dotknął kościanego fetyszu, który zawibrował. Wirujące duchy, które otaczały Dorlivina zakręciły się, rój szarych postaci wirował wokół ciała fałszywego krasnoluda, który wymieniał ciosy z diabłem.
                            Zaraz potem jednak ork krzyknął słowa zaklęcia - ni to słowo, ni to zwierzęce warknięcie. Chmara pająków natychmiast eksplodowała zaraz za diabłem, gryząc, uderzając kłami, próbując wbiec w zakamarki ciała.
                            Z chmary jednak wydobył się triumfalny rechot diabła.
                            – I to mają być ci, których ten stary dureń miał złożyć w ofierze!? – czerwonoskóry kat o płonących oczach zaśmiał się. – To ma być wszystko!? Alocerze! Popatrz na prawdziwego sługę Piekieł!
                            Zdało się, w istocie, że rój pająków wyrządził jeno poślednią szkodę. Draśnięcia i nic więcej.

                            Tymczasem Zakareth i małe diabły walczyły zażarcie. Kapłanka starego bóstwa zdawała się uchylać przed ciosami małego diabła, który w międzyczasie dotknął swą szponiastą dłonią ranę wyrządzoną przez nią i zabliźnił część ran. Ze złośliwym grymasem atakował kolczastym ogonem, jednak Zakareth ledwie odczuła rany.

                            Krasnolud tymczasem zmienił taktykę.
                            – Dalej, ty kupo łajna z Piekieł! – wrzasnął. – AAUGH!
                            Uderzając, krasnolud trafił tak pechowo, że sam stracił grunt pod nogami. Diabeł natychmiast wykorzystał lukę w obronie i pchnął swym trójzębem, aż jucha Dorlivina zbryzgała stół. Liżąc krew z trójzębu, śmiech diabła dobywał się zza jego długich kłów.
                            Natychmiast jednak dusze, które osłaniały Dorlivina uderzyły diabła: tuziny małych dłoni i szponów rozorały ciało diabła, a czerwona skóra pociekła posoką.
                            Dorlivin powstał jednak.
                            – Spróbuj tego, gnido! ZA TORAGA!!!
                            Dorlivin uderzył w goleń diabła, ten zachwiał się, poślizgnął i wreszcie upadł na kamienną posadzkę z rumorem i wrzaskiem, które potoczyły się echem w jaskini.
                            – ZAPŁACISZ ZA TO, PRZEKLĘTY KARLEEE – wrzeszczał.
                            Kapłanka Pełzającego chaosu postanowiła odsunąć się od przeciwników tak aby ich stać pomiędzy nimi i zaatakowała pomiot piekieł dwukrotnie swoim kijem…

                            Jaithe popatrzyłą w stronę stwora, na razie bylo trzechna jednego więc ufała, że sobie w miarę poradzą. Dlatego skoncentrowała się na pomiotach pomocnikach. Wystawiłam rekę, atakując mackami z rąk w pomiot.

                            Kapłanka zakręciła swą laską bitewną, aż wizgnęło powietrze. Łeb małego diabła eksplodował niby dojrzałe jabłko przeszyte bełtem kuszy, zaś korpus zatrzepał skrzydłami i runął na posadzkę groty, rzygając krwią, która poczęła wylewać się całymi kałużami. Zakareth odwróciła się raz jeszcze i wyprowadziła parę uderzeń, jednak czerwonoskóry bachor wymykał się przed sztychami i smagnięciami.

                            Feeria mrocznych macek eksplodowała z ręki Jaithe. Oślizłe, pokryte szlamem, potężne macki zwarły się wokół karku drugiego z diablików. Chrupnęło nieprzyjemnie, a drugi z małych czartów runął w dół, w przepaść pod podróżnikami, aby wreszcie plasnąć w wodzie w na pół zalanej posadzce. Nie żył. Cieniste macki, na podobieństwo dymu, rozwiały się, kiedy zaklęcie Jaithe dokonało swego dzieła.

                            Zaira pojedynczym susem doskoczyła do prawej ręki Dorlivina. Krasnolud odbijał raz po raz ataki diabła, który z sekundy na sekundę zdawał się być coraz bardziej rozwścieczony. Zwłaszcza po tym jak został powalony na posadzkę. Skorzystawszy z okazji, elfka wypatrzyła moment nieuwagi czarta i uderzyła na odlew swym srebrnym mieczem.
                            Trafiła! Ryk bolesnej furii wydarł się z gardła diabła. Tym razem, ostrze pokryte srebrem uderzyło głęboko w czarcią skórę, nie to, co uderzenia Dorlivina, którego młot, choć pokryty runami jego klanu, nie mógł przemóc naturalnej odporności. Zairze przemknęło przez myśli, że jego broń może być śniegową kopią, ale ważniejsze że trafiła przeciwnika i polała się krew demona - tudzież diabła, potwora - czymkolwiek był.

                            Kraghul nie próbował tym razem przełamywać odporności diabła kolejnym zaklęciem. Widział już, jak niewiele zrobił rój duchowych pająków, a srebrne ostrze Zairy weszło w czarcią skórę znacznie głębiej. Lepiej było pomóc tym, którzy mieli w rękach właściwe narzędzia.
                            Zacisnął palce na fetyszu i ponownie poruszył dłonią w stronę Dorlivina. Krążące wokół krasnoluda duchy zgęstniały, zacieśniając swój wir niczym stado cierpliwie czekające na kolejne uderzenie.

                            Srebrne ostrze które dzierżyła Zaira, działało jak należy i elfka ani przez chwilę nie miała zamiaru odpuszczać.
                            – Z całej siły – odpowiedziała Kraghulowi, nie spuszczając oczu z demona. Już podczas powstawania z podłogi zbierała impet aby mocniej uderzyć przeciwnika, który zdecydowanie za dużo gadał. Mocniej, z kucków używając mięśni rąk i nóg, oraz oczywiście celnie. Broń miała to do siebie, że służyła też do parowania ciosów i zwykle trzeba było brać na to poprawkę, Zaira czuła jednak taką pewność siebie, że tym razem skupiła się wyłącznie na celu, aby ciąć bestię głęboko i wręcz wbić ostrze w ciało przeciwnika.

                            Widzałam jak padają małe diabełki, przez co mój uśmiech zdobił moją twarz. Spojrzałam w stronę głownego przeciwnika, próbując ogarnąć jak im idzie. Nie było źle, ale nie wiedziałam czy wykorzystywać całą moc na tę walkę. Wolałam nie.

                            Orczy szaman podtrzymał zaklęcie i szepnął słowo. Chmara szarych postaci wirowała nadal przy krasnoludzie. Ork, trzymając przygotowany wcześniej zwój zaklęcia Grozy, zaintonował żałobny kawałek pieśni. Zwój natychmiast stanął w płomieniach, zaś pojedynczy glif, który został nań naniesiony wygiął się w przestrzeni i zalśnił kolorem ciemnej krwi. Runa grozy eksplodowała głośnym rykiem, zaś wokół Kraghula pojawiły się dwie, trzy, cztery cieniste sylwetki, które pomknęły prosto do diabła!
                            Efekt był piorunujący: pewny uśmieszek czarta natychmiast zamienił się w grymas przerażenia, jak gdyby ork skrzywił jego umysł i pokazał mu najgorszą z katusz lub też najboleśniejszą z tortur. Wrzeszcząc z przerażenia, już gotował się do ucieczki!
                            Zwój wypalił się całkowicie, pozostawiając po sobie tylko tlące się popioły.

                            – A, zara, przestań się drzeć, ladaco…
                            Dorlivin dał susa w bok i ustawił się naprzeciw Zairy. Krasnolud huknął swym młotem raz jeszcze po goleniach diabła, który w panice nie wydawał się panować nad sobą. Runął po raz drugi na ziemię, Dorlivin zaś zwinął się i poprawił ciosem młota bojowego po żebrach, aż zatrzeszczało.
                            – Zdychaj, kreaturo! – krasnolud splunął z pogardą.

                            Spaczona kapłanka Nyarlathotepa biegła już z południowej strony jaskini: minęła Kraghula i Jaithe i wpadła wreszcie do komnaty diabolisty. Jej kostur zapłonął czarnym, niemal smolistym płomieniem, jednak drący się czart w ostatniej chwili przeturlał się obok, potężne uderzenie zaś z prawdziwym gromem uderzyło obok jego czerepu. Tak niewiele brakowało!

                            Zaklinaczka Jaithe pobieżyła za Zakareth i chlasnęła swoimi pokaźnymi szponami po ciele diabła. Niestety, na nic! Gruby pancerz i skóra zaabsorbowały impet ostrych niczym żylety szponów spaczonej przez magię, która nijak nie mogła dostać się w krwawiące rany!

                            Elfia łuczniczka tymczasem powstała. Diabeł, ostatkiem sił, chciał dźgnąć Zairę swym trójzębem, jednak ta okazała się zbyt szybka. Pewnie odskoczyła obok, aby wreszcie skorzystać z siły impetu i z całej siły uderzyć srebrnym mieczem. Klinga wgryzła się głęboko w pierś czerwonoskórego czarta - elfka pchnęła jednak dalej, brutalnie patrosząc stwora z piekieł.

                            – ALOCERZE!! – wrzasnął po raz ostatni czart. – WSPOMÓÓÓŻ!!!

                            Świece pentagramu zapłonęły migotliwym światłem, we wnętrzu zawirowała ciemna energia. Gdzieś tam, po drugiej stronie, rozległ się przeraźliwy, nieludzki wizg, czart zaś, ranion przez Zairę wreszcie znieruchomiał. Ohydny krzyk zastygł w jego gardle, a ciemny wiatr, który powiał od strony zamykającego się portalu tchnął obrzydliwym zapachem siarki i śmierci. Czart w parę chwil postarzał się, jego skóra naciągnęła się na szkielet. Wreszcie, energia w środku pentagramu zawibrowała złowrogo i huknęła trzaskiem. Nastała cisza.

                            To było wszystko. Po wierzgającym, wrzeszczącym czarcie pozostały tylko szkieletowe pozostałości. Jakikolwiek był rytuał lub zaklęcie, które go spętały, zdało się, że dopełniły się właśnie.

                            1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                            0
                            • SantorineS Online
                              SantorineS Online
                              Santorine jako Mistrz Gry
                              napisał(a) ostatnio edytowany przez Santorine
                              #45

                              Kiedy tylko dźwięki, trzaski, wyładowania i groźne brzęczenie wzburzonej energii w środku pentagramu ustało, echa bitwy ucichły i ponownie nastała złowroga cisza. Podróżnicy, Kraghul, Zaira, Jaithe i Zakareth, odnieśli całkiem solidne rany i trzeba było przyznać, że gdyby nie Dorlivin, cała rzecz z czartem mogła pójść zupełnie inaczej. Teraz jednak martwe czarty leżały na dnie jaskini, zaś zasuszony trup był jedynym, co przypominało o wielkim, rogatym diable, który jeszcze chwile temu miotał klątwy i uderzał raz po raz swym trójzębem.

                              Oględziny otoczenia wkrótce wykazały, że znalazło się tutaj parę przydatnych łupów. Zaira w szufladzie odnalazła trzy mieszaniny o zielonkawym kolorze, które zidentyfikowała jako wariant mikstury leczniczej.

                              Z wnętrza kredensu w północno-zachodnim kącie emanował ziąb, który przejmował do szpiku kości. Wewnątrz jednak, poza lodem i śniegiem, nie było w zasadzie nic. Kraghul doszedł do oczywistego wniosku, że kredens musiał być w jakiś sposób zaklęty, jako że nie było obok niego żadnego mechanizmu, który powodowałby ustawiczny chłód, zaś Jaithe stwierdziła, że emanowała z niego całkiem silna aura magiczna. Zapewne, po tym wszystkim, byłby warty nieco grosza, jeśli by tylko wynieść go stąd i zaprezentować jakiemuś kramarzowi w Korvosie?

                              Za biurkiem znajdującym się na południu komnaty rytualisty znajdował się skrzętnie złożony śpiwór, podróżnicy odnaleźli flaszę mocnego trunku, na której znajdował się symbol Księcia Piekieł.

                              Pentagram zaś i ołtarz przed nim, choć skrzętnie przygotowane do odprawienia kolejnego rytuału przewołania, okazały się najmniej interesujące. Ołtarz był całkowicie pusty, zaś pentagram wyrysowany krwią i świece były najzwyklejszymi na świecie krwią i świecami. Magia, której dokonywał tu Auldegrund, wyczerpała się wraz ze śmiercią diabła.

                              ~

                              Ciekawsze okazało się sprawdzanie biurka.

                              Księgi, zwoje i powyrywane stronice wydawały się wskazywać na oczywiste zainteresowanie tematem przywoływania istot spoza tego wymiaru - była tutaj Hierarchia Dziewięciu autorstwa Paralictora Hendricka Thrune, nudny, acz efektowny traktat diabolistyczny, który zestawiał hierarchie w sztywnej, legalistycznej manierze rodem starego Cheliax.

                              Była tutaj też kopia Czarnego Katalogu spisanego przez Siostrę Vennerę z Egorian, czyli spis znanych diabolistów, ich kultów i relikwi. Kraghul i Jaithe rozpoznali ten tom jako ten, który ongiś został spisany w celu zwalczania diabolizmu. Ironią losu jednak okazało się, że pisany z żelazną konsekwencją wolumen i jego faktologia z czasem były wykorzystywane przez samych przywoływaczy Piekieł.

                              Poza tym, sporo kopii i odpisów z klasyki kultów planu Piekieł: Siedem Wrót Avernusa pióra Caldris Vane, O Przymierzu Płomienia (anonim) i inne, z których wyróżniał się Czerwony Konkordat sygnowany pieczęcią Dekarium - długi, acz niepozbawiony wyobraźni teologiczny traktat przekonujący, że rządy Avistanu powinny naśladować hierarchie Stygii.

                              Między zwojami znajdowały się zaklęcia omamiające umysł i przywołujące nieumarłych. Były tutaj także znacznie dłuższe zwoje, które zostały zwinięte w rulony i owinięte wokół hebanowego drewna naśladującego berła. Te zwoje - jak zauważył Kraghul - były długimi rytuałami, dzięki którym można było wytworzyć simulacrum i ożywić przedmioty. Zdawać się jednak mogło, że magia ta była zawiła i wymagała całych godzin na odczynienie.

                              W drugiej z szuflad Zaira znalazła pierścień, który dawał odporność na ogień. Obok niego znajdował się symbol, który Auldegrund mógł uważać za święty. Podróżnicy, znając już zapędy mistrza Lwiej Loży, bez trudu zidentyfikowali symbol jako ten, który przedstawiał Alocera. Był tutaj też też mała sakwa ze złotem, ponad sto sztuk.

                              We wgłębieniu za biurkiem podróżnicy znaleźli, skrzętnie zawinięty w płótno, pancerz, a obok niego korbacz i tarczę wykonaną z drewna i skórzni. Zakareth dojrzała, że na wewnętrznej stronie pancerza znajdowało się pojedyncze, dość prymitywnie wyryte w metalu imię brzmiące “Rathor”.

                              Zakareth, badając biurko, odszukała oprawiony w skórę dziennik. Bez wątpliwości, należał on do Auldegrunda i mogła go przeczytać tylko Jaithe, jako jedyna z grupy, która władała językiem Piekieł. Potrzeba było jednak paru godzin, żeby odcyfrować chwiejny, niemalże maniakalne pismo mistrza tego miejsca.

                              Wreszcie, ostatnią rzeczą, którą odnaleźli podróżnicy był pojedynczy, mosiężny klucz, którego zwieńczenie było udekorowane głową czarta.

                              1 odpowiedź Ostatnia odpowiedź
                              0

                              Cześć! Wygląda na to, że jesteś zainteresowany tą rozmową, ale nie masz jeszcze konta.

                              Masz dość przewijania tych samych postów za każdą wizytą? Po zarejestrowaniu konta zawsze wrócisz dokładnie do tego samego miejsca, w którym byłeś wcześniej, możesz wtedy również wybrać opcję otrzymywania powiadomień nowych odpowiedziach (e-mailem lub powiadomieniem push). Będziesz też mógł zapisywać zakładki i głosować na posty, aby okazać uznanie innym członkom społeczności.

                              Z Twoją pomocą tez post mógłby być nawet lepszy 💗

                              Zarejestruj się Zaloguj się
                              Odpowiedz
                              • Odpowiedz, zakładając nowy temat
                              Zaloguj się, aby odpowiedzieć
                              • Najpierw najstarsze
                              • Najpierw najnowsze
                              • Najwięcej głosów


                              • Zaloguj się

                              • Nie masz konta? Zarejestruj się

                              • Aby wyszukiwać zaloguj się lub zarejestruj.
                              Powered by NodeBB Contributors
                              • Pierwszy post
                                Ostatni post
                              0
                              • Kategorie
                              • Ostatnie
                              • Tagi
                              • Popularne
                              • Świat
                              • Użytkownicy
                              • Grupy
                              • Strona startowa